Moja Kuleczka - mike17
Proza » Inne » Moja Kuleczka
A A A
Od autora: Napisane dziś, 16-tego maja 2013 roku na skutek wydarzenia, które dziś rano miało miejsce.








Urodziłaś się 2 maja 1998 roku w miejscowości Ruciane-Nida na Mazurach, przy ulicy Kwiatowej, na cichym, otoczonym zielenią osiedlu, niedaleko stacji kolejowej.
Nie dane nam było poznać się od razu, nastąpiło to na początku czerwca, kiedy przebywałem w tamtych okolicach na wakacjach, u siebie na działce.
Akurat kupowałem coś w aptece, gdy zza węgła wyłoniła się mała dziewczynka ze szczeniakiem jamnikiem i wesoło ruszyła w moim kierunku, szczebiocząc do niego w słodkim zachwycie.
- Skąd masz takiego ślicznego pieska? – spytałem porażony urodą czworonoga.
- A taka jedna pani miała szczeniaki, ale został jej już tylko jeden.
- Podobny do twojego?
- Tak, też czarny.
Byłem tak oczarowany, że poprosiłem o adres właścicielki ostatniego z miotu.
Niebawem, po zapłaceniu pięćdziesięciu złotych, niosłem cię w dłoni do samochodu.
Byłaś tak maleńka, że mieściłaś się w niej – mała kuleczka – pomyślałem.
I zostałaś moją Kuleczką.

Kiedy cię postawiłem na ziemi, natychmiast ruszyłaś za mną.
Od razu z całej rodziny wybrałaś mnie, i na krótkich nóżkach dreptałaś za mną krok w krok, zaskakująco posłuszna i mądra, jakbyś inteligencję odziedziczyła po niezwykłych przodkach, których człowiek nie musiał układać i kształtować.
Stworzyliśmy niepowtarzalny duet.
Niczego nie musiałem cię uczyć – zawsze wiedziałaś, jak się zachować.
Nigdy nie używałem smyczy, ponieważ byłaś jak cień, przy nodze lub przede mną, wesoło biegając po okolicy, a pod sklepem grzecznie czekałaś na mój powrót.
Dość szybko uświadomiłaś mi, że chcesz spać z nami w łóżku.
Nie pomogły żadne prośby ani groźby – piszczałaś tak długo, aż w końcu ci ustąpiliśmy.
I tak już pozostało, raz spałaś na poduszce, gdzieś obok mojej twarzy, innym razem w nogach, bezpieczna i kochana, jako że od samego początku stałaś się członkiem rodziny.
Byłaś niezwykle czuła i ciepła, umiałaś okazywać uczucia, a twoja wrażliwość zawsze mnie zdumiewała.
- Ona ma więcej ludzkich cech niż niejeden człowiek – często mawiałem, bo życie z tobą było dla mnie najwyższą przyjemnością i czułem dumę, że jesteś zjawiskiem pod każdym względem i bez przerwy zaskakujesz czymś nowym, czego ci nigdy nie pokazywałem.
Kiedy drapałem cię za uchem, rozkosznie burczałaś, kiedy rzucałem piłkę, goniłaś ją i przynosiłaś mi, zawsze blisko, zawsze w pełnym porozumieniu i harmonii.
Nigdy mi się nie sprzeciwiłaś – nadawaliśmy na tych samych falach.
Zabawną była sytuacja, kiedy cię strzygłem, jako że byłaś jamnikiem długowłosym, i co jakiś czas należał ci się solidny fryzjer.
Byłem nim, a ty, przestraszona i zawstydzona, pełzłaś po podłodze w kierunku nożyczek, jakby cały ten rytuał bardzo cię onieśmielał, a fakt pozbycia się włosów przyprawiał o poważne zmieszanie – wtedy, po wszystkim, na długi czas kryłaś się pod stołem, by ochłonąć.

Kiedy wchodziłem latem do jeziora, przez chwilę stałaś na brzegu, lecz zaraz potem natychmiast wskakiwałaś do wody i płynęłaś do mnie w obawie, że cię zostawię.
Brałem cię często na łódkę i razem wypływaliśmy na ryby.
Lubiłaś je smażone, a ja chętnie cię nimi rozpieszczałem, bo umiałaś okazać wdzięczność.
Któregoś razu nie było mnie w domu dwa dni i przez cały ten czas nie odchodziłaś od drzwi, nie jadłaś ani nie piłaś, czekając, aż w końcu pojawię się z powrotem, sparaliżowana lękiem, że może mnie zabraknąć.
I gdy wracałem, radości nie było końca.
- Ona świata poza tobą nie widzi – mówiła wtedy moja córka i miała rację.
- A ja poza nią – odpowiadałem.
Lubiłaś jeździć ze mną samochodem.
Siedziałaś dzielnie na miejscu dla pasażera i patrzyłaś, jak za oknem uciekały nam kolejne domy, drzewa, parki, ludzie, i kiedy już podjeżdżaliśmy pod dom, radośnie wyskakiwałaś i grzecznie czekałaś na mnie.
W domu, kiedy robiłem coś przy komputerze, zawsze leżałaś gdzieś obok, na podłodze lub na łóżku, tylko wtedy mogłaś spokojnie spać i czuć, że nic złego się nie wydarzy.

Byłaś bardzo wesoła, ruchliwa i żywa – prawdziwa iskra.
Jeździłaś ze mną nie raz pociągiem, wtulona w mój rękaw.
Byliśmy na morskiej plaży.
W Nowym Sączu snuliśmy się brzegiem Dunajca.
Lubiłem karmić cię z ust – w zębach trzymałem kawałek parówki, a ty ją jadłaś z drugiej strony.
Dawałem ci żółtka jaj, byś miała zdrową i błyszczącą sierść.
Twoja łagodność zniewalała mnie, sprawiała, że traktowałem cię jak kobietę.
Czasem stawałaś naprzeciwko i podnosiłaś jedną łapkę, jakbyś chciała, by ją pocałować.
Cudeńko, nie widok, rozbrajał mnie zawsze i byłaś mi wtedy bliska jak nigdy.
W twoich mądrych oczach widziałem ciepłe blaski.
Mówiły do mnie prostym bezsłowiem, którego nie nazwę, to mogła być tylko miłość.
Moje kroki na korytarzu sprawiały, że zaczynałaś wesoło szczekać, choć przecież mógł to być zupełnie kto inny, ty jednak znałaś mnie na tyle, by odróżnić je i poczuć radość.
Lubiłaś dzieci, lizałaś je po twarzach, instynktownie lgnęły do ciebie, czując, że nie zrobisz krzywdy, że można się chwilę pobawić, dotknąć futerka, złapać łapkę, pogłaskać grzbiet.
Twój ogonek latał wtedy jak oszalały, bo dobro czuje się instynktownie.
Te maluchy kochały cię, jak kocha się przyjaciela.
Widywało się wokół psy złe, agresywne.
U ciebie tylko spokój i dobroć, nie było sposobu, aby sprowokować cię do wybuchu.
Nigdy nikogo nie ugryzłaś, każdy mówił: „Ale śliczny piesek!”, bo byłaś istną pięknością.

Dbałem o ciebie jak o własne dziecko: kąpałem, szczotkowałem, chodziłem na szczepienia, całowałem w oko (bardzo cię to rozczulało), woziłem w koszu na rowerze, biegałem z tobą po parku, chodziłem na długie spacery nad Wisłę.
I wiedziałem, że jeśli mi kiedyś ciebie zabraknie, to pęknie moje serce.
Nigdy nie miałem wcześniej psa, nie wiedziałem, jak wygląda psia miłość.
Dopiero ty otworzyłaś mi oczy, dopiero ty, Kuleczko, pokazałaś, jak wy, czworonogi, potraficie kochać – na zawsze, bezwarunkowo, pomimo wszystko.
Gdyby ludzie mogli się od was uczyć, świat byłby inny, wolny od agresji, otwarty na drugiego człowieka, bo w każdym z nas jest dobro, tylko trzeba je odkryć.
Zrozumiałem, jak potraficie wyczuć pozytywne fluidy i czerpać z nich.
Jak postrzegacie kogoś, kogo wybrałyście na swego przewodnika i opiekuna.
Bo to ty mnie wybrałaś, wtedy w czerwcu 1998 roku.
I zrozumiałem dzięki tobie coś jeszcze: że psa można pokochać jak człowieka, oddać mu część serca i scalić się w jedno, pielęgnując to uczucie jak największy skarb.
Przywiązać się i żyć jego życiem.
Być zawsze blisko, aby czuł, że damy radę.

