Nigdy nie byłem gangsterem (odcinek 10) - pablovsky
Proza » Obyczajowe » Nigdy nie byłem gangsterem (odcinek 10)
A A A
Od autora: Zdziałasz znacznie więcej dobrym słowem i spluwą, niż tylko samym dobrym słowem.
Al Capone.
Klasyfikacja wiekowa: +18

Życie gliniarza jest posrane w tak znacznym stopniu, że z niczym innym nie można go porównać. Jest w ogóle miejsce na ziemi, gdzie może znaleźć spokój i wytchnienie od codzienności psiego żywota, okraszonego smrodem rozkładających się zwłok, albo smakiem koki?  
Nawet taki, co zamiata ogonem krawężniki, kładąc się spać, nie wie, czy za chwilę nie będzie zbiegał po schodach, zakładając w pośpiechu płaszcz na dupę.
Kino? Teatr? Za zrefundowane bilety. Idąc z żoną raz w roku, gliniarz nie może zdeptać przed wejściem telefonu, mając świadomość, że pierwszy akt może być w spektaklu jego ostatnim.
Wracając do domu, rzadko ma ochotę na podany przez ukochaną krwisty befsztyk, skojarzenia potrafią nawet staremu psu wykrzywić jęzor w niesmaku.
Były chwile, że myślałem o swoim życiu w ten sposób i zaczynałem się zastanawiać, czy nie zamienić się z Czarnym, w końcu medycyna mocno się rozwinęła, w dzisiejszych czasach możliwość przeszczepu facjaty znacznie wzrosła. Żyjąc jak on, miałbym święty spokój. A jeśli nie, to przynajmniej nie musiałbym martwić się losem tego popieprzonego świata.

Miałem do przeczytania kolejny list od Marcina. Chwilami odnosiłem wrażenie, jakbym tego człowieka, który wrócił na drogę uczciwego życia, włączył do rodziny. Odpowiedzialność w takich sytuacjach potrafiła przygnieść swoim ciężarem, odczuwałem ten fakt nazbyt często.
Dochodziła północ, pragnienie snu odeszło, kieliszek brandy, który wypiłem po przyjściu do domu dawno wyparował.
Siedziałem jak zwykle z nogami na stole, nawet nie zdjąłem obuwia. Dotarło do mnie, że od godziny miałem prawo siedzieć w szlafroku. Ściągnąłem koszulę, spodnie, a buty rzuciłem w kąt pokoju. Zakładając, że klatkę o sześciu metrach kwadratowych, można nazwać pokojem.
Poszedłem do sypialni obok. Karolina, rytmicznie i spokojnie oddychając, odsypiała kolejny ciężki dzień pracy na wydziale.
Przytulona do Marcina, który uśmiechał się nieznacznie. Pewnie śnił o nowych łyżwach, znalezionych pod choinką. Pogłaskałem ją po włosach, podciągnąłem wyżej kołdrę i wychodząc, zgasiłem maleńką lampkę, stojącą na stoliku. Wróciłem do mojego świata,
Czarny czekał niecierpliwie, szczerząc swoje kły w cwaniackim uśmiechu zadowolonego gangstera, który miał więcej szczęścia, niż rozumu, dostając na tacy status koronnego.

Nalałem sobie kolejny kieliszek brandy, gdy zadzwonił telefon leżący na biurku.
- Czego? - zapytałem z niesmakiem, odbierając połączenie.
- Komisarzu, na Saperskiej mamy trupa w mieszkaniu. Wygląda, że ktoś mu pomógł. Inspektor chciał, żebym do pana zadzwonił, pyta, czy pan się zajmie tą sprawą?
- A co ja mam z tym wspólnego? Ktoś z wydziału zabójstw niech pojedzie!
- No właśnie, problem w tym, że Marciniak jest w Łodzi, a komisarz Kot do jutra na chorobowym.
- Znaleźli jakieś dragi, albo inne prochy?
- Nic mi nie wiadomo, inspektor mówi...
- Marcin, w tym układzie pocałuj mnie w dupę, jest noc! Przed godziną wróciłem z komendy, powiedz inspektorowi, że nie możesz się dodzwonić. Będę rano, jasne?
- Jak słońce, komisarzu.
- Dzięki! - Rozłączyłem połączenie i na chwilę ukryłem twarz w dłoniach.
Przychodzą momenty, że trzeba odmówić nawet przełożonemu, w przeciwnym razie człowiek szybko znalazłby się w psychiatryku.
Szlag by trafił! - Pomyślałem, przechylając szklaneczkę.
Zapaliłem papierosa, wziąłem się za czytanie maila od Czarnego, skupiając myśli.
Przypomnę, że w ostatnim liście poprosiłem, aby napisał, kiedy pierwszy raz zetknął się ze śmiercią, będąc w grupie Dziaducha.

