Kostucha - Jaga
Proza » Obyczajowe » Kostucha
A A A
Kostucha

W Zachwatowie widziałam śmierć. Przychodziła powoli. Choć w zimie była jeszcze przy bramie, na wiosnę stanęła w ogrodzie. Przez porośnięte jaśminem wejście koło domu prześwitywała jej biała sukienka. Niepotrzebnie się chowała, bo i tak każdy ją zauważył. W lecie przywykliśmy do jej obecności. Babcia Adela, moi rodzice, nawet ja. Dziadek Łukasz - sam (NIE)zainteresowany kpił z niej przy każdej okazji.
- Ja się na tamten świat nie wybieram, niech sobie Kostucha stoi i czeka, poczeka jeszcze długo - mawiał popijając żołądkową gorzką, której zakazali mu lekarze. Może nawet nadal by palił, ale strasznie się dusił, więc rzucił pod byle pretekstem.

Babcia miała do niej większy szacunek, chyba z powodu wiary w Jezusa Zmartwychwstałego, więc strofowała męża zaganiając do różańca.

Odkąd pamiętam w Zachwatowie bywałam przynajmniej raz w tygodniu. Najczęściej w piątek, bo z Warszawy jedzie się tam prawie trzy godziny. Babcia Adela smażyła placki ziemniaczane i podawała z sosem kurkowym. Piekła swoją kwaskową szarlotkę i przytaczała wiejskie plotki. Dziadek zapadał się w wypłowiałym, wytartym fotelu i udawał, że czyta gazetę, choć z naszego dialogu nie opuszczał ani frazy. Rano, gdy jego żona smażyła naleśniki, znikał nad rzeką lub w lesie.
Wtedy siadałyśmy obie w kuchni, a ja opowiadałam babci o wszystkim, jak najlepszej przyjaciółce. Przedziwne. Różniło nas prawie wszystko. Nie lubiłam wsi, nie klepałam koronek do Przenajświętszej Maryi Panny, żyłam z niejednym bez ślubu, a ona zawsze mnie rozumiała. W święta wyjeżdżałam na wczasy, unikając imprez rodzinnych, a w niedziele robiłam zakupy, zamiast iść do kościoła. Mimo tego nie usłyszałam od niej słowa krytyki, jedynie babciną troskę.

- Nie pracuj tyle, Agniesiu i powiedz temu swojemu Krzysztofowi, żeby ci w końcu zrobił dziecko.
- Przecież nie mamy ślubu - drażniłam się z osiemdziesięcioletnią konserwatystką.
- Potem weźmiecie, dziecko jest najważniejsze, tak się o to modlę - wzniosła oczy do góry.
- Pomódl się do świętego Judy - żartowałam, choć temat mnie raczej zasmucał - on jest od spraw beznadziejnych.
- Wiem, modlę się i do niego, ale to wy macie się postarać.
- Robimy co możemy, mam trzydzieści sześć lat, w moim wieku jest trochę trudniej.
- A, bo wy się do tego źle zabieracie – drążyła - musisz się najeść, wypocząć. Kotlety ci spakowałam. Dżemik jakiś chcesz?
- Dżemik, dżemik - pogardliwie skwitował dziadek. Wszedł dumny do kuchni i postawił na stole zielone wiaderko - suma jej złowiłem!

Tego lata, o którym wam opowiadam, nie chodził już na ryby. Gdybym robiła mu zdjęcia, na pewno by się zdziwił, widząc powiększające się wciąż koszule. Wcześniej opięte na kołnierzyku, teraz odstawały od pomarszczonej szyi na kilka centymetrów, a pasek od spodni obejmował go prawie dwa razy. To właśnie wtedy, gdy na twarzy pozostał mu jedynie wielki nos i zapadnięte oczodoły Kostucha siedziała już na parapecie. Zaglądała przez firankę do łukaszowej sypialni.

Wszyscy ją widzieli , ale udawali, że jeszcze daleko, chociaż coraz częściej odbywały się wycieczki rodzinne do Zachwatowa. Na dwa tygodnie przyjechała Patrycja z dziećmi, a nawet Paweł opuścił swój ukochany Londyn, bo „potrzebował wyciszyć się kilka dni na wsi”, w co kompletnie nie wierzę. Sąsiedzi też wydeptywali ścieżki, a babcia Adela nie nadążała z zaparzaniem herbaty i pieczeniem szarlotki.

