Aborcja po polsku - dr_brunet
Proza » Inne » Aborcja po polsku
A A A
DZIEŃ PIERWSZY
Nie był przystojny, ale wódki było pod dostatkiem. Dwa, trzy słowa, chrobot przekręcanego hotelowego klucza. Dziesięć minut, nim zasnęła. Kiedy obudziła się, rano, nie było go już, głowa pękała, a każdy mięsień wołał o pomoc.
Jak to dobrze, że nie muszę dzisiaj iść do pracy - pomyślała.

DZIEŃ SIÓDMY
Przysłał jej sms-a z Antypodów. "Szczęściarz". Przemknęło jej przez myśl, że mogłaby być tam teraz z nim. Jedynie przemknęło. Przed wyjściem z pracy wyklikała na komórce przypomnienie "kupić podpaski".

DZIEŃ DZIESIĄTY
Zapomniała o podpaskach. "Kupię jutro" - zadecydowała, kładąc się wieczorem do łóżka. Około trzeciej obudziło ją silne ssanie w okolicy żołądka. O dawna nie czuła się tak głodna.

DZIEŃ DWUDZIESTY
Okres spóźniał się już piąty dzień. "Zrób test" - powiedziała przyjaciółka.
"Test? A po co? Czasem się spóźnia ot, wielkie mi co. A poza tym - to nie był TEN dzień cyklu, nie, to byłoby niemożliwe".
W nocy znów obudził ją drążący do pleców ból pod sercem, jakiś dziwny niepokój zawładnął przez krótką chwilę całym jej ciałem, zdrętwiałe, zaciśnięte pięści, wydawały się być poza kontrolą. Na kilkanaście sekund ktoś odłączył jej zasilanie. Postanowiła pójść do lekarza.

DZIEŃ DWUDZIESTY PIERWSZY
To nerwica - oznajmił rejonowy cyrulik. Tak, to mogła być nerwica. Na pewno nerwica.
"Nieregularne jedzenie, zbyt mało odpoczynku, alkohol, papierosy, proszę zacząć się bardziej szanować".

DZIEŃ DWUDZIESTY ÓSMY
Po tabletkach - brzuch przestał boleć.

DZIEŃ TRZYDZIESTY SZÓSTY
Miesiączki nadal nie było. Uznała, że jednak powinna zrobić test. Myśl o wyniku zaczęła ją dręczyć rozsadzającym bólem za mostkiem.

DZIEŃ CZTERDZIESTY DRUGI
Test wyszedł dodatni. Zadzwoniła do przyjaciółki.
"Powtórzysz za kilka dni, czasem nie warto wierzyć w te wszystkie testy".

DZIEŃ CZTERDZIESTY PIĄTY
Powtórzyła. Znów dodatni. Na stronie internetowej oferującej leki "załatwiające sprawę" odszukała adres dostawcy. Nawet tu, w obrębie jednej domeny, rozpiętość cenowa była ogromna. Od 200 do 800 złotych. Pod język, dopochwowo, doustnie.
"Mogłabym sobie nawet je wszyć, byleby zadziałały" - pomyślała.

DZIEŃ PIĘĆDZIESIĄTY
Przywieźli tabletki, użyła ich według zaleceń. Przez pierwszych sześć godzin nic się nie działo, w nocy pokazało się niewielkie plamienie. Zgodnie ze wskazówkami połknęła rano następną dawkę, a wieczorem - spiła się do nieprzytomności.

DZIEŃ PIĘĆDZIESIĄTY DRUGI
Żadnej reakcji. Prócz ,dnia następnego. Brzuch nie bolał, krwawienia nie było, żadnych wymiotów, nudności, wzdęć.
"Nie mogę być w ciąży, przecież musiało by coś się stać".
Postanowiła wyprać firanki i posprzątać całe mieszkanie. Pod wieczór, gdy, resztką sił wymiatała kurz spod łóżka, poczuła delikatne ukłucie w podbrzuszu. Położyła się z belą jednorazowych ręczników między udami.
"Do rana powinno się ruszyć".

DZIEŃ PIĘĆDZIESIĄTY TRZECI
Nic się nie wydarzyło. Najmniejszej nawet plamki, ni cienia bólu. Nic.
"Jestem kolejną ofiarą oszustów?!".

- Doktorze, jak mam się przekonać czy jestem w ciąży?
- Proszę zrobić ilościowe badanie beta HCG, po czterdziestu ośmiu godzinach kolejne. Jeśli wzrasta dwukrotnie jego miano, oznacza to że ciąża rozwija się prawidłowo.

