Miłość prowadzi… modlitwa zostaje wysłuchana - Viola
Proza » Długie Opowiadania » Miłość prowadzi… modlitwa zostaje wysłuchana
A A A
Miłość prowadzi… modlitwa zostaje wysłuchana…


( narrator zmienia się zależnie od rozdziału, by pokazać uczucia wszystkich bohaterów)

Dzwoni, dzwoni kolejny raz. Zamartwia się, a ja chcę spokoju, pragnę by przestał się martwić, bo ja nie umiem tego odwzajemnić, nie umiem go pokochać. Moje słowa, słowa, które codziennie do niego wypowiadam, są puste. „Kocham cię”, „Tęsknię”- mówię, ale to kłamstwa, największe kłamstwa na świecie, lecz prawda jest zbyt bolesna. Siedzę tutaj i nie odbieram. To jest łatwiejsze. Telefon leży dwa metry przede mną, siedzę w kącie, między ścianami. Telefon jest zbyt daleko, nie mam siły.
Brak siły, obojętność, niechęć, brak apetytu, drażliwość, bezsenność, przytłumione uczucia… to wszystko składa się na jedną wielką katastrofę. I siedzę tutaj. Tu, gdzie nie ma ludzi, gdzie nie muszę udawać, że jest dobrze. Boli mnie dusza, jest ciężka i trudna. Zmieniam się przez chorobę.
Mam zamknięte oczy, dzwoni telefon, do pokoju wchodzi Edyta. Jest moją opiekunką w szpitalu. Lubię ją, bo jest taka wesoła i nie oczekuje ode mnie niczego. Wie, że nie stać mnie na żaden wysiłek. Otwieram oczy. Edyta stoi przede mną i patrzy na telefon. Ma na sobie fioletową sukienkę. Wygląda niesamowicie, magicznie wręcz.
- Podać ci?- pyta, dalej wpatrując się w dzwoniącą komórkę.
- Nie chcę z nim rozmawiać, nie mam siły.
- Kiedyś będziesz musiała mu powiedzieć.- czeka chwilę i mówi dalej.- Wiesz, że go kochasz, prawda? Tylko nie czujesz tego, bo jesteś chora. To normalne. Czujesz obojętność do jego osoby, a wręcz wstręt, ale to minie, gdy tylko wyzdrowiejesz. Jednak musisz powiedzieć mu o chorobie.
- Po co? Przecież nie musi o tym wiedzieć. W końcu wyzdrowieję i będzie dobrze.
- Nie odzywasz się do niego od dwóch tygodni, on czuje, że go nie chcesz, ale nie zna przyczyny. Wyzdrowiejesz za kilka miesięcy, a wtedy jego już nie będzie. Musi poznać przyczynę, wtedy jest szansa, że zaczeka.

*****


- Co się z tobą dzieje? Nie odbierasz od kilku tygodni.- pytam.
- Nie mogłam.- Viola wydaje z siebie ciche pomruki.
- Wytłumaczysz mi to? Nie rozumiem. Zrobiłem coś nie tak?
- Nie, ja…- przerywa.- Ja jestem chora.
- Jak to? Na co?- nie wiem co powiedzieć. Kocham ją, a ona ukrywa przede mną chorobę?
- Mam ciężką depresję. Teraz jestem w szpitalu psychiatrycznym. Nie chciałam ci mówić. Sądziłam, że wszystko się ułoży, gdy tylko wyzdrowieję.
- Martwiłem się, wiesz? Martwiłem i to bardzo, nie wiedziałem co się dzieje. Mogę cię odwiedzić? Gdzie jest ten szpital?
- Nie! To znaczy, lepiej nie, bo nie czuję się dobrze. Wolę być sama, nie przychodź, proszę.
- Dobrze, nie przyjdę, ale tęsknię za tobą.- czekam chwilę, ale ona nie odpowiada. Nie tęskni. Rozłącza się bez słowa. Wiem czym jest depresja, wiem, że Viola teraz mnie nie kocha, nic do mnie nie czuje. Nie mogę naciskać, nie mogę niczego wymuszać. Mogę tylko czekać i mieć nadzieję, że szybko wyzdrowieje.
„Mam wiarę i mam nadzieję, że będzie lepiej. Musi być.”

