Witek i reszta świata - Bukowski
Proza » Miniatura » Witek i reszta świata
A A A
Późny wieczór, listopad – pogoda adekwatna do pory dnia i roku. Za oknem malowniczo przetaczają się śnieżne nawałnice przeplatane, mniej już malowniczymi, nawałnicami deszczu. Całość umiejętnie uzupełnia porywisty wiatr, hulający pomiędzy latarniami oświetlającymi pustą uliczkę. Cały ten spektakl podziwiam przez okno, lampką koniaku raz po raz umacniając swoje poczucie bezpieczeństwa. Na ulicy, rzekłbyś – brakuje tylko ducha, albo przynajmniej psa z kulawą nogą.
O! Skoro mowa o duchach – w świetle ostatniej latarni, częściowo oświetlającej mały skwerek przyklejający uliczkę do reszty miasta, pojawia się dziwna sylwetka. Mężczyzna, długi jakiś, chudy, w spodniach od pidżamy, boso – wypisz wymaluj – uciekinier z wariatkowa. Drobnym truchcikiem, rozglądając się uważnie, przemyka się pod płotami. Powoli, lękliwie – ale jednak zdecydowanie. Co więcej – minął już sąsiada i wyraźnie zmierza do mojej furtki.
Przyglądam się zatem uważniej… Uważniej… Jezuuuuuuu! Teraz dopiero włos zjeżył mi się na głowie. Sylweta przeskakuje wprawnie furtkę i kilkoma długimi susami wskakuje na mój ganek i zaczyna nawalać w drzwi.. Już nie ma wątpliwości – na ganku stoi i napieprza do drzwi mój kolega, znany literat i poeta – Wiktor. W duchy nie wierzę – no, nie wierzę. Ale prędzej spodziewałbym się umarlaka niż Witka. Z umarlakiem sprawa byłaby jasna; umarł, przepadł, teraz straszy… Prościzna.
Ale z Witkiem nie jest tak prosta sprawa. Odwiedziłem go zaledwie wczoraj. Ot tak – z dawnej przyjaźni, na urodziny. Choć miałem wątpliwości, czy to ma sens. Witek od roku leżał całkowicie sparaliżowany. Kiedyś tam pomyliły mu się wajchy na motorze i razem z maszyną przeciął wóz konny na pół (zawsze był oryginalny – normalny śmiertelnik wyrąbałby w ciężarówkę albo latarnię). Tak czy tak – pękła mu jakaś żyłka i masz… Roślinka – zero kontaktu. Zrozumiałe zatem jest, że – obserwując jego wprawny skok przez furtkę i zestawiając ten widok z wczorajszym jeszcze, beznadziejnym stanem, poczułem się trochę… hm… irracjonalnie.
Duch nie duch, zawsze to kumpel. Otwieram drzwi i przemoknięty Wicia rzuca mi się na szyję. Szlocha, bełkoce coś… No i normalnie – telepie się z zimna i emocji. Ok, odzyskuję równowagę i przejmuję inicjatywę. Najpierw logistyka – Wicia do łazienki pod prysznic, ja przetrząsam szafy i wyciągam dla niego jakieś opakowanie zastępcze, nalewam koniaczku, kanapki, herbata… Czekam. Po chwili schodzi Wicia. Wykąpany, przebrany, uspokojony. Jak na ex-paralityka – nawet w niezłej formie. Rozjaśnia się na widok kanapek i koniaczku. Nie dziwię się, przez rok jadał przez rurki… O koniaczkach nie wspomnę. Wicia zasuwa kanapki, popija koniaczkiem (a jak!), zapada się coraz mocniej w fotel. A ja czekam na wyjaśnienia. Wicia kanapkę – ja czekam. Wicia koniaczek – ja czekam. Wicia znów kanapkę i koniaczek… Zaraz mu jebnę! Po czwartej kanapce i siódmym koniaczku Wicia popada w letarg, podobny do stanu z ostatnich miesięcy. Zapada się w fotelu, zamyka oczy. Zagłębia się w sobie… Skurwiel – normalnie się urżnął. Zasnął.

