kiedy nazywałeś mnie Ewą uśmiechałam się
do naszych fantazji w jaki sposób szukać
i znajdować w komorach pragnieniach
pasjami pożerałam jabłka zalewając brodę
sokiem kwaśnym spienionym zielono

wąż dał – wąż wziął życzenia
diabli wzięli a jabłka straszne
cierpły na języku smakiem
owocu tarniny i już nie smakowały

wtedy nazwałeś mnie tajnym imieniem żony Lota
osłupiałam z niedopowiedzeń że to możliwe
aby za czułość dla świata zostać ukaraną
ranną nocną bryłą trwałam

zawołałeś Silvio i biegłam boso
po lesie pełnym ostrych igieł
po zwalonych pniach omszałych
srebrem powalonych rozsądków

teraz wołasz Joanno i kroczę po rycersku
uzbrojona urojoną miłością wytrwania
na azymut na stos.