A la guerre comme a la guerre - Miroslaw Sliwa
Publicystyka » Felietony » A la guerre comme a la guerre
A A A
A la guerre comme a la guerre.

13 - 15 grudnia 1981 roku Jastrzębie - Zdrój. Pacyfikacja KWK Jastrzębie.

O wprowadzeniu stanu wojennego dowiedziałem się od teściowej, rankiem 13 grudnia. Spojrzałem na nią jak na wariatkę; „Co też ona?”. Włączyłem telewizor; śnieżył, no to radio; szumiało. Nastawiłem Wolną Europę; zagłuszana jak zwykle, ale z kakofonii dźwięków udało mi się wyłowić informację o tym, że o północy reżim Jaruzelskiego wprowadził w Polsce stan wojenny. Ta informacja nie potrafiła do mnie dotrzeć. To była jakaś fiksacja. Spojrzałem przez okno, na ulicach było pusto i ponuro. W domu rodzice już wiedzieli. Ojciec, który jeszcze wówczas pracował na kopalni Moszczenica sklinał czerwonych na czym świat stoi. Spojrzeliśmy na siebie i wiedzieliśmy, że będziemy musieli się zmierzyć z tym komunistycznym gównem, i że kto wie jak będzie. W niedzielę, przynajmniej tak na oko, na mieście nic specjalnego się nie działo, tylko kiedy ulicą Mazowiecką przejeżdżała kolumna skotów, to jeden się zepsuł i siłą rzeczy cała kolumna stanęła, a dzieciaki miały uciechę; rzucały w żołnierzy śnieżnymi kulkami, a potem wiały co sił w nogach. Patroli na ulicach jeszcze było mało.

Chociaż 14 grudnia w poniedziałek miałem nocną zmianę, to i tak nie umiałem wysiedzieć w domu. Znikąd nie można było uzyskać żadnych miarodajnych informacji. Ludzie w przestrachu bredzili straszne rzeczy. Nie wytrzymałem i postanowiłem udać się pod kopalnię. Pomyślałem, że może spotkam kogoś kto mi rozjaśni całą sytuację. Na przystanku panował straszny ścisk. Ludzie bali się odsunąć od siebie choćby na kilka kroków. Wokół patrole zomowców. Czasami kontrolowali jakąś osobę podążającą na przystanek dając po chamsku odczuć delikwentowi całą władzę jaką nad nim posiadali. W końcu jakoś dotarłem przed kopalnię. Ludzi było mało, ale ci których spotykałem, byli w strasznie minorowych nastrojach. Od kogoś dowiedziałem się, że w nocy z 12 na 13 grudnia aresztowano przewodniczącego naszego KZ Solidarności Antoniego Jurkiewicza i członka prezydium Henryka Nejmana. Trochę powiało grozą. Poza tym na zakładzie było niespokojnie. Wcześniej umówiłem się z ojcem, który na Moszczenicy miał akurat pierwszą zmianę, że spotkamy się po południu i wymienimy się informacjami, ale kiedy około godziny 16.00 pojawiłem się w domu, to okazało się, że ojciec nie wrócił z pracy. Moszczenica już strajkowała. Tego samego dnia dowiedziałem się, że Manifest Lipcowy też już stoi. Kiedy żegnałem się z bliskimi, przed wyjściem na nocna szychtę, wyglądało to trochę tak, jakbym szedł na wojnę; pełne niepokoju kobiety płakały, a ja zakłopotany kręciłem się jak mucha w smole i nie potrafiłem wymówić ani słowa, w końcu po prostu się ubrałem i wyszedłem.

W autobusie nie było codziennych rozmów ani żartów, ludzie coś szeptali do siebie i czuło się ogromne napięcie. Podchodząc do bramy zauważyłem, że wartownicy mieli już na rękach biało czerwone opaski, a więc zaczęło się. Pomyślałem sobie: raz kozie śmierć i przeszedłem przez bramę. Na cechowni na dwóch stołach jeden na drugim, przed figurą św. Barbary stał włączony telewizor i sączył się z niego ten czerwony jad; no, ale cóż, było to jedyne na źródło bieżącej informacji. Kiedy wszyscy pracownicy trzeciej zmiany zebrali się już na miejscu, wtedy wice – przewodniczący naszej Komisji Zakładowej Jan Dąbrowski oraz Roman Auksztulewicz i Jan Winiarczyk przedstawili nam jak wygląda sytuacja w kraju; poinformowali nas o aresztowaniach i internowaniach. Na cechowni zawrzało jak w ulu. To była taka wtórna fala oburzenia, bo i tak przecież już o tym wiedzieliśmy, ale znowu byliśmy razem i mogliśmy coś postanowić i w jakiś sposób okazać swój sprzeciw. W ogólnym rozgardiaszu zostały wysunięte dwa podstawowe postulaty: zwolnienie internowanych i odwołanie stanu wojennego.

