Fatalny obraz - mike17
Proza » Historie z dreszczykiem » Fatalny obraz
A A A
Od autora: ...
Klasyfikacja wiekowa: +18

                                     



                                               „Nie ma nic w umyśle, czego by przedtem nie było w zmysłach”
                                                                              Vladimir Nabokov



Małżeństwo Mike’a od dawna wisiało na włosku, cienkim jak pajęcza nić, od samego początku będąc nieszczęsnym błędem ludzkich namiętności – tego potężnego żywiołu potrafiącego wstrząsnąć każdym, kto chętnie decyduje się na popłynięcie na niepewnych falach, pod którymi drzemią niebezpieczne wiry, zdolne niezwykle skutecznie uśpić rozum. Bowiem igranie z uczuciami zawsze kończy się źle dla igrającego. Ten rodzaj hazardu nie przewiduje wygranej, i kiedy przychodzi odpowiednia pora, naga i jakże brutalna prawda otwiera naiwne i dotąd ślepe oczy, by ujrzały krawędź przepaści.

On – stateczny psychiatra, dawno już przekroczywszy magiczną barierę czterdziestki, zdawał się być bez reszty pochłonięty pracą w klinice, nie dostrzegając narastającego z tygodnia na tydzień problemu i ogromu złych fluidów, krążących niebezpiecznie w atmosferze wokół jego życia – pulsujących ukrytym jadem, gotowych przyoblec się w ciało w każdej, przez nieubłagany los wyznaczonej chwili.
Niegdyś wulkan energii i siły, dziś przypominał przedwcześnie zgasłego człowieka, który gdzieś po drodze, wśród setek podobnych do siebie dni, niespodziewanie zestarzał się wewnętrznie i zapomniał o zwykłych radościach życia.

Niezbyt ponętny stan rzeczy, zwłaszcza dla młodej żony, którą uporczywie zaniedbywał, choć określenie to nie wydaje się adekwatne do tego, co wkradło się w ich życie małżeńskie, i co sprawiało, że każdy mijający dzień i noc oddalały ich od siebie coraz bardziej.
Dzieliła ogromna różnica wieku – ponad dwadzieścia lat, lecz miłość jest i zawsze pozostanie ślepa, irracjonalna i nieobliczalna, popychając ku czynom, których żadną miarą nie popełniłoby się przy ,,normalnym” stanie umysłu, kiedy zachowana pozostaje trzeźwa ocena i wgląd w sytuację.

Trafiła do jego kliniki z powodu zespołu depresyjno-urojeniowego.

Natychmiast dostrzegł ją i wnet gwałtownie poczuł, że coś się zmieniło, coś w nim drgnęło.
Błękitne oczy dziewczyny patrzyły z niemym zachwytem na przystojnego, wysokiego bruneta, który starał się wydobyć ją z otchłani choroby, traktując na specjalnych prawach i z wyraźną nutą osobistego zainteresowania, które z dnia na dzień przerodziło się w formę troski, jaką otacza mąż żonę w chwilach przykrych i trudnych.
Często zaglądał do niej, zachęcając do długich rozmów, nie reagując na anomalie w myśleniu, dziwaczność urojeń czy wulgarny język – chłonął wszystko, co mówiła bezosobowym głosem, przygaszonym, lecz jakże elektryzującym.

Nie była to dziewczyna nadzwyczajnej urody, wręcz przeciwnie, przeciętna i pospolita, jednakże było coś, co ciągnęło go ku niej potężną siłą nieznanego magnetyzmu, i czego sam przed sobą w owej chwili nie umiałby określić – zagadka odwieczna, odwieczny żywioł?
Wiedział doskonale, że imponuje jej wszystkim, najmniejszym gestem, spojrzeniem czy słowem, i w jej gorączkowo błyszczących oczach znalazł tę bezcenną pewność, której tak organicznie potrzebował – zapowiedź spokojnego zacumowania w cichej przystani, pełnej szczęścia i namiętności, co żarem rozpalić zdoła serce i ciało do czerwoności.

Już wiedział, jak to kiedyś będzie, już dostrzegł to oczami wyobraźni.
W perspektywie zamajaczył miły, przytulny dom, wypełniony bajeczną radością zwykłych dni i upojnych nocy.
Wyobrażał sobie ten dziko płonący ogień – do utraty tchu, do szaleństwa, do zapomnienia się w tej jednej, magicznej chwili, gdy ziemia porusza się.

Doskonale wiedział i czuł, że to „teraz albo nigdy” – już jej z rąk nie wypuści, odtąd pozostanie z nim na wieki, dopóki trwać będzie przygoda zwana życiem.
Zrozumiał, że nigdy nie odczuwał tak silnej pewności, kiedy może po raz pierwszy pojął, czym ona jest i jak smakuje, i że dotąd nie zdawał sobie sprawy z siły, jaka rodzi się, gdy owa pewność pojawia się w umyśle i sercu niczym prawda absolutna.

Kiedy kuracja zakończyła się, natychmiast zapytał: ”Wyjdziesz za mnie?”, nie mając wątpliwości, jaka będzie odpowiedź.I kiedy już ją usłyszał, był pijany ze szczęścia.

Ślub miał być cichy i bez niepotrzebnego rozgłosu, w gronie najbliższej rodziny i przyjaciół, w małym, wiejskim kościele, a zabawa weselna w dworku, należącym do jednego z kolegów po fachu. Chciał mieć to wszystko jak najszybciej za sobą i przeżyć po raz pierwszy chwile rozkoszy ze swą wybranką, i z pewną przewrotnością pragnął zaczekać na moment ich fizycznego zespolenia, odwlec go w czasie, choć mógł do niego doprowadzić wielokrotnie już wcześniej. Byłoby to jednak zbyt trywialne, zbyt pospolite, niskie i odarte z magii, jaką daje noc poślubna. Nie brał pod uwagę innej ewentualności, tłumacząc tulącej się do niego, rozpalonej dziewczynie, że gdy zaczekają, będzie to najpiękniejszym wspomnieniem, które zapamiętają na zawsze.

Wiedział, iż pragnęła go od dawna, by mocno i zdecydowanie, z dziką furią prawdziwego samca „robił to wiele razy do białego rana”, była na to gotowa już od chwili, kiedy po raz pierwszy dotknął jej ręki, niby przypadkowo, niby od niechcenia, i od tamtej chwili poznała niepodległą radość samogwałtu, kiedy wyobrażała sobie, że jest z nim.
Orgazm przychodził tylko wtedy, kiedy wkładała sobie cztery palce.
Podświadomie czuła, czego może się spodziewać od kochanka, co w jej oczach urastał do rangi prawdziwego mężczyzny, który intuicyjnie wyczuje, czego potrzebuje kobieta i da to jej, by świat zawirował, szalony.
- Spraw, bym chodziła szpagatem, mój słodki – mówiła do siebie w chwilach ekstazy. – Chcę być twoją suką, objawieniem, powołaniem. Sprostasz? Jestem kurwą, jestem boginią.

W całym swoim życiu nigdy nie był jeszcze z kobietą…

To miał być jego debiut.
Otwarcie zamkniętych dotąd drzwi.
Czekał ufny, że szczęście raz dane, nie opuści go już nigdy.
Nadchodził powoli czas, aby z dużego chłopca, stać się w końcu mężczyzną.
- Zerżnij mnie, kochanie, zerżnij mnie, skarbie, do bólu – szeptała, wsuwając język do jego ust, jednocześnie lubieżnie masując rozporek. – Bo kto, jeśli nie ty?

Ceremonia ślubna odbyła się z należytą powagą i w najlepszym stylu, aczkolwiek według zaleceń Mike’a, bez przesadnej pompy i płytkiej próżności, z dobrym smakiem, elegancko, wytwornie i uroczyście. Marzenia krok po kroku spełniały się, i widząc to, rozpierało go błogie uczucie wszechmocnej męskości i podniecenia, kiedy tak, kątem oka spoglądał na ramiona, dekolt żony, na jej soczyste, wydatne usta, na biust, i ten dziki, zwierzęcy błysk w oku, pełen nienasyconego, pierwotnego erotyzmu.
Cieszył się. Liczył godziny. Obserwował wielki zegar, stojący nieopodal pod jedną ze ścian, i błagał los, by przyśpieszył bieg minut, aby ci wszyscy ludzie poszli już sobie i zostawili ich samym, tylko dla siebie.

Weselne zabawy powoli zmierzały ku upragnionemu zakończeniu, w miarę jak zaczynało świtać i budził się do życia kolejny dzień. Strudzeni tańcem i ciężkimi potrawami goście, jeden po drugim, stopniowo wymykali się do swych domów – pustoszało.
Wtedy Mike, pijany szczęściem, ujął dłoń żony i ruszyli razem do sypialni.

Przeznaczenie miało dopiero teraz odkryć swe karty.
Po raz pierwszy, lecz nie ostatni.

W mgnieniu oka na podłodze spoczęły bezładnie rzucone ślubne ubrania, ciała spragnione siebie splotły się w miłosnym uścisku. W upojeniu zmysłów wybuchła namiętność z siłą nieznaną i szaloną, porywając w nieskończoną otchłań, bez pamięci, bez opamiętania, bez świadomości, że gdzieś obok istnieje jakiś świat, niedorzeczny jak dowcip idioty.
Spragnione usta pożerały się, wędrując po ciele, zgłodniałe, oszalałe…
- Wsadź mi, wsadź aż po samo gardło. Rób ze mną, co chcesz. Możesz nawet uderzyć. Chcę czuć, że jesteś moim panem. Dasz mi ten ogień, słodziutki?
Tej nocy pełnej namiętnych pieszczot nic się nie wydarzyło, nie pomogły ani czuły, zmysłowy dotyk, ani bliskość rozpalonych ciał.
I choć wydawało się, że czas stoi w miejscu, tak naprawdę go nie było, bowiem niepostrzeżenie, podstępnie i by nie rzucić się w oczy, zaczął iść do tyłu, jakby oddalając coraz bardziej to, na co oboje oczekiwali, i o czym marzyli przez długie tygodnie, naiwni.

Mike nie stał się mężczyzną.
I nie stał się nim nigdy później…

Jego impotencja, odkryta przez życiowy przypadek, okazała się dla niego samego fatalną niespodzianką. Nie przyszłoby mu to nigdy do głowy, nigdy w kontekście własnej osoby.
Niestety fakt ten stał się nagłą rzeczywistością, i pomimo wiecznego podniecenia, które odczuwał na widok nagiej żony, nie był w stanie niczego zrobić, był w matni.
Coś zablokowało go i nie dało zgody na poczucie dumy z bycia samcem.
Dało zaś posmakować goryczy niespełnienia i przykrego ukłucia męskiego ego, które teraz okazało się już mniej męskie i oszukane przez świątynię własnego ciała.

Gdy mrok nocy zarzucał na ziemię czarną płachtę, zamiast nadal próbować, nie poddawać się zbyt łatwo, choć czas już działał na jego niekorzyść od dawna, myśl o namiętności poczęła wywoływać w nim lęk i ataki paniki, i nie czując się bezpiecznie w mężowskiej roli, stopniowo wycofywał się w głąb siebie, unikając zbliżeń, dotyku czy pocałunków.

Uwierzył pewnego dnia, tak do końca, że to nie miało być mu dane.
Los bywa kłamcą, choć cokolwiek nie uczyni, zawsze okaże się prawdą.

Stosunki małżeńskie, do granic napięte, pogarszały się z dnia na dzień.
Młoda, pełna gorącego erotyzmu i drażniącego niezaspokojenia żona, widząc ignorancję męża i jawną niechęć, by ów tragiczny problem zbadać, traciła coraz bardziej i szybciej cierpliwość, w miarę jak upływały kolejne, zimne noce, bez ognia namiętności, bez jakże ważnego dla kobiety uczucia, że ktoś sprawia, że żar pożądania czyni ją kobietą spełnioną, bo obok jest mężczyzna, który umie wyzwolić jej wulkaniczną kobiecość tu i teraz, wyczytując tę potrzebę ze spojrzenia, gestu czy słowa.

Mike uciekał coraz bardziej w pracę.

Wracał coraz później do domu, zmęczony lub udając zmęczonego, wychodząc z kliniki ostatni, by zastać żonę już śpiącą i uniknąć tego dusznego, ciężkiego napięcia, jakie się między nimi wytworzyło, odkąd pękła ta cienka, pajęcza nić.
Jej zmysłowość i nieugaszony potencją samca erotyzm wziął w końcu pewnego dnia górę nad biegiem wydarzeń, i jak kropka nad ,,i”, okazały się być tym, co jednym pociągnięciem potrafi zakończyć długotrwały impas – jak przecięcie węzła gordyjskiego – brutalnie i skutecznie.

