Antek, ksiądz i Apokalipsa - Dragon42
Proza » Humoreska » Antek, ksiądz i Apokalipsa
A A A
Od autora: Kolejna część przygód Władka i Antka po części, z życia wziętych. Aczkolwiek Zbieżność miejsc jest czysto zamierzona :)

Czerwiec latoś* był jakiś taki duszny jakby miało się, co zdarzyć niedobrego.

Jakieś przekleństwo chyba wisiało w powietrzu.
Dumał o nadchodzącym Bożym Ciele. Święto u nas w Zaścianku obchodzone tak dostojnie jak Wielkanoc czy Boże Narodzenie.

Bój się Boga, żeb kto w obejściu wtedy, co robił, a nie daj czego, co na polu choćby i motyczko.

Nawet prawosławne, w ten dzień porzucali swoje roboty. Było ich niewielu w naszej wiosce, ale żyli my w zgodzie, jak trzeba było to pomagali nawzajemnie, a i gorzałki popili nie wąsko. No, bo i pop Mikołaj z naszym proboszczem po bratersku się odwiedzali i obgadywali do nocy jak trzódko miejscowo zarządzać, żeb w duchowości i bojaźni Bożej na Dzień Sądny doprowadzić.
Z zadumy o doczesności wyrwał mnie głos mojej Aniuty.
- Władek! Władek! Gdzie ty u licha się podział? Jak potrzebny, to zawsze gdzieś się chowasz jak zając po krzakach.
- Tut Aniuta! Pod stodoło siedze.- Odkrzyknął zły. Miał chwile spokoju to zara jakoś robote wynajdzie, a to drzewa narąb, a to paruszkom** podrzuć, a to znowu, co innego.

- Co tak ryczysz jak bydlątko do wody?
- Ty mnie tu nie pyskuj tylko wziołby się za robote jako!- Aniuta szła w mojo strone i niosła siekierę. Przestraszył się nie na żarty.
- Aniuta! Ty, co?! Zdurniała czy jak?- Stanoł na równe nogi i aż włosy podembieli.
- Hahahahah!- Zaśmiała się spojrzawszy na siekierę.- Ty durniło jeden, ty myślał, że Ciebie chciała jo rąbać? Hahahah!- Zaśmiała się jeszcze raz.
- No jak ty do mnie idziesz z takimi prezentami, to co miał myśleć?
- Pamiętasz, że na świenta zawsze do nas dzieci się zjeżdżajo?- Przekrzywiła głowę i zasłaniając oczy daszkiem z dłoni popatrzyła na mnie.
- Pamiętam.- Odpowiedział już pewniejszym głosem.
- A co na to następuje, trzeba i w torby im, co włożyć, a i obiad, jaki wystawniejszy zrobić.
Mnie to już te zgadywanki zaczeli trzenść jak po Antkowych pierwszych spustach i degustacjach.
- Babo durnowata!- znerwował się i rozcapierzył halape- Powiedz ty mnie wprost co chcesz,
a nie jakieś Familiady*** tu robisz!
- Orz ty hamuło! Ja do ciebie z dobrym słowem, a ty mnie tak…-Aniuta puściła siekierę i fartuchem, co miała przewionzany dookoła pasa zaczęła, ocierać oczy. Ja zmienk jak nogi, kiedy zobaczysz jako zjawę. Wiedziała cholera jak mnie podejść.
- Aniuta nie bucz!- Przytulił jo i renko otarł oczy, choć oni wydawali się jakieś suche, ale już nie sprawdzał.- No, co tam trzeba?
Jej jakby renko odjął, cała złość i płacz odeszli.
- Nu trzeba egzekucje na pieniu**** wykonać, durnowaty skacze na wszystkich co wejdo na podwórek i ze trzy kurki, jedno to musowo bo do Krasowskich chodzi jajka nieść jakby u siebie za mało miejsca było. No i rosół trzeba nagotować a i co w torbę dzieciom…….
__________________________________________________________________________________
*latoś- w gwarze na Podlasiu w niektórych rejonach, tego roku, tego lata
**parszukom- parszuk, w gwarze na Podlasiu w niektórych rejonach, świniak.
***Familiady - popularny w TVP program, w którym biorą udział rodziny i odpowiadają na pytania.
****Piewniu - pieweń, w gwarze na Podlasiu w niektórych rejonach, kogut.

 


Czekaj!!!!!!!!!!!!- Krzyknął ja. Odeszło mnie już i żałowanie jej i humor, co miał.- Ty mnie, do jakiej masakry namawiasz. Niedługo Świento Pańskie,a ja mam rence krwio niewinnych plamić! Nie możesz ty kupić w sklepie? Oni tak nie poznajo czy to kupne, czy wioskowe.
Aniute jakby wszystkie gromy z jasnego nieba trzepnęli na raz. Zaniemówiła, spąsowiała jak piwonia w ogródku.
- Ty bydlaku! Ty odszczepieńcu! Zapomniał już jak z Antkiem w Palmowo Niedziele samogonu się napili? Jak płakał w chacie potem, że to z żalu, że za niedziele Jezusa ukrzyżujo? Teraz mnie takie rzeczy gadasz! Taki wierzący się zrobił nagle?!- Aniuta machała renkoma jakby stado much ganiała. Całe szczenście, że siekiere upuściła, bo by mój łeb potoczył się zamiast kuraczego chyba.
Poczuł się jakby kto mnie mokro szmato w pysk strzelił. Pobladł i poczerwieniał, zatrzęsło jak osiko.
- Będziesz chciał żeb rozczyniła zaczyn* na chleb swojski ,to powiem idź i kup miastowego, to z tej samej monki.
- Aniuta! Mnie nerwy ponieśli!- Próbował się tłumaczyć i zażegnać kataklizm.- Przez to parnote w powietrzu chyba taki nerwowy dzisiaj. Przejde się na łonke i jak wróce to wykonam egzekucje.
Spojrzał tak głęboko jej w oczy jak topielica** na uroczysku kawalerowi ,żeb zbałamucić***

