Nigdy nie byłem gangsterem (odcinek 12) - pablovsky
Proza » Obyczajowe » Nigdy nie byłem gangsterem (odcinek 12)
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

 

 

Kolejny dzień, wieczór, zbliżająca się noc. Następny list, pytania i odpowiedzi.
Niekończące się historie, które zapisano w księdze życia i śmierci. Ile takich istnieje, ile
jeszcze powstanie? Zło zawsze będzie się szerzyć. Jak przysłowiowa hydra, tylko
odradzające łby mają inny wymiar zgnilizny, a każdy, nowy oddech cuchnie inaczej. Czy warto odkopywać smród?

"Opowiedziałem Ci ostatnio, jak zobaczyłem pierwszy raz śmierć i znowu wróciły stare
koszmary.
Wyobraź sobie Pablo taki numer. Facet, jakiś mało znany naukowiec, gdzieś tam za lasami i górami, odkrył swoim tylko znanym sposobem, możliwość zbadania genotypu, czy jak się na to mówi. Jak widzisz, ostatnio czytam nawet o podobnych pierdołach. No i pan uczony, za pomocą tych markerów genetycznych, podczas krótkiego badania krwi ustala ważną rzecz. Mianowicie, szczęśliwy pacjent, jeśli tylko chce poznać piekielną prawdę, dowiaduje się od doktorka, za jaki czas zejdzie z tego świata. Kapujesz? Nie? Jesteś z tych glin, którym trzeba na tacy podać?
To inaczej!

Fako wkłuwa się w twoje udo i pobiera krew. Na podstawie badania stwierdza, czy masz szansę dłużej pobyć na ziemskim padole. Radośnie informuje, kiedy masz zacząć myśleć o skrzynce z dębowego drewna, tolerancja pomyłki do kilku tygodni, kumasz?
Samo badanie trwa kilka minut i kosztuje około tauzena zielonych, są chętni? Od cholery!
No więc, czemu się nie odważyć? Biorę kasę od Adriana, bo swoją już dawno
przepierzyłem i jadę tam jakimś zdezelowanym, niczym mózg po dragach, rupieciem. Na zewnątrz skwaros, klimy nie mam, szyb też. Dookoła pustynia, kurz, słowem dno.
Kurwa, droga, niczym autostrada w Damaszku, ale jadę. Na poboczu, co chwila mijam
odpicnięte dziwki, machają do mnie swoimi kebabami, kilometr dalej widzę czarnego
crowna, stoi w oparach pustynnego piachu, albo mojej wyobraźni, w nim czterech kolesi w czarnych okularach. FBI? Odwracam głowę i udaję, że jadę na piknik pod Kapitol.

Mniejsza o to, nudzę cię, commissario?
Zajeżdżam do szacownego pana oświeconego, wszystko mi jedno, chcę wiedzieć, kiedy mroczny żniwiarz weźmie w swoje łapska i zerżnie moją duszę. Jakaś chata na uboczu, obok na parkingu pełno takich rupieci, jak mój i jeden cabrio, pewnie facia od genetyki.
Wchodzę, a tam? Do kurwy nędzy, smród, brud i kilkudziestu klientów! Leniwy wentylator na suficie ledwo dyszy, tylko jedno wolne krzesło przy drzwiach z napisem "kibel".
Większość młodzi, kilku skośnych z yakuza, obok Marylin Monroe, a może podobna, faceci w czerni, słowem podejrzane typy.
Ogarniam wzrokiem towarzystwo, siadam, spocony jak wieprz przed zarżnięciem. Obok wieśniak w słomianym berecie, nie spuszcza ze mnie wzroku. Nagle sięga do kiejdy, ja szybko do swojej. Co się okazuje? Klamka została w rzęchu! Wstaję szybko, a on chwyta mnie za łokieć i co robi? Otwiera łapsko i pokazuje mi lapis lazuli, szczerząc połamane, brudne kły!

