Mapa na piasku - część szósta - Wiktor Orzel
Proza » Inne » Mapa na piasku - część szósta
A A A
Przeczytaj poprzednią część

Wiem, że zabrzmi to patetycznie z ust dziewiętnastolatka, ale jak zobaczyłem Michę i Grubego, to poczułem się jak „za starych dobrych lat”. Ćmiliśmy fajki pod pomnikiem tego, który zastał Polskę drewnianą, a pozostawił murowaną. Mało kto jednak pamięta, że oprócz cegły Kazek zostawił po sobie sporo nieślubnych dzieci. W każdym razie liczyliśmy nasze fundusze i planowaliśmy atrakcje na ten wieczór. W sumie uzbierało się prawie dwieście złotych. I to był pierwszy powód żeby się tej nocy zacząć poważnie obawiać. Takie kwoty, jak na bocheńskie warunki, przy trzech osobach, gwarantowały aż za wiele. Moje wątpliwości nie trwały jednak zbyt długo. Bywa tak, że jak poczujesz to powietrze, gdy słońce już zachodzi, poczujesz ten przyjemny, letni chłód, zobaczysz znajome twarze i w dodatku zdasz sobie sprawę z tego, że możesz ich długo z powrotem nie zobaczyć, to wtedy cały racjonalizm ląduje w koszu. Liczy się chwila, ta noc, teraz! Postanowiliśmy symbolicznie „zatknąć flagę” na możliwie każdej kultowej miejscówce, gdzie lubiliśmy popijać, i z którą wiązały się jakieś ciekawe historie. Takie przynajmniej były założenia. Zaczęliśmy od Skweru. Był to mały park naprzeciwko bocheńskiego liceum. Co prawda uwielbiała tutaj przyjeżdżać straż miejska i policja, ale miejsce było dobrze oświetlone, plus ławki, także pełen komfort. Zaczęło się. Pierwsza flaszka otwarta.
– I co ty Gruby będziesz robił w tym Olsztynie? – zapytał Micha.
– Będę pływał i szukał potwora z Loch Ness! – uśmiechnął się szeroko.
– Przecież jak on tam wskoczy, to cała woda wypłynie! – wtrąciłem swoje trzy grosze.
Parsknęliśmy donośnym śmiechem. Micha polewał bardzo szybko, następna kolejka już czekała.
– Gdzie ty się tak z tą wódką śpieszysz Micha? – spytałem.
– Do planu atrakcji na dzisiejszą noc wpisałem coś ekstra. Ale o tym dopiero jak wypijemy. Na trzeźwo nic z tego.
– No weź powiedz! – rozochocił się Gruby.
– Pij, a nie jak baba mi tu będziesz jęczał – stanowcza zganił go Micha. Piliśmy. Alkohol zaczął działać. Gruby z Marcinem podeszli pod drzwi ogólniaka.
– Patrz, kamera tam jest – powiedział cicho Gruby, imitując podejrzliwy głos detektywa.
– Przestawmy ją, bo się na nas patrzy! – odparł Micha, rozglądając się bacznie jak schizofrenik.
Gruby podsadził Marcina, a ten szybko zaczepił się o fragmenty elewacji. Sprawnie wygramolił się na tyle wysoko, że mógł swobodnie operować okiem wielkiego brata. Przekręcił urządzenie o dziewięćdziesiąt stopni w dół, tak żeby nie obejmowało nic więcej, oprócz kawałka ziemi, zaraz pod drzwiami.
– Misja wykonana – powiedział Gruby i zasalutował energicznie w moim kierunku.
Pierwsza siódemka poszła. Nie byliśmy jakimiś alkoholikami, czy coś, więc wódka robiła swoje. W końcu Micha zdecydował się zdradzić szczegóły tajnego planu.
– Bo wiecie, tutaj na Mikołaja remontują wieżę kościelną. Jest ciemno, prawie północ, ja bym z chęcią zobaczył Bochnie z takiego punktu widokowego i wypił tam piwko.
– Jesteśmy podpici. Jak się komuś coś stanie, to co wtedy? – zapytałem.
– Ja nikogo nie zmuszam – obruszył się Micha – Nie, to nie. Wyjdę sam!
– No dobra – Gruby szturchnął mnie pod żebra – przecież to rusztowanie, z tego co pamiętam wygląda całkiem solidnie. Nic się nie stanie.