Obserwowałaś, jak żyje nasza rodzina, jak dorasta moja córka, nasze małe „tu i teraz”, byłaś świadkiem wielu fantastycznych wydarzeń, które miały miejsce w moim życiu, zawsze blisko, wpatrzona bezrozumnie we mnie jak we własnego boga, szczęśliwa i spełniona.
Mijały pięknie lata, zmieniały się pory roku, a ty wciąż byłaś zdrowa i wesoła.
W nocy musiałaś spać zaparta o moje plecy, tylko wtedy czułaś się bezpieczna, a rano, kiedy cię karmiłem, wiedziałem, że mi ufasz, bo dałem ci ciepło.
Tylko pyszczek zaczął ci nagle siwieć i nad oczami pojawiło się srebro…
Zęby począł toczyć kamień, niektóre same wypadły – czas powoli zaczynał upominać o swoje, ten bezwzględny władca ludzi, zwierząt i zegarów, który nie zna litości.
Po raz pierwszy zauważyłem to latem 2012 roku na działce: spowolniły ci się ruchy, już nie miałaś siły tak szybko biegać, a o wejściu po schodach nie było mowy.
Wnosiłem cię do pokoju na rękach, ale nawet wtedy nie zapomniałaś polizać mnie po twarzy.
Potem zasypiałaś i tylko pojękiwałaś przez sen, jakby ci się śniły koszmary.
Drapałem wtedy za uchem, budziłaś się i uspokajałaś.
Ale jak się później okazało, owe smutne popiskiwanie było swoistym preludium przed tym, co nadejść miało…
Bywało, że za dnia również „żaliłaś się”, a ja nie wiedziałem, jak ci pomóc.
Weterynarz stwierdził beznamiętnie, że „pies stary i ma prawo mieć pierwsze objawy demencji”, i z głupkowatym wyrazem twarzy kazał dobrze nawadniać, bo może nerki nie są już w takim stanie jak kiedyś.
Badanie krwi i moczu nie wykazało żadnych uchwytnych zmian w twoim organizmie.
Lecz efekt kuli śniegowej miał uderzyć mnie jak grom z jasnego nieba.

Zaczęłaś w domu popuszczać mocz, załatwiać się, czego nigdy dotąd nie robiłaś.
Ze słuchem było coraz gorzej, właściwie chyba prawie już nie słyszałaś.
Na widok nożyczek uciekałaś pod stół i nie dawałaś się stamtąd wyciągnąć.
Groźnie warczałaś, by nagle przejść w dziki skowyt.
Nadszedł dzień, gdy po raz pierwszy od czternastu lat zasnęłaś na podłodze – już nie zależało ci, by spać razem ze mną na jednej poduszce.
Postępujące zmiany w psychice przerażały mnie.
Nagle odkryłem, że nie słuchasz poleceń, twoja złośliwość stała się faktem dokonanym, im bardziej cię prosiłem o ciszę, tym głośniej i dłużej szczekałaś.
Nie reagowałaś na dotyk – za każdym razem, kiedy cię głaskałem, otrzepywałaś ze wstrętem łeb i odchodziłaś.
Kiedy na spacerze, zamiast do mnie podejść, poszłaś w drugą stronę, nie słuchając mojego gwizdania, zrozumiałem, że nadszedł czas na smycz – zapomniałaś o posłuszeństwie.
Nieodwracalnie zerwana została nasza silna więź emocjonalna, odwróciłaś się ode mnie gdzieś, w środku listopada, by definitywnie zamknąć się w świecie narastającego otępienia, głucha na prośby, nieczuła na ciepłe odruchy, coraz bardziej przypominająca pozbawionego wszelkich uczuć małego robota, który żyje siłą rozpędu, zimnego i dalekiego.
Na mój widok odchodziłaś do drugiego pokoju.
Rzadko brałem cię na ręce – szarpałaś się i sapałaś ze złości.
Wchodziłaś we wszelkie szpary i zakamarki, by tam, w bezruchu, trwającym nawet godzinę, wyć i szczekać, jakby działa ci się nieopisana krzywda.

Co gorsza, zaczęłaś mieć kłopoty ze snem i budziłaś nas w środku nocy.
Twoje życie sprowadziło się do prostej wegetacji: jedzenie, picie, sikanie i wypróżnianie, te ostatnie czasem na złość w mieszkaniu, jeśli próbowałem wpłynąć na odgłosy wydawane przez ciebie, co kończyło się nieopisanym skowytem, na co nie miałem recepty.
Niefrasobliwy weterynarz nagle doznał olśnienia i zapisał ci leki na nerki, bo tu upatrywał się dziwnych zachowań, obok utrwalonej już demencji i starczej złośliwości, którą zdiagnozował jako efekt nieodwracalnych zmian w mózgu, co z kolei tłumaczyło twoją lodowatą obojętność względem mojej osoby oraz reszty domowników.
Nadeszła chwila, gdy twój opór mnie przeraził: kiedy chciałem wziąć cię na spacer, siadałaś na podłodze i ani rusz, mogłem ciągnąć cię po niej albo na rękach, wśród szarpaniny, znieść na dwór.
Któregoś dnia pojawił się szał.
Wpadłaś w tak silne pobudzenie psychoruchowe, biegałaś po całym domu od rana do nocy, jakbyś znów była młoda, lecz z boku widać było, że geneza tej „erupcji energii” ma podłoże patologiczne, i co dziwne, przez cały ten czas nie czułaś zmęczenia…
To było zaledwie parę dni temu.
Trwało krótko, lecz burzliwie, by nagle przejść w coś nowego: przestałaś jeść i pić.
Zaciskałaś zęby i nie można było nakarmić cię nawet siłą.
Jednak nie dawałem za wygraną – wsadzałem twój pysk do miski z mięsem, byś zjadła co nieco, niestety, negatywizm był zbyt silny.
W końcu zacząłem rozwierać ci szczęki i wpychać tam pożywienie, przytrzymując je, abyś na pewno połknęła.
Kiedy dotykałem twoich wychudzonych, wynędzniałych boków, coś chwytało mnie za gardło – jeszcze niedawno byłaś pulchnym, w miarę utuczonym psem, a teraz?
I te dziwne drgawki, targające przednimi łapami, na których się zapierałaś, nie mogąc chodzić już na wszystkich, gdyż tylne ogarnął przedziwny bezwład.

Nagle stałaś się bardzo cicha.
Było to w poniedziałek trzynastego maja, pieprzonego trzynastego maja.
Ta liczba zawsze była dla mnie szczęśliwa, dla mnie…
Wtedy zaczęła się śpiączka i trwała do…
Do dziś, kiedy piszę te słowa, do szesnastego maja 2013.
Przez całe trzy dni spałaś, a ja patrzyłem, jak bardzo powoli porusza się twój brzuch, by mieć pewność, że wciąż żyjesz.
Próby wybudzenia kończyły się niczym.
Dziś zrozumiałem, że to koniec.
Już nigdy nie cofniemy razem czasu, Kuleczko, na wszystko jest już za późno.
Nic nie trwa wiecznie, kiedyś nadchodzi kres.
Twój organizm poddał się w najmniej oczekiwanym momencie.
Kiedy wziąłem cię na ręce, łeb opadł ciężko na bok.
Dochodziła dziewiąta rano, gdzieś obok ludzie szli chodnikami, pędzili samochodami w sobie znanych kierunkach, podczas gdy ty jechałaś w wózku na zakupy, dużym wózku na kółkach do przychodni weterynaryjnej, która jest niedaleko mojego domu.
Zwinięta w kłębek, nic już nie czułaś.
Co chwila stawałem i patrzyłem na ciebie – żadne słowa nie opiszą tego, co czułem.
Znałaś tę ulicę na pamięć, tej przejażdżki już nie zapamiętasz.
- Nie męczmy już tego psa – powiedział bezcielesnym głosem weterynarz. – Potem utylizujemy?
- Że co? – spytałem.
- Kremacja.
- Dobrze.
- 150 złotych.
Kiedy wbijał igłę w twój bok, chciałem dać mu w ryj.
Uśmiechnięty od ucha do ucha, odwalał robotę, licząc na dolę od tego zabiegu.
- Dziś przyjeżdżają po ciała, więc jeszcze dziś ją spalą – wesoło uświadomił mnie.
Wystarczyło.
Gdybym postał tam jeszcze chwilę, zrobiłbym coś nieobliczalnego.
- Dziękuję, Kuleczko, za każdy dzień – powiedziałem i po raz ostatni pocałowałem cię w oko, stare, zaropiałe, prawie już martwe.
Bez słowa wyszedłem.

Idąc do domu zrozumiałem, że już nigdy nie będę miał psa.
Po tobie nie mógłbym.
Dałaś mi piętnaście cudownych lat, ponad dziesięć tysięcy wspólnych spacerów.
Miłość i oddanie, coś, czego nie nazwę słowami.
I zapamiętam cię młodą, zdrową i kochaną.
Wiem, że będziesz wracać do mnie w snach, tam będziemy zawsze razem.
Pójdę z tobą mazurską dróżką, wiesz którą, tą pod lasem, na skraju naszej działki, potem zejdziemy na pomost i usiądziemy na chłodnych deskach, by podziwiać zachód słońca.
Po prostu to wiem.


Kuleczka (2 maja 1998 – 16 maja 2013)



16 maja 2013











Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
mike17 · dnia 23.05.2013 08:38 · Czytań: 1236 · Średnia ocena: 4,71 · Komentarzy: 67
Komentarze
Hedwig dnia 23.05.2013 09:16 Ocena: Bardzo dobre
Gdy traci się TAKĄ MIŁOŚĆ to trudno jest żyć.
Wiem coś o tym.
Pozdrawiam Cię serdecznie.
puma81 dnia 23.05.2013 09:50 Ocena: Świetne!
Bardzo mi przykro mike. Straciłeś przyjaciela, a to straszliwie boli.
Posyłam wirtualne uściski.
Dobra Cobra dnia 23.05.2013 10:03
mike,

poryczałem się....
al-szamanka dnia 23.05.2013 10:24
Mam wolny dzień i wybieram się po kwiaty, aby upiększyć nimi mój balkon.
Już zawsze sadzenie kwiatów będzie mi się kojarzyło z Twoją Kuleczką.
Popłakałam się :( :( :(
Po raz pierwszy nie stawiam Ci oceny.
Bo ta najwyższa była i jest między Wami.

