Konserwator - pablovsky
Proza » Inne » Konserwator
A A A
Od autora: Ku czci firmom przetwarzającym surowce mięsne i produkującym przetwory, podroby i konserwy! Łącznie z porcjowaniem, plasterkowaniem i paczkowaniem, czyli: Hip, Hip, Hurra!

Uwaga: Historia nie zawiera treści (de)moralizatorskich i jest wyłącznie formą parodii. Kogo? Czego? Tego nie wie nikt.

                                                     pablo pablovsky

                                                              jako
                                                     Zły Zaskroniec

                                                        przedstawia
                                    historię mocno nieprawdziwą (czyżby!?)

                                         p.t.    K O N S E R W A T O R

 

Nie cukier zabija, nie masło! To co zabija?
Ku przestrodze
Przenigdy nie chodź spać z pustym żołądkiem.

 

Zostałem odkrywcą!
Może nie na miarę Magellana, czy Kolumba, ale jednak poznałem prawdę! Odkryłem kim jest i co robi mój sąsiad z góry, starszy ode mnie o prawie dziesięć lat niejaki Władysław Kuper, syn Wacława.
Nie to, żeby mnie fascynował, kręcił czy coś podobnego! Ot, po prostu!
Powszechnie wiadomo, że warto wiedzieć, kim jest znajomy z góry, dołu albo z przeciwka. A jak jeszcze mamy wiedzę na temat jego zajęcia? Miód i malina!
Jak mawiał mój świętej pamięci dziadek - sąsiad sąsiadowi oka nie wykole.
Nie wspominając o tak popularnej w dobie kryzysu - wzajemnej pomocy! Któż z nas nie miał potrzeby biec do sąsiada po szczyptę soli albo kropelkę wódki żołądkowej?

Lubiłem tego łachudrę, starego kawalera. Kiedy mijaliśmy się na schodach, zawsze witał mnie z uśmiechem. Czasami nawet zagadał, a jak już, to przeważnie narzekał chłopina, że ma pod górkę w życiu i nie zawsze starcza mu do pierwszego.
Kiedyś nawet wspomniał, że jest konserwatorem. Nie pytałem o więcej, nie chciałem być wścibski. Jaka robota by nie czekała, dupsko trzeba podnieść, czy człek konserwuje, czy kradnie.
Paląc fajkę na balkonie, zauważyłem, że Władziu co któryś wieczór wychodzi z domu. Nie byłoby w tym nic dziwnego, ale wracał po równej godzinie, targając ciężkie siaty, każdą z logiem Szympansa, znanej sieci delikatesów całodobowych. Ten heroizm, ze względu na pewną systematyczność, nie mógł umknąć mojej uwadze.

I nie umknął!
Początkowo myślałem, że Władysław sponsoruje jakiś browar, ale po zastanowieniu uświadomiłem sobie, iż nigdy nie był widziany w stanie wskazującym.
Ba! W częstych, sąsiedzkich konwersacjach na klatce schodowej, w oddechu Kupra nie wyczułem zapachu chmielu.
Kiedyś zapytałem o to moją siostrę, starszą o dziesięć lat Baśkę, ale zdecydowanie zaprzeczyła.
- Piwo? Ee, pan Władek to porządny chłop, nie pije! Pewnie dorabia i złom dźwiga! - rzuciła pomysł w swoim stylu.
- Na chatę złom? A po co? - Ta opcja była mało wiarygodna i nie przypadła mi do gustu.

                                                                            *

Ostatnio coraz częściej, gdy wskakiwaliśmy z Barbarą pod pierzynę i próbowaliśmy zasnąć, słyszałem nad nami dziwne odgłosy.
Baśka, pomimo moich protestów, spała ze mną w łóżku od czasu, gdy zostałem wdowcem, krótko po stanie wojennym. Obiecała kiedyś naszej nieżyjącej mamusi, że zadba o młodszego brata, nie pozwoli, żeby czuł się kiedykolwiek samotny! A że byłem jedynym młodszym bratem? Inna sprawa, że składając deklarację opieki, miała dwanaście lat, a ja dwa.
Ale Baśka, porządne dziewczę, słowa chciała dotrzymać. Nawet ostatnio, świętując siedemdziesiąte pierwsze urodziny – przyrzekła mamusi, patrząc czule na jej zdjęcie, że „na ile sił starczy, będzie o mnie dbać.”
Zgodziłem się na wspólne sypianie pod jedną kołdrą, mając nadzieję, że nie wróci jej mokry koszmar z dzieciństwa! Tego bym nie zniósł.

Odnośnie hałasów na górze. Początkowo starałem się tego nie słyszeć, wmawiałem sobie, że coś w rurach dudni, ostatecznie zrzucałem to na odwiedziny mamy z zaświatów. A może nie mamy, tylko omamy? - zastanawiałem się często.
Jednak po dwóch miesiącach tajemnicze hałasy zaczęły mnie mocno irytować, czara niezdrowej ciekawości została przelana!
- Słyszysz? Znowu! - Szturchnąłem łokciem któregoś wieczoru Baśkę, gdy już po pacierzu miałem ochotę odpłynąć na tamtą stronę rzeczywistości.
- Co znowu, Franuś?
- Ten gulgot na górze, u Władka Kupra! Co tam się wyprawia?!
- Nic nie słyszę. Śpij, do pracy nie wstaniesz albo tramwaj znowu wykoleisz! Jak we wtorek, gdy usnąłeś, kręcąc wajchą! - Obróciła się plecami i naciągnęła kołdrę na głowę. - Czas na emeryturę, Franek! - stęknęła w półśnie nadopiekuńcza siostra.
Pomyślałem, że ma prawo nie słyszeć. Nawinięte na wałki włosy musiały skutecznie uciskać ją w głowę, najwyraźniej zagłuszając dźwięki. Ponadto, z racji wieku, miała pełne prawo kiepsko widzieć i niewiele słyszeć.

Wytężyłem słuch.
To był ten sam gulgot, który pojawiał się co kilka nocy, bodajże od dwóch miesięcy. Oprócz tego, słyszałem jeszcze metaliczny stukot, jakby kto gwoździe wbijał!
Tego było za wiele.
Upewniając się, że moje dziewczę śpi, wsunąłem nogi w laczki, zarzuciłem szlafrok, z szuflady wyciągnąłem latarkę i po cichu wyszedłem na klatkę schodową, udając się do mieszkania, z którego dochodziły tajemnicze dźwięki.
Pech chciał, że schodziła Zawadzka z czwartego piętra, czyli ta, co żadnej mszy w tygodniu nie opuści. Psa na spacer wyprowadzała.
Niestety, fakt ten za późno do mnie dotarł, bo o mało na siebie nie wpadliśmy.
- O, matko! - wrzasnęła.
- Ciiii... Cicho, do diabła! - Zacząłem machać rękami. - To ja, sąsiad z dołu!
- Pan Franciszek?! Kurwa, w imię Ojca i Syna! Co pan z tą latarką po nocy?! Zawału można dostać!
- Zaraz ojca i syna! Zgubiłem coś, a skoro tak, to szukam - syknąłem, nie chcąc zdradzić
powodu mojej nocnej eskapady.
Pokręciła z irytacją głową i pociągnęła smycz.
- Chodź, Pikuś, dom wariatów!
Odczekałem chwilę, świecąc latarką po schodach, aż babsztyl i jej kundel wyjdą z klatki. Wszedłem pół piętra wyżej i przyłożyłem ucho do drzwi Władysława Kupra.
Teraz już byłem pewien, że to gulga i stuka u niego! Powinienem zadzwonić, dochodziła północ, ale nie wiedzieć czemu, wstąpił we mnie cham i nacisnąłem klamkę.

