Kostucha - Jaga
Proza » Obyczajowe » Kostucha
A A A
Kostucha

W Zachwatowie widziałam śmierć. Przychodziła powoli. Choć w zimie była jeszcze przy bramie, na wiosnę stanęła w ogrodzie. Przez porośnięte jaśminem wejście koło domu prześwitywała jej biała sukienka. Niepotrzebnie się chowała, bo i tak każdy ją zauważył. W lecie przywykliśmy do jej obecności. Babcia Adela, moi rodzice, nawet ja. Dziadek Łukasz - sam (NIE)zainteresowany kpił z niej przy każdej okazji.
- Ja się na tamten świat nie wybieram, niech sobie Kostucha stoi i czeka, poczeka jeszcze długo - mawiał popijając żołądkową gorzką, której zakazali mu lekarze. Może nawet nadal by palił, ale strasznie się dusił, więc rzucił pod byle pretekstem.

Babcia miała do niej większy szacunek, chyba z powodu wiary w Jezusa Zmartwychwstałego, więc strofowała męża zaganiając do różańca.

Odkąd pamiętam w Zachwatowie bywałam przynajmniej raz w tygodniu. Najczęściej w piątek, bo z Warszawy jedzie się tam prawie trzy godziny. Babcia Adela smażyła placki ziemniaczane i podawała z sosem kurkowym. Piekła swoją kwaskową szarlotkę i przytaczała wiejskie plotki. Dziadek zapadał się w wypłowiałym, wytartym fotelu i udawał, że czyta gazetę, choć z naszego dialogu nie opuszczał ani frazy. Rano, gdy jego żona smażyła naleśniki, znikał nad rzeką lub w lesie.
Wtedy siadałyśmy obie w kuchni, a ja opowiadałam babci o wszystkim, jak najlepszej przyjaciółce. Przedziwne. Różniło nas prawie wszystko. Nie lubiłam wsi, nie klepałam koronek do Przenajświętszej Maryi Panny, żyłam z niejednym bez ślubu, a ona zawsze mnie rozumiała. W święta wyjeżdżałam na wczasy, unikając imprez rodzinnych, a w niedziele robiłam zakupy, zamiast iść do kościoła. Mimo tego nie usłyszałam od niej słowa krytyki, jedynie babciną troskę.

- Nie pracuj tyle, Agniesiu i powiedz temu swojemu Krzysztofowi, żeby ci w końcu zrobił dziecko.
- Przecież nie mamy ślubu - drażniłam się z osiemdziesięcioletnią konserwatystką.
- Potem weźmiecie, dziecko jest najważniejsze, tak się o to modlę - wzniosła oczy do góry.
- Pomódl się do świętego Judy - żartowałam, choć temat mnie raczej zasmucał - on jest od spraw beznadziejnych.
- Wiem, modlę się i do niego, ale to wy macie się postarać.
- Robimy co możemy, mam trzydzieści sześć lat, w moim wieku jest trochę trudniej.
- A, bo wy się do tego źle zabieracie – drążyła - musisz się najeść, wypocząć. Kotlety ci spakowałam. Dżemik jakiś chcesz?
- Dżemik, dżemik - pogardliwie skwitował dziadek. Wszedł dumny do kuchni i postawił na stole zielone wiaderko - suma jej złowiłem!

Tego lata, o którym wam opowiadam, nie chodził już na ryby. Gdybym robiła mu zdjęcia, na pewno by się zdziwił, widząc powiększające się wciąż koszule. Wcześniej opięte na kołnierzyku, teraz odstawały od pomarszczonej szyi na kilka centymetrów, a pasek od spodni obejmował go prawie dwa razy. To właśnie wtedy, gdy na twarzy pozostał mu jedynie wielki nos i zapadnięte oczodoły Kostucha siedziała już na parapecie. Zaglądała przez firankę do łukaszowej sypialni.

Wszyscy ją widzieli , ale udawali, że jeszcze daleko, chociaż coraz częściej odbywały się wycieczki rodzinne do Zachwatowa. Na dwa tygodnie przyjechała Patrycja z dziećmi, a nawet Paweł opuścił swój ukochany Londyn, bo „potrzebował wyciszyć się kilka dni na wsi”, w co kompletnie nie wierzę. Sąsiedzi też wydeptywali ścieżki, a babcia Adela nie nadążała z zaparzaniem herbaty i pieczeniem szarlotki.

Kostucha nie jadła. Może dlatego miała prawie przeźroczyste, zimne ciało. Dobrze przyjrzałam się jej jesienią, gdy przyjechałam na urodziny babci. Na suchych dłoniach żyły znajdowały się prawie na zewnątrz, a w nich płynęła ciemnozielona krew. Dziadek jeszcze żartował, ale po każdym toaście odstawiał wciąż pełny kieliszek żołądkowej, sprytnie chowając go za salaterkę z sałatką.
Gdy już wyszli goście, a domownicy położyli się do swych łóżek nie mogłam zasnąć, bo Kostucha hałasowała. W zazwyczaj cichym domu, tym razem słychać było kaszel i otwieranie okien. Po ciemku, na palcach wysunęłam się spod kołdry i stanęłam przed sypialnią dziadka. Pokój oświetlała lampka, a drzwi były otwarte. Zobaczyłam go jak siedzi na łóżku i głośno oddycha. Wtedy po raz pierwszy się przestraszyłam. Przez uchylone okno Śmierć wsunęła swoją kościstą stopę, chwilę potem objęła staruszka mocno za szyję, aż zaczął się dusić. Na początku mnie sparaliżowało, wydałam z siebie przeraźliwy pisk i może to ją powstrzymało. Zadzwoniłam po karetkę.
Od tej nocy w domu zaczęły pojawiać się kroplówki, aparaty do inhalacji, a nawet butla z tlenem. Coraz częściej kręcili się obcy ludzie w lateksowych rękawiczkach. Zrobiło się nieprzyjemnie. Wzięłam urlop. Przez kilka dni biegaliśmy między apteką, szpitalem a hospicjum znosząc wszelkie możliwe antidota, choć na Kostuchę nie ma przecież lekarstwa. Śmiała się nam w twarz, patrzyła z politowaniem. Nocami siadała na dziadka łóżku i rozkładała się na jego poduszkach. Krzyczał, machał rękoma, walił nogami o poręcze, walczył, a i tak nie raz zdołała zepchnąć go na podłogę.

A potem stała się rzecz przedziwna. Schowała się do szafy i zrobiło się cicho i spokojnie. Dziadek znów sypiał normalnie, w dzień wychodził nawet na spacer do ogrodu. Żartował, że przegonił suchelca.

- Mówiłem wam, że ze mną nie pójdzie jej łatwo, mam jeszcze parę rzeczy do zrobienia. Chcę zobaczyć prawnuczkę - mrugnął do mnie porozumiewawczo.
- Właśnie!- krzyknęła babcia, aż podskoczyliśmy - przypomniało mi się. Śnił mi się bocian, który krążył nad naszym domem, a potem wylądował pod gruszą. Coś czuję, że niedługo będą pomyślne wieści.
-Ty i te twoje prorocze sny - prychnął, ale widać było, że wierzy w nie tak samo jak ona, a przynajmniej w ten o bocianie.

Pogłaskałam się po płaskim brzuchu. Wczoraj robiłam test ciążowy. Jedna kreska. Nadal trzeba czekać. Nic jednak nie powiedziałam, nie chcąc psuć im nastroju. Tak dobrze było zobaczyć, jak się uśmiechają.

Nie wiadomo kiedy zrobiła się zima. W wigilię planowaliśmy z Krzysztofem krótki wypad na narty. Oczywiście moja matka miała na ten temat wiele do powiedzenia.

- Dziadek jest chory, może to jego ostatnie święta!- krzyczała do słuchawki - nie uszanujesz żadnej świętości!
- Mamo, nie będę ci się tłumaczyć, masz ochotę to jedź do Zachwatowa, ja jadę w góry.
- Oczywiście, że pojadę, ale ty będziesz żałować, zobaczysz - złorzeczyła. Poza tym babcia by się ucieszyła.
- Nie zasłaniaj się babcią, będzie i tak cała rodzina, a z babcią widziałam się trzy dni temu i nie robi z tego powodu problemu - a jednak się jej tłumaczyłam, a świadomość tego zdenerwowała mnie jeszcze bardziej.
- Zrobisz, jak uważasz, chcę tylko, żebyś wiedziała, że tak się nie postępuje! - zakończyła rzucając słuchawką.

Jak ona szybko potrafiła mnie wkurzyć! Czy każda rozmowa z moją matką musi zakończyć się kłótnią?!Dlaczego ta kobieta nie może zrozumieć innego punktu widzenia niż jej własny?Jej brak tolerancji doprowadzał mnie do furii.

