"Siostry Medycyńskie" cz.3 - Elatha
Proza » Humoreska » "Siostry Medycyńskie" cz.3
A A A
- W moim Magicznym Pudełeczku wszystko się zdarzyć może... –


Michał Obronny, który wcześniej pracował dla tak sławnej agencji ochroniarskiej jak „Love-inex”, szybko zaaklimatyzował się w nowym miejscu pracy. Siostry wraz z panem Mieciem przygotowały mu stanowisko tuż przy drzwiach wejściowych, by w razie potrzeby nowy pracownik mógł błyskawicznie zareagować nim intruz wejdzie dalej. Kobiety uznały nowego współpracownika za miłego i uprzejmego człowieka, który doskonale radził sobie w konwersacji i z przymrużeniem oka spoglądał na ekstrawagancje dam. Każda z nich znalazła w nim coś, co odpowiadało jej wcześniejszym oczekiwaniom. Najbardziej jednak zadowolona była Wafelka, która w Michale odnalazła pokrewną duszę, ale jeszcze nikomu nie zdradziła swoich rozentuzjazmowanych myśli...

Tego dnia, który okazał się przełomowy w kwestiach pogodowych, świeciło słonko i wyraźnie zrobiło się cieplej, Edzia dziarsko wmaszerowała do pracowni niosąc dwie pokaźne siateczki.
- Nasze drugie śniadanie, dziewczęta i chłopcy! – zawołała. – Pysie-ptysie dla nas, a dla Keiry ciasteczko z owocami! I nawet mam coś dla Alberta!
- A skąd to wszystko? – zainteresowała się Aga. – Jest jakaś okazja?
- Nie ma okazji – Edzia wzruszyła leciutko ramionami i powędrowała do obszernej lodówki, by schować łakocie. – Tuż obok mojego bloku otworzyli cukiernię. Nawet wcześniej nie wiedziałam, że w tym małym lokalu po maglu coś będzie. A dzisiaj idę i widzę wieeelki napis - „Cukiernia z niespodzianką”. No to weszłam i jak zobaczyłam te ogromneee pysie-ptysie to musiałam je wziąć! Mnóstwo klientów kupowało ciasta, dlatego kilka minut się spóźniłam.
- Pysie-ptysie! – Melman zaświeciły się oczka i z niecierpliwością czekała na konsumpcję. – A pan Miecio wie, że ma przyjść?
- Tak, tak – zapewniła Edzia. – Sama mu o tym mówiłam. Kaczusia też przyjdzie.
- Kaczusi trzeba zafundować weekend w SZAFIE – chichotała Aga Naga. – Może potem już jej tam nie będzie!
- Oj! Z naszą SZAFĄ nie ma żartów! – Arcykapłanka z szacunkiem wyrażała się o SZAFIE. – To drzwi międzywymiarowe i nie wiadomo, co się stanie, gdy znowu się za nimi znajdzie. Może to będzie ten sam Albert, może jakiś alienek w nim, a może zupełnie ktoś lub coś innego.
- Dlatego nie lubię w niej grzebać – Aga przy kontaktach z SZAFĄ lubiła mieć przy sobie swój Kij Samobij, wersja 4.1 model 2009. Błyszczący, zapachowy i składany. Świetnie pasował do każdej jej torebki. – Po za tym zawsze mam dreszcze, gdy Keira stoi za mną z PRONDEM, a Edzia ze swoją Magiczną Łopatką.
- To środki bezpieczeństwa, mój Minogu – powiedziała z czułością Melman. – Teraz będzie z nami jeszcze Wafelka, która w sytuacjach kryzysowych poratuje nas swoimi miksturami. Wcześniej musiała pilnować pracowni.
- Na szczęście mamy Michała – Wafelka uśmiechnęła się słodko. – Zresztą nasz ochroniarz właśnie kończy montować kamery w Pokoju Zwierzeń.