Ku mojemu zaskoczeniu, mieszkanie nie było zamknięte. Po cichu wszedłem do korytarza, później pokoju, skąd gulgało.
Nagle stanąłem jak wryty, zatkało mnie!
Za to Kuper na mój widok zaczął wrzeszczeć jak opętany.
- Pan Franek?! - darł się. - Pan Franek?! 
- A niby kto? Duch święty? - krzyknąłem. - Władek, co tu się dzieje?!
Chudy jak tyczka sąsiad przestał wreszcie histerycznie wykrzykiwać moje imię, ale niewiele to zmieniło, bo zaczął łapać powietrze niczym karp wyciągnięty z wody!
Żadne słowo z jego ust nie chciało się wydobyć na zewnątrz.
- Kim oni są?! - Wskazałem palcem trzech gości przy stole. - Co tu się wyprawia?!
- Nikomu ani słowa! - wydukał w końcu sąsiad, który blady, w pasiastej piżamie, dysząc nerwowo jak lokomotywa, usiadł na łóżku i wyglądał niczym skazaniec chwilę przed egzekucją. 
Stałem i mierzyłem wzrokiem tych trzech. W czarnych garniturach i okularach, siedzieli nieruchomo. Nie licząc koloru skóry, cali byli czarni. Nawet kapelusze mieli identyczne. Wchodząc do pokoju, gulgali między sobą jak indory. Teraz chyba udawali, że mnie nie
widzą?
- Co to za jedni, panie Władysławie? - spytałem mocno osłupiały.
- Uchodźcy! - szepnął, rozglądając się nerwowo.
- Jak ci nie wstyd? W tym wieku? - Zmarszczyłem brwi.
- Że niby co? - zapytał ze strachem w oczach.
- Takie głupoty mi wmawiać! A po cholerę tyle tych puszek na podłodze, na stole? Co wy tu robicie, jakieś nocne partyjki pokera, brydża, a może... - przyszła mi do głowy mocno skrzywiona myśl!
- Nie ma mowy, panie Franiu, przecie gadam, to uchodźcy! Z jakiejś planety, czy systemu, do końca nie jestem pewien, ale... te mendy ciągle żrą!
- Zaraz, chwila! To przybysze z innej planety?!
- Właśnie! Kosmici, panie Franciszku. Uszli z jakiejś galaktyki!
- Kosmity?! - Czułem sąsiedzki podstęp. - A czemu oni w tych czarnych garniturach, a nie skafandrach? I co tak ich zamurowało?! - Podszedłem do jednego i szturchnąłem go delikatnie. Sztywny był jak nieboszczyk.
- A skąd mam wiedzieć, pewnie ze strachu, jak sąsiad nas nakryłeś!
- Zamurowało? - powtórzyłem, mocno zdziwiony. Zaczynałem wierzyć Władziowi, tych trzech wyglądało, jakby się z jednego jaja wykluli.
- A po co te żarcie, panie Kuper?! - Pokazałem na stół i podłogę gdzie leżało chyba siedemdziesiąt otwartych puszek z różną zawartością. Sodoma prawie!
- Mówiłem przecież, karmię ich!
- A po cholerę pan utrzymujesz takich darmozjadów? Tyle puszek?!
- Bo żrą niesamowicie! Głodni jak cholera... Długa historia, sąsiedzie! - Władziu zrezygnowany usiadł na łóżku i machnął ręką. - Nie wiem, jak mnie znaleźli, to było dawno, jakieś dziesięć lat? Chyba wtedy, jak my do Unii weszli. Siedzieli na balkonie z mapą i moim adresem. Na samej górze było napisane Polanda. I mieli ulotki reklamowe z jakiejś sieci handlowej, chyba Stonki, a może innej? - Tłumacząc gestykulował nerwowo.

Zmierzyłem ich wzrokiem. Jakieś najeźdźcy z Unii? - przeszło mi przez myśl.
- Dlaczego nikogo pan nie zawiadomił? - spytałem.
- Panie Franku, a kto by takiemu staremu uwierzył? Skierowanie na odwyk bym dostał! Zresztą, kiedyś dzwoniłem do Połczatu. Po konsultacji z jakimś redakcyjnym psychologiem, odesłali mnie do NASA. A skąd mam, kurwa, wziąć numer do NASA! - zdenerwował się Władysław. Rzadko przeklinał.
Zastanowiłem się przez chwilę i przyznałem mu rację.
- A co było na tych ulotkach?
- Właśnie te konserwy! Zażądali, żebym im kupił. Wie pan, mielonka turystyczna, tyrolska, pasztecik taki, siaki i owaki. Kupiłem po puszce. Potem po kilka sztuk, tak się zaczęło. Polubili to miejsce.
- Kręcisz pan coś! - Zmarszczyłem czoło. - Skoro to kosmity, to jak po naszemu gadają?!
- No właśnie! Bełkoczą coś, a na tych monitorkach, co mają w łapach, wszystko jest napisane, jakby te esemesy pisali!

W tym momencie jeden z nich zagulgotał. „Gulu gul, gulu gul!” Ten sam dźwięk, który słyszałem od tylu miesięcy, próbując zasnąć.
Podniosłem łapsko jednego. "Spierdalaj i to szybko" - przeczytałem na wyświetlaczu wbudowanym w przegub dłoni.
Zamurowało mnie! Taki brak kultury? To niby do mnie?
Pokazałem mu środkowy palec, ale nie zauważyłem reakcji na mój sympatyczny gest. Z niesmakiem pokręciłem głową.
- A po co żrą te mielonki?!
- Ja się na żarciu nie znam, panie Franku, ale napisali na tym monitorku, że tylko na tej planecie i właśnie w Polandzie można dostać konserwy z tak ogromną ilością witamin.
- Że niby tylko w Polsce?!
Władek przytaknął zrezygnowany. - U nich to największy rarytas, prawie nie do zdobycia.
- U nich?! Znaczy się gdzie, sąsiedzie?
Pokazał palcem w kierunku sufitu.

                                                                             *

Podrapałem się po brodzie, ciężko zebrać myśli, widząc podobne rzeczy. Albo Kuper i tych trzech robili mnie w bambuko, albo faktycznie mieliśmy do czynienia z najazdem wroga.
- Co to za prochy? - Miałem na myśli owe witaminy.
- Nie mam pojęcia. Dostaję wiadomość SMS, czego sobie życzą, lecę do marketa i kupuję, a na drugi dzień, jak tylko się ściemni, już siedzą na balkonie i żrą! - Kuper podał mi telefon z wiadomością.
- Wczoraj mi to nadali, zaraz po przepowiedni przygody po taktach.
Zacząłem czytać na głos:

"Jutro. Stop. OSIEMDZIESIĄT PIĘĆ puszek. Stop. Lista zakupów. Stop.
E1412, E451i, E407. Stop. Zamienniki. Stop. E450, E452, E339, E250, E301. Stop."

