Fotograf cz. 4 - Bersekerka - Berserkerka
Proza » Długie Opowiadania » Fotograf cz. 4 - Bersekerka
A A A
Przez otwarte okno wpadało słońce oświetlając pożółkłą poduszkę i spoczywającą na niej burzę rdzawych włosów. Oplatały one twarz bledszą niż śnieg, z wielkimi podkrążonymi oczyma. Na twardym krześle siedział szczupły chłopak i wpatrywał się tępym wzrokiem w postać leżącą na łóżku. Oprócz pani Kolmer w sali przebywały jeszcze cztery kobiety, które za nic mając cierpienie chłopaka trajkotały w najlepsze. Nie rozumiał czemu jego matkę, w tak ciężkim stanie, położono na normalnej sali, ale w tym momencie nie miał siły się o to kłócić. Nie odzyskała jeszcze przytomności, ale lekarze mówili, że wszystko jest pod kontrolą. Nie potrafili jednak sprecyzować diagnozy, ba! Nie potrafili podać choć zarysu. Przychodziło ich kilku, zaprzeczając jeden drugiemu i w końcu zgodnie orzekli, że nic jej nie jest i następnego dnia może wrócić do domu.
- Trzeba sypnąć groszem – powiedziała konspiracyjnie pani Puta, która przyszła z nim do szpitala.
- Ile? – zapytał tylko, nie odrywając wzroku od matki.
Podała mu sumę, która może i nie była wygórowana, ale nie wiedział czy mają tyle pieniędzy w domu. Szczerze mówiąc, do tej pory nie interesował się za bardzo domowymi finansami. Wiedział, że im się nie przelewa, ale to matka płaciła rachunki, kupowała jedzenie, wymieniała złotówki na dolary, aby mogli pozwolić sobie na kilka „luksusowych” produktów. Dobrze wiedział, że nie powinna wracać teraz do domu, musi mieć badania… cokolwiek.

Kilka godzin później nadal tkwił na tym krześle, mimo że było już późno i pielęgniarki kazały mu iść do domu. Sąsiadka, pani Puta, widząc brak jakiegokolwiek działania ze strony Janka, sama porozmawiała z lekarzem, który nagle stwierdził, że pani Kolmer musi jednak pozostać w szpitalu. Chłopak czuł do niej nieograniczoną wdzięczność, ale w tym momencie nie potrafił zdobyć się na nic więcej niż blady uśmiech. Wrócił na noc do domu tylko ze względu na Gabrysię.


Jego żal pogłębił się kilka dni później. Choć była niedziela, szedł w stronę ulicy Złotej, ponieważ zwyczajnie nie miał gdzie się podziać. Matka, która odzyskała już przytomność zabroniła mu siedzieć całe dnie w szpitalu tłumacząc, że „musi żyć swoim życiem”. Z domu wygoniła go pani Puta, opiekująca się przez większość czasu Gabryśką, argumentując podobnie:
- Musisz coś ze sobą zrobić. Nie siedź tu i nie zamartwiaj się bo w końcu oszalejesz! Wiem co mówię. Masz nie wracać przez co najmniej dwie godziny. – I po wypchnięciu go z własnego mieszkania zatrzasnęła drzwi.

Jedynym miejscem, do którego mógł się udać była Złota. Zastanawiał się tylko czy zapukać do drzwi Ani, czy Jantarskiego, ale chwilę później ta kwestia sama się rozstrzygnęła. Kiedy zbliżał się do bramy, wyszła z niej dziewczyna trzymając za rękę dryblasowatego blondyna. Natychmiast ją rozpoznał.
- Ania? – powiedział cicho, choć wiedział, że usłyszy.
Zatrzymała się i spojrzała na niego. Puściła dłoń dryblasa i kazał zaczekać za rogiem.
- Kto to jest? – zapytał, nie wiedząc czemu jeszcze nie rzucił się na niego z pięściami.
- Mój nowy chłopak – odpowiedziała nie patrząc Jankowi w oczy.
- KTO?! – wrzasnął tak, że ludzie przechodzący przeciwną stroną ulicy zaczęli się na niego gapić. Czuł, że krew napływa do twarzy, a serce zaraz wyskoczy z klatki piersiowej – To kim w takim razie JA jestem?!
- Przyjacielem. – Słysząc to słowo miał ochotę rozerwać wszystkich i wszystko na strzępy – Przykro mi – dodała i zniknęła za rogiem.
Stał jeszcze przez chwilę na ulicy nie wiedząc, co ma ze sobą zrobić. To prawda, że niczego mu nie obiecywała, a sam nie zapytał czy zostanie jego dziewczyną, ale myślał, że to oczywiste. Może i nie całowali się tak jak sąsiad z drugiego piętra ze swoją dziewczyną, stojąc w bramie. W ogóle tego jeszcze nie robili, a mimo to uważał, że jest kimś więcej niż przyjaciółką. Teraz czuł, że w miejscu gdzie powinno znajdować się serce jest tylko pustka – lodowate powietrze wypełniające go od środka.