- Świetnie – Agi nic nie było w stanie przekonać do kontaktów z SZAFĄ. – Teraz jak mnie coś zaatakuje, to wy uciekniecie i będzie potem podziwiać moją walkę z jakimś intruzem zza drzwi, siedząc na kanapach i jedząc pysie-ptysie!
- Nikt cię nie zostawi, sakamara! – Melman posłała Adze szelmowski uśmiech. – Chyba, że będziesz niegrzeczna!
- Ja zawsze jestem grzeczna! – zapewniła ją Aga. – Negatywne emocje wywołują u mnie inni! To nie moja wina, że są tacy toksyczni w obejściu!
- Taaa, jasneee! – Siostra Dyrektorka zaśmiała się głośno. – Albert też do nich należy?
- Tak – odparła Aga.
- To będziesz zaraz bardzo niegrzeczna – Edzia próbowała się nie roześmiać.
- Dlaczego?
- Albert właśnie idzie do twojego biurka – Keira wskazała głową na kaczkę, która kołyszącym krokiem kierowała się w stronę miejsca pracy Skarbniczki Związku, czujnie zerkając wokoło. – Chyba tym razem będzie grzebał w koszu...
- Albert!!! – Aga krzyknęła tak głośno, że cztery Siostry na moment ogłuchły, Michał wybiegł z Pokoju Zwierzeń, a po schodach tupiąc gnał niemiłosiernie pan Miecio.
- Sakamara, Kurczaku jeden! – Melman napiła się wody, by odzyskać słuch. – Czego się tak drzesz!
- Albercik! Albercik! – pan Miecio dzierżąc w dłoniach swoją ulubioną szczotkę rozglądał się ze zgrozą w oczach po pracowni. – Gdzie moja kaczusia?!
- Za biurkiem Agi – Wafelka była przekonana, że wcześniej zjedzą pysie-ptysie po tej akcji z kaczką. – Zapewne dostał już ze trzy razy biegunki!
- Jak Babcię Drypcię kocham! – mruczała Aga złowrogo. – Niech tylko zostanie ślad zapachowy po jego wydzielinach, to osobiście wsadzę go do SZAFY i ustawię na Obszary Niezbadane!
- Uff! – dozorca z ulgą opadł na kanapę, gdy okazało się, że jego pupilek ma się całkiem dobrze i dziarsko maszeruje w stronę kosza na śmieci należącego do Edzi. – Panienka Aga tak krzyczała, że mało nóg nie pogubiłem na schodach!
- Widziałam, jak Albert zmierza w stronę spinacza – Aga szybko wymyśliła niewinne kłamstewko, byle tylko pan Miecio nie dostał jakiegoś ataku histerii. – A gdyby tak kaczusia zjadła spinacz?
- Ojojoj! – dozorca wzdrygnął się przerażony. – Dobrze panienka Aga zrobiła! Albercik czasem jest taki ciekawski! Może powinienem pójść z nim na jakieś szkolenie? Eureka! – mężczyzna podskoczył na kanapie z radości. – Przecież panienka Aga prowadzi szkolenia! Jak to było? Ekskluzywny spacer z Agą i Lolisławem?
- Ekstremalny, panie Mieciu, ekstremalny – wycedziła Aga posyłając rozchichotanym Siostrom złowrogie spojrzenie. – Myślę, ze Albertowi to niepotrzebne. Po prostu musi pan z nim porozmawiać...
- Sakamara, dziewczęta i chłopcy! – Melman zwijała się ze śmiechu w fotelu. – Edzia, przynieś proszę te smakołyki, bo już nie wytrzymam. Musimy sobie uprzyjemnić ten dzień!
- Zrobię kawę! – Aga spojrzała groźnie na Michała, próbującego zdusić w sobie śmiech i powędrowała za Edzią.

