Piwne oczy - bury_wilk
A A A
Piwne oczy. Piękne, kocie, błyszczące, pełne wdzięku, pokusy i skrajnych emocji. Kiedy zobaczył je pierwszy raz... to musiało być bardzo dawno. Przelotnie owiały go spojrzeniem. Złowił ich tajemniczość raptem na ułamek sekundy i to wystarczyło. Wypaliły mu w umyśle swój obraz, zupełnie, jakby rozgrzany do czerwoności metal dotknął jego skóry...
Piwne oczy. Kiedyś widywał je tylko w marzeniach. Potem, czasami mignęły mu w tłumie. Pojawiały się coraz częściej. Mrugały, mrużyły się, przymykały w ekstazie. Znikały za horyzontem powiek, a potem znów wschodziły niczym słońce, lub księżyc.
Piwne oczy. Na początku były same. Oderwane od rzeczywistości, od obrazów, dźwięków, zapachów i dotyku. Potem nierozerwalnie kojarzyły się z Agnieszką. Oczy, twarz, usta - och, jakie przyjemnie ciepłe i miękkie, włosy, smukła szyja, delikatne ręce, biust, talia, tyłeczek i te dłuuugie nogi. Jakiś czas temu, oczy znów zaczęły pojawiać się same, bez doskonałej reszty kobiecego ciała. Widział je we śnie i na jawie. W domu, w pracy i w tłumie przechodniów. Patrzyły na niego z reklam, z luster, z telewizji i z anonimowych twarzy nieznanych dziewczyn.
Piwne oczy. Hipnotyzowały, czarowały, rozpraszały, lub całkowicie absorbowały uwagę. Gdzie się nie ruszył, czego by nie robił, czuł się kochany, adorowany. Czuł się obserwowany, śledzony, sterowany. Miłość, dozgonne uwielbienie. Nienawiść i strach. Bezsenne noce i rozbite dni. Czas, który mknął gdzieś obok, a jedyne, co dało się zapamiętać, to te oczy. Reszta była pustką. Przemęczony, zakręcony, nieświadom niczego, co było blisko niego. Dla tych oczu oddałby wszystko. Zrobiłby wszystko. Dla tych oczu już wszystko oddał i wszystko robił.
Piwne oczy. Szalone, rozkapryszone, surowe, wymagające i okrutne. Grały mu na uczuciach, pociągały za sznurki, bawiły się nim. Prowadziły go po krawędzi, ciesząc się jego niepewnością, czy lada zachcianka nie zdmuchnie go w otchłań.
Piwne oczy. Od dawna jego jedyne towarzystwo. Jedyne, na które mógł zwrócić uwagę. Jedyne, którego pożądał.

*

Gabriel pił kieliszek za kieliszkiem. Chciał ustawić sobie do towarzystwa lusterko, ale bał się, że zobaczy w nim piwne oczy Agnieszki. I tak nie bardzo potrafił uciec. Piękne źrenice śledziły go z dna kieliszka i z głębi butelki. Jednak w końcu się udało. Im więcej razy wlewał sobie do gardła piekielny płomień gorzałki, tym bardziej piwne oczy się zamazywały, rozpływały... W końcu znikły. Pierwszy raz od dawien dawna. Pił dalej. Cóż, za wspaniały stan. Był wolny, samotny i mógł robić wszystko. Pił.
Przy końcu pierwszej butelki napłynęły nad niego zachmurzone myśli. Był pijany, a mimo to, właśnie teraz zdał sobie sprawę, jak wyglądały ostatnie miesiące. Zrozumiał, co stracił. Zrozumiał, że nic nie zyskał.
"Agnieszko, jak ja cię nienawidzę. Jak ja nienawidzę twojego boskiego ciała, twojego oszałamiającego oddechu, twojego zniewalającego głosu. Agnieszko, nienawidzę cię, nienawidzę, cię, nienawidzę!!! Nie chcę cię. Nie chcę twoich ust, ani włosów. Nie chcę cię. Zabierz swoje piwne oczy... Kocham cię Agnieszko..."
Jeszcze jedna butelka. Wrócili nagle znajomi, wróciła praca, wróciła wiara. Wróciło wszystko, co miał. Milcząc przedefilowało przed Gabrielem i znikło w ciemności przedpokoju.
Stołek zachwiał się. Sznurek drapał gardło, a ściany falowały w rytm muzyki wybijanej przez dzwony kieliszków i butelek.
"Co ty mi zrobiłaś Agnieszko? Co chciałabyś, bym ci dał, co mam uczynić?"
Stołek z łoskotem przewrócił się na podłogę. Sznurek jęknął, nagle naprężony ciągnącym go w dół ciężarem. Piwne oczy pojawiły się znowu. Powoli zapłonęły krwawą czerwienią.
"Agnieszko..."

***

Starzec gładził siwą brodę. Wydawał się opanowany, ale jego wzrok nie pozostawiał złudzeń. Był zmęczony, zniechęcony, sponiewierany. Miał dość.
Przed nim w wyzywającej pozie siedziała piękna kobieta. Płonęła zapałem, zaangażowaniem, wręcz podnieceniem. Eksplodowała pomysłami, porażała go wyrafinowaniem i brakiem skrupułów. Wyznaczyć cel i trafić. I jeszcze raz i jeszcze. Wiecznie głodna sukcesu, wiecznie spełniająca się w osiąganiu kolejnych laurów. Nieokiełznana, niepohamowana, niezaspokojona. Wzdrygał się przed jej metodami, nie nadążał za szaleństwem jej wizji i choć sam nie był święty (co to, to nie...), gdyby tylko nie kłóciło się to z jego naturą, rzuciłby wszystko i uciekł. Choć z drugiej strony... Czy potrafiłby się od niej oderwać? Czy potrafiłby sam się skazać na tęsknotę, za jej obecnością? Nieee. Wciąż go oszałamiała, zachwycała i choć to złe słowo, wciąż ją ubóstwiał.
Niech robi, co chce, byle tylko była obok, byle ją widzieć, słyszeć, dotykać...
- Ten będzie wspaniały, smakowity. Ten będzie wyzwaniem. - Mówiła jak natchniona, niezauważając, że starzec wyłapuje tylko część z jej słowotoku. - A najlepsze, że tamtych tak bardzo zaboli jego strata. Będzie mój. Potrafię to zrobić.
- Tak, tak. Potrafisz. Idź i zrób to...
Pocałowała go, obdarzyła diabolicznym uśmiechem i kręcąc tyłeczkiem odeszła.
Starzec otarł pot z czoła i ciężko odetchnął. Z ulgą...

*

Gabriel odszedł z seminarium ze względu na Magdę, czy raczej Magdalenę. W żaden sposób nie przystawała do tej biblijnej, choć, jeśli za wytyczne przyjąć obiegową opinię i pozory, to jednak odnosiło się inne wrażenie... Magdalena była, jeśli nie piękna, to z pewnością bardzo atrakcyjna, pełna sexapealu i uśmiechu. Uwielbiała flirtować, kokietować przykrótkimi kreacjami, ale i błyszczeć intelektem. Co bardziej przyciągnęło Gabriela? Trudno orzec.
Głowy nie stracił, ba, nawet pozostał wierny wszystkim przykazaniom, jednak z seminarium odszedł. Dziewczyna stała się dla niego na tyle ważna, by wiązać z nią ambitne plany na przyszłość. Jej zresztą, to odpowiadało. Chłopak był bystry, atrakcyjny, miał do niej dużo szacunku i od razu wiedział, że mimo sposobu ubierania, nie należała do głupawych, plastikowych dupeczek.
W każdym bądź razie, Gabriel i Magdalena byli oficjalnie narzeczeni i rokowali spore nadzieje na udane małżeństwo.

