Wrzesinka, rozdział IX "Ogródka" - Wasinka
Proza » Bajka » Wrzesinka, rozdział IX "Ogródka"
A A A
Bajka o Miesiącach - akacjowych ludkach - do poczytania z rodzicami.



ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY WRZEŚNIOWY
O tym, że każdy jest dobry, tylko czasem musi się tego dowiedzieć


Mała, bystra dziewczynka z zadartym czupurnie noskiem kopnęła z całej siły kamień. Uszka zadrżały jej zabawnie ze zdenerwowania. Najwyraźniej czymś była bardzo wzburzona. Buntowniczy charakter akacjowej ludki ujawnia się przynajmniej trzy razy w miesiącu. Patrzy teraz na mamę Zuzannę ze złością i niezadowoleniem.
– Dlaczego to zawsze ja muszę zajmować się Grudkiem?! – pyta, mrużąc oczka barwy wrzosu. – Ja już nie chcę! – Tupnęła bosą stópką i popędziła przed siebie.
Mama Zuzanna westchnęła tylko bezsilnie i pokręciła głową – z uśmiechem, bo przyzwyczaiła się już do humorów energicznej, niepodporządkowanej córeczki. Wiedziała, że niedługo wróci i ucałuje malutkiego braciszka, przepraszając za swe samolubne zachowanie. Mama Zuzanna martwi się czymś innym. Twarz jej nieco pochmurnieje, gdy przez głowę po raz kolejny przebiega niepokojąca myśl. Wrzesinka bowiem na ogół wraca skruszona, ale nie rozumie, że przyprowadzić ją powinno serce, a nie rozum. To właśnie trwoży dobrą Zuzannę. Przytuliła Grudka mocno do siebie, gdyż zaczął kręcić się niespokojnie, jakby wiedział, że mamę coś głęboko trapi.
Wrzesinka natomiast z werwą, pełną jeszcze rozzłoszczenia i żalu, kroczy po zakurzonej drodze. Wzbijające się drobinki suchutkiego piasku drażnią ruchliwy nosek, powodując ciągłe kichanie, a przez to – potęgowanie jeszcze rozdrażnienia. Wymachując dziarsko rączkami i nóżkami, pochylona lekko do przodu, dziewczynka pędzi w stronę ulubionego miejsca.
Nagle zagrzmiało, więc strwożyła się nieco, jednak tylko przez chwilę. Buńczuczność nie pozwala na strach z byle powodu. Ruszyła dalej. Lecz w tym samym momencie coś silnie uderzyło ją w czubek głowy. Zacisnęła złowrogo usta i odwróciła się na pięcie. Ale nikogo nie dostrzegła. Dostała za to z impetem w prawy obojczyk. Tak była już rozsierdzona, że nawet nie zauważyła mokrej strugi spływającej z głowy po plecach, a teraz z ramienia. Dopiero, gdy dmuchnął w nią wiatr Świstek, poczuła nieprzyjemne zimno. Takie, jak się czuje na wietrze po przemoknięciu. Wzdrygnęła się, wyciągając piąstkę ku przyjacielowi.
– Jak śmiesz?! – krzyknęła tak głośno, że Świstek aż się przeraził.
– To braterskie dmuchnięcie było – jęknął smętnie. Ale zaraz się roześmiał, widząc nasrożoną małą buntowniczkę i, znając jej drażliwe usposobienie, umknął w te pędy. Zdawał sobie sprawę, że wesoła natura dziewczynki w końcu zwycięży, lecz póki co, lepiej nie wchodzić jej w drogę. Bo po co się droczyć? Przyjaciele wiedzą, kiedy trzeba zniknąć na chwilę.
Tymczasem deszcz zaczął padać na całego. Wrzesinka podniosła z ziemi wielki czerwieniejący już liść klonu, by bronić główki przed ciężkimi kroplami. Ale i liść okazał się na nie zbyt słaby. Dziewczynka znalazła więc schronienie pod dębem, przytulając się do chropowatego pnia. Usłyszała, jak Honoriusz i Bazyli prowadzą swe niezmordowane dyskusje, a pani Dąbkowa krząta się po kuchni. Ciekawe, iż zawsze, kiedy ich potrzebuje, znajduje przyjaciół w środku drzewa, do którego przytknie drobniutką twarzyczkę. Dziś nie poczuła się aż tak zagubiona, żeby szukać wsparcia, i zdziwiła się, słysząc znajome głosiki. Chociaż teraz, gdy spojrzała na drogę, poczęła dumać, jak wróci do domu, skoro z deszczu powstają zawsze wielkie jeziora nie do przebycia. Postanowiła zatem, że wpadnie na cieplutką dębóweczkę, czyli specjał pani domu – gorącą herbatkę z kory dębu. Uśmiechnęła się na myśl o cieple łaskoczącym przyjaźnie całe ciało.
Wszystkim sprawiła olbrzymią radość niespodzianym przybyciem. Uwielbiali jej akacjowy zapach, który w dodatku odstraszał niepożądanych gości. A kiedy akacjowe ludki przeżywają wielkie emocje, wówczas ich specyficzna woń jeszcze się wzmaga. Jednak uwielbiali dziewczynkę nie tylko z tego powodu, ale też za nieokiełznany charakter, za żywioł, który nosiła w sobie każdego dnia. A kochali tak po prostu – za wszystko, a może za nic; bo tak się prawdziwie kocha. Oni z natury byli flegmatyczni i powolni. Rozmowy braci potrafiły ciągnąć się w nieskończoność i nikt chyba nie był w stanie dotrwać choćby do połowy.
Pani Dąbkowa rozpromieniła się w uśmiechu, podając bez słowa gorący napar dębowy. Zawsze trzyma go na ogniu – gdyby zaistniała nagła potrzeba. W schludnym domku jest przytulnie i pachnie miłością. Od jakiegoś czasu, niestety, goszczą tu małe smuteczki, gdyż dobrotliwa gospodyni bywa często zasępiona. To z tęsknoty za mężem, który – jak co roku na początku września – wyrusza na włóczęgę. „Jesienią nie sposób wysiedzieć w domu” – zwykł mawiać. – „Trzeba ją bez ustanku podziwiać, bo świat jest wówczas tak piękny, że muszę się z nim stopić”.
– Idziesz gdzieś konkretnie? A może tylko wyszłaś tak sobie na spacer? – zagadnęła pani Dąbkowa.
– Na wrzosowiska – wyjaśniła Wrzesinka, choć ledwo można ją było dosłyszeć, zanurzyła już bowiem usta w herbatce, od której niełatwo się oderwać.
– Aha. – Pani Dąbkowa zrozumiała wszystko od razu.
Każdy przecież wie, że jeśli Wrzesinka rusza na wrzosowiska, to znaczy, że ma poważny orzech do zgryzienia. A to miejsce jest dla niej szczególnie ważne. Woła ją od czasu do czasu, gdy nikt o tym nie wie, a ona pędzi tam na złamanie karku. Wśród wrzosów leczy wszelkie złe nastroje. Urodziła się pośród tegoż kwiecia. Gdy przybyła na świat, wrzosy utuliły ją serdecznie, okryły nagie ciałko i nie pozwoliły umrzeć. Bo musicie koniecznie wiedzieć, że akacjowe ludki są nieśmiertelne, ale dopiero po godzinie od narodzin. A wrzesień tamtej jesieni był wręcz mroźny, porywiste wiatry straszyły nawałnicą, zmienny charakter miesiąca przerażał nagłą gwałtownością bezbronne owady. Zamieszkujące fioletowe kwiatuszki Wrzosnkóweczki tuliły maleńką dziewczynkę z całych sił. Dobroć ich serduszek rozlewała się po Wrzesince, pozostawiając niezatarty ślad w jej włosach – fioletowy połysk wśród ciemnego brązu. Jeden z maluchów tak pokochał to akacjowe dzieciątko, że pomalował duże oczy przyjaciółki na swój ulubiony kolor.
– Cieplej? – dopytuje pani Dąbkowa.
– Mhm… – mruczy Wrzesinka, przeciągając się ospale. – Ale muszę już lecieć.
Zagłębiła się w tunele dębowego świata, by wyjść na zewnątrz. Deszcz przestał padać właściwie od razu, kiedy znalazła się w dębisiowym domu, więc nie zdążył nawet utworzyć małych kałuż. Wrzesinka pogładziła na pożegnanie korę rozłożystego drzewa i pobiegła ku ukochanym wrzosom. Usłyszała jeszcze, jak pani Dąbkowa każe synom posprzątać korytarz, a oni przerwali nawet na chwilę rozmowę, by zrobić dla niej to, o co prosiła. A dywagowali właśnie zawzięcie, czy ładniejsze są wrzosowiska, czy może łąki zaskakujące różnorodną roślinnością. Dziewczynka zdziwiła się, że tak chętnie pomagają mamie; przecież to nudne i męczące.
Znalazła się wreszcie w przepięknym miejscu. Jak okiem sięgnąć – wszędzie wrzosy, a za widnokręgiem zachodzące już słońce. Niesamowita różowo-fioletowa (czyli po prostu wrzosowa) przestrzeń! Zadziorna dziewczynka zapatrzyła się w dal, gubiąc tutaj swoją złość i zawziętość. Wbiegła w morze wrześniowych krzewinek i zatopiła w nim bez reszty wcześniejszą irytację. Potrafiła się w owym gąszczu poruszać zwinnie i swobodnie. Usiadła, tuląc twarz do drobniuteńkich kwiatuszków. W tej samej chwili poczuła smyranie w nos. Jej czółko rozjaśniło się jeszcze bardziej. Wyciągnęła palec wskazujący, a wrzosowy duszek przycupnął na nim szybciutko. Jest tak maluteńki, że nie do zauważenia przez Ludzi. Każda krzewinka roi się od delikatnych istotek, bo to właśnie dzięki nim wrzosy mają swój specyficzny kolor. To, co Ludzie nazywają kwiatkami, to najzwyczajniej w świecie Wrzosnkóweczki, które zamierają w momencie, kiedy olbrzymy przyglądają się różowym główkom. Chowają przeźroczyste, błyszczące wrzosową barwą skrzydełka, przyciskając do fioletowego ciałka.
Wypełnione śmiechem oczka przyglądają się teraz uważnie dziewczynce. Elfik na jej palcu gestem zachęca do zwierzeń. Obserwuje twarz Wrzesinki, która znowu staje się naburmuszona. Cała sylwetka akacjowej istotki przybiera wojowniczą postawę. Duszki szybko rozszyfrowują jej myśli. Przyzwyczajone do uporu i hardości dziewczynki, zawsze ją pocieszały i wspierały, ale dzisiaj już wiedzą, że tak dalej być nie może. Swój pełen entuzjastycznej energii charakter powinna przeznaczać do innych celów, a nie marnować na ciągłe kłótnie (choć na ogół zupełnie niewinne) z domownikami.
– Wrzesinko kochana – zaszeleścił elfik słodko – przecież jesteś takim dobrym, małym stworzonkiem…
Akacjowa ludka zadrżała, a w jej oczach zalęgło się niepomierne zdumienie. Czy dobrze słyszy?
Tak ogromne zdziwienie dziewczynki widać rozśmieszyło Wrzosnkóweczki, gdyż ich rzęsisty śmiech oplótł głowę małego niedowiarka perlistymi dźwiękami. Cała łąka rozchybotała się od srebrzystego chichotania, słychać było nawet szelesty skrzydełek rozbawionych duszków. Na chwilę cały fiolet wrzosowiska zawisł nad nim, pozostawiając w dole tylko zieleń listków – tak poruszone śmiechem są dobre elfiki. A dusza Wrzesinki uspokaja się coraz bardziej, serduszko już tak nie łomocze żalem i wzburzeniem. Wypełnia je wszystko, w co do tej pory nie wierzyła. Posłała przyjaciołom najsłodszy z pocałunków i, podskakując radośnie (bo czuła się tak niewymownie lekko!), pognała do akacjowego domu. Utuliła śpiącego już Grudka i po raz pierwszy z pełną ufnością wtuliła się w ramiona mamusi. Pomyślała, że warto mieć kogoś, kto zaprzeczy, że nie jesteśmy tak całkiem do niczego. W akacjowym domku miała ciepło i miłość, lecz trudno czasem uwierzyć komuś kochającemu nas bez względu na wszystko. A Wrzesinka, mając naturę małego osiołka, nie zjednywała sobie u wszystkich sympatii i nie wiedziała, że oprócz krnąbrnego charakteru, można dostrzec w niej coś więcej. Zresztą często zdarza się, że mówimy tylko o tym, co inni robią źle, a nie zauważamy zupełnie tego, co zrobią dobrze. I Wrzesinka gdzieś w głębi swego buńczucznego serduszka poczuła kiedyś, iż nie warto się starać. Nie doceniała siebie samej. Ale magiczna chwila wśród Wrzosnkóweczek napełniła ją czymś, czego do tej pory nie znała – wiarą w siebie.
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Wasinka · dnia 14.07.2010 09:05 · Czytań: 2290 · Średnia ocena: 4,58 · Komentarzy: 68
Komentarze
Szuirad dnia 14.07.2010 12:22
Hm rozpoczynam ?
Tekst cieplutki jak herbatka z kory dębu. Zastanawiałem się dlaczego Wrzesinka (najpierw przeczytalem Wasinka :) ) jest akurat taka. żywiołośc nie pasuje mi do miesiąca pełnego jeszcze słońca, brzemiennego owocami, trochę już sennego i zmęczonego latem. Ale to moje jakieś wyobrażenia, dobrze, że są i inne, które pozwola spojrzeć mi na wrzesień trochę inaczej.
Zazdroszczę w tej chwili tej odrobiny deszczu z krainy akacjowych ludków.
pozdrawiam
Wasinka dnia 14.07.2010 12:41
Dziękuję, *Szuiradzie*, za wizytę :)
Wrzesinka jest buntowniczką, więc i do miesiąca być może nie pasuje jej usposobienie. Nie godzi się na zmączenie latem, chce słońca i zieleni, nawet lata w środku zimy ;) Ale to tylko dopowiedzenie. Wrzesień jest miesiącem przełomu, a w życiu Wrzesinki taki właśnie następuje. Teraz i ona nieco się zmieni... Jednak interpretacji może być wiele ;) Długo bym mogła na ten temat...
Dziękuję jeszcze raz za opinię i pozdrawiam serdecznie :)
MarioPierro dnia 14.07.2010 13:43
Próbowałem przeczytać, bo zachęcił mnie tytuł :) I, szczerze pisząc, jakoś mi to czytanie nie wyszło. Być może dlatego, że dawno na tym portalu nie czytałem nic dłuższego niż, powiedzmy, 50 linijek, a i urlop w Kołobrzegu też swoje zrobił ;)