Ogromnie współczuję.
zajacanka dnia 23.05.2013 11:26
I ja się wzruszyłam i cos słonego leci mi po policzkach... Znam to uczucie, mike, kiedy pies odchodzi, zostawia po sobie pustkę i za dużo wolnego czasu. Człowiek nie wie, co ze sobą robić, jak żyć, jak dojść do siebie. Zostają wspomnienia, zdjęcia i... radość w sercu, że jednak mieliśmy możliwość posiadania takiego przyjaciela. Tak myślałam, mike, to pomaga. Pozdrawiam serdecznie.
Usunięty dnia 23.05.2013 12:48
Bo jak tu nie płakać... Zwierzęta kochają nas bezwarunkowo i bezinteresownie. Kiedy odchodzą to tak, jakby umierał anioł dobroci.
Trzymaj się, Mike!!
henrykinho dnia 23.05.2013 12:54
Prawdziwa przyjaźń.
"utylizujemy" - nie trawię tego słowa, a przynajmniej nie w takich okolicznościach - choć wiem, że weterynarze po jakimś czasie twardnieją, chyba tak już musi być;/

współczuję, sam mam dość już starą psinę
akacjowa agnes dnia 23.05.2013 13:23
Domyślam się, co czujesz, Mike. Pamiętam jak dziś, kiedy trzymałam aparat tlenowy przy pysku mojego ukochanego kundelka (13 lat), a weterynarz robił mu masaż serca. Dochodziłam do siebie parę tygodni. I mimo, że to było 13 lat temu, do dziś nie umiem o tym opowiadać bez guli w gardle.
Teraz mam już 8 letniego przyjaciela i staram się cieszyć każdą chwilą z nim.

Taka kolej rzeczy.
Trzymaj się.
tydrych dnia 23.05.2013 15:41 Ocena: Świetne!
Mike, ale jamnik, ten brązowy to był mój. Dostał na imię Czika, bo był dziewczynką, a kupiłem go dla córki, na giełdzie samochodowej w Gliwicach. Piętnaście lat, tyle samo, co Twoja milusiuńska. Umarła w mojej obecności cicho wzdychając. Co ja się naryczałem, ale dalej jest ze mną. Śpi na mojej działce pod orzechem, tam gdzie lubiła najwięcej kopać dołki. Najciekawszym momentem było to, że gdy przyleciała córka, to wraz z nią słyszałem jej pazurki stukające o panele podłogowe. Czika przyszła przywitać się i chyba też pożegnać z nią. I żadnego psa już nie mogę mieć. Ja nie płakałem na pogrzebie ojca, a tu przeryczałem ponad połowę dnia. Pięknie wszystko opisałeś i wyrwałeś mi znowu kawał serca z bólu, który powrócił wraz z tym opowiadaniem.
I co teraz robię? Ryczę, a z oczu znowu kapie.
pablovsky dnia 23.05.2013 15:56
Ech, ciężko się pogodzić, kiedy umiera przyjaciel najlepszy z najlepszych. Tak to wszystko opisałeś, że zrobiło mi się smutno. Sam mam ukochanego cockera, który ma już siedem lat, moja pierwsza psina i często zastanawiam się, jak "to" będzie wyglądać, oczywiście pod warunkiem, że futerkowiec mnie nie przeżyje, bo i tak może się zdarzyć.
Jeśli człowiek jest związany przez tyle lat ze swoim "kumplem", to nie wyobrażam sobie tego momentu, kiedy odchodzi.
Inna sprawa, że mój pies, jak to w większości spaniele, nie jest tak milusi, jak opisana przez Ciebie jamniczka.
Często bywa złośliwy, uparty i próbuje "szefować". Raz, bodajże jak miał dwa lata, to mnie porządnie ugryzł! Ale i tak go na swój sposób kocham i żona z synem wiedzą, że jest moim pupilem. Dlatego doskonale wiem, że będzie mi równie ciężko, jak się piesio zestarzeje...
Współczuję, mike.
shinobi dnia 23.05.2013 19:40
Smutne, współczuję. Mam zwierzaka i wiem, że bardzo można się przywiązać.
Wasinka dnia 23.05.2013 19:51
Takie wspomnienia rozdzierają nie tylko tego, który pisze... Dowodem mój wielki, czerwony nochal (brzmi może zabawnie, ale takie życie), jeśli wiesz, co mam na myśli. W trakcie i po.
Potrafię ryczeć po śmierci będącego u mnie zaledwie dwa tygodnie chomika, rwać włosy z głowy, gdy zaginął mi kot (który był u mnie raptem niecałe pół roku; znalazł się, całe szczęście), a co dopiero w takiej chwili, gdy odchodzi bliski, tak oddany przyjaciel po tylu latach wspólnych wzlotów i upadków. Śmierć psa także przeżyłam. Niestety...
Olbrzymio emocjonalny tekst.
Tak mi przykro, mike. Współczuję, bardzo, bardzo.

Pozdrawiam ze zmierzchem.
Usunięty dnia 23.05.2013 20:55
Mike, i ja się poryczałam. Ponoć, podobnie jak o cywilizacji, najwięcej mówi o człowieku stosunek do zwierząt. Nie zawaham się użyć pompatycznych słów, że tekst Twój przywraca wiarę w ludzką dobroć, wielkie serce i człowieczeństwo. Wyrazy współczucia, Mike, i najwyższego ludzkiego szacunku.
wienczyslaw dnia 23.05.2013 22:01
bardzo współczuję. to wszystko przez to, że psy mają inaczej ustawiony zegar biologiczny, jakiś okrutny żart natury. żyją szybciej, starzeją się szybciej. więc człowiek patrzy na rozkwit i powolne staczanie się w śmierć czworonogiego przyjaciela. miałem suczkę spanielkę. kochałem ją chociaż była wredna, pogryzła wszystkich w rodzinie oprócz mnie. pablo coś o tym wie. takie już sa spaniele. kiedy się zestarzała strasznie cierpiała. nie mogła złapać oddechu. w końcu trzeba było ją uśpić. moja pani weterynarz jest jednak zupełnie inna od twojego konowała. kocha zwierzęta. tym bardziej współczuję. chyba mało jest takich weterynarzy jak twój.

teraz od ponad ośmiu lat mam wilczurkę Miłkę. przepadamy za sobą. wolę jej towarzystwa od obecności większości ludzi. biorę ją na spacer do lasu, tam gdzie nie ma nikogo i wtedy jestem szczęśliwy. jest wierna tak jak Twoja Kuleczka. kto nie miał psa nie pojmie co to jest za relacja. na razie moja Mimi trzyma się dobrze, ale przeciez wiem jak to się skończy. no chyba, że mnie pierwszego trafi szlag...
mike17 dnia 24.05.2013 09:18
Bardzo Wam dziękuję za przeczytanie mojego prostego wspomnienia.
Napisanie go było czymś automatycznym, nie rozumiem tego, usiadłem i napisałem.
I tak napisałem za mało, prawie nic - mogłaby być bohaterką powieści.
Nic nie trwa wiecznie, nic nie jest dane na zawsze.
Odeszła jakaś część mnie, pozostał smutek i łzy.
I straszna pustka.

Hedwig, Kasiu, Kobruś, Al, Zajacanko, Asiu, Henrykinho, Agnes, Irku, Pablo, Shinobi, Wasinko, Wero, Wieniu - WIELKIE DZIĘKI.

Wasze ciepłe słowa są bardzo dla mnie ważne.
ziarena dnia 24.05.2013 23:05
Tak sobie myślę Mike, że talent pisarski to ty masz wielki. Jestem kolejnym, który się poryczał. To nieprawdopodobne, jak bardzo wciągasz czytelnika w swoją historię. Czytałem Twoje opowiadanie z samego rana przed pracą i prawie się do niej spóźniłem. Nic nie było dla mnie ważne tylko to, aby przeczytać do końca.

I nie wiem dlaczego, ale dzisiaj patrzę na moją psinę z większą miłością niż zazwyczaj.

Chylę czoła!
Trzymaj się ciepło!
mike17 dnia 25.05.2013 09:16
Dziękuję, Ziareno, że przeczytałeś te skromne wspomnienie i że tak po ludzku je przyjąłeś, bo łzy w takich chwilach to coś, czego nigdy nie powinniśmy się wstydzić.
Ja płakałem cały czas, pisząc te słowa.
To silniejsze od człowieka.

Pozdrawiam deszczem :)
Walburga dnia 08.06.2013 20:37 Ocena: Świetne!
Michuś to co opisałeś jest przykre ale i piękne. Więź między człowiekiem a zwierzęciem, nic tylko prawdziwa miłość. Dokładnie wiem, co czujesz bo też to przechodziłam. Tylko moim przyjacielem był mały szczurek o bystrych oczkach. Z czasem był coraz większy a blask w oczkach gasł. Umarł na raka. To strasznie boli gdy odchodzi ktoś kogo kochamy.

