Proza » Inne » Lola
A A A
Kiedy to mogło się zdarzyć? Zaraz po przeprowadzce do Krakowa… Pewnie w trzydziestym siódmym albo ósmym roku… Byłem wtedy jeszcze młodym i niezbyt rozważnym chłopcem.
Panowała moda na spirytyzm. W każdym szanującym się domu przy okazji spotkań towarzyskich urządzano seanse. Ludzie zbierali się, by niepokoić biedne duszyczki niedyskretnymi pytaniami. Strumieniami płynęła ektoplazma. U państwa Siemiradzkich na Zwierzyńcu wywołano ponoć samego Napoleona, który przez usta słynnego medium wyznał, iż gdyby nie te mrozy, pogoniłby Ruskich aż za Ural.
Oczywiście głośno wyśmiewałem się z tych doświadczeń, ale po cichu zżerała mnie ciekawość. W końcu wspólnie z kilkoma kolegami postanowiliśmy także spróbować.

Długo czekaliśmy na okazję. Wreszcie nadarzyła się, kiedy rodzice, zaproszeni do wujostwa na cały wieczór, opuścili mieszkanie. Szybko zwołałem chłopaków. Najpierw wysunęliśmy okrągły stolik na sam środek salonu, następnie na jego blacie Zbyszek kopiowym ołówkiem pracowicie wykaligrafował litery alfabetu, a także cyfry od jeden do dziewięciu. Właściwie wszystko było gotowe, nawet świece przyniesione przez Władka zostały już rozmieszczone w różnych częściach pokoju i płonąc oświetlały stolik i nasze przejęte twarze – brakowało tylko spodeczka. Zbyszek podbiegł do starego kredensu i wyjął deserowy talerzyk, wchodzący w skład serwisu z ćmielowskiej porcelany.
- Nie, tylko nie ten! – krzyknąłem. – Jeśli coś się z nim stanie, matka obedrze mnie ze skóry.
- Nie ma czasu, zaczynajmy!

Lekko zaniepokojony naruszeniem rodzinnej świętości, zasiadłem wraz z kolegami przy stoliku. Panował mrok, rozproszony jedynie światłem świec.
- Duchu, objaw się… - zamruczał Władek.
- Duchu, przybądź… - szeptaliśmy wszyscy trzej.
Nie wiem, ile to trwało. Całkowicie uległem nastrojowi.
Wyczekiwanie zaczęło już się dłużyć, gdy wtem talerzyk wystartował i triumfalnie okrążył blat stoliczka. Drgnąłem przerażony. Chłopaków też chyba zatkało, bo dopiero gdy naczynie kończyło drugą rundkę Władek wyszeptał:
- Kim jesteś, duchu?
Talerzyk ustawił się na środku stolika, a potem pomału ruszył.
- L-O-L-A – literowaliśmy z przejęciem.
- He... - ucieszył się Zbysio. - Lola z Ludwinowa. Ta, co fest frajerów kiwa...
Talerzyk zatrzymał się, by po chwili jeszcze raz wskazać te same litery:
- L-O-L-A – i podążyć dalej – Z-E-L-W-O-W-A
- Ze Lwowa? Jak to ze Lwowa? - zapytał zdziwiony Zbyszek. - Olek, ty jesteś ze Lwowa. Była tam jakaś Lola?
- Ano była... tylko wiecie... - trochę głupio było mi to mówić w obecności ducha – tę naszą to raczej frajerzy kiwali...
- No, nie... - zawył radośnie kolega. – To duch takiej pani? Heh, chłopaki, bardziej by nam się przydała żywa, co nie?
Tego widocznie było zjawie za wiele. Rzucony dziwną siłą spodek poszybował i z rozmachem rąbnął Zbyszka w piszczel.
Chłopak wrzasnął z bólu. Talerzyk się rozbił. Obrażona Lola zerwała łączność. Cały nastrój diabli wzięli.

Pozostało mi tylko zacieranie śladów i smutne oczekiwanie na powrót rodziców, których, o dziwo, bardziej zmartwiła nasza zabawa, niż zdekompletowany serwis. I tak skończyło się moje doświadczenie ze spirytyzmem...

