Przenikając ściany - SzalonaJulka
Proza » Obyczajowe » Przenikając ściany
A A A
Siedzę i oglądam ścianę. Niby nic wielkiego, a jednak ogromny wysiłek. Wcześniej jeszcze musiałam tu dotrzeć. To przedsięwzięcie pozornie przerastało moje możliwości. Udało mi się jednak zmobilizować. Przyszłam.

Ściana pomalowana jest żółtą, olejną farbą. Farba w wielu miejscach popękała. Pęknięcia tworzą wzory, zawikłane, jak ludzkie losy. Ludzkie losy bywają zawikłane, ale mój przypomina raczej ścianę, która zagradza drogę. Uniemożliwia podjęcie jakiegokolwiek działania.

Tak bardzo chciałabym to zmienić, że zmusiłam się dzisiaj do wstania z łóżka i wyjścia z domu. Pierwszy krok ku wolności został wykonany. Teraz czekam i obserwuję ścianę. Ciekawe, która z nas prędzej się poruszy.

Jest, wygrałam. To z niej pierwszej osypał się kawałek tynku, gdzieś spod sufitu. Wzmocniona tą niespodziewaną wygraną, czekam dalej. Marzę tylko o tym, żeby wrócić do domu, schować się do łóżka i poobserwować kilim. Jest taki nieprzewidywalny.

Po czterdziestu minutach od wyznaczonego terminu wizyty, zaczynam się niecierpliwić. Gdy mija kolejnych dziesięć, niepokój sięga zenitu i zmusza do oderwania wzroku od znajomych już zakrętasów spękanej farby. W korytarzu utworzył się spory ogonek czekających… „Boże, ile świrów” myślę i mój zwykły strach się potęguje.

*

Wreszcie korytarzem nadbiega drobna, szara postać w rozpiętym płaszczu.
- Przepraszam za spóźnienie. Była kolejka na poczcie – sapie. – Kto pierwszy? – Przez chwilę grzebie w rozsypującym się stosiku świstków. - Julia Warzec. Proszę do pokoju.

Julia machinalnie wchodzi do gabinetu i siada przy stoliku naprzeciwko kobiety. Teraz jeszcze nie jest w stanie jej słuchać – dopiero patrzy. Nagle jak grom z jasnego nieba, do młodej pacjentki dociera, że ta ubrana na szaro, krzywo ostrzyżona kobieta o smutnym wyrazie twarzy, jest „panią psycholog”, która ma jej pomóc. Jeszcze boleśniej odczuwa, że jest to osoba, której musi zaufać. Chce jednak zacząć znowu żyć normalnie. Przyszła tu, więc mobilizuje wszystkie siły i zaczyna wyławiać sens ukryty w cichych, bezbarwnych słowach domniemanej wybawczyni. Najwyższy już czas, bo zaczynają padać pytania:
- Czy jest pani ubezpieczona?
- Tak, chyba tak…
- Tak, czy nie?
- Tak…
- Ile pani ma lat?
- Dwadzieścia dwa.
- Uu, to marnie. To jest przychodnia akademicka, a pani już kończy studia. Terapii grupowej nawet nie warto zaczynać, bo nie ma szans na ukończenie. Podobnie z innymi formami leczenia. W zasadzie jedyne, co mogę zaproponować, to spotkania ze mną. Trzeba było przyjść wcześniej.
- Ale wcześniej było wszystko ok…
- Mhym... – Pani psycholog mruczy coś niewyraźnie i kontynuuje wywiad. – To co, godzi się pani na spotkania ze mną?
Cały czas mówi spokojnym, monotonnym głosem. Julia przyjmuje to jako objaw empatii i zdobywa się na niepewne potaknięcie.
- No dobrze, wobec tego od następnego spotkania zaczniemy robić testy. Chyba, że chce pani zacząć już dziś…

Świeżo upieczona pacjentka „chce zacząć już dziś”. Jak szalona pragnie wyzwolić się od świata zawężonego do najbliższego przedmiotu, gdzie wyjście z łóżka wydaje się wyczynem prawie tak wielkim, jak… myślenie. Coś jednak wzbudza jej niepokój, nie tak sobie wyobrażała to spotkanie. Próbuje zebrać myśli i wreszcie zadaje pytanie:
- Czy nie powinna pani zapytać, co mi jest?
Kobieta wydaje się zaskoczona. - A… tak… właśnie… co pani jest?