"Pytasz o śmierć? To trudny temat. Kiedy pierwszy raz w życiu widzisz śmierć na własne oczy, jesteś blisko, spoglądasz na nią z boku, to robisz dwie rzeczy, na które nie masz wpływu.
Rzygasz i myślisz, że nigdy więcej nie masz zamiaru tego oglądać.
Ale jest coś dziwnego. Gdy ktoś umrze ci na rękach, zawał, wylew, nie ważne - nigdy się nie porzygasz.
Jednak gdy zobaczysz pierwszy raz klienta, który wyzionął ducha w skutek zabójstwa - nie ma że boli, puszczasz pawia i wydaje ci się, że żołądek wyskoczy z gardła. Ty Pablo też haftowałeś, kiedy  zobaczyłeś swojego pierwszego truposza, zgadza się?
Mniejsza o to.
Pytałeś, kiedy ten pierwszy raz zobaczyłem śmierć? Chyba jak mój stary przedawkował denaturat w melinie? Okej, nie czas na żarty.
To nie był dobry czas dla mnie. Minął rok, odkąd wstąpiłem do grupy. Nieźle zarabiałem, miałem pewne układy, wiedziałem co robić, żeby nikomu się nie narazić i przede wszystkim robiłem to, co mi kazali, czyli woziłem dziwki po klientach, jednocześnie je ochraniając.
Ale po roku czasu, Bystry powiedział, że jest grubsza robota.
Szczegółów mieliśmy się dowiedzieć od Dziaducha, na zebraniu zarządu.
To była sobota, spotkaliśmy się wieczorem w niewielkiej restauracji w Rogalinie.
Boss zaprosił tam mnie, Bystrego, był Laki pedofil, kark Bolo. Nie zabrakło mojego kumpla z kasyna, Szulera. Pojawił się Mały w swojej czarnej koszuli i białej marynarce.
Był też Szajbus dziwkarz i Zyga, najmłodszy z nas. W sumie spotkaliśmy się w dziewięciu.
Dziaduch powiedział, że o interesach pogadamy później, a że mamy nad czym myśleć, postanowił nas ugościć i postawić dobre żarcie.
Nigdy nie przykładałem wielkiej uwagi do tego, co wciągam, ale pamiętam, że wtedy pierwszy raz widziałem taką wyżerkę.
Wędzone łososie na jakiś liściach, węgorze, kawior i homary. Do tego wszystkiego francuski Camus i biały Absolut, słowem biznes party, commissario. A propoS, wciągałeś kiedyś homara?
Jak nie, to niewiele straciłeś, gówno wart! Ale łosoś, to już niebo w gębie.
Właśnie, jest szansa? Jak bym zamówił z Sheratona wędzonego łososia, dasz radę? Bo kurwa, już mam dość kiełbachy, powaga!
Dobra, wróćmy do tematu.
W knajpie spędziliśmy dobre dwie godziny, wesoło było. Był moment, że zaczęli się nabijać z Lakiego. Szuler rzucił, że trzeba być niezłą popierdółą, aby spaść z dupy we własnej agencji.
Chodziło o nalot psów, ale przecież tylko ja i Bystry byliśmy w temacie. Nikt nie wiedział, że ten kutas kołował małe dziewczynki klientom. Ale o tym już pisałem.
Laki się wkurwiał, łypał na nas spod łba, jednak trzymał gębę. W ogóle, często dokuczali mu odnośnie tej wpadki, jednak miał plecy u Dziaducha i boss nic mu nie zrobił, uznając, że wpadki z konkurencją są wkalkulowane w byznes.
Nie biznes!
Dziaduch zawsze powtarzał, że to, co robimy nie jest żadnym biznesem, to się nazywa byznes! Świrował, chciał być zabawny, ale były chwile, że potrafił człowieka wkurwić. Po imprezie pojechaliśmy na chatę Szajbusa.
Tam dowiedzieliśmy się, jaką robotę znalazł dla nas stary.
Okazało się, że jest do zrobienia ładunek.
TIR z Ukrainy miał wieźć do Niemiec gruby towar, Dziaduch, który miał układy na wschodniej granicy dostał cynk od celnika. Pamiętam, że spojrzeliśmy po sobie, mój brat zmrużył oczy i pokręcił głową, Laki nie łapał o co biega, a Szuler miał minę, jakby mu kazali siostrę zerżnąć.
Jednym słowem mówiąc, nikt nie był zachwycony.
Pierwszy odezwał się Bystry. "Dziaduch, co znaczy zrobić ładunek?"
Dziaduch podszedł, klepnął go w ramię i poważnie zapytał: "A jak ci się wydaje, Bystry? W końcu ksywa zobowiązuje?" Laki parsknął śmiechem, ale Bystry go zmierzył i ucichł,
wydawało mi się wtedy, że atmosfera mocno zgęstniała.
"Napad na TIR-a?" - zapytał mój brat.
Wtedy Dziaduch powiedział kilka ważnych słów. Ważnych dla mnie, dla ciebie commissario i wszystkiego, co wydarzyło się przez następne lata działaności naszej ferajny.
"Zaczynamy zajmować się poważnym byznesem. Dziwki się wypalają, dragi kupują w necie, fury na zachodzie coraz lepiej pilnują, a wpływy są coraz mniejsze. Pora zacząć myśleć o lepszej przyszłości, panowie. Robota jest czysta, ryzyko niewielkie, kwestia, ile do podziału. To teraz posłuchajcie. Za tira, którego możemy zrobić, każdy z was może dostać całkiem dobrą kasę. Pierwsza robota jest w promocji, macie po dwadzieścia kawałków na głowę, podatek ja płacę, co wy na to?"
W pokoju, gdzie siedzieliśmy nastała cisza.
Szajbus wstał i włączył swój sprzęt. Do dzisiaj pamiętam, że był to doktor Dre i Snoop doog. Amerykański rap.
Nalał sobie szklankę stocka i wypił duszkiem, odstawił szklankę i powiedział:
"Ja w to wchodzę". Dziaduch pokiwał ze zrozumieniem głową i rozejrzał się po pozostałych. Nie miałem pojęcia wtedy o co biega, ale wszyscy się zgodzili. Wszyscy, oprócz Bystrego.
On wstał i z rękoma w czarnej, skórzanej marynarce zaczął chodzić po pokoju. Wiedziałem, że intensywnie myśli, zawsze tak się zachowywał.
W końcu zapytał: "A z czym do ludu?" Wtedy Dziaduch wyszedł z willi Szajbusa do swojego Lexusa i po chwili wrócił ze sporą walizką.
Kiedy ją otwarł zaparło mi dech, uwierz mi Pablo, myślałem wtedy, że narobię w portki!
Naszym oczom ukazał się prawdziwy arsenał, można by do Wietnamu skoczyć na żółtków.
Kilka Tetetek siedem-dziewięć-dwa, Walthery dziewięć-dziewięć, były też trzy sztuki karabinków automatycznych.
Szuler podszedł, wziął jednego Walthera, przeładował i zaczął oglądać z uznaniem.
"Szefie, niezły arsenał, możemy bank zrobić!" - zaśmiał się i odłożył klamkę.
"Co ty na to, Bystry?" - Dziaduch spojrzał z wyczekiwaniem, wiedziałem, że liczy się z jego zdaniem. Brachol pokiwał głową.
"Czarny, wchodzisz?" - zapytał mnie Laki. Chciał się odegrać, był pewien, że będę miał problem.
Miałem i to ogromny, ale jak wiesz, w tamtej chwili nie mogłem dać ciała.
"Poradzę sobie, rzadko kiedy daję dupy" - odpowiedziałem i po chwili chłopaki wybuchnęli śmiechem, Laki jeszcze trochę, to by mnie pogryzł.
Wtedy Dziaduch powiedział, że mamy się skupić, bo robota jest za dwa dni. Opowiedział, jak widzi przebieg operacji."

