Młoda i ja - rockhard
Proza » Inne » Młoda i ja
A A A
To nic, że na dworze szaro, nijako, zniechęcająco. To nic, że o takich chorych porach wstają chyba tylko ci, którzy wstać muszą i nieprzytomnie zakochani. To nic wreszcie, że ja sam położyłem się, do cholery, trzy godziny temu i ...



...i wcale, ale to wcale nie mam ochoty na pionizację, w dodatku przymusową. Feldfebel stoi jednak od jakiegoś czasu nade mną, dzierży kij w dłoni i drze się jak opętany - zostały mi zatem co najwyżej dwie minuty, abym w pełnym pogotowiu stawił się na posterunku. Przytomny. Gotowy do boju.


I nieważne, że kij w rekach mojego dręczyciela jest tylko cieniutkim szczebelkiem od drewnianego łóżeczka.



I nieważne, że jego wrzaski pomału zaczynają układać się w jedną, sensowną całość. Sensowną ? Litości, jest piąta czterdzieści ! rJedzie pociąg z dalekar1; ... Czy to jest sensowne o takiej porze ?



I nieważne, że mój oprawca to piękna kobieta. Piękna trzyletnia kobieta.



Jeść ! Pić ! Siusiu ! Na rower ! Klocki ! Bob Budowniczy ! Na plac zabaw! Na lody! Do babci! Do sklepu! Buuuuuuułkę!!



Zro !Bi ! Łam ! Kuuuuuuuuuuuuupę!



Dzień dobry, tatusiu.

6.00
Inwazja Mocy



Świat Młodej jest z pozoru dość prosty. Dla kogoś nie zagłębionego w temacie, kogoś patrzącego z zewnątrz, ten mały świat składa się w zasadzie z dwóch biegunów. Na jednym z nich znajduje się to, czego Młoda aktualnie chce. Na drugim to, czego nie chce za Boga ; rnie ma mowyr1; syczy wówczas zjadliwie i patrzy złym okiem. Warto dodać, że wspomniane bieguny dość często zmieniają swoje położenie względem siebie.



Chrupiące zbożowe kulki w kolorze brązowym (a więc imitującym czekoladę), zalane ciepłym mlekiem, były hitem zeszłego miesiąca. Młoda zajadała się nimi w zasadzie przez cały dzień. Na śniadanie, na obiad, na kolację, na podwieczorek, w nagrodę i za karę . Nic tylko te kulki i kulki - może dlatego, że tak fajnie spadały na umytą przed chwilą podłogę -można było je wtedy rozdeptać w drobny mak albo upchnąć hurtem pod łóżkiem. Są kulki, trach -i nie ma kulek. Za to jest śmietnik i fajnie, proszę państwa, jest.

Dziś jednak młoda siedzi ze spuszczoną głową i grzebie niemrawo w miseczce. Pytam więc, co się dzieje, choć odpowiedź jest mi dziwnie znajoma jeszcze przed jej udzieleniem.


- Tatusiu, jak ja nie lubię tych kulek ....
- .....


Dziecko ma w oczach łzy i czuję, że większą krzywdę mógłbym wyrządzić jej tylko wtedy, gdybym ukochanego, wielkiego, brązowego misia - straszydło wysłał w roczną podróż dookoła świata, złośliwie wyposażając go w wykluczające się nawzajem bilety lotnicze. Nie bardzo jeszcze kojarzę, co dzieje się wokół ( to chyba skutek wspomnianej już przymusowej pionizacji), ale żałosny ton dziecka porusza i we mnie ckliwą nutę -Cokolwiek, skarbie, cokolwiek, WSZYSTKO tylko nie płacz, błagam ....


- Pamapki .....