*

Agnieszkę poznali na dyskotece. Siedziała w kącie i sączyła żubrówkę z sokiem jabłkowym. Szara, cicha, w przydużym, luźnym swetrze i wytartych dżinsach. Gdyby nie jej niesamowite, piwne oczy połyskujące spod okularów, pewnie by nie spostrzegli, że w ogóle tam była. A jednak dojrzeli.
Zauważyła Magdalena. Nie zdążyła się jednak przyjrzeć, bo coś niepokojącego skręciło ją w żołądku. Poczuła się słabo. Poprosiła o wodę, ale nie pomogło. Bolało mocno, bardzo mocno. Odruchowo chciała zwinąć się w kłębek, jakby to miało pomóc. Ze sztucznym uśmiechem pobiegła do ubikacji.
Zauważył Gabriel. Poczuł się, jak rażony piorunem. Jakiś niewidzialny obuch uderzył go w głowę. Świat zadrżał, zapulsował. Piwne oczy... On już te oczy widywał. Nie raz. Nie wiedział gdzie, ani kiedy, ale z pewnością już je widział. Spojrzał na Agnieszkę jeszcze raz. Piwne oczy, pod subtelnymi okularami patrzyły prosto na niego. Przyciągały jak magnes.
Magdalena potrzebowała kilku minut, by dojść do siebie. Wreszcie dolegliwości ustąpiły. Wróciła do baru. Gabriel rozmawiał z tą dziwną, samotną dziewczyną o piwnych oczach. Dziwną? Nie, zupełnie zwykłą, całkiem sympatyczną, a jak się przyjrzeć, to i ładną. Zapoznały się, wymieniły uśmiechami i jakoś naturalnie gładko przeszły do rozmowy.

*

- Całkiem fajna ta Agnieszka. Trochę dziwna, ale fajna.- Rzuciła Magdalena, gdy po zabawie siedziała z Gabrielem w taksówce.
- Sympatyczna - odpowiedział. - Mam wrażenie, że już ją gdzieś poznałem, lub, chociaż widywałem.
- Bardzo w oczy się nie rzuca. Mogłeś ją poznać i nie zapamiętać.
- Może... Tak naprawdę, to kojarzę tylko te jej piwne oczy...
Magdalena nie skomentowała. Poczuła się trochę dziwnie, trochę znów rozbolał ją brzuch.

*

Spotykali piwnooką Agnieszkę coraz częściej. Najpierw przypadkowo, później, ponieważ dobrze się razem bawili, zaczęli się umawiać. Czasem w większym gronie, czasem tylko w trójkę. Po kilku tygodniach, atmosfera się trochę popsuła. Magdalena miała coraz silniejsze przekonanie, że jej narzeczony nie może oderwać wzroku od tych cholernych piwnych oczu. W ogóle, jakoś tak naturalnie zeszła na drugi plan. Mniej mówiła, mniej tańczyła, mniej się śmiała. I mniej zwracano na nią uwagę. Nawet jej niesamowicie zgrabne nogi, umykające spod minispódniczki ku ziemi, zaczęły przegrywać w konkurencji z piwnymi oczami. Za to Agnieszka rozkwitała. Niezauważenie porzuciła luźny sweter, pokazała trochę nogi, trochę dekoltu, eksperymentowała z makijażem. Teraz było widać, że jest diabelnie ładna. Nie trzeba było tego szukać pod maską skromności i wstydliwości. Właściwie, nie wiadomo, kiedy nastąpiła metamorfoza, ale teraz była najatrakcyjniejszą kobietą wszędzie, gdzie się pojawiała.
Magdalena miała dość. Nie do końca potrafiła w to uwierzyć, ale ile można się samemu oszukiwać? Ile można mieć zamknięte oczy? Agnieszka była na świetnej drodze, żeby odbić jej Gabriela. Trzeba było to przerwać. Trzeba było walczyć.
Kulturalnie, ale zdecydowanie, Magdalena zaczęła zwracać uwagę narzeczonemu. Ubierała się znacznie odważniej niż dotychczas, choć już wcześniej mogła uchodzić za sex-bombę. Kokietowała, zagadywała, próbowała wywołać zazdrość przymilając się do innych mężczyzn.
Niewiele z tego wychodziło. Gabriel był jakby nieobecny duchem, a jego wzrok wciąż błądził za piwnymi oczami. Magdalena była coraz bardziej zdesperowana. Postanowiła skusić Gabriela na coś nowego, na coś, czego dotychczas nie próbowali. Dla wielu mogło to być niewiarygodne, ale mimo pozorów, jakie stwarzała, wciąż była dziewicą. Wcześniej ustalili, że poczekają do ślubu, nim pójdą do łóżka, ale teraz sytuacja była wyjątkowa.
Gabriel nie opierał się. Przespał się ze swoją kobietą, ale wydawało się, że nawet tego nie zauważył. Ona dygotała z podniecenia, niepewności, trochę ze strachu, a trochę z bólu, on był spokojny, obojętny i zimny. On widział tylko piwne oczy i co gorsze, Magdalena cały czas była tego świadoma. To, że nie wiedziała, iż jej Gabriel i ta przeklęta Agnieszka kochali się wcześniej wiele razy, nie miało właściwie znaczenia. I bez tego Magdalena czuła, że przegrała. Przegrała ukochanego, przegrała marzenia, dziewictwo i może wszystko inne też. Odeszła, a Gabriel nawet tego nie zauważył.

