Czekając na Komornika - blaszka
Proza » Groteska » Czekając na Komornika
A A A
Od autora: Tekst był już na moim poprzednim koncie. Postanowiłam go ponownie opublikować, ponieważ jest to pierwszy utwór literacki, jaki w życiu napisałam (w celu odreagowania stresów po bardzo ciężkim egzaminie), a następnie umieściłam na PP. Moje pierwsze dziecko, więc musi tu ze mną być ;)

 

Nie dalej jak rok temu, Ministerstwo do spraw Mody i Urody wydało nakaz noszenia w miejscach publicznych, przez wszystkie wdowy niezależnie od wieku, sztucznych wąsów oraz sztucznych szczęk. Odtąd przedsiębiorstwa oferujące szczotki do zębów zmieniły linię produkcyjną i zaczęły wytwarzać różne typy wąsów. Największe zapotrzebowanie pojawiło się na modele sumiaste, weloniaste, karpiaste i sta-linowe. Tylko bardzo wyemancypowane wdowy chciały nosić „adolfówki”. Zrzeszały się najczęściej w ugrupowania pod takimi nazwami, jak: „Ryczące Czterdziestki” czy „Jęczące Sześćdziesiątki”, wdrapywały na dachy domów, a stamtąd wymachiwały rybimi główkami zatkniętymi na pogrzebaczach i wykrzykiwały:

- Hu hu ha hu hu ha nasza władza zła!

W kraju wyniszczonym wojną domową, toczącą się od wieków pomiędzy Miłośnikami Psów a Wielbicielami Kotów, było bardzo dużo wdów. Dlatego, po ogłoszeniu przez Ministerstwo wspomnianego zarządzenia, gabinety dentystyczne musiały prowadzić zapisy na wyrwanie kompletu zębów i wykonanie sztucznej szczęki nawet z pięcioletnim wyprzedzeniem. Moja ciotka Klotylla miała dużo szczęścia, bo wskoczyła na miejsce pewnej znajomej wdowy, która nagle wyszła za mąż, a w związku z tym podlegała już zarządzeniu o noszeniu krótkich spódniczek i jedwabnych majteczek. Klotylla cieszyła się zatem posiadaniem nowego zestawu ciemnożółtych zębów, który zakładała, wychodząc na ulicę. W domu, z powodu wrodzonej oszczędności, trzymała protezę w sejfie wraz z rodową biżuterią. Przechowywała tam również swoje lewostronnie podkręcane wąsy, które były w kolorze jaskraworóżowym, co radośnie ożywiało poszarzałą od kurzu wojennego twarz ciotki.

W środę po południu postanowiłam odwiedzić Klotyllę, aby donieść jej o nowej reklamie, jaka zdominowała nasze miasto. Na wszystkich przejściach dla pieszych, zamiast białych pasów, pojawiły się napisy:

 

N   A   J   N   O   W   S Z Y

K O N S E R W A N T

E 1 2 3 4 5 6 7 8 9 0 0

J A K     C I Ę       N I E

Z A B I   J E         T O

P R Z E Ż Y J E S Z

 

Zakupiłam podwójną porcję reklamowanego produktu i planowałam spędzić uroczy wieczór z ciotką. Miałyśmy miły zwyczaj obdarowywania się prezentami, a najbardziej ceniłyśmy nowości. Wszystko, co tylko zostało zaakceptowane przez Związek Zawodowy Reklamożerców, natychmiast oddawano pod pędzle ulicznych malarzy i graficiarzy, którzy dzień i noc zamalowywali poziome i pionowe powierzchnie miasta. Trzeba było uważnie śledzić ich poczynania, żeby nie przeoczyć żadnej promocji. Trochę rywalizowałyśmy z Klotyllą w zdobywaniu tego typu informacji. Każda reklama bardzo nas pobudzała i nie mogłyśmy spać spokojnie, dopóki nie wypróbowałyśmy świeżo wyprodukowanego specyfiku.

Ogólnie, uganianie się za towarami było największą podnietą dla wielu samotnych wdów i panien, a nawet dla niektórych mężatek. Przed sklepami, dniami i nocami, stały ogromne kolejki, dochodziło do bójek i utarczek słownych. Popularne były walki dwuosobowe „do ostatniego włosa”, a także walki zbiorowe tzw. „pogo-nogo”. Jeszcze częściej obrzucano się wyzwiskami. Kobiety używały różnych przedmiotów: szpilek, pinezek, a nawet żyletek, które przymocowywane do języków wzmagały ich ostrość. Organizowano nawet konkursy pod nazwą „Rzucanie mięsem”. W każdą sobotę lokalne radio transmitowało „Wyzwiskową Listę Przebojów”, a autorki najwyżej ocenianych obelg mogły sobie powyzywać kogo chciały przez radiowy mikrofon. Często dedykowały najlepsze inwektywy ministrom lub innym politykom, chcąc się im w ten sposób przypodobać i zyskać korzyści, takie jak np. przydział męża lub cukru. Zasadniczo sprzedaż i spożywanie cukru pod jakąkolwiek postacią było surowo zabronione przez Ministerstwo Troski o Poziom Insuliny w Społeczeństwie. Tylko za wybitne zasługi dla narodu można było otrzymać biały lub brązowy Medal Cukrowy. Celowo wykonywano go z cukru, bo zasługi szybko się dewaluowały, a medal w tym czasie roztapiał, o ile nie został wcześniej zjedzony.

Zatem zaopatrzona w dwa opakowania najnowszego konserwantu, przemykałam uliczkami w kierunku domu mojej ciotki, ubrana w płaszcz przeciwdeszczowy. Co prawda świeciło popołudniowe słońce, ale ponieważ wyprałam właśnie koński ogon, który zobowiązana byłam nosić jako panna w wieku 17-22 lat, ukryłam jego brak pod kapturem i starałam się nie zwracać niczyjej uwagi. Ewentualna wpadka groziła przesunięciem na koniec listy oczekujących na męża. Mężowie przydzielani byli piątego dnia każdego miesiąca. Byli to kawalerowie, którzy ukończyli 18 lat lub wdowcy i rozwodnicy w dowolnym wieku. Specjalna Komisja do Spraw Rozwoju Rodziny dobierała pary, mając do dyspozycji listy kobiet i mężczyzn stanu wolnego. Do list nazwisk dołączona była dokumentacja medyczna i charakterystyka psychologiczna kandydatów do małżeństwa. Wysoko wykwalifikowani specjaliści analizowali dane i tworzyli idealne pary.

