Pracownia lalek / cz.3 - Madame Chauchat
Proza » Obyczajowe » Pracownia lalek / cz.3
A A A

Eliza ucieszyła się:
   – No, to idziemy w tym samym kierunku. Razem bedzie raźniej.
   – Poznaliśmy się w dziwnych okolicznościach.
   – Mówisz? To prawda. Dość nietypowe to było. Dlaczego w ogóle się nie broniłeś? Nie widziałam całej akcji, ale ci kolesie mogli cię przecież zabić. Nie znam się na bójkach autobusowych, ale gdyby któremuś bardziej zależało, mógł zrobić ci krzywdę.
     – Wiesz co, problem polega na tym, że nie widzę na jedno oko i jestem po operacjach. Zatem w takiej nierównej walce i i tak nie miałbym szans.
Eliza spojrzała na niego ze współczuciem.
     – Nie wiedziałam. To coś poważnego?
Chłopak zwolnił i starając się przybrać lekceważący ton, powiedział:
    – Nie. Wykryli u mnie chorobę genetyczną. Dziedziczna w linii prostej. W ogólnopolskim rejestrze chorych widnieje około pięciuset osób, a ja jestem pierwszy w rodzinie. Szczęście większe, niż wygrać szóstkę w totka.
    – Jak masz na imię?
    – Jan, Janek, Jasiek, do wyboru. A ty?
   – Eliza. To chyba straszne mieć świadomość rzadkiej choroby. Jakie są, powiedzmy rokowania? Jeśli to zbyt osobiste, to nie odpowiadaj.
    – Prowadzący genetyk twierdzi, że nie jest tak źle, jakby mogło być. Wiem, że jest to choroba do końca życia i że, póki co, nie ma na to leków. Więc wszystkie powstające guzy trzeba usuwać, blokować mechanicznie. Jestem z tym pogodzony i to w pełni akceptuję. I chyba dlatego wszystko idzie dobrze. Dwa miesiące temu rozkroili mi rdzeń kręgowy, a dziś już normalnie ćwiczę. Właśnie wracam z treningu wspinaczkowego. A rokowania... ta choroba nie zabija, więc jeżeli będę robił regularne badania diagnostyczne i nie wyrośnie mi zbyt dużo guzów w nieciekawych miejscach, to czeka mnie długie i zdrowe życie. No, chyba, że zadławię się na śmierć śniadaniem, albo wpadnę pod autobus, to wtedy nie.
     – To dobrze, bo myślałam, że to trochę jak wyrok śmierci. U mnie dziesięć lat temu wykryli nowotwór złośliwy, od razu poszłam pod nóż i miałam chemię, po której oczywiście wszystkie włosy wypadły. Po takiej dawce chemicznych trucizn uodporniłam się właściwie na wszystko.
    – No proszę, to w takim razie też muszę sobie zrobić chemię, przydałoby mi się uodpornić na wszystko. Plus mojej przypadłości jest taki, że te guzy rzadko kiedy robią się złośliwe. Minusem jest to, że może paść od nich wątroba, nerki albo popsuć się rdzeń kręgowy. Mi w jednym miejscu prawie przerwało.
     – Widzisz coś na to oko?
     – Tyle, żeby się przemieszczać po pustym pokoju - czyli praktycznie nic.
     – A jest do uratowania jeszcze? Da się wyleczyć?
    – Uratowaniem będzie zatrzymanie tego, co jest teraz. Żeby było lepiej, okulistyka musi nauczyć się robienia przeszczepu gałek ocznych. Lewe jest tak zdewastowane, że przez kilka miesięcy nikt nie chciał tego ruszać, łącznie z naszymi topowymi okulistami. Dopiero później okazało się, że jest w Polsce lekarz, który już robił takie przypadki jak mój.
     – I tak jesteś dzielny, że potrafisz z tego żartować.

