Szczury cz.1 - dr_brunet
Proza » Inne » Szczury cz.1
A A A

Dziwna to była kamienica, z inkrustowaną schizofrenicznie zniekształconymi kamiennymi głowami fasadą, rzeźbionymi balkonowymi rantami, których nieprzyzwoicie poskręcane, w pierwotnych uściskach, esyfloresy spływały w dół, raniąc ostrymi szpicami kolejne piętra, ornamentowe dziwadła brały w posiadanie te mury, wbiwszy się w tynk, przenikały do krwiobiegu, zastępując zdrową ceglaną tkankę metalowymi wtrętami. Wydrążone w cegle Maszkarony, wykrzywione bólem i wojennymi bliznami, trwały na posterunku, nie czekając na nic. Po prostu - trwały. Surowy, poraniony fronton wieńczył, zdobiony wydłubanymi falbankami akoterion, równie posępny, jak i cała reszta, umyślnie wepchnięty między budynek a niebo, zabraniający słońcu wstęp na podwórze, wiecznie zacienione. Całość, z zewnątrz przypominała znieruchomiałego nieodwoływalnym zaklęciem trolla - wbitego w zieleniejącą latem, zimą zaś - rozbłyskującą światłem zniczy cmentarną dzielnicę, tu - nieśmiertelność bywała jedynie udziałem drzew - buków, klonów i niezliczonych wierzb, kołyszących się w takt funeralnych marszy, niemych towarzyszek ostatnich dróg, odgrywanych na babcinej ulicy.

"Kochałem się w jesieni - gdy - cała babcina ulica płynęła, klonami, różnokolorowo wybuchającymi, raz po raz, jako zwiastun rychłej śmierci wszystkiego żywego stworzenia, ponad wszystkim - ponuro królował mdły zapach nadchodzącego końca, przywiany gdzieś zza muru żydowskiego cmentarza - wraz z kończyną odjętego przybyłkowego raju. Można było chwilami odnieść wrażenie, że Kostucha urządziła sobie w tym rejonie geometryczny festiwal, z matematyczną dokładnością celebrując, odmierzane cyrklem, wektory swojego działania. Nasza kuchnia bowiem, stanowiła dokładny środek trójkąta, wyznaczanego przez dwa okoliczne cmentarze - starozakonny i miejski, trójkąta zwieńczonego, doklejonym do szpitala, wyglądem swym do złudzenia przypominającym leninowskie Mauzoleum, prosektorium. Codziennie niemal, gdy z oddali rozbrzmiewać poczęły pierwsze takty orkiestrowych żałobnych marszów, siadaliśmy z babcią przy oknie, porzucając wszystkie dotychczasowe zajęcia, siadaliśmy, głębokimi wdechami chłonąc przepływający obok nas korowód zapachów, dźwięków - cmentarnych, zawodzących: najsamprzód kościelny, niosący krzyż, za nim strzelisty Ksiądz Dziekan - powłóczysty czernią, z oczami wzniesionymi ku niebu, nieobecny w tym swoim pochodzie, dalej orkiestra - napędzająca muzykę stężałym od wódki i piwa powietrzem, napędzająca tragicznie, a na samym końcu, tuż za trumną, wiezioną na dyżurnym parafialnym katafalku - żałobnicy, patrzyłem na nich, odgadywałem ich myśli - wiedzieli o tym, neurastenicznymi spojrzeniami obdarzając przegładką taflę babcinego okna - weneckie lustro, przez które, jak radar, wysyłałem badawczy impuls, chłonąłem: pijane takty rozpadały się na błyszczące, czerwienią i złotem, mieniące się w słońcu nuty, te - wirowały, coraz to szybciej, by, po chwili opaść na bruk żółcią i brązem liści. I wówczas - znów słyszałem anielskie chóry, modlitwy tych, którzy modlić się już nie mogli, polifoniczną dostojność, odpływałem, przestawałem istnieć, każde takie swoje nieistnienie kończąc przeciągłym, wyrzuconym z trzewi krzykiem."