Na chwilę odłożyłem laptopa. Zapaliłem kolejnego slima i zamknąłem oczy, wróciły wspomnienia.
"Komisarzu, dzwonili z drogówki, pod Kórnikiem, na poboczu stoi TIR, dwa trupy w środku, wygląda na napad."
"Inspektorze, kto jedzie? Jestem w drodze..."
"O, kurwa! Kto mógł to zrobić?! Strzał w tył głowy, drugi to samo..."
"Nie stój aspirancie, dzwoń po doktora Walickiego, prokurator w drodze?! Niech przyjadą z wydziału zabójstw."
"Jak myślisz, komisarzu, to robota Pruszkowa?"
"Nie dotykaj niczego, gdzie kurwa rękawiczki?"
"To nie Pruszków, za daleko na gościnne występy!"
"Nasi?"
"Co z prokuratorem, aspirancie?"
"Byli bezwzględni... Musimy szybko się dowiedzieć, co przewozili, to musiał być gruby hajs. Wygląda na zlecenie."
"Wszyscy w drodze, komisarzu!"
"Zabezpiecz to miejsce, weź młodych i zabezpiecz!"
"Skurwysyny, strzelali w tył głowy..."
"To może być sprawa dla ciebie, Pablovsky!"
"Wygląda, że mamy gówno w najczystszej postaci!"

