Ekonomia na wesoło - tulipanowka
Publicystyka » Felietony » Ekonomia na wesoło
A A A
Niektórym się zdaje, że aby pisać, czy słownie wypowiadać się na jakikolwiek temat, należy być ekspertem lub nim nie będąc robić przynajmniej takie wrażenie. Innymi słowy wypada ustawić się na pozycji: wszystko wiem, wszystko pamiętam, znam wszystkie fakty i okoliczności oraz byłem w miejscu wydarzeń. Podobno na takiej postawie opiera się również rzetelność dziennikarska.

No bo jak by to wyglądało, gdyby polityk zaczął mówić, że właściwie to się na danej tematyce nie zna, niewiele z tego rozumie, głosuje jak mu każą, bo obowiązuje dyscyplina partyjna (a jak się wyłamie, to będzie podpadnięty). No jak by to wyglądało? Nieładnie! Fatalnie! On musi i powinien z pełnym przekonaniem wygłosić kwestię, że świetnie zna się na zagadnieniu, dokładnie go analizował, a głosował zgodnie z własnymi przekonaniami i sumieniem.
W tym miejscu ja nie chcę zarzucać totalnej niekompetencji, czy twierdzić, że ów hipotetyczny polityk na niczym się nie zna. On może znać się na tym i owym, ale akurat w dziedzinie, o którą został zapytany, już nie. Nie bądźmy naiwni, bardzo mało jest ludzi rzeczywiście posiadających wszechstronna wiedzę i doświadczenie.

Niektórym się zdaje, że aby pisać, czy słownie wypowiadać się na jakikolwiek temat, należy zdecydowanie i jednoznacznie ustawić się na pozycji „za” lub „przeciw”. Świat ma jawić się w czarno-białych barwach. Ci są dobrzy, a tamci źli. Tych popieram, tamtych ganię. Ci są mądrzy, a tamci głupi (a wypowiadający jest zawsze za mądrymi). Pieski są kochane i słodkie, dlatego jesteśmy za zwiększeniem datków na schroniska dla psów. Pieski cierpią, bo jest im ciasno w wielozwierzęcych kojcach, bo potrzebują miłości i tak dalej. Chciałabym wspomnieć, że badania wskazują, że świnie są bardzo inteligentne, często bardziej niż psy, a nawet jakby i nie były – to niby dlaczego ich życie miałoby być mniej cenne niż psów? Świnię trzeba zabić, aby nakarmić jej ciałem psa. Na to zdanie skrzywią się niektórzy komentatorzy, bo tak nie może być! Trzeba być konsekwentnym i pisząc o psach, należy wybiórczo selekcjonować fakty. Nie wolno wyskakiwać z opisem przerażenia i strachu świń idących na rzeź. Nie wolno łączyć tych faktów! Nie dość, że to nieestetyczne, to jeszcze czytelnik zacząłby się zastanawiać (o zgrozo!), a przecież lektura tekstu powinna jednoznacznie narzucać poglądy i przekonania. Rzecz jasna, ja nie zgadzam się z tego typu założeniami.
W felietonach uczciwie przyznaję się, że nie jestem specjalistą w dziedzinach, na które mam czelność się wypowiadać, a moje poglądy należy traktować jako głos dyskusji.
Nie trzeba być jajkiem na patelni, aby mieć prawo wypowiadać się w temacie smażenia jajecznicy. Pewne mechanizmy dostrzegalne są gołym, nieuzbrojonym okiem. Naprawdę.

