Mapa na piasku (zakończenie) - Wiktor Orzel
Proza » Inne » Mapa na piasku (zakończenie)
A A A
Przeczytaj poprzednią część

Obok starej kamienicy, w której kiedyś mieszkali kolejarze, a teraz między innymi mieszkał Marcin, na dużym, rozłożystym dębię chybotał się na wietrze wisielec. Nie miał butów, jego sina twarz była nienaturalnie wykrzywiona. Gruby ledwo powstrzymał wymioty, a ja poczułem jak powoli zapadam się pod ziemię. Znałem go. Przecież to był ojciec Ewy! Ten sam płaszcz, okulary… Poczułem jak świat zaczyna mi wirować przed oczami, zachwiałem się lekko. Światło zgasło.


***

Ocknąłem się. Chciałem momentalnie wstać, ale ktoś mnie powstrzymał.

– Już w porządku – usłyszałem ciepły, troskliwy głos. Po chwili rozpoznałem matkę. Siedziała obok, na tandetnym, szpitalnym krześle. Poczułem ten nieprzyjemny zapach, jaki towarzyszy tego typu miejscom. Swąd cholernej sterylności.
– Pewnie wyjdziesz jeszcze dzisiaj. Zemdlałeś. Po południu ma przyjść do ciebie policjant, zada pewnie kilka pytań w sprawie tego biednego człowieka… A teraz odpoczywaj. Tutaj masz mandarynki, kanapki i twoje ulubione pepsi.

Podziękowałem i uśmiechnąłem się krzywo. Na pewno robili mi badania na trzeźwość. W domu zapewne usłyszę kazanie o szkodliwości alkoholu i tym podobne. Mama zakomunikowała mi, że przyjedzie po mnie jak tylko zadzwonią do niej ze szpitala. Teraz musi wracać do pracy. Leżałem otępiały, z bolącą głową i wpatrywałem się bezmyślnie w telewizor. Nadawali jakiś tandetny program o psie, którego podobno udało się zahibernować i wybudzić. Pies nazywał się Danny, Danny the Dog. Nie wiem ile czasu upłynęło, ale gdy zamierzałem się chwilę zdrzemnąć, do pokoju wszedł mundurowy. Zdjął czapkę, przedstawił się i zadał mi kilka standardowych pytań.

– Imię i nazwisko?
– Aleksander Krat.
– Co pan robił o siódmej nad ranem, na ulicy kolejowej, obok dworca?
– Poszedłem odprowadzić kolegę do domu.
– A co pan robił wcześniej?
– Byłem na imprezie.
– To się zgadza. Miał pan około promila alkoholu we krwi.
– To zakazane?
– Nieważne – policjant zapisał coś tam w notesiku i kontynuował zadawanie pytań. – Czy znał pan osobę, która popełniła samobójstwo?
– Tak. Rozmawiałem z nią kilka dni temu.
– Zna pan jego tożsamość?
– Tylko nazwisko. Prandecki.
– Czy podejrzewał pan wcześniej, że ta osoba mogła targnąć się na życie?

I tu nastąpiła konsternacja. Jeśli powiem, że tak, zaczną się schody. Nie mam zamiaru komplikować sobie sytuacji. Biedakowi życia i tak już nikt nie przywróci.

– Nie, nie miałem pojęcia – skłamałem.
– To dziwne, bo denat zostawił dla pana bardzo osobisty list, z którego może, aczkolwiek nie musi wynikać co innego. Skądinąd ciekawe ma pan znajomości.
Policjant wręczył mi list. Nałożył czapkę, chwilę się na mnie jeszcze badawczo patrzył i bez słowa wyszedł.

Długo zwlekałem z otworzeniem zmiętej koperty. Bałem się tego. W zasadzie list był już rozerwany, ale nie miałem nawet na tyle odwagi, żeby wysunąć skrawek papieru. Z opresji uratowali mnie koledzy.