*****


Wracam do domu. Mówią, że zdrowa, a czuję się jak…kamień, kamień wrzucony do morza. Nie ruszam się, tylko trwam w swojej ciężkości. Czekam aż jakaś siła pobudzi mnie do działania- nie ma siły! Nie ma działania! Mój Kamil wciąż jest mi daleki, nie czuję się z nim związana, chcę na niego krzyczeć, chcę go zniszczyć, bo narusza mój spokój, moją samotność! Siedzę w fotelu, w swoim pokoju. Słyszę kroki. Drzwi się otwierają, a do mojego królestwa wkracza Kamil.
- Jesteś już.- uśmiecha się.- Czujesz się lepiej?- podchodzi do mnie by mnie pocałować. Niechętnie się zgadzam po czym odpowiadam:
- Szczerze mówiąc jeszcze nie tak dobrze. To jest dla mnie ciężkie i boję się, że choroba wróci.
- Nie wróci. Wiesz dlaczego?- pyta, a ja czekam.- Modliłem się o ciebie. Kocham cię maleńka i nie pozwolę, by choroba wróciła. Przez te kilka miesięcy modliłem się i wierzyłem, że moja miłość do ciebie zgładzi depresję, że Bóg zobaczy jak cię kocham i nie pozwoli chorobie, by cię zniszczyła.
- To miłe.- wydukałam. Nie stać mnie na nic więcej. Nie czuję wdzięczności, nie wzrusza mnie to, choć powinno.
- Tylko miłe?- dziwi się.- Chyba naprawdę jeszcze nie czujesz się najlepiej.- odsuwa się ode mnie i staje przy drzwiach.- Wiem, że to przez chorobę, ale czuję się całkowicie odtrącony. Nie jest mi z tym dobrze.
- Zostań.- mówię.- Może nie potrafię teraz cię kochać, nie potrafię przepraszać, ani dziękować, ale zrobiłabym to, gdyby nie depresja. Na pewno bym zrobiła.- zapewniam go i uśmiecham się nieszczerze.
Kamil podchodzi do mnie i całuje w policzek. Uśmiecha się i pyta:
- Możemy się jutro spotkać?- przytakuję.- Dobrze. Spotkajmy się wieczorem w parku.
Wychodzi, a ja rzucam się na łóżko. Nie chcę parku, nie chcę wieczoru… nie chcę spotkania. To męczące. On mnie kocha, a ja nie potrafię. I coraz częściej zastanawiam się czy nasza „miłość” ma sens, czy ja w ogóle go kocham, czy on jest mi potrzebny. I coraz częściej mówię nie, nie, nie! Krzyczę- nie chcę tego! Ale on wierzy we mnie, ufa mi, ma nadzieję, że w końcu będzie dobrze… kocha. Jego miłość mnie przeraża. Wybacza mi wszystko co mówię i czego nie mówię, co robię i czego nie potrafię uczynić. To niesamowite, ale też straszne. Mam wrażenie, że jego miłość do mnie jest wręcz idealna, a moja do niego znikoma, chociaż jest on wspaniały. Czy potrzebuję kogoś jeszcze lepszego? Czy w ogóle jest ktoś lepszy? A może niezależnie od osoby, ja po prostu nie umiem kochać? Nie wiem i zdaję sobie sprawę, że na te pytania muszę odpowiedzieć sobie sama.

*****


Idę ciemną uliczką. Jesień jest taka piękna, bajeczna, a szczególnie wieczorem, kiedy pełny księżyc oświetla delikatnie wszystkie drogi i drzewa. Światło bijące z okrągłych lamp wprawia w senny nastrój. Czasem zastanawiam się czy przypadkiem nie jestem w tym momencie we śnie. Uwielbiam tą niewiedzę. Jestem wtedy zdolna do rzeczy, których nie zrobiłabym, będąc pewną rzeczywistości.
Widzę Kamila, stoi obok naszej ławki. Zawsze spotykamy się w tym miejscu i o tej godzinie.
- Jesteś.- uśmiecha się.
- Jestem.- odpowiadam.
- Stałem tutaj i myślałem czy przyjdziesz. Trudno mi to określić, ale przepełnia mnie strach, że uciekniesz przede mną. Nie chcę cię na nic naciskać, pragnę tylko by wszystko wróciło do normy.
- Nie wróci.- mówię, a na jego twarzy widzę przebłysk zdziwienia i strachu zarazem. Do oczu napływają mi łzy. Wyciągam nóż, który tak pięknie błyszczy w świetle lamp. Kamil cofa się, lecz natrafia na drzewo, nie ma drogi ucieczki. Jesteśmy tylko my, noc, księżyc i nóż.
Brak uczuć, obojętność, chęć życia w samotności… zabijam… zatapiam nóż w jego ciele i czuję ulgę, wielka ulgę. Nie muszę już odpowiadać na pytania. Osoba znika, a ja jestem sama.
Kamil osuwa się powoli na ziemię… nóż zostaje w jego ciele. Uciekam.