Otwierając oczy, poczułem mrowienie na karku. Wstałem i nalałem kolejną szklankę brandy, obiecałem sobie, że poprzednia miała być ostatnią, błąd.
Otwarłem szeroko okno, wpuszczając do pokoju powiew jesiennego wiatru. Noc była wyjątkowo ciepła, jak na początek listopada.
Dochodziła pierwsza, stojąc z rękoma opartymi o parapet i przyglądając się pustej ulicy, poczułem zmęczenie. Postanowiłem odłożyć lekturę, zwłaszcza, że miałem przed sobą
kolejny trudny dzień w wydziale. Po krótkim zastanowieniu, odstawiłem szklankę z alkoholem, miałem świadomość, że ostatnio za dużo piłem gorzały.
- Dobrej nocy, Czarny... - Bezgłośnie zamknąłem laptopa i wyszedłem z pokoju.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
pablovsky · dnia 16.01.2014 08:34 · Czytań: 551 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 23
Komentarze
al-szamanka dnia 16.01.2014 09:02 Ocena: Świetne!
No wręcz mnie skręca, że nie mam czasu tego przeczytać przed pracą:(
Ale jak tylko wrócę, pierwsze co zrobię to tutaj wskoczę.
Już zacieram łapki:)
puma81 dnia 16.01.2014 10:27 Ocena: Świetne!
Pablo, to chyba najlepszy odcinek, mimo że najbardziej brutalny.
Świetnie skonstruowany, serio. Przeplatanka życia komisarza, jego wspomnień, listów od Czarnego, no i ten kontrast - trupy, a w tle śpiąca z synem żona.
Jestem pod ogromnym wrażeniem, aż skręciło mnie w środku. Żarty się skończyły.
Udało Ci się osiągnąć rzecz szczególną - stuprocentową autentyczność. Jeżeli to zasługa tylko i wyłącznie Twojego pióra, to jestem pod jeszcze ogromniejszym wrażeniem.
Nie będę więcej pisać, bo głupio wyjdzie.

PS. Po raz trzeci wróciłam do tekstu. Ma tak lepki klimat, że nie mogę się wyplątać. Jakbym oberwała w tył głowy. Super, Pablo, brawo.
Mam nadzieję, że to już ostatnia edycja mojego komentarza.
Dorota Karin dnia 16.01.2014 11:24
Barwny język, wciągająca akcja. Jak skończysz - opublikuj i przyślij mi. :)
jasna69 dnia 16.01.2014 15:26
O, cholera! Przyszłam jak miś do miodu i posmakowałam.
Pablo, zrobiłeś mi dobrze! Kawał, dobrej, męskiej prozy, takiej, którą łykam w locie i potem rozcieram gęsią skórkę na udach. Jest zwięźle, oszczędnie stylistycznie, ale przy tym niesamowicie klimatycznie. Pięknie. Dojrzewa Czarny w swojej robocie, a przy okazji i Ty, Autorze. Świetnie poprowadziłeś tę część, odniosłam wrażenie, że masz ochotę wreszcie pokazać coś więcej niż listy, za którymi do tej pory trochę się skrywałeś.

Pozdrawiam

PS. Z tego co pamiętam, przed „albo” przecinków się nie stawia. To taka mała uwaga, żeby na zieloność zasłużyć – wiosny mi się chce.
pablovsky dnia 16.01.2014 16:11
al-szamanka napisał/a:
Ale jak tylko wrócę, pierwsze co zrobię to tutaj wskoczę.


Jest mi niezmiernie miło. Czuję się trochę zakoczony, ale pozytywnie, Szamanko :|

Dorota Karin napisała:
Barwny język, wciągająca akcja. Jak skończysz - opublikuj i przyślij mi.


Wiesz, to taka historia, którą lepiej się zrozumie, gdy zacznie się czytać od początku, do czego nieśmiało Cię zachęcam, Dorotko.

Cytat:
Udało Ci się osiągnąć rzecz szczególną - stuprocentową autentyczność.


Naprawdę? Super. Cieszę się ;)

Cytat:
Jeżeli to zasługa tylko i wyłącznie Twojego pióra, to jestem pod jeszcze ogromniejszym wrażeniem.


