Miniaturki - Figiel
A A A

Miniatura to takie małe coś, prawda?
Niezbyt duże, ale znów nie takie małe, żeby w ogóle nie było widać. Wiem coś o tym od czasu, gdy mężowi spodobały się wersje mini.

Najpierw były miniaturki samolotów, wykonywane własnoręcznie, z niesłychanym pietyzmem. Malutkie samolociki bojowe z czasów wojny, z napędem, żeby mogły sobie polatać. Latały, owszem, aż pewnego dnia rozzuchwalony Gloster Meteor NF.Mk11, po wykonaniu wyjątkowo udanego zwrotu Immelmana spotkał się z łukiem brwiowym małżonka, co dało skutek w postaci dużej ilości krwi i kilku szwów, więc przestały latać.

Potem przyszedł czas na miniaturowy drób.
Nie wiem, skąd ten pomysł - może u kogo podpatrzył albo w necie znalazł, grunt, że pewnego dnia oznajmił:
- Będziemy hodować Liliputy Pstre Kolorowe. Takie małe kurki. Te i żadne inne.
Wzruszyłam ramionami. Za trzy dni mu przejdzie.
Ale nie przeszło.
Zaczął jak zwykle: metodycznie i koncepcyjnie. Łaził po terenie, mierzył, mamrotał coś pod nosem, czyli szukał miejsca na kurnik. Patrzyłam przez okno na kolorowe cynie, wielkolistne funkie, żółte begonie, czerwone niecierpki, ba! na zwykłą trawę i budził się we mnie bunt. Bo kura, czy mała, czy duża, grzebać musi, więc wiadomo, jak będzie: rozdziobią, rozgrzebią, udepczą i klepisko zostawią.
- A jak mi te twoje kury kwiatki stratują? - przemówiłam wprost do wyobraźni małżonka, który wie, że każda zniszczona roślina to jazgot mniej więcej na dwa dni.
- Nie stratują, kojec im zbuduję, rozłazić się nie będą.
- Sumienia nie masz, kury w zamknięciu trzymać? - próbowałam innej taktyki. - Kura musi chodzić i grzebać, bo coś tam…
- Czyli co?
- A skąd mam wiedzieć, na litość boską! Wiem tylko, że musi grzebać i robaki z ziemi wyciągać.
- E, tam! - machnął ręką. - Będzie dobrze.
I zrobił po swojemu.
Kurnik postawił, rzetelnie ogrodził całkiem spory kawałek terenu, więc argument o męczeniu zwierząt odpadł.
W sobotę zniknął na pół dnia, po czym wrócił z kurkami. Faktycznie miniaturki. Pstrokate. Gdaczące.
- A toto jajka znosi? - zainteresowałam się.
- Po cholerę ma znosić? To ma wyglądać. Ładnie i kolorowo, wiesz, taki element ozdobny.
W milczeniu patrzyłam, jak wpuszcza element ozdobny do kojca. Element pędem poleciał do kurnika i tam już pozostał.
- Płochliwa coś ta ozdoba… - mruknęłam pod nosem.
- Marudzisz. Przywykną, to i wyjdą.
Nie wyszły. Siedziały w tym cholernym kurniku dzień, drugi, trzeci. Jadły w środku, piły w środku, co która dziób wystawiła, zaraz chowała.
- Bardzo malowniczo twoje kurki wyglądają - drwiłam. - Ładnie komponują się z otoczeniem.
- Przestań - naburmuszał się. - Chociaż one rzeczywiście dziwne jakieś. Takie wystraszone…
- No, bo poziom odwagi mają mini. Jak wzrost i rozumek.
Obraził się.

Przez tydzień panny za diabła nie chciały wyjść z kurnika, żeby pogrzebać w zielonej trawce, mimo że muszą.
Ściągnęłam magika od kurzych chorób. Wlazł do kurnika, obmacał, pochwalił urodę stadka, oświadczył, że zdrowe jak byki, a czemu wyłazić nie chcą, to on nie wie. Za niewiedzę zainkasował stówę.
Po trzech tygodniach nie wytrzymałam:
- Słuchaj, jedź do tego, kto ci te cudaki sprzedał, i zapytaj, co robimy nie tak, że nie chcą z kurnika wyleźć. Może karma zła albo woda? Może one szampana piją i dopiero w trupa urżnięte wychodzą?
Stary przez chwilę wgapiał się we mnie, a potem poszedł po kluczyki.
Wrócił wieczorem.
- No, wiesz, co z nimi nie tak? - zapytałam, gdy tylko wyłączył silnik samochodu.
- Wiem.
- To mów!
- Zaraz… Chodź do domu. Chcesz piwo? Kupiłem kilka - wyraźnie grał na zwłokę.
Straciłam cierpliwość.
- Nie chcę piwa, chcę wiedzieć, co z nimi jest. Dziś znów dzioba nie wyściubiły!
- No, bo wiesz, ich nikt nie chciał i boją się - wymamrotał cicho, wyciągając sześciopak z bagażnika.
- Z głupim się widziałeś? - rozeźliłam się. - Boją się, bo niekochane? To co, mam im terapię przeprowadzić? Indywidualną czy grupową, bo mi w zasadzie wszystko jedno, tylko bądź łaskaw powiedzieć, w jakim języku.
- Oj, to nie tak - mruknął. - Widzisz, ten, co od niego kurki brałem, sprowadził je dla jakiegoś gościa, ale on rozmyślił się …
- I teraz co, syndrom sierocy mają?
- … tylko że facet z tymi kurami został i nie bardzo miał je gdzie trzymać, a one były młode i już zimno się robiło, więc wsadził je do ogrzewanej szklarni, z sadzonkami…
- Aaa, to trzeba im kwiatki posadzić!
- Przestań się wyzłośliwiać, bo nic nie powiem - zirytował się małżonek. - Problem w tym, że w szklarni były warunki, no jak w szklarni, cieplarniane, wiesz… wiatru tam nie było. I tak sobie zimę przesiedziały, a jak na wiosnę chciał wypuścić, to one owszem, wyszły, ale co wiatr zawiał, natychmiast do szklarni uciekały.
Parsknęłam śmiechem.
- To znaczy, że one wiatru się boją?
- No.
- To teraz sam właź do kurnika i zapraszaj te ozdobne trzęsidupy do spacerów, bo ja nie mam zamiaru!
- A żebyś wiedziała! - zaperzył się. - Ty ich nie lubisz, bo jajek nie znoszą. Jakby dziesięć dziennie dawały, to byłoby dobrze. Po prostu nie lubisz miniaturek. Nawet psa masz wielkiego jak stodoła!
- Nieprawda! - zaprzeczyłam. - Lubię.
- Taa! Mastify! - fuknął.
No cóż, zawsze chciałam mieć taką jedną miniaturkę.