"Masz też?" - Pyta w krzywym uśmiechu, pokazując resztę zgniłych zębów. Siadam z
powrotem, mówię, że ma spierdalać i zamknąć pysk, bo ukatrupię.
Oparty, zamykam oczy i zastanawiam się, ile mi zostało. Przelatuje w głowie myśl o Juli, wyciąga rękę i pokazuje mi małą, przezroczystą torebkę z białym proszkiem. Szyderczo się uśmiecha. Po chwili myślę o Adrianie i moim starym. Świadomość przeczesuje zwoje mózgowe, gdy nagle od profesora wybiega pacjent, młody fako. Wrzeszczy: "Kurwa, to niemożliwe!" i wypierdziela czaszką o ścianę, pada nieprzytomny. Wszyscy się śmieją. Po chwili wychodzi jakiś wyfiuczony babsztyl, ciągnąc na smyczy czarnego pudla. Kłania się wszystkim z wdzięcznym uśmiechem, pieprzy "Punia jeszcze sześć lat pociągnie".

Przestałem czytać, kliknąłem okienko "odpowiedz". Bez zastanowienia napisałem:
"Czarny! Ocipiałeś, na mózg ci padło? A może naprawdę powinieneś pomyśleć o pisaniu wierszy?! Myślisz, że mam czas na podobne pierdoły, sny możesz opowiadać swojej Milenie. Marcin do cholery! Jest wiele ciekawszych rzeczy, o których chiałbym się dowiedzieć. Co się stało po napadzie? Jak zareagował Dziaduch po śmierci swojego
ochroniarza? Zlituj się, bo w przeciwnym razie sam napiszę, ile ci zostało do spotkania ze żniwiarzem!" - Kliknąłem bez zastanowienia - "wyślij".
Wstając, uchyliłem okno, w pokoju było siwo od tytoniowego dymu. Zadzwonił telefon, rozłączyłem.
Przeszło mi przez myśl, że Czarny albo się nachlał, albo najzwyczajniej ze mnie nabijał.
Znałem jego mocno skrzywione poczucie humoru, jednak wszystko ma pewne granice.
Odpisał po dwóch godzinach.

"Sorry, komisarzu. Tak, to był mój sen. Nie musisz znać końca, napiszę ci tylko, że chyba stchórzyłem, bo obudziłem się zlany potem. Nie poznałem daty spotkania z kostuchą.
Chciałbyś wiedzieć? Ja nie.
Wczoraj cały wieczór myślałem o jednym, stąd pewnie ten popieprzony koszmar w nocy.
Piętnasty listopada, kojarzysz tę datę? Musisz, Pablo.
Wczoraj minęła dziesiąta rocznica śmierci Julki... Kiedy o tym myślę, życie zmienia
wartości, staje się cholernie puste. Moja siostra miałaby dzisiaj dwadzieścia sześć lat,
pewnie byłbym wujkiem?
Kurwa, tyle lat minęło, a ja wciąż nie mogę się pozbierać, w tym przypadku czas nie uleczył mnie z bólu. Pewnie tak już jest, każdy ma swoje brzemię, które nosi i nie zapomina do końca swoich dni.
Jej obraz w szpitalu, gdy leży martwa, często majaczy w moim sfiksowanym umyśle.

Byłem wtedy na małej balandze w Magnolii. Jeśli można tak nazwać imprezę z dziwkami,
dragami i morzem gorzały. Oczywiście żadnej lali nie tknąłem, wtedy już kręciłem z
Mileną. Ale Szuler, Dziaduch i Mały przytargali do lokalu swoje ździry.
Wszyscy ćpali, oprócz mnie, Adriana i bossa. Trzymaliśmy się od tego gówna z
daleka. Jasne, kilka razy zdarzyło się zajarać skręta i to wszystko, dla zabawy. Żadnej koki,
czy LSD. Bystry, zresztą ja też, woleliśmy starego, dobrego jaśka. Po whisky najwyżej się rzygało, ale przynajmniej mózg nie wysychał.
Taki Laki, zanim ktoś go nie wyciął, na każdej imprezie chodził najarany jak zając. Szuler też lubił wciągnąć kokę, ale najlepszy był Mały. Ten wypierdek, w swojej czarnej koszuli, białym krawacie i marynarce a'la Don Johnson z Miami Vice, jarał takie ilości maryśki, że często miał niesamowite zwidy. Inna sprawa, że wtedy był niezły ubaw.
Pamiętam, jak pewnego razu wdrapał się na barmana, który nalewał piwo i próbował z nim kopulować, idiota myślał, że to striptizerka, nie szło go oderwać! Nie ważne.