Bezproblemowo dotarłam do domu Klotylli i zastukałam umówionym kodem do drzwi.

Zamrugało oko wizjera i usłyszałam wystraszony szept ciotki:

- To ty Beatko? Wślizgnij się dyskretnie przez szparę w drzwiach.

- Co się dzieje? Dlaczego taka konspiracja? - zapytałam spłaszczona niczym kartka A4.

- Ciii, musimy uważać. Nie słyszałaś najnowszych ostrzeżeń?

- Nie, nic nie słyszałam – powiedziałam rozczarowana swoją niewiedzą.

- Właśnie ogłoszono stan pogotowia dla wszystkich wdów! W mieście grasuje szajka złodziei sztucznych wąsów! - krzyczała szeptem roztrzęsiona Klotylla.

Przyznam, że także zaczęłam lekko drżeć, szczególnie w okolicach nadgarstków. Zawsze tak mam, kiedy czuję lęk, nadgarstki zginają mi się do wewnątrz, a palce zaciskają w pięści. Taki niekontrolowany odruch obronny.

- Złodzieje są sprytni – kontynuowała ciotka. - Podają się za komorników, a kiedy wdowy uprzejmie zapraszają ich do środka, otwierają przed nimi swoje serca i sejfy, oni bezczelnie zabierają wąsy i w nogi. Co robić, co robić?! Już od rana nie zmrużyłam oka, tak się boję.

Opanowałam jakoś drżenie nadgarstków i zaczęłam odwracać uwagę Klotki od niebezpieczeństwa.

- Zobacz, ciociu, przyniosłam coś z najnowszej reklamy, spróbujemy?

- No dobra, dawaj, co tam masz! – Ciotka natychmiast zapomniała o swoim kłopocie.

Spożyłyśmy po porcji konserwantu, okazał się pyszny, więc wylizałyśmy opakowania i wymieniałyśmy się słowami zachwytu we wszystkich znanych językach: - Wspaniały! Rewelacyjny! Niesamowity! Pyszny!

Kiedy już nas od tych zachwytów zemdliło (a może było to działanie konserwantu), postanowiłyśmy pobawić się w śpiewanie głosami operowymi Wyzwiskowej Listy Przebojów:

- Ty Kundlu niewyszczekaaaany – zaczęłam sopranem od dziesiątego miejsca.

- Ty Kalafiorze z czarnym naloooootem – kontynuowała ciotka altem.

- Ty Stole bez jednej nogiiiii – śpiewałyśmy w duecie.

Kiedy kolejny raz próbowałam bez seplenienia wyśpiewać: - Ty susząca się szoso - ktoś zastukał do drzwi.

- Kto tam? - zapytałyśmy sopranoaltem.

- Oddział bojowy „Świetliki”, otwierać! – Usłyszałyśmy męski chór za drzwiami.

- Cóż robić? Otwierać czy nie otwierać? - zastanawiałyśmy się niczym nad puszką pandorek.

- Ciekawość Lęk Ciekawość Lęk Ciekawość Lęk Ciekawość Lęk - robiłyśmy wyliczankę na przejeżdżających za oknem wagonach pociągu - Ciekawość Lęk Ciekawość Lęk. - Było nieparzyście, więc zwyciężyła Ciekawość. Nacisnęłam guzik pilota otwierającego drzwi. 

*

Do mieszkania weszło trzech mężczyzn przebranych za owady. Trudno powiedzieć, jakie to były owady. Mieli okulary w olbrzymich oprawkach, jakieś czułki na czółkach, a na plecach bańki z proszkiem do dezinsekcji.

Czyżby przyszli tu popełnić zbiorowe samobójstwo? – przyszło mi na myśl. - Ale co my mamy z tym wspólnego?

- Przyjmujemy wygodne pozycje! - rozkazał najwyższy wzrostem i zapewne rangą, sadowiąc się na kanapie.

Pozostali mężczyźni zajęli miejsca w fotelach. Dla mnie i ciotki pozostały już tylko kuchenne taborety. Siedzieliśmy tak dobrą godzinę w oczekiwaniu na rozwój wydarzeń, drapiąc się i dłubiąc gdzie popadnie. Nie było wiadomo, kto pierwszy powinien zabrać głos. Nikt nie znał reguł tej gry.

Wreszcie najwyższy zagaił: – Może chciałyby panie wiedzieć, po co tu jesteśmy?

- I owszem – odpowiedziała kulturalnie ciotka – bardzo chętnie się dowiemy.

- Zatem proszę szanownej pani – domniemany szef zwracał się tylko do Klotylli, całkowicie ignorując moją obecność – naszym zadaniem jest ochrona pani dóbr szczególnie osobistych przed grasującymi Komornikami. Jesteśmy przygotowani nawet na walkę z narażeniem życia – dodał z dumą.

- Och, jakie to uprzejme z pana strony, ale czy doprawdy konieczne? – Ciotka także zdawała się nie zauważać innych osób w pokoju, a jej uszy poczerwieniały z zadowolenia.

- Tak bardzo konieczne, jak słońce na niebie, a tak niebezpieczne, jak pleśnie na chlebie. – Mężczyzna zaczął popadać w romantyczno-sanitarno-epidemiologiczny ton.

- A skąd pomysł na takie przebrania? – zdecydowałam się zapobiec dalszej twórczości owada-poety.

- Jak to skąd? – odburknął wyraźnie niezadowolony. – Komornik, jak sama nazwa wskazuje, jest czymś pomiędzy komarem, który wysysa krew, a kornikiem, który drąży tak długo, aż wydrąży. Nasze mundury – powiedział z naciskiem na słowo „mundury” – zostały specjalnie zaprojektowane dla celów tej akcji i mają wprowadzić napastnika w konsternację. Wówczas my wykorzystamy moment i zaatakujemy go naszą barrrdzo grrroźną brronią.

Już samo „r” w głosie najwyższego przeraziło mnie i spokorniałam.

