Była całkiem ładna i głupia nie była - iska36
Proza » Obyczajowe » Była całkiem ładna i głupia nie była
A A A
Podobno była ładna –tak mówili- i głupsza od innych nie była. Szesnaście lat, to nie tak wiele jak jej się zdawało. Głowa pełna dziwnych pomysłów i ciągłe poszukiwanie czegoś, co przed nią. Koleżanki ze szkolnej ławki wydawały się mało dojrzałe – banda niedopieszczonych dzieci – myślała. Ona była inna. Samodzielność- pragnienie możliwe do spełnienia, jeszcze tylko kilka lat. Nikt nie wyganiał jej z domu. Nie krzyczał, nie stosował przemocy. Do szczęścia - czego jej brakowało? Nie o to chodziło. Cała normalność rodziny uwierała niczym zbyt ciasna sukienka. Czego chciała? Gdyby tylko potrafiła odpowiedzieć sobie. Więcej emocji, wrażeń – wszystko jedno, byle więcej.
Wolność. Nie dla każdego oznacza to samo. Postanowiła wyfrunąć przy pierwszej okazji. Cel? Nie był tak bardzo istotny. Poczuć odpowiedzialność za własny los, a może po prostu ciekawość? Przestrzeń zmuszała do zmiany zachowań. Przetrwać mogą tylko najsilniejsi. Odejdzie, przekona się i wróci. Co mogło ją czekać tam gdzieś w świecie, z dala od hermetycznego rodzicielskiego skrzydła? „Ludzie bywają źli, nie znasz życia.” – mawiała matka, gdy córka pytała o świat dorosłych. Zastanawiała się ile prawdy jest w słowach mamy, a ile zwykłej troski. Sama musiała się przekonać.
To nie prawda, że nie myślała o rodzicach. „Pewnie sprawię im ból, zadam cios być może ostateczny”- ryzyko wkalkulowała w plan. Kochała matkę i ojca, ale nie potrafiła ich słuchać. Chciała spróbować, chciała tylko złapać wiatr we włosy i pędzić, byle dalej, byle przed siebie. Nie mogła nauczyć się życia na cudzych błędach, jej filozofia nakazała popełnić własne. Nieświadomość, naiwność, całkowity brak przewidywalności i wiara w człowieka pchały ją do przodu.
Wyszła niby do koleżanki. Nim się zorientowali była daleko. Pierwszy peron i pociąg do pobliskiego miasta. Bez pieniędzy, jedzenia, bez szans. Tabliczka na jednym z wagonów "Kołobrzeg" – pierwszy etap samowolnej podróży. Miała tu koleżankę, wstąpi i poprosi o trochę jedzenia na dalszą drogę.- Co jej powie? – obmyślała idąc w stronę portu. Dobre kłamstwo nie tak łatwo wymyślić, może prawdę? Koleżanka ze szkolnej ławki, dobrze znana i lubiana, a jeśli zdradzi jej zamiary? Kolejny raz postanowiła zaryzykować. Głupio tak prosić -fakt- gorzej będzie żebrać o jedzenie. Zdobędzie pożywienie uczciwie. Nigdy niczego nie ukradnie, to była jedyna rzecz, co do której miała pewność, nie było się nad czym zastanawiać.
Dotarła do mieszkania znajomej dziewczyny. Wszystko jak dotąd szło zgodnie z planem. Rodzice w pracy, zupełnie jak u niej. Teraz tylko wystarczy poprosić, tak zwyczajnie powie jej, że potrzebuje trochę chleba na drogę? Powód – przecież musiała jakiś podać – wywołać współczucie, w ten sposób wywoła chęć pomocy. Zbyt łatwo przyszło jej kłamstwo, sama siebie zaskoczyła nowo poznaną umiejętnością. Zaczęła opowieść, wymyślona kłótnia w domu i wykrzyczane przez ojca pod jej adresem bolesne słowa, zrobiły wrażenie na koleżance. Krótki wykład, że urażona duma, zranione serce i utrata czegoś ważnego dla duszy – gra na emocjach opłaciła się. „Proszę, pomóż mi”- Tak trudno wypowiedzieć te słowa. Była butna? Nie to nie był jej problem. Ambicja skutecznie blokowała wylewność, jednak instynkt podpowiadał, brak wyjścia awaryjnego. „Uff, udało