Uciekając - jasna69
Proza » Miniatura » Uciekając
A A A

 

Przez szparę w żaluzjach wyjrzała na ulicę. Przed kamienicą zatrzymał się kolejny wóz reporterski, budząc ciekawość przechodniów. Obserwując gorączkową krzątaninę reporterów, zastanawiała się, ile czasu zajmie im zdobycie informacji, w czyje okna skierować obiektywy. Wiedziała, co będzie dalej, jednak tym razem nie czuła ani strachu, ani smutku, jakby cofnęła się do momentu, kiedy jeszcze ich nie znała. Tego, który budził  zainteresowanie mediów, przed niespełna kwadransem wpuściła do mieszkania.

 

 

- Mężczyzna musi mieć swoje pasje inaczej gorzknieje, traci sens – tłumaczyła matka, odpowiadając na pytanie, dlaczego tata tak często znika. Elena nie rozumiała skomplikowanych słów, patrzyła tęsknym wzrokiem za okno, albo na mamę, która nie dostrzegając, że minęła pora kolacji, robiła szydełkowe serwetki. Jej palce drżały, raz po raz gubiąc nitkę, lecz Elenie wydawało się, że tak powinno być, że właśnie dzięki temu powstają fantazyjne wzory.

Czasem nie było ojca przez parę dni, a gdy wreszcie stawał w progu, wołał:

- Gdzie się schowała topolina?

Podbiegała do niego. Łaskotał ją pod pachami, dopóki buzia nie pąsowiała od śmiechu, potem  sięgał do kieszeni i wyciągał mleczne cukierki, jej ulubione, Rossanki. Kończąc czytanie bajki na dobranoc, odgarniał włosy i całował w czoło.

- Kocham cię, myszko – mówił, zamykając drzwi.

Kłamał! Któregoś razu nie wrócił.

Zobaczyły go po kilku tygodniach, w wieczornych wiadomościach. Mama płakała, już nie tylko skrywając twarz w poduszce, ale wszędzie i ciągle. Dopóki nie przyszli policjanci. Elena patrzyła jak z szaf wyrzucają ubrania, opróżniają biurko ojca, jak ściągają obrazy. Na środku sypialni urosła sterta pościeli, upstrzona kolorowymi plamami bielizny, ręczników i bawełnianych chusteczek. Wyglądała niczym góra lodowa, na której zakwitły kwiaty. Zabrali mamę, a Elenę zaprowadzili do sąsiadki. W mieszkaniu pełnym starych mebli i bibelotów pachniało różaną konfiturą.

- Tylko nic nie zniszcz – powiedziała oschłym głosem starsza pani, która jeszcze niedawno,  przynosząc ciasteczka, głaskała ją po głowie. Więcej się do Eleny nie odezwała, do mamy, gdy przyszła po nią na drugi dzień, też nie.

 

Każdym końcem było jedno słowo wymalowane czerwoną farbą na drzwiach, początkiem – wizyta u fryzjera.

Pośrodku tygodnie, miesiące nasłuchiwania w ciszy, mroku, w strachu. Podróż była czasem snucia planów, które nie mogły sięgać daleko. Tylko w pociągu jadącym gdzieś, gdzie nadzieja pobrzmiewała obcym dialektem, potrafiły udawać, że wierzą. W co? W zapomnienie? W wybaczenie? Matka umarła, próbując zrozumieć czemu były winne. W szóstym mieście, z brązowo-rudawymi loczkami, sfilcowanymi ciągłym przygładzaniem.

Rodzina zastępcza oddała Elenę do domu dziecka zaraz potem, gdy przyszedł do niej list. Trzymała go rękach, aż stał się wilgotny od emocji, a czerwony stempel rozmazał na palcach. Czytając staranne pismo zrozumiała, że nie był pierwszy. Słowa zamazywały się, za chwilę znów nabierały ostrości, a w duszy radość walczyła z przeczuciem, że żółta koperta jest zwiastunem końca. Uśpił je trzyletni pobyt w ośrodku, ale kiedy wyposażona w dowód osobisty musiała go opuścić, przekonała się, że było słuszne. Wcześniej czy później, stając przed drzwiami mieszkania, witał ją napis: MORDERCY.