***


Taki był finał przygody dziadka, ale dla mnie historia Loli miała jeszcze ciąg dalszy.
To zdarzenie przetrwało jako rodzinna dykteryjka, opowiadana przy różnych okazjach. Ilekroć wieczorem coś zastukało na strychu, groźnie zaskrzypiały drzwi albo przemknęła spłoszona myszka, mówiono, że to Lola straszy. Wtedy niepokojące dźwięki stawały się bardziej swojskie. Ostatecznie ta, wywołana jeszcze przed wojną duszyca była etatowym straszydłem w naszej rodzinie od dobrych kilkudziesięciu lat - „nasza”, więc bać się jej nie należało.

Oczywiste, że jako dziecko słuchałam historyjki bez zrozumienia. Lola była dla mnie „bobem” (jak z wierszyka: „Idziemy se oba, nie bójmy się boba. Bobo jest malutkie – zbijemy go oba.”) i niczym ponadto. Jednak z czasem przyszła refleksja. Gdzieś tam, w przedwojennym Lwowie, na poły bajkowym świecie „tajojki”, być może żyła jakaś Lola, mogła nawet całkiem inaczej się nazywać, ale była realną dziewczyną, której życie nie było usłane różami. Kiwali ją ci cholerni frajerzy, a ona może nie miała wyboru, a może zbyt miękkie serce... Po śmierci jeszcze pechowo trafiła na takich głupich szczeniaków, którzy wyśmiali, zamiast wysłuchać... Biedna...
Może to śmieszne, ale zaczęłam się modlić za tę lwowską dziewczynę, w której istnienie nawet nie bardzo wierzyłam. Najpierw prosiłam za nią z przekonania, później już tylko z przyzwyczajenia...

Potem przyszła depresja, która sprawiła, że zniknął cały czwarty wymiar. Wiara stała się pustym pojęciem. Przestały istnieć przeczucia i śniły tylko bezsensowne koszmary. Diabli wzięli wszystko, co tajemnicze. Nawet otaczający realny, materialny świat wyblakł i uległ spłaszczeniu.
Jednak któregoś dnia nastąpiło coś wspaniałego. Odwiedziła mnie Lola. Tak po prostu. Tym razem nie potrzebowała seansu spirytystycznego. Pojawiła się całkiem zwyczajnie. Znienacka.

Wychodziłam właśnie z łazienki zawinięta w ręcznik, kiedy ją zobaczyłam. Nie kątem oka, jak zazwyczaj dostrzega się dziwy, ale najnormalniej w świecie, w samym środku pola widzenia. Wyglądała zupełnie inaczej, niż sobie ją wyobrażałam. Właściwie dość banalnie. Miała długie, jasne włosy i błękitną sukienkę. Stała na środku kuchni i uśmiechała się do mnie.
Jak to z duchami bywa, nie pozostawiała wątpliwości kim jest i po co przyszła. W głowie, niczym neon, zapaliła się świadomość, że to Lwowska Lola przyszła podziękować za życzliwość.
Jak to ze mną bywa, myśli poszybowały w niespodziewanym kierunku. Poczułam złość, że musiała pojawić się właśnie teraz, w takiej niezręcznej sytuacji, kiedy cała moja uwaga skupiona była na ręczniku, który jakoś nie chciał się utrzymać na mokrych po kąpieli wdziękach.
Tym tokiem rozumowania musiałam rozbawić ducha, gdyż uśmiechnął się jeszcze promienniej i wolno rozpłynął w powietrzu. Zniknął, pozostawiając mi wiarę w wielowymiarowość świata. Po chwili w miejscu pojawienia się Loli można było dojrzeć jedynie suszarkę, na której obciekał niedawno umyty talerzyk – niedobitek z serwisu prababki.
I taki jest prawdziwy koniec historii Loli ze Lwowa.


Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
SzalonaJulka · dnia 02.08.2010 08:11 · Czytań: 2511 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 28
Komentarze
Jerzy dnia 02.08.2010 09:23 Ocena: Bardzo dobre
Julcia. Bardzo fajnie prowadzisz czytelnika przez tę historyjkę. Dobra narracja i lekko wciąga. Natomiast całkowicie rozłażą się szwy w zakończeniu. Spodziewałem się czegoś ciekawszego, bo duchy itd. A tu talerzyk zwrócony i nawet wymyty. Nie bardzo rozumiem też co ma wspólnego z opowiadaniem Lwów - spodziewałem się jakiejś intrygi związanej z tym miastem. Moim zdaniem takie opowiadania muszą mieć wyraźny i mocny suspens. Mimo wszystko nie żałuję, że przeczytałem.
czupurka dnia 02.08.2010 10:45 Ocena: Bardzo dobre
Bardzo dobrze się czytało. Mnie osobiście zdziwiła nieco narracja w części opisującej seans dziadka. Mim skromnym zdaniem narracja w pierwszej osobie zderza się z częścią opisywaną przez wnuczkę. Ale poza tym całkiem zgrabna opowieść. Pozdrawiam.
zawsze dnia 02.08.2010 11:11
Witaj, Szalona!:)
Cytat:
a także cyfry od jeden do dziewięciu.
A może od zera?
Cytat:
I to jest prawdziwy koniec historii Loli ze Lwowa.
Zupełnie subiektywnie zrezygnowałabym z "i".