Kostucha nie jadła. Może dlatego miała prawie przeźroczyste, zimne ciało. Dobrze przyjrzałam się jej jesienią, gdy przyjechałam na urodziny babci. Na suchych dłoniach żyły znajdowały się prawie na zewnątrz, a w nich płynęła ciemnozielona krew. Dziadek jeszcze żartował, ale po każdym toaście odstawiał wciąż pełny kieliszek żołądkowej, sprytnie chowając go za salaterkę z sałatką.
Gdy już wyszli goście, a domownicy położyli się do swych łóżek nie mogłam zasnąć, bo Kostucha hałasowała. W zazwyczaj cichym domu, tym razem słychać było kaszel i otwieranie okien. Po ciemku, na palcach wysunęłam się spod kołdry i stanęłam przed sypialnią dziadka. Pokój oświetlała lampka, a drzwi były otwarte. Zobaczyłam go jak siedzi na łóżku i głośno oddycha. Wtedy po raz pierwszy się przestraszyłam. Przez uchylone okno Śmierć wsunęła swoją kościstą stopę, chwilę potem objęła staruszka mocno za szyję, aż zaczął się dusić. Na początku mnie sparaliżowało, wydałam z siebie przeraźliwy pisk i może to ją powstrzymało. Zadzwoniłam po karetkę.
Od tej nocy w domu zaczęły pojawiać się kroplówki, aparaty do inhalacji, a nawet butla z tlenem. Coraz częściej kręcili się obcy ludzie w lateksowych rękawiczkach. Zrobiło się nieprzyjemnie. Wzięłam urlop. Przez kilka dni biegaliśmy między apteką, szpitalem a hospicjum znosząc wszelkie możliwe antidota, choć na Kostuchę nie ma przecież lekarstwa. Śmiała się nam w twarz, patrzyła z politowaniem. Nocami siadała na dziadka łóżku i rozkładała się na jego poduszkach. Krzyczał, machał rękoma, walił nogami o poręcze, walczył, a i tak nie raz zdołała zepchnąć go na podłogę.

A potem stała się rzecz przedziwna. Schowała się do szafy i zrobiło się cicho i spokojnie. Dziadek znów sypiał normalnie, w dzień wychodził nawet na spacer do ogrodu. Żartował, że przegonił suchelca.

- Mówiłem wam, że ze mną nie pójdzie jej łatwo, mam jeszcze parę rzeczy do zrobienia. Chcę zobaczyć prawnuczkę - mrugnął do mnie porozumiewawczo.
- Właśnie!- krzyknęła babcia, aż podskoczyliśmy - przypomniało mi się. Śnił mi się bocian, który krążył nad naszym domem, a potem wylądował pod gruszą. Coś czuję, że niedługo będą pomyślne wieści.
-Ty i te twoje prorocze sny - prychnął, ale widać było, że wierzy w nie tak samo jak ona, a przynajmniej w ten o bocianie.

Pogłaskałam się po płaskim brzuchu. Wczoraj robiłam test ciążowy. Jedna kreska. Nadal trzeba czekać. Nic jednak nie powiedziałam, nie chcąc psuć im nastroju. Tak dobrze było zobaczyć, jak się uśmiechają.

Nie wiadomo kiedy zrobiła się zima. W wigilię planowaliśmy z Krzysztofem krótki wypad na narty. Oczywiście moja matka miała na ten temat wiele do powiedzenia.

- Dziadek jest chory, może to jego ostatnie święta!- krzyczała do słuchawki - nie uszanujesz żadnej świętości!
- Mamo, nie będę ci się tłumaczyć, masz ochotę to jedź do Zachwatowa, ja jadę w góry.
- Oczywiście, że pojadę, ale ty będziesz żałować, zobaczysz - złorzeczyła. Poza tym babcia by się ucieszyła.
- Nie zasłaniaj się babcią, będzie i tak cała rodzina, a z babcią widziałam się trzy dni temu i nie robi z tego powodu problemu - a jednak się jej tłumaczyłam, a świadomość tego zdenerwowała mnie jeszcze bardziej.
- Zrobisz, jak uważasz, chcę tylko, żebyś wiedziała, że tak się nie postępuje! - zakończyła rzucając słuchawką.