 i w odmęty pociągnąć.
Aniuta tylko machnęła renko wzięła siekiere w drugo, odwróciwszy się zadem odeszła nawołując skazańców.
- Cip cip cip! Ciiiiippppppp cippppppp! Ciiiiiiiiiiippppppppppppp ciiiiiiiiiiiippppppppppp!
Odetchnął z ulgo, siengnoł do kieszeni w letniej koszuli po woreczek z machorko, bibułke i skręcił cybucha by myśli Kuracze**** dymem odpędzić.  
Wyszedł za wioske poza stodołami żeb mnie kto znów się nie napatoczył i nie nerwował. Chciał w samotności przemyśleć jak to egzekucje na później odsunąć.
Szedł koło Pegeerowskiej łonki. Trawa bujna, zielona aż chciało się położyć i w niebo patrzeć jak za baszmałyka***** , kiedy chodził krowy pasać.
Polna droga pyliła się to posmutniał, że ubranie i buty zabrudze. A niechaj tam! w końcu od czego ta pralka automatyczna w chacie i woda z rury.
Szedł tak dobrych pare minut z zamysłem, że bydlątka przy okazji poprzepinam żeb lepszej trawy pojedli, bo zara południe, a oni w jednym miejscu trawe skubio.

Dochodził do rzeki i na powrót smutek, wzioł i wspominki.
Patrzył na ten rów, co kiedyś wił się jak wonż miendzy łonkami i polami. Było szerzej to węziej, kompali się grando ,było i gdzie przejść tylko co kostki moczonc i furmanko przejechać.

Ryba była wszelaka, choć rzeka nie jakaś tam wielgachna, ale jak chodził z koszykiem na kartofli a potem jak wons zaczoł wyłazić pod nosem, to i z kołysko******. Zawsze na kolacje było, co przynieść.
Stanoł przy brodzie, co się pozostał po starej rzece.

________________________________________________________________________________

*rozczyniła zaczyn- rozrobić zaczyn z drożdży na chleb
**Topielica- w ludowych przekazach, panna mieszkająca w jeziorach i bagnach, mamiąca kawalerów urodą, by potem utopić.
***Zbałamucić- zawrócić w głowie, gwarowo w niektórych rejonach Podlasia.
****Duracze – durne, gwarowo w niektórych rejonach Podlasia.
*****Baszmałyka – żartobliwie dziecko, gwarowo w niektórych rejonach Podlasia.
******Kołysko – specjalnie pleciona z wikliny w kształcie lekko wygiętego łuku.

 

 

 

Wspomnienie naszło jak to z dziadkiem Józefem

 – Świeć Panie nad jego duszo i wiekuiste racz mu dać spoczywanie- Powiedział Władek i wykonał ręką znak krzyża na piersi. Ojcem mego ojca Stanisława, jechali furmanko na pole zobaczyć musi czy ta paskowana zaraza kartoflanych liści nie trzebi.

Pić mi się chciało i powiedział.
- Dziadku pić mi się chce!
- Prrrr Łysa!- Zatrzymał Józef konia w brodzie, bo może też spragniony.- Zara Właduś dam ci pić.
Zdioł czapkę z głowy taka leninówka z daszkiem. Zaczerpnął z rzeki tam gdzie piach żółty, bo wiadomo, że czysta tam płynie. Sam się napił i mnie podał. Oj, jaka smaczna była nie to, co te miastowe, pijo z butelków niby źródlana i taka zdrowa. Sama chemia jak wszystko u nich.
Tera z tego rowu by wody nie zaczerpnął. Chyba, że umierający z pragnienia by był.

Popatrzył, co te ekonomy z meliorantami zrobili niby to dla rolnika, bo łonki i pola nawodnione.
Tera prosta i wonska jak sik, kiedy pod płot za potrzebo robisz. W studniach, co to każden miał na podwórku woda przepadła. Podprowadzili kanalizacje niby to wygoda i luksus. Może i letnikom tak, co na kwatery latem zjeżdżajo.
Odkręcisz krana wody nabierzesz, a ona biała i mentna jak niewychodzony zacier Antkowy. Czekaj z minute żeb to opadło,a i smak nie ten sam.

Tak rozmyślając nie zobaczył, kiedy nad samo wode dolaz.
- O matko przenajświentsza! Wszystkie świente i anioły niebieskie!!!! -Wykrzyknął Władek
uklonk  i rence do modlitwy złożył.
- Panie Nazarejski czy to już się Apokalipsa napoczęła?!- Przerażony przecierał oczy dłońmi i nie wierzył.

