Proza » Obyczajowe » Mam
A A A
Od autora: Co ludzi łączy i dzieli.

 Krystyna Habrat

MAM!

    Zobaczyła go, jak tylko uchyliła drzwi. Siedział, oczywiście, wpatrzony w telewizor. Ani drgnął. „On jeszcze nie wie” -  zaśmiała się w duchu i już chciała obudzić go okrzykiem: „Mam!”, ale zagryzła usta. 

  Z trudem zdejmowała płaszcz. Szarpała szalik. A jeszcze po schodach wbiegła żwawo podniecona radością. Dopiero w progu ją ścięło, gdy weszła w to, co dzień po dniu od  lat trzydziestu z hakiem. Rzuciła w jego stronę wątłe „cześć” i  wolała nie  wiedzieć, czy odpowie. „Odpowie? Raczej odburknie” –  skonstatowała, znikając w kuchni.  Opadła na taboret i  skryła  głowę w ramiona, skrzyżowane na  stole obok  talerza zapaćkanego jajecznicą.  

  „Nawet nie spojrzał” - myślała z goryczą.  Za to pacjenci ją kochają.  Mówią, że już  jej dotyk ma dobroczynny wpływ. I słowo otuchy. Ona nie spieszy do domu jak inni lekarze. Przyjmie nawet po godzinach. Wysłucha, pokiwa głową ze współczuciem, że aż tak boli, że dziecko nie chce się uczyć. Doradzi coś. Nie wiedzą, że siedziałaby z nimi dzień i noc, i każdego przytuliła do serca.

  Ale nie tak dawno Łukasz okazał jej łaskawość. Kiedy załatwiła mu adwokata. Jakby wreszcie przełknął to coś, co dusiło go w gardle od śmierci matki. Gryzł się, czy wypada  występować przeciw bratu i siostrze? Głupi! Przecież to jego, pierworodnego, matka  kochała nade wszystko! Na pewno jemu by wszystko zapisała! Dom z ogrodem i oszczędności. Nawet gdyby nie mąciła jej  myśli  skleroza. Łukasz rozpieszczony, bardzo się wszystkim przejmuje. W sądzie na pewno by  zapomniał języka, jak coraz częściej mu się zdarza. Musiała mu wynająć adwokata. Niech ich ludzie obgadują. A co tam!  Gdy mu to wtedy powiedziała,  wyjął  koniak i usiadł  koło niej.

-    Jak wyglądam? - odważyła się  wtedy spytać,  przełykając  trunek, za jakim nie przepadała.

-   Ujdzie - odparł, ledwo musnąwszy ją   roztargnionym okiem.

    Jednak to prawda, co usłyszała w drugi dzień po ślubie na poprawinach. Był  na rauszu, bo  jak na ponurego mruka, dość rozmowny, ale nie żartował, gdy  biorąc ją pod brodę,  oznajmił  ze śmiechem wszystkim przy stole: „Brzydka ta moja żona, prawda? Ale bogata!”

   Nigdy nie zapomni ciszy, jaka po tych słowach zapadła. Jego koledzy i rodzeństwo: Gośka i Zenek, odwrócili głowy. Tylko teściowa zaśmiała się  z cicha.

  Dotąd czuje tamten ból, gdy Łukasz wykręcił jej rękę, jak próbowała uciec wtedy od stołu sprzed  oczu gości weselnych. Pragnęła zapłakać gdzieś w kątku. Tamtego dnia poprzysięgła   zemstę.

   A jakież to ona miała bogactwo? Brata w Ameryce, który przysyłał paczki z ciuchami? Etat w przychodni, szpitalu i  prywatnie, na co poświęcała cały boży dzień, że zabrakło czasu na wcześniejsze obejrzenie się za mężem? Jajka, jakie przynoszą wdzięczni pacjenci z podmiejskiej przychodni? Zapisany przez matkę dom na wsi? Brat z Chicago na zapis przystał, nie zamierzał wracać. Miała więc dokąd uciekać. I uciekała. Nie jeden raz po ślubie. Łukasz przyjeżdżał po nią skruszony. Potrzebował jej. Wracała. Nie zabrała przecież  sukienek. Mieli dzieci. To nic, że się go bały. Milkły  przy nim. Jak  wchodził, nieruchomiały i traciły ochotę do zabawy. Zmykały mu  z oczu. Nawet po latach, gdy leżał w szpitalu po  udarze,  odwiedzały go z musu. A jak już, to siedziały obok jego łóżka  markotne. Teraz i córka i syn mają swe osobne życie też otoczone milczeniem, jak  każde z nich tutaj.

