Koszmar profesora Miodka - henrykinho
Proza » Humoreska » Koszmar profesora Miodka
A A A
Od autora: niewinna ingerencja w historię

Polska, początek XXII wieku

 

- Nie, ruszaj pierwszy – doradziłem Bartkowi. Było ciemno. Powoli wspinaliśmy się po schodkach na szczyt zamglonego o tej porze strychu. Raki, niebezpiecznie przypominające gumowe klapki, zsuwały się z oblodzonych szczebli, podżegając ciało do bezwładnego runięcia. Bartek miał rację - trwał sezon lawin. Przeprawa przygotowana przez jego ojca-Szerpę okazała się nadzwyczaj wymagająca.

Trochę panikowałem, bo kroczący przede mną wspinacz co rusz fechtował latarką, nie szczędząc moim oczom zwariowanych, świetlnych razów. W dodatku oblekająca go aura, na którą składały się opary czosnku oraz wyziewy rumianku, zdecydowanie nie ułatwiała zabawy. Bartek prawie zawsze był chory, a co gorsza… zawsze leczony jakąś odmianą pradawnej medycyny. Gdybyśmy jeszcze rozgrywali scenariusz zdobywania wulkanu, to mógłbym zrozumieć nieprzyjemne zapachy, ale w naszej sytuacji, czyli przy minus-trzydziestu stopniach i wszechobecnym śniegu, doszczętnie rujnowało to fabułę.

- Teraz cicho! – śmiał poinstruować mnie ten cuchnący sabotażysta.

Im bliżej upragnionego zwycięstwa, tym głośniej chrupał nam pod stopami puch, znaczy te wszystkie poręcze i stopnie, każdy kolejny gorzej dokręcony od poprzedniego. Czy się uda? Jak nie obudzić krwiożerczego Szerpy? Czy…

Mimo szeregu wątpliwości, strych bezpiecznie wchłonął nas obu.

Chwilę oglądaliśmy wyimaginowany wschód słońca – a trzeba wiedzieć, że dwie latarki potrafią całkiem nieźle taki sprowokować – po czym postanowiliśmy się przebranżowić. Ani ja, ani Bartek nie byliśmy już taternikami. Raz, że straszne to nudziarstwo, a dwa, że jak już się zdobędzie wierzchołek, to nie ma co robić. Zamiast tego… wróciliśmy do klasyki. Piraci!

Światło pochodni, którą skierowałem na oblepiony pajęczynami kufer, rozpaliło we mnie omamy gorączki złota, dryg znany świetnie z morskich opowieści. Nie czekałem. Nie kalkulowałem. Z gracją właściwą wielkokalibrowym armatom rozwaliłem kłódkę i…

Przepełniła mnie duma.

Skarb istniał. Odnieśliśmy sukces. Zatopionemu w oceanie rupieci poddaszu wyszarpnęliśmy księgę; Księgę, której tytuł obaj, niczym mistyczną inkantację, zaczęliśmy zgodnie recytować.

Polski słownik przekleństw, Warszawa 2002”.

- Bartek, toż to starsze od nas! – Prawie mnie zemdliło.

Z pasją oddaliśmy się lekturze. Już po chwili kumpel raczył mnie pierwszą porcją archaizmów.

- Ty… - zaczął ostrożnie. Wiedziałem, że żyłka formująca się na jego czole to zapowiedź czegoś kapitalnego, obłędnie dobrego. – Ty kutasie! – zawołał wreszcie.

Oniemiałem z wrażenia. Po prostu. Gdy odczytałem ze słownika definicję, zzieleniałem jak pierwszy lepszy brokuł, poczułem się niczym nagi, bezlitośnie obrany kartofel. Nokaut, istny nokaut. Usłyszałem kończący gong, sędzia zaczął mnie liczyć. Dziesięć, dziewięć, osiem…

Drgawki poderwały mięśnie do tańca zazdrości. Powstałem. Czy ja mógłbym się poddać? Ja?

Kartki zaszeleściły. Szturchnąłem Bartka w żebro.

- Co jest? - zapytał zgodnie z planem.

