Pędy miłości - Elatha
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Pędy miłości
A A A
Nie wiem, dlaczego przyjechałyśmy w ten ciepły, wiosenny dzień akurat tutaj. Jakiś czas temu skończyłyśmy z Gairą studia, a dzisiaj zamiast cieszyć się wolnym dniem od pracy, spacerujemy po starym parku w pobliżu naszego uniwersytetu. Z zainteresowaniem słucham przyjemnej paplaniny przyjaciółki. Sama jednak nie jestem rozmowna. Moje myśli błądzą gdzieś wokół…
Cieszę się, że wybrałam rano wygodny strój, bo Gaira prowadzi mnie przez soczyście zielone trawniki i zakamarki parku, który graniczy z murem uczelni. Mam na sobie zwiewną bluzkę w drobne kwiatuszki, dżinsową spódnicę przed kolana i sportowe pantofle pasujące kolorystycznie do góry. Sweter wzięłam chyba dla zasady. Dzień jest słoneczny, ale nad jeziorem bywa chłodno nawet latem. Moja przyjaciółka ma na sobie letnią, kremową sukienkę w kolorowe kropeczki, płaskie sandałki i małą torebeczkę. Przy niej moja płócienna wygląda jak brzydkie kaczątko, choć jest zupełnie nowa i całkiem elegancka. Przyjaciółka rozdaje wszystkim napotkanym mężczyznom figlarne uśmiechy. Oni odpowiadają jej tym samym, ale gdy zauważają mnie, w ich oczach pojawia się jakiś głęboki smutek. Początkowo nie zwracam na to uwagi. Nie każdemu muszę się podobać. Jednak im bliżej jeziora jesteśmy, tym bardziej zaczyna mnie to niepokoić.
- Co jest ze mną nie tak? – nie wytrzymuję. Gaira patrzy na mnie zaskoczona. Czeka na wyjaśnienia. - Zauważyłaś, że w parku przeważają mężczyźni? Tobie posyłają urocze spojrzenia, a na mnie patrzą z jakimś przygnębiającym żalem. Wyglądam niechlujnie czy może niestosownie?
Dziewczyna zaczyna się śmiać, a ja zaraz dołączam do niej. Jej nastrój jest zaraźliwy. Obejmuje mnie w pasie i okręca dookoła.
- Wyglądasz ślicznie, moja droga! – szczebiocze wesoło. Wierzę jej. – Niechlujnie to wygląda nasz szef, ale ty nigdy! A mężczyzn rzeczywiście jest wielu, ale pewnie dlatego, że przy fontannie odbywa się pokaz mody. Ich kobiety na pewno są tam. Oni woleli wybrać samotne spacery nad jeziorem. Nie przejmuj się ich spojrzeniami. Smutno im, gdy widzą taką ładną dziewczynę i nie mogą z nią poflirtować. Chodź, Cari. Usiądziemy i popatrzymy na wodę.
- Z tobą jakoś flirtują – mruczę cicho. Na szczęście ona tego nie słyszy.
Nie jestem zazdrośnicą. Moja przyjaciółka jest śliczną blondynką, której uśmiech poprawia wszystkim nastrój. Nie jest wysoka, ale ma zgrabną figurę. Jej błękitne oczy bywają kapryśne. Zmieniają kolor w zależności od humoru. Znamy się od dziecka i świetnie rozumiemy. Gaira jest miłą, szczerą, choć nieco zwariowaną przyjaciółką. Ale taką ją lubię.
Jezioro Muirrean, które wcina się głęboko w park lśni w przedpołudniowym słońcu. Lewy brzeg porastają trzciny. Za nimi rozpościera się gęsty las. Tu, gdzie jesteśmy brzeg opada w łagodnie piaszczystą plażę, po której można spacerować boso. Tym razem darujemy sobie tę przyjemność. Przysłaniam oczy dłonią, chcąc dojrzeć brzeg przed nami, ale nie jestem w stanie go wypatrzyć. Jezioro zlewa się z linią horyzontu. Jest olbrzymie i niezwykłe. Przypisuje się mu magiczne moce, ale w obecnym świecie większość uważa, że to tylko legenda. Na szczęście woda wciąż jest tu krystalicznie czysta i bardzo zimna.