Z drugiej strony nie mam pewności, czy dałbym radę tekstowi, gdybym bardziej się skoncentrował. Rozumiem, Wasinko, że taki jest twój styl pisania, ale mnie jakoś on nie ujął. Może dlatego, że w ostatnim czasie przerzuciłem się z kawałków bardziej metaforycznych na te związane z akcją. Ale to chyba też nie to, bo przecież nadal lubię akcję, okraszoną w paru miejscach błyskotliwymi metaforami ;) Nie wiem, może tematyka mi nie leży?

I tak błądząc, potykając się o przyslonięte liśćmi wystające kamienie i grzęznąc w ruchomych piaskach, nie wiedząc co począć zostawiam ten tekst bez oceny ;)
czupurka dnia 14.07.2010 13:50 Ocena: Świetne!
Piękna bajka. Subtelna i pełna odniesień. Pisana bardzo ciepłym, kołyszącym stylem. I, co najważniejsze, z jasnym, klarownym morałem, bo właśnie takie powinno być przesłanie do dzieci - jednoznaczne i zrozumiałe. Pozdrawiam.
Wasinka dnia 14.07.2010 13:58
*Mario Pierro*, dziękuję, że wpadłeś i przepraszam za nogi pokaleczone wystającymi kamieniami ;) Moja bajka to ruchome piaski... hmm... Zatem powinna wciągać :lol:
Przykro, że nie podobało się, ale naprawdę wielkie dzięki, że się starałeś :yes:
Pozdrawiam serdeczenie :)

*Czupurko*, bardzo miło mi przeczytać Twoje słowa. Uśmiechnęło się moje serce na Twój komentarz :)
Serdecznie pozdrawiam :)
JaneE dnia 14.07.2010 16:04 Ocena: Świetne!
Wasinko, w twoich bajeczkach jest magia.
Trafiają wprost do serduszek ( i to nie tylko tych dziecięcych ) :)

Sama uwielbiam jesień, a wrzosowiska są dla mnie idealnym miejscem na wyciszenie i podumanie :) Teraz już zawsze będę tam widziała miliony maleńkich duszków.