Wtedy, niby przypadkiem, gdzieś na korytarzu, z palca Mike’a zsunęła się obrączka, tak po prostu, tak zwyczajnie, sama ześlizgnęła się i upadła na ziemię.
Rzecz dziwna…
Palce jego były grube i mięsiste, więc jakim cudem? Jak to sobie wytłumaczyć?
Podniósł ją zdziwiony i poruszony dziwacznością zajścia, jednak tknięty jakimś, nieokreślonym, złowróżbnym przeczuciem, że to nie przypadek…

Tego dnia żona odeszła.

Kiedy wrócił do domu, jej już tam nie było – tylko lodowata pustka powitała go w progu.
Zostawiła jedynie kartkę, napisaną z żenującą szczerością, że odchodzi do kogoś, kto jest mężczyzną i kogo kocha od dawna, tak – kocha – jak kobieta potrzebuje kochać, całą sobą, i bardzo lubi to uczucie, kiedy po gorącej nocy wciąż marzy, by zerżnął ją raz jeszcze, jak pies, jak zwierzę, bo wtedy wie, że to miłość, bo jeśli mężczyzna umie rżnąć swoją kobietę, to znaczy, że ją kocha.

Wiedział, że nie będzie jej szukał.

Wiedział to już wtedy, tak szybko, nagle i gwałtownie. To przyszło jak podmuch wieczornego wiatru, choć wewnątrz wyło całe jestestwo, skowytem żałosnym i bezsilnym. Ta krótka chwila wystarczyła, by nie chciał już niczego, co by się mogło z nią wiązać, byłoby bólem – rozdrapywaniem rany, wkładaniem do niej palca.
I pojął nieoczekiwanie, że doszedł do punktu, do magicznego momentu, w którym czas zatoczył koło i zatrzymał się gwałtownie u jego stóp.
A może po prostu należałoby na to spojrzeć jak na zwykłe doświadczenie życiowe, dające pole czemuś, co ma dopiero nadejść i objawić się z całą niezwykłą, niepoznaną do teraz prawdą?

Postanowił zachować zimną krew.

Chodził więc dalej do pracy, udając wewnętrzny spokój, nie zdradzając się nawet na chwilę ze swoimi myślami, niecodziennym problemem, i tym wiecznie powracającym wspomnieniem bolesnej porażki.
Jako lekarz i doskonały psychiatra wiedział, jak pokryć to, co zapadło w głąb duszy maską pozornej, bezbłędnie odegranej beztroski – nie chciał bowiem, aby jego życie zostało zrujnowane i zatrute przez coś, co nie było jego winą, przynajmniej niezawinioną, i by to ciągnęło się za nim w nieskończoność, dając innym powody do kpin i złośliwych uwag.
Przede wszystkim czuł się nadal lekarzem i musiał dbać o swój wizerunek oraz dobre imię, i choć los obszedł się z nim okrutnie, należało pokazać światu sztuczny, przyklejony na zawsze uśmiech, który z biegiem czasu stanie się szczerym i własnym.

Czas płynął i każdy dzień podobny był do poprzedniego, aż nagle…

Pewnego wieczora, wracając z pracy, szedł jedną ze słabo oświetlonych, wąskich uliczek, zamyślony i nieobecny. Myślami był jeszcze przy tym, z czym przyszło mu zetknąć się w klinice – przy swych pacjentach i kłębowisku ich pokręconych losów.

Nagle dostrzegł w jednej z ciemnych bram postać.
Utopił w skrytej w mroku twarzy badawcze spojrzenie.
Szary człowiek stał bez ruchu, wydając się nierealną zjawą z zaświatów, zastygły w swej kamiennej pozie.
Niczym martwy posąg, który w niemym osłupieniu trwał, nieruchomy.
Majaczące w jesiennym zmierzchu dziwne oczy patrzyły…
W tę osobliwą godzinę wydawały się świecić w czeluściach nocy niczym dwie dopalające się zapałki. Tajemniczy mężczyzna obserwował. Nie poruszył się nawet przez chwilę, nawet przez sekundę nie zmienił postawy.

Nagle, w momencie, kiedy Mike zbliżył się do niego na odległość kilku metrów, wysunął się nieoczekiwanie z bramy i zastąpił mu drogę.
- Panie szanowny, nabądź pan to ode mnie drogą kupna – w powietrzu dało się poczuć cierpki odór przetrawionego alkoholu. – Tanio spuszczę. Trza zainwestować w alkohol, jest najwyżej oprocentowany, he he - mówiąc to, włóczęga podał coś Mike’owi.
Był to portret mężczyzny, olejny, w jasnych, drewnianych ramach.
Nic specjalnego.
- A skąd żeś to wziął? Pewnie ukradłeś komuś, co?
- E, tam, zaraz ukradłeś… Na co on komu, tu, na ulicy. Niech idzie w lepsze ręce.
- Mówisz?
- Ano, mówię. A niech idzie… Dużo nie chcę.
- Masz – Mike wyjął banknot i podał pijakowi – i nie strasz ludzi po nocy.
- Dziękuję, panie. A może chce pan podupczyć? Moja siostra tanio daje. Obyta w te klocki.
Można ją przewalić tam i z powrotem. Ludzie mówią, że nieźle robi loda.
- Co?
- Nic – wybełkotał szary człowiek i zniknął w mrokach bramy.

Ulica znów była taka jak przedtem, jakby cała, niedawna scena była tylko efektem wyobraźni, nagłym złudzeniem. Tylko cisza i szum bezlistnych drzew wypełniał sobą pustkę bezludnego zacisza. Nigdzie żywej duszy, jedynie noc i gwiazdy na niebie. Nieme domy o ciemnych, zasłoniętych oknach obserwowały niecodzienne spotkanie.

Z portretem pod pachą Mike wrócił do domu.
Rozebrał się i rzucił okiem na obraz, tym razem uważniej.
Była to twarz mężczyzny, niemłodego już, lecz z dziwnym, przewrotnym błyskiem w oku i czarnymi, gęstymi wąsami. Patrzył pewnie w przestrzeń mocnym, męskim spojrzeniem, w którym wyczuwało się natychmiast silny, władczy charakter. W kąciku ust igrał złowieszczy, nieco demoniczny uśmiech, kpiący jakby z patrzącego, wyzywająco niepospolity i… z lekka perwersyjny.
Całość sprawiała wrażenie dość dziwaczne i lekko niepokojące, jakby namalowana twarz lekceważącym spojrzeniem ciemnych oczu ukazywała swoją bezsprzeczną wyższość.
- Dziwny gość… Ale co tam! Niech sobie tu wisi, ściana i tak pusta.
To powiedziawszy, poszukał pośpiesznie w szpargałach młotka i gwoździ i zawiesił portret nad łóżkiem.

Przyglądając się uważnie obrazowi, ni stąd, ni zowąd poczuł się niezrozumiale beztrosko i wesoło – jakaś dziwna i niepojęta przemiana zaszła w jego zachowaniu od chwili, kiedy obraz zawisł na ścianie i spojrzał nań oczyma tajemniczego mężczyzny – coś go silnie pobudziło jak po solidnej, mocnej kawie i rzecz dziwna. Osobliwa i irracjonalna…

Ogarnął go nagły przypływ… podniecenia.

Podejrzana i zaskakująca zmiana tym bardziej wydawała się niewytłumaczalna, iż była to przecież męska twarz, nie akt kobiecy. I równie nagle znikło gdzieś całodzienne zmęczenie, a po ciele, po każdym jego najmniejszym zakamarku rozpłynęło się błogo przyjemne napięcie, coś na kształt oczekiwania na randkę z piękną kobietą.
- Co za licho? Po całym dniu powinienem być przecież zmęczony i zużyty.

Lecz niewytłumaczalne podniecenie nie ustępowało, wręcz przeciwnie, tej nocy nie udało się zasnąć bodaj na godzinę. Wyobraźnię poczęły atakować gwałtownie plastycznie zmysłowe, pełne nieokiełznanego erotyzmu obrazy, wróciły prawie zapomniane dzikie i pulsujące pierwotną namiętnością myśli. Nagle znalazł się w ich centrum, jakby oglądając niezwykły film, puszczany wprost we własnym mózgu, jakby patrzył na coś, co nieopodal dzieje się na jego oczach, szalone i napęczniałe niewyobrażalną ekstazą…
Zastygł w tym wszystkim i do rana przeleżał w łóżku, sycąc zmysły przedziwnym przekazem.

Sam niebawem zaobserwował w swoim zachowaniu tajemniczą, wymykającą się wszelkiej logice, przemianę.

Rankiem, następnego dnia zerwał się na równe nogi, rześki i pobudzony pomimo nieprzespanej nocy, i poczuł dziwny wigor, jakiego od dawna nie odczuwał, jakąś niepojętą chęć działania, parcia do przodu, byle przed siebie, byle być w ruchu. Rozsadzała go nieznana energia, jakby dostał nowe życie, lub może nawet kilka istnień – odczuwał w sobie moc i siłę, by góry przenosić, by dokonać niemożliwego, czymkolwiek by się to nie okazało, czuł, że rodzi się ponownie, niczym wulkan potencji i jurności.
- Zaczyna mi się to podobać – powiedział, patrząc z podziwem na okazały, pulsujący wzwód.

Pracę wykonywał w iście piorunującym tempie, będąc w stu miejscach naraz, słuchając kilku osób jednocześnie, każdej poświęcając z osobna uwagę, dwoił się i troił, jakby żyło w nim kilku lekarzy, zawsze w ruchu, nigdy nie odczuwając bodaj cienia zmęczenia.
Tryskał wokoło perlistym dowcipem i jego śmiech długo jeszcze brzmiał w korytarzach kliniki, a wesołość udzielała się ogólnie każdemu, z kim dane mu był się zetknąć, i kolegom, i niektórym pacjentom, którym jakby oddawał część swej żywotności.
- Co się ze mną stało? – sam zadawał sobie często nurtujące pytanie. – Gdzie szukać przyczyn? Powinienem być przecież załamany, poległem ponoć na całej linii…

I gdy wypowiadał te słowa, siedząc w swym domu, tajemniczy portret zdawał się przytakiwać, a wąsaty obserwator uśmiechał się przewrotnie, uporczywie patrząc.
W oku miał znów ten sam błysk nieokreślonej przebiegłości, nieco bałamutny, nieco jakby dwulicowy – to niewypowiedziane COŚ, co mogłoby zaniepokoić każdego przygodnego widza, i nie pozostawić obojętnym. Każdy pewnie dostrzegłby w nim ów odrobinę szyderczy ognik, cierpko drwiący z tego, kto go zobaczył, każdy poczułby niemiłe ciarki, przebiegające gwałtownym spazmem po grzbiecie lub bodaj przelotny, nieokreślony niepokój…
Każdy, lecz z pewnością nie Mike.

Ilekroć wracał po pracy do domu, bez względu na natłok zawodowych obowiązków, które przyszło mu wypełniać za dnia, i pomimo pewnego zmęczenia, które jednak musiało pojawić się jako naturalna konsekwencja hiperruchliwości, w kontakcie z przedziwnym obrazem zawsze pojawiało się silne podniecenie płciowe i przypływ wyobrażeń erotycznych.
Śledził wówczas wyraz twarzy mężczyzny, nie spuszczając z niego oczu, uporczywie i zawzięcie patrzył, by czegoś więcej się dowiedzieć. Czego? Sam nie wiedział.
Dziwny, diaboliczny uśmieszek nie znikał, a obserwacja nie przynosiła żadnych skutków – obraz trwał nieporuszenie na ścianie, wykluczając wszelką ewentualność jakiegokolwiek dialogu. Obrazy wszak nie mówią. Co za szkoda, może opowiedziałyby coś intrygującego?

Nigdy nie próbował się masturbować – byłoby to zbyt niskopienne, tego typu praktyki nie określały go jako mężczyznę, w całej swej smętnej desperacji jawiły się jako żart kretyna, który nerwicowo masując fallusa stawia się na równi z kimś, kto dłubie w nosie i zjada to, co tam znalazł.