Gdy już każdy miał na talerzyku swoje ciasteczko, a w kubku ulubiony napój, łącznie z Albertem, który w miseczce miał kilka zielonych krakersów, uśmiechy zrobiły się jeszcze bardziej uśmiechnięte i wszyscy zaczęli żartować.
- Jakiś nowy krem! – Melman smakowała pysia-ptysia przez dłuższą chwilę. – Takiego seledynowego jeszcze nie jadłam!
- Smaczne – pan Miecio z elegancją konsumował swoje ciasteczko. – Osobliwy smak.
- A moje ciasteczko też jest pyszne – Keira kontemplowała smak truskawek i brzoskwiń. Próbowała jeszcze sklasyfikować inny osobliwy posmak, ale szybko znikał. – Chyba nie było w nim zbyt wielu konser...
- Nie kończ, moja droga – Wafelka uśmiechała się szeroko do swojego pysia-ptysia, który wyraźnie już się zmniejszył. – Po co sobie psuć taką przyjemność?
- Właśnie – Michał posłał Arcykapłance słodki uśmiech, starając się nie ubrudzić zanadto ciastkiem, by nie wyjść na towarzyską Kacałę. – Z tego wszystkiego zapomniałem wam powiedzieć, że kamery wszędzie już działają. Wasze komputery mają dostęp do każdej z nich i same możecie wybrać, co chcecie obserwować.
- Czy to działa na ruchome obiekty? – zainteresowała się Aga.
- Owszem – Michał znacząco spojrzał na Alberta, który nadal zajadał krakersy. – Wystarczy tylko wstawić do programu konkretne zdjęcie...
- Aga, chyba nie chcesz mnie śledzić? – Melman pogładziła się po brzuszku pełnym pysia-ptysia. – Niegrzeczna dziewczynka!
- Grzeczna, niegrzeczna! – Aga zrobiła jedną ze swoich słodkich min i zaczęła chichotać. – Pysio-ptysio!
- Muszę zerknąć do Magicznego Pudełeczka – Wafelka przypomniała sobie, że powinna niezwłocznie uzupełnić magiczną miksturkę w fiolce, którą zawsze miała przy sobie. – Zaraz wracam.
- Pomogę ci – zaofiarował się Michał czując, że chyba się rumieni. Nie był jednak pewien z jakiego powodu.
- To pudełko musi mieć cięęężkieee wieko – Edzia czuła się bardzo ożywiona, jakby wypiła co najmniej dwa kieliszki nierozcieńczonego wina. – A czy możemy zostawić naszą Arcykapłanką sam na sam z takim przystojnym ochroniarzem?
- Nas nie chciała wziąć! – smuciła się Keira, czując jednocześnie narastającą falę śmiechu, – Niedobra Wafelka!
- Sakamara, dziewczęta i panie Mieciu! – Melman puściła oko do Alberta, który siedział na kolanach swojego pana i kiwał się do przodu i do tyłu. – Dobry pysio! Grzeczna kaczusia!
- Ojoj, panienki! – pan Miecio podrapał się po głowie zastanawiając się, dlaczego czuję się tak bardzo rześki. – Chyba pójdę dzisiaj na dancing! W piątki zawsze przychodzą najfajniejsze emerytki!
- Świetnie, panie Mieciu! – zachichotała Aga. – Alberta pan zostawi ze mną!
- Kochana pani jest! – dozorca zaśmiał się słodko, a z nim reszta Sióstr.

Wafelka razem z Michałem po wymianie uprzejmych uwag na temat pogody, jedzenia i koloru obudowy kamer otworzyli wreszcie Magiczne Pudełeczko i ze zdumienia przecierali oczy. Pudełeczko mieniło się wszystkimi kolorami tęczy i coś nuciło. Wafelka zatrzasnęła szybko wieko, ale melodia nie ucichła.
- Fajny gadżet! – Michał zachichotał.
- Ale ono tak nigdy... – Arcykapłanka szybko uchyliła jeszcze raz wieko, ale wnętrze nadal jarzyło się kolorami i śpiewało. – Chodźmy po resztę...
- Lepiej zamknę Pokój Zwierzeń na elektroniczny zamek – zadecydował Michał, gdy wyszli z pomieszczenia. – Tak na wszelki wypadek.
- Dobrze – Wafelka uśmiechnęła się szeroko na widok pokładających się ze śmiechu towarzystwa. – Z czego oni się tak śmieją?
- Chodźcie do nas szybko! – zawołała Keira. – Edzia właśnie prowadzi konwersację z puszką sardynek Chyba mówią, że im ciasno!