  Tak, Łukasz bardziej potrzebuje pomocy. Ona wie aż za dobrze, że pod powłoką ważniaka na stanowisku kryje się wystraszone biedaczysko. Takim, jak on, rozdygotanym lękami o  stołek, bardziej grozi zawał. Ta choroba dyrektorów. Ma obowiązek dbać o jego zdrowie. Do tego wciąż pociągać sznurki znajomości i układów, żeby  piął się w górę.  Nie bez  powodu zrobiła specjalizację z kardiologii. Trafia do niej niejeden nadęty  ważniak i w jej rękach   mięknie.

  Tylko nikt  nie  powinien zauważyć, jak się Łukasz mało nadaje na swe stanowisko.  Zawsze pragnął być ważny. Ale tak na skróty. Zamiast specjalizować się w zawodzie, robić uprawnienia, popijał z kim trzeba i biegał na zebrania partyjne. Lecz i tam  milczał. Raz wyznał z oporami, że bardzo chce  zabrać głos, ale mu gula w gardle nie pozwala. Oj, nie jest on elokwentny. Pełen kompleksów i lęków, robi wrażenie  gapowatego. Bo tak go matusia rozpieściła. Sprzątała mu sprzed nóg najmniejszy proch. I takie są teraz skutki. Dopiero przyparty do muru, gdy braknie mu argumentów czy znajomości rzeczy, wrzeszczy w niebogłosy. Wtedy staje się  dzierżymordą, który potrafi wszystko. Tylko ona wie, że to krzyk bezradności. Tknąć go palcem, a padnie. Nie na darmo  wziął na żonę ją, przedsiębiorczą, pewną siebie lekarkę. Zawsze mu powtarza: ”Nie bój się. Już ja coś wymyślę.”

   Podniosła się wreszcie od stołu ciężko, jakby jej nagle przybyło kilogramów. Nalała wody do czajnika.  Zaparzy herbaty i wtedy mu powie. Powinien się ucieszyć. Spojrzeć na nią.

   Nie zauważył nawet, jak rok temu zmieniła kolor włosów. To mógłby, ale że  usunęła zmarszczki - lepiej nie. Ani operacji nosa. Termin wybrała na jego wyjazd w Alpy na narty. Po powrocie  nie zareagował. Może tylko nie chciało mu się otworzyć ust? Może mężczyźni są własnie tacy? Za mało ich znała. Najpierw tylko się uczyła. Potem robiła specjalizację, chwytała różne możliwości pracy. Mówiła sobie, że to dla zdobycia doświadczenia, ale każdy grosz się też liczył.

  Długo zarabiała więcej od niego, bo harowała w przychodni, szpitalu i na własny rachunek.   Często brała dyżury. Wolała tak, niż czekać, kiedy wróci od tej swojej...  Gdy tę przeczekała, nastała druga. Potem straciła  rozeznanie. O czym ten mruk z nimi rozmawia? Musiał o czymś i tego im najbardziej zazdrościła. Wyjeżdżał ciągle w delegacje, na narty, regaty, jazdy konne. Jej nie zabierał. Tylko pieniądze od niej. Tak go kupowała, żeby wrócił, żeby był... Gdy raz ociągała się z oddaniem mu  samochodu, a w jego rdza przegryzła blacharkę, warknął jej w twarz:

  „Jak ty jesteś chytra! Taka prawdziwa: >>Mam<<!”  

  Wtedy oblało ją gorąco, bo zrozumiała, że to „Mam” wcale nie jest pieszczotliwym skrótem od mamy. Nagle uświadomiła sobie, że ile razy udało jej się  zarobić więcej  albo przynieść  dowody wdzięczności od pacjentów, - wołała od progu: „Mam!”

