Spowiedź - ginger
Proza » Obyczajowe » Spowiedź
A A A
Ewa weszła do cichego, zimnego kościoła. Usiadła w ostatniej ławce i rozejrzała się, próbując uchwycić zmiany, które zaszły od ostatniej wizyty. Nie potrafiła ich dostrzec - sklepienie z pyzatymi aniołkami nadal było zbyt wysoko, żeby mogła zauważyć szczegóły, boczne nawy jak zwykle ciemne i złowrogo ciche, każdy najmniejszy szelest urastał do hałasu. Mimo wszystko lubiła ten kościół - tchnęło od niego spokojem, a staruszki klęczące w pierwszych ławkach sprawiały, że czas stawał w miejscu - były tu zawsze, o każdej porze. Za każdym razem inne, ale niewiarygodnie do siebie podobne.
Patrzyła na krzyż za ołtarzem, na rozpiętego na nim Jezusa - uwagę przykuwały jego puste oczy. Nie wiedziała, czy artysta nie potrafił nadać im wyrazu, czy chciał, żeby takie właśnie były - nie wyrażały nic, a jednocześnie wszystko.
Ewa usiłowała przypomnieć sobie, kiedy ostatnio tu była. Pięć, sześć, siedem lat temu...? Nie wiedziała. Mimo upływu czasu, kościół nic się nie zmienił - co najwyżej malowano raz czy dwa ściany, bo były gładkie, farba nie odłaziła i przynajmniej w półmroku sprawiała wrażenie czystej.
Kobieta drgnęła, gdy poczuła dłoń na ramieniu.
- Zapraszam do konfesjonału.
Ksiądz przeszedł obok, zobaczyła tylko jego plecy. Krok miał spokojny, stateczny, sylwetkę wyprostowaną i zgrabną - nawet w sutannie było to widoczne.
Ewa poszła za nim - nie dlatego, że chciała się wyspowiadać. Miała ochotę porozmawiać, wyrzucić z siebie ostatnie tygodnie. Być może ten obcy mężczyzna, który zresztą sam jej to zaproponował, okaże się dobrym słuchaczem.
Konfesjonał zrobiony był z ciemnego, dębowego drewna, a kratka dzieląca spowiednika od Ewy była tak drobna, że nie mogła zobaczyć rysów jego twarzy. Widoczny był tylko ogólny zarys.
Uklękła, złożyła ręce:
- Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.
- Na wieki wieków amen. - Głos księdza był znajomy. Bez echa z głównej nawy, brzmiał ciepło i męsko. Nie była pewna, ale miała wrażenie, że już z tym człowiekiem rozmawiała.
- W imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego. Amen. - Po kolei dotknęła czoła, mostka, lewego i prawego ramienia.
Duchowny uczynił znak krzyża i powiedział:
- Bóg niech będzie w twoim sercu, abyś skruszona w duchu wyznała swoje grzechy.
- Ostatni raz u spowiedzi byłam... Nie pamiętam, jakieś dziesięć lat temu.
Kapłan mruknął z dezaprobatą.
Ewa, mimo tylu lat, nadal pamiętała wszystkie formułki. Dzieciństwo i młodość w rodzinie gorliwych katolików zrobiły swoje. Teraz jednak wiedziała, że nawet najlepiej dobrane słowa nie dadzą jej rozgrzeszenia.
- Proszę księdza, nie chodzę do kościoła od kilku lat. Rzadko też chodziłam z potrzeby serca - moi rodzice są katolikami, więc po prostu musiałam. Dzisiaj przyszłam, bo potrzebowałam ciszy i spokoju, a kiedy ksiądz mnie zaprosił do konfesjonału... Przyszłam, bo może ksiądz zrozumie...
- Mów dziecko, wysłucham twoich bolączek i postaram ci się pomóc.
Ewa poczuła, że coś w niej pękło - zaczęła mówić, swobodnie, o wszystkim. Nie przeszkadzały jej głośne, pełne wyrzutu sapnięcia - wiedziała, co zrobiła, po prostu musiała o tym komuś opowiedzieć.