Jak ona szybko potrafiła mnie wkurzyć! Czy każda rozmowa z moją matką musi zakończyć się kłótnią?!Dlaczego ta kobieta nie może zrozumieć innego punktu widzenia niż jej własny?Jej brak tolerancji doprowadzał mnie do furii.

- Niech to szlag!- kopnęłam klapek , który leżał w przedpokoju. Znowu popsuła mi wieczór. Nie pojadę na święta między innymi, a może przede wszystkim, z jej powodu. Gdybym z nią siadła do stołu cały wieczór by mnie krytykowała i pouczała. Znam to doskonale. Nie, ona by się ze mną pokłóciła zanim byśmy siadły do wspólnej kolacji. Nic jej nie pasuje: od mojej fryzury po styl życia. Zawsze o wszystko się czepia. O to, że wynajmuję za drogie mieszkanie („Zobaczysz, nic nie oszczędzasz, a jak stracisz pracę, zostaniesz na bruku!”), o to, że nie mam ślubu ( „Zobaczysz, Krzysztof cię rzuci i zostaniesz na lodzie”), nawet o to, że jeżdżę na narty ( „Zobaczysz, połamiesz się, zresztą po co ci to potrzebne, na wieś byś pojechała odpocząć, książki poczytać” ). Nie, nie wytrzymam ! Nawet gdybym uciekła na drugi koniec świata i nie odbierała od niej telefonu i tak by znalazła sposób, aby wyprowadzić mnie z równowagi .
- Aaaaa! - rzuciłam poduszką w Krzyśka, który odebrał to jako zachętę do seksu. Podszedł do mnie, złapał mocno za nadgarstki. Unieruchomił.
- Lubię agresywne babki. Jak się złościsz to naprawdę mnie kręci - może i nie żartował. - Popatrz - położył moją rękę na swoich spodniach - pozłość się jeszcze...

Gdy się kochaliśmy, telefon dzwonił kilka razy. Oczywiście matka. Pierwsze połączenie o dwudziestej, potem dwa kolejne. Jaka ona jest uparta, czego jeszcze ode mnie chce?! Przecież wie, że nie ustąpię.

- Nigdzie nie pojadę i daj mi już święty spokój! - powiedziałam zamiast standardowego „halo”.
- Chyba będziesz musiała - głos matki brzmiał dziwnie spokojnie. Zaczynałam rozumieć.
- Dziadek? - spytałam, oczekując na najgorsze.
- Nie - w słuchawce zapanowała zimna cisza.
- No mamo! Co się stało?! - naprawdę zaczęłam się denerwować. - Źle się czuje? Zabrało go pogotowie? Mamo!- już prawie krzyczałam do słuchawki.
- …
- Mamo!!
- Córciu, jestem w Zachwatowie, przyjeżdżaj.
- Co się stało?!!!
- Babcia...babcia miała zawał. Zabrali ją do szpitala, ale za późno, ale nie...

Tej drogi w ogóle nie pamiętam. Krzysiek prowadził samochód, podobno było ślisko i padał śnieg. Dojechaliśmy bardzo późnym wieczorem. Przy stole w kuchni siedziała mama z ojcem, pani Staszkowa oraz pan Maciej z żoną. Po raz pierwszy od lat uściskałam własnych rodziców, a obejmując matkę prawie się popłakałam. Ojciec pocieszał nas obie, a sąsiedzi wyszli do swoich domów oferując pomoc. Dziadek, zapadnięty w swoim fotelu, oddychał ciężko. Przez cały wieczór powiedział tylko jedno zdanie:

- Mam żal do Pana Boga, to była moja kolej.

