Krzyk o północy - R IX Skreślani - Krystyna Habrat
Proza » Obyczajowe » Krzyk o północy - R IX Skreślani
A A A
R. IX SKREŚLANI
Dorota kroczy ulicą uśmiechnięta. Przyciąga tym spojrzenia. Zaraża radością. W dodatku obejmuje ramieniem olbrzymi bukiet żółtych kwiatów.
Tylko ona trochę się sili na ten skurcz mięśni, przypominający uśmiech. Bardziej udaje. A ręka tak kurczowo przyciska kupione mimochodem na bazarze kwiaty, że obwisły omdlałe. Mijają ją cienie ludzi. Jedynie spękania chodnika wbijają się jej w oczy przeraźliwie ostro. I każdy uszczerbek muru. Nogi niosą ją same. „Byle nie wpaść pod samochód” - powtarza sobie, poruszając ustami i odsuwa się co chwilę lękliwie od jezdni aż pod ściany domów. „Nikt by nie uwierzył, że to nie samobójstwo” - zaśmiała się drwiąco. - W takich okolicznościach byłoby to jakieś wyjście. Ale zarazem przyznanie się do przegranej. A tego nie chce! Broń Boże!
Nie chciała nawet, by jej ktokolwiek towarzyszył dziś na rozprawie. Zresztą kto?
Wreszcie przebyła dłużącą się drogę. Nawet jazdę windą ze śledzącymi ją natrętnie oczami współpasażerów. Potem kanciaste schody od półpiętra. Długo szuka kluczy, z trudem trafia do dziurki i wreszcie jest u siebie.
Kwiaty kładzie byle jak na stole, obok torebkę, i ta zaraz spada. Dorota, nic nie widząc, krąży po trzech pokojach w poszukiwaniu flakonu. Mieszkanie wydaje się nagle straszliwie rozległe. Co chwilę usiłuje sobie przypomnieć czego tak szuka? Rozgląda się niespokojnie. Dostrzega torebkę - tę najdroższą, kupioną na pocieszenie - na podłodze, obok nogi krzesła, ale biegnie dalej, za czymś pilniejszym. Tylko nie pamięta za czym? Wtem zahacza o dywan. Nieposłuszna ręka jeszcze chce się uchwycić stołu, lecz reszta ciała leci w dół. Wyzwolone teraz łzy radują. Jedynie krnąbrne pięści zaczynają tłuc bezsilnie podłogę.
W końcu podnosi się na kolana, pełna nienawiści do siebie samej. Obok na dywanie zauważa kilka podwójnych listeczków z korzonkami niczym węszące czułki. W sumie nie większe od paznokcia. Ach, to znowu rozprzestrzenia się niebezpiecznie to niebezpieczne zielsko, której nazwy nawet nie zna!
Odkąd Wiktor się wyprowadził, zapychała pustkę mieszkania czym się dało, nawet zielenią. Kwiaty rozpanoszyły się wszędzie. Bluszcz oplątał półki z książkami, namnożyło się głupich pelargonii, ale najgorsza była ta właśnie roślina, co rozrastała się w mgnieniu oka.
W kilka dni nabierała olbrzymich rozmiarów a ząbki na brzegach mięsistych liści wydłużały się, zwijały,przekształcając się w podwójne listki, spuszczały w dół dwa wąsiki korzonków i nagle całe masy takich osobników spadały gdzie popadło. Z nich mnożyły się błyskawicznie kolejne egzemplarze. Zachwycona wypełniała nimi nowe wazony i skrzynki. Wkrótce przestraszyła się ich ekspansji. Mogły zarosnąć całą przestrzeń! Zadusić! Choćby w nocy. Odtąd nazwała te roślinę: „rozwojnik-dusiciel” i bała się sypiących odrostów. Któregoś dnia telefon będzie do niej dzwonił na próżno. W końcu wywalą drzwi, a w mieszkaniu - zapchanym drapieżna zielenią - znajdą jej ciało, zduszone pnączami.
Uśmiecha się do tej wizji. Tak czy owak, powinna się tego paskudztwa pozbyć. Tylko ile razy się do tego zabiera, ogarnia ją dziwna niemoc, brakuje sił do wykonania najmniejszego w tym kierunku ruchu. Jakby coś powstrzymywało?!
Teraz szybko zbiera z podłogi niebezpieczne odrosty. Nad koszem waha się. „A gdyby tak je komu podrzucić?!”- śmieje się i wsypuje pędy w doniczkę. Niech się dalej panoszą! Co będzie, to będzie!
Na stole czeka książka Umberto Eco - „Imię róży”. Jednak nie kuszą w tej chwili zadrukowane stronice. Zna je zresztą nieomal na pamięć. Chciała zatopić się w lekturze po powrocie z sądu. Ale dziś, kiedy rozwód został ostatecznie orzeczony, coś powstrzymuje przed zbyt łatwą ucieczką od rozpaczy.
Tylko jakiej rozpaczy?! Ona nie rozpacza! Jest zbyt dumna! Ma dość sił, by nie pokazać niczego. Nawet przed sobą się nie zdradzi. Przecież wmówiła sobie, że to nic takiego. Nie będzie szukać pocieszenia w książce. Jeszcze by się skojarzyła z takim dniem. Straciłaby do niej serce.