Ha, i tym pytaniem zabija dziewczynie klina, bo niby skąd ma ona wiedzieć, że cierpi na zaburzenia afektywne jednobiegunowe, zwane potocznie depresją? Ciężko jej też opisać ten stan spłaszczenia wymiarów, goryczy i bezcelowości istnienia. Julia próbuje uchwycić się pojedynczych niemożności:
- Nie jestem w stanie niczego załatwić. Prawdopodobnie zawalę semestr, bo nie potrafię zgłosić się po wpis do indeksu. Egzamin już dawno zdany na piątkę, ale gdy próbuję przekroczyć próg gabinetu profesora, robi mi się niedobrze i uciekam z płaczem.
- Może się w nim zakochałaś, co? – rzuca pani psycholog.
„Co? W tym starym bucu?” – myśli Julka i naraz włącza jej się dawno zapomniane poczucie humoru – „Freuda to i ja czytałam.” Niemniej spokojnie odpowiada:
- E… nie… na pewno nie…
Po czym podejmuje kolejną próbę nakreślenia swoich problemów i nawet lekko się zapala:
– Ostatnio nie chce mi się śpiewać. To znaczy chcę, ale nie jestem w stanie otworzyć ust. Śpiewanie zawsze było dla mnie najważniejszą rzeczą pod słońcem, jedynym pewnym celem… a tu nagle zupełnie nie mogę się zmobilizować.
- To po co śpiewać, skoro to taki problem? Może daj sobie spokój? – Z lekkim ziewnięciem ucina rozmówczyni. – Proszę przejść do sali obok. Przyniosę testy.


_______________


Znów czekam. Zdziwiłabym się, gdyby „Mysza” – tak ją nazywam ze względu na szary ubiór i nerwowe ruchy, przyszła w porę. Ona chyba zawsze się spóźnia. Poprzednio coś jej wpadło do oka i musiała czekać na otwarcie gabinetu okulistycznego. Cóż, wypadki chodzą po ludziach. Zresztą spóźniła się tylko pół godziny. Dziwne, leczenie oka zajęło jej mniej czasu niż stanie w kolejce na poczcie. Kiedy przyszła, wymruczała tylko wyjaśnienie i rzuciła mi testy na biurko. Wykonałam je uczciwie i rzetelnie, w końcu zależało mi na terapii.

Dziś też zamierzam się przyłożyć, chociaż trudno mi określić, w jaki sposób te świstki papieru, zawierające niesamowicie drażliwe i intrygujące pytania, typu: „Czy twój kał wydaje ci się nienaturalny?”, albo: „Co czujesz, kiedy widzisz całującą się parę?”, miałyby się przyczynić do przywrócenia mi stanu jakiej takiej funkcjonalności. Aby odpowiedzieć sobie na to pytanie, przewertowałam odziedziczony po żądnych wiedzy przodkach opasły tom pod tytułem „Podstawy psychiatrii” – nie znalazłam jednak rozwiązania.

Mimo to spokojnie patrzę na znajomą ścianę, bez poczucia zdrady oglądam też pozostałe elementy przestrzeni. Łaskawszym okiem ogarniam nawet pozostałych nieszczęśników grzecznie czekających na zbawienie. Nie wiem, na ile potrafię to ocenić, ale wydaje mi się, że mój związek z rzeczywistością pogłębił się.