Doszli do trawnika, który rozciągał się pomiędzy blokami. Na ławkach siedzieli młodzi mężczyźni:
     – Popatrz, nasza bohaterka! – odezwał się zgryźliwie jeden.
     – Aha! Idzie z tym kolesiem.
     – Hej, chcesz w ryj? – Wykrzykiwali, szukając zaczepki.
    – Darek, spokojnie –  przemówił któryś dyplomatycznie. Widocznie nie chciało mu się już wszczynać kolejnej awantury. Swój program na dziś odbębnił.
     – Stary! Dasz im tak spokojnie przejść?!
    Eliza spojrzała niepewnie na Janka. Nie widzieli sensu w odpowiadaniu na zaczepki, nawet we własnej obronie. Gdyby tamci zapragnęli im dołożyć i tak najprawdopodobniej uczyniliby to. Nie było zresztą dokąd uciekać, bo przy trawniku znajdowały się asfaltowe alejki, na których trudno szukać schronienia, a którymi bardzo łatwo można doścignąć.
     – Cholera – zaczął Janek. – Ty lepiej uciekaj, ja sobie jakoś z nimi poradzę.
     – Daj spokój – oburzyła się dziewczyna. – Zaraz im przejdzie. Udawajmy, że niczego nie słyszeliśmy.
     – Coś ty! Teraz im nie daruję!
     – Jak chcesz, a ponieważ dla mnie temat przestał istnieć, wracam do domu. Mam masę rzeczy do zrobienia.
     – No dobra, nie wygłupiam się. Ja też muszę wracać.
    Rozmowę prowadzili przyciszonym głosem, więc do uszu zaczepiających nic nie dotarło. Tamci spoglądali na nich spod oka. Pierwszy z mężczyzn odezwał się wreszcie:
     – A co oni kombinują?
     – Chuj ich wie... Lepiej siedźmy cicho, bo może psy gdzieś tam nasłuchują. Dawaj lepiej browara.
     – Spoko, mnie też w sumie nie chce się bić, poza tym zasadniczo nie biję dziewczyn.
     – Ha, ha! Marcin, po raz pierwszy słyszę, że masz jakieś zasady.
     – Zawsze miałem, dopóki ten świat nie uświadomił mi, że lepiej jest bez nich. 
     – Wiesz co, to ja lepiej skoczę do Ryśka po kilka puszek. Tam jest jeszcze otwarte.

   Eliza i Janek, nie niepokojeni więcej przez nikogo, szli asfaltowymi alejami, srebrzącymi się teraz w świetle księżyca. Dziewczyna uświadomiła sobie czar tego spaceru. Dochodziła godzina dwunasta w nocy, asfalt i mijane bloki oddawały nagromadzone w ciągu dnia ciepło. Z krzewów dochodziło cykanie świerszczy, a w powietrzu unosił się zapach maciejki rosnącej na rabatach. Było bardzo ciepło, jak przystało na drugą połowę lipca. Eliza miała wrażenie, że jest pogrążona we śnie. Od czasu do czasu mijał ich jakiś spóźniony spacerowicz z psem. Albo nagle pojawiał się rowerzysta błyskając niebieskim światłem i przerywając ciszę szelestem opon. Księżyc był w pełni, a jego blask srebrzył krawędzie nocnych obłoków. Eliza spojrzała z ukosa na towarzysza. Rysy jego twarzy były bardzo har­mo­nij­ne, lekko pod­nie­sio­na brew jeszcze to pod­kre­śla­ła. Prosty nos, dobrze zbudowany podbródek, oczy koloru zielonego. W tych kilku mo­men­tach, gdy mówił, wzrok miał utkwio­ny w nią i było w nim coś nad­zwy­czaj uczci­we­go i pro­sto­li­nij­ne­go. To nie był chłopak, raczej młody mężczyzna.
     „Nie, on się nie boi“ – pomyślała Eliza. Zerknęła również na jego pierś i barki.
   „Hm“– mruknęła cichutko. „Tylko się nie zakochaj przypadkiem“ – skarciła siebie wewnętrznym srogim głosem. Ten głos dodał jeszcze:
    „Fantastycznie zbudowany facet to nie jest rzadki eksponat na wystawie, wystarczy trochę pochodzić na basen lub siłownię i poobserwować.“ – Jeszcze raz rzuciła okiem na jego tors, później na profil głowy i obiecała sobie, że nie zaprzepaści tej znajomości.
      – Słuchaj – zwrócił się do niej nagle, przerywając rozmarzenie.
     – Tak... – odezwała się najpierw cicho, a później energicznie dodała rzeczowe: – Co? – chcąc w ten sposób zatuszować objaw poprzedniej słabości. „Nie dam się tak łatwo“ – dodała w myślach.
    – Niedaleko są fontanny, może masz jeszcze chęć pójść tam? Chyba nie ma komarów – dodał, biorąc jej wahanie za oznakę strachu przed ukąszeniami.
    – Dobrze, chodźmy – powiedziała po prostu. Usiedli na ławce nieopodal podłużnego zbiornika wodnego, z którego wystawały trzy duże fontanny i mnóstwo małych wodotrysków. Całość stanowiła imponującą architektonicznie kompozycję, bo nie było tu zwykłych latarni, a jedynie słupki półmetrowej wysokości, które kończyły się lśniącą kulą. Snop światła szedł w górę, tonął w bliżej nieokreślonych galaktykach. Na pewno jednak było za słabe, aby gdziekolwiek dalej dotrzeć. Nie chodziło tu nawet o to, że dotarłoby dokądś za setki miliardów lat. Ogrom wszechświata jest niepojęty. A my tkwimy na ziemi jak w garnku z zupą.                                                

