Dozgonnie wdzięczny za ten posmak śmierci
na koniuszku życia, za bycie – nie bycie,
luksus wątpliwości co nas dotyka niczym
cud spóźniony, skłaniam głowę – nisko.

Na klęczkach zapalam świeczki w zburzonych
bożnicach, meczetach, cerkwiach, kościołach,
które nie doczekają dnia chwały. Prawda ponoć
nas wyzwoli, a więc czekamy. Wiara zatyka

usta skuteczniej niźli knebel ojczyźniany.
Na szczęście słowa niewiele ważą, szczególnie
te na wiatr rzucane, chyba żeby je zgromadzić
w stertach opasłych woluminów.

Do nieskończoności nas powiozą autobusami
komunikacji miejskiej, zawsze można żywić
nadzieję, że jak zwykle będą opóźnienia,
opieszałość w remontach i korki.

W sam raz na szybki rachunek sumienia,
gwałtowne konwersje – w ujęciu psychologii,
i nawrócenia.