Mike’owi było dobrze w ,,nowym” wcieleniu.
Nagle poczuł się sobą sprzed wielu lat, jak gdyby nic złego po drodze się nie wydarzyło, jak gdyby wczoraj był młokosem i miał obietnicę wszystkiego, co w życiu najlepsze.
Znów wróciła euforia, której smaku już nie pamiętał, której kształtu nie odczuwał.
Sam zauważył rzecz znamienną – w pracy nie czuł tak silnego popędu, tylko w domu, kiedy spoglądał na portret…

Trochę go to zaniepokoiło, bowiem z punktu widzenia psychiatrii było to nieco odbiegające od normy, dość osobliwe i niewytłumaczalne zachowanie. Brak tu wszak jakiejkolwiek logiki, lecz zaraz tłumaczył to sam sobie, że przecież świat roi się od rzeczy i zjawisk, których nie sposób wyjaśnić na drodze chłodnej analizy. I to zapewne była jedna z nich.

Gdzieś, w zakamarkach mózgu, niczym odlegle echo, pewnego dnia pojawiło się głuche przeczucie, w podświadomych złożach duszy, coś zdawało się nieśmiało ostrzegać o tym, co miało wkrótce nadejść – jak mglista zapowiedź, jak tajemna forpoczta, jak niejasny zwiastun.

I ów niewytłumaczalny stan ogromnego, bolesnego napięcia przybrał formę gwałtownego przesilenia w pewien, jesienny, ponury czwartek…

Dzień niczym nie różnił się od tysięcy innych czwartków, z pewnym jednak wyjątkiem.
Jak zwykle po pracy, po powrocie do mieszkania, Mike nalał sobie kieliszek czerwonego wina i nagle, jak rażony niewidzialnym piorunem, zerknął szybko na obraz.
Magnetyczne spojrzenie ciemnych oczu nie znosiło sprzeciwu – nie dziś, nie tego wieczora.
Odwrócił wzrok i zastygł na krótką chwilę, sącząc wino. Coś było już bardzo blisko, tak blisko, że bliżej być nie mogło…
Myśl jak błyskawica przeszyła czaszkę ostro i bezwzględnie.

Poderwał się na równe nogi i pośpiesznie ponownie ubrał. Nie dopijając trunku, w pędzie opuścił mieszkanie. Czuł niesłychane podniecenie, doprowadzające niemalże do obłędu, piekielne pożądanie, jakiego dotąd nigdy nie zaznał – krew wrzała w ciele niczym szalony żywioł, wywołując gwałtowne dreszcze rozkoszy. Jeszcze trochę i zwariowałby od tego, nie mogąc nijak przeciwstawić się wszechmocnej, potężnej sile – nie było na to już szansy.
Wsiadł pośpiesznie do przypadkowej taksówki i nakazał jechać na obrzeża miasta.
Była już prawie noc, zimna i wilgotna, co potęgował opętańczy, ostry wiatr, szamoczący się dziko w otchłaniach mroku.
Zapatrzony w przestrzeń, jechał.
Patrzył długo i jego zamglony, nieobecny wzrok nic nie dostrzegał, na niczym specjalnie się nie skupiał – na twarzy pojawił się nieruchomy niby wytrzeszcz, niby grymas obojętności. Choć szeroko otwarte oczy napotykały na domy, ludzi czy przydrożne drzewa, nie rejestrowały nic, sztywno wpatrując się bezcelowym spojrzeniem, które było pustką…

W pewnej chwili jakby przebudził się z letargu i stanowczo polecił zatrzymać się, zapłacił i w pędzie wyskoczył z taksówki. Ruszył w kierunku domków parterowych, rozsianych na odludziu. Pewnym krokiem dotarł do jednego z nich i bez wahania otworzył furtkę. W głębi dostrzegł młodą kobietę. Podbiegł do niej i bez słowa zaczął całować – gorąco, namiętnie, dziko. Nie broniła się wcale, jakby od dawna tego pragnąc, jakby tej nocy właśnie na niego czekała. Jak para zwierząt przywarli do siebie i w ten sposób wziął ją od tyłu – mocno, zdecydowanie, perwersyjnie.
Była bardzo miękka, a szerokie biodra doprowadzały go do szału.
Kiedy pieścił jej piersi, siermiężnie międląc, jęczała, i wówczas przyspieszał, a ona napierała na niego, rozpalona jak dzika kotka, gotowa w każdej chwili eksplodować, czując, jak jego język wdziera się do ucha, a dłoń wędruje coraz niżej i niżej.
Masował ją przez jakiś czas, po czym powiedział:
- Klęknij, suko.
Wtedy dokończyła to, co on zaczął.
- Smakowało?
- Tak.
- To, kurwa, fajnie. Będziesz miała od tego ładną cerę. Skończ z kremami, to oszustwo.
- Dobrze.
- Nie ma to jak powrót do natury. Od obciągania druta jeszcze żadna nie kopnęła w kalendarz.
- Chyba tak.

Gdy oboje, zmęczeni rozkoszą pośpiesznie ubierali się, nawet na siebie nie spojrzeli. Naciągnąwszy płaszcz, szybko opuścił posesję i ruszył w kierunku miasta.

Tej czwartkowej nocy, wśród podmuchów jesiennego wiatru, Mike stał się mężczyzną.

Tydzień nie przynosił z reguły żadnych anomalii w jego zachowaniu, lecz gdy przychodził czwartek, pchany silnym nakazem – imperatywem kategorycznym, nieznoszącym sprzeciwu, wędrował niekiedy w odległe rejony miasta i tam oddawał się swemu przeznaczeniu.
Bowiem przeznaczenie puka do ludzkich drzwi wielokrotnie i nikt nie zna dnia ani godziny, kiedy owo nieoczekiwane, głośne pukanie rozlegnie się. Wtedy nie ma już odwrotu, a to, co pozostaje, to zwykła, człowiecza bezsilność. Na jej oceanie podryfuje się ku nieznanym brzegom, gdzie czekać będzie to wszystko, co zwie się nowym, lecz czy aby zawsze lepszym?

Tydzień po pierwszym razie, wyjechał dość daleko podmiejską kolejką, aż do granic miasta.
Idąc potem obcą, szarą ulicą, czuł wyraźnie to, co wcześniej, lecz jeszcze silniej i dogłębniej, i jak szybki cios z zaskoczenia, coś gwałtownie pchnęło go do najbliższej bramy.
Młoda kobieta, oparta o mur, patrzyła jak zbliżał się do niej, i kiedy już był blisko, spojrzała mu w oczy, by po chwili zaborczo i szaleńczo zacząć go dotykać i całować. Wsadził jej rękę pod sukienkę – nie miała majtek. Była bardzo wilgotna i gorąca, bardzo gotowa tego wieczora.
Przez chwilę masował ją, patrząc lubieżnie w oczy.
Nie minęło pięć minut, kiedy oddali się miłosnym igraszkom, z dziką, prymitywną żądzą na bezładnie rzuconym na ziemię płaszczu.
Brał ją ostro jak wygłodniały pies, a ona prosiła o więcej, krzyczała, ssąc jego kciuk.

Gdy gwałtowna fala orgazmu targnęła nim, podniósł się szybko i zbliżywszy do jej twarzy, wsadził ceremonialnie nabrzmiałego fallusa w usta.
- Zagrasz mi melodię zakochanych, dziwko? Lepiej to zrób, bo ci łeb rozwalę.
Po jakimś czasie spytał z głupia frant:
- A kiedy straciłaś dziewictwo?
- W piątej klasie, tata mnie… tego, no…
- A co teraz robi tata?
- A ma nową rodzinę.
- Rozumiem.
- Wrócisz jeszcze kiedyś?
- Chyba cię pojebało, może w snach.
- Zaczekam.
- Kurwa, sny to popieprzone sprawy.

Znów sytuacja powtórzyła się – rozstali się beznamiętnie, rozeszli w różne strony świata, obcy sobie, na moment połączeni w miłosnym szale nieznajomi, siłą mrocznych przeznaczeń zespoleni…

Chociaż notoryczne podniecenie nie opuszczało go nawet na krok, jakoś sobie z nim radził, ograniczając się do wodzenia wzrokiem za ponętnymi kobietami, snując dzikie fantazje, w których brał je ostro jedna po drugiej na wiele sposobów, bez końca, do utraty tchu.
Na tym się na szczęście kończyło – patrzenie w zupełności wystarczało, by wyobrazić sobie resztę. A wyobraźnię miał w tym względzie przeogromną.
Jednak zawsze błyszczał nienaganną kulturą osobistą i klasą, pomimo wojny w głowie.
Flirtował w pracy z koleżankami, jak i z nieco już podleczonymi pacjentkami, oczywiście tylko platonicznie, bowiem wszystko odbywało się póki co w granicach dobrego smaku i bariera intymności nigdy nie została przekroczona. Ani razu nie posunął się też choćby do dotknięcia dłoni, muśnięcia czy poklepania. Wiedział, jaki wpływ wywiera na kobiety i był z siebie dumny, gdyż mile łechtało to jego męskie ego i jakże radowało, gdy w tych dziesiątkach, wpatrzonych w niego, kobiecych oczu, wnet dostrzegał podziw i… pożądanie.

Gdy znów nadchodził czwartek, coś od rana zaczynało się z nim dziać, gorąca krew grała w ciele już od chwili przebudzenia, powodując nieznośne napięcie - to znane uczucie nadchodzącego, szalonego kataklizmu, rozsadzające go od wewnątrz.
Pożądał i to bardzo.
Nie mógł skoncentrować się na pracy, na słowach, które do niego płynęły z różnych kierunków, skakał z tematu na temat, a myśli gnały jak pociąg – dzikie, nieokiełznane, rozpasane. W czaszce kotłowało się, a na twarzy rysował się jakiś bolesny grymas, jeszcze chwila, może dwie i nastąpi katastrofa. Nadrabiała płytką wesołkowatością. Całokształt myślowy ograniczony został do spraw płci, kształtu, dotknięć, fizycznego obcowania, które powoli stawało się jakąś osobliwą formą bytu - wszystko zamknęło się w sferze żądzy, ciała, zaspokojenia…
Teraz już wiedział, że coś się zmieniło.

,, Układa mu się we wszystkim, taki radosny…Człowiek odmieniony, i to jak! Takim go powinniśmy widywać codziennie…Aż miło na niego spojrzeć, musi mieć udane życie seksualne…” – mówiło otoczenie.
I miało prawo, przecież przez cały czas ukrywał przed nim, iż jego małżeństwo legło w gruzach. Zachował to dla siebie, nie pisnął nawet słowem.

I nagle znów był czwartek.
I znów, jak cofnięty film, wszystko się powtórzyło…

Biegiem wtargnął do mieszkania, zostawił teczkę i sięgnął po kieliszek czerwonego wina.
Trunek rozlał się miło po gardle i po chwili twarz z portretu spojrzała kpiarsko, z ironicznym uśmieszkiem, z diaboliczną iskrą w oku.
Przenikliwe, ciemne oczy świdrowały go na wylot, nie pozwalając oderwać od siebie wzroku.
Zalała go fala pożądania.
Człowiek z portretu w przewrotnym zachwycie nie spuszczał z niego natrętnego spojrzenia.
Mike z niemałym wysiłkiem odwrócił się i ruszył do drzwi.
Szybko zbiegł po schodach i pognał w miasto.
Mrok powitał go zimnym podmuchem wieczornego wiatru.

Teraz miało być inaczej.
Teraz przewrotny los przyszykował mu niespodziankę.
Znów pisane mu było dotknąć przeznaczenia, jednakże dotyk ów miał okazać się gromem z jasnego nieba…

Idąc nie patrzył, gdzie jest, szedł prosto, gnany nieznaną siłą, nieznoszącą sprzeciwu.
Kroki stawiał duże, jakby czasu było dziś mniej, jakby miał być TAM na czas, punktualnie.
Już TAM pewnie na niego czekano. Już wszystko było gotowe, brakowało tylko głównego aktora.
On był tu wszak postacią najważniejszą, głównym ogniwem.
Po jakimś czasie znalazł się na krańcach miasta, gdzie ciche ulice przechodziły już w kończące się w polach, drogi gruntowe. Zaczął się rozglądać uważnie dookoła, z zapartym tchem, jakby czegoś szukał. W znękanej głowie szalała gęstwina myśli, pożądanie rozpierało od środka ciało. Nagle natknął się na zaporę – była to furtka do ogródka.
Gwałtownie pchnął ją i wszedł do środka, kierując kroki ku werandzie, na której w fotelu siedziała skulona kobieta. Czuł już nieubłagane zbliżanie się żywiołowej fali żądzy, gdy nagle zauważył, że kobieta nie była młoda. Miała lat może pięćdziesiąt, może nieco więcej, i na jego widok drgnęła, podnosząc się i rozchylając w milczeniu płaszcz – była naga.
Mike niczym zgłodniałe zwierzę rzucił się na nią, biorąc ją gwałtownie na fotelu.
Jej nogi na jego ramionach rytmicznie poruszały się, kiedy wypełniał ją swoją męskością.
Szał zmysłów przesłonił mu oczy, czas stanął w miejscu, a świat rozpłynął się w niebycie.. Trwało to wieki, jakby miało nie być jutra.
Zmieniały się tylko pozycje, lecz on napierał dalej, jurny i dziki jak zachodni wiatr.
I tylko jej krzyk szedł w eter, krzyk kobiety, której w tę godzinę ktoś naprawdę dogodził.
Chwycił ja za włosy i krzyknął:
- Dobrze ci? Powiedz, że ci, kurwa, cholernie dobrze! Że jeszcze nikt cię tak nie walił!