- Niech to szlag!- kopnęłam klapek , który leżał w przedpokoju. Znowu popsuła mi wieczór. Nie pojadę na święta między innymi, a może przede wszystkim, z jej powodu. Gdybym z nią siadła do stołu cały wieczór by mnie krytykowała i pouczała. Znam to doskonale. Nie, ona by się ze mną pokłóciła zanim byśmy siadły do wspólnej kolacji. Nic jej nie pasuje: od mojej fryzury po styl życia. Zawsze o wszystko się czepia. O to, że wynajmuję za drogie mieszkanie („Zobaczysz, nic nie oszczędzasz, a jak stracisz pracę, zostaniesz na bruku!”), o to, że nie mam ślubu ( „Zobaczysz, Krzysztof cię rzuci i zostaniesz na lodzie”), nawet o to, że jeżdżę na narty ( „Zobaczysz, połamiesz się, zresztą po co ci to potrzebne, na wieś byś pojechała odpocząć, książki poczytać” ). Nie, nie wytrzymam ! Nawet gdybym uciekła na drugi koniec świata i nie odbierała od niej telefonu i tak by znalazła sposób, aby wyprowadzić mnie z równowagi .
- Aaaaa! - rzuciłam poduszką w Krzyśka, który odebrał to jako zachętę do seksu. Podszedł do mnie, złapał mocno za nadgarstki. Unieruchomił.
- Lubię agresywne babki. Jak się złościsz to naprawdę mnie kręci - może i nie żartował. - Popatrz - położył moją rękę na swoich spodniach - pozłość się jeszcze...

Gdy się kochaliśmy, telefon dzwonił kilka razy. Oczywiście matka. Pierwsze połączenie o dwudziestej, potem dwa kolejne. Jaka ona jest uparta, czego jeszcze ode mnie chce?! Przecież wie, że nie ustąpię.

- Nigdzie nie pojadę i daj mi już święty spokój! - powiedziałam zamiast standardowego „halo”.
- Chyba będziesz musiała - głos matki brzmiał dziwnie spokojnie. Zaczynałam rozumieć.
- Dziadek? - spytałam, oczekując na najgorsze.
- Nie - w słuchawce zapanowała zimna cisza.
- No mamo! Co się stało?! - naprawdę zaczęłam się denerwować. - Źle się czuje? Zabrało go pogotowie? Mamo!- już prawie krzyczałam do słuchawki.
- …
- Mamo!!
- Córciu, jestem w Zachwatowie, przyjeżdżaj.
- Co się stało?!!!
- Babcia...babcia miała zawał. Zabrali ją do szpitala, ale za późno, ale nie...

Tej drogi w ogóle nie pamiętam. Krzysiek prowadził samochód, podobno było ślisko i padał śnieg. Dojechaliśmy bardzo późnym wieczorem. Przy stole w kuchni siedziała mama z ojcem, pani Staszkowa oraz pan Maciej z żoną. Po raz pierwszy od lat uściskałam własnych rodziców, a obejmując matkę prawie się popłakałam. Ojciec pocieszał nas obie, a sąsiedzi wyszli do swoich domów oferując pomoc. Dziadek, zapadnięty w swoim fotelu, oddychał ciężko. Przez cały wieczór powiedział tylko jedno zdanie:

- Mam żal do Pana Boga, to była moja kolej.

Myślałam, że zwariuję. Nie mogłam tego zrozumieć. Przecież babcia była zdrowa, nie chorowała. Jeszcze kilka dni temu planowałyśmy wakacyjny wyjazd do cioci Zosi. Jaki zawał? Przecież nie leczyła się na serce! A może coś zaniedbaliśmy? Może jej coś dolegało, tylko się nie skarżyła? Przeróżne myśli krążyły po mojej głowie, nie mogłam się uspokoić.
Nad ranem, gdy już wszyscy zasnęli, poszłam szukać Kostuchy. Gdzie ona się schowała? Ostatnio była u dziadka w szafie, ale dzisiaj jej nie widziałam. Otwierał ją wieczorem i oglądał garnitury. Wybierał strój na pogrzeb. Nie mogliśmy mu wytłumaczyć, że nie musi dziś tego robić. Nie odzywał się do nikogo, tylko wyjmował z szafy białe koszule i ciemne marynarki, które wieszał na krześle.
- Adela by wiedziała - mruczał pod nosem, a potem zatrzasnął przed nami drzwi.

Matka dostawała szału, bo nie wiedziała czy ma martwić się o niego, czy płakać za babcią. W końcu zarządziła, że idziemy spać i po raz pierwszy w życiu z nią nie polemizowałam. Niestety nie mogłam zasnąć. Krzysiek stanął na wysokości zadania, próbował mi to jakoś racjonalnie wytłumaczyć, ale nad ranem zasnął zmęczony nagłą podróżą i zdarzeniami dnia poprzedniego.

A ja chodziłam po domu i szukałam Kostuchy. Koniecznie chciałam się dowiedzieć, po co to zrobiła. To jakiś głupi żart czy cholerna pomyłka?!Błąkałam się w nocy po domu i zaglądałam we wszystkie zakamarki. Nigdzie jej nie było. Byłam wściekła na nią tak bardzo, że bez oporów odrąbałabym jej głowę siekierą, bez wahania włożyłabym jej nóż w plecy. Bez lęku wepchnęłabym ją do rozpalonego kominka i zatrzasnęła żelazne drzwiczki. Niestety nigdzie jej nie było. Jak mogła?! Dlaczego mi to zrobiła, pieprzona Kostucha! Oszukała mnie, okłamała!Wkradła się do naszego domu podstępem i zabrała kogoś, kogo nie powinna. Gdzie ona jest? Może w ogrodzie.

Zrezygnowana ubrałam się ciepło i wyszłam na dwór. Była już prawie szósta rano. Śnieg odbijał się w pełnym księżycu, skrzypiał pod nogami. Minęłam ogród i szłam w stronę sadu. Pomyślałam sobie, że jak ją tutaj zobaczę, nie odpuszczę. Nagle coś białego zamigotało pod rozłożystą gruszą. To ona?! Podeszłam bliżej i wcale się nie bałam. Nie mogłam uwierzyć. Na jednej nodze, z dziobem schowanym w pióra stał bocian. W grudniu. Na śniegu. W zachwatowskim sadzie. Widziałam go wyraźnie. Chciałam do niego podejść, ale nie mogłam ruszyć się z miejsca. W końcu łzy zaczęły płynąć strumieniami, czułam jak rysują mnie po policzkach. Oparłam się o zimne drzewo i płakałam. Gdy spojrzałam ponownie pod gruszę, ptak znikł.

Dziadek zmarł miesiąc później. Kalinka urodziła się we wrześniu. Znam nie tylko dzień jej narodzin, ale dzień i godzinę jej poczęcia. Czasem patrzy na mnie dobrotliwym wzrokiem babci Adeli. Być może to kwesta genów.
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Jaga · dnia 22.05.2012 19:24 · Czytań: 3093 · Średnia ocena: 4,57 · Komentarzy: 44
Komentarze
Jaga dnia 22.05.2012 23:30
Wiem,że tekst jest długi i nie chce się Wam czytać. Gdybyście jednak się zdecydowali, będę wdzięczna za konstruktywną krytykę:)
Wasinka dnia 22.05.2012 23:48
Aleś mi zafundowała wzruszenie na noc...
Obraz działa, jest klimat, który obejmuje i wyciska emocje. Bardzo prawdziwie tutaj, a kostucha i bocian nadają magicznych refleksów. Przeciwstawnych - ciemnosć, mrok i lęk w walce z bielą, nadzieją i uśmiechem. Podoba mi się pokazanie śmierci, która wkrada się do domu czy chowa się w szafie i jest "widziana" przez bohaterkę. I bocian na śniegu...

Co bym zmieniła? Myślę, że fragment: "Gdyby ktoś opowiedział mi tę historię, na pewno bym nie uwierzyła, więc nie dziwię się, że matka puknęła się w czoło, a Krzyś popatrzył na mnie z czułością, gdy rozgorączkowana tłumaczyłam im rano, że znaki, że sen i dusza, i babcia. Słabo to brzmiało w ustach racjonalistki, więc łatwo było zrzucić na załamanie nerwowe." można spokojnie wyrzucić. Wybacz brutalność, ale to zbędne dopowedzenie według mnie i psuje atmosferę.

Pozdrawiam księżycowym błyskiem.
dr_brunet dnia 23.05.2012 00:11
No to-racjonalistka,czy się waha?:))
SzalonaJulka dnia 23.05.2012 13:48
Autentycznie się wzruszyłam. Piękna opowieść i bardzo prawdziwa. Jedni odchodzą, aby zrobić miejsce następnym i życie toczy się dalej.

Mi nie przeszkadza przytoczony przez Wasinkę fragment - reakcja rodziny jest zrozumiała.
Tu mi trochę stylistycznie zahaczyło:
- "Przez lato przywykliśmy..."