- Nie bądź cipa! – poczęstowałem go prawdziwą bombą, która przy detonacji eksplodowała odłamkami bryzgającej śliny. Ostro! W żadnej mierze nie zamierzałem jednak przepraszać za dodatkowe efekty, czym zresztą Bartek niezbyt się przejął – flegma w zasadzie stanowiła nieodłączną część jego chorobliwego życiorysu.

W najlepsze przerzucaliśmy się amunicją prosto ze słownika, aż niespodziewanie… kurek dozujący euforię został gwałtownie zakręcony.

Stało się najgorsze.

- …urwo – mój kompan kończył właśnie zręczną sekwencję, kiedy wiedziony instynktem urodzonego pechowca, skierował spojrzenie w stronę schodków. Głowa jego ojca, dla mnie - pana Marka - wystawała na tyle, aby bezbłędnie przejrzeć nasze pozycje. Chybotała się niczym kulka Newtona, którą w ruch wprawiła niewidzialna siła irytacji.

- W środku nocy, panowie, to się śpi, a nie… - Spojrzenie intruza momentalnie skierowało się na strzeżony przeze mnie słownik. Zmarszczki pana Marka ułożyły się w fale zainteresowania, natychmiast wciągając go w wir akcji. – A cóż to? Można spojrzeć?

Nie zdążyłem odpowiedzieć. Zwinna, ojcowska ręka już dawno odbiła artefakt.

- Bardzo cenne znalezisko! – stwierdził tata Bartka, mądrala z jakiegoś Uniwersytetu. – A niech to… Środowisko akademickie koniecznie musi to zbadać! Skosztować!

Nabraliśmy nadziei, że cała nocna eskapada zakończy się zaledwie na pouczeniu.

- Nie przejmujcie się – rzucił od niechcenia decydent, wyrywając mi latarkę i wertując kolejne stronice. Zerknął na nas, trochę postraszył kuksańcami i gestem dobrodusznego sędziego odesłał do łóżek.

- Teraz idźcie już spać… - Przesunął palcem wzdłuż kartki. - … chuje!

Wybuchnęliśmy śmiechem.

W porządku był ten pan Marek.

 

***

Polska, sto lat później

 

Transporter miejski spóźniał się już dobre paręnaście minut, co niezbyt imponowało ludziom koczującym na przystanku. Wyjątkowo źle reagowała dwójka bezwłosych amantów wódki, lżeniem i chamstwem torująca sobie drogę ku sprawiedliwości:

- Jakże to jest, szanowny panie Damianie, że ów kierowca spóźnia się tak wielce? Aż człowiek musi to nazwać, bez półśrodków, absurdem. Absurdem! Groteską nawet, olbrzymią farsą!

- Nie da się powstrzymać słowotoku, kiedy niesłychana i, co by nie mówić, wątpliwa jest forma dzisiejszej komunikacji. Jednakowoż przypominam, drogi Romanie…

- Ejże! – uciszyła pospólstwo staruszka. – Nie macie wstydu? Profesor Zięba tu stoi, czeka cierpliwie, a wy takie pierdoły pociskacie…

Głowy pochyliły się w stronę profesora. Chyba domagano się rozstrzygnięcia. Wywołany wypiął opancerzony w garnitur tors i pogładził dziko rosnące wąsy.

- Jebane MZK – stwierdził. - Rozpierdoliłbym ich w pizdu!

Staruszka zaczęła bić brawo. Cóż za popis elokwencji! Zaś pan Damian… chciał się zapaść pod ziemię. Rzadko kiedy słyszał przecież równie kwieciste wiązanki.

– Chciałbym operować słowem z taką wprawą, rozwagą, kunsztem – westchnął. – Gdybym mógł zawrócić czas, to bym poszedł na studia. Niczym szanowny profesor. Niczym tuzy piątej Rzeczypospolitej! Pochwyciłbym tedy oręż zwany nauką, po czym ruszył pewnie przed siebie, aby gromić społeczną pustkę, ignorancką butę, i...

Zięba machnął na niego ręką. Zaklął szpetnie i odszedł.

