Z krwi i kości (IV) - aga63
Proza » Obyczajowe » Z krwi i kości (IV)
A A A

           Jeszcze przed końcem wakacji Agata stała się Esterą Weinberg. Jej typ urody charakteryzujący się dość ciemną karnacją i prawie czarnymi włosami nie budził w innych wątpliwości co do żydowskiego pochodzenia dziewczyny, z łatwością więc wyrobiła sobie dowód osobisty na fikcyjne nazwisko. Ponieważ skłamała, że zgubiła legitymację szkolną, o jej tożsamości musiał zaświadczyć w urzędzie „wujek” - Józef Birnbaum. Oprócz nazwiska postanowiła też zmienić nieco wizerunek i do nowej szkoły poszła z obciętymi na wysokości uszu włosami i grzywką sięgającą brwi. Przy takiej fryzurze oczy wydawały się być jeszcze większe, a twarz jeszcze bardziej dziecinna, co sprawiało, że każdy nowo poznany przez nią człowiek, nie mógł uwierzyć, że jest to już pełnoletnia kobieta, a nie co najwyżej piętnastoletni podlotek.

Józef postanowił, że umożliwi Agacie ukończenie szkoły średniej i zdanie matury, dlatego w sklepie zaczynała pracę dopiero po lekcjach. Co więcej zgodził się, aby rozpoczęła naukę w szkole pielęgniarskiej, o czym jej ojciec nigdy nie chciał słyszeć. Wykonywanie tego zawodu było marzeniem dziewczyny już od dziecka, kiedy więc okazało się, że ma teraz szansę je zrealizować, z wdzięczności rzuciła się „wujkowi” na szyję.

           Do czasu tego „wybryku” relacje tych dwojga ludzi były dość chłodne. Łączyło ich jedynie miejsce pracy i zamieszkania, a poza tym jedno nie chciało wchodzić w drogę drugiemu. Józef nie bardzo wiedział, jak postępować z dojrzewającą pod jego dachem młodą kobietą, Agata zaś czuła do niego pewien respekt, bo jej kontakty z mężczyznami do tej pory ograniczały się do życia z surowym i wymagającym ojcem, którego nigdy nie potrafiła zadowolić i którego zawsze się bała. Nawet pomimo dzielenia wspólnej przestrzeni życiowej Józef i Agata niewiele ze sobą rozmawiali. Mur między nimi runął dopiero po tym, jak ona w przypływie niepohamowanej radości, że może uczyć się wymarzonego zawodu, serdecznie uściskała swojego dobroczyńcę.

Od tej chwili zaczęli ze sobą rozmawiać. Uczucia i przemyślenia dotąd tłumione teraz wylewały się z nich potokami słów. W soboty i niedziele, kiedy pracownia była zamknięta, potrafili godzinami siedzieć przy oknie, z którego Józef po raz pierwszy wypatrzył Agatę i dzielić się ze sobą wrażeniami z minionego tygodnia, marzeniami i planami na życie. Poznali dobrze swoje historie. Agata płakała, kiedy Józef opowiadał jej, jak odchodziła jego żona, on zaś gotował się w środku na bolesne wspomnienia kar stosowanych wobec niej przez ojca za każdy przejaw niesubordynacji. Oprócz pracodawcy i gospodarza stał się też jej przewodnikiem po Trójmieście. Często spędzali czas na sopockim molo, które Józef zdecydował się odwiedzić po raz pierwszy od śmierci żony właśnie ze swoją podopieczną. Gdynia Agaty nie zachwyciła, ponieważ jej romantyczna dusza nie odnalazła nic urzekającego w tym na wskroś nowoczesnym mieście. Zupełnie inaczej było ze starą Oliwą – zamiłowanie do muzyki organowej udzieliło się jej od Józefa, często więc odwiedzali katedrę, aby wysłuchać koncertu. Zawsze na V Symfonii Beethovena Agata dostawała gęsiej skórki. W parku zaś najbardziej lubiła przechadzać się aleją, którą tworzył szpaler starych, powykręcanych drzew. W słoneczny dzień dawały przyjemny półmrok, a zimą, kiedy przykrywała je gruba warstwa śniegu, myślała sobie, że tak musiał wyglądać baśniowy las w Narnii. Najlepiej jednak poznała Główne Miasto. Józef, mieszkając przez wiele lat o rzut beretem od Długiego Targu, miał dużą wiedzę na temat historii tego miejsca i okalających go kamienic. Agacie szczególnie podobał się Dwór Artusa z tymi wszystkimi postaciami na fasadzie od strony Długiego Targu. Największe wrażenie robiły na niej alegorie siły i sprawiedliwości znajdujące się w górnej części fasady, a posąg Fortuny na szczycie napawał ją nadzieją zawsze, jak tylko podnosiła ku niemu oczy. Najbardziej lubiła patrzeć na ten budynek stojąc przed Neptunem – władca mórz wyglądał na tle bogato zdobionej kamienicy niezwykle efektownie. Czasem miała ochotę pooglądać miasto z góry i wchodziła na wieżę ratusza. Nic jednak nie mogło równać się dla niej z Kościołem Mariackim. Mimo smutnych wspomnień, jakie pozostawiła w jej pamięci pierwsza wizyta w tym miejscu, surowe piękno tej największej na świecie świątyni zbudowanej z cegły przyciągało ją jak magnes. Długi czas potrafiła chodzić z zadartą do góry głową podziwiając gwiaździste, sieciowe i kryształowe sklepienia, aż do pojawienia się kłującego bólu w karku. Z uporem maniaka wchodziła po, wydawałoby się, niemających końca schodach na szczyt wieży, żeby móc stamtąd chłonąć jedyny w swoim rodzaju, zapierający dech w piersiach widok na miasto. Do Piety za to zaglądała rzadko – zbyt bolesne skojarzenia przywodziła jej na myśl ta rzeźba.