Czy to jest nierzetelność, że wspominam zdarzenia i sytuacje, których byłam świadkiem? Niby powinnam sięgnąć po analizy sporządzone przez fachowców? Bo przecież moje oceny skażone są indywidualizmem i pesymizmem?
Ładnych parę lat temu urodziłam swoje pierwsze dziecko. Chociaż rodziłam wygoniono mnie ze szpitala, nakazując przyjść później. Wymęczyłam się straszliwie przez całą noc, by wszelkimi siłami powstrzymać poród (człowiek się boi, że samodzielnie działając może coś sknocić i zaszkodzić dziecku). Rano musiałam przykurczona długo klęczeć (najwidoczniej w takiej pozycji mój ból był najbardziej znośny) na korytarzu, żeby łaskawie mnie przyjęto do szpitala (urodziłam prawie natychmiast). Litanię nieszczęść mogłabym ciągnąć: że guzik do wzywania pielęgniarek nie działał, o czym przekonałam się w nocy, w sytuacji, gdy umierałam ze strachu, bo z dzieckiem stało się coś niesłychanie dla mnie niepokojącego, i tak dalej, i tak dalej. Ale ja nie o tym. Chciałam wspomnieć o mojej sąsiadce, która była Cyganką. Ona właśnie najwięcej mi pomogła. Dlatego ja złego słowa o Cyganach nie powiem. Mnie osobiście niczego złego nie zrobili, a wręcz przeciwnie. To jest nierzetelność? Powinnam narzekać na żebrzące na dworcach cygańskie dzieci? Nie są wcale gorsze od tych facetów, co udają, że zbierają na bilet, czy tych co sprzedają krzyżówki, z których dochód niby ma iść na biedne dzieci, od wszelakich oszustów różnej maści. Cyganie nie chcą się asymilować i kierują się własnymi wartościami. Są biedni i słabo wykształceni, ale może szczęśliwsi? Ja tego nie wiem, nie przeprowadziłam badań statystycznych, w mojej okolicy nie mieszkają Cyganie, ale uważam, że wolno mi wyrazić własną refleksję, że być może istnieją czynniki, wartości, które oni bardziej cenią niż dobrze płatna praca.

Jeszcze trochę o rzetelności dziennikarskiej. Kiedyś do zakładu, w którym pracowałam przyjechali ludzie z telewizji, żeby nakręcić materiał do relacji/filmu dokumentalnego. Bez żadnych ceregieli upomnieli się o łapówkę (w towarze wytwarzanym w owym zakładzie). Podejrzewam, że te same osoby kręcą reportaże o lekarzach biorących koperty (a zachowują się dokładnie tak samo). Oczywiście nie mam dowodów i innych przykładów. Dlatego według niektórych nie mam prawa do krytyki i wyrażenia własnych spostrzeżeń.
Dziennikarze. Poznałam kiedyś jednego, który niczym sławny na całą Polskę agent Tomek, zbierał ciekawe materiały przeistaczając się w rolę amanta. Pod przykrywką miłosnej bliskości dusz bez najmniejszych skrupułów wyciągał od pań najbardziej skrywane tajemnice. Być może i panie dziennikarki działają w podobny sposób? Nie wiem. Nie słyszałam. Ale uważam, że wolno mi w tekście ostrzec innych.
Nie jestem do nikogo uprzedzona, co próbuje mi się często zarzucać: ani do żadnej z płci, ani do żadnej grupy zawodowej, ani do wyznawców którejkolwiek religii, ani do przedsiębiorców, ani do urzędników.
Uważam, że w każdej branży, czy grupie spotkać można, mówiąc kolokwialnie, i tych dobrych i tych złych, i tych moralnych i tych, co nie trzymają się żadnych etycznych zasad. Poza tym pewne sytuacje wymuszają na ludziach zachowania czasem sprzeczne z ich światopoglądem. Niektórzy kierują się zasadą mniejszego zła, a inni „że tak wszyscy robią”, a jeszcze inni sądzą, że „cel uświęca środki”. Dlatego szufladkowanie, czy bezmyślne wartościowanie zaliczam do błędów.