Cytat:
Gdyby lu­dzie mogli się od was uczyć, świat byłby inny, wolny od agre­sji, otwar­ty na dru­gie­go czło­wie­ka, bo w każ­dym z nas jest dobro, tylko trze­ba je od­kryć.


Ten fragment mnie poruszył. Masz całkowitą racje. W każdym z nas zamknięte jest dobro trzeba tylko znaleźć do niego odpowiedni klucz.

Michuś życzę ci wszystkiego dobrego i abyś nigdy nie próbował zapomnieć bo mimo tego smutku twoja kuleczka dała mi wiele radości. Po prostu dała ci siebie. A ty musisz żyć dalej i się uśmiechać. Ona gdzieś na ciebie czeka i nie martw się... na pewno ją odnajdziesz.

Buziaki.
mike17 dnia 08.06.2013 21:13
Wiem, że znów się spotkamy, kiedyś, po "tamtej stronie".
Zwierzęta też mają dusze.
Nigdy nie zapomnę, nie pozwolę sobie.
Zbyt wiele miłości między nami przepłynęło.
A takie rzeczy nie umierają, trwają w sercu, żyją, są.
Tak, to tylko chwilowe oddalenie - na "tamtym brzegu" czekają już ci, którzy kiedyś odeszli.
Ona tam jest.
Dzięki, Naciu, za tak piękny komentarz.
Za dobre słowo.
Świat to tylko początek...
Walburga dnia 08.06.2013 21:31 Ocena: Świetne!
Nie ma za co Misiek. :)
OWSIANKO dnia 19.06.2013 01:31 Ocena: Świetne!
Michałku, podobnie, jak Ty, mocno przeżywałem rozstanie ze swoimi futrzakami. Raz był to pies, trzynogi kundelek bez oka, którego musiałem dać uśpić, bo wpadł pod samochód, a drugim razem stara kocica, wyjątkowo długowieczna, pyskata i żywotna do ostatnich dni. Za młodu nie potrafiła wleźć na tapczan, później, gdy podrosła, wszędzie jej było pełno i nigdy nie wiedziałem, gdzie ją znajdę: przeważnie huśtała się na firankach i żyrandolu oraz z upodobaniem strącała bombki z choinki. A ostatniego dnia zagrzebała się pod obrusami w szafie i stamtąd ją, martwą już, wydobyłem. I też coraz częściej myślę, że człowiek powinien brać z nich przykład.
Dziękuję i pozdrawiam
mike17 dnia 19.06.2013 09:19
Każda twoja wizyta u mnie, Marku, to święto, wiesz o tym dobrze :)
Tak, kochamy te nasze zwierzaki i gdy odchodzą, coś odchodzi z nas samych, gaśnie.
To już minął miesiąc, odkąd...
Powoli wracam do równowagi, choć nadal wszędzie ją widzę, i słyszę nad ranem jej pojękiwania w przedpokoju.
Stworzyliśmy niesamowitą parę i bardzo mi jej brak.
Dziękuję, że byłeś w tym wspomnieniu, naprędce napisanym.
Ale taka była potrzeba tej ponurej chwili.

Pozdrawiam, Marku, warszawskim słońcem :)
Martin CROSS dnia 30.08.2013 11:12 Ocena: Dobre
Dobry tekst. Miałem kilka zwierząt. zwłaszcza psów. niestety ginęły (samochody, polowania, otrucia, bójka z innym zwierzakiem). myślałem, że smutek, wręcz rozpacz po utracie zwierzaka jest niezbyt częsta, a tu proszę. ale ja w związku ze zwierzakami pomyślałem o innych tekstach. stąd 'wykopany" i pomysł na serię z uśmiechem. one potrafią dać tyle radości - uśmiechu. jeśli uda mi się gdzieś umieścić zdjęcie - to pokaże potwora, który dość mocno namieszał mi w życiu.
aga63 dnia 30.08.2013 12:49 Ocena: Świetne!
Witam,
Jeszcze nigdy nie spotkałam się z tym, aby mężczyzna w ten sposób pisał o zwierzęciu. Ci, których znam, raczej drwią z takiej ludzko - psiej miłości...
Też się popłakałam, bowiem odżyły wspomnienia. Miałam psa - kundlo - jamnika szorstkowłosego. Przeżył z nami 14 lat, umarł 4 lata temu. Najpierw udar, jakiś czas po nim, jak już cieszyłyśmy się z mamą, że doszedł do siebie - padaczka. Zapewnianie mu spokoju, podawanie leków, wkładanie do pyszczka patyka podczas ataku i czuwanie, aby nie przegryzł sobie języka... Jeszcze to pamiętam i nie wiem, czy kiedykolwiek przestanę. Ostatni atak miał pewnego wrześniowego dnia, kiedy byłam w pracy. Akurat tego dnia bardzo się spieszyłam, wypadłam z domu jak burza, zapominając się z nim pożegnać. Ten jeden, jedyny raz... Zawsze całowałam go w czubek głowy, a on posłusznie ją nadstawiał, jakby na to za każdym razem czekał. Tego dnia leżał rano na fotelu, jak zwykle, spokojny, senny i patrzył za mną, jak w pośpiechu miotam się po pokoju. Pewnie czekał na pożegnalnego całusa... a ja rzuciłam tylko "cześć" i wybiegłam do pracy. Po południu zadzwoniła mama - miał taką serię ataków, że lekarz nie był już w stanie po raz kolejny mu pomóc. Jak wróciłam do domu, był już pogrzebany. Moja mama czasem go odwiedza. Ja jeszcze tam nie byłam - nie chcę tam chodzić, bo nie chcę dopuścić do świadomości, że umarł. Wolę sobie myśleć, że po prostu odszedł.
Nie potrafię sobie wybaczyć tego, że się z nim nie pożegnałam tego ostatniego dnia. Też spał na poduszce oparty na moje plecy. Też na starość zrobił się złośliwy i nieposłuszny. Ale ja wiem, że ona nas bardzo kochał, że byłyśmy dla niego całym światem i ufał nam bezgranicznie. Chyba nie potrafiłabym pokochać żadnego innego psa tak, jak jego. Miał swoje imię, ale nazywałam go "Dzidziuś"...

Pozdrawiam zapłakana :(
mike17 dnia 30.08.2013 13:56
Martinie, Ago - dzięki ogromne za pobycie z tym wspomnieniem.
To już 3,5 miesiąca, a nikt z mojej rodziny nie może oglądać ani jej zdjęć, ani filmów z nią.
To za świeże, za bolesne wciąż.
15 lat to kawał naszego życia z tym niezwykłym, kochanym zwierzakiem, mającym więcej cech ludzkich niż niejeden człowiek.
Pisałem na żywo, sercem, emocjami, bólem, dlatego ten krótki szkic jest żywy.
Kochałem ją i chętnie o tym mówię.
Tak kocha się tylko raz, i ja miałem ten zaszczyt mieć Kuleczkę przy sobie.
Teraz jest pustka i nigdy nie zapełni jej inny pies.
Nie pozwolę na to - chcę pamiętać ją i wiem, że tak pozostanie.

Pozdrawiam warszawskim słońcem :)
RattyAdalan dnia 03.09.2013 19:03 Ocena: Świetne!
Witaj. Twoja opowieść o Kuleczce wzruszyła mnie... Widać po Twoich słowach, że była cudownym psem. Wiem co czujesz... ja sama parę dni później straciłam kogoś bliskiego, a nawet najbliższego... Czuję Twój ból i sama noszę podobny w sobie... Nie ma na to słów, nie są one na tyle mocne, by opisać to, co czujemy... Kuleczka zawsze jest przy Tobie. Jej ciało odeszło, ale nadal żyje w Twoim sercu. Wzruszyłeś...

Pozdrawiam, R.A.
mike17 dnia 03.09.2013 19:21
O tej miłości będę mówić do końca moich dni, bo żaden zwierzak nie dał mi nigdy takiego kochania, lojalności, przywiązania, wierności, czułości, pewności, że zawsze mogłem na niej polegać.
To był KTOŚ.
Ona była KIMŚ.
Jeśli zdarza się miłość do psa, to mnie się taka przydarzyła, i to, że spaliśmy 14 lat na jednej poduszce niech powie swoje.

Dziś jej już nie ma.
Jednak wciąż nie daję sobie z tym rady.
Po prostu wymiękłem.
Jak kocham, na śmierć, a ona była mi członkiem rodziny.
Teraz, kiedy to już wspomnienie, płaczę, często, i wiem, że to jeszcze potrwa, dopóki rana się zagoi, ale to jeszcze lata świetlne, zbyt wielkim kumplem była, zbyt kochała, by w parę miesięcy zamieść ją pod dywan.
Ja tak nie umiem.