*

Pani psycholog biegnie jak zwykle korytarzem, potykając się i plącząc we własnej spódnicy. Julia, nie zdając sobie sprawy ze stopniowej samoistnej remisji choroby, ocenia jednak świat nieco trzeźwiej, więc roztrzęsiona postać kobiety budzi w niej współczucie. Pośpiech u flegmatyka jest doprawdy dziwacznym zjawiskiem.
- Pani… eee.. – Szperanie w papierkach. – Warzec. Proszę. Na testy, tak?

Dziewczyna wchodzi do gabinetu i czeka na wyjaśnienia. Na próżno. Widocznie dwudziestominutowe spóźnienie jest rzeczą zbyt błahą, by przepraszać.
- No, i jak tam? – Mysza zaskakuje życzliwym pytaniem.
- Nieźle. Tylko… niewyspana jestem. – Zachęcona jej otwartą postawą, pacjentka zdobywa się na szczerość. – Całą noc męczyła mnie myśl, że moja suczka zachoruje. Zbadałam ją kilkakrotnie i nic nie wskazywało na to, że coś jej jest. Później nie chciałam już męczyć biduli ciągłym sprawdzaniem i tylko leżałam powtarzając sobie, że to takie bzdurne przeczucia. Rano nie wytrzymałam i zaraz po otwarciu lecznicy popędziłam do znajomej lekarki. Powiedziałam, że mój pies jest chory, tyle, że nie ma jeszcze objawów. Zbadała Tusię i nic nie stwierdziła. Zna mnie trochę, więc kazała mi usiąść i chwilę poczekać. Ulżyło nam dopiero, kiedy z suni zaczęła się lać ropa. Wcześnie wykryte ropomacicze daje się leczyć farmakologicznie.
- Aha, dobrze. Przejdźmy do testów.


_______________


Dzisiaj czekam z większą niż zwykle niecierpliwością i ledwie obrzucam pobłażliwym wzrokiem brudną, nieciekawą ścianę. W ogóle ostatnio płaszczyzny przestały dla mnie stanowić jedynych rozmówców. Świat rozrósł się do ogromnych, ale paradoksalnie bezpiecznych wymiarów. Wyszłam z domu. Załatwiłam zaległości. Szare cienie przemykające na granicy postrzegania okazały się chętnymi do wymiany myśli ludźmi.

Pani psycholog obiecała, że przedstawi mi wyniki. Jestem ich bardzo ciekawa. Od naszego pierwszego spotkania minęły dwa miesiące. Testy cały czas wykonywałam tak uczciwie, jak potrafiłam. Mimo że dzięki lekturze „Podstaw psychiatrii” większość z nich wydawała mi się przejrzysta i po pobieżnej lekturze mogłam już ocenić, co dany zestaw pytań ma wykluczyć. Nerwy puściły mi dopiero na poprzednim spotkaniu, przy jedenastym bodajże teście i lekko podstylizowałam się na schizofreniczkę. Nic to. Z tego natłoku danych, z dziesiątek wypełnionych formularzy powinien wyłonić się jakiś sensowny obraz. Mój obraz. Mój i moich problemów.

*

Mysza pojawia się prawie punktualnie – czymże bowiem jest dziesięć minut wobec wieczności? Idzie też jakby wolniej i spokojniej, a postać jej wydaje się dziś barwniejsza. Julia nie umiałaby powiedzieć, co tak zwiększa atrakcyjność postaci pani psycholog: drobna czarna kratka, która niespodziewanie pojawiła się na jej szarym zazwyczaj ubraniu, czy jej, Julkowe, emocje.

Tradycyjny szelest papieru:
- Pani… eee… Julia Warzec. Proszę za mną.
Siadają naprzeciw siebie tak, jak przy pierwszej wizycie. Dziewczyna śledzi z zapartym tchem każdy gest szarej kobiety. Ona przez chwilę grzebie w swoich dokumentach:
- Co my tu na dzisiaj mamy? A… wyniki testów.

