Johnny - mike17
Proza » Miniatura » Johnny
A A A

 

                                                                   
 
 
 
 
Johnny urodził się dzikim, dobrym chłopcem. Miał w szkole wyśmienite stopnie, za złe spojrzenie walił po pysku i odchodził dumnie jako zwycięzca. Chodził co niedziela do kościoła, był nawet przez chwilę ministrantem, ale dość szybko wyleciał z tej poważnej funkcji, bowiem na jego „występy” przychodzili koledzy i siadali na pierwszych ławkach, tylko po to, by robić kretyńskie miny i doprowadzić go do gwałtownego paroksyzmu śmiechu. Udawało im się to bez trudu, więc proboszcz, straciwszy definitywnie cierpliwość, wykopał Johnnego pewnego dnia za niecne wygłupy z zacnej posługi na ołtarzu Pana.
Nic nie trwa wiecznie – mawiają, i mają rację.
Coś się kończy, coś zaczyna, i może to i lepiej.
Życie to nie constans.
 
Dość szybko ów dziki chłopiec zaczął zbierać zdjęcia z gołymi babkami, które oglądał mocno podniecony pod kołdrą, podświetlając je latarką, i miewał dziwne odkrycia o poranku – jakaś lepka ciecz, mocząc spodnie od piżamy, zastygała na rozporku…
Dziwne, co by nie powiedzieć.
Przyroda to nie puste wiadro: tu wszystko wrze jak w tyglu.
 
Starszy brat niebawem wprowadził go radośnie w nowy, nieznany świat – niepodległy świat onanizmu i zabawy z samym sobą, fantazjowania o seksie z amerykańskimi sexbombami.
Otworzyły się kolejne, niezwykłe drzwi, zapachniało osobliwą przyjemnością, kiedy to zamykał się w szafie i oddawał się odwiecznym czynnościom, zapoczątkowanym przez biblijnego Onana, króla bycia samowystarczalnym, i jakże przeklętym.
 
W wieku lat piętnastu doszło do pierwszego kontaktu – z koleżanką z harcerstwa, kiedy wokół kolorowe ptaki pięknie śpiewały, a bujny las zapraszał do tego, by zgrzeszyć, bo młodość ma to do siebie, że nie patrzy się na skutki, patrzy się na to, co jest „tu i teraz”, reszta to śmiech idioty, bzdura, rzucona lekko na wiatr, który nie wie, gdzie wieje, bo wymyślono go w przeciągu.
 
Wiadomo, że wśród młodych ludzi na obozie letnim, gdzie baczne oko opiekunów przeoczyć może wiele, wszystko może się zdarzyć, i zdarzyło, zwłaszcza że opiekunowie w owym czasie ochoczo bawili się i nie stronili od krzepkich trunków, tudzież uciech cielesnych.
Gdy zapadał zmierzch, myślami byli już daleko, w zasadzie blisko, pod śpiworem, i tylko w przestrzeń szły jęki kobiety i sapanie mężczyzny, jakby nie zdawali sobie sprawy, że inni podsłuchują i śmieją się jak z pary błaznów, niezdających sobie sprawy z własnej głupoty.
 
Johnny został mężczyzną.
Niebawem został nim na dobre.
Nawet nie zauważył, kiedy to się stało.
Nie sposób już było cofnąć czasu – ma on to do siebie, że idzie tylko w jednym kierunku.
Bo ten zegar lubi stanąć w miejscu.
Potem odlicza się już miesiące i lata, które nadejdą jak burza.
I pozostaną, dając „chwilę obecną”.
Przychodzi dzień, kiedy krótkie spodenki trzeba wyrzucić do śmietnika.
I zatrzasnąć klapę.

Na wakacjach, gdzieś nad czystym jeziorem, nieco później, gdy osiągnął już pełnoletniość, nieco pijany (poznał już zacne uroki piwa i wina), poznał w lesie zabójczo podniecającą dziewczynę, zupełnie z zaskoczenia, i niespodziewanie szybko podjął decyzję: to ona!
Ten biust, te uda, ten uśmiech, ta pulsująca kobiecość.
Na jej widok poczuł, że spodnie robią się za ciasne, a serce bije jak oszalały młot.
Już wiedział, że są chwile, które zdarzają się tylko raz.
Potem jest już tylko niebyt i bezrozumne stękanie, że „było się tak blisko”…
I stało się to, co miało się stać.
Bo nic w życiu nie jest dziełem przypadku, wszystko to dawno temu spisana księga.
Ten ogień nie spalał, lecz rozpalał, ten ogień miał płonąć w danym miejscu i czasie, i ani dnia dłużej – takie są bezlitosne prawa przeznaczenia i nikt go nie oszuka.
Spotykali się cały sierpień, dziko siebie pożądając, potem rozeszli, każde w swoją stronę.
 