- Matko Bosko częstochowsko toż znaków na niebie i ziemi nie było, rzeki krwio nie spłynęli! To czemuż te ryby podurnieli?!


Patrzył z przerażeniem i niedowierzaniem, jak co większe sztuki miotały się na płyciźnie, a co poniektóre to i na piach wypływały. Inne płynęły do brzegu jak durnowate kaczki ,co chleb zobaczo to poleźliby i w ogień.
Władek zerwał się na równe nogi zaczoł wrzucać ryby na powrót do wody, a one jak otumanione wracały do brzegu.
- Oj to chyba koniec nadchodzi? Z Aniuto się pokłócił, ale u spowiedzi był w ostatnio niedziele to może na sondzie ostatnim łagodniej potraktujo? Co robić?!

 Zastanawiał się i chodził w przód i tył jak durnowaty. Nagle olśnienie naszło.

- Może to terrorysty, czym wodę zatruli żeb nasz Zaścianek dla przykładu wyludnić! Trzeba Mariana z posterunku zawiadomić, niech do powiatu dzwon.Ii ratunku, jakiego szuka!
W głowie Władka myśl goniła myśl. Rozwiązania sypały się jak jabłka z trząsanego drzewa. Nie wiedział, jaką podjąć decyzję. Już miał do chaty wracać, kiedy w oddali usłyszał jakby warkot traktora. Przystanął na skarpce i patrzył w dal.

Słońce tak świeciło dodatkowo odbijając się od wody, że refleks bił po oczach utrudniając widzenie.
Z dwóch dłoni daszek zrobił nad oczami i wpatruje się w coraz bardziej widoczny kształt.
- Toż to trachtor Antkowy i ciągnie beczke na gnojówke ze sobo. Zdurniał czy opił się? To nie pora żeby gnojem pola polewać!- Głośno zastanawiał się Władek.
Już miał biec do niego, kiedy traktor zawrócił i pojechał w kierunku lasu.
Władek uspokoił nerwy skręcił papierosa i maca się po kieszeniach w poszukiwaniu zapałek.
- Ki czort!- Zaklął rozeźlony.

 Patrzy, a zapałki leżą na ziemi.

- Musi jak klękał to z kieszeni się wysunęli.

 Podnosząc pudełko zatrzymał rękę w pół drogi. Jakoś dziwnie odór od nich bił. Trochu zamokli, ale z jednej strony draska była sucha. Nie śmierdzieli siarko piekielno, ale jakimś swojskim zapachem. Podsunął pudełko pod nos i wciągnął odór w płuca.
Papieros wypadł z ust. Rozpuszczając się w wodzie popłynął drobinami machorki jak rozbitki z tonącego okrętu.
- Ty padalcu jeden! Ty postronku świniaczy!

Władek klął jak szewc. Prawie, że spopielał na twarzy nie patrzył, że w tej furii nogawki od spodni zamoczył. Ruszył jak oparzony w kierunku wioski.

Szedł tak szybko jakby od tego zależał los Zaścianka. Jak na nieszczenście napatoczył się Bronek. Władek nie chcąc dać znać po sobie, że roztelepany jak sztacheta w płocie zwolnił kroku.
- Cześć Władek!- krzyknął z daleka Bronek.
-Cześć!- chcąc nie chcąc przystanął odpowiadając. Jednak oczami latał jakby spieszył się do wychodka.
- Co tak nogawki pomoczył? Po wodzie próbował chodzić?- zaśmiał się Bronek- mam ja do ciebie pytanie…
Nie skończył zdania, kiedy Władek wszedł mu w słowo.
- Bronek litości Boga nie teraz! Spieszno mi!
- Jaki nerwowy stał! Z babo się pokłócił?- nie dawał za wygraną.
Władek pomyślał, że jak go będzie dalej zbywał, to będzie tu dłużej stał jak kołek w płocie.
- Normalne! Pokłócił się! Jak gówno w zadzie się przewraca to i chłop nerwowy się staje.- odpowiedział próbując uspokoić głos.
- No masz ty i racje!- przyznał Bronek- Ja jednak do ciebie w innej sprawie. Nie wiesz przypadkiem czy renty już na poczte nie przyszli?
Władek spojrzał na niego, uśmiechnął się po raz pierwszy od zdarzenia nad rzeką.
- Toż miał pieniendzy na konto do banku przesyłać po tej sprawie, jak to listonosz za Zusowskie na zagranice pojechał i kulawo Zośke bałamucił, że zabierze ze sobo.- zaśmiał się i spojrzał na zmieszanego Bronka.
- No miał! Ale moja w banku robi i łape by położyła. Potem miałby chodzić i na wiśniaka prosić?- zasmucił się i zaczął grzebać noga w piachu jak kura.
- Nie wiem Bronek czy byli, bo jak zauważył to ze swojo się pożarł i nie rozpytał jeszcze. Mam jeszcze sprawę do zrobienia ,tak że i czas w zad mnie sztura.- Władek tylko w myślach się modlił, żeby Bronek czego nie podejrzewał.
- No trudno.- powiedział smutno- wezme rowera i podjade sam zobacze.
- Dobra Bronek jak z Aniuto rozejm dziś zawrze, to wieczorem pod sklepem będę i powiem jak sprawy się mają.
Władek tylko machną ręką na pożegnanie i poszedł.