Mieszkaliśmy podówczas na parterze, suterenę zajmował zdegradowany amputacją Przybyłek - były król żydowski, jednonożny ormowiec, który, pozbawiony przez los (przy wybitnym współudziale mściwego chirurga) kończyny, przekwalifikował się na proszalnego dziada, w krótkim czasie stając się w swoim nowym fachu arcymistrzem. Mieszkanie po drugiej stronie korytarza zajmowała pani Irma - wraz ze swoimi psami - dwoma owczarkami niemieckimi (obdarzona takim imieniem nie mogła hodować inne rasy niż ta) - dziadek mawiał, że stanowiły one substytut męża, którego swego czasu zamieniła na prezesurę oddziału Związku Kynologicznego, zresztą - nikt nie wiedział jak było naprawdę, nikt nie pytał, a ona sama - przedłożyła działalność społeczną nad dobro osobiste. Psia nacja, w owym czasie, znaczyła swoje terytoria odchodami setkek wałęsających się po ulicach bezpańskich kundli.
- Naród ten, zwierzęcy, jest znacznie lepiej zorganizowany niż społeczeństwo socjalistyczne - nie robi pod siebie. - mawiała pani Irma, a dziadek kiwał wówczas głową, wzdychał i, ściszając głos, intonował Żeby Polska była Polską. Znaczyło to dla mnie wtedy tyle samo, co masło maślane, ale cóż ja tam znałem się na psach.

"Kiedyś (było to w trakcie rodzinnych wczasów, spędzanych w jednym z przyplażowych nadbałtyckich hotelików), spacerując po deptaku, pięcioletni gówniarz, nuciłem tą piosenkę (rzecz jasna jedynymi jej słowami, jakie podówczas znałem były tytułowe). Zaczepił mnie wówczas starszy mężczyzna i, posławszy mamie znaczący uśmiech, odparł:
- Wie pani, będzie z niego przyzwoity człowiek. Tylko, niech nie śpiewa tego głośno.
Nie rozumiałem, dlaczego mam nie śpiewać, nie pojmowałem co takiego moje mamrotanie miałoby mieć wspólnego z przyzwoitością, zachęcony jednak obcym przyzwoleniem - postanowiłem, że drzeć się będę w każdy następny wieczór, aż do końca wakacji. Trzy dni później pod pensjonat zajechał milicyjny radiowóz, a następnego ranka, tato zabrał mnie do domu."