- Mam dwadzieścia dziewięć lat. Po maturze wyjechałam do Warszawy na studia. Życie w stolicy nie było łatwe - jako kelnerka zarabiałam grosze, od rodziców nie chciałam brać, bo im też lekko nie było. Kiedy zaproponowano mi pracę w agencji... Zastanawiałam się kilka dni. Nie chciałam, ale nie miałam jak zapłacić czynszu, ledwo na jedzenie starczało... Najpierw tylko chodziłam z mężczyznami na różne spotkania, piłam szampana i zalotnie się uśmiechałam. To mi wystarczało. Ale agencji nie - w końcu zmusili mnie, żebym poszła na całość. Robiłam wszystko - chodziłam z nimi do łóżka, w parach, w trójkątach! Było ich wielu; pozwalałam na każdą męską zachciankę - za to mi płacili. Dobrze płacili. Ukończyłam studia, mogłam pomóc rodzicom... Chciałam z tym skończyć, ale... To nie takie proste. Nie można tego rzucić z dnia na dzień. Miałam podpisaną umowę, bałam się o najbliższych... Raz nawet poszłam na policję, ale nie potrafili mi pomóc. - Wzięła głęboki oddech. Duchowny się nie odzywał, czekał. - W końcu, miesiąc temu, udało mi się. Więcej nie muszę sypiać z mężczyznami, którzy wzbudzają obrzydzenie.
- Jeśli szczerze żałujesz za grzechy...
- To nie koniec. - Uśmiechnęła się gorzko. - Byłam w ciąży. Poddałam się aborcji. Niech ksiądz nie pyta dlaczego! Nie chcę mieć dziecka, nie chcę, żeby miało taką matkę... - Czuła, że do oczu napływają jej łzy. Jakie to banalne! Zrobiła tyle złego, a teraz płacze. Przecież wiedziała, zdawała sobie ze wszystkiego sprawę. Za późno na żal...
- Nie mogę dać ci rozgrzeszenia - rzekł kapłan twardo. - Popełniłaś grzech śmiertelny...
- Proszę księdza, nie zależy mi na rozgrzeszeniu. Już dawno przestałam wierzyć w Boga... Potrzebowałam spokoju...
- Nigdy nie osiągniesz spokoju. Nie po tym, co zrobiłaś! - Kapłan podniósł głos, nie krzyczał, ale Ewie wydawało się, że wszyscy w kościele mogą swobodnie ich słuchać. - Zabiłaś człowieka! Czy zdajesz sobie sprawę, co to znaczy?
- Cierpiałam. Nadal cierpię... Ksiądz nie wie, jak to boli, nie potrafi tego sobie nawet wyobrazić! Zabiłam własne dziecko, będę z tym musiała żyć, już zawsze! - Była coraz bardziej zirytowana. Nie potrzebowała moralizowania, nie chciała go słuchać.
Nie zwracając uwagi na kolejne ostre słowa, po prostu wyszła z konfesjonału. Stojące w kolejce starsze panie patrzyły na nią karcąco, ale nie zwracała na nie uwagi. Usiadła w tej samej ławce, i czekała. Nie miała ochoty na morały czy kazania - przecież księża właśnie w tym byli najlepsi! Musiała się wygadać - swobodnie, bez presji. Komu miała powiedzieć - schorowanej matce, przyjaciółkom, które nie miały pojęcia o jej życiu? Teraz czuła się lepiej - dużo lepiej... Wreszcie miała w środku pustkę - zagłuszyła wyrzuty sumienia, uciszyła wszystkie obce głosy. Miała tylko nadzieję, że po wyjściu z kościoła nie wrócą... Nie przejmowała się wybuchem księdza - miał do niego prawo. W sumie, to był nawet jego obowiązek. Uśmiechnęła się ironicznie - przecież za to mu płacą.
Patrzyła w stronę konfesjonału: jedna staruszka, druga, trzecia... Wychodziły szybko, jakby nie mówiły więcej niż kilka zdań. Ewa zastanawiała się, co one mogą mieć na sumieniu.
W końcu kapłan również opuścił konfesjonał. Kobieta zmrużyła oczy, żeby mu się lepiej przyjrzeć w kościelnym półmroku. Był wysoki, szczupły, ostrych rysów twarzy nie łagodziło zimne spojrzenie. Jeden z wielu mężczyzn, też pełen zachcianek. Pamiętała tamtą wizytę. Uśmiechnęła się do swoich wspomnień. Ciekawe, czy ją poznał...? Nie spojrzał nawet w jej stronę. Nie miała wątpliwości, że potępiał ją z całych sił. Może dlatego, że byli do siebie tak bardzo podobni?
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
ginger · dnia 22.10.2009 22:19 · Czytań: 2053 · Średnia ocena: 3,75 · Komentarzy: 30
Komentarze
sirmicho dnia 22.10.2009 22:35 Ocena: Dobre
Niezłe, niezłe. Stylistycznie nie ma się do czego przyczepić. Tekst czysty jak jaj... bardzo czysty;-)