- Jak tu ślicznie – Gaira wodzi wzrokiem nie tylko po mężczyznach. Ceni również piękno przyrody. – Mogłabym zamieszkać od zaraz nad Jeziorem Muirrean. Szkoda, że to niemożliwe.
- Może to i lepiej – wzruszam ramionami, przesuwając wzrok na prawo. – Od wieków nikt nie ingerował w to miejsce. I może dlatego wciąż jest takie dzikie i urokliwe.
- To prawda – przyznaje. – Pójdziemy na ten pokaz mody?
- Jasne, później – wstaję. – Chodźmy na Kamienny Most.
- Ale tylko na most – przyjaciółka staje się niespokojna. – Dalej nie mam ochoty iść.
- W porządku – odpowiadam łagodnie.
Wchodzimy na drogę wyłożoną kamiennymi płytami, przecinającą niewielki, ciemny las. Gaira już nie jest w takim dobrym nastroju, jak chwilę temu. Nie lubi przechodzić pod baldachimem z gałęzi, które tworzą mroczny tunel. Jednak nie to jest dla niej najgorsze. Z tych wyjątkowych drzew zwisają długie pędy pokryte przyjemnymi w dotyku odnóżkami. Właściwie są to miliony długich i krótkich włosków, puszystych i miękkich nasion. Lubię czuć ich dotyk na skórze. Kojarzy mi się on z czułością i miłością. Nie wiem skąd takie porównanie. Kroczę powoli przez ten naturalny tunel, gdzie nie widać nic na wyciągnięcie ręki. Gaira Natom iast przemyka przez niego błyskawicznie. Zawsze mi powtarza, że ogarnia ją głęboki lęk, gdy czuję dotyk włochatych macek. Tak je nazywa. Ja chętnie usiadłabym tu gdzieś z boku i kołysała się do tajemnego i kojącego rytmu pnączy. Niestety, nie wolno zatrzymywać się na dłużej, by nie zablokować ruchu. W tej falującej mgle ktoś mógłby na mnie wpaść. Na szczęście w tej chwili nie ma tu nikogo innego.
Gdy wychodzę, blask słońca oślepia mnie na moment. Jeszcze przez kilka sekund pnącza będą ze mną. Ruszam dalej, a one zsuwają się z ociąganiem i wracają na swoje miejsce. Kamienny Most wygląda niezwykle. Długi na sto metrów wbija się w Jezioro Muirrean. Rzeźbione w marmurze kolumny i balustrady chronią pieszych od głębokich wód. Szaroniebieska, bezkresna toń trochę mnie niepokoi, jednak most został solidnie wykonany i trwa tu od wieków. Ale to nie on jest taki wyjątkowy. Na jego końcu znajduje się wyspa, której całą powierzchnię zajmuje Świątynia Dwunastu Bóstw. Prowadzi do niej tylko jedno wejście, to od strony mostu. Podobno z tyłu znajduje się przystań, ale nigdy tam nie dotarłam. Po Jeziorze Muirrean można żeglować jedynie w wyznaczonych miejscach. To z pewnością nim nie jest. Podchodzę do przyjaciółki, która czeka w bezpiecznej odległości od balustrady. Jej mina zdradza oznaki zniecierpliwienia.
- Cari, jak ty możesz iść tak wolno przez ten tunel? – pyta, kręcąc głową. Nie rozumie mojego dziwactwa. Ale to nic. Ja czasem nie rozumiem jej zachowań. – Ja zdążyłam już pozdejmować z siebie te włoski. To okropieństwo przyczepia się do ubrania i ciała.
- Za to widok rekompensuje wszystkie niedogodności – spoglądam na Świątynię, niewidoczną od strony parku.
- Tak – przyznaje niechętnie. – Chmurzy się. A przed chwilą niebo było jeszcze czyste.