Skrzypienie bramki w obejściu Antka i trupa na nogi by postawiło. Władek rozglądał się na boki jakby przyszedł kury kraść, jednak wzrokiem szukał kolegi.

Nagle usłyszał znajomy głos.
- Władek witaj! A co taki zdyszany czort cię gonił czy co?- Antek wyjrzał zza drzwi stodoły.
Władkowi krew na sekundę stanęła w miejscu. Miał już zamiar na powitanie lać po pysku.
Jednak, że razem się wychowali odstąpił od samosądu. Szarpnął tylko Antka za rękę i wciągnął do stodoły.

Zapach siana tak przyjemnie drażnił nos, i na chwile zapomniał cało przemowe, co układał po drodze.
- Władek! Zdurniał czy jak!?- Antek miał strach w oczach- Co tobie? Ruskiego spirtu*popił?!
Pod naporem rąk Władka cofnął się w głąb stodoły.
- Antek! Co ty nawyrabiał?! Apokalipse naczynasz?!- nerwowo zadawał pytania- Co ty robił trachtorem na łonce?
- Ja?- odparł zdziwiony pytaniem.
- Nie! Może Matka Teresa z Kalkuty- we Władku krew już zawrzała, a rency same zacisnęli się w pienści.- jeździła twoim trachtorem i gnojówko po polu bryzgała!**Antek nie nerwuj mnie, bo ja dziś od południa skołatany*** chodze!- Władek starał się opanować emocje ,jednak bluźnierstwa bardziej przypominali się jak litanie do Świentych.
- No, bo widzisz…- zaczoł dukać Antek – robił eksperyment i coś musi poszło nie tak. Zacier zawrzał i siarko piekielno zaczoł dawać. W smaku był jakby samogon z brukwi robił.

 Tłumaczył się aż przysiadł na worku z osypką.
- No dobrze! Nie wyszło.- Władek zaczął nerwowo chodzić po stodole- każdemu zdarzy się niewypał. Może składniki pomieniał, albo recepture przeinaczył. Wszystko można pojonć. Trudno robota poszła na marne, ale wylej człowieku te berbeluche****  w ziemie czy w lesie.- nadal chodząc umoralniał Antka.- Tobie jednak czort oczy zasłonił i podkusił żeb do rzeki wylać.
- Władek! Myślał, że to najbezpieczniejsze rozwiązanie. Różne chemiczne rzeczy płyno z pola to i moje dwieście litrów zacieru różnicy nie zrobi.

Tłumaczył się jak w sądzie. Wiedział, że Władek domyślił się prawdy i nie ma, co strugać wariata.
Władek przystanął jakby wyrosłą przed nim ściana.
- Ile?!- zapytał- dwieście litrów?!- dalej nie mógł uwierzyć.
- No dwieście!- odpowiedział Antek i spuścił głowę.
- Człowieku! Toż mało do katastrofy ekologicznej nie doprowadził. Ryby podurnieli ,na brzeg wyłażą inne do góry brzuchami pływajo.- Władek aż usiadł z wrażenia.
Wtem w stodole pojawiła się Karolcia żona Antkowa.
- Co wy chłopy tak konspirujecie?- zapytała zaciekawiona.
- Karolcia tobie tylko kryminały w głowie.- uśmiechnął się na siłę Władek.- My tu o ważnych sprawach rozprawiamy. Co poładować w obejściu. Ile parszuczków***** zakupić.
Władek starał się wybrnąć z sytuacji, ale druga myśl paliła jak to rozgrzane żelazo.

Znów zgrzeszył kłamstwem. Tera to spowiedź musowa.
- Już myślała, że jako degustacje robicie- odpowiedziała i ciągnęła dalej- jak pokańczacie narade to do chaty zajdźcie, chłodniku narobiła świerzego na to spiekote, pić się nie będzie tak chciało potem.
- Na pewno, zajde pokosztować.- Odpowiedział Władek by jak najszybciej pozbyć się natręta.
Karolcia wzięła koszyk na ziemniaki i bez słowa wyszła.

 

_______________________________________________________________________________________

*Spirtu- gwarowo spirytus.

**Bryzgała- gwarowo pryskać.

***Skołatany- w innym znaczeniu zdenerwowany, roztrzęsiony

****Berbeluche- berbelucha, gwarowo w niektórych regionach Podlasia nie wychodzony zacier na samogon.
*****Parszuczków- parszuk, gwarowo w niektórych regionach Podlasia prosiak.

 

 

 

- Władek ty do Unii nadawałby się na diplomate- skwitował uśmiechnięty Antek.
- Ty mnie oczu nie czaruj! Wiesz, że rzeka koło księdzowej plebanii płynie. On na spacery lubi zapuszczać się nad nio. Jak zobaczył to co ja? oj będzie kazanie z ambony! oj będzie! Módl się żeb żadnej ryby do renki nie wzioł i zapachu nie poznał.

