Loża twórcy - henrykinho
A A A

Kiedy już dźwięcznie dopasował swoją szczękę do chodnika – a wybrał miejsce łączenia betonowych płyt, co zapowiadało sporego pecha - zaczęliśmy kopać go po żebrach.

W zasadzie powinienem był mu pomóc.

Miał odznakę, odblaskową kamizelkę i poruszającą gadkę, a przynajmniej na początku. Szkoda tylko, że w tym brutalnym koncercie każdy z nas dysponował odrębnym zestawem nut. Mój repertuar dramatycznie różnił się od jego. To była przepaść jak pomiędzy rock’n’rollem a muzyką poważną, cholerny discopolowy fałsz. Podczas gdy ja dyrygowałem bólem, on przygrywał nieco babskim, piskliwym chórkiem, przyprawiając mnie o rytmiczne drgawki. Leżał, krwawił i kwilił, co wspaniale komponowało się z moim zamiarem umocnienia pozycji w gangu Fantomów. Pragnąłem pochwycić pierwsze skrzypce, uniezależnić się od ruchów batuty i zacząć… występować solo.

Szło mi nieźle.

Nasze relacje – to znaczy moje i gangsterów, bo obijanego raczej wykluczałem właśnie z kręgu prawdopodobnych znajomych -  zacieśniały się z każdym wyprowadzonym przeze mnie lewym sierpowym czy kopniakiem, ocenianymi tym lepiej, im donioślej dzień witał krzyk ofiary. Wiedziałem, że ciosy są punktowane uważnie, że osoby moich dwóch łysych współtowarzyszy są sędziami ringowymi klasy światowej, snobami zdobywającymi się na oklaski wyłącznie w sytuacjach autentycznego spełnienia. Rozczulały uderzenia mocne, wyraźne, te słabo zarysowane natomiast, cóż, budziły raczej kąśliwe komentarze, w przypadku braku poprawy mogły grozić grupowym potępieniem, rzuceniem pomidora, problemami w ciemnej uliczce znaczy. Najpierw żółtą, dwoma żółtymi, a w efekcie – czerwoną kartką. A tej nie otrzymuje się dwa razy.

Uprawialiśmy kickboxing, nie floret.

- Cierpienie uszlachetnia – zanuciłem, może do siebie, a może do katowanego policjanta. Chyba chciałem go wesprzeć.

- Co, kurwa? – zapytał zdziwiony Sufler.

Konsternacja.

Zaalarmowany Kurtyna odwrócił głowę. Nie powinien był tego robić. Miał pilnować sceny.

- Nic. Kurwa – uspokajająco przywitałem żuchwę leżącego czubkiem adidasa. Facet pożegnał parę zębów. Zaśpiewał jak niesprawny silnik, uderzył w wyższe tony i wypluł trochę szkarłatnego oleju.

Moja wina.

Gwiazda wieczoru dobrze się spisała, choć oberwała zdecydowanie zbyt zdrowo. Facet mógł porządniej chronić nerki, ale dowie się o tym najwcześniej za kilka lat, kiedy zaczną odtwarzać dzisiejszą melodię.

Miło, że nastrój czy też podniosłość chwili nie zachęciły chłopaków do poderżnięcia mu gardła, że nie poszedł sygnał od Maestra, aby kontynuować, poddać się magii wydarzenia. Wtedy to ja musiałbym posprzątać, rozdzielić jeden czarny worek od drugiego, rozewrzeć końcówkę reprezentującą otwór i nakarmić ją rozbabranymi zwłokami, następnie z bólem zatargać tak spreparowany sarkofag na sam skrawek portu, urządzając cichy morski pogrzeb.

W tym akcie tak nie postąpimy. Oddamy gościowi wszystkie rzeczy i pozwolimy odpełznąć w stronę pobliskiej stacji benzynowej. Odbierzemy mu chwilowo głos i wybijemy z życiowego rytmu, lecz następnym razem… już nie wiadomo. Komendanci i inni oficjele pomyślą przynajmniej na te dwa, trzy ruchy do przodu, zanim spróbują znowu straszyć Fantomów barytonem.