Nie miał ochoty z nikim o tym rozmawiać, jednak chwilę później zapukał do drzwi pana Wacława z nadzieją, że ten nie wspomni ani razu o „gołąbeczce”. Starzec otworzył mu uśmiechając się tak samo sztucznie jak matka. Paplał o czymś, czego chłopak nie rozumiał i nawet nie próbował zrozumieć. Cieszył się, że może tylko przytakiwać i siedzieć popijając herbatę. Ocknął się dopiero, gdy Jantarski powtórzył drugi raz pytanie, na które z przyzwyczajenia odpowiedział tylko skinieniem głowy.
- Jak mama? – powtórzył patrząc mu w oczy.
- Jest nadal w szpitalu. Badają ją, jeszcze nie wiedzą co to jest, ale podobno nic groźnego.
Przez następne pół godziny nie odezwał się ani słowem, myśląc na zmianę o chorobie matki i o tym co niedawno usłyszał od Ani. Jego szklanka z herbatą była nadal do połowy pełna i przechylała się niebezpiecznie w dłoni, tak że jeszcze chwila, a znajdzie się na podłodze. Z odrętwienia wyrwał go dzwonek.
- Pewnie Ania przyszła, ostatnio zagląda tu częstej, chociaż już od dawna sam sobie gotuję. – Starzec spojrzał znacząco i mrugnął. Janek poczuł jak wnętrzności wirują w brzuchu i robi mu się niedobrze.