Julia z wrażenia wbija paznokcie w siedzenie swojego krzesła. Jeszcze nie ma pojęcia, co usłyszy. Nie wie, że kiedy pozna diagnozę, wybiegnie, śmiejąc się głośno. Będzie zdrowa i tak się będzie czuła. Nie może przewidzieć, że nieleczona choroba za kilka lat powróci ze zdwojoną siłą, ingerując w życie Julki o wiele poważniej, niż teraz.

Mysza pedantycznie nakłada okulary, rozkłada jakiś świstek i… uwaga!... uśmiecha się. Następnie cicho i smętnie, a przecież bardzo wyraźnie czyta:
- Mam dla pani dobrą wiadomość: nie jest pani chora psychicznie.



Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
SzalonaJulka · dnia 02.12.2009 09:09 · Czytań: 2788 · Średnia ocena: 4,29 · Komentarzy: 32
Inne artykuły tego autora:
Komentarze
Usunięty dnia 02.12.2009 09:55 Ocena: Bardzo dobre
Cytat:
Wcześniej jeszcze musiałam tu dotrzeć. To przedsięwzięcie pozornie przerastało moje możliwości.

Ja bym dąła: Wcześniej jeszcze musiałam tu dotrzeć, co, pozornie, przerastało moje możliwości.

Cytat:
Ściana pomalowana jest żółtą, olejną farbą. Farba w wielu miejscach popękała.

"Ściana pomalowana jest żółtą, olejną farbą, która w wielu miejscach popękała." ?

Hmmm... Domyślam się, że powtórzenia to celowy zabieg, ale jednak jakoś mi nie pasują...

Cytat:
potykając się o zwiniętą pończochę.

Że co? :|

Hmmm... Przyznam się, ze z pewnych względów ciężko mi to ocenić. Według mnie, opowiadanie jest bardzo nierówne: fragmenty pisane w pierwszej osobie świetne, w trzeciej słabsze. Bardzo podoba mi się konstrukcja i to, co między wierszami, ale językowo trochę rzeczy mi przeszkadzało i wybijało z rytmu.

Strasznie mi nie gra przedostatni akapit. Niby wiem o co chodzi i rozumiem jego sens w tym opowiadaniu, ale... Robi wrażenie napisanego jakby na odczepne, chociaż można by temu poświęcić więcej uwagi.
SzalonaJulka dnia 02.12.2009 10:13
Witaj Oke :)
- słowo "przedsięwzięcie' podkreśla trudność podjęcia decyzji, zmobilizowania się
- powtórzenia zostawiam - mają zgrzytać
- no po prostu, plącze się kobitka we własnych ciuchach

Pracowałam nad tym tekstem rok, na pewno jeszcze poprawię pewne rzeczy. Dzięki za poczytanie :)
Usunięty dnia 02.12.2009 10:21 Ocena: Bardzo dobre
Jak tak zaczęłam się zastanawiać nad tymi powtórkami, to rzeczywiście cofam zarzut, bo dzięki temu widać, jak zmienia się język i postawa bohaterki.

Ale dalej nie potrafię sobie wyobrazić, jak można potknąć się o własną pończochę :]
JaneE dnia 02.12.2009 10:38 Ocena: Dobre
Nie bardzo mi się podobają przejścia z I na III osobą. Wprowadzają zamieszanie ( ale możne takie było założenie).

Razi dość spora liczba powtórzeń, szczególnie na samym początku.