No więc siedziałem z ferajną i gapiłem się na tańczące lale. Była tam taka jedna Dejzi,
nasza ulubienica. Pablo, takiego tyłeczka to na oczy nie widziałeś. Trzeba było mocno nogi ściskać, jak rżnęła się na metalowej rurze...
Szuler biegał co chwilę do kibla ze swoją cipą, Laki tańczył wygibasy, jak szympans w zoo, a naćpany Mały, nie wyciągał łapska z majtek swojej cizi, która siedziąc mu na kolanach, podskakiwała w rytm muzyki.
Dziaduch co chwilę wybuchał śmiechem, popijając whiskacza.
Adrian był nerwowy, niby udawał, że dobrze się bawi, ale nie był swój. Nie wiem, czy
ciągle przeżywał śmierć Bolo i ten felerny skok, to było jakieś trzy miesiące po
wspomnianym wydarzeniu.
Może miał inne zmartwienia, nigdy nie opowiadał o swoich problemach, nawet mnie. A ja nie lubiłem go wypytywać.
Był jeszcze Szajbus, grał w kości z Zygą. Też wciągali kokę. Lokal, zwłaszcza w sobotę,
zawsze był pełen gości, ale nikt nas nie ruszał. Odnosiłem wrażenie, że mało kto miał
ochotę wtrącać się do biznesu.

Tak, to była sobota. Jebana sobota. Dochodziła północ, jak zadzonił telefon Bystrego.
Okazało się, że to nasza sąsiadka, małolata, najbliższa przyjaciółka Juli. Adrian coś zaczął wrzeszczeć, że nie słyszy, że ma się uspokoić, czy coś w tym stylu. Potem wyszedł na kilka minut z knajpy. Kiedy wrócił, szepnął coś na ucho Dziaduchowi, krzyknął "Czarny, zwijamy się, coś z Julą!" i wybiegliśmy.
Bystry prowadził, daleko nie było, ale jechał przez miasto prawie setką, gdyby jakieś psy nas zatrzymały, mogłoby dojść do małego nieporozumienia, byliśmy przecież trochę na fleku.
Nie wiedziałem co się dzieje, Adrian wyjaśnił mi tylko, że Ruda ryczała przez telefon,
podobna Jula leżała w łazience nieprzytomna. Myśleliśmy, że się uwaliła. Miała dopiero
szesnaście lat i głowę pełną głupich pomysłów. Kiedy dotarliśmy na miejsce, sanitariusze wynosili ją na noszach do karetki.
Kurwa, wtedy się przeraziłem. Pytam gościa z pogotowia, co się dzieje, a on mówi, że stan jest ciężki, oddech mocno spłycony, wygląda na przedawkowanie narkotyków.

Wtedy zacząłem go szarpać, pamiętam jak dziś, krzyczałem: "Pojebało cię, debilu?! Pojebało cię? To moja siostra, ona nigdy nic nie brała! Jesteś kurwa lekarzem, czy jakimś pojebem?!" - Adrian i ktoś jeszcze zaczęli mnie odciągać, ktoś wezwał gliny.
Zrobił się straszny burdel, sąsiedzi wyszli z mieszkań, małolaty, które imprezowały z Julą na chacie, wyszli na ulicę, pojawił się radiowóz, zresztą mniejsza z tym.
Godzinę później byliśmy w szpitalu, okazało się, że reanimowali Julkę przez cały czas, ani jebany respirator, ani żaden lekarz nie pomógł.
Adrian zaczął walić pięścią w ścianę, ja usiadłem na podłodze i czułem, że robi mi się
niedobrze. Nagle wszystko zaczęło wyglądać, jak jakaś scena z filmu, to był najgorszy
dzień w moim życiu.
Sekcja zwłok wykazała, że Jula była nafaszerowana amfetaminą, jej serce zatrzymało się wskutek przedawkowania.
Okazało się, że zażywała amfę od pół roku, czyli zaczęła brać krótko po śmierci naszej
matki.
Kiedy nieraz myślę, że nie zauważyliśmy z Adrianem niczego podejrzanego, aż nie potrafię uwierzyć.
Tak, wiem...
Gdybyśmy zajmowali się domem, częściej w nim przebywali, poświęcali Juli w tym
trudnym okresie więcej czasu, sprawy z pewnością potoczyłyby się inaczej, ale teraz to już można tylko gdybać. Czuję się odpowiedzialny za śmierć siostry i tak już pozostanie na zawsze, Pablo.
Wczoraj minęło dziesięć lat. Adrian w pierdlu, starzy i Julcia umarli, a ja siedzę na zadupiu, nie mając pojęcia, co przyniesie przyszłość... Powiedz, comissario, czy można mieć wpływ na swoje życie? Dobrej nocy..."

