Zaśpiewaj mi Elvisa - mike17
Proza » Obyczajowe » Zaśpiewaj mi Elvisa
A A A
Od autora: Kolejny kawałek zainspirowany prozą Bukowskiego, a konkretnie powieścią "Kobiety", kto czytał, to wie, o co biega, tradycyjnie język stylizowany, zapraszam do wspólnej zabawy!
Klasyfikacja wiekowa: +18





W seksie szukamy pociechy, gdy cierpimy na niedostatek miłości.
(Gabriel Garcia Marquez)




Zanim ją poznałem, miała narzeczonego Billa, który podobno miał dużego penisa.
Grubego i żylastego, takiego, co potrafi posłać kobietę w gwiazdy i odebrać rozum.
Sprowadzić jej byt do wiecznego i niekończącego się proszenia o więcej, i sprawić, by sens jej egzystencji sprowadził się do kręgu płci, pożądania i zaspokojenia.
Tak gadali ludzie, a oni zawsze mają wiadomości z pierwszej ręki i z drugiej nogi.
Z niejednego pieca chleb jadłem i wielokrotnie robiłem ostro „na wielu frontach”, nie wiążąc się długo z tą jedną, jedyną. Mocno trzymałem stery w dłoniach, a wszystkie ślicznotki jadły mi ochoczo z ręki, jakbym był odlotowym magiem z krainy Latających Fallusów, które stawiają zawsze na sztorc kropkę nad „i”, a cały kobiecy ród radośnie pieje w zachwycie, bo każdy komin potrzebuje solidnego kominiarza z wielką kulą.

Jednak pewnego dnia, słodka blondynka imieniem Mary zaciągnęła mnie do ołtarza.
Mam z nią dwie córki i przez jakiś czas nie była moją jedyną.
Zew płci – tak to nazwijcie, ale zobaczyć Grace, to poczuć, czym może być solidne rżnięcie.
Choć byłem mężem i ojcem, tamta śniła mi się po nocach.
Ponieważ miałem na nią oko, a Billa nigdy nie uważałem za kogoś lepszego od siebie, któregoś dnia w lipcu wpadłem do niej do cukierni, gdzie przez większość dnia soczyście kręciła kuprem, będąc główną atrakcją lokalu, do tego stopnia, iż młodociani, spoceni kolarze często i namiętnie robili coś bardzo naturalnego i odwiecznego pod blatami stołów, przy których akurat dane im było zasiąść i podziwiać Grace i jej przelewający się na boki, obfity zadek, w który wpatrzeni bezrozumnie ślinili się, i nie bacząc na pełne wstrętu spojrzenia starych panien z sąsiednich stolików, zamierzali dojechać do ostatniego przystanku.

Kiedy tam wszedłem, pierwszą rzeczą, jaką usłyszałem, był głuchy stukot podrzucanych ku górze stolików, a zaraz potem ujrzałem niebiańskie spazmy na twarzach fanów dwóch kółek.
No i ją, poprawiającą sukienkę, mocno opiętą na szerokich biodrach.
- A niech to – stęknąłem nieczysto na jej widok i poczułem, że spodnie robią się za ciasne.
Całe szczęście, że miałem długą koszulę w paski, którą kupiłem dzień wcześniej za dwa dolce od Bobby’ego Ventury, tego samego, który w 1965 miał się w piękne, letnie popołudnie utopić w dole z gnojówką, lub jak mawiali inni, być w złym momencie w złym miejscu i spotkać tam pecha, ale tego dnia, kiedy po raz kolejny poczułem się mężczyzną, Bobby jeszcze śmigał po świecie, a ona była jak dynamit – tylko podetkać lont i wypalić w kosmos, krzycząc „ole!”.

- Cześć, Mike – zagadała pierwsza.
- Cześć, mała, pogadamy? – poleciałem grubo.
- Jasne – odpowiedziała.

W jej uśmiechu odnalazłem wszystkie moje marzenia erotyczne, jakie miałem od zawsze i jakie zamierzałem mieć po kres mych dni, póki słodki Amor pozwoli strzelać strzałami do tej, jednej, właściwej tarczy.
- Ale dupa - jęknął jakiś zaśliniony szczaw, siedzący pod oknem i jedzący loda.
- Ohyda! – wypaliła jak z armaty leciwa matrona, pałaszująca z dzikim wytrzeszczem pączka, o wyrazie twarzy, który śmiało nazwałbym „odmóżdżonym”.
- Miła panna – z głębi sali popłynął egzaltowany, matowy głos starszego dżentelmena, odzianego w szary, tweedowy garnitur, który rozmarzonym wzrokiem błądził po ciele Grace, puszczając duże, tytoniowe kółka.
Miała klasę, to wszystko, co powinna mieć moja kobieta, więc zagaiłem na luzie:
- Co powiesz na ostrą przejażdżkę?
- Gdzie? – nawet oko jej nie drgnęło.
- Nie pytaj, gdzie: zapytaj jak.
- Masz mi coś do powiedzenia?
- Gdzie Bobby?
- Szuka dla nas knajpy na wesele.
- Palisz się do tego?
- Chyba cię pogięło.
- To po co się z nim bujasz?
- A kto powiedział, że się bujam?
- Ludzie mówią, że ma dużego kutasa.
- Bo ma.
- To nie chcesz takiego męża?
- Nie chcę, póki co, żadnego męża, ale on to olewa – robi swoje.
- Co, niby?
- Posuwa mnie i szuka knajpy na wesele.
- To dużo.
- Jak dla mnie w sam raz, ale bez tej opcji z weselem.
- Czyli dobrze, że cię posuwa, tak?
- Właśnie.
- Szczera z ciebie dziewczyna, Grace.
- To co z tą przejażdżką?
- Jest taka opuszczona stodoła za Freaky Creek, trzysta metrów od zajazdu „Honky Tonk Angel”.
- Czyli?
- Mam zamiar się tam przetransferować. Z tobą, rzecz jasna, może dziś po pracy, co?
- Masz jakieś konkretne plany?
- Tak.
- Chcesz mnie solidnie zerżnąć?
- Zgadłaś.
- Wiesz, że poza Bobby’m rżnęli mnie już chyba wszyscy w naszym miasteczku.
- Ja cię jeszcze nie rżnąłem.
- To jesteś ostatni w kolejce.
- Ostatni będą pierwszymi – rzekłem filozoficznie i poprawiłem luźne już spodnie.
- Mam nadzieję – oblizała się tak, że zrobiło mi się zimno.
- Kiedy kończysz?
- O siódmej.
- Podjadę po ciebie.
- Ok. Zrobiłeś mi smaka.
- Kręcisz mnie.
- Ty mnie też. Wyglądasz na takiego, co wie, czego potrzeba prawdziwej kobiecie.
- To mamy noc ze snów. Przy mnie zapomnisz o tych kolesiach z przeszłości.
- Kup piwo, lubię potem wypić jedno lub dwa.
- Kupię karkówkę, zrobimy sobie grilla. Zostaniemy do rana w tej stodole. To odludzie. Jestem cholernie napalony. Nie wiem, czy mam takiego drążka jak Bill, ale umiem go sprawnie używać.
- Coś dla mnie.
- To jesteśmy ustawieni – mówiąc to poczułem, że spodnie znów stają się za ciasne.
- Tylko na koniec zaśpiewaj mi Elvisa.
- Jasne, co zechcesz, znam go na pamięć.

Byłem podjarany na nią jak pies.
Choć przebierałem w tym towarze jak w ulęgałkach, takiej maszyny jak Grace próżno by wśród nich szukać – była wszystkim, co mogło zaspokoić mężczyznę i stać się radością jego lędźwi, rasowa samica, mogąca rozpalić do czerwoności nawet starca na łożu śmierci.
Cały dzień chodziłem jak w transie, nerwowo ugniatając rozporek.
W sklepie u „Wyczesanego Teda” kupiłem okazałą paczkę karkówki i dziesięć piw, oprócz tego tani grill i jednorazowe, papierowe talerzyki oraz plastikowe sztućce.
Jadąc po nią myślałem o tym, czy siano wchodzi w tyłek, kiedy jest się z kobietą, lub czy przypadkiem nie wchodzi jej do środka, bo wtedy to już może być prawdziwa tragedia.
Na tę okoliczność zabrałem z domu koc, na którym zamierzałem być tym ostatnim, czyli pierwszym, bo gdybym nie zabrał się za Grace, nigdy nie nazwałbym się mężczyzną, a więc prawdziwym samcem, który sam szuka zdobyczy, a kiedy ją upatrzy, załatwia całą resztę.

- Stoi ci? – zapytała, wsiadając do samochodu.
- Jasne.
- Zerżniesz mnie ostro tej nocy?
- Zgadza się.
- Zerwałam z Billem.
- Czemu?
- Miał za dużego kutasa.
- Myślałem, że im większy…
- Bzdura. Liczy się całokształt, Mike. Nadmiar mięśni osłabia mózg. Coś kosztem czegoś.
- Cholernie mnie rajcujesz.
- Jedź już. Jak tak gadasz, robię się mokra.
- A ja mam za ciasno w gaciach.
- Masz usta jak Mick Jagger.
- I język, który wie, co lubią napalone laski.

Stodoła była niczego sobie – właściwe miejsce, by stracić tu cnotę lub by potwierdzić swoją męskość, wszak nie ma to jak pukanie na sianie, nawet się rymuje, a kobiety lubią poetów, nie wszystkie, rzecz jasna, te bardziej konkretne wolą ostrych zawodników, którzy wywrócą świat do góry nogami, rozpalą podbrzusze, a na koniec zaspokoją po pańsku, tryskając nasieniem gdzie popadnie.

- Grace, ta stodoła jest nasza! – krzyknąłem, wchodząc do środka z grillem w dłoni.
- Czyli najpierw jemy, tak? – zapytała.
- Masz stringi?
- Tak, czarne.
- A lubisz, jak ktoś zdejmuje ci je zębami?
- No masz.
- No to…

I wtedy się zaczęło.
W ciągu dziecięciu sekund rozebrałem się do naga, potem to samo spotkało Grace, by na koniec zlec w sianie w miłosnych uściskach.
Miałem pewien problem, bowiem mój członek ciągle natrafiał na suchą i nieprzyjemną kupę ostro zakończonego siana, a bardzo już chciałem być w niej, lecz los lubi polecieć w kulki i zasłaniać się sianem w chwili, kiedy człek jest tak napalony, że już bardziej być nie może, a co za tym idzie, zdeterminowany…

- Coś mnie drapię w główkę – stęknąłem. – Trza rozłożyć koc.
- Jestem blisko! Pieprzyć koc! – krzyknęła rozpalona i zaczęła napierać na mnie biodrami.
- No to wchodzę!
- Och!
- Ostatnio tak się czułem na wyścigach konnych w Santa Anita.
- Miałeś tam jakąś dupcię?
- Jasne. Światową. Podobno tuż przed swoją śmiercią pukał ją sam James Dean.
- Poważnie?

I wtedy to usłyszeliśmy.
Jakby wybuch, jakby mocne, tępe uderzenie w coś twardego.
Głuche, jak otwarcie piekielnych drzwi.
Z wrażenia pierdnąłem donośnie i przeciągle, a Grace, w odruchu naturalnego lęku przywarła do mnie ściśle, co nie przeszkodziło mi bynajmniej w puszczeniu kolejnego piarda, tym razem głośniejszego, bowiem to, co ujrzałem, przeraziło mnie nie na żarty, co z kolei przełożyło się na gazy, które wtenczas mocno wypełniły moje trzewia, chcąc na świat wyjść i zabrzmieć po pańsku.
- I co teraz? – zapytała drżącym głosem.
- W takich chwilach większość mężczyzn ma tyle rozumu, co serka pod napletkiem – odparłem rezolutnie, starając się zachować zimną krew, lecz niełatwa to była rzecz, jako że nie byliśmy już w stodole sami, a nasze krzątania przedpłcenne zostały gwałtownie przerwane i przeniesione do czasu przeszłego niedokonanego, i jeno strach pozostał za towarzysza…
- Jak myślisz, oni tu zostaną?
- A czort ich wie.
- Czemu są tak dziwnie ubrani?
- Bo to strażacy.
- Ale nie ma pożaru.
- A musi być?

Z wielkiego, czerwonego samochodu wyskoczył mały, grubawy człowieczek, wyglądający jak z tandetnego komiksu, i natychmiast zdjął spodnie, tylko po to, by po chwili potrząsać sflaczałym, obwisłym fallusem, drapiąc się zawzięcie po obwisłej mosznie.
- Sikawkowy Ron, lać mi tam wodę do węży, dziś wieczorem mam zamiar mieć solidny wytrysk!
- Tak jest, szefie! – padła odpowiedź.
- Takiego spustu jeszcze nikt nie widział i już nigdy nie zobaczy!
- Tak jest, panie Devill!
- Chcę zalać cały świat.
- Ma pan prawo.
- Spuszczę się jak król!
- Jak król, jak król!
- Bo dobry zrzut, to dużo płynu.
- Oj, tak, oj dużo.
- Patrzcie na mojego małego, zaraz urośnie. Coś mi się widzi, że obejrzymy solidny wzwód!
- Tak, tak!
- Lać wodę, bo mieliśmy tu być o tej porze.
- Tak, to prawda.
- Sikawkowy Ron, wszystko ma być mokre.
- Tak jest, szefie.
- Nawet ściany i sufity polać!
- Się robi!
- A i to siano, co tam stoi, zlać mi, a solidnie!
- Wykonane!
- Patrzcie, jak mi stanął. A główka, jaka nabrzmiała, czerwonawa, cudeńko! Fallus w czystej postaci, praojciec, pramoc i prapotęga. Czyste odrodzenie, kolejne narodzenie. I czas stoi w miejscu, kiedy dźwiga się ku światu, wielki, żylasty…
- Tak, panie Devill!
- Wytrysnąłem…
- Oj, tak, i to jak…
- Jakby mi wioskowa dziewka possała.
- One lubią mieć usta pełne roboty!
- Jakby wzięła i solidnie obrobiła mi ptaka.
- One mają muzyczne usta – do każdego fleta pasują.
- Właśnie to miałem na myśli, a do mojego już w szczególności. Jest taki świeży, taki wyjątkowy, taki mięsisty…
- Dziewki po to się rodzą, panie Devill.
- I kto by to pomyślał, w takiej lichej stodole radość lędźwi poczuję. Moja surówka namaści wszystko, co wokoło, i w tym wytrysku świadectwo czasu ukryte będzie.
- Nie ma to jak sztyftowanie na sianie!
- A co wy o tym wiecie?
- A z obserwacji.
- No to rozumiem.
- Tyle już razy polewalim…
- No to już schowam, już się świata naoglądał – właź do gaci i zwijamy się, chłopaki!
- Się wie, się rozumie!
- Do następnego.
- Do następnego.