*

Z Magdaleną nie było dobrze. Nie potrafiła sobie poradzić z tym, co ją spotkało. Prawie przestała jeść, mało spała, a w wylanych łzach spokojnie mogłaby się kąpać. W przeciwieństwie do Gabriela, miała jednak jeszcze znajomych i ich zauważała.
Koleżanki spędziły wiele godzin na wyciąganiu jej z depresji, na pocieszaniu, organizowaniu czasu. Wreszcie udało się im przekonać załamaną dziewczynę, że ten frajer nie był jej wart, że znajdzie innego, że wszystko przed nią. Nawciskały jej do głowy banałów, ale poskutkowało. Namówiły, by odreagowała, by odbiła sobie stracone dnie i noce.
Zabrały ja do klubu. Magdalena nie była przekonana do tego pomysłu, ale uległa. Ubrała się wyzywająco, odważnie - jak dawniej, krzykliwie umalowała i stukając obcasami ruszyła się odstresować.
Przełamanie przyszło po trzecim piwie. Bariery pękły, wróciła dawna natura. Magdalena wpadła na parkiet, zakręciła piruet, pozwoliła, by długie, jedwabiste włosy zawirowały wokół, jak kuszące tornado. Jeszcze chwila, może dwie i jak kiedyś, była królową zabawy. Faceci nie mogli się do niej dopchać, a ona kokietowała, tańczyła, kręciła biodrami i słodko się uśmiechała.
Coś jej mignęło przed oczami. Jakiś błysk, impuls, jakiś obraz rozpalił się i znikł, nim zdołała go uchwycić. Rozejrzała się, lecz wokół byli tylko tańczący ludzie i migające światła. To pewnie przez te światła...
Błysnęło znowu. Gdzieś po lewej. W tłumie, w wianuszku mężczyzn, nie mniej gęstym, niż ten, który otaczał ją. To błysnęły źrenice. Piwno owiane. Nie zdołała wyłapać nawet sylwetki, ale była pewna, że tam jest Agnieszka.
"Iść i trzasnąć ją w twarz? Olać i bawić się dalej? Uciekać stąd?"
Została. Starała się nie zwracać uwagi na znienawidzoną dziewczynę i na jej oczy. Tańczyła, śmiała się... ciągle, odruchowo spoglądała w stronę Agnieszki. Chyba niechcący, ale przysuwała się do niej. Teraz mogła ją widzieć całą. To na pewno jest ta "szara myszka", którą kiedyś poznała? Mogła widzieć jak "myszka" perwersyjnie wygina ciało, jak się wije, jak się ociera o facetów będących na krawędzi szaleństwa. Mogła widzieć, że żaden z tych mężczyzn nie jest Gabrielem. Ani ten, którego pogładziła po piersi, ani ten, o którego krocze ocierała się swoim boskim tyłkiem, ani ten, któremu puściła oczko, ani ten, z którym przez chwilę się całowała. Nie, to nie był pocałunek. To było lizanie. To było sprawdzanie, jaki smak ma kąsek, który ma się ochotę zjeść...
Nagle, zupełnie niespodziewanie Agnieszka pojawiła się tuż przed Magdaleną. Piwne oczy zaiskrzyły prawdziwymi płomieniami. Magdalena aż się cofnęła. Była przestraszona, ale jakby sparaliżowana i zdezorientowana. Nie mogła nic powiedzieć, nie mogła skupić myśli.
Władczym, zdecydowanym gestem Agnieszka odepchnęła od siebie napalonego adoratora. Teraz chciała tańczyć z kimś innym. Przysunęła się blisko do Magdaleny. Zapląsała, zakołysała. Piwne oczy wpiły się we wpatrzone w nie źrenice, niczym pazury atakującego kota. Tańczyły.
Magdalena trochę bezwiednie, trochę nie wiedząc, co, jak i dlaczego. Trochę sztywno i mechanicznie. Niesiona nie swoją wolą. Agnieszka przeciwnie. Z pełną świadomością, wyrafinowanie i zmysłowo. I bardzo blisko. Błyski reflektorów, wprawiająca w trans muzyka. Rytm, laserowe promienie. Czerwień warg, hipnotyczny zapach perfum. Piwne oczy...
Dotknęły się. Otarły. Jeszcze raz. Świat się kręcił, muzyka, oczy, dotyk, perfumy, muzyka, oczy, muzyka, oczy, muzyka, oczy... Palce zdobione długimi, pomalowanymi na czarno paznokciami wplotły się między włosy. Piwne oczy, pijany oddech, puls, łomoczące serce. Magdalena do reszty traciła świadomość. Zaczęła poddawać się żelaznej woli, władzy, potędze i czarowi. Oparła ręce na biodrach Agnieszki. Pozwoliła, by ta ją prowadziła, by tańczyła, by narzucała rytm. Piwne oczy. Blask. Dotyk gorących ust. Dziwny, nienaturalny, nowy. Ale jaki podniecający...
- On może być nasz! I wszyscy inni i wszystkie inne i cały świat... - Agnieszka wyszeptała jej prosto przy uchu, po czym polizała ją po szyi. - Chcesz?
Magdalenę, jakby coś uderzyło. Otrząsnęła się, szarpnęła do tyłu.
"Co ta kobieta robi? Co proponuje? Co tu się w ogóle dzieje?" - Ludzie wokół nie tańczą, stoją i wytrzeszczają oczy. - "To jakiś sen?" - Nagle wszystko do niej dotarło.
- Nie chcę! Spierdalaj szmato!
Piwne oczy. Wściekłe migotanie laserów, grzmot, niczym piorun. To był bas w piosence, czy rzeczywiście zagrzmiało? Piwne oczy...
Agnieszka bez słowa odwróciła się i odeszła do baru.

*

Magdalena próbowała znów się bawić, ale nie dała rady. Wszystko zaczęła odbierać inaczej. Ci, którzy wcześniej tańczyli z nią, lub obok, teraz ją otaczali, gapili się nachalnie, wyciągali ręce, obmacywali. Może jej się zdawało, ale ich twarze stały się rozmazane, zdeformowane, demoniczne. Krzyknęła coś, wyrwała się z tego dziwnego kręgu, ale obok było tak samo.
- Chodź dziwko, zrobię ci dobrze.
- Ale masz tyłeczek!
- Chodźmy do kibla, zrobisz mi laskę...
- Pewnie już jesteś wilgotna?
- Zerżnę cię, szmato!
Mówili do niej. Szczerzyli się, ślinili. Byli obleśni, narwani, jacyś opętani. Uszczypnięcie w pośladek, klaps, bolesne złapanie za pierś. Bała się. Gdzie są koleżanki, z którymi przyszła? Gdzie ochrona? Gdzie ta cholerna Agnieszka, może, choć ona by pomogła?
Oganiając się, jak przed muchami, krzycząc i płacząc wyrwała się z parkietu. Przy barze nie poczuła się lepiej. Uciekała dalej i dalej. Bez przerwy czuła na sobie natrętne, natarczywe spojrzenia. Musiała wreszcie uciec, inaczej zwariuje. To już nie był strach, to była panika, nieopisane przerażenie, obłęd.
Przebiegła obok szatni, wpadła na zdziwionych bramkarzy. Nie szukając słów wyjaśnienia, wyrwała się na zewnątrz klubu. Szybko, szybciej, byle do domu, do łóżka. Tam będzie bezpiecznie. Park, ciemność, potłuczone latarnie... Byle do łóżka. Szybciej...
Coś z tyłu złapało ją za rękę. Mocno. Szarpnęło tak, że o mało nie wyrwało jej ramienia z barku. Dopiero, gdy już leżała, zdołała się rozejrzeć.
Ciemny kształt - ciemniejszy od nocy - stał nad nią. Poruszał się, coś mówił. Nie rozumiała, co. Kto to był, czego chciał?
Dostała w twarz. Pociemniało jej przed oczami, zęby zazgrzytały, a policzek rozpalił się bólem. Szarpnęła się chaotycznie, ale nic nie zdziałała. Dostała jeszcze raz. Rzuciło ją na ziemię. Nim oszołomienie przeszło, ciemny kształt spadł na nią. Przygniótł. Boże, jak on śmierdział. Wódką, brudem, moczem.
Nie porzygała się tylko dlatego, że nagle wróciła jej świadomość. Zrozumiała, co się dzieje, co ma się stać za chwilę. Obrzydliwe łapska rozerwały jej bluzkę, sięgnęły pod spódnicę, do majtek. Darła się ile miała sił. Kolejne uderzenia jej nie powstrzymywały, ale i napastnik nie zrażał się krzykiem.
- Pomocy, policja, policja!!!
Przez chwilę usiłowała bliżej przyjrzeć się napastnikowi. Ot, tak, może rysopis przyda się potem na komisariacie. Twarz spowita mrokiem w miarę obserwowania nabrała nagle wyrazu. Na kilka sekund... Czarne oczodoły, rozmazany obraz otwartych, ziejących pustką ust. - "O Jezu..." - Znów krzyczała. Jeszcze głośniej niż na początku, choć straszliwa wizja znikła już, zastąpiona nieokreślonym, ciemnym kształtem.
Uderzenie w nos. Lepka, gęsta ciecz zalała jej twarz. Znów spojrzała na swojego oprawcę. Ciemność, ciągle niewiele szczegółów dawało się wyodrębnić. Stary, śmierdzący, dość potężny. Piwne oczy...
Nie, jego oczu nie widziała. To musiała być Agnieszka...
Magdalena z trudem odwróciła głowę. Piwne oczy Agnieszki patrzyły na nią dziwnym wzrokiem. Stała oparta o drzewo, bez ruchu, bez słowa.
Grube palce, bez krztyny delikatności wcisnęły się między zaciśnięte uda. Walka, krzyk, kolejne uderzenie. Brutalna siła rozkraczyła jej nogi. Odór z gęby napastnika, jego chore sapanie. Piwne oczy...
- Pomóż mi!!! - Magdalena darła się w niebogłosy, lecz Agnieszka nawet nie drgnęła.
Gwałciciel dostał się do tego, co od początku było jego celem. Na razie tylko się otarł...
- Pomóż mi, proszę... - Już tylko szept przechodzący w ciche łkanie.
- Jego prawy bok. - Agnieszka odezwała się sucho, beznamiętnie, mrużąc piwne oczy.
Magdalena nie próbowała nawet zgadywać, o co chodzi. Sięgnęła ręką. Od razu trafiła na coś twardego wystającego z kieszeni podartej marynarki. Złapała, szarpnęła. Trzy szybkie zamachy. Krzyk. Lepkie, mokre ciepło chlusnęło na twarz, na obnażone piersi, na brzuch. Wierzgnęła. Poczuła, że przeciwnik nagle osłabł. Całą siłą, jaką zdołała z siebie wykrzesać pchnęła go. Przechylił się i upadł tuż obok niej. Poderwała się, otrzepała, jakby oblazły ją mrówki. Napastnik poruszył ręką. Krzyknęła, zadała kilkanaście ciosów nie patrząc, gdzie spadają. Na chybił trafił, jeden po drugim, ile tylko sił. Znów wstała. Piwne oczy...
Rozejrzała się, ale Agnieszki nie było. Z trudem łapała oddech. O Boże, co się stało? Pijak u jej stóp leżał nieruchomy. Mimo ciemności widziała, że wokół niego rośnie straszliwa kałuża. Co się stało? Popatrzyła na przedmiot, który wciąż trzymała w ręce, ten wyciągnięty z jego kieszeni, ten, którym uderzała. Nóż. Duży, ciężki i ostry.
"O Boże..."
Krzyknęła, rzuciła ostrze w krzaki, jakby nagle zaczęło ją parzyć. Pobiegła. Jak najdalej stąd. Jak najdalej.

