Mapa na piasku - część czwarta - Wiktor Orzel
Proza » Inne » Mapa na piasku - część czwarta
A A A
Przeczytaj poprzednią część


Kamera STOP. Sentymentalny narrator tej opowieści za szybko dąży do smutnego finału. Terapeuta jak mantrę powtarzał mi, żebym starał się dozować wspomnienia. Ale sami wiecie. To jest jak narkotyk. Przeszłość lubi wciągać i pochłaniać, wsysać jak czarna dziura. Pominąłem kilka drażliwych szczegółów i popadłem w schemat. Sam się na tym łapię, że nawet reminiscencje ulegają banalizacji i uproszczeniom. W tym wypadku, żeby wszystko wyglądało jak najbardziej tragicznie. Jednak jak się trochę podrąży to i szczegóły się znajdą. To wcale nie było tak, że po kilku wakacyjnych, pijackich tygodniach, wylądowałem z Ewką w łóżku. Na to wątpliwe trofeum trzeba było trochę zapracować.

Poznaliśmy się jeszcze w gimnazjum. Ewka od zawsze uchodziła za najładniejszą dziewczynę z naszej klasy. Gustownie wystrojona, pilna, grzeczna i lubiła duże dekolty. Pewnie większość męskiej reprezentacji naszej klasy miała o niej nocne fantazje. Jednak coś w tym wizerunku ułożonej, czasem trochę wyuzdanej dziewczynki zgrzytało. Bywało, że Ewka z niewiadomych powodów nie pojawiała się tydzień, dwa w szkole. Potem przychodziła jej matka i za drzwiami tłumaczyła córeczkę. Wszyscy jakoś do tego przywykli. Wkrótce stało się to normą i nawet plotkować się na ten temat odechciało. Właśnie wtedy, gdy Ewka wracała, miała w tych swoich oczach coś przerażająco smutnego. Intrygowało mnie to bardzo. Główna bohaterka tej historii w zasadzie nie miała przyjaciółek. Z kimś tam w tej ławce siedziała, ale była to na tyle bezbarwna osoba, że nawet nie pamiętam jej imienia. W każdym razie, na jej tle Ewa świeciła jak najjaśniejsza gwiazda na jakimś zadupiu. To trzeba było jej przyznać, tło umiała sobie dobrać perfekcyjnie. Później trafiliśmy zwartą grupą do tego samego liceum. Ewka, Adrian, Gruby, Micha. Byliśmy w nowej szkole i nie pozostało nam nic innego jak trzymać się razem. Wszystko nabrało rumieńców, kiedy zaczęły się przygody z alkoholem w roli głównej. Osiemnastki, powroty do domu o świcie, wywracanie koszy na śmieci, krzyczenie na cały głos, że świat jest popierdolony i tak dalej. Kto nie wie o czym mówię, widocznie nie przeżył nastoletniej burzy hormonów, która rządzi się swoimi prawami. Mnie jakoś tak wcale nie wstyd. Gdybym mógł zostać sternikiem swojego życia, to chyba zawinąłbym statkiem do tego samego portu co wtedy.

Powoli zaczęliśmy z Ewką nieznacznie się do siebie zbliżać. Zawsze ją odprowadzałem do domu. Czasami siedzieliśmy na krawędzi wiaduktu i w milczeniu patrzyliśmy mętnymi spojrzeniami w przestrzeń paląc papierosy. Bywało, że się do mnie przytulała, jakieś tam pocałunki. Innym znowu razem zataczaliśmy się od rowu do rowu i było wesoło. Często słyszałem, że jak jestem pijany to jestem fajny. Jak człowiek jest na bombie to go takie komplementy cieszą. Na kacu, a co gorsza – na trzeźwo, już trochę mniej. Tak to mniej więcej wyglądało. Żadnych zobowiązań, spacery, śmiechy, dużo udawania, ale niby wszystko było zajebiście.