Pozdrawiam :)
Wasinka dnia 23.05.2012 14:34
Dodam, że nie twierdzę, iż fragment powinien być usunięty. Dla mnie po prostu wyskakuje on z pewnego rodzaju aury, jaka w zakończeniu się wytworzyła. Subiektywnie.

:)
Jaga dnia 23.05.2012 15:49
Wasinka,dziękuję Ci bardzo za opinię. Wezmę to pod uwagę i rozważę. Bardzo się cieszę, że wyrażasz swoje zdanie, bo o to właśnie prosiłam. Pozdrawiam serdecznie:)
Jaga dnia 23.05.2012 15:52
dr_brunet
Idealistka uważająca się za racjonalistkę;-)
Jaga dnia 23.05.2012 15:55
SzalonaJulka
Dzięki za przeczytanie:).Co proponujesz? Podczas lata? W lecie? A może coś jeszcze innego? Chciałam pokazać mijający czas i oswajanie się ze śmiertelną chorobą.
julass dnia 23.05.2012 19:16
to ja mam takie...
Cytat:
Zaglądała przez firankę do Łukaszowej sypialni.
łukaszowej

Cytat:
Może dlatego miała prawie przeźroczyste, zimne ciało. Miałam okazję dobrze jej się przyjrzeć jesienią
to drugie zdanie można nieznacznie zmienić i się pozbyć powtórki

Cytat:
między apteką, szpitalem a hospicjum znosząc wszelkie możliwe antidotum,
antidota

Cytat:
- Niech to szlak!- kopnęłam klapek
szlag

Cytat:
odrąbałabym jej głowę siekierą, bez wahania włożyłabym jej nóż w plecy.
wbiłabym byłoby lepsze...

a fragment przytoczony przez wasinkę... ja bym poszedł na całość i wywalił cały ten akapit aż do "W dniu śmierci mojej babci."

w sumie to jest dobra historia... z klimatem:)
Jaga dnia 24.05.2012 11:11
Julass,jestem wdzięczna za fachową korektę! Najbardziej to mi wstyd za ten "szlag", jak widać przeklinać też trzeba umieć ;-)
Pozdrawiam!
Elatha dnia 24.05.2012 13:38
Piękna historia. Czytam takie teksty, chociaż na nowo powracają wtedy moje wspomnienia. Ale czytam, bo mam taką wewnętrzną potrzebę. Twoje opowiadanie jest takie spokojne i mimo smutku tchnie nadzieją."Coś się kończy, coś się zaczyna" pasuje tu idealnie. Pokazałaś prawdziwe życie z jego wszystkimi odcieniami :).
Pozdrawiam serdecznie :).
Jaga dnia 24.05.2012 19:19
Elatha, bardzo dziękuję za dobre słowo:)
Jak człowiek posłucha pozytywnych komentarzy to chęć do pracy powraca:)
Pozdrawiam ciepło:)
analo dnia 25.05.2012 09:57
Ha! A ja już się wypowiadałam na temat tekstu na kursie ;)
Jaga dnia 25.05.2012 14:52
analo,
ja Cię szukałam, ale przez dwa "l" ;-)
erait dnia 27.05.2012 22:26
I ja też, ja też:)
Jaga dnia 30.05.2012 07:22
erait, cieszę się, czekam na Twoje teksy:)
zajacanka dnia 02.06.2012 22:47
Piękna opowieść! Wzruszająco rodzinna. Lubię takie! Bardzo!
Pozdrawiam i do poczytania:)
Jaga dnia 03.06.2012 07:59
zajacanka, dziękuję za wizytę. Cieszę się, że Ci się podobało:)
Pozdrawiam ciepło do poczytania;-)
Dobra Cobra dnia 04.06.2012 16:30 Ocena: Bardzo dobre
Piękne! Ten klimacik! Ach!

I jaki długi tekst? Takie ładnie napisane rzeczy aż się chce czytać!

BDB!

Pozdrawiam,

Dobra Cobra
Jaga dnia 04.06.2012 22:34
Dobra Cobra, dziękuję bardzo za wizytację i komentarz:)
Pozdrawiam ciepło:)
Ako dnia 05.06.2012 00:39 Ocena: Świetne!
nawet nie czytam komentarzy poprzednikow,jest pozno, spiesze napisac wlasne odczuciia: zafundowalas mi tak dobry kawalek literatury pelen wzruszen, ze az mam lzy w oczach, chociaz twoj teks daleki byl od taniego sentymentalizmu! dziekuje :)
Ako dnia 05.06.2012 00:40 Ocena: Świetne!
zapomnialam dodac ocene, juz to robie :)
Jaga dnia 06.06.2012 08:50
Ako,
cieszę się niezmiernie:) Moim celem był tekst smutny, przy którym ktoś się wzruszy, a nawet łzę uroni. Jestem więc w pełni usatysfakcjonowana przyjęciem opowiadania.
Pozdrawiam:)
mike17 dnia 09.06.2012 15:26 Ocena: Świetne!
Piękny, bardzo klimatyczny utwór - pełen życia (!), pomimo kostuchy w tle, pełen naturalizmu, obdarzony niezwykłą narracją, daleki od patosu, który mógłby się pojawić, gdy mowa o przemijaniu i gaśnięciu.
Udało Ci się stworzyć fajny, domowy nastrój gawędziarskim stylem.
Wielką przyjemnością było dla mnie czytanie tego opowiadania, jakże wzruszającego i mówiącego o sprawach człowieczych...
Jaga dnia 09.06.2012 19:08
mike17,
Twój komentarz to miód na serce :yes: Dziękuję!
Pozdrawiam:)
Anushka dnia 16.06.2012 11:49
Cóż, mogę tylko powiedzieć, że bardzo mi się podoba. Nie mam zastrzeżeń ;-) Poza tym, ja też się wypowiadałam na kursie. I z tego co widzę, moje uwagi zostały "wzięte pod uwagę" :p Pozdrawiam!:D
wiesiek1 dnia 18.06.2012 08:12 Ocena: Świetne!
Uwierzyłem... będziesz sławna.
Żadnych uwag, dawno nie czytałem tekstu, który tak mnie wciągnął.
Wybacz, ale nie myślałem i przecinkach, kropeczkach czy kreseczkach.
Ufff... chyba muszę wytrzeć nos.

świetne Jago
pozdrawiam w1
:)
Jaga dnia 21.06.2012 17:16
Anushka, dziękuję za wizytę:)

wiesiek1,
bardzo mi miło!!:)Kichaj do woli, to podobno oczyszcza;-))
Pozdrawiam:)
ekonomista dnia 09.07.2012 12:05
Bardzo dobre opowiadanie. Budowanie postaci oraz wymyślanie ciekawych historii wcale nie jest takie łatwe, jakby się wydawało. Łatwo jest opisać swoją historię lub gdzieś zasłyszaną. Czym innym jest jednak stworzenie spójnego i wiarygodnego opowiadania na bazie własnej wyobraźni. Kreatywność to cecha, którą bardzo cenię i Ty chyba ją posiadasz. Podkreślam, że tylko chyba.
Jaga dnia 11.07.2012 22:18
Dziękuję:) mimo tego "chyba";-)

Nie wydaje mi się jednak, że łatwo jest opisać swoją historię lub gdzieś zasłyszaną. Próbowałam. Nie byłam zachwycona;-) Najtrudniej jest pisać o ludziach, których znamy i wydarzeniach z życia. Gubimy wtedy potrzebny dystans.
Pozdrawiam:)
ekonomista dnia 12.07.2012 00:04
My gubimy czy Ty gubisz? ;)

Pozdrawiam również :)
Jaga dnia 12.07.2012 21:31
Ja gubię, Ty gubisz, my gubimy;-)
Usunięty dnia 12.02.2013 13:17 Ocena: Bardzo dobre
Bardzo dobre, czyta się lekko, a poza tym robi wrażenie oryginalny "concetto", a o to właśnie najtrudniej w pisaniu opowiadań! Gratulacje :)
Lucyxx dnia 12.02.2013 21:12 Ocena: Bardzo dobre
Przeczytałam szybko i nie zauważyłam żeby tekst był nadto długi, tak się wciągnęłam :) Historia pełna emocji i wzruszeń. Świetny tekst. Pozdrawiam.
purpur dnia 17.02.2016 13:46
No proszę...

Masz to w treści co niezwykle sobie cenie - opowieść. Zdarzenia przedstawione w taki sposób, że poznajesz historię razem z opowiadającym, zaciera się granica pomiędzy tym który mówi i tym który słucha. Do tego nie dajesz, albo też umiejętnie przeciągasz ten moment, za wcześnie celu opowiadania. A ja lubię być zaskakiwany - lubię gdy autor nie ginie w slowach, tylko trzyma czytelnika w takim stanie, że jest on chętny czytać dalej i dalej... aż pozna zakończenie.

Do tego ładnie, tak leciutko jest to napisane... i, hmm, dziewczęco - kobieco. Proszę nie pytaj mnie czemu tak to czuję, tak po prostu jest.

