Lato z Moniką - mike17
Proza » Inne » Lato z Moniką
A A A
Od autora: Moja spowiedź życia.




Od dobrej wódki nie boli głowa
Z dobrą kobietą nie boli życie

(Marek Hłasko)




Poznano nas przypadkowo.
Dawno temu, lecz wciąż wydaje mi się, jakby to było wczoraj.
Moja koleżanka Anita, z którą znałem się od dzieciństwa i utrzymywałem ściśle przyjacielskie stosunki, przyprowadziła cię kiedyś do mojego letniego domu, w którym przeżyłem najpiękniejsze chwile mego życia i nadal tak jest.
W drzwiach ujrzałem wtedy młodą, piękną blondynkę, o czarującym uśmiechu.
Wiesz, nikt tak się do mnie nigdy nie uśmiechał.
Ty byłaś pierwsza.
Zrobiło mi się gorąco.
Był sierpień, skwarny i burzowy – wiatr był młody, a noc zielona.
Właśnie bezszelestnie zapadał wieczór.
Nic nie wskazywało na to, że będzie on inny, niż wszystkie dotychczasowe.
To nie musiało się wcale wydarzyć – życie jest przecież tak nieprzewidywalne i nieobliczalne, zwłaszcza w czasach młodości.
Mogłem wówczas być gdzie indziej, z kimś innym.
W jakimś dalekim, hałaśliwym mieście lub zapomnianej przez Boga i ludzi wsi, którą omijają łukiem wszystkie ptaki i inne stworzenia.
Mogłem być w ogóle innym człowiekiem.
Ale nie byłem – miałem zaledwie dziewiętnaście lat i wierzyłem w życie i przyszłość.
Jak w ciebie, Moniko…
Jak w ciebie, ślepo i mocno.
Bo moja wiara w ciebie narodziła się nagle i gwałtownie.

Pięknie koncertowała nam gdzieś nieopodal szalona orkiestra nawiedzonych świerszczy wśród gęstego, odurzającego zapachu maciejki.
W oddali grała na adapterze innego młodego człowieka winylowa płyta z gorącym, zmysłowym jazzem, który był zawsze znakiem firmowym Johna Coltrane’a, co czyniło ów niby zwykły koniec dnia początkiem czegoś nowego i być może magicznego.
Był sierpień, pora zabawy i prostego, człowieczego hedonizmu, który tak wszyscy szaleńczo kochamy.

Czas letni – summertime…
Czas opalonych, pięknych ciał, gorących wieczorów, zmysłowych nocy.
Czas beztroski i szalony – wiecie, o co mi chodzi, prawda?

Chwila, gdy rozkwita nagle namiętność i żyje się każdą bezcenną sekundą w obawie, że nic nigdy już się nie powtórzy…
Byłem młody – to spotyka każdego z nas, w różnych porach naszego życia.
Byłem naprawdę przystojnym chłopakiem, który bez wątpienia musiał podobać się płci pięknej, i cieszyłem się z tego jak małe dziecko, obdarowane niezwykłym prezentem w jakiś deszczowy, smętny czwartek, kiedy świat wirował dookoła w kolorze szarym.
To nie ja tak siebie widziałem, lecz wszystkie te zauroczone mną dziewczyny, z którymi dane mi było zawierać przelotne znajomości bez żadnego, głębszego znaczenia, które zapomina się po tygodniu, a których liczba zatrważająco rosła z każdym kolejnym dniem.
Nawet ich nie szukałem – same lgnęły do mnie jak ćmy do świecy.
Niewiele z nich miało wygląd zabójczej, zmysłowej Marilyn Monroe, lecz kiedy jest się młodym, nie ma się jeszcze zbyt wielkich wymagań – wystarczają przypadkowe namiastki. Takie małe oszustwo.
Teatr manekinów.
Jakiś czas zadowalałem się właśnie tym. To mi wystarczało. Wiedziałem, że tak ma być. Każdy to wiedział, kto choć raz w życiu był młody. Inni robili to samo, więc czemu ja miałem iść inną drogą? To byłoby błędem. Czymś nienaturalnym i karygodnym.
Miałem zatem swe prawa i bawiąc się nie szedłem bynajmniej w całkowitą rozsypkę, nie nastąpił w księdze mego żywota jakiś nagły, negatywny zwrot – co to, to nie! Nie miała miejsca również żadna postępująca zatrata pozytywów mej natury – po prostu był czas na zabawę i wiedziałem, co z tym wszystkim zrobić.

Jak to mówią: ,,Jedno spojrzenie, jedno słowo, jeden gest…”
To wystarczyło, i mnie, i tobie.

I wtedy przyszłaś, Moniko.
I poczułem, bardzo wyraźnie, jakby mnie poraził prąd, że dzieje się to tylko ten jeden raz…
Nie będzie następnego.
Ten raz był właśnie wtedy, w ten przedziwny, choć z pozoru zwyczajny, sierpniowy wieczór, kiedy w powietrzu unosiły się fantazyjne wonności i wokoło śpiewały nam nawiedzone świerszcze.
Jak w niezapomnianej piosence Deana Martina „Everybody loves somebody”.
I ja zrozumiałem wówczas, że moje sometimes jest właśnie wtedy.
Nigdy tak nie czułem się wcześniej, nigdy nie czułem się później.
Już wiecie?

Zrazu przebywaliśmy w towarzystwie innych młodych ludzi, lecz wkrótce drogą zapewne intuicji lub telepatii szybko oboje doszliśmy do tego samego wniosku, iż nadeszła najwyższa pora, aby się oddalić.
Tak też uczyniliśmy.
Poszliśmy na nocny spacer do pobliskiego lasu.
Wiem, że to pamiętasz.
Takich rzeczy nie zapomina się nigdy.
Wtedy wydało nam się to rzeczą oczywistą i bezsporną – wszak poczuliśmy do siebie coś, co wnet sprawiło, że zapragnęliśmy intymności, ciszy, a może i czegoś więcej.
Była już noc – ciepła i pełna przedziwnego, mile wiercącego oczekiwania – taka właśnie była tamta noc, i chociaż później przeżyliśmy razem wiele namiętnych chwil wśród leśnych zakamarków, nad jeziorem, w domu i nawet pod mostem, który nieopodal łączył dwa brzegi pewnej małej rzeczki, nigdy nie było już tak jak wtedy, bo mają rację ci, co powiadają, że nie ma to jak pierwszy raz…
Ani dla mnie, ani dla ciebie, Moniko, równie doświadczonej erotycznie jak ja, nie był to pierwszy raz, lecz poczuliśmy jakby nim był, i to właśnie zachowaliśmy w pamięci na zawsze.
Nie potrzebowałem cię o to pytać, ty nie czułaś potrzeby, aby pytać mnie.
Cisza dała odpowiedź i nie wyobrażałem sobie wtedy, aby mogło być inaczej.
To coś, co nie wymagało słów, bo słowa są czasem wyjątkowo zbędne i niemile widziane.
Tego byłem pewien i będę po kres mych dni, bowiem, jak już wcześniej rzekłem, coś podobnego dzieje się tylko raz w życiu – potem jest już inaczej, choć nie twierdzę, że gorzej – po prostu inaczej i tyle.

Pozostałaś…

Mijało lato, gorące, namiętne i pełne wzajemnej nieziemskiej, kosmicznej fascynacji.
Na świecie panował niepodzielnie sierpień naszej miłości.
Nuklearne wybuchy naszego szczęścia.
I szkoda, że wieczory stawały się coraz chłodniejsze…
Byłaś moja, Moniko, tylko moja, na wieki.
Większość dnia spędzaliśmy razem, nie mówiąc już o niezapomnianych nocach, kiedy stawaliśmy się parą szalonych kochanków, którzy łapczywie pożerali się wzajemnie z obawy o to, że przewrotny świt nadejdzie zbyt szybko i brzask okradnie nas podstępnie z naszej rozkosznej intymności, chowając ją do swego niewidzialnego, magicznego plecaka, gdzie leżały sny, marzenia i żar niedawnej namiętności wszystkich zakochanych tego świata.

I powoli zapominałem wszystkie te dziewczyny, które znałem dotąd.
Wydały mi się niedorzecznym snem, z którego się właśnie obudziłem.
Już ich nie potrzebowałem.
Powiedziałaś wtedy:
- Mike, przeszłość nie jest nami. Czasem my i Bóg nie stawiamy na tego samego konia.
Liczy się to, co jest i to, co będzie. Świat może być nasz, jeśli tego zapragniemy…
Miałaś rację.
Byłaś bardzo dojrzała jak na swój wiek.
Z dni minionych pamiętałem już tylko mych przyjaciół, rodziców, braci i siostry, mego wiernego druha Pedro, którego znałem od dzieciństwa, lecz przelotne miłostki rozpłynęły się bezpowrotnie we mgle mej obojętności.

Kochałem…

Lecz miałem też swoje obawy – jak każdy, komu los nagle pobłogosławił.
Bowiem nikt jeszcze nie przewidział, dokąd może człowieka doprowadzić miłość.
Czasem jest to królestwo niebieskie, czasem śmierdzące, grząskie bagno…
To są koszta tej zabawy na poważnie – śmiertelnie poważnie.
Bo nie igra się z miłością.
Nigdy…
Zawsze się przegrywa, choć początkowo może to wyglądać nieco inaczej.
Niekiedy zwycięzca jest przegranym, a przegrany zwycięzcą…
Najczęściej upadają obie strony.

Mieszkałaś u rodziny.
Kilka domów ode mnie.
Miałaś trzech braci ciotecznych, z których wszyscy bezrozumnie adorowali cię, jakbyś była dziewczyną do wzięcia, a mnie ostentacyjnie traktowano jako zbędnego intruza, zakłócającego od dawna uświęcony spokój.
Pamiętasz?
Kiedyś stoczyłem z nimi walkę wręcz i nie dali mi rady – poturbowałem ich niemiłosiernie.
Od kilku lat uprawiałem boks i potrafiłem uderzyć tak, aby nie trzeba było powtarzać.
Jeszcze w liceum brałem udział w walkach bokserskich za pieniądze.
Spotykaliśmy się w parku dwa razy w tygodniu.
Chłopcy robili solidną zrzutkę na pulę dla zwycięzcy.
Mieliśmy prawdziwe rękawice.
Było intrygująco, było też poważnie.
Dasz wiarę – nigdy nie przegrałem żadnej walki.
Potem nikt nie chciał już ze mną walczyć.
Tak jak twoi kuzyni, którzy po pierwszym wycisku, jaki im zafundowałem, ograniczyli się już tylko do posyłania mi nienawistnych, pełnych zazdrości spojrzeń.

Patrz, pierniczku, z kim się kruszysz…

Jeszcze później, pewnego wieczora, kiedy byliśmy potańczyć, nasłali na mnie jakiegoś ogromnego, opóźnionego w rozwoju umysłowym osiłka, którego z wielkim trudem zdemolowałem.
Nie było kolejnych prób.
Doznali olśnienia.
Odpuścili.
My nie.
W tamte lato, Moniko, nikt nie mógł stanąć między nami – wyrwałbym go z korzeniami.
I nie stanął.
Byliśmy tylko my, w dzień, kiedy pływaliśmy w jeziorze i łowiliśmy ryby, i w nocy, kiedy łączyła nas gorąca, dzika namiętność, która nas spalała cudownym ogniem.
Bywało, że leśna ściółka była nam łóżkiem.
Bywało, że nasze ciała łączyły się w ciepłej toni nocnego jeziora…
Lub na twardych deskach mego pomostu…

Choć pewnego poranka grupka spoconych, młodocianych wioślarzy śpiewała zawzięcie stary przebój Roya Orbisona, mówiący brutalnie o tym, że miłość boli, kaleczy i rani, kto by im wówczas uwierzył w takie brednie, kto zakochany po uszy, jak ja, lub jak ty, Moniko.
Jeśli się kocha, oczy patrzą inaczej, uszy słyszą inaczej i ty jesteś kimś innym.
Ci chłopcy niewiele wiedzieli o rzeczy, którą wszyscy znamy jako miłość – temat piosenek? Temat wierszy dawnych mistrzów?
Myśl przewodnia myślicieli mniej lub bardziej oderwanych od rzeczywistości?
Kto wie, kto wie.
Wioślarze zawodzili o poranku o kłamstwie, które jest częścią składową uczucia.
Ich śpiew szedł po wodzie gromko fałszywym refrenem i wzbudził w nas jedynie zdrowy, niewymuszony śmiech.
Oni śpiewali wtedy o kimś innym, nie o nas, na pewno nie o nas.
Nie mieliśmy wtedy ochoty zastanawiać się nad genezą zła we wszechświecie.
My mieliśmy siebie i to, co przyniosła nam sierpniowa noc.
Wioślarze kłamali i szybko o nich zapomnieliśmy. Zapomnieliśmy, że kłamali, lecz czy naprawdę kłamali? Pytanie ciekawe! Czy wtedy mogłem znaleźć na nie odpowiedź?
Chyba nie, raczej nie…
Nie wtedy…
Nie w sierpniu naszej miłości.

On trwał dalej i nic nie wskazywało na to, żeby miał zamiar się skończyć.

Pamiętasz moją gitarę?
Tę samą, którą ojciec przywiózł mi z Australii?
I nasze pamiętne ogniska do białego rana, kiedy to niezapomniany Edi, mój kumpel, zawodowy komandos, śpiewał potężnym, zmysłowym barytonem kawałki jazzowe?
Jak na jednej ręce trzymał ciebie, na drugiej mnie?
Był kulturystą – bez trudu nosił nas naraz na rękach.
Znałem go od zawsze, nazywając go żartobliwie „szalonym mężczyzną”.
Był wielki jak góra i silny jak byk.
Miał delikatność kobiety, i serce łagodne, kochające przyrodę i ludzi.
Już nas nigdy nie zniesie nad wodę, już nigdy nie zaśpiewa.
Pewnego czerwcowego dnia spotkał się z Jezusem, kiedy wracał w piekielną ulewę ze skoków spadochronowych.
Ten wypadek przeżyli wszyscy, oprócz niego…
Samochód wpadł w poślizg i zjechawszy na łąkę, uderzył w drzewo.
Bóg lubi grać w bierki.
My raczej nie lubimy Go jako gracza – jest zbyt nieprzewidywalny, zbyt nieokiełznany.
Lepiej niech pozostanie kochającym tatusiem.

Moja gitara była jak członek rodziny – chodziłem z nią na pomost, chodziłem do lasu, nawet miałem ją w kajaku, kiedy wiosłowałaś do wyspy, aby przeżyć ze mną miłosne uniesienia, a ja siedząc z tyłu śpiewałem ci „Blue Moon”, i mój głos szedł gromkim echem po jeziorze.

Nasza wyspa…
Piękna zielenią ogromnych sosen.
Cudowna akordem kochania.
Pamiętasz?
Ile uczuć tam pozostawiliśmy, ile namiętności.
Ile śmiechu i beztroski.