Sztuka. Wiele osób nie chce oglądać sztuki współczesnej, twierdząc że jej nie rozumie. Moim zdaniem takie podejście wynika z wtłaczanej filozofii, że trzeba być ekspertem, żeby zyskać prawo i śmiałość do wypowiedzi i wyrażenia własnych odczuć.
Słyszysz muzykę. Podoba ci się ona, czy nie? Pytanie zasadnicze. Nie musisz wiedzieć jaki to gatunek muzyki, skąd się wywodzi, o co właściwie chodziło twórcy, jakie instrumenty muzyczne składają się na brzmienie utworu, jak się nazywa autor i czy krytycy go chwalą, czy raczej psy wieszają, żeby odpowiedzieć na proste pytanie, czy muzyka ci się podoba. Tak samo jest z obrazem, rzeźbą, czy instalacją. Podoba się, czy nie? Twórca pomontował obok siebie kłębki wełny i wypchane trocinami nogi. Możliwe, że chodziło mu o coś głębszego. Jednak najprawdopodobniej zrobił to, ponieważ uznał, iż to jest interesujące, oryginalne zestawienie. Ładna bluzka z motywem kwiatowym, czy pościel w figury geometryczne. Tu nie musi być głębia – w sensie ponadczasowego przekazu. Po prostu coś jest ładne, ciekawe i tyle. A że znawca sztuki doszuka się czegoś jeszcze – to jest to jego indywidualna ocena.
Jak wspominałam, w każdej branży bywają zarówno geniusze, dobrzy rzemieślnicy, jak i partacze. Nie każdy z zawodu „artysta” ma talent i cokolwiek do przekazania. Dokładnie tak samo jak nie każdy nauczyciel potrafi tłumaczyć, a nie każdy lekarz leczyć.

Ekonomia. Człowiek ma prawo głośno powiedzieć, że jego zdaniem podatki i ceny są zbyt wysokie w stosunku do zarobków. To nie jest nadużycie i nierzetelność, tylko dlatego, że wygłosił to człowiek bez ekonomicznego wykształcenia. To jest głos osoby niezadowolonej, który wolno zlekceważyć lub nie. Może się okazać, że jeden głos zyska poparcie tysięcy. Wtedy znaczenie opinii wzrasta.
W wielu dziedzinach spotkać się można z sytuacją, że przepisy jeszcze nie są uchwalone, a już są tacy, którzy wymyślili jak je obejść. To kto jest lepszym ekonomistą? Ekspert z tytułami, czy cwaniaczek, który po jednorazowej lekturze projektu już widzi luki i niejednoznaczne zapisy?
Cały czas polemizuje z komentatorami, którzy uważają, że przyznając się do niekompetencji, braku wykształcenia, czy doświadczenia w wielu branżach, śmię wyrażać własne zdanie.
(Oni chyba nie słyszeli o technice „burzy mózgu” polegającej na wygłaszaniu nawet najbardziej niedorzecznych pomysłów. Okazuje się często, że najlepsze rozwiązanie rodzi się w głowie osoby nie zajmującej się poddawanym „burzy mózgu” zagadnieniu. Ta osoba jest wolna od rutyny i schematów, dlatego niejako jest jej łatwiej wpaść na błyskotliwe koncepcje).