Widziałem, że tekst powstał daaawno temu... ciekaw jestem ( aha! tak purpury z natury są niezwykle ciekawskie! ) jak wyglądają Twoje słowa teraz. Chętnie bym zerknął na coś nowszego... Tak, jest to drobna sugestia, aby albo usiąść i sklecić parę zdań, albo pokazać coś co ukryte jest w szufladach :) Jeśli potrzebujesz odpowiedniej motywacji to chętnie wyślę rózgę na rozgrzanie koniuszków palców - no ale chyba nie będzie wymagane, hę?

Takie drobiazgi:
Cytat:
nie klepałam koronek do Przenajświętszej Maryi Panny,
- koronek? Nie jestem zbyt obeznany w tematyce, więc tylko pytam?

Cytat:
złorzeczyła. Poza tym babcia by się ucieszyła.
- tu chyba myślik uciekł...

Cytat:
więc rzucił pod byle pretekstem.
- jakoś pod byle pretekstem i żucanie palenia, to jakoś mi się gryzie :) No ale, owszem, możę być i tak...

Cytat:
Być może to kwesta genów.
- to się wydaje zbędne - cudne zakończenie było zdanie wcześniej :)

No dziękuję za parę miłych minut!
Jaga dnia 17.02.2016 21:58
Purpur,
jest mi niezmiernie miło, że odkopałeś moje teksty i doceniłeś! Pytasz o nowe – dwa są już w poczekalni, trzeci w przygotowaniu.
Jeśli chodzi o koronki to chyba jest jakaś do NMP? Przynajmniej jedna:)
Pozdrawiam ciepło,
Jaga
al-szamanka dnia 17.08.2017 22:45 Ocena: Świetne!
Tak sobie pogrzebałam tu i ówdzie, gdyż zechciało mi się przeczytać coś dobrego na dobranoc.
I znalazłam to cudne opowiadanie.
Ha, sporo lat ma już na plecach i dziwne, że nigdy dotąd na nie nie trafiłam.
Ale wszystko ma swój sens i przeznaczenie, więc dotarłam tu dzisiaj.
I znalazłam to, co chciałam - już po pierwszych czterech zdaniach o tym wiedziałam.
Przepiękny tekst, Jago, wzruszający, świetnie napisany.
Cieszę się, że go wyszperałam.

Pozdrawiam ciepło :)
Jaga dnia 18.08.2017 21:51
Al, bardzo dziękuję za wyszperanie;) Mam do tego tekstu wielki sentyment, więc tym bardziej mi miło, że Ci się spodobał.
Pozdrawiam ciepło,
Jaga
Ten_Smiertelny dnia 16.01.2018 11:43
Dobrze, że wytrwałem do końca, bo końcówka mi się spodobała – choć trochę ją nawet podejrzewałem. Myślę, że nie jest takie złe, choć poruszyło mnie do wściekłości.


Bohaterkę znienawidziłem niemal od samego początku, a później moja nienawiść jeszcze się pogłębiała. Przestraszyłem się już, że może w ogóle nie trawię prozy kobiecej (Purpur ma tutaj rację – czuć, że kobiece strasznie). Mam wrażenie, że często widzę w niej właśnie takie bohaterki: samolubne, rozpieszczone, rozwydrzone i bezmyślne…

Pewnie zezłości cię taka ocena, ale ja tak to właśnie odebrałem. Zadziwiało mnie, że bohaterka twojego powiadania, niemal komentowała moje odczucia, samemu mając podobne, lecz skierowane do kogoś innego.

„Jak ona szybko potrafiła mnie wkurzyć!” – myślała bohaterka, a ja w tym samym czasie, zachodziłem w głowę, jak to jest, że ja znienawidziłem ją tak szybko.

„Byłam wściekła na nią tak bardzo, że bez oporów odrąbałabym jej głowę siekierą, bez wahania włożyłabym jej nóż w plecy.” – zwierzała się, a ja w tej samej chwili myślałem (niepoważnie) o tym, że wielce pożytecznie społecznie byłoby, gdyby takie osoby jak ona, ścinano na gilotynie.

Memento mori! (czyli opamiętaj o Morim z Detektywa Conana <lol>;)

Jak to jest, że bohaterka widzi Śmierć, jest dla niej tak namacalna, że aż niemal widoczna, a jednocześnie nie pamięta o niej! Nie bierze jej w ogóle pod uwagę! Przecież pamięć o śmierci miała skłaniać człowieka do rozważenia swojego postępowania; do refleksji nad swoim życiem; do przygotowania się do rozliczenia z Bogiem! Do kroćset!

No i czemu tak zdziwiła się śmiercią babci? Czy nie zdawała sobie sprawę, że każdy człowiek z dnia na dzień może zginąć w wypadku samochodowym, albo pośliznąwszy się spaść ze schodów i paść na miejscu? Jak głupia i bezmyślna może być?

Dlaczego nie żyła gotowa na śmierć? Dlaczego nikt – u licha – nie myśli o swoich ludzkich obowiązkach, a jedynie o swej przyjemności?

Nie znosiłem również staruszki, bo była po jej stronie. Głupia dewotka, pozornie jedynie religijna, gdyż gdyby naprawdę wierzyła, w to co udawała, raczej chciałaby wnuczkę skłonić do zmiany postępowania, gdyż chyba nie chciałaby, by ta zginęła w piekle.


Cytat:
na Kostuchę nie ma przecież lekarstwa.


Jak to nie ma? A co z: „Gdzież jest zwycięstwo twe, o śmierci? Gdzie jest, o śmierci, oścień twój?” (I do Koryntian 15, 55. Iz. 25, 8. Oz. 13, 14.)

///
Mam też nadzieję, że nie chodziło ci o reinkarnację. Właściwie rzecz biorąc nie mam pojęcia, o co ci chodziło… Końcówka mi się spodobała, ale chyba można by z niej złe wnioski wyciągnąć.
Wkurza mnie ten komentarz:

SzalonaJulka napisała:
Jedni odchodzą, aby zrobić miejsce następnym i życie toczy się dalej.


Tak jakbyśmy wszyscy nie mogli się zmieścić i Bóg chciał, by ludzie umierali… Tak nie jest przecież; życie wieczne jest możliwe, a nawet jest przeznaczeniem człowieka.

Póki co zaś „śmierć mi jest z korzyścią”. Bądźmy gotowi by stanąć przed Bogiem i zdać sprawę ze swych czynów.

Czytaj Biblię, staraj się, aby nie zginąć w jeziorze ognistym – to jest śmierć druga.

Pozdrawia cię,
Ten Śmiertelny
Jaga dnia 08.04.2018 21:56
Ten_Smiertelny napisał:
hoć poruszyło mnie do wściekłości.

Mega kompelmet!
Ten_Smiertelny napisał:
Bohaterkę znienawidziłem niemal od samego początku, a później moja nienawiść jeszcze się pogłębiała.

to cudownie, to zanczy, że wiarygodna jest ta kobieta ;)
Ten_Smiertelny napisał:
Pewnie zezłości cię taka ocena, ale ja tak to właśnie odebrałem.

Wręcz przeciwnie, jestem zachwycona! Serio, serio!
Ten_Smiertelny napisał:
wielce pożytecznie społecznie byłoby, gdyby takie osoby jak ona, ścinano na gilotynie.

Myślę, że w poprzednim życiu (upsss) byłam ścięta ;) ;) ;)
Ten_Smiertelny napisał:
Jak to jest, że bohaterka widzi Śmierć, jest dla niej tak namacalna, że aż niemal widoczna, a jednocześnie nie pamięta o niej! Nie bierze jej w ogóle pod uwagę! Przecież pamięć o śmierci miała skłaniać człowieka do rozważenia swojego postępowania; do refleksji nad swoim życiem; do przygotowania się do rozliczenia z Bogiem! Do kroćset!

Ja pamiętam! Czuwam, pamiętam, czuwam!
Nie zmienia to faktu, iż jestem człowiekiem, a jak odchodzą bliskie osoby to ...cierpię...Nie boję się śmierci, nie. Boję się pustki po stracie bliskich i tego, że jak ja odejdę moje dzieci będą tęsknić...
Z Bogiem jestem rozliczon
Ten_Smiertelny napisał:
Nie znosiłem również staruszki, bo była po jej stronie. Głupia dewotka, pozornie jedynie religijna, gdyż gdyby naprawdę wierzyła, w to co udawała, raczej chciałaby wnuczkę skłonić do zmiany postępowania, gdyż chyba nie chciałaby, by ta zginęła w piekle.

a. Tak przynajmniej mi się wydaje:)
A dlaczego ta wnuczka miałaby w piekle się znaleźć? A dlaczego babcia była dewotką??? Mylna interpretacja ;)
Cieszę się, że końcówka Ci się podobała :)
Czytam Biblię :yes:
Pozdrawiam ciepło,
Jaga
AntoniGrycuk dnia 05.06.2018 15:14
Hej,

Przeczytałem i najbardziej podobała mi się końcówka. A słowa: "być może to kwestia genów" są kwintesencją osobowości bohaterki - tak po mojemu.
Jednak to opowiadanie potraktowałem "po łebkach", jeśli chodzi o klimat i treść, bo skupiłem się nad tym, o co mnie prosiłaś - żebym wytknął błędy. No to przejdźmy do nich. Sądzę, że to nie wszystkie, bo po pierwsze mogłem coś przeoczyć, a po drugie głównie skupiłem się na interpunkcji.
Cytat:
ma­wiał po­pi­ja­jąc żo­łąd­ko­wą gorz­ką

przecinek po "mawiał".
Cytat:
Je­zu­sa Zmar­twych­wsta­łe­go, więc stro­fo­wa­ła męża za­ga­nia­jąc do ró­żań­ca.