– No jak tam twardzielu! Żyjesz, czy umarłeś!? – Micha wszedł i uśmiechnął się w ten charakterystyczny sposób, od którego wzięło się to chwalebne przezwisko. Jego uśmiech był tak szeroki, że z powodzeniem można było zatknąć na dołeczkach rumianych policzków bumerang.
– Aleks by nie przeżył? – Gruby usiadł obok łóżka. – No widzę, że mamusia cię już odwiedziła, mogę mandarynkę?
– A jedz, ja jakoś nie mam apetytu
– Coś taki markotny? Było minęło, wisielca już zdjęli. Dobrze, że jadę do Krakowa na te studia. Bałbym się teraz mieszkać na Kolejowej! Żeby pod moim oknem się wieszać?! – z niedowierzaniem kręcił głową Marcin.
– Przynieśliśmy jakiś film. Widzę, że dostałeś elegancki pokoiczek, jedyneczka. To sobie zrobimy seans. Gruby wyjął zza pazuchy „Mordercze Mokradła 5”. Micha zasunął firanki no i zaczęliśmy oglądać.
– Ty – przerwał ciszę Micha – myślisz, że jak sobie tutaj zajaram to nic się nie stanie?
– Też bym zapalił, ale raczej personel nie będzie tym zachwycony.
Micha poczęstował wszystkich, wyciągnął zapalniczkę, nachylił się, żeby przekazać ogień i w tym momencie zapaliło się światło. Pielęgniarka ledwo pohamowała śmiech. Musieliśmy wyglądać arcykomicznie. Wszyscy przygarbieni, z fają w gębie, co najmniej jak sklonowane gollumy z władcy pierścieni. I jeszcze w tle akurat leciała scena erotyczna, która w horrorach zdarza się raz na milion.

– No panowie, widzę, że ładnie sobie zagospodarowaliście przestrzeń i czas, ale pora się przewietrzyć. Wasz kolega jest wolny.


***

Siedziałem na balkonie. Był wieczór. Nawet jakoś palić mi się nie chciało. Wyciągnąłem nogi na leżaku i wpatrywałem się w gwieździste niebo. Przed chwilą widziałem spadającą gwiazdę i miałem kolejny powód, żeby odwlekać otwarcie koperty. Lubiłem zadzierać głowę do góry, zwłaszcza w nocy. Człowieka przepełnia wtedy dziwna ambiwalencja. Z jednej strony zachwyt, z drugiej porażające poniżenie. W końcu zdecydowałem się otworzyć list.

