Czarodziejka - Tjereszkowa
Proza » Inne » Czarodziejka
A A A
Czarodziejka


Siedziałam w męskim salonie fryzjerskim, cierpliwie czekając na swoją kolej. Przepustka do tego obcego mi na co dzień świata zajmowała aktywnie moje kolana. Aktywnie, czyli wiercąc, kręcąc, podskakując i co tam jeszcze główka czterolatka wymyślić może. Plan był taki, aby chłopiec – mój synek – stracił nieco na bujności czupryny, tym samym dając żywy dowód, że rodzice zauważają i szykują się, choćby w ten sposób, na nadchodzące święta (bo mieszkania świątecznie nie posprzątali). Aha, drugi rodzic – czyli mąż – siedział obok, zdecydowany również poświęcić w ofierze włosy na uczczenie wieloletniej katolickiej tradycji.
Synek miał obiecane, że u „fryzjera raz dwa”, a potem to i tamto i jeszcze to, jeśli tylko będzie grzeczny.
Nie był. Ale oddając mu sprawiedliwość, nie było też „raz dwa”.

W momencie naszego wejścia do salonu, na fotelu siedział świeżo zainstalowany facet, co wywnioskować można było po niezbyt artystycznej, przydługiej fryzurze oraz poprawianej przez fryzjerkę pelerynie na jego szyi. Już wtedy powinnam to zauważyć, ale nie byłam jeszcze skupiona. Wiecie – zagadywanie, rozbieranie, sadzanie latorośli w realu oraz kneblowanie i krępowanie grubym sznurem w myślach – pochłania sporo czasu i jeszcze więcej energii. Tak więc siedzieliśmy i czekaliśmy. W zasadzie ta historia zaczęła się dla mnie w momencie, kiedy synek przećwiczywszy, niczym wprawny jogin, wszystkie możliwe pozycje na moich kolanach, mocno zawiedziony ich właściwościami (np. mierną sprężystością), opuścił je, żeby poznęcać się nad Bogu ducha winnym tatusiem, czytającym zapamiętale czasopismo motoryzacyjne sprzed trzech lat.
Uwolniona nagle od obowiązku podtrzymywania, amortyzowania, łapania i tak dalej, zaczęłam z nudów przyglądać się otoczeniu. Oprócz nas i „świeżo zainstalowanego" w salonie siedziało jeszcze czterech panów (z czego dwóch doszło już po nas). Wszyscy czytali z przejęciem prasę fachową, na oko jeszcze starszą niż ta, która dostała się mężowi.

Ponieważ oko ludzkie jest skonstruowane tak, że podświadomie kieruje się na ruch (kieeedyś od tejże właściwości zależało, czy się znalazło papu, czy też samemu się nim zostało), mój wzrok bardzo szybko przeniósł się na środek sceny – czyli fryzjerski fotel i tańczącą wokół niego fryzjerkę. Pani ta, bardzo ładna dziewczyna, o miłej twarzy i krótkich włosach w kolorze czerwonego wina, na oko dobiegała (albo odbiegała) trzydziestki. Siedziałam prawie centralnie za fotelem. Z tej pozycji widziałam tył głowy „świeżo zainstalowanego”, odbitą w lustrze twarz z zamkniętymi oczami i sylwetkę owiniętą długaśną peleryną, zakrywającą nawet buty. Napisałam „twarz”, choć w momencie obserwacji myślałam „gęba”. Tak, przyznaję – w pierwszej chwili myślałam „gęba”. I nie tylko. Choć to zbyt dobrze o mnie nie świadczy, myślałam – „rany, co za żula musi strzyc ta biedna fryzjerka”. Że taki szary, nieogolony, brzydki i niekształtny jakiś. No, żulinio spod sklepu.
Tak właśnie pomyślałam. W pierwszym momencie.

Po chwili, delikatnie, powolutku, nieśmiało, zaczęłam zmieniać zdanie... Patrzę jeszcze raz na gościa – no szary owszem – ale jakoś tak inaczej szary, tak dojrzale i tajemniczo. Szczęka nieregularna, owszem – ale tak interesująco – jak traper, jak wojownik. Nieogolony – fakt – ale tak męsko i władczo... Patrzę dalej, zafascynowana i zakłopotana tak nietrafnymi pierwszymi wrażeniami. Oczy zamknięte, jak faraon znoszący cierpliwie zabiegi niewolnic. Pod powiekami widać przebiegające myśli: przez kontynenty, przez oceany, może nawet przez orbity. Tak, to na pewno podróżnik jakiś, pod peleryną znoszona bluza i wytarte bojówki. I buty na vibramowej podeszwie. Porządne choć zniszczone. Albo dżinsy i kowbojki z czubkami przez lata wygiętymi ku górze.

Albo harlejowiec jakiś, herszt gangu. Jego motoru, zaparkowanego na tyłach, pilnuje dwóch goryli. A on, pod tą peleryną, w czarnej koszulce i w skórzanych spodniach z ćwiekami po bokach. Facet na chwilę otwiera oczy. Są ciemne jak górskie niebo nocą. Patrzy w lustro na fryzjerkę, która najwyraźniej o coś go pyta. Patrzy niesamowicie intensywnie, mrużąc oczy. Po chwili kiwa twierdząco głową i znowu zamyka te swoje magiczne ślepia.

Wiem! To na pewno artysta, taki wiecie – starej daty – a'la Wysocki. Taki bard dramatyczny. Pewnie pije straszliwie (stąd ten żul na starcie). Ale talent to on ma. Oj ma. Nigdzie nie rusza się bez gitary, która na pewno stoi gdzieś w przedsionku, w czarnym zniszczonym futerale. Teraz układa w głowie kolejny tekst albo melodię. Bo na pewno sam tworzy dla siebie. To widać na pierwszy rzut oka.

