Poeta i jego żona - Krystyna Habrat
Proza » Obyczajowe » Poeta i jego żona
A A A
Od autora: Krótkie opowiadanie o sukcesie w życiu, o poezji, miłości i nadwrażliwości, napisane dla kontrastu wobec poprzedniego pt "Niesforna ręka".

 

Krystyna Habrat

POETA I JEGO ŻONA

Gdy zobaczył, że się poruszyła i zaraz obudzi, wykrzyknął radośnie:

-  Kochanie! Napisałem dla ciebie wiersz!

-  Przeczytaj.

  Lubiła, kiedy budził ją  w ten sposób. Pewnie przyszedł mu do głowy pomysł na wiersz, gdy znowu siedział do późna nad papierami. Sama kładła się wcześniej, bo szła do szkoły na ósmą, a on lubił  sobie posiedzieć. W ciszy dobrze  się czytało,  przychodziły do głowy najlepsze pomysły. To był cały jego świat. To najbardziej kochał. Jednak ją kochał jeszcze bardziej. Bardziej od najbardziej. Dla niej pisał najpiękniejsze wiersze. Od początku,  gdy tylko się poznali na polonistyce. Przynosił jej w rękawie bukieciki owinięte kartką z wierszem. W rękawie – żeby nikt nie widział.  I jak tu takiego nie kochać?!

  Myślała o tym, jak już w ich ciasnej  łazience, gdzie z trudem  można się było obrócić, czesała swe długie włosy. Patrzyła dziś bez zniechęcenia w siateczkę spękań na starych kafelkach, Nawet wyszczerbienie emalii na wannie, będące pamiątką po nieznanym   lokatorze sprzed może dziesiątków lat,  jej w tej chwili  nie przygnębiało, bo wiedziała, że kiedyś  uskładają sobie  pieniędzy i kupią  ładne mieszkanie. Dziś niedziela.  Dobry dzień. Łatwiej przepłoszyć trwożne myśli. Nie  trzeba śpieszyć się do pracy, marznąć na dworze. Ani cierpieć wśród ludzi. Tak. W domu są najbardziej szczęśliwi.

  Pili potem powoli kawę z kardamonem, jak lubili, a on czytał wiersz napisany w nocy.

    Patrzę na ciebie, kiedy śpisz.

    Światło mej lampy nie dosięga twej twarzy,

    Nie rani więc...

  Tu urwał, szepcząc w zamyśleniu, że chyba musi tu coś zmienić, a ona  doceniała jego  starania, żeby wiersz dla niej był piękny i żeby nocą nie przeszkadzało jej światło lampy. Blask nie dawał jej spać, ale kryła się z tym i odwracała do ściany, by mąż mógł pisać wiersze, bo jedynie po nocach  mógł to robić, a mieli tylko jeden pokój i to na poddaszu czteropiętrowej kamienicy bez windy. Czasami długo leżała bez ruchu, udając, że śpi. Niestety sen miała lekki. Byle co ją budziło.

  Już w akademiku tyle się wycierpiała, że razi ją światło i nie może spać, gdy koleżanki z pokoju po nocach uczyły się, piły herbatę, grały w bridża. Starały się być cicho. Tylko czasem któraś zaczynała mówić głosniej, bo miała dość jej fochów księżniczki rodem z bajki o ziarenku grochu. Ona wiedziała o tym i wstydziła się swego niedostosowania.  Potem one spały do obiadu, opuszczały wykłady, zawalały egzaminy. Ale żyły wesoło i bez większych problemów. Jej sen był bardziej niezbędny, bo szybciej się męczyła, przeziębiała. Przed północą zasypiała  niemal na stojąco, a ledwo przyłożyła głowę do poduszki, sen – spłoszony światłem, rozgwarem  szeptów, szuraniem krzesła – ulatywał. Przykrywała twarz jaśkiem.  Nie zdradzała się, że i tak godzinami męczy się bez snu. Ile razy próbowała oszukać wieczorną senność i posiedzieć dłużej, było jeszcze gorzej. Kiedy kładła się po północy na wpółprzytomna sen  jak na złość nie przychodził. Koleżanki  dawno posapywały przez sen, przewracały się  z boku na bok, a ona  czuwała. Rano wstawała, jakby bez głowy.

  Teraz nie stać ich na większe mieszkanie, udawała więc znowu, że jest dobrze, żeby tylko Janek mógł pisywać wiersze. Za dnia oboje pracowali. Ona uczyła w szkole, on po wędrówkach przez upadające wydawnictwa, jedno, drugie,  znalazł wreszcie azyl w redakcji  niezbyt ambitnego czasopisma lokalnego, ale i to ledwo dyszało. W każdej chwili mogli je zamknąć z pwodów finansowych. Przecież na świecie wszystko już opisane! - mówili sobie zrezygnowani. - Więcej już piszących niż czytających.