Pusto i cicho. Żywej duszy w pobliżu kościoła. Była to potężna gotycka budowla z elementami barokowymi. Obok znajdowała się zabytkowa dzwonnica, ale ona nas nie interesowała. Micha szybko wspiął się po metalowej siatce, która miała odgradzać teren budowy od nieproszonych gości. Teraz już stał na rusztowaniu i czekał. Musiałem Grubemu trochę pomóc, ale w końcu się udało. Teraz pięliśmy się w górę po rusztowaniu, które układało się w kształt spirali. Wystarczył jeden nieuważny krok, i można było wypaść za burtę. O ile zewnętrzna część konstrukcji była solidnie zabezpieczona, to od wewnątrz, od strony wieży, jeden błąd mógł kosztować życie. W końcu się udało. Podczas naszej wspinaczkowej wędrówki nikt nie ważył się odezwać nawet słowem. Byliśmy za bardzo podnieceni. Przed nami piękny widok. Oświetlone ulice Bochni z tej perspektywy idealnie uwidoczniały górzysty charakter miasta. Na rynku rozłożone parasolki, nieliczni przechodnie zmierzający w różnych kierunkach i ten symbol, czyli Kazimierz Wielki, dumnie stojący w centrum miasta. Nasz mały świat z tej perspektywy wydawał się jeszcze mniejszy. Odległości, które codziennie pokonywaliśmy w różnych celach z niemałym wysiłkiem, teraz wydawały się niedorzecznie błahe. Była ciepła, sierpniowa noc, mieliśmy alkohol, papierosy i brak jakichkolwiek zobowiązań względem jutra.
– Gruby weź wyciągnij piwo z plecaka – powiedział Micha.
Otworzyliśmy butelki, a ja w międzyczasie poczęstowałem papierosem. Mało jest chwil, które pamięta się całe życie, ale teraz akurat wiedziałem, że kiedyś, jak moje dzieci podrosną na tyle, że ich ta historia nie zgorszy, to im o tym opowiem.
– Szkoda mi Adriana. Gdyby nie ten głupi wypadek, byłby teraz z nami – powiedziałem.
– Sorry Aleks, ale ty jesteś chyba ostatnią osobą, która powinna się udzielać w tym temacie. Miałem tego nikomu nie mówić, bo i po co rozdrapywać świeże rany. Ale pewnie się prędko nie zobaczymy, a dobrze by było, żeby się ta atmosfera jakoś oczyściła zanim się rozjedziemy po świecie. Wtedy, Adrian, widział jak się kochałeś z Ewką. Wypadł jak oparzony z tamtego pokoju, nie wiem czy Ewka go wtedy zauważyła czy nie, ale wnioskuję, że ty na pewno nie. Ja wyszedłem z kuchni i tylko mi mignął przed oczami, jak zbiegał ze schodów. Wyglądał tragicznie. Nie dogoniłem go, nie zdążyłem, dalszy ciąg już znacie.
Dopiłem szybko swoje piwo i wyciągnąłem następne.
– Mam was przeprosić? Mam iść do rodziców Adriana i powiedzieć, że to przeze mnie ich syn zginął? Czego ode mnie oczekujecie?
– Wyluzuj. Czasami nie mamy wpływu na to, co się dzieje. Teraz możemy tylko wypić zdrowie za Adriana. Zresztą jak ktoś miałby kogoś przepraszać to Ewka. Ona ma coś z głową, z jednym idzie do łóżka, drugiego trzyma za rękę, a trzeciemu wyznaje miłość.
Stuknęliśmy się butelkami i popatrzyliśmy w gwiazdy. Nie wiem czy niebo istnieje, ale bardzo bym chciał jeszcze Adriana kiedyś spotkać i mu kilka rzeczy wyjaśnić.
– Jedno życzenie – powiedział Gruby na głos. – Ty zaczynasz Micha.
– Chcę być nieśmiertelny.
– Twoja kolej Aleks.
– Ok. Niech będzie. Chcę być skurwysynem i się niczym w życiu nie przejmować.
– Jakieś takie rozbudowane masz to życzenie – skwitował Gruby.
– Bo ja złożony chłopak jestem!
Micha zaczął się śmiać.
– To akurat prawda, lubisz komplikować!
– Teraz twoja kolej Grubasie! – powiedziałem.
– Chciałbym za kilka lat spotkać się w tym samym gronie.