Patrzę na włosy, które zaczynają pod rękami fryzjerki przybierać określone kształty. Za długie mu zostawiła – myślę. Pasowałyby mu takie całkiem krótkie, podkreślałoby to jego szlachetnie przytartą twarz. Za chwilę jednak patrzę dokładniej. Ależ ładną mu linię nad czołem zrobiła. Taką oryginalną, subtelną, jak aktorowi albo politykowi jakiemuś! Taka władczość od niego bije. Może to samorządowiec, może działacz jakiś...

Żebym tylko mogła zobaczyć, co tak zachłannie kryje fryzjerska peleryna! Jak jest ubrany? W jakich kolorach? Jakie ma buty? Wszystko bym już wiedziała. Z chwilowego braku pomysłów przenoszę wzrok na tańczącą fryzjerkę. Przez chwilę nie dostrzegam nic niezwykłego. Przez chwilę... Potem powoli dociera do mnie przekaz. Jej palce na włosach. Nożyczki wykonujące nadzwyczaj delikatne ruchy, jakby miały przyciąć nie włosy – a ledwo rozkwitniętą orchideę. Po każdym cięciu ręka muska kosmyki na jego głowie. Jak motyl, jak wiosenny powiew. On reaguje na każdy dotyk. Ledwie to można zauważyć, ale teraz, kiedy wiem, widzę jak na dłoni. To lekkie drgnięcie powiek, minimalnie przedłużony oddech. Jej dłonie po obu stronach jego twarzy, pod pretekstem ustalenia długości baków. Ale mnie nie zwiodą. Ciut za długo, ciut za tkliwie.
I znowu jej palce... ruchy... dotyk. Tu gładzą, tam podnoszą, tu znowu pieszczotliwie mierzwią. Niby wszystkie ruchy uzasadnione, za palcami – grzebień, za grzebieniem – nożyczki...

Zerkam w lustro uważniej, by przyjrzeć się twarzy fryzjerki. Jest taka spokojna. Na ustach tajemniczy uśmiech, zarezerwowany tylko dla jej myśli i teraz – dla mnie - podglądacza. Tak właśnie się czułam. Jak podglądacz. Jakbym patrzyła na coś niedozwolonego, nieprzeznaczonego dla mnie. Ale nie mogłam odwrócić wzroku. Drążyłam ten jej ledwo – uśmiech, z czymś mi się kojarzył. Czułam że myśl mi ucieka, więc zamknęłam na chwilę oczy i wyobraziłam sobie jej twarz z dala od salonu fryzjerskiego. Chwyciłam skojarzenie. Twarz kochanki, która przebudzona, po upojnej nocy, muska dłońmi ciało ukochanego, palcami odtwarza sieć żyłek pod jego skórą. Bez pośpiechu, bez pożądania. Wciąż jest spełniona, wciąż zmęczona. Jej palce jak w hipnozie, gładzą, uspakajają, cicho i delikatnie, tak, by nie przebudzić wciąż śpiącego kochanka...
Zszokowana odkryciem, jeszcze raz spojrzałam na twarz fryzjerki. Może faktycznie łączył ich romans? Może to zakazani kochankowie, spotykający się ukradkiem, wykorzystujący każdą okazję na schadzkę, na dotyk... Nie, nie tak. Nie ma w nich pożądania. Jest tylko czułość i życzliwość. Może romans sprzed lat? Dziś oboje należący już do innych światów, spotkali się tu i teraz, by wymienić się ciepłymi myślami, pięknymi wspomnieniami.

Z rozmyślań wyrywa mnie nagły zwrot akcji – ona uruchamia jakąś dźwignię czy pedał i odchyla mocno oparcie fotela, zmieniając go prawie w leżankę. Patrzyłam niemal z otwartymi ustami. Wierzcie mi – powietrze zrobiło się gęste. On leży, wciąż z zamkniętymi oczami, z błogością na twarzy i z oczekiwaniem na mającą nadejść przyjemność. Ona, z namaszczeniem i celebracją przygotowuje golarkę. Można by pomyśleć, że to jakiś tajemny rytuał za chwilę zostanie odprawiony. O ile wcześniej było mi trochę głupio podglądać, tak teraz czułam się jakbym, jako dziewczynka, pomyliła szatnie po „wuefie”. Byłam pewna, że jeśli wcześniej nikt nie zauważał tego co się dzieje, teraz wszyscy powinni to widzieć. Ale nie, tylko ja obserwowałam ten spektakl. Pochyliła się lekko, żeby o coś zapytać, byłam tak przejęta, że nawet nie usłyszałam w czym rzecz. On znowu tylko lekko kiwnął głową, nie wypowiadając ani słowa. Ponownie zamknął oczy. Ujęła golarkę w prawą dłoń, lewą kładąc na jego twarzy. Maszynka zabrzęczała cichutko.
Znowu to się działo. Ruchy dłoni, tak delikatne, tak zjawiskowe jakby nie była fryzjerką, a malarzem impresjonistą. Golarka w dłoni jak pędzel. Po każdym pociągłym ruchu przekrzywia głowę i patrzy na swe dzieło. Uśmiecha się delikatnie.
On oddycha głębiej – daję słowo. Nie śmie drgnąć nawet. Ona przechodzi na drugą stronę. Powtarza czynności z niebywałą dokładnością. Nadgarstek wykonuje artystyczne ruchy, to już nie pędzel w dłoni, a smyczek! Czekam podświadomie na dźwięki, które – czuję – niechybnie zaraz nadejść muszą ...