  Janek nie mówił jej o tym, ale ona dużo wyczytywała z jego smutnych oczu. Jakże  tu teraz powiedzieć mu, że  może wreszcie spełni się  ich marzenie o dziecku. Jeszcze nie jest tego pewna, dlatego nie wzbudza nadziei w mężu przedwcześnie. Z drugiej strony przeżywa tysiące obaw, jak teraz będzie wchodzić na czwarte piętro ich starej kamienicy, gdzie jest więcej schodów, bo wyższe kondygnacje i mieszkania? Jak sobie dadzą radę finansowo? Ale najwyższy czas na dziecko.

  On wiedział, że  niebezpieczeństwo utraty zarobków bliższe niż jej przedstawiał. Co z nimi będzie?!   Bał się, że już nie potrafi znaleźć żadnej pracy. Nie utrzyma rodziny. A przecież chcą mieć dziecko. Być prawdziwą rodziną. Niestety on potrafi tylko pisać wiersze. I o wierszach. Kto teraz potrzebuje poetów? Z tego wyżyć się nie da.

  Mają oboje po trzydzieści lat. On zdążył wydać dwa tomiki wierszy, na co poszły ich wszystkie oszczędności, i   zapowiada, że na tym poprzestanie. Zyskał odrobinę sławy, ale nie pieniędzy.  Mało kto chce kupować jego ostatni tomik, choć wydawca  zachwalał, że są rewelacyjny. Ale nie zaryzykował  finansowo, a i tak wziął swą dolę za wydanie. Stracili na tym tylko oni. Przestali nawet zaglądać na raport sprzedaży internetowej. Gdyby tak chciał wypłacić honorarium, opłata pocztowa  za jej wysyłkę pewnie by je przewyższyła. Pani w urzędzie skarbowym  pękła by ze śmiechu, gdyby od tej sumy  wyliczał jeszcze podatek. I tak zrobił lepiej  niż  kolega, który wziął z powrotem do domu swoje 983 niesprzedane książki  i teraz nie  wie co z nimi zrobić. Kiedyś nawet stanął gdzieś na rozstajnych drogach i wciskał je przechodniom, najpierw po 5, potem 2, wreszcie po 1 złotych. Ile zarobił? Zapytany, machnął tylko ręką i zmiędlił w ustach przekleństwo. Na kogo? Kto mu winien, że ma talent? Że uległ sugestii,  jakoby świat nie mógł istnieć bez poezji?

   Zatem wierszami można tylko obsypywać żonę. Choćby dla osłonięcia jej przed ciosami, jakie musi co dzień znosić, ktoś o tak  delikatnym usposobieniu.

   Zosia jest bardzo wrażliwa. Ludzie nieustannie ją ranią. Nie jest w stanie jej przed tym uchronić. Musi nawet  ukrywać, że on też bywa słaby, że czasem boi się ludzi. Dotąd  ucieczkę  przed  cwaniakami i chamami znajdował w świecie poezji. Przecież to co pisze jest co najmniej niezłe. Czuł, że  dane mu jest coś, co rzadko się przydarza śmiertelnikom. Patrzył na innych z wyższością. Ale czasami brakowało mu na chleb. I musiał jeszcze osłaniać żonę, żeby czuła się bezpiecznie w ich domu.

  Często wracała z pracy smutna z zaczerwienionymi oczami, co stara się ukryć, i on już o nic nie pyta. Kobieta, którą rani blask lampy nocą, a za dnia stukot maszyny do pisania,  musi bardzo cierpieć przez złośliwe  docinki koleżanek, wrzaski uczniów na korytarzu, nieposłuszeństwo, niesprawiedliwość.  Czasem  co nieco ujawnia, ale niechętnie.

  Twierdzi, że uczniowie, jak to dzieci,  dokazują, szaleją, wrzeszczą, ale to prawo ich wieku. Ją jednak lubią. Przychodzą  i ufnie zawierzają jej w ucho swoje troski. Najczęściej dziewczynki z młodszych klas. Chłopaki rzadko. Mniej skorzy do skłaniania jej, aby się  ku nim pochylała i słuchała. Ale kiedy zbiera ich w pustej klasie wokół siebie, ci rozbrykani  dopiero co na korytarzu, nagle cichną, są już inni. Patrzą wyczekująco, co im powie. Kiedyś zgarnęła takich z trzeciej gimnazjalnej,  którzy na jej dyżurze omal nie rozwalili szkoły, a najbardziej dokuczali koleżankom. Zamknęła ich w pustej klasie i  zaczęła   opowiadać, jak się powinni odnosić do dziewcząt. Wyczuła, że ich dokuczanie jest tylko szczeniackim  przejawiem zainteresowania nimi. Stali wokół niej bez ruchu ze spuszczonymi głowami, a ona mówiła, że miłość poznaje się po tym, że nagle pragnie się dla tej dziewczyny napisać wiersz, choć nigdy wcześniej się tego nie robiło. Zasłuchani wstrzymywali oddechy ze wzruszenia. Dzwonek wydzwonił, a oni nadal stali i słuchali. Wreszcie drzwi klasy otwarły się z hukiem i  czekający pod drzwiami  zaczęli wpadać na lekcję, ale coś ich na progu powstrzymało. Cofnęli się. Ze zdumieniem patrzyli na tych  wokół niej, największych zabijaków, którzy stali, jakby ich zaczarowała.