Przedsiębiorcy, a urzędnicy.
Przedsiębiorca wścieka się, ponieważ potyczki z urzędami są zwykle męczące i czasochłonne. Jak w „Procesie” Kafki odsyłani są z pokoju do pokoju, z instytucji do instytucji, a za byle świstek muszą płacić. Wkurzają się na nielogiczne wytyczne, które urzędnik nakazuje im spełnić. A najbardziej denerwują się kontrolami, ponieważ zwykle wiele rzeczy odbiega od wymogów narzuconych prawem (Zastanawiające, że stosunkowo powszechna jest opinia, że przedsiębiorcą długo nie pobędzie ten, kto chciałby literalnie spełnić wszystkie zalecenia i normy).
Urzędnik, z którym kontaktuje się przedsiębiorca, nie jest w lepszej sytuacji. Nie on wymyślił system, ani prawo, ani wytyczne wewnętrzne, które musi reprezentować (a posłowie i rządy). Nie jego winą jest bzdurność i brak logiki w przepisach.
Sama administracja częstokroć nie ma struktury piramidalnej. To znaczy do obsługi interesantów jest zbyt mało osób w stosunku do urzędników wyższego, w tym kierowniczego szczebla. Ten na dole za wszystko odpowiada, wszystko powinien wiedzieć, za wszystko może być obarczony odpowiedzialnością i ukarany. Poza tym zakłada się, że wykonuje najprostsze czynności, dlatego bywa najsłabiej wynagradzany.
W podrzędnych urzędnikach, traktowanych ze wzgardą z każdej strony (czyli rodzimej instytucji oraz interesantów), rodzi się frustracja. Po pewnym czasie dochodzą do przekonania, że najlepiej bezrefleksyjnie robić tylko tyle, ile się od nich wymaga. Przestaje im się chcieć szczegółowo wyjaśniać, albo latać po sąsiednich pokojach, tylko po to, żeby interesant szybciej załatwił sprawę.
Prawda bywa wielowymiarowa. Przedsiębiorcy nie są wyłącznie biednymi, nieszczęsnymi ofiarami, których się tylko łupi i czepia. Kiedy można zachowują się nie lepiej. Potrafią pokazać ostre pazury. Za prostą usługę żądają nieadekwatnie wysokiej gratyfikacji. Nie mają litości, gdy wyczują, że klient jest kompletnym laikiem i wykorzystują sytuację, że jest na ich pomoc skazany. Natomiast pracownikom płacą tylko tyle, za ile znajdą chętnych do pracy. Małe znaczenie ma fakt, że to pracownicy wypracowują spore zyski dla przedsiębiorcy i że to dzięki ich pracy, on się bogaci.
Do wydziału marketingu przedsiębiorca chce zatrudnić osoby ze znajomością języków obcych. Zgłasza się tysiąc germanistów, stu anglistów i jeden człowiek władający językiem koreańskim. Zatrudniony germanista otrzyma pensję w wysokości tysiąca złotych, anglista dwa, a osoba od koreańskiego siedem tysięcy.
Anglista z germanistą będzie obłożony licznymi zadaniami – składanie ofert, spotkania z kontrahentami, tłumaczenia, a i tak przedsiębiorca najbardziej doceni koreanistę, który w miesiącu faktycznie przepracuje raptem kilka godzin. Bo on jest cenny, posiada umiejętność, która jest mało powszechna, bo taki pracownik jest bardzo trudno zastępowalny (aż się dziwię, że jeszcze nie wdrożono współczynnika zastępowalności – jego określenie wyznaczałoby wartość człowieka na rynku pracy; również przy wyborze kierunku studiów, czy profilu klasy w szkole średniej jakże cenna by była znajomość takiego współczynnika).
Ta zasada obowiązuje wszędzie. Na tym polega kapitalizm.
Jednak to nie jest sprawiedliwe, bo nawet jeżeli każdy może wykonać daną czynność, to nie znaczy, że wysiłek i trud włożony w jej wykonanie był mały. To jest nieuczciwe, by osobom pracowitym i sumiennym, ale z niskim współczynnikiem zastępowalności, brakowało na jedzenie i podstawowe opłaty.

Jak powszechna jest żonglerka faktami widać na wielu przykładach. Smaruje się artykuliki i wzywa do demonstracji przeciwko manipulacjom genetycznym. Zabrania się badań nad ludźmi. Straszy się ludzi żywnością zmienioną genetycznie. A to, że związki chemiczne zawarte w lekach produkowane są przez zmodyfikowane genetycznie mikroorganizmy? Tego już nie upowszechnia. Te prawdy nie pasują do świata w barwach czarno-białych. Skoro lekarstwo może ratować życie i stanowi namacalny, realny dowód na przydatność tej technologii, więc najlepiej o tym nie wspominać. Lepiej wciskać slogany i ogłupiać ludzi.