Studia nie są wszak dla prostaków. 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
henrykinho · dnia 26.11.2013 08:27 · Czytań: 1841 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 26
Komentarze
shinobi dnia 26.11.2013 09:50
Całość wciąga, bo nie wiadomo co się wydarzy. Ciekawie podałeś ten kawałek, jest suspens, są pomysły i zabawne momenty.

Lubię powplatane w tekst wulgaryzmy, a Ty powplatałeś je z wyczuciem.
Druga część tekstu podsumowuje wywrotowy charakter całości, a intelektualny bełkot dobrze brzmi w ustach żuli, stanowi fajne tło, kontrast dla wulgaryzmów w wykonaniu profesora.

Wrażenie ogólne jak najbardziej na "tak".

Zazgrzytał mi jeden fragment z początku:

Cytat:
Po­wo­li wspi­na­li­śmy się po schod­kach na szczyt góry zwa­nej stry­chem.


to brzmi koszmarnie, ale może to tylko moje zdanie. :)
pablovsky dnia 27.11.2013 16:55
Podoba mi się ta krótka humoreska, konkretny przekaz doprawiony oparami absurdu :) Obawiam się tylko, że to obraz polskiego społeczeństwa nie za sto lat, a co najmniej kilkaset później, albo i ... nigdy.
henrykinho dnia 27.11.2013 19:20
shinobi > Dzięki za interwencję ;)
Wadliwe zdanie spróbuję wykastrować, specjalnie zresztą dla ciebie - muszę tylko pomyśleć jak, ot co.

pablovsky > no, no, a jednak powstałeś z popiołów! Wena wróciła, albo kolejne śledztwo w toku, sto procent. Fajno!
Cytat:
albo i ... nigdy.

Pewnie, że nigdy, chciałem sobie tylko nie niepokojony pobluzgać w tekście :D
Usunięty dnia 05.01.2014 10:06 Ocena: Świetne!
Nie da się powstrzymać słowotoku, chcąc wyrazić podziw dla pańskiej umiejętności podchodzenia czytelnika od każdej możliwej strony, nawet od dupy. Jak to jest, szanowny, panie, że pańskiego soczystego języka chciałoby się kosztować nieustannie, boś pan osiągnął najwyższy poziom w kreśleniu zdań sklasyfikowanych jako narracja pierwszoosobowa? Tym samym chciałabym wyrazić swoje oburzenie, spowodowane faktem, iż skomentowały pańskie dzieło raptem dwie osoby, a przeczytało zaledwie osiemdziesiąt osiem. A gdzie reszta pseudointelektualistów? Rozpierdoliłabym ich w pizdu!

Za shinobim. Zdanie, które przytoczył i jeszcze kilka innych (ale tylko na starcie) wydaje się lekko przesilonych. Później już się nie zdarzają.

Cytat:
to jest przy mi­nus-trzy­dzie­stu stop­niach i wszech­obec­nym śnie­gu, do­szczęt­nie ruj­no­wa­ło to fa­bu­łę.

drugie 'to' możesz wywalić, nikt nie ucierpi

Cytat:
Mimo sze­re­gu wąt­pli­wo­ści(,) strych bez­piecz­nie wchło­nął nas obu.

Cytat:
- Bar­tek, toż to star­sze od nas! – (P)ra­wie mnie ze­mdli­ło.

Cytat:
- Nie bądź „cipa”!

raz piszesz przekleństwo w cudzysłowie, raz bez; zdecyduj się, panie

Cytat:
- W środ­ku nocy, pa­no­wie, to się śpi, a nie… - (S)poj­rze­nie in­tru­za mo­men­tal­nie skie­ro­wa­ło się

Cytat:
- Teraz idź­cie już spać… - (P)rze­su­nął pal­cem wzdłuż kart­ki. - … chuje!

Cytat:
bez pół­środ­ków,  ab­sur­dem.

podwójna spacja
Kamil Ciesielski dnia 05.01.2014 10:38 Ocena: Świetne!
Znakomite, jak ja uwielbiam czytać takie teksty! Może moja bezkrytyczność będzie razić, ale podobało mi się każde zdanie, nie raz śmiałem się w głos.