Zaczytałam się, aż miło. Lola zjawiła się, jakby nigdy nic, a jej uśmiech na chwilę rozjaśnił ciemność, która osnuła bohaterkę. Podoba mi się, podoba!:)
Zostawiam uśmiechy.
SzalonaJulka dnia 02.08.2010 11:31
Dziękuję wszystkim za poczytanie :)

Jerzy, może o to chodzi, że duch pojawia się tak "zwyczajnie", bez efektów specjalnych...

czupurko, lubię eksperymenty z narracją - dwóch narratorów, to moim zdaniem nic dziwnego

spalonka, cieszę się, że rozumiesz o co mi chodziło - duch mimo mrocznych skojarzeń, może nieść jasność
Wasinka dnia 02.08.2010 12:14
Bardzo gładko się czyta to, co piszesz. Historia ciekawa, "podrasowana" czasem nutką humoru. Naprawdę fajnie. I Lola - sympatyczny duch przywracający wiarę w irracjonalność i duchowość świata realnego. Z chęcią przeczytałam.
Pomyślałam tylko, że ostatnie zdanie niepotrzebne. Przypuszczam, że miało na celu "uzwyczajnić" opowieść, jednak zrezygnowałabym z niego albo nieco zmieniła. Subiektywne spostrzeżenie (zresztą jak wszystkie ;) ).
Pozdrawiam.
SzalonaJulka dnia 02.08.2010 13:16
Dzięki Wasinko :)
pomyślę jeszcze nad tym ostatnim zdaniem, ale chciałam nim nawiązać do opowiadania dziadka - historia ma przecież dwa zakończenia - jego i narratorki
Wasinka dnia 02.08.2010 13:41
Wiem, Szalonko, wiem. Może rzeczywiście lepiej zdania nie wyrzucać, jednak delikatna myśl o zmianie mi się nasunęła.
Pozdrawiam :)
Miladora dnia 02.08.2010 19:12 Ocena: Bardzo dobre
Wasinka przyszła bez sekatora? :D

No to ją zastąpię... ;)

- wysunęliśmy okrągły stolik na sam środek salonu/kredensu, pyszniącego się na środku salonu - naprawdę kredens stał na środku salonu???

- wyjął deserowy talerzyk, należący do serwisu z ćmielowskiej porcelany. - jakoś rytm mi tu nie zagrał. Może "wchodzący w skład serwisu..."?

- Nie, tylko nie ten(!) – krzyknąłem. – Jeśli coś się z nim stanie, matka obedrze mnie ze skóry(!) - podkreśl ten krzyk wykrzyknikami
- Nie ma czasu, zaczynajmy(!) - tu też, żeby tak bezpłciowo nie wyszło

- płonąc oświetlały stolik i nasze przejęte twarze/Panował mrok, rozproszony jedynie światłem świec/Ogarnęła nas ciemność i cisza. - ??? Niezbyt logiczne

- No, nie... - zawył radośnie kolega(.) – (T)o duch takiej pani?

- Rzucony dziwną siłą spodek poszybował i z całej siły uderzył

- Ostatecznie to ta, wywołana jeszcze przed wojną duszyca była etatowym straszydłem w naszej rodzinie od dobrych kilkudziesięciu lat, „nasza”, więc bać się jej nie należało. - dałabym dla rozjaśnienia tego zdania tak:
- Ostatecznie, to ta, wywołana jeszcze przed wojną duszyca, była etatowym straszydłem w naszej rodzinie od dobrych kilkudziesięciu lat - „nasza”, więc bać się jej nie należało.