Mam nadzieję, że niebawem znajdę w księgarni książkę z twoimi bajeczkami ( zasługują na to)

pozdrawiam:)
Wasinka dnia 14.07.2010 16:29
Bardzo dziękuję, *JaneE* :yes:
Takie słowa to balsam na duszę, jestem naprawdę, naprawdę wzruszona :)
Posyłam uśmiechy i ciepłe uściski od Wrzosnkóweczek :)
Jeff_Moon dnia 14.07.2010 18:06 Ocena: Świetne!
Witaj Wasinko ;)

Trochę się czekało na kolejny tekst...
ale warto było i jak radnośnie na pisany ;)

Ciepła, miła i przyjenma ta bajeczka ;)
bardzo mocno posłodzona zdrobnieniami ;)

Fajniutko :D

Pozdrowionka od Jeffka ;)
Wasinka dnia 14.07.2010 18:14
Witaj, *Jeffku* :)
Dziękuję serdecznie, że wpadłeś do mojej bajeczki i że przypadła do gustu. Bardzo mi miło, że warto było czekać :)
Pozdrawiam ciepło, dziękując raz jeszcze :)
Miladora dnia 14.07.2010 19:14 Ocena: Bardzo dobre
A ja Cię niestety, Wasineczko, nie będę tak rozpieszczać. ;)

Owszem, tekst jest poetycki i miękki jak dmuchawce, ale jest jedna rzecz, która go zakłóca. Nie zawsze najszczęśliwsze przejście z czasu przeszłego do teraźniejszego i na odwrót. Wymieszałaś je, niekiedy nawet w jednym zdaniu i zdarza się, że taka kombinacja brzmi niezręcznie.

No to popatrzymy: ;)

- Mała, bystra dziewczynka z zadartym czupurnie noskiem kopnęła z całej siły kamień. Uszka drżą jej zabawnie ze zdenerwowania. Najwyraźniej jest czymś bardzo wzburzona. – nie lepiej byłoby – Mała, bystra dziewczynka… kopie z całej siły kamień.

- Dlaczego to zawsze ja muszę zajmować się Grudkiem!?! - !?! jesteś pewna, że taka kombinacja istnieje?

- swej energicznej/swe samolubne – zmień jedno na „swojej czy swoje”

- Twarz jej nieco spochmurniała, gdy przez głowę po raz kolejny przebiegła jej niepokojąca myśl. – nadużywasz zaimków nie tylko w tym zdaniu

- Wzbijające się drobinki suchutkiego piasku drażnią jej ruchliwy nosek, powodując ciągłe kichanie. Zdenerwowanie akacjowej ludki jeszcze się wzmogło. – tu masz takie niezręczne przejście do innego czasu. Połączyłabym te zdania:
- Wzbijające się drobinki suchutkiego piasku drażnią jej ruchliwy nosek, powodując ciągłe kichanie, co wzmaga jeszcze rozdrażnienie akacjowej Ludki. (zmieniłam „zdenerwowanie” bo rymowało się z „kichaniem”)

- Zacisnęła złowrogo usta i odwróciła się na pięcie. Ale nikogo nie dostrzegła. – połączyłabym te zdania

- Za to teraz/a teraz z ramienia. – za blisko siebie

- Jak śmiesz?! – krzyknęła tak głośno, że Świstek nawet się przeraził. – że nawet Świstek się przeraził, czy aż się przeraził?

- Przyjaciele wiedzą, kiedy (należy) zniknąć na chwilę.

- by bronić główkę przed ciężkimi kroplami. – bronię swojej głowy, główki. Bronić swojej główki. Ochronić swoją główkę.

- Usłyszała, jak Honoriusz i Bazyli prowadzą swe niezmordowane dyskusje, a pani Dąbkowa krząta się po kuchni. Zaskakujące jest to, iż zawsze, kiedy ich potrzebuje, - podobne przejście czasowe dość niezręczne. Jeżeli już, to dałabym – Ciekawe, iż zawsze, kiedy ich potrzebuje…

- Uśmiechnęła się na myśl o cieple rozpływającym się po całym ciele.
Wszyscy bardzo się ucieszyli, - nagromadzenie „się”

- Uwielbiali jej/uwielbiali ją/kochali ją – kontroluj zaimki

- Zawsze trzymała go na ogniu – gdyby zaistniała nagła potrzeba. W jej domku jest przytulnie i pachnie miłością. – zmieniasz czasy

- „Trzeba ją bez ustanku podziwiać, bo świat jest wówczas tak piękny, że muszę się z nim stopić”. – ładniej by brzmiało - „Trzeba ją bez ustanku podziwiać, bo świat jest wówczas tak piękny, że należy się z nim stopić”.

- Idziesz gdzieś konkretnie(,) czy tylko wyszłaś tak sobie na spacer? – dałabym przecinek

- wyjaśniła Wrzesinka, choć ledwo można (było)ją zrozumieć, gdyż (zamiast „bo”)

- ledwo można ją zrozumieć/zrozumiała wszystko od razu. – za blisko siebie (daj „pojęła”)

- na jej włosach/na ciemnym brązie/na swój ulubiony kolor.

- a oni przerwali nawet na chwilę swą rozmowę, - „swą” do kosza

- Jak okiem sięgnąć – wszędzie wrzosy. Za widnokręgiem zachodzące już słońce. – połącz:
- Jak okiem sięgnąć – wszędzie wrzosy, a za widnokręgiem, zachodzące już słońce.

- Zadziorna dziewczynka zapatrzyła się w dal, gubiąc tutaj swoją złość i zawziętość w tej złości. – nie za dużo? ;)

- duszek przycupnął na nim szybciutko. Jest tak maluteńki, że Ludzie nie są w stanie go dostrzec. – przejście czasowe niezbyt dobre

- To, co Ludzie nazywają kwiatkami, to najzwyczajniej w świecie Wrzosnkóweczki, które zamierają w momencie przyglądania się im przez Ludzi. – za dużo Ludzi.

- Tak ogromne zdziwienie dziewczynki widać rozśmieszyło wszystkie Wrzosnkóweczki, -„wszystkie” do kosza

- oplótł głowę niedowiarka – hmm, nie ma podobnego określenia dla dziewczynki?

- Cała łąka rozchybotała się od srebrzystego chichotania, słychać (było)nawet szelesty skrzydełek rozbawionych duszków. – dwa czasy w jednym zdaniu, daj „było”

- Na chwilę cały fiolet wrzosowiska zawisł nad nim, pozostawiając w dole tylko zieleń listków – tak poruszone śmiechem są dobre elfiki. – dwa czasy w jednym zdaniu

- lecz trudno czasem uwierzyć temu, który nas kocha bez względu na wszystko. – uwierzyć komuś, kto nas kocha bez względu na wszystko

- że mówimy tylko o tym, co ktoś zrobił źle, a nie zauważamy zupełnie tego, co zrobił dobrze. – uprość trochę

- I Wrzesinka(,) gdzieś (tam) w głębi swego buńczucznego serduszka poczuła (kiedyś), iż nie warto się starać

- A(le) magiczna chwila wśród Wrzosnkóweczek napełniła ją czymś, czego do tej pory nie znała – wiarą w siebie.