To powinien być przecinek, ale sama musisz zdecydować gdzie - czy przed, czy po "męża".
Cytat:
- A, bo wy się do tego źle za­bie­ra­cie – drą­ży­ła - mu­sisz się na­jeść, wy­po­cząć.

Tu, po "drążyła" powinna być kropka i dalej z dużej litery.
Cytat:
To wła­śnie wtedy, gdy na twa­rzy po­zo­stał mu je­dy­nie wiel­ki nos i za­pad­nię­te oczo­do­ły Ko­stu­cha sie­dzia­ła już na pa­ra­pe­cie.

Przecinek przed "Kostucha".
Cytat:
Gdy już wy­szli go­ście, a do­mow­ni­cy po­ło­ży­li się do swych łóżek nie mo­głam za­snąć, bo Ko­stu­cha ha­ła­so­wa­ła

Przecinek przed "nie mogłam zasnąć".
Cytat:
Zo­ba­czy­łam go jak sie­dzi na łóżku i gło­śno od­dy­cha

Przecinek przed "jak siedzi".
Cytat:
Przez kilka dni bie­ga­li­śmy mię­dzy ap­te­ką, szpi­ta­lem a ho­spi­cjum zno­sząc wszel­kie moż­li­we an­ti­do­ta

Przecinek przed "znosząc".
Cytat:
- Dzia­dek jest chory, może to jego ostat­nie świę­ta!- krzy­cza­ła do słu­chaw­ki - nie usza­nu­jesz żad­nej świę­to­ści!

Kropka po "do słuchawki" i dalej z dużej litery.
Cytat:
- Mamo, nie będę ci się tłu­ma­czyć, masz ocho­tę to jedź do Za­chwa­to­wa, ja jadę w góry.

Przecinek po "ochotę".
Cytat:
- Nie za­sła­niaj się bab­cią, bę­dzie i tak cała ro­dzi­na, a z bab­cią wi­dzia­łam się trzy dni temu i nie robi z tego po­wo­du pro­ble­mu - a jed­nak się jej tłu­ma­czy­łam, a świa­do­mość tego zde­ner­wo­wa­ła mnie jesz­cze bar­dziej.

Ja bym tu dał "a jednak się jej..." z dużej litery, a wcześniej kropkę. Bo mam wrażenie, że to, co wcześniej jest odrębnym zdaniem.
Cytat:
Gdy­bym z nią sia­dła do stołu cały wie­czór by mnie kry­ty­ko­wa­ła i po­ucza­ła.

Przecinek przed "cały".
Cytat:
Nie, ona by się ze mną po­kłó­ci­ła zanim byśmy sia­dły do wspól­nej ko­la­cji.

Tu nie jestem pewien, ale ja bym dał przecinek przed "zanim". Z tego, co wiem, to przed tym słowem stosujemy przecinek, gdy łączy ono dwa zdania podrzędne.
Cytat:
Nie, nie wy­trzy­mam ! Nawet gdy­bym ucie­kła na drugi ko­niec świa­ta i nie od­bie­ra­ła od niej te­le­fo­nu i tak by zna­la­zła spo­sób, aby wy­pro­wa­dzić mnie z rów­no­wa­gi .

Niepotrzebna spacja przed wykrzyknikiem. Oraz ja bym dał przecinek przed "i tak by znalazła".
Cytat:
- Aaaaa! - rzu­ci­łam po­dusz­ką w Krzyś­ka, który ode­brał to jako za­chę­tę do seksu.

"Rzuciłam" z dużej litery. Z małej dajemy, gdy kontynuujemy myśl, a w tym wypadku wykrzyknięcie "Aaaaa" i rzucenie poduszką to dwie czynności. Darcon kiedyś napisał, że małą literą piszemy, gdy jest to czynność "gębowa", a resztę dużą - upraszczając. (Mam nadzieję, że dobrze zacytowałem.)
Cytat:
- Lubię agre­syw­ne babki. Jak się zło­ścisz to na­praw­dę mnie kręci - może i nie żar­to­wał. - Po­patrz - po­ło­żył moją rękę na swo­ich spodniach - po­złość się jesz­cze...

Przecinek przed "to naprawdę".
Cytat:
- Ni­g­dzie nie po­ja­dę i daj mi już świę­ty spo­kój! - po­wie­dzia­łam za­miast stan­dar­do­we­go „halo”.

Tu nie jestem pewien. Bo gdybyś napisała: "powiedziałam, zamiast rzucić standardowe 'halo'", to raczej powinien być przecinek, a w tym wypadku nie wiem.
Cytat:
Po raz pierw­szy od lat uści­ska­łam wła­snych ro­dzi­ców, a obej­mu­jąc matkę pra­wie się po­pła­ka­łam. Oj­ciec po­cie­szał nas obie, a są­sie­dzi wy­szli do swo­ich domów ofe­ru­jąc pomoc.

Przecinek przed "prawie się popłakałam". Oraz przecinek przed "oferując pomoc"
Cytat:
Matka do­sta­wa­ła szału, bo nie wie­dzia­ła czy ma mar­twić się o niego, czy pła­kać za bab­cią.

Po pierwsze: przecinek przed "czy ma martwić", a po drugie: ja wyrzuciłbym słowo "ma".
Cytat:
W końcu łzy za­czę­ły pły­nąć stru­mie­nia­mi, czu­łam jak ry­su­ją mnie po po­licz­kach

Przecinek przed "jak rysują".

Ale pamiętaj, że sam nie jestem idealny w interpunkcji i mogłem się gdzieś pomylić. Widziałem w książkach już takie rzeczy, które kłóciły się ze wszystkim, co wiem.

Pozdrawiam
Jaga dnia 05.06.2018 21:50
O matko!!! Dużo tego. Aż wstyd, że nie zauważyłam. Dziękuję Ci serdecznie za pomoc. W pierwszej wolnej chwili naniosę poprawki.
Pozdrawiam :)
J.
Ten_Smiertelny dnia 08.06.2018 13:05
Jago, przepraszam i chylę czoła. Gdybym ja dostał taki komentarz, jaki dałem tobie… pewnie nie potrafiłbym tak pięknie na niego odpowiedzieć jak ty. :)

Postaram się trochę rozjaśnić to co powiedziałem.

Jaga napisała:
to cudownie, to znaczy, że wiarygodna jest ta kobieta ;)

Jasny gwint! to mnie przeraziłaś!
Na początku trochę specyficznie zinterpretowałem to zdanie i zatrwożyłem się, mając nadzieję, że to nieprawda.

Lecz chyba chodziło ci o to, że tylko realnie zarysowaną postać można znienawidzić. To zupełna racja. Rzeczywiście nikt nie będzie się emocjonował, jeśli nie uwierzy w przedstawioną kreację. Twoja bohaterka rzeczywiście wydawała mi się bardzo wiarygodna, jak żywa. :)

Jaga napisała:
Wręcz przeciwnie, jestem zachwycona! Serio, serio!

Sarkazm to? czy najszczersza prawda, czuję się zachwycony takim odbiorem i chętnie napiszę więcej. ;)

Jaga napisała:
Myślę, że w poprzednim życiu (upsss) byłam ścięta ;) ;) ;)

A ja pewnie byłem katem :p :p :p

Ej! A co z:
Jaga napisała:
Nie wydaje mi się jednak, że łatwo jest opisać swoją historię lub gdzieś zasłyszaną. Próbowałam. Nie byłam zachwycona;-) Najtrudniej jest pisać o ludziach, których znamy i wydarzeniach z życia. Gubimy wtedy potrzebny dystans.

Z tego komentarza, zrozumiałem, że to opowiadanie nie było o Tobie. Skąd zatem taki odbiór i wzięcie do siebie, tego co było skierowane na bohaterkę? (Swoją drogą, pewnie masz rację z tym dystansem.)