*****

Zasypiam spokojnie, spełniona i wolna. Oczy mam mokre od łez. Nie są to łzy smutku i żalu, lecz radości i mocy. Jestem panem. Jestem panem życia i śmierci.

„Spaceruję po parku, parku, w którym zabiłam. Przechodzę koło naszej ławki. Nagle, przede mną pojawia się Kamil. Jest niewyraźny, wręcz przezroczysty. Patrzy na mnie i płacze.
- Kocham cię.- mówi.
- Nie możesz mnie kochać. Zabiłam cię!- krzyczę.
- Wybaczam ci wszystko i kocham nadal. Byłaś chora, modliłem się, wierzyłem i miałem nadzieję, że poczujesz coś do mnie. Kocham cię moja piękna.
- Boże, ja… ja też cię kocham.
Kamil się uśmiecha. Z jego oczu płyną łzy szczęścia.
- Widzisz? Moje modlitwy zostały wysłuchane. Modliłem się byś poczuła coś do mnie i to się stało.-znika.”
Budzę się.
- Boże, ja go kocham…kocham a on nie żyje…

*****


Więzienna cela.

Nie uznano mnie za chorą, mimo depresji, po prostu skazano mnie na życie tutaj. I cieszę się. Nie zasługuję na wolność tak jak inni ludzie. Jestem w zamknięciu. Moje ciało siedzi w pustym pokoju z niewiarygodnie wysokim sufitem, a dusza zapada się w otchłani… pustka ogarnia mój umysł.
Jestem mordercą. Jestem psychopatą.
Morderca osiąga najwyższe stadium swojej psychozy, swojego wariactwa, zabijając siebie samego, w sposób doskonale zaplanowany i niepojęty. Planując właśnie dla siebie największe przedstawienie, niczym sztukę teatralną… ZABIJĘ SIĘ! I to nie jest zabawne- przynajmniej nie dla ludzi, którzy mnie znajdę. Ja za to będę się bawić doskonale!
„Czyż nie powinni zbadać mnie jeszcze raz?”- Śmieję się.
Chyba będą mieli wyrzuty sumienia… ale psychopata nie martwi się o innych, psychopata jest psychopatą, a psychopaci są… Hahaha… psychopatami… dobre sobie… piszczy mi w głowie… niepojęte są mysli moje zaklęte… rymowane myśli… ale dziwne…
Tracę przytomność…

*****


- Kto dał panience tabletki?
- Osoba, której pan nie odgadnie.- Viola mówi ze śmiechem. Jest niezbyt przytomna. Opiekun uznał, że wykorzysta ten fakt do zbadania, kto przemyca do więzienia nielegalne środki.
- Dlaczego chciała pani zażyć te tabletki?
- A dlaczego pan nie?- Viola śmieje się do rozpuchu. Trzyma się za brzuch i patrzy opiekunowi prosto w twarz. Ten prawie traci cierpliwość.
- Wiesz, że mogłaś umrzeć?
- Tego chciałam.
- Nie rozumiem. To znaczy, wiem, że nie czujesz się dobrze z morderstwem, którego dokonałaś, ale masz szansę ulepszyć swoje życie.
- Pieprz się! Czuję się świetnie z morderstwem, które popełniłam! Kocham tego człowieka i…
- Kochasz tego, którego zabiłaś?
- Kocham i zamierzam…
- Spotkać się z nim?
- A możesz mi nie przerywać?!- krzyknęła Viola.
- A miałaś na mysli coś innego?
- Sama chcę wyrażać swoje myśli. Teraz wynoś się stąd i daj mi spokój!
- Żebyś się zabiła?- opiekun patrzył na dziewczynę ze współczuciem. Nie miał pojęcia jakie emocje targały nią wtedy, ale był przekonany, że nikt nie chce doświadczyć czegoś podobnego.
- Wyjdź!- krzyknęła i rozpłakała się.

*****


Zasnęłam w spokoju, pilnowana przez dwóch ochroniarzy. Na kolejną próbę nie było mowy.

„ Znowu park. Wspomnienie tamtego wieczoru. I on.
- Czemu to robisz?- pyta.
- Jestem w więzieniu! Jestem zamknięta… co mam robić? Czekać na śmierć ze starości?!- krzyczę.
- Nie spotkamy się, gdy to zrobisz… Przychodzę do ciebie w snach, tylko tutaj możemy się widzieć. Gdybyś się zabiła, byłabyś samobójcą… samobójcy nie dostają szansy od Boga, bo nie szanują życia… swojego własnego zresztą.
- A co ty wiesz?!
- Wiem teraz bardzo dużo. Nie rób tego, nie w taki sposób.”