Kobiety niestety nie rozumieją jednej bardzo prostej prawidłowości. Mężczyźni, nawet ci nastoletni, bez zarostu, patrzą na świat w kategoriach celów. Nie idę z tobą do kina, bo lubię „Nigdy w życiu” , nie kupuję flaszki, bo lubię alkohol, nie chodzę za tobą jak pies, bo tak mi się podoba rola psa. Mam w tym cel. Chce cię zdobyć, mieć na własność, pochwalić się tobą, pochwalić się kolegom ile razy cię przeleciałem. Brzmi to bardzo prymitywnie, ale facet żeby powiedzieć, że kogoś kocha musi albo wypić litra gorzały, albo właśnie ubrać to w takie słowa jak powyżej, żeby przypadkiem nie wyjść na kogoś, kto – o zgrozo – traktuje drugą osobę poważnie. Mamy być męscy, twardzi, chamscy i najlepiej jak się wzruszamy na komediach romantycznych. Tyle tych masek trzeba wkładać, że się człowiek może w tym wszystkim pogubić.

Wracając do sedna, byłem pierdolonym niewolnikiem. Traktowałem każde spotkanie z Ewką jak objawienie się hierofanii. Podczas gdy ona patrzyła na mnie z coraz większą rezerwą. Tak się nakręcała spirala mojej frustracji. Dokładałem codziennie kosteczki domina tylko po to, żeby patrzeć jak cała misterna konstrukcja się wali. Nie wiem, czego chciała Ewka idąc ze mną do łóżka. Ale to miało się wyjaśnić dopiero potem.

***

Jak już mówiłem serducho waliło mi niemiłosiernie. Czekałem na spotkanie z tajemniczym nieznajomym. Moim oczom ukazał się starszy, podsiwiały mężczyzna. Miał na sobie niechlujny, oliwkowy prochowiec, a spod kaptura wystawały przetłuszczone włosy. Nie widziałem jego oczu bo zasłaniały je przyciemniane okulary w stylu Johna Lennona.

- Ty jesteś Aleks, tak? – zapytał zdyszany, chrypliwym głosem.
- No jestem – odburknąłem niechętnie.
- Ludzie na cmentarzu cię obgadywali
- I co z tego?
- Chodźmy do parku. Mam ci do opowiedzenia historię, która niekoniecznie ci się spodoba, ale na pewno cię zainteresuje.
- Czemu miałoby mnie to zainteresować?
- A Ewa cię interesuje?

Nie odpowiedziałem tylko poszedłem za nim. Usiedliśmy na ławce w parku na Uzborni. Był to mały plac zabaw, który tętnił życiem dawno temu, kiedy na świecie nie było komputerów. Teraz zbierali się tutaj tylko wieczorni amatorzy taniego wina i piwa za dwa złote. Ślady zbrodni były dość jaskrawe. Jedna z huśtawek – bujawek umieszczona była ostentacyjnie w śmietniku, wypełnionym po brzegi zielonymi puszkami. Zardzewiały lampy, rozwalające się oparcia od ławek, na których namiętnie wypisano standardowe przekleństwa i kilka nazw hip-hopowych zespołów. A na deser nieskoszona trawa na boisku do gry w piłkę. Jednym słowem poezja. To wszystko aż za bardzo pasowało do mojego podłego nastroju.

Mój towarzysz wyjął zmiętą paczkę Lucky Strike’ów, poczęstował mnie, zaciągnął się głęboko i zaczął mówić.