- Kaprys Jeziora – uśmiecham się lekko. Chłodny wiatr muska moje łydki.
- Wracam – Gaira nie chce ryzykować spotkania z deszczem. – Pobiegnę na pokaz, a ty szybko do mnie dołącz.
- Idź, zaraz przyjdę – macham jej, ale tego nie widzi. Już jest w tunelu.
Kamienny Most jest pusty. Opieram się o balustradę i spoglądam w toń. Muirrean marszczy coraz bardziej swoje oblicze, gdy wiatr przybiera na sile. Robi się chłodno i zaczyna padać drobny deszcz.
- Wiosna – prycham, podążając w kierunku wejścia do świątyni. Do parku nie zdążę dobiec, a w tunelu mogę czekać zbyt długo nim poprawi się pogoda.
Coś każe mi przejść przez szpaler Dwunastu Bóstw, których płci jednoznacznie nie określono. Naprzeciw siebie stoją Miłość i Płodność, Wiedza i Talent, Zdrowie i Szczęście, Sprawiedliwość i Prawda, Przyjaźń i Wiara oraz Bogactwo i Władza. Alabastrowe posągi mają około trzech metrów wysokości. Jedna połowa ciała należy do kobiety, a druga do mężczyzny. Postacie okryte są wyrzeźbioną, długą szatą. Każde Bóstwo ma swój atrybut. Miłość trzyma klucz, którym można otworzyć serce ukochanej istoty, Płodność czule skrywa w dłoniach owoce, Wiedza dzierży zapaloną pochodnię, a Talent obejmuje księgę. Przy Zdrowiu zawsze mam problem. Gaira dostrzega tam gałązki nieznanej rośliny, a ja, widzę poskręcany korzeń. Szczęście koniuszkami palców dotyka motyla w locie, Sprawiedliwość ściska dwa sztylety, Prawda spogląda w lustro. Bogactwo trzyma w złączonych dłoniach garść ziemi, Władza dzierży bat, Przyjaźń zaś trzyma swoje własne dłonie. Najciekawsza jest Wiara. Ona ma zupełnie puste ręce, ale każdy wie, że to pozorna pustka.
Mijam je, czując dreszcz emocji. Ciężkie, drewniane drzwi ustępują z łatwością, gdy naciskam na klamkę. Nikogo nie ma w długim, szerokim korytarzu. Moje kroki odbijają się echem od wysokiego sklepienia. W Świątyni dominują jasne barwy. Po obu stronach znajdują się ogromne komnaty poświęcone każdemu z Bóstw. Na samym końcu znajduje się najważniejsza sala. Pusty cokół czeka na Tych, którzy kiedyś powrócą. Księgi nie podają dokładnego czasu. Nie do końca wiemy też, kto ma się pojawić. Opiekunowie Świątyni milczą na ten temat. Mówi się, że gdy Światło i Mrok spotkają się znowu, znany nam świat przestanie istnieć. Niektórzy wierzą w bardziej optymistyczną wizję. Rozdzielone Bóstwa powrócą, a wtedy wszędzie zapanuje radość i szczęście. Są i tacy, którzy nie doszukują się w tym pustym bloku marmuru większego sensu. Chyba uważają, że postawiono go tu przez przypadek i tak już został. Ja myślę, że w każdej z tych wersji istnieje jakaś prawda. Czasem wydaje mi się, że stworzyliśmy te wierzenia dla samych siebie, żeby nasze życie miało jakiś głębszy sens.