Dobrze orientuję się w temacie. Dysponuję wiedzą. Wiedzą, którą niełatwo było zdobyć. Dwa lata i opary półświatka zdążyły już zarysować mój umysł, upstrzyć go bezpowrotnie w białe plamy, jednak wkrótce nadejdzie czas braw i bukietów; okaże się, kto jest kim.

Jutro mnie odwołują. W końcu, ile taki gość, jak ja, może występować w roli kreta? Zepchnięty do intelektualnego podziemia, dusząc się bez światła reflektorów i dopływu kulturalnego tlenu?

Każda aria ma swój koniec. Zastąpi mnie ktoś inny.

Żona, dzieci, emerytura.

 

***

 

Przerwałem pisanie.

Laptop i tak nie chciał już słuchać. Było późno, kac cumował do zalanego spirytusem mózgu.

Mętnym wzrokiem przespacerowałem się po wirującym otoczeniu.

W mojej komodzie na książki, książek nie było. Zwyczajnie. Po prostu. W biblioteczce składowałem za to puste egzemplarze opróżnionych butelek whiskey, koniecznie etykietą na zewnątrz, żeby widać je było już od progu. Pragnąłem sobie przypominać, dzień w dzień, jaki to ze mnie wyjątkowy psychol i pechowiec.

Poza tym... to chyba całkiem dobre ostrzeżenie, czyż nie? Ludzki odpowiednik tabliczki „zły pies” dyndającej na bramie, zapowiedź mieszkania tej cholernej, depresyjnej istoty, co to jej nie stać na fascynujące dysputy - w grę wchodzi co najwyżej chlanie do rana, gadanie bzdur albo głośne, zapętlone skargi mierzące w policzek świata.

Biurko cuchnęło alkoholem, jakby zakupiono je na wyprzedaży garażowej najpodlejszej destylarni. Nie przeszkadzało mi to specjalnie. Pasowało zarówno do wydzielanego przeze mnie zapachu, jak i humoru. A ten był podły. Podły jak posmak taniego bimbru.

Dobrze, że chociaż skończyłem swoją operę.

Lubiłem głównego bohatera. Wydawał się być w porządku. Mógłbym mu nawet podać rękę, gdybym go spotkał na ulicy. Do tego ta muzyka!

Ciągle brzęczała w mojej głowie. Raz przyjemnie, a raz… szaleńczo. Szybko i wolno, krążąc i krążąc nieprzerwanie.

W kącie dostrzegłem koszulę. Wstałem niechętnie od biurka.

Ból w krzyżu skomentowałem przekleństwem. Pijackie echo powtórzyło je jeszcze kilkukrotnie, dokładając nowe zwrotki do uwertury zwanej starością.

Ostrożnie podniosłem pognieciony materiał. Niestety. Myślałem, że nie ubarwiłem go krwią, jednak cały rękaw przypominał poligon zabaw jakiegoś przedszkola w dzień czerwonej farby, jak po barszczu, tylko gorzej.

Rozpaliłem kominek.  W jeszcze niewyraźny płomień cisnąłem tę nieszczęsną koszulę w krwistą kratę.

W ogniu dostrzegłem nadtopiony fragment policyjnej odznaki. Nie pamiętałem, jak tutaj trafiła. 

Dolałem rozpałki.

Szkoda, że nie mogę być jak mój bohater.

Muzyka wciąż gra...

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
henrykinho · dnia 20.09.2013 19:25 · Czytań: 821 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 23
Komentarze
Miladora dnia 20.09.2013 23:39
No, dałeś do myślenia, Henry. :)
Przemoc i muzyka, i... trzeba się zastanawiać, co właściwie zaszło.

A przy okazji:

Cytat:
cho­ler­ny, di­sco­po­lo­wy fałsz.

Bez przecinka.