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Madame Chauchat · dnia 11.11.2013 11:05 · Czytań: 492 · Średnia ocena: 3,5 · Komentarzy: 11
Komentarze
Usunięty dnia 11.11.2013 12:30 Ocena: Bardzo dobre
Opisujesz historię, jaka zdarza się często, ot, przypadkowe spotkanie, chwila zaciekawienia, może początek czegoś niezwykłego, nie dla całego świata, ale dla dwójki ludzi. Toż to zwykła historia, jakich na pęczki. Tak można powiedzieć i to jest prawda, lecz takie jest życie i ładnie, prosto i naturalnie o tym piszesz. W końcu, czyż pałaców nie buduje się ze zwykłych cegieł? To że są pięknymi budowlami, zależy od tego jak się je użyje. Tak też widzę życie, to jakie będzie zależy od tego, co z nim zrobimy, okolicznosci są ważne, ale nie one kształtują naszepostępowanie, albo raczej nie one powinny kształtować. Dlatego będę z ciekawością śledzić Twoje budowanie.

B)
Madame Chauchat dnia 11.11.2013 12:51
Masz racje, caly sens jest w prostocie. Wystarczy spojrzec na nature.
Usunięty dnia 11.11.2013 12:56 Ocena: Bardzo dobre
:-)
B)
Krystyna Habrat dnia 11.11.2013 20:15
Zgłaszam się ja, miłośniczka lalek. Widzę, akcja rozwija się bez nich. Nie szkodzi. Skoro są na początku i w tytule - wrócą. Ładnie prowadzisz opowieść, która wygląda na wieloodcinkową. Jeszcze za wcześnie na oceny. Czyta się dobrze i bohaterka nadal sympatyczna.
Tylko pośrodku zamień "Mi" na "Mnie".
Madame Chauchat dnia 11.11.2013 20:51
Dzięki Krysiu, mam już sporo stron do publikacji. W kolejnej części będzie opis toksycznego związku, w którym Eliza tkwi.
al-szamanka dnia 11.11.2013 21:01
Cytat:
– Wi­dzisz coś na te oko?

to
Cytat:
Jego twarz wy­da­ła jej się har­mo­nij­na. Miał lekko pod­nie­sio­ną jedną brew, co tylko pod­kre­śla­ło tę har­mo­nię.

A tak - Rysy jego twarzy były bardzo har­mo­nij­ne, lekko pod­nie­sio­na brew jeszcze to pod­kre­śla­ła.
Cytat:
Pro­sty nos, do­brze zbu­do­wa­ny pod­bró­dek. Oczy były ko­lo­ru zie­lo­ne­go.

A tak - Pro­sty nos, do­brze zbu­do­wa­ny pod­bró­dek, oczy ko­lo­ru zie­lo­ne­go.
Cytat:
W tych kilku mo­men­tach, gdy mówił do niej, miał wzrok utkwio­ny w nią i było w nich coś nad­zwy­czaj uczci­we­go i pro­sto­li­nij­ne­go.

A tak - W tych kilku mo­men­tach, gdy mówił, miał utkwio­ny w nią wzrok i było w nim coś nad­zwy­czaj uczci­we­go i pro­sto­li­nij­ne­go.

Też jestem ciekawa, co będzie dalej.
Ona lgnie do niego, on do niej.
Zdali mały egzamin z zagrożenia.
Teraz mają nieco czasu dla siebie, atmosfera jest, coś skrzy w powietrzu.
Poczekam :)
Madame Chauchat dnia 12.11.2013 17:31
Dzięki Al, spodobały mi się Twoje sugestie :)
Usunięty dnia 13.11.2013 20:03 Ocena: Dobre
Pierwszy odcinek zapowiadał coś zupełnie innego I szczerze mówiąc, byłam na to napalona, bo bardzo mi się podobała ta delikatność, wolne, baśniowe tempo i zagadkowość. Tutaj pojawia się to czasem w opisach i wtedy zastanawiam się, dlaczego nie poszłaś w tym kierunku. Według mnie - a czytałam już Twoje niejedno - w takim stylu najbardziej Ci do twarzy.