- To... to może panowie napiją się śmietanki do kawy? Bo kawa niestety już się skończyła – próbowałam go udobruchać.

- Nie czas na picie, kiedy bliskie bicie! – wykazał się poczuciem humoru mój rozmówca i zmienił pozycję ciała na bardziej rozluźnioną.

Nastąpiła kolejna godzina pełnej oczekiwania ciszy. Twardy taboret nieco mnie uwierał. Z nudów zaczęłam rzucać zalotne spojrzenia w kierunku dwóch pozostałych mężczyzn. Jeden z nich, wyglądający na przystojniaczka, złapał moje spojrzenie, przez chwilę mu się przyglądał, a następnie rzucił swoim. Odwdzięczyłam się, on też. Nastąpiła cała seria celnych rzutów. W pewnym momencie zauważyłam, że pod jego koszulą coś rusza się i pęcznieje. Nasze spojrzenia latały tam i z powrotem z szybkością błyskawicy. Koszula pulsowała i napinała się coraz bardziej. Nagle guzik odskoczył i zobaczyłam wielkie czerwone serce, którego licznik wskazywał 180 uderzeń na minutę.

On mnie kocha – pomyślałam – i ja jego też – dodałam w duchu, kiedy poczułam, że coś dziwnego dzieje się pomiędzy moimi nogami. Czułam, że coś się stamtąd wydostaje, płynie w dół po udzie i nie mogę tego powstrzymać. Dyskretnie obciągnęłam sukienkę. Tajemnicze zjawisko przesuwało się coraz niżej. Co się ze mną dzieje? – Czułam się bliska omdlenia. Spod sukienki wyłoniła się biała lilia, której łodyga oplatała się wokół łydki, a kielich osiągnąwszy podłoże zmierzał w kierunku serca mężczyzny. Po chwili zrozumiałam - to kwiat mojej niewinności pragnie być zerwany.

Słyszałam podobne historie z ust mężatek, ale jako panna, nie bardzo wiedziałam, jak się zachować w tej sytuacji. Postanowiłam ukryć lilię. Pokuśtykałam do łazienki i zaczęłam rozplątywać łodygę. Musiałam być bardzo ostrożna, gdyż zniszczenie kwiatu niewinności groziło staropanieństwem. Okazało się, że roślina nie jest tak delikatna, jak sobie to wcześniej wyobrażałam. Była wystarczająco elastyczna, aby zwinąć ją w kłębek i schować do torebki. Torebkę musiałam trzymać bardzo ostrożnie, by nie naruszyć łączności łodygi z moim ciałem.

Kiedy wróciłam do pokoju, poczułam piekielny wręcz upał. To rozpalone serce mojego ukochanego działało jak piecyk. Wokół mężczyzn pojawiły się już kałuże potu. Tylko ciotka była zbyt elegancka na to, by się pocić. Ale widocznie i jej trudno było utrzymać fason, bo zadecydowała:

– Okłady! Zróbmy zimne okłady!

Po czym pobiegła do kuchni i przyniosła kubełek ciekłego azotu, którego zazwyczaj używała do schładzania drinków. Sama musiała robić okłady, gdyż mnie, jako pannie, nie wolno było dotykać męskiego serca. Zajęcie to sprawiało jej olbrzymią przyjemność. Sobie tylko znanymi sposobami doprowadziła w końcu do tego, że wielki gorący narząd zamienił się w mały sopelek lodu. Pomyślałam, że po tej całej aferze z Komornikiem będę mogła ratować mojego ukochanego jak Gerda Kaja i przy okazji przejadę się na reniferze. Temperatura pomieszczenia powoli osiągnęła już przepisowe „oczko” stopni. Teraz niecierpliwie nasłuchiwaliśmy nadejścia Komornika. Niech wreszcie przyjdzie i wyzwoli nas z tej bezsensownej czekaniny – marzyłam.

Jednak oczekiwane wybawienie nie nadchodziło. Nieustanne wytężanie wzroku i słuchu męczyło zmysły. Dla rozluźnienia zaczęłam deklamować wierszyki z przedszkola i tańczyć poleczkę, za co uzyskałam aplauz na stojąco. Wkrótce panowie także zaczęli tworzyć rymowanki i podrygiwać w hip-hopowo-ludowym rytmie:

 

Ala miała Asa

Ale Ali nie miał As

No może jeden raz

Oj dana oj dana oj dana

Ola miała kota

Lecz ten kot idiota

Bo nie wiedział co i jak

Oj dana oj dana oj dana

 

Atmosfera stawała się lekka, łatwa i przyjemna. Czułam coraz większy luz w całym ciele. Kości, mięśnie, ścięgna (oraz inne określenia z atlasu anatomicznego) traciły swoje właściwości fizyczne i zamieniały się w umykającą wszelkim zasadom dynamiki substancję. Stawałam się rymem i rytmem. Wiatrem, przestrzenią i tańcem. Wirowałam wokół własnych osi coraz śmielej. Lilia wypadła z torebki, lecz nie zważałam na to. Biedna, nie wiedziała w jakim podążać kierunku. Sopel serca mojego ukochanego nie pobudzał instynktu ofiarowania dziewictwa. Zdesperowana zwijała i rozwijała swoje płatki w takt wszechogarniającego rytmu.

Ciotka w tym czasie zrobiła przepierkę tanim proszkiem i zadowolona demonstrowała śnieżną biel swoich galotów. Komendant, nie pozostając dłużny, chwalił się smolistą czernią skrywanego pod mundurem zarostu.

Młodsi panowie dwaj, korzystając z ogólnego rozluźnienia, zdjęli bańki z pleców i włożyli sobie rurki dezinsektorów do dziurek od nosa. Dziurki miały tę zaletę, że łatwo można było je zdejmować i dowolnie rozszerzać. Po napełnieniu nosów proszkiem renomowanej firmy Killerbzyk, mężczyźni zaczęli śnić na jawie.

I właśnie w tej chwili rozległo się siarczyste pukanie w okno. To Święty Mikołaj przebrany za Dziadka Mroza próbował dostać się do nas.