Było nam cholernie zimno, jako że całe siano opadło na nas, ciężkie od wody.
Upiorni strażacy zniknęli tak szybko, jak nagle i gwałtownie się pojawili, i po chwili miałem wrażenie, że wszystko, co przed sekundą widziałem, było jeno chorym wytworem wyobraźni.
Tylko zziębnięte, nagie ciało świadczyło o tym, że nie był to zwid.
Grace trzęsła się jak osika, a mnie minęła wszelka ochota na amory – marzyłem o ciepłym, suchym ubraniu i butelce dobrego piwa, które mieliśmy schowane za sianem, przy ścianie, gdzie postawiłem grilla wraz z całym, naszym dobytkiem.
- Wiesz, Grace, dziś już z tego nici. Cała ta kaszana wybiła mnie z rytmu – rzekłem szczerze, bo tak się sprawy miały.
- Co się odwlecze… - ta odpowiedź niosła w sobie światło.
- Mój mały o tobie nie zapomni.
- Mam nadzieję. Ale co to wszystko było?
- Nie wiem, Grace, to jakieś porąbane.
- Co oni tu niby gasili?
- Nic.
- Jak to nic?
- To jakaś posrana sprawa, może jakiś tajny projekt rządowy, diabli wiedzą…
- Diabli?
- A tak mi się wymsknęło.
- Przecież nie było pożaru.
- Ano, nie było…
- To po jakiego grzyba zlewać całą stodołę?
- Bóg raczy wiedzieć, to znaczy, strażacy - wymamrotałem, po czym zwlokłem się z kupy mokrego siana, by w końcu odnaleźć coś na grzbiet, licząc, iż może to być wciąż niezamokłe, oraz by osuszyć w spokoju ducha parę butelek piwa i spędzić jakoś tę noc z kobietą, którą miałem dziś zaspokoić, lecz woda stanęła nam na drodze, srodze każąc za… właśnie, za co?
Dziwne, osobliwe…
Ale zaistniałe.
Wszystko potraktowałem jako zbieg okoliczności i nie miałem zamiaru tego rozgryzać.
Tej nocy nie rozpaliliśmy grilla, bo woda zrobiła swoje.
Pijąc do późna piwo wspominaliśmy chwile, które nadal wydawały się totalnym bzdetem, jednak wszechobecna wilgoć przywracała nam trzeźwe myślenie i to było w tym wszystkim smutne, bo namacalne.
Na koniec poszliśmy spać do samochodu, by rankiem wrócić do miasteczka.
Kiedy wysiadała, raz jeszcze spojrzałem tęsknym wzrokiem na jej tyłek, ale życie jest długie, więc mając pewność zwycięstwa, mogłem spokojnie czekać na kolejną szansę na Grace.
- Pa, Mike – szepnęła.
- Pa, mała – i mówiąc to, odjechałem do domu.

W tamtym okresie często się masturbowałem, myśląc o niej, byłem tylko facetem.
Weszła mi do głowy i nie mogła znaleźć z niej wyjścia.
Kiedy byłem nocą z Mary, marzyłem, że to tamta.
Kiedy Mary masowała mi to i owo, widziałem rękę tamtej.
Oszukiwałem się każdego dnia, o każdej porze, a żona była marnym substytutem.
W myślach dziko rżnąłem Grace, aż iskry szły naokoło – stała się moim bytem, potrzebą mych lędźwi, najdzikszą perwersją, jaką miałem, odkąd pierwszy razy bawiłem się małym, patrząc na nogi zabójczej Marylin i wyobrażając sobie, że leżę między nimi, ostro posuwając Boginię Kina.
A posuwałem ją prawie codziennie, podczas gdy koledzy z klasy wciąż bawili się żołnierzykami lub w niemęskim nieuświadomieniu bezrozumnie kopali piłkę, zamiast obmacywać dziewczyny, wszak po to były i na to skrycie czekały.
Ta mała z cukierni sprawiała, że stał mi na zawołanie.
Wystarczyła mała myśl, swobodne wyobrażenie, pragnienie spełnienia.
Już wiedziałem, że ustawię kolejną randkę, by w końcu dać jej prawdziwy ogień.
Z tej drogi nie było już odwrotu – musiałbym się drugi raz urodzić.
Póki co byłem rozpalony jak średniowieczna pochodnia i chciałem mieć to już za sobą.
I kiedy pewnego dnia wpadłem do niej, powiedziała:
- Tylko nie w tamtej stodole, Mike, jak tam już nie wrócę.
- Mam nową metę – rzekłem z dumą, bo jakiś czas wcześniej odkryłem pewną opuszczoną chałupę niedaleko Western Oak, w zasadzie w lesie, więc była przed nami pełnia prywatności, o jaką mi wszak chodziło.
- Dawno nie miałam mężczyzny.
- Będziesz mieć mnie.
- Choćby dziś.
- Czytasz w moich myślach: wieczorem jedziemy w nowe miejsce, Grace. Mam trochę kiełbasy, musztardę i piwo, nieźle się zabawimy. Na wszelki wypadek biorę koce, licho nie śpi. Tym razem sprawy są pod kontrolą. W końcu musi się udać, nie?

Żonie powiedziałem, że jadę ze Stevie’m Malone na pstrągi i wracam następnego dnia.
Układ był czysty, mój kumpel zawsze mnie krył, jeśli chodziło o podrywy.
Był moim żelaznym alibi i tym razem miało być podobnie.
Z pulsującym wzwodem zajechałem przed cukiernię – Grace obciągała sukienkę na biodrach i poprawiała makijaż, i jak zwykle przyprawiła mnie o potężny zawrót głowy.
Nie mogłem się doczekać, kiedy ją wreszcie zerżnę, jeszcze moment, a bliski będę eksplozji.
Rzecz jasna, nie chciałem być tej nocy Szybkim Lopezem, za długo na nią czekałem.
- Jestem taka wilgotna – szepnęła zaraz po wejściu do auta.
- A mnie sterczy jak sosna.
- Jedź już, szkoda czasu.
- Zgadza się.
- Zaśpiewaj mi po wszystkim Elvisa, ok.?
- Ok.
I pojechaliśmy do opuszczonej chałupy, by dać świadectwo prawdzie.

Około ósmej byliśmy na miejscu.
Okolica drzemała w spokojnym śnie, a my szykowaliśmy się do ognistej nocy.
Domostwo wyglądało jak ze złego snu, ale grunt, że miało dach i wszystkie okna.
Jak tylko zamknęliśmy drzwi, natychmiast zapaliłem trzy świeczki, rozpaliłem grilla i położyłem na ruszcie kiełbasę.
Dałem Grace butelkę piwa i sam pociągnąłem ze swojej – impreza właśnie się rozkręcała.
- Ale masz klucz francuski w rozporku – rzekła z podziwem w głosie.
- Wyjąć, wsadzić – męska rzecz – odparłem, puszczając nosem gazy.
- Lubię niemieckie piwa.
- Ja też, bo po nich nieźle stoi.
- Miło słyszeć.
Przewróciłem kiełbasę na drugą stronę, a potem usiedliśmy na podłodze na rozłożonym kocu i zaczęliśmy jeść.
Miałem sporo alkoholu, bo zawsze lubiłem pić z dziewczynami.
Pora była jeszcze młoda, więc nie śpieszyłem się ze swoją robotą, nikt nas nie popędzał.
Grace była moja i wiedziałem, że jak dam jej mojego drążka, to się wścieknie ze szczęścia.
Patrzyłem na jej pełne, opalone uda i czułem miłe pulsowanie w kroczu.
Nagle przypomniało mi się, że mam w bagażniku trochę cebuli.
Postanowiłem skoczyć po nią, lubię kiełbasę z cebulą.

W chwili, kiedy wychodziłem na dwór, zrobiło się nagle przeraźliwie jasno jak za dnia i przed sobą ujrzałem ogromne reflektory jakiegoś, wielkiego pojazdu, którego silnik zawarczał złowrogo.
Instynktownie cofnąłem się, przywarłem do bocznej ściany i patrzyłem na dziwny widok.
Nie podobało mi się to wszystko…
- Kapitanie Devill, już? – krzyknął młody mężczyzna.
- Lać! – rozległ się rozkaz wypowiedziany przez faceta, który wyglądał na kogoś, kto miał akurat zamiar pierdnąć.
Wtedy woda, pod demonicznym ciśnieniem, poszła na okna, rozbijając je w drobny mak.
Jak z oddali usłyszałem stłumiony krzyk Grace – zapewne została zalana wodnym strumieniem.
- Sikawkowy Ron, jest dobrze! – zawołał Devill, po czym wyjął sflaczałego fallusa i radośnie nim pomachał. – Ale zwałka, ale czad! Zróbcie tu kipisz, chłopaki!
- Się wie, się rozumie!
- Dam im solidne tryskanie, po pańsku, po szlachecku!
- Da im pan to!
- Kocham takie żwawe zwałki!
- My też!
- Hej, ho, się polało, polało!
- Tak jest, kapitanie Devill!
- Czy wy też szczytujecie tej nocy?
- Ma się rozumieć!
- Nie żałować wody – woda nie złoto.
- A damy, ile wlezie.
- Sikawkowy Ron, jestem z was zadowolony, mam erekcję!
- Zasłużył pan!
- To nie jakieś tam, młodzieńcze polucje, to wytryski na skalę światową!
- Na światową!
- A zerwać mi ten przebrzydły dach, niech woda zaleje wszystko!
- Niech zaleje – krzyknęli strażacy, po czym ciśnienie stało się jeszcze większe i wnet dach pofrunął gdzieś na bok, zdmuchnięty niczym licha kartka papieru.
- To jest to! – ryczał zachrypłym barytonem kapitan.
- To jest to! – odpowiadała jak echo ekipa strażacka.

- O rany… - jęknąłem, stojąc przyklejony do muru, poza zasięgiem sikawek.
Byłem przerażony, bowiem poznałem ich od razu – to oni urządzili nam niespodziankę ostatnim razem, i teraz wrócili do nas jak po sznurku – jak to możliwe, jak to pojąć?
Diaboliczny kapitan i jego ludzie po raz kolejny robili nam wodną łaźnię, bawiąc się doskonale i nie bacząc na to, że nachodzą nas po nocy w miejscu, w którym nie ma nawet pożaru.
Ta specyficzna okoliczność mocno mnie zastanawiała.
Przecież nic się nie paliło, jakie w takim razie mogło być wytłumaczenie owej interwencji?
Z zamyślenia wyrwał mnie krzyk kapitana:
- Kończymy, chłopaki, czas schować ptaki! Ale mi się rymnęło, że ho ho! Zwijamy się na bazę. Fajnie było, ale się skończyło! Zafallowaliśmy na całego! Wóz numer 333, odjazd!
Chwilę później przerwano wodny ostrzał, by spokojnie wycofać się sprzed chałupy.
Stałem tam jeszcze kilka minut myśląc o tym, jak bezszelestnie odjechali, jakby wóz strażacki był łodzią, która cicho odpłynęła, niesiona ku nieznanemu przeznaczeniu siłą dziesiątek wioseł…
Gdy znalazłem się już w izbie, usłyszałem cichy szept Grace:
- Tu jestem.
- Nic ci nie jest? – spytałem.
- Co to było?
- Nie wiem. Nie mam zielonego pojęcia. To jakieś świry o mocno zrytych beretach.
- To chyba nie przypadek. To było jak koniec świata…
- Skąd mogli wiedzieć, że tu ktoś jest? Przecież nie czytają w myślach.
- Boję się…
- Zabierzmy piwo i chodźmy spać do samochodu. Następnym razem się uda. Jeszcze w tym tygodniu znajdę nową miejscówkę, ale taką, że nikt nas nie namierzy. Żarty się skończyły.

Szybko uwinąłem się z tym koksem – czas to dolar, a dolar to czas.
A ja chciałem jak najszybciej poczuć się samcem i zdobywcą.
Za obskurnym, oldskulowym barem „U Sztywnego Sama” odkryłem, za radą Stevie’go Malone’a opuszczoną, pomarańczową przyczepę kempingową, w której, jak twierdził mój kumpel, nikt nie mieszkał od wieków, więc czemu nie uderzyć właśnie tam?
Podjechałem w to miejsce w ciągu dnia – malina, nie lokal, tylko wchodzić i sztyftować.
Radosny jak poranny, wiosenny skowronek, odwiedziłem Grace, by jej zakomunikować, że mamy gdzie spędzić tę upojną noc ze snów, i że tam żadni strażacy nas nie znajdą, chyba że są wysłannikami piekieł, albo FBI wysłało ich naszym tropem, bo wytypowano nas na ofiary tajemniczych, zagadkowych eksperymentów, w co raczyłem mocno wątpić.
- Bomba, Mike, kocham przeżywać orgazm w przyczepach kempingowych! To jest dopiero odlot! Pobujamy lokalem!
- Jasne, mała, na moim koniu odstawisz rodeo stulecia. Nieważne spodnie, tylko serce, które w nich bije.
- Tylko nie bądź za szybki.
- Rano się masturbowałem, więc każdy, kolejny numerek będzie coraz dłuższy – czysta przyroda, Grace, to się po prostu dzieje.
- Słodko!
- A żebyś wiedziała.
- O siódmej czekam.
- Będę. Kupię coś na ząb, może zrobimy sobie grillowane skrzydełka po meksykańsku, Johnny Buscalione ma w swoim dyskoncie tanie, argentyńskie piwo, więc będzie klawo jak cholera, tym razem powymiatamy. Mam nawet zapachowe świece z Indii!
- O!
- No to wszystko jasne.