Nagle drzwi, które mam za plecami zatrzaskują się z hukiem. Serce chce mi wyskoczyć z piersi. Dygoczę przestraszona. Nie spodziewałam się czegoś takiego. Odwracam się powoli, słysząc ciężkie kroki. W moim kierunku zmierza młody mężczyzna. Jest wysoki. Masywne skórzane buty założył do czarnych bojówek i skórzanej kurtki w tym samym kolorze. Jedynie t-shirt jest w jaśniejszym, szarym odcieniu. Przez jego pierś przebiega ukośnie skórzany pas, który wyraźnie nie pasuje do całości. Przystojna twarz emanuje spokojem. Szare oczy pasują do koszulki, a kruczoczarne, pofalowane włosy do reszty stroju. Oliwkowa cera, lekki zarost, apetyczne usta. Mimowolnie uśmiecham się na ten widok, ale mój uśmiech zamiera w tej samej chwili, gdy nieznajomy zza pleców wyciąga długi, lśniący miecz. Nie krzyczę i nie uciekam. To bez znaczenia. Nikt nie zdoła mi pomóc. Cofam się jedynie o krok.
- Kim jesteś? – szepczę w momencie, gdy unosi miecz.
- Eadoin. – Wraz z odpowiedzią nadchodzi śmierć…
Rozglądam się z niedowierzaniem. Znów stoję na Kamiennym Moście. Deszcz nadal siąpi. Spoglądam na swoje piersi. Nie ma śladu po mieczu. Ubranie jest całe. Dopadają mnie niepokojące myśli. Gaira przed chwilą jeszcze tu była! Ale tamto też się wydarzyło! Ten mężczyzna przebił mnie na wylot mieczem. Widziałam krew i jego smutne oczy. Chłód zmusza mnie do działania. Znów kieruję swoje kroki do świątyni. Bóstwa niezmiennie trwają na swoich miejscach. Gonitwa myśli potęguje mój lęk. Dlaczego on mnie zaatakował w świętym miejscu?! Nawet go nie znam… Nie, przecież w zakamarkach pamięci tkwi jego twarz. Eadoin. Czy to wszystko, co wiem? Te same drzwi otwierają się z łatwością. Tym razem zachowuję czujność. Nikogo w środku nie ma, ale do moich uszu dobiega cicha melodia z pierwszej komnaty po prawej stronie. Stąpam bezgłośnie po marmurowej podłodze. Drzwi są uchylone. Ciężki klucz zostawiono w zamku. Ujmuję go w palce i wyciągam, nie czyniąc przy tym hałasu. Otwieram szerzej drzwi. Olbrzymią komnatę rozświetla ją tysiące świec. To miejsce Bóstwa Miłości. Majestatyczne łoże znajduje się na końcu. Dlaczego weszłam jednak tutaj, skoro nie miałam takiego zamiaru? Od korzennych zapachów kręci mi się w głowie. To tu proszą o łaskę nieszczęśliwie zakochani, samotni lub ci, którzy pragną ożywić swój związek. Ja lubiłam tu przychodzić jako dziecko. Później to się zmieniło… W tej samej chwili uświadamiam sobie, że nie jestem sama w komnacie. Odwracam się gwałtownie. Eadoin zamyka drzwi na klucz, chociaż ja swój wciąż trzymam w dłoniach. Mężczyzna zbliża się pewnym krokiem. Ma na sobie ten sam strój co wcześniej.
- Zabijesz mnie znowu? – głos mi drży, gdy zadaję to pytanie.
- Tak, ale później, Cari – odpowiada miękko z nutką żalu. Jego oczy są takie smutne.
- Później? – zaskakuje mnie ta odpowiedź.
- Najpierw chcę cię pocałować…
Przyciąga mnie delikatnie do swojego silnego ciała. Dłonie zanurza we włosach. Eadoin wygląda tak, jakby pragnął zachować ten widok na zawsze. Opuszkami palców dotyka mojej twarzy, całuje. Kolana uginają się pode mną. Ten pocałunek zawiera w sobie niezwykłe emocje. Miłość przeplata się z nienawiścią, a rozkosz z bólem. Odwzajemniam go. On bierze mnie na ręce i zanosi do łoża. Ostrożnie kładzie na miękkich poduszkach i patrzy. Jego oczy przepełnia żal. Wiem, co się zaraz wydarzy…
- Wybacz mi, ukochana… - szepcze i zadaje kolejny cios w serce.