Żeby domyślić się o co naprawdę chodzi, moim zdaniem, należy spróbować postawić się na miejscu pomysłodawcy. Już od najmłodszych lat należy w dzieciach wyrabiać tego typu myślenie (w ramach wychowania i przygotowania do życia w społeczeństwie). O co chodzi w zdrapkach, toto-lotkach, automatach do gier, konkursach? To takie oczywiste, że aż dziw, że tyle lat to funkcjonuje. Ludzie wykładają dwa miliony, żeby jeden człowiek wygrał milion. Ale kto zyskuje drugi milion? Pomysłodawca zabawy! Zaraz rozlegnie się krzyk. Tak, tak przyznaję się: nigdy nie zagrałam w toto-lotka i nie kupiłam zdrapki, ale szacować prawdopodobieństwo potrafię. Nie zabraniam nikomu wyrzucać swoich pieniędzy w błoto (dla fantazji, dla marzeń), ale uważam, że korzystających z tego typu rozrywek uświadomić się powinno. Oczywiście bywa także, że celem konkursu nie jest wyłącznie zysk, ale zachęta do pewnych działań (które w sposób mało nachalny, pośrednio wspierają czyjąś grupę interesów).

To chyba na dziś wystarczy.

Ekonomia na wesoło – ciąg dalszy nastąpi (równie niedorzecznie śmieszny, jak powyższy wykład; a dowcip będzie polegać na zupełnym braku sensu i wulgarnej banalności).
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
tulipanowka · dnia 25.09.2010 21:52 · Czytań: 1593 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 8
Komentarze
link a dnia 28.09.2010 08:35
Cytat:
Niektórym się zdaje, że aby pisać, czy słownie wypowiadać się na jakikolwiek temat, należy być ekspertem lub nim nie będąc robić przynajmniej takie wrażenie. Innymi słowy wypada ustawić się na pozycji: wszystko wiem, wszystko pamiętam, znam wszystkie fakty i okoliczności oraz byłem w miejscu wydarzeń. Podobno na takiej postawie opiera się również rzetelność dziennikarska.


Może i niektórym się zdaje. Ja tam nie wiem. Na przykład Tobie się zdaje chyba. Ale jeśli taki wniosek wyciągnęłaś z naszych rozmów o rzetelności dziennikarskiej pod - Twoimi tekstami, to przyjrzę się moim komentarzom i sprawdzę, jakim cudem w ogóle można było je tak od czapy zrozumieć i wyssać wnioski z palca. Bo np., chociażby, w jednej z odpowiedzi mówię, czym wg mnie jest pisanie serio, czyli rzetelne:
Serio. [...] znaczy: "bez rażąco wulgaryzujących uproszczeń". Przy czym, by uniknąć nieporozumień: to niekoniecznie znaczy lub wcale nie "musi" znaczyć - "ekspercko".
http://portal-pisarski.pl/readarticle.php?article_id=22571

Nie. Rzetelność dziennikarska ma zupełnie inną podstawę. Jest nią fakt. Którego nie nagina się i nie naciąga dowolnie, niefrasobliwie, jedynie do własnych potrzeb i dla własnych celów. W imię jakichś odczapnie pojętych - "subiektywności" i "dobra Każdego".

Widzę, jak dla własnych celów potrafisz przeinaczać, to co przeczytałaś. Zupełnie niezgodnie z faktami właśnie. Zaczynam myśleć więc, że w następnej Twojej publikacji w związku z moim zdaniem o fakcie napiszesz odkrywczo i "na wesoło" np.:
Niektórym się wydaje, że rzetelność dziennikarska ma podstawę w gazecie "Fakt".
Dlatego śpieszę wyjaśnić, że pogrubione słowo "fakt" nie oznacza tabloidu, ale ma znaczenie słownikowe:
fakt = to, co zaszło lub zachodzi w rzeczywistości.
I taki fakt w żadnym razie dla rzetelnego dziennikarza nie jest gumką od prywatnych majtek, z której sobie można zrobić procę, bo człekowi akurat przyszła ochota z niej postrzelać, żeby sobie ulżyć.
Pozdrawiam.
tulipanowka dnia 29.09.2010 18:15
Cytat:
fakt dla dziennikarza jest gumką od prywatnych majtek, z której sobie można zrobić procę, bo człekowi akurat przyszła ochota z niej postrzelać, żeby sobie ulżyć