Staję zatem nad kuchennym stołem z potencjalnym narzędziem zbrodni i kroję pamapki. Do pamapek Młoda najbardziej poważa sobie okropne, czekoladoniepodobne mazidło o konsystencji i wyglądzie kupy -odrzuca mnie na samą myśl o tym paskudztwie, ale czego nie robi się dla jej uśmiechniętej buzi ? ( Wewnętrzny Głos Rodzicielskiej Uczciwości : Czego nie robi się dla świętego spokoju ?!). Młoda zaś już za chwilę radośnie rozmazuje smarowidło po stole i krzesłach (nie zapomniałem na szczęście zdjąć z nich wieczorem moich spodni -duży plus! ), przez chwilę próbuje wcisnąć sobie kawałek chleba do ucha, a kiedy chlebek za nic w świecie nie chce się w nim zmieścić, obraża się i na zawsze ( 7 minut ) postanawia zamknąć w swoim pokoju. A więc Młoda obraziła się ! Nareszcie. Alleluja. Bogu niech będą dzięki. Jak często niskie odruchy biorą górę nad uczuciami tacierzyńskimi : mogę w spokoju zaparzyć sobie kawę ! Dzięki Ci, Dobry Panie za to, że do kobiety w wersji podstawowej dodałeś gratisowo zestaw fochów -w dodatku tak przewidywalnych od pierwszych dni jej zycia ... Moje dziecko jest szczęśliwsze ode mnie, dzieci chyba w ogóle są w lepszej sytuacji niż dorośli -nie mają najmniejszej potrzeby komplikowania sobie czegokolwiek. Kiedy budzą się rano, są zwarte i gotowe do czynów i Czynów -bez żadnych wstępów i rytuałów. Ja niestety bez kawy nie zacznę. Dzięki Ci zatem Boże ponownie za to, że jednak mogę ją sobie przygotować.

- Tatusiu nie chcę pamapek ...


Właściwie i tak długo wytrzymała.


Przez najbliższe dwie godziny przejdziemy więc jeszcze przez owoce w słoiczku (horror) , twarożek w plastikowym pudełeczku, serek Bakuś i suchą bułkę, która przetrwała w kącie kuchni zapomniana przez wszystkich. Na koniec do łask powracają brązowe kulki. Tym razem nie ma łez ani dąsów -jest za to starannie wyczyszczona miseczka i uśmiech Żaby Szerokoustej. -Zobacz, mleko też pypiłam! Byłam grzeczna. GRZECZNA !!! Dasz mi nagrodę?...


A kiedy wreszcie Młoda jest najedzona i zadowolona, ja dopijam kawę. Dochodzi siódma, kawa smakuje jak zagotowane siano, ale jest bosko. Życie ... jest piękne.

10.00
Kocham ten stan


Gdybym miał napisać coś za Goethem , napisałbym pewnie rCierpienia młodego współtwórcyr1;. Rzecz dotycząca młodych tatusiów. Poczesne miejsce zająłby w tej opowieści obszar, który przez ostatnie półtora roku znienawidziłem chyba bardziej niż cokolwiek na świecie, z fizyką i chemią nieorganiczną włącznie. Właściwie mógłbym napisać to sobie na czole i chodzić tak przyozdobiony przez cały boży dzień. Ale taka niestety jest ta smutna prawda, do której być może wstyd się przyznać : NIENAWIDZĘ PLACÓW ZABAW !!!


Już od pierwszych chwil widzę, że dzisiaj (znowu !) lekko nie będzie. Młoda trenowała ostatnio na naszym domowym regale zaawansowaną wspinaczkę skałkową, zabrana więc przez niefrasobliwego tatusia ( IDIOTA ! ) na NIE TEN plac zabaw, natychmiast postanowiła przećwiczyć zdobyte umiejętności. I na nic zdały się moje tłumaczenia, prośby, groźby, obietnice szlabanu na to oraz tamto oraz desperackie próby wręczenia korzyści zabawkowej -stojąc na samym szczycie idiotycznej sznurowej drabiny, przez której oka przeleciałby średniej wielkości , dobrze wypasiony słoń (a co dopiero trzyletnie dziecko), Młoda uśmiecha się tryumfalnie i oznajmia :


- Zobacz tatusiu! Nie śpadłam.