Ładna, dydaktyczna bajka dla małych, delikatnych dziewczynek. Chłopców prawdopodobnie by nieco znudziła. Nie bardzo mi pasuje jednak do obrazu września. Inaczej go odbieram jako „wrześniowa Panna”. A malutki Grudzień we wrześniu? Kiedy się urodził w takim razie? Rok wcześniej? To byłby zaledwie trzy miesiące młodszy od Wrzesinki. Myślę, że tu przydałoby się trochę inaczej to rozpisać. ;) Wprawdzie dziecko nie zwróci na to uwagi, ale…

Wasineczko – jak widzisz, dzisiaj ja przyszłam z sekatorem, ale nie przejmuj się - Portalową Kaczkę odwiedzałam z nożycami do drobiu. ;)
Będę okrutna i nie dam Ci „świetnego”. Za bardzo mi to przemieszanie czasów zgrzytało.
Na dzień dzisiejszy bajka jest „dobra” z plusem za nienachalną dydaktykę. Oczywiście – do negocjacji. Buziaki jako zaliczka. ;)

Zgadzam się, że taki cykl bajek o miesiącach mógłby zapewne znaleźć miejsce w jakimś wydawnictwie dla dzieci. Na tej zasadzie także nie słodziłam Ci, żebyś miała doping do dopracowania.
Bo jeżeli posłać jako propozycję wydawniczą, to w najlepszej możliwie postaci. ;)
Wasinka dnia 14.07.2010 19:49
No i proszę! Jakaż porażka! Nie sądziłam, że będzie aż tak kiepsko... :(
Tak przypuszczałam, że czasy Ci będą zgrzytać, *Mialdorko*, ale myślałam nad tym długo i stwierdziłam, że niektóra zmiana czasu wynika z tego, że coś się dokanało, a co innego trwa... Nie wyszło widać, skoro gryzie. Pomyślę znowu.

Poukładam Twoje sugestie w głowie i przywłaszczę, co mi przypasuje szczególnie ;)

Miesiące rodzą się w różnych latach, nie wszystkie naraz.

Pewnie to bajka dla dziewczynek, ale może i jakiemuś chłopcu się kiedyś sposoba...?

Przykro, że mój wrzesień nie pasuje do "wrześniowej Panny", jaką jesteś...

Dziękuję za to, że tak chętnie pomagasz, poświęcając czas na "obce" teksty.
Co do wydania kiedykolwiek - jakoś nie wierzę w taką możliwość ;) Nie sądzę, żebym wydawcę aż tak mogła przekonać swoimi bajkami...

Uśmiechy posyłam :D
Miladora dnia 14.07.2010 20:33 Ocena: Bardzo dobre
E tam - nie jest źle. ;)
Myślę, że gdybyś złagodziła trochę charakterek Wrzesinki, byłoby to bardziej prawdopodobne. Na razie odnosi się wrażenie, że cały czas jest gwałtowna i naburmuszona. Dopasuj trochę do września pod kątem pogody - potrafi być ciepły, piękny, kolorowy, zadumany, lecz także chłodny, czasem burzliwy, deszczowo płaczący i niespokojny. Nawet gniewny i gwałtowny... Na zmianę.

A przejścia czasowe, jeżeli są płynne, to mi nie przeszkadzają, tylko czasem trudno wybrać moment do takiego zabiegu. No i czasem nie bardzo się udaje.
Mojej Myszce z dzieciństwa bajka by się spodobała. Pociotkowi też. ;)
I nigdy nie mów, że w coś nie wierzysz, tylko próbuj.
No bo co Ci szkodzi? :D
Masz poza tym takie jedno zdanie, które chwyciło mnie za serce.
Chcesz wiedzieć, jakie?
"A kochali ją tak po prostu – za wszystko, a może za nic; bo tak się prawdziwie kocha."
Pod tym się podpisuję wszystkimi rękami. :D

Do roboty, Kochana i nie jęcz, tylko szlifuj, bo skąd wiesz, co się jeszcze zdarzyć może?
Świat jest pełen czarów... ;)
A poza tym, myślisz, że mi jest fajnie tak Cię ścinać? :D
Buziaki
I pamiętaj o Krakowie.
Wasinka dnia 14.07.2010 21:00
Ach, Miladorko, ja nie jęczę, tylko pufam na siebie. Już trochę poprawiłam, choć czasem nawet w miejscach, na które nie zwróciłaś uwagi ;) Już tak ze mną jest...

Co do września i pogody dla niego charakterystycznej, to napomknęłam, że teraz jest słonecznie (choć deszcz pada), ale na przykład akacjowa ludka urodziła się, gdy było bardzo mroźno, a również przecież we wrześniu. Może niezbyt to się dało odczuć po prostu...

Kurczę, Wrzesinka nie chce być mniej buńczuczna ;) , ale naburmuszona już może nie będzie tak często, skoro coś zrozumiała? Zresztą zaznaczyłam, że trzy razy w miesiącu miała takowe humory, a to był jeden z nich...

Cieszę się, że Myszce i Pociotkowi by się bajeczka spodobała. Muszę tylko jeszcze nad nią się pobiedzić... poskrobać...

O Krakowie pamiętam, dziękuję :)

Serdeczności i uśmiechy :D

P.S. Co do pierwszego zdania i kopania, to gdybym napisała, że "kopie", znaczyłaoby, że robi to cały czas, a nie, że kopnęła raz i porządnie. Muszę więc pomyśleć nad rozwiązaniem...
Miladora dnia 14.07.2010 21:54 Ocena: Bardzo dobre
Ja bym to mniej więcej tak rozwiązała:

Mała, bystra dziewczynka z zadartym czupurnie noskiem kopnęła z całej siły kamień. Uszka zadrżały jej zabawnie ze zdenerwowania. Najwyraźniej była czymś bardzo wzburzona. Taki buntowniczy charakter akacjowej ludki ujawnia się przynajmniej trzy razy w miesiącu.

Pufasz?! Jak to - "pufasz"?! :bigeek:
Przecież to nasze - domowe określenie! :lol:
Darksio dnia 14.07.2010 22:14 Ocena: Świetne!
Ja także pufam czasami.

Cytat:
Twarz jej nieco pochmurnieje, gdy przez głowę po raz kolejny przebiega niepokojąca myśl. Wrzesinka bowiem na ogół wraca skruszona, ale nie rozumie, że to serce powinnoprowadzić, a nie rozum. To właśnie trwoży dobrą Zuzannę. Przytuliła Grudka mocno do siebie, gdyż zaczął kręcić się niespokojnie w jej ramionach, jakby wiedział, że coś głęboko trapi.
Wrzesinka natomiast z werwą, pełną jeszcze rozzłoszczenia i żalu, kroczy po zakurzonej drodze. Wzbijające się drobinki suchutkiego piasku drażnią jej ruchliwy nosek, powodując ciągłe kichanie. Zdenerwowanie akacjowej ludki jeszcze się wzmogło. Wymachując dziarsko rączkami i nóżkami, pochylona lekko do przodu, pędzi w stronę ulubionego miejsca.
Nagle zagrzmiało. Dziewczynka strwożyła się nieco, jednak tylko przez chwilę. Jej buńczuczność nie pozwala na strach z byle powodu.

Jej, ją - sporo tego.

Ale mimo zaimków dzierżawczych, wcale nie jest uciążliwie. Miladora spuściła Ci manto jak widzę. To nic. Bajka jest
przepiękna, taka ulotna i dająca dzieciom wrażliwość. Że Wasinka - Wrzesinka jest troszkę rozkapryszona? No, tak to jest nieraz z dziećmi. Bardzo często są troszkę, jak to zostało określone "buńczuczne". Bardzo autentyczne. Nie ma się czego czepiać. Co należy poprawić, to należy, ale z wyczuciem, aby tekst nie został przez to zubożony. Czasem trzeba pójść na kompromis, żeby opowiedzieć ciekawie (przykład - zaimki, które zacytowałem), nie należy pisać całkiem antyseptycznie, bo wyjdzie jałowe coś, nie wiadomo co. Czytałem wielu znakomitych i uznanych autorów, nikt nie jest wolny od zaimków, powtórzeń, sięjączek. Tylko różnica polega na tym, czy ktoś pisze ciekawie, czy nie. Uwierz mi są twórcy, którzy mają teksty zupełnie sterylne i... nudne jak flaki z olejem, u innych jest infekcja zaimkami, lub innymi cudami, ale za to jak ich się czyta! A "Ciebie" się czyta pięknie! Przychylam się do zdania, że powinnaś zainteresować jakieś wydawnictwo tym, co potrafisz stworzyć. pozdrawiam i chylę czoła.
Wasinka dnia 14.07.2010 22:32
Dziękuję za podbudowujące słowa, *darxx*. Sama już nie wiem, czy to dużo ilość zaimków w tym fragmencie, czy nie. Mogę je wszystkie wyciąć, skoro naprawdę tak rażą. Może za bardzo się już do nich przyzwyczaiłam...
Dziękuję, że bajka Ci się podoba, to bardzo dla mnie ważne, że ogólny zarys nie legł w gruzach błędów.
Pozdrawiam ciepło :)