super, kwintesencja poczytnego, cenionego, dobrze opłacanego dziennikarza
link a dnia 29.09.2010 23:09
Tekst w ramce u Ciebie w komentarzu to nie cytat. Mimo że tak go oznaczyłaś. To modelowy, warsztatowy wręcz przykład jednej z ponurych praktyk nieuczciwości w cytowaniu:D Jak niewiele trzeba, żeby zmiażdżyć sens cudzej wypowiedzi, kłamliwie zachowując złudne podobieństwo do pierwowzoru. I już można bez oporu użyć fałszywki zgodnie z własnymi potrzebami. Jesteś w tym niezła, jak widać.
Mogłabyś podać przykład takiego dziennikarza? O jakim konkretnie mówisz?
tulipanowka dnia 30.09.2010 21:36
Link-a proszę Cię nie przesadzaj
jesteśmy w internecie
nie ma co się tak napinać - tutaj nic nie jest prawdziwe
jeżeli w jakikolwiek sposób czujesz się urażona - to przepraszam

zmodyfikowany, podkręcony cytat miał Cię tylko lekko pobudzić w ten jesienny, chmurny dzień :D

ps. cieszę się, że jestem w czymś niezła :lol:

ps nr 2 - nigdy nie wymieniam nazwisk, żeby w razie czego nikt mnie po sądach nie ciągał
link a dnia 30.09.2010 22:26
E tam. Żadnego napinania. Ot, tak, na luzie obserwuję.

Interesujące. Jakiego sensownego związku radzisz mi szukać między tym:

Cytat:
nie przesadzaj
jesteśmy w internecie
nie ma co się tak napinać - tutaj nic nie jest prawdziwe

a tym:
Cytat:
nigdy nie wymieniam nazwisk, żeby w razie czego nikt mnie po sądach nie ciągał

?
Jeśli na necie nic nie jest prawdziwe, to niby dlaczego Ty miałabyś się napinać, że ktoś będzie Cię ciągać po sądach, kiedy podasz bodaj jedno nazwisko dla przykładu?
tulipanowka dnia 02.10.2010 20:39
bo oczernianie kogoś konkretnego stanowi zasadniczą różnicę między opisem patologii, które występują w dowolnie wybranej grupie zawodowej

żeby kogoś oskarżać, trzeba mieć dowody - same słowa nic nie znaczą

poza tym chciałam dodać, że Twoje komentarze, czy utwory innych osób stanowią dla mnie inspirację (tylko i wyłącznie);
ten tekst nie jest atakiem w Ciebie osobiście;
poza tym zwykle tekst nim się ukaże na stronie, kilka dni jest w poczekalni; być może dopisałaś ten fragment "z ekspertcością" później niż ja napisałam "Ekonomię na wesoło"
link a dnia 02.10.2010 22:10
bo oczernianie kogoś konkretnego stanowi zasadniczą różnicę między opisem patologii, które występują w dowolnie wybranej grupie zawodowej
Aha. Thx.
I taka patologia, ale opisana na necie, gdzie nic nie jest prawdziwe, wg Ciebie jest prawdziwa czy nie?
Słowa, które ją opisują, ale widać je na necie, gdzie nic nie jest prawdziwe, są prawdziwe czy nie?

ten tekst nie jest atakiem w Ciebie osobiście
W tej sprawie w ogóle nie ma o czym mówić = jasne. Rozumiem przecież naturalnie, że to żaden atak osobisty. Mnie zupełnie co innego interesuje, kiedy z Tobą rozmawiam.
link a dnia 20.10.2010 11:08
Hej, tulipanowka,

no to jak jest w końcu z tą prawdziwością? Przeoczyłaś pewnie koment, bo o to nie aż tak trudno:) A ja jak byłam głuptas w tej sprawie, tak jestem, heh. Chociaż, jeśli mam w życiu do wyboru wiedzieć, zamiast nie wiedzieć, zdecydowanie wolę wiedzieć.
Mogłabyś parę słów? Czy to byłby zbyt duży kłopot dla Ciebie? Jeśli tak, nie ma sprawy.