Jedliśmy tam kiełbaski, opiekane nad ogniem, piliśmy wino i całowaliśmy się godzinami.
Czas stał w miejscu i podglądał na nas z zaciekawieniem, kiedy ciepły, letni wiatr pieścił nasze nagie, rozpalone ciała.
Dawałaś mi siebie codziennie, ja cieszyłem cię swoją miłosną daniną.
Ciał sploty, słów miliony.
Były…
Zaklęcia, co miały poruszyć ziemię i sprawić, że gwiazdy będą spadać co noc, spełniając nasze najskrytsze marzenia.
Każdego dnia czule przygarniana nuciłaś mi piosenkę o prostej, ludzkiej miłości.
O pocałunkach, które są niebem, o niebie, które jest tak naprawdę na ziemi.
Tu, gdzie kochamy.
W lesie, nad jeziorem, w małym pokoiku.
I wiedziałem już, że jeśli kiedyś mi ciebie zabraknie, umrę za życia.
Po prostu zniknę, otworzy się przede mną piekło i mnie wchłonie.
Chciałem żyć.
Bo byłem pewien, że w teatrze mego życia grana jest właśnie ta jedna, najważniejsza sztuka.

Pamiętasz, Moniko, jak uciekałaś kiedyś oknem, kiedy nad ranem obudziło nas głośne pukanie do drzwi?
To moja rodzina przyjechała w odwiedziny.
Znienacka.
Nie mogła zastać nas razem w łóżku – byliśmy przecież parę dziewiętnastolatków.
Stęskniony wujek Stan bębnił niezmordowanie w drzwi, podczas gdy ty czmychnęłaś bezszelestnie niczym zwinny kot i ukryłaś się za drzewami.
Było w tym coś bardzo romantycznego, choć to zawsze oblubieniec ratował się ucieczką przez okno lub schronieniem się w szafie albo pod łóżkiem.
Tak wypadło.
Potem, mając w domu gości, spotykałem się z tobą w lesie lub na pomoście.
Zazwyczaj po zmroku.
Nie chciałem im ciebie pokazywać.
Byłaś moją słodką tajemnicą.
Moim życiem.
Radością tamtego lata.
Miałem na głowie parę kuzynów, natrętnych, rozwydrzonych małolatów, dla których byłem od zawsze idolem, i którzy nie odstępowali mnie na krok przez cały, boży dzień, namawiając bez przerwy na pływanie łódką, łowienie ryb, czy wycieczki rowerowe po okolicy.
Byli jak wrzód na tyłku, ale musiałem to wszystko jakoś ze sobą pogodzić.
Wujek Stan lubił, jak go brałem na ryby i marudził mi niemiłosiernie godzinami o swej ciężkiej pracy nauczycielskiej w małym, podrzędnym liceum w mieście bez nazwy.
Szkoda mi go było, więc pływaliśmy razem na wodę.
Ciotka opalała się całymi dniami przed domem, pokazując nam swe idealne, seksowne ciało.
Mimo wieku wyglądała zabójczo.
Mogła mieć każdego młokosa, gdyby tylko zechciała.
Była jednak dobrą matką i żoną, żyjąc od lat u boku wujka Stana, którego wielki brzuch mógł śmiało uchodzić za temat pierwszorzędnych dowcipów, i który lubił się z nim namiętnie obnosić po okolicy, jak gdyby czas zatrzymał się dla niego dawno temu, a on sam wciąż wyglądał jak młody bóg rodem z greckich legend.

Moniko…

Jakże tęskniłem za tobą, kiedy dzień mijał mi na niczym.
Traciłem nasz czas, nasz bezcenny czas.
A pocałunki i sploty ciał?
Czemu nagle zabrakło dla nich miejsca?
Ludzie są tylko ludźmi, i dlatego dzielnie znosiłem nawiedzoną rodzinkę, aż do radosnej chwili, kiedy ciotka powiedziała, że nazajutrz wyjeżdżają, bo kończy im się urlop.
Co za ulga.
Jak rzekła, tak zrobili – po chwili byli już tylko wspomnieniem.
Znów miałem cię tylko dla siebie, znów mogłaś spać w moim łóżku.
W moim letnim domu nad jeziorem.
Moi rodzice byli wielkimi ludźmi – dawali mi maksimum swobody.
Byli szczerym złotem.
Ojciec zazwyczaj latem przebywał w Australii, mama u swojej mamy, na wsi.
Ja miałem wolność i ochoczo z niej korzystałem.
Kochałem i ceniłem jej smak.
Jako dziewiętnastolatek, który właśnie dostał się na anglistykę, miałem wszystkie asy w rękawie – zyskałem podziw ojca i mamy i absolutnie wolną rękę we wszystkim.

Potem przyjechał Pedro, mój wysoki, śniady przyjaciel, druh od serca, i przywiózł trzy paczki krewetek, pamiętasz?
Smażył je nam na patelni.
Pięknie na niej rosły i pięknie pachniały.
Zajadaliśmy się nimi pijąc szampana prosto z gwinta, każde z nas po butelce.
Lubiliśmy jego kuchnię i szampana.
Pedro był przednim kucharzem i kochał nam pitrasić.
Choć był rok młodszy od nas, sprawy kulinarne opanował do perfekcji, może dlatego, że po prostu bardzo to lubił i szczerze cieszył się, jeśli innym smakowało.
Czułem się przy nim amatorem – właściwie umiałem tylko smażyć ryby.
Miał już wtedy problemy ze sobą, ale umiejętnie umiał to przede mną ukrywać.
Obaj nie chcieliśmy pamiętać jego próby samobójczej i pobytu w szpitalu psychiatrycznym.
Płynął swobodnie z falą życia.
Z brudną falą…
Ciągle trefne dziewczyny, poronione znajomości.
Nie miał nosa do tych spraw – był bardzo kochliwy i bardzo naiwny.
To go co jakiś czas przerastało.
Czasem za bardzo.
Może był jednym z ostatnich romantyków?
Mógł mieć każdą, lecz szukając w rynsztoku, nie mógł, rzecz jasna, znaleźć tam perły.
Jego matka opowiadała mi o wszystkim, kiedy on uciekał z domu i prosząc mnie potajemnie o klucze do mojego letniego domu, mieszkał tu ze swymi miłościami, aby odnaleźć siebie i swoje miejsce w życiu. Był człowiekiem bez koncepcji, wiecznym wędrowcą. Pomagałem mu kryjąc go. Męska sztama. Nie wiem, czy było to dobre, ale na tamtą chwilę nie mogłem postąpić inaczej – był moim najlepszym przyjacielem i musiałem iść mu na rękę, cokolwiek by to nie znaczyło, i z czymkolwiek by się to nie wiązało. Tak to widziałem.
Miałem własne pojęcie przyjaźni.
Czas pokazał, że złe.
Ale skąd mogłem o tym wtedy wiedzieć?
Pedro miał u mnie dożywocie na wszystko i korzystał z tego często.
Życie jednak po latach pokazało, że nasza przyjaźń jest jak skała, jak kościół wybudowany na niej – żadne złe moce go nie przemogą.
I nie przemogły.

Moniko…

Pamiętasz naszą szaloną noc spędzoną z wesołą gromadą ogorzałych od słońca Szwedów, z którymi grałem do białego rana w pokera?
Poznaliśmy ich w knajpie „Colorada”, w miasteczku, do którego wybraliśmy się rowerami.
Jedliśmy pizzę, a oni grali już od kliku godzin na ostre stawki.
- How are you? – spytałem przysiadając się do nich.
- Fine – odrzekli.
I wszedłem do gry.
Miałem trochę forsy przy sobie, więc postanowiłem pograć – zawsze lubiłem ryzyko.
Kto nie ma szczęścia w miłości, ten ma szczęście w kartach – tak mawiają ludzie, lecz ta noc pokazała, że to nieprawda – można mieć szczęście i tu, i tu.
Ograłem ich okrutnie.
Potem już tylko piliśmy piwo i siłowaliśmy się na rękę.
Tu też przegrywali.
Mieli jednak poczucie humoru i na koniec powiedzieli:
- Mike, okazałeś się po prostu lepszy tej nocy.
Potem byłem z tobą, na ściółce leśnej, namiętnie, gorąco i jakże ogniście.
Dawałaś mi siebie, jakby jutro miał się skończyć świat – niewybaczalnie szczerze, jak kobieta, która kocha ten jeden, jedyny raz.
Jakby miało nas już nie być.
Jakby…
Jednak byliśmy i obok płonęła nasza miłość.
- Jestem Lwem – powiedziałaś. – Jak lew potrafię walczyć o to, co moje.
- Ja jestem Bliźniakiem, i wszystko, co ci mogę dać, to moją zmienność – odparłem.
- Podoba mi się.
- Mi też.
- Zmieniaj się dla mnie codziennie.
- Będę, Moniko, będę na pewno.

Zmieniłaś mnie na zawsze – nieodwracalnie i trwale.
Nie byłem już człowiekiem o zmiennych humorach, o niestabilnych nastrojach.
Miałem wizję.
Ty nią byłaś.
Cieszyłem się z każdej chwili spędzonej z tobą.

Potem lato się skończyło – odeszło w niebyt i zapanowała jesień.
Był wrzesień, był też i październik.
I miliony przepięknych, kolorowych liści, tańczących na wietrze…
Byliśmy my – ja i ty, w mieście, w mieszkaniu twojej siostry.
Często, tak często jak to było możliwe – młodzi, namiętni, niemyślący o przyszłości.
Opuszczałem dla ciebie zajęcia na studiach, aby tylko być z tobą, aby móc dotknąć twojej opalonej skóry i poczuć raz jeszcze smak soczystych ust, choć przecież świat trwał nadal i sąd ostateczny był jeszcze jedynie mglistą perspektywą. Zdobywałem pieniądze, byśmy mieli na przyjemności. Zmartwienia nie istniały. Byłem we własnym niebie. Ty też, Moniko.
Pewnego dnia zastałem cię w łóżku…
Powiedziałaś:
- Jesteś twardzielem, Mike?
- Tak mi się zdaje, choć mogę się mylić – odparłem.
- Jesteśmy tacy młodzi.
- Wiem. I co z tego?
- Będziesz ojcem.
- Kim?
- Ojcem. W kwietniu urodzę. W połowie miesiąca. Chcę tego dziecka, ono jest naszą miłością.
Ile płakałem tego dnia, jeden Bóg raczy wiedzieć.
Potem spiłem się i zasnąłem na dywanie w domu siostry Moniki.
Kiedy obudziłem się pod wieczór, już rozumiałem.

„Stay with me, Diana” – śpiewał w radio Paul Anka.

Kończyła się moja beztroska młodość i byłem z tego powodu diabelnie szczęśliwy, ja, dziewiętnastoletni student anglistyki i przyszły ojciec. Ja, były rozrywkowy, rock’n’rollowy chłopak, obecnie zakochany po uszy młody mężczyzna. W końcu ja człowiek, do którego los uśmiechnął się jak do żadnego z moich rówieśników. Nie bałem się. Nie bałem się kwietnia. Nigdy nie byłem tchórzem – tłukłem się w parku z osiłkami dwa razy większymi od siebie i to oni dostawali baty. Nie znałem pojęcia lęku i nadal nie znam. Może jestem nienormalny?

Pamiętasz?

Chodziliśmy do moich rodziców na obiady.
Byli zachwyceni tym, co ich spotkało.
Byli cudowni w swoim zachwycie.
Zaakceptowali nas i nasze nienarodzone dziecko.
O nic nie pytali.
Pokochali cię.
Byliśmy spełnieniem ich snów.
Ojciec mówił:
- Moniko, to będzie dziewczynka, tak?
- Tak, tato.
- I będzie taka ładna jak ty?
- Może. Pewnie tak… - odpowiadałaś.
- Jestem najmłodszą babcią na świecie – mówiła moja mama. – i bardzo mi z tym dobrze!
- Ta mała będzie jeździć ze mną na koniu! – pokrzykiwał ojciec.
Wszyscy dotykali twój brzuch i uśmiechali się.
Cud narodzin był w drodze.
Nigdy nie wierzyłem w przypadek.
Istnieje tylko przeznaczenie.
To ono jest rzeźbiarzem naszych losów, trzymając w dłoni pewnie swe dłuto.
I w tamtym czasie dało kształt temu, co przyszło później.

Urodziłaś Caroline 15 kwietnia.
Tego dnia była świetna pogoda, świeciło słońce i ptaki śpiewały wesoło o tym, że naprawdę warto żyć, bo to najpiękniejsza ze znanych ludziom przygód na ziemi, i co najważniejsze, zdarza się tylko raz. Każdy ma swoje sometimes. I trzeba je wykorzystać do ostatniej sekundy, bo nic nie trwa wiecznie. To ważne, by o tym pamiętać i nie marnować życia.

Przez kolejne sześć lat byłem ojcem na dochodne.
Akurat byłem pochłonięty studiami i odnalezieniem samego siebie.
Mieszkałaś w mieszkaniu swojej siostry, która akurat wyszła bogato za mąż i chętnie ci je oddała.
Ja mieszkałem u rodziców i póki co nie chciałem się wyprowadzić.
Może pasowała mi sytuacja, kiedy miałem wszystko dane na tacy jak dotąd i jednocześnie kobietę i dziecko. Nie potrafię tego wytłumaczyć. Może wciąż dojrzewałem? Pewnie tak.
Nie chciałem rezygnować z domowej przystani, ale coraz silniej czułem już w sobie to, co nazywa się powszechnie powołaniem do ojcostwa.
Przez te sześć lat zawsze byłem ci pomocny, ale nieco drażnił mnie płacz dziecka.
I te nocne pobudki.
Byłem zbyt wygodny na to.
Spędziłem z tobą zaledwie kilka nocy.
Chciałem wrócić, kiedy ta faza w życiu Caroline już przeminie.
Chodziliśmy na spacery z wózkiem, potem z naszą córką do parku, kiedy już nauczyła się chodzić i patrzyliśmy, jak rośnie i jak upodabnia się do ciebie. Była małą pięknością, małą kokietką.
Kupowałem jej zabawki i leżałem z nią godzinami na dywanie, bawiąc się.
Potem wracałem do rodziców.
Chciałem mieć jeszcze przez chwilę trochę czasu dla siebie.
Tobie to nie przeszkadzało, zawsze byłaś ze mną w dobrym i w złym.
Czułaś, że nigdy mnie nie stracisz.
Rozumiałaś, że do roli ojca trzeba dorosnąć, nie może być nim beztroski student, który lubi radośnie wyskoczyć w sobotni wieczór z kumplami na piwo, nie może być syn swych rodziców, który jest z nimi wciąż związany niewidzialną pępowiną. Nie musiałem ci nic mówić. Miałaś swoją mądrość. Widziałaś, co się we mnie dzieje. To nie była tajemnica. Coś się kończyło, coś się zaczynało.
I czasem wracałem do ciebie nad ranem, nie chcąc zasmucać rodziców widokiem pijanego syna. Tuliłaś mnie jak matka, i jak matka rozumiałaś, przez co akurat przechodzę.
Kiedy w końcu skończyłem studia, powiedziałem całemu światu, że się z tobą ożenię.