Gdy było już po wszystkim, pośpiesznie podniósł rzucony na ziemię płaszcz i odszedł ku miastu, lecz jeden mały drobiazg miał niebawem zmienić całe jego życie…

Na werandzie wypadła mu wizytówka.
Niby przypadkowo, niby tak zwyczajnie.
Niby…

Mijały znów dni pełne obsesyjnego pożądania i rozpraszania go na wszystkie strony, opętańczego miotania się wokół własnej osi niczym szalona maszyna, której nikt nie potrafi zatrzymać, zatracająca się w owym ruchu w nieskończoność jak wiatr, który nie po to wieje, by go zamknąć w dłoni, lecz by zrywał dachy i łamał drzewa…

Jakoś szybko zleciał tydzień i po środzie nastał czwartek.
Po pracy pośpiesznie pognał do domu – znów to samo demoniczne podniecenie, boleśnie pulsujący wzwód, wrażenie, że nadchodzi szał, bezimienna siła, znany dobrze wir, który zassawszy, nie puści, aż spełni się to, co zapisane w gwiazdach.
Bo nic w życiu nie jest dziełem przypadku.

I kiedy wchodząc po schodach nagle znalazł się już prawie pod drzwiami, ku swemu zdziwieniu odkrył, iż stoi tam jakaś kobieta.
- Kim pani jest? – zapytał. – Śpieszy mi się! – krzyknął nieoczekiwanie, wyszarpując z kieszeni pęk kluczy. – Proszę odejść na bok!
- Pan mnie nie poznaje? – spytała nieznajoma.
- A powinienem? Chociaż… gdzieś już chyba panią widziałem… - odparł niepewnie. – ale za nic nie przypomnę sobie. Naprawdę, przykro mi. Pacjentka? Bardzo mi się śpieszy.
- Pan NAPRAWDĘ nie pamięta? – na jej twarzy pojawiło się zdziwienie i niedowierzanie. – PAN ZE MNĄ BYŁ…TYDZIEŃ TEMU…ZGUBIŁ PAN TO… - tu pokazała mu wizytówkę.
- Jak to możliwe? To rzeczywiście moja wizytówka, ale… Niech pani wejdzie – zdecydowanie otworzył drzwi. – Byle szybko, nie mam czasu!
Zapalił światło.
Weszli do pokoju.
Bez zbędnych wstępów poprosił o wyjaśnienia.
Zanim kobieta cokolwiek powiedziała, jej wzrok padł nagle na wiszący na ścianie portret.
Na jej twarzy pojawiło się nagłe przerażenie, nad którym nie była w stanie zapanować.
- Skąd pan TO ma? – zapytała drżącym głosem.
- Kupiłem kiedyś, a co?
- No tak…Co pan może o nim wiedzieć. Pan go przecież nawet nie znał.
- Kogo? O czym pani mówi?
- To mój mąż, to był mój mąż… Szalony człowiek. Zły, odmieniony…Boże, dlaczego ja to wszystko mówię?!
- Pani mąż? – Mike’a ogarnęło nagłe zdziwienie. – To jakiś chory zbieg okoliczności!
- Może i zbieg… I on też… no wie pan... zdaje się, że oszalał…A może to magia jakaś była…
- Nic nie rozumiem. Pani nie szanuje mego czasu, cennego czasu! Mnie się śpieszy!
- Wie pan… on się zastrzelił, kiedy to wszystko się wydało.
- Co takiego? Proszę jaśniej, bo mam w głowie zamęt. Co niby miało się wydać?
- On był psychiatrą. Miał przecież mnie, byłam wtedy jeszcze piękną kobietą, a jednak…Wie pan, to trudne, bardzo trudne…Był moim pierwszym mężczyzną.
- Niech pani natychmiast mówi! – krzyknął nagle, rzucając się w fotel. – Co się wydarzyło?
- Początkowo wszystko układało się między nami dobrze, kochaliśmy się, był czuły, kupował mi prześliczne róże…Ale nagle coś go opętało. Och… ten brutal… on gwałcił kobiety! – mówiąc to, wybuchła spazmatycznym płaczem.
- Niech się pani uspokoi!
- Wszystko się wydało, i zanim przyszła policja, zastrzelił się w łazience.
- Kiedy?
- W czwartek, jesienią, piętnaście lat temu.

Zaczynał coś rozumieć.
Było to dotknięcie gołą ręką rozżarzonych węgli.
Coś nagle rozbłysło w mrokach opętanego chorą żądzą mózgu.
Natychmiast znikło podniecenie, a z plątaniny sprzecznych sobie myśli, jak pędzący pociąg, jak błyskawica w dzień burzy, uderzyła jak młotem, myśl pewna, jasna, oczywista…
- Byłem z panią w zeszły czwartek?
- To było szalone…Jakbym z nim była… – przerażona kobieta ukryła twarz w dłoniach. – On też TAKI bywał…Często, zbyt często. Nie wiem do dziś, czemu panu uległam. To było jak nakaz, jak zaćmienie umysłu… jakby mi go odebrano na chwilę… jakby ktoś inny kierował moją wolą.
- Nie wiem, co we mnie wstąpiło. To naprawdę byłem ja?
- Zgubił pan wizytówkę.
- A więc jednak.
- Pan to robił od dawna…
- Nie wiem.

Teraz dopiero wróciła świadomość, jakby nieoczekiwanie powrócił z dalekiej, męczącej podróży, teraz zrozumiał, że nie spędzał czwartkowych wieczorów w domu, że złe ziarno padło na podatną glebę.
Nigdy nie uwierzyłby, że był wtedy gdzieś, w nieznanych miejscach, z obcymi kobietami, których nawet nie pamiętał, bowiem pamięć jego nie przechowała nic z owych, przedziwnych ,,wypraw”, uśpiona i pogrążona w niebycie.
Krew uderzyła mu do głowy nagłym wybuchem szału.
- Dość! – wrzasnął i chwycił przeklęty obraz, roztrzaskując go o podłogę.
Resztki pośpiesznie wyrzucił przez okno na ulicę.
Po chwili rozległ się tylko suchy trzask.
- Tam twoje miejsce! O Boże…Co teraz?
- Coś kazało mi tu przyjść i powiedzieć panu całą prawdę. Nie wiem, czemu to zrobiłam.
To był taki przymus. Ja musiałam. Przepraszam… już pójdę, nic tu po mnie… - mówiąc to, ruszyła w kierunku drzwi.
- Ale…
- Do widzenia panu – drzwi zatrzasnęły się głucho.
Usiadł w kucki na podłodze i tępo spojrzał na ścianę nieobecnym wzrokiem – ledwie oddychał, a koszmarny ból rozsadzał mu czaszkę nieznośnym ciśnieniem.

Nagle pod wpływem nieznanego impulsu poderwał się na równe nogi i chwycił płaszcz.
Dogoni ją, porozmawiają, upewni się, że to nie była halucynacja.
Wybiegł jak szalony z mieszkania, nie zamykając drzwi i pędził przed siebie jak w obłąkańczym transie, rozpychając zdziwionych ludzi na ulicy. Gnał gdzieś, w mrok nocy, w tę godzinę osobliwą, godzinę przeklętą, gdzieś niesiony siłą złowieszczych spełnień…
Nieobecne oczy odbijały stalowy blask księżyca.
Czerń otoczyła go swym wszechobecnym ramieniem.
I tylko wiatr, tylko on wył przeraźliwie w czeluściach wieczornego świata.
Nagle przystanął.
Rozejrzał się dookoła – znalazł się na stacji kolejowej, u wylotu z miasta, wśród pól i łąk.

Wtem ruszył w kierunku wagonów, które w bezruchu oczekiwały na sygnał do jazdy. Podbiegł bliżej i nagle, przez moment, wydało mu się, że zza lokomotywy wyjrzała znana mu, przeklęta twarz…
TWARZ Z PORTRETU.
Instynktownie skoczył w kierunku torów, i wtedy, po raz ostatni, przeznaczenie stanęło mu na drodze.
Rozpędzony pociąg z ogromną siłą uderzył mężczyznę, gdy ten przeskakiwał szyny.
Nieubłagany los przeciął wątłą nić jego życia na zawsze.





18 lutego 2014

















Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
mike17 · dnia 04.03.2014 08:52 · Czytań: 938 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 45
Komentarze
Usunięty dnia 04.03.2014 12:27
Witaj z samego rańca. Pisanie o seksie bez zbędnych wulgaryzmów to sztuka. Udało Ci się pięknie. Odbieram też drugie dno tego utworu. Jak wpływa na nas to co mamy wokół siebie. Nie jestem przesądna, nie chodzę do wróżek, nie wieszam dzwoneczków w oknie i piórek, ale gdy złodzieje ukradli mi z mieszkania kieliszki do wina, z których pijał car, naprawdę w dziwny sposób poprawiła się moja sytuacja. Zrobię przebieżkę po moich obrazach. Dziękuję itede.
pablovsky dnia 04.03.2014 15:57 Ocena: Świetne!
Opowiadanie w Twoim stylu, trochę magii, dreszczyku i czarów, ale jest też ciekawy wątek. Tak na początku skojarzyło mi się z "Inincjacją"- DoCo. Tam, jak zapewne czytałeś, mężczyzna po dosyć traumatycznej próbie inicjacji seksualnej, w bardzo młodym wieku, również miał problemy ze współżyciem. Inna sprawa, że wspomniany bohater był bardziej pomysłowy, używał dildo, którym posuwał swoją połowicę przez całe małżeństwo.
Tutaj jednak nie czas na żarty, poruszyłeś pewnie nieświadomie problem wielu mężczyzn. Ostatnio czytałem artykuł, bodajże w Newsweeku, że połowa facetów w naszym kraju ma z tym poważny problem. Stres życia codziennego, to podobna główna przyczyna.

Cytat:
Ukła­da mu się we wszyst­kim, taki ra­do­sny…Czło­wiek od­mie­nio­ny, i to jak! Takim go po­win­ni­śmy wi­dy­wać co­dzien­nie…Aż miło na niego spoj­rzeć, musi mieć udane życie sek­su­al­ne…


Udany seks jest ważną kwestią w naszym życiu, ale w tym stwierdzeniu urósł prawie do rangi podstawowej egzystencji ;) Oczywiście to nie zarzut, uśmiechnąłem się tylko po przeczytaniu powyższego zdania, bo radość życia, to nie tylko seks, chociaż przyznaję, znam ludzi, zwłaszcza w podeszłym wieku, którzy w ten sposób myślą.

Cytat:

- Sma­ko­wa­ło?
- Tak.
- To, kurwa, faj­nie. Bę­dziesz miała od tego ładną cerę. Skończ z kre­ma­mi, to oszu­stwo.
- Do­brze.
- Nie ma to jak po­wrót do na­tu­ry. Od ob­cią­ga­nia druta jesz­cze żadna nie kop­nę­ła w ka­len­darz.
- Chyba tak.



Nieznacznie razi mnie sposób tego dialogu, zmieniłbym to "dobrze", oraz "chyba tak" na jakieś "pierdol się", albo coś podobnego. No, chyba, że tak musi być. Uczeń nie ma prawa poprawiać mistrza ;)

Ogólnie bardzo mi się podobało, ciekawe klimaty, nasycone żądzą, perwersją, no i jak zwykle niebanalne, nieco irracjonalne zakończenie. Super.
akacjowa agnes dnia 04.03.2014 19:11 Ocena: Świetne!
Pochłonęłam, zadumałam, ochłonęłam. Tekst, jak zwykle u Ciebie, czyta się płynnie, niemal na bezdechu, a w głowie układają się obrazy jeden za drugim.

Pomyślałam jednak, że coś mi tu nie gra.

Cytat:
Wy­obra­żał sobie ten dziko pło­ną­cy ogień – do utra­ty tchu, do sza­leń­stwa, do za­po­mnie­nia się w tej jed­nej, ma­gicz­nej chwi­li, gdy zie­mia po­ru­sza się.