Do Aleksa,

pewnie jak czytasz te słowa, ja już sobie wesoło dyndam na wietrze, o przepraszam jestem w kostnicy. Właśnie kończę ostatnie wino, wiesz, musiałem się trochę znieczulić, bo trochę mi tego życia jednak szkoda. Chciałem żebyś ratował moją córkę! A ty co zrobiłeś? Gadam z tym ochroniarzem i on mi mówi, że widział moją żonę i córkę z tobołami na dworcu. To mu mówię, dowiedz się czegoś więcej. Nie dowiedział się. No to się odważyłem. Wiesz, nie chciałem mieć nic wspólnego z tą kobietą. A do córki i tak by mnie nie dopuścili. Nie płacę alimentów, formalnie nie istnieję. Ale myślę, pójdę. Nie byłem tam od kilku lat. A w zasadzie tylko to, że mogę być gdzieś blisko, że jednak chociaż w myślach mam do czego wracać, trzymało mnie jakoś przy tym nędznym życiu. Chciałem się chociaż dowiedzieć kiedy wrócą z wakacji czy gdzie tam pojechały. Wchodzę do bloku, a tam widzę wywieszkę, że do sprzedania mieszkanie. Dzwonie po sąsiadach, prawie nikt nie chciał mi otworzyć, ale w końcu jakaś starsza kobiecina się nade mną zlitowała. Powiedziała, że tamci państwo już wyjechali i to na stałe, do stanów i że na pewno nie wrócą. Rozumiesz to? Ja się zbierałem od dwóch lat, żeby tam wejść, mimo cholernego wstrętu, do mojej byłej żony, do tego bloku, domu… od jakiegoś czasu pracowałem w bibliotece na wsi, za jakieś tam grosze, porządkowałem, bibliotekarka nawet na jakiś czas pozwoliła mi mieszkać ze sobą, tylko miałem nie pić. Jak tylko zauważyła, że coś podpijam to wywalała mnie bezceremonialnie na zbity pysk. Chciałem jakoś stanąć na nogi i pokazać się w tym domu. Ale nie zdążyłem. Chociaż kto wie, może za słabo cię z tym wszystkim nakierowałem? Może ja za dużo wymagałem od ciebie, w końcu ile ty masz lat? Musisz wiedzieć, że Magda manipulowała Ewką od jakiegoś czasu. Chciałem, żeby poznała kogoś takiego jak ty, może mam coś z głową, lekarze na pewno by to potwierdzili, ale wiedziałem, że ty dałbyś radę się nią w pełni zaopiekować. W każdym razie, ja dużo rzeczy nie widziałem, albo nie chciałem widzieć. Wracałem do domu po ciężkiej pracy, sam rozumiesz. Potem byłem za granicą. Dopiero teraz, jak się na to patrzy to wszystkie elementy układanki zaczynają pasować. Magda była przedtem w związku z jakimś gościem, bogatym biznesmenem chyba. Możliwe, że byli zaręczeni, mnie to jakoś specjalnie nie interesowało, bo byłem autentycznie zakochany i powiedziałem Magdzie wprost, że jej przeszłość mnie nie interesuje, tylko to, co stworzymy razem się liczy. Chciałem jej i córce przychylić nieba, ale zawsze dostrzegałem u niej jakiś taki dystans. Wiesz niby, wszystko jest okej, ale gdzieś była blokada. No i o to się wszystko rozbija. Ona przecież jest chora psychicznie. Ubzdurała sobie, że jak ją zostawił ten bogacz, to odbije sobie na jakimś prostym chłopie, takim jak ja i w ten sposób wyrówna rachunki. Ewkę uczyła tego samego. Jak się w tym wszystkim połapałem było za późno. Raz tylko udało mi się wydusić od Ewy co nieco. Ale to była już klęska, nie ten czas. Wtedy przecież przepadła cała moja kasa, to znaczy dowiedziałem się, że nie mam domu, nie mam nic. Ta kobieta zatruła młodość tej biednej dziewczynie. Chciałem, żebyś ty do niej dotarł, żeby sama ci o tym opowiedziała, ale nie sądziłem, że Magda ma nią taki silny wpływ. W sumie kto inny mógł mieć na nią wpływ? Ale ja głupi jestem w tym wszystkim. Teraz jak wyjechali, to mi został tylko ten sznur. Przy okazji przysłużę się społeczeństwu, jednego darmozjada mniej. Trzymaj się.

Robert



***

Miałem jeszcze ten list. Nie wiem jak to nazwać, ale był czymś w rodzaju czarnego artefaktu. Toksyczny, niebezpieczny, ale, co jakiś czas go czytałem. Życie wtedy potoczyło się dalej. Powiedziałem sobie, że zamykam przeszłość, że owszem, bardzo lubię swoich znajomych, ale pora zacząć nowy etap. Studia skończyłem bez problemu, czasami nawet udało mi się porozmawiać przez Internet z Grubym czy Michą, wszystkim powodziło się całkiem dobrze.

Wsiadam w pociąg powrotny do Krakowa. Mam swoje małe mieszkanie, co prawda spłacam kredyt, ale zawód adwokata pozwala mi żyć w miarę dostatnio i specjalnie nie martwić się o jutro. Mimo to, mając już prawie trzydziestkę na karku coś we mnie pękło. Nagle znalazłem kilka urwanych notatek, ten list i cała przeszłość wracała jak niechciane echo. Chociaż część mnie, wtedy bezpowrotnie zniknęła, tak jakby wycięto mi jedną z nerek, to cały czas nerwowo jej szukałem, zdając sobie sprawę z irracjonalności i głupoty tego faktu.