Miód na serce, Pumo! Ale niestety, to nie wyłączność, Czarny też macza w tym palce.

Cytat:
Mam nadzieję, że to już ostatnia edycja mojego komentarza.


Oby nie, chcę jeszcze! :)

Cytat:
Pablo, zrobiłeś mi dobrze!


Matko święta, ciszej, żona też nieraz czyta! :)

Cytat:
Kawał, dobrej, męskiej prozy, takiej, którą łykam w locie


Dziękuję. Renato, to dla Ciebie, bo wiem, że lubisz takową :) Czekam za Flavio, on też twardy gość!


Serdecznie dziękuję za odwiedziny i tak pochlebne komentarze, znowu urosłem.

P.P.
Dobra Cobra dnia 16.01.2014 17:20
Przy Tobie inni posysają, stary!

DoCo
al-szamanka dnia 16.01.2014 18:39 Ocena: Świetne!
Cytat:
Gdy ktoś umrze ci na rę­kach, zawał, wylew, nie ważne

nieważne
Cytat:
Ty(,) Pablo(,) też ha­fto­wa­łeś



No, muszę trochę powietrza zaczerpnąć, gdyż mówiąc szczerze, czytałam na wydechu.
O ile poprzednie części utrzymywałaś jeszcze w pozornie lekkim klimacie, to tym razem już od samego początku użyłeś ciężkiego walca. Jest takie słowo w niemieckim - düster, które doskonale oddaje rodzaj atmosfery jaką tym razem nas uroczyłeś... ponuro-przytłaczająca.
I czuje ją nie tylko czytelnik, ulega jej także komisarz Pablovsky. Tym bardziej, że tuż pod bokiem ma prawdziwy kontrast. Śpiącą Karolinę i Marcina.
Opowieść o Czarnym nabiera innego zabarwienia.
To już nie jest akcja małych łotrzyków, alfonsów i kombinatorów.
Reminiscencje wskazują na bandycka napaść połączoną z okrutną, bezpardonową egzekucją.
Jakie miejsce miał w tym wszystkim Czarny?
Chyba nam wyjaśnisz, jako że przecież nie był gangsterem.

Bardzo mocny kawałek, wzbudzający wewnętrzny niepokój i niecierpliwe czekanie na ostateczną decyzję Twojego bohatera.
Umiejętnie stopniujesz napięcie przez co tekst połknęłam błyskawicznie i zdumiałam się, że to już koniec. A przecież nie cierpię kryminałów.

Pozdrawiam:)
Ryszard Taxidriver dnia 16.01.2014 19:35
Cytat:
Wę­dzo­ne ło­so­sie na jakiś li­ściach

jakichś
Cytat:
Nalał sobie szklan­kę stoc­ka i wypił dusz­kiem, od­sta­wił szklan­kę i po­wie­dział:

Dwa razy ten sam wyraz plus Stocka bym napisał z dużej, ale się nie upieram.

Ogólne wrażenie fajne, wciągnęło mnie bez reszty. Powiem tobie jednak, że żałuję, że wybrałeś formę listów, żeby opowiedzieć o przygodach Czarnego. Według mnie biorąc się za literature akcji dużo lepiej widzieć wydarzenia które dzieją się tu i teraz, poczuć zapach prochu, zobaczyć jak ktoś dostaje w pysk i wiedzieć gdzie poleciały zęby. Z perspektywy dawnych czasów nie jest to już tak emocjonujące. Najbardziej podobał mi się fragment gdzie w urywanych zdaniach napisałeś jak komisarz jechał na trupa w TIRze. Chciałbym czuć tego typu napięcie przez cały utwór. Dodatkowo, można powiedzieć, że się czepiam, ale zawsze zastanawiało mnie jak to jest, że policjanci w filmach i książkach są tacy silni i bronią społeczeństwa skoro non stop grzeją i palą fajki. B) Pozdrawiam!
pablovsky dnia 16.01.2014 20:46
Dobra Cobra napisał:
Przy Tobie inni posysają, stary!


Kurtuazja ponad wszystko, wielkie dzięki, DoCo!

al-szamanka napisał/a:
Bardzo mocny kawałek


Szamanko, już wielokrotnie pisałem, że osoba, która "nie cierpi" kryminału i systematycznie zagląda do historii o Czarnym, jest dla mnie wyjątkowo ważna.
Dziękuje Ci, danke Ihnen sehr, meine Liebe! Richtig? ;)
Jeszcze wiele dramatycznych wydarzeń przed nami, droga Al.

Ryszard Taxidriver napisał:
żałuję, że wybrałeś formę listów, żeby opowiedzieć o przygodach Czarnego.