  Pacjenci ją przecież doceniają. Odwdzięczają się, jak  potrafią. Przed świętami w całej poradni pachnie kiełbasą, jakiej pękate  pakunki przynoszą  ci ze wsi. Gdzie indziej dają kwiaty, a tu pęta swojskiej kiełbasy. Takiej ciemnobrązowej, naczosnkowanej...aż leci ślinka. I jeszcze jajka, dawniej w torebkach po cukrze, teraz elegancko w pojemnikach po 10 sztuk.

    Ile razy wyciąga w domu  te  zawiniątka z kiełbasą czy   jajka,  Łukasz   ironizuje: „O! Mam znowu  coś przytargała...” Milczek, a potrafi dociąć.

 Dopiero  tamtego dnia zrozumiała...  Oblał ją wtedy rumieniec wstydu i bez słowa podała mu kluczyki  samochodu.

 Co, miała robić afront wiejskim babinom i wyrzucać je z tymi jajkami? Mówiły, że  czują potrzebę rewanżu za dobro.  Tak cieszyły się, że zdrowieją i potem, że przyjmuje od nich te drobne dowody wdzięczności.  Jednak  Łukasz zabierał skwapliwie  te  jajka i  dla swej matki, gdy jechali do niej na niedzielny obiad. Teściowa  pospiesznie chowała do lodówki  pojemnik za pojemnikiem.  Robiła im zaraz z nich omlet albo jajecznicę.  Odkąd  z wiekiem przestała hodować kury i  gęsi miała  czas, by tak pichcić, podczas gdy  jej, zapracowanej  pani doktor,  nie wypadało się z tym cackać.

  Teściowa nie była przychylna ożenkowi swego  synusia. Żadna panna jej nie pasowała, a po prawdzie chciała go mieć dla siebie. Później, gdy  próbowała się jej skarżyć, prychała przez zęby, że sama za nim ganiała jak  kot z pęcherzem, bo miała już swe lata, to teraz ma. Wiedziały gały, co brały. Zresztą on dla niej i tak za dobry.

     W ostatnich latach teściowa zanudzała  coraz dłuższymi  opowieściami z dzieciństwa, ale nie  pamiętała, czy wczoraj  coś w ogóle jadła.  Potem, jak ją odwiedzali, obiad już  na nich nie czekał. Jajka w lodówce rosły w stosy, zalatywały stęchlizną. Łukasz machał  tylko ręką: A, niech ich nie je. Może naprawdę  wywołują sklerozę? Mają tyle cholesterolu...

  Ale sam ich sobie nie odmawiał. Bagatelizowała to,  a w duchu powtarzała  z satysfakcją: „A niech tam! Za wszystkie moje przepłakane noce. Będzie musiał poprosić mnie o pomoc. Wtedy ja...”

  Czajnik dawno się wyłączył, a ona  wciąż rozmyślała. Włączyła go znowu i przygotowała dwie szklanki. Już miała je nieść do pokoju, ale  zawróciła po apaszkę  w tureckie wzory z paczki od brata. Zawiązała ją pod szyją. Przechyliła w lustrze głowę. Ładnie.  Dziś Łukasz  musi popatrzeć łaskawszym okiem.

 Znowu ledwo się powstrzymała, by  nie krzyknąć od progu z triumfem „Mam!”.  Odebrała  przecież   list z sądu zanim wyszła do przychodni. Teraz i on będzie miał  własny dom na wsi, jak ona. Nie licząc tego mieszkania w bloku, będą mieli jeszcze dwa domy. Ona swój, on swój. Kto ma aż tyle?!

  Czy mąż to doceni? 

  Ujęła to ostrożnie. Czekała, co odpowie. Przecież to ona  wszystko wymyśliła. Ona zapisywała teściowej recepty na cukrzycę, serce, wątrobę.  I  na   nerwy, żeby  przestała wygadywać, że zaniedbuje jej synusia.  Mama  stawała się  powolna, ospała.   Należało ją dopilnować, żeby  zrobiła testament. Na ich korzyść! Jeszcze wtedy nie miała takiej sklerozy!