- Ewka to moja córka. Kiedy dorastała, w domu się nie przelewało. Z sezonowej pracy na budowie co prawda dało się skromnie wyżywić rodzinę, ale ja chciałem zbudować solidny dom, w którym będę się mógł spokojnie zestarzeć. Z dala od tych smutnych, komunistycznych bloków na Jana. Wyjechałem za granicę. Wcześniej miałem już działkę, także jeden wydatek mniej. Zamówiłem projekt domu, żona miała doglądać budowy, a ja regularnie przesyłałem kasę, zostawiając sobie tylko tyle, żeby jakoś wyżyć i może raz w miesiącu napić się piwa. Pracowałem na wyspach, jako magazynier po dwanaście, czternaście godzin. W weekendy najmowałem się do różnych drobnych prac. Byleby szybciej uzbierać na wymarzony dom i spierdalać z tej jebanej emigracji. Rzygałem pracą, trochę podupadłem na zdrowiu, ale miałem cel. Bardzo kochałem Magdę. Wiesz, to była dla mie kobieta z innej bajki i innej półki, że tak powiem. Ja prosty chłop, po zawodówce, ona elegancka, szykowna i za mnie wyszła! No i ta moja piękna córka – sam przecież wiesz. Przelewałem żonie pieniądze na dom. Ona mi przysyłała zdjęcia z postępów budowy, a mi serce rosło z każdym dniem i dawało siłę na zapierdalanie. Nie mogłem się doczekać powrotu. Po czterech latach wróciłem. Na lotnisku nikogo. Ani żony, ani córki. Przyjeżdżam do bloku, wchodzę do domu a ona się kurwi z jakimś chujem. Obok w pokoju, moja Ewka, miała wtedy jakieś piętnaście lat, trzęsła się cała, a ze strachu zesikała się pod siebie. Mamusia dała jej pół litra na pocieszenie.

Mężczyzna przerwał. Chciał coś powiedzieć ale jego głos się załamał. Pociekły mu łzy po policzkach. Zaczął nerwowo szukać zapalniczki. Pomogłem mu, zapalił i za chwilę się nieco uspokoił.

- I co ty byś  w takiej sytuacji zrobił młody człowieku?
- Zajebałbym – odpowiedziałem.
- Tak trzeba było zrobić. Ja nie miałem na to siły. Zresztą, wtedy myślałem tak; biorę Ewkę do nowo wybudowanego domu, a z tą zdzirą się rozwodzę tak prędko jak to jest możliwe. Więc wziąłem Ewkę, cisnąłem w tą pijaną kurwę flaszką i pojechałem zobaczyć swój dom, na który tyle pracowałem. Przyjeżdżam a tam pusto. Pytam się Ewki, czy nie pomyliłem adresu, czy to tu? A ona tylko szlocha. Nawet fundamentów kurwa nie było! Wszystko przejebała. Na ciuchy, na imprezy, na kochanków. Zdjęcia spreparował jakiś pierdolony grafik, pewnie mu za to laskę zrobiła nie raz. Jeśli mogę ci coś doradzić, to nigdy nie popełniaj tego błędu co ja. Zakochałem się bez opamiętania. Zerwałem kontakt z całym światem. Ze znajomymi z zawodówki, z budowy, z pubów… Nie chwaliłem się swoimi planami w zasadzie nikomu. Zresztą, kto by się tego spodziewał do kurwy nędzy!?  Teraz widzisz jak skończyłem. Nie miałem siły na to wszystko, to było za mocne. Chciałem się powiesić, miałem już sznur, zresztą jest schowany i czeka na odpowiedni moment. Jeżdżę od dworca do dworca. Czasami przyjadę tu – do Bochni. Macie przyjemny, ciepły dworzec. Znam się z ochroniarzem, to mi czasem przyniesie jakąś herbatę czy coś. Staram się też tej gościnności nie nadużywać. Właśnie wczoraj  zasłyszałem rozmowę o tym chłopaku, co go samochód grzmotnął na ogrodzenie. Poszedłbym po kolejne tanie wino, gdyby nie to, że gdzieś tam przewinęło się imię mojej córki. Wiesz, Bochnia jest mała, to nie Kraków i jakoś tak wiedziałem, żę to chodzi właśnie o Ewę, moją Ewę. Chciałem ją zobaczyć… nie poznała mnie. Ale widziałem jak ty na nią patrzysz. Od razu się domyśliłem w jakie sidła wpadłeś.

- Niby jakie?
- Myślisz, że życiem rządzi przypadek?
- Może tak, może nie.
- Ty jesteś tylko pionkiem w tej całej układance.
- Jakiej układance??