Już wcześniej zamieszkaliśmy razem w mieszkaniu twojej siostry.
Byliśmy bardzo szczęśliwi.
Caroline poszła do żłobka.
Nadszedł czas na ułożenie wszystkiego.
Dałem na zapowiedzi, wynająłem zespół muzyczny, z którym zamierzałem śpiewać na weselu do białego rana, miałem też mercedesa z 1926 roku, którego skombinowałem z Muzeum Motoryzacji, abyśmy mieli jak podjechać pod kościół.
Wszystko dopiąłem na ostatni guzik i… los mnie nie zawiódł!

Nasz ślub odbył się z niesamowitą pompą.
Przyszło ponad sto osób.
Jechaliśmy przez miasto pokracznym wehikułem o drewnianych kołach, pozdrawiani klaksonami setek samochodów mijających nas, a uśmiechnięci kierowcy, w środku swych ogrzanych kabin, rozumieli bez słów, że mamy dziś swój moment w czasie.

5 lutego nigdy nie zapomnimy, Moniko.

Był siarczysty mróz, a nam nie był wcale zimno.
Ja byłem w szarym garniturze, ty w zabójczej sukni.
Samochód wlókł się od twojego mieszkania do kościoła ponad godzinę.
Proboszcz powitał nas chmurnym spojrzeniem – myślał, że się rozmyśliliśmy.
Choć szczękałem zębami jak pomylony, przysięgłem ci miłość aż po grób bez jednego zająknięcia. Patrzyłaś na mnie jak nigdy, i kiedy wcześniej nasza Caroline niosła twój welon, ja zrozumiałem, że jeśli mi kiedyś ciebie zabraknie, umrę w ciągu paru minut, byłaś od tamtego sierpnia moim życiem, moją namiętnością, moim przeznaczeniem.
Radością mych lędźwi.
Życiem, oddechem, powietrzem.
Wszystkim, co miałem.
Nie potrzebowałem niczego więcej.
Później mieliśmy fantastyczne wesele, na którym pięciokrotnie bisowałem z zespołem kawałek „Blue Moon”, a sala falowała jak Morze Śródziemne i krzyczała, abym nie przestawał.

Wynająłem dla nas i dla gości pokoje w hotelu.
Nie dbałem o koszta.
Nie ja płaciłem – moi rodzice pokryli wszelkie opłaty.
Na szerokim łożu oddałaś mi się, jakbyśmy robili to po raz pierwszy w życiu.
Tego uczucia nie opiszą żadne słowa.
Jeśli mężczyzna przeżywa noc poślubną ze swą żoną, to drży ziemia i biją wszystkie dzwony tego świata, te małe, i te duże, i uśmiecha się niebo, gwiazdy i lubieżny księżyc, a potem klaszczą razem, by uczcić chwilę szczęścia, która była udziałem wszechświata.
- Mike, jak to możliwe? – spytałaś.
- Co?
- My.
- Mała, mogliśmy się nigdy nie poznać, nigdy nie spotkać. I pomyśleć, że są ludzie, którzy nie wierzą w przeznaczenie. To ostatnie matoły. Nie wiedzą, skąd im nogi wyrosły.
- Mike, czy my…
- Tak, kochanie. My przetrwamy wszelkie burze.
- To był piękny ślub.
- To był niezapomniany ślub – rzekłem i pocałowałem cię gorąco.

Lata, które nas związały, były niezwykłe, niezapomniane.
Nasza miłość nawet na moment nie ostygła – ten ogień wciąż płonął.
Caroline rosła i stawała się pięknością.
Ja znalazłem pracę w lokalnej gazecie i miałem wolną rękę w pisaniu ostrych artykułów.
Szef mnie kochał, ja jego, więc muzyka grała na całego.
Czasem do mnie mówił, w piątek po południu:
- Mike, dajesz radę?
- Pewnie, szefie.
- A jak w domu?
- Mam najlepszą rodzinę pod słońcem.
- To dobrze.
- Wiem.
- Możesz być w tej redakcji kimś, dopóki masz dobrą rodzinę.
- Czemu?
- Człowiek bez niej jest jak grzyb na ścianie. Żeruje na rzeczywistości, nie jest w pełni człowiekiem, udaje, gra, zżyma się na kogoś, kim nie jest, pajacuje. Tylko ludzie mający rodziny mogą pracować jak Bóg przykazał.
- Ma pan dziwne poglądy, szefie.
- Może.
- A gdybym był dziwkarzem i pisał dobrze, wyrzuciłby mnie pan, tylko dlatego, że nie mam żony i dziecka?
- Nie.
- Bo?
- Bo wierzyłbym, że jako człowiek przy zdrowych zmysłach znajdziesz sobie w końcu kogoś.

Moniko…

Kiedy patrzyłem na naszą małą, widziałem w niej ciebie z tamtego lata – lata naszej miłości.
Nasz sierpień wrócił w całej okazałości.
Stawała się piękną blondynką, o przepięknych, jasnych włosach, o oczach jak diamenty, o rękach i stopach, jak z najpiękniejszej bajki.
Była autentyczną boginią.
Jawiła mi się jak rzeźba greckim mistrzów – doskonała, pełna, harmonijna.
Byłem z niej dumny.
Choć sam jestem ciemnym blondynem, nie przypuszczałem, że moja córka będzie wyglądać jak Marylin Monroe z tlenionymi włosami.
- Więc czemu pijesz? – zapytałaś pewnego dnia.
- Bo jestem szczęśliwy.
- E.
- Tak.
- Brak ci czegoś?
- Nie.
- Więc po co?
- Zawsze piłem, mała, wiesz o tym.
- Piliśmy.
- No.
- Ale ty czasem przesadzasz.
- Zawsze wracam cało do domu i całuję wszystkich na dobranoc.

Jednak zacząłem przeginać.
Charles Bukowski powiedział, że zawsze pijesz, kiedy jest ci źle. Jeśli jesteś szczęśliwy, pijesz, aby to uczcić. Jeśli nic nie dzieje się w twoim życiu, pijesz, żeby coś się działo. Cała prawda. Kwintesencja picia. Pije każdy, mniej lub bardziej. Jeżeli ktoś mówi, że nie pije w ogóle, kłamie jak pies. Alkohol jest bogiem. Wiąże. Ale i rozdziela. Bardzo. Bez dwóch zdań.
Bo to zabawa dla ludzi bez rodzin – ci, którzy mają żony i dzieci powinni zachować fason.
Coraz częściej wracałem do domu po pijaku i wszczynałem awantury o cokolwiek – o źle umyte talerze, o szczoteczkę do zębów, o brudne buty, o brak uśmiechu na twojej twarzy.
Uderzało mi do łba.
Piłem po pracy z kumplami z redakcji.
Oni mieli paskudne żony – miały owłosione nogi i śmierdziało im z ust.
Ja po drodze zacząłem myśleć podobnymi kategoriami.
Wsadziłem cię do szuflady.
Szuflady o nazwie: „Żona do poprawki”.
Byłem skończonym głupkiem, ale prawda ta dotarła do mnie nieco później.
Kiedy, będąc na potężnej bani, krzyczałem pewnego wieczora na ciebie jak opętany, zobaczyłem strach w twoich pięknych, dobrych oczach.
Stawałem się coraz większym awanturnikiem.
Wszystko mnie drażniło – czemu, sam nie wiem.
Na rozmowach do białego rana, kiedy to tłumaczyłaś mi zgubne skutki picia, a ja obok pociągałem z butli w najlepsze, minęło nam kilka lat.
Kilka lat wzlotów i upadków, zazwyczaj moich, bo ty zawsze byłaś aniołem o żelaznej cierpliwości.
Byłem tym czarnym duchem.
Kolejne krzyki i wyrzuty, kolejne loty koszące.
Pewnego dnia, po dziewiętnastu latach razem złożyłaś pozew o rozwód, bez orzekania o winie.
Byłem w szoku.
Czyżbyś tak łatwo chciała się mnie pozbyć?
Może upadłem już tak nisko?
Nadal byłem twoim mężem, a Caroline miała już tyle lat, że mając metr siedemdziesiąt wzrostu, mogła przy swojej urodzie zostać modelką, gdziekolwiek zapędziłby ją los.
Ja, jej ojciec, miałem sprawę rozwodową za pasem i poczucie winy.
Tylko tyle i aż tyle.
Doigrałem się.
Zasłużyłem na to.
Poszedłem i nie zamierzałem się bronić.

Moniko…

Kiedy cię zobaczyłem w poczekalni przed salą sądową poczułem, że to nie koniec.
Nie wyjaśnię tego – nie umiem.
Intuicja?
Miałaś wspaniałe nogi, które wystawały spod tej krótkiej spódnicy, o których wciąż myślałem, wciąż miałem je pod opuszkami palców.
Te uda…
Miękkie i aksamitne.
Gorące.
Moje.
Pachnące tamtym sierpniem.
Miałaś płaczliwe spojrzenie – nie tak wygląda kobieta pragnąca rozwodu.
Jakże cię wtedy kochałem!
To wciąż trwało.
Potem zeznawaliśmy, ale słowa były tylko papką.
Kątem oka spoglądałem na ciebie – płakałaś.
Każde z nas opuściło salę w różnym czasie.
Udawałem gościa do końca, choć serce wyło za tobą, jak pies bez kości.
Tego wieczora zapiłem się na amen.
Jakby wszystko, w co wierzyłem, okazało się jedynie nędznym urojeniem, zwykłym snem, który rozpłynął się w niebycie o poranku.
W kwietniu pojechałem na ryby, aby złapać nieco powietrza i trochę odsapnąć.
Było mi bardzo ciężko – żadne słowa nie oddadzą tego, co wtedy czułem.
Jeśli istnieje pojęcie idealnego piekła na ziemi, to tkwiłem w nim po uszy.
Długie godziny przesiadywałem na naszym pomoście patrząc bezrozumnie na spławik.
Gdzieś, w jeziorowej toni widziałem twoją uśmiechniętą twarz, i oczy połyskujące jak dwa diamenty, dające mi znać, że nic w życiu nie dzieje się dwa razy, że warto postawić wszystko na jedną kartę – twardo i zdecydowanie.
Chciałem się do ciebie odezwać, ale mnie uprzedziłaś.
Po powrocie z wędkowania znalazłem w skrzynce twój list…

Twój piękny list, Moniko…

Czytałem go wiele razy, nie wierząc własnym oczom.
Płakałem.
Przed chwilą był nasz rozwód…
Ty jednak nie byłaś kobietą zwyczajną – byłaś ogniem, co pali wszystko dookoła i jeśli już to nastąpi, nic nigdy nie będzie już takie, jak dotąd.
Jak ja wtedy…
Jak ja po lekturze twych słów.
Raptem dwa miesiące bez siebie, a napisałaś!
Mówiłaś:
- Mike, to nie koniec, dajmy sobie szansę, dajmy szansę naszemu życiu. Ten rozwód to nieporozumienie, nie patrz na to poważnie, ja też mam chwile słabości. Piłeś. Piłeś dużo, robiłeś awantury. Bałam się ciebie, jestem tylko kobietą. Jestem aż kobietą. Pij, ale rób to z klasą. Kocham cię. Zawsze byłeś tylko ty. Bądź delikatny. Czuły, jak wtedy, na początku. Mała cię kocha. Nie zawiedź jej. Ona potrzebuje ojca i przyjaciela. Kogoś, kto potrafi dać sobie radę z życiem. Pamiętasz nas? To nie może iść w niepamięć. To jest coś warte. Mamy dziecko, mamy siebie, mamy miłość. Ten rozwód to był mój rzut na taśmę. Jeśli już musisz pić, rób to z umiarem, nie krzywdź tym nas, nie krzywdź siebie…

To już dwadzieścia lat razem, nawet więcej.
Ja i Monika.
Nasz „rozwód” trwał tylko dwa miesiące.
To było głupie nieporozumienie.
Jest piękna, jak w chwili, kiedy ją poznałem.
Wierzcie mi, jest tak samo urocza, ma ten sam przepiękny uśmiech, którym mnie powitała pierwszego dnia naszej niezwykłej znajomości.
Moja córka ma już dwadzieścia lat.
Kiedy na nią patrzę, nie wierzę własnym oczom.
Wiem, że Bóg istnieje.
On jest tam, gdzie dwoje ludzi się szczerze kocha.
Był obok.
Był i jest nadal.
Lato z Moniką stało się moim życiem.
Cudem.
Sierpniem miłości.
Wracamy do mego letniego domu, by poczuć to samo.
Tak często, jak to możliwe.
Pijemy szampana, łowimy ryby, śpiewamy „Blue Moon” i pływamy nago w jeziorze.
Czasem wpada Pedro i robi nam krewetki.
Ma metr dziewięćdziesiąt i blond włosy.
Nuci nam Elvisa.
Wtedy wiem, że czas naprawdę można cofnąć.
Można poczuć go między palcami.
Mając czterdzieści lat wciąż czujemy w sobie młodość.
Monika i ja.
I wiemy, że jeśli kocha się naprawdę, to kocha się przez resztę życia.
Tak to jest.
Pedro też tak ma.
Więc pewnie ma tak cała reszta…




17 lipca 2012



















Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
mike17 · dnia 14.10.2012 19:43 · Czytań: 2033 · Średnia ocena: 4,76 · Komentarzy: 93
Komentarze
Trzcina dnia 14.10.2012 21:05
Powiem Ci Michał. Jestem w szoku.
Nie odważyłabym się na to, co zrobiłeś właśnie.
Nie umiem, nie chce tego oceniać. To po prostu Twoje życie.
Twoja miłość, słabości, walka - to nie podlega ocenom, to się po prostu dzieje.
Wzruszające jest to, jak bezpretensjonalnie dajesz siebie ludziom.
Nie znam pobudek, ale chciałabym wierzyć, ze po prostu jesteś tak szczery i prostolinijny.
Wybacz, ze nie poprawiam Cię technicznie, ale nie znam się na tyle, poza tym, w tej chwili wydawałoby mi się to nie na miejscu.
Kurcze, nie myślałam, że to będzie aż tak...osobiście i śmiało.
Zastanawia mnie czy będziesz na tyle silny, by przełknąć krytykę, jeżeli komuś tekst wyda się, np. banalny?
Ja Ci nie powiem ani tak, ani nie, tak samo - nie ocenię tego jak żyłeś, to nie moja rola. Jedno mogę zdradzić - zaczytałam się.
Po prostu byłam tutaj i pozdrawiam Cię ciepło.
B.

Aaa, dopiszę...co mi tam - lubię taki ekshibicjonizm i takie teksty co jadą po uczuciach. To ludzka słabość - podglądactwo.
Takie coś czyta się inaczej niż fikcję, ostrożniej, uważniej.
Jestem za.
Dobra Cobra dnia 14.10.2012 21:13 Ocena: Bardzo dobre
Kurde mol. I poruszające serce. I ileż historii przy okazji jednej historii!

""Wiem, że Bóg istnieje.
On jest tam, gdzie dwoje ludzi się szczerze kocha.
Był obok.
Był i jest nadal."" !