  Pewnie teściowa już wtedy nie pamiętała, co powiedziała, gdy się jej kiedyś skarżyła na Łukasza. Jak młoda dziewczyna czeka na  wymarzonego chłopaka, to słyszy wielki dzwon, który bije: tylko ten, tylko ten. Upłynie kilka lat, a ciagle niezamężna, to już    jej podzwania mniejszy dzwonek: i ten i tamten; i ten i tamten. A gdy już ma pod trzydziestkę kołacze jej tylko w głowie mała sygnaturka: taki siaki bylejaki, aby był; taki siaki.

  Dobrze zapamietała tamte słowa. To miał być przytyk do jej dwudziestu siedmiu lat, gdy wychodziła za Łukasza. Ale teściowa była z innej epoki, gdy dziewczyny nie szły na studia, nie zostawały lekarzami,  miały tylko jeden cel: wyjść jak najszybciej za mąż.  Ale po namyśle  teściowa się zreflektowała: "I tak mój syn nie był dla ciebie." No tak, on w oczach matki nie był byle jaki. W jej też był wymarzony. 

Miała kochać taką teściową? Zabiegać, by unikła otępienia?

  Łukasz ciągle siedział  nieporuszony.

  - Wygraliśmy! Prawie wszystko dla nas! –  wykrzyknęła wreszcie, bo już nie mogła dłużej czekać jego reakcji.

  -  To  już ich nigdy nie zobaczę? – wybąkał wreszcie.

  - Kogo?

  - No, Gośki i Zenka...

  -  Masz przecież mnie!

  Przełknął  gulę w gardle i  szepnął bezbarwnie:

  - Tak. Mam. 

 

Krystyna Habrat

 

 
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Krystyna Habrat · dnia 23.03.2013 11:30 · Czytań: 1177 · Średnia ocena: 4,67 · Komentarzy: 22
Komentarze
Dobra Cobra dnia 23.03.2013 13:55
Potwornie to smutne, co piszesz. Tak żyć ze sobą, nie żyjąc? I te waśnie rodzinne, każdy każdemu wrogiem.

Bohaterka niby wykształcona i cenione lekarka, a nie zauważyła, że rodzina ją wykorzystuje.

I to klaustrofobiczne uczucie izolacji... Dominujące nad całym opowiadaniem.

Trudno przejść nad treścią do porządku dziennego.



Ze strony technicznej: jest dużo niepotrzebnych spacji pomiędzy kolejnymi wyrazami - nie wiem, czy to z pwoodu autoformatowania edytora PP czy efekt pewnego zaniedbania samego autora. To jest do poprawy.


Ukłony,

Dobra Cobra


PS - te odstępy to jest zapewne efekt edytora PP - widzę to po swoim komentarzu: samoinstnie rozwleka zdania, dodaje pełno przerw pomiędzy wyrazami. Nie jest to dobre ale czy można to naprawić? To pytanie do działu opieki technicznej PP.