Kiedy zaopatrywałem się w browar u Johnny’ego, ni stąd, ni zowąd nawinął się jakiś podstarzały, krzykliwy strażak, który akurat kupował wieprzowinę w promocji i ostro wykłócał się przy kasie, bo twierdził, że kasjerka orżnęła go na parę centów, a orżnąć strażaka w naszym stanie to już totalny upadek, bo to fach, przy którym każda laska ma niewybaczalnie miękkie kolana, a faceci przybijają piątkę i stawiają chętnie lekką ręką złoty płyn, dopóki klient ma ochotę na konsumpcję.
Postanowiłem z nim pogadać.
- Hej, możemy zamienić kilka słów?
- A coś ty za jeden, chłoptasiu?
- Mike, mam w miasteczku warzywniak, przy Bufallo Bill Street 15.
- Znałem twojego ojca, był jednym z tych ostatnich twardzieli, którzy umieli dosiadać na oklep dzikiego jak sto diabłów byka i jednocześnie palić wielkie, kubańskie cygaro. To były czasy. Dziś to same wymoczki z trocinami w gaciach zamiast jaj, nie umieją nawet porządnie zwalić konia, a o okiełznaniu dzikich zwierząt i kobiet wiedzą tyle, co mój pies o zapłodnieniu żyrafy.
- Tak, chyba ma pan rację.
- Co z nim?
- Miał rok temu zawał. I tak przeżył siedemdziesiąt sześć lat. Był rewelacyjnym facetem.
- O co chodzi, Mike?
- Zna pana kapitana Devilla? Wóz numer 333?
- O, kurwa…
- Co jest?
- Przypomniałeś mi coś, o czym wolałbym zapomnieć.
- Czemu?
- To dziwna sprawa była…
- Była?
- Tak, jesienią 1954, w Rockin’ Side.
- Chcę poznać tę opowieść.
- No dobra, ale lecisz na własną odpowiedzialność. Człenio był z lekka wygły, ale o tym za chwilę. Miał młodą żonę z Północy, taką rozbujaną, wiecznie napaloną maszynę z potężnym, mięsistym dupiszczem, że pukałbyś do utraty tchu, a potem powtórka. Obsłużyłaby dziesięciu, co nie znaczy, że miałaby dość. Ty byś wymiękł, ale nie ona. Raz widziałem, jak sikała w krzakach – takich ud już później nie zobaczyłem u żadnej. Teddy O’Rourke raz mi powiedział, że Devill, jak pochlał, zwierzył mu się, że mu przy niej nie staje, nic a nic. Nie szła mu ta robota. Mogła mu ruszać waflem, obrabiać, latać po pokoju nago w różowych szpilkach, nic, kaplica, i nawet nie drgnął, ale…
- Co ale?
- Kiedy gasili jakiś pożar, miał wtedy pełną erekcję i solidny wytrysk! Lubił się masturbować, gdy coś się obok paliło.
- Nie może być…
- Taka prawda, chłopcze, nie kituję. W młodości był windziarzem w tanim hotelu w Ohio, ale wywalili go na zbity pysk po tym, jak próbował zgwałcić sprzątaczkę. Wcześniej dwa razy przymknięto oko na to, że usiłował walić gruchę w miejscach publicznych. Jak widać, miał tyle rozumu, co potu na jajach w styczniowy poranek. Przez dwa tygodnie robił w fabryce kondomów w Teksasie, ale i stamtąd go wykopsali – ponoć kradł na potęgę. Potem został strażakiem, szybko awansował, piął się. Sporo pił, bo nie układało mu się z żoną. Ona czekała na porządne rżnięcie, a tu masz babo placek – chłop do bani!
- No to faktycznie chore.
- Pewnego, pięknego dnia zaczęła się szeroko puszczać z każdym, kto miał ochotę, ja też z tego pieca chleb jadłem, dość często, nie ukrywam, bo fujara nie rower, ale natury nie oszukasz, jak kobita daje, to się bierze – jak masz parcie na baby, to musisz je bolcować, bo inaczej cię rozerwie, nie jest tak, synu?
- Dokładnie, święte słowa. Też tak mam.
- No i nadstawiała każdemu psu w miasteczku, i zimą, i wiosną, i w trawie, i w wygodnych łóżkach, aż on się w końcu o tym dowiedział – ktoś życzliwy doniósł. Świat to mała wioska, w której każdy patrzy każdemu na ręce.
- No i?
- Tego dnia, kiedy poznał prawdę, bo tak się składa, że informatorem był ten stary, pogięty sukinsyn, Freddy Mendoza, zatwardziały stary kawaler i onanista, który potem mi się bezczelnie pochwalił, jechali wozem 333 na gaszenie pożaru w Rockin’ Side, paliła się jakaś stodoła. Drogi tam na stoku, niebezpieczne, bo to górskie strony, no i nie wyrobili na zakręcie – wóz spadł w przepaść, wszyscy zginęli, co do jednego.
- Ale ja go widziałem dwa razy w tym miesiącu! Ja i… jeszcze ktoś.
- I tu jest pies pogrzebany. Wiesz, synu, czasami oni wracają…
- Że co? Jak to wracają?
- Ano, jakby nadal byli żywi, a są martwi jak kotlet. Nie tylko ty ich widziałeś.
- To byli inni?
- Masz, pewnie! Jak wyczują, że ktoś rżnie trefny towar, zjawiają się i leją wodą, aż strach się bać! Nie popuszczą. Są cięci zwłaszcza na takich, co to kiwają żony lub mężów. Devill ma nosa do tego wszystkiego – jeśli pukasz „na boku”, jego chłopaki cię znajdą, przynajmniej w tym stanie. Dalej pewnie ich moc nie sięga.
- To jakiś żart?
- Uważasz mnie za głąba? Mówię ci, jak się sprawy mają, a ty dośpiewaj już sobie resztę.
I jest coś jeszcze, niestety…
- Co takiego?
- Jeśli cię złapią na rżnięciu, a ty pomimo wszystko dokończysz swej robótki, już nigdy ci nie stanie przy żadnej babie.
- A skąd pan to wie?
- A z autopsji, chłopcze. Kiwałem moją starą z młodą Latynoską, która miała diabelski odkurzacz w ustach, jak ciągnęła, to czułeś w czubku głowy, w ogóle urodziła się do tych spraw. Pewnego dnia, kiedy ją posuwałem w krzakach, nadjechali ludzie Devilla i zaczęli lać na nas wodę, on wyjął knota i cieszył się jak dziecko. Ja jednak, znając już tę historię, nie uląkłem się i skończyłem z moją kobietą, co wcześniej zacząłem, choć było zimno i do dupy.
Stał mi jak kołek w płocie i nie mogli nic na to poradzić. Dogodziłem jej jak się patrzy. Potem już nigdy mi nie stanął. Devill powiedział, że gdybym się opamiętał i wrócił do żony, wszystko byłoby ok., ale ja wolałem postawić na swoim, dlatego jego woda zabrała mój wzwód. Przysięgam na wszystkie gorące towary, które kiedykolwiek pukałem, i te, które wciąż posuwam w snach. Koniec końców, moja stara zostawiła mnie dla jakiejś lesbijki imieniem Florence.
- Ja już chyba pójdę… - z mojej piersi wydobył się niewyraźny głos o niskim tonie.
- A co z tobą, Mike, czy ty aby…
- Do widzenia panu.
- No skoro tak gadasz.
- Muszę lecieć. Dzięki za rozmowę – i to powiedziawszy, poszedłem do samochodu.

Tego dnia nie rżnąłem Grace – wróciło racjonalne myślenie.
Są dni, kiedy z nieba leje się niewidzialny kubeł zimnej wody, wówczas nie warto napierać.
Owszem, pojechałem po zakończeniu pracy pod cukiernię, ale postawiłem sprawy jasno: za jakiś czas wrócę i wtedy pomyślimy, co dalej z naszą znajomością, póki co, muszę na chwilę spasować i pozbierać myśli, to zawsze daje efekty.
Nie rozumiała, o czym do niej mówię, miała prawo, bo nie znała przecież całej prawdy.
Zawsze byłem zawziętym kolesiem i tym razem postanowiłem postawić na swoim.
Innej opcji nie przewidywałem, kłóciło się z tym moje rozumienie męskości i honoru.
Wciąż miałem przed oczyma widok Grace, jak poprawia na biodrach obcisłą sukienkę i pamięć wzwodu, jaki pojawił się w tamtej chwili, i właśnie te dwa czynniki nakazywały pociągnąć „ciąg dalszy” naszej skądinąd pechowej historii…
Kiedy pewnego dnia wpadłem do niej, od razu chwyciła mnie przy gościach za rozporek i przez chwilę namiętnie masowała, a ja z uśmiechem na twarzy, witałem się z ludźmi, siedzącymi przy stolikach i patrzącymi na mnie szeroko otwartymi oczami, jakby zobaczyli boską Marylin i jej podwiniętą sukienkę.
- Dziś? – zapytała.
- Dziś. Ale będzie trochę inaczej.
- To znaczy?
- Jedziemy do mojego kumpla z wojska, do Luizjany, na bagna, ma tam chatę, przysłał klucze. Mówiłem mu o nas. To równy chłop, sam ostro pogina na boku.
- Bosko! Ale czy muszę wziąć kilka dni wolnego?
- Właśnie to chciałem ci powiedzieć.
- Nie ma problemu. Wczoraj zrobiłam dobrze szefowi, więc mnie puści. Wystarczy jeden telefon, który zaraz wykonam, a jutro przyjdzie za mnie Suzie.
- No to jesteśmy w domu.
- No to dzwonię!

Jakiś czas później jechaliśmy już autostradą do Luizjany, a ona przez całą drogę ugniatała wybrzuszenie na moim rozporku, wesoło pogwizdując, czasami jedząc batony i pijąc ciepłą colę, co dawało mi bezcenne poczucie męskości i przeświadczenie, że los poda rękę.
W radio Johnny Cash śpiewał o człowieku, którego poszukuje policja w całych Stanach, i że takich, którzy się ukrywają, jest bardzo wielu, można by nimi zapełnić małe miasteczko.
Cieszyłem się, że zmieniamy stan, coś mi mówiło, że sprawy potoczą się jak trzeba i nic nie stanie nam na drodze, by dać upust namiętności i polecieć ostro w te klocki, aż ziemia się poruszy za każdym razem, kiedy w niej będę i będzie wrzeszczeć na całe gardło, bym nie przestawał, bym posuwał ją jak zwierzę, do utraty tchu, do ostatniego spazmu.
W bagażniku miałem kiełbasę od Pablo Fernandeza, który dał mi zniżkę za to, że sprzedaję mu tanio warzywa, oprócz tego kupiłem nowy keczup „Letni Pożar Podniebienia”, torbę papryki, cebuli i ogórków, chilijskie piwo „Torreador”, no i trochę pszennego pieczywa.
Na stacji benzynowej nabyłem butelkę taniej tequili, co by popłynąć ostro z całym tematem, bo jeśli nie teraz, to kiedy?
Czułem, że mamy przed sobą przygodę życia i zamierzałem wycisnąć z tej cytryny wszystkie soki, a potem powtarzać to przy każdej, kolejnej okazji, póki dane mi będzie czuć się mężczyzną, dopóki Grace nie zacznie obracać inny koleś z wiecznie stojącym fiutem.
Bo znałem ją i byłem pewien, że nikt nie jest w stanie utrzymać jej przy sobie na całe życie.
Chciałem mieć swoje pięć minut i tyle.
I miałem.

Dom kumpla okazał się małą chatą na długim cyplu, wysuniętym w głąb bagien.
Panowała tu atmosfera wyciszenia i zadumy, jakby nic nie zmieniło się w tym miejscu od wieków, uśpionym w odrealnionym śnie o świecie bez maszyn, telewizji i prądu.
Od razu nam się spodobało – takich miejsc się nie zapomina, mają w sobie coś z magii.
- Mike, tu jest bosko – powiedziała rozanielona. – Jestem w siódmym niebie!
- Wiem, mała, lepiej być nie mogło – odparłem z dumą w głosie.
- Rozpal grilla, jesteśmy chyba głodni, co?
- Zgadza się, jak wilki.
Szybko się z tym uporałem i po chwili kiełbasa od Pabla już skwierczała na ruszcie, obok rozłożyłem warzywa, aby się opiekały, a sam poczułem, że spodnie robią się za ciasne.
Nadszedł czas.
Przyciągnąłem ją do siebie i wsunąłem dłoń pod sukienkę.
Nie miała majtek.
Była wilgotna i gorąca.
Zająłem się nią.
- Och… - jęknęła.
- Dobrze ci? – spytałem.
- Jasne – szepnęła.
- Rozbierzmy się. Te sprawy nie mogą czekać.
- Nakryj grill, to jedzenie się nie przypali.
- Dobrze.