Dwa tygodnie później wyjęłam z bagażnika duży transporter.
- Co tam masz?
Małżonek pojawił się koło mnie jakby wyrósł spod ziemi. Zajrzał z ciekawością do środka.
- Zgłupiałaś? - jęknął - Przecież to, kurwa, łaciaty prosiak!
- Oj, tam, zaraz prosiak. Miniaturka, świnka angielska rasy tea cup. Bardzo inteligentna.
- Żadnego chlewika budować nie będę! - zaperzył się.
- Nie musisz. Ona jest jak pies, w domu mieszka.
- I będzie w domu kupy waliła?
- Yhy, do kuwety. Już nauczona.
- Wieprz będzie mi po chałupie chodził jak u chłopa pańszczyźnianego? - wytrzeszczał oczy z niedowierzaniem.
- Przecież to miniaturka. Ozdobna. Ma na imię Mudad - odpowiedziałam pogodnie. - I nie boi się wiatru, he, he…

Naprawdę się nie boi. Pewnego deszczowego i bardzo wietrznego dnia Mudad w towarzystwie wielkiego jak stodoła psa z dziką radością przekopał moje ulubione nagietki.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Figiel · dnia 17.09.2013 08:40 · Czytań: 1128 · Średnia ocena: 4,64 · Komentarzy: 54
Komentarze
Dobra Cobra dnia 17.09.2013 10:24 Ocena: Bardzo dobre
Piękny obraz ciągot męskich do wieku, w którym latało się w krótkich majtkach. Bardzo dobrze napisane a i treść słodką, bo codzienność pewnego małżeństwa pokazującą.

Piątka

DoCo
Tezet74 dnia 17.09.2013 11:04 Ocena: Świetne!
Witaj.
Uśmiałem się do łez. Ale to już tak jest. A koniec bym skomentował przysłowiem: "Nie miała baba kłopotów, kupiła sobie prosię". :D
Świetnie poczucie humoru.
przyroda dnia 17.09.2013 11:11
HAHA :) Fajny, niewymuszony dowcip, który do mnie przemawia. Też mi się od razu przysłowie nasunęło, a raczej kawał... o wynajdowaniu sobie zajęcia. Ale widać bohater niestrudzony w swoich zapędach...

Pozdrawiam
Almari dnia 17.09.2013 11:16
Cytat:
- A jak mi te twoje kury kwiat­ki stra­tu­ją? - prze­mó­wi­łam wprost do wy­obraź­ni mał­żon­ka, który wie, że każda znisz­czo­na ro­śli­na, to ja­zgot mniej wię­cej na dwa dni.

Uuu, te kwiatki to mi moją mamę przypominają ;p


Cytat:
Naprawdę nie boi się.

Zmieniłabym tylko szyk, bo jakoś tak wytrącił mnie. - Naprawdę się nie boi. Przeczytaj i zobacz czy lepiej brzmi :)

Uśmiałam się w paru miejscach. Strasznie lubię takie historie, niewymuszone, lekkie i historyjka ciekawa! Bohaterowie z krwi i kości i aż ma się ochotę zajrzeć do ich domu, by przywitać się z kurami i innymi zwierzaczkami ;p A motyw z kurami pijącymi szampana wcale nie głupi, do rozbudowania i wyjdzie część druga.

Pozdrawiam!
Figiel dnia 17.09.2013 12:05
Dobra Cobro

no przecież w każdym mężczyźnie drzemie chłopiec, a kobiety jakoś z dziewczęcości hmm... wyrastają. Czasem szkoda.
Oj, dobrze, że niecodzienna ta codzienność, bo przyszłoby zwariować, jakby tak codziennie animale, choćby i miniaturowe przybywały :)

Tezet 74

patrz, nie skojarzyłam z przysłowiem... No, ale w końcu to miniaturka, więc i kłopot - powiedzmy - niewielki:)

przyrodo

niezwykle się cieszę, że rozbawiłam troszkę w ten dość ponury jesienny dzień. Bohater niestrudzony, ale i małżonka nie pozostała dłużna. Ot, mała małżeńska walka na małe coś tam...