Dzięki, Ratty, fajnie, że wróciłaś!
RattyAdalan dnia 03.09.2013 19:42 Ocena: Świetne!
Wiem Mike... wiem... przeżywam to samo... 23.05.2013... tej daty nie zapomne :(
mike17 dnia 03.09.2013 19:46
Zawsze myślałem, że umiem się jakoś trzymać, niestety, jednak nie.
Jej śmierć utrzymuje mnie wciąż w bolesnym zawieszeniu, nie potrafię spokojnie patrzeć na inne psy, w nich widzę Kuleczkę i łza płynie...
Nic na to nie poradzę.
RattyAdalan dnia 03.09.2013 19:48 Ocena: Świetne!
Naprawdę Cię rozumiem... Zwłaszcza, że obie nasze rany są świeże i prawie pokrywają się czasowo. Ale cenne jest to, co przeżyliście i kim byliście dla siebie. Nic więcej się nie liczy.
mike17 dnia 03.09.2013 19:56
Właśnie, bo 15 lat razem to jest coś, co sprawia, że już psa mieć nie będę.
Nie po niej, śni mi się przynajmniej dwa razy w tygodniu, jak idziemy alejką, weseli.
Kiedy się budzę, jest ból, bo jej już nie ma.
Wiem, że wiesz, przez co przechodzę, bo i Ty masz to samo.
Jestem romantykiem, zarówno do kobiet, jak do psów, wierzę w tę, jedną, jedyną miłość.
W życiu mam ją, ale, czemu, utraciłem moją małą?
Też to czujesz.
Wiesz, że pewne rzeczy dzieją się tylko raz.
Jak twój pies i Ty.
I weźmiesz nowego?
Oj, chyba nie...
Ja nie, na bank.
RattyAdalan dnia 03.09.2013 20:03 Ocena: Świetne!
Tzn. ja straciłam obecnie kogoś bliskiego, ale nie psa. Mój Smikuś od 2 lat jest przy mnie na szczęście. Taki mój synek mamusi. Nie wyobrażam sobie życia bez niego, najdrobniejsze zadrapanie nosa traktuje poważnie niemal tak, jakby zrobił sobie coś poważniejszego. Ale chyba nie ważne jest w obliczu miłości tej prawdziwej czy umiera człowiek czy pies. Kocha się tak samo. I tak samo boli. Niby śmierć jest stanem naturalnym i wiadomo, że kiedyś nadejdzie, ale gdy nadchodzi nie chcemy wierzyć, popadamy w próżnię gdzie jest tylko ból, ból i pustka.... :(
mike17 dnia 03.09.2013 20:13
Miłość chyba jest jedna.
Ktoś samotny kocha, jakby od tej miłości życie jego zależało od swego psa lub kota.
Inny, zakochany, żyje kochaniem w podobny sposób i ma żywą dziewczynę.
Starsza osoba kocha wnuka i dałaby się spalić za niego.
Przyjaciel za przyjaciela pójdzie w ogień.

Mamy tego trochę, tego kochania.
I dobrze, bo jesteśmy przynajmniej ludźmi, w pełnym tego słowa znaczeniu.
Bo w kochaniu objawia się nasza wielkość.
Tylko w nim.
Kochać to żyć, to czuć, to być człowiekiem.

W kontekście mojego wspomnienia miłość chyba jest jedna.
A że występuje zarówno wśród ludzi, jak i wśród zwierząt, to cud :)
RattyAdalan dnia 03.09.2013 20:14 Ocena: Świetne!
:) Cud, który dobrze, że jest :)
mike17 dnia 03.09.2013 20:16
Jasne, Ratty, bo jak kochamy, to kochamy i ludzi, i te małe stworki, które potrzebują naszego kochania i czułości :)
RattyAdalan dnia 03.09.2013 20:28 Ocena: Świetne!
Zwłaszcza te uszy oklapłe :) (mam spaniela) :)
mike17 dnia 10.09.2013 19:46
Oby Ci żył jak najdłużej :)
Figiel dnia 10.09.2013 20:04 Ocena: Świetne!
Oh, mike, długo zbierałam się do czytania tego tekstu, bo odchodzące zwierzaki, to tak jakby kawałek człowieka umierał. Ale wiesz, jak na nie patrzę to pokora mi się włącza, bo ich życie krótkie, a potrafią się nim cieszyć. Powinniśmy od zwierząt uczyć się radości życia i uczciwości uczuć. Wiem, co znaczyła dla Ciebie Kulka, dobrze, że ją tu zachowałeś. Ja Bajeczkę ocaliłam w "Smutku jesiennych liści" i do dziś ten tekst omijam. Nie potrafię go czytać.
Pozdrawiam:)
mike17 dnia 10.09.2013 20:13
Figielku, ja skasowałem wszystkie filmy z Nią, a było ich...
Za bardzo boli, nadal, po 4 miesiącach, może to długo, ale nikt z nas nie potrafi się z tym uporać po 15 latach razem.
To szmat czasu, kawał miłości od Niej, a teraz tego już nie ma.
Mam parę zdjęć, ale nie mogę na nie patrzeć.
Kocham ją w sobie, ale patrzeć na fotki nie potrafię, za ciężko.

Bardzo chętnie przeczytam twoje wspomnienie.
Pewnie poczuję ból, ale to część życia.
Dziękuję, że zajrzałaś pod to bardzo skromne wspomnienie, napisane po...
Kończę.
Wciąż to za trudne.

Pozdrawiamy Cię gorąco :)
Usunięty dnia 20.10.2013 22:51 Ocena: Świetne!
Przepiękne, wzruszające. Jamniki to specyficzne stworzenia, powiadają, że każdego psa można czegoś tam nauczyć, jeśli tylko się chce. Ale jamnik robi tylko to na co on ma ochotę. Moją myślą jednak jest zupełnie, co innego... Ileż pokładów dobrych uczuć jest w Tobie... Przestaję się dziwić, dlaczego piszesz takie komentarze.

Pozdrawiam

B)
mike17 dnia 21.10.2013 15:11
Amso, dziękuję za tak piękne słowa :)
Nie mnie siebie oceniać, ale jeśli kocham, to na śmierć i życie.
Staram się być w życiu dobrym człowiekiem.
Nadal o Niej myślę, a na zdjęcia nie mogę patrzeć.
To wciąż boli.
Zbyt silna połączyła nas więź.

Pozdrawiam szelestem liści :)
marukja dnia 24.10.2013 19:42
Cytat:
Twoja ła­god­ność znie­wa­la­ła mnie, spra­wia­ła, że trak­to­wa­łem cię jak ko­bie­tę.
Cza­sem sta­wa­łaś na­prze­ciw­ko i pod­no­si­łaś jedną łapkę, jak­byś chcia­ła, by ją po­ca­ło­wać.

- bardzo ujął mnie ten fragment. Często w żartach opowiadam o swoim kocurze, też już za Tęczowym Mostem, że żadnego faceta tak nie cenię i nie kocham, jak jego właśnie. :)

Piękny tekst, jak w kalejdoskopie zmieniają się obrazy, razem z nimi doznania, wrażenia. Pod lupą ukazujesz czytelnikowi garść wspomnień, jak w stop-klatce widać wyraźnie, w przybliżeniu, coś, co płynie z wnętrza.

Cytat:
- Dzię­ku­ję, Ku­lecz­ko, za każdy dzień – po­wie­dzia­łem i po raz ostat­ni po­ca­ło­wa­łem cię w oko, stare, za­ro­pia­łe, pra­wie już mar­twe.

- to dla mnie mistrzostwo. W prostych słowach - cała prawda.

I tak sobie myślę, że tekst można traktować troszkę metaforycznie. Ostatnie fragmenty - o starości, są po prostu odbiciem losów człowieka: jak męczy go starość, jak z tą starością zmagają się bliscy..

Cytat:
Idąc do domu zro­zu­mia­łem, że już nigdy nie będę miał psa.
Po tobie nie mógł­bym.

Oczywiście taką decyzję szanuję, jest w pełni zrozumiała, ale ja wypróbowałam inny sposób i ręczę, że się sprawdza. Jego autorem jest Franciszek Klimek, z którym Cię zostawiam, pozdrawiając!

Zapłacz
kiedy odejdzie,
jeśli Cię serce zaboli,
że to o wiele za wcześnie
choć może i z Bożej woli.

Zapłacz
bo dla płaczących
Niebo bywa łaskawsze
lecz niech uwierzą wierzący,
że on nie odszedł na zawsze.

Zapłacz
kiedy odejdzie,
uroń łzę jedną i drugą,
i – przestań nim słońce wzejdzie,
bo on nie odszedł na długo.

Potem
rozglądnij się wkoło
ale nie w górę;
patrz nisko – i może wystarczy zawołać,
on może być już tu blisko...

A jeśli ktoś mi zarzuci,
że świat widzę w krzywym lusterku,
to ja powtórzę:
on w r ó c i... Choć może w innym futerku.

mike17 dnia 24.10.2013 19:51
Tak, Marukjo, nie tylko ja mam łzy w oczach, ale i moje, domowe kobiety też.
Dała nam miłość bez nazwy, ale tak intensywną, jakiej nie da niejedna kobieta.
Dziś mi się śniła, jak znów bawiliśmy się na działce.
To wciąż jest w nas, nie odchodzi, ten ból.
15 lat razem czyni w Tobie znak na zawsze.
I my go mamy, ciągle o niej rozmawiamy, ciągle czujemy żal.

Dziękuję Ci za tę wizytę przy jednym z najbardziej intymnych z moich opowiadań, bo napisało je życie, ech...

