Dziadostwo cz.1 - dr_brunet
Proza » Inne » Dziadostwo cz.1
A A A
To nie był pierwszy lepszy dziad, to był sevre'owy wzorzec dziada. Jednonożny, rozlazły niczym brzuch wieloródki, szerokożuchwiasty, zaopatrzony w macki, których nie powstydziłaby się żadna ośmiornica, macki, wyrzucane ze zdublowanego cyklopowego oka, głęboko osadzonego w prymitywnie wystruganej czaszce, o twarzy zszarzałej, ziemistej, kostropatością swoją zawodzącej kantonady żałobne, fizjonomią - rozgrywającej wszelkie odmiany złości. Sztukmistrz upierdliwości - tak zwykliśmy niegdyś nazywać Przybyłka. Przybywał w najmniej spodziewanych momentach, walił w drzwi, a futryny podrygiwały w takt kresek i kropek, wydłutowywanych przez jego pięści. Taki miał styl. Alfabetu Morse'a nauczył się w powiatowej szkółce ORMO, gdzie przez kilka dobrych lat szlifował umiejętności interpersonalne, rozwijając muskulaturę i ogólną wiedzę o społeczeństwie socjalistycznym. Nigdy nie chwalił się tym, kogo, gdzie i z jakiego powodu spałował, zresztą, powód - stanowił w jego ocenie najmniej ważny element pałownictwa. Liczyła się ilość, norma. Podziwialiśmy Przybyłka, nie za jego ideologiczne zaangażowanie, ile za ową ponadnormatywną stachanowską uważność, akuratność, za nieprawdopodobną wręcz umiejętność zafiksowania na problemie. Nieważne kim był bity, nie miało znaczenia za co był bity - najważniejsze było to, by bić go dobrze, zgodnie z zasadami sztuki, metodycznie i skutecznie. Pod pewnymi względami Przybyłek podobny był Ojcom Kościoła. Nie zawracał sobie głowy eschatologicznymi niuansami, bo dowód istniał sam w sobie dzięki swojemu istnieniu. Bić , to bić - powiadał - i było w tym coś hamletowskiego. Oczywistego.
A potem stracił nogę. Niektórzy mówili, że była to zemsta doktora Stacha, wiecznie nawalonego jak stodoła miejscowego chirurga, zemsta za spałowanie chrześniakowego tyłka, kiedyś, w którąś z wigilijnych nocy stanu wojennego, sam Przybyłek nie potwierdził, ani nie zaprzeczył, w końcu - co tu było zaprzeczać - jak się gówniarz napatoczył, to i pewnie oberwał. Zresztą - mogłoby być gorzej, obić ryja dentystycznemu miotowi - to byłaby dopiero tragedia.
Wraz z odrąbaną kończyną, odpłynęły macewy, a gumowe przedłużenie ludowej władzy utkwiło gdzieś na dnie posterunkowej szafy, trzeba było zacząć kumbinować. W tej konkurencji. Przybyłek nie miał sobie równych. Do komitetu miejskiego potrafił, w południe, na jednej nodze, wejść, niezauważony, bezszelestnie przeszedłszy przez ściany, pojawiał się w gabinecie Pierwszego jak mroczne widmo, żądając dodatkowych przywilejów, które z reguły dostawał natychmiast. I tak, jedyny inwalida w mieście, stał się posiadaczem trójkołowego smoka - dziwacznego skrzyżowania roweru z meleksem - dzieła technicznej myśli zaprzyjaźnionych inżynierów z Jugosławii. Władze krajów demokracji ludowej dbały bowiem o jednonożnych, otaczały ich szczególną opieką, dopieszczały nowinkami technicznymi, słowem - marzeniem każdego dwunożnego powinno być: choć na chwilę przeistoczyć się w monopoda, zachłysnąć się dobrodziejstwem wszechogarniającej partyjnej empatii, zostać beneficjentem decydenckiego współczucia.

"Przysięgam - fascynował mnie ten wóz, nie dane mi było jednak zakosztować uroków podróżowania, nie dostąpiłem rozkoszy gniecenia tapicerki, dotykania sprzęgła i tych wszystkich dewiacji, którym podporządkowany jest młody męski umysł. Kiedy, po raz pierwszy i ostatni zarazem (na więcej się nie odważyłem) zapytałem właściciela owego wehikułu, czy mógłbym choć przez chwilę pobyć w nim sam na sam, odparł:
- Nie. Gdyby ci ucięli nogę to proszę bardzo, ale dopóki nie utną, to mowy nie ma.
Niezaprzeczalna wyższość amputantów stała się od tego momentu głównym motorem przyszłych moich młodzieńczych frustracji. Wówczas jednak, widząc jeszcze jakąś szansę, postanowiłem jak najszybciej rozwiązać kwestię mojego dwukończynowego nieszczęścia, i, pojawiwszy się w lekarskiej dyżurce szpitala, zajmującego całą przeciwległą stronę mojej rodzinnej ulicy, zażądałem natychmiastowego ucięcia mi nogi. Akcja nie zaczęła się jeszcze na dobre, a już - zdechła - jak zwykle - w babcinej kuchni, dokąd, za włosy - dotargał mnie, dziwnie trzeźwy, doktor Stach."

