Świat rozpoczął się gwałtownie, wielkim hukiem. Pewnie musiało być także coś wcześniej, ale to wtedy, wraz z bólem, napłynęła obecna świadomość. Wokół własnym rytmem krążyła rzeczywistość, a ze mnie wolno wyciekało dopiero co rozpoczęte życie. Czas płynął.
Nie da się ukryć, to mimo wszystko było zabawne. Kiedy wreszcie ktoś do mnie podszedł, próbowałem się nawet uśmiechać, ale ogon odmawiał mi posłuszeństwa.
Jeszcze przez wiele dni nie mogłem dać ujścia swojej wesołości. A było się z czego śmiać, oj było. Przede wszystkim z samego siebie. Dałbym głowę, że już kiedyś umiałem chodzić, niemniej teraz jak osesek uczyłem się pełzać na brzuchu. Chciałem zobaczyć swoje łapy, ale widok zasłaniała mi dziwna, biała osłona, nazywana przez pielęgniarzy hiszpańskim kołnierzem.
Jeszcze większym powodem do śmiechu były miny ludzi, kiedy patrzyli na mnie. Co może być strasznego w małym, bezradnym zwierzaku? A z ich oczu wyglądało przerażenie. Dziewczyna, zwana dyżurną, kiedy miała wziąć mnie na ręce pachniała paniką, mimo że przełamując ból uśmiechałem się do niej zachęcająco.
Dwa miesiące później, kiedy spotkałem ją po raz drugi, postępowała jeszcze głupiej. Nie poznała mnie. Skakałem na trzech sprawnych nogach i aż skręcało mnie ze śmiechu. Jak można nie poznać psa? Przecież niezależnie od wyglądu i stanu zdrowia zawsze pachnie się sobą.
Nieśmiało dotykając mojego grzbietu, mruczała zabawnie, że nie może uwierzyć w to ocalenie i że prędko musi poszukać mi domu. Jej przejęcie było tak komiczne, że aż się posikałem.
Już po paru dniach wpadła do boksu skacząc i poszczekując jak szczeniak. Prowadziła za sobą kobietę i mężczyznę własnego gatunku. Jeszcze nigdy nie widziałem czegoś równie zabawnego, ale nagle odechciało mi się śmiać.
Prowadzony dziwną siłą, wolno podszedłem do człowieka. On równie niespiesznie pochylił się, sięgnął jedną ręką, podniósł i mocno przytulił. Pierwszy raz w życiu mogłem płakać. Byłem szczęśliwy.
Tymczasem kobieta zaczęła głośno ujadać na dyżurną:
- Co to ma być, do cholery? Co mi pani tu wciska? Zobaczyła pani kalekę to i psa połamańca wyszukała?! Mąż miał wypadek samochodowy, ledwie przeżył. Powinien dostać wesołego psiaka.
Karcona milczała i tylko patrzyła na mojego pana i na mnie, jak na jej oczach stajemy się jednym stadem.
W końcu i pani spojrzała na nas, westchnęła i łagodnym już głosem powiedziała:
- I jak ja was teraz obu po schodach wytaszczę?
Pomału i w ciszy świat stał się jeszcze raz.
Karta psa/kota; Opis:
Tobi – pies, mieszaniec, ok. pół roku, mały, uszy załamane, ogon długi, prosty, umaszczenie żółte, sierść gładka. Trafił po wypadku.
Dodane przez SzalonaJulka
dnia marzec 13 2010 11:30:29
30 Komentarzy ·
1077 Odwiedzin ·
gresuddnia marzec 13 2010 13:47:56
No, no SJ, no, no. Mógłbym tak jeszcze długo, ale ponoć powtórki w tekście pisanym są niewskazane. Piękne, wzruszyłaś mnie starego osła. U mnie masz świetne! A jeżeli ktoś będzie miał inne zdanie to dostanie ode mnie w ryja!
SzalonaJulkadnia marzec 13 2010 13:58:11
cieszę się bardzo, że Ci się podoba, ale błagam o nie stosowanie przemocy
sirmichodnia marzec 13 2010 14:34:05
Julka! Nie pisz takich tekstów, bo funkcjonować po nich nie mogę.