Pierwsze piętro zajmowała dentystka, opanowawszy klatkę schodową za pomocą zapachowej gabinetowo - kuchennej mieszanki i wrzaskiem okaleczanych szczękowo nieszczęśników, wciąż domagała się anschlussu piętra trzeciego, prowadząc ciągłą podjazdową wojnę z, mieszkającą tam wraz z córką - Szczagielską. Przysparzało to tej ostatniej dodatkowych zmarszczek na - i tak już pooranej tragediami starczej twarzy, jej córka - magister ekonomii - piła (bijąc na głowę osiągnięcia w tej dziedzinie sąsiada z czwartego - doktora Stacha), co boleśniejsze upadki odwzorowując z sadystyczną pieczołowitością na matczynym ciele. Podczas, gdy doktor Stach pił na tym swoim najwyższym pięterku w ciszy (kontemplując zapewne nieuprawnioną bliskość Stwórcy), gasł powoli i niepostrzeżenie, młoda Szczagielska oznaczała każdą opróżnioną butelkę zwierzęcym wrzaskiem, dziką orgią urządzaną przez zdefragmentowane, przeżarte etanolem synapsy, wychodzili na klatkę schodową wówczas: i dentystka i dziadek i nawet jednonogi Golem, wraz z chórem irmowych psów, wszyscy zaczynali ujadać, szczekać, kąsać, plątać się w tańcu - dziwaczny był ten taniec - z metrum wybijanym przybyłkowymi laskami - inkrustowany krzykiem, zawodzeniem i wyciem, nakrapiany kunsztownymi przekleństwami korowód, zaimpregnowany wściekłością różaniec, którego paciorkami były klatkowe schody a wiązaniem - zawiść ludzka, pieczołowicie pielęgnowana w domach, przenoszona z pokolenia na pokolenie, niezniszczalna, niczym Partia. Szaleństwo to kończyło się, wraz z pierwszym womitem niedoszłej księgowej, zazwyczaj krwistym, wystrzelonym na którąś z sąsiedzkich wycieraczek, po którym to - zalegała cisza, a uczestnicy owego misterium, nie odkrywszy przyczyn swoich nienawiści, szczepieni w morderczych uściskach, bezkształtni, zaczynali jedynie warczeć, i gdy początkowa izometria wrzasku przeradzała się w rytm ataktyczny, nierównomierny, coraz to szybszy, nieczysty - wracali do siebie, by móc spokojnie, w domowych zaciszach wyczekiwać kolejnego szczagielskiego dramatycznie szklanego dna. Często jednak nic więcej się nie działo - bolesna ekonomia nie pozwalała ekonomistce chlać w nieskończoność, i wówczas kamienica zasypiała, światła gasły wraz z oddechami, ustępując pola prawdziwym właścicielom murów. Szczurom.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
dr_brunet · dnia 14.07.2012 18:58 · Czytań: 480 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 2
Komentarze
zajacanka dnia 16.07.2012 02:28
Cos Ci się, kotku zdublował tekst :)
Poza przymusowym, dwukrotnym czytaniem, jest nieźle :)
dr_brunet dnia 18.07.2012 22:38
racja:) wybacz-no coś takiego!
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Dobra Cobra
20/10/2019 23:13
W tym miejscu być może warto zacytować wierszyk Ivana… »
bruliben
20/10/2019 22:25
Ukłony. Zmiana w tym fragmencie: pańskim preferencją… »
Lilah
20/10/2019 22:09
Dziękuję, Marco. Trochę wiosny jesienią się przyda,… »
bruliben
20/10/2019 21:30
Był czy nie był nie daje mi spokoju. Ten chłopiec ma… »
marzenna
20/10/2019 21:24
bruliben Mam tego chłopczyka przed oczami, z pobrudzoną… »
JOLA S.
20/10/2019 20:52
Drogi Kazjuno, bardzo mi miło słyszeć takie słowa.… »
pociengiel
20/10/2019 18:29
i tak jeszcze będę zmieniał - pomyślę nad wypośrodkowaniem. »
marzenna
20/10/2019 17:42
bruliben nie chciałam nikomu zrobić krzywdy :) lot był… »
marzenna
20/10/2019 15:57
Gramofon Biegnę i wracam w to samo miejsce, codziennie. Czas… »
bruliben
20/10/2019 15:55
Za przedmówcami. Aż tęskno do tych obrazów. Gdyby przełożyć… »
Opheliac
20/10/2019 15:47
Ja też wklejam i zawsze czcionka jest normalna :D Ay, w… »
marzenna
20/10/2019 15:36
allaska, bruliben, Gramofon, dla Was :) Jak w starym kinie… »
Opheliac
20/10/2019 15:35
To jest to co mi się podoba bardzo! »
allaska
20/10/2019 14:31
Bruliben dzięki serdeczne »
bruliben
20/10/2019 14:23
Matka może być błogosławiona i pamiętamy same dobre rzeczy o… »
ShoutBox
  • bruliben
  • 20/10/2019 11:11
  • A gdzie to ześrodkowanie? Gubię się w portalu. Może ktoś, coś podpowiedzieć?
  • Zola111
  • 19/10/2019 00:18
  • Jak Wam się pisze wiersze do Zaśrodkowania?
  • mike17
  • 18/10/2019 14:04
  • MUZO WENY 8 zapraszają do udziału śmiałków pióra. Podejmijcie wyzwanie i dajcie z siebie wszystko :) [link]
  • bruliben
  • 18/10/2019 09:02
  • Już wiem, ktory utwór najlepiej rozgrzewa do pisania :)
  • bruliben
  • 18/10/2019 04:56
  • Dlaczego tu jestem, czego szukam, skoro większość dreamin’ offline.
  • bruliben
  • 18/10/2019 04:48
  • Aż sześć muzo wen - wypadałoby zajrzeć, zobaczyć, poczuć jak zainspirują.
  • allaska
  • 17/10/2019 16:27
  • Prośba do redakcji przy wysyłaniu tekstu nie wiem co zrobiłam ale wkleiłam dwa na raz proszę o usunięcie jednego one są takie same. Pozdrawiam. Czarodziejka z planety: " nie dorastam wam do pięt ;)"
  • mike17
  • 16/10/2019 19:13
  • Jeśli chcesz zaistnieć w portalowej sławie, nie wahaj się już i pisz śmiało do konkursu dla prozaików MUZO WENY 8, gdzie jedynym wymogiem jest napisanie miniatury. Dużo? Nie, mało. Zatem do boju :)
  • allaska
  • 16/10/2019 16:12
  • Gratulacje :) Vanillivi
Ostatnio widziani
Gości online:7
Najnowszy:3milae5791hM9
Wspierają nas