Pozdrawiam i cieszę się, że mogłem to przeczytać :).
henrykinho dnia 06.01.2014 14:27
Jak zwykle, Morfina, muszę przeprosić za błędy. Zamówię sobie coś do poczytania a propos przecinków, bo to słabe jest. Dzięki za wizytę oraz wytropienie problemów (poprawki już zaaplikowałem).

Cytat:
najwyższy poziom


To chyba będzie ten moment, w którym stwierdzam, że daleko mi do tego.

Cytat:
raptem dwie osoby


Chyba, chyba, chyyyba, liczy się jednak jakość ;) No i dobrze wiemy, że te urocze "88" to tylko przypadkowe kliknięcia, dokonane najpewniej przez kilka osób w stanie nietrzeźwym (albo gorzej) oraz przez samego autora.

Kamil Ciesielski > Śmiech to najlepsza motywacja, jaka przyświeca mi podczas klecenia humoreski. Cieszę się bardzo, że chwyciło.

pozdrawiam
Jimmy Jordan dnia 25.01.2014 12:58
haha! to jest wielki kawałek frajdy dla czytelnika. W każdym razie dla mnie. Najpierw te dziecięce zabawy i im właściwe zwroty akcji. Potem groteskowa przyszłość naszego języka i zawsze warte podjęcia "wciśnięcie się w cudze buty", "spojrzenie na własny trawnik z ogródka sąsiada". Bardzo przypadło mi do gustu, *urwa jego mać!
pozdrawiam, JJ.
Wasinka dnia 26.01.2014 22:06
Ależ lekko, ależ przyjemnie, ależ przewrotnie! Nawiązanie do Miodka mnie przyciągnęło, byłam zaintrygowana, co też wymyślisz w tym kierunku. Samego profesora nie ma, ale jednak pełno go tutaj.
Scenka mikra objętościowo, ale tak podana, że jest wszystko, co trzeba, aby wciągnąć i pociągnąć. Pewnego razu wizerunek współczesności (czy zagrożeń dla języka) się pojawił - smakujący zgrabna obserwacją i poczuciem humoru.
Z przyjemnością tu pobyłam.

Pozdrawiam księżycowo.
henrykinho dnia 26.01.2014 22:34
JJ > Przekleństwo pod tekstem o przekleństwach to zacny komplement. Wrocławskie dzięki! ;)

Wasinka > Trzy razy "ależ". Zaszczyt, prawdziwy zaszczyt :)
Dobrze w takim razie, że nie nazwałem opowiadania czymś na wzór "Koszmar profesora Bralczyka" - jak nic straciłbym czytelniczkę!
Wasinka dnia 26.01.2014 22:41
henrykinho napisał:
Dobrze w takim razie, że nie nazwałem opowiadania czymś na wzór "Koszmar profesora Bralczyka" - jak nic straciłbym czytelniczkę!

Skądże taki wniosek?
Istnieje duże prawdopodobieństwo, że przyszłabym z ciekawości, tak czy owak. :)

Ale wrocławiakowi nie godzi się Bralczyka wynosić ponad Miodka i jego koszmary. ;)
wienczyslaw dnia 28.01.2014 22:32 Ocena: Świetne!
o dyrba! ja gwolę! to jest, dyrba, zagwoliste! normalnie, dyrba, tufą ze smichu gwolnąłem o ziemię! inteligent, dyrba, z wykształceniem, dyrba, w dodatku oczytany zawsze wygra na słowa z prostactwem:)

i ful!
henrykinho dnia 30.01.2014 23:37
Dzięki wienczysławie za wylądowanie na moim terenie. A niech mnie, język to masz nieźle niewyparzony ;)