Pakowała serwetki, chustkę ojca i  kartki na których malowała rower. Na każdej inny element albo jego część. Jedno koło zajęło dziewięć, bo rower był duży, męski, z ramą i bagażnikiem z tyłu. Narysowała już cały, została tylko gałąź wielkiego drzewa, rosnącego, wbrew zamysłom urbanistów, w samym środku miasta.

 

Teraz miała na imię Rita. Zaprzyjaźniła się z psem staruszka spod siódemki, polubiła dźwięki dochodzące zza ścian, skwer, który mijała codziennie rano, idąc do pracy. Ze skrzynki wyjmowała rachunki i przesyłki reklamowe, czasem list, ale zawsze od innego nadawcy, z innej części kraju. Z białych kopert wyjmowała te więzienne, ocenzurowane. Układała je w szufladzie, a gdy uzbierało się pięć, kupiła fikusa, żeby wspomóc nadzieję nieśmiało odzyskującą barwę zieleni. Rysunek pogiętego roweru, który wyrzucony siłą eksplozji zawisł na gałęzi, wreszcie posklejany i oprawiony zdobił ścianę pokoju dziennego. Tak na wszelki wypadek, by nie zapomniała o swojej winie. Bo ona miała dużo czasu, zrozumiała.

„Tatuś kocha cię tak bardzo, topolino, że dla ciebie pomoże zmienić świat. Żeby był lepszy.”

 

Każdym nieotwartym listem bez odpowiedzi odcinała się od tej miłości. I ciszą brzemienną pytaniami, których nie chciała zadać. Odwróciła się od okna i spojrzała ku siedzącemu na kanapie mężczyźnie. Wstał, unikając jej wzroku.

- Pójdę już – oznajmił. Dwadzieścia pięć lat odcisnęło piętno na jego wyglądzie, ale głos pozostał ten sam.

- Weź, to twoje – powiedziała, podając mu czerwoną chustkę z pięcioramienną gwiazdą w kole[1]. – Znalazłam po rewizji. Nie wiem, dlaczego jej nie zabrali.

 


 

[1] Symbol włoskiego ugrupowania terrorystycznego Czerwone Brygady

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
jasna69 · dnia 24.10.2013 08:26 · Czytań: 653 · Średnia ocena: 4,86 · Komentarzy: 22
Komentarze
puma81 dnia 24.10.2013 08:56
jasna nie wystawię oceny, gdyż jesteś poza wszelką skalą.
Tworzysz niesamowity nastrój, odbijający się włoskim echem w moich myślach.
W kilku akapitach namalowałaś emocjami kawał życia bohaterki, trudnego, napiętnowanego.
Pięknie zapętliłaś, ostatnie zdanie wszystko wyjaśnia i zwala z nóg.
Pozdrawiam serdecznie:)
mike17 dnia 24.10.2013 10:45 Ocena: Świetne!
Jasna, mocny, bardzo intymny i wyrazisty tekst, zbity jak pocisk, uderzający w wyobraźnię, wywołując silne emocje, bo nie ma tu miejsca na prozę życia, tu to życie mocno zboczyło z normalnych torów, stając się obrazem, którego nie chciałoby się oglądać.
Dobrze poprowadzona miniatura w szybkim tempie ukazuje treść, a jest ona porażająca.
Widać jakże ostro przemianę dziewczynki, jej stopniowe odchodzenie od miłości do ojca, który po latach okazuje się być kimś obcym.
Smutne...
Ale przechodząc tak ciężką lekcję życia nikt nie pozostanie już tym, kim był wcześniej, czas robi swoje, i wcale nie jest dobrym lekarzem.
Pamiętam jak przez mgłę z wczesnego dzieciństwa zabójstwo Aldo Moro - wtedy Czerwone Brygady były bardzo głośne, dużo było o nich w mediach.