[Usunięty]dnia marzec 13 2010 14:43:49
nie chcę "w ryja" i dlatego stawiam "viceświetnie"
Szalone gratulacje
SzalonaJulkadnia marzec 13 2010 14:47:45
Dziękuję pięknie Panowie zapraszam do poczytania wcześniejszych części cyklu. Ciekawa jestem opinii na temat całości - różne historie i punkty widzenia, mają stworzyć całość obrazu
Migotkadnia marzec 13 2010 15:23:28
świetne! naprawdę bardzo wzruszająca historia, cieszę się, że to przeczytałam. pozdrawiam.
Esy Floresydnia marzec 13 2010 17:09:44
Julka Szalona Ty wzruszyłaś mnie tym tekstem do łez. Obraz trójnogiego psa przywołał mi dość głośną nie dawno sprawę o porzuconej suczce po wypadku (urwało jej łapę). Właściciel ją przywiązał i pozostawił. Przypadkiem ktoś zauważył i wezwał pomoc. Mimo pomocy, nie miała tyle szczęścia, co Twój bohater. Ech poczytam cykl cały z pewnością, ale nie dziś. Dziś to ja idę pić muszę tylko makijaż poprawić. Świetne. Pozdrawiam.
SzalonaJulkadnia marzec 13 2010 17:16:53
Dziękuję Dziewczyny
Esia, piszę o "trzech sprawnych nogach", Tobiasz po wypadku miał jedną całkowicie połamaną i w momencie adopcji, jeszcze jej nie obarczał. Jego historia miała dla mnie jeszcze piękny epilog - po jakimś roku spotkałam na ulicy Tobika z jego panem - pies szedł na czterech nogach a człowiek na dwóch (bez kuli)
nie podoba mi się szyk, ja bym zrobiła tak: Nie da się ukryć, mimo wszystko było to zabawne.
widok zasłaniała mi dziwna, biała zasłona,
Da się coś z tym zrobić?
Dziewczyna, zwana dyżurną, kiedy miała wziąć mnie na ręce pachniała paniką,
znowu brzydki szyk: Dziewczyna, zwana dyżurną, pachniała paniką, kiedy miała wziąć mnie na ręce,
po schodach wytaszczę?
chyba bardziej pasuje "wtaszczę"
Faktycznie szczęśliwe zakończenie, chociaż, jak to w życiu, z nutką goryczy. Cóż, wypadki chodzą po ludziach i nie tylko.
Bardzo wzruszający tekst, a prawdziwość nadaje mu uroku.
Pozdrawiam.
Izoldadnia marzec 13 2010 22:57:24
Dla odreagowania zwykłej baby (nie muszę chyba tłumaczyć koleżance) postanowiłam przeczytać Cię. Spłakana zostawiam Ci najwyższe. Ściśnięta za serce dziękuję za dawkę nienachalnego uwrażliwiania. Chyba na kolejne odreagowanie nakarmię smaczniej kota.
Miladoradnia marzec 13 2010 23:21:24
Następny pies do pogłaskania...
- ale właśnie wtedy, wraz z bólem, napłynęła obecna świadomość. Wokół własnym rytmem - ugryzł mnie lekko...
- Czas płynął. - te dwa słowa są dziwnym dysonansem tu. Długo się nad nimi zastanawiałam, dlaczego mi nie pasują i myślę, że jako łącznik powinnaś zastosować coś bardziej dyskretnego, nie ten truizm.
- były miny tych ludzi, - "tych" jest zbędne
- A z ich oczu wyglądało - dałabym "Ale z ich oczu..."
- poznała mnie. Skakałem na moich trzech sprawnych nogach i aż skręcało mnie ze - coś wywal z tego
- Nieśmiało dotykając mojego grzbietu, mruczała zabawnie, że nie może - pomyśl, czy po zmianie szyku nie byłoby lepiej, płynniej...
Szalunia - opowiadanie jest piękne, zwłaszcza końcówka. Trochę brakuje mu jeszcze dopracowania, pewnego szlifu, który sprawi, że wszystko płynnie połączy się ze sobą.
Na razie bdb z buziakiem.
zajacankadnia marzec 14 2010 03:07:12
Czytam po raz kolejny i wciaz sie wzruszam. Ale zeby spokojnie zasnac odczytalam drugie dno: to kobieta byla winna wypadku swojego meza i teraz - za kare - musi dzwigac podwojny ciezar...
Ode mnie swietne
Pozdrawiam
gabstonednia marzec 14 2010 09:30:56
Julka, jak Ty będziesz tak pisać, to mój system nerwowy padnie.. No cóz tu duzo gadać, wzruszasz.