  Dla takich chwil warto uczyć w szkole. Gorzej, gdy pod jej adresem padały na konferencjach niesprawiedliwe aluzje, gdy  nie chciano jej zrozumieć, co zdarzało się tak często, jakby w gronie pedagogicznym mówiono różnymi językami. Ona, jak to wrażliwcy, potrafiła wyczytać niejedno w czyimś niedopowiedzeniu, zasznurowanej twarzy, drgnieniu powieki... Koleżanki, które uzupełniały studia zaocznie wytykały  jej, że używa  nazbyt trudnego języka, a uczniowie jej nie rozumieją, i wciska im za dużo lektur, których i tak nie przeczytają. Zazdrościły jej studiów stacjonarnych na renomowanej uczelni. I męża, który się wybijał. Szczególnie te samotne.

  Dobrze wie, jak ludzie  potrafią być dokuczliwi. Najczęściej nie wprost, ale za plecami. W szkole każda  nauczycielka chce sprawować rząd dusz nad uczniami. Przyzwyczajona demonstruje to samo wobec koleżanek,  by i im pokazać, że jest ważniejsza i wszystko wie lepiej. Niektóre wręcz po to idą uczyć w szkole, bo nie radzą sobie w świecie dorosłych, a wobec maluczkich  mogą być bogiem. Taka potem niczym taran niszczy tych, którzy  stają na drodze. Ona nie potrafiła być taka i niejednej koleżance zawadzała, gdy, wyczuwając jej delikatność,  próbowały się nią wysługiwać. Najpierw z uprzejmości nie odmawiała, gdy dosyłały jej na douczanie więcej uczniów niż można było. Jak nieśmiało protestowała, wrzeszczały, że jest nieużyta. Dyrektorka stawała po ich stronie. Taka niesprawiedliwość zawsze wywoływała jej łzy. Powstrzymywała je, bo wyczuwała, że jej nie lubią. Pomimo starań, żeby wkupic się w ich łaski, odstaje od nich, gdy w pokoju nauczycielskim w swojskim rozluźnieniu staję się rubaszne, nawet ordynarne. Klną siarczyście, niewybrednie żartują, rechocą wniebogłosy. Ona siedzi  pośród nich  milcząca.  Teraz ona im zazdrości. To   ją   boli, a nie potrafi wziąć odwetu. Ma jednak dom. Kochany dom. W szkole też kilka koleżanek, cichutkich, jak ona.

  Nie chce  Jankowi o tym wszystkim mówić. To  jest  zbyt przykre, a on i tak nie potrafi jej pomóc. Nadwrażliwi cierpią więcej. Na każdym kroku. Ba, inni lubią się nad takimi znęcać. Jak dzieciaki, które z okrutnej satysfakcji podstawiają nogę kulawemu i cieszą się,  że pada. Janek by się martwił, że jej czasem źle.Jak mógłby jej pomóc? Właściwie oboje są nieśmiali, niezaradni, niepraktyczni, przewrażliwieni. Tylko on starannie to przed nią skrywa, a wrażliwość przekuwa w wiersze. Już na studiach, gdy się poznali, oboje wiedzieli, że  kochają  nade wszystko książki i wśród nich wyobrażają sobie życie. Ale życie na książkach się nie kończy. Przyszło im żyć poza nimi. Co on teraz zrobi, gdy rzeczywiście zamkną redakcję?

  Nie chce go martwić. Mężczyźni są bardziej delikatni niż by sie zdawało. Może czasem bardziej niż kobiety. W dodatku  gnębią ich wymagania, że powinni być silni, stanowić podporę dla kobiety, dla rodziny. Osiągnąć sukces. Ona tego nie oczekuje. Dawno wyczuła w Janku  miękkość.  Może nawet słabość. Woli nazwać to subtelnością i nigdy  mu tego nie wymawia. Muszą wspierać się wzajemnie.  Która kobieta tego nie pojmie nieszczęśliwa w małżeństwie. Przecież one od małego wiedzą, że muszą rodzić w bólach, nie dosypiać po nocach przy dziecku, poświęcać się bliskim. Taka ich powinność. A ile razy ona   widzi, jak Janek zamyka się smutny w swych rozterkach,  od razu czuje się silniejsza. Na tyle silna by zbrużdzone troskami czoło męża rozjaśnić. 

 Nie wie, że on w takich chwilach robi sobie wyrzuty, czemu postawił całe życie na poezję?  Mógł przyłożyć się bardziej do matematyki, fizyki, zostać inżynierem, lekarzem. Mieć zawsze pracę i dobrobyt, jak jego koledzy z klasy.  Nie miał głowy do nauk ścisłych? Był zbyt tępy? Nie. Tylko ciągnęło go bardziej do literatury. Na studiach  pokochał Zosię, ona jego i zdawało się,  że to oraz wiersze do życia wystarczą. Powiedzieli sobie, że im  forsa niepotrzebna. Nie będą brać udziału w wyścigu szczurów, a  filozofia japiszonów im wstrętna. Zaraz  następnego dnia właściciel mieszkania, jakie chcieli wynająć,  zażądał za trzy miesiące z góry, a on - naiwny -  zaczął rozważać, czy szukać dalej i tracić pieniądze na rozmowy telefoniczne a tym bardziej na tramwaje, gdy już się im skończyło prawo do biletów  studenckich? Nie mógł więc być ponad to. Ponad sprawy przyziemne. Wtedy po raz pierwszy zwątpił,  czy  jego  pióro zasługuje, by poświęcić temu całe życie?   Czas płynie, a on coraz mniej wierzy, że jego wiersze są dobre.