Almari

przekaż Mamie ukłony i tę pomyślną informację, że nie jest w tym jazgocie sama. Akurat ten fragment jest najszczerszą prawdą:)

Cytat:
Naprawdę się nie boi. Przeczytaj i zobacz czy lepiej brzmi


Oczywiście, że brzmi lepiej. Nawet na początku tak było, ale potem doszłam do wniosku, że to niepoprawny szyk przestawny i zmieniłam. Chyba mi się poprawność nadmierna wbiła do głowy i dała znać o sobie w tekście :)Poprawione, rzecz jasna.


Dziękuję wszystkim za komentarze
Pozdrawiam:)
Dobra Cobra dnia 17.09.2013 13:13 Ocena: Bardzo dobre
No właśnie, jak dziewczynkom udaje się dorosnąć a chłopcom jakoś nie? Jaki proces zachodzi? Jak to pojąć? Jak zrozumieć?
Figiel dnia 17.09.2013 13:39
Ee... :) bo kobiety mają zaprogramowane macierzyństwo jako rolę biologiczną a panowie jedynie społeczną? To i panna wie, że za chwilę sama będzie mieć dziecko, a czasem nawet dwoje z różnicą mniej więcej dwudziestu lat, więc żeby dziecięctwa w związku własną osobą nie mnożyć dorasta szybciutko i raz na zawsze :)
Tezet74 dnia 17.09.2013 14:41 Ocena: Świetne!
"- Jasiu co będziesz robił po obiedzie? Pobawisz się kolejką, czy pójdziesz z nianią?
- Nie wiem. Zależy co pierwsze weźmie tatuś."

Bo ponoć my zawsze jesteśmy chłopcami. Zmieniają się tylko nasze zabawki. Ale z drugiej strony to żona powinna męża słuchać i wspierać. Bo inaczej może być tak, że chcąc dokuczyć jemu, zaszkodzi sama sobie. I rola macierzyńska nic do tego nie ma.

To jest mój męski punkt widzenia. Drogie Panie, co Wy na to?
Dobra Cobra dnia 17.09.2013 14:44 Ocena: Bardzo dobre
Nie jestem panią, ale jakież to niepomierne poświęcenie. Tak wielce się zasromałem nad przeznaczeniem, że aż muszę lecieć potulić moją kolekcję matchboxów!

Fruuu!
Usunięty dnia 17.09.2013 15:05 Ocena: Bardzo dobre
Wygląda na to, że mamy tutaj niezły kurnik. I że nie tylko moje miniaturki zachodzą ostatnio za skórę.

Treść, jak zawsze, paluszki lizać.

A z mężczyznami jest odwrotnie. Jak mają w perspektywie wejście w posiadanie drugiej mamusi, to szybciutko raz na zawsze dziecinnieją.
mike17 dnia 17.09.2013 16:00 Ocena: Świetne!
Ciepła, sympatyczna opowieść, gdzie pobłażliwa żona patrzy na oryginała męża w sposób, w jaki każda niewiasta na tym zapyziałym globie winna spozierać na swego oblubieńca :)
Kocham tę waszą, kobiecą spolegliwość, wyrozumiałość dla naszego wiecznego chłopięctwa, dla pasji czasem z lekka odjechanych, jak tu, gdzie małżonek bierze się śmiertelnie poważnie za kurki :)
He he, nieźle!
Ale każdy ma swoje miejsce na ziemi i mąż ów takowe odnalazł, spalając się w swej pasji.
Świetny humor, kocham ponadto kawałki oparte na dialogach (nic gorszego jak narrator wszechwiedzący, brrr...), i ten zabieg od strony technicznej tu chwalić pragnę!
Całość bezpretensjonalna, przyjemna w odbiorze, przycięta pod rozmiar :)

Zawsze będziemy dużymi chłopcami i chyba nam z tym dobrze, co nie, Kobruś :)
Figiel dnia 17.09.2013 16:06
Panowie Dobra Cobra i Tezet

pozornie niewinne pytanie skłonne jest wilka z wielkimi oczami z lasu wywołać, no i proszę:

Cytat:
A z mężczyznami jest odwrotnie. Jak mają w perspektywie wejście w posiadanie drugiej mamusi, to szybciutko raz na zawsze dziecinnieją.


Tezet - wspierać, wspierać. Ale niekoniecznie słuchać:)

Dobra Cobro, a skąd ty taki cudny wyraz "zasromałem" wziąłeś? Wieki go nie słyszałam. W kontekście przepięknie wzmocnił i tak mocno zobrazowany przekaz. Zawyłam z radości;)


Morfino, bardzo dziękuję i za ocenę i komentarz:)
I mam nadzieję, że odrobinę rozbawiło. Bo przecież o zabawę tu chodzi.

Mike,
uff ja zawsze wiedziałam, że dobra kobieta ze mnie i nieprawda, że złośliwa oraz zołza :)
Prawdę mówiąc, pasja - obojętnie jaka - to rzecz cenna, bo każe przynajmniej jedną rzecz w życiu wykonywać z pełnym zaangażowaniem. I tu nie ma na pół gwizdka.
A ponieważ pasją może być, jak widać, wszystko, nie ma co wydziwiać, tylko przyjąć na klatę i delikatnie kontrolować, żeby cuda z dziwactwa nie wynikły. Zresztą, dziwactwa jeśli niegroźne są fajne - osobiście wole barwnego dziwaka, niż bezbarwnego Pana Doskonałego, choć znacznie bezpieczniejszy w obsłudze.
Pozdrawiam:)
Elwira dnia 17.09.2013 16:35
Cytat:
co która dziób wy­sta­wi­ła na ze­wnątrz, zaraz cho­wa­ła.

na zewnątrz bym wyrzuciła

Cytat:
jedź do tego, kto ci te cu­da­ki sprze­dał(,) i za­py­taj,


Cytat:
Zaraz … Chodź do domu.

wyrzuć spację sprzed wielokropka

Cytat:
chcę wie­dzieć(,) co z nimi jest.