Myślałam, że zwariuję. Nie mogłam tego zrozumieć. Przecież babcia była zdrowa, nie chorowała. Jeszcze kilka dni temu planowałyśmy wakacyjny wyjazd do cioci Zosi. Jaki zawał? Przecież nie leczyła się na serce! A może coś zaniedbaliśmy? Może jej coś dolegało, tylko się nie skarżyła? Przeróżne myśli krążyły po mojej głowie, nie mogłam się uspokoić.
Nad ranem, gdy już wszyscy zasnęli, poszłam szukać Kostuchy. Gdzie ona się schowała? Ostatnio była u dziadka w szafie, ale dzisiaj jej nie widziałam. Otwierał ją wieczorem i oglądał garnitury. Wybierał strój na pogrzeb. Nie mogliśmy mu wytłumaczyć, że nie musi dziś tego robić. Nie odzywał się do nikogo, tylko wyjmował z szafy białe koszule i ciemne marynarki, które wieszał na krześle.
- Adela by wiedziała - mruczał pod nosem, a potem zatrzasnął przed nami drzwi.

Matka dostawała szału, bo nie wiedziała czy ma martwić się o niego, czy płakać za babcią. W końcu zarządziła, że idziemy spać i po raz pierwszy w życiu z nią nie polemizowałam. Niestety nie mogłam zasnąć. Krzysiek stanął na wysokości zadania, próbował mi to jakoś racjonalnie wytłumaczyć, ale nad ranem zasnął zmęczony nagłą podróżą i zdarzeniami dnia poprzedniego.

A ja chodziłam po domu i szukałam Kostuchy. Koniecznie chciałam się dowiedzieć, po co to zrobiła. To jakiś głupi żart czy cholerna pomyłka?!Błąkałam się w nocy po domu i zaglądałam we wszystkie zakamarki. Nigdzie jej nie było. Byłam wściekła na nią tak bardzo, że bez oporów odrąbałabym jej głowę siekierą, bez wahania włożyłabym jej nóż w plecy. Bez lęku wepchnęłabym ją do rozpalonego kominka i zatrzasnęła żelazne drzwiczki. Niestety nigdzie jej nie było. Jak mogła?! Dlaczego mi to zrobiła, pieprzona Kostucha! Oszukała mnie, okłamała!Wkradła się do naszego domu podstępem i zabrała kogoś, kogo nie powinna. Gdzie ona jest? Może w ogrodzie.

Zrezygnowana ubrałam się ciepło i wyszłam na dwór. Była już prawie szósta rano. Śnieg odbijał się w pełnym księżycu, skrzypiał pod nogami. Minęłam ogród i szłam w stronę sadu. Pomyślałam sobie, że jak ją tutaj zobaczę, nie odpuszczę. Nagle coś białego zamigotało pod rozłożystą gruszą. To ona?! Podeszłam bliżej i wcale się nie bałam. Nie mogłam uwierzyć. Na jednej nodze, z dziobem schowanym w pióra stał bocian. W grudniu. Na śniegu. W zachwatowskim sadzie. Widziałam go wyraźnie. Chciałam do niego podejść, ale nie mogłam ruszyć się z miejsca. W końcu łzy zaczęły płynąć strumieniami, czułam jak rysują mnie po policzkach. Oparłam się o zimne drzewo i płakałam. Gdy spojrzałam ponownie pod gruszę, ptak znikł.

Dziadek zmarł miesiąc później. Kalinka urodziła się we wrześniu. Znam nie tylko dzień jej narodzin, ale dzień i godzinę jej poczęcia. Czasem patrzy na mnie dobrotliwym wzrokiem babci Adeli. Być może to kwesta genów.
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Jaga · dnia 22.05.2012 19:24 · Czytań: 2950 · Średnia ocena: 4,57 · Komentarzy: 38
Komentarze
Jaga dnia 22.05.2012 23:30
Wiem,że tekst jest długi i nie chce się Wam czytać. Gdybyście jednak się zdecydowali, będę wdzięczna za konstruktywną krytykę:)
Wasinka dnia 22.05.2012 23:48
Aleś mi zafundowała wzruszenie na noc...
Obraz działa, jest klimat, który obejmuje i wyciska emocje. Bardzo prawdziwie tutaj, a kostucha i bocian nadają magicznych refleksów. Przeciwstawnych - ciemnosć, mrok i lęk w walce z bielą, nadzieją i uśmiechem. Podoba mi się pokazanie śmierci, która wkrada się do domu czy chowa się w szafie i jest "widziana" przez bohaterkę. I bocian na śniegu...