Pozdrawiam wieczorem :)
ajw dnia 17.11.2013 19:26 Ocena: Świetne!
Od kiedy wyszłam za mąż zawsze w naszym domu były jakieś zwierzęta począwszy od chomików, świnek morskich i innych gryzoni po psy. Te były zawsze. Może dlatego, że w moim domu rodzinnym nigdy nie chcieli się na nie zgodzić. Bardzo przeżyłam śmierć naszego pierwszego owczarka niemieckiego, zwłaszcza że też trzeba mu było zafundować 'złoty strzał' i umarł na naszych rękach. Też powiedziałam 'nigdy wiecej', ale minęło pół roku, a u nas w domu pojawił się Uzo - również owczarek. Potem dołączyła Nora z miejskiego schroniska. Doczekali wspólnie jednego miotu - 8 małych wilczurków. Byłam przy porodzie i z zaciekawieniem przypatrywałam się relacjom w wilczym stadzie. Maluchy od dawna są w dobrych rękach i pewnie już dawno zostały rodzicami, dziadkami, a moze i pradziadkami. Wiem co to znaczy stracić jednego pas, a zafundowałam sobie takie wrażenia razy dwa. Nie wiem jak to bedzie, ale wiem, że bez nich nasze życie byłoby wiele uboższe ..

Wzruszający tekst. Dzięki, mike :)
mike17 dnia 17.11.2013 21:18
Nie chciałem tego nigdy napisać.
Poszło.
Bo życie to oszust, który nas zdradza w najmniej oczekiwanym momencie.
Ja miałem swój.
Nadal mam to przed oczami, widziałem w życiu gorszą makabrę, ale 15 lat razem, to kawał mojego życia, i tej Małej nigdy nie zapomnę.
Ja kocham tylko raz, tak mam, może to dar, a może przekleństwo.
Psa już mieć nie będę.
Za bardzo się przywiązuję.

Pozdruffki :)
Kaero dnia 17.11.2013 21:41
Nie ma chyba szczerszej przyjaźni i miłości niż ta pomiędzy psem a człowiekiem. Gdy traci się najlepszego przyjaciela, członka rodziny, wiadomo, że nie można go zastąpić nikim innym. Wiem coś o tym. Ale można pokochać drugi raz - inaczej. Nawiązać przyjaźń - inną, ale nie wykluczone, że równie mocną. Pokochać drugi raz nie znaczy zapomnieć o tych, których się straciło.
mike17 dnia 17.11.2013 21:50
Ja chyba nie mogę, chyba nie umiem, może kiedyś, za X lat, kiedy obraz tych fantastycznych 15 lat z tym psiakiem gdzieś zniknie w pamięci, ale nie wiem, po prostu nie wiem.
Ja nie jestem facetem, który tak łatwo przystosuje się: nie, mam od lat tych samych przyjaciół, kumpli, sąsiadów, kobietę, nie bardzo jestem giętki w tym, by po jakimś czasie mieć nowego psa.
To chyba niewykonalne.
U mnie pewne rzeczy dzieją się w życiu tylko raz, taki defekt, po prostu.
Wspomnienie nie daje szansy temu nowemu - za silne.
I teraz, kiedy patrzę na jamniki, odwracam twarz i idę przed siebie.
Coś się skończyło, na bank.
Kaero dnia 17.11.2013 22:32
Coś się skończyło, to na pewno. Kuleczki nikt nie zastąpi i nikt nie zastąpi mojego psiaka, który umarł ponad osiem lat temu. Nie chcieliśmy nowego psa, różnych względów, a przede wszystkim dlatego, że Bobik był wyjątkowy. I do tej pory nie mielibyśmy go, ale ktoś nam na początku tego roku podrzucił małą białą kuleczkę na klatkę schodową (Bobik zresztą też był znajdą). Nowy członek (a raczej członkini) rodziny przyszedł do nas sam. Uwielbiamy ją i nie widzimy poza nią świata, ale ona nie zastąpiła nam Bobika. Jest zupełnie inna od niego i też jesteśmy do niej przywiązani jakoś inaczej. Tak jak jednak wspomniałeś, musiało minąć dużo czasu.
mike17 dnia 17.11.2013 22:38
Jasne, Kaero, może kiedyś, pewnego dnia...
Ale przy mojej psychice to nie wiem...
Widzisz, czasem w życiu kocha się tylko raz i ja jestem z takich dziwolągów.
Kocham zwierzęta, ale chyba tego tematu już nie poruszę.
henryk kotas dnia 22.03.2014 16:20 Ocena: Świetne!
Mike17, 34 lata temu miałem też pieska Czarka, szczeniaczka wilczura. Jego historia była też
nie do pozazdroszczenia. Twoja Kuleczka dożyła sędziwego psiego wieku. Mojego Czarka coś
innego, bardziej tragicznego spotkało. Pięknie opisałeś losy i życie swojej suczki na łonie
Twojej rodziny. Taki tekst mógł wyjść spod pióra tylko człowieka, który kocha zwierzęta.
Ja od lat mam w swoim mieszkaniu takie czy inne zwierzątko. Ale opowiem Ci jak to było
z moim Czarkiem. Kiedy miał już pół roku przeniosłem go do "szopki" na działce.
I tu zaczęły się kłopoty. ten pies był po suczce, która była ulubienicą pracowników naszego
zakładu. Jej ulubionym hobby było polowanie na szczury, a kiedy wyrwała się poza zakład,
lubiła łowy na kury. Już wiesz, co było dalej. Na działkach było trochę królików, kur za to
zatrzęsienie. Mój Czarek potrafił wydostać się przez płot, przyczaić się i miałem same
kłopoty. Ile tych kur pożarł, nie wiem do dziś. Chcąc nie chcąc, musiałem się go pozbyć.
Kiedy go oddawałem sąsiadowi, wpadł w taką histerię, że do dziś mam to przed oczami.
Pojechał mój Czarek do Wisły Wielkiej - parę kilometrów od Pszczyny.
Po roku dowiedziałem się, że miejscowi myśliwi urządzili sobie na niego polowanie. Robił to,
co jego matka.
Od wielu lat nie mogę obejść się bez jakiegoś zwierzątka w moim domu. Miałem kilka razy
papużki. Od kilku dobrych lat mam cały czas koszatniczki. Ostatnio dorobiłem się bardzo
sympatycznego szczurka. Nie wiem, czy jest bardzie zabawne stworzonko od tego małego
hultaja, który uparł się jeździć sobie na moim ramieniu, próbował na głowie, ale oduczyłem
go tej zachcianki. Jest z kim rano pogadać. Ja się budzę, a te maluchy czekają już na coś
dobrego. Kto kocha aż tak zwierzęta? Ja myślę, że są to ludzie, którzy zawiedli się na innych
ludziach. Może się mylę. Pewne jest jedno: to są na pewno ludzie dobrzy z natury.
Mike17,dziękuję ci za twoją Kuleczkę. Twoja proza przypomniała mi o moim Czarku.
Pozdrowienia
mike17 dnia 22.03.2014 17:27
Henryku, twój wzruszający komentarz chwycił mnie za gardło, a niełatwo się wzruszam, ale napisałeś, że dobrzy ludzie lgną do zwierząt - tak, to szczera prawda, tylko tacy, bo wielkość natury ludzkiej objawia się także w szacunku do zwierząt, to świadczy o wielkiej wrażliwości.
Samotni ludzie z wyboru wybierają zwierzaki, bo te już ich nigdy nie zawiodą.
I rozumiem Violettę Villas, czemu wybrała psy i koty - czasem jest w nich więcej człowieczeństwa niż w niejednym z nas.

Zawsze miej obok jakieś zwierzątko - to ci da radość, czułość i kompanię :)
Osłodzi życie.
Pięknie opisałeś Czarka, szkoda, że tak się to wszystko potoczyło.

Ja, choć za chwilę minie rok, wciąż o Niej myślę, śni mi się przynajmniej dwa razy w tygodniu, ból pozostał...
I kiedy widzę na ulicy czarne jamniki, mam w oczach łzy, niestety, nie umiem nad tym zapanować.

Wielkie dzięki, Henryku, za ten wspaniały koment i za bycie z tym skromnym wspomnieniem.
Vanillivi dnia 16.04.2014 00:47
Uwielbiam zwierzęta, bardzo się do nich przywiązuję i rozumiem ogromny ból po stracie takiego psiaka.
Tym niemniej, nie opublikowałabym raczej takiego tekstu na portalu literackim. Ot, relacja człowieka, który stracił psa, ma wartość sentymentalną, ale już literackiej tu nie widzę. Fabuła straszliwie standardowa, nic się nie dzieje - to może nie być zarzutem, jeśli tekst bazuje na pięknie języka, ale tego tutaj też nie mamy, więc właściwie nie bardzo wiem, co mnie miało tu zainteresować?
Sam temat więzi człowieka i psa to jednak trochę zbyt mało.
Pozdrawiam serdecznie
mike17 dnia 16.04.2014 15:04
Widzisz, Vanillivi, ten skromny utwór nie miał żadnych literackich ambicji, a język w takich razach winien być moim zdaniem prosty i niewyszukany, jako że, jak słusznie zauważasz, jest to relacja i nie zależało mi tu na jakości języka, a na opisie naszego wspólnego życia, jak ono biegło w ciągu tych 15 lat bycia razem.

Tu nie ma fabuły, a konkretne fakty, które miały kiedyś miejsce.
Nic się nie dzieje, mówisz - myślę, że dzieje się bardzo dużo :)
To słowa, które napisałem tuż "po", więc jako odbicie mojego stanu ducha mają swoistą wartość.
Zauważ ponadto, że skoro utwór nie znalazł się we wprawkach, Redakcja dostrzegła, podobnie jak wszyscy komentujący, jakieś walory artystyczne, do których ten prosty tekst wcale nie aspirował - nie o to mi chodziło.
Jeśli chodzi o więź człowieka i psa, to wybacz, ale nie zgadzam się z Tobą: to małe wspomnienie jest właśnie o niej.