Twoja heroina mówiła zresztą o „rąbaniu głowy siekierą”, wkładaniu „noża w plecy” i wrzucaniu do rozpalonego kominka, pomyślałem więc, że i ja, mogę posłużyć się podobną hiperbolą… :)

Spróbuję wyjaśnić ci mój punkt widzenia i wytłumaczyć skąd wziął się taki odbiór.
Start: Jestem przekonany, że ludzie nie powinni żyć ze sobą bez ślubu. Naturalnie więc stanąłem po stronie matki bohaterki – która reprezentowała ten pogląd.

Spójrz Jago na swoje opowiadanie; znaczna jego część stanowi narzekanie i wkurzanie się bohaterki na swą matkę, obrażanie jej, krytykowanie itd. A jednocześnie nie widać w tym tekście niemal niczego, co usprawiedliwiałoby ten fakt.

Gdybyś w swym opowiadaniu zamieściła jakiś fragment, w którym w całej okazałości ujawniłabyś, hipokryzję, głupotę, podłość i despotyzm, matki bohaterki, wtedy zapewne potrafiłbym się z nią (tzn. z bohaterką) zsolidaryzować w tej złości; tak zaś, solidaryzowałem się z jej matką. Przez to natomiast, każde zdanie które rzucała na swą matkę, czułem jakby było skierowane do mnie.

Wszystko wskazywało na to, że gdyby twoja bohaterka mnie poznała, odebrałaby mnie tak jak swą matkę – i vice versa. Ja też patrzyłbym na nią tak jak jej matka. :confused:

Jednak nie udało mi się znienawidzić matki bohaterki, a przez to de fakto znienawidziłem samą bohaterkę – za to, że ona nie znosiła swej matki, którą darzyłem sentymentem…

Być może matka twojej bohaterki miała rzeczywiście nieznośny, apodyktyczny charakter; być może rzeczywiście zasługiwała na te słowa krytyki, za swój despotyzm i tyranię. Całkiem możliwe, lecz nic w tekście mnie do tego nie przekonało.

Nawet jeśli były jakieś zarzuty, były przedstawiane przez bohaterkę, a to odbierało im wiarygodność. Przez tysiące lat ludzkiej historii, córki narzekały na despotyczne matki, a matki na krnąbrne córki. Jeśli nastolatka zwierzy mi się, że jej matka jest potworem, bo chce by wszystko było po jej myśli i ciągle jej rozkazuje, spojrzę na to z pobłażaniem. Co innego gdybym poznał jakąś konkretną sytuację, lub usłyszał to od kogoś z boku – wtedy mógłbym się przekonać.

Jaga napisała:
Ja pamiętam! Czuwam, pamiętam, czuwam!
Nie zmienia to faktu, iż jestem człowiekiem, a jak odchodzą bliskie osoby to ...cierpię...Nie boję się śmierci, nie. Boję się pustki po stracie bliskich i tego, że jak ja odejdę moje dzieci będą tęsknić...

Racja, zgoda, wyrazy uszanowania i poparcia. :)

Jaga napisała:
Z Bogiem jestem rozliczona

Być może, nie zaprzeczam, ale nie widać było w opowiadaniu, by twoja bohaterka rzeczywiście była.

Dobrze by było, gdy stanie się przed Bogiem, móc powiedzieć, że nie uprawiało się cudzołóstwa (czytaj: nie „żyło się z niejednym bez ślubu”), że nadstawiało się drugi policzek, nawet nieznośnej matce, spełniając przykazanie o posłuszeństwie względem rodziców. Że nie myślało się o własnej przyjemności, lecz miłowało bliźniego i starało się o Królestwo Boże.

Niełatwe. Nieproste. Nie twierdzę, że osiągnąłem w tym względzie, coś więcej od Ciebie i twej bohaterki.

Zapewne niejeden (choćby ze strachu), gdyby zobaczył Śmierć i miał jechać np. na narty, zrezygnowałby i przeznaczone na to pieniądze, oddał ubogim. Mógłby też zacząć chodzić do kościoła, a nawet ze strachu począć „klepać koronki do Najświętszej Mari Panny”. Takie zachowanie uznałbym za bardziej racjonalne. To nie ma być: „jedzmy pijmy, bo jutro pomrzemy”…

Ewangelia Łukasza 12, 33. Sprzedajcie, co macie, a dajcie jałmużnę; sprawcie sobie trzosy, które nie niszczeją, skarb niewyczerpany w niebie, gdzie złodziej się nie przybliża, ani mól nie psuje.
34. Albowiem gdzie jest skarb wasz, tam i serce wasze będzie.

Jaga napisała:
A dlaczego ta wnuczka miałaby w piekle się znaleźć? A dlaczego babcia była dewotką???

Skoro już ujawniło się, że mam ten zły charakter lubiącego pouczać despoty – co naprawdę jest straszną wadą. To spróbuje na te pytania odpowiedzieć. Zacznę od drugiego:

Jaga napisała:
A dlaczego babcia była dewotką???

Wyobraź sobie, że należę do towarzystwa anty tytoniowego, że w każdy tydzień spotykam się na zebraniu członków SN („Stop Nikotynie!”), że wiele czasu poświęcam na tworzenie plakatów antynikotynowych itd. A jednocześnie mam wnuka który kopci jak szalony i nic mu nie mówię, ani nie psuję mu humoru, gderaniem o szkodliwości palenia. Czy nie nazwałabyś mnie wtedy hipokrytą?

Cytat:
Różniło nas prawie wszystko. Nie lubiłam wsi, nie klepałam koronek do Przenajświętszej Maryi Panny, żyłam z niejednym bez ślubu, a ona zawsze mnie rozumiała. W święta wyjeżdżałam na wczasy, unikając imprez rodzinnych, a w niedziele robiłam zakupy, zamiast iść do kościoła. Mimo tego nie usłyszałam od niej słowa krytyki, jedynie babciną troskę.


A wyobraź sobie, że przeciwnie, skoro należę do towarzystwa anty nikotynowego, to staram się przekonać mojego wnuka. Że jestem natarczywy, nieustępliwy i zdeterminowany. W każdej rozmowie staram się przedstawić mu coraz to nowe argumenty przeciw paleniu. Gdy dzwoni do mnie, odbieram słowami: „przestań palić!”. Słowem: jestem tak upierdliwy, że wnuk mnie nienawidzi i unika. Lecz ja się nie poddaję!

Nachodzę go w domu i w pracy. Krzyczę, nalegam, grożę i proszę, aż mój wnuk boi się lodówki otworzyć, ze strachu, że czyham tam ze zdjęciem wyniszczonych przez nikotynę płuc.

W końcu wnuk nie wytrzymuje; pęka. Ma już dość i dla zwykłego spokoju ducha i tego bym się od niego odczepił, postanawia rzucić palenie. Pilnuję go przy tym jak cerber. Wnuk wie, że nie pozbędzie mnie się jeśli naprawdę nie żuci, więc w końcu robi to.

Ostatecznie mój wnuk ma niezbyt pochlebne o mnie zdanie, ale ja się tym nie przejmuję, skoro należę do SN, to sądzę, że zrobiłem słusznie i uratowałem mu życie – bo nie umrze na raka płuc – a nawet nie tylko jemu, lecz może i jego przyszłym dzieciom, albo osobom, które inaczej musiałyby przez niego biernie palić. Może też jego przykład skłoni inną osobę do rzucenia, albo sam wnuk, kiedyś przekona się o słuszności tej decyzji i przekona innych do odejścia od nałogu. Nie wiadomo więc, jak wiele dobra stanie się przez taki mój despotyzm. Oczywiście gdyby tak było, miałbym jakąś nadzieję, że kiedyś wnuk mi za to wszystko podziękuje, a nawet jeśli nie, to trudno – nie zrobiłem tego przecież dlatego, że chciałem by mnie lubił, lecz dlatego, że sam go lubiłem.

Czy gdybyś znała taką historię, nazwałabyś mnie draniem i sadystą?

Nie zrozum mnie źle, nie należę do żadnego towarzystwa antynikotynowego (to był jedynie przykład), chodziło mi tylko o to, że człowiek prawdziwie w coś wierzący, będzie raczej konsekwentny w tym co robi.

Jeśli staruszka rzeczywiście wierzyła, że chodzenie do kościoła co tydzień, jest zbawienne, właściwe i potrzebne, to tym bardziej chciałaby przekonać do tego wnuczkę którą kocha. Kościół to nie teatr, do którego nie musimy chodzić, jeśli nie podoba nam się przedstawienie. To nie jest kwestia gustu, w stylu: ja lubię kabarety, a drugi kino amerykańskie. Do kościoła idzie się, by umocnić swą wiarę i usłyszeć kazanie, pouczenie, które ma pomóc nam (inna sprawa czy rzeczywiście to robi…) pozostać na właściwej ścieżce. Naturalnie pouczenia takiego potrzebuje bardziej człowiek młody i niedoświadczony, któremu łatwiej zbłądzić i jest bardziej narażony na przeróżne pokusy, od osoby starszej.