Taka sytuacja mi się przypomniała, kiedy musiałam odwieźć do schroniska podrzucone maleństwa. Nie miały więcej niż cztery tygodnie, ktoś wyrzucił je u nas pod domem A baba w schronisku się pyta, czego ja wyję, jak to nie moje? Nie wiem, jak mozna pracować w takim miejscu i nie mieć serca?
Pozdrawiam serdecznie
Esy Floresydnia marzec 14 2010 17:59:02
Szalonka - przeczytałam wszystkie z cyklu. I podsumowując to świetny cykl. Pozdrawiam.
SzalonaJulkadnia marzec 14 2010 19:05:56
Elwirko, Milusiu, dzięki piękne za nalot - co mogłam poprawiłam, z niektórymi uwagami się nie zgadzam a niektóre jeszcze przemyślę. Mam drobne problemy, żeby walcząc z siejozą nie wpaść w zaimkozę
Izold, kotu życzę smacznego
zajacanka, gratuluję wyobraźni
gabi, trzeba wziąć pod uwagę, że praca w schronisku jest bardzo ciężka i niebezpieczna, czasami człowiek ma już wszystkiego dosyć... poza tym nie zdajesz sobie sprawę, ilu ludzi przynosi własne zwierzęta twierdząc, że to znalezione (oczywiście nie twierdzę, że to usprawiedliwia akurat tę kobietę)
Esia, odpowiedź masz na pw
Pozdrawiam
Bardzkidnia marzec 14 2010 19:55:40
Pomysłowe opowiadanie. Świat widziany z innej perspektywy. Wyraźnie widać ,że żona też spojrzała inaczej gdy zobaczyła męża przytulającego psa. Czasami wystarczy urok chwili ,aby zmienić nasze przekonania.
Ode mnie świetnie
Jack the Nipperdnia marzec 15 2010 19:23:31
Sympatyczne.
Właściwie więcej mi do głowy nie przychodzi. Przynajmniej masz happy end
[Usunięty]dnia marzec 18 2010 15:11:18
To ja powiem tylko, że się popłakałam.
androdnia marzec 21 2010 22:10:57
Wszystkie ranne psy do uśpienia!!!
Żart, żart... Wiem, że nie śmieszny, ale co tam. Świat wygląda na pewno inaczej, widziany oczami psa. Tylko jak się o tym przekonać?
Wiesz, Szalona - w oczach mojego futra czarnego widzę nie raz takie rzeczy, o których się filozofom nie śniło.
bosski_diabeldnia marzec 22 2010 17:07:28
Twoja wrażliwość daje mi wiele do myślenia świetny tekst porusza dogłębnie, wiesz, że prozę mijałem ale... pozdrawiam
[Usunięty]dnia marzec 26 2010 23:46:47
mruczała zabawnie, że nie może uwierzyć w to ocalenie i że prędko musi poszukać mi domu. Jej przejęcie było tak komiczne, że aż się posikałem.
Zrób coś z tym
moglem
O, i z tym
Pozdrowienia
SzalonaJulkadnia marzec 27 2010 00:02:05
o! że-sz!
jakieś felerne to opo, czym dłużej poprawiam, tym więcej błędów
[Usunięty]dnia marzec 27 2010 00:07:47
Hehe
[Usunięty]dnia marzec 30 2010 09:22:48
Nie za bardzo zrozumiałem, co chciałas przekazac czytelnikowi?
Tekst jest nierytmiczny, chaotyczny. Narrator przeskakuje opisami, jakby nie mógł się zdecydować, czy być psem, czy pełnic rolę bezstronnego opisywacza.
A propos psów, one słabo widzą, w dodatku są daltonistami. Podstawowym zmysłem jest węch. Może spróbuj zmierzyc sie z opisami "węchowymi". Wtedy tekst zyska na oryginalności.
Bez oceny.
Wasinkadnia maj 31 2010 17:04:29
Łzy w oczach. Cóż więcej mi napisać...
Pozdrawiam
SzalonaJulkadnia maj 31 2010 17:14:51
Dziekuję Wasinko polecam cały cykl
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.
Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.
Kopiowanie tekstów, obrazów i wszelakiej twórczości użytkowników portalu bez ich zgody, jest stanowczo zabronione.
(Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych, Dz.U. 1994 nr 24 poz. 83 z dnia 4 lutego 1994 r.).