Zgłupiałem.
- A skąd pieniądze, panie Władku na ten hurt? Dają coś?!
Chudzielec podrapał się po reszcie siwych włosów zafrasował, zamyślił. Po chwili machnął ręką, schylił się i spod łóżka wyciągnął znaczących rozmiarów walizkę, po czym otwarł ją i pokazał zawartość.
- O ja pierdolę! - wymsknęło mi się. - Ale bomba! - Nie mogłem oczu oderwać.
- Dziewięćdziesiąt, sześćdziesiąt, dziewięćdziesiąt, panie Franciszku! Trzeci egzemplarz, model udoskonalony! Dmuchany automatycznie, głośność jęku regulowana sutkiem, rozstaw ud zależny od siły wzwodu! – zarumienił się przekupiony przez kosmitów starszy kolega.
- Kosmiczna dupa... Niesamowite! - Gapiłem się jak zaczarowany. Takiej lali moje ziemskie oczy jeszcze nie widziały! A mówią, że nasze baby ładne! - z niedowierzaniem spoglądałem na leżący w walizce cud gulgoczącej techniki.
- Czyli handelek wymienny? - upewniłem się. - Ale po diabła pan ich wpuszczasz? Na balkonie niech gulgają! Spać nie idzie!
Kuper zamknął walizę, wsunął z powrotem pod łóżko i machnął ręką.
- Wpuściłem chłopaków do pokoju, bo zimno. Niech tu konsumują, jeden ma święto i zażyczył sobie E452, ich największy delikates.
- A co to jest? To e czterysta pięćdziesiąt, coś tam? Brzmi mało zachęcająco - stwierdziłem.
- Pofilosronan manganu, czy jakoś tak! Ale najwięcej tego gówna w pasztecie z
indyka o smaku papryki. Aha, w wieprzowym z czosnkiem też sporo tego foliposranu! Znam na pamięć skład każdej konserwy, panie Franiu! A to najbardziej nafaszerowana witaminami! - W geście tryumfu podniósł pasztet z indyka.
- Kurwa jego mać! Przecież Baśka tym smarowidłem z indora kanapki do roboty mi robi!
- Znaczy się, siostrzyczka? Do bimby śniadanko? Przykro mi... - Sąsiad ze smutkiem pokręcił głową.
- Chwileczkę, z tego wynika, że te gulgoczące ufoludy zżerają nasze, rodzime konserwy, bo mają najwięcej trucizny?!
- Na to wygląda. Pewnie mają odporny układ trawienny. Napisali mi kiedyś, że nasze zakłady produkcyjne prześcigają się w faszerowaniu wszelakich przetworów tymi witaminami, w ich systemie nie do pomyślenia, stąd ciągłe wizyty na moim balkonie! 
Spojrzałem na sztywnych i nie miałem pojęcia, jak pomóc sąsiadowi.
- A kiedy robisz pan zakupy, jak mówiłeś, że jesteś konserwator? Do roboty już nie chodzisz?
- To moja robota właśnie! Jestem konserwatorem! 
Zaskoczył mnie! Nie pomyślałem, że chodzi mu o bieganie po konserwy dla tych z matriksa. Z czego w tym układzie żył?! Przecież nie miłością do kosmobaby? 
Zniechęcony pokręciłem głową, po tym, co usłyszałem, byłem mocno rozczarowany, że własna siostra faszeruje mnie tymi samymi witaminami, co Władek tych... tych... tych... a chuj, zapomniałem! 
- Panie Władyslawie, mnie tu nie było! Nie chcę nic wiedzieć! Byle tak głośno nie
gulgali! - Trzasnąłem drzwiami. 

                                                                   *

Pierwsze, co zrobiłem po przyjściu do siebie, to skierowałem się do lodówki i wywaliłem wszystkie przysmaki w puszkach!
Basta! Nie będę żarł tego, co przybysze z systemu! Wziąłem z półki prawdziwego kabanoska, powąchałem i ślina prawie mi skapnęła na laczka.
Klęcząc przed lodówką, jakbym pokutę odprawiał, zacząłem gryźć wędlinkę, przeżuwać, ale jakoś nie była zbyt miękka. Smak też był daleki od oczekiwanego.
Nagle usłyszałem wrzask Baśki.
- Franek, zostaw!
Postanowiłem szybko dokończyć kabanosa! Zacząłem gryźć, jakbym tydzień nic w ustach nie miał, żarłem go coraz szybciej, a im szybciej gryzłem, kwik Baśki był coraz donośniejszy! Nie poddawałem się jednak, nie miałem najmniejszej ochoty odkładać pachnącej wędliny, żułem coraz mocniej, ale za cholerę nie mogłem przełknąć!
Nagle poczułem uderzenie w łeb!
- Co ty, idioto, wyprawiasz!? Zostaw moje wałki w spokoju, kretynie jeden! - usłyszałem znajomy głos wyraźnie przy uchu!
Ocknąłem się, oprzytomniałem! W ustach miałem wałek Baśki, a na języku pełno owłosienia. W rękach trzymałem jej głowę, patrzały na mnie wściekłe oczy.
Wyplułem szybko wałek na prześcieradło i puściłem z uścisku głowę siostry.
- Kurna! - wrzasnąłem i zacząłem pluć resztką jej siwych włosów. - Wybacz, Baśka, wszystko przez ten gulgot i pasztety! - Usiadłem mocno zdezorientowany na łóżku, krztusząc się co chwila.
- Kompletny idiota! - usłyszałem słowa przebaczenia.

                                                            KonieC?

 

Zły Grzechotnik
31 Luty, 1977

 

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
pablovsky · dnia 15.02.2014 20:00 · Czytań: 624 · Średnia ocena: 4,78 · Komentarzy: 32
Komentarze
Dobra Cobra dnia 15.02.2014 21:10 Ocena: Świetne!
Mój drogi, toż to rewelacja! Jakże ja lubię taki humor i suspensy wesołe. Oraz jak znane z nieznanym się styka!!!


Pablovsky,

Czym prędzej dodaję Twoją opowieśc do moich Ulubionych, gdyżeś wszedł w nim na wyżyny kunsztu Opowiadcza historii dziwnej treści - Klubu, w którym jam też jest!

Słodycz normalnie, panie!

I ten początek, pięknie wycentrowany i pogrubiony - ojej, jak ja to lubię! Lubię to!

Zadyszka dech mi zapiera a podniecenie z radości, żem przeczytał tak dobry kawałek prozy, sprawia, że kwiczę!


Powróce, aby cos jeszcze dopisać, drogi mooy!

Przesłodycz Ty mi tu zafundowałeś, która przybladza wczorajszy dzień walętynkowy nawet. Bo co tam walętynki wobec porażającej prozy pablovskyego!!!!

Na prezydenta pisarzy go! Na prezydenta!


Ojej, ojej, ojej!


Dobra Cobra z szacunkiem pełnym.
Miladora dnia 15.02.2014 22:43
Ja też kwiczę, Pablonissimo, i to tym głośniej, im bardziej uświadamiam sobie fakt, że nie posiadam w lodówce ani jednej puszki, a mąż nie lubi nawijać włosów na wałki.
Kurde, boję się tylko, że tę lalę mógłby polubić, wobec czego schowam przed nim tekst, bo a nuż po nocach będzie potem na balkonie siedział i w niebo się wgapiał?

No i pełna zachwytu plus wdzięczności mam zamiar odwdzięczyć Ci się malutkim rozbierankiem, a więc rzeknij jeno słowo, a zbawiony będzie Twój Franuś i siostra jego na wieki wieków amen.
Bo przecinki Ci się kiełbaszą, jak nie przymierzając te kabanoski, które Franek wpieprzał.