*Miladorko*, zadziwiające, ale właśnie w tym kierunku szłam z poprawianiem tego zdania :)
A co do pufania - jak to "domowe"? Niesamowite :)
Pozdrawiam serdecznie :)

Dziękuję Wam za wskazanie niefajnostek. I za przeczytanie. I za wiarę w moje możliwości.
Darksio dnia 14.07.2010 22:44 Ocena: Świetne!
No jednak trochę jest tych dzierżawczych, w pewnym momencie nawet w jednym zdaniu. Ale, jak napisałem, to nie jest wyznacznikiem talentu. Choć znam takich, co uważają, iż jest to niedopuszczalne. Lecz nie ja. Tekst piękny, płynący, szalenie dydaktyczny. Poetycki. Piękny.
Wasinka dnia 14.07.2010 22:45
Skoro Cię gryzą, to znaczy, że są niedopuszczalne.
Niestety.
Pozdrawiam :)

PS. Gdzie to zdanie? Zaraz je usiekę!
Darksio dnia 14.07.2010 22:56 Ocena: Świetne!
Cytat:
Przytuliła Grudka mocno do siebie, gdyż zaczął kręcić się niespokojnie w jej ramionach, jakby wiedział, że coś głęboko trapi.

Nie jest moim celem zabijanie gwoździ do trumny. Tak tylko chciałem się "powymądrzać". Ale widziałem już bardziej absurdalne wytykania zaimków. Na własnej skórze. (Nie, nie przez Ciebie, to nie jest odwet. :) ).
Wasinka dnia 14.07.2010 23:00
Nie jestem przewrażliwiona na punkcie zaimków, a to zdanie już poprawiłam wcześniej (może nie weszło? Muszę sprawdzić zaraz) :) Zapewne, gdy pisałeś komentarz. Ale to tylko dwa zaimki w jednym zdaniu ;)

PS. Trumna już zabita, ale się wygrzebię...
Miladora dnia 14.07.2010 23:56 Ocena: Bardzo dobre
Wiem, o czym Darksio mówi. :D

Z zaimkami jest tak, że gdy jest dobry rytm i zostają w pewien sposób złagodzone przez melodię zdań - wtedy nie rażą. Nie zauważa się ich, bo zacierają się w płynności i lekkości stylu. Nie wiem, czy to jasne.
Ale nie potrafię tego inaczej wytłumaczyć. ;)

Dlatego czasem nie czepiam się nadmiaru, a czasem czepiam. :D
W takim przypadku rozstrzyga sprawę mój muzyczny słuch. ;)

Przyznam się zresztą, że mnie osobiście bawi łamigłówka z usuwaniem sięjączków i omijaniem innych zaimków.
Bo jeżeli styl na tym nie traci, lecz zyskuje, to warto. ;)
Ale czasem się po prostu tego nie widzi i potrzebna jest "ostatnia posługa" jakiejś dobrej duszyczki.

- w jej ramionach, - w tym zdaniu wystarczy usunąć te słowa i po problemie. Przecież go przytuliła, prawda? Więc po co dopowiadać? ;)

No a z Darksiem zawsze się bawimy w dobrego i złego gliniarza. :D

Domowe, nasze własne, bo mój miś pufa. :D (albo pufka) ;)

Wrócę tu niebawem... :D
Buziaki
Wasinka dnia 15.07.2010 00:00
Ale ja już zamieniłam przy trapi, a nie przy ramionach... :confused:
Można pobawić się w wyrzucanie zaimków, ale mi ich tak żal... ;) Biedniutkie, odrzucane...

Darxx tym dobrym gliniarzem, rozumiem? Przecież Cię poparł, Milu :yes: Może jednak obaj dobrzy?

Wracaj, Milu, wracaj - kiedy tylko chcesz!
Miladora dnia 15.07.2010 00:10 Ocena: Bardzo dobre
Ja tylko podałam jedno z możliwych rozwiązań. :D

Kiedyś się tak strasznie biedziłam z pewnym zaimkiem i dopiero potem wpadło mi do głowy, że słowo związane z nim wcale nie jest potrzebne i nawet rytm wtedy staje się lepszy.
No i zapamiętałam, że jak się nie da zmienić, to można uciąć. ;)

A co do Darksia - jak ja gnębię, to on pociesza i czasem odwrotnie. :D
Powinniśmy spółkę założyć. :lol:
Wasinka dnia 15.07.2010 00:18
No, i może kiedyś wspólnie stwierdzicie, że tekst jest na bardzo dobry... :) Lecę zatem poprawiać :)
zajacanka dnia 15.07.2010 00:44 Ocena: Bardzo dobre
Miladora, darxx, wy zadnych spolek nie zakladajcie! Niech kazde na wlasna odpowiedzialnosc gnebi i pociesza!

Wasinka, bardzo to cieple, co dzis przeczytalam! I tak, jak nie przemowil do mnie poprzedni tekst, tak ten, od rana buszuje w glowie, spiewajac na fioletowo.

Pozdrawiam
Wasinka dnia 15.07.2010 01:14
Serdecznie dziękuję za Twoją opinię, *zajacanko* :) Bardzo się cieszę, że tym razem bajka przemówiła do Ciebie (na fioletowo ;) ).
Pozdrawiam z uśmiechem :)
Darksio dnia 15.07.2010 08:49 Ocena: Świetne!
A ja zapomniałem dać ocenę, coś ostatnio jestem roztargniony. Już się poprawiam. Zapewniam, że nijakich spółek z Milą nie zakładaliśmy. Po prostu czasem jest tak, że jak ja ścinam, Mila głaszcze i odwrotnie. Często jednak mamy podobne zdanie o danym tekście. :)
Darksio dnia 15.07.2010 08:50 Ocena: Świetne!
No i proszę. Roztrzepany Darxx, napisał, że się poprawił, a znów zapomniał o ocenie. Co za typ. :O
Wasinka dnia 15.07.2010 09:21
Dziękuję, darxx, za ocenę. Jest mi niewymownie przyjemnie w duszy...

Cóż, naprawdę dobre teksty nie potrzebują pocieszania...
Wolę jednak, żeby dobre słowa nie były wynikiem chęci złagodzenia komentarza wcześniejszego czytelnika, gdyż daje mi to mylne wyobrażenie o własnych umiejętnościach...
Dziękując raz jeszcze szczerze, pozdrawiam :)
Wasinka dnia 15.07.2010 09:58
Wczoraj w nocy (dzisiaj zatem?) rozprawiłam się z Wrzesinką. Wpadłam z zamiarem koszenia, siekania, zamiatania. Przedruzgotałam tekst od początku do końca, starając się wybrnąć z impasu po swojemu. I w rezultacie i tak niezbyt wiele zmaglowałam...
A teraz ciągle już mi coś bzyczy i stęka... Czy można się znudzić własnym tekstem tak bardzo, że już nic się nie podoba, choć wcześniej się go nawet trochę lubiło??? :confused:
Może ktoś zajrzy i odpowie...
Darksio dnia 15.07.2010 10:41 Ocena: Świetne!
Tak, nie zawsze wygładzanie tekstu do perfekcji oznacza jego ulepszenie. Pewnie trzeba to robić, ale raczej w taki sposób, aby pozostał w nim duch przewodni. Myślę, że udało Ci się nie stracić jego natury i wybrnęłaś dzielnie. Troszkę czasu potrzeba, żeby się oswoić ze zmianami (oj, jak ja dobrze o tym wiem), ale jest to jak najbardziej możliwe.
bosski_diabel dnia 15.07.2010 10:43 Ocena: Bardzo dobre
haha...ja tak miałem kiedy to rzeczona Milusia poszatkowała nie tylko mój tekst ale i moje mózgowie, tyle że wyszło mi to na dobre.

a teraz tekst, z braku uprawnień technicznych zajmuję się tylko treśćią a ta dla mnie ok a nawet więcej niż ok,

Wasinko ...kasztany mają brążowe oczy, lubię jesień z różnych powodów ;) pozdrawiam
Wasinka dnia 15.07.2010 10:48
Duch przewodni nie zniknie, bo zmiany są niewielkie w sumie i dlatego boję się, że niewystarczające. Ale skoro piszesz, że wybrnęłam i jest lepiej, to Ci wierzę...