Jedyne co słyszę, to dźwięk odpinanego rzepu peleryny. Koniec spektaklu, za chwilę aktorzy, pozbywszy się charakteryzacji, wyjdą do tłumów przed amfiteatrem... Podświadomie wstrzymuję oddech i czekam. Na herosa, na księcia... Ona odłożywszy smyczek i strzepnąwszy pelerynę, na powrót staje się fryzjerką. On wspiera się dłońmi na poręczach fotela, zaraz wstanie. Zaraz wyłoni się niczym Afrodyta z piany. Wszystko widzę w zwolnionym tempie. Serce mi wali, wciąż wstrzymuję oddech, by po chwili powoli wypuścić go z sykiem. Już stoi. Mój heros, mój podróżnik, mój Wysocki. Jest niski, chyba niższy ode mnie (a mówią o mnie, że niska jestem). Ma na sobie sweter na „konona” i przyszerokie dżinsy. Na nogach kapcioadidasy. Jak to? Co to za miś? Gdzie mój Wysocki? Gdzie mój heros? Gdzie jego bojówki, dżinsy wytarte, gdzie kowbojki znoszone... Miś, jakby nic, wyciąga z kieszeni okulary. Nakłada je na nos. Przez grube szkła widzę jego oczy w makro powiększeniu. Zagadka magicznych ślepi rozwiązana. Facet niedowidział... Stąd mrużenie, intensywność wpatrywania... Całość wyglądała tak, że wybaczcie, od razu przypomniała mi się profesorka od geografii z liceum, choć to lata temu było. Gdyby zobaczyła mojego Wysockiego, krzyknęłaby do niego w najlepszej wierze i z życzliwością samą: „Żyj ciapciusiu! Żyj! Babcia będzie za ciebie żyła?!” I groźna by była wtedy i straszna. Miś ciapciuś Wysocki, zapłaciwszy, wbijał się w puchatą kurtkę. I czapę naciągał na głowę aż po okulary. A ja nie mogłam wyjść z głębokiego szoku. Jak? Przecież widziałam. Wyraźnie. Nieprawdę widziałam? Więc co? Jego marzenia? Jej fantazje? Moje myśli? Odpowiedź klarowała się sama. Z każdą chwilą, gdy fryzjerka porządkowała nożyczki, układała suszarki i robiła miejsce następnemu klientowi, w mojej głowie, na ciemnej tablicy wyobraźni ktoś fluorescencyjnym flamastrem pisał litera po literze:
C Z A R O D Z I E J K A


Byłam świadkiem prawdziwej magii. Widziałam prawdziwą czarodziejkę. Kiedy wróciłam do rzeczywistości, zobaczyłam jak gładzi włosy następnego klienta. Oczy miał zamknięte, nie widział więc skier, które zostawiały jej palce.
Po wszystkim, kiedy już wychodziliśmy, obróciłam się, a ona spojrzała na mnie jeden raz. Wiedziała, że wiem. Uśmiechnęła się. A ja skinęłam jej głową.


Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Tjereszkowa · dnia 15.01.2011 11:56 · Czytań: 3251 · Średnia ocena: 4,86 · Komentarzy: 48
Komentarze
Usunięty dnia 15.01.2011 14:16
Gratuluję debiutu :)

Zaczęłam czytać z ciekawości, no i wciągnęło mnie :) Taki tekst prosty, ale opisany, że momentami zapiera dech z ciekawości. Nie wiem, co mam napisać, po prostu mi się bardzo podobało. Przeniosłaś mnie do tego salonu fryzjerskiego :)

Nie do końca tylko przekonuje mnie zapis? Dlaczego niektóre zdania masz poprzenoszone w połowie?
przyroda dnia 15.01.2011 14:27
Witaj...

W zasadzie dla mnie historia rozpoczyna się od słów: "Ponieważ oko...."
To co powyżej to jak dla mnie nachalna próba zatrzymania czytelnika...nie preferuję tego typu zabiegów...ale to kwestia osobistego odbioru...

A co do reszty...to bez dwóch zdań świetnie poprowadzone spostrzeżenia...czytałam z ciekawością:D

Pozdro!
Krzysztof Suchomski dnia 15.01.2011 14:45
Piszesz potoczyście, "ze szwungiem", jak mawiają w moich stronach. Lubię taki styl narracji. Ja też, czekając na swoją kolejkę u fryzjera, wolę słuchać i obserwować niż wsadzać nos w przeterminowane czytadła. Takie miejsce to Eldorado dla poszukiwaczy tematów i w Twoim tekście świetnie się to potwierdza.
Wywaliłbym pierwszy akapit - jest pretensjonalny, a tekst świetnie się bez niego obroni.
Pozdrawiam :)
zajacanka dnia 15.01.2011 17:54
Przyznaje, ze to drugie moje podejscie do tego tekstu. Wczesniej zniechecilam sie poczatkiem. Jak przyroda i Krzysztof uwazam, ze wstep do usuniecia lub zmiany. Reszta sama sie czyta :) Doskonale obserwacje i lekko napisane, wciaga, momentami magnetyzuje. Az czuc bicie serca podgladaczki.
Co do zapisu: zrob porzadek ze spacjami. Brak wielkich liter i koncowek przy polskich znakach.
Ogolnie: podobalo mi sie:)
Witaj na PP :)
Szuirad dnia 15.01.2011 19:35
Witaj