się. Lżej, mam to za sobą” - odetchnęła. Koleżanka namawiała na powrót, mimo wszystko, nieudolnie próbując tłumaczyć fikcyjne zdarzenie, pocieszała jak każdej przyjaciółce przystało. Nie dawała za wygraną, musiała w ten sposób ukarać rodziców – pouczyła dziewczynę. Biedaczka tak się starała, a to tylko zmyślona historia, gdyby o tym wiedziała, że jest częścią rozpoczętego eksperymentu. Fantazja – o tak, tego nigdy mi nie brakowało – pomyślała zadowolona. Nie ważne, że nie miała nic poza ubraniem na sobie i kilkoma kanapkami zawiniętymi w folię. Ruszyła dalej. "Poradzę sobie" - , jeszcze nie działa jak – nie wolno kraść – powtarzała, chcąc nie uczynić odstępstwa od żelaznej reguły. Stworzyła sobie swój własny dekalog, nie tak obszerny, jak ten wyuczony na pamięć przed laty ale równie restrykcyjny.
Kolejny wagon w dość długim składzie. Kierunek Szczecin. Szukała wolnych miejsc, zaglądając do kolejnych przedziałów, wybrała jeden z nich wypełniony ludźmi. Swego rodzaju przezorność. Choć biorąc pod uwagę zajmujących go pasażerów, raczej wizyta w paszczy lwa. Kilku młodych mężczyzn niezupełnie trzeźwych, głupie miny i niewinna rozmowa. Dowiedziała się, że pracują w stoczni. Z rozmowy wywnioskowała iż wracają z urlopów. Miłe słowa ośmielają i powodują, że powieliła opowieść wymyśloną u koleżanki. Umiała już nawet zapłakać na zawołanie. Dramatyzm sytuacji tylko pozornie wywołał oburzenie i litość. Dobrze wiedzieli jak wzbudzić zaufanie, zachęcili do zwierzeń. Płakała, że nie ma co z sobą zrobić .- Podobno nie była głupia - tak mówili. Zaproponowali schronienie i zapewnili o swojej uczciwości. Nie zgodziła się. Nie z nią takie numery, co innego gdyby jeden z nich to zrobił, wyczułaby jego zamiary. Wyszła na korytarz. Jeden z chłopaków dotrzymał jej towarzystwa. Rozmawiali Nawet nie widziała jak tamten ukradkiem mrugał do kolegów, nowy znajomy doskonale udawał troskliwego przyjaciela. Niby rozumiał dlaczego uciekła, jednocześnie przestrzegał przed innymi facetami, którzy niewątpliwie zechcieliby wykorzystać jej położenie. „Dam sobie radę”-. Iluzja, pewnie musiała w nią wierzyć. Wciąż myślała o noclegu, o bezpiecznym miejscu . Rozmówca zaproponował schronienie w hotelu robotniczym. Wyglądał na nieszkodliwego i mówił całkiem do rzeczy. Nie pytała o ilość alkoholu jaką wypił, uwierzyła w szczere intencje, bo niby czego mógłby w zamian chcieć. Powiedziała, że nie ma nic, żadnych pieniędzy ani wartościowych rzeczy, gdyby chciał coś w zamian na pewno by powiedział. Nabrała pewności chciał pomóc. Zaryzykowała, w końcu wiedziała na co się decyduje.
Stacja docelowa. Dotarli do przystanku tramwajowego, skąd niewiele ponad dziesięć minut dzieliło ją od odpoczynku. Tak, potrzebowała snu, wrażenia zmęczyły ją nadzwyczaj silnie.
Duży pokój z wnęką zasłoniętą kotarą, tam miała przenocować, zauważyła jednak tylko jedno, wąskie łóżko. Pierwszy raz żałowała. Dom, nie powinna go opuszczać. Teraz już nie miała odwrotu. A podobno nie była głupia.