Nie znam się na tym, bom nie mężczyzna, więc wytłumacz mi:

Czy facet, który sobie wyobraża namiętność, seks, szaleństwa z ukochaną, nie czuje od razu podniecenia? Nie staje w gotowości na samą myśl? Czy to możliwe, by o swojej impotencji przekonał się dopiero tete-a-tete z rozpaloną kobietą?

Trochę dziwi mnie, że nie szukał jako lekarz jakichś wspomagaczy męskości. Tyle ich dzisiaj. Chyba, że historia dzieje się w nieco innym czasie :)

Podziwiam pomysł i wykonanie. Uwielbiam takie nieoczywiste teksty.
pablovsky dnia 04.03.2014 20:29 Ocena: Świetne!
Agnes, Ty taka doświadczona kobitka i takie rzeczy mike'a pytasz? :) Jeśli facet na samą myśl o sex-szaleństwach, miałby być gotowy do ataku, to praktycznie nie mógłby z domu wyjść :D
Przecież my o niczym innym nie myślimy :p
blaszka dnia 04.03.2014 21:28
mike17
zmierzyłam się z Twoim obszernym dziełem przy akompaniamencie polecanego przez Ciebie dzisiejszego jubilata ChR. Przyznam, że ta romantyczna muza troszkę gryzła się z mocnymi scenami erotycznymi, a może właśnie je łagodziła. Nie znałam Ciebie z tej strony, ale ja właściwie mało znam Twoją twórczość, więc może w wolnych chwilach nadrobię. Jako kobieta lekko feminizująca, troszkę oburzam się na przedstawienie wszystkich postaci rodzaju żeńskiego w jednoznacznym świetle, jako maszynek do seksu, które są traktowane instrumentalnie i najwyraźniej to lubią. Bo to, że Mike mścił się na kobietach (być może podświadomie) jest zrozumiałe, ale, że one były zachwycone jego brutalnym zachowaniem, to już mniej wiarygodne, choć nie wykluczam, że było w tym działanie jakiejś magicznej siły, która wyzwalała w kobietach pierwotne instynkty (tylko, czy takie są pierwotne instynkty kobiet - szczerze wątpię).
Kolejny raz w Twoim utworze zachwyca mnie wielowątkowość, zgrabnie wprowadzasz kolejne watki, a każdy z nich coraz bardziej tajemniczy i ciekawy. Tematów na dobrych kilka opowiadań (wiem, że preferujesz długie formy ;) Co fajne, że kolejnych zwrotów akcji nie da się przewidzieć, więc kilkakrotnie zaskakujesz czytelnika. Przewidziałam jedynie, że młoda żonka zostawi męża impotenta, ale gdy wpatrywał się w obraz, to stawiałam na odkryty nagle homoseksualizm, a Ty poszedłeś w magię. Znalazłam tu piękne przesłanie, że nawet gdy wszystko się nie układa i wydaje beznadziejne, jest szansa, że los się odmieni, i to w zupełnie nieprzewidywalny sposób.
Dziękuję za miłe chwile spędzone z Twoim opowiadaniem.
akacjowa agnes dnia 04.03.2014 22:27 Ocena: Świetne!
Pablo, ja pitolę, to jakich ja mężczyzn na swojej drodze spotykałam?! Bestie, buhaje, erotomani. Myśl wyzwalała u nich emocje, które ciężko było ukryć ;)
zajacanka dnia 05.03.2014 02:30
Litości, Mike! Co to było? Nastolatkowa wersja "Portretu Doriana Grey'a"? Słabo, słabiutko, Mate! A gdzie jakiekolwiek wartości, którymi lubiłeś zasypywać czytelników wcześniejszych opowiadań? Co mam dla siebie stąd wynieść? Nic. Mało wiarygodne (od czterdziestoletniego prawiczka, przystojnego psychiatry - poczynając, po niemal przelecenie własnej matki - w końcówce). Nie tym razem. Nie dla mnie.

Kiss

A.
shinobi dnia 05.03.2014 07:34
Przeczytałem, choć jak zawsze obszernie, co może być wyzwaniem dla odbiorcy. Lektura bardzo dobra narracyjnie, bez dłużyzn. Do momentu zakupienia obrazu, myślałem, że pójdzie to w innym kierunku, jakichś psychologicznych rozkminek itp.
Ty postawiłeś na - tak częsty u Ciebie - element magiczny, i się udało. Historia wciąga. Seksu tu sporo, w jakiejś przygodnej, rynsztokowej wersji, ale jest to wiarygodne, chociaż w dialogach nieco obleśne. :)
Całościowo - myślę, że bardzo dobre, bo tekst wciąga.
SzalonaJulka dnia 05.03.2014 08:43
Cześć Mike,
yyy lekarz serio nie zorientowała się wcześniej, że jest impotentem? i serio nie wpadło mu do durnego łba, żeby poszukać pomocy? lekarz rozważający tę przypadłość jedynie w kontekście męskiej dumy, to jakieś dziwo dla mnie... chyba pierwsze powinien wykluczyć cukrzycę, problemy z ciśnieniem, nowotwory itd itp... a żona nie wpadła na to, żeby huknąć: idź no stary się przebadaj! hmm... skoro leczona (totalny brak etyki lekarskiej) przez zakochanego świra, to ładna ta jej terapia, pewnie dalej chore dziewczę było i dlatego nie zażądało leczenia męża, lub unieważnienia małżeństwa, tylko od razu pomknęło w siną dal...

No dobra, to powyżej mi się nie klei, ale ogólnie opo da się czytać całkiem płynnie - zwłaszcza druga część - ta magiczno-seksualna leci wartko i ładnie wciąga.
Jakoś mało Cię dotychczas czytałam, więc trochę potykam się o charakterystyczny szyk w zdaniu, ale to kwestia przyzwyczajenia do stylu, wiec nie marudzę.

Pozdrawiam
mike17 dnia 05.03.2014 18:38
Witajcie, drodzy czytacze opowiadań, które co jakiś czas płodzę w radości swej :)

Itede, radośnie się do Ciebie uśmiecham, bo właśnie nie chodziło mi o machnięcie jakiegoś pospolitego pornola, naszpikowanego ohydnym słownictwem, a coś więcej, jest tu drugie dno, a może i trzecie, w które pewnie ktoś ochoczo zapuka od spodu :)
To nie jest opowiadanie tak naprawdę o seksie, choć on tu dominuje.
Ale nie będę dopowiadał.
Każdy niech czerpie garściami, co mu potrzebne :)

Pablo, brachu, bez Ciebie nie byłbym spełnionym ałtorem!
Jak zwykle trafnie i w punkt oceniłeś sytuację.
Takie komenty to miód na moje pismacze serducho.
Seks, wiadomo, ważny, nawet bardzo, ale tu nie do końca o niego chodziło.
To ta magia, o której wspomniałeś gra tu główną rolę.
No i brutalna moc Przeznaczenia, które jakoś zawsze u mnie się wyłoni z kąta...
A perwersja?
Czyż nie bywa czasem solą udanych małżeństw?

Aga, ja na samą myśl o seksie nie mam wzwodu :) trza mi więcej bodźców, moja droga :)
Mike nie znał jeszcze wspomagaczy, bo historia dzieje się jak to u mnie, gdzieś w latach 60.
Nic o nim nie wiemy, może był beznadziejnym romantykiem, czekającym ponad 40 lat na tę jedyną?
Coś mi się widzi, że tak musiało to wyglądać.
Może erotyzm obudził się w nim dość późno?
A może pod wpływem konkretnego typu kobiety?
Nobody knows...

Blaszko, można było pomyśleć, że Mike jest pedziem, kiedy go mrowiło w dolnych partiach pod wpływem tajemniczego jegomościa z obrazu, ale to przeca klasyczny przykład OPĘTANIA, bo bohater był w czwartki pod bezwzględnym wpływem zboczonego psychiatry, i ten, choć już z zaświatów "otumaniał i wystawiał" mu konkretne kobiety, które pewnie sam chciałby zgwałcić - o tym mówi ostatnia z kobiet, która czuła się, jakby obca Moc kierowała nią i odebrała władze umysłowe.
Człowiek z portretu kierował i Mike'iem i tymi bidulami.
Gdyby nie fatalny obraz, bohater naszej historii byłby impotentem pewnie dalej...
Ale magii jeszcze nikt tak do końca nie rozkminił :)

Aniu, nie przesadzaj, nijak nie zgadzam się twoją opinią, bo?
Znasz moje pisanie na tyle dobrze, że wiesz, że lubię zmieniać tematykę, konwencję i stylizować język, od poprawnej polszczyzny po slang i okazjonalne wulgaryzmy.
Staram się nie stać w miejscu i nie być kimś, kto pisze 152 opko o tym samym.
Poruszam różne aspekty: Dobro, miłość, przyjaźń, lojalność, czułość, wybaczenie, przemianę duchową, ale też Zło, okrucieństwo, zemstę, podłość, cały człowieczy syf, upadek moralny.
Tu nie ma tego, o czym piszesz: jest klasyczny przykład opętania przez człowieka z obrazu, co poszło z kolei w całej swej krasie w demoniczny seks, który nie wynikał nawet z własnej woli Mike'a, bo sterował nim przeklęty psychiatra.
Wchodził w jego jaźń i bawił się nim jak pacynką.
Na koniec zabił.
Książki przez Ciebie cytowanej nie znam.
U mnie miało być demonicznie, a na drugim planie seksualnie, choć jak rzekłem, ten seks to zwykłe zaćmienie umysłu :)

Shinobi, miało być momentami rynsztokowo, bo zwróć uwagę, jak zmieniała się psychika Mike'a, kiedy w czwartkowe popołudnia wchodził w niego człowiek z obrazu i kierował jego wolą, ba, językiem, który stawał się wulgarny jak całe jego działanie.
A motyw magiczny?
Tyle się słyszy o opętaniach, więc i ja musiałem kogoś opętać!
Ale bohater przegrywa, bo może taka była wola przeklętego psychiatry, a może Los postanowił go ukarać za niecne praktyki.
Tego się już nie dowiemy...
Zakup obrazu zmienił całe jego życie - to taki symbol raczej ogólniejszy: czasem jeden ruch w naszym życiu i jesteśmy na szczycie lub lecimy na łeb na szyję w przepaść.
Mike przegrał.

Szalona, jak już wcześniej pisałem, nic nie wiem o Mike'u, o jego przeszłości, skupiam się tylko na tym, co było "później", człowiek-zagadka, a i żona miała z deklem nie w porządku, więc efekt musiał być jednoznaczny...
A ileż to kobiet wieje od trefnego samca w siną dal, nawet nie bawiąc się w rozwody?
Papierek nie każdemu potrzebny.
Czasem można się co najwyżej podetrzeć :)
Stylizowałem tę historie na język oficjalny, chłodny, na relację wręcz, a kiedy Mike'owi odwalało, to zaczynał bluzgać, bo taki był język człowieka z obrazu, gdy gwałcił swoje ofiary.
Czasem można być w złym miejscu i w złym czasie, i Mike przeżył to wielokrotnie.


Kochani, liczyłem się z tym, że opko może wywołać różne reakcje, lubię drążyć dziwne tematy, więc ewentualną krytykę trza brać na klatę :)
Nie każdemu się dogodzi i dobrze o tym wiem.
Szanuję każdą opinię i nikogo nie chcę na siłę uszczęśliwiać.

Tym, którym ten demoniczny obraz seksualności się podobał, polecam ZAŚPIEWAJ MI ELVISA, gdzie piszę o seksie dla jaj, na luziku, bo po co się napinać :)

Wszystkim bardzo dziękuję za czytanko i zapraszam bodaj o północy :)
ajw dnia 05.03.2014 18:44 Ocena: Świetne!
Zarezerwowałam sobie czas na późny wieczór, bo muszę na spokojnie przeczytać. Tymczasem pozdrawiam :)
mike17 dnia 05.03.2014 18:48
No to czekam i ostrzegam: to ostra jazda bez trzymanki :)
bosski_diabel dnia 05.03.2014 20:58
Wróciłem dziś ponownie przeczytałem i powiem Ci Michale, że masz zacięcie poazywania ludzi od środka, problem który dotyka wielu facetów, gratuluję pomysłu, pozdrawiam pisz :)
mike17 dnia 05.03.2014 21:27
Lubię babrać się w ludziach i ich osobowościach i coś tam wydłubać, by dać z tego opko :)
A czy będzie to historia o dobrym czy złym człowieku, to już dzieło przypadku.
Tu jest niejednoznacznie.
Bohater nie jest sobą, nie rządzi swoją wolą, jest w posiadaniu.
A erotyzm też jakby wymuszony, nie jego, narzucony.
A więc co my tu mamy?