 Władek popatrzył na Antka jak hycel na bezdomnego psa.
- Oj! Oj! Oj!- wydukał tylko Antek.

 

Nadszedł dzień Bożego Ciała. Wszystkie w Zaścianku odzieli odświętne ubrania i ruszyli pod kościół skąd ruszała procesja. Rozglądał się za Antkiem czy choć trochę pokory okaże.

 A jakże!  Antek dorwał się do chorągwi z Matko Bosko i maszerował na samiuśkim przedzie procesji.
Jak co roku pogoda jak na zamówienie, słoneczko i może ciut parnoty przez te ocieplenia klimatyczne, ale ludzie dziarsko maszerowali śpiewając hymny pochwalne.
Brzezina przetrzebiona z gałązek, ale to na Boski cel. To i tak żal nie było, jakby je jakieś hamucie połamali.
Procesja szła wyznaczono traso i co jakiś czas zatrzymywała się przy ołtarzach polowych na modlitwę. Szedł koło Aniuty i dzieci co to zjechali na świento, no ale rozmowa nie kleiła się bardzo przez te egzekucje co jej nie wykonał.
Ludzie zatoczyli koło i na powrót wrócili pod kościół.

Proboszcz jak doszedł do kazania, to zagrzmiał jak tromby anielskie w sądny dzień.

Wtenczas zaczęła się Apokalipsa.
- Moi kochani parafianie!! Chciałbym was powiadomić o znakach na ziemi jakie zobaczyłem, a zwiastujące niechybny Sąd Boży!!
Mnie stało zimno i potem zlał się cały.
- Nie dalej jak tydzień temu ujrzałem rzecz trwożącą, a zapewne za sprawą Boga najwyższego mi okazaną.
Szukał ja wzrokiem Antka czy aby to o nim tak proboszcz nie nadaje.

Chciał zobaczyć jego zachowanie.
- Spacerując nad naszą rzeczką, moim oczom ukazał się znak Apokalipsy!!- Wszyscy wierni chóralnie zaszemrali- Oto ryby w wodzie do góry brzuchami płynęły! inne zaś do brzegu podpływały i wyskakiwały na piach jak opętane!
No to ja był już w domu. Wiedział , że to żadna Apokalipsa, tylko Antkowy niewypał wylany do rzeki. Proboszcz grzmiał dalej.
- Opuszczacie moi kochani msze święte!! Coraz mniej młodzieży widzę w niedzielę w kościele. Jak zatem chcecie dostąpić łaski i Królestwa Bożego, kiedy sami przed nosem Jezusa Chrystusa drzwi zamykacie!! Powiadam wam, że prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne niż wy bramy raju!!! Bestia zalęgła się w waszych umysłach! Wolicie telewizję oglądać niż w mszy świętej uczestniczyć!!- Proboszcz aż zbielałymi dłońmi wsparł się o ołtarz i spąsowiał na twarzy.
- Zobaczcie jak wygląda Dom Boży! Bóg patrzy na was przez dach dziurawy i liczy swoje owieczki. Nie wstyd wam?!!

Wszyscy jak na komende pospuszczali głowy i patrzyli pod nogi jakby, kto co tam wysypał.

- Te ryby płynące do góry brzuchami to znak! Znak upadku wiary i odwrotu od religii ojców!!

Proboszcz spojrzał na Antka takim wzrokiem, że o mało nie przeciął go na wpół. No i wtenczas zaczoł się Armagedon.


Antek padł na kolana jak rażony piorunem i zaczoł na głos odmawiać.
- Ojcze nasz któryś jest w niebie…
Za nim wszyscy padli na kolana i chóralnie dołączyli do modlitwy.

Ja wiedział, że Antek raczej pokutuje w swojej intencji.No, ale reszta poczuła się bogobojna i chciała pokazać swoją wiarę.
Proboszcz aż zaniemówił! Wzioł hostię w ornat i uniósł do góry klękając przy ołtarzu.
Przez trzy niedzieli z rzędu nikt nie skąpił na tacę, aby oddalić Apokalipsę.
Antek jak zauroczony latał na plebanię, no chyba nie do spowiedzi, a raczej w inszy sposób odkupywał swoje winy.


Siedział sobie wieczorem na ganku i niuchał zapach maciejki, co wszędzie go czuć było.

 Robiło się tak miło i wspominali się czasy kawalerki.
Aniuta przysiadłą się obok. Złość już jej minęła.
- Oj Władek, jaki piękny wieczór- rzekła.
- No!- odpowiedział i zaczoł skręcać cybucha*

 - Maciejki pachno cały czas tak samo jak za kawalerki- rozmarzyła się Aniuta.
- No!- duknoł i puścił chmurę dymu- jak za kawalerki pachno.


By zapomniał!

Na zgodę z Aniuto, że Apokalipsa nie nadeszła obiecał, że kupie większy zamrażalnik przed Boże Narodzenie jak parszuczka się ubije, było jeszcze miejsce dla gdaczących skazańców.
Antek dalej bimber pędzi, ale już nie eksperymentuje, co by kolejnej Apokalipsy nie stworzyć.

