Requiem - JoannaP
Proza » Inne » Requiem
A A A
23. 10. 2054

Na strychu jest teraz wyjątkowo zimno. Dni coraz krótsze, coraz bardziej ponure, choć słońce jeszcze walczy z jesienną szarością. Noce coraz dłuższe i coraz ciemniejsze. Nic się człowiekowi nie chce, a tu od coraz więcej dzieci w izbie chorych. Nic poważnego, zwykłe o tej porze roku przeziębienia, angina, parę przypadków grypy. Cały dzień mierzyłam gorączkę, podawałam lekarstwa i jestem wykończona, ledwo się trzymam na nogach. Dobrze, że jest ten strych, że nikt tu nie zagląda, mam trochę spokoju, mogę posiedzieć, pomyśleć albo pogapić się bezmyślnie przez okno, popatrzeć na zachodzące słońce, na kawki wracające całą chmarą do gniazd na tych wysokich dębach w lasku za Instytutem. Mogę poszperać w nikomu już nie potrzebnych rupieciach, w większości są to same śmieci, ale czasem trafiam na coś interesującego, jak ta fotografia, którą wygrzebałam w maju. Jest na niej grupa ludzi: dwoje dorosłych, trzy małe dziewczynki i szary, zadowolony z życia kot. Za nimi widać fragment budynku – białego z czerwonym dachem, trawnik, drzewo. Nie mam pojęcia, skąd się to tutaj wzięło – takie zdjęcie w Instytucie!? Jest w nim coś takiego ciepłego, co przywodzi na myśl gorące bułeczki przed chwilą wyjęte z piekarnika, mleko, dzieciństwo, ale takie prawdziwe, beztroskie, bezpieczne, jak dawniej bywało. Przypomina mi się moja mama, choć słabo ją pamiętam, nie mogę sobie przypomnieć jej twarzy, tylko dotyk i głos i taki jakiś przyjemny zapach. To było tak dawno temu…
Spojrzałam na zegarek i stwierdziłam, że już 22! Późno. Zaraz trzeba iść spać, Przełożona nie lubi, gdy kładziemy się późno, chyba, że ktoś ma nocny dyżur. Mój przypada pojutrze. Nie lubię nocnych dyżurów, w nocy wolę spać, nie widzieć nic, nie myśleć. W dzień to co innego, kiedy świeci słońce, świat wydaje się bezpieczniejszy. No, dość już tego pisania! Pora spać, oczy same mi się zamykają.

24. 10. 2054

Cóż za okropny dzień! Od rana pada, zimno, rano nie miałam zbyt wielkiej ochoty, żeby wstać, ale jak trzeba, to trzeba. W dodatku połowa Instytut przeziębiona, chorzy opiekunowie nie są wcale łatwiejszymi pacjentami niż ich podopieczni.
Chyba położę się wcześniej spać, muszę wypocząć przed nocnym dyżurem.



25. 10. 2054

Nocny dyżur już za mną. Nie miałam wiele pracy, właściwie całą noc przesiedziałam przy jednej dziewczynce, małej Agnieszce, którą chłopcy zrzucili ze schodów. Na szczęście poza skręconą kostką nic jej nie jest. Biedne dziecko. Jest taka inna od reszty dzieci, taka cicha i bezbronna. Ma dziesięć lat a wygląda na osiem, zawsze sprawia takie wrażenie, jakby się czegoś bała. Inne dzieciaki, większe od niej i silniejsze ciągle jej dokuczają, popychają, wyśmiewają, a ona nigdy się nie skarży, tylko czasem popłakuje w samotności. Przełożona uważa, że należy przedstawić jej sprawę Komisji ds. Właściwego Rozwoju. Jeżeli Komisja uzna Agnieszkę za nieprzystosowaną społecznie, a na to się zanosi, małej grozi operacja. Nikt nie może odbiegać od normy.
To takie interesujące dziecko! Dzisiaj długo nie mogła zasnąć, rozmawiała więc ze mną. Jakie dziwne pytania mi zadawała: ,, Siostro Anno, dlaczego noc jest taka ciemna? Dlaczego wiatr jest dzisiaj taki smutny? Chciałabym być wiatrem i odlecieć stąd daleko, daleko. Dlaczego ja nie jestem jak inne dzieci i nie potrafię się śmiać?”
Co będzie, kiedy ją zoperują?