DoCo
pablovsky dnia 23.03.2013 14:48 Ocena: Dobre
Bardzo ciekawie opisana historia. W pewnym sensie dramat kobiety. Wiele jest takich małżeństw, rodzin, w których miłość zostaje zastąpiona rutyną, cynizmem, czy obojętnością. Niestety, to dosyć częsty obrazek w naszych czasach. Wypada tylko żałować.
Opowiadanie samo w sobie czyta się z dużą ciekawością.
Do następnego, miło do Ciebie zajrzeć ;)
wykrot dnia 23.03.2013 18:43
Adepci powinni się uczyć na takich tekstach. Szacun!
puma81 dnia 23.03.2013 18:49 Ocena: Świetne!
Napisane bardzo sprawnie, czyta sie gładko, dzięki czemu z łatwością wkroczyłam w smutny świat bohaterki i poczulam ciężar spoczywający na jej barkach. Emocje, wywołane lekturą, nabierają coraz większej mocy z każdym kolejno przeczytanym akapitem. Świenie skonstruowany portret psychologiczny kobiety nękanej kompleksami, z bardzo niską samooceną, żebrzącej o jakiekolwiek zainteresowanie ze strony męża.
Poruszający, skłaniający do pochylenia się także nad własnym życiem, tekst.
Krystyna Habrat dnia 23.03.2013 22:22
Dziękuję bardzo za cenne uwagi. Chciałam wszystkie oznaczyć jako pomocne, ale pod niektórymi brakowało potrzebnego znaczka.
Staram się napisać coś o radości życia, ale wciąż wychodzą mi tematy poważne, bo ludzie chętniej opowiadają innym (mnie również) o swych zmartwieniach. Chciałabym wymyślić taki tekst, który by ich pocieszał, poprawiał nastrój, zmieniał postawę wobec życia... chociaż trochę.
To dobre zadanie dla ludzi pióra. :)
SzalonaJulka dnia 24.03.2013 03:38
Soklol,
poruszył mnie ten tekst. Co to za wybór - być z człowiekiem, który nie kocha, albo być samym.
Można życie przeżyć obok, można... to normalne, nie?
Pozdrawiam
Hedwig dnia 24.03.2013 06:12 Ocena: Świetne!
Piszesz tak sugestywnie Sokol. Myslę. że w Twoich tekstach każdy mógłby znależć siebie i swoje zachowania, a przede wszystkim odczucia.
Bardzo serdecznie Cię pozdrawiam.
Świetne!!!
Krystyna Habrat dnia 24.03.2013 12:03
Dziękuję bardzo. Nie ma pod spodem ptaszków, żeby oznaczyć komentarze jako pomocne.
DC - u mnie jest tylko jedna podwójna spacja. Przemyślę, czy potrzebna.
Pozdrawiam. KH.
henrykinho dnia 24.03.2013 15:50
To jest aż zbyt dobrze napisane - w odróżnieniu od wielu pojawiających się tutaj tekstów, chwyciło mnie na tyle, żeby poczuć prawdziwą odrazę do głównego "bohatera" i jego losu - każdy może przecież źle trafić, zachowywać się biernie i przez to stracić radość z życia... Rzeczywiście "Mam" daje pod tym względem do myślenia, świetne opowiadanie.

pozdrawiam
mike17 dnia 24.03.2013 19:11 Ocena: Świetne!
Cytat:
Ona, nie spi­e­szy do domu jak inni le­ka­rze

przecinek niepotrzebny
Cytat:
Nie wiedzą, że si­e­działa by z nimi dzień i noc

siedziałaby
Cytat:
Nawet(,) gdyby nie mąciła

Cytat:
jak coraz częściej mu się zdarza.​Musiała mu wynająć ad­wo­ka­ta.

spacja między zdaniami

Przykra twoja opowieść...
Świat, w jakim nigdy nie chciałbym się znaleźć i mam nadzieję, że tak będzie.
Bo największe dramaty rozgrywają się w czterech ścianach, w które jak grzyb, jak rak, wrosła obojętność, chłód, znieczulica i niema pogarda dla drugiego człowieka.
To właśnie te uczucia ujrzałem w tym opowiadaniu.
Mały, ale zarazem wielki koszmar.
I kolejna prawda, którą pokazałaś: proroka nikt nie doceni we własnym kraju.
Jak ów otępiały uczuciowo mężuś.
Brutalny przekaz, o tyle bolesny, że prawdziwy.
Sam znam takich ludzi, to się naprawdę dzieje obok nas.
Piszesz mocne rzeczy, choć nie używasz mocnych słów - czasem nie trzeba.
Wasinka dnia 24.03.2013 21:16
Ojej, jak tu smutno. Mąż niedoceniający, a żona niemal błagająca o zainteresowanie. Robi wszystko, byleby się przypodobać. Nawet to, o czym zapewne by nawet nie pomyślała, gdyby nie chęć zaistnienia, przestania być niewidzialną. Poddała się losowi u boku gbura... Ale - z drugiej strony - od początku było wiadomo, na czym mu zależy... Zdanie, które wypowiedział na poprawinach strasznie zabolało. Okrutny człowiek.