Za to treść... sam nie wiem, czytało się z zaciekawieniem, ale nie wstrząsnęło, choć chyba powinno. Tym razem nie trafiłaś w moją nutę.

Wystawiam Dobry (z ogromniastym plusem za warstwę językową).
Hyper dnia 23.10.2009 01:00 Ocena: Bardzo dobre
Ufff (sapnęłam). Stylistycznie, treścioidalnie i atmosferycznie doskonałe. Jednakże brakuje mi tu trochę duszy. Z jednej strony temat nie nastraja do ekstazy (chociaż, hm...), ale z drugiej, wydaje mi się, powinnaś wydusić z siebie więcej emocji. Poza tym zgadzam si z Sirmocho, warsztat językowy masz bez zarzutu.
milla dnia 23.10.2009 08:21 Ocena: Bardzo dobre
Cytat:
sprawiały, że czas stawał w miejscu
może z wrażeniem będzie lepiej brzmialo?
tak, stylistycznie Ginger idziesz cągle do przodu. podbał mi sę opis kościoła. nie podobała jednak opowieść kobiety o agencji. trochę naiwna, tka pusta trochę.
pomysł gites.
nawiasem mwówiąc, na dobreg spowiednika trudno trafić,ale ostatatnio zaliczyłsam mszę o 12 z kazaniem k. Kłoczowskiego u Dominikanów w Kościele. kazanie pierwsza klasa. poelcam z czystym sumieniem wszystkim z wybrednymi gustami kazaniowymi:)
5, bo pomysł i warsztat
Usunięty dnia 23.10.2009 09:29 Ocena: Świetne!
temat kontrowersyjny, nie dla dewotek, bo cię ukamieniują.
Zrobiłaś duzy postęp. Puenta mało czytelna, ale sugerująca dawcę nasienia. :yes:

Ode mnie maksior, rozwijasz się w dobrym kierunku. Tak trzymaj, aświat bedzie Twój. :bigrazz:
JaneE dnia 23.10.2009 10:04 Ocena: Dobre
Napisane bardzo ładnie, ale zakończenie zbyt oczywiste. Może gdyby ksiądz jej wysłuchał i pomógł poradzić sobie z problemami, byłoby bardziej zaskakująco ;)
ginger dnia 23.10.2009 10:08
Temat jest wyobracany na wszystkie możliwe strony. Zdaję sobie z tego sprawę. I pewnie z przekory po niego sięgnęłam :)
Emocje są słabą stroną tego twora - zdaję sobie sprawę. Ale nie chciałam z tego zrobić ckliwego banału - prawdopodobnie za bardzo poszłam w drugą stronę ;)
Dziękuję za komentarze dotyczące języka, stylu i warsztatu - bardzo się cieszę, że widać w tym względzie postępy, że dobrze się czyta. Takie coś bardzo motywuje do działania :yes:
Hyper - słówko na d wprawiło mnie w ekstazę :D

Dzięki wielkie za poświęcony czas :)
Usunięty dnia 23.10.2009 11:01 Ocena: Dobre
No, ładnie, naprawdę ładnie. Tylko tak jakoś za łagodnie, bez przytupu.

