Szetlandy - Pochwała Radości Życia - Kasia myran
Publicystyka » Reportaże » Szetlandy - Pochwała Radości Życia
A A A
Stoję tu, mały zastygły w bezruchu punkt na wielkim pustkowiu. Wokół mnie przenikająca na
wskroś cisza, a głęboko w środku rozpierające każde najmniejsze naczynie krwionośne uczucie,
że żyję w pełni.
Odgłosy wzgórz, pieśni ptaków i szeptanie wiatru nie łamią ciszy, należą do niej tak, jak moje
kończyny należą do mojego ciała. Pozwalam, by mój umysł i moje serce zatopiły się w tej ciszy i
w tych milczących dźwiękach. Zapominam o świecie, który już dawno odciął się od tego, od czego
pochodzi, od jego Matki i źródła wszelkiego piękna i natchnienia - Przyrody. Najbardziej
niewdzięczne dziecko, które zbuntowało się i uciekło w okrucieństwo, ignorancję i arogancję -
ludzkość. Odcięła pępowinę łączącą ją z Ziemią i nie pozostawiła nic, nawet śladu, nawet
wspomnienia tej niegdyś tak silnej i witalnej więzi. Będąc tu, doświadczając tego miejsca,
odczuwam ukojenie i czuję, że moja tęsknota za powtórnym połączeniem jest zaspokojona. Nie
wszystko stracone i nie trzeba szukać daleko. Znalazłam mój własny przesmyk prowadzący do
miejsca, z którego pochodzę.

Stoję tu, wśród brązowo zielonej krainy torfów. Moje stopy są mokre,
moje policzki czerwone od zimna, moje włosy to zapętlona bałaganina. Niemal nie czuję moich
palców. Ale czuję się tak prawdziwie i głęboko żywa. Pozwalam sobie poszybować ku otchłani
wypełnionej radością życia i niczym więcej. Gdybym tylko mogła, pozostałabym tu na zawsze.

***
Jestem na Wyspach Szetlandzkich już drugi raz. Nie spodziewałam się, że odkryję taki skarb,
ostrzegana przed zimnem, niekończącym się deszczem i wiatrem, humorzastą pogodą i dołującą
szarością wokół. Nie przygotowałam się na odnalezienie miejsca, w którym tak bardzo się
zakocham. I może tak jest lepiej. Tak bardzo zaskoczona, każda pojedyńcza myśl i emocja która
wzrasta głeboko we mnie jest bardziej intensywna i moja podróż przypomina sen.
"Styczeń!? To najgorszy czas by odwiedzić Szetlandy!" usyszałam przed moją pierwszą wyprawą.
To nic więcej niż niezamierzone kłamstwo albo ślepota. Nie mogę sobie wyobrazić lepszego czasu
na odwiedzenie miejsc, które widziałam, choć zamierzam tam wrócić i doświadczyć ich jeszcze
inaczej, w innym czasie. Nie ma dobrego albo złego czasu, to niedorzeczne ograniczać się do
wizualnego ucztowania tylko kiedy warunki, które sami wymyślamy, zostają spełnione. To lenistwo
i strata cennych chwil siedzieć bezczynnie i czekać aż wszystkie twoje wymagania zostaną
spełnione punkt po punkcie. Bo to samo miejsce może wyglądać zupełnie inaczej w dwóch
chwilach oddzielonych tylko mrugnięciem oka.

Dzień, w którym ujrzałam Klify Esha Ness był dniem, gdy wicher skumulował całą swoją złość i
postanowił stoczyć bój z każdym, kto stanie mu na drodze. Uwolnił swoich najwaleczniejszych
rycerzy, rozzłoszczone fale, by walczyły z lądem i strącał wszystko zbyt słabe, by oprzeć się jego
sile. Zdumiona, kuszona przez skraj klifów, przebijając się przez gęste powietrze, robiłam wielkie
niezdarne kroki, jak dziecko uczące się chodzić. Zbliżyłam się do urwiska. Nie za blisko, jeden
krok dalej i na pewno wirujący żywioł nie mógłby oprzeć się pokusie, by polożyć swoje
niewidzialne dłonie na moich plecach i zrzucić mnie do morza. Rozbawione moim strachem i
moimi ograniczeniami ptaki tańczyły na wietrze nie zwracając żadnej uwagi na jego groźne
pomruki. Zazdrościłam tym rozbawionym istotom ich beztroski i wolności, które pozwalały, by tak
pięknie wysysały radość z doświadczanej przez nas wspólnie chwili. A ja tak bardzo poczułam się
ograniczona moim ciałem nieumiejącym latać czy przebijać się przez fale, że niemal
zapomniałam, że mogę mieć to wszystko jeśli tylko uwolnię swój umysł i duszę. Zamknęłam więc
oczy, zsunęłam kaptur i pozwoliłam by wiatr zabrał mój strach i by krople deszczu przebijały moją
skórę. Wskoczyłam w fale, zanurkowałam aż do dna morza i pozwoliłam, by porwała mnie woda.
Wzleciałam ku mewom, czując jak moje pióra poddają się wiatrowi i jak moje skrzydła przebijają
powietrze. I kiedy opuszczałam tą zapierającą dech w piersi scenerię klifów, czułam się inaczej i
byłam inna.