26.10.2054

Boli mnie dzisiaj głowa. Czuję się stara i zmęczona. A przecież mam dopiero trzydzieści pięć lat! Za wcześnie, by mieć poczucie, że życie się skończyło, że nie mogę się już niczego spodziewać, tylko czekać. Komisja zbierze się jutro. Decyzje podejmie prawdopodobnie po dwóch, trzech dniach obrad. Mało prawdopodobne, żeby Agnieszka uniknęła losu innych nieprzystosowanych dzieci. A jest ich wiele. Trafiają tu do nas maluchy w wieku pięciu lat, by mogły zostać odpowiednio ukształtowane przez Instytut. Wszelkie problemy emocjonalne zwalczane są podczas cotygodniowej obowiązkowej sesji terapeutycznej. Czasem jednak terapia nie skutkuje i wtedy Komisja podejmuje decyzję o operacji.

27.10.2054

Jest cichy, pogodny wieczór. Cały dzień był wyjątkowo ciepły. Po pracy postanowiłam pójść na spacer. Kiedy przechodziłam przez dziedziniec, zobaczyłam, że wśród zeschłych liści coś się porusza. Przyjrzałam się i stwierdziłam, że to motyl. Mały kolorowy motylek z podziwu godną wytrwałością szedł przed siebie, ku krańcowi dziedzińca. Skrzydełka miał złożone, nie mógł latać. Przypominał rannego żołnierza usiłującego wydostać się z pola bitwy. Był taki mały i bezbronny, a jednocześnie tak niesamowicie silny, bo nie poddał się walczył. Skąd tak wielka wola życia w tak delikatnej istocie? I skąd się tu wziął ten motyl o tej porze roku, w czasie ze wszech miar dla niego nieodpowiednim? Zrobiło mi się go żal. I samej siebie. I nas wszystkich. Nagle na dziedziniec wybiegł mały chłopiec i rozdeptał motyla. Usłyszałam krzyki. Pobiegłam w tamtą stronę, pomyślałam, że coś musiało się stać. Zobaczyłam wianuszek dzieci, a w środku wystraszoną Agnieszkę. Przypominała tego motyla – dzielna, ale bez szans wobec siły potężniejszej od niej. Dziecięce twarzyczki wykrzywione nienawiścią otaczały ją ze wszystkich stron. Przecisnęłam się jakoś do dziewczynki, wzięłam ją za rękę i zabrałam stamtąd. Zaskoczone dzieci nie zareagowały.
Poszłyśmy do parku. Agnieszka szła obok mnie zamyślona, ze spuszczoną głową. Nagle podniosła głowę a na jej twarzy rozkwitł łagodny uśmiech. Pomyślałam, że ten uśmiech jest jak przebiśnieg: przebił się przez smutek, jak przebiśnieg przez warstwę śniegu na wiosnę. Wszystko ją zachwycało: szelest suchych liści, szum wiatru w gałęziach. Jej nastrój udzielił się i mnie. Biegałyśmy po parku jak zwariowane, wszystko było gdzieś daleko, liczyły się tylko słońce, wiatr i my. Świat nie istniał. Czułyśmy, że możemy żyć wiecznie i nigdy nie umrzemy. Niestety, wkrótce trzeba było wracać.

28.10.2054

Kiedy wstałam dziś rano, dowiedziałam się, że dziś w nocy przeprowadzono operację Agnieszki. Po południu poszłam ją odwiedzić. Leżała na łóżku w sterylnie czystej szpitalnej sali. Spojrzała na mnie. Jej twarz wykrzywił jakiś złośliwy szyderczy grymas. Patrzyłyśmy na siebie przez chwilę. Potem odwróciłam się i odeszłam.


Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
JoannaP · dnia 06.09.2012 07:54 · Czytań: 554 · Średnia ocena: 3 · Komentarzy: 5
Komentarze
mike17 dnia 06.09.2012 15:52
Poruszająca historia, Joanno...
Bardzo prawdziwie i wiarygodnie brzmiąca - czuć wszystkie te stany emocjonalne i uczucia, o których piszesz.
Wzrusza smutny los Agnieszki.

Podobało mi się.
Pozdrawiam.
Naja dnia 06.09.2012 20:00
Wspaniały i jednocześnie przerażający tekst, bardzo mnie poruszył-
wyobraziłam sobie życie w świecie, jaki przedstawiasz. Smutny to świat,
ale warto czytać i pomyśleć.
Pozdrawiam.
JaneE dnia 07.09.2012 10:10
Przerażające i smutne.
Świat bez emocji bez uczuć.

Bardzo dobrze napisane. Przeczytałam jednym tchem i chciałabym czytać dalej.

Pozdrawiam
MimiBasia dnia 09.09.2012 19:10
Poruszająca, smutna historia. Podoba mi się zdanie: „Nikt nie może odbiegać od normy”, które jest bardzo... prawdziwe. Ale mam drobne uwagi. :p


Nic się człowiekowi nie chce, a tu od (bez „od”) coraz więcej dzieci w izbie chorych.