Tatuś idiota, powtórzę po raz wtóry.


Robi mi się zimno -teraz najważniejsze zadanie to sprowadzenie Młodej na dół, możliwie w jednym, niezbyt rozwrzeszczanym kawałku. Obrzydliwie standardowa babcia w mo... (cenzura) berecie, która przyszła na plac ze swoim dwuletnim Kajtusiem wznosi oczy do nieba i mruczy pod nosem jakieś ( bez wątpienia dobitne, trafne i słuszne) komentarze o okropnie niegrzecznych dzieciach. Spogląda przy tym na mnie z takim potępieniem, że powinienem chyba zapaść się teraz pod ten wyłożony tartanem plac zabaw lub choćby spłonąć ze wstydu, czy jakoś tak... Nie zapadam się jednak i nie płonę, bo nie mam kiedy -zdążam tylko chyłkiem, by dziecko nie widziało, wywalić język prawie do pasa; babcia prawie dostaje apopleksji. Młoda w tym czasie bezpiecznie schodzi z lian i znajduje nowe zajęcie -z zapałem rzuca w Kajtusia kamieniami. Kajtuś, co można było łatwo przewidzieć, wybucha rykiem godnym Wrzeszczących Facetów i wiem już, że mo ... (CENZURA !!!) beret będzie miał temat do dyskusji przy herbatce i kruchym ciasteczku z innymi beretami na najbliższe dwa tygodnie. Biorę dziecko pod pachę i mrucząc jakieś przeprosiny pod adresem nieszczęsnego Kajtusia, wynoszę się do piaskownicy. Młoda protestuje tylko przez chwilę -możliwość zjedzenia PRAWDZIWEGO piasku jest dużo bardziej pociągająca niż wszystkie Kajtusie tego świata. Siedzi więc moje dziecko w piasku robiąc zupę i drugie, ja zaś znajduję chwilę na drugą przyjemność tego dnia -jest szansa, że zdołam wypalić pół papierosa zanim młoda coś sobie zrobi.



14.00
Myślę więc jestem.



Jeśli jest coś trudniejszego niż teoria ciągów, tym czymś będzie zapewne seria tysiąca przedziwnych, wykluczających się nawzajem pytań (przedziwnych -bo głupie pytania przecież nie istnieją). Jeśli jest coś trudniejszego od wzmiankowanej serii -proszę, bardzo proszę, niech trafi to jasna cholera, niech zeżre to rdza - i to dziś, już teraz, na zawsze. Ja w każdym razie nie chcę tego czegoś znać.


Kiedy młoda po raz pierwszy wsadziła palec do pieluchy, po czym radośnie wrzasnęła : rBE!r1; na określenie tego, co tam znalazła -byliśmy wszyscy w siódmym niebie : oto nasz potomek zaczyna nabierać zaawansowanych cech ludzkich. Mowę młoda odkryła zresztą bardzo prędko, w wieku niecałych dwóch lat paplała już jak najęta (nie zawsze z sensem ale zawsze wspaniale), w wieku zaś lat trzech umiejętność ta przerodziła się w niezwykłą erudycję i dogłębną ciekawość poznawczą. Tak dogłębną, iż niejednokrotnie niebezpieczną. Głównie dla starszych od niej.


Przyzwyczajamy się ostatnio do autobusów -nie dlatego, byśmy w sposób szczególny ukochali Zakłady Transportu Autobusowego. Wehikuł, którym zwykliśmy się poruszać jest niewiele młodszy ode mne, na pewno zaś o wiele bardziej zużyty. Właśnie przypadła kolejna z chwil jego słabości, a do miasta jechać trzeba -zostaje więc poczciwy czerwony autobus, który w moim dziecku wzbudza uczucia co najmniej ciepłe. Ja zaś odkrywam na nowo jak można przejechać setny raz tę samą trasę i wcale, ale to wcale się nią nie znudzić.