Zresztą ostatnimi czasy potrafiła skupić się jedynie na problemach innych ludzi i zapomnieć się w działaniu. Po zrobieniu reportażu o dzieciach opóźnionych w rozwoju miała pełne ręce roboty. Rozruszała mechanizmy pomocy dla nich i rodziców. Taka potrzeba wynikła z jej wywiadów. W redakcji z nową energią wydzwaniała tu i tam. Własne zgryzoty przy tym zblakły. Dopiero w domu otwierała się przed nią pustka.
Zaczęła unikać przyjaciół. Lękała się współczucia i dobrych rad. To by znaczyło, że naprawdę przegrała. Ale dziś rozwód został orzeczony i należy spojrzeć prawdzie w oczy.
Do wczoraj głupi cień nadziei psuł każdą próbę uporządkowania życia. Nadaremnie zmuszała się do oceny sytuacji od drugiej strony. Coś przecież na tym zyskiwała. Miała teraz dla siebie cały wolny czas i całe, niemałe w końcu mieszkanie. Mogła jeść o dowolnej porze, i to na co ma ochotę, bez wysłuchiwania, że coś niezdrowe albo tuczy. Tak, tylko rozum mówi swoje, a wszystko w środku się sprzeciwia. Kiedy wreszcie będzie mogła opanować emocje rozumem ?
Rozmyślając tak, otwiera konserwę z gulaszem, podgrzewa, kroi pomidory i zjada wszystko w kuchni, bez białego obrusa, bez serwetek. Przy Wiktorze bardzo przestrzegała estetyki posiłków. I co z tego?
Posilona przytomnieje. Od razu znajduje flakon na przywiędłe kwiaty, leżące dotąd na stole. Podnosi z podłogi torebkę. Zapala papierosa i sięga po „Imię róży”. Śledzenie po raz któryś akcji w średniowiecznym klasztorze i zawarte tam filozoficzne rozważania powinny odwrócić uwagę od zapytywania w kółko, dlaczego los ją tak pokrzywdził?
Oczywiście łatwiej myśleć, że to wina losu a nie mężczyzny i to tak ubóstwianego męża. Teraz go nienawidzi! Nie zamierza przez niego cierpieć!
Niestety nie może skupić się na czytaniu. Myśli wciąż ulatują daleko od wydarzeń w klasztorze. Poddaje się, zamyka książkę i robi coś przed czym długo się wzbraniała. Długo nie miała ochoty z nikim rozmawiać. Teraz wyciąga z torebki notes z numerami telefonów. Podnosi słuchawkę milczącego ostatnio aparatu i wykręca pierwszy numer.
- Dzień dobry! Małgosia?... Co porabiasz? ...Tak, już jestem wolna. Właśnie wróciłam z sądu. Może wpadniesz do mnie... Jesteś zajęta?! To odezwij się kiedy sama. Do widzenia...
Dzwoni z kolei do Haliny. Ta robi akurat wielkie pranie. A jutro ma wywiadówkę u syna. Weekend, jak zawsze u teściów. Dorota powoli odkłada słuchawkę. Po namyśle raz jeszcze ją podnosi.
- Jacek?... Cześć! Poznajesz?... Nie, tak sobie dzwonię. Bez specjalnego powodu. Masz te materiały? Miałaś przynieść... Dam do najbliższego numeru. Już na kolegium redakcyjnym napomknęłam...
-Przyniosę ci jutro. Nie, lepiej pojutrze - odpowiada Jacek i więcej nic nie dodaje. czeka.
Szybko go żegna. Właściwie nie wie, co powiedzieć. Widują się każdego dnia w redakcji. Wykręca następne numery z notesu. Telefon Radka nie odpowiada. Jola zamierza myć okna. Nawet się nie wysila na bardziej przekonywujący wybieg. Wszyscy mają ważniejsze sprawy. Dorota czuje się jak natręt. Mimo to uparcie dzwoni według spisu. Czasem zamienia kilka słów, niekiedy długo nasłuchuje ciągnących się w nieskończoność sygnałów. Zrezygnowana kładzie ciężko słuchawkę na widełkach. Zapala kolejnego papierosa. Ożywia się, przypominając sobie jeszcze kogoś.
Do niedawna prowadziła z mężem bogate życie towarzyskie. Wszyscy się do nich garnęli. Chyba nie tylko z powodu jej ojca na wysokim stanowisku, choć nieraz to i owo komuś przez niego załatwiała. Po jego śmierci nic się nie zmieniło. Sama zresztą jako dziennikarka miała coraz większe możliwości, dojścia i kontakty. Ale czuła, że przyjaciele przychodzą głównie dla Wiktora. Był powszechnie lubiany. Ona może też? Tylko uważano, że zadziera nosa. Że trzeba się przed nią mieć na baczności, bo wzbudza przesadny respekt. Czasem jej to, niby żartem, ten i ów wytykał. Trudno! Ona lubi ludzi godnych podziwu a pogardza zadowolonymi z siebie maluczkimi. No nie, nie gardzi, to przesada. Jest bardzo wyczulona na problemy zwykłych, szarych ludzi. Interweniuje w ich sprawach, robi o tym reportaże, wszczyna akcje pomocy. Lubi z takimi rozmawiać i