Wieczorami, kiedy Główne Miasto było rozświetlone, lubiła spacerować nad Motławą, w której malowniczo odbijały się światła z okien budynków położonych na Nabrzeżu Portowym. W większości wycieczek towarzyszył jej Józef, ale w końcu zaczęło gryźć go sumienie, że zbyt dużo czasu wolnego zabiera swojej młodej przyjaciółce. Dręczony tą myślą, któregoś razu na spacerze zapytał:

- Agatka, a tobie to tak odpowiada, spędzać czas z takim starym, nudnym marudą? Wyszłabyś czasem gdzieś do ludzi, spotkała się ze swoimi koleżankami i kolegami ze szkoły.

- Eee tam, nie mam z nimi o czym gadać.

- No a nie chciałabyś mieć chłopaka? Spójrz na siebie, no przecież jesteś śliczna. Na pewno niejeden chciałby, żebyś zwróciła na niego uwagę.

- Być może. – Zatrzymała się zamyślona. I za chwilę wypaliła - ale ja dopiero co dostałam ojca, a już mam sobie szukać męża? Nie spieszy mi się wcale. No chyba, że chcesz się mnie pozbyć. – Spojrzała na niego spod grzywki z udawaną złością.

- Pozbyć? Też mi coś – obruszył się. – A niby kto miałby chcieć zabrać ode mnie taką pyskatą pannicę?

- No też właśnie! Zatem nigdy cię nie opuszczę! – Wspięła się na palce i soczyście pocałowała go w policzek, a on po raz pierwszy od dawna poczuł się naprawdę szczęśliwy. Był potrzebny i kochany.

***

           Ostatniego dnia sierpnia tego roku panowała piękna, słoneczna pogoda. Aż szkoda było od jutra zaczynać szkołę. Po południu Agata i Józef siedzieli na jednej z ławek Długiego Targu podziwiając w milczeniu spektakl światła i cienia, jaki zafundowały im promienie słońca prześlizgujące się po ozdobnych zwieńczeniach kamienic, a wieczorem, jak zwykle, przespacerowali się jeszcze nad Motławą.

Nad ranem obudził ich przerażający huk. Obydwoje zerwali się z łóżek i równocześnie wpadli do salonu. Przyśniło im się to samo? Nie, to przecież niemożliwe... Za chwilę odgłos się powtórzył. Usłyszeli krzyki na zewnątrz. Wybiegli w piżamach przed kamienicę. Na ulicę Chlebnicką wylegli ludzie. Niektórzy biegali chaotycznie obijając się o siebie, inni stali nieruchomo,  nie wiedząc, co się dzieje. Od kogoś przypadkowego dowiedzieli się, że Niemcy właśnie bombardują Westerplatte...