Pętla, początek trasy. I zaczyna się...


- Tatusiu, czemu tu stoi tyle autobusików ?


Tłumaczę więc dziecku : Jeździły, skarbie, po mieście i bardzo się zmęczyły. Baaaaaardzo. No i stoją tu sobie teraz i odpoczywają.


- Czemu się zmęczyły ?
- Bo musiały rozwieźć różnych ludzi w różne miejsca. Wiesz, to dość męczące ...
- A czemu ?


Autobus ostro rusza, przewraca się jakaś kobiecina a moje dziecko wcale tego nie zauważa - ja zresztą też rejestruję zdarzenie jedynie kątem oka. Za bardzo koncentruję się na tym, co odpowiedzieć młodej, aby zaspokoić wreszcie jej ciekawość.


- Ludzie muszą jeździć do pracy a nie wszycy mają samochody. I gdyby nie autobus, nie mieliby jak się tam dostać.


Zanim wypowiem ostatnie słowo wiem już, że poległem.


- Czemu ? -oczy młodej przypominają pięć złotych.


Tłumaczę więc kolejne powikłane historie dnia powszedniego a moje dziecko zdaje się chłonąć tę wiedzę jak przysłowiowa gąbka. Zręcznymi unikami uprzedzam kolejne rczemur1;, robię mistrzowskie wypady, balansuję, wykonuję robinsonady, lawiruję, spłycam i gmatwam ... Młoda jest wniebowzięta a mnie język staje kołkiem. Most Grota, Wisłostrada, Starówka... Kiedy dochodzimy do kwestii bardziej egzystencjalnych, nikczemnie wykorzystuję swoją przewagę wieku i doświadczenia w nadziei, że Młoda chociaż na chwilę odpuści.


- Musimy zarabiać pieniądze córeczko, bo niestety tak to wszystko jest poukładane.Wszyscy musimy to robić, mimo że nie zawsze się nam to podoba. Jeśli nie mamy pieniędzy, nie mamy też nic innego. Nie ma lodów, lizaków, ubrań, zabawek ... -Sam nie wierzę, że to mówię, ale zdaje się że proza życia każdego, najbardziej nawet zatwardziałego idealistę, sprowadzi wprost na twardę glebę codzienności. I tak oto odnoszę moje małe, ohydne zwycięstwo, przekazując własnemu dziecku prawdy, w które jeszcze nie tak dawno sam nie chciałem wierzyć. Dziecko milknie a ja zastanawiam się, czy aby nie przesadziłem. Przesadziłem. Uciszyłem ją, ale czy aby na pewno tak, jak życzyłby sobie schowany gdzieś głęboko, wcale nie tak odległy, ktoś równie mały jak ta moja młoda ?


Moje zwycięstwo (na szczęście) nie jest jednak trwałe. Znów świeży entuzjazm bierze górę nad stetryczałymi prawdami tego świata, które przecież tak łatwo przewrócić. Wielkie niebieskie oczy patrzą niesamowicie poważnie.


- Tatusiu, czy wszyscy ludzie muszą jeść ?
- Oczywiście kochanie.
- I dlatego muszą mieć pieniążki ? Żeby kupić jedzenie ?
- Tak.
- Czemu ?
- ..............


Koniec trasy. Egzekucja odroczona.

Sam nie wiem, czemu.

18.00 i później.
Myśli uczesane




Świat Młodej nie składa się oczywiście wyłącznie z jedzenia, placu zabaw, jeżdżenia autobusem lub rozklekotanym samochodem i zadawania pytań. To tysiące, jeśli nie setki tysięcy malutkich zdarzeń, które poukładane w jakiś pokrętny wzór , tworzą całość. Ta całość ma na imię : Mały Człowiek i jest doskonalsza niż dzieła Michała Anioła.