Cytat:
In­dy­wi­du­al­ną, czy gru­po­wą

bez przecinka

Cytat:
ten, co od niego kurki bra­łem(,) spro­wa­dził je dla ja­kie­goś


Cytat:
cha­łu­pie cho­dził, jak u chło­pa pańsz­czyź­nia­ne­go

bez przecinka

Cytat:
Pew­ne­go desz­czo­we­go i bar­dzo wietrz­ne­go dnia, Mudad w to­wa­rzy­stwie wiel­kie­go jak sto­do­ła psa, z dziką ra­do­ścią prze­ko­pał moje ulu­bio­ne na­giet­ki.

ja bym te przecinki wyrzuciła

Bardzo dobre opowiadanie. Napisane lekko, z humorem. Jest ciepło, rodzinnie, sympatycznie. Ależ oni się rozkosznie przekomarzają. Aż miło poczytać. Szkoda, że to tylko miniaturka. Napisz powieść z takimi dialogami, będzie hicior :)

Pozdrawiam.
Dobra Cobra dnia 17.09.2013 16:35 Ocena: Bardzo dobre
Mike ma racje, zawsze będziemy chłopcami!

Sromam się co raz.

Ukłony

DoCo
Usunięty dnia 17.09.2013 17:19
Wymęczyłem się tą lekkością, a przecież zaledwie niecałą połowę przeczytałem. No i "lubię" kury.

Ten odcinek serialu nie dla mnie.
shinobi dnia 17.09.2013 18:11 Ocena: Bardzo dobre
Miły i sielski klimat zgrabnie przetykany szczyptą wulgaryzmów, które lubię, doceniam. Dialogi wartkie i skrzące, kury przeurocze, a świnka to już cud-miód. :)
Stylistycznie - podoba się. Język prosty, ale celny, zdania czujne, pasują do całości.

Tekstu nie określiłbym jako "moje rejony", ale był nad wyraz miłą i udaną odskocznią od tego, co mnie uwiera prosząc o przelanie na papier.

Pozdrowienia.
Figiel dnia 17.09.2013 18:52
Ekwiro,
dziękuję za komentarz i korektę. Zdecydowanie posłucham rad i zaraz poprawię.
Rodzinnie jest, ciepło i trochę zabawowo bo po raz kolejny powtórzę o zabawę chodzi. A smutku każdy z nas ma dostatek w życiu.

Ekszyn,

czytelnicze prawo! I wiem, że nie Twoje klimaty, ale dziękuję za ślad obecności.

shinobi,

podobnie, zdecydowanie nie Twoje rejony i język, więc tym bardziej cenię komentarz.

A tym

Cytat:
był nad wyraz miłą i udaną odskocznią od tego, co mnie uwiera prosząc o przelanie na papier.


potwierdzasz, że udało mi się osiągnąć cel - dać odskocznię

Dobra Cobro,

jeśli Wy, mężczyźni wyrośniecie z chłopięctwa, to związki staną się potwornie nudne, więc raczej niech pozostanie tak jak jest. Bez względu na przyczyny i z konsekwencjami przyjętymi jako dobrodziejstwo inwentarza.

Pozdrawiam:)
wienczyslaw dnia 17.09.2013 18:53 Ocena: Bardzo dobre
baaardzo prawdziwe! mój kumpel ma zwykłe kury. nie miniaturki, i one zamiast na słoneczku się wygrzewać, robaczki wyciągać z ziemi, błękit nieba podziwiać, nic tylko siedzą w ciemnym kojcu w stodole i srają pod siebie. a jak, którą bierze na rosół, na ścięcie, to się wcale nie boją, a kiedy wybierze jedną, inne mają to w dupie. w życiu nie widziałem tak dziwnych stworzeń. albo są głupie totalnie. albo pozjadały wszystkie rozumy i nic nie jest w stanie wyprowadzić je z równowagi
Figiel dnia 17.09.2013 19:13
No. One tak mają, wienczyslawie. Moja sympatia do kur jest zdecydowanie ograniczona, wszak to w prostej linii potomkowie dinozaurów i zawsze jak na nie patrzę, to wyobrażam sobie taką miniaturkę w zoomie i mną wstrząsa. Te krogulcze pazury, ostre dzioby, gadzia powieka migawkowa. Jak już wyjdzie, to tu podskoczy, tam zagdacze... jakoś tak bez sensu. To już chyba krowę z jej depresyjnym spojrzeniem wolę. I prosiaka:)

Dziękuję za odwiedziny i ocenę

pozdrawiam:)
Jack the Nipper dnia 17.09.2013 19:21
Świetne :) Napisane lekko, z humorem, czyta się bardzo dobrze i do końca nie wiadomo, jak sie to wszystko kończy, bo zostawiasz otwartą drogę do domysłów w trakcie.
Zwłaszcza, że zaczynasz od takiego zdania:
Cytat:
gdy mężowi spodobały się wersje mini.