Jakoś tak się złożyło, że potem Gruby wyciągnął kolejną flaszkę. A gdy kończyliśmy pić, jednomyślnie stwierdziliśmy, że schodzenie z wieży w tym wstanie to samobójstwo. Postanowiliśmy przeczekać kryzysowy moment. Wyznaczaliśmy warty. Dwie osoby miały spać, jedna miała odmierzać półgodzinne cykle, po których następowała wymiana nieszczęśnika. System wydawał się sprawdzać, ale do czasu…
Biiiiiiim – baaaaaam, Biiiiiiiim – baaaaaaam.

Uwierzcie mi. Nie chcielibyście zostać obudzeni na kacu dzwonami wzywającymi wiernych do przyjścia na mszę. Do tego doszła świadomość, że przecież jest już jasno, musimy stąd jakoś zejść, najlepiej niezauważeni. Jak się domyślacie nie musiałem budzić swoich kompanów. Kościelna orkiestra zrobiła to za mnie.
– No to zajeeeeebiście! – krzyknął Micha.
– Weź się zamknij – uciszył go Gruby. – Pozbierajmy te butelki i się zmywamy.
Skradaliśmy się jak złodzieje, którzy przypadkiem chcieli obrabować komisariat policji.
– Ludzie idą na mszę – syknął Micha – musimy jeszcze chwilę przeczekać.
Gruby specjalnie się powagą sytuacji nie przejmując, zapalił papierosa. Micha chciał coś powiedzieć, ale gdy winowajca podetknął mu pod nos świeżą ramę Marlboro, Micha tylko w milczeniu wziął fajkę. Siedzieliśmy sobie tak na tym rusztowaniu i czekaliśmy. W końcu nabożeństwo się zaczęło a my przystąpiliśmy do szturmu na ogrodzenie. Trzeba było zrobić to jednocześnie, bo na ulicy zaczęło przybywać samochodów i ludzi. Nie mieliśmy czasu na subtelne, pojedyncze przeskakiwanie siatki. Ktoś się na nas dziwnie popatrzył, ktoś tam krzyknął, ale udało nam się całkiem zgrabnie pokonać ostatnią przeszkodę i puścić się biegiem w kierunku dworca kolejowego. Nie przebiegliśmy może dwustu metrów, jak cała ta ucieczka wydała nam się trochę bezsensowna. Bo i niby przed kim mamy uciekać? Przed księdzem?
Byliśmy już pod domem Michy. Już mieliśmy się pożegnać, gdy nagle ten stanął jak wryty. Przerażony powoli wskazał palcem gdzieś na prawo.
– Patrzcie tam…, patrzcie!

Przeczytaj ostatnią część
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Wiktor Orzel · dnia 12.09.2012 21:55 · Czytań: 1222 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 4
Komentarze
zajacanka dnia 12.09.2012 23:26
Bywa tak, że jak poczujesz to powietrze, - tak, to -obydwa do kosza
także pełen komfort - tutaj także inaczej napisałabym: tak, że pełen komfort
Przestawmy ją, bo się na nas patrzy!- się do kosza
Sprawnie wygramolił się na tyle wysoko - raczej wgramolił. Wygramolić się można z czegoś, z dna; wspinać - to raczej wgramolić
Gruby specjalnie się powagą sytuacji nie przejmując, zapalił papierosa - szyk, przecinek. Gdzie indziej też...

.Pierwsza siódemka poszła. - nie łapię
ja bym z chęcią zobaczył Bochnie - Bochnię
Teraz już stał na...
Teraz pięliśmy się ... - opowiadasz w czasie przeszłym, więc skąd TERAZ?

Lżej niż w poprzednich częściach, Ewka jednak ciągle w tle, i te widoki...
Jest dobrze.
Elatha dnia 18.09.2012 10:45
Spokojniejsza część, ale równie ciekawa jak poprzednie. I znów zakończyłeś w takim momencie, po którym zostaje tylko dumanie nad dalszą akcją ;). Podobało mi się :).
Wiktor Orzel dnia 24.09.2012 12:03
Zapraszam do ostatniej części :D
Wasinka dnia 24.09.2012 19:22
Heh, niby Ewki nie ma, a ciągle jest... Z różnej strony "obrabiana", że tak to ujmę. Obraz całkowity się wyłania, skacząc po zdawkowych napomknieniach. Nawet dobry zabieg. Ciekawe, czego brakuje do pełni...
Co nieco do poprawienia (literówki, przecinki, szyk czasem, zaimki wraz ze zwrotnym można niekiedy trochę poobcinać).