Ale się tu ostatnio kościelnych klimatów namnożyło :)
Izolda dnia 23.10.2009 11:05 Ocena: Bardzo dobre
W wyświechtanych rekwizytach trudno się poruszać, bo mają zawiasy na ostatnim włosku. Trudno się dotyka, żeby nie odpadły, dlatego ciężko tupać i cukrzyć. Mimo to uważam, że się obroniło i wyszło z klasą.
ginger dnia 23.10.2009 11:28
Dziękuję. To jest taki dziwny temat... Już o tym pisałam :)

Cieszę się, że wyszło w miarę zjadliwie :D
Krystyna Habrat dnia 23.10.2009 12:29 Ocena: Bardzo dobre
Tekst napisany bardzo dobrze, temat bardzo ważny, tylko mam dwie wątpliwości, przez co tekst staje się mniej przekonywujący i to podważa jego dramatyzm. 1) Czy studentka naprawdę ma tylko taką drogę, by sobie pomóc finansowo? A akademiki (mniejszy czynsz), stypendia, korepetycje, nawet sprzątanie u osób starszych lub opieka nad nimi?2)) Czy naprawdę z powodu aborcji nie dostaje się rozgrzeszenia? Może nie jest to istotne dla samego postawienia problemu w tym tekście, ale sam Jezus, jak nas uczą, wybaczył grzesznej Magdalenie, gdy żałowała swych grzechów. W kościele odchodzi się od ostrego potępiania ludzi, choć zdarzają się księża, relikty z czasów inkwizycji. Tu można by zacytować Tischnera o wpływie na naszą wiarę Marksa i proboszcza, ale to ogólnie znane. Ten temat, pozornie banalny, można potraktować, jako metaforę zagubienia się w labiryncie bez wyjścia. Być może zbijesz moje wątpliwości. Samo postawienie problemu i wykonanie na 5.
bury_wilk dnia 23.10.2009 13:11 Ocena: Bardzo dobre
Wypada się podpisać pod powyższymi komentarzami. Właściwie nic dodać, nic ująć.
Ja osobiście wywaliłbym tą wzmiankę, że poznała głos spowiednika. Po pierwsze to mało prawdopodobne, bo a) klentów miałą za dużo B) w konfesjonale raczej ksiądz mówi nieco innym, ściszonym głosem. Po drugie dzięki temu zakończenie staje się mniej przewidywalne, choć zdaję sobie sprawę, że nie o zaskoczenie tu chodziło.
Anaris dnia 23.10.2009 13:18 Ocena: Bardzo dobre
Podoba mi się pomysł i takie lekkie wykonanie, jakie to u Ciebie można spotkać. Dziwne, że spotkała akurat tego księdza, ale właściwie wszystko może się zdarzyć, więc już nic nie mówię ;)

Tylko zgadzam się z Oke - jakoś tak za łagodnie...

Ode mnie Bdb, pozdrawiam :)
ginger dnia 23.10.2009 13:26
Dziękuję :)
Jest łagodnie - bo wydaje mi się, że to bardzo delikatny temat. Nie jestem osobą, która lubi szokować formą. Wolę spokój.

Co do rozgrzeszenia - z doświadczenia wiem, że im ksiądz jest bardziej radykalny, tym więcej ma na sumieniu. Przez swoją surową postawę chce jakby zrekompensować swoje grzechy. Widziałam to nie raz - a miałam warunki do oglądania :yes:
Co do studenckich możliwości - oczywiście, że jest ich wiele. Ale nie wszystkie są tak łatwe. I z pozoru proste, a nawet przyjemne.