Cytat:
on przy­gry­wał nieco bab­skim, pi­skli­wym chór­kiem,

Może - przygrywał piskliwym, nieco babskim chórkiem?

Cytat:
bo obi­ja­ne­go ra­czej wy­klu­cza­łem wła­śnie z kręgu

- "raczej" zbędne.

Cytat:
lewym sier­po­wym czy kop­nia­kiem, oce­nia­nym tym le­piej,

Bez przecinka.
A jeżeli chodzi i o sierpowy, i o kopniaka, to przecinek i "ocenianymi tym lepiej".

Cytat:
punk­to­wa­ne uważ­nie, że osoby moich dwóch ły­sych współ­to­wa­rzy­szy sę­dzia­mi

Można - że w osobach moich dwóch (...) mam sędziów ringowych klasy (...) snobów zdobywających się na oklaski itd.

Cytat:
po­tę­pie­niem, rzu­ce­niem po­mi­do­ra, pro­ble­mem w ciem­nej ulicz­ce zna­czy.

Rym. Problemami.

Cytat:
za­nu­ci­łem(,) może do sie­bie, a może


Cytat:
za­czną od­twa­rzać sobie dzi­siej­szą me­lo­dię.

Zbędne.

Cytat:
urzą­dza­jąc cichy, mor­ski po­grzeb.

Bez przecinka.

Cytat:
W końcu(,) ile taki gość(,) jak ja(,) może wy­stę­po­wać


Cytat:
W mojej ko­mo­dzie na książ­ki(,) ksią­żek nie było.

Albo dywiz.

Cytat:
puste eg­zem­pla­rze po opróż­nio­nych bu­tel­kach whi­skey,

Puste egzemplarze opróżnionych butelek?

Cytat:
po­wtó­rzy­ło je jesz­cze kil­ku­krot­nie,

- jejeszcze - "jeszcze" bym usunęła.

Cytat:
po­gnie­cio­ny ma­te­riał. Nie­ste­ty. My­śla­łem, że nie ubar­wi­łem jej krwią,

- go - materiał.


Podobno muzyka łagodzi obyczaje.
Ale może zależy to od jej rodzaju?
Kim byłby bohater tej opowieści, gdyby poszedł za muzycznym powołaniem?
Ciekawe zderzenie.
I jaka była ta opera?
Chyba jeszcze wrócę pozastanawiać się nad tym tekstem. :)

Miłego :)
henrykinho dnia 20.09.2013 23:56
Duuuże dzięki za wskazanie błędów i poświęcony czas!
Poprawki po części naniosłem, nad resztą muszę się jeszcze zastanowić - już poza konkursem.

Jaka to była opera?
Pozostawiam wyobraźni ;)

pozdrawiam
Miladora dnia 21.09.2013 12:27
henrykinho napisał:
Jaka to była opera?
Pozostawiam wyobraźni ;)

Moja wyobraźnia właśnie przewrotnie się zastanawia, czy to nie była jedna z tych, jakie uwielbiali Miłośnicy Opery Włoskiej z filmu Pół żartem pół serio. :)))
Grzegorz Panek dnia 21.09.2013 17:21
Trudno oprzeć się porównaniu z Mechaniczną pomarańczą.

Wygląda jak malczik, który próbuje ultra-przemocy, ale w zasadzie nadaje się do całkowitego wyleczenia. Spirala przemocy, jaka nakręca się w miarę przyspieszania tempa cywilizacji, jest tu czymś koniecznym, ale przyjmowanym z rezerwą.

Jest jakaś chochola nadzieja, której brak u Burgessa i Kubricka.
Usunięty dnia 22.09.2013 00:31
Człowiek i jego dzieło :)

Są momenty, nie powiem, a całość jeszcze lepsza. Lubię Musicale.