Od czasu, do czasu za pokute proboszczowi na sprobowanie podrzuci żeb miał, czym popa Mikołaja ugościć, jak o zbawieniu trzody Bożej do północy debatujo.

 

 

__________________________________________________________________________________
*Cybucha- cybuch gwarowo samodzielnie skręcany papieros

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Dragon42 · dnia 08.04.2013 08:51 · Czytań: 617 · Średnia ocena: 4,67 · Komentarzy: 14
Komentarze
al-szamanka dnia 08.04.2013 17:03 Ocena: Świetne!
Cytat:
Cze­r­wi­ec latoś* był jakiś taki dusz­ny(,) jakby miało się, co zda­rzyć nie­do­br­ego.

przecinek po się zbędny
Cytat:
żeb kto w obejściu wtedy, co robił, a nie daj czego, co na polu choćby i mo­ty­cz­ko.

podkreślone przecinki zbędne
Cytat:
Nawet pra­wosławne, w ten dzień po­rzu­ca­li swoje ro­bo­ty.

bez przecinka
Cytat:
- Tut Ani­u­ta! Pod stodoło si­e­dze.- Od­krzyknął zły.

bez kropki po siedze, odkrzyknął
Cytat:
a to znowu, co in­nego.

bez przecinka
Cytat:
świ­e­n­ta za­w­sze do nas dzie­ci się zje­rzdżajo?

zjeżdżajo
Cytat:
- Pamiętam.- Od­po­wi­e­dział już pe­w­ni­e­j­szym głosem.

bez kropki po Pamiętam, odpowiedział
Cytat:
trze­ba i w torby im, co włożyć, a i obiad, jaki wy­sta­w­ni­e­j­szy zrobić.

podkreślone przecinki zbędne
Cytat:
zne­r­wo­wał się i ro­z­ca­pi­e­rzył ha­la­pe(.) -

Cytat:
co miała prze­wi­o­n­za­ny dookoła pasa zaczęła, oci­e­rać oczy.

bez przecinka
Cytat:
podwórek(,) i ze trzy kurki

Cytat:
Ty mnie, do ja­ki­ej ma­sa­kry na­ma­wi­a­sz.

bez przecinka

... i już więcej nie poprawiam, bo za dużo tego, ale może posłuży Ci za przykład.
Sam tekst.
No cóż, uśmiałam się, zupełnie tak samo, jak podczas czytania "Konopielki"
Czy Ty nie jesteś czasem krewnym pana Redlińskiego?
Będę wracać do opowiadania w rozchandryczonych chwilach, ku pokrzepieniu ducha.

Pozdrawiam setnie ubawiona :)
Dragon42 dnia 08.04.2013 18:41
no niestety krewnym nie jestem, ale gdzieś w podświadomości miała chyba wpływ? bardziej skierowałbym się na "Skiroławki", ale po części piszę o wspomnieniach z lat dzieciństwa, cześć gwary jest oryginalna:)
Jest pierwsza część "Antkowy biznes" zapraszam. Przecinkoza i interpukcjoza jest moją piętą Achillesową, ale raczej nie będę już latał i zmieniał. Moim zdaniem treść ma bawić, a nie przecinki i kropki:)
Dzięki za pochylenie i Czytaj jak Ci zasmuci się lico.
Cmok Smok
tydrych dnia 08.04.2013 19:01 Ocena: Świetne!
"Berbelucha i siwucha", to powiedzonka mojej babci o tej najtańszej wódce ze sklepu. Na bimberek dziadka złego słowa nie powiedziała :) Buty "obuwała" a wyglądała "bez okno".
Cokolwiek byś nie napisał gwarą, to ja to znam i czekam na cd :) Ja tam na błędy techniczne nie patrzę, spijam, jak nektar to, co solą tej ziemi :"śmietankę wiejską". Dzięki.
Dragon42 dnia 09.04.2013 00:06
tydrych hahah, nie użyłem tu gwarowo jedynie "szałuszka,szałucha", co w dosłownym tłumaczeniu odnosi się, do nie wychodzonego zacieru, który popijali namiętnie mój ojciec z Ś.p Wójkiem(jego bratem), jak się spotykali u matki. Nie dali dojść fermentacji ;/ No ja nie skromnie wspomnę, że też zakosztowałem w wieku dziecięcym:) i skończyło mi się to rzyganiem po płotach :)
tydrych napisał:
Buty "obuwała" a wyglądała "bez okno".