Trzy lata temu, prawie w czterdzieste piąte urodziny Johnnego, owa piękność z dawnych lat odezwała się po latach milczenia.
Zrobiła to tak lekko, jak rzuca się puste słowa na wiatr.
- Masz córkę… - napisała krótko i lapidarnie. – Pamiątkę tamtego lata. Z tamtym ożeniłam się dla kasy. Ominęły cię alimenty. Wierzył, że jest jego, głupek. Teraz mam nową rodzinę, więc mi wszystko jedno. Ona się pewnie nawet ucieszy, choć prawdę mówiąc, mało mnie to obchodzi, nie mój biznes.
 
Kiedy z nim ostatnio gadałem, nie wiedział, co zrobić, czułem, że jeszcze się waha, jeszcze szuka własnej odpowiedzi: czy wywrócić swoje pozornie ułożone życie do góry nogami i poznać swe nieznane dotąd dziecko, czy zignorować całą sytuację.
Pijąc piwo u Dużego Mike’a patrzył długo w podłogę, jakby tam krył się klucz do tego niewidzialnego zamka w drzwiach, co dotąd były zamknięte i nieznane.
 
Widziałem zdjęcie tej małej – wykapany Johnny, i pewnie ślad po pięknej mamie.
Cukiereczek.
Prawdziwa bogini, kobieta, którą warto poznać, bo miała coś dobrego w oczach.
Jasnych, błękitnych, pozbawionych fałszu, pełnych tej naiwności, jaką spotyka się u tych, co oddadzą ostatnią koszulę kloszardowi lub pójdą w ogień za przyjaciół.
Na tym zdjęciu wyglądała jak zjawisko, coś, co zapamięta się na długo.
 
Jednak on chyba już miał plan.
Coś już widział, czegoś był pewien.
 
Jego małżeństwo od lat było fikcją, nie spał z żoną i nawet nie miał z nią dzieci, bo była bezpłodna jak stary, zielony kalosz. Od miesięcy spotykał się na boku z jakąś Lilli, napaloną małolatą, którą traktował krótko i po męsku. Czysta wymiana płynów. Nie było mowy o trwałym związku, ot, przelotny seks, którego nie będzie się pamiętać za dwa lata.
Ale i to z wolna wypalało się jak jesienne ognisko.
Życie w oszustwie nie może trwać długo.
Wystarczy krótkie spojrzenie w lustro i cała magia pryska.
 
- Nigdy nie odnalazłem kobiety mego życia – rzekł wtedy do mnie. – Ciągle ta cała, zasrana miłość robiła mnie w konia. Ale już wiem, co zrobię, bez względu na konsekwencje.
- Co? – zapytałem.
- Odzyskam tę małą. Odzyskam ją, choćbym miał zdechnąć.
- Może ci się udać. Masz urok, i tak dalej. Jeśli tylko dobrze spróbujesz.
- Wyjąłeś mi to z ust.
 
Nie udało mu się – los brutalnie stanął w poprzek.
Jego córka zginęła w wypadku samochodowym, jadąc do odległego o dwieście kilometrów miasta na spotkanie ze swym nieznanym, ukrywanym przez lata ojcem.
Miała w sobie wiele myśli, wiele nadziei, morze słodkich oczekiwań.
Obraz tego, z kim za chwilę stanie twarzą w twarz.
 
„Tato, to ty?”
„Tatusiu, nareszcie”.
 
Pijany kierowca tira przeciął nikłą nić jej życia, tak lekko, jakby od niechcenia.
Podobno, gdy otworzono kabinę, wytoczył się z niej wprost na jezdnię, i gdy postanowiono go na nogi, wyrzygał się policjantom na buty.
 