Utwór napisany językiem spokojnym, jakby beznamiętnym, co potęguje efekt końcowy.
To jak relacja z czyjegoś życia, stonowana, dająca tylko garść niezbędnych informacji.
To dobry zabieg, bo pogłębienie analizy psychologicznej rozmyłoby tylko ogólne wrażenie.

Czytałem i zapamiętam.
al-szamanka dnia 24.10.2013 10:48 Ocena: Świetne!
Czy dzieci odpowiadają za czyny swoich rodziców?
W pewnej ważnej książce stoi, że nawet do któregoś tam pokolenia, bo przecież oko za oko i ząb za ząb.
I w Twoim opowiadaniu pokazałaś to aż nadto.
Dosyć przewrotnie poprowadzony tekst.
Właściwie do końca nie wiedziałam o co dokładnie chodzi. Wyobrażałam sobie najpierw, że ojciec jest zwyczajnym hulajduszą, być może niepoprawnym alkoholikiem albo mało znaczącym, drobnym przestępcą - dlatego często znikał na dłuższy czas.
Ostatnie zdanie wyjaśnia wszystko.
Dobry tata, tak bardzo kochający swoją topolinę... miał misję. Fanatyczną.
I jest ona wyraźnie określona:
Cytat:
„Tata kocha cię tak bar­dzo, to­po­li­no, że dla cie­bie po­mo­że zmie­nić świat. Żeby był lep­szy.”

Hmm, jak pomoże?
Czy w taki sposób, że inne dzieci stracą rodziców, albo one same zginą?
Dla dobra sprawy?

Topolina pozostała sama. Bez miłości. Ze wspomnieniami zrujnowanego dzieciństwa i młodości.
Czy było warto?
Zawsze przeraża mnie przekonanie niektórych ludzi, że mordując, można zmienić świat... i to na lepsze.
Pokazałaś, że nie.

Pozdrawiam :)
jasna69 dnia 24.10.2013 13:41
Dziękuję za czas poświęcony na przeczytanie i pozostawienie komentarzy. Przeszły moje najśmielsze marzenia.

Pumo – Tobie dziękuję szczególnie. Za wszystko. I za N ;)

Mike – jakże się cieszę w Twojej wizyty. Bezbłędnie dostrzegłeś zamysł „reporterskiego” przedstawienia losów bohaterki. „Zapamiętam” to słowo, które chyba każdy autor chciałby usłyszeć. :)

Szamanko – wiesz jak cenię Twoją prozę, myśli jakie w niej zawierasz mają moc katechizmu, dlatego każda Twoja opinia ma dla mnie ogromną wartość. :) Masz rację, przemoc nigdy nie zmienia niczego na lepsze, rodzi nową przemoc. Może nie tak spektakularną, ale równie bolesną. Cierpią nie tylko rodziny ofiar, również sprawców i to właśnie chciałam pokazać.