Wydawało mi się, że dziś rano Komisja do spraw Dat Zwyczajnych i Świątecznych ogłosiła Pierwszy Dzień Lata, ale czas tak szybko płynie…

Licząc na jakieś nieprzydatne prezenty, otworzyliśmy okno, zapraszając niespodziewanego gościa do środka. Komendant naprędce zorganizował choinkę z mozaiki parkietowej. Ciotka powyciągała z szafy czerwone skarpety i wszyscy zaczęliśmy ochoczo śpiewać „Bogurodzicę”, do której prawa autorskie dawno już wygasły i nie trzeba było odprowadzać tantiem.

Dziadek Mróz docenił nasze starania

I wręczył każdemu klej do wąchania

 

Kleje miały zapachy o magicznej mocy. Dzięki nim można było przenieść się w czasie, stać się kimś lub czymś innym. A wszystko to miało charakter niespodzianki.

Niefortunny wybór sprawił, że stałam się bardzo otyłą kobietą, która zaklinowała się w wejściu do tramwaju nr 10. Pasażerowie próbowali mnie wypchnąć, a przechodnie uliczni wepchnąć. Trwająca przez ponad godzinę walka zakończyła się remisem. Jeździłam cały dzień po mieście, czując na każdym przystanku zsuwanie i rozsuwanie automatycznych drzwi. Moje plecy skierowane były do wnętrza tramwaju, a ponieważ stanowiły dużą, nieruchomą powierzchnię, przypinano do nich ogłoszenia i reklamy. Ktoś nawet wysprajował brzydkie słowo na „h” z błędem ortograficznym. Ponadto otrzymałam cztery mandaty za jazdę bez biletu, co i tak uważam za sukces, przy zrobionych szesnastu kursach. Kiedy klej przestał działać, wróciłam do swojej dawnej figury, a następnie do domu.

Następnego dnia zadzwoniłam do Klotylli. Z zapałem opowiadała, jak specyfik, który wąchała, zamienił ją w przepiękną młodą dziewicę przeznaczoną na ofiarę dla Świętego Byka. Szczęśliwie Dziadek Mróz, który w rzeczywistości okazał się być Komornikiem, pozbawił ciotkę kwiatu niewinności, i przy okazji innych dóbr osobistych.

Co się stało z panami-owadami, do dziś nie wiadomo….

A ja ciągle szukam swojego Kaja…

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
blaszka · dnia 25.03.2014 05:20 · Czytań: 801 · Średnia ocena: 4,86 · Komentarzy: 49
Komentarze
Dobra Cobra dnia 25.03.2014 08:31 Ocena: Świetne!
Grotecha i Monty Python - dwa w jednym - jak się patrzy!


blaszko,

Toć to piękny utwór i cnót wielu posiadacz. Bo odmalowujesz przed nami bajeczną i fatamorganiczną krainę, która rządzi się innymi prawami, niż nasze światy. Jesteś w tym nadzwyczaj dobra a łykanie kolejnych smaczków to uczta dla serca, nerek, brzucha a i penisa - gdyż i o miłości mówi ta sztuka!

Pragnę jedynie zaprzeczyć, iż pisanie brzydkiego wyrazu przez samo h jest błędem, jak oświadczasz. Otóż nie! Wyraz ten w mej pięknej młodosci zawsze pisany był zdecydowanie tak samo, właśnie przez samo h. A czyż miliony Polaków mogą się mylić?

Może mogą w sprawie wybielającej mocy proszku do prania. Być może mogą być w błędzie w zawiłej sztuce właściwego wyboru płynu do mycia naczyń. Ale ten wyraz na h? O, nie! On zawsze trwał i trwać bedzie, mimo zakusów poprawnościowców, że winno się go pisać przez ce-ha.
Ale... coż wtedy za umniejszanie znaczenia tegoż? Jesli powiesz, że ktoś jest gupi jak h - to ma to Moc jak dobre wino. A jak powiesz, że ktoś jest gupi jak ce-h - oj, niedobrze! Słabizną leci i zalatuje niemęskością uwstecznioną.

Zatem napiszę, iż sprawiłaś mnie dziś ucztę swoim opowiadaniem, które zasługuje na najwyższe loty. Twój talent winien być polecany Panu Prezesowi Kluby Wesołego Szampona, szlachetnie urodzonemu z prawego łoża sirowi Pablovskiemu! Ot, tak! Należy za tym wnioskować z całych sił na następnym spotkaniu Klubu!

A pani Antonina miała 87 lat, gdy zmarła na początku listopada ub. r.


Pozdrawiam, chroń swój talent, nie pozwól mu się zaprzepaścić, słuchaj dobrych rad przyjaznych Ci ludzi, oderwij się od tego, co wiesz i czego "jesteś pewna".


Do następnego, jak ufam...

Dobra Cobra


Ps - z wielką radością dodaję do Ulubionych!!!
blaszka dnia 25.03.2014 08:57
DoCo
dzięki wielkie!
Właśnie siedzę i poprawiam przecinki i inne takie. Dopiero tutaj, po opublikowaniu widzę, ile błędów stylistycznych ma ten tekst. Ale niech tak zostanie, ku pamięci, i radości, że człowiek cały czas się uczy i rozwija.
Wiesz przecież, że zgadzam się z Tobą w sprawach pisowni pewnych słów, ale przepisy przepisami, i zauważyłam, że i Ty ich nie łamiesz ;)
Czytałeś to już kiedyś, pamiętam nawet Twój komentarz ;)
Miłego dnia!
Dobra Cobra dnia 25.03.2014 09:10 Ocena: Świetne!
W szczerości obdarowałem dziś komentarzem na powrót, zapewne innym niż wtedy, ale nadal pełnym żaru i podobania się tego kawałka.

:)

DoCo
blaszka dnia 25.03.2014 13:58
Wtedy mówiłeś, że chyba nawąchałam się kleju ;)
A teraz pełnia żaru. Takie to zmiany zaszły przez trzy lata, we mnie, w Tobie, tylko tekst ten sam ;) Sweet.
ajw dnia 25.03.2014 14:04 Ocena: Świetne!
Dawno nie czytałam czegoś tak odjechanego. Masz dziewczyno talent do nawijania makaronu na uszy, aż mi się nadgarstki powykręcały ze śmiechu ;) Poza tym od dzisiaj bedę ćwiczyła trudną sztukę przechodzenie przez szparę w drzwiach, co w moim przypadku wydaje się niemozliwe, ale jak to mówią "chcieć to móc" - może się uda :). A jak wyćwiczę tę umiejetność, to z dziurka od klucza bedzie jak małe piwko przed sniadaniem.