Wszyscy rozsiedli się wygodnie słuchając rozmowy Łączniczki Światów z puszką znalezioną w lodówce. Śmiali się przy tym bardzo głośno, aż bolały ich brzuchy. W pewnym momencie ogarnęła ich jednak dziwna senność i przytuleni do siebie zapadli w fascynującą drzemkę...


Melman obudziła się w ogromnym sklepie przy stoisku z butami. Rozejrzała się zdziwiona, ale nikogo nie dostrzegła. Poczuła, że coś ma w dłoni. Spojrzała niżej i zobaczyła kartkę papieru na której napisano: „Bierz co chcesz i ile chcesz!”. Siostra Dyrektorka krążyła między setkami regałów, ale mimo ogromnego wyboru nic jej się nie podobało. Przymierzyła landrynkowo - różowe klapeczki, wygodne baletki w kratkę, eleganckie pantofelki na obcasie, ciepłe kozaczki, oryginalne glany. I nawet znalazła kalosze w dżdżokule, ale i one nie podbiły jej serca. Znużona opadła na jeden z foteli. Gdy podniosła wzrok okazało się, że krąży z ogromnym wózkiem po gigantycznym hipermarkecie. W oddali dostrzegła Keirę, która pomachała jej wesoło. Melman odmachała i z animuszem zabrała się do robienia zakupów. Oprócz jej i Keiry nikogo nie było w pobliżu. Gdy wózek wyładowany został po brzegi, Siostra Dyrektorka udała się do kasy. Przed nią dostrzegła nisko pochyloną postać, która układała coś na najniższej półce. Kobieta podniosła się, gdy Melman się zbliżyła.
- Dziekujemy za zakupa w nasym duza chińcia sklepie! – zapiszczała z orientalnym akcentem. – Nase towary z kraju Muru som najlepsa!
- Sakamara, dzięwczęta i chłopcy! Sakamara! – zawołała Melman wybiegając ze sklepu...
Edzia ocknęła się w dziwnym miejscu. Pachniało w nim psią karmą, żwirkiem dla kotów i odżywkami dla rybek. Wszędzie stały zaciemnione regały. Tylko przez środek biegła oświetlona ścieżka, którą podążała. W pewnym momencie zrobiło się jasno i oczom posiadaczki Uroczej Tasiemki ukazały się ogromne akwaria. Zaciekawiona podeszła bliżej i zamarła na widok ogromnego różowego pająka, który puszczał do niej oko.
- Cześć, mała – odezwał się pająk. – Przygarniesz mnie? Jestem Kropek.
- Pająk! – krzyknęła Łączniczka Światów. – Pająk!
- A co myślałaś?! – oburzyło się stworzonko. – Czy ja wyglądam na śledzia?!
Edzia wybiegła z krzykiem. Oślepiło ją słońce. Po chwili oczy przyzwyczaiły się do jasności i jej oczom ukazał się piękny widok. Piaszczysta plaża o którą łagodnie rozbijały się morskie fale szybko ukoiła jej skołatane nerwy. Lekki wietrzyk chłodził twarz. Odetchnęła z ulgą. Rozejrzała się, ale dostrzegła tylko małą budkę w oddali i ogromny napis: „Lody za darmo!”. Szybkim krokiem zmierzała w tamtą stronę mając nadzieję, że dowie się, gdzie znajdzie resztę współpracowników. Kiedy jednak dotarła na miejsce okazało się, że zapomniała o co chciała spytać sprzedawcę. Zamiast tego poprosiła o smakołyk. Szybko odwinęła papierek i oniemiała. Na patyczku siedział śledź...