Pozdrawiam serdecznie
Arras35 dnia 24.10.2013 18:44 Ocena: Świetne!
Witam!
Chciałbym coś dodać, ale tyle już napisano przede mną, że zabrakło mi słów. Piękny utwór. Tyle treści, że aż dech zapiera. Jestem pod wrażeniem.
Serdecznie pozdrawiam :)
Arras
jasna69 dnia 25.10.2013 00:45
Jak miło, że wpadłeś, Arrasku, a do tego z tak pozytywną opinią.
Dziękuję pięknie i pozdrawiam
Figiel dnia 25.10.2013 10:54 Ocena: Świetne!
Fanatyzm, poczucie misji jest tym, co niszczy człowieka. Co więcej, ma charakter choroby, zarazy rozprzestrzeniającej się nie tylko na inne jednostki, związane wspólnym celem, ale i te, które stoją na uboczu. Ogarnięcie jakąkolwiek ideą, choćby i słuszną w jakiś sposób zawsze wpływa na funkcjonowanie, zazwyczaj niszcząc inne wartości, pozostawiając pole tej jedynej.
W tekście widzimy stratę dziecka, a potem osoby dorosłej, ale nie tylko - to strata więzi emocjonalnej po obu stronach. Co więcej, przyczyną straty jest paradoksalnie właśnie więź, będąca jednocześnie napędem do realizacji misji.
Dałaś do myślenia:)
Pozdrawiam:)
Wasinka dnia 25.10.2013 11:17
Ależ mam dzisiaj szczęście do ściskających tekstów.
Temat trudny, smutny, poruszający istotny problem.
Do tego zręcznie napisany. Bo pomimo nieco - zdawać by się chyba mogło - suchego stylu dorzucasz całkiem smakowe szczegóły, które pogłębiają obraz i tworzą atmosferę. No chociażby tutaj: W mieszkaniu pełnym starych mebli i bibelotów pachniało różaną konfiturą. Krótkie, proste zdanie, a jak wiele wnosi. Nie tylko do obrazu zewnętrznego. Takich zdań jest więcej. W zasadzie cały tekst z nich złożyłaś.
Jest zwięźle, ale pulsuje od emocji. Pod skorupą skrywa się rozpacz, której skrawki podrzucasz w opisach, układając patchwork pełen bólu, żalu i poczucia krzywdy. I braku miłości - takiej, która daje siłę i szczęście. Tu jest odwrotnie.

Pozdrawiam z jesienią.
jasna69 dnia 25.10.2013 15:33
Figielko, Wasinko, choćby po to by zobaczyć Was pod moim tekstem, warto było go zamieścić, a skoro jeszcze dał do myślenia to znaczy, że warto było napisać.
Serdecznie dziękuję za komentarze.

Pozdrawiam uśmiechnięta i szczęśliwa
Usunięty dnia 25.10.2013 21:32 Ocena: Świetne!
Wciągasz. Ciebie można czytać bez przerwy. Aż wpadnie się na kogoś w tłumie, bo nie udało się nosa odkleić od liter. Budowanie napięcia, malowanie emocji, zakończenie, początek, środek, o matko i córko, po prostu wszystko.
I drobiazgi tylko, ale nie przeszkadzające w przyznaniu, że dotknęło się ideału:
Cytat:
(-) Męż­czy­zna musi mieć swoje pasje ina­czej gorzk­nie­je, traci sens

Cytat:
słów,  pa­trzy­ła tę­sk­nym wzro­kiem
- podwójna spacja
Cytat:
Do­pó­ki nie przy­szli po­li­cjan­ci.  Elena
- j.w.
Cytat:
po­cząt­kiem –  wi­zy­ta u fry­zje­ra.
- j.w.
Cytat:
Po­dróż  była cza­sem
- j.w.
Cytat:
Czy­ta­jąc sta­ran­ne pismo, zro­zu­mia­ła
- bez przecinka
Cytat:
ale kiedy, wy­po­sa­żo­na w dowód oso­bi­sty, mu­sia­ła go opu­ścić,
- bez przecinków
Cytat:
opu­ścić,  prze­ko­na­ła się, że było słusz­ne.
- podwójna spacja
Cytat:
i ba­gaż­ni­kiem z tyłu.  Na­ry­so­wa­ła
- j.w.
Cytat:
wresz­cie po­skle­ja­ny i opra­wio­ny, zdo­bił ścia­nę
- bez przecinka
Cytat:
po­pa­trzy­ła na sie­dzą­ce­go na ka­na­pie męż­czy­znę
- może: spojrzała ku siedzącemu na kanapie mężczyźnie
Cytat:
Nie wiem(,) dla­cze­go jej nie za­bra­li.
jasna69 dnia 26.10.2013 09:38
O niebiosa! Jakie to szczęście, Morfino, że nie przeczytałam Twojego komentarza ciemną nocą. Jak nic poszłabym w miasto. I tak pójdę, ale teraz, gdy przystanę pod latarnią, żeby złapać oddech nikt mnie za dziwkę nie weźmie.