Jeśli babcia rzeczywiście sądziłaby, że „seks przedmałżeński to zło” – jak pewnie nieraz słyszała w kościele z ambony – to zapewne starałaby się z całych sił przekonać ulubioną wnuczkę, żeby ożeniła się ze swym chłopakiem. Zwyczajnie bojąc się o nią.

Mogłaby nawet dojść do wniosku, że to, że tak długo nie mają dziecka, jest właśnie karą Bożą; bo i właściwie dlaczego nie? W Biblii jest jeden przykład kobiety, która w ramach kary stała się bezpłodna. Tym bardziej zatem, chciałaby skłonić ją do jakiejś zmiany w tym względzie.

W ogóle zagadnienie „dobrej” babci i dziadka, a „złych” rodziców, jest znanym problemem społecznym. Rodzice starają się dzieci wychowywać – a to nieprzyjemne. Dziadkowie zaś często rozpieszczają – a to jak najbardziej przyjemne. Wiele rodzin narzeka, że starsi z powodzeniem podkopują zasady które ustalili w swojej rodzinie i uniemożliwiają im wychowywanie. Rodzice starają się nie dawać dziecku słodyczy, a babcia po cichu, w tajemnicy, karmi wnuczki łakociami itd.

Zdaję sobie sprawę, że twoje opowiadanie dotyczyło osoby dorosłej, lecz i tak wydaje mi się, że osoba starsza (nawet pominąwszy religię) powinna dzielić się swoim doświadczeniem, a nie jedynie bezwiednie akceptować swoich wnuczków.

Cytat:
Mimo tego nie usłyszałam od niej słowa krytyki,

A słowa krytyki czasem są potrzebne. Dlatego napisałaś na samym początku:
Jaga napisała:
będę wdzięczna za konstruktywną krytykę:)

I twojej bohaterce na pewno nie zaszkodziłaby jakaś konstruktywna krytyka, ze strony babci. Wszakże oczywiście nie sztuka krytykować, lecz sztuka przyjmować krytykę.

Dlaczego uznałem babcię za dewotkę? Cóż, może źle pojmuję ten termin. Użyłem go w znaczeniu: osoba pozornie religijna; wyróżniająca się zewnętrznymi objawami religijności, a nie żyjąca zgodnie z jej duchem.

Widzisz Jago, poświęciłaś trochę na pokazanie tej zewnętrznej religijności babci. Chodzi co tydzień do kościoła, zagania do różańca, plecie koronki dla PMP itd. Nie widać było zaś jakiś wewnętrznych oznak wiary… no chyba że chodziło o łagodność i wyrozumiałość. To wielkie zalety, więc może przesadziłem.

Chodziło mi o to, że w Biblii nie znajdziesz słowa „różaniec” i żadna z ksiąg, żaden z listów apostolskich i powszechnych, nie nakazuje klepania „koronek do Przenajświętszej Maryi Panny”, ani nawet chodzenia w niedzielę do kościoła…

Zdecydowanie zaś nakazuje już żyć w pewien sposób i starać się by inni (a szczególnie nam bliscy) też tak żyli. To dosyć oczywiste, że jeśli uznajemy coś za grzech przeciwko Bogu, za który będziemy musieli przed Nim odpowiedzieć, będziemy się starać unikania takiej rzeczy i skłaniania innych do takiej samej postawy.

Babcia odznaczała się wieloma pozorami bycia członkiem wiary katolickiej, a jednocześnie nie widać było by wierzyła w to o czym wiara katolicka mówi – dlatego uznałem ją za dewotkę.

Jeśli staruszka uznawała za złe bycie ze sobą bez ślubu, dosyć naturalne byłoby, by jeśli kocha wnuczkę, skrytykowała ją w tym względzie. Tak jednak się nie stało. Z czego wnioski mogły być dwa: albo nie kocha ona w rzeczywistości swej wnuczki i ma gdzieś co z nią będzie; albo w rzeczywistości nie wierzy w naukę kościoła, do którego przecież tak często uczęszcza – a więc jest jedynie pozornie religijną dewotką.

Wybrałem tą drugą interpretację, gdyż wydawała mi się słuszna.

Jaga napisała:
A dlaczego ta wnuczka miałaby w piekle się znaleźć?

Znaczna część odpowiedzi na to pytanie znalazła się już we wcześniejszej części komentarza. Ale oczywiście można napisać więcej.

Cytat:
żyłam z niejednym bez ślubu

Czyli jest cudzołożnicą, a jednak nie żałuje.

Ewangelia św. Mateusza 19, 3. I przystąpili do niego faryzeusze kusząc go i mówiąc: czy godzi się człowiekowi opuścić żonę swoją z jakiejkolwiek przyczyny? 4. A on odpowiadając rzekł im: Czyż nie czytaliście, że ten, który stworzył człowieka na początku, „mężczyznę i niewiastę stworzył ich” (Rodz. 1, 27.) i rzekł: 5. Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się z żoną swoją, i będą dwoje w jednym ciele. 6. A tak już nie są dwoje, ale jedno ciało (Rodz. 2, 24.) Co tedy Bóg złączył, człowiek niech nie rozłącza. (…) 9. A powiadam wam, że ktokolwiek by opuścił żonę swoją, z wyjątkiem przyczyny rozpusty, i pojął inną, cudzołoży, i kto by opuszczoną pojął – cudzołoży. 10. Rzekli mu uczniowie jego: Jeśli tak się ma rzecz mężczyzny z niewiastą, lepiej się nie żenić. 11. A on odpowiedział: Nie wszyscy pojmują tę naukę, jeno ci, którym jest dane. 12. Albowiem są trzebieńcy, którzy takimi się z żywota matki narodzili, i są trzebieńcy, których takimi ludzie uczynili, i są trzebieńcy, którzy się sami na to skazali dla Królestwa Niebieskiego. Kto może pojąc, niechaj pojmuje.

Chrystus twierdzi zatem, że każdy kto rozwiązuje związek i wchodzi w drugi (z wyjątkiem tego, gdy jest zdradzany) cudzołoży. I dodaje, że lepiej już poddać się kastracji (!), niż grzeszyć w ten sposób!

Cytat:
W święta wyjeżdżałam na wczasy, unikając imprez rodzinnych, a w niedziele robiłam zakupy, zamiast iść do kościoła.

Ja to rozkodowałem tak: „Gdzieś mam rodzinę i religię, chcę się jedynie bawić”. Oczywiste jest, że łatwiej jest pojechać na wczasy, czy pójść zakupy, niż podołać jakimś mniej przyjemnym obowiązkom. Kto jednak szuka własnej przyjemności, gotuje sobie zgubę.

Cytat:
Czy każda rozmowa z moją matką musi zakończyć się kłótnią?!

W przypadku takich kłótni wina leży przecież po obu stronach. Bezczelnością jest, że bohaterka oczekuje, że jej matka musi ustąpić, a sama ustępować nie zamierza. Oczywiście żadnej kłótni by nie było, gdyby była posłuszna swej rodzicielce.

Nie kłóciła się z nią o nic ważnego. To nie były żadne sprawy egzystencjalne, czy ważne, w imię których miałaby prawo występować przeciwko rodzicom – jeśli byłaby przekonana, że są w błędzie. To była kwestia spędzania wolnego czasu. I raczej matka miała rację. Bohaterka zaś reprezentowała typowo hedonistyczne podejście do życia.

Cytat:
Dlaczego ta kobieta nie może zrozumieć innego punktu widzenia niż jej własny?

A czy bohaterka potrafi zrozumieć punkt widzenia swojej matki – która się o nią zwyczajnie troszczy? Nie. Jest to więc hipokryzja.

„Zobaczysz, nic nie oszczędzasz, a jak stracisz pracę, zostaniesz na bruku!”, „Zobaczysz, Krzysztof cię rzuci i zostaniesz na lodzie”, „Zobaczysz, połamiesz się, zresztą po co ci to potrzebne, na wieś byś pojechała odpocząć, książki poczytać” – wszystko to przecież nie są złośliwe zarzuty, lecz wynikająca z matczynej miłości, troska o dobro córki. Matka zwyczajnie się o nią martwi. To, że córka wścieka się na za to, jest zwyczajnie niedobre.

Naturalnie rozumiem, że te wszystkie uwagi musiały ją boleć, lecz powinna spróbować postawić się na miejscu swej matki i czasem też okazać jej zrozumienie.

Cytat:
Jaka ona jest uparta, czego jeszcze ode mnie chce?! Przecież wie, że nie ustąpię.

I kto tu jest uparty? kto nie chce ustępować?

A ustępować trzeba, często nawet złu.

Ewangelia Mateusza 5,
39. Ja zaś wam powiadam, byście się nie sprzeciwiali złemu: ale jeśli cię kto uderzy w prawy policzek twój, nadstaw mu i drugi.
40. A temu, który chce się z tobą w sądzie spierać i wziąć suknię twoją, odstąp mu i płaszcz.
41. A ktokolwiek by przymuszał cię na tysiąc kroków, idź z nim i drugie dwa.
42. Temu, co cię prosi, daj: i nie odwracaj się od tego, który chce u ciebie pożyczyć.