Pozdrawiam wieczorowo.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Tymczasem1972
17/01/2019 10:45
Dziękuję za komentarze. Tak tematyka smutna i ciągle… »
wiojaw
17/01/2019 10:31
Padłam, leżem i kwiczem :D Aleś pojechaał! Rozumiem,… »
Wiktor Mazurkiewicz
17/01/2019 09:52
Vanillivi Tym razem nie zgadzam się z Tobą ABSOLUTNIE, może… »
wiojaw
17/01/2019 09:16
Dzięki Blanche. Coś z człowieka ma, zapewniam. Jeśli najdzie… »
wiojaw
17/01/2019 09:10
A mnie kojarzy się ostatni czas wydarzeń. Gdzie właśnie… »
Blanche
17/01/2019 07:52
Nie wiem dlaczego, ale na myśl przychodzi mi tu przysłowie -… »
Blanche
17/01/2019 07:50
Wiersz do bardzo głębokiego przemyślenia. Nie wiem czemu ta… »
Blanche
17/01/2019 07:48
Czasami trzeba sobie pomóc, uruchomić własne ja, nie czekać… »
Blanche
17/01/2019 07:46
Jak na wiersz, to trochę skąpy, ale... Temat młodości i… »
Blanche
17/01/2019 07:45
Stanowczo za mało, chce się więcej. Obraz namalowany jak… »
Blanche
17/01/2019 07:43
Tak, zgadzam się. Czegoś mi tutaj brakuje. Może faktycznie… »
Blanche
17/01/2019 07:05
Dziękuję za pozytywny odbiór :) »
Vanillivi
17/01/2019 06:16
Niestety nie mogę się zgodzić, że wiersz jest dopracowany.… »
mike17
16/01/2019 22:36
Nie lubię takich wierszy, gdzie Wiara jest jak pośmiewisko.… »
Hubert Z
16/01/2019 22:00
Yaro Zgadzam się z Czarną. Masz pomysł ale brakuje trochę… »
ShoutBox
  • Ananke
  • 15/01/2019 23:26
  • oby ten konsensus wychodził zawsze, wszędzie i wszystkim.
  • mike17
  • 15/01/2019 23:24
  • Miło mi się z Tobą rozmawiało, Ananke, ale łóżko mnie wzywa - na dziś chyba starczy. Życzę Ci kolorowych snów i jak zwykle cieszę się, że udało się nam dojść do konsensusu :) Dobranoc.
  • Ananke
  • 15/01/2019 23:22
  • znam i lubię :)
  • Niczyja
  • 15/01/2019 23:19
  • Nic lepiej nie pasuje do tej śnieżnej ciszy... [link]
  • Ananke
  • 15/01/2019 23:18
  • właśnie, plusy i minusy. Żeby je dostrzec, trzeba mieć jakąś wiedzę, warsztat, doświadczenie i CZAS. O tym nie mówiliśmy, trzeba poświęcić trochę czasu, żeby powstał rzeczowy komentarz
  • mike17
  • 15/01/2019 23:15
  • Absolutnie masz rację. Chwalić grafomanów nie wolno, ale tym tuzom też słodzić nie powinno się. Dobrze wytknąć plusy i minusy. ale czasem krytyka musi być jak i euforyczne pochwalenie :)
  • Ananke
  • 15/01/2019 23:11
  • czasem można kogoś niesłusznie wpędzić w poczucie, że nie jest nic wart, a z drugiej strony pisać pochwalne peany pod bohomazami
  • Ananke
  • 15/01/2019 23:09
  • Mike - czy oby na pewno wszystkiego ? czy jakaś część komentatorów nie jest nazbyt złośliwa? niekompetentna? z drugiej strony nazbyt pochlebna ? bezkrytyczna ?
  • mike17
  • 15/01/2019 23:06
  • Na portalu można dowiedzieć się wszystkiego o swoim pisaniu. Komentatorzy zawsze się znajdą. A ci w realu mają wieczorki literackie, gdzie raczej tłumy nie walą, są to imprezy niszowe.
  • Ananke
  • 15/01/2019 23:01
  • prawie każdy tego chce. Tak uważam. Jak ludzie wydają na papierze swoje utwory, mają ograniczoną możliwość interakcji z Czytelnikiem.
Ostatnio widziani
Gości online:14
Najnowszy:ycedy
Wspierają nas