*

Magdalena biegła w stronę domu. Byle szybciej zamknąć za sobą drzwi, schować się pod kołdrą i wypłakać...
Blok, w którym mieszkał Gabriel był na innym osiedlu, a mimo to nagle zorientowała się, że stoi właśnie przy jego klatce schodowej. Tak pomylić kierunki? Nieważne. Po tym, co się stało, to naprawdę nie było ważne.
"Gabriel, ech..." - wydawał się teraz czymś nierealnym, jakąś zjawą. Teraz jej przecież nie obchodził. Zostawił ją dla tej strasznej dziewczyny, dla tych zimnych, piwnych oczu.
"Ale przecież, on nie wie, jaka jest Agnieszka... On jej nie widział w erotycznym transie, obłapianej przez anonimowe, obce ręce. Nie widział jak całowała, nie słyszał, co proponowała. Nie widział jak stała i spokojnie patrzyła na gwałt."
- Kto tam? - Głos był cichy, zaspany.
- To ja, Magdalena. Otwieraj szybko.
Stęknął zamek i drzwi otworzyły się. Dziewczyna wpadła do mieszkania jak burza, omal nie wywracając Gabriela. Zatrzasnęła za sobą drzwi.
Patrzył na nią spokojnie, sennie. Nie był zdziwiony, że przyszła, nie był ani zadowolony, ani zły. Zupełnie, jakby nie była zakrwawiona, zupełnie jakby nie miała podartego ubrania i łez na twarzy. Zupełnie, jakby jej nie widział.
- Oślepłeś??? - Wydarła się, lecz i na to nie zareagował. - Co ta kurwa ci zrobiła??!!
Wciąż nie było reakcji. Gabriel stał w przedpokoju i milczał. Magdalena przeciwnie, rzucała się jak w ukropie. Krzyczała, przewracała meble.
- Ocknij się! Ocknij, cholera jasna!!! - Chlasnęła go otwartą dłonią po twarzy najsilniej jak potrafiła. Aż ją zapiekło.
Gabriel zamrugał oczami?
- Czego chcesz?
- Uciekaj od niej. Nie chcesz być ze mną, to twoja sprawa, ale od niej uciekaj. To zła kobieta. To potwór, to perfidna szmata.
- Nie znasz jej. - Mówił bardzo spokojnie.
- Głupcze!!! Oślepłeś? To też przez nią. Ona Cię niszczy. Już zniszczyła nas, zniszczyła mnie. Ty jesteś następny i nie ostatni! - Znów się popłakała. Rzuciła się do przodu, przytuliła do byłego narzeczonego. Odsunął ją od siebie.
- Idź do domu, źle wyglądasz. Jutro też jest dzień...

*

Magdalena stała na klatce schodowej, oparta o ścianę. Nie była w stanie się poruszyć przez dobre kilkanaście minut. Była zdruzgotana. Już nawet nie próbowała ogarnąć rozumem wszystkiego, co się wydarzyło. Nie próbowała niczego uporządkowywać, wyjaśniać, zapominać. Po prostu miała poczucie ogromnej krzywdy. Poczucie klęski, poczucie winy i mieszaniny gniewu, wstydu i bólu.
W końcu zmusiła się, by iść do domu. Pierwszy krok, drugi. Noga, za nogą, na połamanych obcasach, poszarpana, zbrukana i zalana krwią.
Niebiesko - czerwony blask odbił się poświatą po ścianach blokowiska. Magdalena nie zwróciła na to uwagi. Było jej obojętne, co się będzie działo dalej. Może być jeszcze gorzej? Już chyba nie.
Radiowóz zatrzymał się po przeciwnej stronie ulicy. Policjant i policjantka przyglądali jej się dłuższą chwilę. Było ciemno, nie mogli zauważyć, w jakim jest stanie. Musieli jednak dostrzec, że idzie z trudem, że coś jest nie tak. "Stój, Policja!!!", wysiedli z samochodu, błysnęli latarkami...

*

Ostre, białe światło raziło w oczy. Kontrast z ciemnością nocy i łzy rozpraszające blask, powodowały, że wrażenie było bardzo nieprzyjemne. Magdalena zasłoniła twarz dłonią, ale nawet się nie zatrzymała. Powoli, powłócząc nogami szła do domu. Ktoś coś krzyknął. Chyba do niej, ale nie słuchała. Nic jej nie obchodziło.
Skręciło ją w żołądku. Nagle i tak boleśnie, że o mało nie zgięła się w pół. Dokładnie taki sam ból przeszył ją w klubie, gdy pierwszy raz spojrzała w piwne oczy tej zdziry... Piwne oczy. Ona musiała być gdzieś blisko.
Magdalena rozejrzała się, trochę ze strachem, a trochę z gniewem. Po za tym światłami, nic nie widziała. Może tylko pełzające jak węże cienie drzew, a może i one były złudzeniem, efektem oślepienia. Od tych białych świateł dochodziły jedyne dźwięki, tylko tam ktoś się poruszał. Piwne oczy... Widziała wciąż niewyraźnie, ale zdawało jej się, że tam stoją dwie osoby. Policjant i jakaś kobieta. Ta kobieta... Piwne oczy... Agnieszka, to musi być ona. Wszystko przez nią. To wina jej i tylko jej!!!