Aktorzy dzielą się na dwie grupy: ci, którzy muszą ganiać wokoło, żeby zagrać zziajanego i tych, którzy UMIEJĄ to po prostu zagrać z pierwszego podejścia, bez biegania. Ty wybierasz tę pierwszą opcję?

Kawał dobrej lyteratury tu dostajemy. I jaka szczerość do bólu. Rzekłbym: literatura pisana ku pokrzepieniu serc.

Dla mnie super!

Tak trzymaj!


Pozdrawiam z szacunkiem,

Cobra Dobra
Magia dnia 14.10.2012 21:51
Poruszające, prawdziwe, emocjonalne. Bardzo mi się podoba ten tekst, ta historia. Jest piękna. Dawno nie czytałam czegoś, co chwyciłoby mnie tak za serce.
al-szamanka dnia 14.10.2012 21:51 Ocena: Świetne!
Nic nie powiem.
Idę...dalej szlochać w poduszkę
kamyczek dnia 14.10.2012 22:09 Ocena: Świetne!
Miłość ci wszystko wybaczy... śpiewała kiedyś Hanka Ordonówna
http://www.youtube.com/watch?v=Gere_K02mGE
i to samo można by powiedzieć o miłości Moniki ;)

Kawał świetnej roboty, mike17, jestem pełna podziwu dla takiego pisania.
pozdrawiam.
zajacanka dnia 14.10.2012 22:52
Poruszający tekst, Mike, i to bardzo. Bardzo osobisty, niemal jak list do ukochanej na całe życie Moniki. Miejscami miałam wrażenie, że nie powinnam tego czytać, bo to nie do mnie, to Wasze wspomnienia, no, ale jeśli odważyłeś sie na taki ekshibicjonizm, to jestem. Prostota opowieści, bezpretensjonalizm, szczerość nadają temu tekstowi wiarygodności; czytelnik współprzeżywa z bohaterem jego wzloty, uniesienia, radości, ale również ból upadku, pijaństwo i żal. Kawał życia tu opisałeś, Mike, ale wierzę, że jeszcze będę mogła być świadkiem innych, równie poruszających opowieści.
Nie oceniam. Życia nie da się jednoznacznie ocenić, a w tekście i tak sam znajdziesz drobne potknięcia ;)
Pozdrowienia, pisarzu.
imaginacja dnia 15.10.2012 08:05 Ocena: Świetne!
Nie wiem, co napisać.
Też dlatego, że już napisali powyżej. Podpisuję się pod wszystkimi komentarzami a zwłaszcza pod zajacanki.
Dodam może tylko, że czytając kilka razy musiałam odejść od komputera. I też, że jak dla mnie to niesamowite, niewiarygodne. Jakiś film. Tak, życie tak też pisze.
Duży ładunek różnych emocji tak z rana.
Pozdrawiam :)
Elatha dnia 15.10.2012 10:33 Ocena: Świetne!
Potrzeba wiele odwagi i świadomości siebie samego, żeby napisać taki tekst. Dla mnie szczery do bólu i dający sporo do myślenia...
shinobi dnia 15.10.2012 14:02
Dużo tu emocji, tekst porusza rozmaite struny w czytelniku. Temat przyjaźń, miłość, kobiety i picie wychodzi Ci zawsze świetnie. Mądry tekst.
al-szamanka dnia 15.10.2012 17:15 Ocena: Świetne!
Widziałam pomniki z najszlachetniejszego marmuru, żaden z nich nie miał w sobie takiego ciepła, jak ten, który wzniosłeś.
Czytałam doskonałe hymny, żaden z nich nie miał w sobie tyle Człowieczeństwa jak ten, który Ty tu stworzyłeś.
Chylę głowę przed Twoim/Waszym pięknem życia:)

Gdybym zechciała rozpalić ognisko
wzięłabym stos bierwion pociętych żywiczną tętnicą.
Gdybym zechciała wieczny ogień rozniecić
rozdmuchałabym tylko pierwszą iskrę zwykłej miłości.

Pozdrawiam:)
ekonomista dnia 15.10.2012 19:58
Mike, wkroczyłeś z piórem na takie tereny intymności Twojej partnerki, do których ja bym się nigdy nawet nie zbliżył.

PS. Może namów Monikę, żeby teraz Ona przedstawiła swój punkt widzenia. Może wcale nie jesteś tak wspaniały, jak się nam tutaj wykreowałeś ;)
Dobra Cobra dnia 15.10.2012 22:35 Ocena: Bardzo dobre
Mike jest odważny, nie ma co! Tak się uzewnętrzniać...
Krystyna Habrat dnia 16.10.2012 10:38 Ocena: Bardzo dobre
Początkowo odstraszył mnie rozmiar opowiadania, ale zajrzałam na komentarze i dołączam do pozytywnych opinii już po przeczytaniu całości.
Bardzo ładna opowieść i b.dobrze napisana. Pomimo pierwszoosobowej narracji oraz kategorii "Bazujące na faktach" uważam, iż niekoniecznie musi to być dokładny opis twoich przeżyć, choć może być zbliżony. Autor może wybrać narrację w pierwszej osobie dla większego efektu, ale wcale nie musi być tą osobą.
Zastanowiła mnie bezkrytyczna aprobata samego siebie u 19-nastolatka, gdyż w tym wieku chłopak częściej dostrzega własne niedoskonałości, słabości, ale je ukrywa i pozuje na silnego.
Dlatego tu mam pewne wątpliwości, co do autentyczności przeżyć i trochę przychylam się do ich wykreowania. Lub podkolorowania.
Ale ta psychologiczna niedokładność, lub odmienność, nie umniejsza wartości utworu, bo ważniejsza jest wizja jaka stworzyłeś i narzuciłeś czytelnikom, a ta jest bezbłędna i robi wrażenie.
Podoba mi się liryczna otoczka erotycznych przeżyć, nie tylko dlatego, ze unikasz modnej brutalności, nawet wulgarności, ale wyczuwasz, że najpiękniejsza miłość jest poetyczna i liryczna. I co więcej, wkładasz takie poczucie w głowę chłopaka, który się wcale nie wstydzi być delikatnym i lirycznym. Zwykle takie środki wyrazu obierają kobiety. Tu mi się to podoba, tym bardziej, że kontrastujesz to z siłami mięśni, boksem, kartami i wódą. A może jednak patrzysz oczami kobiety?
Mam zastrzeżenia do obiegowych stwierdzeń: oczy, jak brylanty i czegoś w tym guście - jak z kiepskiego romansu. Tu wysil się na indywidualność lub udowodnij, że przy takim porażeniu uczuciem myśli się stereotypowo i ckliwie. Ale to drobiazg wobec całego tekstu.
Kojarzę dwa podobne tytuły (pewnie ich nie znasz)- pory roku z Moniką - film szwedzki z lat 60-tych - na podstawie powieści, oraz małą powieść z lat 70-tych (autora- z Katowic - nie pamiętam, ale treść - urodziwa Monika na stażu dziennikarskim w redakcji i chyba: "Zima z Moniką";). Czyżby już samo to imię wzbudzało takie namiętności?
mike17 dnia 16.10.2012 14:12
Beatko - tak, jestem ekshibicjonistą mentalno - artystycznym, potrzebuję tego organicznie do życia jako typowo artystyczna dusza.
Jako człowiek sentymentalny lubię wspominać, a jest co.
Zawsze wiodłem bardzo barwne życie, czego próbkę dałem w tej pracy.
Z opowiadaniem o sobie i swoim życiu nie mam żadnych problemów ani zahamowań.
Bardzo cieszy mnie twoja reakcja, jak wiesz nadajemy na tych samych falach - wielkie dzięki za wizytę i za to, że przeżyłaś szok (ale nieszkodliwy, co?) :)

Cobra - staruszku, artysto niepospolity, ukłony z mojej strony za pozytywny odbiór i za to, że byłeś za nami i czytałeś o nas.
Każda twoja wizyta to coś rock'n'rollowego.
Wiem, że rozumiesz moje intencje :)

Magio - to twój debiut pod moimi pracami i serce moje się raduje, że mogłem dać Ci odrobinę radości i wzruszeń.
Do zobaczenia wkrótce :)

Al - Szamanko - bardzo wzruszyły mnie twoje dwa wpisy i dziękuję Ci za czas, który poświęciłaś tej opowieści.
Miło mi, że Ci go nie zmarnowałem :)

Kamyczku - twoje słowa to litry miodu na moje serce!
Bardzo mi miło Cię gościć w mych skromnych progach i zapraszam następnym razem :)

Aniu - tradycyjnie raduję się, że znów zawitałaś i pozostawiłaś po sobie pozytywny ślad.
To wyjątkowy dla mnie/nas utwór - już trzeci z moich wspomnieniowych.
Dziś, kiedy na mojej czaszce pojawiły się pierwsze siwe włosy, chyba czas na spojrzenie wstecz i przywołanie przeszłych chwil, zwłaszcza że były niezwykłe, choć czasami też niełatwe...

Imaginacjo - Czasem moja szczerość zdumiewa, wiem to, ale mam nadzieję, że nie roztrzęsłem twoich nerwów i odebrałaś moją pracę jako swoistą spowiedź kogoś, kto zna życie jak rzadko kto.
Bardzo cieszy mnie każda twoja wizyta, szczególnie pod moimi grafomańskimi wierszykami :)

Elatho - Nie dokonałem niczego wielkiego, ja po prostu taki jestem.
Nurt autobiograficzny w moich pracach jest wyraźny, bo jak każdy z nas, lubię opisywać własne doświadczenia.
Niezwykle mi miło, że byłaś ze mną i moją boginią :)

Shinobi - my man, Ciebie to ja lubię bardzo i twoje zakręcone kawałki i cieszę się, że w moich znajdujesz coś dla siebie.
Thanx a lot i do następnego przeczytania :)

Ekonomisto - ja nie mam partnerki, ja mam żonę.
Po rozwodzie wzięliśmy ślub drugi raz, o czym nie napisałem.
Moja żona ma tę samą wersję, co ja i "ocenzurowała" każde słowo z tej pracy.
Pokazałem się z wielu stron, także krytycznie, nazywając się głupkiem...
Ten text to dokument.
Dzięki za wizytę i swoje refleksje.

Sokol - nie wykreowałem się jako "idealnego" nastolatka - miałem w tamtym czasie sukcesy w nauce, sporcie i w muzyce.
Umiałem pogodzić dziewczyny i szkołę, a Zamoyski to była mordownia...
Miałem kompleksy w podstawówce, kiedy na mej facjacie kwitły pryszcze, byłem mały i jako głąb z matmy, fizy i chemii łykałem wstyd każdego dnia.
Potem polubiłem się.
Małe sprostowanie: wódki nigdy nie piłem, reaguję na nią biegunką.
Nadużywałem piwa.
Jak każdy normalny chłop posiadam cechy kobiece, to oczywiste, tak jak to, że kobiety mają nasze.
Bardzo miło mi czytać twoją pochwałę, dzięki za spędzony z nami czas i zapraszam jak najczęściej :)
al-szamanka dnia 16.10.2012 19:35 Ocena: Świetne!
".....dziękuję Ci za czas, który poświęciłaś tej opowieści.
Miło mi, że Ci go nie zmarnowałem

Hmm, pomijając fakt, że noc miałam bezsenną, bo ciągle musiałam myśleć o tym, co napisałeś.
imaginacja dnia 16.10.2012 19:41 Ocena: Świetne!
Mike, nie miałam na myśli szczerości - nic co ludzkie nie jest mi obce - też życie poznałam z wielu stron, oj wielu, przeważnie gorszych, ale nie tylko;) Miałam na myśli emocje - nosiło mnie, z kilku powodów, też się przyznam, że z pewnej zazdrości ;)

I oj tam oj tam ;)

podpisała grafomanka :D
mike17 dnia 16.10.2012 19:42
Dziewczyny, wybaczcie staremu pierdzielowi...
al-szamanka dnia 16.10.2012 19:58 Ocena: Świetne!
no, no, tylko bez zbędnych słówek, Mike:p
imaginacja dnia 16.10.2012 20:10 Ocena: Świetne!
spokojnie, nie ma co wybaczać :)
mike17 dnia 16.10.2012 20:13
Wiem, że moja historia mogła Was nieco zdemolować, ale takie życie... samo się napisało i tyle.
Ale dziś będziecie już spać jak się należy :)
FRIDA dnia 17.10.2012 10:17
Bardzo mnie wzruszyla Twoja historia i dała dużo do myślenia. Pomyślałam też sobie, że nie jest tu najważniejsza ta Twoja tężyzna fizyczna, ale właśnie silne a zarazem wrażliwe wnętrze.
Taki masz harakter, więc upadki musiały byłć wkalkulowane w życie.
A gdyby list nie przyszedł?
Fajnie, że jest dobre zakończenie dla Ciebie i Pedra też. Pozdrawiam.
Krystyna Habrat dnia 17.10.2012 23:19 Ocena: Bardzo dobre
krótko: zawsze mi się wydawało, że w każdym człowieku tkwią jakieś słabości, może kompleksy, może wady charakterologiczne lub skazy nerwicowe, a szczególnie w okresie dojrzewania, kiedy młody człowiek ma idealistyczne wymagania wobec siebie i całego świata. Samozadowolenie, takie prawdziwe, nieudawane, w okresie młodości wydawało mi się prawie niemożliwe. I w komentarzu to częściowo potwierdzasz, więc ja koryguję też swoje przekonanie w tym względzie i zaczynam wierzyć, że w pewnym wieku można zacząć być z siebie bezkrytycznie zadowolonym.
Ale opowiadanie b. dobre. Podoba się. Mnie zachwyciła ta liryczność u zakochanego mężczyzny. To piękne.
mike17 dnia 18.10.2012 09:17
Frido - dziękuję za poświęcenie mi swego cennego czasu, za to, że odnalazłaś w mojej pracy coś dla siebie i że Ci się podobało.
Gdyby list nie nadszedł, ja wykonałbym ruch - bez niej nie było i nigdy nie będzie dla mnie życia.
Zapraszam ponownie w przyszłości :)

Sokol - piszesz naprawdę fantastyczne komenty, które można tylko podziwiać. Kłaniam się nisko i dziękuję za każde miłe słowo, jakie tu pozostawiłaś, za to, że oceniłaś wysoko moją pracę i jej treść oraz przekaz.
Masz rację, jestem lirycznym facetem, świat odbieram sercem, intuicją, instynktem i emocjami, co zresztą widać w tym opowiadaniu.
Kurcze, ile bym nie myślał, nie zgadnę twego zawodu - jesteś nieco tajemnicza...
Teraz ja sięgnę do twojej prozy.
Lubię robić rewizyty.

Pozdrawiam panie słonecznie :)
wiktoria dnia 18.10.2012 18:21
Nie znam się na prozie z góry mówię, ale przeczytałam z zainteresowaniem. Bardzo ładne opowiadania, wzruszające i intymne. Powinieneś dziękować Bogu za to, że masz przy sobie taką osobę, nie każdy ma tak dobrze. Pozdrawiam.
mike17 dnia 18.10.2012 21:36
Justyś - tak, wiem.
Życie to jazda samochodem o trzech kołach, musisz się mocno trzymać, by nie wylecieć w niebyt.