Coś niecoś do poprawienia, Krysiu, ja tylko tak dla przykładu:
Cytat:
Nie jeden raz po ślubie.
- Niejeden
Cytat:
To nic, że się jego bały.
- jego-go
Cytat:
Takim, jak on, ro­z­dy­go­ta­nym lękami o  stołek, ą ba­r­dzi­ej grozi zawał.
- "ą" się zaplątało
Cytat:
by z nie krzyknąć od progu z tri­u­m­fem
- pierwsze "z" trzeba wyrzucić

Pozdrawiam ciepło.
Usunięty dnia 25.03.2013 05:11 Ocena: Świetne!
mnie z kolei niełatwo komentować prozę, napiszę więc tylko, że to opowiadanie niesamowicie poruszające, bardzo plastycznie napisane, obrazujące coraz częstsze w naszych czasach obojętność, wzajemne uzależnienie w związkach, materializm. Rewelacyjnie napisane, do głębi smutne. Dobrze Cię czytać. Pozdrawiam serdecznie.
al-szamanka dnia 25.03.2013 16:11 Ocena: Świetne!
Cytat:
Przed świętami w całej po­ra­d­ni pa­ch­nie kiełbasą, ja­ki­ej pękate pa­ku­n­ki przy­no­szą ci ze wsi.

jakieś

Eeeech pokiwałam głową nad tekstem, bo ileż takich małżeństw niszczy sobie nawzajem życie.
Układ, który Ty pokazałaś jest jeszcze bardziej skomplikowany.
Bo doprowadził do zemsty! Co prawda nieco mgliście zarysowanej, ale porażającej.
Ile lat życia pozostało jeszcze teściowej?
A może będzie tak wegetować, nieszkodliwa już dla lekarki, a jednak wkrótce niczym wyrzut sumienia, gdyż przyłożenie ręki do niedołęstwa nie przybliżyło ani na krok do upragnionej nagrody - miłości męża.
Oczywiście każdy może powiedzieć jak ona tak mogła. Jak mogła żyć z egoistą, maminsynkiem, ubogim emocjonalnie mężczyzną.
Mogła.
I po części całe jej nieudane życie stało się takie z jej winy.
Co było przyczyną takich a nie innych zachowań - nazwałabym je podlizująco-niewolniczymi - można już tylko spekulować. Na pewno nie były ciekawe i mogłyby posłużyć jako temat następnego opowiadania.

Pozdrawiam :)
Krystyna Habrat dnia 25.03.2013 16:53
Dziękuję, moi drodzy. Wszystko z wielką wrażliwością zostało przez was wypunktowane. Nawet wątki, których sama się przestraszyłam, by je mocniej akcentować.
Rozliczyłam jakoś takie złe klimaty i już mogę o czymś innym, jeśli natchnienie dopisze.
Nie zawsze piszę o nieudanych małżeństwach. Częściej o udanych, bo takich jest więcej.

ŻYCZĘ WSZYSTKIM RADOSNYCH ŚWIĄT WIELKANOCNYCH.
Quentin dnia 25.03.2013 22:16
Tekst życiowy. To, co z pewnością dzieli ludzi, to dystans. Można żyć z sobą, ale oddzielnie.
Z historii tej bije wręcz drastyczna podłość ludzka. Z jednej strony widzę chęć bycia szczęśliwą, z drugiej zaś żądza poniżania i czegoś w rodzaju dominacji.
Czasem się nad tym zastanawiam i myślę, że decydujące znaczenie ma tutaj zależność. To wspomniane "bycie z sobą". Podobno w związku jest tak, że jedna ze stron zawsze angażuje się bardziej. W takich sytuacjach nietrudno o wykorzystanie sytuacji przez tą bierną część związku. Dywaguję trochę, ale tekst mnie tak nastroił ;)
Historia smutna, a zakończenie jeszcze smutniejsze.
Solidny tekst. Zwłaszcza warstwa psychologiczna.
Pozdrawiam
Krystyna Habrat dnia 28.03.2013 11:00
Dziękuję bardzo. Pozdrawiam.
Szuirad dnia 04.04.2013 15:25
Witam

Z Twojego opowiadania wyłania się niesamowita ilość interpretacji słowa "Mam", kto, czemu, z kim, nad kim, co...
W tekście jest wystarczająco dużo już emocji, by pominąć fakt, jak w całym tym układzie wpasowane były dzieci. A może na tym etapie zniknęły z ich życia i kultywują swoje „mam”, szczęśliwe, że wyrwały się z domu?