Definicja komornika bardzo trafna. W ogóle zabójczy tekst. Świetnie się czytało :)
pozdrawiam serdecznie :)
blaszka dnia 25.03.2014 14:09
Jak Ty szybko czytasz, ajw ;)

Dzięki za komenta!
ajw dnia 25.03.2014 14:11 Ocena: Świetne!
Przyznam szczerze, ze czytałam na podgladzie. Nie jestem aż tak szybka. DoCo zachęcił i nie mogłam sie oprzeć ;)
pablovsky dnia 25.03.2014 19:02 Ocena: Świetne!
blaszko, to jest pełen odjazd, żeby nie powiedzieć tekst dla nienormalnych! A że do takowych należę, to... no sama wiesz!

Jako Zły Zaskroniec jestem Wielkim Orędownikiem tak głupawych tekstów, bo sprawiają, że pracuje przepona, a jeśli tak, to zdobywamy kolejne dni życia! :)
Wiedziałem, że masz poczucie humoru, ale żeby aż takie?
Chwilami prychałem, jak koń! :p
Oczywiście normą jest, że czytałem w pracy i musiałem się pilnować z wybuchami, a to nie jest proste, oj nie jest!

Cytat:
Nie­for­tun­ny wybór spra­wił, że sta­łam się bar­dzo otyłą ko­bie­tą, która za­kli­no­wa­ła się w wej­ściu do tram­wa­ju nr 10. Pa­sa­że­ro­wie pró­bo­wa­li mnie wy­pchnąć, a prze­chod­nie ulicz­ni we­pchnąć. Trwa­ją­ca przez ponad go­dzi­nę walka za­koń­czy­ła się re­mi­sem. Jeź­dzi­łam cały dzień po mie­ście, czu­jąc na każ­dym przy­stan­ku zsu­wa­nie i roz­su­wa­nie au­to­ma­tycz­nych drzwi. Moje plecy skie­ro­wa­ne były do wnę­trza tram­wa­ju, a po­nie­waż sta­no­wi­ły dużą, nie­ru­cho­mą po­wierzch­nię, przy­pi­na­no do nich ogło­sze­nia i re­kla­my. Ktoś nawet wy­spra­jo­wał brzyd­kie słowo na „h” z błę­dem or­to­gra­ficz­nym. Po­nad­to otrzy­ma­łam czte­ry man­da­ty za jazdę bez bi­le­tu, co i tak uwa­żam za suk­ces, przy zro­bio­nych szes­na­stu kur­sach. Kiedy klej prze­stał dzia­łać wró­ci­łam do swo­jej daw­nej fi­gu­ry, a na­stęp­nie do domu.


Ten fragment sprawił, że przekroczyłem granice zdrowego rozsądku :) Na samą myśl, co by było, gdybym zobaczył takową pasażerkę... ŚWIETNE!
Mnóstwo absurdów, które tak kocham!

Dziewczyno, nie masz wyjścia, musisz się zapisać do Klubu WeSZołego SZamponu! Wręcz nalegam! Proszę! Błagam!
Wkrótce szczegóły! Pozdrawiam szczęśliwy!
Ukłony głębokie.
Twój przyszły prezes ZłyZas.
blaszka dnia 25.03.2014 21:45
Pablo

Cóż mam odpowiedzieć na tak przychylny komentarz? Najczęściej w takiej sytuacji dopada mnie nieśmiałość i umiem tylko wydukać: Dziękuję!
Uśmiech ;)
Dobra Cobra dnia 25.03.2014 21:56 Ocena: Świetne!
Widać nie bylem wtedy gotowym na taki odjazd i bredziłem coś o kleju...

DoCo pozdrawia
blaszka dnia 25.03.2014 22:02
Nie wiedziałeś czego spodziewać się po nowo przybyłej autorce ;)
Blaszka pozdrawia DoCo!
mede_a dnia 26.03.2014 17:59 Ocena: Świetne!
Super, Blaszko, Super! I jeszcze raz super! Cudnie Mrożkowo. Stworzyłaś świat na wspak tak interesujący, że chciałabym w nim pobyć choć z pół dnia dla jaj ( jakkolwiek to brzmi). I tylko zastanawiam się w jakiej roli, bo bliżej mi do wdowy, ale ta lilija tak diablo kusi, choć kłopotliwa ;-) Masz niesamowitą wyobraźnię, pięknie prowadzisz tekst, że czyta się błyskawicznie, mimo biorących co i rusz chichotów. Narodziny miłości między Beatką a przystojniakiem - kapitalne. Fragment o przydziale mężów - super. Bardzo mi się spodobała ta rządowa swatka :) W ogóle - świetne opowiadanie. I taką Ci ocenę wysmaruję.
Miladora dnia 27.03.2014 00:00
blaszka napisała:
Właśnie siedzę i poprawiam przecinki i inne takie. Dopiero tutaj, po opublikowaniu widzę, ile błędów stylistycznych ma ten tekst. Ale niech tak zostanie, ku pamięci, i radości, że człowiek cały czas się uczy i rozwija.

Najlepiej zrobić kopię i poprawić, a oryginał schować na pamiątkę. :)

Do stylistyki nie będę się więc (na wszelki wypadek) przyczepiać, chociaż przypadkowo rymujące się formy mogłabyś zmienić, żeby nie osłabiały wrażenia tych rymujących się celowo. ;)
Przecinków na razie nie tykam, ale gdybyś chciała, to proszę bardzo.
Parę omsknięć natomiast podaję na widelcu:
Cytat:
Co robić, co robić ?!

Jak to, co robić? Usunąć spację przed pytajniko-wykrzyknikiem.
Cytat:
- Ty Stole z bez jed­nej no­giiiii – śpie­wa­ły­śmy w du­ecie.

A to "z" skąd się wzięło?
Cytat:
- Jak to skąd? – od­burk­nął wy­raź­nie nie­za­do­wo­lo­ny(.) – Ko­mor­nik, jak sama

Cytat:
- To…., to może pa­no­wie na­pi­ją się śmie­tan­ki do kawy,

Wielokropek to trzy i tylko trzy kropki, a po nim nie stawia się przecinków, bo się gryzą.
Cytat:
- To…., to może pa­no­wie na­pi­ją się śmie­tan­ki do kawy, bo kawa nie­ste­ty już się skoń­czy­ła?