  Nagle wrócił pomysł, by założyć wydawnictwo. Mieliby oboje zatrudnienie, dokooptowali kilku znajomych ze studiów... Tylu przecież młodych pragnie zobaczyć w książce swe poczynania twórcze. Nie, nie, jeszcze na to nie gotowy.

- - -

 Dumał o tym wszystkim już po wypiciu kawy, gdy usiłował czytać książkę, a  Zosia szykowała na śniadanie jajecznicę, na co pozwalali sobie tylko w niedzielę. Ze wzgledu na cholesterol. Potem poszli do kościoła. Cieszyli się, że  wszędzie biało. Napadało dużo śniegu. Drzewa tak pięknie wyglądały z białym okryciem na każdej gałązce. Tylko żadna metafora się z tego nie rodziła.  Chyba wszystkie uroki zimy już opisane. Już, gdy  zdejmował czapkę przy wejściu do kościoła, jeszcze raz przemknęła mu przez głowę pocieszająca myśl o założeniu wydawnictwa i wkroczył do środka pełen otuchy, a tam już śpiewano kolędę.

  Oboje lubili styczniowe msze, gdy śpiewało się kolędy, a po prawej stronie ołtarza stała szopka ze słomianym dachem. Z miejsca w krzesłach Janek dobrze widział brodatego Józefa, jak wsparty na długim kiju,  pochyla się nad Marią i Dzieciątkiem. Pewnie  truchlał, czy dziecko nie zmarznie, nie przeziębi się. On też nie odniósł sukcesu. Musiało mu być wstyd, że tyle razy odpędzali ich od kolejnej gospody, gdzie szukali noclegu, choć brzemienna Maria słaniała się na ostatnich nogach. Nie okazał się zaradny. Oj, nie! Skazał Marię na zmęczenie, frustrację i zimno szopy, gdy w końcu urodziła. Co z niego za mężczyzna? Tyle w nim słabości. Powinien swej kobiecie rzucić świat do nóg, a on nieudacznik, łamaga, niedołęga. Teraz zawstydzony, załamany, opiera się całym ciężarem na swym długim kiju podróżnym i słucha z zadziwieniem, że kłaniają się im pasterze,  uczeni monarchowie.

  Ocknął się z zamyślenia, gdy trzeba było uklęknąć na Podniesienie. Ale zaraz  natrętne myśli wróciły. Zerknął z ukosa na  Zosię. Jaka ona piękna, gdy śpiewa tak w uniesieniu wraz z innymi: „Mizerna cicha/ stajenka licha/ pełna niebieskiej chwały.”

  Moja żona – dumał w  grzesznym roztargnieniu –  taka delikatna, a świat zły i brutalny. Musi ją przed nim bronić. Może i dałaby sobie radę z tym sama, bo jest ambitna i piekielnie inteligentna, ale właśnie przez to zauważa wkoło zbyt wiele ledwo dostrzegalnych drobiazgów, zależności,  imponderabiliów, że się w tym gubi. Szczęśliwsi ci, którzy takich niuansów nie  widzą i, rozpychając się pięściami,  walą wprost przed siebie do celu. Jeszcze po trupach.

  Popatrzył na nią z czułością, gdy na słowa księdza: "Przekażcie sobie  znak pokoju" wszyscy, z lewa i prawa,  podawali sobie dłonie. W domu rozważą wszystkie za i przeciw założeniu wydawnictwa, a na razie myśl ta go rozgrzewała.  Zosia ścierpła, bo  miała  uścisnąć rękę dziewczyny po lewej, która całą mszę kaszlała i wycierała głośno nos.  Pewnie ma początki grypy?  Panuje przecież epidemia. Gdyby się zaraziła, byłoby to dla dziecka niebezpieczne! Skinęła  jej tylko głową. Ale w jej stronę już wyciagały się inne ręce, pana za dziewczyną i kogoś z przodu. Te trudniej było zignorować. Z wahaniem wymieniła pośpieszne uściski z tamtymi i  poczuła się  głupio. Dziewczynie pewnie przykro, że ją pominęła. Szarpnęła ją za rękaw i szepnęła: „Widzi pani, panuje grypa i ja się boję...”    Ale dziewczyna posmutniała i przestała śpiewać, a potem wyszła pospiesznie zanim ksiądz zaczął czytać ogłoszenia parafialne. Miała jej tłumaczyć, że  spodziewa się dziecka?   Już nie mogła się modlić. Z trudem  ciągnęła kończące mszę: „ Podnieś rączkę, Boże Dziecię,/ Błogosław ojczyznę miłą”, choć  zawsze śpiewała to z przejęciem.