chętnie im pomaga. Ale to na ogół ludzie godni współczucia. Co innego ci zawistni czy zakompleksieni znajomi, próbujący wciągać ją w swą grę: kto nad kim będzie górował. Im od razu należy utrzeć nosa. Wobec nich dystans niezbędny. Tylko ani tych, ani tamtych, którym współczuje i stara się pomóc, nie chciałaby gościć u siebie w domu. Praca, zawód to jedno, a życie prywatne to zupełnie coś innego. Niech więc będzie, że jest zarozumiała. Inaczej by ją zjedli. A jednak o jej towarzystwo dotąd zabiegano. Tymczasem wystarczyło, żeby po odejściu Wiktora jakiś czas unikała ludzi a telefon przestał dzwonić, nikt nie wpada bez powodu na pogawędkę. Najpierw było jej to na rękę. Nie musiała udawać, że nie cierpi. Teraz nie chce być dłużej sama!
Wykręca jeszcze numer do Gabrysi. Nie przepada za nią, ale...
- Dorota, ty teraz niebezpieczna - chichocze tamta. - Wolna, możesz odbijać mężów...
- Takaś zazdrosna? Nie bój się! Twój nie w moim guście!
- Och, samotne łase na każdego!
Rozmowa nabiera cech okrucieństwa. Dorota na moment głupieje i odkłada słuchawkę bez pożegnania. Cóż, Gabryśka zawsze była z gruba ciosana. Niby udaje kim to ona nie jest, ale jej zachowanie temu przeczy. Ponoć ludzie niskiego wzrostu bywają bardzo złośliwi. No, nie wszyscy - przebiegła myślami wszystkich znajomych o niepozornej posturze - ale na niej to się sprawdza. Jest mała i ciągle wszystkich kole. Ktoś, bywa, machnie do niej kwiatem a ona wali zaraz cepami, raniąc takiego boleśnie i bez umiaru. I to nauczycielka! Jaka musi być zła dla uczniów? Odbija sobie na nich to, co jej w świecie dorosłych nie wychodzi. A, czort z nią!
Dorota siedzi dłuższą chwilę oszołomiona w poczuciu jeszcze jednej niezawinionej krzywdy. Potem starannie zamazuje długopisem adres i numer telefonu Gabryśki. W notesie zostaje po niej tylko czarna smuga.
Telefon Ryśka, zapisany ma ołówkiem, po krótkiej wymianie nieciekawych zdań również uznaje za niepotrzebny. Robi wysiłek, by wyszukać w szufladzie biurka gumę i wyciera go równie starannie. Za to, że nie domyślił się, jak bardzo pragnęła z nim pogadać, choć miała olbrzymie opory, by do niego dzwonić, a kiedy się na to zdobyła, nie zaproponował spotkania. Dawniej pamiętał, że lubi małe kanapki, koniak dolewany do kawy i kawiarnie tonące w półmroku. Tam można się było wyłączyć z otoczenia i rozmawiać, śledząc toczące się obok życie. Dziś chciał mówić wyłącznie o swoim artykule. Nic więcej zdawało się go nie interesować.
Numer Tomka też zanotowany ołówkiem. Czyżby przeczuwała, że nie ma co na niego liczyć? Okazał takie zaskoczenie jej telefonem, że straciła odwagę powiedzieć, o co chodzi. On zresztą ma zazdrosną dziewczynę -pomyślała poniewczasie
W pokoju zrobiło się mroczno. Nie wytrzyma tak dłużej. Coś ją niecierpliwi, przeraża. Czai się w cieniu mebli, za plecami. Znowu podchodzi do telefonu.
- Zadzwoń... Powiedz coś miłego - prosi - tak mi dzisiaj ciężko.
Powtarza to kilkakrotnie i w odpowiedzi słyszy, że pogoda się poprawia, ładna jesień tego roku, niezły ostatni serial w drugim programie. Nikt nie słyszy westchnienia, z jakim ona wypowiada na koniec, pełne wahania: no to cześć, zadzwoń kiedy...
Wykreśla z notesu dalsze nazwiska, adresy, telefony, żeby nic nie dało się odczytać. Bo po co ?
„Wymazuję was! - cieszy się z dziką satysfakcją – bo tylko Wiktora lubiliście? Mnie nie!” - Oczy jej skrzą się złowrogo. „Już nie istniejecie wymazani!”
Rozumiała teraz kobiety z prymitywnych szczepów, które z zemsty kłują mściwie figurki wroga igłami. Ją samą aż ręce swędzą, by coś takiego zrobić! Ach, może przecież posłużyć się tą niesamowitą rośliną - rozwojnikiem-dusicielem!
cdn (ewentualnie) Sokół
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Krystyna Habrat · dnia 05.06.2010 08:22 · Czytań: 701 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 12
Komentarze
Wasinka dnia 05.06.2010 10:41 Ocena: Bardzo dobre
Samotność, zagubienie, rozczarowanie, rozgoryczenie - wszystko to, a nawet jeszcze więcej, w jednej, porzuconej istocie... Która ma zresztą wiele twarzy ;-)
Jeszcze wrócę, Sokole :)
Pozdrawiam ciepło:)