Po kilku sekundach Jantarski wrócił jednak do pokoju sam i oświadczył, że to pomyłka, po czym usiadł sztywno w fotelu i zaczął patrzeć w ścianę, jakby odkrył na niej coś ciekawego. Znów dzwonek. Tym razem nawet nie podnosząc się z fotela powiedział cicho „Pomyłka”, robiąc się coraz bardziej blady. Ktoś dzwonił natarczywie, a Jantarski coraz bardziej zapadał się w fotelu.
- To może ja otworzę. – Zanim starzec zdążył zareagować, Janek podszedł do drzwi i spojrzał w wizjer. Ciarki przeszły mu po plecach – za drzwiami stał mężczyzna, który jakiś czas temu odwiedził go w sklepie i radził nie zadawać się z fotografem. Chłopak odwrócił się, żeby coś powiedzieć, ale stojący tuż za nim starzec potrząsnął głową z błagalna miną. Wrócili do pokoju i starali się zachować spokój, choć żaden z nich nie wiedział czemu ten drugi jest tak samo przerażony. Po kilku minutach zaległa cisza, a Jantarski odsapnął z ulgą.
- Kto to był? – zapytał Janek.
- Nikt. – Usłyszał krótką odpowiedź.
Spojrzał mu wymownie w oczy i starzec zrozumiał, że tak łatwo się nie wymiga.
- Przepraszam cię, ale to moja sprawa, nie mogę ci powiedzieć.
- Ja z nim rozmawiałem. – To krótkie zdanie sprawiło, że oczy mężczyzny stały się tak szerokie jakby zaraz miały eksplodować, a usta otworzyły się wyrażając zdumienie.
- Jakiś czas temu przyszedł do zakładu. Nie chciałem panu zawracać tym głowy, bo mówił jakieś same dziwne rzeczy. – Uznał, że tak będzie najlepiej, nie mówić nic konkretnego i dać do zrozumienia, że nie uwierzył temu człowiekowi, cokolwiek powiedział.
- A co takiego ci mówił? – Opanował już swoja mimikę, ale w jego oczach nadal tkwiło coś dziwnego, może strach?
- Tak konkretnie… - zawahał się, ale po chwili doszedł do wniosku, że tylko mówiąc prawdę, może się dowiedzieć o co w tym chodzi. – Konkretnie, to on przyszedł, żeby mnie przed panem ostrzec. Powiedział, że mam uważać na siebie i na Gabrysię. Ja pomyślałem, że on… no że mnie śledzi, bo skąd by wiedział, że mam siostrę? I wiedział jak się nazywam.
- Tak, to w jego stylu – powiedział bardziej do siebie Jantarski.
- To kim on jest? Czy to… milicjant?
- Skąd taki pomysł? – Starzec poczuł się osaczony, ten mały coś wie, czy może powiedział pierwsze co mu przyszło do głowy?
- Bo ja wiem kto pana wtedy pobił… od ojca… od pana sąsiada. – Wbił oczy w podłogę jakby zrobił właśnie coś złego i w ten sposób wyrażał skruchę.
- Ach, tak. W tej kamienicy nic się nie ukryje. Co jeszcze wiesz? – Nie był wcale zły, raczej zmęczony.
- Nic. Ale jeśli ma pan jakieś kłopoty… może jakoś panu pomogę.
- Nie mów głupstw chłopcze. Nie możesz mi pomóc i gdybyś znał prawdę, z pewnością nie chciałbyś mi pomagać.
- Niech mi pan powie prawdę, to się pan przekona. – Jankowi ulżyło, że na te słowa starzec uśmiechnął się, a nie złajał za wtrącanie w cudze sprawy.
- To nie jest takie proste…
- Nie jestem głupi, zrozumiem – przerwał mu.
- Wiem, ale nie w tym rzecz. Dla mnie to nie jest proste. Nie wiem czy potrafię to opowiedzieć.
- Mama zawsze mówiła, że jak komuś jest źle, powinien się wygadać bo to pomaga. – Czuł, że nie powinien nalegać, ale ciekawość zżerała go od środka. Po tym co usłyszał musiał dowiedzieć się więcej.
- No dobrze. Powiem ci, tylko mi nie przerywaj. Tak będzie łatwiej. – Choć Jantarski miał ponurą i zmęczoną twarz, Janek nie mógł powstrzymać uśmiechu – Pewnie i tak wszyscy to wiedzą i gadają za moimi plecami, więc lepiej żebyś się tego dowiedział ode mnie. – Nabrał powietrza, jak przed nurkowaniem i powiedział – Byłem w więzieniu. Za morderstwo.
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Berserkerka · dnia 18.02.2010 09:05 · Czytań: 860 · Średnia ocena: 3 · Komentarzy: 4
Komentarze
Jack the Nipper dnia 18.02.2010 20:19 Ocena: Dobre
Cytat:
Przez otwarte okno, wpadało


co tu robi ten przecinek, poza wypaczaniem sensu zdania?

Cytat:
leżącą na łóżku. Oprócz pani Kolmer w sali leżały


leżącą - leżały

Cytat:
jej zarysu. Przychodziło ich tu kilku, zaprzeczając jeden drugiemu i w końcu zgodnie orzekli, że nic jej


jej - ich - tu - jej = zaimkoza

Cytat:
mu za rogiem.
- Kto to jest? – zapytał, nie wiedząc czemu jeszcze nie rzucił się na niego z pięściami.
- Mój nowy chłopak – odpowiedziała nie patrząc mu w oczy.
- KTO?! – wrzasnął tak, że ludzie przechodzący przeciwną stroną ulicy zaczęli się na niego


mu - niego - mu - niego - znów Twoje umiłowanie zaimkow wypacza sens zdań

Cytat:
się to oczywiste. Może i nie całowali się tak jak sąsiad z drugiego piętra ze swoją dziewczyną, stojąc w bramie. W ogóle się jeszcze nie całowali, a mimo to uważał, że jest kimś więcej niż przyjaciółką. Teraz czuł, że w miejscu gdzie powinno znajdować się


4 x się

Cytat:
ale jeszcze nie wiedzą co to jest, ale


2 x ale

Cytat:
na niej cos ciekawego


coś

Cytat:
nie chciał byś mi


chciałbyś

Ciut lepiej z zaimkami, ale jeszcze daleko do ideału. Walcz dzielnie, powodzenia.