No i czekałem do końca na jakąś wzmiankę o spódniczce, ale sie nie doczekałem :) Może to i lepiej hehe.
Figiel dnia 17.09.2013 20:53
Jack, znaków mi zabrakło:) W pierwotnej wersji było: " nie mini, ale małe, żeby była jasność"
Ot, tyle z Twojego oczekiwania:)
Pozdrawiam:)
Madame Chauchat dnia 17.09.2013 21:17 Ocena: Świetne!
Do kurek dokupiłabym kogucika. Rozruszałby towarzystwo
Dobra Cobra dnia 17.09.2013 21:25 Ocena: Bardzo dobre
Swawolna jaka!
Figiel dnia 18.09.2013 12:26
Madame, prooszę! To by dopiero było, jakby bojaźliwość uległa rozmnożeniu:)

Pozdrawiam:)
Miladora dnia 18.09.2013 22:38
Przeczytałam z prawdziwą przyjemnością, Figielko. :)
Zgrabne, lekkie, dowcipne, no i życiowe.
Nawet przyczepiać nie ma się do czego, co sprawiło mi dodatkową przyjemność.

Zaraz - jedno tylko:
Cytat:
uda­ne­go za­wro­tu Im­mel­ma­na

Zwrotu.

Może byś tak więcej tych historyjek napisała? ;)

Miłego :)
Figiel dnia 18.09.2013 22:56
Miladoro, "zawrót Immelmana" to nazwa figury akrobatycznej, czasem nazywanej też nawrotem. Leci, wznosi się, robi półobrót i zawraca. Czasem, wracając w coś trafia:)

Dziękuję za odwiedziny i komentarz i jestem bardzo rada, że się podobało. Życiowe, oj, życiowe...
Pozdrawiam :)
Miladora dnia 18.09.2013 23:09
Figiel napisała:
Miladoro, "zawrót Immelmana" to nazwa figury akrobatycznej,

Różne źródła różnie podają - zawrót albo zwrot Immelmana.
Ja go znam od dawna jako "zwrot Immelmana". I dlatego wyłowiłam. :)
Lepiej zresztą wpisuje się w zdanie właśnie "zwrot".
Figiel dnia 18.09.2013 23:16
Lepiej, pewnie, że lepiej. Ja z kolei cały czas słyszałam "zawrót" i nie sprawdzałam dalej, bo i po co;), ale skoro jest i tak i tak, to z chęcią idę na "zwrot" zmienić. Mniej dziwacznie i jaśniej brzmi.
Dzięki:)
julass dnia 19.09.2013 02:46
to była bardzo przyjemna lektura i z uśmiechem nawet pełgającym tu i ówdzie...
nie ma co się dużo rozpisywać - jak się podobało to i nie ma o czym marudzić:)
Miladora dnia 19.09.2013 03:25
Figiel napisała:
Mniej dziwacznie i jaśniej brzmi.

Tak sobie popatrzyłam tu i tam, i zastanawiam się, czy "zawrót" nie wynika przypadkiem ze złego tłumaczenia.
W każdym razie encyklopedia lotnictwa podaje wyraźnie "zwrot". :)
http://air-fly.pl.tl/_Zwrot.htm

Miłego :)
henrykinho dnia 19.09.2013 10:19
Przyjemny tekst. Sympatycznie przypomina o upartości każdego z nas.
Warto przeczytać taką miniaturę po kilku przygnębiających opowiadaniach o zwidach i popaprańcach, aż człowiek może zapaść się w sobie.

pozdrawiam
Figiel dnia 19.09.2013 13:11
julass, henrykinho,

ja wiem, że głębokie teksty o życiu budzą podziw artyzmem, ale samo życie taką głębię funduje, że przyjemnie jest poślizgać się w radosnych rejonach. Tak dla równowagi i z wyboru, albo w ramach obrony:)



Miladoro,

racja. Moim zdaniem to tłumaczenie od "zawracania", bo przecież samolot po wykonaniu ostatniej figury leci w kierunku przeciwnym do pierwotnego toru, czyli de facto zawraca.
Zresztą, pal sześć. Zwrotu trzymać się będę, bo "zawrót" gdzieś koło objawów neurologicznych mi się plasuje.

Pozdrawiam:)
puma81 dnia 20.09.2013 14:22 Ocena: Świetne!
Figielku bardzo mi się podobało, leciutko, z humorem, o tajemnych małżeńskich potyczkach - lajkuję :)
Uśmiechnęłam się wiele, wiele razy:)
Oj, może kiedyś uda mi się wyjść ze strefy mroku i napisać coś chociaż w połowie tak urokliwego:)
Pozdrawiam.
zawsze dnia 20.09.2013 14:24
Uśmiecham się po lekturze, a to bardzo miły znak. Piszesz lekko i czysto, aż chce się czytać, co dalej, jak sugeruje Elwira - miło byłoby czytać coś dłuższego, co napiszesz tym stylem.

Aha, jak czytałam, to przypomniała mi się rasa świnek morskich bez sierści, które wyglądają jak... miniaturki hipopotamów! :))

Bardzo, bardzo pozytywne skojarzenia budzi Twoja mini.
Wasinka dnia 20.09.2013 18:07
Można się przyjemnie odprężyć przy takiej miniaturce. Bo i sytuacja do uśmiechnięcia, i relacje między małżonkami wcale nie osowiałe. Widać, że się lubią i akceptują, mimo że nie zawsze cele i pasję są wspólne...
Lekko, przystępnie i z uśmiechem.