DZIEŃ PIĘĆDZIESIĄTY CZWARTY
Beta HCG 51000.
"Kurwa!"

DZIEŃ CZTERDZIESTY SZÓSTY
Beta HCH 52500.
- Nie możemy wykluczyć obumarłej ciąży, musimy potwierdzić to badaniem usg. Czy pani brała jakieś leki?
- Nie, nie brałam.
- A zatem nie mamy się czym martwić, proszę przyjść na badanie za tydzień.

DZIEŃ PIĘĆDZIESIĄTY CZWARTY
- Ciąża jest prawidłowa, płód rozwija się normalnie. Gratuluję.
Wybiegła z gabinetu próbując zatrzymać napływające do oczu łzy.

DZIEŃ PIĘĆDZIESIĄTY SZÓSTY
Zadzwonił z Antypodów. Powiedziała mu.
- Musisz to załatwić - odparł chłodno - ja za miesiąc się żenię, nie chcę kłopotów.
- Wiem - szepnęła
- Wysyłam ci pieniądze, kasa nie gra roli, tylko to załatw. Raz i ostatecznie.
Wieczorem, leżąc w łóżku, przypatrywała się utrwalonej na zdjęciu z usg zamazanej sylwetce tkwiącego w jej macicy "błędu".
"Zatrzymam je. Będzie tylko moje, tylko moje. Nie powiem nikomu, tylko zatrzymam..."

DZIEŃ SZEŚĆDZIESIĄTY
Zadzwonił raz jeszcze.
- Zrobiłaś to? Forsę powinnaś już mieć na koncie.
- Nie, jeszcze nie...
- To na co, kurwa czekasz?

DZIEŃ SZEŚĆDZIESIĄTY PIERWSZY
Od rana zaczęła przeglądać lokalne gazety i strony internetowe. Gabinety w Niemczech, tuż przy samej granicy. Polsko brzmiące nazwiska lekarzy. Nie odbierają. Klinika na Słowacji - całkiem przystępna cena. "Nie ma takiego numeru".
Numery telefonów z ogłoszeń "aaaaa ginekolog" - jedynie poczty głosowe.

"Farmakologiczne przywracanie miesiączki" :
- Dzień dobry chciałabym się umówić na zabieg...
- Zabieg? Jaki zabieg?
- No... jestem w ciąży...
- A to powodzenia paniusiu...

Ogłoszenie "aaaaa dyskretnie":
- Dzwonię w sprawie ogłoszenia...
- Jakiego ogłoszenia?
- No tego "szybko i dyskretnie"...
- Nie mam nic nie powiedzenia przez telefon, wizyta kosztuje u mnie 70 złotych.
- A potem?
- Co potem?
- Nic.

DZIEŃ SIEDEMDZIESIĄTY
Czterdzieste ogłoszenie.
- Bo wie pan, jestem w ciąży...
- Tak? Który tydzień?
- Dziewiąty, dziesiąty może...
- Proszę przyjść do mnie na wizytę, jutro około 18-tej.

DZIEŃ SIEDEMDZIESIĄTY PIERWSZY
Stara kamienica, żadnego szyldu, tabliczki, czy nawet wizytówki. W jednym z mieszkań, tych, z wysokimi sufitami i dużymi oknami - gabinet lekarski. Bóg - wysoki, szpakowaty, w średnim wieku.
- Ostatnia miesiączka kiedy była? Rodziła pani? Jakieś choroby, uczulenia? Miała pani jakieś plamienia ostatnio?
I najważniejsze pytanie.
- Ile pani może zapłacić?
Spuściła wzrok.
- No nie wiem, dwa tysiące?...
Roześmiał się.
- Dwa tysiące w prawie dziesiątym tygodniu? Nie. Cztery tysiące. Wie pani, mam do spłacenia anestezjologa, narzędzia, lokum, nawet pani nie wie jak jest trudno, to nie jest tak jak pani myśli. Dwa tysiące zapłaciłaby pani miesiąc temu.
- Dobrze.
- Na kiedy zdobędzie pani fundusze?
- Na jutro.
- A więc jutro o tej samej porze przy hipermarkecie, na parkingu. Niech ktoś z panią czeka, podjadę. A dziś poproszę o zaliczkę...