A potem wpadnie Miladorka i mi huknie słabym ;)

Pozdrawiam Wszystkich i dziękuję za przeczytanie :)
Wasinka dnia 15.07.2010 10:52
O, *bosski diable* dziękuję za przybycie :) I za opinię :)

Pozdrawiam ciepło, mrugając kasztanowymi oczkami :)
Krystyna Habrat dnia 15.07.2010 11:03 Ocena: Bardzo dobre
Śliczna bajeczka, mnie miła szczególnie, że wychowywałam się na skraju puszczy pod olbrzymimi sosnami, gdzie głębiej były polany wrzosowisk. Była to Stalowa Wola, a puszcza Sandomierska. Zwyczajnie.
Obraz piękny, morał szlachetny. Całość to coś, co godzi nas ze światem, co potęguje nasze poczucie urody życia. Potrzebne takie teksty, by rodzice czytali je maluchom, sami się przy tym bogacąc wewnętrznie. I dorosłym przyda się na chwilę przy takim tekście zapomnieć o polityce, kryzysie i innych strachach życia niedziecięcego.
Usuwam część, bo wcale nie chciałam zrobić Ci przykrości. Za dużo tylko rozmyślałam, co by tu jeszcze udoskonalić w pięknej bajce. Swoje uwagi zachowam dla siebie.
Wasinka dnia 15.07.2010 11:21
Bardzo dziękuję, Sokole, że zajrzałaś :)
Staram się przeplatać zdania długie z któtkimi, może nie wychodzi za bardzo...
Nie przeczę, że siostra powinna dbać o swoje, ale tu chodziło o małą pomoc mamie, tylko dla Wrzesinki wszystko stawało się zawsze wielkie. Dlatego zaznaczyłam później, że dziwne było dla niej także, jak dębowi bracia pomogli swojej mamie zupełnie w innym przypadku. Ponadto Zuzanna nie robiła Wrzesince żadnych wyrzutów, starała się ją rozumieć, ale martwiła się o nią trochę zupełnie pod innym kątem. Bardzo dobrze zna swoje dzieci. A Grudek jest malutki, bezbronny, przykro mu "dokopać" ;)
Nie wiem, czy dobrze wyraziłam swój punkt widzenia, ale naprawdę bajka nie miała na celu nakłaniania do poświęceń wbrew sobie.
Pozdrawiam słonecznie i jeszcze raz dziękuję :)
Krystyna Habrat dnia 15.07.2010 12:48 Ocena: Bardzo dobre
Ależ Wasinko, Twoja bajka jest przepiękna i przesłanie również. Gderam tylko po to, żeby zwrócić uwagę na pewne niuanse pedagogiczne, poruszona wczorajszą sceną w parku z ową herod-babą. Dzieci należy tak wychowywać, żeby się kochały nawzajem i nie miały żalu o niesprawiedliwe traktowanie. Wiem, że przemiła i mądra mama Wrzesinki nie pozwoli, by jej kochana córeczka nabawiła się kompleksów odrzucenia. Niestety w takim układzie często synowie wyrastają na tyranów. To taka sama prawidłowość, jak wpływ na osobowość pozycji w rodzeństwie (najstarszy, najmłodszy i często niedoceniony - środkowy) itd. "Dokopać" - miałam dziś chęć być złą. W tej materii, Broń Boże nic nie poprawiaj, natomiast pomyśl o pozostałych punktach, czy nie mam trochę racji.
Wasinka dnia 15.07.2010 12:56
Myślę, Sokole, myślę. Lubię przymiotniki, bo one kołyszą mi w bajkach tekst (byle nie do uśpienia, choć może, jeśli przed snem czytana ;) ).

Podumam nad długimi wyrazami, choć cel był, jednak może nieprzemyślany...

O przeplatalności zdań już wspominałam. Jeszcze się przyjrzę.

Dziękuję za docenienie treści. Napomknę tylko, że Wrzesinka ma aż jedenaścioro rodzeństwa, można się wśród nich pogubić ;)
Jestem wdzięczna za zatrzymanie się we wrzosowej bajce :yes: Dziękuję za rady :)
Krystyna Habrat dnia 15.07.2010 13:37 Ocena: Bardzo dobre
To dobrze,tak piękną bajkę należy dopieszczać, a tego nigdy dość.
Może teksty dla dzieci mają inną poetykę i pozwala się na więcej przymiotników. To już sama najlepiej będziesz wiedzieć.
Za sam wdzięk, urok obrazu i szląchetne przesłanie należą się wysokie oceny.
Miladora dnia 15.07.2010 15:28 Ocena: Bardzo dobre
No i, kurka wodna, szatkownicę ze mnie zrobiono. :D

Odczekałam i przeczytałam na świeżo. No i fajnie płynie. Czyli ścinka była potrzebna. ;)

Aha:

- O tym, że każdy jest dobry, tylko czasem musi się o tym dowiedzieć - a gdzie kropka na końcu?

- swoją złość i zawziętość w tej złości - jednak bym usunęła "w tej złości"

- przyciskając (je) do fioletowego ciałka
Poniżej jest zdanie - Elfik na jej palcu... - usuń "jej" - wiadome

- zaszeleścił słodki elfik - trochę brzmi to hmmm - dałabym "zaszeleścił elfik słodko"

- słychać (było) nawet szelesty skrzydełek - jednak wymaga dopełnienia czasowego

- tak poruszone śmiechem są dobre elfiki - gryzie to zdanie (może - tak reagują poruszone śmiechem...?)

Jak odpoczniesz od tekstu przez parę dni, to się przyzwyczaisz do zmian, Wasineczko. :D Jest naprawdę lepiej.

A co do długich słów, to niech się dzieciaki uczą od małego. :D
Mnie korektorka zakwestionowała sporo słów, niby że dzieci nie zrozumieją. No i co z tego? Nauczą się znaczenia z kontekstu. Sama tak się uczyłam jako dziecko i nigdy nie unikałam trudniejszych wyrazów w rozmowach z córką. Najwyżej wyjaśniałam. Dzięki temu ma teraz bogate słownictwo i sama pisze. Słownictwo w książce obroniłam. ;)

Malowanie słowami dla dzieci różni się od prozy dla dorosłych. Buduje pełniejsze obrazy, bardziej barwne, rozwija wyobraźnię i zasób określeń. Kiedyś zrobiłam zabawę w kolory - kto wymieni więcej odcieni.
I okazało się, że wiele dzieci miało z tym trudności. Więc nie ma sensu zubażać tekstu - im więcej przymiotników (ale nie do przesady), tym barwniejszy obraz świata. ;)

Poleciałaś do góry, Wasinka - buziak. :D
Krystyna Habrat dnia 15.07.2010 18:01 Ocena: Bardzo dobre
Doskwiera mi już rola komentatora. Nigdy nie lubiłam stawiać ocen oprócz tych najwyższych. Zatem zabieram swoje uwagi,których nie zmieniam, zostawiając Cię z wysoką oceną. Pa.
Wasinka dnia 15.07.2010 22:04
Dziękuję, *Miladorko* :) Bardzo miło usłyszeć.
Kropka po tytule podobno niestosowna...
Kolejne uwagi przemyślę dokładnie. A myślę tak długo, póki nie będę już oswojona ze zmianą, dlatego kiedy już poprawiam, to jest okay ;)
Ścinka dał mi kopa; to znaczy najpierw pokopała, a potem doładowała... I tak będę pewnie wciąż grzebać...
Podobnie podchodzę do nowych, trudnych wyrazów, staram się ich nie unikać, a przymiotników lubię używać, szczególnie w bajkach mam wrażenie, że oddają bardziej atmosferę i nastrój.
Ach, miło, że wzleciałam do góry :D
Pozdrowionka :)