wienczyslaw napisał:
w dodatku oczytany zawsze wygra na słowa z prostactwem

Oczytany. Otóż to!
ajw dnia 02.02.2014 17:36 Ocena: Świetne!
O, kurrrrwagonprzywieźli! ;) Jakie to dobre! Świetnie napisane. Władasz piórem jak Chuck Norris nogami ;) Zabieram sobie Ciebie do ulubionych autorów :)
Loki dnia 11.02.2014 18:44 Ocena: Świetne!
Świetnie to napisałeś! :yes:
Aż dziw bierze, że jeszcze nikt nie zapytał, jak Ty na to wpadłeś, do cholery?! ;)
Krótka, acz treściwa historyjka w dodatku nieźle doprawiona B)
I tyle radości! :D
blaszka dnia 11.02.2014 19:22
Cudne!!! Jaki pomysł, wręcz do literackiego opatentowania!
Salwy oklasków przeplatam salwami śmiechu ;) ;) ;)
henrykinho dnia 17.02.2014 18:35
Miło was widzieć. Śmiejecie się, więc i ja jestem zadowolony ;)

pozdrawiam
amsa dnia 17.02.2014 19:00
henrykinho - przyszłam niejako z rewizytą, chociaż nie do końca, bo na tekst miałam chrapkę od jakiegoś czasu, ale zawżdy coś mi kłody pod oczęta rzucało. Ale otom jest i przeczytawszy, wspomnienie wydobywam z głębin czeluści pamięci - w języku polskim nie ma słów nieprzystojnych - tak mi oznajmiła osoba, jak najbardziej płci żeńskiej, a więc białogłowa, studia skończywszy filologiczne z języka ojczystego. A argumentem tym rzuciła mi niczym rękawicą, kiedy spłoniona i zażenowana, dyskretnie i z wyraźnym niesmakiem, zwróciłam jej uwagę, coby zechciała użyć innych wyrażeń, poza tymi które właśnie ciskała, odłożywszy słuchawkę telefony, po odbyciu dość ognistej rozmowy z klientem.
Jak widzę, mój koszmar stanie się w niedalekiej przyszłości czymś na kształt dawno zapomnianego bogactwa mowy narodu, żyjącego nad Wisłą, pięknie rozlaną po krainie Polską zwaną.
Bardzo mi się Twoja przyszłość językowa podoba.

Kłaniam się nadobnie, kapitalny tekst :)

B)
Krystyna Habrat dnia 18.02.2014 10:08
Ten i inne w tym stylu teksty są właśnie powodem, że mnie i kilku moim znajomym, prezentującym trochę klasyczne, trochę staroświeckie gusta, nie bardzo już pasuje prezentować ich na PP. Cóż, zmiana pokoleniowa. A co z czytaniem takowych tekstów? Ja staram się nadążać, ale potrzebuję też przyjemności czytelniczej oraz przeżycia intelektualnego. Tymczasem królujący ostatnio na PP nurt określam jako epatowanie czymś odrażającym, ale najczęściej w dobrej formie stylistycznej. Powyższy tekst jest kolejnym przykładem "dobrego pióra". Myślę, że pisany ręką polonisty. Szkoda, że temat mnie nie nęci, a słownictwo i dobór obrazowy - odstręcza. Wiem, że to prowokacja wobec prof. Miodka, który często podkreśla swój sprzeciw wobec wulgaryzmów, nawet tych zdawałoby się lżejszego kalibru, na których nasze biedne uszy przywykły.
Proszę, przekonujcie, że nie mam racji.
Tezet74 dnia 18.02.2014 10:34 Ocena: Świetne!
Każda epoka ma swoje klątwy i wulgaryzmy. A czasami jest tak że całkiem niewinne słowo otrzymuje taką łatkę. Ot chociażby wspomniany "kutas". W czasach księdza Robaka i jego syna Tadeusza był to ozdobny frędzel a stał się dziś synonimem prącia i (jakże użytecznym) wyzwiskiem.
Język ewoluuje ale czy na pewno o to chodzi?
A sam tekst jest dobry. Zręcznie napisany. Z humorem i polotem. Jednym słowem wszystko na swoim miejscu.
Pozdrawiam.
Wasinka dnia 18.02.2014 11:10
Krystyna Habrat napisał/a:
Proszę, przekonujcie, że nie mam racji.