Budzę się.
Nie mam siły na myślenie o Bogu, nie mam siły na myślenie o konsekwencjach… to koniec.

Psychopata zabija sam siebie… przedstawienie jest ciekawsze, gdy na widowni siedzą dwaj ochroniarze. Próbują wczuć się w sytuację aktora, pomóc mu jakoś w przejściu przez kłopoty- ale NIE! Aktor na scenie jest sam. Ma wyznaczony scenariusz. Musi się go trzymać, a widownia niech płacze, widownia niech krzyczy… aktor zrobi to co jest mu dane…

Bo sztuka kiedyś musi się zakończyć, a im ciekawiej przedstawi się koniec, tym bardziej zapadnie w pamięci widowni…

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Viola · dnia 17.03.2012 16:12 · Czytań: 523 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
BlueRiver
18/10/2019 08:57
marzenna - zgadzam się z Tobą - nie jest to radosny wiersz,… »
BlueRiver
18/10/2019 08:45
marzenna dziękuję, że mnie odwiedziłaś. Następny wiersz… »
marzenna
18/10/2019 08:11
Nowa epoka jest w tym wierszu, rozczochrane włosy, łan… »
marzenna
18/10/2019 07:56
Pierwsza miłość zostanie. Wypijesz jeszcze niejedną wódkę.… »
allaska
18/10/2019 07:53
Witaj Marzenno, dziękuję:) »
allaska
18/10/2019 07:51
Ustiuszo bardzo mi miło, dziękuję. Pozdrawiam serdecznie. »
marzenna
18/10/2019 06:59
:) witaj Ciało pokryte włosami, dla ciepła, ochrony nie… »
Ustiusza
18/10/2019 06:40
Mocny ten tekst. Tworzy w głowie obrazy. Pozdrawiam. »
allaska
18/10/2019 05:54
Hej Wiosno :) dziękuję ślicznie. Pozdrawiam »
bruliben
18/10/2019 04:54
Ulotna chwila, których rzadko doświadczamy w życiu, a jednak… »
Kamila N
18/10/2019 04:47
Ocena na teraz: przeciętne. Bo jestem rozczarowana. I jako… »
bruliben
18/10/2019 04:42
Aż widzę te ruchy, ledwo, ledwo, raczkujące, ostateczne,… »
bruliben
18/10/2019 04:38
Jak się za coś nie do końca odpowiada i nie składa obietnic,… »
bruliben
18/10/2019 04:31
Jakby wiosna była mężczyzną i czekała na swoją wiosnę… »
Kamila N
18/10/2019 04:29
Widzę, że wiersz został zmieniony, na minus jak wg mnie.… »
ShoutBox
  • bruliben
  • 18/10/2019 09:02
  • Już wiem, ktory utwór najlepiej rozgrzewa do pisania :)
  • bruliben
  • 18/10/2019 04:56
  • Dlaczego tu jestem, czego szukam, skoro większość dreamin’ offline.
  • bruliben
  • 18/10/2019 04:48
  • Aż sześć muzo wen - wypadałoby zajrzeć, zobaczyć, poczuć jak zainspirują.
  • allaska
  • 17/10/2019 16:27
  • Prośba do redakcji przy wysyłaniu tekstu nie wiem co zrobiłam ale wkleiłam dwa na raz proszę o usunięcie jednego one są takie same. Pozdrawiam. Czarodziejka z planety: " nie dorastam wam do pięt ;)"
  • mike17
  • 16/10/2019 19:13
  • Jeśli chcesz zaistnieć w portalowej sławie, nie wahaj się już i pisz śmiało do konkursu dla prozaików MUZO WENY 8, gdzie jedynym wymogiem jest napisanie miniatury. Dużo? Nie, mało. Zatem do boju :)
  • allaska
  • 16/10/2019 16:12
  • Gratulacje :) Vanillivi
  • Vanillivi
  • 16/10/2019 14:36
  • Oprócz mnie jest kilku świetnych autorów, więc polecam, dostępne w Empiku razem z numerem Fabulariów w cenie 8 zł.
  • Vanillivi
  • 16/10/2019 14:34
  • Witajcie :) Pochwalę się publikacją w antologii "Dzieci wolności" wydanej przez Fabularie. [link]
  • Dobra Cobra
  • 16/10/2019 08:35
  • Od Chaplina do Jo-jo Rabbit- niezwykła historia komedii o nazizmie: [link] Premiera w Anglii 3go stycznia 2020 roku.
Ostatnio widziani
Gości online:22
Najnowszy:ydunime
Wspierają nas