////
Najgorsze jest jednak to, że nijak nie widać by bohaterka starała się o coś dobrego; coś dobrego robiła. Ma czas jeździć na narty, ma czas na różne głupoty i przyjemności; a gdzie służba Bogu? gdzie jakieś dobre owoce?

Ewangelia Łukasza 16, l3. Żaden sługa nie może dwom panom służyć; bo albo jednego będzie miał w nienawiści, a drugiego będzie miłował; albo z jednym trzymać będzie, a drugim wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i mamonie.

Ewangelia Mateusza 7, 19. Wszelkie drzewo, które nie rodzi owocu dobrego, będzie wycięte i w ogień wrzucone.

Człowiek jest na ziemi z jakimś celem, jakąś misją i obowiązkami, a nie tylko dla tego by mu było dobrze i przyjemnie. Obrazuje to chociażby przypowieść o talentach – Bóg oczekuje od nas jakiś działań. A czasem nawet i poświęcenia, wszystkiego innego:

Ewangelia Łukasza 14, 28. Albowiem kto z was, chcąc zbudować wieżę, nie usiądzie pierwej, i nie obliczy, czy ma środki potrzebne na dokonanie, 29. aby, gdyby założył fundament, a nie mógł dokończyć, wszyscy patrzący nie zaczęli śmiać się z niego, 30. mówiąc: Że ten człowiek zaczął budować, a nie mógł dokończyć.
3l. Albo który król, mając prowadzić wojnę z innym królem, pierwej siadłszy, nie pomyśli, czy może z dziesięciu tysiącami zmierzyć się z tym, który z dwudziestu tysiącami ciągnie przeciw niemu 32. W przeciwnym razie gdy tamten jest jeszcze daleko, wyprawiwszy poselstwo, prosi o warunki pokoju.
33. Tak więc żaden z was, który nie odstępuje wszystkiego, co ma, nie może być uczniem moim.

Ewangelia Mateusza 13,44 Podobne jest królestwo niebieskie do skarbu ukrytego w roli, który znalazłszy człowiek, skrył, i radując się z niego, odchodzi i sprzedaje wszystko, co ma, i kupuje ową rolę.
/////////////

Jaga napisała:
Cieszę się, że końcówka Ci się podobała :)


Naprawdę mi się podobała – bo może nie widać tego entuzjazmu. Końcówka była świetna, dzięki niej tekst staje się spójny i sensowny. Zwyczajnie miałaś pomysł na opowiadanie, czego nie było widać już na początku, dlatego jako całość tekst jest o wiele lepszy. :)

To właściwie nie tak, że nie podobało mi się opowiadanie. Nie podobała mi się bohaterka :p

Teraz patrząc na tekst z perspektywy czasu i po opadnięciu emocji, zmuszony jestem przyznać, że jest naprawdę profesjonalny i bardzo sprawnie ułożony.

Moja krytyka jest jak zwykle, w znacznej mierze przesadzona, ale z drugiej strony podzieliłem się z tobą wszystkimi moimi wrażeniami i przemyśleniami. Mam nadzieję, że to nic złego…

Jaga napisała:
Czytam Biblię :yes:

Bardzo miło mi to słyszeć. :) :yes:
Przepraszam Jago za mój wcześniejszy butny komentarz, za ten też chyba powinienem trochę przeprosić… Jestem trochę rozdrażniony i reaguję nerwowo. Przepraszam.

Niech Bóg będzie z Tobą. Bądź zdrowa.
Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie,
Ten Śmiertelny
Jaga dnia 12.06.2018 22:21
Ten_Smiertelny napisał:
Twoja bohaterka rzeczywiście wydawała mi się bardzo wiarygodna, jak żywa. :)

W punkt.
Jeśli chodzi o nakłanianie i nawracanie siłą lub natarczywą indoktrynacją to zdecydowanie wolę zachętę. Mam na myśli Twoje wyimaginowane "Towarzystwo antynikotynowe";)

Bóg jest wielki, między innymi dlatego, że dał człowiekowi wolną wolę tzn. możliwość wyboru. Może dlatego za nim podążam. Wszelka siła, nawet perswazja słowna wzbudzają w mnie niechęć. Może dlatego postać babci była dla mnie bliżej Boga, bo stała obok i akceptowała, z miłością. Taka akceptacja ma czasem większą moc niż kazania. Proponuję rozważenie mojego zdania, choć masz prawo się z nim nie zgadzać;)
Dziękuję za info o postaci matki, może rzeczywiście czytelnik nie rozumie irytacji Agnieszki. Pomyślę o tym.
Nie przepraszaj, nie czuję się urażona, nie masz za co. Twój komentarz oceniam jako pomocny:)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
AntoniGrycuk
18/08/2018 19:30
Darcon, Bardzo dziękuję za pochylenie się nad tekstem. Sam… »
wodniczka
18/08/2018 19:10
jedna para jest pijana druga trzeźwa pijane ręce wchodzą w… »
wodniczka
18/08/2018 19:00
Vanillivi Tylko, że ja nie chciałam kolejnego wiersza-… »
Vanillivi
18/08/2018 18:27
Wodniczko, nie mogę się wypowiadać za Bożenę i Esy, czemu… »
22227
18/08/2018 18:12
Za dużo dziwacznych słów, przez które trudno przebrnąć:… »
Darcon
18/08/2018 17:52
Pozwól, Antonii, że skupię się na stronie warsztatowej. Nie… »
22227
18/08/2018 17:45
Dobry wiersz, prowokuje do zadawania pytań : " robił… »
wodniczka
18/08/2018 16:52
Witaj Jesienny! Masz rację! Dopiero zauważyłam to budzić -… »
liathia
18/08/2018 16:19
Witaj Zola. Dziękuję za komentarz (aż się przestraszyłam,… »
mike17
18/08/2018 15:26
Prościutkie toto, ale może się podobać :) Mnie przypadło do… »
Gatsby
18/08/2018 13:56
Dziękuję za komentarz! Jest troszkę tych błędów.… »
Jesienny syn
18/08/2018 13:24
Ładny wiersz Wodniczko, prosty... ale liryczny. Takie lubię.… »
introwerka
18/08/2018 13:17
Tak, myślę, że jest dużo lepiej :) PS. Mój nick to… »
kasialan
18/08/2018 13:02
@introwertka: bardzo dziękuję za komentarz. Trochę… »
AntoniGrycuk
18/08/2018 12:47
Tak, jest tu humor. Już sobie wyobrażam, jak ciotki próbuję… »
ShoutBox
  • Esy Floresy
  • 18/08/2018 19:21
  • Wiem, że lato, upał i rozleniwienie, ale dzieciaki czekają na Wasze Wirtajki, tak że w chwilach, kiedy dopadnie Was wena pamiętajcie o maluchach :)
  • Vanillivi
  • 18/08/2018 18:03
  • Esy Floresy lub Bożena B
  • mariaczekanska
  • 18/08/2018 17:20
  • hej! chciałabym usunąć jeden wiersz z poczekalni. do kogo się zgłosić?
  • Gramofon
  • 18/08/2018 10:57
  • Co to znaczy dobrze pisać? Nie ma wytycznych jak się piszę, chociaż mam wrażenie, że gdzieś są bo ci "najlepsi" piszą na jedno kopyto i wszyscy temu przyklaskują, z krytykami na czele.
  • wodniczka
  • 18/08/2018 10:47
  • 3-majcie się ciepło i piszcie piękne wiersze. Oby jak najmniej na dolną półę :D. Chociaż tam niby zawsze łatwiej sięgnąć. Pamiętajcie-ostatni będą pierwszymi. 3-mam kciuki za debiutantów:))
  • wodniczka
  • 18/08/2018 10:45
  • Wszystkim życzę-również redaktorom miłego dnia!
  • wodniczka
  • 18/08/2018 10:37
  • ale to takie moje osobiste odczucia z którymi zgadzać się nikt nie musi:). Tak od czasu do czasu sobie wejdę i poczytam, czasami dodam ale uczucia zawsze mieszane.
  • wodniczka
  • 18/08/2018 10:32
  • coś innego. Czasami mam wrażenie że poezja na dolnej półce czy na górnej trafia od samych upodobań tego, co klasyfikuje i z tym czy coś jest dobrze napisane czy źle nie ma nic wspólnego.
  • wodniczka
  • 18/08/2018 10:31
  • co jest nie tak z wierszem - szalony wypad- lecha nieduziaka. Na dolną półką nie zasługuje. To że ktoś wydaje tomiki nie znaczy, że jest bogiem i encyklopedią wyroczni dobrego pisania.Każdy lubi
Ostatnio widziani
Gości online:15
Najnowszy:Roselandaq8
Wspierają nas