DZIEŃ SIEDEMDZIESIĄTY DRUGI
W umówione miejsce dotarły z przyjaciółką na pół godziny przed wyznaczonym czasem. Wsiadła do jego samochodu punktualnie o 18-tej. Pojechali do najbardziej oddalonej od centrum dzielnicy. Przez całą drogę tłumaczył szczegóły, odpowiadał na pytania. Skasował resztę.
W podobnym do poprzedniego mieszkaniu, starym, ale dobrze utrzymanym, kazał jej się rozebrać. Już w fotelu, poczuła delikatne ukłucie. Po chwili już spała.
Obudził ją donośny głos. Nic nie pamiętała.
- Problem jest rozwiązany. Nic nieprzewidzianego nie powinno się stać.
Pół godziny później - siedziała już w samochodzie przyjaciółki.

Przez kolejnych kilkanaście godzin zwijała się z bólu. Piekło rozrywało podbrzusze, cały świat kołysał, kręcił się wokół, danse macabre.
Następnego dnia rano wysłała sms-a na Antypody.
"Bądź spokojny"
I przyjaciółce.
"Przyszedł czas na spalenie zdjęcia z usg"



(Z głębokim ukłonem dla M. za to, co przeszła)
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
dr_brunet · dnia 22.06.2012 08:20 · Czytań: 2277 · Średnia ocena: 3,75 · Komentarzy: 43
Komentarze
niewidoczna dnia 22.06.2012 08:52
No i przechodzić będzie. Chyba, że kiedyś w ciemnej ulicy, ktoś doprowadzi ją do amnezji. Zresztą ludzie odpowiedzialni biorą na klatę problemy, które akurat w takich przypadkach, po latach okazują się jedynym wsparciem. Bo facet odejdzie, a dziecko zostanie...
Pozdrawiam.
ekonomista dnia 22.06.2012 09:09
Zabijanie własnych dzieci, kiedy od razu po porodzie można je oddać jest zbrodnią. Myślę, że nawet matka nie ma prawa podejmować takich decyzji. Szczególnie w czasach, kiedy niechciana ciąża jest raczej przejawem głupoty, niż "nieszczęśliwego" przypadku.

Bezlitosny opis bitwy "rodzącego się życia" kontra "mama i tata". Na mnie to podziałało.
Karol Oczycha dnia 22.06.2012 10:21
Całkowicie zgadzam się z ekonomistą.

Opisy bez sentymentów, bez uczuć - pasuje.
Za kilka lat przyjdzie żal i ból.
mike17 dnia 22.06.2012 10:31 Ocena: Bardzo dobre
Temat na czasie, bez względu na czasy.
I jak to w życiu bywa - jedno zło pociąga za sobą następne itd, itd.
Beznamiętnie opisane boje kobiety z własnym płodem, jako złem koniecznym i "problemem" narzuconym niejako z "zewnątrz", mogącym pokrzyżować wszelkie plany życiowe i zmienić życie w bliżej nieokreślony "koszmar".
Dobrze napisał ekonomista, zgadzam się z nim w pełni.
Ale głupich i bezwzględnych kobiet nigdy nie zabraknie.
Szkoda tylko, że świadome myślenie przyjdzie po latach, ale wtedy będzie już za późno - czasu się nie cofnie, a i psychika da się we znaki...
MRP dnia 22.06.2012 10:51
Hm

Tekst prowokuje do dyskusji. Zatem niech będzie...

Zauważyliście może, jaka zazwyczaj retoryka jest w pleciona w dyskusje o aborcji w Polsce?

1. W oczach "nowoczesnych i wyzwolonych" kobiet dziecko jest zawsze uważane za coś (dosłownie) obrzydliwego, problematycznego, okropnego, niewartego chwili uwagi. Trzeba się "tym" zajmować, poświęcać swój wolny czas (który można byłoby przeznaczyć na np imprezę lub jakiś przygodny seks), wydawać pieniądze (podobno koszt wychowania dziecka to grubo ponad 100 tys zł - już widzę tą retorykę: nie będę miała dziecka, bo przez to nie kupię sobie sukienki, nowego ipoda lub implantów piersi). Plus - ciąża ZAWSZE (100%!!! Nie ma odstępstw) oznacza koniec kariery, zamknięcie w domu, pozycję kury domowej. Czasami się zastanawiam, jak trzeba być cynicznym, by wykorzystywać dziecko jako argument w feministycznych walkach z samcami.