Wtedy zaczęły się spotkania z moim terapeutą. Nazywał się Zbyszek. Śmieszne imię jak na psychologa, wyobrażacie sobie, „Cześć jestem Zbyszek, pomogę ci się pozbierać?”. Ale Zbyszek jest w porządku facet. Przychodzę do niego zawsze we czwartki, wtedy ma te swoje dyżury na Radziwiłłowskiej. Może to już jakiś rodzaj uzależnienia, w każdym razie w żadnych kartotekach moje nazwisko nie widnieje. Lubimy sobie ze Zbyszkiem najzwyczajniej w świecie porozmawiać, wbrew rozwścieczonym desperatkom, które z nerwów obgryzają paznokcie w poczekalni. To właśnie on mnie przekonał żebym wrócił do miasta, gdzie miesza się koszmar z idyllą. Powiedział mi, że według Junga, to właśnie tam znajduje się mój cień, który mnie prześladuje, ale, że Jung był idiotą, to nie żaden cień jest tylko po prostu przeszłość. Zbyszek uwielbiał mnie słuchać i zachęcił do tego, żebym to spisał. Kazał odkopać wszystkie moje pamiętniki, a to, czego nie zapisałem polecił dopisać, ale bez koloryzowania. Tak też zrobiłem. Przynajmniej się starałem. Teraz wracam z rękopisem i muszę go przeczytać, na głos.

Przyszedłem, przywitałem się. Zbyszek tradycyjnie wyłożył na stół popielniczkę.

– Napisałeś?
– Napisałem.
– No to czytaj.

Czytałem. Patrzyłem się cały czas w kartkę jak spłoszony i pokorny uczeń. Nie miałem odwagi zerkać na Zbycha. W końcu to był kawał mojej młodości, wzbogacony pikantnymi szczegółami, opisami, coś, czego dorośli ludzie na starość raczej się wstydzą, wymazują z pamięci, a jeśli nie wymazują, to na pewno nikomu nie opowiadają. Czułem się głupio, przerażająco infantylnie i miałem ochotę rzucić na stół te kartki. Przynajmniej teraz, zdawało mi się, że nic mnie nie gnębi, że to wszystko błahostka. Z niemałym trudem kontynuowałem. Mimo mojego monotonnego głosu, gdy skończyłem, zobaczyłem, że Zbychu trzyma w ręce tego papierosa i mu się zwęglił cały.

– Jakbyś miał na tyle odwagi i to wydał, mogłoby się to całkiem nieźle sprzedać.
– Nie wydam tego. Trochę głupio bym się czuł, gdy setki osób miałoby wgląd do całej mojej przeszłości, nie jestem ekshibicjonistą.
– Zawsze możesz wydać pod pseudonimem.
– To jest ta twoja profesjonalna rada?!
– Nie. Dobra skończmy ten wątek. Mówiłeś, że coś w tobie pękło. Dookoła mówią, że coś takiego jak miłość nie istnieje i tak dalej. Nauka też do tego ostrożnie podchodzi. Zwał to jak zwał, masz kompleks niezrealizowanego celu. Zamknąłeś kiedyś coś, czego tak naprawdę nigdy nie udało ci się ostatecznie domknąć. Mechanizm wyparcia działa długo, ale kiedyś odporność organizmu się kończy. Bardzo o to łatwo w czasie stagnacji, czyli jak się komuś powodzi, nie ma silnych bodźców zewnętrznych. Tobie się układa, przynajmniej materialnie niemal wzorowo; masz mieszkanie, masz pieniądze, niejeden by ci pozazdrościł. Ale człowiek zawsze sobie znajdzie coś, czego nie ma. Z jednej strony jest to piękne, w tej naszej egzystencji, że mamy marzenia, ale z drugiej, to może być przekleństwo. Ja to widzę tak. Mamy XXI wiek. Mamy Internet. Co ci szkodzi wstukać w wyszukiwarce imię i nazwisko Ewy? Spotkajcie się po latach, porozmawiajcie.
– I niby, co jej mam powiedzieć?
– Nie napiszę ci karteczki, jak mamusie piszą notatki dla swoich dzieci, gdy te idą na zakupy. Jesteś duży chłop, masz mózg, nie?
– Podobno – zaciągnąłem się głęboko papierosem.
– Innej drogi nie ma. Spotkaj się z nią, albo spotkajcie się wszyscy razem, ta wasza cała paczka. Przecież to widać, z tego, co pisałeś, mimo, że chciałeś to usilnie zakamuflować, że przecież, to było coś więcej niż jakaś zwykła, szkolna znajomość.