P.S. Małe potknięcia ;)
Miladora dnia 05.06.2010 23:34 Ocena: Bardzo dobre
Witaj, Sokolko... :D
Trochę Cię chyba wezmę w obroty, zanim nasz Wasinkowiec Przecinkowy wróci. ;)

- Jej promienna twarz - piszesz, że "się sili na ten skurcz mięśni przypominający uśmiech." I to tworzy dysonans, ponieważ żaden udawany uśmiech nie jest w stanie stworzyć wrażenia "promiennej twarzy". Promienność, to to, czym się emanuje z głębi siebie. Inaczej bym to ujęła w tym zdaniu.

- Ale ona tylko się sili na ten skurcz mięśni(,) przypominający uśmiech.

- kurczowo przyciska, kupione mimochodem - bez przecinka

- „Nikt by nie uwierzył, że to nie samobójstwo”. - zaśmiała się drwiąco - „a w takich okolicznościach byłoby to jakieś wyjście, - bez kropki, ale nie wiem, czy nie byłoby lepiej dać bez cudzysłowu, jako dialog z sobą samą.

- Nie chciała nawet, by - sugeruję dać od nowej linijki

- co chwilę lękliwie od jezdni - czy nie brzmi lepiej "co chwilę z lękiem od jezdni"?

- Nie chciała nawet, by jej kto towarzyszył - ktoś towarzyszył

- na stole, obok(,) na skraju(,) torebkę i ta - dałabym przecinki

- krąży po pokojach w poszukiwaniu flakonu. Oba pokoje wydają - może "oba pomieszczenia wydają..."

- usiłuje sobie przypomnieć(,) czego tak szuka?

- kupioną na pocieszenie()- spację dodaj ()

- koło nogi krzesła, - "obok" chyba brzmi lepiej

- Tylko nie pamięta za czym? - bez pytajnika, może wielokropek?

- chce się uchwycić stołu(,) lecz reszta ciała leci w dół.