Potem, przy piwie, Johnny powiedział:
- Zawsze miałem pecha do kobiet.
- Tak, stary, miałeś – przytaknąłem.
- Może powinienem urodzić się psem?
- Może.
 
 
 
 
18 maja 2011

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
mike17 · dnia 08.05.2012 09:06 · Czytań: 929 · Średnia ocena: 4,83 · Komentarzy: 21
Komentarze
Wasinka dnia 08.05.2012 20:38
Smutna, choć dość beztrosko opisana historia; językiem lekkim, nawet z humorem. Szkoda, że jej nie poczułam. Może dlatego, że za szybko i nie zdążyłam przywiązać się do bohatera?
Ogólnie czytało się gładko, ale zabrakło mi iskry zapalającej. Jednakowoż styl w sumie niezły.
Parę potknięć, typu "odchodził" i "chodził" koło siebie czy siadanie na ławkach, a nie w ławkach (chyba że chodziło rzeczywiście o to, że koledzy siadali na nich, co nie byłoby dziwne, a nie normalnie (chociaż "normalnie" to pojęcie względne...), zdarza się, że przecinek bryknie (np. jakaś lepka ciecz(,) mocząc spodnie od).

Pozdrawiam ze zmierzchem.
mike17 dnia 08.05.2012 21:26
Historia działa się szybko, bo to miniatura.
Iskier zapalających masz tu aż nadto.
Koledzy siadali na, a nie w, bo to przeca logiczne.
Co do przecinka, masz rację, umknął, ale już wrócił.
Pozdro and ahoy!
Wasinka dnia 08.05.2012 22:38
Często mam wrażenie, że nie "czujesz" moich komentarzy. Szczególnie gdy są krytyczne. Albo gdy żartuję.
Ale nic to. Dobrze, że chociaż z niesubiektywnym przecinkiem mam rację.
Ahoj, odpływam.
zajacanka dnia 09.05.2012 12:22
Fakt, szybki tekst, choć długa historia. Pewnie wielu mężczyzn ma podobne doświadczenia z miłością/kobietami... Smutne.:(
mike17 dnia 10.05.2012 10:01
Cóż, nie wszystko, co dobrze się zaczyna, dobrze się kończy...
To chyba myśl przewodnia tego utworu.
Dzięki za wizytę.
Ako dnia 10.06.2012 00:39
napisalam taki dlugi komentarz i mi sie niechcacy skasowal ):
a wiec jeszcze raz-krotko: do mnie ten obraz przemawia, historia dosc ponurego zycia opowiedziana lekko, dowcipnie, miejscami nawet bardzo zabawnie. Zdazylam bohatera polubic, a nawet mu serdecznie wspolczuc.
Z podkniec udalo mi sie wylowic: za blisko siebie dwa razy:
"poznał "
pozdrawiam niedzielnie, bo juz po polnocy :)
mike17 dnia 10.06.2012 09:31
Dziękuję Ci bardzo za wizytę :)
Anushka dnia 20.06.2012 22:01
Z początku nie lubiłam Johnnego. Ot, taki zahukany chłopak, który z niczym się nie liczy, o nic nie dba i wszystko ma gdzieś. Aż tu nagle Johnny się przed swoim kumplem otwiera (i przed czytelnikiem też). Stawia sobie cel - i tu się do gościa przekonałam - do którego będzie dążyć za wszelką cenę. (A jednak zależy mu na czymś!). I kiedy już miałam nadzieję, że Johnny wreszcie będzie miał okazję pokazać swoją drugą twarz - Bum!
Samo życie...
Jeżeli już miałabym się do czegoś przyczepić, to powiem, że zabrakło mi wzmianki o życiu rodzinnym Johnnego. Na początku. Jaki miał kontakt z rodzicami?
Czytałam z przyjemnością, pozdrawiam :)
mike17 dnia 20.06.2012 22:48
Bardzo mnie uradował twój komentarz, dziękuję bardzo i miłej nocy życzę:)
al-szamanka dnia 17.02.2013 10:05 Ocena: Świetne!
Jak na Ciebie, tekst rzeczywiście bardzo krótki, zwięzły.
Brzmi jak sucha relacja, nieco tylko urozmaicona kolorytem dłuższych zdań, tak, jakbyś zamierzał zasugerować czytelnikowi coś więcej, pokazać, że mogło być inaczej, gdyby tylko Johnny zechciał nadać swojemu życiu sens. Nie nadał.
Doskonale to ukazałeś.
O spieprzonym życiu nie opowiada się w uniesieniach, tylko właśnie tak.
Beznamiętnie, z daleka.
Coś było, przeminęło, nawet tragedia jest tylko elementem nie do roztrząsania, a do potwierdzenia mierności życia, co podkreśla ostatnie zdanie.