- a ona może nie miała/A po śmierci jeszcze - wpada na siebie

- Najpierw prosiłam za nią z przekonania, później już tylko z przyzwyczajenia... - sugeruję "z nawyku" - jest lepszy rytm

- Odwiedziła mnie Lola. Tak po prostu. Tym razem nie potrzebowała seansu spirytystycznego. Pojawiała się całkiem zwyczajnie. - konsekwencja czasu "Pojawiła się"

- Jak to z duchami bywa/Jak to ze mną bywa - wpada na siebie

Jakiś przecinek jeszcze mi mignął po drodze i tyle tego plewienia na dzisiaj. ;)
Uwielbiam takie historie i żałuję, że nie mnie się przytrafiła.

- I to jest prawdziwy koniec historii Loli ze Lwowa. - mogłabyś trochę przerobić to zdanie:
- I taki jest prawdziwy koniec historii o Loli ze Lwowa. - albo:
- I to właśnie jest prawdziwym końcem historii o Loli ze Lwowa.
W każdym razie coś w tym sensie.

Buziak, Szalonka.
W ramach TWA dam Ci piątkę, ale z minusikiem za omsknięcia. :D
SzalonaJulka dnia 02.08.2010 19:52
Łomatko, jutro rzucę się plewić chwasty :rip:
Jack the Nipper dnia 02.08.2010 21:28 Ocena: Bardzo dobre
Jest bardzo dobrze, a odzyskany talerzyk to jeden z najlepszych nienachalnych happy endów.
Do świetności trochę brakuje, trochę za mało tutaj bajania. Mozna było ciut wiecej wycisnąć. Jednak ogólne wrażenia pozytywne i tego sie trzymajmy.
Poke Kieszonka dnia 03.08.2010 08:00
:)ja chyba zaczynam czuć ciągotki do prozy, nie wrócić czytać to czytam Was zawsze, ale rzadko komentuję, a teraz jakieś nawrócenie czuję, chyba możliwość dialogu w tekście prozatorskim mnie przyciąga, a zresztą czy to ważne, no i bęc Juleczko trafiło Ci się przed wyjazdem, ale odkujesz to sobie wiem, zgodnie z pewna umową.
No i super, błędów Ci nie wskaże, bo ja tego wciąż nie potrafię należycie zrobić, ale historia jaka zapisałaś jak najbardziej wciąga(nawet pozwoliła mi swoje pewne przeżycia w podobnym temacie uruchomić),czyta się doskonale, właściwe prowadzisz czytelnika - budzisz z każda linijka zainteresowanie tekstem:) i tak chyba trochę mi czegoś jeszcze zabrakło na koniec, no niby sprawnie to zamknęłaś, ale ja jeszcze chciałabym chyba poczuć jak ten niedobitek z serwisu babki zostaje osuszony, a może przez przypadek ląduje w koszu, ot symbolika niedobitka jest tu bardzo wymowna.Ech co tam takie kaprysy czującego czytaka.Przyjemnie tak sobie rankiem przy takiej pogodzie poczytać i odlecieć na chwile w inne przestrzenie.Serdeczności z mojej kieszonki
SzalonaJulka dnia 03.08.2010 09:44
Uff... wyplewiłam... przynajmniej to, z czym się zgadzam, bo np. powtórzenie jest celowe.

Jack, dziękuję :)

Poke, dzień dobry :) poczytałaś, teraz bierz się za pisanie ;)
Elwira dnia 03.08.2010 21:41 Ocena: Bardzo dobre
Cytat:
Kiedy to mogło się zdarzyć? Zaraz po przeprowadzce do Krakowa…

Kiedy mogło się to zdarzyć? (chyba lepiej brzmi) w drugim zdaniu jakoś mi rytm szwankuje, jest za krótkie, spróbuj może tak: Hm... Pewnie zaraz po przeprowadzce... albo sama pokombinuj

prawie cały pierwszy akapit (początek) jest ze zdań pojedynczych, a może dałoby się niektóre połączyć albo zrobić złożonymi? Bo tak jest jakbyś siekierką waliła.