2. Ustawianie kobiety w roli ofiary - Widać to także w tym tekście. Niewinna, bezbronna kobieta, która chce tylko pozbyć się "problemu" kontra cały świat - mężczyzna świnia i skur*** zostawia ją samą sobie i wymusza załatwienie sprawy, chciwy lekarz, żerujący na JEJ krzywdzie, opresyjne społeczeństwo, przez które czuje wyrzuty sumienia, prawo zabraniające tego i tamtego. Czytelnik ma jej współczuć. Przepraszam bardzo, jestem ateistą, uznaje prezerwatywy, pigułki, dopuszczam aborcję w przypadku gwałtu i chorób genetycznych, ale nie będę współczuł komuś, kto nad życie jakiejś istoty przekłada konsumpcjonizm, egoizm i wygodnictwo.

Wiecie, czym różni się bohaterka od usuniętego płodu (zabawne, ale niektórzy zabraniają w tym miejscu użycia słowa "dziecko" )? Tylko tym, że jej matka nie zrobiła tego samego. Oprócz tego to są takie same ludzkie istoty.

Przypomniało mi się takie krótkie opowiadanie Phillipa K. Dicka (niestety nie pamiętam tytułu, wybaczcie) w którym, w skutek przeludnienia na Ziemi dopuszczano do wszelkich aborcji, a człowiekiem był każdy powyżej 12 roku życia, kto znał tabliczkę mnożenia (mogłem coś przekręcić, wybaczcie). Żona bohatera namawiała go do dziecka tylko po to, aby wykonać potem aborcję i móc pochwalić się tym w towarzystwie - jako że w lokalnym kole gospodyń tylko ona nie miała tego zabiegu, czuła się gorsza...
Hedwig dnia 22.06.2012 11:05 Ocena: Świetne!
Ja bym dodała jeszcze na końcu... " z głębokim ukłonem dla niezliczonej ilości kobiet, które to przeszły". I nie mam zamiaru oceniać tej kobiety ani też jej partnera.
Chcę tylko napisac coś bardzo oczywistego - już na starcie- jak rodzi się dziewczynka - wiadomo, że równouprawnienie nie będzie jej dotyczyło. Tekst oceniam jako świetny!!!! Pozdrawiam autora:)
dr_brunet dnia 22.06.2012 11:24
Niewidoczna - zapewne masz rację, nikt tu nic tak właściwie do powiedzenia nie ma.
Ekonomisto, Karolu O. - ja nie oceniam, ja jedynie-dzień po dniu-opisuję z kronikarskim sadyzmem. Ocenę pozostawiam Czytelnikowi.
Mike17 - mały niepsychodeliczny wstrząs, co?:)
MRP-tak, tekst ma prowokować do dyskusji, a jako jego autor - nie mogę brać w niej udziału.
Hedwig-jak miło że do mnie wpadasz:)
Miranda dnia 22.06.2012 12:22
Telegraficzny zapis, na zimno, bezboleśnie, a mimo to, coś skręca w trzewiach. Doskonały tekst. Pozdrawiam Brunecie:O
zajacanka dnia 22.06.2012 12:35
Tu jak w polityce: jak się nie ma o czym mówić/pisać, albo odsuwa na drugi plan istotne sprawy, zawsze można wyciągnąć z rękawa temat “Aborcja”, będąc pewnym, że odzew będzie.
ekonomista dnia 22.06.2012 12:49
Zajacanko, sprowadzasz na ziemię lepiej niż grawitacja :D
Dobra Cobra dnia 22.06.2012 13:20 Ocena: Przeciętne
Trudno jest osądzać te zabiegi, bo za każdym z nich może kryć się jakiś dramat życiowy. Ale tekst nie rozpętał we mnie burzy myśli, czy to słuszne czy też nie. P prostu lekkie, nowoczesne podejście do tematu. Kiedyś były akuszerki, teraz pokątni lekarze. Szkoda tylko, że nasze państwo, ciągle zbijając kapitał polityczny i dbając o elektorat, nie dąży do uregulowania tych spraw.
Monia81 dnia 22.06.2012 16:16
Kiedy w jakieś rodzinie dojdzie do tragedii, w skutek której ginie niewinne dziecko większość społeczeństwa patrzy na to z potępieniem.
Zabiła swoje dziecko - potwór nie człowiek.

Kiedy matka dyskretnie usuwa dziecko, które nosi pod sercem, sprawa nagle przybiera inną postać.

Tak się zastanawiam,gdzie leży granica.
Kiedy mamy prawo nazwac coś zbrodnią i potępić jego sprawcę, a kiedy nie.