Dobrego.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Marek Adam Grabowski
16/10/2019 21:46
Spoko; może powinienem dodać po pierwszym zdaniu znak… »
Kazjuno
16/10/2019 21:30
Wybacz, zwróć uwagę na to pokrętne zdanie. Przeczytałem je… »
Marek Adam Grabowski
16/10/2019 21:22
Kazjuno czy dobrze czytałeś mój komentarz? Przecież ja… »
Lilah
16/10/2019 21:04
I ja się dziękuję za uśmiech :) »
allaska
16/10/2019 20:45
Lilu dziękuję no rozbawilas mnie :) prawda ? No pozdrawiam… »
Lilah
16/10/2019 20:35
allasko, przydałby mi się ktoś taki, ale to raczej marzenie… »
Lilah
16/10/2019 20:31
Fajny tekst, dobre rymy. :) *ę *ń Pozdrawiam… »
Lilah
16/10/2019 20:18
Dziękuję, alasko. :) Dziękuję, Mike. :) »
mike17
16/10/2019 18:55
Quentinie, jakże miło Cię znów widzieć :) Twoje… »
Quentin
16/10/2019 18:09
Coś za coś To opowiadanie ( i nie tylko ono) uświadamia,… »
mike17
16/10/2019 17:09
Miły, sympatyczny wierszyk, Lilu, taki na poprawę humoru :)»
marzenna
16/10/2019 17:08
Wiolin Jest nadzieja w tej piosence. Łatwo nie będzie. Most… »
Gregcem
16/10/2019 16:16
Czyli jest przekaz, jeśli nie poetycki___dzięki, jeżeli… »
allaska
16/10/2019 16:15
Przyjemny :) »
Lilah
16/10/2019 15:54
59 wiosen co to jest przed Tobą jeszcze niejeden… »
ShoutBox
  • mike17
  • 16/10/2019 19:13
  • Jeśli chcesz zaistnieć w portalowej sławie, nie wahaj się już i pisz śmiało do konkursu dla prozaików MUZO WENY 8, gdzie jedynym wymogiem jest napisanie miniatury. Dużo? Nie, mało. Zatem do boju :)
  • allaska
  • 16/10/2019 16:12
  • Gratulacje :) Vanillivi
  • Vanillivi
  • 16/10/2019 14:36
  • Oprócz mnie jest kilku świetnych autorów, więc polecam, dostępne w Empiku razem z numerem Fabulariów w cenie 8 zł.
  • Vanillivi
  • 16/10/2019 14:34
  • Witajcie :) Pochwalę się publikacją w antologii "Dzieci wolności" wydanej przez Fabularie. [link]
  • Dobra Cobra
  • 16/10/2019 08:35
  • Od Chaplina do Jo-jo Rabbit- niezwykła historia komedii o nazizmie: [link] Premiera w Anglii 3go stycznia 2020 roku.
  • Dobra Cobra
  • 15/10/2019 17:41
  • Jest już polski zwiastun nadchodzącej arcyciekawej produkcji kinowej pt. Jo-jo Rabbit: [link]
  • bruliben
  • 14/10/2019 23:22
  • Tyle konkursów, to nie ma mój dziurawiec
  • mike17
  • 14/10/2019 19:35
  • Zapraszam do udziału w konkursie dla prozaików MUZO WENY 8, gdzie piszemy miniaturę na 5000 znaków i wchodzimy do historii: [link]
Ostatnio widziani
Gości online:20
Najnowszy:Yonkeres70
Wspierają nas