"Już wtedy powinnam to zauważyć. Ale wtedy nie byłam jeszcze skupiona." - postaraj się wyrzuci jedno "wtedy"

"przećwiczywszy (,) niczym wprawny jogin, wszystkie" - tu chyba przecinek by sie przydał

"tańczącą wokół niego fryzjerkę. Pani fryzjerka" - może dałoby się uniknąć tej drugiej fryzjerki

" i ze „świeżo zainstalowanego” widziałam tył głowy, a w lustrze - twarz z zamkniętymi oczami i sylwetkę owiniętą długaśną peleryną, "
Myslę,m że zgrabniej byłoby pierwszą częśąć ująć choćby zmieniając sdzyk :
i widzialam ty głowyy "świeżo zainstalowanego",i odbitą w lustrze twarz z zamkniętymi oczami - w obecnej formie wypada się z rytmu czytania i można się potknąć :)

"Jej palce na jego włosach. " - jako, ze debiut to podpowiem, ze są u nas tacy, co n ie cierpią chproby zwanej zaimkozą. Tez do nich należę choć nie mam po tym alergii - ale tu mozna wyciąć "jego" - to wynika z kontekstu. Dalej zreszta podobnie jest trochę do wycięcia.

Bardzo fajny tekst, i do usmiechu i do do zastanowienia.
Dla mnie to Wielka Umiejetność tak umieć obserwowąć i potem to opisać

Ale jestem ciekaw jakie były Twe myśli, gdy pani fryzjerka-czarodziejka zabrała się za męża ? ;) zwlaszcza, w kontekście tych "skier'

pozdrawiam
Tjereszkowa dnia 15.01.2011 21:03
Dziękuję za czytanie i wszystkie komentarze. :)
Niektóre propozycje poprawek łykam od razu, resztę przemyślę.

Oke_Mani co do zapisu, to jest on niestety moją pierwszą potyczką (przegraną jak widać) z portalowym edytorem. W oryginale miałam kilka "enterów" wewnątrz akapitów, dla "oddechu" i stworzenia nie wiem... rytmu? W każdym razie taki miałam zamysł.
Jak wkleiłam tekst, to się za głowę złapałam, bo go rozstrzeliło straszliwie. Przyimki na końcach linijek, i w ogóle wizualny misz masz. Enterki miały w planie wyeliminować wdowy. Bo jestem na nie uczulona i puchnę od razu :). Ale po paru akapitach stwierdziłam, że to syzyfowa praca i uznałam swoją porażkę.

Krzysztof- zgadzam się co do pierwszego akapitu. Po paru "odczytach" też zaczął mnie razić. Widać tekst za mało "odleżał" przed publikacją. :)

Przyroda- jak napisałam wyżej, zgadzam się że pierwszy akapit jest niepotrzebny, natomiast to pod nim, a przed "Ponieważ oko....", miało wprowadzić, wyjaśnić dlaczego się tam znaleźliśmy.

Zajecanka Poszukam literówek i spacji. A myślałam, że tak dobrze sprawdziłam :).

Szuirad Postaram się skorygować błędy, które wskazałeś.
A co do męża... :) W międzyczasie doszła druga fryzjerka i ona się za niego zabrała :) hihi

Aaa i zapomniałam dodać- bardzo się cieszę, że mimo uwag, ciepło przyjęliście mój tekst :)


edit: i po namyśle zdecydowałam, że wywalę również ostatni akapit.
Usunięty dnia 15.01.2011 22:30
Oj, walka z wdowami i tym podobnymi na PP nie ma najmniejszego sensu. Choćby z tego, powodu, że w różnych rozdzielczościach tekst wygląda inaczej :)
zawsze dnia 15.01.2011 22:36
No no, Wala - mogę ta się do Ciebie zwracać?:) - jeden z najbardziej udanych ostatnio debiutów. Piszesz potoczyście i ciepło. Wprawdzie to moje drugie podejście, ale to z winy braku czasu, a nie zainteresowania.
Pozdrawiam cieplutko.
PS Zastanowiłabym się nad usunięciem "Oto historia"
bassooner dnia 15.01.2011 23:17
no! kurde! tak odwlekałaś. odwlekałaś. odwlekałeś... i przedwcześnie szczytowałem... ot twoje opowiadanko... ;-)))

kulminacja, kulminacja i (nie nie wybuch) lekki bączek i to nawet nie po grochówce, czy fasolowej, a po jogurciku... ;-)))


a tak w ogóle; piszesz ładnie, konstruujesz ładne zdania i ładnie odwlekasz... współczuję mężowi... ;-)))

pozdro kocham bass pa pa ... ;-)))
Tjereszkowa dnia 15.01.2011 23:27
Oke_Mani to trochę szkoda. Wydaje mi się, że czasem sam wygląd graficzny tekstu, tworzy klimat i wymusza taki a nie inny styl czytania.

Zawsze wal mi Wala! :)

"Oto historia" faktycznie pewnie pójdzie pod nóż, bo bez pierwszego akapitu, nie będzie miała większego sensu.