Pozdrawiam
dr_brunet dnia 22.06.2012 16:40
Moi Szanowni Przedmówcy - nikogo nie potępiam, nie usprawiedliwiam, jedynie - chcąc-nie chcąc-wywołałem burzę ideologiczną, a niekoniecznie to było moim zamiarem. Ale ok.)
Kaero dnia 22.06.2012 18:37 Ocena: Dobre
Napisanie tekstu na taki temat jak aborcja zawsze wywoła dyskusję, czy się tego chce, czy nie.

Tekst jest sprawnie i dobrze napisany, ale nie powiem, by zrobił na mnie wrażenie. Może dlatego, że już tyle się o tym nasłuchałam i naczytałam.

Dziwi mnie nieodmiennie jedna rzecz - że wszystko zawsze skupia się na kobiecie, a na mężczyźnie - nigdy. To kobieta jest matką i to ona zachodzi w ciążę, jednak dziecko jest nie tylko jej problemem. W sytuacji takiej, jak powyższa, gdzie mężczyzna nie tylko namawia do aborcji, ale jeszcze ponagla (bo nie chce, żeby dziewczyna/narzeczona/żona dowiedziała się, że zdradził) uwaga powinna się skupić na obu stronach. Podżeganie i przyzwolenie na zabijanie również jest złem.
Takie tam, moje przemyślenia.

Pozrawiam.
shinobi dnia 22.06.2012 19:55 Ocena: Bardzo dobre
Mnie przeważnie - choć nie zawsze - bardziej interesuje forma od treści. Kolejny raz brawa, tekst dość surowy, i może właśnie dlatego przekonujący, pokazujesz też, że niezależnie od podejmowanej tematyki opowiadasz sprawnie. Brawo.
zajacanka dnia 22.06.2012 20:59
No, nieźle! Brakuje Ci jeszcze najniższej oceny, żebyś miał komplet :)
Dawno nie widziałam takiej sytuacji...
Jaga dnia 22.06.2012 21:10
Historia jakich wiele. Prosta fabuła, szorstki język, opisane bez emocji. I emocji nie wzbudza. Tekst. Temat wręcz przeciwnie. Zaraz znajdzie się cała masa przeciwników i zwolenników aborcji. Nie tego jednak szukam w literaturze.
Bohaterka jest płaska i czarno-biała. Taka przeciętna dziewczyna, która potrafi kupić coś przez Internet, ale nie wie skąd się borą dzieci. Idzie do łózka nie dlatego, że ma ochotę, ale dlatego, że za dużo wypiła. Nie jest jednak biedną nastolatką z głuszy- pracuje, a na aborcję dostaje przelew, więc stresu jakby mniej. Ma przyjaciółkę. To już coś.
Trudno jej zatem współczuć. Co najwyżej głupoty.

Dr_brunet, powiem szczerze, że jeśli Twoim celem było pokazanie samotnej walki biednej kobiety o prawo do aborcji w Polsce- nie udało Ci się. Jej aborcja przebiegła doprawdy „lajtowo”. Tekst nie zmienia poglądów czytelników. Mało tego- nawet nie skłania do refleksji.

Przykro mi, mimo wielkiej sympatii do Twoich publikacji na PP i na blogu ( uważam, że masz talent!) ten tekst nie zachwyca...
Pozdrawiam ciepło:)
Jaga dnia 22.06.2012 21:19
Hedwig,
piszesz "jak rodzi się dziewczynka - wiadomo, że równouprawnienie nie będzie jej dotyczyło". Nie zgadzam się. Jestem kobietą i nie mam wrażenia, iż jestem dyskryminowana. Ani w pracy, ani w życiu osobistym. Mało tego. Uważam, że w Polsce kobiety ( jeśli chcą i potrafią) mają czasami lepiej niż mężczyźni. Chyba otworzę nowy temat na forum, bo chętnie poznam Twoje zdanie:)
Pozdrawiam:)
MRP dnia 22.06.2012 22:55
Jaga - jest tyle interpretacji tekstu, ilu użytkowników. Osobiście nie patrzę na to opowiadanie, jako pokazanie walki kobiety o aborcję, tylko jako próbę pokazania pewnego trendu lansowanego w mediach - zauważ, że o aborcji najgłośniej mówią nie kobiety, które są w trudnej sytuacji materialnej, mają wiele dzieci, czy nastolatki które "wpadły". Nie, o aborcji mówią kobiety z pracą, zadbane, wyedukowane, próbujące udowodnić "coś" mężczyzną, jednocześnie (przynajmniej w moim odczuciu) wyrachowane, zimne i cyniczne, dla których dziecko jest zawadą w życiu pełną piersią. Taka jest bohaterka - everymen, sublimacja wszystkich wymienionych wyżej cech. Nie posiada psychiki bo do opowiadania - dla mnie pewnego rodzaju "agitki" ich nie potrzebuje. To tylko przedstawienie postawy, nie literatura wysoka.