Przeczytaj następną część
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Wiktor Orzel · dnia 28.08.2012 20:26 · Czytań: 1174 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 10
Komentarze
Miranda dnia 29.08.2012 13:22 Ocena: Świetne!
Tego mi brakowało dzisiaj. Mocnego, wstrząsającego obrazka. Dużo się tutaj dzieje, bardzo dużo. Ciekawy przeskok w czasie, a spotkanie z ojcem Ewki bardzo prawdziwe. Tragiczna postać i ten sznur w ukryciu, aż skóra cierpnie. Znamy ludzi, spotykamy się z nimi codziennie, a tak mało o nich wiemy. Ten odcinek jest moim daniem najlepszy. Szkoda, ze króciutki, bo już się przylepiłam do ekranu, prawie na wdechu, a tu koniec. Pozdrawiam
Ps: A ten akapit, to perełka. Można by wydrukować ulotki i rozdawać dziewczynom, a nawet dojrzałym kobietom: "Kobiety niestety nie rozumieją jednej bardzo prostej prawidłowości. Mężczyźni, nawet ci nastoletni, bez zarostu, patrzą na świat w kategoriach celów...".
zajacanka dnia 29.08.2012 15:53 Ocena: Świetne!
No, mocne. Aż mi się mokro w oczach zrobiło.
Wiktor Orzel dnia 30.08.2012 11:42
Dziękuję za komentarze : )
Elatha dnia 01.09.2012 10:37 Ocena: Świetne!
Bardzo podoba mi się ta część. Zapanował klimat "brudnego" autentyzmu, twarde życie całkiem zmiotło tę młodość z poprzednich części. Ciekawa jestem, czy naprawdę Aleks został wplątany w jakąś intrygę z udziałem Ewy?

A te słowa bohatera:"Kobiety niestety nie rozumieją jednej bardzo prostej prawidłowości...", odbierają mu kilka punktów sympatii u niejednej kobiety. Zgadzam się, że zakładamy maski, ale robią to zarówno kobiety i mężczyźni. Mój mąż twierdzi, że tacy faceci jak Aleks istnieją, ale nie wszyscy tak postępują.
Pozdrawiam :).
bluetwo dnia 02.09.2012 09:57
Pasjonująca historia, a i ile w niej realizmu...
Człowiek żyły wypruwa na obczyźnie, od ust sobie odejmuje, wkładając serce w mityczny dom i spokojną starość, a w nagrodę otrzymuje kostium kloszarda i dożywotnie poczucie krzywdy.
Doskonale odtwarzasz zawiłości ludzkiej psychiki.
Swoim pisaniem nie pozostawiasz czytelnikowi wyboru. On musi tu wrócić. To się nazywa talent.
Wiktor Orzel dnia 02.09.2012 19:10
@Elatha: Pomału, wszystkie wątki będą się zawężać i wyjaśniać. Co do słów Aleksa, wiadomo, wszystko zależy od punktu odniesienia. Oczywiście, główny bohater często postępuje nie do końca tak, jak robi to "większość". Taki już jest ;)

@bluetwo:
Nie pozostaje mi nic innego jak podziękować za opinię :)
Krystyna Habrat dnia 02.09.2012 21:16
No, brawo. Dziś tylko tyle, bo nagadałam się wcześniej może nawet nietrafnie. Czy wszyscy w B.używają tak dużo słów na "p"? Można by te przerywniki czy przekleństwa nieco zróżnicować w zależności od osoby. Ich nadmiar przestaje w końcu robić wrażenie, a chyba chodzi ci o ekspresję.
Czy to już koniec, bo jakoś tak z sensu wynika, ale autor miewa swe sposoby?
Wiktor Orzel dnia 02.09.2012 21:36
Wszystkich części jest 7, do zakończenia zostały jeszcze 3 publikacje. Co do przekleństw postaram się nieco je zróżnicować, zrezygnować z nich nie zrezygnuję, bo taka była moja koncepcja.

Pozdrawiam ;)
Wasinka dnia 24.09.2012 14:24
Część ciekawa, zachęca, by drążyć dalej. Trochę może dziwne owe szczegółowe wyzęwnętrznienie się ojca Ewki, ale i takie rzeczy się zdarzają.
Wciąga.