Czy my naprawdę wierzyliśmy w to, że komuniści nam ulegną? Raczej już nie, ale pomimo wszystko i wbrew nadziei postanowiliśmy trwać i czekać na rozwój wypadków. To była bardzo trudna noc. Co jakiś czas następowało poruszenie. To przedstawiciele Komitetu Strajkowego ogłaszali komunikaty, których prawdziwości i tak nikt nie był w stanie sprawdzić. Pozyskanie jakiejkolwiek wiarygodnej informacji nie było łatwe. Wiadomo; zero komunikacji. Część z nas, protestujących została zaangażowana do różnego rodzaju służb, które normalnie uruchamia się, w tego rodzaju wypadkach, ale większość szwendała się bez sensu. Ja również najpierw poszedłem na łaźnię, a potem na swój oddział i oczom własnym nie mogłem uwierzyć; niektórzy poprzebierali się w brudne ciuchy. Padały pytania: „Co wy robicie?”. W odpowiedzi otrzymywaliśmy albo wzruszenie ramion albo odpowiedź: „Ja mam to wszystko w dupie, zjeżdżam”. Patrzyliśmy na potencjalnych łamistrajków z politowaniem i nie ma się co oszukiwać, z pogardą. Wiadomo było, że i tak nie zjadą, ale pomimo to usiedliśmy na ławkach już trochę zbaranieli. Jeszcze nic się nie stało, a już niektórzy trzęśli się ze strachu. Wkurzało mnie to, przecież ja też nie byłem ze stali. Poszedłem na cechownię tam była lepsza atmosfera. Ludzie się wspierali chociaż ten telewizor grał nam na nerwach. Pojawiła się plota, że w nocy nas spacyfikują. Przyznam szczerze że, aż się włosy na głowie zjeżyły, bo do cholery ilu wśród nas było takich, którzy przeżyli atak regularnych oddziałów milicji czy wojska? W ogóle takich nie było. Potem szybko Komitet Strajkowy zdementował tą informację i napomniał nas abyśmy nie dawali wiary tego typu wiadomościom. Byliśmy zmęczeni i bardzo zestresowani. Ktoś głupio wtrącił, że atakują głównie nad ranem. Pomyślałem „Kurwa, człowieku, skończ”. Około 5.00 poinformowano nas, że przyjadą płatniczki i będzie normalna wypłata. No tak, to już był piętnasty.

Co ciekawego w związku z tą informacją ludzi ogarnął jakiś irracjonalny luz. Że to niby zwyczajne, że jak będą płacić to nie może być mowy o żadnym ataku, że przecież wypłatę trzeba zawieźć do domu i takie tam inne duperele. Kompletnie nierzeczywista rzeczywistość. I w istocie o 6.00 pojawiły się płatniczki pod strażą; jak zazwyczaj. Ludzie ustawili się przy okienkach, panie wypłacały. Pieniążki do portfela, portfel do kieszeni i co? I nic. Ale to było strasznie sztuczne. Tym bardziej, że pod kopalnię zaczęły zjeżdżać czołgi, pojazdy zmechanizowane i „suki” z zomowcami. Nie pamiętam już czy były jakieś wezwania ze strony dowódcy sił milicyjno wojskowych, abyśmy się poddali. Chyba były. Potem wszystko zaczęło się dziać bardzo szybko.