Ewentualnie:
Cytat:
Mi­nia­tu­ra, to takie małe coś
- przecinek niepotrzebny
Cytat:
więc wia­do­mo(,) jak bę­dzie:

Cytat:
każda znisz­czo­na ro­śli­na, to ja­zgot mniej wię­cej na dwa dni.
- zbędny przecinek
Cytat:
Cho­ciaż, one rze­czy­wi­ście dziw­ne ja­kieś.
- i tutaj także
Cytat:
po­wie­dzieć(,) w jakim ję­zy­ku.



Pozdrawiam zmierzchającym niebem.
green dnia 20.09.2013 21:09
No świetne i już, pięknie lekko z polotem i humorem napisane. Baaaardzo, bardzo:)
Figiel dnia 21.09.2013 18:59
Pumo, jestem niezmiernie rada, że spodobały Ci się potyczki małżeńskie :) A strefa mroku jest też fajna.

Zawsze, wszak o uśmiech czytelnika tez warto zawalczyć, nie tylko o głębokie refleksje. Każdemu się trochę radości przydaje.
Jeśli tekst jest czysty, to świadczy to przede wszystkim o dobrze pełnionej funkcji edukacyjnej forum. Jak tu przyszłam, nie wiedziałam jak się dialog zapisuje, a uczyłam się pisać na komentarzach pod tekstami innych.

Wasinko, dziękuję za komentarz i korektę. Umrę na przecinki, jak nic! Kompletnie mną rządzą. Poprawione, rzecz jasna!

green,

miało być lekko i cieszę się, że jest. Spróbuję kiedyś o kurach na poważnie, ciekawe, czy się da?

Pozdrawiam wszystkich:)
zajacanka dnia 21.09.2013 19:32 Ocena: Świetne!
Piękne, Figie! Uwielbiam Twoich bohaterów. Dialogi świetne, mocno zjadliwie humorystyczne, takie, jak lubię. Super! Uśmiałam się całą gębą. Nawiązania do mini, miniaturek itp idealnie dopasowane do Tygodnia Miniatury. Brawo!
Figiel dnia 22.09.2013 20:30
Zajacanko, jakże się cieszę, że Cię kupiłam, bo to niełatwa rzecz:) A własnie Tydzień miniatur mi skojarzenie podsunął, i stąd te miniaturowe kurki i inne takie małe.


A! Zawsze, obejrzałam te świnki morskie, na razie na zdjęciach. Boskie! Jakbym nie wiedziała, że to świnka dłuugo myślałabym, co to za zwierz;)

Pozdrawiam:)
Izolda dnia 23.09.2013 20:27
Wpisałaś się w temat dosłownie, skroiłaś na miarę i uszyłaś co do centymetra. Humor niewymuszony i zakończenie dopasowane. Styl dodaje uroku, a ciepło pozwala cieszyć się lekturą, jak kocem w jesień. Podane tak, że nawet zapach kurnika obłaskawiony i nie przeszkadza. Rewelka.
viktoria12 dnia 24.09.2013 13:42
Podoba mi się bardzo Twoja miniaturka o malutkim stadku ciepło-lubych kurek bez kogutka.
Z całym szacunkiem z mojej strony dla faceta, który nabył liliputki, bez kogutka właśnie:)
To małe, latające, dwunożne stworzonko potrafi narobić zamieszania w kurzym rodzie, że hej!
Był ci u nas; sprowadzony - a jakże: przez faceta, bo faceci wiedzą w czym rzecz i swoje pasje realizują bez dwóch zdań - Liliputek Grzebieniasty, mocny w amorach i dziobie, pan i władca podwórka.
Stoczył ze starym kogutem od dużych kur, bój na śmierć i życie, bo wiadomo: król może być tylko jeden... i się ostał: ten mniejszy.
Na grzbiecie kury dużej siadał i robił, co mógł, wcale nie miniaturkowo.
Żebyś widziała, Figielku, to ptaszątko w akcji :) :)
Żebyś Ty widziała:) :)
W każdym razie ubaw był niezły,
to znaczy - chcę powiedzieć poważnie:
ptaszek się realizował, jak mógł.
Obrobił stado duże, miniaturkowe, ale te małe mają to do siebie, że niosą jajka gdzie chcą,
zamieniają się w kwoczki, w zastraszająco szybkim tempie wysiadują małe
i ani się obejrzysz masz kurczątka, które wyłażą z zakamarków.
Jeść temu trza dać, albo uśpić, ale utylizacja kosztuje, więc trzymasz: kurczątka, kwoczki, kogutka, kurki duże, małe, pomieszane z poplątanym w końcu.
Jajka nadają się wyłącznie na miniaturkowe pisaneczki do koszyczka na Wielkanoc.
Nie wiem, kto pierwszy wydał wyrok skazujący.
W każdym razie stadko spoczęło na miniaturkowym cmentarzyku,
zgodnie z wymogami UE, bo ptaszek, to ptaszek,
święta rzecz.
:)
Tak było.
:)
Żartobliwie piszesz, płynnie, ciekawie - perypetie nastałe w wyniku realizacji własnych zamierzeń wywołują uśmiech i skojarzenia.
Podzieliłam się swoimi.
Dajesz odpowiedzi na Twoje komentarze; to też mi się podoba.
Dużo dobrego życzę.
:)
Figiel dnia 25.09.2013 00:08
Izoldo,
dziękuję za komentarz. Cieszę się, że odnajdujesz tu ciepełko, bo i taki był zamiar, żeby chłodne chłodne dni ocieplić:)

