Antonina - herbatka
Proza » Obyczajowe » Antonina
A A A
Poniedziałek zawsze jest bolesny. Stoję w nie swojej dzielnicy na smutnym przystanku autobusowym i żałuję, że nie jestem w domu. Wyrwana rankiem z ciepłych objęć, tęsknię do chwili, gdy znowu spróbuję w powszedni dzień powtórzyć kadry z niedzieli. I tak będzie codziennie, aż znów przyjdzie sobota i początek tego totalnego, bezwstydnego leniuchowania. Eksperymentalne gotowanie i wypróbowane wypieki. Usypiające drinki i dobre, chociaż domowe kino. Ulubione książki i wygniatanie kanapy.

A na razie czekam na autobus, który zawiezie mnie wprost w sam środek następnej super okazji. Nagle zdaję sobie sprawę, że parę metrów dalej stoi Antonina i uparcie się na mnie gapi. No tak, poniedziałek. Wiadomo.

Antonina nic się nie zmieniła. No może kiedyś była młodą, atrakcyjną dziewczyną, ale tego to już nawet ja nie pamiętam. Jest taka, jaka była gdy przychodziła do mojej matki w gości: nieduża, pulchna i ciągle z tymi wykręconymi na baranka włosami. Teraz dodatkowo położyła kolor. Podejrzewam, że właśnie te jasne pasma tak odmładzają.

Uśmiecham się niemrawo, a ona to chyba bierze za entuzjazm, bo szybko podchodzi. A tak naprawdę to pewnie od pierwszej chwili to planowała, tylko czekała na moje przyzwolenie. Gadamy o tym co i gdzie słychać i w pewnej chwili oznajmia mi:
- A bo wiesz Reniu, ja teraz mieszkam w mieście.

Jasne, że wiem. Już wszyscy to słyszeli. Każdy z otoczenia mojej matki. Jeszcze w czasach gdy do mnie codziennie dzwoniła, przekazywała mi wszystkie rewelacje dotyczące dawnych znajomych. Szczególnie o Antoninie można było dużo plotkować. Jej życie różniło się nieco od typowej egzystencji wiejskiej baby. Nawet jeżeli ta baba każdego dnia wieczorem patrzy na światła wielkiego miasta, zajmujące jedną czwartą horyzontu.

Największym wstrząsem dla wszystkich był późny rozwód ze Stefanem. Nikt nie mógł pojąć dlaczego. Żadne powody jakoś nie wchodziły w grę. Sytuacji nie rozjaśniła wyprowadzka Stefana do innej kobiety i Antosi prowadzanie się z jakimś małym, starym facetem. Ot, w głowach im się porąbało na starość i nic więcej.

Potem gada mi o swojej wnuczce, która dziwne, ale ma moje imię. Kto dzisiaj daje córkom takie imiona? Ach tak, to przecież nie było dzisiaj, tylko dwie dekady wcześniej. Czy ona mówi o dziecku Piotra?

Parę miesięcy temu nawet go spotkałam. Tak po latach, z zaskoczenia, jak jego matkę teraz. Opowiadał mi o swoim rozwodzie. Jakby mnie to cokolwiek obchodziło.
- Wiesz, teraz żałuję, że nie ożeniłem się z tobą.
Jego bezpośredniość mnie rozbroiła. Do tego doszło jeszcze moje bezgraniczne zdziwienie, bo nie pamiętam by kiedykolwiek czynił mi propozycje, nawet w sprawach chodzenia.
- Właściwie to powinniśmy spróbować. Ja jestem wolny, ty też po rozwodzie. – z głupim uporem drążył temat.
Chciałam mu dokuczyć.
- Ale słuchaj, ty jesteś dla mnie za stary.
- Jak to za stary? Jestem tylko pół roku starszy.
- Osiem miesięcy. – Uściśliłam.

Wybuchnął śmiechem jakbym powiedziała coś śmiesznego. Irytował mnie wtedy, a teraz tak samo działała na mnie jego matka. Widać to u nich rodzinne. I to by miała być moja teściowa? Co prawda przez pewien czas kogoś takiego miałam. Przy tamtej kobiecie Antonina to jednak wybitna osobowość i klasa sama w sobie. Na szczęście to wszystko już poza mną.

A teraz stoi obok mnie i nadaje. Gada głośno wymachując rękoma. Wszyscy się gapią. Niech już ta jej dziewiętnastka nadjedzie i zakończy ten obciach. Patrzę dyskretnie do mojej reklamówki pełnej szmat z lumpeksu. Żeby tylko się nie zainteresowała.