- Edzia nie zje śledzia, prawda? – śledzik popatrzył na nią robiąc wielkie, filmowe oczy. – Edzia kocha śledzia!
- Aaaaaaaa! – krzyknęła głośno i zaczęła biec...
Keira znalazła się w ogromnym, jasnym domu, który pozbawiony był jakichkolwiek mebli. Wszędzie za to widziała drzwi. Nagle coś miękkiego zaczęło ocierać się o jej nogi. Spojrzała w dół i zobaczyła Tofika. Ucieszyła się i już chciała pogłaskać swoją pupilkę, ale kotka miauknęła i pobiegła w stronę drzwi. Wielbicielka sierściuchów otworzyła je i kot radośnie wybiegł. Ale w następnym pokoju czekały na nią już trzy koty przy trzech innych drzwiach, głośno domagając się wypuszczenia. Główna Pisaczka i Czytaczka wypuściła wszystkie. Podążyła jednak za swoją ulubienicą. W następnym pokoju czekało już na nią sześć innych rozwrzeszczanych worków pcheł i sześcioro drzwi! Przerażona krzyknęła i zorientowała się, że macha do Melman w jakimś sklepie. Odetchnęła z ulgą. Jej wózek na zakupy był pusty. Zaczęła szukać potrzebnych produktów, ale gdy tylko brała coś do ręki przy cenie zapalał się napis: „Mam E!”. Odkładała więc ten produkt na miejsce i podnosiła inny. Za każdym razem pojawiał się ten sam napis. Przemierzyła niemal cały sklep w poszukiwaniu „normalnego” towaru, ale bez rezultatu. Nagle przy kasie ujrzała kobietę, która uśmiechała się przyjaźnie. Gdy tylko podeszła tamta rozwinęła wielki transparent, na którym napisano: „U nas wszystko ma w sobie E!”...
Wafelka w stroju kąpielowym zmierzała w stronę basenu. Zdziwiona nieco ubiorem i lokalizacją uznała jednak, że woda doskonale ją zrelaksuje. Gdy stanęła nad brzegiem kilka razy ze zdziwienia przetarła oczy. Myślała, że wszystko jest snem. Basen po brzegi wypełniał niebieski kisiel! Arcykapłanka zdegustowana widokiem nie miała ochoty na lepką kąpiel, zwłaszcza, że zawartość zaczęła lekko bulgotać. Przerażona uciekła, co sił w nogach. Wybiegła przez najbliższe drzwi. Kiedy zatrzasnęły się za nią z lekkim sykiem, uświadomiła sobie, że znajduje się w SZAFIE! Zrozpaczona próbowała się wydostać, ale na próżno. Drzwi nie ruszyły. Przez szybkę dostrzegła wielką dżdżokulę, która pełzła w jej stronę.
- Wypuść mnie proszę, dżdżokulko! – prosiła posiadaczka farmy dżdżokul. – Ktoś zamknął drzwi!
- Nie ktoś, tylko ja! – różowe ciałko zachichotało wrednie. – Nie pozwoliłaś mi rosnąć! Trzymałaś w zamkniętym słoiku, na dodatek w tym najbrzydszym! Za karę posiedzisz w SZAFIE!