Ten powrót jest trudniejszy. Siedzę na zimnych płytach. Dyszę ciężko, kurczowo ściskając kolumienkę balustrady. Deszcz pada coraz mocniej. Przez mój umysł przelatują setki myśli i tysiące obrazów, ale nie jestem w stanie zatrzymać ich na dłużej! Jestem przerażona. Może to tylko jakaś straszna choroba?! O, Bogowie! Doskonale wiem, że jestem zupełnie zdrowa! To się dzieje naprawdę! Eadoin jest mi bardzo bliski! Jak mogłam zapomnieć o nim?! Co się stało z moją pamięcią? Nie znam odpowiedzi na te pytania… Chcę zapłakać, ale powstrzymuję się ostatkiem sił.
Wstaję z trudem. Modna, płócienna torebka leży obok. Chwytam ją za pasek. Kim jest Cari? A Eadoin? Czy to para szalonych demonów, które ukarano za jakąś straszną zbrodnię? A może naprawdę mój umysł jest chory? Może podaje mi te wszystkie wizje, które wyglądają na prawdziwe, ale nimi nie są? A jednak ból, który czułam w chwili przebicia był taki realny. Miecz, krew, pocałunek Eadoina. Emocje, które towarzyszyły temu nie są mi obce.
Prawda czeka na mnie w Świątyni. Tym razem dotarcie tam zajmuje mi więcej czasu. Nie spoglądam na Bóstwa. Wątpię czy przemówią. W środku nic się nie zmieniło. Drzwi zamykają się cicho, a kroki nie wywołują echa. Nie interesują mnie komnaty Dwunastu. Chcę dotrzeć na sam koniec. Tam, gdzie kończy się długi korytarz zaczyna się sala z mozaikowym, półokrągłym sufitem. Pośrodku samotnie trwa prostokątny postument z żyłkowanego marmuru w kolorze podłogi. Ma się wrażenie jakby z niego wyrastał. Tej bryły nic nie zdobi. Jej prosta forma pasuje tu idealnie. Przesuwam dłonią po zaokrąglonej krawędzi. Przeszywa mnie dreszcz rozkoszy, która ma posmak bólu. Eadoin pojawia się obok. Nagle i znikąd.
- Kim jesteś? – pytam, gładząc marmurową płytę. – Dlaczego mnie zabijasz, ukochany?
- Moja słodka Cari – uśmiecha się słabo. – Wraca ci pamięć.
- Odpowiedz – stanowczo żądam, ale nie potrafię się gniewać na niego. W smutnych oczach odnajduję miłość, należącą tylko do mnie.
- Jak sobie życzysz – podchodzi tak blisko, że jego kurtka niemal ociera się o moje dłonie. – Jestem złem z twej przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Twoim katem i wybawieniem, twoją miłością i nienawiścią, radością i rozpaczą, uśmiechem i łzami. Jestem wszystkim dla jedynej ukochanej. Bezprawnie odebrano ci pamięć, a mnie sens wszystkiego, ale nie na zawsze. Wieki wieków dopełniają się, Cari.
- Znowu mnie zabijesz – w moim głosie jest tylko smutek.
- Wybacz mi moja… - miecz znów rozrywa mi serce. Krew kapie na marmurową płytę, a ja żałuję, że umieram, nie dosłyszawszy ostatniego słowa Eadoina…

Z gardła istoty, która poznała prawdę wyrywa się krzyk. To ja krzyczę. Kamienny Most pokrywają kałuże. Padający deszcz jest zimny i nieprzyjemny, Jezioro Muirrean zaś wzburzone i ciemne. Wszystko już pamiętam. Eadoin podaje mi swoją dłoń i pomaga wstać. Na jego twarzy maluje się oczekiwanie.
- Już wiesz, Cari – mówi cicho. Szare oczy ciemnieją, a na rzęsach lśnią kropelki deszczu. – Znasz prawdę o nas.
- Mój ukochany… - palcami muskam jego policzek.