A zresztą, co tam będę czekać - wredna jestem i tyle. :)

Cytat:
pra­wie dzie­sięć lat, nie­ja­ki Wła­dy­sław

Bez przecinka.
Cytat:
krę­cił, czy coś po­dob­ne­go!

Bez.
Cytat:
że warto wie­dzieć(,) kim jest zna­jo­my z góry, dołu, albo (z) prze­ciw­ka

Bez pogrubionego.
Cytat:
są­siad, są­sia­do­wi oka nie wy­ko­le.

Bez.
Cytat:
szczyp­tę soli, albo kro­pel­kę

Bez.
Cytat:
że Wła­dziu, co któ­ryś wie­czór

Bez.
Cytat:
tar­ga­jąc cięż­kie siaty, każda z lo­giem

- każdą -
Cytat:
ale po za­sta­no­wie­niu, uświa­do­mi­łem

Bez.
Cytat:
Pew­nie do­ra­bia i złom dźwi­ga! - (r )zu­ci­ła po­mysł

Tu "rzuciła" to jakby "powiedziała", więc małą literą.
Cytat:
że nie wróci jej mokry kosz­mar z dzie­ciń­stwa! Tego bym nie zniósł.
Wróć­my do ha­ła­sów na górze.

Cytat:
tylko omamy? - czę­sto się za­sta­na­wia­łem.

- zastanawiałem się często -
Cytat:
po dwóch mie­sią­cach, ta­jem­ni­cze ha­ła­sy

Bez.
Cytat:
- Sły­szysz? Znowu! - (S )zturch­ną­łem łok­ciem

Cytat:
gdy już po pa­cie­rzu, mia­łem ocho­tę

Bez.
Cytat:
do pracy nie wsta­niesz, albo tram­waj znowu

Bez.
Cytat:
stęk­nę­ła w pół­śnie, na­do­pie­kuń­cza sio­stra.

Bez.
Cytat:
Za­wi­nię­te we włosy wałki, mu­sia­ły sku­tecz­nie

- Nawinięte na wałki włosy musiały skutecznie -
Cytat:
wsu­ną­łem nogi w lacz­ki, za­rzu­ci­łem szla­frok(,) (z ) szu­fla­dy wy­cią­gną­łem la­tar­kę i po cichu wy­sze­dłem

Cytat:
- O, matko! - (w )rza­snę­ła.

Wszystkie kwestie "mówione" małymi literami.
Cytat:
a skoro tak, to szu­kam[.] - syk­ną­łem,

Bez kropki [.].
Cytat:
- Chodź(,) (P )ikuś, dom wa­ria­tów!

Pikuś to imię psa, prawda?
Cytat:
świę­cąc la­tar­ką

Świecąc.
Cytat:
aż babsz­tyl za­trza­śnie drzwi. Wsze­dłem pół pię­tra wyżej i przy­ło­ży­łem ucho do drzwi Wła­dy­sła­wa Kupra.

Baba wyprowadzała psa, to po co te drzwi. Aż wyszła na podwórze?
Cytat:
Za to Kuper nie wahał się ani chwi­li i na mój widok za­czął wrzesz­czeć, jak opę­ta­ny.

Zbędne. I bez przecinka.
Cytat:
Chudy jak tycz­ka są­siad, prze­stał wresz­cie

Bez.
Cytat:
łapać po­wie­trze, ni­czym karp wy­cią­gnię­ty

Bez.
Cytat:
jak lo­ko­mo­ty­wa, usiadł na łóżku i wy­glą­dał jak ska­za­niec

Cytat:
mię­dzy sobą, jak in­do­ry.

Bez.
Cytat:
a może... - (p )rzy­szła mi do głowy

Cytat:
te żar­cie, panie Kuper?! - (P )o­ka­za­łem na stół

Cytat:
Głod­ni, jak cho­le­ra...

Bez.
Cytat:
innej? - (t )łu­ma­cząc, ner­wo­wo ge­sty­ku­lo­wał.

- tłumacząc gestykulował nerwowo -
Cytat:
Ja­kieś na­jeźdź­cy z Unii? - (p )rze­szło mi przez myśl.

Cytat:
A skąd mam(,) kurwa(,) wziąć numer

Cytat:
- Krę­cisz pan coś! - (Z )marsz­czy­łem czoło.

Cytat:
a na tych mo­ni­tor­kach, co mają w ła­pach(,) wszyst­ko jest

Cytat:
Chu­dzie­lec po­dra­pał się po resz­cie si­wych wło­sów(,) za­fra­so­wał się, za­my­ślił.

Drugie "się" zbędne.
Cytat:
Ale bomba! - (N )ie mo­głem oczu ode­rwać.

Cytat:
roz­staw ud, za­leż­ny od

Bez.
Cytat:
za­ru­mie­nił się, prze­ku­pio­ny przez ko­smi­tów, star­szy ko­le­ga.

Bez obu.
Cytat:
Ko­smicz­na dupa... Nie­sa­mo­wi­te! - (G )a­pi­łem się jak za­cza­ro­wa­ny.

Cytat:
że nasze baby ładne! - (Z ) nie­do­wie­rza­niem spo­glą­da­łem

Cytat:
Brzmi mało za­chę­ca­ją­co(?) - spy­ta­łem.

Niepotrzebny pytajnik (?), bo to stwierdzenie, czyli "stwierdziłem", a nie "spytałem". Pytania poprzednie mają pytajnik i to wystarczy.
Cytat:
naj­bar­dziej na­fa­sze­ro­wa­na wi­ta­mi­na­mi! - (W ) ge­ście try­um­fu, pod­niósł pasz­tet z in­dy­ka.

Bez przecinka.
Cytat:
ufo­lu­dy żdże­ra­ją

- zżerają -
Cytat:
oprzy­tom­nia­łem! W ustach mia­łem wałek Baśki, a na ję­zy­ku pełno owło­sie­nia. W rę­kach trzy­ma­łem jej głowę. Spojrzałem

Zwracaj uwagę na rymujące się formy.
Cytat:
pu­ści­łem z uści­sku głowę sio­stry Basi.

Zbędne.
Cytat:
Wy­bacz(,) Baśka, wszyst­ko przez


Ufff... jaka ulga. To był tylko sen i gulgający kosmici nie uwiodą mi męża żadną lalą.

Zostawiam Ci, cny Grzechotniku, całe naręcze bzu i parę innych kwiatków, i zmywam się, by jeszcze raz sprawdzić lodówkę. Hmm... czy pasta łososiowa też ma to e coś tam?...

Przy okazji - pokaż nadgarstek. A nuż masz tam wyświetlacz i też mi wypisze "Spierdalaj i to szybko"?
To wolę sama się ulotnić.
Podpisano:
Zielona Mila
amsa dnia 15.02.2014 23:05
Pablo - zajrzałam tylko, coby sprawdzić czy to nie jakiś fragment z życia nawróconego gangstera. I zostałam, bo nie mogłam rozbieganych oczu oderwać (biegały po zdaniach lekko podskakując, kiedym się śmiała, znaczy cały czas). Dobry tekst, w sam raz na zakończenie soboty, tylko nie wiem, będę mieć śmieszne sny, czy może jakieś kabanosowe wałki będą mnie prześladować. Ale to nic, warto było.