Nagle nastąpił atak. Miało to miejsce gdzie około 8.00. Na cechowni było ze dwa tysiące ludzi; staliśmy murem. Zaczęliśmy śpiewać „Mazurka Dąbrowskiego”. Wzruszenie ścisnęło mi gardło. Znienacka dał się słyszeć brzęk tłuczonych szyb. Jakiś trzask i łoskot narastający. Uporczywe sapanie. To stąd, to stamtąd jakieś zakrzyknięcia i tupoty. Pomyślałem: Boże, toż to jakiś horror. Cały ten ludzki monolit zachwiał się i załamał. Stoły z telewizorem pchane przez ludzką masę zwaliły się na figurę św. Barbary. Ludzie biegali we wszystkie strony, a zomowcy bili jak popadnie i kogo popadnie. Panie płatniczki też obryrwały. Pieniądze fruwały po całej cechowni. Niektórzy zomowcy wciskali je sobie za cholewy butów. Z przerażeniem dostrzegłem na podłodze kałuże krwi. Chciałem uciekać przez okno, ale cała cechownia była otoczona. Nie było żadnych szans. Szybko skalkulowałem. Nie, jednak przez drzwi. Niech się dzieje co chce. Obok mnie zomowiec walił pałą po filarze, jakby chciał ten filar obalić. Zbliżałem się do tych drzwi lawirując między już nielicznymi ludźmi i nagle; trach. Oberwałem pierwszy raz. A potem w szpalerze to jeden wielki łomot. Może i nieszkodliwy, ale bardzo upokarzający. Wracaliśmy do domów złamani i przegrani i pełni obaw o swoich z innych zakładów pracy, a ja czułem tylko bezsilną nienawiść do tych czerwonych bandytów, do wszystkich ludzi w mundurach; nienawiść za to, że pozbawili mnie marzenia o wolności.
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Miroslaw Sliwa · dnia 07.12.2012 08:21 · Czytań: 603 · Średnia ocena: 4,75 · Komentarzy: 7
Komentarze
al-szamanka dnia 07.12.2012 09:39 Ocena: Bardzo dobre
O ogłoszeniu stanu wojennego dowiedziałam się trzy dni później. Telewizji nie oglądałam, a znajomych Austriaków takie sprawy nie obchodziły - działy się zbyt daleko.
Byłam bezpieczna, a jednak moje odczucia były nie mniej bolesne od Twoich - z braku konkretnych informacji w sposób straszny działała wyobraźnia.

Twój tekst obudził we mnie wspomnienia.
Zaprzeszłe emocje, które nadal potrafią sprawić ból.
Wstrząsnął mną

Dobrze napisany tekst.
Wzruszający moment złudnego odnajdywania normalności w zwykłej wypłacie.

Pozdrawiam
mike17 dnia 07.12.2012 09:48 Ocena: Świetne!
Gdy ogłoszono stan wojenny miałem 9 lat, lecz wszystko doskonale pamiętam, choćby fakt, że przez miesiąc nie było szkoły.
Twój utwór przywołał raz jeszcze tamte dni, dziwne dni, których nie sposób zapomnieć, choć to już tyle lat.

Posługujesz się doskonałą polszczyzną, budujesz ciekawie zdania, narracja jest dynamiczna, ciekawa, nienużąca i wciągająca.
Znać, że masz dobry warsztat.

Udało Ci się przenieść na papier różne drobne wydarzenia, które wówczas urastały do ogromnej rangi, jak też życie zwykłych ludzi, ich odczucia i lęki.

Bardzo człowieczy to utwór, pełen podskórnych soków i treści, nie pozwalający przejść obojętnie.
Pochyliłeś się nad każdym szczegółem, co sprawia, że opowiadanie jest bardzo dopracowane i wiarygodne.
Jak reportaż.

Ode mnie świetne.
shinobi dnia 07.12.2012 13:23
Tekst przeczytałem z zainteresowaniem, odnajdując w nim zdarzenia mi, jako człowiekowi, ktory wówczas dopiero co skończył raczkować, raczej obce. Ostatnio skłaniam się ku litereturze faktu, tym bardziej ciekawiło mnie to, co tu zaprezentowałeś. Sposobowi narracji nie mam zupełnie nic do zarzucenia, bo nie na przyganę zasługuje, lecz pochwałę.
Miroslaw Sliwa dnia 07.12.2012 20:33
Kochani, bardzo dziękuję za Wasze opinie. Myślę, że wielu z Was przeżyło to po swojemu, ale któż z nas nie czuł się wtedy wdeptany w chodnik. Wybaczcie zbyt może emocjonalną wypowiedź, ale człowiek wolny niewolnikowi, który go przyniewala, powinien po prostu rozwalić łeb. Przepraszam jeśli kogoś uraziłem. Liczy się tyko wolność i odpowiedzialność. Jeszcze raz dzięki.:)
Hedwig dnia 08.12.2012 07:02 Ocena: Świetne!
Poczułam tak jak wtedy niesamowity strach. Twoja rewelacyjna, chociaż sucha narracja spowodowała moją identyczną reakcję. Tylko że wtedy, za dwa miesiące miał się urodzić mój drugi syn. A ja myślałam że nie dożyję tego dnia.
Świetne. Pozdrawiam serdecznie.
Krystyna Habrat dnia 10.12.2017 11:19 Ocena: Świetne!
To trzeba przypominać. Młodzi już nie wiedzą, jak to wtedy było i skąd się wzięły podziały społeczeństwa na nas i ich. Tak było od wojny, a najsilniej ujawniało się w latach pamiętnych wybuchów: 56, 68, 70, i jeszcze bardziej od 13 grudnia 1981r. Trzeba to przypominać, żeby młode pokolenia wiedziały, skąd wywodzą się pewne grupy, które wywołują protesty i bronią stanu wojennego. Ciągle jeszcze jest: oni i my.
Kiedy wreszcie pojednanie stanie się możliwe?
Świetnie napisany artykuł. Doskonale oddaje tamte wydarzenia, nastrój grozy i postawy społeczne.
Miroslaw Sliwa dnia 11.12.2017 14:16
Dziękuję Krysiu.
Na ten temat w różnych gazetach i portalach napisałem, no nie pamiętam, ale kilkadziesiąt artykułów i oczywiście współpraca z IPN-em i Pokoleniem w pracach redakcyjnych Encyklopedii Solidarności; miałem ten honor. Tak że staram się.
Co do pojednania, to jestem dosyć sceptyczny, bo podziały w Polsce są dosyć głębokie, emocjonalne, często na tle godnościowym i ze sporą tradycją historyczną, ale z czasem ich natężenie będzie malało, bo na górnym "c" nikt zbyt długo nie pociągnie; to nie jest możliwe ani fizycznie, ani psychicznie. Bądźmy więc dobrej myśli.
Jeszcze raz serdeczne dzięki.