A teraz do roboty:
Cytat:
– No(,) to idzie­my w tym samym kie­run­ku.

Cytat:
Dla­cze­go w ogóle nie bro­ni­łeś się?
- dlaczego w ogóle się nie broniłeś?
Cytat:
Nie wi­dzia­łam całej akcji, ale ci ko­le­sie by cię za­bi­li prze­cież. Aż tak bar­dzo nie znam się na bój­kach au­to­bu­so­wych, ale gdyby któ­re­muś bar­dziej za­le­ża­ło, by zro­bić ci krzyw­dę, to tak by się stało.

Cytat:
Chło­pak zwol­nił i sta­ra­jąc się przy­brać lek­ce­wa­żą­cy ton(,) po­wie­dział:

Cytat:
Szczę­ście więk­sze(,) niż wy­grać szóst­kę w totka.

Cytat:
W Pol­sce jest cho­rych około pię­ciu­set osób za­re­je­stro­wa­nych w ogól­no­pol­skim re­je­strze,
- nieładne; może: W ogólnopolskim rejestrze chorych widnieje około pięciuset osób
Cytat:
Ge­ne­ral­nie mam świa­do­mość,
- "świadomość" masz dwa zdania wstecz; może: Wiem, że jest to choroba, która będzie ze mną do końca życia
Cytat:
No(,) chyba, że za­dła­wię się
- że się zadławię
Cytat:
albo po­psuć (się) rdzeń krę­go­wy

Cytat:
Żeby było le­piej(,) oku­li­sty­ka musi na­uczyć się ro­bie­nia prze­szcze­pu gałek ocznych.

Cytat:
– Po­patrz, to ta bo­ha­ter­ka! – ode­zwał się zgryź­li­wie jeden.     
– Aha! Idzie z tym ko­le­siem.
- może: Popatrz, to nasza bohaterka!

Cytat:
a któ­ry­mi bar­dzo łatwo można do­ści­gnąć.

Cytat:
ode­zwał się zgryź­li­wie jeden.

Cytat:
za­py­tał rze­czo­wo trze­ci.

Cytat:
wy­krzyk­nął trze­ci.

Ponumerowani jak Żydzi w wagonach. Spróbuj tak:
Cytat:
– Po­patrz, to nasza bo­ha­ter­ka!
– Aha! Idzie z tym ko­le­siem.     
– Hej, chcesz w ryj? – Wykrzykiwali, szukając zaczepki.    
– Darek, spo­koj­nie –  przemówił któryś dyplomatycznie. Widać było, że nie chce mu się już wsz­czy­nać ko­lej­nej awan­tu­ry. Swój pro­gram na dziś od­bęb­nił.     
– Stary! Dasz im tak spo­koj­nie przejść?!


Cytat:
Eliza i Janek(,) nie nie­po­ko­je­ni wię­cej przez ni­ko­go(,) szli as­fal­to­wy­mi ale­ja­mi,

Cytat:
Albo nagle po­ja­wiał się ro­we­rzy­sta(,) bły­ska­jąc nie­bie­skim świa­tłem

Cytat:
miał utkwio­ny w nią wzrok
- wzrok miał utkwiony w nią; w jej twarz - ładniej

Cytat:
„– Nie, on się nie boi“ – po­my­śla­ła Eliza. - bez pierwszego myślnika
„– Hm“– mruk­nę­ła ci­chut­ko. - j.w.
„– Tylko się nie za­ko­chaj przy­pad­kiem“ – skar­ci­ła sie­bie we­wnętrz­nym sro­gim gło­sem. - j.w.
Ten głos dodał jesz­cze:    „– Fan­ta­stycz­nie zbu­do­wa­ny facet to nie jest rzad­ki eks­po­nat na wy­sta­wie, wy­star­czy tro­chę po­cho­dzić na basen lub si­łow­nię i po­ob­ser­wo­wać.“ Jesz­cze raz rzu­ci­ła okiem
- j.w.; za to myślnik przed 'jeszcze'
Cytat:
zwró­cił się do niej nagle(,) prze­ry­wa­jąc roz­ma­rze­nie.