Co bym zmieniła? Myślę, że fragment: "Gdyby ktoś opowiedział mi tę historię, na pewno bym nie uwierzyła, więc nie dziwię się, że matka puknęła się w czoło, a Krzyś popatrzył na mnie z czułością, gdy rozgorączkowana tłumaczyłam im rano, że znaki, że sen i dusza, i babcia. Słabo to brzmiało w ustach racjonalistki, więc łatwo było zrzucić na załamanie nerwowe." można spokojnie wyrzucić. Wybacz brutalność, ale to zbędne dopowedzenie według mnie i psuje atmosferę.

Pozdrawiam księżycowym błyskiem.
dr_brunet dnia 23.05.2012 00:11
No to-racjonalistka,czy się waha?:))
SzalonaJulka dnia 23.05.2012 13:48
Autentycznie się wzruszyłam. Piękna opowieść i bardzo prawdziwa. Jedni odchodzą, aby zrobić miejsce następnym i życie toczy się dalej.

Mi nie przeszkadza przytoczony przez Wasinkę fragment - reakcja rodziny jest zrozumiała.
Tu mi trochę stylistycznie zahaczyło:
- "Przez lato przywykliśmy..."

Pozdrawiam :)
Wasinka dnia 23.05.2012 14:34
Dodam, że nie twierdzę, iż fragment powinien być usunięty. Dla mnie po prostu wyskakuje on z pewnego rodzaju aury, jaka w zakończeniu się wytworzyła. Subiektywnie.

:)
Jaga dnia 23.05.2012 15:49
Wasinka,dziękuję Ci bardzo za opinię. Wezmę to pod uwagę i rozważę. Bardzo się cieszę, że wyrażasz swoje zdanie, bo o to właśnie prosiłam. Pozdrawiam serdecznie:)
Jaga dnia 23.05.2012 15:52
dr_brunet
Idealistka uważająca się za racjonalistkę;-)
Jaga dnia 23.05.2012 15:55
SzalonaJulka
Dzięki za przeczytanie:).Co proponujesz? Podczas lata? W lecie? A może coś jeszcze innego? Chciałam pokazać mijający czas i oswajanie się ze śmiertelną chorobą.
julass dnia 23.05.2012 19:16
to ja mam takie...
Cytat:
Zaglądała przez firankę do Łukaszowej sypialni.
łukaszowej

Cytat:
Może dlatego miała prawie przeźroczyste, zimne ciało. Miałam okazję dobrze jej się przyjrzeć jesienią
to drugie zdanie można nieznacznie zmienić i się pozbyć powtórki

Cytat:
między apteką, szpitalem a hospicjum znosząc wszelkie możliwe antidotum,
antidota

Cytat:
- Niech to szlak!- kopnęłam klapek
szlag

Cytat:
odrąbałabym jej głowę siekierą, bez wahania włożyłabym jej nóż w plecy.
wbiłabym byłoby lepsze...

a fragment przytoczony przez wasinkę... ja bym poszedł na całość i wywalił cały ten akapit aż do "W dniu śmierci mojej babci."

w sumie to jest dobra historia... z klimatem:)
Jaga dnia 24.05.2012 11:11
Julass,jestem wdzięczna za fachową korektę! Najbardziej to mi wstyd za ten "szlag", jak widać przeklinać też trzeba umieć ;-)
Pozdrawiam!
Elatha dnia 24.05.2012 13:38
Piękna historia. Czytam takie teksty, chociaż na nowo powracają wtedy moje wspomnienia. Ale czytam, bo mam taką wewnętrzną potrzebę. Twoje opowiadanie jest takie spokojne i mimo smutku tchnie nadzieją."Coś się kończy, coś się zaczyna" pasuje tu idealnie. Pokazałaś prawdziwe życie z jego wszystkimi odcieniami :).
Pozdrawiam serdecznie :).
Jaga dnia 24.05.2012 19:19
Elatha, bardzo dziękuję za dobre słowo:)
Jak człowiek posłucha pozytywnych komentarzy to chęć do pracy powraca:)
Pozdrawiam ciepło:)
analo dnia 25.05.2012 09:57
Ha! A ja już się wypowiadałam na temat tekstu na kursie ;)
Jaga dnia 25.05.2012 14:52
analo,
ja Cię szukałam, ale przez dwa "l" ;-)
erait dnia 27.05.2012 22:26
I ja też, ja też:)
Jaga dnia 30.05.2012 07:22
erait, cieszę się, czekam na Twoje teksy:)
zajacanka dnia 02.06.2012 22:47
Piękna opowieść! Wzruszająco rodzinna. Lubię takie! Bardzo!
Pozdrawiam i do poczytania:)
Jaga dnia 03.06.2012 07:59
zajacanka, dziękuję za wizytę. Cieszę się, że Ci się podobało:)
Pozdrawiam ciepło do poczytania;-)
Dobra Cobra dnia 04.06.2012 16:30 Ocena: Bardzo dobre
Piękne! Ten klimacik! Ach!