- Obok(,) na dywanie(,) zauważa kilka podwójnych listeczków z wąsikami korzonków (-) nie większych od paznokcia. - dałabym myślnik, żeby nie myliło się z wąsikami

- nabierała olbrzymich rozmiarów(,) a ząbki na brzegach

- ząbki na brzegach liści przekształcały się w nowe roślinki i całe masy podwójnych listków z wąsami korzonków - powyżej masz już "roślinę" i "podwójne listki z wąsami korzonków", więc może inaczej:
- ząbki na brzegach liści przekształcały się w nowe szczepki i całe ich masy spadały gdzie popadło,(rosnąc błyskawicznie w kolejne egzemplarze)

- Z nich rosły błyskawicznie kolejne egzemplarze. Początkowo zachwycona(,) wypełniała nimi nowe wazony i skrzynki. Wkrótce przestraszyła się (jednak) ich ekspansji. - uważaj na zaimki, zamiast "ich", dałabym "tej ekspansji" i dodała "jednak"

- Mogły zarosnąć całą przestrzeń! - może "pozarastać"?

- Odtąd nazwała te roślinę: „rozwojnik-dusiciel” i bała się sypiących listków z korzonkiem. - tę i sugeruję "z korzonkami"

- W końcu wywala drzwi i(,) w mieszkaniu zapchanym zielenią(,) znajdą ją(,) uduszoną pnączami owej rośliny. - wywalą i sugeruję nie powtarzać "rośliny", tylko dać "owymi pnączami". Wtedy poniżej byłoby "ich pozbyć". Niech Wasinka się wypowie, czy tak powinny być przecinki ;)

- Tylko(,) ile razy się do tego zabierała, ogarniała ją - rym

- Jakby ją coś powstrzymywało?! - kropka wystarczy

- Nad koszem wahała się. „A gdyby tak je komu(ś) podrzucić?!”- śmieje się złośliwie i wsypuje - niekiedy żonglujesz czasami, tutaj raczej "waha się", no i sugerowałabym "uśmiecha się złośliwie"

- książka Umberto Eco (-) „Imię róży”. - może myślnik?

- Zna ja zresztą niemal - ją

- ciągną jej zadrukowane stronice. Zna ja zresztą niemal na pamięć. Naszykowała ją, by zatopić się w niej po powrocie z sądu. Ale dziś, kiedy to rozwód został ostatecznie orzeczony, coś - kontroluj zaimki. "Naszykowała" raczej kojarzy się z jedzeniem, może "przygotowała"?

- kiedy to rozwód został ostatecznie orzeczony - "to" niepotrzebne

- Przecież wmówiła sobie, że nic to. - że to nic takiego.

- Zresztą(,) ostatnimi czasy(,) potrafiła skupić się jedynie na problemach innych ludzi i zapomnieć się w działaniu - dałabym zamiast drugiego "się" - "zapomnieć wyłącznie w działaniu"

- Rozruszała mechanizmy pomocy dla nich i ich rodziców, bo taka potrzeba wynikła z jej wywiadów. - zaimki, podkreślone do kosza

- Ale dzisiaj rozwód został orzeczony i należy spojrzeć prawdzie - przeskoczyłaś do czasu teraźniejszego niezbyt korzystnie. Raczej "i należałoby spojrzeć prawdzie w oczy."

- Mogła odtąd jeść o dowolnej porze i na co tylko ma ochotę, bez wysłuchiwania uwag, że coś niezdrowe albo tuczy. - znowu przeskok czasowy - "Może odtąd jeść o dowolnej porze... że coś jest niezdrowe lub tuczące"?

- mówi swoje(,) a wszystko w środku

- kroi na talerz pomidorów - niezręczne - "kroi na talerzu pomidory"

- Posilona(,) przytomnieje.

- Śledzenie akcji dziejącej się w średniowiecznym klasztorze i zawarte tam filozoficzne rozważania powinny odwrócić uwagę od zapytywania w kółko, dlaczego los ją tak pokrzywdził? - bez pytajnika

- to wina losu(,) a nie mężczyzny

- Niestety(,) nie może skupić się na czytaniu.

- robi coś(,) przed czym długo się wzbraniała

- Dzień dobry! Małgosia? kropka zamiast wykrzyknika
- Jesteś zajęta?! - dałabym tylko pytajnik

- To odezwij się kiedy(ś) sama.

- Weekend(,) jak zawsze(,) u teściów. - może przecinki?

- te materiały, co miałaś przynieść? - które

-()Przyniosę ci jutro. - spację dodaj ()

- Zrezygnowana(,) kładzie ciężko słuchawkę na widełkach. - dałabym przecinek

- Ożywia się(,) przypominając sobie jeszcze kogoś.