To radość i szczęście z rzeczy niewielkich lecz pięknych
To irytacja z rzeczy nieistotnych ale bolesnych.
To smutek z rzeczy oczywistych lecz nieuniknionych.
I tak dalej.



Idziemy spać. Po długiej walce o rower, którym nie jeździ się po domu (jeździ się, tylko ja o tym nie wiedziałem albo zapomniałem), po kąpieli, która skończyła się urwanym prysznicem, po kolacji, która miała być pyszna a była obrzydliwa (w końcu i tak zjedliśmy pizzę) i po dobranocce, która była idiotyczna ( ja ) i cudowna ( Młoda ), idziemy wreszcie spać. Mam cztery głowy, siedem rąk i nie wiem jak się nazywam ( rTata Krzysior1; oznajmiło moje dziecko, kiedy głośno to wyartykułowałem). Jeszcze tylko chwila, jeszcze zwyczajowe poklepanie lampki na dobranoc (żeby nie było jej,broń Boże, smutno zasypiać ... ), jeszcze krótka walka o to, czy przykryjemy się dzisiaj kocykiem czy rkokuderkąr1; .... i już. Młoda wtula się we mnie i ... I nagle, tak samo jak każdego dnia wieczorem, przekonuję się, że gdyby nie te wszystkie małe i duże głupotki, które tak naprawdę są wielkimi i jeszcze większymi mądrościami (tylko my jesteśmy zbyt głupi lub zbyt zmęczeni żeby to rozróżnić) -nie byłoby mnie.


- Dobranoc malutka.
- Dobranoc tatusiu.

Hello darkness my old friend
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
rockhard · dnia 07.12.2007 19:15 · Czytań: 987 · Średnia ocena: 3,4 · Komentarzy: 5
Komentarze
lina_91 dnia 07.12.2007 20:39 Ocena: Świetne!
F o r m a t o w a n i e !!!
A tak na poważnie, to uśmiałam się, jak już dawno się nie śmiałam. Ciekawe, czy moi rodzice też tak o mnie myśleli, jak byłam mała i wredna :p. I właśnie za ten śmiech, którego dzisiaj u mnie trudno wywołać, masz sześć.
Sanepit dnia 08.12.2007 20:53 Ocena: Świetne!
Piękne. Czytając, już po pierwszej, chyba najkrótszej, części miałem wilgotne oczy i uśmiech na twarzy. Pięknie, powtarzam, pokazany świat z perspektywy trzylatki. Pięknie pokazana miłość tatusia. Całości dopełniają neologizmy, które wzbudzają, przynajmniej moją, ogromną sympatię. Już sobie kopiuję do Worda i zapisuję w moich dokumentach. Na pewno nieraz, żeby poprawić sobie humor do niego spojrzę.
O, tak, obok takiego tekstu nie można przejść obojętnie.
valdens dnia 08.12.2007 21:36 Ocena: Przeciętne
Czytając odczuwałem taką samą przyjemność, jak rok temu, kiedy oglądałem zdjęcia z wesela mojej dalekiej kuzynki :/
Ocena: przeciętne
Kabuki dnia 10.12.2007 14:44 Ocena: Dobre
"Dzięki Ci, Dobry Panie za to, że do kobiety w wersji podstawowej dodałeś gratisowo zestaw fochów -w dodatku tak przewidywalnych od pierwszych dni jej zycia ..." :D Dobry tekst

Chyba nie najgorsze ale przyznam, że nie doczytałam do końca...
w całości a po tzn."łepkach"