I jaki długi tekst? Takie ładnie napisane rzeczy aż się chce czytać!

BDB!

Pozdrawiam,

Dobra Cobra
Jaga dnia 04.06.2012 22:34
Dobra Cobra, dziękuję bardzo za wizytację i komentarz:)
Pozdrawiam ciepło:)
Ako dnia 05.06.2012 00:39 Ocena: Świetne!
nawet nie czytam komentarzy poprzednikow,jest pozno, spiesze napisac wlasne odczuciia: zafundowalas mi tak dobry kawalek literatury pelen wzruszen, ze az mam lzy w oczach, chociaz twoj teks daleki byl od taniego sentymentalizmu! dziekuje :)
Ako dnia 05.06.2012 00:40 Ocena: Świetne!
zapomnialam dodac ocene, juz to robie :)
Jaga dnia 06.06.2012 08:50
Ako,
cieszę się niezmiernie:) Moim celem był tekst smutny, przy którym ktoś się wzruszy, a nawet łzę uroni. Jestem więc w pełni usatysfakcjonowana przyjęciem opowiadania.
Pozdrawiam:)
mike17 dnia 09.06.2012 15:26 Ocena: Świetne!
Piękny, bardzo klimatyczny utwór - pełen życia (!), pomimo kostuchy w tle, pełen naturalizmu, obdarzony niezwykłą narracją, daleki od patosu, który mógłby się pojawić, gdy mowa o przemijaniu i gaśnięciu.
Udało Ci się stworzyć fajny, domowy nastrój gawędziarskim stylem.
Wielką przyjemnością było dla mnie czytanie tego opowiadania, jakże wzruszającego i mówiącego o sprawach człowieczych...
Jaga dnia 09.06.2012 19:08
mike17,
Twój komentarz to miód na serce :yes: Dziękuję!
Pozdrawiam:)
Anushka dnia 16.06.2012 11:49
Cóż, mogę tylko powiedzieć, że bardzo mi się podoba. Nie mam zastrzeżeń ;-) Poza tym, ja też się wypowiadałam na kursie. I z tego co widzę, moje uwagi zostały "wzięte pod uwagę" :p Pozdrawiam!:D
wiesiek1 dnia 18.06.2012 08:12 Ocena: Świetne!
Uwierzyłem... będziesz sławna.
Żadnych uwag, dawno nie czytałem tekstu, który tak mnie wciągnął.
Wybacz, ale nie myślałem i przecinkach, kropeczkach czy kreseczkach.
Ufff... chyba muszę wytrzeć nos.

świetne Jago
pozdrawiam w1
:)
Jaga dnia 21.06.2012 17:16
Anushka, dziękuję za wizytę:)

wiesiek1,
bardzo mi miło!!:)Kichaj do woli, to podobno oczyszcza;-))
Pozdrawiam:)
ekonomista dnia 09.07.2012 12:05
Bardzo dobre opowiadanie. Budowanie postaci oraz wymyślanie ciekawych historii wcale nie jest takie łatwe, jakby się wydawało. Łatwo jest opisać swoją historię lub gdzieś zasłyszaną. Czym innym jest jednak stworzenie spójnego i wiarygodnego opowiadania na bazie własnej wyobraźni. Kreatywność to cecha, którą bardzo cenię i Ty chyba ją posiadasz. Podkreślam, że tylko chyba.
Jaga dnia 11.07.2012 22:18
Dziękuję:) mimo tego "chyba";-)