Kazał położyć się obok siebie. Za zasłoną spali jego kumple. Nie mogła dopuścić aby coś jej zrobił. Nie przewidziała takiej sytuacji. Ostrożnie usiadła na jednoosobówce, nie miała zamiaru rozbierać się.. Tylko jej się zdawało, że nic złego nigdy jej się nie zdarzy.. Nie pytał o zgodę, nie słuchał jej prośby, nawet płacz nie wzruszył go ani odrobinę. Bez chwili zwłoki dorwał się jak do kawałka mięsa. Chciała krzyczeć, szarpała, odpychała silne ręce. Zagroził, że obudzi kumpli. Jej wyobrażenie o wolności nie wzięło pod uwagę takiego scenariusza, gwałt była przekonana, że zdarza się tylko wypielęgnowanym, roznegliżowanym panienkom. Nie była pewna czy przeżyje. Chwycił mocno za ramię i położył na łóżku, coś szeptał, łzy toczyły się po policzkach i kapały do uszu, nie pozwalając nic usłyszeć. Jęczała, gdy szarpał nią na wszystkie strony i zmuszał do coraz wymyślniejszych pozycji. Ból, o wiele bardziej bolało w głowie niż w wiadomych częściach ciała, wreszcie skończył i zostawił ją w spokoju, wtedy pojawiła się nadzieja, że ten zaśnie i będzie mogła wyjść. Kolejny raz się rozczarowała, sen nie przyszedł do oprawcy, nadeszła za to ponownie chęć do brutalnej zabawy w doktora. Znów się szarpała, a im więcej siły wkładała w obronę tym większe męki zadawał. Obojętność przeplatała się ze strachem, że za karę mógł obudzić kolegów. Dlaczego tak bolało? Wbijał się w nią coraz mocniej, bez opamiętania, ciągle nie kończył. Ile czasu potrzebuje facet- myślała. Do domu, tak bardzo chciała do domu. Nie miała już łez, nie było nadziei ani siły do walki, w tamtej chwili nie zależało jej na niczym, groźby, które wciąż powtarzał też już nie robiły wrażenia. Wszystko jedno. Wyschnięte oczy i odwrócona twarz. Nie było nic przed nią. Wreszcie dał jej spokój. Poprawiła ubranie. Nie miała bluzki. Strzępy leżały wszędzie. Byle się czymś przykryć, oby nie sprowokowała go do następnych czynów. Dał jej coś, w nieskończonej łaskawości rzucił lichą koszulkę. Wstała. Kazał wrócić do łóżka. Nie posłuchała. Uderzył z całej siły w twarz, ciepło spłynęło do ust, nie poddała się, Obiecał zbudzić kolegów. Podniósł się i powoli ruszył w stronę zasłoniętej kotary, podeszła i chwyciła za rękę, błagała o szansę – posłuchał - wróciła na leżankę, zwymiotowała. Podał miskę i zapewnił, ostatni raz i będzie wolna. Żadnej alternatywy. Przestała myśleć. Manekin. Poddała się, przecież wreszcie musi mu się znudzić. Kolejna godzina urosła do wieczności, już wiedziała, że jeśli tym razem zostanie zatrzymana, umrze. Rodzice umrą z nią. Jednak była bardzo głupia. Zaczęła się modlić, nie pora żegnać się z życiem. Kilka „zdrowasiek” i bezgłośna prośba o litość, nie wiedziała czy to był zbieg okoliczności, czy rzeczywiście pomoc nadeszła z góry, ważne że pomogło.
Zadowolony podniósł się i wcisnął w dłoń pieniądze na powrót. Pouczył, że jego dobroć nakazuje jej zupełne posłuszeństwo. Wymusił obietnicę, iż przyjedzie za miesiąc. Mówiła wszystko byle wyjść. Dom, dom, dom – powtarzała w myślach. Pierwszy napotkany policjant i wyznanie uciekinierki. Izba dziecka i ohydne badanie ginekologiczne. - Nie ma sprawy, zagoi się - przekonywał stary lekarz. Znowu Izba, jakaś kobieta powiedziała, że jutro przyjadą rodzice. Dyżurujący opiekun, nakazał zdjęcie ubrania, nie chciała, nie pytał o zdanie. Krzyknęła, przecież nie mogła się pokazać nago. Nie przejął się płaczem ani trochę, jakaś siksa nie mogła mu mówić jak miał wykonywać obowiązki, musiał sprawdzić czy nic nie ukrywa. Tylko do jutra. Kazał podejść bliżej i pochylić się, odmówiła. Głuchy trzask i piekący policzek. Nie pozwoliła się dotknąć, kolejny raz otarła strużkę spływającą do ust, przestraszył się ,rzucił przekleństwo, popatrzył pogardliwie. Zrezygnował.
„Mamo, nie wiedziałam, że tak boli samotność. Nigdy więcej, przysięgam.”