Dziękuję za poświęcony czas i pozytywne oceny :)
Miladora dnia 23.10.2009 13:35 Ocena: Dobre
O rany - wszyscy zlecieli się hurmem do Kaczki... :D
Więc dla siebie też uszczknę kawałek... ;)
- Po kolei dotknęła czoła, mostka, lewego i prawego ramienia. - sugerowałabym "piersi" zamiast "mostka"... ;)
Tak faktycznie, to trudno znaleźć coś, do czego można byłoby się przyczepić... Zakończenie przewidywalne i na dobrą sprawę temat banalny, chociaż potraktowałaś go w pewien sposób krańcowo, co prowokuje dyskusję... ;)
Dla mnie od strony psychologicznej są wątpliwe aż takie wyrzuty sumienia z powodu aborcji - ta kobieta, uprawiając swój zarobkowy proceder musiała już najprawdopodobniej w dużym stopniu znieczulić swoją duszę, choć jakiś wybuch żalu, jednostkowy zapewne, jest możliwy jednak...
Ale oprócz księży są także telefony zaufania... anonimowe, gdzie można porozmawiać z psychologiem, na przykład.
Przyjmijmy więc, że przerysowałaś opowiadanie w celu poruszenia tematu... ;)
Ode mnie dobry z plusem za warsztat... ;)
ginger dnia 23.10.2009 13:48
Cytat:
Po kolei dotknęła czoła, mostka, lewego i prawego ramienia. - sugerowałabym "piersi" zamiast "mostka"

A to już moje pidżamowe zboczenie: Idą brunatni. Dodam, że zupełnie nieświadome...

Oczywiście, że przerysowałam! Zdaję sobie z tego sprawę. Ale to przecież tylko fikcja - za pomocą której chciałam coś pokazać...

Dzięki Milunia za odwiedziny :)
Jack Duck dnia 23.10.2009 16:19 Ocena: Przeciętne
Język poprawny i dobry, ale za smutny temat by traktować go takim naiwnym, dziecięcym stylem, który wyraźnie czuć (bynajmniej nie w znaczeniu pejoratywnym, stylem "dziecięcym" nie jest styl kiepski, broń Boże) - i z tego powodu niejako treść mija się z formą. Drobne przebłyski humoru - jeśli miały być - nie wyszły niestety, a zakończenie jak już wspominano, banalne. Twoje poprzednie COŚ (o wypadkach samochodowych mnogiej ilości) znakomicie lepsze.
ginger dnia 23.10.2009 16:29
Wypadek był jeden. W kilku wersjach. Nieistotne.

Co masz na myśli pisząc dziecięcy styl? Nie rozumiem tego określenia. Masz na myśli naiwny, niepoważny, bezkrytyczny, infantylny, czy jeszcze coś innego? Naprawdę, nie wiem, jak to rozumieć...

Humoreska to być nie miała - gdzie te przebłyski?

Proszę o konkrety, bo chcę zrozumieć, co jest nie tak.
valdens dnia 23.10.2009 17:54 Ocena: Świetne!
Długo nie czytałem nic Twojego, Gingerze... Dobra daruję sobie tą grę wstępną i powiem wprost - ogromny postęp :yes: Językowo jest niemal doskonale, fabularnie też dużo ciekawiej niż w historiach typu "ugotowana panna młoda"... Kiedyś dałem Ci (zaniżoną, motywującą) jedynkę, pamiętasz? :) Teraz dam szóstkę (zawyżoną, też motywującą).
ginger dnia 23.10.2009 18:07
Hmm... Pamiętam. Jedynkę. Ale w tej chwili to nieważne. Idę się upić ze szczęścia.

Dzięki, V.
Jack Duck dnia 23.10.2009 18:32 Ocena: Przeciętne
Coś w rodzaju bezkrytycznego. Taki, jakim pisze się fantastyczne bajki/lekką fantastykę. W tego typu pracach - tak myślę - powinno się iść bardziej jak gdyby surowo. Bo tu nie ma klimatu i nie czuć tego, co czuje bohaterka. Tak jakbyś stworzyła absolutnie abstrakcyjną fantastykę humorystyczną, a zagadnienia w niej dała poważne i sposób mówienia bohaterów takoż - tyle, że tu jest odwrotnie.
valdens dnia 23.10.2009 18:59 Ocena: Świetne!
Cytat:
Mimo upływu czasu, kościół nic się nie zmienił - co najwyżej malowano raz czy dwa ściany, bo były gładkie, farba nie odłaziła i przynajmniej w półmroku sprawiała wrażenie czystej.

jakoś mi ten wyraz zgrzyta. może "farba nie łuszczyła się już i..." albo, cholera, istnieje chyba właściwszy wyraz, ale nie mogę go wydobyć z pamięci w tej chwili :/


Cytat:
Konfesjonał zrobiony był z ciemnego, dębowego drewna, a kratka dzieląca spowiednika od Ewy była tak drobna, że nie mogła zobaczyć rysów jego twarzy. Widoczny był tylko ogólny zarys.
Uklękła, złożyła ręce:

ten fragment usunąłbym całkiem, [delete]. (każdy wie, jak to wygląda)

Lecisz z tym akapitem, po enterze, po prostu:

- Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.
- Na wieki wieków amen.