Pozdrawiam niedzielnie :)
mike17 dnia 17.02.2013 10:18
Tak, "Johnny" to jedna z dwóch moich miniatur, które kiedykolwiek napisałem (po prostu jak wiesz piszę długie opowiadania), niewysilona, o suchej narracji, beznamiętnej, bo chciałem, by przemawiały tylko fakty i one tworzyły kolejne "punkty programu", bez wchodzenia w psychologiczną analizę postaci bohatera.
I jak zwykle zależało mi na mocnym grand finale, szkoda, że tak smutnym, bo nie lubię tak kończyć utworów, ale życie takie właśnie bywa...

Bardzo się cieszę z twojego kolejnego czytania, bo wiem, że te opowiadania żyją i co jakiś czas ktoś po nie sięga.
A to dla mnie bezcenne.
Dlatego wielce raduję się ma dusza, gdy czytam twój komentarz i widzę, że historia do Ciebie przemówiła.
O to w tym wszystkim chodzi.
Dziękuję Ci za lekturę "Johnny'ego" i czekam na twoją następną bytność w moich skromnych progach :)

Pozdrawiam kawowo :)
aga63 dnia 03.09.2013 15:06 Ocena: Bardzo dobre
Coraz częsciej trafiam na tym portalu na smutne historie, które są jednocześnie tak napisane, że nie sposób obok nich przejść obojętnie... U mnie chyba właśnie suchy opis wywołuje poruszenie. Myślę, że gdybyś napisał to ckliwie i subtelnie, miniatura ta nie zrobiłaby na mnie takiego wrażenia. I pewnie uleciałaby i z głowy niebawem, a tak to sądzę, że długo będzie pomieszkiwać w zakamarkach mojej pamięci :)

Pozdrawiam :)
mike17 dnia 03.09.2013 16:00
Dzięki, Ago, za kolejne czytanie moich wymysłów, aczkolwiek tu mamy do czynienia z historią na faktach, gdzie jeno zmieniłem zakończenie na bardziej tragiczne.
Ktoś kiedyś mi to opowiedział, tyle że po latach, poznawszy się ze swoją nieznaną dotąd córką, został przez nią odrzucony...

Nie piszę miniatur, bo ponosi mnie w klepaniu w klawiaturę.
Jeśli chcesz się trochę uśmiechnąć, zapraszam do "Frankie Cool", w opisie wszystko wytłumaczyłem :)

Pozdrawiam z zielonego Powiśla :)
Usunięty dnia 12.10.2013 23:27 Ocena: Świetne!
Nonszalancki język, krótko i po męsku rozliczający się z hipokryzją. Finezyjna wymiana płynów między miażdżącą ironią, a perfekcyjnym nadgryzieniem przywar ludzkiej psychiki.
Jedynie zakończenie nie rzuca na kolana. Nawet nie chodzi o rozpłaszczenie córki na asfalcie, bo to jest odpowiednio depresyjne, jak kilka innych momentów, co o lekko kulawy dialog dżentelmeński.

No i nie mogłam się oprzeć, bo daje po oczach:

Cytat:
nieco pi­ja­ny (po­znał już uroki piwa i wina), po­znał w lesie za­bój­czo pod­nie­ca­ją­cą dziew­czy­nę


Cytat:
pięk­ność z daw­nych lat ode­zwa­ła się po la­tach mil­cze­nia.
mike17 dnia 13.10.2013 09:40
Dzięki wielkie, morfino, za czytactwo tego kawałka :)
Cóż, w swym założeniu miał być suchy i beznamiętny, ot, jak zwyczajna relacja z życia.
Zakończeń może być multum:
- poznał córkę i nie przypadli sobie do gustu
- poznał córkę i żyli długo razem szczęśliwi
- nie poznał córki, bo po drodze zszedł
itd, itd.
Tu chciałem zaakcentować brutalność przeznaczenia, którego się nie przeskoczy...