***

Jak każda historia, tak i ta ma swój koniec. Jej bieg będzie pewnie trwał, życie przecież zawsze toczy się dalej. Ta rozmowa, z terapeutą dużo mi dała. W końcu nadałem sobie jakiś cel, którego mi tak brakowało. Poruszyłem niebo i ziemię, żeby się dowiedzieć gdzie mogę znaleźć Ewę. Rozmawiałem z Grubym i Michą, wypiliśmy razem jak kiedyś, sporo wódki.

Wspólnie się udało. Nie wiedziałem, czego się spodziewać, ale takiego czarnego scenariusza nie napisałby chyba nawet Hitchcock. Przygoda Ewy w stanach trwała bardzo krótko. Okazało się, że Magda długo nie mogła znaleźć pracy, męża też nie udało się kasiastego znaleźć, żeby przetrwać za oceanem. W międzyczasie sprzedało się mieszkanie w Bochni, także jakiś kapitał rozruchowy na ponowne życie w Polsce był. Ale pewnego dnia Magda zniknęła, a Ewa została sama. Jakiś czas mieszkała w Gdańsku, chwytała się jakiejkolwiek pracy, żeby ją właściciel nie wyrzucił na bruk. Tyle, że długo tak nie pociągnęła. No wyobraźcie sobie, ojciec zostawił, powiesił się, nie wiem czy o tym wiedziała. Matka, zniknęła. Praktycznie żadnych znajomych, obce miasto, dziadkowie nie żyją, żadnego punktu zaczepienia, nic. No i Ewa wylądowała właśnie tutaj. W psychiatryku, nad morzem. Długo mi zajęło wydobycie jej kartoteki, ale pieniądze działają cuda. W skrócie rzecz ujmując, Ewka postradała zmysły i raczej nie było perspektyw na cudowne ozdrowienie. Przyjeżdżałem do niej regularnie, pozwalano nam chodzić na spacery. Ewa w ogóle się nie odzywała. Podobno, odkąd trafiła do zakładu nie wypowiedziała ani jednego słowa. Z ciała został wrak. Anorektyczna, przygarbiona postura, przerzedzone włosy. Ale ten błysk w oczach został. Ewa zawsze zatrzymywała się w tym samym miejscu, brała patyk i kreśliła inicjały na piasku. Nigdy jej w tym nie przeszkadzałem. Były to zawsze cztery litery: A,A,M,G. Jak się domyślacie, to inicjały „naszej paczki”. Aleks, Adrian, Micha, Gruby. Może kiedyś pozwolą mi przyprowadzić Grubego i Marcina. Może tym razem zdążę na czas…
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Wiktor Orzel · dnia 24.09.2012 01:01 · Czytań: 1174 · Średnia ocena: 4,5 · Komentarzy: 8
Komentarze
zajacanka dnia 24.09.2012 23:22
I w pizdu, i wylądował...
Jakbyś miał na tyle odwagi i to wydał, mogłoby się to całkiem nieźle sprzedać. - do tego zdania było dobrze. Żeby terapeuta sugerował publikację przeżyć? No, może, ale nie zabrzmiało to tu dobrze. Odechciało mni się czytania.
Końcówka też spalona, skrótowa, streszczeniowa. Nie kupuję, póki sie nie przyzwyczaję.
Póki co, tyle.
Ukłony.
Usunięty dnia 25.09.2012 00:19 Ocena: Świetne!
Czekałam na to zakończenie z niecierpliwością..Mnie ono bardzo się podoba od początku do końca.Uważam, że rada terapeuty jest całkiem na miejscu.Aby zacząć nowy rozdział w życiu należy zamknąć stare sprawy, bo one czasem niepotrzebnie się za nami wloką.Zakończenie też jest dobre, odpowiednie do całości.To, że Ewka coś jednak pamięta daje nadzieję, że może jeszcze być dobrze. Moim zdaniem zakończenie jest świetne. Całe opowiadanie jest bardzo dobre.Należysz do nielicznych osób, które potrafią dobrze pisać.Tylko piszesz za mało.:)
Pozdrawiam.
Wiktor Orzel dnia 25.09.2012 12:01
zajacanka

Cytat:
Żeby terapeuta sugerował publikację przeżyć?