Błędy poprawię, jak ochłonę – jeśli nie, to będzie znaczyło, że chodziłam za długo i znów się ściemniło…
Dzięki
pablovsky dnia 12.11.2013 21:13 Ocena: Bardzo dobre
Kiedy Twój imiennik wraz z "przyjaciółmi" tworzyli tę grupę terrorystyczną, uczyłem się chodzić.
Sięgając pamięcią do czasów dzieciństwa, wielokrotnie słyszałem nazwę tej organizacji w wiadomościach, wtedy jeszcze Dziennika Telewizyjnego. Piszę o tym, bo... zamyśliłem się po przeczytaniu Twojego tekstu i na moment wróciłem do tamtych czasów, sam nie wiem dlaczego? Nic mądrego nie wymyślę Renatko, wszystko zostało wcześniej napisane. Jesteś mistrzynią w tworzeniu klimatu, który potrafi wciągnąć nawet takiego laika, jak ja. I co najważniejsze, zawsze jest jakieś zaskoczenie. Wysoki poziom.
I dziękuję, wiesz za co.
jasna69 dnia 13.11.2013 09:31
Pablo, dzięki wielkie za wizytę. Początek BR, to odległe czasy, ale wbrew pozorom, organizacja wciąż działa, a jej dawni członkowie wspierają nowy narybek, co jakiś czas wzbudzając dyskusję o skuteczności działania aparatów państwowych.
Fajnie, że jesteś z powrotem. Lubię czytać Twoje komentarze, nie tylko te pod moimi tekstami.
Pozdrawiam
henrykinho dnia 18.11.2013 16:49
Powiem szczerze, że słyszałem kiedyś coś mglistego o Brygadach, ale dopiero twoja opowieść skłoniła mnie do zaczerpnięcia konkretniejszych informacji. Było warto. Jeśli wciąż działają, to na pewno nie z taką werwą jak kiedyś, to na pewno.
Oprócz walorów historycznych (dzięki! ;) ) nie sposób nie docenić twojej wprawy wbudowaniu klimatu i autentycznych relacji w rodzinach przestępczych (choć nie wiem, czy powinienem tak o nich mówić). Winno-niewinni krewni i ich brzemię.
Na dodatek podoba mi się końcówka. Lubię niełatwe zakończenia.

pozdrawiam
jasna69 dnia 20.11.2013 13:20
Jak miło, że wpadłeś i do tego z wiadomością, że mój tekst skłonił Cię do poszerzenia wiedzy o BR. Poczułam się jak belfer z powołaniem, który nie zmusza a zachęca.
Dzięki za komentarz.
Pozdrawiam
Dobra Cobra dnia 20.11.2013 13:29 Ocena: Świetne!
Kazdy mężczyzna musi mieć swoje pasje. Ładnie ujęte. Bo tutaj wiadomo, jaką było to hobby.

Bardzo dobrze napisane, jest klimat i dramat dziecka.

Rada dla pań: nie zadawajcie sie z bandytami, bo koniec zazwyczaj mają marny.

Brawo!

Się podoba, się czyta.


Ukłony,

Dobra Cobra
jasna69 dnia 20.11.2013 20:49
Dobra Cobro, panie kochają niegrzecznych chłopców z pasjami.
Dzięki za wizytę, w końcu poczułam się dostrzeżona przez Mistrza.
Pozdrawiam
Dobra Cobra dnia 20.11.2013 20:51 Ocena: Świetne!
Nie wiem, gdzie widzisz tego Mistrza, ale dzięki Tobie wiem, że kobiety kochają chłopców z pasją. :-)


Pozdrawiam słodko

Dobra Cobra
jasna69 dnia 20.11.2013 21:08
Dobra Cobra napisał:
dzięki Tobie wiem, że kobiety kochają chłopców z pasją. :-)

Nie kokietuj, na pewno o tym wiesz. A Mistrza widzę chociażby w "Podróży", zresztą niemal wszystkie Twoje teksty są tak perfekcyjne i zawierają tak mądre przesłania, ze blondynce aż strach komentować.