Zszokowani wrócili do mieszkania. Mieli mętlik w głowach. „Co robić? Uciekać? Tylko dokąd ?” – Pytali siebie nawzajem. W końcu postanowili zostać i czekać na bieg wydarzeń. Hałas nie ustawał, a wręcz stawał się coraz donośniejszy. Noc spędzili przy swoim „ulubionym” oknie, każde po swojemu cicho modląc się za obrońców Westerplatte. 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
aga63 · dnia 19.08.2013 08:40 · Czytań: 664 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 9
Komentarze
akacjowa agnes dnia 19.08.2013 11:40
Aleś mnie zaskoczyła! Z początku czułam się, jakbym czytała jakiś przewodnik po Gdańsku, aż tu nagle wojna.
Mam nadzieję, że to nie koniec opowieści. Co Ty możesz jeszcze wymyślić? :)
Chyba miłość między tą parą byłaby zbyt oczywista, prawda?
al-szamanka dnia 19.08.2013 12:28 Ocena: Bardzo dobre
Cytat:
Agata ma­rzy­ła o wy­ko­ny­wa­niu tego za­wo­du od dziec­ka, kiedy więc oka­za­ło się, że jej ma­rze­nie się ziści, z wdzięcz­no­ści rzu­ci­ła się „wuj­ko­wi” na szyję.

Cytat:
Z upo­rem ma­nia­ka wdra­py­wa­ła się po, wy­da­wa­ło­by się nie­koń­czą­cych się scho­dach, na szczyt wieży,

Cytat:
Wie­czo­ra­mi, kiedy Głów­ne Mia­sto było roz­świe­tlo­ne, lu­bi­ła przejść się nad Mo­tła­wą, w któ­rej od­bi­ja­ły się świa­tła z okien bu­dyn­ków znaj­du­ją­cych się na Na­brze­żu Por­to­wym.


Sama widzisz czego za dużo, a można zredukować.

Cytat:
- Po­zbyć? Też mi coś. – Ob­ru­szył się.

- Po­zbyć? Też mi coś – ob­ru­szył się.
Taki zapis dialogu jest prawidłowy, dowiedziałam się tego na PP :)
Przejrzyj tekst z tej strony.

A tak poza tym, to zaskoczyłaś mnie. Nie zdawałam sobie do tej pory sprawy w jakich latach dzieje się ta historia, nawet się nad tym nie zastanawiałam.
A tu proszę, rozpoczyna się wojna.
To jest rzeczywiście materiał na ciekawą książkę.
Już widzę Agatę jako pielęgniarkę poświęcającą życie dla rannych, hmm, problemy z prawdziwym i nabytym pochodzeniem żydowskim.
Czekam więc na cdn.

Pozdrawiam :)
aga63 dnia 19.08.2013 15:41
Cześć, Dziewczyny :)

Aga - ha, nic nie powiem! :p wkrótce sama się przekonasz, jak to się wszystko dalej potoczy ;)

Al - wielkie dzięki za wskazanie błędów, które faktycznie są, a które zupełnie przeoczyłam mimo, że tyle razy już ten tekst przeczytałam...

Dzięki Wam wielkie i pozdrawiam :)
Quentin dnia 19.08.2013 20:53 Ocena: Bardzo dobre
Też jestem zaskoczony i to bardzo.
Umiejscawiając akcję w realiach II wojny światowej rzucasz dodatkowe tło na całą historię. Ładny zabieg, którym wprawiasz czytelnika w osłupienie, a przynajmniej mnie ;)
Coś mi się wydaje, że będziemy mieli tutaj wzruszającą historię i tragedię jednocześnie, ale może nie. Nie będę za bardzo wybiegał w przyszłość. Ty jesteś autorką i ty nadasz temu bieg, a może już nadałaś ;)

Trochę wprowadziłaś nam trzęsienie ziemi w tej części. To dobrze. O ile poprzednio rozbudziłaś moją ciekawość, to teraz wprost zżera mnie od wewnątrz pytanie "co będzie dalej?".
Oby tak dalej, a nie masz co się obawiać o odbiór historii. To już jest solidne opowiadanie. Brawo.

Pozdrawiam
aga63 dnia 19.08.2013 21:46
Quentin,
Lejesz miód normalnie, oj lejesz ;) I straszliwie mi z tym dobrze :)
Cieszę się, że i ciebie zaskoczyłam ;) Mam nadzieję, że będę potrafiła zaspokoić twoją ciekawość i nie pozostawię cię w niedosycie :)

Wielkie dzięki także za "brawo" :D

Pozdrawiam :)
Wasinka dnia 21.08.2013 01:03
Jestem rozdarta. I to bardzo, bardzo. Bo umiejscowienie akcji w czasach przed i wojennych intrygujące, ale tak nagle... Hm. Jak wybuch bomby. ;) A dlaczegom rozdarta w takim razie? A bo brakuje mi klimatu przedwojennego miasta i ludzi, a lubię. Jakowychś wskazówek można szukać w relacjach córka-ojciec na przykład (narzucanie małżeństwa), ale i w dzisiejszych czasach zdarzają się takowe wybryki.
Zabiłaś mi ćwieka. Bo gdyby od początku było wiadomo, o jakie czasy chodzi, to nie byłoby zaskoczenia, ale z drugiej strony brakuje mi klimatu tamtych czasów. Ech, i jak tu mnie zadowolić... Ale samo opakowanie bohaterów w paczuszkę historii mi się podoba.