Po miesiącu uciekła ponownie. Nie kontrolowała chęci wyjścia z domu, któregoś dnia wyszła… za mąż. Nikt więcej nie przyprowadził jej do domu.


Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
iska36 · dnia 11.01.2010 08:23 · Czytań: 924 · Średnia ocena: 2 · Komentarzy: 8
Komentarze
waikhru dnia 11.01.2010 20:13 Ocena: Przeciętne
Historia oklepana, nie pokazałaś nic nowego. Dziewczyny nawet nie jest mi żal - za głupotę się płaci. Początek przepełniony banalnymi sformułowania, styl też nie najlepszy. Zdania krótkie, "wypluwane", bez polotu.

Jedna ważna uwaga: po obu stronach myślnika robimy spacje.

Życzę oryginalniejszych pomysłów.

Ode mnie: przeciętne.
JaneE dnia 12.01.2010 09:31 Ocena: Przeciętne
Oj, nie podobało mi się. Strasznie to wszystko naiwne i banalne. Nie wydarzyło się tu nic, czego nie można by przewidzieć. Jeśli są tak głupie nastolatki to nawet nie jestem w stanie im współczuć.

Bardzo źle czytało mi się opis gwałtu. Nie ma w nim nić, ani spodziewanej brutalności, ani emocji ani ostrości języka.

No i zakończenie... wszyła za mąż, też jakoś mu nie pasuje do reszty.
Elwira dnia 12.01.2010 10:26 Ocena: Przeciętne
Takie to jakieś... Nijakie. Niby powinno budzić emocje, niby powinnam coś czuć, a nie czuję... Nie podoba mi się. Narracja w każdym miejscu jest taka sama, a w scenie gwałtu można by się spodziewać czegoś innego. To jest jak relacja dziennikarza z wydarzeń na placu boju.

Brak płynności. Torpedujesz krótkimi zdaniami, a to nie sprzyja dobremu odbiorowi.

Pozdrawiam.
iska36 dnia 12.01.2010 11:06
dzieki za uwagi. Jedno co powinnam dodać to to, że nie chciałam wzbudzać emocji. Napisałam w opisie iż jest to suchy przekaż. Można nazwać to jak Elwira zwykła relacja. Dlaczego tak? Otóż nie miałam zamiaru opowiadać się po żadnej stronie. Był skutek była przyczyna. JanE właśnie o pokazanie naiwności chodziło bez płaczu i lamentu. Tylko i wyłącznie czysty raport.
Pozdrawiam
waikhru dnia 12.01.2010 19:53 Ocena: Przeciętne
Rozumiem Twój zamysł, ale nawet suchy raport potrafi kopnąć czytelnika w tyłek, jeżeli jest sprawnie napisany. Tutaj czegoś zabrakło, jak już pisałam powyżej: polotu, płynności tekstu i umiejętności budowania ciekawych, dłuższych zdań. Zmieniłabym też początek, w którym czai się za dużo banałów. Życzę weny i wytrwałości w pracy nad tekstem:)

P.S. Super, że przyjmujesz uwagi, nawet te bardzo krytyczne, bez zbędnego denerwowania się i tzw. "rzucania". Tym bardziej pozdrawiam:)
iska36 dnia 12.01.2010 20:33
nigdy się nie oburzam, nie ma sensu pokazywać swjej pisaniny jeśli nie chce się poznać zdania czytających. Nie nauczę się gotować jeśli nie przypalę pieczeni. Cenię sobie krytykę ona pozwala się rozwijać. Pozdrawiam:)
Jack the Nipper dnia 12.01.2010 20:44 Ocena: Przeciętne
No, dobra. Zrobiłaś niemal bezduszny reportaż. Ale mnie nie zachwyciło. Czemu?