Pozdrawiam

B)

Cytat:
Chodź pikuś, dom wa­ria­tów!
- Pikuś
Cytat:
Teraz chyba uda­wa­li, że mnie nie
widzą?
- enter

ten KonieC - tak ma właśnie być napisany? ";)
zajacanka dnia 15.02.2014 23:18 Ocena: Bardzo dobre
He, he, pablo! Rozbawiłeś mnie!
Chwała Bogu, że założyłam okulary do czytania, bo jak nic wzięłabym ten tekst za kolejną produkcję DoCo! Zarówno w formie (dopracowanej do przysłowiowego KońCa) jak i - typowej dla Niego - treści!
Nie wiem, co macie do siebie (i nie będę głębiej wnikać), ale pomysł jak i wykonanie na wysokim poziomie (oczywiście po Mili korekcie) będzie. Zastanawia mnie data na końcu. 31.02 - rozumiem, ale z rokiem gorzej...
Roześmiana w dwójnasób
Pozdrawiam serdecznie :)
blaszka dnia 15.02.2014 23:55
Och, Ty, Zły Grzechotniku - niezły jesteś! Świetna podróbka! Ja bym jednak się zorientowała, że to nie DoCo, gdyż znam jego styl od podszewki ;)
Abstrahując od porównań, jestem pod wrażeniem pomysłu, fabuły i lekkości zapisu.
Mam nadzieję, że to nie ostatni taki Twój wybryk, bo szczerze się pośmiałam i chciałabym częściej. A co powiesz na dzieło a'la shinobi? Dałbyś radę?
Pablo, i niech ja więcej nie czytam w Twoich komentarzach samokrytycznych uwag, bo uznam je za kokieterię ;)
pablovsky dnia 16.02.2014 00:41
Zacznę od końca.

Blaszko moja miła, masz świętą rację! Stylu Dobrej Cobry nie podrobi nawet sam Sapkowski, a co dopiero Zły Zaskroniec. Chociaż zauważam pewne podobieństwo w tym przeciwstawnym znaczeniu pseudonimów. Zbieg okoliczności? ;)
Cieszę się, że uznajesz tę podróbkę, zwłaszcza, że znam Twoją zażyłość z DoCo i wspólne pasje ;)
Z shinobim będę miał trudny orzech do chrupnięcia. Kto wie, kto wie... Póki co, guru jest tylko jeden B)




zajacanko - autor nie spodziewał się, że nawet nasza miła Ann (Nie mów tak do mnie! Dlaczego?), krytycznym okiem zazwyczaj oceniająca - wystawi bdb!
Nie mam pojęcia, co wspólnego mam z DoCo, ale wszystko zaczęło się w chwili odsłuchania podprogowej historii o pani Jadzi, co do ust brała! Sic! (Inicjacja?)
Gdybym wiedział wcześniej, zastanowiłbym się cztery razy, czy warto odsłuchać ową historyję o pierwszym zbliżeniu.
A teraz, zgodnie z tym, przed czym ostrzegał DoCo, piszę w ubogiej wersji, niczym ten mistrz DoCo, dramat jakiś!
Przestrzegam wszystkich, nie czytajcie nigdy tych podprogowych wersji!
Chyba, że chcecie w DobroCobrowy obłęd wpaść, niczym owoc śliwki w kompot.
Dziękuję z.a. za miłą wizytę, wielce pozytywną ocenę i uśmiech, który w dzisiejszych czasach jest na wagę wszystkiego!


Amso - nie każdy gangster musi być nawrócony, w zasadzie rzadko który zawraca! Sama widzisz, warto coś przegryźć, zanim wskoczymy pod kołdrę. Nie ma nic gorszego, niż pusty żołądek we śnie, najbardziej cierpi... śpiący obok. Musisz uważać, żeby wałek partnera Ci się z kabanoskiem nie pomylił, jak Frankowi. Auuu! :)

Miladorciu, masz rację! Przecinki kiełbaszą się karygodnie, ponadto wiele innych rzeczy ma nieodpowiedni smak w odbiorze. Dlatego jutro, z samego rana, ogarnę wszystko, jak należy! Serdecznie dziękuję, że Ci się chciało.
Co do "rozbieranka" - nie mam nic przeciwko, a nawet chciałbym częściej! Wtedy nie tylko Franuś zbawiony będzie :)
Na moim wyświetlaczu coś gulga!
Ha, wyraźnie napisane: "Dziękujemy, zielona milo, piękna ziemianko! Gulu Gul!"

Dobra Cobro! To, że pojawiłeś się pierwszy pod historią o Władku Kuprze, nie jest dziełem przypadku! Rozumiem, że od dawna wiedziałeś?
Twoje czary-mary zadziałały wyśmienicie, chcąc nie chcąc, swoim podprogowym dziełem mocno wpłynąłeś na psychikę innych użytkowników, jestem tego najlepszym przykładem!
Ale skoro jesteś zadowolony z tekstu swojego ucznia, to nie pozostaje nic innego, jak iść w kierunku swojego guru!
Tato?!

Dziękuję wszystkim serdecznie za pochwały i słowa otuchy, które mówią, że warto iść pewnymi śladami ;)
Miladora dnia 16.02.2014 01:21
pablovsky napisał:
swoim podprogowym dziełem mocno wpłynąłeś na psychikę innych użytkowników, jestem tego najlepszym przykładem!

Cholercia... to może jednak wysłucham tego podprogowca? :|
zajacanka dnia 16.02.2014 02:05 Ocena: Bardzo dobre
pablovsky napisał:
Tato?!

Wiedziałam, że tu jest coś na rzeczy... :)
amsa dnia 16.02.2014 10:57
pablovsky - jestem nieco zaskoczona, jeszcze nie zdecydowałam jak... Czy mam rozumieć, że całkiem świadomie zabawiłeś się wrażliwą psychiką czytelnika? Że świadomie wprowadziłeś go w błąd? Odpowiedz mi tu i teraz! Znaczy się chodzi mi o końcowe zdanie, a konkretnie
Cytat:
31 Luty, 1977

Jeśli coś następuje po tzw. the end, czyli ewentualnie napisem - koniec - nawet z "C" takim a nie innym, przyjmuję, o zgrozo, że tekst powstał właśnie wtedy. Ale jeśli tak nie było, jeśli to część stylizacji, to... i tu właśnie muszę się zastanowić, w którą stronę mam pójść, ale to po śniadaniu i kawie. Na razie jestem lekko wstrząśnięta, ale jeszcze nie rozbudzona. (proszę powyższe czytać w tonie stanowczego rozbawienia, poniższe - zmiana nastroju na poważniejszy, lecz cały czas z uśmiechem).
Dopowiem jednak, że czytałam tekst, jako Twój, nie jako próbę zmierzenia się z czyimś stylem, a chociaż można by dopatrywać się podobieństw, to ja osobiście wolę - nie. Bo po co? Nadmieniam w tym miejscu, że uwielbiam teksty DC, ale on jest jedyny w swoim rodzaju, a jeśli między tymi utworami istnieje jakieś podobieństwo to...
Będę kontynuować po otrzymaniu odpowiedzi...

B)

P.S szczęśliwie żadne kabanosy partnera mi nie grożą, z przyczyn dialektycznych, że sobie pozwolę tak ująć, a jedyny co posiadał takoweż, właśnie wrócił z kastracji - znaczy o kocie mowa a wałków nie używa... dopowiadam, bo ja także takowych nie mam...
pablovsky dnia 16.02.2014 12:21
amsa napisała:
całkiem świadomie zabawiłeś się wrażliwą psychiką czytelnika?