„Dobra, dobra – no już tłumaczę. No wiem, ale ten koniaczek… Kanapeczki… Człowieku! Można powiedzieć – od roku nie jadłem. No dobrze już! Przepraszam, ok? No, to od początku. Zresztą, początek to już znasz. Tak a’propos: nie wiesz za ile ta franca sprzedała mój motorek? Nie? Dobra, już wracam… Jak się wygiąłem i wylądowałem na marach, to Aga - żonka moja była, na pożegnanie wynajęła mi pielęgniarkę. Wiesz, że troszkę kasy na tych tomikach urobiłem, te prawa autorskie, teksty do piosenek i takie tam… Pamiętasz Marlenkę? Ze studiów. No taka ruda, egzaltowana cipka. Też coś tam pisała. Puknąłem ją kiedyś na Sylwestra u ciebie… No, no właśnie. Ta sama. Tak, tak – masz rację. Wczoraj ją u mnie widziałeś – to ta laseczka. Na marginesie – dzięki za odwiedziny. No tak, tak… wszystko słyszałem i czułem. Cały czas. W tym problem. Co? A tak, tak…
Na początku wszystko było ok. Z punktu widzenia paralityka, oczywiście. Marlenka mnie obiegała jak złoto. Mówiła do mnie, czytała, karmiła, przewijała… Wiesz, okazało się, że na zabój jest we mnie zakochana. Czujesz to? Taką sobie misję przyjęła. Dozgonna opieka, nieszczęśliwa miłość, poświęcenie. Ech… Masz jeszcze trochę koniaczku? No, nie bądź świnia. No? Dobra – do ad remu. Jak wspominałem, na początku było ok. Ale, rozumiesz, ta cipka ubzdurała sobie, że jako poeta i literat najbardziej cierpię z powodu braku obcowania z wierszami i takie tam… No i zaczęły się wieczorki poetyckie. Z początku było bezpiecznie i nawet miło. Jakieś tam Leśmiany, Szymborskie, Tuwimy. Zresztą – nie miałem wyboru. A niby czym miałem zaprotestować. Najgorzej, że z czasem naszło ją na czytanie własnych wierszy. No czaisz? Nie pisała od ręki, miała tego pełną szufladę. Szufladzisko chyba! Kufer! Inaczej mówiąc – towaru jej nie zabrakło. Sobie wyobraź - leżę jak baleron, nawet powieką nie ruszam, spać się nie chce. A ona we mnie: „oczu twych, blask księżyca, płomienie serca”. Kurwa – no daj się jeszcze napić! No! Jak z tego wyjdę, też stawiam flaszkę. Dobra, już mówię… To sobie teraz wyobraź. No właśnie! Żebym mógł chociaż stęknąć, paluchem ruszyć, nie wiem… A ona mnie tymi: „żarem miłości, łanów przestrzenią, głębią duszy”. O, tak tak - widzisz, widzisz. Autentyczne: „żarem miłości”! Zaraz, myślę sobie, wstanę w przypierdolę jej „stalowością pięści mych”. No horror, horror… Polej jeszcze. Dzięki, chłopie. Wczoraj miałem urodziny (a dziękuję… dziękuję….). No i przy okazji tych urodzin Marlenka wymyśliła super niespodziankę. Wieczór przy świecach, szeptanie na uszko i oczywiście, gwóźdź wieczoru – nowy poemat. Okazało się - cykl sonetów. Jeden bardziej grafomański od drugiego, jakby na matrycy bite… Przy trzecim i przy: „mego życia beznadzieja” – co mi pękło w czaszce! Najpierw poczułem ciepło, potem siłę, zebrałem się w sobie i… siadłem na łóżku. Od razu w amoku! Siedziała trochę bokiem, nie zauważyła. Pierwszy pod ręką miałem ten kryształowy puchar. Ten wiesz… Tak, tak… Ten za festiwal religijny „W pieśni pokój duszy”. Polejesz? Dzięki… Krótko mówiąc, złapałem ten puchar o walnąłem ją w ten egzaltowany łeb. He…He… Aż się posypały „łzy kryształu mego”. W karku jej tylko coś chrupnęło i spłynęła na dywan. W pierwszym odruchu myślę – uciekać. Drzwi zamknięte. Moja muza na dywanie, pewnie ma klucz przy sobie. Ale brzydziłem się obszukiwać. Okno! Gitara – są rusztowania. Nawet nie wracałem, żeby się ubrać. Bałem się, że jeszcze coś wyduka. Sonet, sonecik, haiku… Zjechałem po rurach i… jestem. Dzień przewegetowałem w baraku na budowie jakiejś super-hiper-pilnej autostrady. Żywego ducha nawet. Ale głodno, zimno, strasznie – nawet nie było żadnych łachów na przebranie. Tylko takie małe drelichy, po dzieciach albo po jakiś Chińczykach… Pomyślałem o tobie. No, gdzie miałem iść? No gdzie? Pomożesz? Musisz pomóc! A jak ciebie też cos takiego spotka? Polej.”