Nie wydaje mi się jednak, że łatwo jest opisać swoją historię lub gdzieś zasłyszaną. Próbowałam. Nie byłam zachwycona;-) Najtrudniej jest pisać o ludziach, których znamy i wydarzeniach z życia. Gubimy wtedy potrzebny dystans.
Pozdrawiam:)
ekonomista dnia 12.07.2012 00:04
My gubimy czy Ty gubisz? ;)

Pozdrawiam również :)
Jaga dnia 12.07.2012 21:31
Ja gubię, Ty gubisz, my gubimy;-)
Usunięty dnia 12.02.2013 13:17 Ocena: Bardzo dobre
Bardzo dobre, czyta się lekko, a poza tym robi wrażenie oryginalny "concetto", a o to właśnie najtrudniej w pisaniu opowiadań! Gratulacje :)
Lucyxx dnia 12.02.2013 21:12 Ocena: Bardzo dobre
Przeczytałam szybko i nie zauważyłam żeby tekst był nadto długi, tak się wciągnęłam :) Historia pełna emocji i wzruszeń. Świetny tekst. Pozdrawiam.
purpur dnia 17.02.2016 13:46
No proszę...

Masz to w treści co niezwykle sobie cenie - opowieść. Zdarzenia przedstawione w taki sposób, że poznajesz historię razem z opowiadającym, zaciera się granica pomiędzy tym który mówi i tym który słucha. Do tego nie dajesz, albo też umiejętnie przeciągasz ten moment, za wcześnie celu opowiadania. A ja lubię być zaskakiwany - lubię gdy autor nie ginie w slowach, tylko trzyma czytelnika w takim stanie, że jest on chętny czytać dalej i dalej... aż pozna zakończenie.

Do tego ładnie, tak leciutko jest to napisane... i, hmm, dziewczęco - kobieco. Proszę nie pytaj mnie czemu tak to czuję, tak po prostu jest.

Widziałem, że tekst powstał daaawno temu... ciekaw jestem ( aha! tak purpury z natury są niezwykle ciekawskie! ) jak wyglądają Twoje słowa teraz. Chętnie bym zerknął na coś nowszego... Tak, jest to drobna sugestia, aby albo usiąść i sklecić parę zdań, albo pokazać coś co ukryte jest w szufladach :) Jeśli potrzebujesz odpowiedniej motywacji to chętnie wyślę rózgę na rozgrzanie koniuszków palców - no ale chyba nie będzie wymagane, hę?

Takie drobiazgi:
Cytat:
nie klepałam koronek do Przenajświętszej Maryi Panny,
- koronek? Nie jestem zbyt obeznany w tematyce, więc tylko pytam?

Cytat:
złorzeczyła. Poza tym babcia by się ucieszyła.
- tu chyba myślik uciekł...

Cytat:
więc rzucił pod byle pretekstem.
- jakoś pod byle pretekstem i żucanie palenia, to jakoś mi się gryzie :) No ale, owszem, możę być i tak...

Cytat:
Być może to kwesta genów.
- to się wydaje zbędne - cudne zakończenie było zdanie wcześniej :)

No dziękuję za parę miłych minut!
Jaga dnia 17.02.2016 21:58
Purpur,
jest mi niezmiernie miło, że odkopałeś moje teksty i doceniłeś! Pytasz o nowe – dwa są już w poczekalni, trzeci w przygotowaniu.
Jeśli chodzi o koronki to chyba jest jakaś do NMP? Przynajmniej jedna:)
Pozdrawiam ciepło,
Jaga
al-szamanka dnia 17.08.2017 22:45 Ocena: Świetne!
Tak sobie pogrzebałam tu i ówdzie, gdyż zechciało mi się przeczytać coś dobrego na dobranoc.
I znalazłam to cudne opowiadanie.
Ha, sporo lat ma już na plecach i dziwne, że nigdy dotąd na nie nie trafiłam.
Ale wszystko ma swój sens i przeznaczenie, więc dotarłam tu dzisiaj.
I znalazłam to, co chciałam - już po pierwszych czterech zdaniach o tym wiedziałam.
Przepiękny tekst, Jago, wzruszający, świetnie napisany.
Cieszę się, że go wyszperałam.