Kiedy chwilę potem byłem już w niej i powoli oddawałem się najprostszym, człowieczym przyjemnościom, rozległo się głośne, donośne pukanie do drzwi, kategoryczne i niepokojące.
Znieruchomiałem.
Kto mógłby znaleźć się tu o tej porze, na takim odludziu?
Przerwałem amory, ponieważ pukanie powtórzyło się ze zdwojoną siłą.
- Założę spodnie i zobaczę, o co chodzi – powiedziałem do Grace.
- Tak.
Dopiłem piwo i otworzyłem drzwi.
Przede mną stał kapitan Devill i uśmiechał się przewrotnie.
W jego martwych oczach ujrzałem dziki błysk, pełen życia i przekory.
Wokół nie było żywego ducha, tylko on i ja.
- Podrzucicie mnie do Rockin’ Side?
- A co, jeśli powiem „nie”?
- A powiesz?
- Nie wiem.
- To jak, jedziemy? Muszę tam być, chłopaki na mnie czekają.
- Będziecie polewać tej nocy?
- Chyba tak.
- Czy musi pytać mnie pan o zgodę?
- Nie, nie muszę.
- Więc po co ta gadka?
- Bo ty już odpadasz.
- Co to znaczy?
- Wiem, że wiesz. Dlatego jestem tu sam. Po co komu pokaz siły? Mam wrażenie, że pojedziemy razem, czyż nie?
Kiedy uśmiechnął się, zobaczyłem tylko czarne, spróchniałe resztki zębów, a w oczodołach zaigrały upiorne blaski nie z tego świata…
- Tak, zaraz będziemy gotowi – stęknąłem drewnianym głosem i poszedłem powiedzieć co nieco mojej kobiecie o gwałtownej zmianie planów.
Należała jej się ta prawda.

Potem jechaliśmy już do naszego stanu, Grace, ja i kapitan Devill, który siedział na tylnym siedzeniu i przez całą drogę nie powiedział ani słowa, czasem tylko chrząkał znacząco, jakby chciał przypomnieć nam o swojej obecności i pokazać, że wciąż tu jest i jest rzeczywistością.
Już nigdy nie usłyszałem jego głosu.
Kiedy mijaliśmy Rockin’ Side, stało się coś dziwnego: demoniczny strażak po prostu zniknął!
Zjechaliśmy na pobocze, by napić się piwa - suszyło mnie jak cholera.
W środku nocy mały parking wydawał się dobrym miejscem na nocleg.
Nie zamierzałem dalej jechać, za dużo stało się po drodze, za dużo, bym mógł zachowywać się, jakby nigdy nic, bo czy mogłem po tym wszystkim?
Chciałem urżnąć się i zasnąć.
Czasem tak niewiele trzeba, by ocalić spokój ducha.
Kiedy ostatnie piwo wylądowało w pobliskim rowie, szepnęła:
- Nie zaśpiewasz mi Elvisa, co?
- Nie, Grace, przepraszam, ale to nie moja wina.
- Ale i tak było fajnie.
- Nie, nie było fajnie.
- Naprawdę mi na tym zależało.
- Mi też, jesteś świetną dziewczyną.
- Chodźmy spać, jutro też jest dzień.
- Tak, zapewne.
- Wpadniesz jeszcze kiedyś?
- Nie, Grace, to koniec, czasem po prostu to wiesz – i wypowiedziawszy te słowa, nakryłem się kocem.
Tej nocy było naprawdę zimno.




10 lipca 2013






























Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
mike17 · dnia 07.11.2013 08:20 · Czytań: 1109 · Średnia ocena: 4,5 · Komentarzy: 74
Komentarze
Usunięty dnia 07.11.2013 08:59
Mike17 - będę szczera, nie lubię Bukowskiego, nie lubię takich tekstów, gdzie facet myśli penisem, a baba jest napaloną lalką, która służy tylko jednemu celowi. Jednak doceniam umiejętność stworzenia klimatu, sposób narracji, wplecenie dreszczyku, nieoczekiwany, jakby z innej bajki, ale z moralizatorską puentą. To, że coś mi się nie podoba, nie oznacza, że nie doceniam talentu.

Pozdrawiam

B)
al-szamanka dnia 07.11.2013 11:20 Ocena: Świetne!
Przyznaję, że z zasady takich tekstów nie czytam, po prostu temat mnie nie interesuje.
Ale...
Jak wszyscy wiemy ludzie są różni - faceci szczególnie.
Czasami są to stworzenia myślące, ale w pewnych sytuacjach wyłącza im się mózg i wtedy nawet w rachunkach potrafią policzyć tylko do dwóch. Nóg!
Odejmowanie nie wchodzi w rachubę.
Dzielenie też nie.
Za to mnożenie... aż do granic wytrzymania.
I takiego właśnie napaleńca doskonale opisałeś.
Brawurowo i, jak to sam mówisz, z przytupem.

Od momentu przeplatanki ze strażakami sprawiłeś czytelnikowi dobrą zabawę.
Bo przecież wystarczy wyobrazić sobie taką groteskową sytuację a chichot sam zaczyna kręcić się w gardle.
Scena, gdy zaślinieni rowerzyści wpatrują się tęsknie w zadek Grace, przypomina podobną w "Amarcordzie" Felliniego. Przezabawna.

Moim zdaniem świetnie też utrafiłeś atmosferę amerykańskiego miasteczka.
Jednym słowem znowu fajnie się czytało.

Pozdrawiam :)
Dobra Cobra dnia 07.11.2013 12:32 Ocena: Świetne!
A morał z tej przypowieści jest taki: dbajcie o swoje kobiety i szanujcie je. Obce laski wydawać się mogą nie wiadomo jak gorące, ale w końcu to i tak to samo, co daje ci partnerka. To tyle do młodzieży.

Mike,

Cholernie dobrze piszesz. Czyta się to elegancko, bo to raczej męska proza. Ale jak podana! I ten tajemniczy Obrońca Cnoty, kapitan Devil!

Ukontentowanym, bo nie o zwykłe dupcenie w tym kawałku chodzi a o sprawy bardziej skomplikowane moralnie, jak np wierność, którą bardzo cenię. I za to najwyższe oceny od DoCo.


Panie winny być zadowolone, bo mówisz o temacie wierności, a one to cenią i lubią mieć tę pewność, że się jest jedną jedyną.


Brawo, drogi Panie!


Ukłony

DoCo
Druus dnia 07.11.2013 14:29 Ocena: Świetne!
"Kobiety" Bukowskiego prężą się na moim biurku. Bardzo często do nich wracam, dlatego z nadzieją, na sporą dawkę dobrego humoru, zabrałem się za Twoje opowiadanie.

Już od pierwszych zdań topisz nas w klimacie mistrza. Wszak, każdy rozdział "Kobiet" zaczyna się podobnie, kiedy poznaje "dobry towar", to wiadomo, w jakim kierunku pójdą sprawy.

Nie zliczę, ile razy rechotałem (w miejscu publicznym) czytając Twój tekst. Zdania, które mnie powaliły, mógłbym wymienić przez parę następnych minut.

Diabelski kapitan - genialnie wykreowana postać.

Wszystkie dialogi - majstersztyk, nic nie jest wymuszone, idealnie pasują do klimatu.

Końcówka na poziomie, ktoś musi czuwać nad przestrzeganiem "nie cudzołóż".

Męskie pisanie, bez ogródek, nie wszystkim musi odpowiadać, ja bawiłem się przednio.

Pozdrawiam.
Usunięty dnia 07.11.2013 19:22 Ocena: Bardzo dobre
Jak obiecałam, tak odwłok do fotela przykleiłam i Elvisa przeleciałam(?)
Samczo. Ale to nie zarzut. Ja lubię, kiedy ktoś daje moralności po twarzy. Dialogi są boskie. Chwilami, mam wrażenie, ponosi trochę narrację i jest przydługo, zbyt szczegółowo, ale szybko bierze kolejny rozpęd. Jednego nie mogę przetrawić. Tego strażackiego widma. Zupełnie nie moja bajka.
A poza tym wszystko dopieszczone do ostatniej kropki. Jak zawsze.

Cytat:
przy któ­rych aku­rat dane im było za­siąść i po­dzi­wiać Grace i jej prze­le­wa­ją­cy się na boki, ob­fi­ty zadek, w którym
trochę wpada, ale może to zamierzone
Cytat:
lub(,) jak ma­wia­li inni, być w złym mo­men­cie

Cytat:
Nie mo­głem się do­cze­kać, kiedy ją wresz­cie ze­rżnę, jesz­cze mo­ment, a bli­ski będę eks­plo­zji.
- wpadł teraźniejszy
Margareta dnia 07.11.2013 20:06
Zobaczyłam "Zaśpiewaj mi Elvisa" (w poczekalni mam tekst z tytulem piosenki jego)i poczułam zew natury, zobaczyłam wstęp o Bukowskim i poczułam się jak w domu..:)

Świetnie napisane, z licznymi nawiązaniami do rock'n rolla, cz€lam ten klimat "sympathy for the Devil". Po prostu dobry tekst. Słowo "dobry" znaczy tu tyle co oszczędnie powiedziany, zawoalowany, niebotyczny komplement. Niech tylko woda sodowa nie uderzy do głowy, bo to jest pierwszy tekst prozą, dłuższy niż dwa akapity, który przeczytałam na tym portalu. Połknęłam go, bez podtekstów. Zaśpiewaj mi Elvisa Mike!:)

edit: tylko też mi trochę tu nie pasuje strażnik przykazań... gdzie Jaggerowi i Bukowskiemu do obrońcy świętych żonek, tępiącego puszczalskie? Wolałabym jednak końcówkę inną... ale to Twoja opowieść i łykam mimo tego...;)

Pozdrawiam.:)
puma81 dnia 08.11.2013 09:09 Ocena: Świetne!
Mike, świetna narracja, fantastycznie się czyta.
Tekst płynie sobie barwnie, po amerykańsku, klimatycznie, jak piosenki Elvisa.
Sprośna opowieść z mocnym morałem, niezłe połączenie.

Zgadzam się z DoCo, że o kobietę należy dbać i codziennie dawać do zrozumienia, bardziej lub mniej dosłownie, że jest tą jedną jedyną.

Cóż, Mike, jesteś jedyny w swoim rodzaju:)
Pozdrawiam serdecznie, ubawiona po pachy.
ajw dnia 08.11.2013 10:57 Ocena: Świetne!
Niepotrzebnie zrobiłam sobie herbatę , bo raz po raz czytając zapluwałam ekran. Piszesz rewelacyjnie. Lekko, jakbyś tę umiejętność wyssał z mlekiem matki (pod warunkiem, ze mamusia też pisze, a jak nie, to lepiej sprawdź DNA ;)). Jakbyś robił to już w piaskownicy . Jakbyś był do tego stworzony.Twój język jest tak kwiecisty jak kiecki wiejskich dziewek i jest to rzecz jasna komplement. Jednym słowem :talent! :)
mike17 dnia 08.11.2013 17:23
Przepraszam Was, że odpisuję z opóźnieniem, ale miałem dość ciężki dzień :)

Ad rem, dziękując moim czytelnikom szanownym:

Amso, zauroczony prozą Buka napisałem o czymś, co jest odwieczne: zawsze będą istnieć napaleni erotomani i łatwe dziewczyny, ale to nawet nie o to chodzi.
W młodości większość z nas (tak mniemam z autopsji), używała życia, bo po to jest i rwała bądź dawała się rwać - tak jest już urządzony świat młodych ludzi.
Ja wcześnie zacząłem, ale co moje, to moje, he he, no i szybko, bo po 4 latach od poznania, czym jest sex, a miałem wówczas całe 15 wiosen i zim, uwiodła mnie pewna dama, z którą połączyłem swe losy.
Ale okres balangowania w każdy piątek i sobotę wspominam z rozczuleniem :)

Al, wiedziałem, że mogę na Ciebie zawsze liczyć, a kreując postać kapitana Devilla już widziałem uśmiech na twojej twarzy, bo mniej więcej mamy podobne poczucie humoru.
Chodziło mi o seksualną groteskę, tak to nazwę, o totalne jaja w połączeniu z elementami zaświatowymi, oraz maxymalne nagromadzenie elementów płciowych, nie erotycznych, a takich związanych z prostą ludzką chucią, która rozsadza zarówno samców jak i samiczki, i która potrzebuje znaleźć ujście, bo człeka przeca rozerwie.
I taki był Mike oraz jego Grace, ale LOS lubi polecieć se w kulki :)

Kobruś, jasne, ziomuś, żem miał jako przesłanie tego kawałka hołd dla wierności i to, że skakanie na bok może wcześniej czy później wyjść na "róg soboty" skaczącemu, jak strażakowi, który stracił wzwód!
Pozornie historyjka kręci wokół pukania, ale coś tam w tle się czaiło, to owo przesłanie.
Napisanie tego opka bardzo mnie zmordowało, bo choć lubię pisać slangiem, nie jest to wcale takie łatwe, by nie przegiąć, podobnie pisząc opowiadanie ocierające się jakby nie było o "małe obrzydliwostki", też można wpaść w pułapkę wulgryzmów, czego jak wiesz nie ma raczej w mojej pisaninie, ale w języku potocznym he he, oj to już inna bajka :)
Czy "cholernie dobrze piszę" (thanx), piszę tak, jak Ty mnie odbierasz, jako czytacz :)

Druusie, jakże ucieszył mnie twój entuzjastyczny koment i to, że obaj kochamy Buka!
A zależało mi właśnie na tym, by trochę sobie porechotać przy tym tekściorze, bo nic gorszego i smętniejszego na tej ziemi, jak pisać śmiertelnie poważnie o sexie.
To wprost mnie odrzuca na kilometr!
Jako wesoły facet i do "tych spraw" podchodzę na szeroko rozumianym luzie i nie demonizuję ich, jak Buk, który pukał, co popadło i pił, ale cholernie dał się lubić w tej roli i ma miliony fanów na całym świecie.
Cieszę się, że śmiejemy się z tego samego!
Trochę się bałem, że mnie tu zlinczują za tak w sumie kontrowersyjny kawałek, który może niejedną niewiastę upewnić, że ze mnie prostak, a tak nie jest, i dlatego fajnie, że text ożył w twoim odbiorze, no i że wracasz pod moją pisaninę :)

Morfa, tak, starałem się dać Wam finalny produkt, dopieszczony na tyle, na ile pomogła mi moja ludzka omylność.
Powtórzenia czasem stosuję celowo, choć wiem, że mogą się nie podobać.
Jasne, że to jest męskie pisanie, jak zaznaczył Kobruś, staram się być wszechstronny, nie być one show manem, bo to śmierć dla piszącego.
Stąd moje eksperymenty z tematami i stylizacje językowe.
Proszę: polub choć trochę kapitana Devilla, jemu nie stawał przy takiej lasce jak Grace, a to koszmar jakiś!
Skoro spoceni kolarze zawzięcie walczyli z popędem pod stolikami cukierni, jak on się czuł?
To w sumie taka fajna postać :)
Osobiście lubię porąbanych ludzi :)

Margareto, to prosta, lecz nie do końca historyjka z Dzikiego Zachodu, gdzie niegrzeczni chłopcy pukają niegrzeczne dziewczynki i gra muzyka, bo o to w tym wszystkim chodzi!
Chciałem pokazać pewną mentalność ludzką: nadmierny seksualizm, który mnie bardzo fascynuje literacko, i o którym lubię co jakiś czas coś napisać.
A ani Jagger, ani Buk nie był od chronienia cnoty - on był od rwania lasek!
To się przecież dzieje codziennie, i u nas, w Polsce, i w Hong Kongu, i tak będzie po kres świata, i o tym też ta mała opowiastka, że natury nie oszukasz, jak cię przyprze, to nie bata, trza ulżyć i tyle!
Fajnie, że też czytasz Buka, witaj w klubie!