Zapaliłem kolejnego papierosa. Poczułem się głupio, że opieprzyłem Czarnego. Całkiem zapomniałem o tym przykrym zdarzeniu, a już w ogól nie pamiętałem daty. Jedno nie ulegało wątpliwości. Życie Czarnego nie należało do łatwych. Aczkolwiek, polemizowałbym z nim, był odpowiedzialny za wiele swoich czynów, z pewnością też, jego postępowanie miało znaczący wpływ na sytuację, w jakiej się znalazł.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
pablovsky · dnia 18.02.2014 19:18 · Czytań: 563 · Średnia ocena: 4,57 · Komentarzy: 20
Komentarze
zajacanka dnia 18.02.2014 20:20 Ocena: Bardzo dobre
Hallo, Pablo!
Przybiegłam do czytania kolejnych losów Czarnego z wielką ciekawością i... nie zawiodłam się. Co prawda oczekiwałam sensacyjnego odcinka, strzelanek, itd., a nie rodzinnej historii gangstera, ale muszę powiedzieć, że to bardzo dobry moment na pokazanie go jako normalnego, czującego człowieka. Z chwilą zadumy nad własnym życiem, odpowiedzialnością za rodzinę itd. Powiem nawet, że się wzruszyłam. Dobrze również pokazana różnica nastrojów pomiędzy korespondentami. Czasami w wartkiej narracji trzeba zrobić drobna przerwę na oddech. Tobie świetnie to się udało.
To się czyta, Pablo!
Pozdrawiam serdecznie!
puma81 dnia 18.02.2014 20:34 Ocena: Świetne!
Przygnębił mnie, trochę, ten odcinek. W podobny sposób straciłam przyjaciółkę, wcześniej na tamten świat zawinął się jej chłopak, pierwszy "poczęstował" ją tym ścierwem. Takie braterstwo dusz, a raczej igieł, uskutecznił. Ale wróćmy do tekstu.
Świetna narracja, charakterystyczna "bajera" Czarnego, którą bardzo lubię. Że ciężki klimat, to nie trzeba mówić. Dla mnie chyba najcięższy z wszystkich dotychczasowych odcinków.
Że wiarygodnie, to też już pisałam.
Tylko ten Adrian mnie zaczyna "nęcić", jako postać "literacka". To też już pisałam.
Zaczynam się powtarzać, więc zakończę wywód stwierdzeniem, że stałam się fanką Twojej kryminalnej serii.
Pozdrawiam:)
PS. Nie spotkałam się jeszcze z halucynacjami po zażyciu marihuany, a sporo tego widziałam, no chyba że marysia grała w towarzystwie czegoś mocniejszego.
amsa dnia 18.02.2014 20:58
pablo - ten odcinek jest inny. Nie że stylistycznie gorszy, po prostu jego nastrój jest ciężki, przygnębiający, trudny. Niestety, trochę mi znany, a może więcej niż trochę. Ale dobrze, że go napisałeś, i dobrze, że właśnie w ten sposób. Poruszyłeś mnie przywołując pewne wspomnienia. Może nawet strach?

Pozdrawiam

B)
al-szamanka dnia 18.02.2014 22:30 Ocena: Świetne!
Cytat:
Jak przy­sło­wio­wa hydra, tylko od­ra­dza­ją­ce(się?) łby mają inny wy­miar zgni­li­zny,

Cytat:
nie szło go ode­rwać! Nie ważne.