Dziękuję za miłe słowa :)

edit:
Bassooner ja wolę po jogurciku niż po fasolce :), wiesz smooth jazz...
bassooner dnia 16.01.2011 00:06
spoko... ;-)))
Tjereszkowa dnia 16.01.2011 01:46
Tekst po pierwszej edycji. Trochę wyciachałam, trochę pozmieniałam. Za jakiś czas jeszcze raz przeczytam i pewnie jeszcze coś zmienię, bo parę fragmentów przestało mi się podobać, tyle że jeszcze nie wiem dlaczego :). Pozdrawiam
zajacanka dnia 16.01.2011 02:01
I bardzo ladnie, Val:)
Wrocilam, bo bylam ciekawa co z tym zrobisz.
Wrzucaj nastepne teksty.
Pozdrawiam nocnie:)
Wasinka dnia 16.01.2011 02:18
Rzeczywiście władasz lekkim piórkiem ;-) Zgrabnie się czyta. Tekst kolorujesz uśmiechem.
Dobrze, że wycięłaś pierwszy akapit. Zastanawiam się tylko jeszcze, czy z ostatniego nie zostawić ostatniego zdania (tego, żeby nie czytać u fryzjera), ale to subiektywnie.
Można jeszcze podszlifować, ale widzę, że wiesz, co robisz. Podpowiem tylko jeszcze, że zaimki czasem można wyrzucić, np. w zdaniu "Moja przepustka do tego obcego mi na co dzień świata siedziała wraz ze mną" wydaje mi się, że zrezygnować można z "Moja", gdyż wpada na "ze mną", zresztą później też masz "moje" itp. Ale to tylko takie sobie czepianie, bo czyta się przyjemnie i z chęcią biegnie się do końca.
Pozdrawiam księżycowo :)
Tjereszkowa dnia 16.01.2011 11:19
Zajacanka, Wasinka dziękuję :)
Mam zamiar jeszcze trochę nad tekstem popracować, ale muszę odczekać, bo w tej chwili znam go na pamięć i łapię się na tym, że zamiast czytać, uzupełniam z pamięci... ciężko wtedy o kreatywne podejście.
Co do tego ostatniego zdania z poprzedniej wersji - zastanawiałam się długo czy je zostawić. Ostatecznie usunęłam, bo pomyślałam, że byłoby miło, gdyby czytelnikowi sama taka myśl przyszła do głowy.
pisag dnia 17.01.2011 08:32
Nie czytałam jeszcze komentarzy, więc być może nie napiszę niczego nowego, ale skoro opinia ma być pozytywna to pewnie Cię ucieszy.

Początek sugerował, ze będzie to zupełny inny rodzaj tekstu. I mimo tego, że uśmiałam się przy nim mam wrażenie, że nie pasuje do całości.

"Ledwo dostrzegalnie uśmiechnięta, tajemniczym uśmiechem, "

Tutaj powtarzasz uśmiech, mam jeszcze wrażenie, ze są inne takie miejsca, gdzie słowa się powtarzaą, ale czytałam z taką ciekawością, że teraz nie umiem ich wyłapać ;)
Możesz też przeczytać pod kątem zaimków (chciaż może akurat ja nie powinnam sie tego czepiać, bo moje ostatnie opowiadanie było ich pełne ;))

Generalnie całościowo muszę przyznać, że bardzo dobrze mi sie czytało.
Oby tak dalej.
Anaris dnia 17.01.2011 14:02
Witam Cię serdecznie. :)
Muszę przyznać, że tekst mi się niesamowicie podobał. Bardzo na plus dla mnie tu jest Twój styl pisania - luźny, ale nie pretensjonalny. Obrazowy, ale wszystko z dobrym umiarem.
Stworzyłaś "coś" z niczego i zrobiłaś to baaardzo fajnie. Myślę, że będę jeszcze wracać do tego tekstu.
Pozdrawiam gorąco! :)
Elwira dnia 17.01.2011 16:33
Cytat:
podskakując, i co

wyrzuć przecinek

Cytat:
Siedziałam w męskim salonie fryzjerskim, cierpliwie czekając na swoją kolej. Przepustka do tego obcego mi na co dzień świata siedziała

wiedziałam, siedziała - powtórka, która właściwie nic nie wnosi

Cytat:
chłopca wymyślić może. Plan był taki, aby chłopiec - mój synek - stracił nieco na bujności swej czupryny, tym samym dając żywy dowód na to, że my

chłopca, chłopiec - powtórka
swej, na to - zbędne

Cytat:
szykujemy się choćby w ten sposób na nadchodzące święta (bo mieszkania świątecznie posprzątać nam się nie udało)

2 razy się
Cytat:
że u „fryzjera raz dwa”(,) a potem to



Cytat:
Już w tym momencie powinnam to zauważyć.

tym, to - powtórka

Cytat:
nad bogu ducha winnym tatusiem,

Bogu

Cytat:
łapania itd, zaczęłam

po itd powinna być kropka, ale jako że to opowiadanie, skrót zwyczajnie rozwiń, bo tak się robi w opowiadaniach

Cytat:
niego fryzjerkę. Pani fryzjerka

powtórka, może po prostu "Pani ta..."

Cytat:
No(,) żulinio spod sklepu.


Cytat:
dokładniej... Ależ ładną mu linię nad czołem zrobiła. Taką oryginalną, subtelną... jak aktorowi albo politykowi jakiemuś! Taka władczość od niego bije... Może to samorządowiec, może działacz jakiś...

rozmyło mi się znaczenie wielokropka, właściwie nie wiem po co go użyłaś

Cytat:
Po każdym cięciu, ręka muskająca kosmyki na jego głowie
jak motyl
jak wiosenny powiew.

muska, bo z imiesłowem to ja nie rozumiem zdania i wtrzuć ten przecinek

Cytat:
On reagujący na każdy dotyk.

reaguje, z użyciem imiesłowów bym uważała, dają efekt sztuczności
Cytat:
jakąś dźwignię, czy pedał

wyrzuć przecinek

Cytat:
On oddycha głębiej - daje słowo.

daję

Cytat:
które - czuje - niechybnie zaraz

czuję

Cytat:
za chwile aktorzy, pozbywszy się charakteryzacji(,) wyjdą do tłumów

chwilę i brak przecinka

Cytat:
Miś(,) jakby nic,


Cytat:
Całość wyglądała, tak

bez przecinka

Cytat:
profesorka z geografii

od geografii

Cytat:
mojego Wysockiego(,) krzyknęłaby do niego


Cytat:
Nie - prawdę widziałam?