***
Szetlandy to miejsce, które cię na zawsze odmieni, jeśli tylko na to pozwolisz, zaczynając od
szczerej wiary w ich magię. Jest wszędzie, zatopiona wraz ze wspomnieniami drzew w
torfowiskach, wbita w skały, trzepocząca we wrzosach...
Spędzałam godziny wędrujac po wrzosowiskach i torfowiskach w poszukiwaniu spokoju i
hipnotyzującej ciszy. Kszyki i śnieżne zające wystrzeliwały ze swego ukrycia tuż przede mną, zaskoczone nagłą obecnością człowieka - czegoś tak bardzo niepasującego do tego krajobrazu.
Ich panika była w jakiś sposób bolesna, gdyż przyszłam w pokoju bez najmniejszej chęci
skrzywdzenia ich. Szukałam pojednania z Naturą, a w odpowiedzi otrzymałam bardzo wyraźny
sygnał nieufności. Zasługuję na to, jak i my wszyscy, dlatego, że jesteśmy kim jesteśmy. Nie
należymy już do dzikiej przyrody, porzuciliśmy ją jak niechciane schronienie bez wygód. I ta
przyroda już nas nie chce z powrotem. To wymaga wielkiego wysiłku, by człowiek zasłużył na
zaufanie utracone wieki temu. Zamierzam znaleźć mój własny sposób by je odzyskać i będę cenić
najmniejszy nawet sukces, który przybliży mnie do celu. Może to będzie ptak śpiewający bez
strachu na gorącym kamieniu parę metrów ode mnie, koń pozwalający, by jego piękna głowa
spoczęła na moim ramieniu i jego ciepły oddech pieścił moją szyję, bądź stare drzewo szepczące
prastare opowieści do mojego ucha. Takie chwile to nieoceniony skarb.

Zamykałam oczy wiele razy pozwalając, by bezdźwięczna cisza wypełniła mnie i pozwalając, by
wyostrzyły sie inne zmysły. Wąchałam powietrze z zachwytem i dotykałam zimna gołymi rękami,
tak by niemal bolały. Dzięki temu czułam wyraźniej. Kiedy nasyciłam inne zmysły, pozwoliłam by
ucztowały moje głodne wrażeń oczy. Delikatna i senna zieleń wrzosów wyłaniała się spomiędzy
zimowo brązowych jeszcze krzaczków, niepewna, czy jej czas już nadszedł. Soczysta zieleń
mchów przepychała się przez trawy i popisywała swoim pięknem na zapomnianych kamieniach i
ruinach. Malutkie jeziorka migotały tak intensywnym błękitem, że przypominały malowidła, a
wybrzeże majaczyło w oddali zawoalowane przez mgłę i chmury naładowane deszczem,
zbliżające się bez pośpiechu. A potem nagle poryw wiatru niemal przewrócił mnie na ziemię i
przepchnął chmurzyska na skrawek nieba nad moją głową. Zaczęło padać. A potem deszcz
przemienił się w grad gryzący moją twarz. I tak nagle jak burza się zaczęła, nastała cisza. Wiatr
przegnał chmury dalej, za wzgórza i zamarł. Kiedy pierwsze nieśmiałe promienie słońca przebiły
niebo, zobaczyłam po raz pierwszy w życiu bliźniacze tęcze. Wzbijały się dziarsko ku niebu, ramię
w ramię i opadały miękko na mokrą ziemię. Zaskoczona tym odkryciem poczekałam aż zlały się z
szarawym niebem, a potem odwróciłam niechętnie głowę, choć nie na próżno. W oddali,
zatuszowana przez powracającą szarość burzy, ukazała się wyspa. Obserwowałam ją nim znikła
wśród mgieł morza, mając nadzieję, że odgadnę czym była. Nie udało mi się. Mam nadzieję, że
pewnego dnia odnajdę moją zamgloną wyspę i odkryję jej tajemnice.