Zastanawia mnie tylko kto kogo kopał i czy bohater się nie zmienił po gwiazdkach.
Almari dnia 22.09.2013 15:01
Zdrowo pojechany i zakręcony tekst. Konwencja przypomina mi trochę "Sekretne okno" Davida Koeppa. Swoją drogą film był robiony na podstawie opowiadania Kinga ;) Wiele w tej miniaturce momentów, takich zaczepek, które spychają trochę na inne ścieżki interpretacyjne. To akurat dobrze, lubię takie teksty, w których można kopać. Wiele smaczków. Ja sobie zabrałam dla siebie swoją własną interpretacyjkę. Rozdwojenie jaźni, coś tego. Mniej więcej ;)

Pozdrawiam
Figiel dnia 22.09.2013 16:01
Henry, nie ma co, faktycznie pojechany kawałek, ale całkiem mocny i co najmniej kilkupłaszczyznowy, a interpretacja z dużą dowolnością. Wybieram akt twórczy oparty na empirii, może niekoniecznie słusznie, ale mi pasuje.
Pozdrawiam:)
henrykinho dnia 22.09.2013 17:27
Dobrze, że nie rozumiecie, że macie wątpliwości, bo tak to miało wyglądać, choć rozumiem, że sam efekt może odpychać. Tekst "zaprojektowałem" w ten sposób, aby otrzymać trzy różne możliwości jego interpretacji, trzy furtki, mniej lub bardziej widoczne. Nałożyłem je na siebie i... gotowe.

Może rozwiązań jest więcej, ciężko określić. Na moje ulubione ciężko wpaść.

Grzegorz Panek> Niestety filmu nie dane mi było obejrzeć, jedynie fragmenty, a Kubricka lubię - co on ma w głowie? ;) Klasyk. Muszę nadrobić rzecz jasna.

Ekszyn Dupacycki> Mógłbym rozwiać wątpliwości w sprawie twoich zagwozdek, ale... lepiej nie. Może nie miałbym racji?

Almari> "Sekretne okno" znam, chyba faktycznie jest coś wspólnego; Pewnie to owo "pojechanie". Zaczepki rzecz jasna wciskałem, gdzie popadnie ;)

Figiel> Tutaj nie ma słusznych rozwiązań. Cieszę się, że udało się odnaleźć pasujące.

Miladora, G.P., E.D.C., Almari, Figiel - pozdrawiam i dzięki za wasz czas
shinobi dnia 22.09.2013 18:01
Dobrze skomponowałeś i zagrałeś swój numer.
Wrócę do tekstu, bo mnie intryguje, zastanawiam się nad sensem tej opowieści, Twoimi zamiarami, co do możliwych interpretacji.
Język, zdania - podoba się.
Jack the Nipper dnia 22.09.2013 21:35
Przypomina mi to taką historię: było to tak, że bociana drapał szpak. Potem była zmiana i szpak drapał bociana...
A i jeszcze jedno: Kto pod kim dołki kopie, sam w nie wpada.
Tu może nie chodzi o dołek konkretnie, ale kopanie jet na miejscu. Zupełnie zasłużone.
Podobało mi się, mogę sobie wydumać różne interpretacje, a kazda dobra.
Usunięty dnia 23.09.2013 12:14 Ocena: Świetne!
Ucieczka od własnej wrażliwości. Jak częste. Jak ciekawie pokazane.
Za pomysł i za wykonanie najwyższa nota dostępna w menu.
zajacanka dnia 23.09.2013 22:01
Bardzo udana miniatura. Wielowątkowa, wielopłaszczyznowa, zmuszająca czytelnika do myślenia, rekonstruowania rzeczywistości bohatera. Świetny pomysł, niezłe wykonanie. Brawo!
puma81 dnia 24.09.2013 09:50 Ocena: Świetne!
Przy każdym kolejnym czytaniu tekstu dochodzę do nowego wniosku, eureka, to niezwykle odkrywcze stwierdzenie w obliczu komentarzy powyżej:)
Ostatni jest taki, że w umyśle bohatera powoli ulega zatarciu granica między światem rzeczywistym a fikcją, że jego osoba niebezpiecznie przeplata się z osobą bohatera, którego sam stworzył.
Cytat:
Wie­dzia­łem, że ciosy są punk­to­wa­ne uważ­nie, że osoby moich dwóch ły­sych współ­to­wa­rzy­szy są sę­dzia­mi rin­go­wy­mi klasy świa­to­wej, sno­ba­mi zdo­by­wa­ją­cy­mi się na okla­ski wy­łącz­nie w sy­tu­acjach au­ten­tycz­ne­go speł­nie­nia. Roz­czu­la­ły ude­rze­nia mocne, wy­raź­ne, te słabo za­ry­so­wa­ne na­to­miast, cóż, bu­dzi­ły ra­czej ką­śli­we ko­men­ta­rze, w przy­pad­ku braku po­pra­wy mogły gro­zić gru­po­wym po­tę­pie­niem, rzu­ce­niem po­mi­do­ra, pro­ble­ma­mi w ciem­nej ulicz­ce zna­czy. Naj­pierw żółtą, dwoma żół­ty­mi, a w efek­cie – czer­wo­ną kart­ką. A tej nie otrzy­mu­je się dwa razy.