Cytat:
Wreszcie nadarzyła się, kiedy rodzice,

wreszcie bym wyrzuciła

Cytat:
gdy wtem talerzyk wystartował i triumfalnie okrążył blat stoliczka.

wyrzuciłabym to, co pogrubione

Cytat:
to Lola straszy. Wtedy te niepokojące dźwięki stawały się bardziej swojskie. Ostatecznie to ta


Całkiem fajna historia, bez słodzenia, bez nachalnego happy endu, bez naciągania. Lubię wspominki, lubię duchy i niewyjaśnione dziwności, które stają się rodzinnymi legendami i to na plus. Opowieść dziadka zrobiłabym w narracji trzecioosobowej, jako przekazaną przez kogoś trzeciego, wtedy nie zlałaby się z opowieścią bohaterki. Poza tym bardzo ładny tekst.
Pozdrawiam.
SzalonaJulka dnia 04.08.2010 11:36
Dzięki Elwirko za wizytę :)
na razie poprawiam "totanie", na pozostałe sugestie spojrzę świeżym okiem po powrocie
narracja z założenia miała być pierwszoosobowa we wszystkich częściach - taka jakby skrzynkowa konstrukcja - potem wypadł jeden narrator, ale może wróci
fanny dnia 04.08.2010 19:35
super, Julko - fajny, lekki, dowcipny język. ja bym z "i" w ostatnim zdaniu nie rezygnowala :) natomiast kilka momentow mi nie pasuje. np. zdanie Po chwili w miejscu pojawienia się Loli można było dojrzeć jedynie suszarkę, na której obciekał niedawno umyty talerzyk – niedobitek z serwisu prababki. - zwlaszcza to "w miejscu pojawienia się Loli" brzmi ciężkawo. ale ogolnie bardzo mile opowiadanko :)
Bardzki dnia 04.08.2010 22:36
Dobrze się czytało, ale podczas czytania myślałem, że Lola wywinie lepszy numer. W końcu była ze Lwowa , a to nie byle co.
Skropka dnia 06.08.2010 15:01
Początek zaciekawia, później jest nieco gorzej. Ale ogółem zgrabna historyjka :)
andro dnia 01.09.2010 20:20 Ocena: Bardzo dobre
No tak. Zostawić was na parę chwil i proszę, co się wyrabia.
Duchy Loli śmigają na wysokości lamperii i rzucają spodkami... :)

Julka - warsztat nie zgnębiony powodziami, trybiki grają naoliwieniem.
Fajnie się czytało i nawet pointa nie pointa jest ok.
Tylko jakoś za mało tego, co zostaje po przeczytaniu - wiesz, czegoś, co utkwi w umyśle jak ślad nartnika na wodzie...
Ale pomysł jest. ;)
Pozdrowionka!
SzalonaJulka dnia 02.09.2010 13:28
No tak. To już nas nie zostawiaj ;)

Myślę, że wszystkie duchy, które kiedykolwiek spotkałam były całkiem zwyczajne i nie pozostawiały śladów, ale cóż - ciągnie swój do swego.
Pozdrówki
ekonomista dnia 24.01.2012 22:16
Gdyby ten talerzyk przeleciał przez Lolę i rozbił się o ścianę, wówczas zwrot talerzyka byłby bardziej logiczny i wiarygodny :)
SzalonaJulka dnia 25.01.2012 08:37
...a gdyby talerzyk przeleciał przez narratorkę, byłoby zabawnie, choć wtórnie ;) Pozdrawiam :D
Dagil dnia 28.01.2012 22:04
Oj Szalona, Szalona!
Czy masz za sobą zabawę z poruszającym się talerzykiem? Bo ja tak. Pokazała ją nam moja teściowa. Dołączyłam do zebranych z zażenowaniem, ale później przyglądałam się z ciekawością. Wszystko się skończyło, gdy zjawił się teść mojej teściowej, który podobno bardzo nie lubił synowej i wypisał składając literki, co o niej nadal myśli.
Tak się kończą prawdziwe spotkania z duchami. Przy okazji - moja teściowa i jej teść też byli ze Lwowa.
Pozdrowienia
SzalonaJulka dnia 29.01.2012 13:39
Dagil, piękna historia - do opisania :) ja osobiście nie próbowałam takich zabaw, nauczona doświadczeniem dziadka.
Pozdrówki
Dagil dnia 29.01.2012 14:31
Witaj Julka!
Może rzeczywiście napiszę, szczególnie że był ciąg dalszy, ale trochę mi głupio, zupełnie jakbym podkradała Ci temat. Zastanowię się.
Uśmiechy przesyłam.
SzalonaJulka dnia 29.01.2012 15:29
No co Ty... ja opisałam swoją rodzinną historyjkę, Ty opisz swoją - z chęcią poczytam :)
Dagil dnia 29.01.2012 16:23
Słodka jesteś, ale nim cokolwiek napiszę, pomyślę, po co mam to pisać. Muszę znaleźć powód.
W mrożny, szary śląski dzień kłaniam się słonecznie!
JaneE dnia 12.02.2012 12:28
Szalonko, cieszę się, propozycje redakcji pozwoliły mi "odgrzebać" staruszka, który gdzieś mi umknął.