Amso, broń Boże, gdzież bym śmiał! Nic tak nie cenię w czytelniku, jak wrażliwą psychikę! A data sama w sobie nie istnieje. Dla pewności przejrzałem kalendarz z 1977 roku i luty nie ma tylu dni! A więc fikcja w najczystszej postaci.

amsa napisała:
Dopowiem jednak, że czytałam tekst, jako Twój, nie jako próbę zmierzenia się z czyimś stylem


Tutaj zauważam błąd, droga moja! Czyż nie jest napisane, że pablo pablovsky przemienił się w Złego Zaskrońca? Nie wolno czytać historii jako mojej, skoro napisał ją Zły Zaskroniec! :)

amsa napisała:
uwielbiam teksty DC, ale on jest jedyny w swoim rodzaju


Oj tak! Nawet podwójnie tak! To znaczy- też uwielbiam historyje przez DoCo pisane! Jest jedyny! Niepowtarzalny! Taki Zły Zaskroniec nie dorasta do pięt Dobrej Cobrze! I niech tak zostanie ;)

Pozdrawiam z mrugnięciem.
Ukłony.
ZłyZas
Quentin dnia 16.02.2014 12:47 Ocena: Świetne!
Parodia jak się patrzy.

Zaskoczyłeś mnie tą próbą, Pablo. To jakbyś wszedł w skórę znanego wszystkim węża i próbował jak on rozłożyć swój charakterystyczny kaptur, który ostrzega przed ostrym, kpiarskim tonem. No i trzeba powiedzieć, że udało ci się, co komentarz DoCo też pewnie potwierdza. Brawo.

Pomysł zaskakujący, forma to już w ogóle inna galaktyka, no i efekt jest w postaci tego przyjemnego tekstu parodystycznego. Myślę sobie, że to duże wyróżnienie dla DoCo. W końcu jeśli kogoś się parodiuje, no to nie bez powodu. A już parodiowanie parodii to całkiem zacne wyzwanie. Niewielu by się na to zdobyło i nie poległo.

Jest tu w zasadzie wszystko co lubię. Twórczość moralizatorska, prześmiewcza i dosadna, która służy karceniu rzeczywistości, a więc nie tylko sztuka dla sztuki. To dobrze, że zadajesz sobie fundamentalne pytanie "po co?". Pytanie spoko, zaś odpowiedź jeszcze lepsza. I właśnie być powinno.

Pozdrowienia
amsa dnia 16.02.2014 13:07
Zły Ty - bo wszyscy jesteśmy jakoś do siebie podobni (kontynuuję :). Nie co otrzeźwiałam po czyszczeniu komina, czy raczej rury od pieca prowadzącej do tegoż. A więc chcę jeszcze raz zapewnić - w ogóle nie miałam skojarzeń - żadnych, a jeśli chodzi o Zaskrońca, no cóż - naiwna ja, albo piorunująco ciężko kapująca :), nie skojarzyłam, być może dlatego, że mam kiepską pamięć do nazwisk autorów dzieł, gdyż imiona kojarzę z konkretnym człowiekiem, a nie tym co robi/zrobił. Ale w moim przekonaniu - tak czy inaczej - opowiastka jest kapitalna, wszystko mi jedno w tym momencie kto ją inspirował, podpróg jakiś, czy potrzeba zmierzenia się, czy może chęć zabawy - spałam bardzo dobrze. No i tak, jeśli chodzi o datę, przyznam się, bo uważam że to też jest śmieszne, jeśli chodzi o mnie, zapamiętałam rok, nie zwróciłam uwagi na resztę szczegółów daty, co przypomniało mi pewne zabawne zdarzenie sprzed lat i tym bardziej jestem Ci wdzięczna :), za taki a nie inny wybór. Być może moje wyjaśnienie stawia moją inteligencję i spostrzegawczość w zły świetle, ale proszę popatrzeć i w ten sposób - wszystko już było :).
Ale mnie nie pozostaje nic innego, tylko zabrać resztki tego czegoś, co wyraźnie mi zabrakło, skryć się na jakimś balkonie, pokornie prosząc o dożywianie konserwantami, niejakiego Kupra W.

Pozdrawiam, cały czas rozbawiona

B)
pablovsky dnia 16.02.2014 13:40
Quentin napisał:
Myślę sobie, że to duże wyróżnienie dla DoCo.


Quentinie - również tak myślę ;) Mam nadzieję, że sam zainteresowany też pomyśli w ten sposób, nie chciałbym dostać wezwania z powództwa cywilnego, odnośnie nieuzasadnionej parodii parodii :)

Quentin napisał:
A już parodiowanie parodii to całkiem zacne wyzwanie. Niewielu by się na to zdobyło i nie poległo. Jest tu w zasadzie wszystko co lubię. Twórczość moralizatorska, prześmiewcza i dosadna


Mistrzu, Twoje słowa są dla mnie jak miód prosto z Kefalonii! Serdecznie Ci dziękuję za tyle ciepłych słów, najwyższą ocenę i zrozumienie tekstu w odpowiedni sposób!
Kłaniam się nisko!

amsa napisała:
Być może moje wyjaśnienie stawia moją inteligencję i spostrzegawczość w zły świetle


Nie sądzę! Przenigdy nie podważę Twojej inteligencji, Amso! Każdy ma prawo się pogubić, a zwłaszcza pod historią nieco dziwną, co by nie napisać zaskrońcową! :) I dziękuję, że zajrzałaś, jestem szczęśliwy!

Pozdrawiam, miłej niedzieli!
ZłyZas kłania się nisko.
Dobra Cobra dnia 16.02.2014 14:07 Ocena: Świetne!
Jakie powództwo, mooy drogi?! Mjód na moje serce a i duszę, że tak pieknie Ci wyszło, za przeproszeniem oczywiście. :)

I kto wie, czy ten przekaz podprogowy w Inicjacji tak działa, czy to Ty oryginalnie... Ja myślę, że się, chłopaku, pieknie rozwijasz i to bajanie dobrocobrowe o przekazach to między bajki włożyć. Choć z drugiej strony... ;)

Tak 3maj i już!

Pozdrawiam szczerze podziwiając.


DoCo
ajw dnia 16.02.2014 14:41 Ocena: Świetne!
Łoj, pablo :) To ja już wiem kogo teraz bedę molestować o kolejne opowieści dziwnej treści skoro Dobra Cobra paragrafami chce się obwarować i zabronił mi kategorycznie natręctwa psychicznego i fizycznego. Teraz będę naprzykrzać się Tobie, Zły Grzechotniku z rodziny żmijowatych. Używaj więc grzechotki, gdy spłodzisz coś nowego :)
Konserwator to świetne opowiadanie. lezałam i kwiczałam jak dzika świnia w obierkach. Uwielbiam takie dureńskie teksty, bo mnie mega odstresowują. Zatem do następnego :)
Kardamon dnia 16.02.2014 15:02
Wciągające, no i naprawdę się uśmiałam! A w tym momencie:
Cytat:
Kurwa, w imię Ojca i Syna! Co pan z tą latarką po nocy?! Zawału można dostać!