Odnośnie zacytowanego fragmentu pomyślałam sobie, że być może chodzi o odbiorców dzieła, którzy niejako zmuszają autora do obrania określonego kierunku w pisaniu.
Chętnie sobie jeszcze podumam, może coś wymyślę:)
Jest kilka słownych "perełek", które skradnę na kilka chwil, jeśli pozwolisz:)
Pozdrawiam.
henrykinho dnia 24.09.2013 12:18
shinobi> o, nawet tobie ten "numer" namieszał - to już coś; może pokombinuj po czymś mocniejszym? ;p

Jack the Ripper> za to ja dumałem nad pierwszą częścią twojego komentarza - kawał mocarnej zagadki!

morfina> "Ucieczka od własnej wrażliwości" - dobrze powiedziane. Cieszę się z twoich słów, fajnie, że trafiłem.

zajacanka> ciekaw byłem, jak zareaguje ekipa redakcyjna. dla samego "brawo" warto było startować ;] Jeśli widać wielopłaszczyznowość i nikt nie dostał od niej ataku wymiocin to... zadanie zostało wykonane.

puma81> bardzo racjonalnie interpretujesz... a nawet bardziej, niż bardzo...
a może zupełnie nie?
Nie chciałbym otwierać umysłu bohatera, przynajmniej nie do końca - niech jego życie pozostanie oplecione tajemnicą. Do ostatniej kropli whiskey.

dzięki wam za odwiedziny!
pozdrawiam
Wasinka dnia 24.09.2013 20:42
Tytuł naprowadza ku podejściu do tematu pod katem, w jakim kroki skierowała Puma. Zatem też mi się skojarzyło, ale tak sobie jeszcze pomyślałam, że nasz bohater to taki psycholek trochę, który nie potrafi dorównać bohaterowi, którego sam kreuje w swojej głowie, w książce, w scenariuszu, gdziekolwiek. Bo jednak bohater potrafi powstrzymać się od zabijania, a on nie... Zło jest napędzane, ale istnieją granice, które ten z drugiej części przekracza, nie ma tyle siły, by się powstrzymać, by gdzieś tam w środku pozostać jednak człowiekiem.
Sugestywne jest to, jak ów kopiący z pierwszej części świetnie zdaje sobie sprawę z sytuacji; wie, że musi grać swoją rolę, żeby przetrwać. Zresztą same nawiązania do teatru ksywek postaci są dość wymowne.
Ech, nie będę się rozpisywać jeszcze bardziej, ale ładnie tutaj pozapętlałeś, wyłonił się obraz wyraźny, choć niedopowiedziany, co lubię.