Leżeć, kurwa! Leżeć – powiedziałem! Leżę – i tak nie mogę się ruszyć. Przeszkadza mi ogólnie słaba kondycja i zamaskowany goryl objuczony śmiercionośnym sprzętem wszelakiego rodzaju, który klęczy mi na klacie. Kątem oka dostrzegam bliźniaczego goryla wciskającego w dywan Witka. Też leży jak w bezruchu jak trup (ma wprawę). Powoli jarzę – to nie napad rabunkowy a normalna akcja jakiś antyterrorystów albo coś takiego. Już nas mają? Dopiero co wczoraj wieczorkiem ugościłem na swoje nieszczęście Witka – a oni już są. Jak w ruskim zegareczku – szósta rano. Gdyby nie to, że bolała mnie klata i powykręcane ręce – przyklasnąłbym sprawności naszych organów. Oba goryle profesjonalnie podnoszą nas za włosy na klacie i w mocno nieanatomicznej pozycji, prowadzą do ciupasa. No, to mnie Wiciu wrobił. Nie ma co!
Tajemnica szybkości działania organów wyjaśnia się nazajutrz. Życzliwy z wyglądu prokurator zarzuca nam pół Kodeksu Karnego; usiłowanie morderstwa, ucieczka z miejsca, nieudzielenie pomocy, ukrywanie przestępcy, opór przy aresztowaniu (ciekawe jak niby miałbym się dżudować z gorylem!) i parę mniejszych przewinień. No, przyznam sprawiedliwie, że Wicia był w tym względzie bardziej uprzywilejowany i jego lista prokuratorowi zajęła ciut dłużej. A czemu tak szybko i sprawnie? A proste! Nawiedzona Marlenka od lat bombardowała swoimi wierszykami jeden z portali pisarskich. Regularnie – codziennie jeden. Niezrównana w tym była. W dzień urodzin Witka i jego cudownego ozdrowienia, Marlenka ze zrozumiałych względów nie wrzuciła na portal swojego wierszyka. Admin był czujny – zaraz wyczaił, że coś się stało. To tak jakby słońce nie wzeszło. Zawiadomił policję o sytuacji a oni uznali sprawę za wiarygodną. Zresztą - okazało się, że środowisko literackie jest nieustannie inwigilowane i monitorowane przez policję. Uważają, że obfituje ono w dewiantów, a poza tym – przewalają się przez nie tak duże pieniądze – że warto tę ekipę mieć „na oku”. Raz, raz i ustalili co i jak… No i stąd zmilitaryzowane goryle w moim domu.