Nieważne.
Cytat:
Ruda ry­cza­ła przez te­le­fon, po­dob­na(o) Jula le­ża­ła w ła­zien­ce nie­przy­tom­na.

No i przecinki - albo za dużo, albo brak:)

Już przy poprzednim odcinku stwierdziłam, że Czarny zaczyna się łamać.
A jego rozmowa z Pablo coraz bardziej przypomina rachunek sumienia.
Owszem, bandzior to jest, który wsiąkł na całego w kryminalne uzależnienia i zdaje się, że takie życie jak najbardziej mu odpowiadało. Do czasu.
Widział straszne rzeczy, z większością potrafił się zaaranżować.
Z tym, że taka pozorna akceptacja ma swoje granice.
Mam wrażenie, że jeszcze niejeden zwrot sytuacji nas czeka.
I do tego pokazany, jak i teraz, w dobrym, charakterystycznym, typowym dla opisywanych zdarzeń stylu.

Pozdrawiam:)
blaszka dnia 18.02.2014 23:02
Niezwykle dynamicznie napisane, bogate słownictwo, chwilami niezrozumiałe ;), bardzo ciekawa fabuła, piszesz bardzo dobrze, Pablo. I odnajdujesz się w różnych stylach. Talent i wyobraźnia. Gratulacje!
ajw dnia 19.02.2014 11:46 Ocena: Świetne!
Pablo, nie dziwię się, ze trochę odczekałeś z zapodaniem tego odcinka, bo jest cholernie ciężki. Mimo rewelacyjnej stylistyki niby lekkiego języka Czarnego pociemniało mi w oczach i zrobiło się ciężko na serduchu. Ale to tylko dodatkowy atut opowiadania, że DZIAŁA. Działa jak skurczybyk.
Świetnie napisane, bardzo plastycznie. Każde słowo użyte jest tym właściwym.
Jak widać żadna konsumpcja nie nakarmi duszy.
Czekam na kolejne.
Pozdrawiam serdecznie :)
Dobra Cobra dnia 19.02.2014 13:23 Ocena: Bardzo dobre
Inni przy Tobie posysają, chłopaku!


pablovsky,

to jest dobre! DOBRE!


Ukłony,

DoCo
pablovsky dnia 19.02.2014 16:28
zajacanka napisała:
Powiem nawet, że się wzruszyłam.


Przepraszam, Ann. Powinienem się cieszyć, że historia oddaje klimat i można się wzruszyć, ale summa summarum wolę, gdy nie odchodzisz z oczyma pełnymi łez.

zajacanka napisała:
To się czyta, Pablo!


Niezwykle mi miło, czytając taką opinię. Naprawdę, sympatycznie gdzieś tam łaskocze.

puma81 napisała:
stałam się fanką Twojej kryminalnej serii.


Pumo! Przy każdej wizycie wlewasz tyle miodu do mojego umysłu. Aż chce się ciągnąć w nieskończoność. Ale niestety, wszystko kiedyś ma finał. Na szczęście świat nie kończy się na Czarnym ;)
Co do marihuany, wszystko zależy jak, ile i kiedy. Równie dobrze mogła to być mieszanka wybuchowa, hasz, whisky. Trudno stwierdzić.

al-szamanka napisał/a:
Mam wrażenie, że jeszcze niejeden zwrot sytuacji nas czeka.


Fakt, niejeden, Al, moja wierna czytelniczko.

blaszka napisała:
bogate słownictwo, chwilami niezrozumiałe


No tak, słownictwo w świecie przestępczym ma swój określony koloryt. Czasami potrafi być niezrozumiałe. Cieszę się, że wpadłaś! :)

ajw napisała:
pociemniało mi w oczach i zrobiło się ciężko na serduchu


Mam nadzieję, miła ajw, że był ktoś w pobliżu i Cię przytrzymał? ;) Ech, w krótkim czasie nadrobiłaś odcinkowe zaległości, a teraz pojawiasz się i czytasz z wypiekami na twarzy, rozpiera mnie duma! :)

Dobra Cobra napisał:
Inni przy Tobie posysają, chłopaku!


Eeee...

Amso droga, uciekł mi Twój komentarz, wybaczysz? Jakie to wspomnienia wróciły?! Zaspokoisz moją ciekawość?