Tosia swego czasu również przerzucała tony ciuchów. Ale nowych. Sprowadzanych gdzieś z zagranicy w czasach, gdy na rodzimym rynku nic atrakcyjnego nie było, a wszyscy lokowali kasę w łachy. No bo niby w co można było inwestować? W malarstwo? Mało kto miał takie środki.

A ona miała. Tyle, że budowała domy i kupowała samochody. Najprawdopodobniej wszystko było szare, bo po rozwodzie, jako osoba pozostająca bez środków do życia, bez problemu wysądziła alimenty od dzieci. Ta rewelacja o wiele bardziej niż rozwód oburzyła moją matkę. Jak tak w ogóle można? Dzieci Antoniny też nie były zadowolone, mimo, że wcześniej cały czas korzystały z dobrobytu wypracowanego przez rodzicielkę. Dobre ciuchy i lepsze niż u sąsiadów samochody. A gdy każde z nich dorosło, bardzo chętnie przyjmowało finansową pomoc. Jedyna córka wyszła za chłopaka z sąsiedniej wsi. Antonina kupiła przyszłemu zięciowi garnitur, koszulę, buty i pierścionek zaręczynowy, który Tomek w odpowiednim czasie wręczył narzeczonej. Oczywiście sfinansowała całe wesele. O swoich swatach mówiła: „Tam nie ma z kim gadać”. Ojciec Tomka pił i bił matkę na okrągło. Gdy mdlała, polewał ją woda z wiadra i kontynuował. Wszyscy o tym wiedzieli, ale nikomu nie przyszło na myśl, żeby cokolwiek zrobić. To była niczyja sprawa. Drugi syn, Paweł był szczupłym, sercowym chłopakiem o magicznej urodzie wczesnego Colina Firth’a. Pewnego dnia po prostu zasłabł na podwórku i to był koniec jego historii. Jeżeli nie liczyć moich wspomnień. Nikt, nigdy nie miał ust o podobnym smaku i nic już nie było takie samo jak dawniej.

Tylko w kontekście osoby Pawła lubię sobie pogdybać. Ale to są chwile. Rzadkie jak te bezcenne diamenty porozrzucane po całym wszechświecie i nie należące do nikogo.

W tamtym czasie, moja matka, widząc moje otępienie, przyprowadziła do domu niskozadego, głupiego Heńka, który myślał, że jeżeli ma w portkach spory kawał mięsa, to już powinno wystarczyć za wszystko. Najgorsze to były te jego zęby. Nie wiem czy w ogóle je miał, bo smród nie pozwolił mi do niego podejść na mniej niż osiemdziesiąt centymetrów, a uśmiech miał zawsze zakryty dłonią. Jego rozbrajające pytanie, które wyartykułował na wieść o mojej odmowie, bawi mnie do dzisiaj. „Czego właściwie mi brakuje?” Czasem, po prostu nie chce się już nic mówić.

Tak jak z Antoniną. Jeszcze nigdy, z takim utęsknieniem nie wyczekiwałam na nie swój autobus. Wreszcie sobie pojechała. I dobrze, bo powoli schodziło na mnie. Jeszcze tylko przyszedł do mnie obraz z przeszłości, gdy w końcu uszczęśliwiłam matkę i parę innych osób, o sobie zapominając zupełnie.

Pojechałam swoim autobusem, tam gdzie otwierali nowy Second-hand. Natalia lubi przebieranki. Ja zresztą też.
___

Wracam obładowana do domu a Natalia całuje mnie już w drzwiach. Wydaje mi się, że jestem bardzo nieświeża i dla odwrócenia uwagi wołam:
- Kawy!
- Już robię. – Moja miła ma w sobie życia za nas dwie i jeszcze za kilku mniej żwawych osobników.
- Zrobiłam twoją ulubioną zapiekankę z brokułami – uśmiecha się.
Stoimy w przedpokoju i widzę w lustrze nasze odbicia. Dlaczego taka dziewczyna chce być właśnie ze mną? Czuję coś na kształt wdzięczności. Jutro poszukam dla niej jakiejś dobrej książki. A może wypożyczę ten film, który już dawno planowałyśmy obejrzeć. Chciałabym jej sprawić małą przyjemność. Tylko tyle. Żadnych dalszych planów. Niech będzie jak jest.
- Było coś ciekawego na mieście oprócz ciuchów?! – Pytanie Natalii dopadło mnie już w łazience.
Powiedzieć jej?
- Spotkałam znajomą mojej matki! – odkrzyknęłam.
- I co?
- A nic. Wspomnienia.
Przez chwilę czekałam na pytanie: ”A co u twojej mamy?”. Ale już dawno z niego zrezygnowała. Stale odpowiadałam: „Nie wiem. Chyba dobrze.”