Cytat:
Miała kochać taką teściową? Zabi­egać, by unikła otępie­ni­a?

A to zdanie mnie wstrząsnęło, choć juz dawno przestałem wierzyć, że rola medycyny jest wyleczenie nas. Może jeszcze coś z przesłania Hipokratesa pozostało w niektórych lekarzach...

pozdrawiam
Sz
Krystyna Habrat dnia 18.01.2014 20:34
Dziękuję za komentarze. Przyznam się, że sama się wymowy tego tekstu wystraszyłam, ale jakoś tak mi się to nazbyt ostro ułożyło. Raczej nie z życia wzięte, ale z przemyśleń ogólnych nad kondycją ludzką, a postać lekarza wymyślona tylko na potrzeby efektu literackiego. Lekarze, ci co mnie leczą, i ci z mojej rodziny oraz znajomi bardziej przypominają tych z Leśnej Góry (serial: "Na dobre i na złe";) - ludzkich, życzliwych i mądrych. Zresztą leżąc ostatnio blisko miesiąc w szpitalu mogłam się przekonać jak lekarze i pielęgniarki są wspaniali. Jak oddani pacjentowi. I do tego sympatyczni.
Przyznam się też, że nie lubię tego tekstu i dlatego tu nie zaglądałam, więc nie widziałam wcześniej ostatniego komentarza Szuirada. Dziękuję.
purpur dnia 18.07.2016 17:18
Damn!

Prawie jak "mam", ale jakoś tak z odwrotnej strony :) Tak wiem, że wytargałem z Twojego koszyczka dość leciwe zawiniątko...

Oho... widzę po Twoim ostatnim komentarzu, że raczej miłością do niego nie pałasz... A niesłusznie, bardzo niesłusznie.

Fakt, okrutny taki, że człowiek ciarki ma na plecach, bo cho...ra wie gdzie Ty dalej treść pociągniesz. I taki brudno - ludzki, taki że aż wzrok odwraca, ale...

Fantastycznie pospisywane wątki, wtrącenia... Przeplecione to ni to smutkiem, ni złością, a może to zapisana jest obojętność? I taka zawiść, taka której się w człowieku nienawidzi.

Można przeżyć złość, można wybaczyć krzyki, ale takich wąziutkich szparek zawiści, niespełnienia i wiszącej pretensji nijak nie idzie wybaczyć.

A zakończenie...
Damn!

Idę zobaczyć co tam jeszcze ukryte w pakuneczkach, ale przyznam iż trochę się lękam :p

pozdrawiam
Krystyna Habrat dnia 28.12.2016 16:03
Purpur, dziękuję bardzo. Zajrzałam tu dopiero dziś. Tu mogłam dać "Pomógł", bo opierasz się na konkretach. Masz rację i wychwytujesz trafnie. Tylko, zlituj się, pisz bardziej zrozumiale, bez metafor, chyba, ze jesteś poetą, co zaraz sprawdzę. A te nietrafione wybory? zapomniane? Oddalone? Co znaczy: "Damn"?
Pozdrawiam. KH.
purpur dnia 28.12.2016 16:55
:)

Nie poetą nie jestem, po prostu jakoś tak w komentarzach mi wychodzi... No i lubię drugie dno...

Powyżej spisałem moje odczucia po przeczytaniu i to co po nim pozostało.