*

Posterunkowy Borys Piesiewicz powinien zareagować tak, jak go uczono, lub, chociaż w ogóle jakoś zareagować, ale stał jak słup soli. Podobnie jak jego partnerka z patrolu. Jakiś nieokreślony paraliż zamącił ich umysły, zawładnął wolą. Stali i patrzyli, jak biegnie na nich jakaś dziewczyna. Dziewczyna krzyczała, machała rękami i jednocześnie szlochała. Przemknęła obok posterunkowego i wpadła niczym armatnia kula, wprost na policjantkę. Powykrzywiane palce wystrzeliły do przodu jak pazury polującego jastrzębia. Wpiły się w twarz, rozorały policzek, wyłupiły oko. Nagła szarpanina, krzyki, chaos i krew. Paznokcie, włosy, krew. Dużo krwi. Za dużo. To był jakiś koszmar.
Posterunkowy Piesiewicz nagle ocknął się z oszołomienia. Wciąż nie był pewien, co się właściwie dzieje, ale przecież musiał pomóc zaatakowanej partnerce...

*

Gabriel siedział na krześle. Głowę opierał na podpartych o parapet rękach. Patrzył na noc w swoim mieście. Na park, na ulicę, na budynki. Patrzył na przechodzącą pod oknami dziewczynę (znał ją?) i na radiowóz. Widział policjanta i policjantkę i widział jak ta dziewczyna sprzed kilku chwil, rzuca się na funkcjonariuszkę. Jak dziko szarpie jej twarz, jak wściekle kopie, gryzie i drapie. Widział i nie reagował. Wydawało mu się, że to film. Nic nie czuł.
Gabriel widział, jak policjant podbiega do szamoczących się kobiet, jak próbuje je rozdzielić, jak dostaje kopniaka w krocze. Wreszcie widział, jak wyciąga pistolet.
Echo wystrzału wielokrotnie odbiło się wśród betonowych ścian. Kobieta znieruchomiała. Policjant stał i patrzył, a jego partnerka wciąż zwijała się z bólu. Chyba stało się coś złego...
Żadnej reakcji. Gabriel patrzył przez okno i tyle. Widział piwne oczy. Naprawdę, czy w wyobraźni? Trudno powiedzieć. Piękne, piwne oczy były teraz najważniejsze.
I wtedy przyszła myśl, żeby sięgnąć po wódkę...

***

Miał na imię Gabriel. Wiedział to i chyba nic więcej. Wszystko było zamglone, wilgotne, tajemnicze. Dziwna, nieokreślona pustka. Gdzieś przemknęła mu wizja siwego, schorowanego starca piszącego coś w wielkiej księdze. Starzec zniknął nie podnosząc wzroku i nie odzywając się. Przez chwilę pozostało jednak wrażenie, taka myśl, jakby przybyła od tej sędziwej postaci: "współczuję ci chłopcze".
Mrok, wilgoć i nicość. Pośród tego, Gabriel starał się wychwycić jakiś punkt zaczepienia. Coś, na co mógłby patrzeć. Coś, dzięki czemu mógłby odzyskać właściwą orientację w przestrzeni.
Rozjarzyły się dwa punkty. Niby daleko, ale jednak blisko. Piwne oczy jaśniały w ciemnościach. Zbliżały się.
Gabriel już widział te oczy. Nie raz. Nie wiedział, kiedy to się zaczęło, ale piwne oczy były już dawno częścią jego życia. Nie wiedział? Zaraz... Ależ tak. Pierwszy raz zobaczył je w seminarium. Na długo przedtem, zanim poznał Agnieszkę a nawet Magdalenę.
Widział te oczy na obrazie. Była tam piękna i groźna kobieta o okrutnym spojrzeniu piwnych oczu. Gdy przechodziło się obok, wciąż miało się wrażenie, że piwne oczy patrzą, że śledzą każdy ruch. Ten obraz wisiał dla przestrogi. Nie dajcie się skusić. Dla zła, jesteście wyjątkowo łakomym kąskiem.

*

Piwne oczy rozbłysły jaśniej, a po chwili Gabriel rozpoznał stojącą przed nim Agnieszkę, rozpoznał kobietę z obrazu. Odwróciła się, pociągnęła go za sobą prowadząc na grubym łańcuchu.
- Chodź. Chodź maleńki. Rozerwę ci duszę na strzępy.

09.2006
LCF

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
bury_wilk · dnia 03.12.2007 16:43 · Czytań: 3924 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 55
Komentarze
ginger dnia 02.05.2008 18:25 Ocena: Dobre
Tak poważnie zabrałam się do rzeczy, że nawet napiszę pierwszy komentarz:)
Mam po tym mieszane uczucia... Pomysł niezły, styl dobry, ale jakby czegoś mi brakuje... Chyba chciałabym wiedzieć, jaki ten Gabriel był naprawdę...
I mam wrażenie, że kilka razy niechcący Ci się wcisnął przecinek, bo sporo ich w dziwnych miejscach. Albo tylko mi się tak wydaje.
bury_wilk dnia 02.05.2008 22:51
Przecinki lubią mi się wciskać, a i znikać... :)

Jaki był naprawdę? A cóż to znaczy naprawdę?
ginger dnia 02.05.2008 22:54 Ocena: Dobre
Jakim go stworzyłeś. Bo tego tutaj nie ma. Albo ja nie znalazłam.
bury_wilk dnia 02.05.2008 22:57
:) może to nie jest opowieść o stworzeniu, a o zniszczeniu?
ginger dnia 02.05.2008 23:02 Ocena: Dobre
Żeby coś zniszczyć, najpierw musi zostać stworzone. Więc żebyś mógł swojego bohatera zniszczyć, musiałeś go najpierw jakimś stworzyć. I ja bym chciała wiedzieć, jaki on był, zanim zacząłeś go niszczyć.
Za te powtórzenia i lakoniczność wypowiedzi należy mi się dwója...
bury_wilk dnia 02.05.2008 23:08
Czasem lubię lakoniczność :)