„Niewinny”. „Niewinny”. „Wyrok jest prawomocny”. Ble… ble… ble… Petunia non olet, a jeszcze pozwala wykaraskać się z nie byle jakich tarapatów. Wiciowi starczyło na dobrego i sprawnego adwokata. Pokombinował, pokombinował, znalazł paru rzetelnych i uczciwych biegłych, paru nieskazitelnych świadków którzy za odpowiednią łapówkę, spreparowali i potwierdzili wszystkie fakty i opinie. W rezultacie po dość szybkim i nieporadnym ze strony prokuratury procesie – słyszymy dziś te dwa boskie słowa: „niewinny”, „niewinny”. W zasadzie – wszystko działało na naszą korzyść. Po pierwsze – Marlenka nie umarła. Owszem, przywalił jej zdrowo, jednakże przeżyła. Spędziła kilka dni w letargu, przyszpilona do szpitalnego łóżka. Na szczęście dla niej - nie leżała w izolatce. Położono ją w pokoiku z jakąś scenarzystką filmową, pokiereszowaną w wypadku samochodowym (podobno przywaliła w stos kartonów po pizzy). Scenarzystka bełkotała coś bez przerwy - jakieś plany, scenariusze, opowiadania, dialogi… Marlenka nad podziw szybko się ocknęła i pomimo malowniczych kilku szwów na czaszce i opuchniętej gęby (a’la znajome mi, zmilitaryzowane goryle), poprosiła o wypis. Zaraz po wyjściu cofnęła tez oskarżenie przeciwko Witkowi i publicznie przeprosiła go w prasie lokalnej. O wyniku procesu zadecydowało ostatecznie odczytanie kilku marlenkowych sonetów (tych urodzinowych). Ze względu na drastyczność dowodów – odczytanie odbyło się przy pustej sali. Pozwolono tylko pozostać dziennikarzom ponieważ biegli orzekli, że wiersze te owszem – mogą zaszkodzić, jednakże jedynie osobom posługującym się językiem polskim na poziomie przynajmniej podstawowym.

Wiosna. Późne popołudnie. Z koniaczkiem w ręku obserwuję przez okno perspektywę ulicy. Żywopłoty sąsiadów zaczynają już gęstnieć, pachnie ziemią z ogródków, ściemnia się i pora dnia rozbudza leniwe latarnie. Sielanka. Obserwuję, jak tuż pod moim domem dwójka wyrostków okłada pięściami jakąś staruszkę, która ostatnimi siłami podbiega do furtki i rozpaczliwie, alarmująco, przykleja się do dzwonka. Na szczęście, nie zdążyłem jeszcze zapalić światła na werandzie. Odsuwam się od firanki, siadam w fotelu, dolewam koniaczku…
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Bukowski · dnia 02.08.2012 09:19 · Czytań: 519 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 5
Komentarze
Dobra Cobra dnia 02.08.2012 09:59 Ocena: Bardzo dobre
Cytat:
W dzień urodzin Witka i jego cudownego ozdrowienia, Marlenka ze zrozumiałych względów nie wrzuciła na portal swojego wierszyka. Admin był czujny – zaraz wyczaił, że coś się stało. To tak jakby słońce nie wzeszło. Zawiadomił policję o sytuacji a oni uznali sprawę za wiarygodną. Zresztą - okazało się, że środowisko literackie jest nieustannie inwigilowane i monitorowane przez policję. Uważają, że obfituje ono w dewiantów, a poza tym – przewalają się przez nie tak duże pieniądze – że warto tę ekipę mieć „na oku”.


Ha ha ha! PP nas tak obserwuje???? Policja i ABW obserwują PP? Rząd obserwuje ABW i policję i nasz PP. Unia, owa nasza dobroczyńczyni, obserwuje Polskę, ABW, policję i nasz Portal Pisarski? Spiski...


No słodycz obcowania z Twoim tekstem! Te aluzje do autostrad, pewnego niewymienionego z nazwy portalu dla pisarzy (ale chyba na PP Redaktorzy nie wpuściliby takich codziennych gniotów, jak sądzę). I ten listopad, i Witek, nie do końca sparaliżowany.

Się podoba!


Pozdrawiam,

Cobra Dobra
zajacanka dnia 03.08.2012 00:24 Ocena: Bardzo dobre
Pięknie, Bukowski! Błogosław Panie za grafomańskie pisanie! Człek ożył! Alleluja! :D

A tak serio, serio, to zakończenie pikne. Nigdy nie wiesz, co się czai pod drzwiami:)