Wiem, że nie ma co się czepiać języka bohatera, bo musi brzmieć autentycznie, więc nie może być ulizany i pod miarkę, zatem zaimki mają spory powód do uciechy, jednakowoż te wskazujące czasem poczynają drażnić (choć, owszem, w mowie potocznej, rzeczywiście ich się nadużywa i święcą tryumfy ;)); no, ale można zerknąć tu:
Wszyscy jakoś do tego przywykli. Wkrótce stało się to normą i nawet plotkować się na ten temat odechciało. Właśnie wtedy, gdy Ewka wracała, miała w tych swoich oczach coś przerażająco smutnego. Intrygowało mnie to bardzo. Główna bohaterka tej historii w zasadzie nie miała przyjaciółek. Z kimś tam w tej ławce siedziała, ale była to na tyle bezbarwna osoba, że nawet nie pamiętam jej imienia. W każdym razie, na jej tle Ewa świeciła jak najjaśniejsza gwiazda na jakimś zadupiu. To trzeba było jej przyznać
oraz:
Jednak jak się trochę podrąży(,) to i szczegóły się znajdą. To wcale nie było tak, że po kilku wakacyjnych, pijackich tygodniach, wylądowałem z Ewką w łóżku. Na to wątpliwe trofeum trzeba było trochę zapracować. – przecinek i nieco trzykrotne „to” wpada na siebie
Pogrubiłam "jej", bo jednak nieco razi

I jeszcze takie podstawowe sprawy (z grubsza):

Byliśmy w nowej szkole i nie pozostało nam nic innego(,) jak trzymać się razem.

Kto nie wie(,) o czym mówię

patrzyliśmy mętnymi spojrzeniami w przestrzeń(,) paląc papierosy.

Często słyszałem, że jak jestem pijany(,) to jestem fajny. Jak człowiek jest na bombie(,) to go takie komplementy cieszą. – może drugie „jak zastąpić „gdy/kiedy”?

pochwalić się kolegom(,) ile razy cię przeleciałem.

ale facet(,) żeby powiedzieć, że kogoś kocha(,) musi

żeby patrzeć(,) jak cała misterna konstrukcja się wali.

Nie wiem, czego chciała Ewka(,) idąc ze mną do łóżka.

Jak już mówiłem(,) serducho waliło mi niemiłosiernie.

Nie widziałem jego oczu(,) bo zasłaniały je przyciemniane okulary w stylu Johna Lennona.

- Ludzie na cmentarzu cię obgadywali(.)

Nie odpowiedziałem(,) tylko poszedłem za nim.

Jednym słowem ( –) poezja.

Wcześniej miałem już działkę, także jeden wydatek mniej. – tak że

Pracowałem na wyspach, jako magazynier po dwanaście – przecinek zbędny

Wiesz, to była dla mie kobieta - mnie

Ja(,) prosty chłop,

Ona ( –) elegancka, szykowna(,) i za mnie wyszła!

wchodzę do domu(,) a ona się kurwi z jakimś chujem

- I co ty byś w takiej sytuacji zrobił(,) młody człowieku?

Zresztą, wtedy myślałem tak; biorę Ewkę – zamiast średnika – dwukropek

z tą zdzirą się rozwodzę tak prędko(,) jak to jest możliwe.

cisnąłem w tą pijaną kurwę flaszką – jednak „tę” bym dała

Przyjeżdżam(,) a tam pusto.

Nawet fundamentów(,) kurwa(,) nie było!

nigdy nie popełniaj tego błędu(,) co ja.

Zresztą, kto by się tego spodziewał(,) do kurwy nędzy!?

Teraz widzisz(,) jak skończyłem.

to nie Kraków(,) i jakoś tak wiedziałem, żę to chodzi właśnie o Ewę - że

Chciałem ją zobaczyć… nie poznała mnie. – dałabym dużą literę (Nie)

Ale widziałem(,) jak ty na nią patrzysz. Od razu się domyśliłem (,)w jakie sidła wpadłeś.