A z tym tworzeniem i niszczeniem, to pewnie, że najpierw musi być A, a potem dopiero B, ale przywilejem autora jest wybrać sobie, jaką część chce opisać. Ja chciałem opisać B, co nie znaczy, że nie było A. Było, ale w innej opowieści...
ginger dnia 02.05.2008 23:13 Ocena: Dobre
To ja czekam na tą inną część, bo ona mnie ogromnie intryguje...
bury_wilk dnia 02.05.2008 23:15
może kiedyś...
ginger dnia 02.05.2008 23:18 Ocena: Dobre
Uhm... Mam nadzieję, że dożyję tej pięknej chwili;)
bury_wilk dnia 04.05.2008 20:53
pewnie nie :p
ginger dnia 04.05.2008 21:09 Ocena: Dobre
Ja jeszcze młoda jestem. Więc jakieś szanse są:)
bury_wilk dnia 05.05.2008 12:27
niewielkie :p
ginger dnia 05.05.2008 12:34 Ocena: Dobre
Hmpf... Co nie zmienia faktu, że ja bym chciała... Ale mnie się o zdanie i tak nikt nie pyta...;)
bury_wilk dnia 05.05.2008 13:06
taki los :(
mnie też w wielu kwestiach nikt nie pyta, choć powinien :mad:
ginger dnia 05.05.2008 13:13 Ocena: Dobre
a jeszcze tej gafy nie popełniłam... Ale ze swojej strony mogę Ci obiecać, że jak będę uważała, że o zdanie zapytać Ciebie powinnam, to zrobię to jak najszybciej;)
bury_wilk dnia 05.05.2008 13:30
ważniejsze jest, żebym to j tak uważał...
ginger dnia 05.05.2008 13:37 Ocena: Dobre
Hmm... Ale żeby wiedzieć, co Ty uważasz, to ja Cię jeszcze za mało znam, mój drogi. Co oznacza, że na razie muszę się moim "uważaniem" kierować :)
bury_wilk dnia 05.05.2008 14:17
Moja droga :) oczywiście kieruj sie swoim "uważaneim" jednakoż pod warunkiem, że będzie ono zgodne z "uważaniem" moim :p
Inaczej przyszłość nie będzie się rysowała w jasnych barwach...
ginger dnia 05.05.2008 15:01 Ocena: Dobre
Mogę Ci tylko, mój drogi, napisać, że zrobię, co w mojej mocy, aby nasze uważania były mniej więcej zgodne. Mniej więcej, bo jak będą zgodne za bardzo, to twórcze dyskusje przestaną mieć mieć miejsce, a szkoda by było...:D
bury_wilk dnia 05.05.2008 15:04
O taaak, twórcze dyskusje, zwłaszcza te na temat, to podstawa :)
ginger dnia 05.05.2008 15:17 Ocena: Dobre
Każada twórcza dyskusja jest na temat. Jakiś... :D
bury_wilk dnia 05.05.2008 16:41
niby tak...
ginger dnia 08.05.2008 12:55 Ocena: Dobre
Gdyby twórcza dyskusja nie miała jakiegoś tematu, to nie byłaby twórczą dyskusją, tylko zwykłą paplaniną :)
valdens dnia 09.05.2008 03:24 Ocena: Świetne!
Widzę, że tutaj jest twórcza dyskusja zeszła z tematu i stała się paplaniną.
Jutro napiszę coś na temat tego opowiadania, bo właśnie je przeczytałem.
ginger dnia 09.05.2008 13:58 Ocena: Dobre
Gdyby nie paplanina, nie docenialibyśmy twórczych dyskusji.
valdens dnia 09.05.2008 15:31 Ocena: Świetne!
Mniejsza. Mnie bardziej martwi, że pod tym opowiadaniem przez pół roku nie znalazł się ani jeden komentarz, a połowa z 300 wyświetleń to kliknięcia autora i Twoje, ginger.
To jest zgroza i nie łatwo mi to zrozumieć, bo moim zdaniem jest to kolejne wilcze opowiadanie najwyższych lotów.
Tym razem bury nie ratuje fantastyki, jak w opowiadaniu "Ballada", ale ratuje nurt mhroczków zalewających portale pisarskie i blogi. Do porzygania ta fantastyka kopiująca i kalkująca te same motywy, te same potwory itp tak zwane standardy. Blee. Tak samo mhroczki i ludzie kopiujący od lat ten sam program. Ja wiem, że internet jest duży i dużo pomieści, ale uważam, że ratunkiem dla czytelnika z krwi i kości byłby boot, który usuwa powtarzające się historie.

To opowiadanie jest inne, bo jest inne. Kto tego nie dostrzega, ten nie rozumie też tego, co napisałem wyżej, a ten kto to dostrzega, temu nie muszę nic tłumaczyć. Dlatego przejdę do wytykania błędów.
Jest ich mało (nie licząc tych robaków r1), a w grę wchodzą ewentualne zmiany kosmetyczne. Tu są moje propozycje:
"Prawie przestała jeść, mało spała, a w wylanych łzach spokojnie mogłaby się kąpać." - wyraz spokojnie psuje klimat. Nikt zresztą nie kąpie się we łzach spokojnie.
"Bez przerwy czuła na sobie natrętne, natarczywe spojrzenia. Musiała wreszcie uciec, inaczej zwariuje." - nie pasuje mi tu "zwariuje" w czasie przyszłym. Wolałbym "by nie zwariować" lub coś w tym rodzaju.
""Zabrały ja do klubu." - jĄ
"Po za tym światłami, nic nie widziała." - poza tymi

To wszystko. Dwa ostatnie musisz wykorzystać, dwie pierwsze wolna wola :)
Inne zmiany typu "kim był ten Gabriel i jaki on jest" nie wchodzą w grę, bo cała opowieść pełna symboli i metafor z całą pewnością ma być (i jest) uniwersalna. Gabriel jest każdym. A jaki on jest? Jest taki, jak każdy z nas.
DamianMorfeusz dnia 09.05.2008 18:15 Ocena: Dobre
Początek mnie męczył, ale w trakcie czytania coraz bardziej mi się podobało. Pomysł ciekawy, wykonanie poprawne, jak to bury_wilk ma w zwyczaju :) Poza tym lubię historie o opętaniach i utracie zmysłów :)
bury_wilk dnia 11.05.2008 01:10
Z tą uniwersalnością, to Valdens trochę przesadziłeś, ja tam nie jestem Gabrielem :D
Ale w ogóle, to fajnie, że Wam się podoba i że jednak przyszedł czas, że to ktoś przeczytał :)
valdens dnia 11.05.2008 01:25 Ocena: Świetne!
Jesteś, jesteś, tylko piwnooka Cię jeszcze nie dopadła, skoro o tym nie wiesz. :)
bury_wilk dnia 11.05.2008 01:27
Mylisz się :) W tej bajce, to ja dopadam piwnookie...
Mam ich całą kolekcję :D
ginger dnia 11.05.2008 01:28 Ocena: Dobre
Hmm... Biedne te piwnookie...
bury_wilk dnia 11.05.2008 01:30
ja wiem, czy takie biedne :D

dodam jeszcze, że najwięcej piwnookich jest jak sie patrzy przez pryzmat kufla :p
ginger dnia 11.05.2008 01:32 Ocena: Dobre
Wtedy to wszystkie są piwnookie, a w ogóle to w takim wypadku kolor oczu traci znaczenie. Co udowodniono naukowo:)
bury_wilk dnia 11.05.2008 01:33
hmmm... przemyślę tą tezę, albo lepiej, w najbliższej przyszłości przeprowadzę stosowne doświadczenia :D
ginger dnia 11.05.2008 01:35 Ocena: Dobre
No tak... Najlepiej jest wszystko sprawdzić organoleptycznie:) A pewne rzeczy sprawdza się wyjątkowo miło...
bury_wilk dnia 11.05.2008 01:36
nie powiem "nie"...
ginger dnia 11.05.2008 01:38 Ocena: Dobre
Oh, wystarczy, jeśli od razu powiesz "tak"...
bury_wilk dnia 11.05.2008 01:39
Przekonałaś mnie :p

