codziennie wieczorem przylatuje do mnie kot
rzucam mu mięso na parapet
i obserwuję jak powoli zlizuje krwawy ochłap
z nagrzanej blachy
gołąb łasi się do nogi spragniony herbaty
ale podaję mu zmrożoną
bo ostatnio poparzył dziób
i na tydzień się obraził

czasami wybieramy się na polowanie:
ja Dżordż i Matylda
i niczego nam potem nie brakuje
bujamy siebie w fotelach z mokrej trawy
i malujemy zamyślone obrazy
tylko nad ranem
na sekundę przed zaśnięciem
zastanawiam się czy na pewno czegoś nie pominąłem
ale sen rozdrapuje rany
i wiem że wszystko toczy się prawidłowym rytmem
a brak słońca o północy nie jest już tak przerażający

„bo wszystko da się zrozumieć” jak mawia Matylda
i co najwyżej Dżordż dostanie niestrawności

ale to już temat na inne opowiadanie