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
herbatka · dnia 26.02.2011 09:16 · Czytań: 1282 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 8
Komentarze
Usunięty dnia 26.02.2011 12:01
Powiem tak: moje podwórko. Ale jednak ten tekst nie do końca mnie zadowolił... Co prawda przeczytałam na raz i bez przestanków, ale jednak cały czas coś mnie uwierało. Najbardziej język i brak spójności. Język jest prosty do bólu, a można by go trochę ubarwić, bo treść jest dostatecznie zwyczajna. Co do spójności: brakuje mi płynności w przechodzeniu z tematu na temat, Rozumiem zamysł, ale i tak w pewnym momencie przestałam nadążać. Tak, jakbyś co jakiś czas powycinała zdania - ogniwa, przez co łańcuch momentami skręca się nie tak, jak powinien.

Co do treści - no mi się czytało dobrze, ale, jak już pisałam, jestem na swoim podwórku i już po kilku pierwszych zdaniach poczułam klimat i wtopiłam się w przedstawioną rzeczywistość, ale nie wiem, jak to odbiorą inni. I tak właściwie nie wiem, na czym położyć główny akcent w tym opowiadaniu - na losach bohaterki, czy na ostatniej scenie. Niby jest związek, ale bardzo luźny. Znowu mam wrażenie tych "powycinanych ogniw".

Chyba muszę zajrzeć do innych Twoich tekstów :)
pisag dnia 26.02.2011 13:46
"tak naprawdę to pewnie od pierwszej chwili to planowała, tylko"

podpisuję się po opinią oke, o tych brakujacych oogniwach.
tekst nie płynie, a raczej jest poszarpany.

pierwszy akapit mi się podobał bardzo
ostatni jest, moim skromnym zdaniem, zbędny. albo czegoś nie zrozumiałam.

generalnie jest to obrazek z życia, który chętnie "ogladnełam".
Izolda dnia 26.02.2011 19:56
Jeśli miałabym się czegoś czepić, to tego, że opowiadanie wygląda jak fragment wyrwany z większej całości. Brakuje mi dopracowania w urwanej końcówce. I właściwie nie chodzi o treściowe ucięcie, tylko zapis końcówki zwiastuje coś czego już nie ma. Poza tym niby w tytule mamy Antoninę i to ona, zdawać by się mogło, ma być postacią pierwszoplanową, ale tak nie jest. Dlatego zastanowiłabym się jednak nad innym tytułem.
Tekst oceniam na dobry, nie spowowodował zawrotu głowy, ale czai się w nim warstwa podtekstowa, dzięki której zyskuje.
herbatka dnia 27.02.2011 18:48
Dziękuję za odwiedziny. Z wszystkimi opiniami się zgadzam. Tekst jest pisany za szybko i na siłę po skrótach. Spieszyłam się, bo dawno nie publikowałam. Wiem, typowa frustracja grafomana.
Wasinka dnia 28.02.2011 15:46
Rzeczywiście nieco poszarpane, ale nie aż tak bardzo. Czytało się ciekawie. Wyłuskać można tu ciekawe historie (potraktowane troszkę pokrótce, niestety, bo z chęcią bym się zagłębiła... Może w kolejnych częściach? I wtedy by się pozazębiały. Choć pewnie nie przewidujesz...).
Czasem się nieco nie składa, np.
"stoi Antonina i uparcie się na mnie gapi. No tak, poniedziałek. Wiadomo." w powiązaniu z: "Parę miesięcy temu nawet go spotkałam. Tak po latach, z zaskoczenia, jak jego matkę teraz."

Tytuł rozumiem na swój sposób; imię kobiety, na skutek spotkania z którą wracają wspominki. Jakoś poprzez jej osobę wychodzą na wierzch.

Ogólnie przyjemnie się czyta, jednak od zakończenia bym jeszcze trochę mogła powymagać... ;-)
Mimo niedociągnięć pewnych stworzyłaś klimat.