Obuwanie znajome mi, a "wyglądanie bez okno" to bardziej pod Łomżę:)
Cieszę się, że podoba Ci się Władkowo/Antkowa saga.
No jest jeszcze 1 opowiadanie, ale jakoś nie mogę skończyć;( ale mam nadzieję, że mi się uda.
Smocza Łapa
ezop dnia 09.04.2013 09:53 Ocena: Bardzo dobre
Podoba się. Lubię teksty zabarwione lokalnym kolorytem, mają charakter i humor, czyli to, co mnie kupuje ;)
Dragon42 dnia 09.04.2013 18:19
Witaj bajkopisarzu:) cieszę się, że Ci się spodobał pomimo braków technicznych;/ Jest jeszcze jedno opowiadanie, ale muszę przysiąść i skończyć. Smocza łapa
Wasinka dnia 22.04.2013 11:53
Apokalipsa pełną parą :)
W tej części nawet miejsce na sentymenta się znalazły. I dobrze, bo wówczas poznaje się bohaterów także od innej strony, tej bardziej wewnętrznej, czuciowej. I chyba wówczas bardziej się przywiązujemy do niech (a przynajmniej ja tak mam).
A w Twoich opowiastkach, jak nie wiadomo, o co chodzi, to znaczy, że o bimberek :).
Przyjemnie oglądać taki świat, swojski i w sumie z sielanką w tle. Może nie taką sielsko-anielską, ale jednak "wsi spokojna, wsi wesoła" (no, wesoła dla czytelnika, bo bohaterowie sporo strachu i przerażeń się najedli).
Zwróć uwagę na zapis dialogów i interpunkcję. wiesz o tym bo Ci już pisano.
A jeśli nie chcesz poprawiać, to chociaż te ortografy, co? (zjerzdżajo; dwa razy - zjeżdżajo; przenajświentrza - przenajświentsza; świerzego - świeżego)

Pozdrawiam rozpromienionym dniem.
Dragon42 dnia 23.04.2013 23:05
Witaj Wasinka fajnie, że Ci przypadła do gustu taka, trochę wyidealizowana wieś.
Sentymentalizm jest też potrzebny, bo jak Piszesz można scharakteryzować bohatera. Można się utożsamić z nim, albo wręcz przeciwnie.
Cytat:
Przyjemnie oglądać taki świat, swojski i w sumie z sielanką w tle. Może nie taką sielsko-anielską, ale jednak "wsi spokojna, wsi wesoła" (no, wesoła dla czytelnika, bo bohaterowie sporo strachu i przerażeń się najedli).

No czasem taka Apokalipsa potrzebna, by przypomnieć o pobożności większej:)
No dialogów teraz już nie chce mi się poprawiać, a fafiki jak najbardziej poprawię! Nawet Word nie strawił zaćiankowej mowy:)
Cmok smok
Wasinka dnia 02.05.2013 20:14
Wybacz, że komentarz do kolejnej części daję tutaj, ale przez cały dzień staram się pod tamtym tekstem wkleić komentarz i wyskakuje mi "nieprawidłowe zapytanie".


Antek to prawdziwy przyjaciel i dobry chrzestny, jak widać.
Obrazki wciąż nowe, ale jak zawsze kręcące się wokół bimberku; bo jakież to by było życie bez trunku tego ;).
Zastanawiam się, dlaczego z góry było wiadomo, że to Władek pojedzie na emigracyję, a nie Aniuta.

I znowu napomknę - te ortografy chociaż popraw...
Pomalutku, pomalutku, a i zapis dialogów wejdzie w krew ;).

Całkiem przyjemna i odprężająca lekturka.


Pozdrawiam nakrapianą deszczem wiosną.
Dragon42 dnia 02.05.2013 20:43
No ja też czasem mam błąd jak chcę coś dodać;/
No ba! Antek dusza człowiek:) Biberek dobry na wszystko jak szara maść:)
No Wiesz! Aniuta jak Aniuta, musi gospodarstwem się zająć, a Władek choć świata nie ciekawy, mus to mus:)
Jakie znów? ten word mnie dobije, skoro ich nie wyłapuje;/
Cmok Smok z na przemian Ciepło Zimnego Doich:(
Wasinka dnia 02.05.2013 20:45
Może ich nie widzisz, bo sporo Ci podkreśla ze względu na gwarę...

:)
Dragon42 dnia 02.05.2013 20:57
Może i tak;(
Wasinka dnia 25.05.2013 12:31
Nie wiem, czy to już tak będzie zawsze, ale po raz kolejny nie mogę wkleić komentarza do Twojego ostatniego tekstu, znowu nieprawidłowe zapytanie. A że tak trwa od prawie tygodnia, więc znowu uraczę Cię komentarzem tutaj... ( "Landryna, kalesony i troki" ) :

Biedy, sfrustrowany mąż i wielka despotka żona.
Niektóre fragmenty czytałam Mężowi, bo niewybredny język i nietuzinkowe skojarzenia plus porównania tworzą u Ciebie (już Ci to pisałam) całkiem zgrany i wciągający duecik. I czuć w pisaniu energię, jeśli wiesz, co mam na myśli.
Powiem Ci, że jestem, rozdwojona. Bo z jednej strony jest zabawnie, ale z drugiej - kurka - powala mnie posępność wewnętrzna obrazu. Małżeństwo bardzo patologiczne, aż boli, gdy patrzy sie, jak jedno zmienia drugie. I jak w ludziach może odezwać się coś, czego nigdy byśmy nie podejrzewali... W odpowiednich warunkach wirusy czy bakterie pięknie się potrafią rozwijać...
wybacz takie moje dywagacje nie od strony humorystycznej, ale takie opowieści zawsze budzą moje przerażenie - że istnieją tacy ludzie, że z dobrego, poczciwego człeka może wyleźć coś tak destrukcyjnego - dla niego samego i też dla innych, bo w zasadzie nie jest powiedziane, że to, co się przyśniło, wcale się nie wydarzy. Przecież w puencie podrzucasz ryzyko spełnienia.
Świadomość, że to sen, powoduje, że człowiek może potraktować opowiadanko w formie żartu, lekkiej (hm) scenki rodzajowej, ale to jednak smutna wizja rzeczywistości wśród tego typu związków.
Wiem, ględzę; zamiast się ubawić, to ja markotne komentarze zostawiam.
Z pewnością uśmiechasz mnie swoimi słownymi igraszkami i pomysłowością w ich konstruowaniu (w sensie - porównania wszelakiego rodzaju, zestawienia obrazków słownych).
Ogólnie - podobało mi się. Czyta się lekko i wciąga.