Dzięki za czytanie i refleksje.
Pozdrawiam deszczem :)
gabstone dnia 21.04.2014 20:06
"Nie ma znaczenia ile masz pieniędzy, ani ile rzeczy, możesz być biedakiem, ale mając psa jesteś bogaty" - Louis Sabin

Nie wolno pisać takich tekstów. Za bardzo bolą. Ale wiem, że czasem trzeba. Moje psy, a było ich kilka odchodziły w różny sposób,i zawsze zostaną gdzieś ze mną. I żadne odejście nie bolało mniej. Teraz nie mamy psa, bo nie skażę zwierzaka na mieszkanie w bloku, kiedy jesteśmy co chwila w pracy i musiałby być sam. Strasznie źle bez zwierzaczka w domu. A Tobie współczuję, bo taka strata to ogromny ból. Może ktoś nie zrozumie, ale może wtedy lepiej, żeby kogoś takiego nigdy miał.I na koniec jeszcze jedno:
"Jedynym całkowicie bezinteresownym przyjacielem, którego można mieć na tym interesownym świecie, takim, który nigdy go nie opuści, nigdy nie okaże się niewdzięcznym lub zdradzieckim, jest pies... Pocałuje rękę, która nie będzie mogła mu dać jeść, wyliże rany odniesione w starciu z brutalnością świata... Kiedy wszyscy inni przyjaciele odejdą, on pozostanie" - George G. Vest
mike17 dnia 23.04.2014 20:53
Gab, ja po tym wszystkim miałem taki dół, że nie wiedziałem, jak się nazywam.
To była miłość jak między kobietą a mężczyzną.
Ona śni mi się cały czas, wczoraj ostatnio.
Nie mogę dać sobie z tym rady, choć za chwilę minie rok od tamtego, pieprzonego dnia.
Ja jestem z takich, co to kochają raz w życiu, może jestem głupkiem, może dziwakiem, ale nic na to nie poradzę.
Bardzo się przywiązuję.
I Kuleczka była dla jedna i ostatnia.
15 lat razem to nie w kij dmuchał, tego nie powtórzę już, choćbym chciał.
Nie chcę.
I tak pozostanie.

Dzięki, moja miła, za kolejny, bardzo empatyczny koment.
Fajnie czuć bratnią duszę.
Dla mnie to bezcenne.
Czytam świat emocjami, nie rozumem.

Pozdruffki nocne :)
faith dnia 24.04.2016 17:32
Nie biorę się nawet za ocenę tego tekstu. Liczy się to, co poczułam i jak zadrżało mi serce. Nikt nie wmówi mi, że zwierzęta są gorszymi przyjaciółmi niż ludzie. To co nam dają, czym się dzielą jest wartością nie do przecenienia.
Wiem jak bolesna jest strata zwierzęcego przyjaciela, dlatego to, co tutaj opisujesz trafia do mnie bardzo realnie. Wyobrażam sobie, co czułeś po takiej stracie i choć jest to z pewnością bolesne do teraz, opisana przez Ciebie historia kończy się nadzieją. W całości czuć wielkie pokład emocji, które przelałeś w ten tekst. Widać, że był pisany z potrzeby serca, ku pamięci kogoś bliskiego, dla próby poradzenia sobie ze stratą.

Wywołałeś łzy, nie tylko jednak smutku, ale i czułości. Taki przyjaciel to skarb. Kuleczka żyła piętnaście lat, jak na psinkę umarła w sędziwym wieku i myślę, że była z Wami tak długo jak było to tylko możliwe. Piękne jest to, że daliście jej dom i do samego końca, nawet gdy nie była już słodkim szczeniaczkiem, ale schorowaną staruszką, która bywa uciążliwa otaczaliście opieką i zrozumieniem.

Wzruszająca historia o tym, jak mocna potrafi być więź między człowiekiem i zwierzęciem. I współczuję tym, którzy myślą, że ból po stracie pupila jest śmieszny.

Serducho mi się poruszyło przy czytaniu.

Pozdrawiam Cię serdecznie!
mike17 dnia 24.04.2016 19:24
Bo takich tekstów nie ocenia się, je trzeba czytać sercem, i dlatego miło mi, Kasiu, że poczułaś, co ja czułem, pisząc ten smutny tekst dwie godziny "po".
Choć nie lubię o tym mówić, ale płakałem i łzy lały się na klawiaturę.
Niewiele widziałem na oczy, taka jest prawda.
Do dziś nie jestem w stanie oglądać jej zdjęć ani filmików.
Dla mnie czas stanął w miejscu, a na widok jamników odwracam głowę.
Ten utwór przez te 3 lata przejrzałem pobieżnie tylko dwa razy, nie mogłem tu być.

Jeśli łza spłynęła po twoim policzku, to znaczy, że opowiedziałem to jako tako.
Nie chodziło mi o sztukę, a o relację, zimną, może za zimną, ale tylko tyle.
Za bardzo mnie to wtedy bolało, bym mógł z siebie coś wykrzesać.

I wiem, że niejeden piesek ma więcej ludzkich cech w sobie niż marny człowiek.
Ja żyłem 15 lat z suczką-kobietą, tak zalotną, tak czułą, że nie mogę po prostu o tym spokojnie pisać, nigdy nie widziałem czegoś takiego, że pies może być tak ludzki.
Tak oddany, taki mój.

To się chyba nigdy nie skończy - już nie chcę mieć psa, nie chcę przez to raz jeszcze przechodzić.

Dziękuję Ci za piękny koment, za słowa od serducha, za bycie ze mną :)
Ja zawsze cenię takie słowa.
Długo je pamiętam, bo poczułem, że ktoś poczuł to, co ja.
A to jest piękne.
I bezcenne :)

Pozdrawiam wieczorowo :)
Aronia23 dnia 16.05.2016 19:12 Ocena: Świetne!
Mike17, przeczytałam. I... łzy w oczach. Wiesz, że ja też miałam jamnika, ale krótkowłosego. Miał 12 lat i mi zaginął. To było ładnych parę lat temu. Płakaliśmy wszyscy. Pies się nie odnalazł, a to najgorsze, bo nie wiem, ktoś Go nie bił, nie znęcał się. Zawsze będę pamiętać Karusia. Mojego kochanego pieska. Łagodnego, o krótkich łapkach i pięknych orzechowych oczach. Targają mną nieraz wściekłość i smutek, że zaginął bez wieści. Ty chociaż wiesz, co z Twoją Kuleczką, ja nie wiem, co się stało z moim brązowym delikatnym jamniczkiem. Ale to nie jest pocieszenie.
Michale, we wspaniały sposób opisałeś Swoją sunię. Jej miłość do Ciebie, wspólnie spędzone lata. Była na pewno szczęśliwa. Jak za Tobą tęskniła. Uczucia psa i opisałeś mistrzowsko. Ogromne wrażenie wywarło na mnie zdanie
"- Dziękuję, Kuleczko, za każdy dzień – powiedziałem i po raz ostatni pocałowałem cię w oko, stare, zaropiałe, prawie już martwe" oraz
"Przez całe trzy dni spałaś, a ja patrzyłem, jak bardzo powoli porusza się twój brzuch, by mieć pewność, że wciąż żyjesz.". Piękne epitafium. Tak to nazwę.
Wiesz, teraz mam 16. letniego kota Iryska - znalazłam Go zimą w 2001 r. Miał ok. 2.m - cy i prawie zamarzał. Ktoś go skopał. Łapka, krew mu leciała. Uratowałam stworzonko. Tak się we mnie wtulał, gdy wzięłam na ręce i włożyłam pod płaszcz.
Teraz tez już Irysek choruje, nie może czasami chodzić, ale mój weterynarz się nim zajmuje. Tez nieraz patrzę, gdy śpi, czy jeszcze oddycha. Ale cierpi...
Ja w ogóle trochę zajmuję się bezdomnymi zwierzętami. Kiedyś miałam kotkę Łezkę, wzięłam ja z piwnicy z małymi, jeszcze ślepymi kociętami. Wychowałam, wysterylizowałam, oddałam dobrym ludziom, ale Łezka zachorowała na nerki i musiałam ją uśpić. Pochowałam na działce u siostry. Tez nigdy nie zapomnę tej kotki, choć była półdzika, ale spała w moich nogach.
Kocham zwierzęta ponad wszystko i wściekła jestem, że k potrafią je krzywdzić.
Wracając jeszcze do Twojej Kuleczki. Wspaniałe wspomnienie, wspaniałe miłości słowa z Twojej strony.
Tak, zwierzęta są cudowne.
To tyle, Michale. gę powiedzieć - smutne. Aronia23
mike17 dnia 16.05.2016 21:32
Dziękuję Ci, Aronio, za ten koment, zazwyczaj odpisuję bardzo szeroko, dziś nie wiem, co powiedzieć.
Że nie mogę wciąż jej zapomnieć, że 15 lat to szmat czasu, by pokochać psiaka?
Nie wiem, co mam już tu pisać.
Tyle powiem, że nie jestem w stanie patrzeć na małe psy - duże nie wywołują u mnie żadnych emocji.
Bo istnieje teoria, że człowiek-obrońca wybiera zawsze małe, drobne zwierzęta, wtedy uwypukla się jego instynkt opiekuńczy.
Człowiek-opiekuńczy wybiera wielkie, groźne psy, by dały mu bezpieczeństwo, bo nie czuje się sam ze sobą bezpiecznie.
Moja mała dała mi miłość - taką jaką może dać kobieta mężczyźnie.
I wiem, że już nigdy nie będę miał psa.
Za wiele mnie to kosztowało i nadal kosztuje.
Nie i koniec.