Dzięki za wizytę i czas poświęcony tej historii :)
Krystyna Habrat dnia 18.10.2012 23:29 Ocena: Bardzo dobre
mike17 dnia 18.10.2012 23:43
Jest, jak mówisz.
Może jestem już staromodny, nienowoczesny, ale mam własną wizję kochania - czułą, namiętną, pełną wzajemnego szacunku.
Tak postrzegam miłość.
Tu nie ma miejsca na brutalność, to nie świat zwierząt, ale ludzi.

Kocham po swojemu.
Starozakonny?
Może.
Ale to działa!
Dzisiejszy świat nie jest moim.

Sokol - już chyba wiem, kim jesteś/byłaś z zawodu :)

Jakże miło czytać Cię.

Pozdrawiam nocą :)
Krystyna Habrat dnia 19.10.2012 11:48 Ocena: Bardzo dobre

W wolnej chwili zajrzę do innych twoich tekstów, żeby zobaczyć, jakie środki wyrazu stosujesz przy innej tematyce, bo nie chciałabym cię popychać tylko w jedną stronę. Już obecność w tytule Himilsbacha wskazuje na inny ton. I dobrze. Musi być różnorodność - dla piszącego i dla czytającego.
mike17 dnia 19.10.2012 12:33
Witaj w ten piękny, słoneczny, październikowy dzionek!
Odnośnie twego zawodu obstawiałem psychologa szkolnego, w każdym razie coś z belferką :)
Oczywiście, zgadzam się z Tobą, że tajemnic nam powierzonych przez innych nie wolno zamieszczać we własnych utworach - to nie fair.

Polecam Ci gorąco moje wspomnienia o panu Janku - jedno z moich trzech opowiadań na faktach.
To krótka miniatura, moim zdaniem teraz z perspektywy tego miesiąca od jej napisania, stanowczo za krótka.
Ten niezwykły człowiek zasłużył na dłuższą formę.
Ostrzegam: cytuję tam soczysty język pana Janka :)

Trzecie z moich autobiograficznych opowiadań to "Pamiętasz, Pedro?" - dzieje mojej i mego druha przyjaźni, od dzieciństwa.

W moich pracach opartych na faktach stosuję nieco inny język, niż w fikcji literackiej, którą głównie tworzę.
Chodzi o to, że upraszczam go, nawet kolokwializuję, skupiając się głównie na treści i przesłaniu.
Miroslaw Sliwa dnia 20.10.2012 10:17 Ocena: Świetne!
Napisałeś z miłością o miłości, ale inaczej chyba się nie da jeśli to ma być prawdziwe, a Tobie wyszło bardzo pięknie. Zazdroszczę Ci odwagi. Zazdroszczę wszystkim tym, którzy o miłości potrafią szczerze pisać czy mówić. Może i mnie się kiedyś uda. Opowiadanie jest świetne; właściwie to czysta poezja. Pozdrawiam serdecznie.:)
Krystyna Habrat dnia 20.10.2012 10:39 Ocena: Bardzo dobre
mike17 dnia 20.10.2012 16:52
Mirosławie - wierzę, że kiedyś napiszesz pięknie o miłości, jeśli ją w sobie masz i przeżywasz.
Wierz mi - to nic trudnego.
O tym chce się krzyczeć całemu światu.
Lubię pisać o swoim życiu, bo zawsze było/jest bardzo bujne, stąd ten utwór...

Bardzo dziękuję za kolejne twe odwiedziny i miłe słowa.
Wpadaj jak najczęściej!

Sokol - Cieszę się z naszej rozmowy.
To przyjemność obcować z innymi artystami.
Dobrymi pisarzami.
Kłaniam się jesiennie i wesoło :)
Quentin dnia 21.10.2012 12:38
Witam serdecznie.
Do przeczytania tekstu przyciągnęły mnie przede wszystkim słowa nieodżałowanego Hłaski. Domyślałem się czego można się spodziewać, choć i tak jestem trochę zaskoczony. Jeśli to rzeczywiście twoje życie - bez upiększania, koloryzowania i dramatyzowania - to nie pozostaje mi nic innego jak zazdrościć i współczuć jednocześnie;)
To historia jakich wiele, a przynajmniej w literaturze. Wystarczy sięgnąć po wspomnianego Hłaskę. Jednak któż prowadzi/ł takie życie w życiu;)
Po przeczytaniu "Lata z Moniką" zaczynam wierzyć w najprawdziwsze uczucia, które mogą dziać się tu i teraz - nie tylko obok nas.

Aha, wracając jeszcze do córki, pamiętaj, że ona też zapragnie przeżyć z kimś życie i oby los szczędził jej takich historii, bo luby w typie Hłaski - choć wielki artysta i dla wielu idol - nie musi koniecznie pójść po rozum do głowy;)

Szanowanie.
mike17 dnia 21.10.2012 14:31
Witaj, Quentin!

Starałem się być szczery do bólu, stąd taki a nie inny text.
Takie było nasze życie...
Raz na wozie, raz pod wozem, ale inaczej się widać nie dało.
Miłość jest.
Jesteśmy tego przykładem, choć wiadomo, że czasem potrafi nieźle zaboleć, ale kocha się "pomimo" a nie "za".

Dzięki wielkie za wizytę i garść przemyśleń.
Jeśli lubisz opowiadania na faktach odsyłam Cię do wspomnienia mojej znajomości z Janem Himilsbachem, z którym miałem zaszczyt kumplować się dwa ostatnie lata jego życia - "Mój Himilsbach".

Pozdrowczyk niedzielny :)
motylek360 dnia 23.10.2012 21:46
mike, drogi!
zacznę od tego, że poczucie mam..że się znamy (nie mówię dosłownie) albo może kogoś mi przypominasz? Tak czasem bywa, prawda?
Niesamowicie jestem szczęśliwa, że zaprosiłeś mnie tutaj. Cały wieczór czekałam, by móc spokojnie przysiąść nad Twoim utworem. Znów dałam Ci szansę (jak wspominałam jestem z początku krytyczna) i się nie zawiodłam. Ale to doświadczenie było zupełnie inne niż poprzednio.. Nigdy żaden TEKST (wierz mi) nie poruszył jakiejś uśpionej części mojej duszy.. Owszem słowa mówione.. Nie musiałam wylewać łez, by być ogromnie poruszona. Pisałabym i pisała.. wspaniałe życie Twoje. Wielki szacunek. Nie mogę oceniać tego tekstu, a może już to zrobiłam :)
chciałabym kiedyś być na tyle dojrzała, by pisać w taki sposób. Szczerze życzę sobie tego:) Wszystko przyjdzie z czasem ...
Pozdrawiam Cię cieplutko, cieplej niż jest za oknem :) i dziękuję..

ps. jestem mniej więcej w wieku twojej córki, byłam ogromnie tym faktem zdziwiona kiedy zdałam sobie z tego sprawę.. To przykład tego jak w relacjach z innymi WIEK nie ma żadnego znaczenia.
byłbyś dobrym nauczycielem, jesteś.. :)
mike17 dnia 23.10.2012 22:26
Motylku!

To, co napisałaś, wzruszyło mnie i jest mi najzwyczajniej bardzo miło.
Ten utwór powstał w jeden dzień.
To był impuls - na wakacjach.
Chciałem dać upust swemu szczęściu, swemu życiu, a że lubię o sobie pisać to inna sprawa :)

Miło mi bardzo, że poświęciłaś mi trochę czasu i weszłaś w nasz świat.
Jeśli choć trochę wzruszyła Cię moja historia, dała do myślenia, to jestem kontent.
Chęć spisania tego naszła mnie nagle - usiadłem i napisałem.
To tak we mnie buzuje, że musiałem dać temu jakiś artystyczny wyraz.

Raz jeszcze dziękuję i zapraszam jak najczęściej!
Adelina dnia 25.10.2012 12:50 Ocena: Dobre
Ujmujący tekst o miłości przepełniony liryzmem. Jego wartością największą jest szczerość i otwartość. To wyjątkowy rodzaj pisarstwa. Wiem coś o tym, bo od wielu lat piszę pamiętniki. Są jednak rzeczy, o których boję się pisać. Czasami przedstawiam je w zawoalowany sposób. Żeby powiedzieć co sądzę o opowiadaniu, odnoszę się do swoich odczuć. Uruchomiłeś we mnie mike lawinę wspomnień. Zawsze byłam kochliwa, więc kiedy czytam intymne opisy miłości z Moniką, to nie ukrywam, że robi mi się gorąco. Cieszę się, że mogłam za pośrednictwem tego opowiadania wejść twojego świata. To zaszczyt.
Na koniec powiem, że bardzo cenię sobie Twoje komentarze. Byłeś pierwszą osobę, która przywitała mnie na portalu.
mike17 dnia 30.10.2012 17:33
Dziękuję za wizytę i pozdrawiam zimowo :)
sinalco78 dnia 03.11.2012 14:29
Hola hola, nie rozumiem skąd te wszystkie zachwyty. przecież w tej prozie jest więcej narcyzmu i egzaltacji niż we wszystkich odcinkach "Mody na sukces"razem wziętych. Historia jakich wiele, a co za tym idzie tak sztampowa, że mogłaby być wypracowaniem z języka polskiego napisanym ręką zdolnego licealisty, któremu dopiero co sypnął się wąsik pod nosem. Brak stylu to największa wada, zbyt wiele niepotrzebnych słów, przegadanie i banał, które sprawiają, że mówienie o miłości grzęźnie w brei pospolitości. Tak rozmawia się na terapiach w poradniach psychologicznych, ściszając głos i cedząc każde zdanie w sposób, który miałby uczynić je wyjątkowym. Sorry Mike za mocne słowa, ale tylko konstruktywna krytyka może sprawić, że nie rozpuścisz się w zachwytach jak kostka cukru w gorącej herbacie. Przed Tobą dużo pracy. Żeby pisanie było "jakieś" potrzebny jest własny styl, inaczej czeka cię grafomańska próżnia i czytanie gratulacji od pań proweniencji nastolatek o rozedrganych serduszkach. Pozdrawiam i czekam na następne teksty. Ps. Cytat z początku twojego opowiadania to przysłowie, które Hłasko tylko sobie pożyczył;)
mike17 dnia 03.11.2012 14:32
Masz prawo do własnej opinii, jak każdy, kto wypowiedział się na temat mojej pracy, ale jedna uwaga na przyszłość:
- Nie wyciągaj zbyt pochopnych wniosków o ludziach, o których nie masz pojęcia(ja piszę już 12 lat i mam na koncie publikacje - odsyłam do NASZE OKŁADKI).
- Nie komentuj komentarzy innych, bo to baaaardzo niegrzeczne, by nie rzec chamskie.
Akurat wśród pań, które tu wymieniasz są pisarki z wieloma wydanymi książkami na koncie :)

Ahoy!
al-szamanka dnia 03.11.2012 14:46 Ocena: Świetne!
No tak, sinalco wie lepiej.
A może niech sinalco pokaże co sam potrafi.

A o poradniach psychologicznych, tych z prawdziwego zdarzenia, nie ma sinalco najmniejszego pojęcia, ale za to doskonale orientuje się w "Modzie na sukces", o której ja z kolei nie mam najmniejszego pojęcia.....i podejrzewam, że większość tu piszących też nie.
sinalco78 dnia 03.11.2012 15:05
Staram się absorbować każdy aspekt rzeczywistości. Nie widzę niczego złego ani w poradniach ani w "Modzie na sukces". Sorry jeśli kogoś uraziłem, acz zaznaczam, iż były to tylko metafory. A w to, że większość tu piszących jest już uznanymi pisarzami, nie śmiem nawet przez sekundę wątpić. Niebawem sam coś opublikuję, więc może będę miał co najmniej dwoje czytelników:)
WholeTruth dnia 03.11.2012 22:35
a ja się podczepię pod sinalco. postaram się grzecznie, ale jednak krytycznie.
może mam pecha, bo to dopiero Twój drugi tekst, przez który przechodzę. ale słaby. to, że ma się jakieś publikacje widać nie wnosi wiele - jako argument w sporze o talent. tekst długi - za długi objętościowo. ale to enteroza. Ty wiesz już, że uważam ją za całkiem bezzasadną. skupiłam się na formie, bo nie chcę krytykować historii - jeśli rzeczywiście jest prawdziwa.
znalazłam wiele dopowiedzeń - oczywiste oczywistości tak często są nadmieniane, że aż strach. karkołomnie budujesz zdania, jakoś tak nie po polsku - raz za długie, raz za krótkie. no i szyk; pogubił się? wiele powtórzeń (noc, noc, nocą). duuużo archaizmów: mych, mego, rzekłem.
ciężko się skupić na głównym wątku, gdy nagle uciekasz, żeby opisać jak to się biłeś, gdy byłeś młodszy. jak to uczyłeś się boksu... to wybija z rytmu i niepotrzebnie miesza.
no i dowiedziałam się, że 'kłamstwo, to część składowa uczucia.' wystraszyłam się! po pierwsze zwrotu! to przecież całkiem nie pasuje. tak się nie mówi. nowe związki frazeologiczne tworzysz? i w ogóle - co to za teoria? absolutnie Twoja. ja się z nią nie zgadzam.
apostrofa... najpierw zwracasz się (pytania retoryczne) do czytelników, a później kontynuujesz monolog w stronę Moniki. duży przeskok. zauważalny.
mieszasz style wypowiedzi. całkiem kolokwialne (pitrasić) z wymyślnymi i na poziomie. to się gryzie - bywa. upraszczasz, ale niepotrzebnie uciekasz czasem w patos. niedopasowanie. 'lato odeszło w niebyt.' - bardzo pomysłowo, ale niepoprawnie. filozoficznie, ale czy na pewno logicznie?

nie ma dla mnie w tekście artyzmu, o którym wyżej wspomniałeś. jest historia, których wiele. nie mam na celu obrażania Twoich uczuć. wrażliwość masz. ale warsztatu... brak? znów nie pokazałeś czegoś zaskakująco dobrego, jak na osobę, która ma już jakieś zaplecze. do tego, doskonałość Twojej fizyczności znów poraża. niepotrzebnie chwalisz się swoimi wyczynami - z kim się to nie biłeś, czego nie wygrywałeś. to może i prawda. ale przedstawiona w zły sposób. zniechęca. bo nikt nie jest idealny - Ty starasz się nadrobić? nie podoba mi się.
pozdrawiam. Whole
mike17 dnia 03.11.2012 23:03
Z twojego kolejnego komentarza przebija zwykła zawiść.
I chyba wiem, o co chodzi...
Nie wiesz, co to miłość i nie umiesz o niej pisać.
Ani czytać :)
To boli, nie?
Nie zależy mi na dziesiątkach komentarzy, nie podbijaj mi zatem ich ilości, ich ilość już świadczy o czymś, więc w tym momencie zakończę, bo dyskurs z Tobą to woda na twój młyn :)
A chyba to nie jest kwintesencją porządnej krytyki.