Krysiu,
dla mnie to tekst, który jest pewnego rodzaju krzykiem, przypominającym o zagrożeniach, gdy idziemy nadto w jedną stronę. To nie prowokacja - moim zdaniem - ale poparcie dla Miodka. Oczywiście - ja sobie tłumaczę, jak chcę, ale tak właśnie to zobaczyłam.
Podane na wesoło, bo czasem warto się odprężyć, a równocześnie przyswoić niektóre gorzkie prawdy czy przestrogi, by przeciwdziałać.
Dla mnie to tekst o konieczności ochrony języka ojczystego. :)
Przy okazji ukazuje tendencje, którym bezwiednie się poddajemy.

Pozdrawiam z uśmiechem.
Krystyna Habrat dnia 18.02.2014 18:29
Pozostaję nieprzekonana.
henrykinho dnia 19.02.2014 11:54
amsa> No tak, bo kochać trzeba wszystkie słówka... Świetna obrona z jej strony, ależ argument! ;)

Krystyna Habrat> Bardzo jest mi trudno odnieść się do postawionych "zarzutów", a już na pewno odpowiadać mogę wyłącznie za swój twór, ponieważ nie do końca wiem, o jakie "epatujące plugastwem" teksty chodzi, potrafię jedynie domniemywać. Jeśli odstręczają Cię same przekleństwa, to... niestety, na nich oparłem tę historię, pragnąc uzyskać silny kontrast i raczej odniosłem sukces. Wydaje mi się zresztą, że konwencja mnie broni, bo humor łagodzi ich negatywny wydźwięk. Nie wszyscy to kupią, wiem. Mogę tylko pocieszyć, że nie od każdej mojej wypociny wieje chamstwem :) Jeśli chodzi o "polonistę" - spore pudło ;)

Tezet74> Tak, "kutas" jest świetnym przykładem. Oczywiście wszystko jest tutaj naciągane, bo wizja miała być mocno absurdalna.

pozdrawiam
Krystyna Habrat dnia 20.02.2014 11:35
Nie przejmuj się. Zarzuty nie dotyczyły tylko twojego tekstu, ale ogólnego trendu. Najważniejsze, że masz tak duże grono zwolenników.
Nie zżymaj się na epitet "polonista", bo to w mojej opinii pochwała, a oznacza wysoki poziom sprawnego pisania, co już wyżej zaznaczyłam. Byle owo sprawne pióro miało o czym pisać. Inaczej wieje z tekstu nudą. Ale to już nie dotyczy ciebie. Ciebie tylko to sprawne pióro niczym u polonisty. Polonistą to i ja nie jestem - w obu znaczeniach.
Wydaje mi się, że jak na osobę, w której domu ojciec nigdy nie powiedział brzydkiego słowa, a nie pozwalał nawet mówić "brzuch", tylko co najwyżej: "żołądek", wykazałam dużo dobrych chęci, żeby okazać twojemu opowiadaniu aprobatę, unikając nieszczerości.
WholeTruth dnia 20.07.2014 16:33
ależ ja to się nie nadaję do tej epoki! wyprzedzam cały naród o wieki... takie rzeczy mi uzmysłowiłeś; aż wstyd, że język lubi się oblepiać takimi koszmarami.

przeczytałam sobie pozlotowo, bo trzeba nadrobić wiedzę o nowo poznanych ;) wybrałam przypadkowo to, co polecane. szacun ;)

pozdrowionka. Whole
PawelDrozd dnia 20.07.2014 18:30 Ocena: Świetne!
Nie mam żadnych uwag, chciałem tylko wyrazić uznanie dla autora. To jest wyśmienite.
henrykinho dnia 22.07.2014 22:22
WholeTruth > Dzięki za wizytę. Mam nadzieję, że ta "wiedza" nie pociągnie mnie na sam dół :p
Pora zacząć mi zresztą czytać poezję!