Pozdrawiam z usypiającym (siebie, nie mnie ;)) Księżycem.
aga63 dnia 21.08.2013 08:25
Witam Cię, Wasinko, z rana :)
Chciałam zaskoczyć wybuchem wojny i widzę, że mi się udało :) Co do osadzenia akcji w tamtych czasach, też nie chciałam wcześniej pisać wprost, że było to międzywojnie, bo wtedy wybuch wojny nie byłby dla czytelnika zaskoczeniem :) Chociaż w jedym miejscu zasugerowałam czas akcji - dokładnie w pierwszej części, gdzie napisałam, że Józef ze swoją żoną byli w Gdyni zaraz po jej wybudowaniu. No, ale nikt się do tej pory nie zorientował, bo i też nie każdy musi wiedzieć, kiedy Gdynia powstała. Poźniej jeszcze nadmieniłam, że Gdynia, ponieważ była nowoczesnym miastem, nie spodobała się Agacie.
Z jednej strony chciałam zaskoczyć, a z drugiej zastanawiałam się, czy nie popełniam błędu, nie nadając miejscu akcji przedwojennego charakteru... Najlepiej by było znaleźć tutaj jakiś złoty środek, ale ja tego nie potrafiłam, niestety :(

Dziękuję Ci jednak bardzo za zainteresowanie i tak wnikliwe zagłębianie się w poszczególne części tekstu :) Jest to dla mnie niezwykle pomocne :)

pozdrawiam :)
Wasinka dnia 21.08.2013 10:28
Przy tej Gdyni to przyznam, że się chwilę zatrzymałam, bo przemknęło mi przez głowę pytanie, ileż to lat musi mieć Józef, ale wówczas chyba nawet przerwałam czytanie z jakichś mało wirtualnych powodów i w rezultacie potem zapomniałam, jak przyszło co do czego (poza tym pierwsze zapiski o Gdyni kojarzą mi się z dużo wcześniejszym czasem, ech, ja głupol, a Tobie chodziło o wybudowanie portu w latach dwudziestych, przez co Gdynia zaczęła się rozbudowywać i otrzymała prawa miejskie - powstało miasto).
Złote środki są the best, jak zwykł mawiać Horacy (;)), ale wypatrzenie ich już nie takie proste.
Tymczasem pozostanę w rozdarciu, z jednej strony lubiąc zaskoczenia, więc zadowolona, a z drugiej - nienasycona klimatem tamtych czasów.
Jeszcze przede mną kolejna część, więc może coś się zmieni. :)

A czy nazwisko dziewczyny jest przypadkowe? Bo mnie się skojarzyło z Ester mieszkającą w Hajfie, w Izraelu, tyle że ona miała dużo mniej lat, gdy wkroczyła wojna. No i jeszcze przyszła mi na myśl siostra Mieczysława W., która zginęła w obozie koncentracyjnym w Trawnikach. Ale to tylko takie luźne skojarzenia, które mi zaroiły się w głowie myślącej, dlaczego właśnie to nazwisko i imię. ;)


Pozdrawiam słońcem przymilającym się do monitora...
aga63 dnia 21.08.2013 11:42
Imię Estera po prostu mi się podoba, a poza tym wydawało mi się, że spośród imion, jakie nosili Żydzi to jest naprawdę typowo żydowskie. Podobna zasadą kierowałam się przy wyborze nazwiska, a więc jest to czysty przypadek :)
Zdaję sobie sprawę, że klimat tamtych czasów jest ukazany słabo. Mnie osobiście zależało przede wszystkim na ukazaniu przyjaźni, a czas i miejsce miały być dla niej tylko tłem. ale może faktycznie za bardzo przekombinowałam z tym niewdawaniem się w szczegóły...