Ryszardzie, wielkie dzięki, że znalazłeś czas. Może polubisz naszego bohatera, będzie mi miło.
Nie wybrałem "formy listów" - to są listy, wspomnienia, spowiedź.
Gdybym opisał je w inny sposób, uwierz mi, przekaz straciłby swój sens. To nie są przygody, jak to określiłeś. To historia, która gdzieś tam, w jakimś miejscu i czasie, być może się wydarzyła. A może dopiero się wydarzy? Tego do końca nie wiem ;)
Żeby zrozumieć sens tego, co piszę, musiałbyś zacząć czytać od początku, do czego zachęcam.

Ryszard Taxidriver napisał:
Dwa razy ten sam wyraz plus Stocka bym napisał z dużej, ale się nie upieram.


Muszę o tym wspomnieć Czarnemu. Nie poprawiam jego oryginalnej pisowni. W kwestiach gramatycznych, czy ortograficznych zachowuję bezpośredni przekaz, koryguję tylko wtedy, gdy pojawiają się opisy miejsc, szczegóły dotyczące śledztwa, bądź pseudonimy osób, które w tej historii występują (z oczywistej przyczyny) zmienione. ;)

Wielkie ukłony dla moich czytelników!
al-szamanka dnia 16.01.2014 20:53 Ocena: Świetne!
Deine deutschkenntnisse sind hervorragend, Pablovsky :)
A ja nadrabiam ocenę, bo zapomniałam z zaaferowania.
jasna69 dnia 17.01.2014 21:11
Och, Pablo, wzruszyłeś mnie, ale pamiętaj, że kobiety bywają zachłanne. Skoro ten odcinek był dla mnie, to chcę więcej!
Quentin dnia 18.01.2014 00:35 Ocena: Świetne!
Ciekawy zabieg.

Podoba mi się to żonglowanie narracją. Ale sama narracja to jeszcze nie wszystko. Liczą się jak zawsze emocje. Teraz poznajemy trochę literackiego Pabla i jego profesję. Patrzymy razem z nim na jego śpiącą rodzinę i próbujemy zrozumieć towarzyszące mu troski. Umiejętnie ukazujesz wielowymiarowość historii.

Retrospekcje też wprowadzają ciekawy klimat i potęgują tragizm postaci. Powiem szczerze, że trochę się obawiałem, Pablo, w jakiej jesteś formie po tej dość długiej absencji od pisania. Opublikowałeś co prawda jakąś historyjkę, ale moich obaw to nie rozwiało. Z największą przyjemnością stwierdzam, żeś wrócił w wielkim stylu ze swoim "Nigdy nie byłem gangsterem". Alleluja.

Pytanko prywatne na koniec, bo ciekawość mnie zżera. Nie chcę oczywiście, abyś zdradzał wszystko, co ważne. Powiedz, Pablo, ty już wiesz, jak cała historia z Czarnym się skończy???

Pozdrowienia
pablovsky dnia 18.01.2014 10:24
Quentinie, co myślę o Twoich wizytach pod tą historią, napisałem w poprzednim odcinku, więc nie będę się powtarzał. Mam tylko prośbę, zacznij pisać i wstawiać te swoje cudeńka, bo odnoszę wrażenie, że coś Cię ostatnio zatrzymuje, nie sądzę, żeby to był brak weny, ktoś z taką wyobraźnią nie powinien mieć z tym problemu, więc nie dociekam przyczyny, lecz namawiam Cię usilnie do kontynuacji.

Quentin napisał:
Powiedz, Pablo, ty już wiesz, jak cała historia z Czarnym się skończy???


Oczywiście. Nie wyobrażam sobie improwizacji w tym przypadku.
Dzięki, Quentin za wielce pochlebną opinię!
Do zobaczenia pod "czymś Twoim"! Pozdrawiam. ;)
Druus dnia 18.01.2014 13:35
Pablo, nie będę się rozpisywał, ględził bez sensu. Wiesz, że jestem z Twoją historią od początku. Każdy kolejny odcinek zachęca mnie do przeczytania następnego i chyba to jest najważniejsze. Trzymasz poziom i pion chyba też ;) Pozdrawiam, Szefa.