Paweł Drozd > dzięki za słowa uznania i motywację!
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Rafi
20/09/2019 02:33
mike17 Bardzo dziękuję za opinie :D są to moje początki,… »
mike17
19/09/2019 22:14
He he, miło mi to słyszeć :) Dobre słowo wszystkiego warte… »
Yaro
19/09/2019 21:44
Dzięki bruliben :) »
Yaro
19/09/2019 21:40
To od Mike Jagger https://youtu.be/K5_EBAzIPJM. Jakbym… »
bruliben
19/09/2019 21:40
Żonę skserować, hmmm? No pewnie, nikt nie jest doskonały.… »
bruliben
19/09/2019 21:21
Dziękuję Lilah. Miło gościć. »
bruliben
19/09/2019 21:19
Ciekawy wiersz, misternie zbudowany. Skomentuję go słowami… »
Kazjuno
19/09/2019 20:26
Droga Al Szamanko - panienko z dobrego domu. Na wstępie… »
wiosna
19/09/2019 20:02
Niejednemu się przytrafiło. I niejednemu nie udało się tak… »
mike17
19/09/2019 19:48
I miałaś w nim archaizm "shall" a nie… »
wiosna
19/09/2019 19:47
hmmm, hmmm aż się zaczęłam zastanawiać do jakiej grupy ja… »
wiosna
19/09/2019 19:38
Mike wiem, że istnieją, ale nie wiem, czy się nimi akurat w… »
mike17
19/09/2019 19:17
W każdym języku istniały/istnieją archaizmy. Pozdrawiam… »
wiosna
19/09/2019 19:15
Al, dziękuję. Miło, że Ci się podoba moje rymowanie:)»
Dobra Cobra
19/09/2019 19:14
Nie będzie nam Niemiec pluł w twarz ni dzieci nam germanił.… »
ShoutBox
  • Dobra Cobra
  • 18/09/2019 08:22
  • tej wytwórni. Ale sam szef D. próbuje zmienić czasy i transformację koncernu w stronę tematyki niebaśniowej. [link]
  • Dobra Cobra
  • 18/09/2019 08:20
  • Disney ma nie lada orzech do zgryzienia :) . Johansson zaprosili nawet na spotkanie dyrektorów D. I ona tam jasno mówiła, że reżyser niepokorny i film też, co niespecjalnie idzie za rączkę z polityką
  • TomaszObluda
  • 18/09/2019 06:50
  • em FOXa, więc Disney nie miał nic do gadania. A czy film pojawi się w Polskich kinach? Sadzę, że tak, ale nie wszędzie i nie od razu, bo tu nie chodzi o ideologię, ale o kasę.
  • TomaszObluda
  • 18/09/2019 06:48
  • Co do filmu, ten Hitler, będzie wymyślonym przyjacielem i z tego co wiem, będzie takim diabłem na ramieniu, co mówi źle, to wbrew pozorom nie komedia. Druga sprawa film powstał praktycznie przed zakup
  • Kazjuno
  • 17/09/2019 14:16
  • Znowu przesadzasz. Jesteś wrażliwym facetem, na dodatek z intuicją muzyka, więc czułym na fałszywe nuty. Także te cecha ułatwia Ci trafne komentarze. Więc jak znajdziesz czas(?)...
  • AntoniGrycuk
  • 17/09/2019 11:55
  • Powiem tak: technicznie mam coś do powiedzenia i choć nie jest to idealne, to potrafi być pomocne, natomiast mój gust znacznie odbiega od przeciętnej i to, co mi się podoba, nie zawsze jest dobre.
  • Kazjuno
  • 17/09/2019 11:49
  • Przesadzasz Antosiu! Bardzo cenię Twoje komentarze i byłbym rad przeczytać twoje wnikliwe uwagi. Zawsze były celne. Jak znajdziesz czas to zapraszam...
  • AntoniGrycuk
  • 17/09/2019 11:38
  • Kazjuno, ja chętnie skomentowałbym Twój tekst, ale ostatnio mam urwanie głowy i jedynie czasem króciutkie komentuje. Choć z drugiej strony, co jest wart mój komentarz?
  • Dobra Cobra
  • 17/09/2019 08:09
  • Sztuka kreskówkowa jest uważana za gorszą ze sztuk pięknych. :( A tak można w kinie podziwiać i piękną Scarlett i małego Hitlerka. Jak żywych. Choć ten synek ma nadzwyczaj mądry wyraz twarzy.
Ostatnio widziani
Gości online:11
Najnowszy:6oliviac7323tc4
Wspierają nas