Twoja opowieść idealnie wpasowała się do mojego nastroju. Lekko nostalgiczna, z nutką uśmiechu. Niosąca wiarę w inny świat, który jest gdzieś obok, tuż za rokiem, tuż za zamkniętymi drzwiami.

Bardzo ładnie.
SzalonaJulka dnia 12.02.2012 20:47
Sama się zdziwiłam, jak zobaczyłam tę ekshumację ;)

Miło mi, że "złapałaś" klimat - bo właśnie o takie nienachalne współistnienie światów mi chodziło.

Buziak
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Yaro
12/11/2019 09:16
Dziękuje i zapraszam częściej do siebie :) .Pozdrawiam… »
BlueRiver
12/11/2019 09:04
marzenna chętnie przeczytam te wiersze :) Dziękuję za… »
marzenna
12/11/2019 08:52
Blanche, adam poeta, Arkady Widzę, raczej nie widzę… »
marzenna
12/11/2019 08:23
valeria Wszystkie twoje teksty są piękne, jak małe… »
marzenna
12/11/2019 08:14
Yaro Przemawia do mnie cały tekst, obiecujący, obrazowy,… »
marzenna
12/11/2019 08:09
Greg to już było :) Pisz o malarstwie, o wróblach, o kotach.… »
marzenna
12/11/2019 08:06
Kobra Zaburzenie somatyczne, praktycznie ogarnęły cały… »
marzenna
12/11/2019 07:55
Blue Ty z jednej traumy, w drugą :) Zmień lekarza. :) Chyba… »
BlueRiver
12/11/2019 06:36
Życie samo pisze scenariusze - raz lepsze, raz gorsze... »
Kamila N
12/11/2019 06:35
Wiersz do mnie mówi. »
marzenna
12/11/2019 06:30
Kamila poniosło cię :) :) :) »
Kamila N
12/11/2019 06:25
Ja widzę krzyk Muncha. W tym slocie; »
marzenna
12/11/2019 06:22
Kamila Masz rację, ja widziałam tylko trumnę, gwoździe,… »
Kamila N
12/11/2019 06:00
Lubię wiersze, które do mnie mówią, mówią, całe są metafora,… »
Kamila N
12/11/2019 05:41
Taki wiersz sie pisze raz na całe życie. Bo to emocja niesie… »
ShoutBox
  • mike17
  • 10/11/2019 17:42
  • Jeszcze 5 dni pozostało, by nadesłać swoją pracę na MUZO WENY 8, konkurs dla prozaików. Sprężcie się i ślijcie swoje utwory : [link]
  • Kazjuno
  • 09/11/2019 13:56
  • Przepraszam, Dobra Kobro za długie teksty... Kto wie? Może się kiedyś uda napisać krótki?
  • Dobra Cobra
  • 09/11/2019 13:19
  • Kazjunio, to Internet - każdy czyta co chce i komentuje, jak mu się chce. Nie wymuszaj komentów. Długie formy słabo się sprzedają w tym medium. Pisz dla wlasnej satysfakcji, a nie poklasku. Bez urazy.
  • Kazjuno
  • 09/11/2019 10:06
  • Dzięki Antosiu. Już od dawna wiem, że jesteś poczciwcem o gołębim serduszku.
  • AntoniGrycuk
  • 09/11/2019 09:33
  • Dobra, Kazjuno, jestem czuły na płacz, więc wieczorem postaram się przeczytac ;)
  • Kazjuno
  • 09/11/2019 08:38
  • Chlip, chlip... jest mi przykro. Poza odważną Al-Szamanką, reszta Koleżanek i Kolegów, olała komentowanie Gry cz. 12. Czyżbym na PORTALU wywołał zgorszenie?...
  • Dobra Cobra
  • 08/11/2019 18:02
  • Star Wars kontra Marvel kontra DC na przestrzeni lat: [link]
  • mike17
  • 08/11/2019 12:22
  • Jeszcze mamy tydzień na nadsyłanie prac do MUZO WEN 8, konkursu dla prozaików. Serdecznie zapraszam do udziału : [link]
Ostatnio widziani
Gości online:17
Najnowszy:ydahyw
Wspierają nas