Nie wiem co myśleć o samym teksie.
Pani psycholog wkurzyła mnie maksymalnie ;),coś niepokojącego i drażniącego jest w jej zachowaniu i w ogóle w całym opowiadaniu.
SzalonaJulka dnia 02.12.2009 10:53
Jane, potrzebny mi był narrator subiektywny i drugi wiedzący nieco więcej - stąd zmiany formy. Powtórzenia są celowe i mają zgrzytać.
Jeżeli, jak piszesz, w opowiadaniu jest coś "niepokojącego i drażniącego" to osiągnęłam zamierzony cel.
Pozdrawiam :)
Bardzki dnia 02.12.2009 12:04 Ocena: Bardzo dobre
Dobrze oddane "rozmijanie się " ludzi. Rutynę w działaniu. Schematyczne postępowanie. Niby nic takiego "strasznie" złego, lecz nie wiadomo co mogącego przynieść w przyszłości. Tekst napisany ładny językiem. Wciągnęło mnie. Spodziewałem się tu lirycznych opisów, a tu proza życia. Dobra proza. Dla mnie bdb:)
Elwira dnia 02.12.2009 12:22 Ocena: Bardzo dobre
Bardzo dobry, dynamiczny i fabularnie spójny tekst, który jednak pozostaje niedomknięty, co daje możliwość interpretacji. Łyknęłam go gładziutko, chociaż nie ukrywam, że te raki w interpunkcji widziałam ;)

Podoba mi się, że psycholog nie jest idealna, że ma coś za plecami, coś, co stawia ją na równi z pacjentami. Poza tym, jest tak samo charakterystyczna jak bohaterka. Nie zdziwiłabym się, gdybyś nagle ubogaciła tekst o jej monolog. Niestety...
Cytat:
że ta szaro ubrana


ubrana na szaro - chyba ładniej brzmi

Cytat:
że nie leczona choroba


nieleczona

Pewnie było coś jeszcze, ale zatkałaś mi usta treścią.

Pozdrawiam.
SzalonaJulka dnia 02.12.2009 13:00
Dzięki za wizytę :)
Elwirko, sugestia przyjęta, błąd poprawiony.
Pozdrawiam :D
Anaris dnia 02.12.2009 15:59 Ocena: Bardzo dobre
Cytat:
Nie wiem na ile potrafię to ocenić

Nie wiem, na ile potrafię

Cytat:
Mimo, że dzięki lekturze „Podstaw psychiatrii”

Bez przecinka, to wyjątek

Cytat:
wybiegnie śmiejąc się głośno

wybiegnie, śmiejąc


Zgadzam się, poszło gładko i wciągnęło. Czyta się za jednym zamachem. Faktycznie, zmiany narracji trochę wybijały, ale według mnie właśnie tak jest dobrze.
I ja również szczerze nie lubię pani psycholog. ;)

Pozdrawiam
SzalonaJulka dnia 02.12.2009 19:05
Dziękuje Anaris :) błędy poprawione
andro dnia 02.12.2009 21:52 Ocena: Świetne!
Jest "psychicznie" i już plus (jeśli chodzi o mnie) - wśród "wariatów" czuję się dobrze. Bardzo ciekawie namalowana postać pani psycholog, dobrze oddany klimat oczekiwania - ta ściana i wpatrywanie się w nią... Kto z nas nie wpatrywał się, siedząc w poczekalni?
Dobry tekst, Julka. Widać, że posiedziałaś nad tym.

A! Niepokoi mnie ostatnio wygląd mojego kału. Czy mam depresję?
(mogę dodać fotkę, jakby co, do galerii - tylko do jakiego działu - my na fotografiach? :))
SzalonaJulka dnia 02.12.2009 22:13
Miło mi Andro, że pasują Ci moi wariaci :)