Co do powtórzeń: pierwsze zmienię, bo faktycznie można dobrać jakiś synonim, a te "lata" chyba zamienię na "z dawnych czasów" i będzie git.

Muchos gracias za najwyższą notę dla tego niewysilonego kawałka :)
Figiel dnia 24.10.2013 20:25 Ocena: Świetne!
Smutny kawałek, obraz przewrotności drogi życiowej człowieka. Pokazać, stworzyć szansę, a jak sięgniesz - dać kopa w tyłek.
Ten tekst ma jeszcze jedną cechę szczególną - jest bardzo ... jak to określić... męski. Mężczyzna opowiada o mężczyźnie, czasem emocję są szorstkie jak trzydniowy zarost, nie ma tej otoczki, która takim sytuacjom jest z reguły stwarzana. Zazwyczaj po "odzyskam ją" pada "bo" i jakieś mniej lub bardziej sensowne w kontekście sytuacji, uzasadnienie. Tu jest luka i dowolność na wstawienie tego, po co chciał Johnny sięgnąć. Może po miłość, może po poczucie spełnienia w roli ojca, a może po prostu chciał dopiec swojej byłej, za to, że go z ojcostwa wyrolowała. W czymkolwiek Johnny nie widział szansy, nie dostał tego.
Ale znając Twoją koncepcję losu zastanawiam się, co chłopak komu odebrał,że i "los" mu zabrał? Może coś własnej żonie?
Pozdrawiam:)
mike17 dnia 24.10.2013 21:06
Figielku, nie każdy na drodze swego życia napotka róże i sukcesy.
Chciałem tu pokazać bohatera, który poniekąd zmarnował życie: żona do bani, a gdy już miał szansę na poznanie córki, LOS stanął w poprzek.
I to jest straszne.
Kiedy jesteśmy już na parę centymetrów od celu, a tu bach!
Leżymy, przegrani.

Johnny nie urodził się w czepku jeśli chodzi o swoje życie.
Ale ilu takich wśród nas?
To o nich ta historia.
O ludziach, którzy są ciągle za daleko o jeden włos.

Pozdrawiam pijąc dobre piwo :) i dziękuję!
Vasamir dnia 01.12.2013 18:13 Ocena: Świetne!
Potrafisz wciągnąć czytelnika, nawet jeżeli tekst jest krótki. Nie uważam, że w tym wypadku potrzebne byłoby rozwinięcie, bo historia jest treściwa, dosadna i czytelnik dowiaduje się to, o czym powinien wiedzieć. Jak dla mnie miniaturka w sam raz.
Styl świetny, temat ciekawy. Doprawdy idealnie pokazałeś brutalność rzeczywistości; po prostu realizm chwyta za głowę i wali nią o ścianę, póki nie wyzioniesz ducha. Ale trzeba wstać, iść dalej. Takie życie.
Czasem również odnoszę wrażenie, że łatwiej wygrać na loterii, niż znaleźć miłość.
No i też zastanawiam się, czy nie lepiej i u mnie byłoby urodzić się psem. Ale chyba wolałbym być kotem...
Kapitalna miniaturka, ale to już chyba wiesz. :)
Pozdrawiam
mike17 dnia 01.12.2013 19:18
Dzięki, Vasamirze, za to, że zechciałeś poczytać o pokrętnych losach Johnny'ego :)
Jest tak, jak napisałeś: chciałem suchym językiem pokazać, że życie potrafi być brutalne, i często bywa, a my jesteśmy niczym w rękach Przeznaczenia.
A znaleźć dziś miłość - łatwiej wygrać na loterii, świetnie to ująłeś.
Lubię pisać o jasnej stronie życia, ale i też o tej ciemnej i złej, a Johnny chyba nie urodził się pod szczęśliwą gwiazdą...
To mogłem być ja, Ty, oni...
To się dzieje gdzieś obok nas.
Prawda, która boli i wali w dekiel, kiedy się tego najmniej spodziewamy.