Niestety nie wgryzłaś się w kontekst. Aleks wyraźnie zaznaczał, że Zbyszek nie jest szablonowym terapeutą i relacja pomiędzy nimi jest bardziej kumpelska niż na zasadzie pacjent - lekarz. Zresztą to bardziej był żart sytuacyjny mający na celu rozładowanie napięcia, w końcu Aleks streścił kawał swojego życia. Szkoda, że zakończenie nie przypadło Ci do gustu ;-)

anetka

Niestety, piszę na tyle na ile pozwala mi czas, wena i multum innych czynników. Ale jak to mówią, pisarz pisze, reszta znajduje wymówki. Myślę, że niedługo coś nowego się pojawi :smilewinkgrin:
zajacanka dnia 25.09.2012 22:35
Moze masz rację, wrócę.
Elatha dnia 26.09.2012 09:34 Ocena: Bardzo dobre
Podobało mi się. Czytając list Roberta nie byłam pewna jak dalej potoczy się historia. Nawet mi się wydawało, że to ojciec Ewki jest szalony, a następny akapit mógł sugerować szaleństwo Aleksa ;). Zaszalała ta moja wyobraźnia :D. Ostatni fragment wydaje mi się ciut rozwlekły, ale poza tym fajnie. Nie sądziłam, że Ewa trafi w takie miejsce. Wydawała się raczej silną osobą, najbardziej odporną, a tu psikus. Wszystkie części tworzą świetną całość. Gratuluję :).
Pozdrawiam :).
Wiktor Orzel dnia 26.09.2012 10:43
Dzięki za komentarz, cieszę się, że według Ciebie do końca udało mi się trzymać czytelnika w niepewności :)

Pozdrawiam! :)
Wasinka dnia 26.09.2012 22:01
Skrótowe zakończenie mnie nie zaskakuje; cały czas mamy tu do czynienia ze szkicem wydarzeń. Choć w zasadzie migawki niektóre bardzo dokładne...
Zajączek pisze o tym, że terapeutyczna podpowiedź co do wydania jest dziwna, natomiast dla mnie bardziej dziwna jest długa odpowiedź Aleksa. Ja bym się na jego miejscu tylko roześmiała (skoro, tak czy siak, miał to być żart).

Cytat:
I jeszcze w tle akurat leciała scena erotyczna, która w horrorach zdarza się raz na milion.

Naprawdę?

Ogólnie ciekawie to wszystko popodpinałeś, chociaż wyznania ojca Ewki nadal mnie nieco dziwią. Myślałam, że doprowadzą do jakichś jeszcze bardziej dramatycznych/mrocznych układanek (na zasadzie, że ktoś manipulował sytuacjami itd.).

Nie dziwi się natomiast, że Aleks nie mógł poradzić sobie z przeszłością. Wszak poczucie, że się kogoś zawiodło (i Ewkę, i jej ojca na przykład) musi dawać efekty. Wyrzuty sumienia...
Fajnie, że zostawiłeś czytelnika z nadzieją co do Ewy. Może jednak coś w niej drgnie z czasem...


Pozdrawiam księżycowo.
Wiktor Orzel dnia 27.09.2012 16:46
Faktycznie, można ten dialog z publikacją wspomnień inaczej zorganizować. Dziękuję serdecznie za wytrwałą lekturę i całościowe refleksje, które są dla mnie bardzo cenne.