?

Cytat:
w mojej głowie(,) na ciemnej tablicy wyobraźni, ktoś fluorescencyjnym

przecinek przed ktoś = zbędny

Cytat:
Wiedziała, że ja wiem. Uśmiechnęła się do mnie. A ja skinęłam jej głową.

przesadziłaś z zaimkami, zobacz, jak łatwo je wyrzucisz: Wiedziała, że wiem. Uśmiechnęła się. A ja skinęłam jej głową.
Pomyślałabym też nad połączeniem w jedno dwóch ostatnich zdań.

Tekst bardzo ciekawie zrobiony. Małe czary - mary. Trochę przydługi wstępie, zapowiadał raczej jakąś nudną historyjkę z życia rodzinnego. Na szczęście poszłaś w inną stronę. Dlatego mi się podoba. Jednak można być czarodziejką w prostych, poniekąd zawodowych czynnościach. I dobrze. Jeśli ktoś robi coś z pasją, potrafi czynić cuda. Odkrywam też drugą warstwę - wyobraźnia fryzjerki czyni z klienta herosa, a jej pasja sprawia, że wyobrażenia stają się widoczne.
Mam wrażenie, że nie wiesz kiedy i po co stosuje się myślniki. Używasz ich jak przecinków, a przecież pełnią zupełnie inną funkcję. Dalej, co znaczy ta wersyfikacja i nagłe przeskoki do nowej linijki? Usunęłabym to, bo tylko rozprasza uwagę.

Nie mniej debiut bardzo udany, oby tylko takie były. :)
Pozdrawiam.
Tjereszkowa dnia 17.01.2011 19:28
Pisag dziękuję za czytanie, rozważę wszystkie uwagi. A pozytywna opinia faktycznie raduję serce me :)
Anaris Dzięki za przemiłe słowa :), cieszę się, że się podobało.
Elwira Dziękuję za wnikliwą błędolizę :), imponujące, że tyle znalazłaś. Wezmę tekst na warsztat. Cieszę się, że mimo błędów, jest na plus. :)

Pozdrawiam wszystkich :)
Elwira dnia 17.01.2011 19:55
Oczywiście, że na plus :) Tyle czasu poświęcam tylko tekstom, które są tego warte i autorom, którzy potrafią zrobić z tego pożytek :)
Tjereszkowa dnia 17.01.2011 20:15
Elwira to jeszcze bardziej mi miło :)
Tjereszkowa dnia 17.01.2011 23:00
Ha! to następna korekta za mną. „Korekta” to ironia była. Bo to rzeź prawdziwa! Zaimki (nie)przeżyły noc kryształową. Niektóre być może pochowały się w domach, ale drżą, bo wiedzą, że nie są bezpieczne. Myślniki... hmmm... większość dostała wyroki. Stały już na szafocie, kiedy z tłumu wyskoczył młodzieniec ospowaty na gębie (moje sumienie) i krzyknął: „ułaaskawienie, ułaaaskawienie!” Biedne myślniki, niektóre zdążyły stracić już głowy (tak bardzo je kocham).
Cóż jeszcze... niepotrzebne przecinki – pobite i za włosy przeciągnięte, tam, gdzie były potrzebne. W furii prawdziwej naciągnęłam niektóre litery formując zgrabne ogonki. Teraz siedzę i wydłubuję zaschniętą krew spod paznokci. Podoba mi się ta robota. :smilewinkgrin::smilewinkgrin:
JaneE dnia 18.01.2011 11:18
Tak, nasza wyobraźnia potrafi zaczarować szarość dnia :-)
Pięknie malujesz słowami.

Gratuluję udanego debiutu.

Pozdrawiam ciepło.
Tjereszkowa dnia 18.01.2011 20:55
JaneE dziękuję bardzo, pozdrawiam cieplutko :)
Jack the Nipper dnia 18.01.2011 21:18
Cytat:
które zostawiały jej palce. Po wszystkim


Tu jest za duży przeskok czasowy, żeby to zostawić tak ciurkiem, w jednej linijce. Sugerowałbym przerzucenie "Po wszystkim (...) do nowej linijki.

Cytat:
„Żyj ciapciusiu! Żyj! Babcia będzie za ciebie żyła?!”


Cudne zdanie :D

Bardzo udane opowiadanie. Jedyne do czego bym się przyczepił, to może by je skrócić w kilku miejscach o slowo czy zdanie. Nabrałoby więcej dynamizmu. Ale to kwestia gustu. Podobało mi sie.
Tjereszkowa dnia 18.01.2011 22:41
Jack the Nipper dziękuję :). Uwagę "łykam" . Będzie kompromisem między starą wersją (był tam nowy akapit) a nową (w tej samej linijce).