Hedwig - popieram wypowiedź Jagi. Dla przykładu - w mojej pracy jest więcej kobiet niż mężczyzn. Wprawdzie większość menadżerów to faceci, ale dyrektorką jest kobieta. Kobieta, która w pierwszej kolejności jest pracownikiem, a dopiero potem kobietą, może zajść wyżej niż mężczyźni.

Kaero - dlaczego najczęściej wszystko skupia się na kobiecie? Prosty przykład - jeżeli mąż mówi, że chciałby wychować dziecko, najczęściej słyszy w odpowiedzi, że to tylko kobieta ma prawo decydować o swoim ciele, a on nie ma nic do gadania, Myślę że działa to w każdym aspekcie, nie tylko wybiórczo - skoro tylko ona może decydować o aborcji, to tylko ona musi za nią odpowiedzialność. Oczywiście nie mówię tu o sytuacjach, gdy jest przymuszana, to osobna kategoria.
Samuel Niemirowski dnia 23.06.2012 02:27
Facet zaliczył pijaną dupę, a potem jej wysyła SMS-a z Antypodów. I jeszcze płaci roaming?
Zmień kategorię na: "fantasy".
TomaszObluda dnia 23.06.2012 09:52
Fabuła taka sobie. Bzyknęła się, zaszła, przeraziłą się i usunęła. Z cyklu historie pisane przeż życie.
Można zawsze coś z tego zrobić, ale jak dla mnie forma i sposób narracji, wyjaławiają tekst. Ok, ma być surowo, chłodno, prawie jak relacja, dla mnie osobiście to mało. Ale widzę, że tekst się podobał, wielu, więc gratulację.
dr_brunet dnia 23.06.2012 16:16
Samuelu - zmieniłbym, ale mam awersję do wiedźm
Tomaszu- nie ma czego gratulować
Kaero dnia 23.06.2012 17:02 Ocena: Dobre
MRP - ale ja właśnie o takiej sytuacji mówię, gdzie kobieta jest przymuszona do tego, albo jak w sytuacji opisanej powyżej: usuń, na co czekasz, bo jak nie, to i tak nie masz na mnie co liczyć (albo: bo jak nie, to pożałujesz) - tutaj wina jest po obu stronach. Tam, gdzie kobieta sama podejmuje decyzję o aborcji, wbrew woli mężczyzny, zgadzam się z Tobą całkowicie, że odpowiedzialność
ponosi kobieta - nie taką sytuację jednak miałam na myśli w swoim poprzednim komentarzu.

Pozdrawiam.
Ako dnia 23.06.2012 23:05 Ocena: Dobre
Jeśli tekst wywołuje dyskusję, emocje - a w tym przypadku tak jest, to chyba cel został osiagnięty :) Język narratora: beznamiętny, sprawozdawczy, bez wyraźnego zajęcia pozycji spełnia swoją rolę: ma taki właśnie być by pozwolić na swobodne interpretacje czytelników. Oceniam na dobry! :)
Hedwig dnia 24.06.2012 05:30 Ocena: Świetne!
Do Jagi i MRP - ale ja nie miałam na myśli równouprawnienia w sensie ogólnym, tylko w tym konkretnym aspekcie. Oczywiście, że może się zabezpieczyć / jak wiadomo zaden środek nie zapezpiecza w 100%/ ale zawsze kobieta ponosi konsekwencje tego co się staje i tylko ona ma potem wyrzuty sumienia - jeśli coś takiego zrobi.
Na wszelki wypadek informuję, że zaszłam zawodowo dosyć wysoko jako kobieta - a mam normalną, pełną rodzinę.
Aha, proszę moich wypowiedzi w żaden sposób nie łączyć z moim życiem prywatnym.
Pozdrawiam wszystkich komentujących u dr_bruneta. :)
Jaga dnia 24.06.2012 21:00
Hedwig,
nie rozumiem. Z tym to już apelować można tylko do Boga, Natury ect. Faktem jest ,że to my- kobiety rodzimy dzieci i tu rzeczywiście równouprawnienia brak;-)

Można się zabezpieczyć na 99%, a to bardzo dużo. Nieprawdą jest , że to tylko kobieta ma problem i wyrzuty sumienie. Wyrzuty sumienia ma człowiek, który takowe sumienie posiada. Bez względu na płeć.