- Nieeee! – krzyczała Wafelka. – Proszę! Będziemy chodzić na spacerki! Nie wrócisz już do słoika! Obiecuję!
- Sesese... Seeerioooo?! – zachichotała dżdżokula uruchamiając otwieranie międzywymiarowych drzwi...
Wafelka odwiedzała Niezbadane Tereny za drzwiami SZAFY...
Aga uświadomiła sobie, że spaceruje po piasku nad brzegiem znanego jej jeziora. Odetchnęła głęboko chłodnym powietrzem i podziwiała piękny widok. Nagle zorientowała się, że ma w ręce smycz. Spojrzała w dół, ale jej koniec nie kończył się Lolisławem...
- O, cholera jasna! – zaklęła soczyście Aga widząc przed sobą czarnopiórego Alberta, który pokazywał jej język. – Wredna kaczka! Co zrobiłeś z moim Lolusiem?! Gadaj mi tu!
- Kwa, kwa, kwa, Aga zła! – Albert zakwakał głośno. – Kwa, kwa, kwa, Aga zła! Kwa, kwa, kwa, nie ma psa!
- Sakamara! Sakamara! – Skarbniczka Związku odrzuciła smycz i pobiegła przed siebie, nawołując Lolka.
Nagle ocknęła się w wygodnym fotelu przy ogromnym biurku, na którym stało mnóstwo aparatów telefonicznych. Wiedziała, że to jej lekko depresyjne stanowisko pracy. Gdy zadzwonił jeden z telefonów nie zdziwiła się. Dopiero, gdy podniosła słuchawkę i usłyszała głos EkstraMatołka zadrżała na myśl, że znowu będzie musiała powiedzieć setki razy „Tak, proszę pana, nie, proszę pana, do widzenia, proszę pana!”. Po setnym razie wyjaśnienia procedury uzyskania przychylności opornemu klientowi Aga z ogromną ulgą odłożyła słuchawkę aparatu. W tej właśnie chwili rozdzwoniły się pozostałe telefony...
Pan Miecio ocknął się mając w jednej ręce zwykłą szmatkę do kurzu, a w drugiej mop, który pamiętał chyba czasy wczesnej epoki kamienia łupanego. Przy nodze stało blaszane wiadro z dziurawym dnem, a obok płyn do mycia podłóg z taką ilością konserwantów, że panu Mieciowi resztka włosów stanęła dęba. W chwili, gdy ujrzał przed sobą długi korytarz pokryty kłębami kurzu i sprzęt, którym miał się posługiwać przy sprzątaniu, zemdlał... Obudził się i zemdlał po raz kolejny, gdy tylko zorientował się, że jest kurą...
Albert obudził się w swoim mięciutkim i ciepłym posłanku. Powoli wyczołgał się z niego i nagle zorientował się, że nie ma piór. Zemdlał... Gdy się ocknął ujrzał nad sobą uroczą twarzyczkę Agi. Zemdlał ponownie... Powoli wracał do siebie. Otworzył swe czarne oczęta i zorientował się, że znowu widzi Agę. Tym razem nie stracił przytomności. Ale gdy ujrzał ogromną miskę na pranie pełną świecących dżdżokul i Agę, która właśnie podawała mu jedną szczególnie opasłą, zemdlał kolejny raz...