   Strasznie żałowała, że nie podała ręki kaszlącej dziewczynie. Wolałaby już się zarazić niż sprawić dziewczynie przykrość. Zawsze mówiła sobie, że lepiej, gdy jej ktoś coś winien, niż ona jemu. Ale chodziło o dziecko...

  Wracali z kościoła zamyśleni, patrząc już bez przyjemności na połacie śniegu wokoło, bo teraz wiatr wiał im prosto w twarze. Wyprzedzały ich samochody tych, którzy chyba nie pisali wierszy. Nagle Jankowi przyszło do głowy, że jednak te ich wielkie samochody, przestronne mieszkania, są z pewnością  puste,  bo on w swoim małym pokoiku potrafi zmieścić cały świat, jaki tylko zbuduje wierszem. Zaraz, jak to ująć słowami?

  Uśmiechnął się do żony.

-  Wiesz, mam pomysł na wiersz. Muszę to napisać. To nic, że już wszystko opisane...

-  Może nie wszystko – odparła, patrząc na niego rozjaśnionymi oczami.

Krystyna Habrat

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Krystyna Habrat · dnia 07.02.2013 09:56 · Czytań: 1804 · Średnia ocena: 4,67 · Komentarzy: 24
Komentarze
Olowiany Zolnierzyk dnia 07.02.2013 13:53
Krystyno, dobry tekst na miniaturkę. STOP. Na minimum słów. STOP. Połowę bym "wywalił". STOP. Bardzo dobry - w sensie "dojrzały tekst".

Stopuję:)

pozdrawiam

Elwira dnia 07.02.2013 20:43
Piękne opowiadanie. Pełne miłości, wrażliwości i takiego ludzkiego ciepła. Dobrze czasem poczytać o ludziach, w których mieszka dobro, którzy są dobrem, chociaż są słabi, mali, niezaradni. Opisałaś to tak, że aż się wzruszyłam, co ostatnio zdarza mi się kosmicznie rzadko.

Kilka brakujących przecinków, ale nie potrafiłam ich wypunktować, bo tekst mnie zatrzymał.
Poniżej kilka uwag.

Pozdrawiam.

Cytat:
To był cały  świat,

wyrzuciłabym cały
Cytat:
myła się i czesała długie,  kasz­ta­no­wa­te włosy w cia­snej łazien­ce.

szyk:jak już myła się w ciasnej łazience i czesała...
Cytat:
no­cach miewał na to czas, a mieli tylko jeden

miewał, mieli - powtóka, a gdyby: tylko po nocach znajdował na to czas...
Cytat:
zdaje się spełnia się  ich ma­rze­nie

pokombinuj, żeby się pozbyć się jednego
Cytat:
piewało się kolędy(,) po pra­wej stro­nie
Wasinka dnia 07.02.2013 21:17
Nie wiem, czy to wina mojego nastroju, czy może wieczoru po dziennej szarudze, ale mimo że tyle jest miłości między tym dwojgiem, to mnie pognało na wiry przygnębienia i smutku. Zapatrzyłam się w ich odczuwanie świata, które tak bardzo ich krzywdzi, że ponad szczęście, jakie sobie dają, wybił się smętny obraz tego, co obok, i tego, co czują, by siebie nawzajem chronić, czyniąc się jeszcze bardziej samotnymi i zagubionymi.
Tak wygląda świat wielu ludzi; wrażliwych, nadwrażliwych, czy też przewrażliwionych. Odczuwają za dużo, mając za mało siły przebicia, by rozkruszyć ciemną stronę rzeczywistości. Co dobre, to to, że takż dzięki tej właśnie wrażliwości potrafią równie mocno przeżywać radość i doceniać piękno tego, co mają, i co kolorowości świata im oferują. Wyskubią spośród mroku to, co jasne, byle mieć nadzieję i powód do uśmiechu.

Pozdrawiam księżycowo.
al-szamanka dnia 07.02.2013 21:35 Ocena: Świetne!
Ciepłe, smutne opowiadanie, pełne prawd o dwojgu kochających się ludzi.
Wzruszająco przekazane. Urzekło mnie miękkim klimatem i zadziwiającą, słodką prostotą, która właśnie dlatego jest wielka.
Nie mówią o tym, ale on chroni ją, ona jego - w bardzo ujmujący sposób.
Obawiam się jednak, że nie jest to zapowiedzią szczęścia na zawsze.
Gdy na świecie pojawi się dziecko, to sytuacja wymusi na poecie podjecie konkretnych decyzji.
Jakie one będą zależy już od Autorki... prawie jestem pewna, że nie sprawią czytelnikom zawodu :)

Pozdrawiam ciepło :)
mike17 dnia 07.02.2013 21:40 Ocena: Bardzo dobre
I pięknie a zarazem smutno przeplata się poezja z prozą życia.
Jakże trafnie ujęłaś kwestię bycia wrażliwym, kosztem strat w realnym świecie, gdzie trzeba mieć twarde siedzenie, by przeżyć i iść dalej, i trwanie w wierszowaniu, jeśli tylko komuś da to radość i uszczęśliwi.
Proste przesłanie, człowiecze, naturalne.
Ukazałaś to, co w światłach świata nadwrażliwe, i to, co czuje duszą, by w tym świecie znaleźć własną drogę ekspresji.
To małżeństwo - oboje "nadczułki", ale czy to źle?
Może dane im jest oglądać świat pod lepszym, bardziej idealnym kątem.
Może "lśnią" i poprzez to nigdy nie staną się "ludźmi nowej ery".