Pozdrawiam ciepło :)
Jaga dnia 18.08.2017 21:51
Al, bardzo dziękuję za wyszperanie;) Mam do tego tekstu wielki sentyment, więc tym bardziej mi miło, że Ci się spodobał.
Pozdrawiam ciepło,
Jaga
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Miladora
18/11/2017 01:57
No to zaraz będzie następny do koszyczka, Hope. :) Malutko:… »
hopeless
18/11/2017 00:27
Miladora - fajnie, że jesteś:) Dobrej nocy. »
Miladora
18/11/2017 00:21
Hahahahaha... albo ja Tobie. :))) No to następny do… »
hopeless
18/11/2017 00:17
Miladora - No tutaj popełniłem niewyobrażalne błędy:… »
hopeless
18/11/2017 00:07
Miladora - zbieram do koszyka, i mam nadzieję jeszcze coś… »
Zola111
17/11/2017 23:55
Ech, Antonio, śmiejemy się razem z tego obrazka spod… »
Miladora
17/11/2017 23:55
Dobrze Cię widzieć pod tekstem, Lil. :) Serdeczności z… »
Miladora
17/11/2017 23:52
No to do kolekcji. :) »
Miladora
17/11/2017 23:47
Na razie się nie skarżę, więc korzystaj. :))) A ja się… »
Zola111
17/11/2017 23:36
Ja się od początku mocno ustawiłam z wiatrem tej szanty,… »
hopeless
17/11/2017 23:29
Miladora - no i kto powie, ze nie jestem szczęściarzem:)»
Pulsar
17/11/2017 23:10
Abigail!!! Nie mam nic wspólną mojego tekstu. (oceną)… »
Miladora
17/11/2017 23:07
Jest w porządku. :) Zastanawiam się tylko, dlaczego… »
Melock
17/11/2017 22:41
Świetne. Żadnych uwag z mojej strony. »
MasterYoda
17/11/2017 22:34
Czyta się szybko i przyjemnie. Piąteczka! »
ShoutBox
  • mike17
  • 17/11/2017 21:43
  • Z Tadeuszem byliśmy bardzo blisko, i teraz, kiedy Go zabrakło, coś w duszy płacze. Wracam do Jego wierszy, do Jego spuścizny. I uśmiecham się, że dane mi było mieć takiego Przyjaciela.
  • Alen Dagam
  • 17/11/2017 21:23
  • Oj, przysnęło mnie się. Dzień dobry wieczór ponownie. Przemycam raz jeszcze naszą forumową burzę mózgów - raj dla giętkich języków. Zapraszamy do pomocy! [link]
  • al-szamanka
  • 17/11/2017 21:18
  • Michale, dziękuję, że przypomniałeś tę miniaturę - popłakałam się. Isia na pewno dostała stokrotki... na pewno!
  • mike17
  • 17/11/2017 20:03
  • Chciałbym polecić piękną i wzruszającą miniaturę Tadeusza : [link]
  • mike17
  • 17/11/2017 18:43
  • Ostatnie dni GŁOSOWANIA zapraszają i wzywają do obywatelskiego obowiązku - głosujcie, a poznamy zwycięzcę : [link]
  • SanaiStark
  • 17/11/2017 18:15
  • A na wieczór podsyłam taki oto śliczny utworek: [link]
  • BeNeK
  • 17/11/2017 17:48
  • A ja w taki już zimny wieczór zapraszam na grzańca :D i honorowa kolejka dla @Alen ;)
  • Alen Dagam
  • 17/11/2017 17:04
  • Dobry wieczór, ludziki, w piąteczek. Zapraszamy do dyskusji o nowej stronie, jej nazwie i nowych kategoriach na PP! Zaintrygowani? [link]
  • Silvus
  • 17/11/2017 16:46
  • A sam sok?
  • SanaiStark
  • 17/11/2017 16:35
  • Pozdrawiam gorącą herbatą z sokiem z czarnej porzeczki ^^
Ostatnio widziani
Gości online:18
Najnowszy:lawendowy
Wspierają nas