p.s. dobranoc... ;)
bury_wilk dnia 11.05.2008 11:54
Valdens, a jeszcze do Ciebie, ale nieco poważniej:
Gabriela za bardzo w sobie bym nie szukał, ale jak to zwykle bywa inspiracje biorą się z życia i sporo z tych scen i osób jest podejrzanie podobna do scen i osób, które znam, bądź miałem okazję poznać. Rzecz jasna nie powiem, która część :D
valdens dnia 19.05.2008 12:32 Ocena: Świetne!
Mniejsza z tym. Mnie bardziej intryguje tożsamość tej pani z obrazka :)
bury_wilk dnia 19.05.2008 13:00
mógłbym tu co nieco wyjaśnić, ale czy to by nie było za proste?...
valdens dnia 19.05.2008 13:15 Ocena: Świetne!
No byłoby. Ale w sumie to nawet jak mi wyjaśnisz i nie będzie to ta sama postać, którą ja mam na myśli, to i tak pozostanę przy swojej prywatnej wersji :)
bury_wilk dnia 19.05.2008 13:20
To tak na wszelki wypadek pozostań przy swojej (wersji) :p
SzalonaJulka dnia 05.09.2008 13:13 Ocena: Świetne!
Nie wiem czy wyciągnełam dobre wnioski: przed złem ucieka się w alkohol? a może tylko wyraźniej się je widzi przez kieliszek? Co prawda 'in vino veritas', ale nie przesadzajmy ;)
A tak serio: opowiadanie fascynujące
bury_wilk dnia 09.09.2008 14:05
W alkohol ucieka sie przed różnymi rzeczami, przed złem też, a to, czy taka ucieczka może sie udać i czy w ogóle ma jakiś sens, to już inna kwestia...
KenG dnia 03.11.2008 10:06 Ocena: Dobre
No i przeczytałam :) Rozumiem teraz czemu miałeś parę skojarzeń z tekstem czytając "Drugą stronę cienia". Jest kilka zbieżności, fakt :) Ciekawe opowiadanie - wychodzi z niego banalna (i nieco smutna) prawda, że chociażby faceta wołami odciągać, nie oprze się kobiecemu magnetyzmowi ;) Szkoda mi trochę dziewictwa Magdy... Przeminęło z wiatrem - a takie było wcześniej cenne... Ech... Jeszcze raz powtórzę, że mi się podoba ten tekst. Pozdrawiam :)
bury_wilk dnia 05.11.2008 08:22
Dzięki :)
Z tymi wołami to trochę przesada, zwłaszcza, że ta konkretnie miała ów magnetyzm trochę ponadnaturalny... choć w tym, co mówisz jest trochę racji...
A że szkoda... cóż, to prawda, szkoda i nie tylko dziewictwa
Pozdrawiam
gabstone dnia 05.07.2009 10:34 Ocena: Świetne!
Zatracenie.. To pierwsze słowo, które nasuwa mi się na myśl po przeczytaniu tego tekstu. A poza tym jest to tekst, na którym parę osób mogłoby się nauczyć jak się pisze:) Pomijając interpunkcję, bo ta, jak zawsze u Ciebie żyje własnym zyciem;) Stworzyłeś wyraźne postacie, takie z krwi i kości, więc Agnieszka wydaje się przy nich być faktycznie nie z tego świata. Nie potrzebuję żadnych tłumaczeń, choć pewnie jak zwykle rozumiem to po swojemu... Pisz dziecino, pisz, a my będziemy się "zatracać"...
bury_wilk dnia 05.07.2009 13:01
"więc Agnieszka wydaje się przy nich być faktycznie nie z tego świata" - ot, potęga słowa pisanego :D Pisałem to dość dawno, więc szczegółów inspiracyjnych nie pamiętam, ale wystaw sobie Waćpanna, że akurat Agnieszkę wzorowałem na pewnej, swoją drogą przemiłej, koleżance, zaś pozostałe postaci są bardziej fikcyjne :)
Jako ciekawostkę dodam, że ta sama koleżanka posłużyła mi za punkt wyjścia dla bohaterki profanum...
(rzecz jasna moje bohaterki i ta koleżanka nie są takie same, jedynie część cech jest podobna, licentia poetica tu nie brakuje)

A jeśli tak bardzo się podoba, to budujące :)

i tak, jest o zatraceniu :)

p.s. a propos interpunkcji, zauważ jakie to osiągniecie literackie napisać coś, wewnątrz czego będzie żyło własne, niezależne i niezbadane życie :D
MarioPierro dnia 20.09.2009 15:18 Ocena: Bardzo dobre
Postanowiłem skorzystać z dnia wolnego i wziąć się trochę za Twoją twórczość. A dlaczego zaczynam od tego? Tak jakoś :) Jest dość długie, a przy tym dobrze przyjęte przez poprzedników. No i w ogóle dawno nie czytałem thrillerów.
Więc tak. Czyta się bardzo dobrze i od pewnego momentu naprawdę wciąga, tylko na samym początku mniej więcej do połowy tekstu (gdzieś tak do sceny nieudanego gwałtu Magdy) jakoś nie zawsze pasuje mi styl. I trzeba by zrobić porządek z przecinkami, rzeczywiście często są tam, gdzie być nie powinny. Nie będę Ci tego tu wypisywał, bo nie chcę robić kilometrowego komenta, chyba że bardzo chcesz, to może na privie. W każdym razie to tyle, jeśli chodzi o formę. No, może jeszcze to:
Cytat:
Po za tym światłami

tymi
Natomiast treści jest bardzo dużo, zarówno pod względem samych rozmiarów, jak i "treści w treści". Jak już pisałem wcześniej, całość wciągająca i to różnymi sposobami: a to ciekawą symboliką, a to pewną dawką ironii, a to - jak przystało na dobry thriller - wartką akcją i mroczną atmosferą.
Dałbym świetne, gdyby nie ten styl w dużej części tekstu, do tego tej początkowej. Nie wiem dokładnie, co mi w nim nie gra, na pewno musi to być coś więcej niż przecinki, ale jeśli udałoby Ci się do tego dojść, opowiadanie może dostać ode mnie "szóstkę".
bury_wilk dnia 21.09.2009 08:55
Co do tego stylu, to pewnie niektóre fragmenty dałoby się napisać lepiej, ale chyba większych zmian nie będzie. Co do przecinków (jak również kilku niezręczności stylistycznych) to mam gdzie wersję poprawioną i kiedyś muszę się spiąć i ją zsynchronizować z tym powyżej... ale nie dziś.
A jeśli tekst Ci się podobał, to strasznie miło. Chciałem, żeby oprócz klasycznej thillerowatości było jeszcze trochę innych aspektów. Skoro daje się coś takiego zauważyć, to miło mi podwójnie.
p.s. Trzeba było może zacząć od tych gorzej przyjętych tekstów, bo jak się okaże, że każdy następny jest gorszy, to będzie kicha ;) Nie mniej zapraszam do kolejnych. Ja sam mam przyjęty wielki plan aktywniejszego powrotu do gry (który między innymi zakłada przeczytanie wieeelu rzeczy), ale realnie rzecz ujmując plan zacznę realizować od października.
MarioPierro dnia 22.09.2009 09:31 Ocena: Bardzo dobre
Ano, w sumie racja, mogłem zacząć od tych nieco badziewniejszych:D Ale sam po prostu byłem ciekaw, czy rzeczywiście bury tak straszny, jak go malują:D No a jak już przeczytałem, to musiałem coś od razu napisać, nie tyle z niecierpliwości co skłonności do zapominalstwa.
Trochę szkoda, że jeszcze nie uraczysz czytelników poprawioną wersją, ale ta i tak jest niezła. Wieloaspektowość oczywiście od pewnego momentu rzuca się w oczy, myślę że nie tylko mi. Ale mam tylko obawy, że co niektórzy mogą nie przebrnąć przez początek i tym samym wiele stracą. Już zresztą chyba wiem, co mi w nim nie gra: tzw. "była gorączka". Chyba za dużo od razu jest o tych piwnych oczach, za ciężka ta retrospekcja, za dużo powtórzeń i wewnętrznych rymów. Na te dwie ostatnie cechy w prozie jestem akurat trochę uczulony, nawet jeśli mają wprowadzać lubianą przeze mnie ironię. Ale grunt, że przez to przebrnąłem, poza tym ten język znajduje swoje usprawiedliwienie, jako że bohater pije, żeby zapomnieć i jak to często bywa, nie udaje mu się:)
Tak czy inaczej, życzę powodzenia w korygowaniu starych i dodawaniu nowych tekstów (sam też mam podobne plany), a za niedługo lecę do tych gorzej przyjętych.
bury_wilk dnia 22.09.2009 10:32
Oczywiście wszystkie, również te źle przyjęte są doskonałe, tylko czytelnicy się nie znają :D :D :D
A poważniej, to mam pod górę z nanoszeniem poprawek i to nie od dziś. Pozostaje mi mieć nadzieję, że to nie zrazi za bardzo. No i miego czytania :)
Usunięty dnia 17.12.2009 12:23 Ocena: Bardzo dobre
Początek jest strasznie dziwnie napisany, w wyniku czego prześladowała mnie wizja parki gałek ocznych robiących "kuku". Coś jak kruk z ludzkimi stopami :D Coś czasem jest takiego w Twoim sposobie pisania, że mam ochotę traktować to dosłownie :D W pewnych momentach strasznie płyniesz z określeniami, że nie idzie się połapać, co właściwie chcesz powiedzieć.