Spokojne, stonowane opowiadanie, jasno ukazujące ludzką wrażliwość.
Wszelkie jego koszta.
Narracja bardzo spójna, konsekwentnie malująca obraz tych dwojga.
Wszystko niewydumane, skądś jakby znane.
I to plus tej prozy - mówi o życiu takim, jakim jest.
Bez udziwnień i osobliwości.
Czyta się z poczuciem, że bierze się udział w czymś realnym, tu i teraz, w pełni z krwi i kości.
Lubię taki typ tekstów.
Lubię czytać o zwykłych ludziach.
kamyczek dnia 07.02.2013 22:22
Tak, to prawda, opowiadanie potrafi wzruszyć i rozczulić.

Pozdrawiam :)
Krystyna Habrat dnia 08.02.2013 09:29
Dziękuje bardzo, tak właśnie chciałam, żeby zostało odebrane i było w opozycji do poprzedniego tekstu o samotności w rodzinie. Umykająca mi interpunkcję dopracuję.
Niestety znam dużo takich wrażliwców i wiem, jak im bywa w życiu trudno, bo nie udaje się im osiągnąć tego, na co zasługują.
Usunięty dnia 08.02.2013 13:53
Piękne to jak flaki w oleju :-)

_______________

Komentarz niezgodny z punktami Regulaminu:

2.6.2 Komentarz musi jasno wyrażać opinie danego użytkownika.

2.6.3 Prosi się o szczere słowa i o kierowanie się poziomem utworu, a nie sympatią czy antypatią do twórcy.

2.6.4 Komentarz powinien być tak rozbudowany, aby autor domyślił się co przeszkadzało lub podobało się komentującemu.

Proszę o zapoznanie się z Regulaminem Portalu Pisarskiego.

_________
- E.
Krystyna Habrat dnia 09.02.2013 12:51
Ołowiany, tyle myśli, jakie chciałam tu przekazać nie pomieściłaby miniaturka. Zresztą jeszcze nie przeszłam na poetykę esemesową. Ale twoje uwagi cenne i trochę słów wykreśliłam, niestety dodając przy tej okazji dużo więcej nowych.
Dziękuję i pozdrawiam.
Dobra Cobra dnia 09.02.2013 18:55 Ocena: Bardzo dobre
Czyli dwie sieroty wędrują w świat.

Piękny klimat rysujesz, ujęły mnie postacie bohaterów. Szcerość w ich sercach i trosko siebie. To nie ich wina, że teraz świat taki porypany!

Co do strony samego zapisu, to dużo tu mamy niepotrzebnych spacji. Oraz pierwszy dialog jakoś dziwnie się zapisał, z takimi odstępami od lewej. Ale to nie jest łatwa sprawa, bo ja przy każdym utworze, pisanym przecież w edytorze tekstu, zawsze muszę kasować jakieś spacje, tekst automatycznie się rozwleka, dzieli i nawet po drugiej czy trzeciej edycji nadal nie wygląda tak, jakby się tego chciało.

Dziękuję ci za tę piękną chwilę wzruszenia.


Pozdrawiam,


Dobra Cobra
Krystyna Habrat dnia 10.02.2013 21:04
Dziękuję. Te spacje wyszły same z siebie, ale oprócz zapisu dialogu, gdzie poprawiłam, nawet mi się podobają, bo sama nie lubię czytać nazbyt zbitego tekstu. Ale jeszcze przejrzę.
Dobra Cobra dnia 10.02.2013 21:26 Ocena: Bardzo dobre
Normalnie to są ludzie w wydawnictwie, którzy tego pilnują. Tu na PP musimy sami sobie dawać radę.


Ukłony,


Cobra Dobra
zawsze dnia 12.02.2013 14:44
Cytat:
On wie­dział, że nie­bez­pie­czeństwo utrat­nich za­robków bliższe niż jej przed­sta­wiał.

zabrakło mi "jest" do wygodniejszego czytania

Cytat:
Nie­ste­ty(,) on po­tra­fi tylko pisać wier­sze.


Cytat:
Wie­dział, że to(,) co pisze jest co naj­mniej niezłe.


Cytat:
Wyczuła, że ich do­ku­cza­nie jest szcze­niac­kim ob­ja­wet za­in­te­re­so­wa­nia nimi.

objawem

Cytat:
Ona, jak to wrażliwcy, po­tra­fiła wy­czy­tać nie­jed­no w czyimś nie­do­po­wie­dze­niu, za­sznu­ro­wa­nej twa­rzy, drgnie­niu po­wie­ki....

ciut za dużo się kropek namnożyło

Cytat:
Skinęła jej tylko głową, ale w jej stronę już wy­cia­gałay się inne ręce
wyciągały

Spacje wariują, kilka drobiazgów wytrąciło mnie z równowagi, ale przyznaję, że na większość malutkich niedociągnięć nie zwróciłam uwagi. Tak mnie wciągnęła historia Zosi i jej małżonka, ciepła pomiędzy nimi, które zamiast ich otulać, ochładza ich od zewnątrz. Nie potrafię do końca ubrać tego słowa.