A fotkę może raczej wrzuć do "obrazy", bo pod jakąś tam twórczość to można podciągnąć :lol:
Miladora dnia 02.12.2009 22:21 Ocena: Bardzo dobre
Bardzo dobre, Szalonka... :yes:
Napisane z jakby lekko przytłumionym dystansem, świetnie oddającym stan psychiczny bohaterki.
Ale do pończochy ja też mam zastrzeżenia:
- potykając się o zwiniętą pończochę. - gdyby tak było rzeczywiście, babka musiałaby nosić pończochy, co dziś jest raczej rzadsze, gdyż rajstopy są o wiele bardziej praktyczne... No, dobrze... pani psycholog jest retro, ale zwiniętej na kostce w wyniku odpięcia się pończochy nie sposób nie zauważyć i nawet ktoś taki jak ta "Mysza" czym prędzej by ją podciągnął i zapiął... ;) Może zmień na potknięcie się o wystający brzeg wykładziny?
I tyle...
Szkoda dziewczyny, że natrafiła na tę właśnie "panią"...
Niestety, czasem płacimy i za przypadki i za cudze błędy.
bdb z plusem za spokojny, wyważony styl.
buziaki jako premia :D
SzalonaJulka dnia 02.12.2009 22:32
Ok. poddaję się i zmieniam... nie na wykładzinę, ale na spódnicę - chodzi o to, że owa pani nie radzi sobie nawet z własną garderobą.

Dziękuję za wizytę i w nagrodę też przesyłam buziaki :D
Izolda dnia 03.12.2009 21:53 Ocena: Bardzo dobre
Opowiadanie snuje się w klimatach, które lubię. Operuje statycznymi i realistycznymi obrazami. Kawał dobrej roboty powiedziałabym.

Jedno zastrzeżenie – choroba w fazie cofania się to raczej powinna być w regresie, a nie w recesji.

Wzbudzać uczucie litości do lekarza, a nie do pacjenta, tego jeszcze nie było, poszalałaś!
SzalonaJulka dnia 04.12.2009 08:29
Dzięki Izold Złotowłosa :D

Co do regresu i recesji - oba wyrazy oznaczają cofanie, więc błędu nie ma, niemniej chyba masz rację, że regres bardziej pasuje - sprawdzę, jak wrócę do domu.
Jack the Nipper dnia 04.12.2009 13:47 Ocena: Bardzo dobre
Jest bardzo dobrze. Jedyna uwaga jaką mam to niepotrzebne, moim zdaniem, nawiązania do tego, co stanie sie w przyszlości (jak w ostatnim akapicie, ze choroba wroci). To trochę burzy cały nastrój, bo zapowiada ciag dalszy który:
a. nie wiadomo czy nastąpi, czy go napiszesz
b. jesli nastąpi i go napiszesz, to juz wiele rzeczy będzie znanych, a więc nie będzie totalnej niespodzianki.
Wiem, ze to popularny zabieg, ale ja akurat go nie lubię.
SzalonaJulka dnia 04.12.2009 14:00
Jack, raczej nie napiszę ciągu dalszego, a przynajmniej nie szybko... Nawiązania do przyszłości były mi konieczne, aby przedstawić skutki olewactwa "pani psycholog", tudzież niefrasobliwości, czy też nieświadomości pacjentki. Gdyby nie smutny "ciąg dalszy" opisane zdarzenie byłoby tylko anegdotką, a ja chciałam uzyskać efekt tragikomedii.
DamianMorfeusz dnia 08.12.2009 12:02 Ocena: Bardzo dobre
Jak dla mnie końcówka z wyskoczeniem w przyszłość bardzo na miejscu, rzeczywiście wskazuje olewactwo psycholożki i daje możliwość puszczenia wodzy fantazji - co się stanie za kilka lat?
Mam dla pani dobą wiadomość - dobrą - zjadłaś literkę :)
Fajnie się czytało, tak, tak, poproszę buziaka :)
katniss dnia 09.12.2009 15:19 Ocena: Świetne!
To pierwszy tekst, który przeczytałam na tym portalu. Bardzo pozytywne wrażenie na mnie wywarł. Uwielbiam psychologiczne klimaty. :)
SzalonaJulka dnia 09.12.2009 23:08
Dziękuję za poczytanie :)