Tak bardzo narcystycznie powiem ;) Bo mnie często zarzucają, ze piszę suche reportaże, sprawozdania, bez opisów, bez tla, tylko notki jak z gazety. To prawda. I mnie sie zdaje, że te moje suche raportowanie lepiej wychodzi, chociaz to wcale nie sa jakieś wspaniałości. Stąd brak zachwytu. Sorry, fatalny koment, bo nie powinienem porównywać tego tekstu do własnej pisaniny, ale jakos mi pasowało...

To jest dobra rzecz - czuć pewien charakterek.
Znurb dnia 17.01.2010 12:49 Ocena: Przeciętne
Tekst ma charakter jak gdyby słów piosenki, jest dynamiczny i akcentuje w dobrych momentach. Historia może i faktycznie dość oklepana ale w przyzwoitj formie:)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Kazjuno
13/11/2019 22:51
Marku A. Grabowski. Ponieważ twój koment pokrywa się… »
Dobra Cobra
13/11/2019 22:51
Ciekawość, jak zostanie odebrany przez Ciebie ciąg dalszy,… »
Kazjuno
13/11/2019 22:41
Wyznam Ci Dobra Kobro, że najwięcej komizmu i obietnicy… »
Dobra Cobra
13/11/2019 22:37
To i fajnie, że tekst trafia do ludzi. To dopiero cześć… »
AntoniGrycuk
13/11/2019 22:30
No tak. Bardzo fajny tekst. Taki zupełnie nietypowy.… »
marzenna
13/11/2019 22:00
Greg Przemawia do mnie wiersz w całości. Tak, nie łatwo… »
marzenna
13/11/2019 21:50
jeszcze tylko chwilę cierpliwości koralowce zabarwiły wodę… »
ApisTaur
13/11/2019 21:28
poczekam... mroźną zimą latem poczekam... boś jest tą… »
kubarozpruwacz
13/11/2019 21:16
Ceikawie, tutaj bym lekko zmodyfikwał utwór, pajęczyna… »
bruliben
13/11/2019 21:12
Tekst ekspresyjny i szczery, nasycony uczuciami peelki.… »
kubarozpruwacz
13/11/2019 21:11
też nie lubię farbowanych lisów, bardzo fajny wiersz, jest… »
Zdzislaw
13/11/2019 21:10
To w porządku, Wiosno. Jak pisałem, każdy ma prawo do… »
bruliben
13/11/2019 21:05
Aż słychać delikatną melodię sopelków poruszanych wiatrem.… »
Lilah
13/11/2019 21:03
Witaj, Kobro! Byłam na spacerze i taki kadr mi się zapisał.… »
bruliben
13/11/2019 20:58
Łezka w oku się kręci jak ówczesny bączek metalowy, co… »
ShoutBox
  • mike17
  • 10/11/2019 17:42
  • Jeszcze 5 dni pozostało, by nadesłać swoją pracę na MUZO WENY 8, konkurs dla prozaików. Sprężcie się i ślijcie swoje utwory : [link]
  • Kazjuno
  • 09/11/2019 13:56
  • Przepraszam, Dobra Kobro za długie teksty... Kto wie? Może się kiedyś uda napisać krótki?
  • Dobra Cobra
  • 09/11/2019 13:19
  • Kazjunio, to Internet - każdy czyta co chce i komentuje, jak mu się chce. Nie wymuszaj komentów. Długie formy słabo się sprzedają w tym medium. Pisz dla wlasnej satysfakcji, a nie poklasku. Bez urazy.
  • Kazjuno
  • 09/11/2019 10:06
  • Dzięki Antosiu. Już od dawna wiem, że jesteś poczciwcem o gołębim serduszku.
  • AntoniGrycuk
  • 09/11/2019 09:33
  • Dobra, Kazjuno, jestem czuły na płacz, więc wieczorem postaram się przeczytac ;)
  • Kazjuno
  • 09/11/2019 08:38
  • Chlip, chlip... jest mi przykro. Poza odważną Al-Szamanką, reszta Koleżanek i Kolegów, olała komentowanie Gry cz. 12. Czyżbym na PORTALU wywołał zgorszenie?...
  • Dobra Cobra
  • 08/11/2019 18:02
  • Star Wars kontra Marvel kontra DC na przestrzeni lat: [link]
Ostatnio widziani
Gości online:16
Najnowszy:Bridgmanes50
Wspierają nas