Przykre to bardzo, że skupiają się tak bardzo na tym cieple, którym chcą siebie obdarzyć, że nie widzą, jak sami marzną. Trochę wręcz zamarzają.

Sokole, bardzo lubię Cię czytać. Chwyciłaś za serce.
Krystyna Habrat dnia 13.02.2013 10:40
Dziękuję bardzo.
Szuirad dnia 27.03.2013 15:30
Witaj

Cytat:
Nad­wrażliwi cie­r­pią więcej.


Tak, chyba dlatego, że więcej widzą, dostrzegają, że mają wyobraźnię podszyta empatią - patrz sytuacja w kościele z zakatarzoną dziewczyną. Świat taki już jest i rzadko znajduje się w nim wlaściwe miejsce dla takich jak Twoi bohaterowie. Mam nadzieję, ze proza życia nie zabije ich miłości goryczą codzienności.

Nie wiem co trzeba by tu wyciąć. Dlaczego nie miałoby tak pozostać. Dla mnie tekst wygląda jak warkocz, przeplatanie, płynne przeplatanie myśli jej i jego. Nie jest to kanciaste pokazanie uczuć, pogladów, spostrzeżen obojga. Widać, że razem tworzą Warkocz, cokolwiek pod tym będziemy rozumieć.

Ciekawe spojrzenie na Józefa... Pytanie tylko na ile on miał tu cokolwiek do powiedzenia, posłuszny Bogu... Ale to swiadczy, że można inaczej spojrzeć, zwłaszcza na znane i utrwalone tradycją obrazki, a może własnie dlatego jest to potrzebne, ze tradycja wykuwa taki obraz. Czy właściwy ?

No i optymistyczne zakończenie, mimo wszystko...
pozdrawiam i dziekuję za ciepły tekst.

Sz
Madame Chauchat dnia 13.09.2013 14:57 Ocena: Świetne!
Powinno być "Przekażcie sobie znak pokoju", a nie rękę.
Krystyna Habrat dnia 18.09.2013 10:54
Madam z "Czarodziejskiej góry" - Oczywiście: "znak", ale tak zawsze myślę o wyciągnięciu wtedy szybko ręki, że, jak widzisz... powstała klasyczna pomyłka freudowska. Ale to opowiadanie nie jest o mnie.
Dziękuję.
Szuirad - Dziękuję.
I jeśli kogoś niechcący pominęłam, też nisko dziękuję. Popraweczki naniosę.
ziarena dnia 19.09.2013 10:43
Hej!

Piękny tekst! Moi Przedmówcy już tyle o nim powiedzieli, więc ja dodam tylko, że swym pisaniem wywołałaś uśmiech na mojej twarzy. Dotknęłaś rzeczy najważniejszych i nakłoniłaś do refleksji, a to cecha dobrego pisania. To wspaniałe, gdy po przeczytaniu opowiadanie ciągle żyje w głowie czytelnika :)
Gratuluje!
Krystyna Habrat dnia 26.09.2013 21:59
Dziękuję!
palenieszkodzi dnia 09.07.2014 18:10 Ocena: Świetne!
I ja zajrzałam do Twoich tekstów, Krysiu. Wybrałam po tytule - bo taki ładny. Ale tekst dorównuje tytułowi. Jest mądry, lekki, delikatny, rozczulający jak mąż-poeta i jego Zosia. Ten tekst jest też dla mnie mądry z innego powodu, ale o tym już tu nie napiszę:).
Naprawdę, jestem zauroczona jak dawno nie byłam!
Krystyna Habrat dnia 11.12.2014 18:03
Palciu, jestem wzruszona. Bardzo się cieszę, a dopiero dziś 11 grudnia 14r tu zajrzałam. Wiesz, zdaje się, że Twoje słowa odblokowały moje zniechęcenie do pisania. Od tego tekstu sprzed roku chyba nic nie napisałam. Nawet gorzej, ten tekst powstał już 2 lata temu - pomysł i wkrótce realizacja.
Bardzo Ci dziękuję, że obudziłaś na nowo moją wenę. I nie tylko Ty, a wszyscy tutaj komentujący.
Dziękuję i pozdrawiam
Krystyna.