Wieki wieków istniałam z poczuciem jakiejś niewysłowionej pustki. Za zasłoną cienia skrywała się twarz ukochanego. Wieki wieków samotności i tęsknoty. Wieki wieków istnienia w tej samej postaci, choć jeszcze rano nie pamiętałam o tym. A teraz znów dotykam miłości i sensu wszystkiego. Pamiętam nasze chwile szczęścia. Potem była już tylko pustka i cień.
- Cari, nasz czas może nadejść już teraz – Eadoin obejmuje mnie w pasie.
- Mam sama wybrać? – pytam, rozkoszując się jego dotykiem.
- Nie. Ja już wybrałem – szepcze, wrzucając miecz w toń Jeziora Muirrean. – Teraz twoja kolej.
- I co się zdarzy później? – rozglądam się wokół. – To wszystko zniknie?
- Możliwe. Ale czy tylko my mamy coś poświęcać? – pyta, starając się zapanować nad głosem pełnym emocji. – Może teraz czas na innych?
- Zginiemy? – dociekam.
- Nie – zapewnia mnie z uśmiechem. – Nas nie można zabić.
- Ale moje ulubione drzewa odejdą – podnoszę mokre, włochate pędy, które przyklejają się do dłoni.
- Możesz zabrać te, które masz w dłoni i pozwolić im narodzić się w innym miejscu – zapewnia.
- Dobrze - kiwam głową, zaciskając mocniej pięść. Nie zostawię ich. – Nie chcę już umierać z twoich rąk… Chcę żyć…
- Moje Światło… - Eadoin przyciska mnie do siebie.
Czuję jak spadamy. Muirrean przyjmuje nas w swoje objęcia niczym matka zagubione dzieci. Spadamy w dół, a świat, który zostawiliśmy w górze przestaje istnieć. Mrok i Światło znów stają się jednością…
Nie uważam się za istotę złą. Dlaczego to ja mam wciąż cierpieć w samotności, podczas gdy inni mają szczęście za nic? Istnieli wieki wieków i kiedyś znów powrócą. Ale wtedy to już nie ja i nie Eadoin będziemy poświęcać swoje radości dla ich dobra… Zamykam oczy, pozwalając porwać się ukochanemu do miejsca, gdzie ze splątanych i mokrych pędów znów wyrosną moje ukochane drzewa.
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Elatha · dnia 05.04.2012 07:50 · Czytań: 558 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 8
Komentarze
TomaszObluda dnia 09.04.2012 13:11
Bardzo klimatyczne. Strasznie fajny świat. Postacie fajne i historia bardzo ciekawa. Może sama opowieść, nie jest w moim guście, zbyt romantycznie, ale to rzecz upodobań. Czytało się też świetnie.

Opowiadanie kompletne.
Elatha dnia 10.04.2012 09:36
Dziękuję za miłe słowa :). Cieszę się, że tekst Ci się spodobał. Opowiadanie rzeczywiście jest pełne romantyzmu, ale wydaje mi się, że koniec trochę studzi te momenty.
Pozdrawiam :).
Wasinka dnia 12.04.2012 09:43
Przyszła maruda ;)
Podoba mi się pomysł, ale czasem miałam wrażenie przegadania i mi się ciągnęło...
Ale ogólnie ciekawa opowieść, z tejemnicą, ze złowieszczą aurą w pewnych chwilach... Zaplecenie zewnętrznych obrazów mrocznej historii z wewnętrznym światem bohaterki (na zasadzie metafory, ktora odkrywa się dopiero pod koniec) daje odpowiedni efekt.

Pozdrawiam słonecznie.
Elatha dnia 18.04.2012 09:32
Och, żadna z Ciebie maruda, Wasinko :). W tak krótkiej formie chcę zawrzeć jak najwięcej istotnych informacji. Według mnie są one ważne, bo w mojej głowie istnieje pełny obraz, ale dla czytelników treść może być przegadana. Cieszę się jednak, że sam pomysł Ci się podoba :).
Pozdrowienia ze słonecznego południa :).
Jaga dnia 31.05.2012 22:37
Moim zdaniem tekst należy skrócić. Szczególnie początek. Moja rada. Spróbuj napisać ten tekst od nowa. Tak, aby był krótszy o połowę. Gwarantuję Ci, że będzie bardzo dobry.