Pozdrawiam.

Mirek
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Dany
20/08/2019 00:16
Zgrabny limeryk, poprawnie napisany, rozbawił mnie.… »
d.urbanska
19/08/2019 23:15
Dobre, do przemyślenia i sprawne. Z jedną uwagą: "Nie… »
liathia
19/08/2019 20:44
Bardzo mi się czyta i, odczuwa Twój wiersz. Wracam do niego,… »
wodniczka
19/08/2019 20:13
Bardzo ciekawa metaforyka. Podoba mi się ten obraz. Jest w… »
wodniczka
19/08/2019 20:10
Bardzo krótkie i bardzo konkretne. Przemawia. Podoba się.… »
amaranta
19/08/2019 19:53
Bardzo lubię takie wiersze. Nieprzegadane, sama istota… »
wodniczka
19/08/2019 19:41
Witaj i ten cytat: i ten cytat: i końcówka.… »
wodniczka
19/08/2019 19:34
Witaj Dla mnie jeden z Twoich najlepszych. A jak bym mogła… »
wodniczka
19/08/2019 19:32
Cześć Pulsar Czasami lepiej jest przespać niektóre… »
RafalSulikovski
19/08/2019 07:10
:) :) :) »
Kushi
18/08/2019 19:30
Wiolinku Czarodzieju, wiesz, że jesteś jednym z nielicznych… »
Kushi
18/08/2019 19:24
Hej Besko... pierwsza zwrotka jak najbardziej na tak,… »
Decand
17/08/2019 23:53
Nuira - błądzić jest rzeczą ludzką. Przy czym chętnie… »
domofon
17/08/2019 20:13
Jola S. , chyba się dzisiaj upiję. Wielkie dzięki Pulsar,… »
Pulsar
17/08/2019 18:12
Dostosuję się. Nie nadam, na nikogo w życiu nie nadałem.… »
ShoutBox
  • Dobra Cobra
  • 18/08/2019 11:24
  • [link] Pełna wersja pięknej opowieści Ponad czasem w wydaniu dźwiękowym. Interpretuje głosowo najlepszy z polskich aktorów - Jarosław Boberek, znany z wielu ról.
  • mike17
  • 15/08/2019 20:25
  • Pozdrówki z wakacji :)
  • czarnanna
  • 15/08/2019 10:14
  • To teraz ja. Zaslyszane podczas pobytu w szpitalu: Błogosławieni ci, którzy wierzą w wypis tego samego dnia
  • Decand
  • 13/08/2019 19:20
  • Niektórzy wierzą też, że maksymalny czas tekstu w poczekalni wynosi pięć dni. Trzeba powoli, małymi kroczkami, jak nauka o nieistniejącym Mikołaju
  • Dobra Cobra
  • 13/08/2019 15:03
  • Niektórzy znow wierzą, że jak zostawisz 40 komentarzy różnym osobom to te 40 osób wróci do ciebie i da tobie takze 40 komentów
  • Dobra Cobra
  • 12/08/2019 18:38
  • Najprostsza rzecz to załatwić sobie klakierów ;)
  • Joefrind1
  • 11/08/2019 00:51
  • Nikt nie komentuje mojego wiersza :(
  • Joefrind1
  • 10/08/2019 20:52
  • A to przepraszam, juz nie przeszkadzam
  • Dobra Cobra
  • 10/08/2019 19:20
  • Prozaicy piszą kolejne wersy, poeci kolejne rymy spisują. Nikt nie ma czasu ma oglądanie pogody, gdy Ojczyzna w potrzebie.
  • Joefrind1
  • 10/08/2019 16:25
  • Ale dzisiaj fajna pogoda
Ostatnio widziani
Gości online:12
Najnowszy:6giannae922yo3
Wspierają nas