P.S Niezłe zdjęcie, wiesz, gdybym był kobietą... ;)
pablovsky dnia 18.01.2014 13:39
Druus, Ty złoczyńco, jak dobrze, że jesteś facetem ha ha :) Dzięki, przemiły z Ciebie facet. Co do Twojego ględzenia, to zawsze jest w nim sens, przyjacielu!
Kłaniam się i dziękuję! :yes:
labedz dnia 23.01.2014 09:48
Jedna rzecz, do której się przyczepię: za dużo Marcinów się nakłada w jednym momencie. Gdy komisarz przymierza się do kolejnego listu od Marcina-Czarnego, żona tuli Marcina (wnioskuję, źe syna), ale to jeszcze do przełknięcia. Ale jak z komendy dzwoni jeszcze jeden Marcin, to można trochę ironicznie się uśmiechnąć. Choć prawda, że takie zbiegi okoliczności się zdarzają.
Dużo myślałem o Twoim tekście. Nie ma tu przecież żadnych fajerwerków warsztatowych, wielkiej metaforyki, sztuczek i kuglarstwa pisarskiego. Masz lekki, swobodny, męsko prosty styl (co nie znaczy, że prostacki!), a mimo tego - wybornie to działa. Dlaczego?
Tak sobie myślę, że w dobie Justinów Bieberów, innych ciotowato metroseksualnych przedstawicieli płci męskawej w kulturze, tęskni się za prawdziwie facetowatą narracją. A Twoja taka jest, aż do bólu. I niezmiennie, świetnie się to czyta.
Dobrą drogę obrałeś, Pablo.
pablovsky dnia 23.01.2014 18:27
Cytat:
męsko prosty styl (co nie znaczy, że prostacki!), a mimo tego - wybornie to działa. Dlaczego?


Pewnie dlatego, że oprócz historii trudnych, z zawile skonstruowanymi zdaniami, z warsztatowymi fajerwerkami, przesiąkniętych górnolotnością, czytelnik lubi od czasu do czasu przysiąść nad czymś lżejszym warsztatowo i połknąć treść bez większych trudności myślowych ;)
Co do imion - ostatnio miałem przyjemność uczestniczyć w małej imprezce urodzinowej.
Pojawił się mój bratanek z narzeczoną, oraz przyjaciel mojej znajomej, nie licząc syna, było nas trzech i zgadnij, jakie mamy imiona? Śmiechu, co niemiara, nigdy nie było wiadomo, do którego z nas dziewczyny się zwracają :)
Trzech Pawłów, zabawny zbieg okoliczności!
Pozdrawiam i bardzo się cieszę, że zdobyłem kolejnego czytelnika.
zajacanka dnia 27.01.2014 02:20
Cytat:
Cho­dzi­ło o nalot psów, ale prze­cież tylko ja i Czar­ny by­li­śmy w te­ma­cie.

? Przecież to słowa Czarnego. Czy znów czegoś nie rozumiem?

Dobry kawałek. W końcu jakieś info o głównym bohaterze, Pablovskym, jego emocjach, stanie ducha, zachowaniach.

Dawaj dalej, pablo, czekam :)
pablovsky dnia 27.01.2014 12:48
zajacanko, otrzymujesz nagrodę za najbardziej wnikliwą analizę tekstu! Oczywiście, że powinno być "ja i Bystry". Nawet nie zwróciłem uwagi na ten zapis, podejrzewam, że bohater pisząc to, był w stanie pewnego "odprężenia" ;)
Dziękuję Ci serdecznie.
ajw dnia 06.02.2014 13:39 Ocena: Świetne!
Rewelacyjnie zbudowałeś klimat. Po mistrzowsku! Wiem, ze zachwycam się nad każdą częścią, ale w tej ochy i achy siegają zenitu. Jest świetnie. Duża klasa! Aż mnie skręca, że nie mogę oprócz czytania obejrzeć w kinie, albo choćby na małym ekranie, który też w końcu taki mały nie jest. Ta historia aż się prosi o film, ale już mi pisałeś co w tym temacie robisz, wiec nie zawracam gitary.
Kurczę, takiej roboty nie da sie jakoś nie odreagowywać, ale alkohol to niedobry pomysł. Rozluźnia, ale w końcu i uzależnia, wiec komisarz Pablo spaceruje po cienkim lodzie. Może jakieś inne formy relaksu? ;)
pablovsky dnia 06.02.2014 23:48
ajw, co mam napisać? Samo "dziękuję" tu nie wystarczy. Dajesz mi codziennie nowego kopa! Natchnienie! Moc! :)
Jesteś wielka! Ukłony do samej ziemi! ;)
ajw dnia 07.02.2014 09:45 Ocena: Świetne!
No co Ty, Pablo.. mam tylko 160 cm wzrostu ;)
amsa dnia 13.02.2014 23:53
pablovsky - wciąż czytam, przechodzę do następnej części...