Treść niezmiennie dobra.
Elwira dnia 18.02.2010 21:53 Ocena: Dobre
Cytat:
- Nikt. – usłyszał


po kropce wielką literą

Cytat:
Ale jeśli mam pan jakieś kłopoty…


ma

Cytat:
z pewnością nie chciał byś mi pomagać.


chciałbyś

Hm... ciekawe jak z tego wybrniesz.
Za mało przecinków, nadużywasz tym razem się. Spróbuj sięgać po różne rozwiązania stylistyczne, inne konstrukcje składniowe, wtedy tekst jest dynamiczniejszy w odbiorze.
Pozdrawiam.
Berserkerka dnia 19.02.2010 11:06
Dzięki za wskazówki. Długa droga przede mną, ale mam nadzieję, że kiedyś się wreszcie nauczę:)
Jonasz dnia 19.08.2010 08:47
Cześć:) Wyjęłam wczoraj włożoną tutaj zakładkę i rozpoczęłam poranną lekturę. Jestem zaskoczona wyjasnieniami pana Wacława. Siedział w więzieniu za morderstwo? Wydawał mi się czysty jak łza:) Oj, potęgujesz napiecie:)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Dobra Cobra
15/07/2019 23:12
Madawydar, Jak celnie się domyslasz to tylko opowiesc.… »
Marek Adam Grabowski
15/07/2019 22:25
Chodziło mi o to, czemu zabił i co łączyło go z tą… »
PrzemeK155J
15/07/2019 20:39
Pod koniec chciałem nieco wspomnieć o naszym trybie życia,… »
StalowyKruk
15/07/2019 18:04
Dziękuję. Pracuję nad rozdziałem drugim, ale jak zwykle… »
22227
15/07/2019 17:57
Ciekawy tekst, tylko z tym mózgiem to o wiele bardziej… »
DanielKurowski1
15/07/2019 16:11
Komentarz dopiero po miesiącu, ale sesja nie wybacza.… »
czarnanna
15/07/2019 15:36
Bardzo dziękuję za odkurzenie mojego tekstu, Antoni :) Od… »
czarnanna
15/07/2019 15:31
Cieszę się, że rymowanka wpadła Ci w oko/ucho :D Lubię… »
wiosna
15/07/2019 15:14
I jeszcze rymy wewnętrzne:) Lubię czasem się tak pobawić,… »
wiosna
15/07/2019 15:02
Ładnie o wiośnie:) »
wiosna
15/07/2019 14:53
E tam. Na pewno nie jesteś gruboskórny ;) Za to ja, mimo… »
wiosna
15/07/2019 14:48
Dziękuję za wspólną podróż:) Pozdrawiam z uśmiechem:) »
wiosna
15/07/2019 14:46
To dla mnie wielki komplement. Dziękuję i pozdrawiam:) »
wiosna
15/07/2019 14:44
Hubercie dziękuję za wzruszenie i również pozdrawiam:) »
wiosna
15/07/2019 14:40
Dzięki za wizytę Marku:) A mógłbyś zdradzić które to… »
ShoutBox
  • mike17
  • 15/07/2019 15:55
  • Przelotem w stolicy, na dobre wrócę pod koniec sierpnia. Pozdrawiam Was i życzę dobrych, udanych tekstów, no i wakacji rzecz jasna :)
  • czarnanna
  • 14/07/2019 14:53
  • Miłej niedzieli! Leniwej lub aktywnej (co kto woli) :D
  • czarnanna
  • 14/07/2019 14:46
  • Naturalnie, Antoni!
  • AntoniGrycuk
  • 12/07/2019 23:28
  • I mam nadzieję, że pochwalisz się efektami?
  • AntoniGrycuk
  • 12/07/2019 23:03
  • No, tego jeszcze nie grali :) Super mi miło! Tylko uważaj, bo sporo w tej mojej muzyce jest niepokoju, czy wręcz krzyku, jak w niektórych. Choć uważam, że tylko kilka jest naprawdę dobrych.
  • czarnanna
  • 12/07/2019 22:59
  • Super!!! Bardzo mi się podobają serio, chyba będę do nich malować :D
  • AntoniGrycuk
  • 12/07/2019 22:56
  • Albo zupełnie moje, albo te z opisem Projekt to z zespołem sprzed lat.
  • czarnanna
  • 12/07/2019 22:50
  • Ale to te wszystkie utwory są Twoje?!
  • czarnanna
  • 12/07/2019 22:41
  • Antoni, bardzo intrygująca ta Twoja kompozycja. Gratuluję :)
  • Dobra Cobra
  • 12/07/2019 13:01
  • I dzięki życzeniem Vanillivi wypoczywala dobrze. Bo gdyby ich nie było....
Ostatnio widziani
Gości online:15
Najnowszy:coralieb5a
Wspierają nas