Co do bohaterów nie będę się wypowiadać. Takie w Twoim stylu :bigrazz:

Co do fabuły: historia w Twoim stylu, tylko tak bardziej na poważnie. Chyba najlepsze określenie to: mocna. Mocne sceny, mocne emocje. Czegoś mi jednak zabrakło, ale chyba nie wiem, czego. Może ten Gabriel jest za mało zarysowany? Dlaczego akurat on staje się obiektem? Dlatego, że był w seminarium?
bury_wilk dnia 17.12.2009 12:36
kuku

:D









Może i czegoś brakuje, ale sam raczej tego nie spracyzuję, a co do Gabriela, to nie do końca o to mi chodziło; znaczy z pewnością to seminarium miało jakiś wpływ, ale większy miało to, że szczerze kochał tą swoją bździągwę i że tacy byli wierni zasadom; ale największe znaczenie miał chyba przypadek - Twój ulubiony :D ; p prostu ta diablica mocno nienasycona była i waliła jak popadnie, coraz to nowe cele, dorabiając ideologię, żeby uzyskać przyzwolenie swoich władz. Trafiła na niego i chyba tyle.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
al-szamanka
20/09/2019 18:11
Patrząc na Twoje wiersze, raczej do żadnej. Dziękuję i… »
al-szamanka
20/09/2019 18:09
:D :D :D Nie miałam pojęcia, że można napisać odę do… »
al-szamanka
20/09/2019 18:00
Ależ zakręcony tekst :D W najlepszym kobrzym stylu.… »
al-szamanka
20/09/2019 17:31
No i już wiemy! To wcale nie Duch, tylko Maciek :) I… »
mike17
20/09/2019 15:41
Związek frazeologiczny brzmi "brać nogi za pas/wziąć… »
Dobra Cobra
20/09/2019 14:00
Detektywistyczna sprawa. I jak dopracowana. Ładniutkie.… »
Dobra Cobra
20/09/2019 13:50
Tu należałoby wspomnieć pewną miłą anegdotę o sławnym… »
Kapelusznik
20/09/2019 11:56
Ciekawy tekst, to muszę przyznać, ale wydaje mi się że lekko… »
JOLA S.
20/09/2019 11:55
Więc tak... to jedna z najlepszych historii Dobrej Kobry. :)»
Kazjuno
20/09/2019 11:49
Och, Droga Jolu, Znowu takie komplementy i to w zwięzłej, i… »
Opheliac
20/09/2019 11:42
W drugiej zwrotce usunęłabym pierwszy wers i zaczęłabym ją… »
JOLA S.
20/09/2019 11:24
Kazjuno, Odkąd zjawiłeś się na scenie z kolejnym… »
Kazjuno
20/09/2019 10:20
Ciekawy, choć niełatwy do przetrawienia tekst. Przynajmniej… »
Wiktor Mazurkiewicz
20/09/2019 09:16
Wiosenko niezawodna korektorko :) tak, rym wkradł się… »
Wiktor Mazurkiewicz
20/09/2019 08:56
Nuria 22227 bruliben Proszę nie mieć mi za złe,… »
ShoutBox
  • Kushi
  • 20/09/2019 18:16
  • Miłego wieczoru kochani :):)
  • Kushi
  • 20/09/2019 18:15
  • Znacie? ... nie znacie ?????, to poznacie ;):):):) [link] .... :):)
  • Dobra Cobra
  • 18/09/2019 08:22
  • tej wytwórni. Ale sam szef D. próbuje zmienić czasy i transformację koncernu w stronę tematyki niebaśniowej. [link]
  • Dobra Cobra
  • 18/09/2019 08:20
  • Disney ma nie lada orzech do zgryzienia :) . Johansson zaprosili nawet na spotkanie dyrektorów D. I ona tam jasno mówiła, że reżyser niepokorny i film też, co niespecjalnie idzie za rączkę z polityką
  • TomaszObluda
  • 18/09/2019 06:50
  • em FOXa, więc Disney nie miał nic do gadania. A czy film pojawi się w Polskich kinach? Sadzę, że tak, ale nie wszędzie i nie od razu, bo tu nie chodzi o ideologię, ale o kasę.
  • TomaszObluda
  • 18/09/2019 06:48
  • Co do filmu, ten Hitler, będzie wymyślonym przyjacielem i z tego co wiem, będzie takim diabłem na ramieniu, co mówi źle, to wbrew pozorom nie komedia. Druga sprawa film powstał praktycznie przed zakup
  • Kazjuno
  • 17/09/2019 14:16
  • Znowu przesadzasz. Jesteś wrażliwym facetem, na dodatek z intuicją muzyka, więc czułym na fałszywe nuty. Także te cecha ułatwia Ci trafne komentarze. Więc jak znajdziesz czas(?)...
  • AntoniGrycuk
  • 17/09/2019 11:55
  • Powiem tak: technicznie mam coś do powiedzenia i choć nie jest to idealne, to potrafi być pomocne, natomiast mój gust znacznie odbiega od przeciętnej i to, co mi się podoba, nie zawsze jest dobre.
  • Kazjuno
  • 17/09/2019 11:49
  • Przesadzasz Antosiu! Bardzo cenię Twoje komentarze i byłbym rad przeczytać twoje wnikliwe uwagi. Zawsze były celne. Jak znajdziesz czas to zapraszam...
Ostatnio widziani
Gości online:31
Najnowszy:6carolinee912ee7
Wspierają nas