Kumbinowanie przybyłkowe stanowiło niepodważalną wartość, było sztuką doskonałą. Kumbinować - znaczyło: zdobywać, za wszelką cenę, zawsze i w każdym możliwym miejscu, wyłuszczyć co się da, bez względu na wzgląd i oglądania się na innych: sklep, stragan, związki zawodowe, partyjny komitet, opieka społeczna - wszystkie te i wiele innych miejsc nawiedzał w poszukiwaniu darmowych dóbr - owoców strachu przed ostateczną bezwzględnością jednonogiego Golema, upierdliwego ponad miarę - lecz - skutecznego, jak nikt inny. Bezzwrotne pożyczki, mięcha, warzywa i świeże owoce, zapomogi, renty, nawet części do trójkołowca (które nie wiadomo skąd, kto i w jaki sposób importował, a może wymontowywał z innych, jugosłowiańskich, dzięki czemu chromi tambylcy byli zmuszeni używać do transportu osłów) - wszystko to były fanty, którymi obdarowany z nikim nigdy się nie dzielił, owszem, chwalił się za każdym razem, gdy udało mu się cokolwiek upolować, ale, żeby przy okazji wspomóc bliźniego- co to to nie.
- Sami sobie załatwcie - mówił, ale, choćby człowiek od samego rana klęczał na magistratowej wycieraczce, policzkami wycierał podłogę w komitecie miejskim, kłaniał się w pas sklepowej - nic nie zwojował. A jemu - zawsze się udawało.
- Dziadostwo - powtarzała babcia, za każdym razem, gdy rozlegało się futrynowe dudnienie - dziadostwo, bo wszystko to jest dziadostwo!

"Słowo - klucz, magiczne, nierozłożone przez ograniczonych mentalnie językoznawców. Graal. Kropka. Alfa i Omega ówczesnej filologii. Kamień węgielny pod wieżą Babel. A słowo ciałem stawało się, niemal codziennie - kiedy lepkie ślepia jednonogiego Golema chwytały co popadnie: domowe sprzęty, które, w porównaniu z dniem poprzednim, zmieniły miejsce, garnki, stojące na kuchennej płycie - prześwidrowane na wylot, ich wnętrza - przeanalizowane spektrometrycznie, golemowe gały kradły co popadnie: wyrazy twarzy domowników, gesty - ich niezliczoną ilość: półgesty, machnięcia, skrzywienia, poruszenia, a wszystko to - sklecone do kupy, przetrawione w neuronach kojarzeniowych - pozwalało właścicielowi owych oślizgłych oczu, uzyskać przewagę, a doskonalone latami umiejętności śledczego, umożliwiały mu ocenę sytuacji, każdorazowo - słuszną i niepodważalną."
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
dr_brunet · dnia 26.06.2012 19:17 · Czytań: 3383 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 10
Komentarze
shinobi dnia 27.06.2012 09:57 Ocena: Świetne!
Bardzo dobry tekst, a początkowy opis postaci wręcz świetny. Czyta się bardzo płynnie, bardzo rytmicznie. Jeśli chodzi o opisy postaci, robisz to cholernie dobrze. Tekst uważam za ciekawszy od "Czarnego kucyka", a skoro tamten jest bardzo dobry, to ten jest świetny.
Miranda dnia 27.06.2012 19:04 Ocena: Świetne!
Wielki dr_ brunecie, udało Ci się podać nam na srebrnej tacy PRL w maciupeńkiej pigułce. A smakuje toto, jak ogromny krwisty befsztyk.
Aha, w czasach PRL była "pomoc społeczna", teraz jest opieka.
Daję Ci 6+;)
zajacanka dnia 28.06.2012 01:05
No, cóż. Mnie nie ruszyło, jak poprzedników, choć ciekawie kreślisz postaci. Mówię o treści, nie o formie. Bo ta wiąż niezła. Faktem jest, że trójnogie maszkary gdzieś tam jeździły po ulicach mojej młodości, a przez lata zapomniane, odżyły nagle. Ale nie za sprawą Twojego tekstu. Tu gdzie mieszkam tez takie stwory pełzają czasem po ulicach, choć komunizm/socjalizm nawet przez moment ich nie liznął. Tych ulic znaczy. Poczekam na ciąg dalszy, może głębiej mnie wciągnie Twoje opowiadanie.
dr_brunet dnia 28.06.2012 08:35
Shinobi - dzięki,może jestem walnięty, ale rytmika dużo dla mnie znaczy - niektóre teksty (a swoje - przed opublikowaniem - zawsze), czytam na głos:)
Mirando- nie jestem wielki, ostatnio schudłem:)
Zajacanko- tak to jest z kilkuczęściowymi opowiadaniami,zanim się wszystko rozkręci, już trzeba skręcać:)
Pozdrawiam:)
mike17 dnia 28.06.2012 09:28 Ocena: Świetne!
Ludowe, socjalistyczne klimaty odmalowane zacnym pędzlem autora ożyły w tym opowiadaniu ponownie i ukazały się naszym oczom ze zdwojoną siłą.
Pamięta się...
Fajnie Ci to wyszło, ciekaw jestem, co tam jeszcze wymyślisz dalej.