Pozdrawiam!
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Tymczasem1972
17/01/2019 10:45
Dziękuję za komentarze. Tak tematyka smutna i ciągle… »
wiojaw
17/01/2019 10:31
Padłam, leżem i kwiczem :D Aleś pojechaał! Rozumiem,… »
Wiktor Mazurkiewicz
17/01/2019 09:52
Vanillivi Tym razem nie zgadzam się z Tobą ABSOLUTNIE, może… »
wiojaw
17/01/2019 09:16
Dzięki Blanche. Coś z człowieka ma, zapewniam. Jeśli najdzie… »
wiojaw
17/01/2019 09:10
A mnie kojarzy się ostatni czas wydarzeń. Gdzie właśnie… »
Blanche
17/01/2019 07:52
Nie wiem dlaczego, ale na myśl przychodzi mi tu przysłowie -… »
Blanche
17/01/2019 07:50
Wiersz do bardzo głębokiego przemyślenia. Nie wiem czemu ta… »
Blanche
17/01/2019 07:48
Czasami trzeba sobie pomóc, uruchomić własne ja, nie czekać… »
Blanche
17/01/2019 07:46
Jak na wiersz, to trochę skąpy, ale... Temat młodości i… »
Blanche
17/01/2019 07:45
Stanowczo za mało, chce się więcej. Obraz namalowany jak… »
Blanche
17/01/2019 07:43
Tak, zgadzam się. Czegoś mi tutaj brakuje. Może faktycznie… »
Blanche
17/01/2019 07:05
Dziękuję za pozytywny odbiór :) »
Vanillivi
17/01/2019 06:16
Niestety nie mogę się zgodzić, że wiersz jest dopracowany.… »
mike17
16/01/2019 22:36
Nie lubię takich wierszy, gdzie Wiara jest jak pośmiewisko.… »
Hubert Z
16/01/2019 22:00
Yaro Zgadzam się z Czarną. Masz pomysł ale brakuje trochę… »
ShoutBox
  • Ananke
  • 15/01/2019 23:26
  • oby ten konsensus wychodził zawsze, wszędzie i wszystkim.
  • mike17
  • 15/01/2019 23:24
  • Miło mi się z Tobą rozmawiało, Ananke, ale łóżko mnie wzywa - na dziś chyba starczy. Życzę Ci kolorowych snów i jak zwykle cieszę się, że udało się nam dojść do konsensusu :) Dobranoc.
  • Ananke
  • 15/01/2019 23:22
  • znam i lubię :)
  • Niczyja
  • 15/01/2019 23:19
  • Nic lepiej nie pasuje do tej śnieżnej ciszy... [link]
  • Ananke
  • 15/01/2019 23:18
  • właśnie, plusy i minusy. Żeby je dostrzec, trzeba mieć jakąś wiedzę, warsztat, doświadczenie i CZAS. O tym nie mówiliśmy, trzeba poświęcić trochę czasu, żeby powstał rzeczowy komentarz
  • mike17
  • 15/01/2019 23:15
  • Absolutnie masz rację. Chwalić grafomanów nie wolno, ale tym tuzom też słodzić nie powinno się. Dobrze wytknąć plusy i minusy. ale czasem krytyka musi być jak i euforyczne pochwalenie :)
  • Ananke
  • 15/01/2019 23:11
  • czasem można kogoś niesłusznie wpędzić w poczucie, że nie jest nic wart, a z drugiej strony pisać pochwalne peany pod bohomazami
  • Ananke
  • 15/01/2019 23:09
  • Mike - czy oby na pewno wszystkiego ? czy jakaś część komentatorów nie jest nazbyt złośliwa? niekompetentna? z drugiej strony nazbyt pochlebna ? bezkrytyczna ?
  • mike17
  • 15/01/2019 23:06
  • Na portalu można dowiedzieć się wszystkiego o swoim pisaniu. Komentatorzy zawsze się znajdą. A ci w realu mają wieczorki literackie, gdzie raczej tłumy nie walą, są to imprezy niszowe.
  • Ananke
  • 15/01/2019 23:01
  • prawie każdy tego chce. Tak uważam. Jak ludzie wydają na papierze swoje utwory, mają ograniczoną możliwość interakcji z Czytelnikiem.
Ostatnio widziani
Gości online:19
Najnowszy:ycedy
Wspierają nas