Serdecznie dziękuję moim wiernym czytelnikom za odwiedziny!
Zapraszam do kolejnych odsłon.
amsa dnia 19.02.2014 18:28
Pablo - wiesz, po pierwsze oczywiście - wybaczam, bo dlaczego nie, z niewybaczaniem jest kłopot, trzeba o tym pamiętać, że się jest na nie... Co do zaspokojenia Cię... hm... gdybyś był portierem, to może, może... oczywiście mówię o ciekawości zaspokojeniu :).

B)
ajw dnia 19.02.2014 18:29 Ocena: Świetne!
Spoko Wodza - pociemniało mi w oczach od Czarnego koloru ;)
Quentin dnia 19.02.2014 21:43 Ocena: Bardzo dobre
Nie ma lipy, panie kolego.

Już wiele razy mówiłem/pisałem, że zacnie stosujesz w opowieści narrację. Poznajemy losy, życie, myśli kilku bohaterów, a to potwierdza tezę, że nie wszystko jest takie, jakim nam się wydaje. Życie w ogóle jest bardziej złożone i opisywanie go w kategoriach czarno- białych nie ma większego sensu, bo to już nie życie a jedynie jego wyobrażenie.

Tutaj mamy niby gangstera, niby złego człowieka, który wybrał łatwe życie, ale przecież to tylko pozory. Czarny jawi mi się coraz bardziej jako ofiara pewnej przewrotności losu. To chyba gość, który wszedł nie w tą skórę, w którą powinien był wejść. Zresztą chyba nie ma ludzi stworzonych do gangsterki. Wszyscy ci twardziele to jedna wielka lipa, a postać Czarnego zdaję się tę teorię potwierdzać.

Czekam, Pablo, na kolejne odcinki.

Pozdrowienia
pablovsky dnia 20.02.2014 15:14
Quentin napisał:
To chyba gość, który wszedł nie w tą skórę, w którą powinien był wejść. Zresztą chyba nie ma ludzi stworzonych do gangsterki.


Pewnie masz wiele racji, facet nie wybrał zbyt rozsądnie. Ale czasami wpływ najbliższych, status społeczny, otoczenie, brak środków do życia zmusza ludzi do różnych, niewłaściwych decyzji.
Co do kwestii samej gangsterki, to niestety chyba Cię rozczaruję. Są bandyci z prawdziwego zdarzenia, że się tak wyrażę. Nie mają uczuć, zasad, sumienia, liczy się tylko władza i kasa.