Cytat:
A pro­poS, wcią­ga­łeś
- a propos, myślę, że to literówka

[quote]przez na­stęp­ne lata dzia­ła­no­ści na­szej fe­raj­ny.[/quote - działalności, j.w
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
RafalSulikovski
23/08/2019 11:34
:-) Dzięki! Ja dopiero jestem stale "zapowiadającym… »
MP642
23/08/2019 11:22
Jeżeli by rok '68 rozumieć wąsko, to faktycznie za… »
JOLA S.
23/08/2019 10:21
Darconie, mów dalej, proszę :) Czytanie książek to… »
Darcon
23/08/2019 07:14
Cóż, bardzo mi się podobało. Piszę cóż, gdyż po dłuższej… »
Darcon
23/08/2019 06:57
Zastanawiałem się, gdzie zabrniesz z pomysłem typowej traumy… »
Darcon
23/08/2019 06:51
Bardzo dobry finał, właśnie on broni to krótkie opowiadanie.… »
Thomas Zevski
23/08/2019 06:39
Dziekuje bardzo za pomoc z bledami. To byl zawsze moj… »
Dobra Cobra
23/08/2019 06:08
Z zainteresowaniem przeczytałam ów szkic o jakże szalenie… »
al-szamanka
22/08/2019 22:45
Tu nieco za bardzo nachodzi, Wodniczko. A poza tym… »
wodniczka
22/08/2019 17:54
Kamyczku Jaki piękny komentarz. Odczytał zaczytałam się.… »
wodniczka
22/08/2019 17:47
Kushi Piękny komentarz napisałaś. Piękniejszy od tej mojej… »
wodniczka
22/08/2019 17:41
Kushi Zawsze bardzo miło Cię gościć. Cała przyjemność jest… »
Kazjuno
22/08/2019 15:24
RafaleSulikovski SF nie jest moim ulubionym gatunkiem, ale… »
JOLA S.
22/08/2019 14:35
Ładne, prawdziwe.:) Istnieją słowa, które żyją podwójnym… »
Kushi
22/08/2019 13:48
Ach moja ukochana Poetko... czasem wydaje mi się, że czytasz… »
ShoutBox
  • JOLA S.
  • 23/08/2019 12:22
  • Powodem waśni był smok. Na początku nikt z jadących portalem nie wierzył. „Bo mało to bajek po świecie pędzi” Poczytajcie, Panowie, zdolnego Skuula i basta, bo życie ucieka na bzdurkach.:)
  • Kazjuno
  • 23/08/2019 07:11
  • Coś cię najwyraźniej uwiera, geniuszu, łaszący się do portalowym władz. Tak trudno ci zakończyć insektowo robaczaną połajankę?
  • Decand
  • 22/08/2019 23:25
  • "Ponoć" słowem klucz. Wszyscy czekamy więc i Ty bądź grzeczym i zaczekaj. Świat naprawdę poczeka na Twoje arcydzieła chrabąszczyku
  • Kazjuno
  • 22/08/2019 21:08
  • Ponoć czas oczekiwania to tydzień, kolego robaku. Czekam już dwa.
  • Decand
  • 22/08/2019 20:41
  • Niektórym robaczkom widać spieszy się za bardzo. A chyba powinno spieszyć się powoli, chyba tak to szło. Na pewno wszyscy wytrzymamy jeszcze na tekst jakiegokolwiek żuczka, ba!, nawet i misia
  • Kazjuno
  • 22/08/2019 18:51
  • Oj, chyba urocza red. Vanilivi z przepracowania - wszak jako jedyna jest przytłoczona nawałą prozy - przeoczyła mnie, skromnego żuczka. Ale przepraszam, może namolnie ponaglam? Pozdrawiam...
  • Dobra Cobra
  • 18/08/2019 11:24
  • [link] Pełna wersja pięknej opowieści Ponad czasem w wydaniu dźwiękowym. Interpretuje głosowo najlepszy z polskich aktorów - Jarosław Boberek, znany z wielu ról.
  • mike17
  • 15/08/2019 20:25
  • Pozdrówki z wakacji :)
  • czarnanna
  • 15/08/2019 10:14
  • To teraz ja. Zaslyszane podczas pobytu w szpitalu: Błogosławieni ci, którzy wierzą w wypis tego samego dnia
  • Decand
  • 13/08/2019 19:20
  • Niektórzy wierzą też, że maksymalny czas tekstu w poczekalni wynosi pięć dni. Trzeba powoli, małymi kroczkami, jak nauka o nieistniejącym Mikołaju
Ostatnio widziani
Gości online:14
Najnowszy:9charlottec9422tp6
Wspierają nas