Pozdrawiam ciepło!:)
Elatha dnia 01.06.2012 09:45
Dziękuję za radę :). W wolnej chwili popracuję nad opowiadaniem. Zobaczymy co z tego wyjdzie :).
Pozdrawiam :).
Darcon dnia 27.01.2013 11:49
Masz tutaj całkiem sporo tekstów. Przeczytałem te fantastyczne, chociaż o Effie tylko pierwsze części, tematyka wampirów nie jest moją ulubioną. Budujesz opowieści z dużą łatwością, przyjemnie się to czyta, pisanie to właściwy kierunek :)
Pozdrawiam
Elatha dnia 29.01.2013 10:03
Darcon, cieszę się, że teksty przypadły Ci do gustu. Naprawdę miło usłyszeć, że podążam we właściwym kierunku :). Co do Effie i wampirów, to później tak naprawdę wampiry stają się tłem. Skupiam się na emocjach, zdarzeniach i dylematach, które trapią tamten świat. Wszystko oblepia mrok, groza i brak nadziei...

Pozdrawiam serdecznie :).
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Kazjuno
16/09/2019 13:09
Ależ Kapeluszniku! Byłbym zaszczycony, gdybyś kontynuował… »
BasiaL
16/09/2019 12:31
Mroczne, klimatyczne, refleksyjne i co ważne nie za długie i… »
Kapelusznik
16/09/2019 12:26
... Cóż - piszę z moich odczuć - więc tak - widocznie… »
BasiaL
16/09/2019 12:14
Świetny, oryginalny tytuł i do tego fajne zakończenie :) »
Zola111
16/09/2019 12:01
I ja dziękuję, Retro. Tekst po korekcie.… »
Kazjuno
16/09/2019 09:48
Kapeluszniku. Na początku miałem dysonans poznawczy.… »
Wiktor Mazurkiewicz
16/09/2019 08:40
bruliben Serdeczne dzięki za słówko. »
retro
16/09/2019 06:58
Dziękuję za współpracę oraz miłe słowa, które zachęcają do… »
andro
15/09/2019 23:00
i nikt nie przystaje - w sensie, że za mało w nich… »
bruliben
15/09/2019 22:51
Sugestywnie napisane o muzyce i wspomnieniach. Te pocztówki… »
bruliben
15/09/2019 22:44
Rzeczywiście widać w tekście częste obcowanie za śmiercią.… »
Kapelusznik
15/09/2019 21:59
Oj... A myślałem że to ja piszę długie opisy... hooo...… »
Bartek Otremba
15/09/2019 21:29
Fakt, zdecydowanie do poprawy — też naszła mnie taka… »
voytek72
15/09/2019 19:08
Madawydar - podziękowania za wizytę i opinię :) »
AntoniGrycuk
15/09/2019 18:46
Tak, zaduma spowodowana śmiercią... Ja wiem jedno, co… »
ShoutBox
  • mike17
  • 15/09/2019 14:25
  • Siemanko, Krzyśku :)
  • bruliben
  • 15/09/2019 00:24
  • Chciałem tam napisać, że filmy są godne polecenia :)
  • bruliben
  • 15/09/2019 00:21
  • A propos kina dzieci w Muranowie dobiega końca przegląd kina izraelskiego. Jutro ostatni dzień. Po tym co zobaczyłem do tej pory mogę z czystym sumieniem produkcje festiwalu.
  • leskos
  • 11/09/2019 12:09
  • Dzień dobry :)
  • mike17
  • 08/09/2019 20:36
  • Coca_monko, wiersz robi wielkie wrażenie. Jest głęboki i pełen treści. Nie pozostawia czytacza obojętnym. Jest bardzo treściwy i intymny. Uśmiecham się pod nosem, że ktoś umie pisać taką lirykę :)
Ostatnio widziani
Gości online:15
Najnowszy:evuniqijy
Wspierają nas