Dzięki, Tadeuszu, za wjazd w tę opowieść i pozostawiony znak :)

Pozdro!
ajw dnia 05.03.2014 22:29 Ocena: Świetne!
A mój dziadek mawiał, ze impotentów nie ma - są tylko leniwe kobiety, ale on był strasznym macho i za takie teksty dzisiejsze feministki zjadłby go bez musztardy. I wcale się nie dziwię.

Na początku myślałam, że tajemniczy gość z portretu miał niebieskie oczy, więc jakowaś wiagra z nich się ulatniała i dlatego doktorek dostawał takiego przyspieszenia, a tu takie kwiatki. Nie od dzis wierzę w to, że pewne przedmioty noszą energię osób, do których należały, dlatego trochę boję sie starych szaf, mebli, a szczególnie luster ( o portretach nie wspomnę).
Dobrze to wszystko wykombinowałeś. Tekst nieprzegadany, trzyma w napięciu (teksty doktorka w szale kopulacji prymitywne, ale tak miało na pewno być, skoro zwierzęcy seks). Jednym słowem: udany!
Pozdrawiam przeserdecznie :) I nie patrz na mnie tym diabolicznym wzrokiem ;) Hi hi
zajacanka dnia 05.03.2014 22:36
mike17 napisał:
Książki przez Ciebie cytowanej nie znam.

Nawet się nie przyznawaj!
A tu książka w Dolby Stereo: http://www.filmweb.pl/film/Dorian+Gray-2009-483446
mike17 dnia 05.03.2014 22:46
Bo to nie były jakieś tam amory, tylko demoniczny seks rodem z zaświatów!
I bynajmniej nie na sianie :)
Ach, tyle tych zagadek w świecie szerokim...
Ktoś kogoś gdzieś jakoś...
I nie dopowiadajmy.
Niech mgły się snują tu i ówdzie...

Iwonko, thanx a lot for visitin' my story :)

Sprawdź na chacie wszystkie obrazy, dobrze radę, zwłaszcza te męskie.
Licho nie śpi, licho.. no... tego... panie ładny...

Więc baby na strych i pozamykać drzwi and okna!

Pozdrowczyk nocny :)
puma81 dnia 07.03.2014 12:18 Ocena: Świetne!
Mike, masz bardzo rozpoznawalny styl, kwiecisty, czytając ma się wrażenie, że Ty pisząc "smakujesz" słowa. Nabierają tajemniczości, magii, mroku i dużych emocji.
Mnie osobiście nie rażą wulgaryzmy ani sceny, czy dialogi ocierające się o perwersję, pornografię. Po cichutku przyznam, że bardzo lubię takowe czytać.
Poruszyłeś istotny dla mężczyzn problem, gdyż każdy rasowy ogier najbardziej boi się spadku testosteronu - przynajmniej ja mam takie spostrzeżenia, słuchając i obserwując facetów. Pójdę nawet dalej - odmierzają swoją męskość podług skali zadowolenia partnerki.
Popłynęłam z tekstem, jak zwykle w metrze...
Pozdrawiam serdecznie:)
mike17 dnia 07.03.2014 15:14
Masz rację, Kasiu, chyba dorobiłem się po prawie 13 latach pisania non stop jakiegoś tam "stylu", ale ciągle się czegoś uczę, podpatruję innych, nie chcę stać w miejscu.
Nadal popełniam błędy i walczę z nimi.
A że rutyna mnie zabija, więc co i rusz eksperymentuję, szukam nowych tematów, nowych form ekspresji, nie stroniąc od brutalności, oblechy i odpowiednio użytych wulgaryzmów.
Nie można cały czas pisać o tym, że ludzie i świat to cudowna bajka, trza wywlekać na światło dzienne brudy i syfy i je opisywać, pisać wszechstronnie, świeżo.

Wiesz, że bardzo lubię wątki erotyczno-seksualne i chętnie je wsadzam w moje opka :)
Lubię artystyczne prowokacje, bez względu na konsekwencje :)
To daje mi pałera i mocarną radochę.

A tu, usiłowałem pokazać kilka rzeczy na raz, ale Ty już dobrze wiesz, jakie.

Wielgaśne dzięki i zapraszam już niebawem, bo nowe opo już stygnie w moim rozpalonym do czerwoności lapku :)

Pozdruffki, wiadomo, z Powiśla :)
al-szamanka dnia 08.03.2014 19:42 Ocena: Świetne!
Uff, jak zwykle pod Mike'm, ulewa czytaczy.
Ale wiadomo, że i mnie nie mogło tutaj zabraknąć:)

Cytat:
nie mając wąt­pli­wo­ści, jaka bę­dzie od­po­wiedź.()I kiedy już ją usły­szał

Cytat:
czego może się spo­dzie­wać od ko­chan­ka, co w jej oczach ura­stał do rangi praw­dzi­we­go męż­czy­zny

urastającego w jej oczach do rangi...
Cytat:
Tej nocy peł­nej na­mięt­nych piesz­czot nic się nie wy­da­rzy­ło, nie po­mo­gły ani czuły, zmy­sło­wy dotyk, ani bli­skość roz­pa­lo­nych ciał

nie pomógł
Cytat:
Tanio(,) spusz­czę.

Cytat:
A niech idzie…()Dużo nie chcę.

Cytat:
czas sta­nął w miej­scu, a świat roz­pły­nął się w nie­by­cie..(.) Trwa­ło

Cytat:
yłam wtedy jesz­cze pięk­ną ko­bie­tą, a jed­nak…()Wie pan,

Cytat:
zdaje się, że osza­lał…()A może to magia jakaś była…

i jeszcze w par miejscach brakuje spacji po wielokropku, przejrzyj

Hmm, jako żywo, Mike, Dorian Grey w drugim wydaniu... i jakby Dr Jekyll i Mr Hyde. A wyszedł z tej mieszanki lekarz psychiatra:)
I w tym momencie mam małe ale, ponieważ piszesz:
Cytat:
Jako le­karz i do­sko­na­ły psy­chia­tra

Po prostu nie wyobrażam sobie, aby mężczyzna z takimi problemami - bo przecież facet po czterdziestce, który nigdy nie miał kobiety, nie może być normalny - mógł dobrze funkcjonować w takim zawodzie. Co prawda wiem z doświadczenia, że często zawód psychologa lub psychiatry wybierają ludzie, którym się wydaje, że po studiach w pierwszej kolejności będą wiedzieli jak pomóc sobie, to jednak w zawodzie nie potrafią wytrwać na dłuższą metę.

Za to opisy zachowań wynikających z chorej osobowości lekarza są, jak to u Ciebie, niesamowite, nabrzmiałe tak wypaczonymi i rozpaczliwie gorączkowymi emocjami, że aż poczułam się w nich zatopiona po szyję. Tak na dławiąco.
Opisy są drastyczne, tak jak i słownictwo, ale zawsze uważam, że dobre z dobrym, a złe ze złym. Nie da rady przekazać zachowań z prawdziwego dna przy pomocy zgrabnych, ładnych wyrazów.

Wyjątkowo mocny, okropny tekst.
Misternie utkana historia z pogranicza z niewyobrażalnym.
Czytałam z obrzydzeniem, co w tym wypadku jest komplementem.
Potrafisz pisać, Michale:)
amsa dnia 08.03.2014 23:00
Mike - przeczytałam z wielką przyjemnością, bo to i Twój styl, który bardzo lubię, taki potoczysty, człek płynie i zanurza się coraz bardziej w odmęty, coraz bardziej w głąb, aż w końcu i brzegu nie widać, ale on przestaje być ważny, bo akurat w tej opowieści wiadomo, że trzeba sięgnąć dna, razem z bohaterem. Dostrzegłam w tej historii metaforę, ostrzeżenie dla zwykłego zjadacza chleba, że trzeba uważać w co inwestuje, a jeśli nieświadom, to jeśli wdepnął w cosik, co przecież w początkowym okresie mógł się jeszcze zatrzymać, zastanowić, zbadać skąd taka nagła odmiana. Lecz człowiek, któremu brakuje czegoś a potem nagle to otrzymuje, często brnie dalej, bo przecież to o czym marzył teraz ma w zasięgu ręki. A brak refleksji nad tym prowadzi często do zguby. Zmysłowość często bierze górę nad rozumem, popęd, skądinąd jak najbardziej ludzki, powinien jednak być brany w karby, nie powinien dominować, raczej należy odpowiednio nim władać, owszem dla przyjemności ale w granicach świadomego wyboru. Podoba mi się ten motyw, często pomijany przez ogół, że na tym świecie panują siły, które czy chcemy czy nie, mają na nas wpływ. Zaprzeczanie im, to takie zamykanie oczu, jak my nie widzimy, to znaczy że tego nie ma. Potem okazuje się, że oczy, w końcu jeden ze zmysłów, mamią nas i oszukują. Często otrzymujemy w "darze" coś, co może wydawać się bardzo pożądane, co wydaje się, że nas uszczęśliwi, ale jeśli nad tym nie panujemy, ograbia nas z naszego świadomego działania, zmienia nas wbrew woli, jest poza rozumem, prowadzi tam gdzie wcale pójść nie chcemy. Przeczytałam też komentarze, jednak osobiście nie przeszkadza mi pewna niekonsekwencja, pozorna, że Mike, psychiatra nie szukał pomocy u kolegów lekarzy. To wbrew pozorom nie jest dla mnie dziwne. Mogę zrozumieć, że kierowany fałszywym wstydem, nie chciał otworzyć się przed innymi. W końcu jako lekarz i człowiek, poniósł osobistą porażkę. Na zewnątrz był nadal doskonałym psychiatrą, odnoszącym sukcesy. Jak więc miał przyznać się, że nie umiał poradzić sobie z własnym problemem. Gdyby miał więcej pokory, pewnie poszukałby pomocy, a tak nie tylko stracił żonę, nie tylko czuł, że jest przegrany, ale wplątał się w sytuację nad którą nie zapanował, bo przy takim a nie innym postrzeganiu samego siebie szukał własnej wartości nie tak gdzie powinien.

Pozdrawiam

B)
mike17 dnia 09.03.2014 09:30
Aldonko, dobrze myślisz: nasz bohater miał w sobie już od dawna jakiś pierwiastek patologiczny, skoro będąc po czterdziestce nie miał jeszcze kobiety, to jego wielka zagadka, tak samo i ta, skąd się wziął portret w rękach kloszarda i czumu akurat on go musiał owego wieczora kupić.
To jest przejaw Fatum, które zawisło nad biednym psychiatrą.
Z drugiej strony nie od dziś wiadomo, że pewien odsetek psychiatrów nie ma po kolei pod kopułą, i mój hero to chyba jeden z takich.
Mógł uroić sobie niejedno - to stwierdzenie rzucam w przestrzeń bez odpowiedzi :)
Zwłaszcza w stosunku do nieszczęsnej żony.
Ale zadział to efekt domina i skończyło się, jak się skończyło.
Słyszałem o tym Grey'u, ale książki nie czytałem.

Poprawki zaraz naniosę :)

Wielkie dzięki za czytanko, a że momentami mocne, inaczej nie szło tego opisać, byłoby niewiarygodnie :)

Amsiu, świetne odkrycie poczyniłaś - trza uważać, w co lub kogo się inwestuje i ile się inwestuje, bo może się to okrutnie obrócić przeciwko inwestującemu.
Życie to nie hazard (czasem nim bywa), warto zachować jasno wgląd w sytuację.
Mój bohater nie był jednak takich idealnym znawcą dusz: popełnił szereg błędów życiowych, by na koniec, spontanicznie, co czasem znaczy bez namysłu, nabyć fatalny obraz.
To przykład, jak ja rozumiem życie: dla mnie przypadek nie istnieje.
Jest Przeznaczenie, a my jesteśmy zapisaną w momencie narodzin księgą, której karty obracają się po kres naszych dni.
Mike w pewnym momencie traci kontrolę nad sytuacją, choć zdaje mu się, że zachował zimną krew i wie, co robi.
Chciałem pokazać upadek człowieka, który od jakiegoś czasu leciał na łeb, na szyję po równi pochyłej.

Dziękuję Ci barrrdzo za obszerny i mądry koment :)
Cieszę się, że nie było to dla Ciebie tylko opko o podłożu seksualnym, to tylko jego element, tu szło o drugie dno :)

Pozdrawiam, Dziewczyny, uśmiechem niedzielnym :)
mede_a dnia 09.03.2014 10:08
"Jest Przeznaczenie, a my jesteśmy zapisaną w momencie narodzin księgą, której karty obracają się po kres naszych dni." - jeśli tak, to co z wolną wolą, mike, z odpowiedzialnością za własne czyny? Jeśli rodzimy się z zapisanymi stronami księgi życia, to jaki w ogóle jest sens w naszym żywocie? Możemy wówczas każdą niegodziwość usprawiedliwić - to nam było przeznaczone. Pretensje do Tego, który fatum kierował. To bardzo niebezpieczny pogląd.