Pozdrawiam również, niestety bezsłonecznie, a za to chmurnie :( Albo nieznośny upał albo brzydka pogoda - i tak źle, i tak niedobrze :/
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Nuria
19/09/2019 10:46
Oj, nie jedna traka kruszynka jest wśród nas, nie jedna....… »
wiosna
19/09/2019 10:30
Witaj Kazjuno:) Nareszcie znalazłam czas, aby przeczytać… »
Wiktor Mazurkiewicz
19/09/2019 10:08
wiosenko takie komentarze lubię, bo pomocne.… »
wiosna
19/09/2019 10:07
Znów pełen uczuć i budzący emocje wiersz. :) Wkradł Ci… »
wiosna
19/09/2019 10:00
Intrygujący tekst. Czekam na ciąg dalszy:) Masz sporo… »
wiosna
19/09/2019 09:44
Bardzo przyjemny w odbiorze wiersz:) »
wiosna
19/09/2019 09:43
Wiktorze, wzruszyłam się. To jest piękny, pełen uczucia… »
wiosna
19/09/2019 09:38
Al, taki komentarz to zapewne marzenie każdego, który pisze… »
wiosna
19/09/2019 09:31
Dzięki za podobanie i przecinkową pomoc:) Zaraz poprawię.… »
Kazjuno
19/09/2019 09:19
Serdeczne dzięki Brulibenie! Bardzo mi miło, że pociągnęła… »
Kazjuno
19/09/2019 09:12
Sam widzisz Dobra Cobro - na co zwróciłeś uwagę - jak w… »
voytek72
19/09/2019 07:33
Oczywiście prawda! :) »
MarcinD
19/09/2019 07:02
Spoko luz, zdrówka :yes: No tak, bo miałeś w tej… »
StalowyKruk
19/09/2019 00:41
Jestem. Trochę mi to zajęło. Umieram na przeziębienie ;)»
bruliben
18/09/2019 22:04
Jestem na części 6-tej twojego czytadła i bardzo… »
ShoutBox
  • Dobra Cobra
  • 18/09/2019 08:22
  • tej wytwórni. Ale sam szef D. próbuje zmienić czasy i transformację koncernu w stronę tematyki niebaśniowej. [link]
  • Dobra Cobra
  • 18/09/2019 08:20
  • Disney ma nie lada orzech do zgryzienia :) . Johansson zaprosili nawet na spotkanie dyrektorów D. I ona tam jasno mówiła, że reżyser niepokorny i film też, co niespecjalnie idzie za rączkę z polityką
  • TomaszObluda
  • 18/09/2019 06:50
  • em FOXa, więc Disney nie miał nic do gadania. A czy film pojawi się w Polskich kinach? Sadzę, że tak, ale nie wszędzie i nie od razu, bo tu nie chodzi o ideologię, ale o kasę.
  • TomaszObluda
  • 18/09/2019 06:48
  • Co do filmu, ten Hitler, będzie wymyślonym przyjacielem i z tego co wiem, będzie takim diabłem na ramieniu, co mówi źle, to wbrew pozorom nie komedia. Druga sprawa film powstał praktycznie przed zakup
  • Kazjuno
  • 17/09/2019 14:16
  • Znowu przesadzasz. Jesteś wrażliwym facetem, na dodatek z intuicją muzyka, więc czułym na fałszywe nuty. Także te cecha ułatwia Ci trafne komentarze. Więc jak znajdziesz czas(?)...
  • AntoniGrycuk
  • 17/09/2019 11:55
  • Powiem tak: technicznie mam coś do powiedzenia i choć nie jest to idealne, to potrafi być pomocne, natomiast mój gust znacznie odbiega od przeciętnej i to, co mi się podoba, nie zawsze jest dobre.
  • Kazjuno
  • 17/09/2019 11:49
  • Przesadzasz Antosiu! Bardzo cenię Twoje komentarze i byłbym rad przeczytać twoje wnikliwe uwagi. Zawsze były celne. Jak znajdziesz czas to zapraszam...
  • AntoniGrycuk
  • 17/09/2019 11:38
  • Kazjuno, ja chętnie skomentowałbym Twój tekst, ale ostatnio mam urwanie głowy i jedynie czasem króciutkie komentuje. Choć z drugiej strony, co jest wart mój komentarz?
  • Dobra Cobra
  • 17/09/2019 08:09
  • Sztuka kreskówkowa jest uważana za gorszą ze sztuk pięknych. :( A tak można w kinie podziwiać i piękną Scarlett i małego Hitlerka. Jak żywych. Choć ten synek ma nadzwyczaj mądry wyraz twarzy.
Ostatnio widziani
Gości online:26
Najnowszy:8adrianc1185yp1
Wspierają nas