- Sama zresztą(,) jako dziennikarka(,) miała

- Trudno! Ona lubi ludzi godnych podziwu(,) a pogardza - wykrzyknik nie jest potrzebny, to raczej wyraz rezygnacji

- Wobec nich dystans (jest) niezbędny.

- jakiś czas unikała ludzi(,) a telefon przestał dzwonić,

- Dorota, ty teraz (jesteś) niebezpieczna - chichocze tamta.

- Nie bój się! Twój nie w moim guście! - nie dałabym wykrzykników
- Och, samotne łase na każdego! - tu też nie, może wielokropek?

- Niby udaje(,) kim to ona nie

- No, nie wszyscy - przebiegła myślami wszystkich znajomych - powt.

- Dorota siedzi dłuższą chwilę(,) oszołomiona(,) w poczuciu jeszcze jednej - dałabym przecinki

- Telefon Ryśka, zapisany ma ołówkiem, po krótkiej wymianie nieciekawych zdań również uznaje za niepotrzebny. - usuń "ma"

- jak bardzo pragnęła z nim pogadać, choć miała olbrzymie opory, by do niego (za)dzwonić, - usuń po prostu "z nim"

- Tam można się było wyłączyć z otoczenia i rozmawiać, śledząc toczące się obok życie.

- że straciła odwagę(,) (by) powiedzieć, o co chodzi. On zresztą ma zazdrosną dziewczynę -()pomyślała poniewczasie - spację daj ()

- Zadzwoń... Powiedz coś miłego - prosi(.) - (T)ak mi dzisiaj ciężko. - to są dwa zdania odrębne

- w odpowiedzi słyszy, że pogoda się poprawia, ładna jesień tego roku, niezły ostatni serial w drugim programie. Nikt nie słyszy westchnienia, - powt.

- Bo po co ? - Bo po co?

- „Wymazuję was! - cieszy się z dziką satysfakcją – bo tylko Wiktora lubiliście? Mnie nie!” - Oczy jej skrzą się złowrogo. „Już nie istniejecie(-) wymazani!” - dałabym jako normalny dialog te jej rozmowy ze sobą. "Dzika satysfakcja" mi nie gra.

- wymazani!”/igłami - tworzy rym, mimo że jest oddalone od siebie

- rozwojnikiem-dusicielem! - sugeruję konsekwentnie "rozwojnikiem-dusicielem"

Dobre studium kobiety rozwiedzionej. Klimatyczne i prawdziwe. Postać bohaterki skomplikowana, ale prawdę mówiąc, nie wzbudzająca specjalnej sympatii. Zresztą jej stosunek do ludzi, mimo niesionej pomocy, jakby tłumaczy reakcję znajomych. Nie wystarcza pomoc - trzeba jeszcze robić to z autentycznym oddaniem i życzliwością.
Taka samotność, szok w pierwszym momencie po rozwodzie, jest znana, ale ładnie to oddałaś, Sokolku - tę powiększającą się przestrzeń, zagubienie i nagłą świadomość, że przestało się liczyć. Bardzo ciężko zbudować potem życie na nowo, zdobyć nowych przyjaciół - wymaga to zmian, do których, nie wiem, czy Twoja bohaterka jest zdolna.
Właśnie - zaciekawiłaś mnie i mam nadzieję, że napiszesz, co działo się dalej. Prawdziwy jest także język Twojego opowiadania - w zasadzie prosty, niewymuszony, ale bardzo obrazowy.
Tylko kontroluj zaimki. ;)
Bdb i buziaki. :D

PS. I nie przejmuj się - Wasinka wyciągnęła mi właśnie całą masę opuszczonych przecinków w "Szczurach" :D
Wasinka dnia 06.06.2010 00:39 Ocena: Bardzo dobre
O, i się spóźniłam :) Jeśli chodzi o potknięcia :) Mialdorka już przystrzygła :)
Czekam na ciąg dalszy :)
Miladora dnia 06.06.2010 01:49 Ocena: Bardzo dobre
Przynajmniej Ci sekator odpocznie, Wasinkiewiczowa. :D
Bo go pewnie trochę stępiłaś na mnie. ;)
A myśmy sobie z Mopkiem zrobili małą gimnastykę przed snem.