Nie przyszło mi na myśl łączenie Twojego życia prywatnego z wypowiedziami na tematy społeczne. Po prostu chciałam poznać Twoje zdanie na temat równouprawnienia.
Pozdrawiam ciepło:)
P.S. Nie chciałam w żaden sposób Cię urazić.Wyraziłam tylko swoje zdanie. "Nie jestem agresywna, agresywność zero"!:)
dr_brunet dnia 25.06.2012 14:37
1.chwytliwy tytuł 2. calkowicie nieliteracka treść = kłębiący się, parujący emocjami tłum. A tekstu, o którym nawet MRP napisał że jest "artystycznie niezły" - pies z kulawą nogą nie przeczyta. Wezmę się za pisanie Harlequinów - przynajmniej kasa z tego będzie:) Pozdrawiam wszystkich:)
Hedwig dnia 25.06.2012 16:39 Ocena: Świetne!
Jaga - wszystko Ok, nie gniewam się. Też nie jestem agresywna... w końcu od "Jagi" do "Hedwig" bardzo blisko... :)
dr_brunet - jeśli będziesz pisać Harleqiny...:no: to mi się bardzo narazisz
Krystyna Habrat dnia 26.06.2012 19:08
Napisane sprawnie, ale to taka znana z mediów sytuacja. Mówi się o tym bez przerwy i pokazuje w podobny sposób. Musisz tu wnieść czegoś więcej od siebie, może spojrzeć na to inaczej niż wszyscy, dosmaczyć przewrotnością. Sam temat nie daje wielkiego pola do literackiego popisu.
Jaga dnia 26.06.2012 21:04
Dr, to nie do tekstu te muchy lecą, ale do tematu. To dopiero teraz odkryłeś, że społeczeństwo częściej CZYTA "Fakty" czy inne bzdury niż OGLĄDA kanał"Kultura". A myślałam, że to ja jestem idealistką....;)
dr_brunet dnia 27.06.2012 08:51
Wiem, to - więc eksperyment się udał:)
ekonomista dnia 27.06.2012 09:01
Czyli to był eksperyment?
dr_brunet dnia 27.06.2012 09:05
Ale, proszę - tym razem - nie kpina:)
ekonomista dnia 27.06.2012 09:08
Czyli dla szanownego autora jesteśmy tylko "psami Pawłowa"?
dr_brunet dnia 27.06.2012 09:16
Nie wydaje się Szanownemu komentatorowi, że całą rzecz ujmuje zbyt dosłownie? Każdy tekst opowiadający o aborcji jest pewnego rodzaju testem (bo - prowokacja - to zbyt wielkie słowo) - gdziekolwiek by się nie ukazał. Krzyczący tytuł przyciąga, odsuwa na bok merytoryczne względy, sam tytuł powoduje narastanie emocji, zresztą sam widzisz powyżej. Jest w tym coś z syndromu "Faktu" (o czym napisała Jaga). Ale zarzut, że traktuję czytelników po pawłowemu jest trochę niepoważny. Może nam wszystkim przydało by sie więcej dystansu? Pozdrawiam
ekonomista dnia 27.06.2012 09:16
A czy szanowny autor może mi wskazać swój "artystycznie niezły" tekst, żebym mógł uczestniczyć w eksperymencie do końca?
ekonomista dnia 27.06.2012 09:21
Empatia, powiązana z wyobraźnią uruchmia się nawet przy kiepskim tekście. Ten jest średni, ale działa na wyobraźnię. Mam dwójkę dzieci, które uwielbiam, chronię itd. i na mnie zawsze taki tekst podziała. Na moją wyobraźnię. To nie zasługa autora, tylko mojego doświadczenia życiowego, mojej empatii i wyobraźni.
To dokładnie tak samo jak z kupą na środku ulicy. Każdy na nią zwróci uwagę, jedni się roześmieją, inni oburzą, jeszcze inni pomyślą, że to zrobił ktoś chory i będą współczuć. Jednak nadal jest to zwykła kupa.
Jaga napisała to dobitnie. Temat, nie tekst wywował komentarze, bo czytelnicy wyrażali swój pogląd na temat sprawy, a nie tekstu.
dr_brunet dnia 27.06.2012 09:23
Oj,zafiksowałeś się, Szanowny,na tym "eksperymencie", cóż, trudno.
ekonomista dnia 27.06.2012 09:25
Owszem, bo zawsze szczerze komentuję i nie życzę sobie być czyimś obiektem badania bez mojej zgody. Tak to chyba funkcjonuje w normalnym świecie.
Chyba, że kolega eksperymentem tłumaczy jakość tekstu. Szczerze mówiąc przyznanie się do tego sprawiłoby mi wiele satysfkacji.
dr_brunet dnia 27.06.2012 09:27
Ależ proszę uprzejmie - przyznaję:) Jak mawiał Napoleon - 'drobne przysługi zacieśniają więzy międzyludzkie":)
ekonomista dnia 27.06.2012 09:31
Jak mawia Ferdynand Kiepski - "No i gitara!" :D
MamaMuchomorka dnia 27.06.2012 12:58 Ocena: Bardzo dobre
Aborcja po polsku, bez uczuć, bez współczucia, bez problemu...
Poczęcie po polsku, bez uczuć, bez świadomości, bez problemu...