Co do opowiadania. Oczywiście przeczytałam od razu. Ale nic nie pisałam, bo to nie moje klimaty, jak już wiesz. Pięknie prowadzisz narrację, budujesz napięcie, styl żywy, barwny, potoczysty. Jednak nijak nie może do mnie przemówić ta historia, że jakiś tam obraz odmienia safandułę i impotenta w gwałciciela i demona seksu. I poprzez bardzo na serio prowadzenie narracji i widoczną wiarę autora, że tak być mogło, moje myśli nie potrafią zboczyć na tor symboliki, a w tej warstwie - dla mnie - tekst by się bronił. O ile byłam szczerze zachwycona opowiadaniem z palcami w tle w konkursowych dreszczach, o tyle szczególnie TU - nie potrafię. Ale jak widzę, to tylko mój problem. Bo ja chętnie poczytałabym Ciebie - z uwagi na wysokie walory narracji i stylu oraz żywą wyobraźnię - w czymś naturalistycznym lub totalnie odjechanym, ale tak na maxa, i z przymrużeniem oka, że to tylko konwencja, nie rzeczywistość.

Serdeczności, mike.
amsa dnia 09.03.2014 10:29
Mike i Mede_o - pozwolę sobie przychylić się do zdania Mede_i przy okazji odnieść się do Twojego, Michale komenta. Owszem jakieś tam przeznaczenie człowiek ma, ale posiada też wolną wolę. Przeznaczenie, jako fatum jedynie wówczas, kiedy nasz wybór prowadzi do określonego przez ów wybór końca. Wierzę, że nasze decyzje dają konkretny finał, czyli przeznaczenie, ale tak nie do końca, ponieważ to, co postanowimy, jaką drogę wybierzemy, czym będziemy się kierować, do czego skłania się nasza dusza i czy potrafimy używać rozumu, który w końcu po coś został nam dany, pozwala nam podejmować świadome, słuszne bądź nie - wybory. Człowiek ma zawsze możliwość pójścia dwiema drogami, dobrą lub złą. Trzeciej nie ma, mimo że czasem tak twierdzimy, jednak neutralność w postępkach nie istnieje.

Pozdrawiam

B)
mike17 dnia 09.03.2014 10:32
Wiem, mede_o, że nie lubisz czytać o przemocy i brutalności, ale to niestety też część życia i nie mam oporów, by o tym pisać, choć znacznie bardziej wolę pisać o pierwiastku Dobra w człowieku i świecie.
Mówiąc o Przeznaczeniu miałem na myśli te najważniejsze wydarzenia w życiu, tu wierzę, iż wszystko jest z góry ułożone, nasza wola objawia się w sprawach mniej ważnych.
Długość życia, rodzaj śmierci, choroby, zamożność lub bieda, ilość małżeństw i dzieci lub brak, przełomowe wydarzenia, które zmieniają wszystko - tu nie ma naszej woli.
To mój osobisty pogląd, ale wiem, że nie jestem sam w takim postrzeganiu świata i nas.

Co do fabuły, tłumaczyłem już we wcześniejszych komentach.
Liczyłem się, że nie każdej czytającej to kobiecie przypadnie do gustu dość ciężka i brudna historia, są różne typy wrażliwości i zawsze o tym pamiętam.
Ja sam mam swoje ulubione klimaty (nawet kilka) i takie, gdzie nijak nie przekonam się, dlatego Cię rozumiem.

Pozdrawiam gorąco i dziękuję za interesujący, wyczerpujący koment :)

AMSIU, wiem, że to wzbudza protest, ale czy nie jest aby tak, że podejmując decyzje, które uważamy za nasze własne, wykonujemy jakiś z góry naznaczony plan?
Choć nam się wydaje, że to powstało w naszej głowie, może przyszło tam z zewnątrz?
Nie wierzę w przypadek i całkowicie wolną wolę, uważam, iż działa ona tylko do pewnego momentu.
Ale oczywiście to są tylko moje poglądy i moje spojrzenie.

Pozdruffki :)
mede_a dnia 09.03.2014 10:46
Mike, rzecz nie w brutalizmie, bo ów nie jest czymś, co mnie a priori odrzuca, ale w uzasadnieniu zmiany bohatera w potwora - wszystkiemu winien kupiony obraz. Tego nie potrafię kupić. Gdyby powód przeistoczenia bohatera był natury psychologicznej, dałabym opowiadaniu Świetne!.
mike17 dnia 09.03.2014 10:54
Ale tu zasadza się cały demonizm tego opka - doszło do klasycznego opętania :)
Nie przemiany psychologicznej o podłożu realno-życiowym.
Historia jest czymś w rodzaju horroru, więc element nadprzyrodzony, irracjonalny, lub też fikcyjny, jest tu wiodącym.
I to on ustawia całą akcję i losy bohatera, który staje się bezwolną pacynką, kiedy wpływa na niego demoniczna moc człowieka z obrazu.

Wiele jest opowieści o opętaniach, o nawiedzonych domach, przedmiotach, które przynoszą pecha, w końcu działa na świecie cała armia egzorcystów, zarówno świeckich, jak i kościelnych, którzy mają wciąż pełne ręce roboty.
amsa dnia 09.03.2014 11:05
Mike -
mike17 napisał:
podejmując decyzje, które uważamy za nasze własne, wykonujemy jakiś z góry naznaczony plan?
- owszem, mogę się zgodzić że jakiś plan, ale to my swoimi decyzjami wykonujemy/nie wykonujemy. A chociaż sama również uznaję, że w życiu człowieka nie ma przypadków, wiem że mogę mieć na te przypadki wpływ. I to jest wg mnie pocieszające, bo sam rezultat tego, jaki będzie ich efekt ma dno podwójne - w sensie fizycznym, tutaj można poniekąd widzieć, że jakieś fatum, że nie było innej możliwości, więc koniec mógł być tylko jeden, oraz w sensie metafizycznym - pomimo jak się wydaje oczywistego końca, moralnie człowiek zwycięża, nawet jeśli ogółowi wydaje się, że przegrał, bo np. zginął. W opowiadaniu psychiatra dowiedziawszy się prawdy, wiedząc już, że jest w jakiś sposób sterowany, popełnił znowu ten sam błąd - wybiegł pod wpływem impulsu, czyli nie wyciągnął wniosków. Nie zmienił postępowania. Miał wybór a go nie wykorzystał, jak również nie sięgnął po zasoby umysłu. Myślę, że po prostu nie chciał przyjąć do wiadomości faktów, potrzebował uzasadnienia, a może wręcz zaprzeczenia i zamiast zastanowić się nad własnymi postępkami, uległ po raz kolejny zgubnemu popędowi.

B)
Usunięty dnia 09.03.2014 11:09
dobrze się czytało, ciekawa historia i jest zachowany (BARDZO WAŻNY) ciąg przyczynowo-skutkowy; pozdrawiam
mike17 dnia 09.03.2014 11:21
Cytat:
Nie zmienił postępowania. Miał wybór a go nie wykorzystał, jak również nie sięgnął po zasoby umysłu. Myślę, że po prostu nie chciał przyjąć do wiadomości faktów, potrzebował uzasadnienia, a może wręcz zaprzeczenia i zamiast zastanowić się nad własnymi postępkami, uległ po raz kolejny zgubnemu popędowi.

Myślę, iż człowiek z obrazu wszedł w niego na dobre, czyli Mike nie miał już cienia szansy na pozbycie się go z własnej głowy, no może egzorcysta by mu pomógł, ale cała jego wola i myślenie zostało tak zaburzone, że nie można mieć pewności, że nawet zniszczenie obrazu nie było już wcześniej przewidziane przez demona z portretu, a co za tym idzie, już od samego początku mógł on mieć w zamiarze doprowadzenie naszego bohatera do śmierci.
Ów demon zmieniał też na chwilę psychikę zgwałconych kobiet, paraliżując ich własną wolę, nakazując podporządkować się nakazowi chwili.

Co do Przeznaczenia, ludzkiej woli i tego, o czym rozmawiamy, to zdań zawsze będzie wiele.
To nie jest kwestia jednoznaczna, stąd spory rozrzut opinii.
Każdy widzi to inaczej.

Zrekapitulowana, witaj, cieszę się, że wpadłaś i że Ci się podobała ta mroczna opowieść - Dobro nie zawsze zwycięża, taki lajf :)

Pozdruffki serdeczne :)
amsa dnia 09.03.2014 12:02
Mike - sam widzisz - Twoje pisanie nie takie proste:), niby tylko dreszczyk, a jakie głębokie rozważania o ludzkiej możności/niemożności;).

B)
mike17 dnia 09.03.2014 12:10
Bo to właśnie lubię: by było jakieś przesłanie, a jak go nie ma, to choćby powód do refleksji, czy dyskusji, jakiś istotny, egzystencjalny problem.
Jakoś tak mam, że muszę poruszać rzeczy, które coś dla mnie znaczą, czy to w kontekście Dobra, czy też Zła, opisywać świat i człowieka w całej różnorodności :)
mede_a dnia 09.03.2014 13:00
Mike, ale jakie przesłanie towarzyszy Twemu opowiadaniu? Że nie mamy wpływu na to, co robimy, bo już u startu ktoś w górze zaplanował nasz każdy krok na ziemskim padole, a takie postaci jak Twój Mike są nie sprawcami, a ofiarami fatum? W takim kontekście ZŁO i DOBRO nie istnieją.
mike17 dnia 09.03.2014 14:24
Tu bardziej chodzi o problem, jakim bywa opętanie, o to mi głównie chodziło.
Problem odwieczny, stary jak świat.

A przesłanie?

"Nie podejmuj pochopnych decyzji, które mogą się obrócić przeciwko tobie" - bo i zamiar ożenku był dość szybko podjęty, bez namysłu, pod wpływem bardziej zauroczenia niż faktycznego poznania kobiety, którą w sumie tylko leczył, nie znał jej tak naprawdę w ogóle, postawił wszystko na jedną kartę... i przegrał.

Druga porażka to kupno obrazu.
Co to za sobą pociągnęło, już wiemy.

A więc czasem warto mocno przeanalizować krok, który chce się wykonać.

Odnośnie fatum, jak to mówią: "Co ma być, to będzie", ale nigdzie nie jest powiedziane, że nad każdym człekiem jakieś fatum ciąży.
Znałem i znam takich, których życie to pasmo sukcesów, a więc owo fatum nie jest przypisane każdemu z nas, tym tylko, którym miało być.

Mój bohater miał absolutny wpływ na własne życie... do czasu, kiedy zaczęło się z wolna wypełniać jego Przeznaczenie.
Dobro było z nim do czasu, dopóki kierował się rozumem.

Tak ja to widzę :)
mede_a dnia 09.03.2014 14:52
Widzisz mike, mój problem z niektórymi Twoimi opowiadaniami wynika jedynie z niewiary w takie przypadki jak opętanie, fatum, itp. czary - mary. W tym względzie jestem mocno racjonalna. Bo przecież DOCENIAM wielkimi literami Twój polot, umiejętność budowania napięcia, styl. Rzecz dotyczy jedynie natury przesłania utworów, z którymi się nie zgadzam. Dlatego ceniąc Cię jako świetnego prozaika, chętniej poczytałabym Cię w mniej "czarodziejskich" klimatach. Całuski *
mike17 dnia 09.03.2014 15:09
Wiem, bo Ty racjonalistka nie patrzysz na świat tak, jak ja, który wierzy w przenikanie się tego, co widzialne z tym, co pochodzi z "tamtego" wymiaru, wierzę w wielość rzeczywistości, zjawiska paranormalne, opętania, nawiedzenia, stygmatyzacje, bilokacje, jasnowidzenie, telepatię tak samo, jak w obłęd czy grypę.
Dla mnie świat nie jest jednowymiarowy i stricte fizyczny, stąd element metafizyczno-magiczny w niektórych moich opowiadaniach.

Ale to tylko pewna działka mojej pisaniny :)

Weź opowiadania takie jak: CZARNY SKORPION, gdzie z kolei mamy typową opowieść obyczajową, poruszającą problem zemsty i wybaczenia, konfrontacji Zła z Dobrem na czysto realnym gruncie, i prawdziwą, piękną przyjaźń, która przetrwała wszystko.