Viktorio,
miło Cię gościć z tak obszerną odkurkową refleksją. O rany, to ci mikro- panowie tacy dzielni i jurni, A panie dzietne? To i lepiej bez kogucika, którego Madame się domagała, choć po Twoim komentarzu nie wątpię, że rozruszałby damski kurnik. I pewnie by się działo, oj działo :)

Pozdrawiam:)
al-szamanka dnia 28.09.2013 20:03 Ocena: Świetne!
Ledwo doszłam do kurek liliputek, a już się śmiałam.
Mam z tymi maluchami swoiste doświadczenia, gdyż trafiłam na wyjątkowe egzemplarze.
Nie bały się wiatru, ale z upodobaniem wskakiwały na głowę, przy czym koguciki piały wrzaskliwie, łopocząc okrutnie skrzydełkami. Normalnie bałam się ich, potem, wspominając, ryczałam ze śmiechu.
Ze świniami nie miałam zbyt wiele do czynienia. Tylko raz udało mi się jedną poklepać, a ta natychmiast zrobiła kupę - chyba mam właściwości przyspieszające przemianę materii ;)

Lekki, fajny tekst. Czytało się wyjątkowo przyjemnie.
Pozdrawiam :)
Dobra Cobra dnia 29.09.2013 20:02 Ocena: Bardzo dobre
Al,

Nardzo osobliwą masz właściwość. :-)Moce przyśpieszające przemianę materii byłyby nieocenionym pomocnikiem na oddziałach hastrycznych. Iluż to ludzi ma z tym problem. :-)

DoCo
Figiel dnia 01.10.2013 14:43
Szamanko, radość rozbawić Cię tekstem, liliputy swoje zrobiły w realu:)


DoCo, masz rację! Ordynator by z łap nie wypuścił, bo statystyka ozdrowień w górę, a i robota niekiepska, klepnąć raptem wystarczy. No, ale w końcu Szamanka, nie?
Anastazja Sorpiszewska dnia 11.10.2013 12:41
:) Brawo!
Figiel dnia 15.10.2013 09:03
Dziękuję, Anastazjo:-)
Wierszybajka dnia 18.10.2013 21:59 Ocena: Świetne!
:rol: :lol: :D :| :lol:

Kochana świnka!

A kurki wreszcie wyszły? ;)

(Gapa ja zapomniała ocenić, pierwszy mój komentarz : jest świetne! jaszcze to zaznaczę!)
Figiel dnia 20.10.2013 20:11
Dzięki, Wierszybajko:)
Wyszły, choć bojaźliwie.
Pozdrawiam:)
Wierszybajka dnia 22.10.2013 11:10 Ocena: Świetne!
;)
Silvus dnia 22.12.2017 23:07
Cytat:
znów nie takie małe, żeby w ogóle nie było widać

Cytat:
roz­zu­chwa­lo­ny Glo­ster Me­te­or NF.​Mk11

Cytat:
- Bę­dzie­my ho­do­wać Li­li­pu­ty Pstre Ko­lo­ro­we. Takie małe kurki. Te i żadne inne.

Cytat:
Łaził po te­re­nie, mie­rzył, mam­ro­tał coś pod nosem, czyli szu­kał miej­sca na kur­nik.


Cytat:
każda znisz­czo­na ro­śli­na to ja­zgot mniej wię­cej na dwa dni

No i upadł mój pogląd o dogadywaniu się ludzi w parach (w małżeństwach?). :( Pozostało tylko - akcja i reakcja, partner będzie krzyczeć - więc nie robić...

Cytat:
Pa­trzy­łam przez okno na ko­lo­ro­we cynie, wiel­ko­list­ne fun­kie, żółte be­go­nie, czer­wo­ne nie­cierp­ki, ba! na zwy­kłą trawę i bu­dził się we mnie bunt.

Cytat:
- Nie stra­tu­ją, kojec im zbu­du­ję, roz­ła­zić się nie będą.

Cytat:
Kura musi cho­dzić i grze­bać, bo coś tam…

Cytat:
- A toto jajka znosi? - za­in­te­re­so­wa­łam się.

Cytat:
W mil­cze­niu pa­trzy­łam, jak wpusz­cza ele­ment ozdob­ny do kojca. Ele­ment pędem po­le­ciał do kur­ni­ka i tam już po­zo­stał.

Cytat:
Przez tydzień panny za diabła nie chciały wyjść z kurnika, żeby pogrzebać w zielonej trawce, mimo że muszą.

Cytat:
Wlazł do kur­ni­ka, ob­ma­cał, po­chwa­lił urodę stad­ka, oświad­czył, że zdro­we jak byki

Cytat:
- Yhy, do ku­we­ty. Już na­uczo­na.


Już to kiedyś czytałem, komentarza nie zostawiłem, już się poprawiam. U-ro-cze. Bardzo lubię mieć przez cały czas czytania uśmiech na twarzy. No a te wyżej to najbardziej mi się.