Kasiu, tak, tak, miało być baaardzo sprośnie i dosadnie, ale nie wulgarnie.
Nie ze mną te numery, ja obrzydliwość ubieram w nieco inne środki i ubranka, niż tylko w zlepek obiegowych wulgaryzmów, to nie dla mnie, to przeczy memu spojrzeniu na sztukę!
Lubię tworzyć gadki podejrzanych kolesi, którzy nawijają slangiem o dupach i chlaniu, jakby recytowali w szkółce niedzielnej wierszyk.
Staram się ten prymityw wydobywać przede wszystkim z dialogów i opisów miejsc.
No i zawsze musi być wesoło, nawet jak humor balansuje momentami na granicy dobrego smaku, ale biorę to na klatę :)
Czy jestem jedyny w swoim rodzaju, no próbuje, całe życie się czegoś nowego uczę, nie stoję w miejscu, ryzykuję, jak w przypadku tego kawałka, nawet ostrą krytykę, podobnie było zresztą z Czesiem, który znacznej większości jednak przypadł do gustu, a nigdy wcześniej nie pisałem opowieści menelskich.
Więc tak to jest: walczę :)

Iwonko, wyczytałaś to z moich telepatycznych przekazów w ten szary, posępny piątek, że piszę od zawsze, odkąd pamiętam piszę, piszę, odkąd pamiętam.
A jeśli się to podoba, to nie powstało to w rok czy dwa.
To ciężka praca, a jak boli, gdy mijają całe miesiące, a człek nie ma natchnienia...
Ta lekkość mojej pisaniny wynika z tego, że jestem wesołym, żyjącym na luzie gościem.
Staram się być dobrym człowiekiem w życiu, i otacza mnie grono fantastycznych ludzi, którzy dają mi, tak jak Wy, portalowicze, power do pisania i każde dobre słowo motywuje mnie do dalszej pracy i tworzenia.
Krytyczne uwagi, jeśli tylko uzasadnione, zawsze biorę pod uwagę i nanoszę poprawki.
Czasem stosuję za dużo powtórzeń, ale dzięki Al, która ma sokole oko w tej materii, udaje mi się ograniczyć ich ilość :)
Super koment, warto jednak pisać i wystawiać się na ogląd publiczny!

Wszystkich moich dobrodziejów pozdrawiam i wychylam za Was popołudniowego browarka :)
Wiolin dnia 08.11.2013 17:34 Ocena: Świetne!
Witaj Mike. Do 100 tysięcy nie wysłanych balonów! Jak mogłeś nie zaśpiewać JEJ Elvisa? Jak mogłeś stworzyć taką historię bez happy endu???? Tekst w obronie moralności ku przestrodze......cholera - ależ Micke się znauczycielił ......:):):), Znów mnie zaskoczyłeś.jak 100 tysięcy niewysłanych do nieba balonów......Pozdrawiam bbb.
mike17 dnia 08.11.2013 17:43
No nie wierzę własnym oczom - Darek!
No super, że Cię nie zniesmaczyłem moją naturalistyczno-groteskowo-seksualną opowiastką, ale tak, tak, ku przestrodze text napisałem, a że ubrany w amerykańskie, na luzie ubranko, to taka zmyła tylko, bo kto puka na boku, tego i LOS puknąć może!
Jako zatwardziały monogamista musiałem dać swój głos w tej kwestii, bo czyż ludzie tak właśnie nie postępują, zwłaszcza młodzi?
A nad chucią trza panować, bo to siła ogromna, oj niejednego zwaliła na manowce...
Gdyby Mike rzeczywiście w końcu skonsumował Grace, koniec byłby miałki i żaden, a tak jednak nie do końca z niego był taki kozak :)
A Elvisa pewnie do dziś śpiewa swojej żonie, bo w życiu kocha się raz, przynajmniej ja tak mam i bardzo mi z tym dobrze :)

Pozdruffki, Poeto :)
ajw dnia 08.11.2013 17:47 Ocena: Świetne!
Oprócz tej Twojej niesamowitej prozy, którą pochłaniam jak łasuch kremówkę mogłabym czytać jak prozę Twoje komentarze, które są po prostu niebywałe. Czasem tak dosypujesz do pieca, że mam ubaw jak dzika świnia w obierkach :) Super!
mike17 dnia 08.11.2013 17:50
Iwonko, jestem sobą, tylko tyle :)
Wiolin dnia 08.11.2013 17:56 Ocena: Świetne!
Ech Mike - Polecono mi ten tekst......
Widzę że z Tobą żartów nie ma - cholera, taki niby ten tekst amerykański, a ile w nim przekazu....Super. Pozdrawiam.
ajw dnia 08.11.2013 17:56 Ocena: Świetne!
Taki nieskromny w tekstach, a taki skromny w życiu :)
mike17 dnia 08.11.2013 17:59
A Ty masz piękne oczy, ale chyba już Ci to kiedyś mówiłem :)

Darku: nawet w takiej otoczce warto spróbować przekazać coś świętego :)
Wiolin dnia 08.11.2013 18:05 Ocena: Świetne!
Mike - bo zaraz przestane Tobie wierzyć....Wciągnąłeś mnie tak na poważnie, pełnego wiary w Twoje intencje, a Ty, (tylko się na chwilę odwróciłem) już mówisz o pięknych oczach Iwony.....No masz! :)
ajw dnia 08.11.2013 18:08 Ocena: Świetne!
Tak jakoś niebrzydko wyszły na tym zdjęciu, ale to niestety wszystko co mogłoby Ci się spodobac . Natomiast jestem ciekawa jak bym wyglądała z Twoimi ustami? ;) hi hi
mike17 dnia 08.11.2013 18:11
He he, doceniam piękno innych, pielęgnując to, co mam w zasięgu ręki :)
Śpij spokojnie: u mnie constans, a kobiecie zawsze warto powiedzieć prawdę, hm?
To nic nie kosztuje, a cieszy chyba obie strony :)

Iwonko, moje usta się starzeją, to żadna atrakcja, jak ja, mike z Polski :)
ajw dnia 08.11.2013 18:14 Ocena: Świetne!
Zgadzam się bez bicia (nadmieniając, że nie mam skłonności sado-maso) :)
julanda dnia 08.11.2013 18:26
:( Czytać się nie da, przykro Mike, nie szkoda Ci czasu? Zdegustowana pozdrawiam.
mike17 dnia 08.11.2013 18:31
Cóż, nie każdemu się dogodzi, z czym żem się liczył :) a czas to pojęcie jakże względne...
Pozdrawiam jesiennie :)
Usunięty dnia 08.11.2013 18:46
Cytat:
A ja ma za cia­sno w ga­ciach

świetne dialogi... :))) ale literki zabrakło : "ma (m)" , chyba, że niczego nie rozumiem... pozdrawiam i zacznę tu zaglądać częściej... krwiste befsztyki z przyprawami +18 bardzo mi odpowiadają...
mike17 dnia 08.11.2013 18:54
Już to namierzyłem i poprawiłem, Absyncie :)
Zaglądaj do mnie, bo ja o ludziach piszę, takich zwyczajnych, ze zwyczajnymi problemami i chuciami, tragediami i radościami, miłościami i nienawiściami.
Kocham człowieka, i to, co w nim drzemie :)

Pozdrawiam +18 :)
Usunięty dnia 08.11.2013 18:56
pozdrawiam :)
julanda dnia 08.11.2013 19:00
Mike, ten tekst nie powinien przejść przez cenzurę, nawet od 18 lat, po prostu wstyd, niskie i niemoralne, a to jest portal pisarski.:(
mike17 dnia 08.11.2013 19:10
Skoro przeszedł, a wulgaryzmów tu nie uświadczysz, może poza jedną "kurwą", odpowiedz sobie, czemu się tak (jak dotąd) podoba :)
Ja liczyłem się z krytyką, jak zawsze zresztą, bo nie każdemu muszę przypasować.
Może ludzie lubią czytać takie właśnie historie?
Każdy z nas jest inny, każdy ma inny gust, to, co dla Ciebie przysmakiem, innemu trucizną, Jula, takie jest życie, jeden lubi blondynki, a drugi blądynki :)
darek i mania dnia 08.11.2013 19:25
jakie czasy takie pisanie = arcydzieło to nie jest ale poczytne i znajdzie uznanie bo na czasie słownictwo pod publikę. pisanie o seksie i alkoholu ma duży popyt. Osobiście nie widzę tu nic
specjalnego oprócz notorycznych prób "rżnięcia " (z motywem gaszącego strażaka) które po pierwszym nieudanym było do przewidzenia kolejne . Ciekaw jestem jak przespali nockę w samochodzie i w celibacie ? Uwielbiam piosenki Elvisa i tytuł mnie zwabił .
mike17 dnia 08.11.2013 19:40
Nie jest tak, jak piszesz, Darku-Maniu: Buku pisał o tym samym w latach 70-tych, więc mój skromny kawałek nie jest żadnym znakiem czasów, bo zjawisko ruchaczy i dziwek zawsze było, jest i będzie, czy chcesz, czy też zamkniesz swe oczy na tę POTRZEBĘ.
To są sprawy, które istnieją od zarania świata, a ja, w tej skromnej opowiastce na kanwie dymanka chciałem pokazać, na zasadzie kontrastu, czym jest wierność.
A i słownictwo, jakie tu zawarłem, wcale nowym nie jest, slang był, zanim Ty i ja ujrzeliśmy ten padół łez i sexu, więc nawet tu jestem wtórny :)
Ale dziękuję za podróż autostradą niespełnienia, bo jednak lepsze to, niż poczucie, że zdradziło się żonę :)
A Elvis żyje... widziałem Go wczoraj nad Wisłą, łowił na spławik leszcze.
darek i mania dnia 08.11.2013 20:18
w latach 70-tych to ja za niemowlaka robiłem i neta w Polsce nie było i takie pisanie nie przeszło cenzury = w szkołach uczono patriotyzmu ; Broniewski, Mickiewicz, Słowacki oraz miłości do ZSRR a teraz zachód i to dziki mamy, każdy może i co chce. Pewnie, że i wtedy chodziło się na boki i zaliczało tematy i myśli jarały się na takie widoki, pamiętam jak w garniaku(z grubym portfelem) i markowych butach szedłem z torbami zakupów do samochodu deptakiem no i spotkałem na drodze taką co potrafi zawirować facetem. Ubrana była tylko w kożuch i ekstra buty. Zbliżając się do mnie odsłoniła futro i nachylając się jak wąż do Adama szepnęła "chodź za mną" . No ale od pisania prozy to jest Mike ja to mogę jedynie coś z życia wspomnieć . Jeśli jest popyt na czytanie takich treści jw. to czemu o tym nie pisać, kur.. jest na porządku dziennym a dalej traktowane jest jako wulgaryzm. Wiesz jak to jest z kobietami nie, nie ! a później tak, tak! Niejeden ksiądz na kazaniu moralność wmawia a sam amoralny. Elvis się otruje jak spróbuje to co złowił ;)
mike17 dnia 08.11.2013 20:28
Ja też w latach 70-tych raczkowałem jeno po tym dziwnym świecie, o którym tak mocno zaśpiewał Czesiu Niemen.
To ja Ci powiem tak: że w tamtych latach był u nas na osiedlu wysyp ekshibicjonistów, i wsiada taka kobicina prosta do windy, a a tam kolo płaszcz rozchyla i fleta pokazuje!
A kiedyś taki nas na wycieczce szkolnej w Łazienkach zczapił i płaszcz rozchylił!
To były czasy.
Teraz jakieś pedofile...
Coraz gorzej.
A moja historyjka pod płaszczykiem pozornego zboczenia ma grzmieć o wierności w małżeństwie!
A Elvis właśnie przyleciał z Czikago, nadal bolą go ramiona :)
Usunięty dnia 08.11.2013 20:40 Ocena: Słabe
Czułem się jak w Zoo. Bywam tam prawie nigdy. Ostatni raz dwa lata temu i pamiętam, że już przy pierwszej małpie zacząłem się nudzić.

Nie doczytałem, bo po co. Mam nadzieję, że autor nie ma mi tego za złe ;)
Nie zostawiam oceny, - || -.