Uszanuj to, co napisali inni.
Nikt ich nie zmuszał.
Oni się mylą, Ty masz rację?
Czasem spójrz na coś oczyma innych.
Może nie widzieli tego, co Tobie zostało objawione?
A mieszaj, mieszaj, jeśli Ci to ulży.
Ale uwaga końcowa: z mojej strony odpowiedzi już nie będzie, twoje intencje rozgryzłem :)

WholeTruth dnia 03.11.2012 23:09
nie reaguj tak na moje komentarze. chcę pokazać, co mnie boli. wcale nie zazdroszczę. czego? ja uważam, że bardzo się na portalu rozwinęłam, jeśli chodzi o moje pisanie. i nie uważam siebie za mistrza, czy coś...
i nie jesteś w stanie podjąć dyskusji. ani przyznać się do błędu. szkoda. to smutne.
a fakt, że większość komentuje przychylnie, nie oznacza, że mają rację. nie będę mówić, ze nie, bo każdy ma prawo do własnej opinii. i Ty moje nie możesz mi zabronić.
nie bawi mnie kłótnia z Tobą. męczy mnie Twój upór. ktoś się poświęca - swój czas - by pokazać niedociągnięcia, a Ty oskarżasz o zazdrość? nie umiesz przyjąć krytyki. dla mnie nic nie zmieni Twoja arogancja i pewność siebie. nie umiesz mi udowodnić, że masz rację, więc uważam, że jej nie masz.
teraz zwyczajnie przestaniemy się lubić.
mike17 dnia 03.11.2012 23:18
Nie rozumiesz czegoś podstawowego - jeśli większość komentuje na TAK, a Ty na NIE, to Ty masz problem...

Dajmy spokój.
Ani ja Ciebie, ani tym bardziej Ty mnie nie zmienisz.
Niech każdy pozostanie kulturalnie przy swoim zdaniu, a moje utwory, skoro wywołują u Ciebie tak skrajnie negatywne emocje, po prostu omijaj.

WholeTruth dnia 03.11.2012 23:45
'miliony mają rację, reszta przeszkadza'
Raz, Dwa, Trzy

;)
sinalco78 dnia 04.11.2012 04:48
No i o to chodzi. Żeby nieprędko wpadać w samozachwyt, bo może okazać się, że jesteśmy w klinczu, albo samemu sobie założyliśmy półnelsona. I po co od razu się dąsać jak smarkacz? Koleżanka wypowiedziała się bardzo merytorycznie. Nikt ciebie Mike nie obraża, a krytyka nie jest wyrazem braku szacunku, a powinna być motorem napędowym dalszych działań, stawania się lepszym, doskonalenia warsztatu itd. Sam szybko oceniłeś człowieka. Szkoda, że nie próbujesz zrozumieć. Zresztą po co ten mentalny ekshibicjonizm skoro nie zależy ci na opinii innych, czy może zależy ci na jedynie słusznych opiniach? pytanie jest retoryczne. nie musisz odpowiadać. Serwus.
Kushi dnia 09.03.2013 22:55 Ocena: Świetne!
Witaj Mike:)
Piszesz z niezwykłą lekkością. Tę niezwykłą opowieść przeczytałam jednym tchem i muszę przyznać, że mimo iż na początku wszystko wyglądało mi zbyt idealnie...polubiłam głównego bohatera:) Później już tylko czytałam z zapartym tchem co wydarzy się dalej. Twoje opowieści mają niezwykły klimat, tutaj dodatkowo okraszone niezwykłymi kawałkami muzycznymi:)
Jest pięknie, romantycznie, momentami aż kipi od emocji. Sama historia - niezwykle wzruszająca, ciepła - chyba każdy w swoim życiu czeka na taką właśnie miłość. Na osobę, która stanie się dopełnieniem, dzięki której będziemy mogli pokonywać nasze słabości, stawać się mocniejszymi. Taka miłość dodaje skrzydeł, wzmacnia:)
Polubiłam też Pedra - to szczęście mieć takiego przyjaciela i smutno, kiedy patrzy się na niepowodzenia kogoś, kto jest dla nas bardzo bliski.
Niesamowicie wzruszył mnie list Moniki po rozwodzie - rozpłakałam się przy jego czytaniu. To właśnie chyba w tym momencie została ukazana jej prawdziwa miłość, wierność i tęsknota.
Jestem zachwycona miłością , którą tutaj ukazałeś :shy:
Uśmiech ciepły posyłam:)
mike17 dnia 10.03.2013 11:01
Wielkie dzięki, Kasiu, za czytanko i wizytę!
Życie pisze takie historie, niestety, pisze je za rzadko - niejedna miłość nie przetrwa dziś próby czasu, ludzie są już inni, podchodzą niefrasobliwie do kochania i małżeństwa.
Musiałem opisać to wszystko, co mi się przytrafiło, bo bardzo często w swoich opowiadaniach umieszczam wątki autobiograficzne, a poza tym uznałem, że nasze losy to dobry materiał na odrębną historię.
Sam czasami nie wierzę, że takie rzeczy są dziś możliwe.
Że na miłości można zbudować wszystko.
Moja córka mówi, że dobrze się stało, że to opowiadanie nie wylądowało w szufladzie.
Bardzo się cieszę, że odczytałaś je sercem, że dało Ci wzruszenia.
To dla mnie bardzo ważne.
Noszę się z zamiarem (mam już początki za sobą) napisania powieści o nas.
Chcę rozwinąć tę opowieść, dodać garść nowych szczegółów z naszego życia.

Pozdrawiam Cię białym puchem :)
tydrych dnia 15.03.2013 16:44 Ocena: Świetne!
Cholera jasna! I nie napiszę więcej ani jednego słowa o tym co przeczytałem. Byłoby to profanacją.


Regulamin PP

2.6.2 Komentarz musi jasno wyrażać opinie danego użytkownika.

2.6.4 Komentarz powinien być tak rozbudowany, aby autor domyślił się co przeszkadzało lub podobało się komentującemu.
'
2.6.5 Komentarze to nie czat. Od rozmów niezwiązanych z tematem utworu jest shoutbox, prywatna wiadomość lub inna forma kontaktu z autorem.

Adnotacja red. - creep
mike17 dnia 15.03.2013 18:52
Fajnie, że wpadłeś:)
Cała przyjemność po mojej stronie.
Zapraszam ponownie, kiedy zechcesz :)
puma81 dnia 15.03.2013 21:15 Ocena: Świetne!
Najwyższa ocena przede wszystkim za powalającą szczerość - niewielu na nią stać, zwłaszcza tych, których świat często jest/był "pijany".
Wzruszyłeś mnie. Jasny, prosty przekaz. Czyste jak kryształ uczucia.
I ta letnia miłość na całe życie... skądś to znam:)
Dziecko w młodym wieku, które zostało poczęte prawie jednocześnie z wybuchem uczucia... też skądś znam:)

Pozdrawiam serdecznie.
mike17 dnia 15.03.2013 21:42
Dziękuję, Kasiu, właśnie o szczerość mi tu chodziło.
To opowieść o naszej miłości, i moich wzlotach i upadkach.
O Niej to w zasadzie opowiadanie, o miłości mojego życia.
I Karolinie, która pojawiła się jako jej owoc.
Szybko musiałem dorosnąć do roli ojca, choć z początku szło mi źle.
I nigdy nie żałowałem tego, że nasz los potoczył się tak a nie inaczej.
Byliśmy młodzi, ale nie głupi.
Jeśli też znasz to uczucie bycia rodzicem za młodu, wiesz, co ja wtedy czułem.
Zresztą czytałaś.
Dziękuję za to, że byłaś z nami i moim własnym światem.
Zapraszam jak najczęściej :)
Wiolin dnia 25.03.2013 11:34
Wiesz Mike, kurwa się rozpłakałem. Nie czytuję prozy. Ktoś mi polecił to opowiadanie....łzy mi płyną jak grochy....Czy może być coś bardziej szczerego od tego co napisałeś i od tego co ja teraz piszę......? Jeden jedyny raz słyszałem taką szczerość z ust prostytutki. Może wtedy chciała zrzucić z siebie to ciężkie brzemię które ją samą przerosło. Twoja jest drugą....Zaczarowałeś mnie. Pozdrawiam.
al-szamanka dnia 25.03.2013 12:00 Ocena: Świetne!
No, jeżeli Wiolin pisze tak dynamiczny koment pod prozą, to tym bardziej potwierdza moje własne emocje. Osoba, która to Wiolinowi poleciła, jest zapewne takim samym wrażliwcem jak i ja.
Najlepsze są zawsze historie pisane prawdziwym, tu dobrym życiem.
Pozdrawiam w dalszym ciągu wzruszona :)
mike17 dnia 25.03.2013 12:24
Wiolinie, dzięki wielkie, jestem w szoku, zatkał mnie kompletnie twój koment - cieszę się, że należymy do tej samej grupy wrażliwców (Al też, ale to niewiasta), że bezbłędnie odebrałeś te wspomnienia naszego bujnego, niezwykłego życia - historii, która wciąż się pisze.
Chciałem szczerze, wręcz do bólu opisać to, w czym dane mi było brać udział i co było/jest moim życiem z tą niesamowitą Kobietą (największy sukces, obok córki, mojego życia).
I ja sam płaczę, czytając to, co napisałem, to za silne wzruszenia, by umieć je powstrzymać.
Twoje męskie słowa to bezcenny komplement.
A jak chłop płacze, to jest święto :)

Al, pamiętam twoją reakcję zaraz po przeczytaniu tego wspomnienia - takich rzeczy nigdy nie zapominam i wiesz, że jestem Ci za to bardzo wdzięczny.
Za dzisiejszą wizytę też - wiem, że ta opowieść żyje i nadal jest chętnie czytana, a to dla mnie wielkie wyróżnienie.

Pozdrawiam Was słońcem śmiałym :)
bosski_diabel dnia 28.03.2013 17:23
Ze sporym opóźnieniem ale jednak...

Nie znam się na prozie, brak uprawnień technicznych ;) więc z tej strony milczenie, Mike wywaliłeś podszewkę pokazałeś swoje...więc ode mnie tylko, to się nazywa odwaga.
Nie każdego stać na "nagość.
Z tym, że powiem, łez tu nie trzeba wylewać trzeba ludzkiego zrozumienia. Pozdrawiam.
mike17 dnia 28.03.2013 17:43
Dzięki, Tadeuszu, bo mnie właśnie o tę podszewkę chodziło.
Miałem i mam szczęście żyć życiem bujnym, niezwykłym, w otoczeniu kobiet, żony i córki, które są moim światem, i którym winny byłem tę opowieść-spowiedź.
Chciałem opowiedzieć o moich wzlotach i upadkach, i o miłości, bez której mnie nie ma.
Tylko tyle.
Jakby to powiedział Pan Janek: "Michał, szanuj babę, bo jak nie, to dostaniesz kopa w dupę od losu".
Życie uczy pokory, i mnie nauczyło.
Wpadaj jak najczęściej, czekam :)
Usunięty dnia 23.04.2013 21:29 Ocena: Świetne!
Wzruszyłeś mnie bardzo, Mike. To jedna z najpiękniejszych historii, jakie kiedykolwiek czytałam. Bliska życiu, a jednocześnie nieprawdopodobnie bajkowa. Gratuluję szczerości i lekkości pióra, gratuluję życiowego wyboru. Pomogłeś szczęściu, Mike, pomagaj mu dalej :) Pozdrawiam serdecznie wiosennym, ciepłym wieczorem :)
mike17 dnia 23.04.2013 21:47
Wero, w imieniu moim i mojej małej, bardzo dziękuję :)
Jestem ekshibicjonistą, ale inaczej nie da rady, jak chcesz szczerze opowiedzieć swoje życie.
I jeśli to już robimy, to do bólu, albo wcale.
Chciałem dać całą prawdę bez fotoszopa.
Lubię czasem tak do kości...

Moja spowiedź rosła z latami.
Kiedy coraz bardziej zdawałem sobie sprawę, że bez tej kobiety, byłbym nikim.
I dlatego napisałem to opowiadanie.

Pozdrawiam Cię warszawską nocą :)
Usunięty dnia 24.04.2013 12:11 Ocena: Świetne!
Nie uważam tego za ekshibicjonizm, Michale. Piszesz z serca i to jest najważniejsze, to się czuje. Pozdrawiam serdecznie południowym słońcem :)
mike17 dnia 24.04.2013 18:08
Bo tak miało być, Wero :)
Z serca, szczerze i bez udziwnień.
Cieszę się bardzo, że tak odebrałaś moje wspomnienie.
To dla mnie bardzo ważne :)
aga63 dnia 31.08.2013 13:03 Ocena: Świetne!
Witam :)
Napisanie tak osobistego, szczerego tekstu, a do tego przedstawienie się w nim także i w negatywnym świetle, wymaga wiele odwagi...
Jestem pod OGROMNYM wrażeniem.
Gratuluję i świetnego tekstu i wyborów życiowych :) No i nie każdy, kto miał problem z alkoholem, potrafi się przyznać, że to jego wina. Niektórzy do starości obwiniają swoje rodziny i wszystkich dookoła.

Jeszcze raz gratuluję i pozdrawiam :)
mike17 dnia 31.08.2013 20:15
Jak napisałem - Lato z Moniką stało się moim życiem.
Ten scenariusz napisało Życie, ten największy z czarodziejów przedziwnych.
Nasza bajka trwa już ponad 20 lat i jeśli się kiedyś skończy, będzie po mnie, bo tacy faceci jak ja, kochają raz jeden, jeśli w ogóle, a skoro tak się stało, to czują się dotknięci przez Przeznaczenie w dobrym tego słowa znaczeniu.
Lubię otwartość i szczerość, nawet do bólu, jak tu, ale tak postrzegam teksty autobiograficzne - nie wolno się wybielać, albo tylko stawiać w świetle ujemnym, trzeba oddać całość, w miarę obiektywnie.
Może mi się to udało, może nie, to Wy oceniacie, ja daję fakty.

Czuję potrzebę opisywania swojego życia.
Zawsze było bujne i odjechane, więc to chyba dobry materiał na teksty.
Utwory te staram się pisać językiem prostym, niemal telegraficznym, nie chodzi mi tu o zabawę słowem i językową woltyżerkę, lecz o czysty przekaz, oddany surowo i czytelnie.

Tu, pewnego letniego dnia, usiadłem przy kompie i poszło.
Od lat o tym myślałem i w końcu się odważyłem.