Dzięki Quentinie, miły kolego, że wpadłeś. Pozdrawiam serdecznie, do następnego, teraz u Ciebie ;)
viktoria12 dnia 22.02.2014 14:42
Tak sobie czasami myślę: .. Ile w tym łotrze, Czarnym, musiało się nagromadzić zła,
że się tak zaczął uzewnętrzniać,
usprawiedliwiać?
Tłumaczą się winni. Jest winnym bez dwóch zdań: gangster, który nigdy nie był - wedle swojego rozumowania: gangsterem.
Pukawki dużych chłopców w charakterze zabawy... W którym momencie przestają być zabawą?
Już o tym napisano, a ile jeszcze przed nami?
Chociaż sądzę, że śledztwo już się zakończyło.
Jaką cenę zapłacił Czarny, a jaką Komisarz? Bo nie ma to tamto, nie ma lekko - tylko fifti-fifti, coś za coś, normalne - w takich przypadkach.
Świadek koronny? Tak sobie myślę, wybiegam w przyszłość...
Tymczasem, w tym rozdziale, widzę po raz pierwszy głównego bohatera - człowieka, który ma ludzkie cechy: wrażliwość i rozumienie bólu po stracie najbliższej osoby. Przeżywa ból, zastanawia się nad istnieniem życia, jego zakończeniem w tak tragicznych okolicznościach.
Narkotyki, jako forma ucieczki - ważny temat, bardzo ważny.
Komisarz?
Na pewno jest twardzielem; zresztą - do takiej sekcji wybierają gości przez selekcję, słabeusze odpadają. Ale czasami zabrzmi w Pablovskym jakaś nutka... zwyczajnego faceta, który się boi: mimowolnie...
Możesz w komentarzu mi odpowiedzieć, że się mylę. Oczywiście, w ramach uprzejmej konwersacji odpowiem, że masz rację.
Herosi bywają na filmach; w życiu również - wiem.
I nie wolno się bać...
Kto zaproponował Listy, jako formę ,, spowiedzi", ciekawi mnie to.
O ile czas i zdrowie pozwolą, poczytam dalsze części Twojej powieści.
Tymczasem pzdr.
pablovsky dnia 22.02.2014 16:35
viktorio :) Czarny już jest koronnym :) Musiałabyś cofnąć się do samego początku powieści, tam praktycznie są wszystkie odpowiedzi na zadane przez Ciebie pytania.
Nie mylisz się, moja miła. Wszystko, co napisałaś jest zgodne z prawdą. Komisarz to twardziel, ale tylko tam, gdzie wymaga tego sytuacja. Poza tym to facet o miękkim sercu i wyjątkowo uczuciowy. A Czarny? Cóż, jeszcze sporo niespodzianek nam pewnie zgotuje. ;)
Pozdrawiam i serdecznie dziękuję za odwiedziny!
P.P.
viktoria12 dnia 22.02.2014 17:15
:) Przeczytałam wcześniej wszystkie części od trzeciego rozdziału, bo widnieją na aktualnej stronie wykazu Twoich zamieszczonych na PP prac.
Dałam trochę plamę z domysłami, bo trza mi było czytać od początku;
może do końca nie jest tak źle - bom trafiła w sedno - z koronnym świadkiem.
Już przeczytałam początek Twojej opowieści i wiem na czym ,,stoję";
właściwie poprawniej: o co biega w gangsterskiej spowiedzi.
Jeszcze raz pzdr.
labedz dnia 03.03.2014 00:09 Ocena: Świetne!
Świetny motyw z tym snem. Dobra robota, dobrze się tam ten sen znalazł i odegrał swoją rolę. Troche hamletyczny ten nasz drogi Czarny w tym odcinku, ale to nie odbiera mu uroku. A komisarz niech się nie denerwuje i nie wybucha, Marcin połknął bakcyla i uzależnił się od opowiadania.
Jak zwykle - świetny tekst.
pablovsky dnia 04.03.2014 20:47
łabędziu, gdzieś Ty był, jak Cię nie było? Zaplątałeś się między kamerami W11? B)
Dzięki kumplu za wizytę i najwyższą ocenę. Cieszę się, że znowu stanąłem na wysokości zadania!
Pozdrawiam.
jasna69 dnia 11.03.2014 01:15
I co, commissario, chciałbyś wiedzieć?
Super fragment, rozwijasz tę historię jak wytrawny smakosz belgijskie czekoladki. Powolutku i z wyczuciem, nie jest za słodko, chce się kolejną i kolejną, wiedząc, że każda ma niepowtarzalny smak. Tu widać Czarnego w zupełnie innej odsłonie, pogrążonego poczuciem winy, nawiedzanego koszmarami i łaknącego męskiej przyjaźni. Dobrze trafił, bo choć wydaje się, że gliniarz „ciągnie” korespondencję jedynie w celach „badawczych”, to jednak między wierszami można wyczuć, że traktuje Czarnego jak członka rodziny, bo co najchętniej robi się po pracy? Rozmawia z bliskimi. Zastanawiam się, kiedy Karolina wkroczy do akcji. Pablo, nie będę się rozpisywać. Jesteś świetnym autorem, wypływaj na szerokie wody i rozdawaj autografy.

Pozdrawiam

Jak mogłeś wątpić w moją wierność, Pablo? Po każdej podróży wracam do Czarnego i jakoś wciąż mi go mało. Gdzie się podziewałam? A no tam, gdzie nikt nie mówi do mnie Reniu. Brrrr!
Dobra Cobra dnia 25.12.2014 19:55 Ocena: Bardzo dobre
Jeszczem raz u ostatniego odcinka sagi, którąś to sagę sporządził w sposób przepiękny. Komentarzem tym oddaję szacunek Ulubionemu Twórcy prozatorskiemu.