Pozdrawiam księżycowo.
przyroda dnia 24.09.2013 21:11
Podoba mi się ten psychodeliczny kawałek, krwisty, wyraźny. Dodatkowego smaczku nadaje melodia w rytm której bohater tworzy swoje chore dzieło... Jest różnorodność, dająca kopa w trakcie czytania... Dobre :)

Pozdro!
Izolda dnia 26.09.2013 19:42
Czyta się szybko i bez zgrzytów. Treść intryguje i wciąga. Konsekwentnie przewija się muzyczne słownictwo, które odbiera trochę ciężaru krwawym scenom.
Zagadkowo, ale dla mnie za mało danych, żeby podjąć wysiłek detektywistyczny, pozostaje niedosyt, że nie poznam szczegółów na następnej stronie książki.
Czasem nie lubię zostać tak porzucona na środku skrzyżowania. Oznacza to jednak dla autora pomyślny rezultat zabaw z czytelnikiem.
al-szamanka dnia 27.09.2013 21:15 Ocena: Świetne!
Ciekawy tekst.
Można szukać i doszukiwać się.
Przeczytałam tekst trzy razy i ciągle widziałam coś nowego.
Scena kopania, właśnie poprzez muzyczne porównania, nabiera jeszcze bardziej okrutnego grymasu. Lodowatego. Przejmującego.
Bardzo dobrze napisane.

Pozdrawiam :)
henrykinho dnia 28.09.2013 18:55
Wasinka > O, dobrałaś się do tytułu ;] On też kryje małą tajemnicę; w każdym razie miał, nie wiem, jak jest z odbiorem.
Podobają mi się twoje rozważania, podjęty trop. Miło!

przyroda > dobrze słyszeć, że dostałaś kopa, heh. Oby nie za mocnego.

Izolda > w zasadzie sam się czasami wkurzam, kiedy ktoś mi walnie cliffhangerem pod koniec historii, także po części wiem, co czujesz.
Cóż, taka konwencja.

al-szamanka > gdy ktoś mi mówi, że czytał mój tekst trzy razy, wtedy dobieram się do klawiatury i zaczynam ją maltretować ponownie - super motywacja.

dziękuję za wpisy
puma81 dnia 28.09.2013 23:49 Ocena: Świetne!
Pomyślałam sobie jeszcze, że bohater to projekcja marzeń twórcy. Autor ze wszystkich sił chce być kimś innym, pragnie się "oczyścić". Rola, której nie jest w stanie podołać. A w jego loży nieciekawie się dzieje. Takie tam, luźne refleksje ;)
Pozdrawiam:)
zawsze dnia 29.09.2013 22:20
Henry,
podoba mi się, że sama widzę tu dwie puenty, dwa zakończenia, a przy kolejnych czytaniach pewnie odnalazłabym ich więcej. Z jednej strony naprowadza mnie kret, z drugiej zaś - tytuł. I ta wielopłaszczyznowość jest piękna. Podoba mi się bardzo, cieszę się, że wrzuciłeś to do konkursu, bo przez ostatni brak czasu pewnie przeoczyłabym tak wartościowy tekst.

Pozdrawiam
Paulina
Elwira dnia 30.09.2013 13:01
Cytat:
Nasze relacje – to znaczy moje i gangsterów, bo obijanego raczej wykluczałem właśnie z kręgu prawdopodobnych znajomych - zacieśniały

– zastąpiłabym myślniki przecinkami

Cytat:
lecz następnym razem… to już nie wiadomo.

– pozbyłabym się to, będzie płynniejszy rytm


Cytat:
W mojej komodzie na książki, książek nie było.

– oj, ale komoda to chyba taki mebel z szufladami, ewentualnie lusterkiem, może jeszcze jakaś mała szafka; na książki to raczej nie pasuje; w mojej wyobraźni, oczywiście

Tekst w stylu, jak sprawnie wywieźć czytelnika w pole. Się podoba, chociaż nie lubię takich klimatów. Konstrukcja rewelacyjna, daje do myślenia. Przeczytałam ten tekst kilka dni temu i do dziś o nim pamiętam, a to znaczy, że nie jest miałki. A muzyka… Rzecz gustu, każdy słucha, jaką lubi. De gustibus non est disputandum.
Pozdrawiam.
henrykinho dnia 30.09.2013 14:21
puma81> Luźne refleksje zawsze mile widziane! Szczególnie tak dogłębne, aż się obawiam zdemaskowania...