Bez pytajnika. Chyba że rozdzielisz zdania:
- To… to może pa­no­wie na­pi­ją się śmie­tan­ki do kawy? Bo kawa nie­ste­ty już się skoń­czy­ła - próbowałam i tak dalej.

Ubawiłaś mnie, Blaszeńko. :)
Dawno nie czytałam czegoś tak ślicznie idiotycznego (rym celowy).
Absurd goni absurd i groteską pogania.
A najbardziej zachwycił mnie kwiat Twojej niewinności. :)))
Przez całkowity przypadek mój też był lilią, ale to dawne dzieje... a niech to, przypomniał mi się t-shirt - prezent od dzieci (dorosłych) - który z przodu miał napis: Jestem dziewicą! - a z tyłu: Ale to bardzo stara koszulka.
Obawiam się, że zaraziłaś mnie tym tekstem i zaraz zacznę wygadywać jeszcze większe głupoty, więc może już sobie lepiej pójdę w samotności powspominać swoją lilijkę.

Jako pożegnalny prezent zostawiam dwa najbardziej brakując przecinki: :)))
Cytat:
- Nie czas na picie, kiedy bli­skie bicie! – (w)y­ka­zał się po­czu­ciem hu­mo­ru

Małą literą, bo to coś w rodzaju kwestii mówionej.
Pardon, miały być przecinki:
Cytat:
Wresz­cie naj­wyż­szy za­ga­ił: – Może chcia­ły­by panie wie­dzieć(,) po co tu je­ste­śmy?

Cytat:
Szczę­śli­wie Dzia­dek Mróz, który w rze­czy­wi­sto­ści oka­zał się być Ko­mor­ni­kiem(,) po­zba­wił ciot­kę kwia­tu

Cytat:
Kiedy klej prze­stał dzia­łać(,) wró­ci­łam do swo­jej daw­nej fi­gu­ry

Cytat:
- A, i ow­szem – od­po­wie­dzia­ła kul­tu­ral­nie ciot­ka

"A" zbędne - I owszem - brzmi lepiej.
Cytat:
Kiedy ko­lej­ny raz pró­bo­wa­łam bez se­ple­nie­nia wy­śpie­wać(: ) Ty su­szą­ca się szoso - ktoś za­stu­kał

Cytat:
- No dobra, dawaj(,) co tam masz! – Ciot­ka na­tych­miast

Cytat:
- Zo­bacz(,) cio­ciu, przy­nio­słam coś z naj­now­szej re­kla­my, spró­bu­je­my?

Cytat:
Ko­mi­sja do Spraw Roz­wo­ju Ro­dzi­ny do­bie­ra­ła pary(,) mając do dys­po­zy­cji listy ko­biet

Cytat:
przed­mio­tów: szpi­lek, pi­ne­zek , a nawet ży­le­tek,

Przecinek się zbiesił i zwiał za daleko.

O kurde, miały być tylko dwa przecinki. :|
A zresztą, co tam - miej se już wszystko, to nie będę musiała drugi raz przychodzić i głupawka mnie znowu nie złapie. :)))

Idę sprawdzić, czy mam męża, bo a nuż jakiś Komornik go zabrał i co wtedy?
Znowu czekać na przydział?

Cmok :)
Fajnie się bawiłam.
blaszka dnia 27.03.2014 16:05
Witajcie!

mede_o
Też bym chciała pobyć chwilę w tamtym świecie, niby tyle w nim ograniczeń, ale jaka troska rządu o obywateli, i jaka wolność słowa przy tym ;)
Dzięki wielkie za odwiedziny i miły komentarz.

Milu
A mnie rozbawił Twój komentarz i napis na koszulce ;)
I ta niemożność przejścia z obojętnością obok niesfornych przecinków.
Ja mam z nimi tak, jak niektórzy z matematyką. Nie do ogarnięcia mimo starań.
Wdzięczna jestem za pokazanie błędów, bo przecież na własnych błędach najłatwiej się uczyć ;)
Dziękuję serdecznie za poświęcony czas i miłe słowa.

Pozdrawiam i cmok.

Wszystko poprawiłam. Niektóre przecinki zaskoczyły mnie miejscami, w których powinny być. Lubię robić poprawki! Dzięki Milu!
Miladora dnia 27.03.2014 22:04
blaszka napisała:
Lubię robić poprawki!

Bóg Ci za to zapłać, bo kiedy słyszę u kogoś, że pisze "w natchnieniu", a potem już nie zagląda do tekstu, bo "przecież poprawki zabijają naturalność i spontaniczność", to włosy stają mi dęba. :)))

Wiesz, przypomina mi się anegdota o pewnym pisarzu, którego wszyscy wychwalali za klarowną prostotę jego tekstów, i który odpowiedział: Ale ile się trzeba nad tym napracować... ;)

Cmoktasie wieczorne :)


Hihi... przy okazji dostałaś komentarz nr 11 000. :)))
blaszka dnia 27.03.2014 22:10
Mądre słowa powiedział ten pisarz. A mistrzem cyzelowania tekstu był Flaubert. Ile to lat pisał "Panią Bovary". Chyba osiem.
Miladora dnia 27.03.2014 22:16
A Marcelek Proust, któremu do ostatniej chwili życia wydawca nie był w stanie wyrwać manuskryptu z ręki? :)
Biedna Celestyna - musiała prasować, wklejać i składać te wszystkie tasiemcowe wstawki...
Dobra Cobra dnia 27.03.2014 22:20 Ocena: Świetne!
Ja piszę swoją opowieść o Brzydalu zaklętym w śnieżnej kuli już szesnasty rok. I końca nie widać...

DoCo
blaszka dnia 27.03.2014 22:21
Tak, to były trudne czasy bez "kopiuj - wklej".
A Sienkiewicz za to wcale nie poprawiał ;) Jego rękopisy niemal nie maja skreśleń.