Pozdrawiam sobotnim słońcem.
Dragon42 dnia 26.05.2013 22:10
Wasinka nie ważne gdzie, ważne że jest:) No fakt, scenki makabryczne, ale chciałem w jakiś sposób wyostrzyć i zaognić ogólny dylemat, męża/żony despoty.
Tak, staram się pisać energicznie, nie tuzinkowo, to zbyt wielkie określenie. Jednak nie chcę smęcić i rozwlekać. Stawiam w tak krótkich formach raczej, na szybka akcję i humor. Czasem czarny. Mam wiele braków pisarskich, o których na pewno Czytałaś, ale ja to traktuję jako odskocznię od rzeczywistości, niż bardziej profesjonalizm. Tak chciałbym pisać estetyczniej gramatycznie, mam nadzieję, ze uda mi się poprawić warsztat za Waszymi cennymi radami.
Nie chodzi o ubaw, ale też jak Ty patrzysz na realizm. Ja też nie zawsze się bawię, pod niby śmiesznymi tekstami, a mówiącymi o dewiacjach czy innych zboczeniach. Dzięki, że Zagladasz, mozę coś stworzę nowego o Landrynie i Kaziku:) Cmok smok
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
wiosna
17/10/2019 15:45
Dziękuję Lilah:) »
Florian Konrad
17/10/2019 15:23
dziękówa »
bruliben
17/10/2019 14:29
Będziesz. Odczekaj i pisz. Potraktuj pisanie jak było… »
mike17
17/10/2019 14:17
Tak, Lilu, to była opowieść o wyborach, naszych, mniejszych… »
Lilah
17/10/2019 14:10
Zbyt długie oczekiwanie coś w nas zabija? Bardzo możliwe.… »
Lilah
17/10/2019 14:06
Drugi bardziej mi się podoba, wiosno. Trochę mi zgrzyta rytm… »
Dobra Cobra
17/10/2019 13:51
Przesłodka sprawa, bez dwóch zdań :) Bardzo się… »
Lilah
17/10/2019 13:49
No, namieszałeś nieźle, Mike, ale dobrze się skończyło.… »
bruliben
17/10/2019 11:59
Myślę rożnorodność, z tym nurtem iść. Dużo się dzieje.… »
pociengiel
17/10/2019 11:26
Opheliac - po prostu śliptam. Wygodniej jest wkleić niż… »
marzenna
17/10/2019 08:37
Gregcem czekam na twój wiersz :) »
marzenna
17/10/2019 08:34
bruliben Do wilczego stada.....wilki, to mądre zwierzęta,… »
Gregcem
17/10/2019 08:33
Wiem o tym, bo jestem ze śląska, ale babcia mówiła też o… »
allaska
17/10/2019 08:03
Witajcie. Gregcem to masz problem :)? Marzenna moja babcia… »
marzenna
17/10/2019 08:02
Gregcem Wszyscy byli równi. Towarzysze i towarzyszki.… »
ShoutBox
  • mike17
  • 16/10/2019 19:13
  • Jeśli chcesz zaistnieć w portalowej sławie, nie wahaj się już i pisz śmiało do konkursu dla prozaików MUZO WENY 8, gdzie jedynym wymogiem jest napisanie miniatury. Dużo? Nie, mało. Zatem do boju :)
  • allaska
  • 16/10/2019 16:12
  • Gratulacje :) Vanillivi
  • Vanillivi
  • 16/10/2019 14:36
  • Oprócz mnie jest kilku świetnych autorów, więc polecam, dostępne w Empiku razem z numerem Fabulariów w cenie 8 zł.
  • Vanillivi
  • 16/10/2019 14:34
  • Witajcie :) Pochwalę się publikacją w antologii "Dzieci wolności" wydanej przez Fabularie. [link]
  • Dobra Cobra
  • 16/10/2019 08:35
  • Od Chaplina do Jo-jo Rabbit- niezwykła historia komedii o nazizmie: [link] Premiera w Anglii 3go stycznia 2020 roku.
  • Dobra Cobra
  • 15/10/2019 17:41
  • Jest już polski zwiastun nadchodzącej arcyciekawej produkcji kinowej pt. Jo-jo Rabbit: [link]
  • bruliben
  • 14/10/2019 23:22
  • Tyle konkursów, to nie ma mój dziurawiec
  • mike17
  • 14/10/2019 19:35
  • Zapraszam do udziału w konkursie dla prozaików MUZO WENY 8, gdzie piszemy miniaturę na 5000 znaków i wchodzimy do historii: [link]
Ostatnio widziani
Gości online:22
Najnowszy:Danieleop
Wspierają nas