Damian, przesyłam nawet dwa buziaki - jeden dla Ciebie, jeden dla Imbirka :)

katniss, witaj zatem na pp :) mam nadzieję, że wkrótce też poczytam coś Twojego
bury_wilk dnia 10.12.2009 15:50 Ocena: Świetne!
Cóż... czytanie tego tekstu sprawiło mi bardzo dużą przyjemność (jakkolwiek głupio to zabrzmiało)
tequila dnia 10.12.2009 16:34 Ocena: Świetne!
Uwierzyłam Twoim bohaterkom, przekonały mnie, rutyna pani psycholog, jej własne zamotanie- w samo sedno... i początkowa scenka z odpadającym tynkiem - byłam tam z Twoją Julką:) A co do "regresji" i "recesu" to ja bym obstawiała "remisję" przy chorobach, ale chyba jak dobrze widziałam pozbyłaś się kłopotu, bo w tekście go nie znalazłam:)
SzalonaJulka dnia 10.12.2009 16:58
Bury, My Hero, to, że przeczytałeś ten tekst z przyjemnością sprawiło mi dużą przyjemność (jakkolwiek by to zabrzmiało)

Tequila, wielkie dzięki - "remisja" to właśnie to słowo o które mi od początku chodziło, ino nie mogłam sobie przypomnieć - niniejszym poprawiam :D
Usunięty dnia 15.12.2009 10:37 Ocena: Bardzo dobre
brak słów. lecz co "mysza" może więcej dodać. Bardzo dobre opowiadanie.
Szuirad dnia 24.12.2009 09:20 Ocena: Bardzo dobre
Czy szarość i swego rodzaju nijakiość pani psycholog to uosobienie całego systemu służby zdrowia? Szarość, w ktorym ginie jednostkowy pacjent, rutynowo kierowany na "testy". Jakoś tak w stronę tej analogii przemowil do mnie ten tekst.
SzalonaJulka dnia 24.12.2009 10:50
Dziekuję Ołowiany