Pozdrawiam.
mike17 dnia 08.11.2013 20:51
Za złe?
Musiałbyś doczytać do końca i zrozumieć.
Bo nawet chyba w tym swoim zoo nie bywałeś do końca :)
Wiesz, o co mi chodzi, hm?
Pomimo wszystko zapraszam do doczytania do końca.
Ocena mnie nie interesuje.
Po prostu odwiedź zoo :)
Usunięty dnia 08.11.2013 20:55 Ocena: Słabe
Mike, tyle tu seksu ile w Zoo dzikości ;)

Dej spokój :D
mike17 dnia 08.11.2013 20:57
Jednak się nie pomyliłem, śpij spokojnie :)
Już, broń Boże, nie dopowiadaj, ok?
WholeTruth dnia 08.11.2013 21:05
też nie doczytałam. ale już wiem, że nie chcesz znać mojego zdania.
wpadłam tu tylko, bo widzę, jak komentują Cię inni. sama podpisuję się pod Julandą. i powiem, że ostrzejsze erotyki czytam z ciekawością, gdy są napisane z jakimś wyczuciem<?>. nie chodzi o delikatność, a o rozmach w fabule... nie potrafię znaleźć słowa.
u Ciebie poczułam się jak w księgarni, przeczytałam pierwsze zdania opowiadania i stwierdziłam, że szukam czegoś innego.
nic do mnie nie przemawia. zoo...

pozdrawiam. Whole
Usunięty dnia 08.11.2013 21:12 Ocena: Słabe
Nie bój się Mike, nie pogrążę Cię, potrafisz lepiej pisać :D
mike17 dnia 08.11.2013 21:17
I też musiałabyś doczytać do końca, by zrozumieć to, co zrozumieli czytający przed Tobą.
Jeśli im się udało, to czemu Tobie nie?
Tu nie chodziło o erotykę, to nie jest text erotyczny, a zwyczajna opowieść o CHUCI, o potrzebie rżnięcia, ale jak już zaznaczałem wcześniej, przesłaniem jest pointa, do której powinnaś dotrwać, by zrozumieć, o co mi tu w ogóle chodziło.
Nie o sex sam w sobie, a o wierność.
Ale, by się nie powtarzać, zapraszam do moich wcześniejszych komentów :)
A skoro szukasz czegoś innego, to może do zoo warto walnąć, hm?
I nie oceniaj textu, jak go nawet do końca nie przeczytałaś.
Usunięty dnia 08.11.2013 21:19 Ocena: Słabe
Dobra, przeczytam i ocenię rzetelnie.
WholeTruth dnia 08.11.2013 21:24
czytaj szukając sensu. nie oceniałam Twojego tekstu. pisałam o swoich odczuciach. nie doczytałam do końca, bo coś mi się nie spodobało... to nie znaczy, że tekst nie ma puenty. niech ma. mnie ona nie dotyczy, bo nie jestem tak jej ciekawa po przeczytaniu paru dialogów.

...
mike17 dnia 08.11.2013 21:30
Widzisz, bo nie oceniaj mnie nie czytając do końca.
Po drodze zraziłem Cię seksizmem?
Dotrwaj, i zobacz, jak kończy mój bohater. i to też się tyczy kolegi Dupacycki, czytać ze zrozumieniem, moi drodzy, bez trujących emocji, na luziku, tak jak ja piszę, bez spiny, no :)
Dobra Cobra dnia 08.11.2013 22:16 Ocena: Świetne!
Widzę, że - niejako przy okazji - zająłeś się moralizatorowaniem Czytelnika :) A to jak ze wszystkim: Nie to ładne co ładne, ale co się komu podoba.

Pozdrawiam wieczorowo,

DoCo

Ps - kto wie, może to jednak skandal, że takie opowiadanie mogło przejść czujną cenzurę PP?
julanda dnia 08.11.2013 22:39
Mike, tu nie o smaki chodzi, ale coś subtelniejszego, o człowieka, który jest piękną istotą, a nie wynaturzonym stworem, bo i zwierzęta są piękne. Jeśli ludziom się będzie pokazywać niemoralność, obrzydzać, to co jest cudem, w końcu zapomną, że świat jest dobry, że bywa liryczny i romantyczny, a sztuka niesie pod niebo i dodaje skrzydeł. Taka sztuka jak ten tekst jest złem, wymierzona w człowieka jak broń. Jeśli chcesz bronić moralności, to nie tak. Chciałam Ci to powiedzieć.
mike17 dnia 08.11.2013 22:49
Mylisz się, Jula :)
Takich ludzi, jakich tu opisałem, jest miliony, i rżną się na potęgę każdy z każdym, na zmianę.
Wiem coś o tym, bo w młodości sam w tym byłem.
A dziś rozpasanie seksualne to już istna patologia.
Ja, na zasadzie wstrząsu, czyli tego, co moi bohaterowie mieli zamiar zrobić, chciałem pokazać, czego raczej robić nie należy :)
Suspens tej opowiastki jest nad wyraz oczywisty: wygrywa moralność.
Ale warto opisać ludzi, którzy rżną się i nie patrzą na skutki, a to zawsze będzie i przetrwa, jak ludzki pociąg do zła.
Mój świat nie miał być liryczny, a seksualny.
Ona mu daje, a on bierze - tyle.
Ale, zaraz, zaraz?
I po całości chyba wiadomo, o co mi w tym wszystkim chodziło.
julanda dnia 08.11.2013 22:55
To ja się nie znam... :( Szkoda, że nie można wybierać światów...
mike17 dnia 08.11.2013 23:01
Jula... mamy inną wrażliwość, ja chłop, Ty kobieta, a skoro jestem chłop, to muszę czasem po męsku napisać kawałek męskiej prozy.
Tak mam.
Lubię czasem na ostro :)
Ale, jak wiesz, to nie jedyny świat, w którym się poruszam.
Tym razem pojechałem tym torem.
Jutro będę gdzie indziej :)

Miłych snów :)
Giuliano Amoroso dnia 08.11.2013 23:45
kiedyś tam coś Ci już pisałem, nie pamiętam, co. Costam, że są jakieś przekłamania co do lokalu, gdzie w życiu nikt i nigdy nie sprzedawał żadnej padliny, bo to był zwykły boordel i to prawie legalny, bowiem posterunkowy X, co wieczór wpadał tam na długie pogawędki o literaturze. Czaisz sytuację? Nie? OK, nieważne.Zatem, co to ja chciałem powiedzieć.... Acha, moją metodą, sprawdzoną na rozładowanie witalnego napięcia, to nie jest jeżdżenie z laską niewiadomogdzie, a tym bardziej przekraczająć granice stanu, i nawet, gdyby to była Luisiana, to nikt mi nie powie, że nie można dac lasce do buzi na zapleczu. Dlatego pytam! Nie szkoda ci było tych kosztów na piwo, kiełbaski, paliwo i całe te podchody, jak wszystko można było załatwić w kawiarni na zapleczu?!!!!! No wiesz. Nie chcę wnikać w Twoje upodobania. Ale normalny facet załatwił by sprawę w przelocie, nie narażając się na interwencję straży pożarnej. A tym bardziej z doopencją, która jest mokra już w samochodzie. Jarzysz o czym Ci klaruję? Zatem, nie róbmy z piczki kapliczki. było brać w samochodzie, jak była mokra, a nie szukać edenu po dziurach.... I co? teraz rączka...:):):)

Ponieważ spotkałem się z uwagami ze strony Pani Redaktor "zawsze", co w Luisianie tłumaczą "always", jak te podpaski ze skrzydełkami, a również tak wołali na starą Meggi, Irlandkę, co była zawsze always and in time, a niektórzy Niemcy twierdzili, że także immer dabai. Zatem muszę wyjaśnić, aczkolwiek niechętnie, o czym potym, że nie robię, do qoorvvy nędzy żadnycgh wyciewczek osobistych, a tylko wczuwam się w poetykę utforu i gadam tym samym językiem, bo w końcu ma się w sobie trochę empatii, jeśli chwytasz moją myśl w tym momencie... Ale jeśli nieobcy jest ci Roth i Runyon, nie wspominając o ferajnie spod monopolu, to się na zicher nie obrazisz, a mało tego, pojmiesz w lot sprawę. Czujesz? No jak nie, każdy by zajarzył.... a konkretnie chodzi o to, czy się przypadkiem nie obraziłeś, że ja wolę w przelocie, a ty bardziej się przyłożyć. bo to o to chyba chodzi pani redaktorce, że nie można dyskryminować za poglądy. A niechętnie to robię, to całe tłumaczenie, bo my, dżentelmeni w końcu, chyba nie mamy z tym takich problemów, jak adminiestracja portalu, nie?:)

_______________
Giuliano, dwie sprawy do Ciebie. Po pierwsze: nie kasuj naszych redakcyjnych dopisków, szczególnie, jeśli (to drugie) masz w nich zawierać personalne, prowokujące ataki. Jedna rzecz, że Regulamin Ci tego zabrania druga, że to cios zupełnie bez klasy i poniżej pasa.

Ponownie przypisuję.

zawsze
Usunięty dnia 09.11.2013 01:36 Ocena: Słabe
zero.
shinobi dnia 09.11.2013 08:53
Żylaste fiuty, mokre pipki a na deser ser spod napleta.
Człowiek to zwierzę, dymać się musi, a moralność może jest jakimś wymysłem ostatniej sekundy z trwających już trochę dłużej dziejów człowieka rozumnego. Ale to dobry wymysł.

Bukowskiego nie znam, ale może się wreszcie zabiorę, chociaż nie bardzo lubię książki z seksem w tle i na wierzchu.

Uwag stylistycznych nie mam, bo Ty masz dar i wiesz co i jak pisać.
Pojawiły się sugestie, że trochę za długie. Może coś w tym jest, może jakieś skondensowanie treści kosztem paru dialogów i garści informacji byłoby dobre.
Usunięty dnia 09.11.2013 09:23
Wiesz mike, to jest pierwszy twój tekst który czytam i który komentuję... powiem tyle, że nie powinno się przy nim jeść... piszesz fajnie, aczkolwiek nie lubię jak facet traktuje kobietę jak narzędzie do zaspokojenia swoich hormonalnych potrzeb. Wydaje mi się, że nie na tym polega zabawa.
Ale cóż, co kto lubi. Styl jest fajny, piszesz bezpośrednio i bezczelnie, a to lubię :)
pozdro :)
mike17 dnia 09.11.2013 12:07
Shinobi, dark_kid, , dzięki wielkie za wejście w ten brudny świat ludzkich chuci, ale aby wydobyć mój główny zamysł, czyli pochwałę wierności małżeńskiej, musiałem na zasadzie kontrastu pokazać zachowania, bardzo niestety częste na całym, bożym świecie, które polegają na czystym hedonizmie i bezrozumnie pojętej seksualności.
Wiedziałem pisząc, że taki text może wywołać bardzo skrajne opinie, ale o to właśnie mi chodziło, by postawić sprawę "na ostrzu noża" (znów podtext erotyczny), bo lubię pisać tak, by wzbudzić konkretne odczucie, złe lub dobre, miłe lub niemiłe, ciepłe lub smutne.
Każdy z nas wie przecież, jak kończą się wieczory w klubach i na dyskotekach, to, co tu opisałem, to samo życie, bez retuszu, ukazane w całej swej brutalnej prawdzie.
"Bezczelnie" jak zauważyła dark_kid :)
Bo i temat językiem kwiecistym raczej opisywany być nie powinien.

Pozdrawiam znad Wisły :)
Figiel dnia 09.11.2013 13:40 Ocena: Bardzo dobre
Witaj , mike. No, chuć wali po oczach, bryka w opisach i dialogach. Samczy tekst, dla mnie jako kobiety trudny w odbiorze, nie tyle przez niezrozumienie, że można myśleć innym narządem niż mózg, ale raczej zdumienie, że aż tak. Pewnie prawdziwe, bo ludzi z nadaktywnością hormonalną jest kupa, a hormony wiadomo - zrobią z człowiekiem co chcą, a on z podziwu wyjść nie może, że inni nie maja tak samo. Potknęłam się na się na efekcie moralizatorskim, bo walnął po łapach karcąco niczym ksiądz, wyciszył tekst i przekierował na inne tory, i troszkę przypowieścią z morałem zapachniało, tyle, że ostrym językiem napisaną..
To Twój drugi tekst, napisany w podobnym klimacie, który miałam przyjemność czytać, ale przyznam, że tamten bardziej mi przypasował.
Nie zmienia to jednak faktu, że napisane z właściwą Ci umiejętnością, czyli treściowo tylko marudzę:)

Pozdrawiam:)
mike17 dnia 09.11.2013 15:15
Cześć, Figielku, dziękuję za wizytę i poznanie moich bohaterów :)
Morał w sumie wyłania się stosunkowo późno, cały czas mamy wrażenie, że Mike w końcu postawi na swoim i skonsumuje Grace, bez względu na wszelkie konsekwencje.
Że to historyjka seksualna z elementami groteski, no i jak się później okazuje zaświatów :)
Nie cofa nie przed niczym nawet po opowieści strażaka ze sklepu, który stracił wzwód.
Do końca samego się nie opamiętał - dopiero nagła wizyta kapitana Devilla, przerwała to, co pomimo wszystko już zaczął :)
Ja bym jednak bronił tekstu w ten sposób, że byłoby kiepsko, gdyby od samego początku zanosiło się na opowieść z morałem, a tak przecież nie było.
Ale to w sumie moje własne spojrzenie, każdy odbierze tekst po swojemu, i to mnie cieszy.

Pozdrawiam deszczowo :)
Lenix dnia 09.11.2013 17:42 Ocena: Świetne!
Mike, widzę, że tutaj dzieje się jeszcze więcej niż u mnie. ;) Normalnie nie czytam opowiadań, wszedłem tu trochę przypadkiem i uśmiałem się do łez. Fabuła niczym niespełniony sen erotyczny nastolatka, który budzi się tuż przed (kubłem zimnej wody), haha.