Cytat:
ode­zwa­ła się naj­pierw cicho, a póź­niej ener­gicz­nie do­da­ła rze­czo­we: – Co? – chcia­ła w ten spo­sób za­tu­szo­wać objaw po­przed­niej sła­bo­ści.
- zgrzyta; może: a później dodała energicznie - Co? - chcąc w ten sposób zatuszować objaw poprzedniej słabości
„– Nie dam się tak łatwo“– do­da­ła w my­ślach.
- bez pierwszego myślnika; przed drugim spacja
Cytat:
może masz jesz­cze chęć pójść tam(?)


Cytat:
bo nie było tu świa­tła la­tarń pa­da­ją­ce­go z góry, lecz oświe­tle­nie sta­no­wi­ły słup­ki pół­me­tro­wej wy­so­ko­ści, które koń­czy­ły się świetl­ną kulą. Snop świa­tła szedł w górę,
Madame Chauchat dnia 13.11.2013 21:31
Napracowałaś się, dziewczyno. Z tymi Żydami w wagonach muszę przyznać Ci rację. Nie będę ich numerować już. Dzięki :)

A tak na marginesie, to wróciłam do części drugiej i rozebrałam bohaterów z zimowych płaszczy i kurtek puchowych, bo wyszło na to, że pół roku podróżowali tym autobusem. Wysiedli w pełni lata :)
Usunięty dnia 14.11.2013 06:19 Ocena: Dobre
Ja to bym ich już całkiem rozebrała.
Madame Chauchat dnia 14.11.2013 16:42
Ja tylko tego chłopaka z kapturem, reszta może zostać w odzieniu.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
voytek72
15/09/2019 19:08
Madawydar - podziękowania za wizytę i opinię :) »
AntoniGrycuk
15/09/2019 18:46
Tak, zaduma spowodowana śmiercią... Ja wiem jedno, co… »
mike17
15/09/2019 18:32
Bardzo mi się podoba, Edyto, naprawdę jest tu lekkość i… »
mike17
15/09/2019 18:14
Bardzo trafne spostrzeżenie, Yaro, zgadzam się w zupełności.… »
mike17
15/09/2019 18:05
Rafi, ciekawy ten Twój wiersz :) Zgrabnie dobierasz słowa i… »
Dobra Cobra
15/09/2019 16:35
A Ty, Ty... Kasia z bliska, Jakie interesujące tematy… »
Dobra Cobra
15/09/2019 16:29
Nooo, jakie doświadczenie przez piszącą przemawia.… »
Kamila N
15/09/2019 14:56
O ile dwa pierwsze postulaty dotyczą samej osoby mówiącej, o… »
Marek Adam Grabowski
15/09/2019 14:48
Dzięki za przeczytanie. Ująłeś sedno; moja twórczość to… »
Kapelusznik
15/09/2019 14:34
"Nie miałam" - chyba ... HA HA HA HA HA HA… »
Kapelusznik
15/09/2019 14:23
XD XD XD Może tak może nie Podobno wszystko jest możliwe »
StalowyKruk
15/09/2019 14:14
Taka nazwa dla książki z "elfami, smokami itd."… »
Kapelusznik
15/09/2019 11:26
Eagle - Adler było zamierzone :) Imperium Feniksa wzoruję… »
Kazjuno
15/09/2019 09:24
Otóż Kapeluszniku. Nie trzeba być poliglotą , by wiedzieć,… »
bruliben
15/09/2019 00:48
Wiersz operując obrazami - opisy w nawiasach - przywiódł na… »
ShoutBox
  • mike17
  • 15/09/2019 14:25
  • Siemanko, Krzyśku :)
  • bruliben
  • 15/09/2019 00:24
  • Chciałem tam napisać, że filmy są godne polecenia :)
  • bruliben
  • 15/09/2019 00:21
  • A propos kina dzieci w Muranowie dobiega końca przegląd kina izraelskiego. Jutro ostatni dzień. Po tym co zobaczyłem do tej pory mogę z czystym sumieniem produkcje festiwalu.
  • leskos
  • 11/09/2019 12:09
  • Dzień dobry :)
  • mike17
  • 08/09/2019 20:36
  • Coca_monko, wiersz robi wielkie wrażenie. Jest głęboki i pełen treści. Nie pozostawia czytacza obojętnym. Jest bardzo treściwy i intymny. Uśmiecham się pod nosem, że ktoś umie pisać taką lirykę :)
Ostatnio widziani
Gości online:20
Najnowszy:ibuxinu
Wspierają nas