Pozdrawiam trzepocząc rzęsami
Dobra Cobra dnia 20.11.2013 21:26 Ocena: Świetne!
Nie mogę odtrzepotać rzęsami z oczywistych powodów a mianowicie, że mężczyźni trzepoczą zazwyczaj czym innym :-))))) haha!

Przesłodko gościsz swoich czytelników!

DoCo ;-)
jasna69 dnia 21.11.2013 14:50
Dobra Cobra napisał:
Przesłodko gościsz swoich czytelników!

No wiesz, ja to z tej starej szkoły co to: gość w dom, Bóg w dom, a gdy wyjdzie... ;) posprzątać trzeba.

I tak teraz ciągle myślę, czym to też ci mężczyźni trzepocą
Dobra Cobra dnia 21.11.2013 22:25 Ocena: Świetne!
Nijak nie mogę deprawować Twej twórczej duszy i nie wyjawię tego męskiego sekretu za nic.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
voytek72
15/09/2019 19:08
Madawydar - podziękowania za wizytę i opinię :) »
AntoniGrycuk
15/09/2019 18:46
Tak, zaduma spowodowana śmiercią... Ja wiem jedno, co… »
mike17
15/09/2019 18:32
Bardzo mi się podoba, Edyto, naprawdę jest tu lekkość i… »
mike17
15/09/2019 18:14
Bardzo trafne spostrzeżenie, Yaro, zgadzam się w zupełności.… »
mike17
15/09/2019 18:05
Rafi, ciekawy ten Twój wiersz :) Zgrabnie dobierasz słowa i… »
Dobra Cobra
15/09/2019 16:35
A Ty, Ty... Kasia z bliska, Jakie interesujące tematy… »
Dobra Cobra
15/09/2019 16:29
Nooo, jakie doświadczenie przez piszącą przemawia.… »
Kamila N
15/09/2019 14:56
O ile dwa pierwsze postulaty dotyczą samej osoby mówiącej, o… »
Marek Adam Grabowski
15/09/2019 14:48
Dzięki za przeczytanie. Ująłeś sedno; moja twórczość to… »
Kapelusznik
15/09/2019 14:34
"Nie miałam" - chyba ... HA HA HA HA HA HA… »
Kapelusznik
15/09/2019 14:23
XD XD XD Może tak może nie Podobno wszystko jest możliwe »
StalowyKruk
15/09/2019 14:14
Taka nazwa dla książki z "elfami, smokami itd."… »
Kapelusznik
15/09/2019 11:26
Eagle - Adler było zamierzone :) Imperium Feniksa wzoruję… »
Kazjuno
15/09/2019 09:24
Otóż Kapeluszniku. Nie trzeba być poliglotą , by wiedzieć,… »
bruliben
15/09/2019 00:48
Wiersz operując obrazami - opisy w nawiasach - przywiódł na… »
ShoutBox
  • mike17
  • 15/09/2019 14:25
  • Siemanko, Krzyśku :)
  • bruliben
  • 15/09/2019 00:24
  • Chciałem tam napisać, że filmy są godne polecenia :)
  • bruliben
  • 15/09/2019 00:21
  • A propos kina dzieci w Muranowie dobiega końca przegląd kina izraelskiego. Jutro ostatni dzień. Po tym co zobaczyłem do tej pory mogę z czystym sumieniem produkcje festiwalu.
  • leskos
  • 11/09/2019 12:09
  • Dzień dobry :)
  • mike17
  • 08/09/2019 20:36
  • Coca_monko, wiersz robi wielkie wrażenie. Jest głęboki i pełen treści. Nie pozostawia czytacza obojętnym. Jest bardzo treściwy i intymny. Uśmiecham się pod nosem, że ktoś umie pisać taką lirykę :)
Ostatnio widziani
Gości online:25
Najnowszy:unufaja
Wspierają nas