Ja się pytam Panie Premierze jak żyć?

Zdenerwowałam się okrutnie i niech będzie, że to zasługa dobrego tekstu na fatalny temat:@
Magicu dnia 13.11.2012 13:02 Ocena: Świetne!
Polska rzeczywistość, jak w mordę strzelił...

Tekst zimny, płaski, bezuczuciowy. Dokładnie tak czuje się kobieta, która przeżywa sytuację opisaną powyżej.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
xolowr
22/07/2019 01:06
Do wielkich liter jestem przywiązana tak samo jak do małych… »
domofon
21/07/2019 23:34
Dzięki za wnikliwe potraktowanie tekstu. Temat znam niejako… »
JOLA S.
21/07/2019 19:44
Kocanko, ogólnie tekst mi się podoba, chociaż nie… »
Leopold Mysz
21/07/2019 19:40
Wow. Właśnie mi uświadomiłeś, że gość od lobotomii dostał… »
JOLA S.
21/07/2019 19:12
Kazjuno, przepięknie jest czytać Twój komentarz. Daje… »
22227
21/07/2019 17:20
Bardzo dobry wiersz, Pan Cogito, Sofista, Zosima. Jest… »
22227
21/07/2019 17:13
Podobało mi się i fajnie, że poruszasz takie tematy. Mam… »
Kazjuno
21/07/2019 16:49
JOLU.S Spodobało mi się to krótkie i treściwe opowiadanie.… »
Opheliac
21/07/2019 12:48
Powiem tak - ogólnie niezły - ale znając już jednak Twoje… »
AntoniGrycuk
21/07/2019 11:01
Zdzichu, cały sens, jaki chciałem zawrzeć w tym wierszu,… »
Zdzislaw
21/07/2019 10:21
Konstrukcyjnie wszystko utrzymane, rytmicznie i ze… »
Indyphar
21/07/2019 01:39
@Skuul, dzięki za opinię. Co do "wyjaśniania",… »
Skuul
21/07/2019 00:11
zamiast wyjaśnić działanie dajesz czytelnikowi opinie,… »
Skuul
20/07/2019 23:42
czy wieko trumny? mocno poetyckie opisy, w całym tekście… »
Marek Adam Grabowski
20/07/2019 19:45
Patrząc na kategorię spodziewałem się jakieś baśni. Napisane… »
ShoutBox
  • Zdzislaw
  • 21/07/2019 22:15
  • Nie ma sprawy, Vinillivi :) Sprawa opóźnień wyjaśniona. Człekowi wypoczynek też należy się.
  • Vanillivi
  • 21/07/2019 15:21
  • Tak, zajmuję się prozą. Właśnie wróciłam. Odsapnę moment i wieczorem biorę się za Wasze teksty. Przepraszam za wszelkie opóźnienia.
  • Zdzislaw
  • 20/07/2019 09:36
  • Witam poranno-sobotnie. Czy red. Vanillivi (która wyjechała na dwa tygodnie) jest od prozy? Jeżeli tak, to ok. Rozumiem, czemu nie ukazuje się wysyłana proza.
  • AntoniGrycuk
  • 18/07/2019 01:06
  • Jakie jutro? Ja to wczorajszy ;)
  • czarnanna
  • 17/07/2019 23:52
  • Pozdro600 Antoni :D U Was też już prawie jutro? ;)
  • czarnanna
  • 17/07/2019 20:25
  • Miłego wieczoru :)
Ostatnio widziani
Gości online:13
Najnowszy:bertygoforo
Wspierają nas