A i humoreski pisuję, a co tam!

Aleś mi rzuciła komplementy, aż mi ciary po grzbiecie przeleciały, dzięki wielgaśne.

Zapraszam Cię do utworów obyczajowych, ich listą służę w każdej chwili :)

Pozdruffki słoneczne :)
mede_a dnia 09.03.2014 15:13
Już biegnę do Skorpiona ;-)
Usunięty dnia 09.03.2014 15:28
Nie chcę się narzucać, ale takie oto pytanie pojawiło się w mej pustej głowie: a gdyby nie miał problemów ze wzwodem, czy byłby wówczas podatny na opętanie przez obraz? On dał mu to, czego akurat nie miał...hmmmm... ;) trzymając w garści szklankę nie sięgamy po butelkę, nie kusi nas tym, że pełniejsza;)
mike17 dnia 09.03.2014 16:07
Zrekapitulowana, dobrze, że pytasz :)
Hm... myślę, że to mógł być cały fatalny ciąg przyczynowo-skutkowy - poznanie żony, impotencja, fatalny obraz, gwałty i śmierć.
Ale demony podobno wnikają w człowieka, kiedy jest on na to najbardziej podatny, może więc impotencja i pustka życiowa ułatwiła człowiekowi z obrazu opętanie bohatera.
Gdyby nie był impotentem, obraz mógłby nie zrobić mu krzywdy, ale to tylko takie tam moje domysły.
Może przeklęte malowidło czekało w rękach kloszarda na tamtej ulicy, i gdyby nabył je ktoś inny, równie podatny na wpływ, doszłoby do opętania :)
marukja dnia 09.03.2014 21:34 Ocena: Świetne!
Mike, this is great! Wow!
Zaparzyłam herbatę i zasiadłam wygodnie do Twojego Fatalnego obrazu. Miałam zamiar oczywiście tą herbatę wypić w trakcie miłego czytania, ale nie było w ogóle takiej opcji. Tekst tak mnie porwał, że nie mogłam oderwać wzroku.
Przeczytałam jednym tchem, i teraz żałuję, że już, tak szybko, koniec. Podziwiam niezwykłą lekkość, z jaką piszesz, ogromną wyobraźnię i to, w jaki sposób składasz całość. Mam wrażenie, że to takie puzzle, gdzie każde słowo, pociąga za sobą kolejne, jak ogniwa, które doskonale łączysz.
Początek jest kapitalny - cały akapit, trochę nawet poetycki, powiedziałabym. Rozśmieszył mnie fragment:
Cytat:
- Masz – Mike wyjął bank­not i podał pi­ja­ko­wi – i nie strasz ludzi po nocy.
- Dzię­ku­ję, panie. A może chce pan po­dup­czyć? Moja sio­stra tanio daje. Obyta w te kloc­ki.
Można ją prze­wa­lić tam i z po­wro­tem. Lu­dzie mówią, że nie­źle robi loda.
- Co?
- Nic – wy­beł­ko­tał szary czło­wiek i znik­nął w mro­kach bramy.
:):):)
A nad tym się zamyśliłam:
Cytat:
Bo­wiem prze­zna­cze­nie puka do ludz­kich drzwi wie­lo­krot­nie i nikt nie zna dnia ani go­dzi­ny, kiedy owo nie­ocze­ki­wa­ne, gło­śne pu­ka­nie roz­le­gnie się. Wtedy nie ma już od­wro­tu, a to, co po­zo­sta­je, to zwy­kła, czło­wie­cza bez­sil­ność. Na jej oce­anie pod­ry­fu­je się ku nie­zna­nym brze­gom, gdzie cze­kać bę­dzie to wszyst­ko, co zwie się nowym, lecz czy aby za­wsze lep­szym?

Wiesz, choróbsko mnie trzyma, i słabo się czuję, ale po przeczytaniu Twojego tekstu, naprawdę mi lepiej. :)

Bo to naprawdę świetny tekst, z wyczuciem i klimatem.
Gratulacje, man!
mike17 dnia 10.03.2014 10:05
Marukjo, my good woman, twoje słowa to miód na moje artystyczne serce i jakaż ogromna nagroda za trudy pisania opowieści przeróżnych :)
Jakże pięknie rozpoczęty dzień!
Starałem się jak mogłem, by wykrzesać tu maksimum erotycznego demonizmu, i aby wszystko trzymało się w ramach tzw. prawdopodobieństwa, po przeca słyszy się ludziach opętanych, kręci o nich horrory, więc nie udajmy, że zjawiska nie ma - jest, i podobno egzorcystów już brak, tak się powyrabiało.
Piękne twoje słowa, aż chce się dalej pisać, to potężna zachęta, lepszych nie znam :)
A że się odnalazłaś w tych klimatach i zdrówko się z lekka polepszyło, tom kontent!

Pozdruffki znad porannej kawki :)
Urbi dnia 25.03.2014 16:24
Po lekturze, pobieżnie przejrzałam komentarze. Jedni się zachwycali, inni nie. Piszesz świetnie, ale akurat to dzieło nie zaliczę do Twoich najlepszych. Początek dłużył się, sentymentalna historia niespełnienia miłosno-erotycznego psychiatry w średnim wieku mnie nie przekonała. Zdania zbyt rozbudowane, przegadane. Nic też nie zapowiadało tego, co zdarzy się potem. Ni stąd, ni zowąd nabył obraz, stał się współczesnym Dorianem, hasał po obrzeżach miasta z kuśką na wierzchu, doprowadzając obce kobiety do ekstazy. Na koniec wpadł pod pociąg, bo los stanął mu na drodze... No, ale mu stanął ;) Mnie, wybacz, nic nie stanęło :p
Pozdrawiam serdecznie.
mike17 dnia 25.03.2014 21:57
Bo to opko o demonicznym dymanku, zatem nie do każdego dotrzeć może :)
Magia, te sprawy, you know...
Ale to się dzieje, oj dzieje, i trzeszczą od tego knieje!
Demony nie śpią!

Pozdro i dzięx za czytanko and bywanko :)
faith dnia 15.06.2016 21:35
Działam ostatnio z dużym opóźnieniem, ale zawsze docieram tam, gdzie mnie zapraszają, więc jestem i tutaj :)

Bardzo mi miło odkrywać, że świetnie radzisz sobie również z "dreszczowcami". To już kolejny, który przypadł mi do gustu. Nie wiem do końca dlaczego, ale nie mogłam oprzeć się skojarzeniem z Kingiem i jego "Sklepikiem z marzeniami". Opowieść nie tylko ma w sobie podobny klimat. Tam również występował motyw tajemniczego obrazu/plakatu z Elvisem bodajże, który w dziwny sposób oddziaływał na ludzi. Ach, co to jest za książka! :) Dzięki całej otoczce Twojego opowiadania niemal poczułam się jakbym znów ją czytała.

Kolejne opowiadanie, którego głównym bohaterem okazuje się Przeznaczenie. To ono rządzi i kieruje wszystkim. Odbieram Mike'a jako postać tragiczną, z góry skazaną na klęskę.
I odnoszę wrażenie, że pod płaszczykiem przypadku (kupno obrazu odbywa się jakby mimochodem), kryje się cały misterny plan Losu.

Co kryje się za naszymi, z pozoru błahymi codziennymi decyzjami? I czy przypadkowe spotkanie nie wywoła nagle efektu motyla, za którym czaić się może tragedia? Aż strach pomyśleć....

Cieszę się, że tu dotarłam. Kolejna porcja ciekawej lektury za mną. Z pewnością jednak nie ostatnia! :D

Pozdrawiam serdecznie!
mike17 dnia 16.06.2016 13:05
Kasiu, bo to tekst o Przeznaczeniu i opętaniu :)
Gdyby nie kupno fatalnego obrazu, życie Mike'a potoczyłoby się pewnie inaczej, a tak ten fakt wszystko zdeterminował.
I nie było już odwrotu - człowiek z obrazu wszedł w niego.

Zawsze fascynowało mnie Przeznaczenie, ale o tym już dobrze wiesz, czytałaś tak wiele moich kawałków, gdzie jest ono głównym bohaterem, to po prostu moje własne przekonania - nie wierzę w przypadek w życiu.

I chciałem ukazać tu też coś uniwersalnego: czasem jedna błędna decyzja może pociągnąć za sobą cały łańcuch wydarzeń, których nie da się już zatrzymać.
Jak tu.
Mike grał już w z góry przegraną grę.
A z Losem się zawsze przegrywa.

Trudno pisać dreszczowce.
Bo nie ma już czym straszyć - wszystko już było :)
Dlatego rzadko sięgam po ten gatunek.

Bardzo Ci dziękuję za kolejny literacki nalot i bycie w świecie opętania.
Twoje komenty to miodzio na moje artystyczne serce.
Wiesz, że zawsze na nie czekam.
Są mi nagrodą i wyróżnieniem.
Wiem, że warto pisać i publikować.

Pozdrawiam przedmeczowo :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
cliffhanger
23/04/2019 16:47
Bardzo dobre. »
Marek Adam Grabowski
23/04/2019 16:16
Widzę, że powtarzasz błędy z poprzedniej części. Nawet… »
Marek Adam Grabowski
23/04/2019 16:08
Bardzo piękny wiersz. I piszę to mimo tego, że nie przepadam… »
al-szamanka
23/04/2019 14:55
Nie dziwię się, że próbowała utonąć. Doskonale pokazałaś… »
Madawydar
23/04/2019 12:09
Fabuła zapowiada się całkiem nieźle. Błędy są, ale nie… »
pociengiel
23/04/2019 10:01
Dzięki. Jest najlepsza. Aczkolwiek zaszalałem dodając cztery… »
allaska
23/04/2019 09:38
Popracowalabym nad ostatnia strofa:) »
AntoniGrycuk
22/04/2019 21:14
Marku, dzięki za nalot na tę mini-miniaturę. I za taką… »
Marek Adam Grabowski
22/04/2019 20:18
Świetne. Tylko tyle i aż tyle. Pozdrawiam »
maleo
22/04/2019 10:31
Pełen uczuć, słodki :) »
al-szamanka
22/04/2019 05:26
Hmm, widać wyraźnie, że puenta ma tu być z założenia mocna i… »
Scareto
22/04/2019 01:28
Dziękuję ślicznie za wizytę! :) Czy puenta nie wydaje się… »
22227
21/04/2019 20:54
Ciekawy tekst szczególnie: "ile muszę popełnić… »
22227
21/04/2019 20:36
Bardzo fajny wiersz. samotna świadomość bogini zwycięstwa,… »
Cofftee
21/04/2019 19:34
Dziękuję za wizytę i opinię, niezmiernie mi miło :-)… »
ShoutBox
  • AntoniGrycuk
  • 23/04/2019 13:31
  • A kto inny mówi, że w Słowniku Poprawnej Polszczyzny z 2016 jest: winny wszystkiemu. I co tu sądzić? Ja mam tylko taką sugestię: być winny wypadku, zdarzeń (kogo, czego).
  • AntoniGrycuk
  • 23/04/2019 13:27
  • Otóż dzwoniłem do poradni językowej Uniwersytetu w Poznaniu. Podano mi, że w słowniku sprzed 40 lat obie formy są dopuszczane, a w nowym tylko w formie dopełniacza. Więc: winny wszystkiego.
  • Dobra Cobra
  • 23/04/2019 10:40
  • Jaka piękna wymiana celowników i dopelniaczy ! Lata cale czekałem na taką rozrywkę umysłową na Sb.
  • MitomanGej
  • 23/04/2019 04:30
  • "Wszystkiemu" to celownik, a "wszystkiego" - dopełniacz. Z logicznego punktu widzenia poprawna jest forma z końcówką -ego, gdyż jesteśmy winni kogo/czego, w celowniku to możesz być winny koledze 5 zł
  • AntoniGrycuk
  • 22/04/2019 18:12
  • Dzięki. Choć logicznie to brzmi, jakby chodziło o znaczenie słowa winny w sensie długu, a nie przyczyn wydarzeń.
  • al-szamanka
  • 22/04/2019 18:02
  • Jestem winny WSZYSTKIEMU... WSZYSTKIEMU jestem winny.
  • mike17
  • 22/04/2019 16:51
  • Nasza zabawa trwa. Głosujcie w MUZO WENACH 7, łatwo czytać miniatury, bo jest ich niewiele. Dlatego liczę na Wasz odbiór i cenne głosy. Czekają na nie też Autorzy, którzy zaszczycili konkurs :)
Ostatnio widziani
Gości online:17
Najnowszy:Sarahkfd
Wspierają nas