Pozdrawiam, Silv.
Leszek Sobeczko dnia 22.12.2017 23:48
Fajny tekścior, odstresowałem się, ale jakoś w zakończeniu kurek mi brakowało, chyba zacznę czytywać z powrotem prozę

Pozdrawiam :)
Figiel dnia 23.12.2017 22:01
Silvusie,
z tym dogadywaniem się w parach nie jest tak źle, żeby aż poglądy z hukiem upadały, wystarczy tylko opanować błyskawiczne akcje i sztukę unikania reakcji. Bułka z masłem!
Cieszę się, że przykleiłam uśmiech do twarzy, taka informacja daje pewność, że autorska energia włożona w tekst nie zasiliła otchłani kosmosu, tylko na coś się przydała.
Pozdrawiam ciepło:)

Leszku,
miło Cię widzieć pod moim tekstem. A wiesz, że faktycznie te kurki w końcówce mi się jakoś rozmyły, celna uwaga, dziękuję. Super, że tekst odstresował, bo z założenia miał rozbawiać, więc tym bardziej cieszy opinia, że swoją funkcję spełnił.
Leszek Sobeczko napisał:
chyba zacznę czytywać z powrotem prozę


No, przecież ona tęskni za Tobą! Nie każ biedaczce czekać :)
Pozdrawiam serdecznie:)
Silvus dnia 23.12.2017 22:11
Figiel napisała:
z tym dogadywaniem się w parach nie jest tak źle, żeby aż poglądy z hukiem upadały, wystarczy tylko opanować błyskawiczne akcje i sztukę unikania reakcji. Bułka z masłem!

A tak właśnie sobie pomyślałem, że w kontekście Twojego tekstu nie należy brać tego zjawiska zbyt poważnie, co jednak uczyniłem powyżej. Doszedłem do wniosku, że nie powinienem był. Bo jakkolwiek w swoim życiu spierałbym się o to mocno, to w Twojej historii wolałbym nie - zbyt szanuję jej humor.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
al-szamanka
22/08/2019 22:45
Tu nieco za bardzo nachodzi, Wodniczko. A poza tym… »
wodniczka
22/08/2019 17:54
Kamyczku Jaki piękny komentarz. Odczytał zaczytałam się.… »
wodniczka
22/08/2019 17:47
Kushi Piękny komentarz napisałaś. Piękniejszy od tej mojej… »
wodniczka
22/08/2019 17:41
Kushi Zawsze bardzo miło Cię gościć. Cała przyjemność jest… »
Kazjuno
22/08/2019 15:24
RafaleSulikovski SF nie jest moim ulubionym gatunkiem, ale… »
JOLA S.
22/08/2019 14:35
Ładne, prawdziwe. Istnieją słowa, które żyją podwójnym… »
Kushi
22/08/2019 13:48
Ach moja ukochana Poetko... czasem wydaje mi się, że czytasz… »
JOLA S.
22/08/2019 10:39
Rafale, znowu stoję z nożyczkami i nie wiem, od czego by… »
kamyczek
22/08/2019 09:38
Dla mnie, optymistki, szklanka jest zawsze do połowy pełna.… »
kamyczek
22/08/2019 09:34
Bardzo ładny wiersz,, Wodniczko, podoba mi się. I… »
Zdzislaw
22/08/2019 09:21
Przyjemnie, że się spodobał i wywołał uśmiech. Również… »
Madawydar
22/08/2019 07:43
Witaj Decand Dzięki za komentarz. Pozdrawiam. »
ponadchodnikami
22/08/2019 02:23
"myślę więc (że) jestem" jest bardzo poruszające. »
Kushi
21/08/2019 23:44
Czasem w nas samych tak bywa, że nie doceniamy tego co mamy… »
wiosna
21/08/2019 23:41
Kazjuno, Carvedilol dziękuję i właśnie tak jest. W głowie… »
ShoutBox
  • Decand
  • 22/08/2019 23:25
  • "Ponoć" słowem klucz. Wszyscy czekamy więc i Ty bądź grzeczym i zaczekaj. Świat naprawdę poczeka na Twoje arcydzieła chrabąszczyku
  • Kazjuno
  • 22/08/2019 21:08
  • Ponoć czas oczekiwania to tydzień, kolego robaku. Czekam już dwa.
  • Decand
  • 22/08/2019 20:41
  • Niektórym robaczkom widać spieszy się za bardzo. A chyba powinno spieszyć się powoli, chyba tak to szło. Na pewno wszyscy wytrzymamy jeszcze na tekst jakiegokolwiek żuczka, ba!, nawet i misia
  • Kazjuno
  • 22/08/2019 18:51
  • Oj, chyba urocza red. Vanilivi z przepracowania - wszak jako jedyna jest przytłoczona nawałą prozy - przeoczyła mnie, skromnego żuczka. Ale przepraszam, może namolnie ponaglam? Pozdrawiam...
  • Dobra Cobra
  • 18/08/2019 11:24
  • [link] Pełna wersja pięknej opowieści Ponad czasem w wydaniu dźwiękowym. Interpretuje głosowo najlepszy z polskich aktorów - Jarosław Boberek, znany z wielu ról.
  • mike17
  • 15/08/2019 20:25
  • Pozdrówki z wakacji :)
  • czarnanna
  • 15/08/2019 10:14
  • To teraz ja. Zaslyszane podczas pobytu w szpitalu: Błogosławieni ci, którzy wierzą w wypis tego samego dnia
  • Decand
  • 13/08/2019 19:20
  • Niektórzy wierzą też, że maksymalny czas tekstu w poczekalni wynosi pięć dni. Trzeba powoli, małymi kroczkami, jak nauka o nieistniejącym Mikołaju
  • Dobra Cobra
  • 13/08/2019 15:03
  • Niektórzy znow wierzą, że jak zostawisz 40 komentarzy różnym osobom to te 40 osób wróci do ciebie i da tobie takze 40 komentów
  • Dobra Cobra
  • 12/08/2019 18:38
  • Najprostsza rzecz to załatwić sobie klakierów ;)
Ostatnio widziani
Gości online:18
Najnowszy:ihilujuf
Wspierają nas