Dzięki raz jeszcze za czytanie i wielki koment, to się ceni, się wie, że ktoś czytał :)
Zawsze o takich rzeczach pamiętam.
Doceniam :)

Michał
Aronia23 dnia 16.05.2016 23:15 Ocena: Świetne!
Ano tak, tutaj już zostało wszystko powiedziane, choć i tak można jeszcze więcej powiedzieć niż wszystko... Dobrej nocy. A nasze zwierzątka są za Tęczowym Mostem. Jest raj dla zwierząt i je spotkamy kiedyś. Zobaczysz. Wierzę w to. Justyna Aronia23
mike17 dnia 17.05.2016 09:28
Tak, Justyno, ja też w to wierzę :)
Nie inaczej :)
Bernierdh dnia 21.05.2016 19:58
Piękne wspomnienia i piękne wyznanie miłości.
Cieszę się, że mogłem je przeczytać, że postanowiłeś się nim podzielić. Przed oczami pojawiają się własne wspomnienia, początki przyjaźni z moim yorkiem (który był właściwie prezentem dla siostry, ale z jakiegoś powodu szczególnie przywiązał się do mnie). Nie potrafię wyobrazić sobie pustki, którą poczuję, gdy kiedyś go zabraknie. Z całego serca ci współczuję.
I dziękuję za wzruszenie, które dał mi twój tekst.
Pozdrawiam serdecznie :)
mike17 dnia 21.05.2016 20:15
Dzięki, Bernierdh, za wejście w ten tekst :)
Pisałem go łzami i wcale się tego nie wstydzę.
15 lat razem to tyle czasem nie trwa niejedno małżeństwo.
A my nierozłączni...
Ech...
Dla mnie to trwa nadal, jestem niereformowalny.

Dziękuję i pozdrawiam :)
rysik12 dnia 22.05.2016 12:19
mike, to piękny list pożegnalny, takie epitafium dla Twojej Kuleczki. Od razu poznałam, że pisałeś go pod wpływem rozpaczy, "na kolanie", żeby papier (ekran) jak najszybciej przyjął Twój żal. Raz, po śmierci bardzo bliskiej mi Osoby, napisałam wiersz do Tej Osoby (jeszcze przed pogrzebem), więc rozumiem Twój odruch.

Podobnie jak Aronia, jestem pewna, że kiedyś spotkamy nasze zwierzaki w lepszym świecie. Inaczej nie łączyłaby nas z nimi taka więź tu, na Ziemi.
mike17 dnia 22.05.2016 14:14
Tak, Rysiku, pisane to było rozpaczą.
Zaraz "po", kiedy tylko dotarłem do domu.
Chciałem zapisać ten podły moment w czasie na wieczność.
Osobiście staram się tego opowiadania nie czytać, pomimo 3 lat ból nie minął.
Taki już jestem, jak kocham to na śmierć i życie.
Teraz kocham w śmierci, ale kocham nadal.

Dzięki wielkie za czytanie i odwiedziny :)
Quentin dnia 08.02.2017 21:15 Ocena: Bardzo dobre
Wszystkie psy idą do nieba

No i jestem zgodnie z obietnicą.
Cóż mogę powiedzieć, stary. Że się popłakałem? To oczywiste.
Świat zwierząt to coś metafizycznego. Odnoszę wrażenie, że nasze kochane psy, koty, chomiki i cała, cała reszta to anioły. Wystarczy tylko spojrzeć psu w oczy, żeby ujrzeć w nich wyjątkowość. Ludzie tak nie potrafią patrzeć.

Myślę, że nasze spostrzeżenia są podobne w tej kwestii. Dla mnie utrata psa była i w sumie jest nadal czymś okrutnie niesprawiedliwym. Dorastać z małym szczeniaczkiem i oddychać razem z nim to wielkie szczęście. Ale umiera się też we dwoje i to po stokroć. Musi boleć.

Pozostaje mieć tylko nadzieję, że czas leczy rany.

Dziękuję za ten tekst, Mistrzu.
Pozdrawiam
Quen
mike17 dnia 09.02.2017 11:42
Quentinie, wielkie dzięki za zajrzenie do tego smutnego wspomnienia Mojej Przyjaciółki :)
Kochałem Ją i kocham nadal, choć od prawie 4 lat Jej już nie ma.
To się nigdy nie zmieni.
Nie mogę dziś patrzeć na jamniki, odwracam głowę i przyspieszam kroku.
Dla mnie czas stanął na dobre.

Masz rację: czasem pies ma więcej ludzkich cech niż niejeden człowiek.
I da Ci więcej radości, lojalności i przywiązania niż niejeden człowiek.
Pies Cię nigdy nie zdradzi, nie oszuka.

Quentin napisał:
Myślę, że nasze spostrzeżenia są podobne w tej kwestii.

Jak najbardziej.
Zawsze mamy podobne poglądy, stary, i to jest piękne :)

Czy czas leczy rany?
Mnie nie wyleczył - rana pozostała i jest we mnie nadal.

Trzymaj się, Artysto, i raz jeszcze kłaniam się nisko za wizytę pod tym jakże ważnym dla mnie tekstem.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
cliffhanger
23/04/2019 16:47
Bardzo dobre. »
Marek Adam Grabowski
23/04/2019 16:16
Widzę, że powtarzasz błędy z poprzedniej części. Nawet… »
Marek Adam Grabowski
23/04/2019 16:08
Bardzo piękny wiersz. I piszę to mimo tego, że nie przepadam… »
al-szamanka
23/04/2019 14:55
Nie dziwię się, że próbowała utonąć. Doskonale pokazałaś… »
Madawydar
23/04/2019 12:09
Fabuła zapowiada się całkiem nieźle. Błędy są, ale nie… »
pociengiel
23/04/2019 10:01
Dzięki. Jest najlepsza. Aczkolwiek zaszalałem dodając cztery… »
allaska
23/04/2019 09:38
Popracowalabym nad ostatnia strofa:) »
AntoniGrycuk
22/04/2019 21:14
Marku, dzięki za nalot na tę mini-miniaturę. I za taką… »
Marek Adam Grabowski
22/04/2019 20:18
Świetne. Tylko tyle i aż tyle. Pozdrawiam »
maleo
22/04/2019 10:31
Pełen uczuć, słodki :) »
al-szamanka
22/04/2019 05:26
Hmm, widać wyraźnie, że puenta ma tu być z założenia mocna i… »
Scareto
22/04/2019 01:28
Dziękuję ślicznie za wizytę! :) Czy puenta nie wydaje się… »
22227
21/04/2019 20:54
Ciekawy tekst szczególnie: "ile muszę popełnić… »
22227
21/04/2019 20:36
Bardzo fajny wiersz. samotna świadomość bogini zwycięstwa,… »
Cofftee
21/04/2019 19:34
Dziękuję za wizytę i opinię, niezmiernie mi miło :-)… »
ShoutBox
  • AntoniGrycuk
  • 23/04/2019 13:31
  • A kto inny mówi, że w Słowniku Poprawnej Polszczyzny z 2016 jest: winny wszystkiemu. I co tu sądzić? Ja mam tylko taką sugestię: być winny wypadku, zdarzeń (kogo, czego).
  • AntoniGrycuk
  • 23/04/2019 13:27
  • Otóż dzwoniłem do poradni językowej Uniwersytetu w Poznaniu. Podano mi, że w słowniku sprzed 40 lat obie formy są dopuszczane, a w nowym tylko w formie dopełniacza. Więc: winny wszystkiego.
  • Dobra Cobra
  • 23/04/2019 10:40
  • Jaka piękna wymiana celowników i dopelniaczy ! Lata cale czekałem na taką rozrywkę umysłową na Sb.
  • MitomanGej
  • 23/04/2019 04:30
  • "Wszystkiemu" to celownik, a "wszystkiego" - dopełniacz. Z logicznego punktu widzenia poprawna jest forma z końcówką -ego, gdyż jesteśmy winni kogo/czego, w celowniku to możesz być winny koledze 5 zł
  • AntoniGrycuk
  • 22/04/2019 18:12
  • Dzięki. Choć logicznie to brzmi, jakby chodziło o znaczenie słowa winny w sensie długu, a nie przyczyn wydarzeń.
  • al-szamanka
  • 22/04/2019 18:02
  • Jestem winny WSZYSTKIEMU... WSZYSTKIEMU jestem winny.
  • mike17
  • 22/04/2019 16:51
  • Nasza zabawa trwa. Głosujcie w MUZO WENACH 7, łatwo czytać miniatury, bo jest ich niewiele. Dlatego liczę na Wasz odbiór i cenne głosy. Czekają na nie też Autorzy, którzy zaszczycili konkurs :)
Ostatnio widziani
Gości online:16
Najnowszy:Sarahkfd
Wspierają nas