to dopiero wybuchnęłam gromkim rechotem (świetne obnażenie natury ludzkiej!) ;). Bardzo dobre zakończenie! :yes:
al-szamanka dnia 16.02.2014 18:29 Ocena: Świetne!
Pablo, zawsze podejrzewałam, że masz jeszcze większe poczucie humoru, niż tylko to, o którym od samego początku wiedziałam.
Tym tekstem udowodniłeś to raz na zawsze i oczywiście odkryłeś się zupełnie.
Od dzisiaj o niczym innym nie będę myśleć, tylko o uczestnictwie w zlocie, na którym i Ty będziesz:)
Opowiadanko super.
Niesamowicie zabawne, pomysłowe... prawie nie z tej ziemi:)
Te wszystkie eeeeeeeee, jako wyjątkowo upragnione przez pazernych kosmitów, ha, pewnie dlatego tylko gulgotali i siedzieli sztywno.
No i nieprawdopodobna dwójka sąsiadów - przypomniały mi się wszystkie czterdziestolatki, sami swoi i nawet nie wiem dlaczego ale i sławetna "Arizona"
http://www.youtube.com/watch?v=Js0hg2cjDYM
Podśmiewałam się od początku do końca.
A przy scenie jedzenia kabanosowych wałków siostrzyczki groziła mi już poważna kolka.
Jednym słowem świetna zabawa.
Mam nadzieję, że nieostatnia.

Pozdrawiam setnie ubawiona:)
Martin CROSS dnia 16.02.2014 18:41 Ocena: Bardzo dobre
Świetne opowiadanie. Można się uśmiać i oderwać od rzeczywistości. Co do psa Pikusia. To sam miałem takiego - chyba tak wabiła się większość wielorasowców w Wielkopolsce.
pablovsky dnia 17.02.2014 00:46
Cytat:
Mjód na moje serce a i duszę


DoCo, skoro mamy się nawzajem ściskać, to napiszę, że Twe słowa, to mjodek na serce moje! O duszy nie wspomnę. Jestem very happy! Kiedyś była taka pioseneczka Yazoo "Happy, happy people".
W sam raz, nie sądzisz? Ach, to jeszcze nie koniec, drogi mooy! ;)

Cytat:
To ja już wiem kogo teraz bedę molestować o kolejne opowieści dziwnej treści


Ze mną będziesz miała z górki, droga ajw! Wszak nie ma nic przyjemniejszego, jak molestowanie! A ten cytat "opowieści dziwnej treści" - kupuję! Wspaniały zwrot do następnych historii zaskrońcowych!
Uczynie, co w mojej mocy, abyś jeszcze nieraz kwiczała, jak ta dzika świnka! ;)

Kardamonko, i Ty zajrzałaś? I się uśmiechnęłaś? Jestem rad! Dziękuję serdecznie za odwiedziny.

Cytat:
Od dzisiaj o niczym innym nie będę myśleć, tylko o uczestnictwie w zlocie, na którym i Ty będziesz


Aldonko, Ty na serio? To jakiś zlot się szykuje i ja nic nie wiem? Chciałbym obiecać, że się pojawię na następnym spotkaniu, ale jako Zły Zaskroniec, wolę niczego nie obiecywać. ;)
Arizonę obejrzałem, ubaw po pachy! :) A czterdziestolatki? Cóż, taki młodzieniaszek to nie jestem :p
Nawet nie wiesz, jaka mnie radość ogarnęła, że moja dziwna opowieść przypadła Ci do gustu!
Dziękuję i kłaniam się nisko!

Cytat:
Co do psa Pikusia. To sam miałem takiego


Martinie Cross, Pikusie to chyba najmilsze psiaki! Zawsze uśmiechnięte i ciągle szczekające :p Dzięki za odwiedziny, niezmiernie mi miło, że wpadłeś i zostawiłeś dobre słowo.

Dla wszystkich niskie ukłony!
Z pozdrowieniami.
ZłyZas ;) ;) ;)
ajw dnia 17.02.2014 10:01 Ocena: Świetne!
Mistrzu, Pablo - ów cytat określający lajtowe opowiastki, w których dzieją się niestworzone rzeczy nie jest mój, jest stary jak co najmniej panienki lekkich obyczajów z epoki komuny, a używany jest często przez naszego kochanego DoCo :)

pablovsky napisał:
A ten cytat "opowieści dziwnej treści" - kupuję! Wspaniały zwrot do następnych historii zaskrońcowych!


Pozdrawiam serdecznie już się ciesząc na możliwość molestowania :)
mike17 dnia 17.02.2014 12:35 Ocena: Świetne!
Żem zarechotał zdrowo a soczyście, czytając to porąbane dziełko, w którym wymóżdżone klimaty są jak Himalaje Absurdu na myśl przywołując mi z nagła oszołomów z Monty Pythona, których opowiastki również dostarczały mi solidnej porcji korzennej radochy, która zacna jest i za to ją uwielbiam :)

Tak więc nurzając się oparach rzeczonego absurdu skonsumowałem twą opowiastkę, dear Pablo, i nie żałuję, bo śmiech to zdrowie, a zdrowie to czasem śmiech, zatem trza tu rzec gromko, żeś dał radę: wyszło tak, że nie ma lipy, jakby to górnolotnie ujął Hardkcorowy Koksu i miałby rację, bo od swojsko-ludowych dialogów, po dynamikę całości, a skończywszy na finale, wsio w pariadkie, nie stwierdzam żadnych niedoróbek, lotów koszących, ani mielizn literackich - jest git, dobrze, a nawet dobrze jest :)

To sum up,

Płódź kolejne dziełka w tej manierze, a na pewno zawitam.
Wesoły ze mnie facio, więc dobrym humorem zawsze można trafić do serca mego!
A ten wyczesany kawałek właśnie to uczynił, ach, co za feeling, co za stany ducha!

Zatem zabieraj się do roboty i pisz :)

Ahoy z dalekich stron :)
Dobra Cobra dnia 17.02.2014 15:30 Ocena: Świetne!
Opowieści dziwnej treści to już gatunek literacki, jak widzę, który uprawia coraz większa rzesza pisarzy i pisarek.

Ukłony,

DoCo
henrykinho dnia 17.02.2014 18:33
Nie znałem cię od tej strony, Pablo. Jest zabawnie - tym razem jestem pewien na sto procent, to humoreska! ;) - i swojsko. Przygody drobnych cwaniaków, co to wszędzie otaczają się absurdem i działają zgodnie z doktryną braku logiki, mnie ogromnie śmieszą. Do tego jest tu konkretny przytyk w stronę Unii i cała masa oryginalnych pomysłów; trudno jest mi sobie nawet wyobrazić, że miałbym stworzyć cały ten mechanizm groteskowej wymiany handlowej z kosmitami. Tutaj ładnie to zagrało i dobrze, bo czytelnik nigdy nie chce wiedzieć na pewno, co czai się na następnej stronie. Rozumiem, że to parodia, lecz pozwolę sobie odnieść się do tego fragmentu jako osobnej całości: Podoba się.

pozdrawiam
pablovsky dnia 17.02.2014 21:58
mike17 napisał:
Żem zarechotał zdrowo a soczyście, czytając to porąbane dziełko


mike, bracie portalowy! Wszak o to chodzi, co by rechotać! Czekałem na Ciebie! Teraz, kiedy się pojawiłeś, je suis content, jak mawiał kiedyś Nicolas Sarkozy. :)
Zostawiłeś uroczy komentarz, ocenę najwyżśzą! Z tej okazji będę płodził, niczym wariat, niczym Zły Zaskroniec! :p Merci mon Ami!

henrykinho napisał:
Nie znałem cię od tej strony, Pablo


Henry, sam się nie znałem! Nadal nie rozumiem, ale teraz jest nas dwóch! Ja i ten zaskroniec, złośliwy gad! Dziękujemy Ci za wizytę, za miłe słowo, za czas, który nam poświęciłeś :)
Jeśli Ci się podobało, to Zły Zaskroniec mówi (pisze): Jest okej! A będzie lepiej.
Pozdrawiamy serdecznie.