PS Do "Usunięty": Człowieku: po co to akurat czytasz? Poszukuj podobnych do ciebie.
Miroslaw Sliwa dnia 11.12.2014 18:59 Ocena: Świetne!
Krysiu, ależ przepiękne opowiadanie.
"Zatem wierszami można tylko obsypywać żonę". Chyba tak i chyba wieści o tym, że kiedyś było inaczej są tylko legendami.
Na początku miesiąca pożegnałem kolegę, ba przyjaciela, który 20 lat temu poznał miłość swojego życia. Przez te 20 lat on i ona wystarczali sobie w zupełności. Na początku trudno mi się było z tym pogodzić, bo chociaż znałem ich oboje, tzn. przed ich zakochaniem, to nagle, bez słowa pożegnania wyjechali i kontakt się urwał. Przez te 20 lat otrzymywałem od nich tylko kartki świąteczne. Nie mogłem na nie nawet odpisać, bo nie znałem ich adresu. Janusz zmarł 28 listopada, a Ula jakby się tłumacząc za tę długą nieobecność, powiedziała mi: "Byliśmy dla siebie wszystkim".
Każdemu człowiekowi życzę tak nieobecnych przyjaciół.
Zobrazowałaś piękna miłość Krysiu. Dzięki.
Pozdrawiam serdecznie. :)
palenieszkodzi dnia 11.12.2014 23:52 Ocena: Świetne!
Cieszę się razem z Tobą Krysiu. Potrzeba nam tekstów, z których płynie dobro i ukojenie a nie chamstwo i wulgaryzmy. Jakże miło przeczytać nam, czytelnikom, że ich pochwały motywują Autora do dalszej pracy twórczej. Sukcesów życzy
palcia:)
Krystyna Habrat dnia 12.12.2014 12:37
Palciu i Mirku, oraz wcześniejsi goście, których teraz wymienię: Ołowiany żołnierzyk, Elwira, Wasinka, al-szamanka, Mike 17, Kamyczek, Dobra Cobra, Zawsze, Szuirad, Madame Chauchat, ziarena - jeszcze raz dziękuję.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
marzenna
13/11/2019 11:29
valeria super, spadłam z krzesła :) :) :) :) :) :) »
marzenna
13/11/2019 11:21
wiosna Zdzisław 9:29 o tej samej godzinie napisałam… »
wiosna
13/11/2019 11:04
Ładnie wyrażona tęsknota. Świetny pomysł z soplami.… »
Kobra
13/11/2019 11:02
Bardzo ładnie. Kobieco i lirycznie. :) »
Kobra
13/11/2019 11:01
skóry Poza tym, ładnie. :) »
wiosna
13/11/2019 11:00
Masz trzy obrazki, trzy krótkie zdania, a powinno być… »
Kobra
13/11/2019 10:59
Pięknie. Dobór słów, szeleszczenie, światło ... przemijanie.… »
wiosna
13/11/2019 10:53
Trudno napisać pod tym tekstem merytoryczny komentarz.… »
valeria
13/11/2019 10:13
dziękuję, niezmiernie mi miło. poprawiłam trochę wiersz. »
valeria
13/11/2019 10:08
pięknie dziękuję, ukłony »
Zdzislaw
13/11/2019 09:59
DoCo, miniaturka jak miniaturka; teraz, po minionych… »
Zdzislaw
13/11/2019 09:29
Marek Adam Grabowski - to jest, według ciebie, pornos?!… »
marzenna
13/11/2019 08:07
DC Pozostawiam w twoich rękach, powyższe dylematy. Moje… »
Dobra Cobra
13/11/2019 07:31
Zakładam, że każdy bzykać- mniej lub bardziej umiejętnie. A… »
Kamila N
13/11/2019 04:03
marzenna, stonedbirt Dziękuję pozdrawiam »
ShoutBox
  • mike17
  • 10/11/2019 17:42
  • Jeszcze 5 dni pozostało, by nadesłać swoją pracę na MUZO WENY 8, konkurs dla prozaików. Sprężcie się i ślijcie swoje utwory : [link]
  • Kazjuno
  • 09/11/2019 13:56
  • Przepraszam, Dobra Kobro za długie teksty... Kto wie? Może się kiedyś uda napisać krótki?
  • Dobra Cobra
  • 09/11/2019 13:19
  • Kazjunio, to Internet - każdy czyta co chce i komentuje, jak mu się chce. Nie wymuszaj komentów. Długie formy słabo się sprzedają w tym medium. Pisz dla wlasnej satysfakcji, a nie poklasku. Bez urazy.
  • Kazjuno
  • 09/11/2019 10:06
  • Dzięki Antosiu. Już od dawna wiem, że jesteś poczciwcem o gołębim serduszku.
  • AntoniGrycuk
  • 09/11/2019 09:33
  • Dobra, Kazjuno, jestem czuły na płacz, więc wieczorem postaram się przeczytac ;)
  • Kazjuno
  • 09/11/2019 08:38
  • Chlip, chlip... jest mi przykro. Poza odważną Al-Szamanką, reszta Koleżanek i Kolegów, olała komentowanie Gry cz. 12. Czyżbym na PORTALU wywołał zgorszenie?...
  • Dobra Cobra
  • 08/11/2019 18:02
  • Star Wars kontra Marvel kontra DC na przestrzeni lat: [link]
  • mike17
  • 08/11/2019 12:22
  • Jeszcze mamy tydzień na nadsyłanie prac do MUZO WEN 8, konkursu dla prozaików. Serdecznie zapraszam do udziału : [link]
Ostatnio widziani
Gości online:27
Najnowszy:Rebillardaq3
Wspierają nas