*Sokołku*, dziękuję za ponowne zajrzenie, bardzo doceniam, że mnie odwiedzasz :yes: I za Twoje szczere uwagi. Jak już wspomniałam powyżęj - jeszcze będę grzebać...
Pozdrawiam ciepło :)
Wasinka dnia 16.07.2010 20:44
Sokole, właśnie dostrzegłam, że wykasowałaś część swojego komentarza. A wróciłam, żeby sobie jeszcze dokładnie go przeczytać. Tak już "na spokojnie". Nie sprawiałaś mi przykrości, wypowiedziałaś swoje zdanie. Oczywiście, że się przejmuję, bo jestem nadwrażliwiec, ale cieszyłam się, że chciałaś mi coś doradzić. Jesteś kochana, że pomyślałaś o moich uczuciach, jednak Twoje uwagi są dla mnie cenne i przykro, że wycięłaś. Konstruktywna krytyka zawsze się przydaje, nawet, jakby miało zaboleć. A przecież Twoje sugestie były bardzo delikatne.
Oj, Sokole, mam wrażenie, że to ja sprawiłam Ci przykrość tym, że uważasz, że Ty mi przykrość sprawiłaś...
Pozdrawiam cieplutko z uśmiechem :)
Krystyna Habrat dnia 17.07.2010 23:28 Ocena: Bardzo dobre
Wasinko, Która kojarzysz mi się ze słodką wisienką, pomyślałam sobie, że tym razem za bardzo się wymądrzam, a mam zasadę bardziej zachęcać niż zrażać. Dlatego się wycofałam. Jeśli chcesz, wracam.
Odniosłam wrażenie, że piękny pomysł, przesłanie i obraz ( to co tekst unaocznia: wrzosowisko, dąb, smak herbaty, czułość wobec dzieci, zatroskanie mamy, bunt córeczki) trochę się tu gubią w gęstwinie. Jest za dużo stłoczonych elementów. Trzeba je rozluźnić, żeby można się było dokładnie przyjrzeć każdemu motywowi z osobna i go wysmakować. By nie leciały one za szybko po sobie. Zastanawiałam się nad czymś podobnym, gdy w poprzedniej bajce znalazło się dużo postaci, i wtedy pytałam, czy są one wcześniej szerzej opisane. Tym razem postaci nie za dużo, ale motywy zagęszczone. Rozluźnij je poprzez akapity, dialogi. Warto popracować. Chyba, że się mylę.
Po drugie: kiedyś zalecano eliminację przymiotników, ze one rozmywają tekst. Szczególnie te wytarte: ładny, piękny itd Ale być może dotyczy to literatury dla dorosłych, a bajki mają inne zasady.
Co do długich wyrazów i długich zdań, to chyba to niejasno przedstawiłam, bo nawet Miladora mnie nie zrozumiała. Ale sprawdź, czy można inaczej, a wyjaśnię później. Rzecz w tym, żeby tekst nie nużył dziecka, które np w I klasie jest zdolne utrzymać uwagę nie dłużej niż 20 minut.
Zwracałam też uwagę, by mama wypracowując w córeczce szlachetną cechę poświęcania się dla innych, nie szła w tym za daleko, wychowując dzięki temu syna na egoistę, któremu siostra będzie się poświęcać a potem biedna żona. :yes:
Krzymo Krzysinski dnia 18.07.2010 11:10
Witam serdecznie....
Tylko pozazdrościć takiej wyobraźni..
Wspaniały tekst przeczytałem go dwa razy ....ile w nim emocji i jaka treściwość. Nie chcę się tu rozpisywać bo wszystko raczej zostało napisane powyżej..
ale dołączę się do grona wielbicieli i wielbicielek.
Pozdrawiam serdecznie....
Wasinka dnia 18.07.2010 11:51
Dziękuję *Sokole*, że wróciłaś :)
Rzeczywiście, nie chciałabym, żeby tekst nużył dzieci, może mój zamysł był nieprzemyślany, może za dużo chciałabym przez jeden fragment zrealizować celów... Po prostu każdy rozdział jest niejako odrębną całością dotyczącą konkretnego dziecka (a przy tym - miesiąca) i nie przypuściłam, że wprowadzam za dużo postaci. Świstek i sarenka Pola pojawiają się często, ale dębisie i Wrzosnkóweczki to przyjaciele przede wszystkim Wrzesinki. Zapewne nie potrafię jeszcze tego jakoś sensownie rozplanować.
Na poprzednie uwagi odpowiedziałam, ale na pewno będę brała je pod uwagę, sklecając kolejne części (poprawiając je - bo już są od dawna).
Pozdrawiam z uśmiechem i jeszcze raz dziękuję :)