Jak dużo może napisać tatuś i jak śmiesznie spojrzeć na to od tej strony... wow :)
okinawas3 dnia 20.12.2007 22:22 Ocena: Przeciętne
Podoba mi sie ! :) Kobieco tak :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
al-szamanka
22/08/2019 22:45
Tu nieco za bardzo nachodzi, Wodniczko. A poza tym… »
wodniczka
22/08/2019 17:54
Kamyczku Jaki piękny komentarz. Odczytał zaczytałam się.… »
wodniczka
22/08/2019 17:47
Kushi Piękny komentarz napisałaś. Piękniejszy od tej mojej… »
wodniczka
22/08/2019 17:41
Kushi Zawsze bardzo miło Cię gościć. Cała przyjemność jest… »
Kazjuno
22/08/2019 15:24
RafaleSulikovski SF nie jest moim ulubionym gatunkiem, ale… »
JOLA S.
22/08/2019 14:35
Ładne, prawdziwe. Istnieją słowa, które żyją podwójnym… »
Kushi
22/08/2019 13:48
Ach moja ukochana Poetko... czasem wydaje mi się, że czytasz… »
JOLA S.
22/08/2019 10:39
Rafale, znowu stoję z nożyczkami i nie wiem, od czego by… »
kamyczek
22/08/2019 09:38
Dla mnie, optymistki, szklanka jest zawsze do połowy pełna.… »
kamyczek
22/08/2019 09:34
Bardzo ładny wiersz,, Wodniczko, podoba mi się. I… »
Zdzislaw
22/08/2019 09:21
Przyjemnie, że się spodobał i wywołał uśmiech. Również… »
Madawydar
22/08/2019 07:43
Witaj Decand Dzięki za komentarz. Pozdrawiam. »
ponadchodnikami
22/08/2019 02:23
"myślę więc (że) jestem" jest bardzo poruszające. »
Kushi
21/08/2019 23:44
Czasem w nas samych tak bywa, że nie doceniamy tego co mamy… »
wiosna
21/08/2019 23:41
Kazjuno, Carvedilol dziękuję i właśnie tak jest. W głowie… »
ShoutBox
  • Decand
  • 22/08/2019 23:25
  • "Ponoć" słowem klucz. Wszyscy czekamy więc i Ty bądź grzeczym i zaczekaj. Świat naprawdę poczeka na Twoje arcydzieła chrabąszczyku
  • Kazjuno
  • 22/08/2019 21:08
  • Ponoć czas oczekiwania to tydzień, kolego robaku. Czekam już dwa.
  • Decand
  • 22/08/2019 20:41
  • Niektórym robaczkom widać spieszy się za bardzo. A chyba powinno spieszyć się powoli, chyba tak to szło. Na pewno wszyscy wytrzymamy jeszcze na tekst jakiegokolwiek żuczka, ba!, nawet i misia
  • Kazjuno
  • 22/08/2019 18:51
  • Oj, chyba urocza red. Vanilivi z przepracowania - wszak jako jedyna jest przytłoczona nawałą prozy - przeoczyła mnie, skromnego żuczka. Ale przepraszam, może namolnie ponaglam? Pozdrawiam...
  • Dobra Cobra
  • 18/08/2019 11:24
  • [link] Pełna wersja pięknej opowieści Ponad czasem w wydaniu dźwiękowym. Interpretuje głosowo najlepszy z polskich aktorów - Jarosław Boberek, znany z wielu ról.
  • mike17
  • 15/08/2019 20:25
  • Pozdrówki z wakacji :)
  • czarnanna
  • 15/08/2019 10:14
  • To teraz ja. Zaslyszane podczas pobytu w szpitalu: Błogosławieni ci, którzy wierzą w wypis tego samego dnia
  • Decand
  • 13/08/2019 19:20
  • Niektórzy wierzą też, że maksymalny czas tekstu w poczekalni wynosi pięć dni. Trzeba powoli, małymi kroczkami, jak nauka o nieistniejącym Mikołaju
  • Dobra Cobra
  • 13/08/2019 15:03
  • Niektórzy znow wierzą, że jak zostawisz 40 komentarzy różnym osobom to te 40 osób wróci do ciebie i da tobie takze 40 komentów
  • Dobra Cobra
  • 12/08/2019 18:38
  • Najprostsza rzecz to załatwić sobie klakierów ;)
Ostatnio widziani
Gości online:23
Najnowszy:ihilujuf
Wspierają nas