Mogę poszperać w nikomu już nie potrzebnych (pisze się razem) rupieciach (...)

W dodatku połowa Instytut („Instytutu”) przeziębiona (...)

Ma dziesięć lat (przecinek) a wygląda na osiem, zawsze sprawia takie wrażenie, jakby się czegoś bała. Inne dzieciaki, większe od niej i silniejsze (przecinek) ciągle jej dokuczają, popychają (...)

A przecież mam dopiero trzydzieści pięć lat! Za wcześnie, by mieć poczucie, że życie się skończyło, że nie mogę się już niczego spodziewać, tylko czekać.

Mały (przecinek) kolorowy motylek z podziwu godną wytrwałością szedł przed siebie, ku krańcowi dziedzińca.

Był taki mały i bezbronny, a jednocześnie tak niesamowicie silny, bo nie poddał się (tu by warto dać kropkę i nowe zdanie) walczył.

Nagle podniosła głowę (przecinek) a na jej twarzy rozkwitł łagodny uśmiech.

Kiedy wstałam dziś rano, dowiedziałam się, że dziś w nocy przeprowadzono operację Agnieszki.

Jej twarz wykrzywił jakiś złośliwy (przecinek) szyderczy grymas.
Usunięty dnia 05.02.2013 10:36 Ocena: Dobre
Zgadzam się z Przemówczynią - po "wyczyszczeniu" tekst ożyje! ;)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
d.urbanska
20/04/2019 14:56
Cytat"Pod stopami kilometry kanałów ściekowych" -… »
Miladora
20/04/2019 13:47
A mnie brakuje tego zakończenia. :) Tak ładnie… »
Marek Adam Grabowski
20/04/2019 11:19
Ile komentarzy łał! B) Opowiadanie ma piękny klimat;… »
Marek Adam Grabowski
20/04/2019 10:02
Antonii rozumiesz Idealnie. Al-Szamanka może powinienem… »
Graiel
20/04/2019 00:44
Coś co przyciąga... jak ten Twój wiersz :) cieszę się, że go… »
AntoniGrycuk
19/04/2019 21:24
Przykro mi, że się wtrącam, ale dla mnie kluczowe w tym… »
al-szamanka
19/04/2019 21:18
W takim razie zbyt mało o tej nadziei napisałeś, raczej… »
Marek Adam Grabowski
19/04/2019 21:13
Przykro mi, że nie w pełni ciebie zadowoliłem. Zaznaczę… »
al-szamanka
19/04/2019 21:06
Zaczęło się bardzo ciekawie. Szczególnie, że uwielbiam… »
JOLA S.
19/04/2019 17:25
Draconie, tak, nostalgiczne teksty to chyba moja bajka.… »
mike17
19/04/2019 16:52
Yaro, Ty piszesz zupełnie jak ja :) Coś niebywałego.… »
Darcon
19/04/2019 16:42
Podobało mi się. Umiejętnie poprowadzona krótka,… »
Marek Adam Grabowski
19/04/2019 16:20
Chymm, samemu od pewnego czasu mierzę się z chęcią… »
allaska
19/04/2019 16:05
Berele, bardzo Ci dziękuję za ciepłe słowa:) pisałam ten… »
Gabriel Dobosz
19/04/2019 14:17
Graiel, co do losu dziewczyny, to nie miałbym większych… »
ShoutBox
  • leskos
  • 18/04/2019 09:25
  • Dzień dobry
  • mike17
  • 17/04/2019 22:06
  • A tu utwory, na które możecie głosować : [link]
  • mike17
  • 17/04/2019 22:04
  • Zapraszam serdecznie do oddania swoich głosów na naszych artystów w MUZO WENACH 7, nie jest ich zbyt wielu, ale może właśnie dlatego zbiorą maksimum głosów. Czytajcie i głosujcie :)
  • StalowyKruk
  • 17/04/2019 12:13
  • A ja myślałem, że wy to tak pod wpływem natchnienia w chwilę piszecie :)
  • allaska
  • 17/04/2019 12:11
  • Pocienglu gdybyś się nie spieszył twoj wiersz o sledziach trafilby na półkę gorna za szybko publikujesz, prawdziwa poezja zaczyna się od szlifowania, ja Ci to mówię, co się ciągle poprawia:)
  • Gramofon
  • 16/04/2019 18:21
  • metallica w majtki sika!
  • Dobra Cobra
  • 16/04/2019 08:21
  • Piękny artykuł o kulisach powstania Żywota Briana, The filmu Monty Pythonów: [link]
Ostatnio widziani
Gości online:15
Najnowszy:agyjiwupy
Wspierają nas