A zdanie to autentyk :). Choć na początku tylko mnie śmieszyło, to później wielokrotnie odkrywałam, ile w nim życzliwości i zmartwienia o ciapciusia było. :)

Serdecznie pozdrawiam
katrinasr2 dnia 02.02.2011 03:53 Ocena: Świetne!
Wow nie wiem co napisać, może po prostu napisze, że ŚWIETNIE!:O
Tjereszkowa dnia 02.02.2011 09:44
katrinasr2 bardzo mi miło :)
SzalonaJulka dnia 08.02.2011 13:25
Witaj, trafiłam przez "polecane" i dobrze się stało. Naprawdę takie debiuty na pp to rzadkość. Opowiadanie płynie sobie od realnej rodzinnej "szamotaniny" w rejony całkiem magiczne i magia ta wyskakuje ze zwyczajności tylko dzięki wyobraźni autorki.
Pozdrawiam i powodzenia :)
Tjereszkowa dnia 08.02.2011 13:36
SzalonaJulko Bardzo dziękuję za miłe słowa :). Pozdrawiam
soczewica dnia 09.02.2011 22:51 Ocena: Świetne!
Początek wydawał mi się strasznie nieuporządkowany, miałam nawet ochotę przestać czytać, ale staram się zawsze kończyć, co zaczęłam i już po chwili mnie wciągnęło. Jesteś moim idolem, uwielbiam czytać o prostych sprawach rozebranych na szczegóły, które w głowie przybierają niesamowite formy...
Tjereszkowa dnia 09.02.2011 23:10
Soczewico bardzom ukontentowana Twą wizytą:). Dziękuję za przemiły komentarz.
wiewioorka dnia 10.02.2011 11:57 Ocena: Bardzo dobre
Pierwsze 3 akapity zdecydowanie w stylu internetowych pamiętników szczęśliwych matek, zdecydowanie mi nie leżą. Jednak, w drugiej części pojawia się inny, niepokojąco jakiś erotyczny motyw, iluzje do gitary...("a ty stary nie kręć gitary";) i już do końca tekstu jest ok. Boże, kobiety, skończcie z tym psiapsiółkowym stylem pisania(No wiesz byłam wczoraj tam i tam, w tych ciemnoturkusowych, falbaniastych spodniach ala hippi, falujących jak proporzec na wietrze i spotkałam tego itd.), bo to pogrąży najlepszy tekst. A wracając do utworu, to tekst ma dla mnie bardzo gorzkie i bolesne przesłanie, za co daje bd. Na świetne to mnie jednak nie porwało.:smilewinkgrin:
Tjereszkowa dnia 10.02.2011 12:41
Dziękuję Wiewioorko za czytanie i komentarz. :)
Do stylu psiapsiółkowego odnieść się nie potrafię, bo “psiapsiółek” (okropne słowo) nie miewam, tym bardziej ciemnoturkusowych czy falbaniastych, także wierzę Ci na słowo. Co do przesłania, to nie miałam ambicji, żeby mój tekst takowe posiadał, tym bardziej bolesne czy gorzkie, ale pewnie każdy może to widzieć inaczej (czytelnik nasz pan...). Muszę przeczytać pod tym kątem. :) Pozdrawiam i dziękuję za szczerość :)
Adela dnia 10.02.2011 18:34
Magiczny tekst:) Czytając go przypomniał mi się libański film "Karmel" o pięciu kobietach, dla których salon kosmetyczny staje się bajecznie kolorowym mikroskopem, miejscem, gdzie dzieją się cuda:) Choć Twój jest o czymś innym, ale widziałam barwy właśnie z Karmelu. Masz świetne wyczucie słowa.
Pozdrawiam,
A.
Tjereszkowa dnia 10.02.2011 19:12
Dziękuję Adelo :) Tak się składa, że Karmel leży sobie na półeczce i czeka na obejrzenie (już dłuugo), nie miałam jakoś wcześniej motywacji, teraz chyba obejrzę:). Dziękuję za miłe słowa :)
Bajdurzysta dnia 12.02.2011 08:30 Ocena: Świetne!
O Matulu Przenajświętsza...
Wstyd mi, że dopiero teraz wgryzłem się w Twój tekst:)
Jest po prostu boski!
Stworzyłaś świat, w którym chciałbym zagłębić się, ,,zainstalować":D, a nawet zamieszkać... Opisane prostym, a jakże malowniczym językiem.
Nie sądziłem, że tak banalną czynność można ukazać w tak intrygujący sposób.
Dajesz tym tekstem żywy dowód tego, że nie trzeba sięgać po tematyczne skrajności, by wzbudzić w czytelniku emocje. Za co serdecznie Ci dziękuję.
Pozdrawiam:)
Tjereszkowa dnia 12.02.2011 13:51
Wielkie Dzięki Bajdurzysto za tak ciepłą opinię :). Bardzo mi miło. Pozdrawiam weekendowo :)
Usunięty dnia 17.02.2011 18:20
Świetne. Przeczytałam na jednym oddechu.
Podoba mi się tekst nauczycielki geografii :)
Może wykorzystam w życiu.
Powodzenia.
Tjereszkowa dnia 17.02.2011 22:32
Blaszko dzięki serdeczne! :) Pozdrawiam nocnie.
Marika dnia 18.02.2011 19:30 Ocena: Świetne!
Piękne i lekko napisane opowiadanie. Zwykła wizyta u fryzjera, a jaka pełna magii. Gratulacje :)
Tjereszkowa dnia 18.02.2011 21:42
Dziękuję Mariko :) Pozdrawiam księżycowo
bury_wilk dnia 23.02.2011 11:58