O, DoCo, miło, że wpadłeś. Zatem to będzie tasiemiec, jakiego nie znał świat!
Dobra Cobra dnia 27.03.2014 22:27 Ocena: Świetne!
No tak, mam już niby 1234 strony, ale to dopiero sam wstęp i opisy przyrody. Akcję planuję zacząć około 1800 strony, a jej rozwój, czyli narastanie do około 23876 strony. Pomczym nastąpi kulminacja a póżniej jeszcze z 2345 stron wyciszenia.

To będzie dzieło - mówię Ci!!!
blaszka dnia 27.03.2014 22:32
Wow! To ja zacznę od kulminacji!
Dobra Cobra dnia 27.03.2014 22:33 Ocena: Świetne!
Tak właśnie czytasz książki? ZAczynając od punktu G???
Miladora dnia 27.03.2014 22:33
Dobra Cobra napisał:
No tak, mam już niby 1234 strony, ale to dopiero sam wstęp i opisy przyrody. Akcję planuję zacząć około 1800 strony, a jej rozwój, czyli narastanie do około 23876 strony. Pomczym nastąpi kulminacja a póżniej jeszcze z 2345 stron wyciszenia.

Chryste Panie - mam nadzieję, że nie wyślesz mi tego do korekty! :|
blaszka dnia 27.03.2014 22:36
Jak zaczęłabym od początku, to nie dożyłabym do końca.

Milu, ustal tylko stawkę za przecinki i niech DoCo przysyła!
Dobra Cobra dnia 27.03.2014 22:40 Ocena: Świetne!
E tam! Jeśli dajesz radę przeczytać 50 stron książki na godzinę, to nie jest to dzieło niewykonalne.

Chyba puszczę ja w drugim obiegu, bo faktycznie, jeśli zabraknie z milion przecinków to może być słabo z kasą...
blaszka dnia 27.03.2014 22:44
Jak by to była Twoja książka, to nie mogłabym się od niej oderwać, nie jadłabym, nie piła, nie spała i nawet nie zauważyłabym, kiedy bym umarła. Czy może być piękniejsza śmierć dla fanki i lepszy hołd dla pisarza?
Miladora dnia 27.03.2014 22:49
Dobra Cobra napisał:
Chyba puszczę ja w drugim obiegu, bo faktycznie, jeśli zabraknie z milion przecinków to może być słabo z kasą...

Przyślę Ci komornika. :)))
Dobra Cobra dnia 27.03.2014 22:54 Ocena: Świetne!
No tak. Śmierć piękna, nie ma co.

Miladora mnie prześladuje!!! Aaaaa!
pablovsky dnia 27.03.2014 22:55 Ocena: Świetne!
Przepraszam, że nie o tekście, ale o śnieżnej kuli. Już zacieram ogon z radości! Tyle stron o zaklętym Brzydalu w wykonaniu Dobrej Cobry, to będzie nie lada gratka na zimowe wieczory!
Będzie kilka sztuk w przedsprzedaży?!
Dobra Cobra dnia 27.03.2014 22:56 Ocena: Świetne!
Tak, planuję wydanie tylko stu sztuk oprawionych w oślej skórze.
Miladora dnia 27.03.2014 22:58
pablovsky napisał:
Będzie kilka sztuk w przedsprzedaży?!

Jak DoCo dopłaci kupującym. :)))
Dobra Cobra dnia 27.03.2014 23:01 Ocena: Świetne!
Te sto sztuk będzie czytać tylko sto najściślejszych umysłów i stanę się twórcą niszowym, wiedzącym, co chcę pisać!!!
blaszka dnia 28.03.2014 08:07
Tak Doco, tak kiedyś będzie. Śpij spokojnie.
mike17 dnia 28.03.2014 10:03 Ocena: Świetne!
Total absurd wali drzwioma and oknoma, racząc czytacza przedziwnym rzeczy pomieszaniem, czyli mega rozklepiochą, gdzie monstrualnych rozmiarów wymóżdżenie treściowe przyrównać można jeno do mistrzów grotechy oraz surrealu, co z kolei wywołuje niekontrolowane explozje śmiechu, który zdrowy jest na wiele schorzeń mentalnych i fizycznych, a zatem konkludując tekścior ma niewątpliwie walory lecznicze i zbolałym homo sapiens zapodawać go zalecam!

Zdumiałaś mnie, dziewczyno wesoła, ogromem wyobraźni i kreatywności w materii humoru i nasunął mi się nagły a celny wniosek: człek wesoły napisze smutną historię, lecz smutny nigdy nie napisze wesołej, nie ma bata, a więc witaj w klubie Uśmiechu, bo sprawić, by na paszczy odbiorcy zagościł ów uśmiech to sztuka nie lada, a Tobie przychodzi to niebywale łatwo.
Talent to ci wielki!
Idź za ciosem i wywołuj z niebytu kolejne kawałki, ktoś to musi robić, o popyt się nie martw.
Świat jest na tyle momentami smętnawy i porąbany (w złym tego słowa znaczeniu), że jeno w humor warto uciekać i chronić się w nim jak w pancerzu!
Wydłuży nam to życie, ograniczy tycie, i ustanie wzajemne po pyskach bicie!
Mniemam skromnie...

To sum up,

Jest dobrze, a nawet dobrze jest, czyli będzie jeszcze lepiej, ole!
blaszka dnia 28.03.2014 13:57
Witaj mike17 ;)

super, że przypadł Ci do gustu ten absurdalny humor.
Twoje wezwanie:
Cytat:
wywołuj z niebytu kolejne kawałki

brzmi tak romantycznie i rockendrollowo zarazem, że nie sposób mu się oprzeć ;)
Gracias y hasta pronto!
Quentin dnia 31.03.2014 21:53 Ocena: Bardzo dobre
Można powiedzieć udany debiut.

Świetny tekst. Zabawny, mądry i obrazkowy. Zwłaszcza ta lilia mnie rozczuliła ;) Kobiety to mają metafory. Zacząłem się zastanawiać, co można by w tym kontekście napisać o mężczyznach, że co mają...? Trzeba by pomyśleć ;)

Podoba mi się to co wszystkim w zasadzie, a więc absurd, nieco bajkowy, odrealniony klimat i ładny język jak na debiut. Żeby mi tak dobrze szło od początku ;)

Bardzo dobra robota.