*Krzymo Krzysiński*, jestem zdumiona! :) Nie spodziewałam się spotkać w mojej bajce kolejnego poety, a jednak- stało się! :) Niepomiernie dziękuję, że zbłądziłeś i zawitałeś w mojej prozie. I w dodatku z tak podbudowującym komentarzem :yes: Jestem naprawdę wzruszona...
Dziękuję za odwiedziny i słodką dla serca opinię :)
Pozdrawiam równie serdecznie :)
Krystyna Habrat dnia 19.07.2010 12:53 Ocena: Bardzo dobre
Najważniejsze, że Cię czytają, i że się podoba. Ewentualne zmiany każdy rasowy pisarz długo wprowadza. Flaubert przesiedział raz nad zapisaną kartka kilka godzin i uzupełnił jeden przecinek. A na drugi dzień po równie długim poprawianiu usunął go. Nic więcej. Ale to juz nie te czasy, by tak drobne sprawy decydowały. Pozdrawiam KH.
Wasinka dnia 19.07.2010 13:00
O, nawet nie wiesz, jak u mnie takie drobne sprawy są ważne... Słowa wylatują niczym pyłki dmuchawców, a potem trzeba je połączyć w jeden subtelny i delikatny, puszysty dom - godny sewgo porównania. Zależy w jakim tekście, oczywiście...
Pozdrawiam i dziękuję serdecznie :) A.
bosski_diabel dnia 16.08.2010 22:43 Ocena: Bardzo dobre
wracam ponownie bo niby bajka a nie bajka taka z życia wzięta :) odkrywam Wrzesinkę jej poszukiwanie i bunt wewnętrzny na otaczającą rzeczywistość i z pozoru niby takie leciutkie ale z głębokątreścią, pozdrawiam powakacyjnie :)
Wasinka dnia 16.08.2010 22:57
Dziękuję, *bosski diable* za odwiedziny ponowne. I za odkrywanie głębi. Jestem niewymownie wdzięczna i dusza się raduje, że chęć miałeś tu wrócić :)
Pozdrawiam z (po)wakacyjnym słońcem w uśmiechu :)
Usunięty dnia 04.03.2011 15:57
Piękny miesiąc - moja córka jest wrześniowa -:). Poproszę jeszcze o maj - a nawet o 26 maja - urodziny syna -:). Umiesz budować nastrój poboczny - musnęło mnie babie lato i ujrzałam z daleka pierwsze mgły pażdziernika -:) a przecież to ciągle lato. I tyle w tych bajkach pozytywnych emocji, to sztuka pisać bajki. Może uzupelnisz miesiące do pełnego roku -:)... Pozdrawiam z pracy, zrobiłam sobie przerwę - bez niej nic bym nie przeczytała -:(
Wasinka dnia 04.03.2011 19:21
Bardzo mi milutko czytać takie słowa i cieszy, że robisz przerwę i... czytasz o Wrzesince.
Wszystkie miesiące już są, ale to rodzinna bajka i reszta została obstawiona przez innych (po trzy miesiące, no, mi "kazali" pisać cztery... ;) ).
Bardzo dziękuję za tak ciepłą wizytę :)
Usunięty dnia 04.03.2011 19:59
Oooo, rodzinna... bardzo ciekawe, uzgodnij z familią publikację -:). Może przy torcie? -:p
Wasinka dnia 05.03.2011 08:15
Słodkie rozmowy przy torcie... mniam :)
zawsze dnia 13.04.2011 01:09
O, widzę, że syn amsy świętuje ze mną urodziny...;) Ale to tak swoją drogą. Bajka jest urzekająca - jeden z tekstów zaczarowanych, gdzie wręcz odczuwa się namacalne ciepło. Za to dziękuję.
Wasinka dnia 14.04.2011 11:01
O, zawsze, przywędrowałaś do Wrzesinki wieczorową porą ;-) Bardzo nam przyjemnie. Niezmiernie dziękuję za zaczarowany i ciepło, bo czasem trudno osiągnąć, a tu mi zależało...
A co do świętowania urodzin... Już na przyszłość w takim razie najlepsze życzenia dla Ciebie i syna Amsy :)
Pozdrawiam słonecznie.
Adela dnia 27.04.2011 19:27 Ocena: Bardzo dobre
Pomysł pierwsza klasa, bardzo mi się podoba. Choć pragnę wiosny bardziej niż czegokolwiek na świecie (w chwili obecnej), ale z miłą chęcią przeczytałam o Wrzesince, poczułam zapach wrzosów i jesieni.
Dziękuję.
Pozdrawiam,A.
Wasinka dnia 27.04.2011 21:26
To ja dziękuję, Adelo.
Ależ mi sprawiłaś komentarzową frajdę.
Pozdrawiam cieplutko.
kamyczek dnia 12.04.2012 15:22 Ocena: Świetne!
A kochali tak po prostu – za wszystko, a może za nic; bo tak się prawdziwie kocha.
Rozgrzana gorącą herbatką z kory dębu, z przyjemnością zanurzyłam się w fiolecie wrzosowisk. Pięknie, obrazowo, z czytelnym przesłaniem. Pozdrawiam serdecznie. ;)
Wasinka dnia 12.04.2012 19:31
Bardzo dziękuję, Kamyczku, za wizytę archeologiczną i za ciepłe słowa.
Pozdrawiam zmierzchnie :).
Kushi dnia 12.04.2012 20:22 Ocena: Świetne!
Witaj Wasinko:)
Przepiękna bajka:)
Pełna, kolorów, emocji. Czytałam ją z wielką przyjemnością:)
A może pomyślisz nad dalszym ciągiem przygód Wrzesinki:)? Myślę, że byłoby ciekawie:)
Pozdrowienia uśmiechnięte posyłam:):)
Wasinka dnia 13.04.2012 09:48
Dziękuję, Kushi, za zajrzenie ;)
Wrzesinka jest jedną z części bajki o akacjowych ludkach. Na PP wrzuciłam jeszcze Listka (w zupełnie w innym klimacie).
Pozdrawiam serdecznie, ze słońcem :).
Usunięty dnia 16.04.2012 11:36 Ocena: Świetne!
Trochę mnie zaskoczyłaś, a trochę nie. Lekkie pióro i wrażliwość - tego się spodziewałam. Zaskoczył fakt, że da się jeszcze wymyślić coś nowego, co byłoby jednocześnie czytelne i atrakcyjne dla tych mniejszych, choć nie tylko dla nich. Pozdrawiam.
Wasinka dnia 16.04.2012 12:30
I Ty mnie zaskoczyłaś, sziKotku;). I wizytą w przeszłości, i tak pozytywnym spojrzeniem.
Dziękuję i pozdrawiam z uśmiechem.
al-szamanka dnia 07.03.2013 18:18
No tak, skuszona Twoją wzmianką o akacjowych ludkach, pobiegłam jeszcze wczoraj pod ten tekst i przeczytałam go na dobranoc.
Moje uwagi? Dokładnie takie same, jak te, Miladory, więc nie będę się rozdrabniać.
Dla mnie i tak najważniejsza jest treść i to, co w niej widzę.
A to, co widzę, jest po prostu śliczne.
Tak wiele cudnych słów w jednym miejscu rzadko się zdarza. Opowiadanie emanuje ciepłem, magią, życiem.
Słodyczą.
W momencie, gdy wszystkie kwiatki unoszą się ponad krzewinki, niczym rozedrgana, liliowa mgła, aż oniemiałam z zachwytu.
Co z pomysł!
Wasineczko, odpowiadasz za to, że pod wrażeniem tego obrazu nie mogłam zasnąć do trzeciej nad ranem... a o piątej musiałam już wstawać :(

Pięknie piszesz.
Pozdrawiam :)
Wasinka dnia 07.03.2013 18:41
Ojejku, któż by przypuszczał, że ktoś tu jeszcze zajrzy? Bardzo mi przyjemnie, że odnalazłaś jedną z moich bajek.
Uwagi Mili w większości zastosowałam (te techniczne), chyba że przeszkadza Ci charakter Wrzesinki niedopasowany do miesiąca. Tłumaczyłam to już Szuiradowi, ale każdy ma prawo do własnych odczuć. Wszak na tym polega literatura :)

Cieszy mnie, że ogólnie bajka przypadła Ci do gustu. Cóż... nawet fakt niespania do trzeciej jest budujący ;)

Pozdrawiam z uśmiechem.
maak dnia 27.06.2016 15:26
Jak tu pięknie! Wrzosowe duszki. Wkurzony malec pachnący coraz bardziej akacjowo. Przyjaciel Świstek. Przecudnej urody świat.
Wasinka dnia 27.06.2016 21:23
Maaku, pięknie i bardzo dziękuję za ciepłe słowa.

Pozdrawiam serdecznie z czerwcem za pazuchą.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
domofon
23/07/2019 23:56
Florian Konrad, fajniasty komentarz. Dzięki »
AntoniGrycuk
23/07/2019 23:23
DoCo, to nie tyle asekuranctwo, co swoiste machnięcie… »
Zdzislaw
23/07/2019 22:39
DoCo, lubisz bajki? ;) »
Kazjuno
23/07/2019 21:59
Przeczytałem Ciążę z zainteresowaniem. Podobnie do… »
Dobra Cobra
23/07/2019 21:18
Jest i część druga! Coś może się to wszystko źle skończyć w… »
Dobra Cobra
23/07/2019 21:15
Witaj, Panie Asekurancki ;) Co się oceniasz, sztuka jest… »
Ustiusza
23/07/2019 18:28
Trochę późno odpisuję na ostatni komentarz. Crescendo to… »
Kazjuno
23/07/2019 17:54
Bardzo Ci Wiosno dziękuję za przeczytanie tekstu. Także… »
Yaro
23/07/2019 17:50
podziały to naturalne , czy zasłużenie nie wiem ? Uwielbiam… »
Florian Konrad
23/07/2019 16:09
bardzo złe pisanie »
Marek Adam Grabowski
23/07/2019 15:51
Dobrze udało ci się oddać klimat Polskiej prowincji. Druga… »
wiosna
23/07/2019 15:44
Kazjuno dziś ciężej mi się czytało niż poprzednio. Może mam… »
pociengiel
23/07/2019 15:28
Dzięki. Serdeczne. »
Florian Konrad
23/07/2019 14:49
Może dlatego na dolnej, że jednak ten erotyk nie kończy się… »
Florian Konrad
23/07/2019 14:48
anioły w poezji są takie zgrane... wręcz zużyte... »
ShoutBox
  • Zdzislaw
  • 21/07/2019 22:15
  • Nie ma sprawy, Vinillivi :) Sprawa opóźnień wyjaśniona. Człekowi wypoczynek też należy się.
  • Vanillivi
  • 21/07/2019 15:21
  • Tak, zajmuję się prozą. Właśnie wróciłam. Odsapnę moment i wieczorem biorę się za Wasze teksty. Przepraszam za wszelkie opóźnienia.
  • Zdzislaw
  • 20/07/2019 09:36
  • Witam poranno-sobotnie. Czy red. Vanillivi (która wyjechała na dwa tygodnie) jest od prozy? Jeżeli tak, to ok. Rozumiem, czemu nie ukazuje się wysyłana proza.
  • AntoniGrycuk
  • 18/07/2019 01:06
  • Jakie jutro? Ja to wczorajszy ;)
  • czarnanna
  • 17/07/2019 23:52
  • Pozdro600 Antoni :D U Was też już prawie jutro? ;)
  • czarnanna
  • 17/07/2019 20:25
  • Miłego wieczoru :)
Ostatnio widziani
Gości online:22
Najnowszy:asusere
Wspierają nas