Szuirad, jestem daleka od generalizowania, ale skoro da się i w ten sposób odczytać, to nie będę protestować ;)
wiktoria dnia 25.12.2009 13:15 Ocena: Świetne!
Szczerze, to nie znam się na prozie, ale bardzo podobał mi się ten tekst, może dlatego, ze treść znam autopsji i jest mi bliska.Bardzo dobrze mi się czytało, wciągnął mnie. Nie spotkałam się jeszcze z taka postawa pani psycholog, współczuje Julce, że na taka trafiła. Tak naprawdę to zignorowała jej chorobę, bo depresji nie stwierdza się tylko na podstawie testów. Mam nadzieję, że to była tylko fikcja literacka. Pozdrawiam autorkę:)
wiktoria dnia 25.12.2009 14:01 Ocena: Świetne!
ps. twój tekst tak mnie zainspirował, że napisałam wiersz:)
SzalonaJulka dnia 25.12.2009 14:29
Dziękuję Wiktorio :) będzie można przeczytać Twój wiersz?
Krystyna Habrat dnia 13.01.2010 13:24 Ocena: Świetne!
Świetne. Testomania zdaje się wychodzi już z mody, ale mnie wcześniej tak męczyła, że wyszłam z zawodu.
Napisane ze znajomością rzeczy. Nieprzegadane. Dobrze zobrazowane - ściana, spóźnienia terapeutki i cały jej nieefektowny wizerunek, szarej znudzonej myszy, nic ciekawego nie mówiącej, ale monotonnym tonem, bez kontaktu wzrokowego i empatii. Do tego ta cała: papieromania...
Dobrze się czyta i coś z tego zostaje.
Moim skromnym zdaniem studentka pod koniec studiów może czegoś podobnego doznać z przemęczenia. Gdyby nie to, że później wróciło.
SzalonaJulka dnia 16.01.2010 17:59
Bardzo się cieszę, że - jak rozumiem - "fachowiec" odbiera moje opowiadanie jako prawdopodobne :D
Ja znam te zagadnienia raczej od strony pacjenta, choć nie chcąc całkiem oddawać się w ręce takiej "Myszy" postudiowałam co nieco we własnym zakresie.
Jeśli chodzi o bohaterkę, to kilka lat później trafiła do psychiatry, który na podstawie rozmowy, zdiagnozował depresję. Obecnie czuje się dobrze.
Pozdrawiam :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Marek Adam Grabowski
16/10/2019 21:46
Spoko; może powinienem dodać po pierwszym zdaniu znak… »
Kazjuno
16/10/2019 21:30
Wybacz, zwróć uwagę na to pokrętne zdanie. Przeczytałem je… »
Marek Adam Grabowski
16/10/2019 21:22
Kazjuno czy dobrze czytałeś mój komentarz? Przecież ja… »
Lilah
16/10/2019 21:04
I ja się dziękuję za uśmiech :) »
allaska
16/10/2019 20:45
Lilu dziękuję no rozbawilas mnie :) prawda ? No pozdrawiam… »
Lilah
16/10/2019 20:35
allasko, przydałby mi się ktoś taki, ale to raczej marzenie… »
Lilah
16/10/2019 20:31
Fajny tekst, dobre rymy. :) *ę *ń Pozdrawiam… »
Lilah
16/10/2019 20:18
Dziękuję, alasko. :) Dziękuję, Mike. :) »
mike17
16/10/2019 18:55
Quentinie, jakże miło Cię znów widzieć :) Twoje… »
Quentin
16/10/2019 18:09
Coś za coś To opowiadanie ( i nie tylko ono) uświadamia,… »
mike17
16/10/2019 17:09
Miły, sympatyczny wierszyk, Lilu, taki na poprawę humoru :)»
marzenna
16/10/2019 17:08
Wiolin Jest nadzieja w tej piosence. Łatwo nie będzie. Most… »
Gregcem
16/10/2019 16:16
Czyli jest przekaz, jeśli nie poetycki___dzięki, jeżeli… »
allaska
16/10/2019 16:15
Przyjemny :) »
Lilah
16/10/2019 15:54
59 wiosen co to jest przed Tobą jeszcze niejeden… »
ShoutBox
  • mike17
  • 16/10/2019 19:13
  • Jeśli chcesz zaistnieć w portalowej sławie, nie wahaj się już i pisz śmiało do konkursu dla prozaików MUZO WENY 8, gdzie jedynym wymogiem jest napisanie miniatury. Dużo? Nie, mało. Zatem do boju :)
  • allaska
  • 16/10/2019 16:12
  • Gratulacje :) Vanillivi
  • Vanillivi
  • 16/10/2019 14:36
  • Oprócz mnie jest kilku świetnych autorów, więc polecam, dostępne w Empiku razem z numerem Fabulariów w cenie 8 zł.
  • Vanillivi
  • 16/10/2019 14:34
  • Witajcie :) Pochwalę się publikacją w antologii "Dzieci wolności" wydanej przez Fabularie. [link]
  • Dobra Cobra
  • 16/10/2019 08:35
  • Od Chaplina do Jo-jo Rabbit- niezwykła historia komedii o nazizmie: [link] Premiera w Anglii 3go stycznia 2020 roku.
  • Dobra Cobra
  • 15/10/2019 17:41
  • Jest już polski zwiastun nadchodzącej arcyciekawej produkcji kinowej pt. Jo-jo Rabbit: [link]
  • bruliben
  • 14/10/2019 23:22
  • Tyle konkursów, to nie ma mój dziurawiec
  • mike17
  • 14/10/2019 19:35
  • Zapraszam do udziału w konkursie dla prozaików MUZO WENY 8, gdzie piszemy miniaturę na 5000 znaków i wchodzimy do historii: [link]
Ostatnio widziani
Gości online:13
Najnowszy:Yonkeres70
Wspierają nas