Michał Obronny trwał zawieszony w jasnej przestrzeni... Czekał...

Nagle wszyscy ocknęli się, leżąc na wiosennej łące. Ciepłe promienie słońca muskały skórę pięciu Sióstr, pana Miecia, Michała i pióra Alberta. Kwiaty pachniały intensywnie, wszędzie dało się słyszeć brzęczenie owadów, które jednak nie uprzykrzały nikomu tej wspaniałej chwili. Kiedy zaczął padać ciepły, kolorowy i mięciutki jak futerko Tofika śnieg wszyscy piszczeli z zachwytu, a potem zaczęli tańczyć...

- Sakamara, Aga! Czego się tak drzesz?! – Melman przetarła zaspane oczy i rozejrzała się nieco przytomniej po pracowni. – Spaliśmy?
- Śnieg padał! – Aga śmiała się radośnie. – Taki kolorowy i ciepły!
- Pamiętam! – zawołała Wafelka. – Byliśmy na łące!
- Było tak kolorowo! I ta młoda trawka! – Keira marzyła dalej.
- Słoneczko świeciło... – Edzia przeciągnęła się leniwie.
- Ptaszki śpiewały! – Pan Miecio wzdychał zachwycony.
- Tańczyliśmy razem – Michał uśmiechnął się lekko do Wafelki.
- Kwa! – Albert zamachał radośnie skrzydłami i w oka mgnieniu pognał do swej kuwety, gdy tylko spojrzał na Agę.
- Sakamara! – krzyknęli, przypominając sobie wszystkie koszmary, które śnili.
Nagle ze stanu permanentnej grozy wyrwał ich dzwonek telefonu Edzi.
- Mama?... – Edzia odebrała zdenerwowana – Policja?... Gdzie?... W tej cukierni koło nas?!... Dlaczego?!... Co?!... Powtórz!... We wszystkim?!... Sakamara!... Nic mi nie jest, naprawdę!... W porządku... Papa...
- Co się stało? – Wafelka z niepokojem patrzyła na Edzię. – Jaka policja?!
- Zamknęli cukiernię... – Edzia z trudem mówiła. – Policja zrobiła nalot kilka godzin temu!
- Nalot na cukiernię?! – Melman była poważnie zaniepokojona. – Ale dlaczego?!
- Salmonella! – przeraziła się Keira. – Sakamara!
- Mam depresję i brzuch mnie boli! – Aga krzyczała wniebogłosy.
- Cisza, cisza! – Siostra Dyrektorka szybko zdusiła panikę. – Mów Edzia!
- Oni dodawali do tych wszystkich smakołyków grzybki Hali i Lucynki! Stąd nasze sny! – Łączniczka Światów opadła wyczerpana na kanapę.
- Jasna cholera! – wyrwało się Arcykapłance. – Teraz to nas czeka oczyszczanie!!!
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Elatha · dnia 19.09.2011 19:23 · Czytań: 615 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 4
Komentarze
adg dnia 20.09.2011 10:03
No nie wiem. Trochę dużo tu bohaterów i cięzko się w tym wszystkim połapać , aczkolwiek jak przebrnąłem, to kilka ciekawych wątków i pomysłów zauważam. Oj, musza czarownice na grzybki Hali i Lucynki uważać. W wolnej chwili zajrzę do Twoich innych tekstów może coś mądrzejszego mi przyjdzie do głowy.
Elatha dnia 21.09.2011 10:27
Adg, dziękuję za komentarz :). Całe to towarzystwo jest osobliwe. Zapraszam do innych tekstów.
Pozdrawiam.
Wasinka dnia 27.09.2011 10:34
Hm... nie ma to jak wspólne śnienie, w dodatku tak przyjemne ;) I dość znaczące sny poszczególne...
Lekki tekst, miła rozrywka.

Maluchy:

A czy możemy zostawić naszą Arcykapłanką - Arcykapłankę

pan Miecio podrapał się po głowie zastanawiając się, dlaczego czuję się tak bardzo rześki - nieco za dużo owego "się"...

Wafelka uśmiechnęła się szeroko na widok pokładających się ze śmiechu towarzystwa - pokładającego się

Po chwili oczy przyzwyczaiły się do jasności i jej oczom ukazał się piękny widok - niezgrabnie brzmi z owym powtórzeniem oczu

Kobieta podniosła się, gdy Melman się zbliżyła. - się dwukrotne

Kiedy zatrzasnęły się za nią z lekkim sykiem, uświadomiła sobie, że znajduje się w SZAFIE! Zrozpaczona próbowała się wydostać - wpada na siebie się/sobie/się/się

Interpunkcja do podszlifowania.


Pozdrowienia uśmiechnięte słońcem.
Elatha dnia 27.09.2011 11:16
Wasinko, dziękuję za komentarz :). Błędy poprawiłam, powtórzenia wyeliminowałam :).