DZIĘKI Ago, za wejście w nasz świat.
Moniki i mój.
Jest nam bardzo miło, thanx :)
Mozart dnia 01.09.2013 00:36
Pierwszy raz piszę komentarz do Ciebie - mike17. Na zdjęciu wyglądasz jak pewny siebie, zbyt pewny siebie i doskonale, perfekcyjnie oceniasz innych. Chyba nikt tak jak Ty nie pomaga innym w odnajdywaniu błędów w pierwszych pisarskich próbach. Przeczytałam komentarze równie uważnie, co Twoje dzieło mike17. Jest perfekcyjne tak jak Ty. Czytałam w tych komentarzach, jak doskonali poeci płaczą. Ja nie publikuję swoich tekstów. Tylko je czytam. Być może nie mam prawa do komentowania tych, którzy piszą ?! Jestem prawnikiem. Takie historie słyszę każdego dnia. Mnie to nie wzrusza. To realia. To codzienność. Nie umiem zrozumieć zachwytu nawet nad rzekomą szczerością. Pisanie w pierwszej osobie liczby pojedynczej to dla mnie nie powód, aby uwierzyć, że to Twoje zwierzenia. A jeśli nawet tak jest, to dla mnie historia jedna z tysiąca. Warsztat piękny. Przyznaję. Kończyłam humanistykę, a i tak nie wiedziałam, że tak beztrosko można stawiać przecinki przed "i". Nadal będę Cię podziwiać mike17 za Twój perfekcjonizm w ocenianiu innych. Historia nie chwyta mnie za serce. Jestem pewna, że nie będziesz miał mi tego za złe. Wybacz brak łez. Po prostu, doceniam warsztat, nie historię. ;)
mike17 dnia 01.09.2013 09:10
Dzięki za lekturę moich wspomnień i własne refleksje oraz wyczerpujący, rozbudowany komentarz.
Odnośnie przecinków przed "i" - tu wyjaśnienie:

http://www.polonistyka.fil.ug.edu.pl/?id_cat=289&id_art=1062
Mozart dnia 01.09.2013 09:39
Pouczające. Dziękuję :)
Figiel dnia 30.10.2013 21:57 Ocena: Świetne!
Niezmiernie trudno jest komentować tak osobiste teksty, bo i zwyczajna to historia i niezwyczajna. Może tak - zwyczajna powtarzalnością schematu, niezwyczajna sposobem opowiedzenia z całym ogromem wylewających się z niej emocji.To historia mężczyzny, który musiał dojrzeć i ustalić priorytety, oraz kobiety, która musiała znaleźć siłę, by przeczekać i dotrwać
Dla obojga trudne zadanie, bo rozłożone w czasie, który mógł tę młodzieńczą miłość zatrzeć, przykurzyć, odesłać w zapomnienie. Niezwykłość tej historii leży też w jej zakończeniu, i nie chodzi tylko o to, że szczęśliwym. Mam na myśli zdolność wybaczania, niezbędną dla zaistnienia dalszego ciągu. I to jest niezwykłe, bo rzadkie.
Pozdrawiam:)
Miladora dnia 30.10.2013 22:18
A mnie ciekawi, Mike, czy czytałeś "Lato z Moniką" szwedzkiego pisarza Per Andersa Fogelströma.
Bo osobiście zmieniłabym tytuł, żeby nie pokrywał się z tą bardzo, mimo wszystko, znaną, a nawet sfilmowaną książką.

Miłego :)
mike17 dnia 30.10.2013 22:39
Beatko, szalone życie czasem aż prosi, by je opisać, by się może w ten sposób oczyścić.
Była chwila, był impuls, i poszło - spisałem to, co dała nam przez te lata fala trwania.
A przeżyliśmy razem istny film sensacyjny i trwa to nadal :)
I ja kiedyś spojrzałem w kocie oczy, tamtego sierpnia i dostałem kota, którego mam do dziś.
I oby tak pozostało :)
Zwariowałem i chcę być wariatem do końca czasu :)

Dziękuję Ci za odwiedziny i wysłuchanie mojej małej spowiedzi :)

Miladoro, poza "Dziką kaczką", lekturą bodajże trzeciej klasy liceum za moich czasów, nie czytałem żadnych pozycji literatury skandynawskiej, a wstyd :)
Znam film "Wakacje z Moniką" Mistrza Bergmana, ale to insza inszość.
Mój tytuł, jak pewnie wiesz z lektury tego opowiadania, integralnie łączy się z treścią: w lecie poznałem żonę, a więc było to LATO Z MONIKĄ.
Gdyby dane nam było poczuć miłość zimą, byłaby to ZIMA Z MONIKĄ :)
A ileż w literaturze, czy muzyce podobnych tytułów.

Pozdrawiam nocą październikową :)
Lenix dnia 14.11.2013 19:36
Tekst świetny.
Życie jak życie, pełne wzlotów i upadków.
Ja nie miałem dotychczas szczęścia do tak cierpliwych kobiet, chociaż nie zrobiłem nawet połowy tego, co Ty. Może nie kochały...
A może ja ich nie kochałem.
Draniu. ;)
Zawsze twierdziłem, że kobiety kochają drani, dlatego nim zostałem. ;)
Ilu zrozumie tak jak Ty? Gdybyśmy mieli tak w procentach ocenić - ilu się zmieni, dorośnie? ...
mike17 dnia 14.11.2013 19:47
Stary, ja miałem SZCZĘŚCIE trafić na anioła :)
Który od 21 lat znosi moje humory i inne takie tam, bywam draniem, nie przeczę, mam trudny charakter.
Ale i ja nauczyłem się przy okazji: mając kontakt z kimś dobrym, niejako sam się takim stajesz, a ja do tego musiałem dorosnąć, nie byłem od zawsze ideałem, nadal nie jestem.
Ale mam kogoś, od kogo mogę się każdego dnia uczyć i tym kimś, jest moja Żona.
Ktoś, bez kogo mnie nie ma.

Pozdro, stary, pozdro bardzo :)
ajw dnia 14.11.2013 22:54 Ocena: Świetne!
Przez cały tekst miałam wrażenie, jakbym czytała cudzą korespondencję i czułam sie z tym trochę nieswojo. Doskonale jednak rozumiem potrzebę napisania czegoś takiego. To jakby próba oczyszczenia się z emocji, z poczucia winy - takie Twoje kahtarsis. Jest tu też zadośćuczynienie. To ogromnie ważne i dla Ciebie i dla tej osoby, o której tak pieknie piszesz. Wszyscy popełniamy błędy, ale nie kazdy się do nich przyznaje. Ty to zrobiłeś i to publicznie. Szacun :)
mike17 dnia 14.11.2013 23:16
Po prostu czasem czujesz, że chcesz to komuś opowiedzieć.
Dojrzewałem długo do tego ruchu, ale w końcu dojrzałem.
Do opowiedzenia historii, która chyba nadal mnie przerasta, jak to, co mogę przeżywać.
Pisałem w poprzednich komentach: ja miałem w życiu szczęście.
Nie nazwę tego słowami, bo nie ma takich.
Nie chcę się powtarzać: jeśli po śmierci zapytają mnie, co pamiętam z życia, powiem, że moją kobietę.
I Matkę.
Kobiety, kobiety mojego życia.
romantyczna dnia 28.12.2013 10:03 Ocena: Świetne!
Witaj Mike,
Obiecałam i jestem :) cieszę się, że mogłam to przeczytać. Najpierw może zwrócę uwagę na literówki:
Cytat:
Le­piej nich po­zo­sta­nie ko­cha­ją­cym ta­tu­siem.

niech
Cytat:
by­li­śmy prze­cież parę dzie­więt­na­sto­lat­ków

parą
Cytat:
Mia­łem na gło­wie parę ku­zy­nów, na­tręt­nych, roz­wy­drzo­nych ma­ło­la­tów

paru
Cytat:
ięc pły­wa­li­śmy razem na wodę

nad
Ale nie będę się rozwodzić nad błahostkami. Opowiadanie jest czarujące. Zachwycająca gra słów sprawia, że wszystko po prostu płynie i wybrzmiewa. Nawet smutne momenty, które zgrabnie wplatasz w treść, zdają się mało znaczyć na tle miłości podmiotu. Bardzo podobały mi się opisy i porównania.
Mam kilka ulubionych fragmentów:
Cytat:
Patrz, pier­nicz­ku, z kim się kru­szysz…

Cytat:
Bóg lubi grać w bier­ki.

Cytat:
Pedro miał u mnie do­ży­wo­cie na wszyst­ko i ko­rzy­stał z tego czę­sto.

Cytat:
Każdy ma swoje so­me­ti­mes

Opowiadanie z początku utrzymywane w atmosferze zachwytu i miłości, na końcu mnie zasmuciło, nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Końcówka jednak wynagrodziła mi chwilę słabości. Takie jest życie i Ty idealnie to oddałeś :)
Pięknie i romantycznie.

Pozdrawiam słonecznie
mike17 dnia 28.12.2013 10:35
Bardzo mi miło, Romantyczna, że weszłaś w te wspomnienie szalonych lat, których bohaterami jesteśmy my - Ona i ja :)
Już to wcześniej pisałem, miało być prosto i konkretnie, ale też romantycznie i sentymentalnie.
Opowiadanie powstało w jeden dzień, potem były już tylko szlify końcowe.
Oddałem tu tylko część naszych przeżyć, które akurat jakoś komponowały mi się w całość.
Nie wstydzę się mówić o swoich uczuciach, nie mam oporów w ich okazywaniu.
Dlatego tekst jest szczery do bólu, bo innym go nie widziałem: mamy zalety, ale też wady, i tylko od nas zależy, co z tego zdominuje nasze życie.

Poprawki zaraz naniosę - dziękuję Ci za wyłapanie literówek.

Piszesz, że opowiadanie czarujące... bo to życie było i jest czarujące!
To ono pisze nam najpiękniejsze scenariusze.
Jest bezcenną przygodą, która zdarza się tylko raz.

Raz jeszcze dziękuję ogromnie za wejście w nasz świat i pozdrawiam prawie wiosennie :)
gabstone dnia 17.04.2014 00:54
Przeczytałam. Wrócę
mike17 dnia 17.04.2014 09:42
No to czekam i pozdrawiam :)
Usunięty dnia 17.04.2014 12:07
Ciekawa historia (nawet bardzo) aż się zamyśliłam... nad tą maciejką, bo mi bardziej to ona z lipcem się kojarzy, no że wtedy kwitnie... ale może i o sierpień zahacza? ;-)
Z dwiema rzeczami się nie mogę zgodzić: z tym przeznaczeniem (to tylko przypadki, czasem złe i ślepe) i z "jeśli kocha się naprawdę, to kocha się przez resztę życia" - no, chyba że rozłoży się na części pierwsze słowo "naprawdę".
Pozdrawiam serdecznie:)
mike17 dnia 17.04.2014 13:00
Miło Cię znów widzieć, Zrekapitulowana, pod tym pięknym wspomnieniem, w którym opisałem nasze szalone życie, to się już nie zmieni, zawsze będziemy tacy sami jak ponad 20 lat temu, kiedy dostąpiłem zaszczytu poznania tej niezwykłej Kobiety :)

Wierzę, że najważniejsze rzeczy w życiu człowieka są mu przeznaczone, drobne nie, ale te decydujące o jego losach.
Przypadek, zbieg okoliczności, hm... nie wierzę w to zupełnie :)
Ale to tylko moje poglądy, każdy ma przecież prawo to własnego oglądu świata.

Co do kochania, obserwuję w rodzinie i wśród przyjaciół tak dobrane pary, które są już ze sobą bardzo długo, i patrząc na nich coś mi mówi, że tak już pozostanie :)
Jak ktoś natrafi na "tę właściwą dla siebie osobę", nie ma bata, nic ich nie rozdzieli.
Wierzę w to głęboko, sam to przeżywam z Moniką, choć bywało różnie...

Bardzo się cieszę, że byłaś z nami w tej niezwykłej opowieści, która nadal wydaje się czasem dla mnie snem, wpadaj jak najczęściej, mój skromny kram z opowiadaniami zawsze stoi otworem.

Pozdrawiam miło!
gabstone dnia 18.04.2014 00:39
Napisz komentarz... Do życia. Do prawdy, do kompletnego obnażenia. Jak łatwo oceniać. Ale trudno nie zazdrościć. Mike, u facetów łatwość odtwarzania uczuć zdaje się zanikać wraz z rozwojem cywilizacji:( U Ciebie odbieram na kompletnie tej samej fali. Mój jedyny zjawił się przypadkiem ,zupełnie nieoczekiwanie, i po pierwszym spotkaniu (dowiedziałam sie o tym po długim czasie) , wiedział od razu, że to "to". Tak, banalne, ale wierzę że są mężczyźni, którzy od razu wierzą, że to właśnie ta kobieta. Różnie było u nas, czasem niełatwo, bo oboje mamy za sobą kawałek innego życia, ale jak pięknie móc czytać sobie w myślach. Wiem, niewiarygodne, ale budzę się 3 minuty przed tym, jak wraca z pracy. Nie umiem zasnąć, kiedy nie zasypia obok.
Wiem, nierealne, ale wiem też, że całkiem możliwe. I nikt nigdy nie powie mi , że nie można mieć tej drugiej połówki jabłka, którą Bóg wyrzucił nam na koniec świata, a całym naszym życiem dążymy , żeby ją znaleźć. Niektórym się udaje, mimo wyzwań i wybojów, przez które prowadzi nas życie.
Oj długo gadam, i ktoś pomyśli, że bez sensu
A wyjątkowość tego opowiadania polega na tym, że mimo burz, każdy by tak chciał, mimo wszystko. Lecz nie każdy potrafi przyznać, że błędy można naprawić, a trudności pokonać. Być skałą.

Bo kobieta to kamień, a mężczyzna to patyk

'Ko­biety to ka­mienie, których używa się do bu­dowy do­mu, mężczyźni to pa­tyki, który­mi roz­nieca się ogień i opa­la dom."
mike17 dnia 18.04.2014 09:22
Co za piękny koment, Gab, miód na moje serducho, radość prawdziwa, że nie jestem sam w moim odczuwaniu miłości i Przeznaczenia, że jest nas więcej, pewnie cała armia, moja miła :) bo wielu z nas stworzyło szczęśliwe rodziny, a że czasem są małe burze i pada deszcz, to przecież normalne, potem wychodzi zawsze słońce i znów jest jak być powinno.
I ja od pierwszego wejrzenia wiedziałem, że to "ta", że jej już nie wypuszczę, ja w tamtym okresie rozrywkowy chłopak, nagle zmieniłem się o 180 stopni i zmieniło się też moje życie.
Bo Ona w nie weszła jak burza :)
Ludzie są sobie pisani, i jeśli naprawdę są, odnajdą się na końcu świata.
Grunt to trudna sztuka kompromisu, kochania "pomimo", akceptacji wad, szukania tego, co dobre i co najbardziej łączy.
I okazywania uczuć, bez tego zawsze będzie czegoś brak.

Moje lato z Moniką to już ponad połowa mego życia.
Mam lato nawet w środku stycznia :)
Nikt mnie tak dobrze nie zna i nie rozumie, jak Ona.
Poza tym, że jest moją kobietą, jest też przyjacielem.
Na dobre i na złe.
Ale o tym już pisałem w opowiadaniu.