Dziękuję raz jeszcze i wpadaj jak najczęściej :)
ajw dnia 21.01.2014 18:37 Ocena: Świetne!
No nie.. mike i miniatura. Toż to jak mariaż psa z kotem ;) Przygotowałam się na długie czytanko, zaopatrzyłam w herbatkę z mango, zeby sobie w tak zwanym międzyczasie popijać, a tu niespodziewajka. Nim na dobre się zaczęło - już sie skończyło i to tak smutno. Jestem nieusatysfakcjonowana ;)
No dobra, zarty na bok. Jest sprawny tekst, ciekawa historia i niespodziewany finał. I o to chodzi :)
Pozdrawiam serdecznie.
mike17 dnia 21.01.2014 19:32
Sex nie zawsze wiąże się z tym, co pozytywnego może po nim nastąpić.
Może ale nie musi.
Mój bohater otworzył worek wydarzeń, i kiedy z niego wyskoczyły, pozostawiły go w bezsilności...
Życie zaskoczyło, zaskoczyło brutalnie.
Bo czyż nie jest tak, że wszystko i tak pisane w gwiazdach?

Dzięki, Iwonko, za bycie w tej małej, lichutkiej opowieści.
Napisanej w pół godziny, chyba dla zabicia czasu.
A może nie do końca - może coś podobnego się wydarzyło, a ja chciałem to zapisać?
Nie powiem...
Mam prawo do zachowania milczenia :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
xolowr
22/07/2019 01:06
Do wielkich liter jestem przywiązana tak samo jak do małych… »
domofon
21/07/2019 23:34
Dzięki za wnikliwe potraktowanie tekstu. Temat znam niejako… »
JOLA S.
21/07/2019 19:44
Kocanko, ogólnie tekst mi się podoba, chociaż nie… »
Leopold Mysz
21/07/2019 19:40
Wow. Właśnie mi uświadomiłeś, że gość od lobotomii dostał… »
JOLA S.
21/07/2019 19:12
Kazjuno, przepięknie jest czytać Twój komentarz. Daje… »
22227
21/07/2019 17:20
Bardzo dobry wiersz, Pan Cogito, Sofista, Zosima. Jest… »
22227
21/07/2019 17:13
Podobało mi się i fajnie, że poruszasz takie tematy. Mam… »
Kazjuno
21/07/2019 16:49
JOLU.S Spodobało mi się to krótkie i treściwe opowiadanie.… »
Opheliac
21/07/2019 12:48
Powiem tak - ogólnie niezły - ale znając już jednak Twoje… »
AntoniGrycuk
21/07/2019 11:01
Zdzichu, cały sens, jaki chciałem zawrzeć w tym wierszu,… »
Zdzislaw
21/07/2019 10:21
Konstrukcyjnie wszystko utrzymane, rytmicznie i ze… »
Indyphar
21/07/2019 01:39
@Skuul, dzięki za opinię. Co do "wyjaśniania",… »
Skuul
21/07/2019 00:11
zamiast wyjaśnić działanie dajesz czytelnikowi opinie,… »
Skuul
20/07/2019 23:42
czy wieko trumny? mocno poetyckie opisy, w całym tekście… »
Marek Adam Grabowski
20/07/2019 19:45
Patrząc na kategorię spodziewałem się jakieś baśni. Napisane… »
ShoutBox
  • Zdzislaw
  • 21/07/2019 22:15
  • Nie ma sprawy, Vinillivi :) Sprawa opóźnień wyjaśniona. Człekowi wypoczynek też należy się.
  • Vanillivi
  • 21/07/2019 15:21
  • Tak, zajmuję się prozą. Właśnie wróciłam. Odsapnę moment i wieczorem biorę się za Wasze teksty. Przepraszam za wszelkie opóźnienia.
  • Zdzislaw
  • 20/07/2019 09:36
  • Witam poranno-sobotnie. Czy red. Vanillivi (która wyjechała na dwa tygodnie) jest od prozy? Jeżeli tak, to ok. Rozumiem, czemu nie ukazuje się wysyłana proza.
  • AntoniGrycuk
  • 18/07/2019 01:06
  • Jakie jutro? Ja to wczorajszy ;)
  • czarnanna
  • 17/07/2019 23:52
  • Pozdro600 Antoni :D U Was też już prawie jutro? ;)
  • czarnanna
  • 17/07/2019 20:25
  • Miłego wieczoru :)
Ostatnio widziani
Gości online:11
Najnowszy:bertygoforo
Wspierają nas