Pozdrawiam ciepło :).
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Rafi
20/09/2019 02:33
mike17 Bardzo dziękuję za opinie :D są to moje początki,… »
mike17
19/09/2019 22:14
He he, miło mi to słyszeć :) Dobre słowo wszystkiego warte… »
Yaro
19/09/2019 21:44
Dzięki bruliben :) »
Yaro
19/09/2019 21:40
To od Mike Jagger https://youtu.be/K5_EBAzIPJM. Jakbym… »
bruliben
19/09/2019 21:40
Żonę skserować, hmmm? No pewnie, nikt nie jest doskonały.… »
bruliben
19/09/2019 21:21
Dziękuję Lilah. Miło gościć. »
bruliben
19/09/2019 21:19
Ciekawy wiersz, misternie zbudowany. Skomentuję go słowami… »
Kazjuno
19/09/2019 20:26
Droga Al Szamanko - panienko z dobrego domu. Na wstępie… »
wiosna
19/09/2019 20:02
Niejednemu się przytrafiło. I niejednemu nie udało się tak… »
mike17
19/09/2019 19:48
I miałaś w nim archaizm "shall" a nie… »
wiosna
19/09/2019 19:47
hmmm, hmmm aż się zaczęłam zastanawiać do jakiej grupy ja… »
wiosna
19/09/2019 19:38
Mike wiem, że istnieją, ale nie wiem, czy się nimi akurat w… »
mike17
19/09/2019 19:17
W każdym języku istniały/istnieją archaizmy. Pozdrawiam… »
wiosna
19/09/2019 19:15
Al, dziękuję. Miło, że Ci się podoba moje rymowanie:)»
Dobra Cobra
19/09/2019 19:14
Nie będzie nam Niemiec pluł w twarz ni dzieci nam germanił.… »
ShoutBox
  • Dobra Cobra
  • 18/09/2019 08:22
  • tej wytwórni. Ale sam szef D. próbuje zmienić czasy i transformację koncernu w stronę tematyki niebaśniowej. [link]
  • Dobra Cobra
  • 18/09/2019 08:20
  • Disney ma nie lada orzech do zgryzienia :) . Johansson zaprosili nawet na spotkanie dyrektorów D. I ona tam jasno mówiła, że reżyser niepokorny i film też, co niespecjalnie idzie za rączkę z polityką
  • TomaszObluda
  • 18/09/2019 06:50
  • em FOXa, więc Disney nie miał nic do gadania. A czy film pojawi się w Polskich kinach? Sadzę, że tak, ale nie wszędzie i nie od razu, bo tu nie chodzi o ideologię, ale o kasę.
  • TomaszObluda
  • 18/09/2019 06:48
  • Co do filmu, ten Hitler, będzie wymyślonym przyjacielem i z tego co wiem, będzie takim diabłem na ramieniu, co mówi źle, to wbrew pozorom nie komedia. Druga sprawa film powstał praktycznie przed zakup
  • Kazjuno
  • 17/09/2019 14:16
  • Znowu przesadzasz. Jesteś wrażliwym facetem, na dodatek z intuicją muzyka, więc czułym na fałszywe nuty. Także te cecha ułatwia Ci trafne komentarze. Więc jak znajdziesz czas(?)...
  • AntoniGrycuk
  • 17/09/2019 11:55
  • Powiem tak: technicznie mam coś do powiedzenia i choć nie jest to idealne, to potrafi być pomocne, natomiast mój gust znacznie odbiega od przeciętnej i to, co mi się podoba, nie zawsze jest dobre.
  • Kazjuno
  • 17/09/2019 11:49
  • Przesadzasz Antosiu! Bardzo cenię Twoje komentarze i byłbym rad przeczytać twoje wnikliwe uwagi. Zawsze były celne. Jak znajdziesz czas to zapraszam...
  • AntoniGrycuk
  • 17/09/2019 11:38
  • Kazjuno, ja chętnie skomentowałbym Twój tekst, ale ostatnio mam urwanie głowy i jedynie czasem króciutkie komentuje. Choć z drugiej strony, co jest wart mój komentarz?
  • Dobra Cobra
  • 17/09/2019 08:09
  • Sztuka kreskówkowa jest uważana za gorszą ze sztuk pięknych. :( A tak można w kinie podziwiać i piękną Scarlett i małego Hitlerka. Jak żywych. Choć ten synek ma nadzwyczaj mądry wyraz twarzy.
Ostatnio widziani
Gości online:11
Najnowszy:6oliviac7323tc4
Wspierają nas