Poczytałem komentarze i nasunęła mi się ciekawa dygresja już nie na temat samego opowiadania. Ja może święty nie jestem, ale nigdy mnie takie przypadkowe kontakty nie interesowały, co u niektórych przedstawicielek płci pięknej wywoływało zdziwienie, a raz nawet zostałem wyśmiany. :D Nie masz chłopie lekko z takimi poglądami, ale mam nadzieję, że trafiłeś na partnerkę, która Cię docenia, o ile oczywiście to, co piszesz, jest zgodne z tym, co prezentujesz.

Pozdrawiam. :)
mike17 dnia 09.11.2013 17:51
Lenix, thanx a lot za nalot :)
Już nie będę marudził raz jeszcze, o co mi w tym kawałku chodziło, bo pewnie żeś komenty czytał, powiem krótko: taki świat istnieje i zawsze będzie istniał, łatwe laski i napaleńcy, którzy pukną wszystko, co na drzewo nie ucieka :)
Ale jak pewnie odkryłeś, nie o samo szokowanie mi tu poszło, a o pryncypia.
Cóż, było się młodym, zachowywało się podobnie, ale szybko się ustatkowałem i by poznać resztę, zapraszam Cię do opowiadania, gdzie opisuję swoje życie, wzloty i upadki LATO Z MONIKĄ, tam znajdziesz odpowiedź, kto mnie uszczęśliwił sobą na całe życie i czemu nie muszę być jak Mike z tego kawałka, ale i on w końcu oprzytomniał - wzwód rzecz święta!
Ale szkoda mi ludzi, którzy zdradzają swoje żony, to beznadziejne przypadki, bardziej dla mnie smutne, niż odrażające.

Pozdrawiam z uśmiechem :)
marukja dnia 09.11.2013 22:33
Ależ opowieść! Narracja godna podziwu, leciutko, jakby słowa układaly się tuż nad ziemią.
Nie zgadzam się z opiniami, że taki pryzmat tyczy się tylko mężczyzn. Wystarczy obejrzeć jeden odcinek Seksu w wielkim mieście, by zmienić zdanie. A najlepiej wszystkie cztery serie. ;)
Bukowskiego znam też z filmu - Factotum, swoją drogą - genialny! I czytając Twój tekst czułam ten klimat: życie kreślone erekcją, nieokiełzany pociąg, i kobiety, kobiety, jeszcze raz kobiety. Ale w tym wszystkim jest właśnie miłość, niezdefiniowana, bo nieznana, w ciągłych erotycznych poszukiwaniach.

Tekst ma ciekawy zwrot akcji, postać Devilla - nie do przewidzenia. Koniec lekko nostalgiczny, swoiste przełanie nastroju 'sielanki'.
Jest naprawdę dużo momentów, ja zapamiętam takie:
Cytat:
Raz wi­dzia­łem, jak si­ka­ła w krza­kach – ta­kich ud już póź­niej nie zo­ba­czy­łem u żad­nej.

Cytat:
a ko­bie­ty lubią po­etów, nie wszyst­kie, rzecz jasna, te bar­dziej kon­kret­ne wolą ostrych za­wod­ni­ków, któ­rzy wy­wró­cą świat do góry no­ga­mi, roz­pa­lą pod­brzu­sze, a na ko­niec za­spo­ko­ją po pań­sku, try­ska­jąc na­sie­niem gdzie po­pad­nie.

Cytat:
- Cześć, Mike – za­ga­da­ła pierw­sza.
- Cześć, mała, po­ga­da­my? – po­le­cia­łem grubo.
- Jasne – od­po­wie­dzia­ła.

:)

Więcej grzechów nie pamiętam, serdecznie nie żałuję. ;)
Pozdrawiam!
akacjowa agnes dnia 09.11.2013 22:52
Mam wrażenie, że rozpoznałabym Twój tekst wszędzie. Masz styl i dryg. Lubię takie tematy. Nawet sama trochę próbowałam, ale nie mam tej lekkości i oberwałam na PP od paru oburzonych. Możesz być pewien, że już czekam na Twój kolejny tekst. Temat może być inny :)

Pozdrawiam
mike17 dnia 10.11.2013 10:05
Marukjo, absolutnie się z Tobą zgadzam, moja Grace jest przykładem takich właśnie kobiet, które żyją sexem i jest on dla nich jak powietrze, którym muszą i chcą oddychać.
I to często one przejmują inicjatywę, rwąc faceta w określonym celu :)
To się po prostu dzieje i myślę, że większość nas, mężczyzn, miało z takimi kobietami styk.
Cieszę się, że moja opowiastka przypadła Ci do gustu, cieszę się, że jesteś kolejną dziewczyną, która rozumie to, co chciałem napisać i podchodzi do tego na luzie :), bez zbędnego demonizowania i rozdzierania szat.

Aga, zawsze znajdą się osoby, którym nasze pisanie się nie spodoba, ale to nie powód, by przestać pisać - będę i takie, którym to, co tworzymy przypadnie do gustu.
Cieszę się, że lubisz moje pisanie i ten kawałek, choć jest on przeca dość kontrowersyjny, ale takie jest życie i nie wymyśliłem niczego (poza kapitanem Devillem i jego załogą), co faktycznie nie ma miejsca - ma, i to bardzo często, zwłaszcza wśród obecnej młodzieży i średniaków, którzy sex uważają często za jedną z najważniejszych rzeczy w swoim życiu.
Więc moja opowiastka jest poniekąd "na faktach" :)

Pozdrawiam Was wesoło :)
puma81 dnia 12.11.2013 09:09 Ocena: Świetne!
Zgadzam się z DoCo. O gustach ludzkich się nie dyskutuje.
Tekst, w imię wolności przekonań i wypowiedzi, został opublikowany i w imię tej samej wolności, komentujący mogli wyrazić swoją opinię. Cenzura źle mi się kojarzy.
Mike i Grace to wersja soft tego, na co można natknąć się w rzeczywistości. Istnieją mężczyźni myślący jedynie przyrodzeniem, ale są też kobiety, którym takie podejście w stu procentach odpowiada. Ostatnio byłam świadkiem, jak para młodych ludzi umawiała się publicznie (czyt. facebook) na seks, nie szczędząc przy tym szczegółów.
Tekstowi Mika daleko do perwersji.
mike17 dnia 12.11.2013 09:39
Już o tym pisałem we wcześniejszych komentach, że lubię traktować temat sexu na wesoło i z przymrużeniem oka, daleki jestem tu od powagi, stąd taka a nie inna konwencja tej opowiastki.
Każdy może odebrać ją po swojemu: skupić się na całym tym odlocie i potraktować to, co czytał, jako porąbany kawałek o sexie, lub ująć to w kategoriach pewnego morału - the choice is yours!
Nigdy nie bywam wulgarny w moich opowieściach, choć sex pojawia się w nich często.
Jednakże nie posuwam się poza granicę, poza którą jest już z lekka pornograficznie.
Lubię wsadzać sex (co za stwierdzenie!) w usta ludzi z ludu i ich niewybrednym językiem opowiadać, że ktoś kogoś, no, tego :)
Także chyba od razu wiadomo, że tematyka ta stanowi dla mnie temat do żartowania, co też poniższym uczyniłem, i być może do materii wrócę, jeśli wena pozwoli.

Dziękuję, Kasiu, za ważny i celny głos :)
Jest tak, jak napisałaś :)

Pozdrawiam serdecznie :)
ajw dnia 14.11.2013 17:27 Ocena: Świetne!
Przyszłam jeszcze raz, bo od niedawna stawiam noty. Pozdrawiam serdecznie Autora :)
mike17 dnia 14.11.2013 18:33
Dzięki, Iwonko, za kobiecy głos, który bardzo mi się podoba i za wysoką notę :)
tydrych dnia 16.11.2013 17:33
Byłem, przeczytałem i jak paru innych z Julandą na czele wyrażam się tak: Wolę Twoje inne, bardziej cudowne pisanie.
Tekst leci, ale po stylu można tylko podziwiać autora. Sama treść nie przekonuje mnie.
Mam prośbę: Wracaj do kraju! O naszych , swojskich klimatach i sprawach piszesz cudownie i ja za tym tęsknię.
Mike - czuły, wrażliwy kochanek. Mike - czuły i wrażliwy przyjaciel! To prawdziwy autor!! I niech takim tu będzie wciąż.
mike17 dnia 16.11.2013 17:43
Rozumiem Cię i w przypadku tego kawałka liczyłem się z różnymi opiniami.
Ale ja lubię zmieniać woltę i nie być kimś, kojarzonym tylko z jednym tematem czy stylem.
Stąd moje eksperymenty :)
A że lubię pisać o ludziach z lekkiego marginesu, to już insza inszość, i o sexie na wesoło, bez jakichś tam zadęć i wydęć.
Text miał być kontrowersyjny i cieszę się, że poruszył ludek portalowy!
Taki był mój prosty plan, i jestem kontent, że byli zachwyceni, ale też i ci mniej.
Bo i temat może się podobać, ale wcale nie musi :)

Pozdruffki!
amasztybrutalu dnia 17.11.2013 01:22 Ocena: Świetne!
Genialny tekst, świetnie mi się czytało, bawisz się czytelnikiem,
wodzisz za nos, zaskakujesz, rozśmieszasz absurdalnością sytuacji.
Czy pod groźbą impotencji napalony facet zrezygnuje ze swojej zdobyczy?
Nic innego go nie powstrzyma przed zdradą? Te i kilka innych pytań
mi się nasunęło, a które zostawię w swojej porytej główce :p

Jeśli takie dania będziesz serwował, będę stałą klientką w Twoich knajpach, Mike;)

Ostatnio się mocno wczytuję w takie naturalistyczne,
niekiedy i turpistyczne opowiadania, choć do tej pory czytywałam
tylko jednego autora z innego portalu. Dobrze wiedzieć, że i tu ktoś taki jest,
kto da popalić szukającym wrażeń.

Dzięki i do następnego;)

Pozdrawiam.
Brutalka
mike17 dnia 17.11.2013 14:14
Dzięki, Brutalko, za tak entuzjastyczne przyjęcie tego z lekka sprośnego kawałka, ale takim właśnie miał być, i jeśli mi się to udało, tom rad że ho ho :)
Moja parka była naprawdę na siebie napalona, ale istnieją wyższe priorytety, niż tylko płciowe krzątania, choć podejrzewam, że motyw lęku w naszych pokręconych żywotach działa czasem jak najlepsze lekarstwo, by łap do ognia nie pchać, bo się można poparzyć :)
A mój bohater, gdyby nie kapitan Devill i jego "praktyki", pukałby pewnie towary do samej śmierci, taki typ i tyle.
Ale jak widać, zawsze może przyjść opamiętanie, choć wyobrażam sobie, że Grace śnić się już będzie do końca życia, a perspektywa braku "skoków w bok" może zeń uczynić dnia pewnego życiowego frustrata...

Do następnego!

Pozdrawiam sącząc colę :)
bosski_diabel dnia 24.11.2013 14:27
Cześć Michale powiem tak,...czytałem lepsze ale to wcale nie znaczy, że ten jest be umiesz prowadzić narracją czytelnika i mnie tak poprowadziłeś ale nie usatysfakcjonowałeś do końca, ale Ty wiesz, że są gusta i ...a teraz pozdrawiam serdecznie.
mike17 dnia 24.11.2013 14:33
Tadeuszu, w przypadku tego kawałka liczyłem się z krytyką i wcale się jej nie dziwię :)
To miał być experyment, a czy udany, nie mnie wyrokować.
Ostatni tego typu miał miejsce półtora roku temu, więc pewnie nieprędko wrócę do tej tematyki.
Ale lubię zmiany i patrzeć, jak są odbierane przez czytaczy.
Więc trudno rzec, co mi jeszcze strzeli do głowy :)
Dzięki za szczerość.

Dziękuję za czytanie i pozdrawiam deszczowo :)
faith dnia 04.03.2016 22:47
Miałam już wyczerpujący i pełen emocji komentarz na temat tego opowiadania, ale coś ześwirowało i się usunął.

Trudno mi zacząć od początku, ale niech będzie...
Otóż nie zgadzam się z opiniami, jakoby ten tekst był szczególnie kontrowersyjny. Nie uważam się za osobę mało wrażliwą, wręcz przeciwnie. W dodatku wcale nie muszę lubić przedstawionego przez Ciebie świata, czy ludzi żyjących w ten sposób. Ale jednak WIEM, że taki świat i tacy ludzie istnieją i to, czy chcemy tego, czy nie.
Dlatego trochę mnie dziwią opinie oburzonych. Inspirować nas mogą przecież różne rzeczy. Życie ma tyle kolorów i odcieni. Nudą byłoby opisywać tylko te piękne, czy słodko-pierdzące, które dla wszystkich są miłe.
Wsadziłeś kij w mrowisko i poskutkowało.

Zgadzam się, że nie każdemu może się taki styl podobać, nie każdy może się w nim dobrze czuć. Ale obiektywnie rzecz ujmując to opowiadanie jest napisane bardzo dobrze. Wartka akcja, świetne dialogi i soczystość treści to zdecydowanie atuty.

Nikt nie jest w stanie zaprzeczyć, że tacy ludzie jak bohaterowie tej historii istnieją. Jest ich pełno. Każdy ma inne podejście do seksu i jest on tematem tak rozpowszechnionym, że już naprawdę mało rzeczy powinno nas dziwić. Nie dla każdego wiąże się on z miłością. Wystarczy rozejrzeć się trochę poza swój własny świat (a przecież to właśnie powinni robić różnego rodzaju twórcy - patrzeć, obserwować, starać się wczuć nie tylko w swoją skórę), by zobaczyć o wiele bardziej oburzające moralnie rzeczy.