Przepraszam za Mopa, Sokoliczko - on jest straszny buldog. :D
Jack the Nipper dnia 06.06.2010 14:12 Ocena: Bardzo dobre
Bardzo dobrze napisane.
Jedyna uwagę mam do wstępu, mógłby być ciut krotszy, ale potem wciągnęło mnie bezwzględnie.
Prawdopodobnie bohaterka po niewczasie doszla do wniosku, że znajomych (nie dotyczy przyjaciół) nalezy co jakiś czas wymieniać. Inaczej można zgrzybieć siedząc ciągle w tym samym sosie. Oczywiście, można powiedzieć "Ale ja nie mam siły/ochoty, za stata jestem na szukanie nowych znajomych". Cóż, skoro starzy nawalili, to nie ma wyjścia. Inaczej zostają tylko kwiatki... W skrajnych przypadkach - kwiatki na grobie.
Mam nadzieje, ze będzie ciag dalszy.
Krystyna Habrat dnia 06.06.2010 21:25
Dziękuję za komentarze i "remamencik", może "remoncik" stylowo-interpunkcyjny. Akurat wróciłam z dwudniowej, uroczej majówki znad jeziorka, gdzie przeleżakowałam z książką pośród jaskrów i żabich oczek, jak w dzieciństwie nazywaliśmy zwyczajny niebieski przetacznik. Chyba dzięki takiej nazwie był jeszcze ładniejszy.
Pozwólcie, że popraweczki zrobię jutro.
Ciąg dalszy, czyli inne rozdziały z tej powieści są gotowe, tylko o ile pamiętam charakter Doroty się niewiele zmieni, a ja mam chęć po dwu jeszcze czekających na PP tekstach, dać wreszcie coś sympatyczniejszego. Jestem osobą pogodną a piszę jakoś na odwrót. Jeśli moja Dorota nie jest na razie do polubienia, to niech chociaż wzbudza odrobinę współczucia. Potem zobaczymy, dlaczego. Ale postaram się o cd.
Ratunku, piszę ten komentarz i co chwilę część tekstu mi ginie!
Wasinka dnia 06.06.2010 21:40 Ocena: Bardzo dobre
Mimo że bohaterka nie do końca sympatyczna, to jednak współczucie budzi... Zawsze smutno, gdy patrzy się w nieszczęśliwą duszę...
Pozdrawiam :)

P.S. Miladorko, już naostrzyłam ;-)
Miladora dnia 07.06.2010 02:32 Ocena: Bardzo dobre
Sokolko - bohaterka nie musi być "do polubienia". ;)
Grunt, że jest prawdziwa i wywołuje emocje w czytelniku.
Także współczucie, bo stanowi pewien przykład potwierdzający tezę, że czasem człowiek sam jest najgorszym swoim wrogiem.
No i jakże trudno przeskakuje się własną naturę...

"Żabie oczka" to także moja ulubiona nazwa z dzieciństwa. :D
Czyli brodziłyśmy po podobnych łąkach...

Buziaki :D
Krystyna Habrat dnia 07.06.2010 10:47
Miladorciu, dla mnie - wychowanej pośród ascetycznych sosen - rzadko oglądana łąka była istną bajką. Dotąd jej roślinność robi wielkie wrażenie. Ale sosny kocham.
Poprawiam pracowicie, bo pewnie czegoś nie wiem i ciągle po kilku poprawkach przywracam tekst od początku, szukam, wracam. Może jest jakiś sposób, by oba teksty ustawić obok?
Miladora dnia 07.06.2010 11:24 Ocena: Bardzo dobre
Ja też kocham sosny. :D
I ciągle mam w pamięci zapach ich kory podczas wycinania łódeczek... ;)