Pozdrawiam słonecznie.
herbatka dnia 28.02.2011 17:00
Tak. Kusi mnie, żeby opowiedzieć kilka historii, które łączy postać Antoniny. Jej pierwowzór istnieje naprawdę i można o nim napisać nawet książkę. Ale zacznę chyba inaczej, z innej strony. Pozdrawiam.
Wasinka dnia 28.02.2011 17:02
Namawiam. Z chęcią poczytam.
Krystyna Habrat dnia 03.03.2011 22:10
Coś w tym opowiadaniu jest. Czytałam najpierw pierwszy akapit, potem zakończenie od kreski, i to mi się spodobało. Zwyczajność przekuta na tekst literacki. Zaciekawiła mnie dziwna relacja narratorki z matką. Wreszcie przeczytałam pozostały środek i... trochę się rozczarowałam. Za dużo schematów w opisie postaci, rozwodów, trywialności- za dużo przykrych szczegółów. Postacie odpychające. Środek jest niemiły, nieinteresujący. I brak w nim tego, co mnie wcześniej zafrapowało. Chyba warto nad tym jeszcze popracować. Dodać tu barw, ludziom czegoś interesującego...by nie byli tak jednoznaczni.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Elminster
23/04/2019 18:10
@Marek Adam Grabowski nie zmieniłem czcionki, ponieważ… »
cliffhanger
23/04/2019 16:47
Bardzo dobre. »
Marek Adam Grabowski
23/04/2019 16:16
Widzę, że powtarzasz błędy z poprzedniej części. Nawet… »
Marek Adam Grabowski
23/04/2019 16:08
Bardzo piękny wiersz. I piszę to mimo tego, że nie przepadam… »
al-szamanka
23/04/2019 14:55
Nie dziwię się, że próbowała utonąć. Doskonale pokazałaś… »
Madawydar
23/04/2019 12:09
Fabuła zapowiada się całkiem nieźle. Błędy są, ale nie… »
pociengiel
23/04/2019 10:01
Dzięki. Jest najlepsza. Aczkolwiek zaszalałem dodając cztery… »
allaska
23/04/2019 09:38
Popracowalabym nad ostatnia strofa:) »
AntoniGrycuk
22/04/2019 21:14
Marku, dzięki za nalot na tę mini-miniaturę. I za taką… »
Marek Adam Grabowski
22/04/2019 20:18
Świetne. Tylko tyle i aż tyle. Pozdrawiam »
maleo
22/04/2019 10:31
Pełen uczuć, słodki :) »
al-szamanka
22/04/2019 05:26
Hmm, widać wyraźnie, że puenta ma tu być z założenia mocna i… »
Scareto
22/04/2019 01:28
Dziękuję ślicznie za wizytę! :) Czy puenta nie wydaje się… »
22227
21/04/2019 20:54
Ciekawy tekst szczególnie: "ile muszę popełnić… »
22227
21/04/2019 20:36
Bardzo fajny wiersz. samotna świadomość bogini zwycięstwa,… »
ShoutBox
  • mike17
  • 23/04/2019 18:46
  • Głosujcie w MUZO WENACH 7 na swoich faworytów, oto konkursowe namiary : [link]
  • AntoniGrycuk
  • 23/04/2019 13:31
  • A kto inny mówi, że w Słowniku Poprawnej Polszczyzny z 2016 jest: winny wszystkiemu. I co tu sądzić? Ja mam tylko taką sugestię: być winny wypadku, zdarzeń (kogo, czego).
  • AntoniGrycuk
  • 23/04/2019 13:27
  • Otóż dzwoniłem do poradni językowej Uniwersytetu w Poznaniu. Podano mi, że w słowniku sprzed 40 lat obie formy są dopuszczane, a w nowym tylko w formie dopełniacza. Więc: winny wszystkiego.
  • Dobra Cobra
  • 23/04/2019 10:40
  • Jaka piękna wymiana celowników i dopelniaczy ! Lata cale czekałem na taką rozrywkę umysłową na Sb.
  • MitomanGej
  • 23/04/2019 04:30
  • "Wszystkiemu" to celownik, a "wszystkiego" - dopełniacz. Z logicznego punktu widzenia poprawna jest forma z końcówką -ego, gdyż jesteśmy winni kogo/czego, w celowniku to możesz być winny koledze 5 zł
  • AntoniGrycuk
  • 22/04/2019 18:12
  • Dzięki. Choć logicznie to brzmi, jakby chodziło o znaczenie słowa winny w sensie długu, a nie przyczyn wydarzeń.
  • al-szamanka
  • 22/04/2019 18:02
  • Jestem winny WSZYSTKIEMU... WSZYSTKIEMU jestem winny.
  • mike17
  • 22/04/2019 16:51
  • Nasza zabawa trwa. Głosujcie w MUZO WENACH 7, łatwo czytać miniatury, bo jest ich niewiele. Dlatego liczę na Wasz odbiór i cenne głosy. Czekają na nie też Autorzy, którzy zaszczycili konkurs :)
Ostatnio widziani
Gości online:22
Najnowszy:aciri
Wspierają nas