Pisać o takim środowisku jakie opisujesz Ty, można tylko i wyłącznie za pomocą środków jakich oni używają. Inaczej to nie będzie autentyczne, rozsypie się i rozwali, z powodu braku realizmu!
Mocną stroną tutaj jest właśnie ten brak owijania w bawełnę. Nie ma eufemizmów, nie ma subtelności, bo ich tam po prostu być nie powinno.

Bywały momenty, w których się krzywiłam, ale zdawałam sobie sprawę, że właśnie po to tam one są. Mają wzbudzać niesmak, być do szpiku pozbawione delikatności.

Błędem jest twierdzić, że świat jest tylko piękny, ludzie dobrzy i moralnie poprawni, a sztuka polega właśnie na ukazywaniu tego.
Warto czasami otworzyć oczy i zobaczyć jacy jesteśmy naprawdę (jako ludzie). Czy rzeczywiście tak blisko nam do doskonałości. Człowiek składa się ze słabości i tym słabościom niejednokrotnie ulega. Lgniemy masowo do tego co łatwe i przyjemne, a upaść moralnie jest znacznie łatwiej niż się od tego powstrzymać.
Sztuka, oczywiście w mojej opinii, nie służy tylko temu, by opisywać piękno, człowieka, natury, czy świata, ale jego wszechstronność. A to słowo zawiera też w sobie dużo brzydoty, rozkładu i brudu. Tylko patrząc pod różnymi kątami i z różnych wysokości możemy to dostrzec i starać się opisać, a tak właśnie, w moim mniemaniu ma obowiązek patrzeć twórca/artysta, czy jak go sobie tam nazwiemy.
Uważam, że pokazując człowieka, powinniśmy pokazać go całego. Zarówno z jego pięknem jak i brzydotą. A czasami nawet za pomocą brzydoty właśnie, ukazywać piękno.
Bo czy prostytutka uprawiająca seks za pieniądze z kim popadnie nie może być bardziej moralna, niż ceniona przez wszystkich wokół i siedząca kątem w domu przykładna gosposia?
Świat nie jest czarno-biały.

Wiele osób powyżej wspomina o stosunku Mike'a do kobiet, że je wykorzystuje, traktuje instrumentalnie i takie tam. Ale przecież Grace nie ma wcale innego podejścia do mężczyzn! Dmucha się z kim popadnie i nie zwraca uwagi na to, że może któryś z nich żywił ku niej jakieś odmienne uczucia niż tylko te trzymane w rozporku. Oboje więc są siebie warci:)

Wracając do całości. Mimo, że tu operujesz stylem takim a nie innym, który oczywiście nie każdemu musi odpowiadać, bo jest, nazwijmy to, dość bezpośredni, to opowiadanie nie jest przecież pozbawione morału. Wręcz przeciwnie, odniosłam wrażenie, że ono jest wręcz pod niego napisane. Niech więc żałuje ten kto nie przeczytał do końca.

Ja zdecydowanie wolę tę historię niż "50 twarzy Grey'a". Choćby dlatego, że jest o wiele sprawniej napisane technicznie. Wybacz jednak mi to porównanie ;)

Ubawiły mnie dialogi i to surrealistyczne wręcz wtargnięcie strażaków do stodoły. Sama nie wiedziałam, co się dzieje ;) No właśnie, i tu się pojawia jeszcze jedna ważna kwestia. Przecież to wszystko jest napisane z dużą dozą humoru i tak powinno być odebrane. Może w tym jest pies pogrzebany, nie każdy śmieje się z tych samych rzeczy. Jeśli kogoś zniesmaczają sprośne dowcipy i tutaj może poczuć się dosyć niekomfortowo...

Cytat:
Układ był czysty, mój kumpel zawsze mnie krył, jeśli chodzi o podrywy.


chodziło lub kryje - tu trzymałabym się jednego czasu

Cytat:
- Nie żałować wody – woda, nie złoto.
- zbędny przecinek :)


Tyle ode mnie na dziś:)

Pozdrawiam!
mike17 dnia 05.03.2016 10:37
faith napisała:
Wsadziłeś kij w mrowisko i poskutkowało.

O to właśnie mi w tym opku chodziło, by zasiać ostry ferment.
Wiedziałem, że zdania będą bardzo podzielone, ale taki los osoby piszącej rzeczy kontrowersyjne, bo ile można tworzyć rzeczy ładne i przyjemne?
Warto pokazywać brud życia, nie udawać, że go nie ma, bo jest i ma się dobrze.
Tym tekstem chciałem udowodnić też, że staram się być autorem wszechstronnym i żadnego tabu się nie boję – jestem w stanie pisać na każdy temat.
A literacka prowokacja jest wodą, w której się jak ryba świetnie czuję.
I tu, i w ogóle w mojej "bukowszczyźnie" daję temu radosny wyraz :)

faith napisała:
Pisać o takim środowisku jakie opisujesz Ty, można tylko i wyłącznie za pomocą środków jakich oni używają.

Dlatego utwory z tego "nurtu" mojej pisaniny zawsze są pisane slangiem, soczyście okraszonym wulgaryzmami.
faith napisała:
Uważam, że pokazując człowieka, powinniśmy pokazać go całego.

Stąd taka gama postaci w tym opku, i głównie są to ludzie z marginesu, bądź tylko z pozoru moralni - chciałem tu ukazać fakt, iż w każdym społeczeństwie istnieją ludzie, których życie kręci się tylko wokół chlania i zaliczania towarów.
Jak choćby życie Bukowskiego, który dopiero na stare lata się ustatkował.
Ale przemyciłem tu też morał, mam nadzieję bez zbytniego moralizatorstwa.
faith napisała:
Wiele osób powyżej wspomina o stosunku Mike'a do kobiet, że je wykorzystuje, traktuje instrumentalnie i takie tam. Ale przecież Grace nie ma wcale innego podejścia do mężczyzn! Dmucha się z kim popadnie i nie zwraca uwagi na to, że może któryś z nich żywił ku niej jakieś odmienne uczucia niż tylko te trzymane w rozporku. Oboje więc są siebie warci

Miałem w życiu okazję wielokrotnie stykać się z seksoholikami, i wiem, że nie mając żadnych oporów, pójdą z każdym, kiedykolwiek i gdziekolwiek - takie typy i nie ma zmiłuj, natury się nie oszuka, i takimi byli Mike i Grace.
faith napisała:
Ja zdecydowanie wolę tę historię niż "50 twarzy Grey'a". Choćby dlatego, że jest o wiele sprawniej napisane technicznie. Wybacz jednak mi to porównanie ;)

Miło mi :)
faith napisała:
Ubawiły mnie dialogi i to surrealistyczne wręcz wtargnięcie strażaków do stodoły. Sama nie wiedziałam, co się dzieje ;) No właśnie, i tu się pojawia jeszcze jedna ważna kwestia. Przecież to wszystko jest napisane z dużą dozą humoru i tak powinno być odebrane.

Otóż to!
Przecież już od pierwszych zdań widać, że to historia na wesoło, z domieszką obleszki, surrealizmu (strażacy), gdzie trza spojrzeć z przymrużeniem oka, a nie śmiertelnie poważnie, przeca nikogo nie obrażam :)

Dzięki, Kasiu, za piękny, wyczerpujący i merytoryczny koment :)
Na taki odbiór właśnie liczyłem, pisząc to opko.
Aż chce się żyć po takich słowach!
A ja lubię zaskakiwać i zawsze liczę się z tym, że komuś nie przypasi.
Cieszę się, że mamy podobne poczucie humoru i że nic, co ludzkie, nie jest Ci obce - cenię taki dystans do świata i siebie.

Było mi niezmiernie miło Cię gościć :)
Usunięty dnia 07.03.2016 19:59
Wow, no faktycznie pojechałeś po całości w tym opowiadaniu :D Uśmiałam się serdecznie :D

Nie czytałam żadnej książki Bukowskiego, ale chyba w końcu kiedyś się skuszę dzięki tobie.

Nie wiem czemu, ale ten tekst trochę skojarzył mi się z serialem Californication, który kiedyś oglądałam, ale potem przestałam...

Ogólnie też nie lubię facetów myślących wyłącznie penisem, ale twoje opowiadanie jak zwykle wywołało u mnie uśmiech, więc wybaczam :p Bo masz naprawdę fajny styl pisania i dobrze się ciebie czyta.

A teraz mam w głowie jeszcze większy mętlik odnośnie seksu, ale tym się nie przejmuj, haha xD
mike17 dnia 07.03.2016 20:13
Seks to piękne tworzywo literackie i tu dałem temu upust :)
A że zainspirowany Bukowskim, to tylko mogę mu podziękować, że w ogóle żeśmy się poznali, jako czytacz i autor.

Kocham pisać takie kawałki.
One w jakiś sposób są mi cholernie bliskie, choć nie nazwę tego.
Takie klimaty zawsze były koło mnie, więc lubię je poruszać.
Gdzieś tkwią w środku, bo jesteśmy tylko ludźmi.

O seksie warto pisać z przymrużeniem oka, bo jak polecimy w "powagę", to wyjdzie jakieś poważne "heblowanie", a nie namiętność i radość seksu.
Tego nie chciałem tu dawać, chodziło mi o pokazanie ludzi, dla których sex jest wszystkim.
A jest ich od metra.
Na każdym kontynencie :)

W razie mętliku, pytaj, a odpowiem :)

Pozdro, Sanai :)
majka100 dnia 08.03.2016 22:20 Ocena: Świetne!
Od wczoraj trwam w stanie rozbawienia i fantastycznego nastroju. :) Wzięłam się za czytanie pod wpływem komentarza SanaiStark. Początek nie wydał mi się zbytnio zachęcający, ale przebiegłam wzrokiem kilka następnych wersów i sama nie wiem, w którym momencie zdałam sobie sprawę, że nie mogę przestać czytać, muszę wiedzieć co dalej i który fragment wywoła u mnie kolejne wybuchy śmiechu. Tekst super. :yes:
Dzisiaj pobiegłam po coś Bukowskiego. Oby jego książka była napisana z co najmniej takim polotem, co Twoje opowiadanie!
A co do Mike’a, trochę szkoda, że nie zaśpiewał ;)
mike17 dnia 09.03.2016 09:28
Majko, cieszę się, że zawitałaś pod to korzenne opko, pełne przaśnego humoru i poplątanych ludzkich losów oraz magii :)

Dziękuję za tak miłe słowa, lubię pisać "bukowszczyznę", choć nie jest to łatwe - trzeba wprawić się w specyficzny nastrój, bez tego lipa.

Fajnie, że udało mi się Cię rozbawić - taki był mój zamysł twórczy.
No to jest jedynym słowem super :)

Bukowskiego polecam Ci opowiadania i każdą jego powieść, nie zawiedziesz się.

A Mike, cóż, nie zaśpiewał.

Pozdrawiam!
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
xolowr
22/07/2019 01:06
Do wielkich liter jestem przywiązana tak samo jak do małych… »
domofon
21/07/2019 23:34
Dzięki za wnikliwe potraktowanie tekstu. Temat znam niejako… »
JOLA S.
21/07/2019 19:44
Kocanko, ogólnie tekst mi się podoba, chociaż nie… »
Leopold Mysz
21/07/2019 19:40
Wow. Właśnie mi uświadomiłeś, że gość od lobotomii dostał… »
JOLA S.
21/07/2019 19:12
Kazjuno, przepięknie jest czytać Twój komentarz. Daje… »
22227
21/07/2019 17:20
Bardzo dobry wiersz, Pan Cogito, Sofista, Zosima. Jest… »
22227
21/07/2019 17:13
Podobało mi się i fajnie, że poruszasz takie tematy. Mam… »
Kazjuno
21/07/2019 16:49
JOLU.S Spodobało mi się to krótkie i treściwe opowiadanie.… »
Opheliac
21/07/2019 12:48
Powiem tak - ogólnie niezły - ale znając już jednak Twoje… »
AntoniGrycuk
21/07/2019 11:01
Zdzichu, cały sens, jaki chciałem zawrzeć w tym wierszu,… »
Zdzislaw
21/07/2019 10:21
Konstrukcyjnie wszystko utrzymane, rytmicznie i ze… »
Indyphar
21/07/2019 01:39
@Skuul, dzięki za opinię. Co do "wyjaśniania",… »
Skuul
21/07/2019 00:11
zamiast wyjaśnić działanie dajesz czytelnikowi opinie,… »
Skuul
20/07/2019 23:42
czy wieko trumny? mocno poetyckie opisy, w całym tekście… »
Marek Adam Grabowski
20/07/2019 19:45
Patrząc na kategorię spodziewałem się jakieś baśni. Napisane… »
ShoutBox
  • Zdzislaw
  • 21/07/2019 22:15
  • Nie ma sprawy, Vinillivi :) Sprawa opóźnień wyjaśniona. Człekowi wypoczynek też należy się.
  • Vanillivi
  • 21/07/2019 15:21
  • Tak, zajmuję się prozą. Właśnie wróciłam. Odsapnę moment i wieczorem biorę się za Wasze teksty. Przepraszam za wszelkie opóźnienia.
  • Zdzislaw
  • 20/07/2019 09:36
  • Witam poranno-sobotnie. Czy red. Vanillivi (która wyjechała na dwa tygodnie) jest od prozy? Jeżeli tak, to ok. Rozumiem, czemu nie ukazuje się wysyłana proza.
  • AntoniGrycuk
  • 18/07/2019 01:06
  • Jakie jutro? Ja to wczorajszy ;)
  • czarnanna
  • 17/07/2019 23:52
  • Pozdro600 Antoni :D U Was też już prawie jutro? ;)
  • czarnanna
  • 17/07/2019 20:25
  • Miłego wieczoru :)
Ostatnio widziani
Gości online:13
Najnowszy:bertygoforo
Wspierają nas