Twój komentarz z rana przeczytany wywołał radość, miło tak zacząć dzień, zaraz wypije kawę i jeszcze raz przeczytam twoje słowa.
Nadajemy na tych samych falach, jakże to fajne w tych czasach, gdzie miłość nie zawsze jest tym, czy być powinna.
Bardzo się cieszę, że odnalazłaś się w tym wspomnieniu, nie potępiłaś mojej szczerości do bólu, ale jak taki szczery chłopak jestem i to się już nie zmieni :)
Uśmiecham się do Ciebie :)

Pozdruffki piątkowe :)
faith dnia 09.05.2016 19:27
No i w końcu jestem i tutaj :) Gorące i pełne autentycznego życia opowiadanie udało Ci się stworzyć, Michale. W dodatku czuć, że wszystko było pisane z wielką dozą uczucia, o którym nie sposób tu nie wspomnieć.
Pokazujesz to, co wydaje się być bardzo oczywistą rzeczą, że miłość, nawet ta największa i najprawdziwsza miewa swoje zakręty. Ale takiego pokazywania nigdy dość, bo wydaje mi się, że mimo całej pozornej powszechności tego tematu, na co dzień jednak gubi nam się ta prawda. Dużo tu sentymentów, dużo wzruszeń i oczywistym jest, że to wszystko udziela się również czytającym. Sama czułam zapach lata, ognisk i maciejki. Zabrałeś mnie w tamten świat i miło było mi w nim gościć :)

Twoja historia pokazuje, że jeśli ludzie na to zasługują i naprawdę się kochają potrafią wiele przetrwać. I wiesz co? Jesteś cholernym szczęściarzem, że trafiła Ci się taka żona. Cudownie jest też wiedzieć, że potrafisz to docenić :)

Cytat:
Tote kosz­ta tej za­ba­wy na po­waż­nie

- możesz sobie spokojnie zrezygnować ze środkowego zaimka na korzyść tego zdania :)
Cytat:
Le­piej nich po­zo­sta­nie ko­cha­ją­cym ta­tu­siem.

- ktoś tu był głodny i coś zjadł :)
Cytat:
byliśmy przecież parę dziewiętnastolatków

- "ą"

No ale to tyle z czepialstwa.
Naprawdę udało Ci się mnie wciągnąć w tę historię. Tak wiele w niej ciepła i radości z życia, że trudno przejść obok obojętnie. I ja nie przeszłam, zachowam ją sobie i będę wracać.

Pozdrawiam Cię serdecznie, ciesząc się, że tak mile mogłam spędzić czas:)
mike17 dnia 10.05.2016 09:52
Aż trudno mi dziś w to uwierzyć, ale opowiadanie powstało w dwa dni, potem były już korekty :)
Pisałem uczuciami, bo inaczej takich rzeczy nie idzie opisać.
Na te dwa dni wyłączyłem się z życia i wszedłem w świat tej historii.
By wszystko wyłapać, i niczego nie pominąć.
Oczywiście moje życie z Moniką to jeszcze dziesiątki takich nienapisanych opowiadań, ale tu starałem się wybrać najważniejsze wydarzenia, bądź przynajmniej interesujące.

Moje życie zawsze było filmem sensacyjnym i za radą żony powstało "Lato z Moniką", bo nosiło mnie, by napisać coś o sobie, to temat-rzeka, dobry na dobry film.
Zresztą w większości moich opowieści jest zawsze coś ze mnie.

Jestem szczęściarzem, to prawda, ogólnie i w przypadku posiadania takiej kobiety.
To najpiękniejsza rzecz, jaka mi się w życiu przytrafiła, takich rzeczy jest jeszcze wiele, ale jako romantyk należę do ludzi, którzy kochają w życiu tylko raz, i gdyby zabrakło tej miłości, żyliby w samotności, czuję to, że tak by było.

Poza tym ten tekst dojrzewał we mnie od lat: chciałem krzyknąć na cały świat - kocham!
I opisać to i niech inni wiedzą, że prawdziwa miłość się zdarza, i czasem im mniej jej szukamy, tym łatwiej ona do nas przychodzi, jak do mnie w sierpniu 25 lat temu.
Przypadek?
Wiesz, Kasiu, że ja nie wierzę w przypadek, jest tylko przeznaczenie :)

Jeśli udało mi się Ciebie wzruszyć i poruszyć, tom rad :)
Piękne piszesz komentarze, Kasiu, aż chce się pisać, by potem czytać takie recenzje.
A nie ukrywam, że zależało mi na wzruszeniach - np. Wiolin popłakał się, czytając.
To piękne.
Jakże się cieszę, że znów odchodzisz zadowolona, i że udało mi się zainteresować Cię historią mojego życia - zawsze byłem zdrowo rąbnięty, ale moim bliskim z tym dobrze, więc nie ma tematu :)
Fajnie, że mile spędziłaś czas razem z nami i nie przeszłaś obojętnie :)
Mam nadzieję, że długo będziesz nas pamiętać :)

Pozdrawiam wesoło, pijąc poranną kawkę :)
Krzysztof Konrad dnia 22.04.2017 17:57 Ocena: Świetne!
Tak sobie pisałem z Tobą na czacie i przypomniało mi się, że mam coś do skomentowania. Tekst przeczytałem dużo wcześniej i miałem zostawić jedynie kilka słów, ale rzuciło mi się gdzieś w oczy jedno zdanie, później kolejne... I poszło, bez problemów, a to u mnie rzadkie przy kolejnym razie. Bolesne upadki, miłości, podróże, niebezpieczeństwa, czucie życia. Od początku jakoś rzucałeś mi się w oczy. Bo jesteś prawdziwy, bo nie ubarwiasz prawdy, a jedynie pakujesz ją do torebki dobrej firmy, firmy Twojej doświadczonej życiem dłoni, której palce piszą przeszłość. Twoje życie było, i jest - fascynująco przygodne, pozostawia egzystencjalne lekcje pokory, honoru, smaku bólu i chwil radości. Zostawiasz za sobą nostalgiczne popioły. Zupełnie, jakby jakiś rodzaj krzyku bezdzwieku chciał stać się słyszalny, za zasłoną tych właśnie, nostalgicznych historii. Nie będę oceniał Cię w kwestii moralnej. Powiem tylko, że nie każdy błąd przypisuje człowiekowi etykiety, a nie na każdej etykiecie widzimy ten sam napis. Mógłbym siedzieć z Tobą przy ognisku i po prostu słuchać. Pozdro :)

P. S

Do tego, masz jaja chłopie.
mike17 dnia 22.04.2017 20:20
Krzyśku, co ja mam powiedzieć po takim komencie? :)
Że przejrzałeś moje intencje na wylot?
Że wyczułeś moje życie, moje wzloty i upadki?
Tak, tak właśnie było.

Zawsze żyłem dość intensywnie i za kołnierz nie wylewałem.
Dziś spuściłem z tonu i popijam sobie tylko browarki :)
Zwyciężyła miłość i to ta przez wielkie M.

Miałem i mam szczęście żyć z niezwykłą kobietą.
Która kocha mnie "pomimo".
Wie, że lubię sobie wypić, ale jestem też facet do rany przyłóż.
Lubię jak mój zięć sączy ze mną piwko, a panie oglądają TV.
Dobro, jakie do mnie przyszło, przyszło dzięki mojej żonie i nigdy jej tego nie zapomnę.
I to, że przymyka oko na moje wady.

Krzyśku, przy ognisku dowiedziałbyś się od mnie niejednego.
Jestem dobrym gawędziarzem i wiele w życiu przeszedłem, więc opowieść byłaby ciekawa :)
Może gdzieś, kiedyś, jakoś :)
Kazjuno dnia 21.05.2018 11:13
Historię Mike swojej miłości opisałeś, jak to TY, bardzo zajmująco i przeczytałem na jednym oddechu.
Choć do czasu, gdy nastąpił poważny kryzys związany z alkoholem, tekst wydał mi się nieco przydługą sielanką. Nie sądzę, znając Ciebie, że wkręcałeś Czytaczom kit. A priori zakładam, że tak musiało być.
Nie wykluczam, że przeze mnie przemawiało uczucie zawiści? Długą część tekstu czytałem o paśmie szczęścia, wynikającym z idealnej miłości. Wydaje mi się, zdarzającej się chyba raz na milion.
Moje własne uczuciowe zapętlenia porównałbym do poszarpanej sinusoidy. Zdarzały się wzloty, ale były upadki i to bolesne.
Chyba dlatego czytanie o takim ogromie szczęścia, zaczynało wydawać się niewiarygodne.
Może rykoszetem uderzę tu w siebie, ale kiedy zacząłeś pisać o wzroku żony, wystraszonym krzykami i groźbami, ja zawistnik, poczułem: zaczęło się PRAWDZIWE ŻYCIE. Wreszcie bardziej swojski klimat. Także pozew rozwodowy, był tym, co mnie wyrwało z nadmiaru sielankowej słodyczy. Na idealnym posągu wystawionym wielkiej miłości, pojawiła się rysa.
To dodało dramaturgii, przybliżyło do normalnego realizmu.

Szczęśliwie dla Was (i uwierz, że tym razem nie piszę jako obłudnik), kryzys macie dawno za sobą. Może troszkę zazdroszczę.

Cóż, tekst bardzo odważny i szczery. Podziwiam.
Pozdrawiam Mike, Kaz
mike17 dnia 21.05.2018 14:41
Lato z Moniką stało się moim życiem, Kaz :)
Takie małżeństwa zdarzają się raz na milion.
Zgadzam się z tym.

Byliśmy sobie pisani i tylko tak można to pojąć.

Ponieważ przeżywamy niezwykłe rzeczy, chciałem, by świat się o tym dowiedział.

I wiem też, że miłość od pierwszego wejrzenia to fakt.

Kaz, zapraszam Cię teraz w ramach małego odsapnięcia do króciutkiej miniaturki WALDEK.
Zaręczam, że nie pozostawi Cię obojętnym, a to tylko 5 minut czytania.

Trzym się zdrowo, Brachu, dzięki za miłe słowa i odwiedziny :)
Jaga dnia 06.06.2018 21:42
Skoro spowiedź, to idź i nie czyń tak więcej;) Ja odpuszczam Tobie grzechy... ;)
Hej, Mike,
tak serio będzie. Zazwyczaj czytam Twoje opowiadania z przyjemnością, chętnie i bez zgrzytów. Masz swój styl i dar opowiadania historii w sposób zrozumiały i pasjonujący. Zawsze chcę się dowiedzieć, jakie będzie zakończenie. Czasami lubię bohaterów i się z nimi utożsamiam, innym razem mnie denerwują. To znak, iż są wiarygodni psychologicznie.

W tym wypadku nie mogę wypowiadać się na temat bohatera, bo nie chcę oceniać Ciebie.

Mogę jedynie śmiało powiedzieć, iż Twoja żona jest świętą kobietą:)
Życzę Wam szczęścia.
Pozdrawiam ciepło,
Jaga
mike17 dnia 07.06.2018 14:05
Jago, moja żona to naprawdę święta kobieta :)
Byliśmy sobie pisani.
Jesteśmy bardzo szczęśliwi, a w to lato zostaniemy dziadkami :)

Bardzo się cieszę, że wracasz do mnie, że w moim kramiku z opowiadaniami zawsze coś dla siebie znajdziesz.
To dla pisarza bezcenne i nieocenione.
Mieć stałych czytaczy - super!

To już tyle lat mnie czytasz, i wciąż jest co - staram się, jak mogę, i mam nadzieję nie zawieść.

Pozdrawiam wesoło!
Jaga dnia 07.06.2018 20:33
Dziadek Mike?;0 To brzmi dumnie :yes: Wszystkiego najlepszego z okazji dzisiejszych urodzin! :)
mike17 dnia 08.06.2018 11:56
Bardzo dziękuję, Jago :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
MarcinD
26/04/2019 09:50
I dobrze, nie może być za łatwo ;-). Upierdliwość i… »
al-szamanka
25/04/2019 22:43
Masz rację, Jolu, Chłystka długo nie było, tym bardziej… »
al-szamanka
25/04/2019 21:47
Oj, oj, taki krótki tekst a tyle potknięć interpunkcyjnych.… »
Zdzislaw
25/04/2019 21:02
Marek Adam Grabowski Dzięki za komentarz. Co do żartu -… »
Dobra Cobra
25/04/2019 20:43
No i znów jesteśmy w słodkim świecie fantastycznym… »
Marek Adam Grabowski
25/04/2019 19:18
Stworzyłeś bardzo fajny klimat tego technikum. Umiesz też… »
Zdzislaw
25/04/2019 18:53
AntoniGrycuk. Piszę wspomnienia dla zatrzymania tamtego… »
AntoniGrycuk
25/04/2019 18:07
Bardzo fajny wspomnieniowy tekst. Co prawda wielkich… »
Yaro
25/04/2019 16:50
Mam sąsiada Tadzia niby dobry ale bardziej letni .… »
Yaro
25/04/2019 16:45
Miłość sama nas odnajdzie im bardziej szukamy tym bardziej… »
StalowyKruk
25/04/2019 15:14
To jest cholernie dobre. Najlepszy kawałek tekstu jaki… »
JOLA S.
25/04/2019 11:59
Al, tęskniłam za Chłystkiem, wręcz na niego czekałam, bo… »
al-szamanka
24/04/2019 21:41
Powiem Ci tak: Wiersz byłby o wiele lepszy, gdyby był… »
Marek Adam Grabowski
24/04/2019 13:36
Bynajmniej nie chodzi o błędy językowe; lecz o to, iż temat… »
Miladora
24/04/2019 12:50
Witaj poświątecznie, Hope. :) Będzie krótko, bo nie mam się… »
ShoutBox
  • Zola111
  • 26/04/2019 00:39
  • Serdecznie zapraszam do głosowania w Zaśrodkowaniu#30 [link]
  • tydrych
  • 24/04/2019 22:55
  • Cholera jasna! Co mnie tu znowu przygnalo? :)
  • tydrych
  • 24/04/2019 22:54
  • By ich nie spalic, troskliwie zawijaj w sreberka. /Swistak/ :)
  • tydrych
  • 24/04/2019 22:52
  • I pamietaj by wsrod przypraw , byla oliwy kropelka.
  • tydrych
  • 24/04/2019 22:51
  • Juz niedlugo, za dni pare. Idz po piwko, nie gitare. Rozpal grilla a w sam zar, wloz kartofli kilka par.
  • mike17
  • 23/04/2019 18:46
  • Głosujcie w MUZO WENACH 7 na swoich faworytów, oto konkursowe namiary : [link]
  • AntoniGrycuk
  • 23/04/2019 13:31
  • A kto inny mówi, że w Słowniku Poprawnej Polszczyzny z 2016 jest: winny wszystkiemu. I co tu sądzić? Ja mam tylko taką sugestię: być winny wypadku, zdarzeń (kogo, czego).
  • AntoniGrycuk
  • 23/04/2019 13:27
  • Otóż dzwoniłem do poradni językowej Uniwersytetu w Poznaniu. Podano mi, że w słowniku sprzed 40 lat obie formy są dopuszczane, a w nowym tylko w formie dopełniacza. Więc: winny wszystkiego.
Ostatnio widziani
Gości online:18
Najnowszy:little87
Wspierają nas