DoCo
pablovsky dnia 16.01.2015 05:13
Niezmiernie mi miło, drogi Do. Dziękuję!
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
al-szamanka
22/08/2019 22:45
Tu nieco za bardzo nachodzi, Wodniczko. A poza tym… »
wodniczka
22/08/2019 17:54
Kamyczku Jaki piękny komentarz. Odczytał zaczytałam się.… »
wodniczka
22/08/2019 17:47
Kushi Piękny komentarz napisałaś. Piękniejszy od tej mojej… »
wodniczka
22/08/2019 17:41
Kushi Zawsze bardzo miło Cię gościć. Cała przyjemność jest… »
Kazjuno
22/08/2019 15:24
RafaleSulikovski SF nie jest moim ulubionym gatunkiem, ale… »
JOLA S.
22/08/2019 14:35
Ładne, prawdziwe. Istnieją słowa, które żyją podwójnym… »
Kushi
22/08/2019 13:48
Ach moja ukochana Poetko... czasem wydaje mi się, że czytasz… »
JOLA S.
22/08/2019 10:39
Rafale, znowu stoję z nożyczkami i nie wiem, od czego by… »
kamyczek
22/08/2019 09:38
Dla mnie, optymistki, szklanka jest zawsze do połowy pełna.… »
kamyczek
22/08/2019 09:34
Bardzo ładny wiersz,, Wodniczko, podoba mi się. I… »
Zdzislaw
22/08/2019 09:21
Przyjemnie, że się spodobał i wywołał uśmiech. Również… »
Madawydar
22/08/2019 07:43
Witaj Decand Dzięki za komentarz. Pozdrawiam. »
ponadchodnikami
22/08/2019 02:23
"myślę więc (że) jestem" jest bardzo poruszające. »
Kushi
21/08/2019 23:44
Czasem w nas samych tak bywa, że nie doceniamy tego co mamy… »
wiosna
21/08/2019 23:41
Kazjuno, Carvedilol dziękuję i właśnie tak jest. W głowie… »
ShoutBox
  • Decand
  • 22/08/2019 23:25
  • "Ponoć" słowem klucz. Wszyscy czekamy więc i Ty bądź grzeczym i zaczekaj. Świat naprawdę poczeka na Twoje arcydzieła chrabąszczyku
  • Kazjuno
  • 22/08/2019 21:08
  • Ponoć czas oczekiwania to tydzień, kolego robaku. Czekam już dwa.
  • Decand
  • 22/08/2019 20:41
  • Niektórym robaczkom widać spieszy się za bardzo. A chyba powinno spieszyć się powoli, chyba tak to szło. Na pewno wszyscy wytrzymamy jeszcze na tekst jakiegokolwiek żuczka, ba!, nawet i misia
  • Kazjuno
  • 22/08/2019 18:51
  • Oj, chyba urocza red. Vanilivi z przepracowania - wszak jako jedyna jest przytłoczona nawałą prozy - przeoczyła mnie, skromnego żuczka. Ale przepraszam, może namolnie ponaglam? Pozdrawiam...
  • Dobra Cobra
  • 18/08/2019 11:24
  • [link] Pełna wersja pięknej opowieści Ponad czasem w wydaniu dźwiękowym. Interpretuje głosowo najlepszy z polskich aktorów - Jarosław Boberek, znany z wielu ról.
  • mike17
  • 15/08/2019 20:25
  • Pozdrówki z wakacji :)
  • czarnanna
  • 15/08/2019 10:14
  • To teraz ja. Zaslyszane podczas pobytu w szpitalu: Błogosławieni ci, którzy wierzą w wypis tego samego dnia
  • Decand
  • 13/08/2019 19:20
  • Niektórzy wierzą też, że maksymalny czas tekstu w poczekalni wynosi pięć dni. Trzeba powoli, małymi kroczkami, jak nauka o nieistniejącym Mikołaju
  • Dobra Cobra
  • 13/08/2019 15:03
  • Niektórzy znow wierzą, że jak zostawisz 40 komentarzy różnym osobom to te 40 osób wróci do ciebie i da tobie takze 40 komentów
  • Dobra Cobra
  • 12/08/2019 18:38
  • Najprostsza rzecz to załatwić sobie klakierów ;)
Ostatnio widziani
Gości online:17
Najnowszy:ihilujuf
Wspierają nas