Wszystkim, którzy zajrzeli do zło-zaskrońcowej historii o gulgoczących kosmytach pragnę serdecznie podziękować! To jeszcze nie koniec, wrócimy za niedługi czas! :p
Wierszybajka dnia 19.02.2014 16:36 Ocena: Świetne!
Zaraz... pan, panie to Zaskroniec czy Grzechotnik?

Udana historia, pośmiałam się :D Mam nadzieję, że sen się nie powtórzył i Baśka nie wyłysiała.
Bo to dobra siostra była tylko trochę przesadziła. Fajni ci kosmici, nie każdy przeżyje na samych konserwach. Nawiasem mówiąc to jesteśmy ponoć tak zakonserwowani, że nawet po zejściu robaczki nas nie chcą. ;)

Pozdrawiam :)
pablovsky dnia 20.02.2014 15:20
Wierszybajko, każdy kosmyta to równy chłop! A ci akurat wiedzieli, gdzie dobre żarcie podają, więc wylądowali :p
Może coś w tym jest, że po zejściu nie jesteśmy zbyt smakowici?
Skąd to "ponoć", gdzie o tym mówią? :)

Z pozdrowieniami od Złego Zaskrońca!
Wierszybajka dnia 20.02.2014 15:48 Ocena: Świetne!
Przeczytałam w jakimś piśmie "popularnonaukowym" panie Zły Zaskrońcu, dużo tam takich, typu: że słońce przestanie świecić, że yeti były ale ich nie ma, że kosmici założyli kolonie na ziemi i odlecieli...

Takie szpeje meje, beje i dzikie węże sobie lubię poczytać. ;D

Pozdrawiam :D
pablovsky dnia 20.02.2014 16:33
To wręcz kapitalnie, Wierszybajko! Ja też uwielbiam podobne bejemeje i w tym układzie zapraszam Cię już na kolejne dzieło, tak za kilka miesięcy. :p
A z dzikimi wężami to lepiej uważaj, bo nie każda dzika Cobra jest Dobra, pamiętaj!
Wierszybajka dnia 20.02.2014 20:57 Ocena: Świetne!
Wpadnę, na dzieło, a na węża już też raz wpadłam. Żmija to była szczęściem tylko w kapcia mnie dziabnęła od tej pory do lasu tylko w gumowcach chodzę.
Nawet Cobra porządnej gumie nie da rady :smilewinkgrin:
akacjowa agnes dnia 26.02.2014 07:55 Ocena: Świetne!
No, Pablo, wpadłam jak puszka w kompot :) Genialne! Pochłonęłam tekst jak kosmici konserwy. Genialne! Dobrze, że wcześniej na ten tekst nie wpadłam, bo dziś nie miałabym takiej radochy z czytania. Miałabym to dawno za sobą, a tak czeka mnie świetna środa :) Genialne!

Pozdrawiam, szczęśliwa brakiem konserw w lodówce :)
pablovsky dnia 26.02.2014 10:53
Agnes, mam nadzieję, że Twoja lodówka nie świeci pustkami? Uważaj, bo i Ty możesz kiedyś spotkać na balkonie podobnych cudaków. A wtedy mąż zacznie biegać z pełnymi siatami i co zrobisz? ;) Dziękuję, że wpadłaś! Śmiech, nawet pusty jest zdrowiem.

Kłania się ZłyZas!
akacjowa agnes dnia 26.02.2014 18:00 Ocena: Świetne!
Ja nigdy nie śmieję się pusto, nawet do lodówki :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
RafalSulikovski
19/08/2019 07:10
:) :) :) »
Kushi
18/08/2019 19:30
Wiolinku Czarodzieju, wiesz, że jesteś jednym z nielicznych… »
Kushi
18/08/2019 19:24
Hej Besko... pierwsza zwrotka jak najbardziej na tak,… »
Decand
17/08/2019 23:53
Nuira - błądzić jest rzeczą ludzką. Przy czym chętnie… »
domofon
17/08/2019 20:13
Jola S. , chyba się dzisiaj upiję. Wielkie dzięki Pulsar,… »
Pulsar
17/08/2019 18:12
Dostosuję się. Nie nadam, na nikogo w życiu nie nadałem.… »
Bartek Otremba
17/08/2019 18:10
Niestety nie mogę zmienić tytułowego pytania :) Dodałem… »
pociengiel
17/08/2019 17:56
Ile razy to robiłeś własnym sumptem? Zwykle pozostaję… »
Pulsar
17/08/2019 17:34
Dla mnie rozpiska , czyli wersyfikacja fatalna. źle się… »
Pulsar
17/08/2019 17:27
" Pola " Muńka . Jeśli o tego samego biega… »
Pulsar
17/08/2019 17:18
Dużo tracimy przesypiając różne sytuacje, c później są nie… »
pociengiel
17/08/2019 17:12
Dla mnie Munkiem. »
Pulsar
17/08/2019 17:05
Znowu Pan Bóg w poezji »
Pulsar
17/08/2019 16:56
kim jest Marcin Sztelak? »
JOLA S.
17/08/2019 12:59
Al, na świecie jest dużo religii, proszę Pani. Gdyby była… »
ShoutBox
  • Dobra Cobra
  • 18/08/2019 11:24
  • [link] Pełna wersja pięknej opowieści Ponad czasem w wydaniu dźwiękowym. Interpretuje głosowo najlepszy z polskich aktorów - Jarosław Boberek, znany z wielu ról.
  • mike17
  • 15/08/2019 20:25
  • Pozdrówki z wakacji :)
  • czarnanna
  • 15/08/2019 10:14
  • To teraz ja. Zaslyszane podczas pobytu w szpitalu: Błogosławieni ci, którzy wierzą w wypis tego samego dnia
  • Decand
  • 13/08/2019 19:20
  • Niektórzy wierzą też, że maksymalny czas tekstu w poczekalni wynosi pięć dni. Trzeba powoli, małymi kroczkami, jak nauka o nieistniejącym Mikołaju
  • Dobra Cobra
  • 13/08/2019 15:03
  • Niektórzy znow wierzą, że jak zostawisz 40 komentarzy różnym osobom to te 40 osób wróci do ciebie i da tobie takze 40 komentów
  • Dobra Cobra
  • 12/08/2019 18:38
  • Najprostsza rzecz to załatwić sobie klakierów ;)
  • Joefrind1
  • 11/08/2019 00:51
  • Nikt nie komentuje mojego wiersza :(
  • Joefrind1
  • 10/08/2019 20:52
  • A to przepraszam, juz nie przeszkadzam
  • Dobra Cobra
  • 10/08/2019 19:20
  • Prozaicy piszą kolejne wersy, poeci kolejne rymy spisują. Nikt nie ma czasu ma oglądanie pogody, gdy Ojczyzna w potrzebie.
  • Joefrind1
  • 10/08/2019 16:25
  • Ale dzisiaj fajna pogoda
Ostatnio widziani
Gości online:15
Najnowszy:2carolinec2923gg5
Wspierają nas