Rozpoczęłam moją podróż ku poznaniu szetlandzkich wysepek, ale jeszcze nie udało mi się
postawić stopy na żadnej z nich. Byłam bardzo blisko jednej, ponoć perełki Szetlandów - wyspy St
Ninians Isle.
Jest tam mały piaszczysty przesmyk prowadzący do wysepki i jeśli bogowie morza są dość
łaskawi, można przejść po tym skrawku plaży i dotrzeć do wyspy nie mocząc nóg. Ja musiałam
wzbudzić gniew strażników morza albo wybrali mnie dla zabawy postanawiając uniemożliwić mi
przejście na drugą stronę. Wysłali masywne złośliwe fale, by spotkały mnie na mojej drodze,
kąsały moje stopy i zmusiły do odwrotu. Udało mi się przebiec przez wodę i wdrapać na malutką
skałę wystającą z morza dość blisko lądu. Pozwoliłam, by woda rozbijająca się o kamienie
dosięgnęła mnie i zlożyłam przysięgę, że wrócę. Przysięga dla mnie samej, dla morza - bezczelne
wyzwanie na kolejne starcie.

***
Szetlandy oferują w styczniu wyjątkową noc, której nie wolno przegapić. To Up Helly Aa'-
ceremonia ognia, podróż ku czasom pełnym morskich bitew, polowań na łupy, ku czasom
mocarnych Wikingów. To surrealistyczne i bardzo intensywne doświadczenie, tradycja
pielęgnowana już przez wiele lat, echo tego, co minęło, ale nie zostało zapomniane, reanimowane
corocznie przez lud Szetlandów.

Kiedy gasną światła miasta Lerwick, a wszyscy ludzie głodni tego nieziemskiego widowiska zbiorą
się wzdłuż ulic, wdrapią na płoty i murki, i zapełnią każdą wolną przestrzeń, wtedy odżywa moc
Wikingów. Zostaje zapalona pochodnia, która wędruje do wojowników ustawionych w dwóch
niekończących się rzędach. Ta podróż ognia w ciemności przypomina niegasnącą siłę Wikingów
podróżującą przez ich pokolenia do czasu, gdy dosięga ostatniego z nich. A wtedy zasypia, lecz
nie umiera.
W procesji uczestniczą istoty, których znaczenie i kontekst najlepiej zrozumie rodowity
mieszkaniec Szetladów. Dla kogoś takiego jak ja, przybysza, obcego, to niesamowita mieszanina
przedziwnych postaci. Wielkie kurczaki, koty, karykaturalne golasy, zabawne ludki rodem z kreskówek i wiele innych niezrozumiałych dla mnie istot. Niosąc pochodnie, sunąc w korowodzie,
podążają za panami tej nocy, wojownikami mórz. A tym przewodzi ich wódz na pięknej drewnianej
łodzi przyozdobionej smoczym łbem i unoszącej się nad ulicami rozedrganego światłem i śpiewem
Lerwick. Widzowie jak w amoku podążają za tym bajecznym pochodem, wsłuchani w pieśń i
wpatrzeni w blask pochodni. Wędrówka kończy się tam, gdzie skończy się żywot pięknej łodzi. Na
wielkim placu, niczym na brzegu, otoczona przez Wikingów wygląda tak pięknie i dostojnie. I nagle
ku niebu wystrzeliwują setki pochodni. Przez chwilę tworzą łunę, a potem lądują na dnie łodzi
żądląc ją bezlitośnie. Drewniany smok zajmuje sie szybko ogniem, płonie, syczy, wije się i w
końcu gaśnie. Jego duch ulatuje i szuka schronienia. W końcu opada, niczym magiczny pył, na lud
Szetlandów, opętując go jakąś przedziwną magią. Zaczyna się trwająca całą noc w przeróżnych
częściach miasta zabawa. Niezrozumiała, przedziwna, pełna absurdu...wspaniała. Dla
postronnego widza to jak rytuał, którego nie rozumie, ale który go fascynuje.