Będę lookał :)
dr_brunet dnia 28.06.2012 12:12
Mike17- może Cię nieco zaskoczę, kto wie?:)
Wasinka dnia 02.07.2012 08:40
Finezyjny obraz mało finezyjnego stworzenia. Stoi przed oczyma, a przyczyną niezłe pióro. Lekkie, jakby kreślące słowa mimochodem.
Jeszcze się nie wczułam tak, jak bym chciała, ale pewnie wszystko przede mną.

Pozdrawiam słonecznie.
dr_brunet dnia 02.07.2012 09:37
Wasinko - wszyscy mówią że mam niezłe pióro - Parker:)
Wasinka dnia 02.07.2012 20:32
:)
dr_brunet dnia 03.07.2012 18:29
no co?:)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
al-szamanka
24/04/2019 21:41
Powiem Ci tak: Wiersz byłby o wiele lepszy, gdyby był… »
Marek Adam Grabowski
24/04/2019 13:36
Bynajmniej nie chodzi o błędy językowe; lecz o to, iż temat… »
Miladora
24/04/2019 12:50
Witaj poświątecznie, Hope. :) Będzie krótko, bo nie mam się… »
Berele
24/04/2019 10:19
Zdanie w 2 zwrotce jest nienaturalnie długie. To nie jest… »
pociengiel
24/04/2019 08:33
Chyba tak mam czas do wieczora. »
al-szamanka
24/04/2019 08:23
Fajnie, że się podobało. Dziękuję za poczytanie i miły… »
al-szamanka
24/04/2019 08:21
Odjazdowy tytuł :D Najbardziej podoba mi się słońce… »
lew morski
24/04/2019 03:44
Wielkie dzięki za przeczytanie i komentarz – myślałem, że… »
Abi-syn
23/04/2019 21:28
Hejka Wiki to prawie jak ja, :) , też rzadko, też z… »
Elminster
23/04/2019 18:10
@Marek Adam Grabowski nie zmieniłem czcionki, ponieważ… »
cliffhanger
23/04/2019 16:47
Bardzo dobre. »
Marek Adam Grabowski
23/04/2019 16:16
Widzę, że powtarzasz błędy z poprzedniej części. Nawet… »
Marek Adam Grabowski
23/04/2019 16:08
Bardzo piękny wiersz. I piszę to mimo tego, że nie przepadam… »
al-szamanka
23/04/2019 14:55
Nie dziwię się, że próbowała utonąć. Doskonale pokazałaś… »
Madawydar
23/04/2019 12:09
Fabuła zapowiada się całkiem nieźle. Błędy są, ale nie… »
ShoutBox
  • tydrych
  • 24/04/2019 22:55
  • Cholera jasna! Co mnie tu znowu przygnalo? :)
  • tydrych
  • 24/04/2019 22:54
  • By ich nie spalic, troskliwie zawijaj w sreberka. /Swistak/ :)
  • tydrych
  • 24/04/2019 22:52
  • I pamietaj by wsrod przypraw , byla oliwy kropelka.
  • tydrych
  • 24/04/2019 22:51
  • Juz niedlugo, za dni pare. Idz po piwko, nie gitare. Rozpal grilla a w sam zar, wloz kartofli kilka par.
  • mike17
  • 23/04/2019 18:46
  • Głosujcie w MUZO WENACH 7 na swoich faworytów, oto konkursowe namiary : [link]
  • AntoniGrycuk
  • 23/04/2019 13:31
  • A kto inny mówi, że w Słowniku Poprawnej Polszczyzny z 2016 jest: winny wszystkiemu. I co tu sądzić? Ja mam tylko taką sugestię: być winny wypadku, zdarzeń (kogo, czego).
  • AntoniGrycuk
  • 23/04/2019 13:27
  • Otóż dzwoniłem do poradni językowej Uniwersytetu w Poznaniu. Podano mi, że w słowniku sprzed 40 lat obie formy są dopuszczane, a w nowym tylko w formie dopełniacza. Więc: winny wszystkiego.
  • Dobra Cobra
  • 23/04/2019 10:40
  • Jaka piękna wymiana celowników i dopelniaczy ! Lata cale czekałem na taką rozrywkę umysłową na Sb.
  • MitomanGej
  • 23/04/2019 04:30
  • "Wszystkiemu" to celownik, a "wszystkiego" - dopełniacz. Z logicznego punktu widzenia poprawna jest forma z końcówką -ego, gdyż jesteśmy winni kogo/czego, w celowniku to możesz być winny koledze 5 zł
Ostatnio widziani
Gości online:10
Najnowszy:yxutyf
Wspierają nas