Ogólnie nieźle: tak jakieś pięć plus :)
Usunięty dnia 03.08.2012 18:24
Podoba mi się pomysł, humor, styl.
Wasinka dnia 07.08.2012 22:23
Oto jak literatura przywraca życie...
Styl przyjemny w odbiorze; humor, ironia, lekkie podanie.
Najbardziej chyba przylgnęła pierwsza cząstka.
Zakończenie z drastycznym pędzlem, ale w klimacie całości.
Parę literówek, parę przecinków - do wymusztrowania.
Pozdrawiam księżycowo.
Bukowski dnia 08.08.2012 00:16
Witam wszystkich
Bardzo się cieszę, że się podoba. Tym bardziej, że w zamiarach jest to cząstka większej całości. Kiedyś.
Wasinko - dziękuję za uwagi techniczne - dziś już nie, ale jutro tekst wymusztruję.
Pozdrawiam
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
marzenna
15/10/2019 06:59
allaska przekłuć jak nitkę przez igłę - niby nic, nie każdy… »
Gregcem
15/10/2019 06:58
Namieszałem?, bo jak widać nie czytałaś mojego wiersza… »
marzenna
15/10/2019 06:53
Florian dziękuję za odpowiedź na pytanie, które wciąż sobie… »
marzenna
15/10/2019 06:37
allaska :) zjadłaś i zgadłaś :) :) :) zjadłeś i zgadłeś… »
allaska
15/10/2019 06:29
Yaro, dziekuję :) odwetowka może być ;) Marzenna trzeci? :)»
ClakierCat
15/10/2019 06:16
Witaj Arkady, dziękuję za odpowiedź. :) Mam podobną… »
marzenna
15/10/2019 06:13
BlueRiver :) Piję kawę i czytam twój wiersz. Przed… »
BlueRiver
15/10/2019 04:28
Bruliben dziękuję, że do mnie wpadłeś. Pomyślę nad tym… »
BlueRiver
15/10/2019 04:20
Witam Cie mike. Dobrze to ująłeś - śmierć za życia - i… »
marzenna
15/10/2019 00:13
w oddali...........poprowadzę cię za rękę, przez miejskie… »
wiosna
14/10/2019 22:43
Lilah jestem bardzo wdzięczna za Twój komentarz. Podniosłaś… »
marzenna
14/10/2019 22:28
trzeba rozpalić ognisko, upiec znowu kiełbaski - trzeci… »
Lilah
14/10/2019 22:23
Wiosno, z przyjemnością czytam Twoje wiersze, a zwłaszcza… »
wiosna
14/10/2019 22:05
Dlaczego mówisz, że ja nie wiem, co robię? I dlaczego… »
Yaro
14/10/2019 21:53
W przeciwieństwie do ciebie wiem co robię i szanuję ludzi ja… »
ShoutBox
  • bruliben
  • 14/10/2019 23:22
  • Tyle konkursów, to nie ma mój dziurawiec
  • mike17
  • 14/10/2019 19:35
  • Zapraszam do udziału w konkursie dla prozaików MUZO WENY 8, gdzie piszemy miniaturę na 5000 znaków i wchodzimy do historii: [link]
  • bruliben
  • 14/10/2019 02:15
  • No, no, co za linki ;)
  • Vanillivi
  • 12/10/2019 15:46
  • Ryzykowny tytuł :) Ale dziękuję za informację, zobaczę jak to wygląda :)
  • bruliben
  • 11/10/2019 02:45
  • Wszyscy śpią? Grzeczne brzdące :)
  • mike17
  • 10/10/2019 17:11
  • Hej, ho, do konkursu by się szło! A więc MUZO WENY 8 zapraszają i pragną zmotywować Was do napisania miniatury : [link]
  • chawendyk
  • 10/10/2019 16:07
  • Vanillivi Nie miałem kiedy odpisać. Tytuł "To nie jest czas dla poetów" Michał Andruk Jest na lportalu aukcyjnym i "Lubimy czytać".
  • Kazjuno
  • 10/10/2019 14:43
  • A Olga to moja znajoma! Wysłałem gratulacyjnego mejla. A może chcielibyśta jej adres? A wieta jaką opinię napisała o mojej książce? Super! Nie bądźta zazdrosne. To nie ładnie...
  • Kazjuno
  • 10/10/2019 14:39
  • Mamy Nobla!
Ostatnio widziani
Gości online:15
Najnowszy:icuby
Wspierają nas