He, he, no, takie czarodziejskie :) Koncepcja takiego czarowania bardzo mi się podoba, a i tekst napisany jest ciekawym językiem. Niby o niczym, a jakoś tak wciąga, pochłania, uruchamia wyobraźnię.
Tjereszkowa dnia 23.02.2011 17:02
Bury_wilku dziękuję za odwiedziny i ciepłe słowa :)
CelinaDolorose dnia 09.05.2011 11:52 Ocena: Świetne!
Text twojego autorstwa, z rodzaju- psychologiczny orzech do zgryzienia w poczekalni u fryzjera- bardzo mi się spodobał.
Koncepcja oryginalna- przemienienie nudnych, dłużących się chwil (które zazwyczaj rozmieniamy na drobne plotkując lub studiując od deski do deski, wyżej wymienione, przedawnione czasopisma) w niemalże egzystencjalną zagadkę ;) i do tego narracja z polotem oraz lekkością.
Fajnie jest czasem oderwać się od szarej rzeczywistości i porwać fantazji, tylko czemu zawsze, w konsekwencji, później zostajemy brutalnie sprowadzeni na ziemię? ;)
Tjereszkowa dnia 10.05.2011 12:36
Dzięki Celino za komentarz i wygrzebanie tekstu. W tym przypadku brutalne sprowadzenie na ziemię ma swój urok - uświadamia, jak wielki mamy wpływ na kreowanie rzeczywistości. Możemy ubierać, dodawać kolorów, zapachów... A że to niezgodnie z prawdą? Cóż, goła prawda nie zawsze jest potrzebna. Pozdrawiam.
Niczyja dnia 19.05.2017 23:08 Ocena: Świetne!
To jest piękne, cudne, niezwykłe...
To Ty jesteś CZARODZIEJKĄ słowa:)
Niczyja
Tjereszkowa dnia 20.05.2017 11:19
Wow, dzięki za tak uskrzydlającą opinię. Ten utwór to zamierzchła przeszłość, zdaje się, że mój debiut na PP, mam do niego ogromny sentyment, mimo że teraz w wielu miejscach napisałabym inaczej.
Jeszcze raz dzięki. Pozdrawiam. :)
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Tomasz Kucina
20/09/2017 19:24
LOL; na freestyle'u B) :yes: »
Miladora
20/09/2017 19:16
Weź jednak pod uwagę, że nikt nie myśli neologizmami. ;)»
Opheliac
20/09/2017 19:08
Mnóstwo tutaj tęsknoty do prawdziwej miłości, bycia w… »
Miladora
20/09/2017 19:07
Mnie też nie zachwycił, Mario. :| Za dużo tu wszystkiego… »
yontek
20/09/2017 19:07
To prawda, jest sporo literówek. »
yontek
20/09/2017 18:54
Język ma być przaśny, bo oni tak mówią. Nie mogę pijaczkowi… »
Miladora
20/09/2017 18:47
Bardzo mnie to cieszy, Gabi. :) Serdecznie dziękuję za… »
Miladora
20/09/2017 18:43
Wiem - ale było ich tyle, że wiersz wyglądał jak… »
Miladora
20/09/2017 18:40
Gabi ma rację - nie spotkałam jeszcze nieostrych kolców.… »
JOLA S.
20/09/2017 18:39
Hope, jestem tu drugi już raz. Po paru wersach już… »
Carvedilol
20/09/2017 18:39
Miladoro - wcześniej właśnie po to był cudzysłów, żeby… »
violka
20/09/2017 18:37
Witaj, DoCo. Świat, który stworzyłam jest mocno nieralny(… »
Miladora
20/09/2017 18:37
Miło go wspominam - i celne to powiedzenie. :) Zatem… »
Miladora
20/09/2017 18:31
W porządku, Carve. :) Tak pomyślałam jeszcze tylko, czy… »
gabi
20/09/2017 18:24
Odwiedziła Cię już Miladora :), więc tylko napiszę - fajnie… »
ShoutBox
  • akacjowa agnes
  • 20/09/2017 17:29
  • O matulu! Wejdę tu za parę miesięcy i w ogóle portalu nie poznam! :) Widzę, że rewolucję szykujecie :) Pozdrawiam.
  • Tjereszkowa
  • 20/09/2017 15:18
  • Gramofonie... ja mówię o efektach a nie o technicznej stronie, bo na tej się kompletnie nie znam. Natomiast wiem, że cuś takiego jest możebne, bom widziała :D
  • Gramofon
  • 20/09/2017 15:08
  • no taki odrebny uzytkownik co by zbieral wszystkie teksty a potem po ujawnieniu trafial do folderu konkretnego jegomoscia lub jegomosciowej ;]
  • Tjereszkowa
  • 20/09/2017 14:34
  • "anonim" to musiałby być dla systemu odrębny rodzaj użytkownika, żeby nic nie było widać. Inaczej to nie miałoby żadnego sensu.
  • Tjereszkowa
  • 20/09/2017 14:33
  • No tak... teraz rozumiem. Po prostu
  • Gramofon
  • 20/09/2017 14:01
  • nie chodzi o zgadywanie tylko o to ze teraz nie ma anonimowosci i wiem kto co napisal a jak mi potem pokaze anonima a pod spodem inne teksty anonima to bede wiedzial kto to ;]
  • Jaga
  • 20/09/2017 11:49
  • Jeśli ktoś jest zainteresowany proponuję przenieść rozmowę na forum
  • Jaga
  • 20/09/2017 11:25
  • A może stworzyć rubrykę, gdzie każdy użytkownik raz w miesiącu może wrzucić anonimowo swój tekst. Inni komentują do woli. Po np. miesiącu autor się ujawnia i odpowiada na komentarze. Co Wy na to??
Ostatnio widziani
Gości online:53
Najnowszy:Gaskelles1
Wspierają nas