Pozdrawiam słonecznie.
Kazimierz Siluch dnia 14.11.2017 09:38
Dla kogoś to koncepcja a dla mnie proza życia w tym żabim bagnie.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
al-szamanka
22/08/2019 22:45
Tu nieco za bardzo nachodzi, Wodniczko. A poza tym… »
wodniczka
22/08/2019 17:54
Kamyczku Jaki piękny komentarz. Odczytał zaczytałam się.… »
wodniczka
22/08/2019 17:47
Kushi Piękny komentarz napisałaś. Piękniejszy od tej mojej… »
wodniczka
22/08/2019 17:41
Kushi Zawsze bardzo miło Cię gościć. Cała przyjemność jest… »
Kazjuno
22/08/2019 15:24
RafaleSulikovski SF nie jest moim ulubionym gatunkiem, ale… »
JOLA S.
22/08/2019 14:35
Ładne, prawdziwe. Istnieją słowa, które żyją podwójnym… »
Kushi
22/08/2019 13:48
Ach moja ukochana Poetko... czasem wydaje mi się, że czytasz… »
JOLA S.
22/08/2019 10:39
Rafale, znowu stoję z nożyczkami i nie wiem, od czego by… »
kamyczek
22/08/2019 09:38
Dla mnie, optymistki, szklanka jest zawsze do połowy pełna.… »
kamyczek
22/08/2019 09:34
Bardzo ładny wiersz,, Wodniczko, podoba mi się. I… »
Zdzislaw
22/08/2019 09:21
Przyjemnie, że się spodobał i wywołał uśmiech. Również… »
Madawydar
22/08/2019 07:43
Witaj Decand Dzięki za komentarz. Pozdrawiam. »
ponadchodnikami
22/08/2019 02:23
"myślę więc (że) jestem" jest bardzo poruszające. »
Kushi
21/08/2019 23:44
Czasem w nas samych tak bywa, że nie doceniamy tego co mamy… »
wiosna
21/08/2019 23:41
Kazjuno, Carvedilol dziękuję i właśnie tak jest. W głowie… »
ShoutBox
  • Decand
  • 22/08/2019 23:25
  • "Ponoć" słowem klucz. Wszyscy czekamy więc i Ty bądź grzeczym i zaczekaj. Świat naprawdę poczeka na Twoje arcydzieła chrabąszczyku
  • Kazjuno
  • 22/08/2019 21:08
  • Ponoć czas oczekiwania to tydzień, kolego robaku. Czekam już dwa.
  • Decand
  • 22/08/2019 20:41
  • Niektórym robaczkom widać spieszy się za bardzo. A chyba powinno spieszyć się powoli, chyba tak to szło. Na pewno wszyscy wytrzymamy jeszcze na tekst jakiegokolwiek żuczka, ba!, nawet i misia
  • Kazjuno
  • 22/08/2019 18:51
  • Oj, chyba urocza red. Vanilivi z przepracowania - wszak jako jedyna jest przytłoczona nawałą prozy - przeoczyła mnie, skromnego żuczka. Ale przepraszam, może namolnie ponaglam? Pozdrawiam...
  • Dobra Cobra
  • 18/08/2019 11:24
  • [link] Pełna wersja pięknej opowieści Ponad czasem w wydaniu dźwiękowym. Interpretuje głosowo najlepszy z polskich aktorów - Jarosław Boberek, znany z wielu ról.
  • mike17
  • 15/08/2019 20:25
  • Pozdrówki z wakacji :)
  • czarnanna
  • 15/08/2019 10:14
  • To teraz ja. Zaslyszane podczas pobytu w szpitalu: Błogosławieni ci, którzy wierzą w wypis tego samego dnia
  • Decand
  • 13/08/2019 19:20
  • Niektórzy wierzą też, że maksymalny czas tekstu w poczekalni wynosi pięć dni. Trzeba powoli, małymi kroczkami, jak nauka o nieistniejącym Mikołaju
  • Dobra Cobra
  • 13/08/2019 15:03
  • Niektórzy znow wierzą, że jak zostawisz 40 komentarzy różnym osobom to te 40 osób wróci do ciebie i da tobie takze 40 komentów
  • Dobra Cobra
  • 12/08/2019 18:38
  • Najprostsza rzecz to załatwić sobie klakierów ;)
Ostatnio widziani
Gości online:11
Najnowszy:4oliviac142eg2
Wspierają nas