A gdy nadchodzi kolejny dzień, miasteczko wpada w swój zwykły senny nastrój. Wędruję
nieśpiesznie po jego uliczkach. Kafejki mamią pysznymi naleśnikami i kawą, puby pełną torfowego
aromatu whisky, rozrzucone tu i ówdzie ruiny starych siedlisk pachną tajemnicą, a foki
wygrzewające się na kamieniach wcale się mnie nie boją. Moja magiczna kraina. Magiczne
schronienie mojej duszy. Wrócę tu...na pewno. Do tej potężnej ciszy, w której usłyszałam
nareszcie samą siebie.



Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Kasia myran · dnia 24.04.2009 23:03 · Czytań: 2457 · Średnia ocena: 2 · Komentarzy: 1
Inne artykuły tego autora:
  • Brak
Komentarze
Zadysta dnia 25.04.2009 13:39 Ocena: Przeciętne
Za dużo liryki w tym tekście a zbyt mało konkretnych opisów przyrody z precyzyjnymi konstruktywnymi przekazami. Jeśli ma to być tekst o Szetlandach spodziewałbym się bardziej rzeczowego opracowania a tak odebrałem to jak ciągnące się dłużyzny znane z Nad Niemnem.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
ClakierCat
22/09/2019 18:43
Lila, to trzeba Kota też mieć przy sobie, :) . »
mike17
22/09/2019 17:28
Lilu, jak zwykle wyszło bardzo zacnie :) Można to poczuć,… »
Dobra Cobra
22/09/2019 17:12
Szyc - Janka, Kot - Gustlika. Byla próba zaangażowania Pitta… »
al-szamanka
22/09/2019 17:07
Bardzo nastrojowo i leciutko o tym, co nieuchronne.… »
al-szamanka
22/09/2019 17:02
Hmm, to nie taki prosto z mostu wiersz, jak się na pierwszy… »
al-szamanka
22/09/2019 16:53
To w końcu kogo zagrał Pitt, Janka, czy Olgierda? Hehe,… »
Kushi
22/09/2019 13:45
- jak twój wiersz lilach... znowu zaczarowałaś :):) Uśmiech… »
Yaro
22/09/2019 13:15
Dziękuję za komentarze :) »
bruliben
22/09/2019 08:23
Wrażenia z widoku umarłego mogą być wstrząsająca. Widziałem,… »
JOLA S.
22/09/2019 08:19
Brulibenie, odnajdując wspomnienia z tamtego okresu,… »
bruliben
22/09/2019 08:16
Oby była zima prawdziwa, rozśnieżona. Niech zabłyśnie… »
AntoniGrycuk
22/09/2019 08:16
Brulibenie, cieszę się, że odebrałeś tekst tak dobrze.… »
bruliben
22/09/2019 08:11
Nie od dziś wiadomo, że świnie mają dusze i z tegoż powodu… »
bruliben
21/09/2019 23:32
Zgadzam się z uwagami przedmówców, jednakże widzę w wierszu… »
bruliben
21/09/2019 23:15
Czyste szaleństwo, a może jego skraj, wszystko jedno bowiem… »
ShoutBox
  • Kushi
  • 22/09/2019 13:57
  • [link] - kocham :):), miłego dnia kochani:):)
  • bruliben
  • 22/09/2019 08:19
  • Do piór, jak zawołanie do broni!
  • bruliben
  • 22/09/2019 08:17
  • Mam / tryb ciemny wymiata i jakby szybszy jest i inteligentniejszy. INTELIGENT :)
  • bruliben
  • 20/09/2019 22:13
  • Czy ktoś ma iphona i już aktualizował/a do ios13? Lepiej działa?
  • bruliben
  • 20/09/2019 22:12
  • Miłego z Krakowa :) Słucham jak szumią tutejsze tramwaje :)
  • Kushi
  • 20/09/2019 18:16
  • Miłego wieczoru kochani :):)
  • Kushi
  • 20/09/2019 18:15
  • Znacie? ... nie znacie ?????, to poznacie ;):):):) [link] .... :):)
  • Dobra Cobra
  • 18/09/2019 08:22
  • tej wytwórni. Ale sam szef D. próbuje zmienić czasy i transformację koncernu w stronę tematyki niebaśniowej. [link]
Ostatnio widziani
Gości online:18
Najnowszy:Liuse7
Wspierają nas