A "damn" - to : "a niech to", tylko krócej, jakoś lubię to słówko, pobrane z angielskiego. faktycznie nie powinienem z niego korzystać, wiem...
Krystyna Habrat dnia 29.12.2016 17:34
Purpur.
Dziękuję. Ostatnie wyjaśnienie pogłębiło mi odczucie mojego własnego tekstu. Mój angielski już mocno fragmentaryczny, bo rzuciłam się kiedyś na kilka języków i wyszło tak "potrosze".
Pozdrawiam
KH.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Kazjuno
20/09/2019 10:20
Ciekawy, choć niełatwy do przetrawienia tekst. Przynajmniej… »
Wiktor Mazurkiewicz
20/09/2019 09:16
Wiosenko niezawodna korektorko :) tak, rym wkradł się… »
Wiktor Mazurkiewicz
20/09/2019 08:56
Nuria 22227 bruliben Proszę nie mieć mi za złe,… »
domofon
20/09/2019 07:54
bruliben, dokładnie, dzięki za ocenę. Pozdrawiam »
Rafi
20/09/2019 02:33
mike17 Bardzo dziękuję za opinie :D są to moje początki,… »
mike17
19/09/2019 22:14
He he, miło mi to słyszeć :) Dobre słowo wszystkiego warte… »
Yaro
19/09/2019 21:44
Dzięki bruliben :) »
Yaro
19/09/2019 21:40
To od Mike Jagger https://youtu.be/K5_EBAzIPJM. Jakbym… »
bruliben
19/09/2019 21:40
Żonę skserować, hmmm? No pewnie, nikt nie jest doskonały.… »
bruliben
19/09/2019 21:21
Dziękuję Lilah. Miło gościć. »
bruliben
19/09/2019 21:19
Ciekawy wiersz, misternie zbudowany. Skomentuję go słowami… »
Kazjuno
19/09/2019 20:26
Droga Al Szamanko - panienko z dobrego domu. Na wstępie… »
wiosna
19/09/2019 20:02
Niejednemu się przytrafiło. I niejednemu nie udało się tak… »
mike17
19/09/2019 19:48
I miałaś w nim archaizm "shall" a nie… »
wiosna
19/09/2019 19:47
hmmm, hmmm aż się zaczęłam zastanawiać do jakiej grupy ja… »
ShoutBox
  • Dobra Cobra
  • 18/09/2019 08:22
  • tej wytwórni. Ale sam szef D. próbuje zmienić czasy i transformację koncernu w stronę tematyki niebaśniowej. [link]
  • Dobra Cobra
  • 18/09/2019 08:20
  • Disney ma nie lada orzech do zgryzienia :) . Johansson zaprosili nawet na spotkanie dyrektorów D. I ona tam jasno mówiła, że reżyser niepokorny i film też, co niespecjalnie idzie za rączkę z polityką
  • TomaszObluda
  • 18/09/2019 06:50
  • em FOXa, więc Disney nie miał nic do gadania. A czy film pojawi się w Polskich kinach? Sadzę, że tak, ale nie wszędzie i nie od razu, bo tu nie chodzi o ideologię, ale o kasę.
  • TomaszObluda
  • 18/09/2019 06:48
  • Co do filmu, ten Hitler, będzie wymyślonym przyjacielem i z tego co wiem, będzie takim diabłem na ramieniu, co mówi źle, to wbrew pozorom nie komedia. Druga sprawa film powstał praktycznie przed zakup
  • Kazjuno
  • 17/09/2019 14:16
  • Znowu przesadzasz. Jesteś wrażliwym facetem, na dodatek z intuicją muzyka, więc czułym na fałszywe nuty. Także te cecha ułatwia Ci trafne komentarze. Więc jak znajdziesz czas(?)...
  • AntoniGrycuk
  • 17/09/2019 11:55
  • Powiem tak: technicznie mam coś do powiedzenia i choć nie jest to idealne, to potrafi być pomocne, natomiast mój gust znacznie odbiega od przeciętnej i to, co mi się podoba, nie zawsze jest dobre.
  • Kazjuno
  • 17/09/2019 11:49
  • Przesadzasz Antosiu! Bardzo cenię Twoje komentarze i byłbym rad przeczytać twoje wnikliwe uwagi. Zawsze były celne. Jak znajdziesz czas to zapraszam...
  • AntoniGrycuk
  • 17/09/2019 11:38
  • Kazjuno, ja chętnie skomentowałbym Twój tekst, ale ostatnio mam urwanie głowy i jedynie czasem króciutkie komentuje. Choć z drugiej strony, co jest wart mój komentarz?
  • Dobra Cobra
  • 17/09/2019 08:09
  • Sztuka kreskówkowa jest uważana za gorszą ze sztuk pięknych. :( A tak można w kinie podziwiać i piękną Scarlett i małego Hitlerka. Jak żywych. Choć ten synek ma nadzwyczaj mądry wyraz twarzy.
Ostatnio widziani
Gości online:25
Najnowszy:ihacuwib
Wspierają nas