zawsze> cieszę się, że jednak go nie przeoczyłaś; twoje słowa są dla mnie budujące, za co szczerze dziękuję.
A kret miał namieszać, to na pewno ;)


Elwira> Nazwij to chorobą psychiczną, ale uwielbiam myślniki. Pewnie trafię za to na jakiś odwyk literacki, ale póki co - zostawiam. Ta miłość jest zbyt silna :)
Za to "to" faktycznie wykastruję, także brzmi mi lepiej bez tego wtrącenia.
Z tymi komodami to różnie bywa, podstawa to zawsze szuflady, ale te nowocześniejsze komody to już kombinacje wszystkiego ze wszystkim; mimo tego w pełni rozumiem, że zwrot "komoda na książki" mógł być chybiony, bo jak komoda, to ubrania przede wszystkim.
Poza tym to sympatycznie, że mimo nie polubienia się z tematem udało ci się wyłuskać pozytywy.

dzięki za odwiedziny!
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Kazjuno
16/09/2019 13:09
Ależ Kapeluszniku! Byłbym zaszczycony, gdybyś kontynuował… »
BasiaL
16/09/2019 12:31
Mroczne, klimatyczne, refleksyjne i co ważne nie za długie i… »
Kapelusznik
16/09/2019 12:26
... Cóż - piszę z moich odczuć - więc tak - widocznie… »
BasiaL
16/09/2019 12:14
Świetny, oryginalny tytuł i do tego fajne zakończenie :) »
Zola111
16/09/2019 12:01
I ja dziękuję, Retro. Tekst po korekcie.… »
Kazjuno
16/09/2019 09:48
Kapeluszniku. Na początku miałem dysonans poznawczy.… »
Wiktor Mazurkiewicz
16/09/2019 08:40
bruliben Serdeczne dzięki za słówko. »
retro
16/09/2019 06:58
Dziękuję za współpracę oraz miłe słowa, które zachęcają do… »
andro
15/09/2019 23:00
i nikt nie przystaje - w sensie, że za mało w nich… »
bruliben
15/09/2019 22:51
Sugestywnie napisane o muzyce i wspomnieniach. Te pocztówki… »
bruliben
15/09/2019 22:44
Rzeczywiście widać w tekście częste obcowanie za śmiercią.… »
Kapelusznik
15/09/2019 21:59
Oj... A myślałem że to ja piszę długie opisy... hooo...… »
Bartek Otremba
15/09/2019 21:29
Fakt, zdecydowanie do poprawy — też naszła mnie taka… »
voytek72
15/09/2019 19:08
Madawydar - podziękowania za wizytę i opinię :) »
AntoniGrycuk
15/09/2019 18:46
Tak, zaduma spowodowana śmiercią... Ja wiem jedno, co… »
ShoutBox
  • Dobra Cobra
  • 16/09/2019 14:58
  • Rzecz o chłopcu, który wymyślił.sobie, że jest przyjacielem Hitlera. [link]
  • Dobra Cobra
  • 16/09/2019 14:06
  • Nie słyszeliście pewnie o najnowszej, brawurowej produkcji amerykańskiej, nagrodzonej wlasnie nagrodą publicznosci na festwalu filmowym w Toronto, pt Jo-Jo Rabbit. Gra m.in. boska Scarlett Johansson
  • mike17
  • 15/09/2019 14:25
  • Siemanko, Krzyśku :)
  • bruliben
  • 15/09/2019 00:24
  • Chciałem tam napisać, że filmy są godne polecenia :)
  • bruliben
  • 15/09/2019 00:21
  • A propos kina dzieci w Muranowie dobiega końca przegląd kina izraelskiego. Jutro ostatni dzień. Po tym co zobaczyłem do tej pory mogę z czystym sumieniem produkcje festiwalu.
Ostatnio widziani
Gości online:27
Najnowszy:Nr_nastanie
Wspierają nas