Cytat:
- W imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego. Amen. - Po kolei dotknęła czoła, mostka, lewego i prawego ramienia.

tu też nadmiar szegółów

Poza tym, nie podobają mi się te myślniki. Kilka z nich zamieniłbym na zwykłe kropki.

Amen :p
ginger dnia 24.10.2009 15:23
Czyli że momentami przegadane. Przyjmuję do wiadomości, i postaram się tego unikać w przyszłości.

Co do stylu bezkrytycznego - nie chciałam oceniać, tylko opowiedzieć. Nie wiem, nie potrafiłabym zrobić tego inaczej. Chociaż chyba rozumiem, co masz na myśli.

Dziękuję za uwagi :)
Bardzki dnia 06.11.2009 13:56 Ocena: Świetne!
Ginger, to według mnie twoje najlepsze opowiadanie jakie dotychczas czytałem. Pozostałe też są niezłe, ale to szczególnie mi się spodobało. Dla mnie świetne.:yes:
ginger dnia 06.11.2009 14:03
Czuję się zaszczycona. Dzięki wielkie :)
andro dnia 28.11.2009 11:06 Ocena: Świetne!
Świetnie się to czyta, masz dobry styl, ginger. Wszystko pięknie płynie, nie muszę przedzierać się przez zdania, jak przez cierniste krzaki. Opis kościoła na początku, z tymi staruszkami, które zatrzymują czas - wręcz genialny. Jakbym tam był.
Właściwie potknąłem się o dwa drobne kamyczki, które wymieniam:
Cytat:
Ewa starała się przypomnieć sobie, kiedy ostatnio tu była. Pięć, sześć, siedem lat temu...? Nie wiedziała. Mimo upływu czasu, kościół nic się nie zmienił -

właściwie to niby nie ma się czego przyczepić, ale proponuję "Ewa usiłowała przypomnieć sobie..."

Cytat:
Nie zwracając uwagi na kolejne ostre słowa, po prostu wyszła z konfesjonału.

Może lepiej by było "...odeszła od konfesjonału." Chyba, że to jest taki model, do którego się wchodzi...;)
Daję "świetne".
ginger dnia 28.11.2009 12:34
Dziękuję Andro. Zarumieniłam się... :shy:

Pierwsze - poprawione. Drugie - hmm... W starych kościołach są wielkie konfesjonały, do których praktycznie się wchodzi. Tak to sobie wyobrażałam, więc, może niech zostanie...? :)
andro dnia 28.11.2009 18:43 Ocena: Świetne!
Są, są... Wiem o tym i dlatego dodałem: "chyba, że to jest taki model" ;) Niech zostanie.
ginger dnia 28.11.2009 20:40
:)
Aleksandra Meister dnia 29.11.2009 15:45 Ocena: Przeciętne
tendencyjne i przewidywalne..dla mnie nic szcególnego ..ale to tylko moje zdanie
Gunslighter dnia 25.01.2011 22:39
Bidne to trochę było. Takie wymuskane i nie opowiadające niczego ciekawego. Miało chyba na końcu wzbudzić jakieś lekkie tknięcie- poruszyć, ale tego nie zrobiło. Ładnie stylistycznie, choć z drugiej strony, żadnego stylu tu nie było. Przynajmniej widocznego.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
StalowyKruk
19/09/2019 00:41
Jestem. Trochę mi to zajęło. Umieram na przeziębienie ;)»
bruliben
18/09/2019 22:04
Jestem na części 6-tej twojego czytadła i bardzo… »
Kushi
18/09/2019 21:36
Niech żyje bal Agnieszki Osieckiej a zaśpiewanej przez… »
AntoniGrycuk
18/09/2019 21:23
Wariacie_egzystencjalny, miał to być klimat z umysłu… »
Lilah
18/09/2019 21:11
*odnóży »
voytek72
18/09/2019 21:09
Chyba warto aby tekst miał jednak tekstowy tytuł zamiast… »
voytek72
18/09/2019 20:55
prosty przepis na pożar. ;) wers środkowy zbędny,… »
Dobra Cobra
18/09/2019 20:52
W jakże piękny sposób złapiesz tropy i sęsy ;) Kazjuno,… »
Lilah
18/09/2019 20:51
To ja dziękuję, że do mnie zajrzałeś. Pozdrawiam:)»
voytek72
18/09/2019 20:47
Myślę, że temat który bardzo trudno utrzymać w ryzach, z… »
Nuria
18/09/2019 20:40
Słowa płyną melodyjnie, aż chciałoby się zatańczyć :)»
voytek72
18/09/2019 20:32
Mistycyzm, ale taki... realistyczny i to mnie tu ujmuje :)»
wariat_egzystencjalny
18/09/2019 20:26
Dla mnie jest to takie małe studium szaleństwa a dokładniej… »
voytek72
18/09/2019 20:24
"Niech żyje bal" Maryli Rodowicz Takie… »
Lilah
18/09/2019 19:48
To mnie zaskoczyłaś, Al. Dziękuję pięknie. Pozdrawiam… »
ShoutBox
  • Dobra Cobra
  • 18/09/2019 08:22
  • tej wytwórni. Ale sam szef D. próbuje zmienić czasy i transformację koncernu w stronę tematyki niebaśniowej. [link]
  • Dobra Cobra
  • 18/09/2019 08:20
  • Disney ma nie lada orzech do zgryzienia :) . Johansson zaprosili nawet na spotkanie dyrektorów D. I ona tam jasno mówiła, że reżyser niepokorny i film też, co niespecjalnie idzie za rączkę z polityką
  • TomaszObluda
  • 18/09/2019 06:50
  • em FOXa, więc Disney nie miał nic do gadania. A czy film pojawi się w Polskich kinach? Sadzę, że tak, ale nie wszędzie i nie od razu, bo tu nie chodzi o ideologię, ale o kasę.
  • TomaszObluda
  • 18/09/2019 06:48
  • Co do filmu, ten Hitler, będzie wymyślonym przyjacielem i z tego co wiem, będzie takim diabłem na ramieniu, co mówi źle, to wbrew pozorom nie komedia. Druga sprawa film powstał praktycznie przed zakup
  • Kazjuno
  • 17/09/2019 14:16
  • Znowu przesadzasz. Jesteś wrażliwym facetem, na dodatek z intuicją muzyka, więc czułym na fałszywe nuty. Także te cecha ułatwia Ci trafne komentarze. Więc jak znajdziesz czas(?)...
  • AntoniGrycuk
  • 17/09/2019 11:55
  • Powiem tak: technicznie mam coś do powiedzenia i choć nie jest to idealne, to potrafi być pomocne, natomiast mój gust znacznie odbiega od przeciętnej i to, co mi się podoba, nie zawsze jest dobre.
  • Kazjuno
  • 17/09/2019 11:49
  • Przesadzasz Antosiu! Bardzo cenię Twoje komentarze i byłbym rad przeczytać twoje wnikliwe uwagi. Zawsze były celne. Jak znajdziesz czas to zapraszam...
  • AntoniGrycuk
  • 17/09/2019 11:38
  • Kazjuno, ja chętnie skomentowałbym Twój tekst, ale ostatnio mam urwanie głowy i jedynie czasem króciutkie komentuje. Choć z drugiej strony, co jest wart mój komentarz?
  • Dobra Cobra
  • 17/09/2019 08:09
  • Sztuka kreskówkowa jest uważana za gorszą ze sztuk pięknych. :( A tak można w kinie podziwiać i piękną Scarlett i małego Hitlerka. Jak żywych. Choć ten synek ma nadzwyczaj mądry wyraz twarzy.
Ostatnio widziani
Gości online:23
Najnowszy:raleighh2a
Wspierają nas