A sposób jest, tylko obie musimy się tego nauczyć. :D
PlastelinowyLudzik dnia 22.06.2010 11:01 Ocena: Bardzo dobre
Witam! Tekst wchłonąłem w pracy na raz, mimo czekającej korekty numeru;) Druga część tekstu traktuje o sytuacji dość powszechnej, zwłaszcza wśród okazów, którym nie zależy na społecznej aprobacie. W pierwszej części miałem ochotę Dorotę spoliczkować i zmusić do działania. Ile cech w niej z Ciebie, w Tobie z niej;)? Pozdrawiam, później sprawdzę część kolejną bdb
Krystyna Habrat dnia 22.06.2010 12:49
Bardzo mi miło. Mam nadzieję, że Dorota to moje przeciwieństwo, a przynajmniej jej sytuacja życiowa. Ona ma być antypatyczna. Chociaż czasem i ja mam ochotę powymazywać trochę ...ludzi. Potem z wielkim nakładem sił ich odszukuję.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
RafalSulikovski
23/08/2019 11:34
:-) Dzięki! Ja dopiero jestem stale "zapowiadającym… »
MP642
23/08/2019 11:22
Jeżeli by rok '68 rozumieć wąsko, to faktycznie za… »
JOLA S.
23/08/2019 10:21
Darconie, mów dalej, proszę :) Czytanie książek to… »
Darcon
23/08/2019 07:14
Cóż, bardzo mi się podobało. Piszę cóż, gdyż po dłuższej… »
Darcon
23/08/2019 06:57
Zastanawiałem się, gdzie zabrniesz z pomysłem typowej traumy… »
Darcon
23/08/2019 06:51
Bardzo dobry finał, właśnie on broni to krótkie opowiadanie.… »
Thomas Zevski
23/08/2019 06:39
Dziekuje bardzo za pomoc z bledami. To byl zawsze moj… »
Dobra Cobra
23/08/2019 06:08
Z zainteresowaniem przeczytałam ów szkic o jakże szalenie… »
al-szamanka
22/08/2019 22:45
Tu nieco za bardzo nachodzi, Wodniczko. A poza tym… »
wodniczka
22/08/2019 17:54
Kamyczku Jaki piękny komentarz. Odczytał zaczytałam się.… »
wodniczka
22/08/2019 17:47
Kushi Piękny komentarz napisałaś. Piękniejszy od tej mojej… »
wodniczka
22/08/2019 17:41
Kushi Zawsze bardzo miło Cię gościć. Cała przyjemność jest… »
Kazjuno
22/08/2019 15:24
RafaleSulikovski SF nie jest moim ulubionym gatunkiem, ale… »
JOLA S.
22/08/2019 14:35
Ładne, prawdziwe.:) Istnieją słowa, które żyją podwójnym… »
Kushi
22/08/2019 13:48
Ach moja ukochana Poetko... czasem wydaje mi się, że czytasz… »
ShoutBox
  • JOLA S.
  • 23/08/2019 12:22
  • Powodem waśni był smok. Na początku nikt z jadących portalem nie wierzył. „Bo mało to bajek po świecie pędzi” Poczytajcie, Panowie, zdolnego Skuula i basta, bo życie ucieka na bzdurkach.:)
  • Kazjuno
  • 23/08/2019 07:11
  • Coś cię najwyraźniej uwiera, geniuszu, łaszący się do portalowym władz. Tak trudno ci zakończyć insektowo robaczaną połajankę?
  • Decand
  • 22/08/2019 23:25
  • "Ponoć" słowem klucz. Wszyscy czekamy więc i Ty bądź grzeczym i zaczekaj. Świat naprawdę poczeka na Twoje arcydzieła chrabąszczyku
  • Kazjuno
  • 22/08/2019 21:08
  • Ponoć czas oczekiwania to tydzień, kolego robaku. Czekam już dwa.
  • Decand
  • 22/08/2019 20:41
  • Niektórym robaczkom widać spieszy się za bardzo. A chyba powinno spieszyć się powoli, chyba tak to szło. Na pewno wszyscy wytrzymamy jeszcze na tekst jakiegokolwiek żuczka, ba!, nawet i misia
  • Kazjuno
  • 22/08/2019 18:51
  • Oj, chyba urocza red. Vanilivi z przepracowania - wszak jako jedyna jest przytłoczona nawałą prozy - przeoczyła mnie, skromnego żuczka. Ale przepraszam, może namolnie ponaglam? Pozdrawiam...
  • Dobra Cobra
  • 18/08/2019 11:24
  • [link] Pełna wersja pięknej opowieści Ponad czasem w wydaniu dźwiękowym. Interpretuje głosowo najlepszy z polskich aktorów - Jarosław Boberek, znany z wielu ról.
  • mike17
  • 15/08/2019 20:25
  • Pozdrówki z wakacji :)
  • czarnanna
  • 15/08/2019 10:14
  • To teraz ja. Zaslyszane podczas pobytu w szpitalu: Błogosławieni ci, którzy wierzą w wypis tego samego dnia
  • Decand
  • 13/08/2019 19:20
  • Niektórzy wierzą też, że maksymalny czas tekstu w poczekalni wynosi pięć dni. Trzeba powoli, małymi kroczkami, jak nauka o nieistniejącym Mikołaju
Ostatnio widziani
Gości online:18
Najnowszy:9charlottec9422tp6
Wspierają nas