Pozdrawiam
bosski_diabel dnia 01.04.2014 11:29 Ocena: Świetne!
Oj pojechałaś po bandzie tyle tu tego :) jestem pod wrażniem Blaszko :) pozdrawiam.
blaszka dnia 01.04.2014 20:15
Dzięki Quentinie za wizytę i miły komentarz.
Gdybym pisała o kawalerze, być może miałby on granat ręczny, o którego zawleczkę musiałby się troszczyć, by przedwcześnie nie odskoczyła. A może coś delikatniejszego...
Debiut sprzed trzech lat, ale przyznam, że lubię ten utwór, bo pamiętam zabawę, jaką miałam podczas pisania. Pełen luz, bo pisałam tylko dla siebie, nie myśląc wtedy o portalach literackich itp. ;)
A na jedno z twoich końcowy zdań odpowiem całkiem stereotypowo: "Nieważne jak facet zaczyna, ważne jak kończy. Chyba, że skończył zanim zaczął".

Bosski Diable
aż chce się dodać "Kobieto - boski diable" ;)
jakim cudem tu przywędrowałeś
i, że też nie oklapły Ci uszy/oczy przy czytaniu zawartej tu poezji ludycznej ;)
Dziękuję!
amsa dnia 03.04.2014 12:55
Blaszko - przy opisie kolejek "za czymś" nostalgia mnie ogarnęła:), wspomniałam czasy, kiedym i ja w nich stałam za owym czymś, zbyt leniwa na zapisy, jednak konieczność zmuszała, albo rodzicielka, do przystępowania z nogi na nogę w długich ogonkach... Bardzo przypadły mi do gustu zwyczaje wyrażania ostrymi językami, czy co tam jeszcze można było do nich doczepić, opinii na temat. W obecnej teraźniejszości może miałby większy wpływ na rządzących, niż to co jest, w środowiskach opiniotwórczych, które nic nie są w stanie zdziałać, pomimo prężności jaką prezentują. Dalszy opis jest przecudny i nastroił uśmiech w rytym jakikolwiek, ale z dużą domieszką nut pozytywnych i przytupujących. Bardzo mi się całość podoba, zwłaszcza użyte skojarzenia myślowo-czynnościowe. Jeśli ciężkie egzaminy i dni tak Cię mobilizują, to chociaż nie jest to chyba słuszne, ale wygląda że konieczne abyś miała je, przynajmniej od czasu do czasu, częściej, z pożytkiem dla czytelnika.

B)

Cytat:
sta-li­no­we
- jak to wygląda:)?
Cytat:
a na ple­cach bańki z prosz­kiem do dez-in­sek­cji(...) wło­ży­li sobie rurki dez­in­sek­to­rów do dziu­rek od nosa
- wydaje mi się, że powinnaś ujednolicić zapis
Cytat:
Dziad­ka Mroza pró­bo­wał do­stać się do nas.
- może zmień szyk - próbował się do nas dostać
blaszka dnia 03.04.2014 13:42
Witaj amso

radość, że przybyłaś, przeczytałaś, pochwaliłaś!
Wydaje się, że wyczerpująca praca umysłowa może wyzwalać jakieś endorfinowe czy tym podobne substancje w mózgu, bo często z przemęczenia dostaję głupawki - chichotawki.
Nie wiem co miałam na celu, stosując myślniki, chyba, że wąsy pana Stalina lub ryby lina. Skasuję, bo źle wygląda.
A co z szykiem nie tak? Kiedyś ktoś mi mówił, że stawianie "się" przed czasownikiem, którego "się" dotyczy jest niepoprawne, że to rusycyzm.
Nie potrafię wyeliminować tej błędnej, być może, konstrukcji całkowicie, ale pamiętam o zaleceniu i staram się je stosować. Co o tym sądzisz?
Dziękuję i pozdrawiam ;)
amsa dnia 03.04.2014 13:49
Blaszko - jeśli chodzi o sta-lina - świetne, niech zostanie, nie skojarzyłam - błąd:). Widzisz, jeśli chodzi o ten szyk, to jeśli wypowiadam na głos bardziej naturalnie brzmi moja propozycja, a nawet ładniej, z tym że ja mam trochę pod tym względem pewną upierdliwość stylistyczną, a nie zawsze reguła nadaje tę naturalność wymowy. Ale oczywiście nie musisz się dostosować, bo ja również nie znoszę się na końcu zdania, wtedy owo się tak mi wisi i źle się:) akcentuje.

Pozdrawiam

B)
darek i mania dnia 03.04.2014 13:51
czytałem z każdą linijką coraz bardziej wpatrzony .
i bardziej ciekawy.
dla mnie dobry kawałek prozy, choć gdzie nie
gdzie bym pokombinował inaczej
ale nie mówię głośno co by nie popsuć .
pozdrawiam.
blaszka dnia 03.04.2014 14:02
amso
to zwracam sta-linowe, widzisz jaka zgodna jestem,
za to szyk mi pasuje, chyba bardziej chodzi o uzyskanie pewnego rytmu w tekście, bo w języku codziennym też bym powiedziała tak jak Ty
Dzięki raz jeszcze

darku i maniu
witaj!
dziękuję za docenienie kawałka prozy
coś tam zawsze można pokombinować, sama to robię niemal przy każdym czytaniu i nigdy nie wiem czy jest lepiej po nowemu czy było po staremu ;)
Sleepless dnia 13.04.2014 16:24
Nie przeczytałam całego, przyznaję, ale to dlatego, że oczy mnie bolą od kompa. Doszłam do wizyty tych facetów niby chroniących przed komornikami. Czyta się lekko, czasami podśmiechuje "pod wąsem":)
blaszka dnia 14.04.2014 12:54
Witaj Sleepless
To raczej trzeba było zacząć od tego momentu, od niego rozpoczyna się "akcja" ;)
Miło, że wpadłaś do mnie na parę uśmiechów.
Dziękuję za komentarz i pozdrawiam.
Sleepless dnia 15.04.2014 09:13
No więc przeczytałam do końca. Lubię takie klimaty. Najbardziej podobała mi się lilia schowana do torebki i zaklinowanie w drzewiach tramwaju:)
blaszka dnia 16.04.2014 19:04
Fajnie ;)
Pan z Wysokiego Domu dnia 07.07.2014 19:08
Pomysły - nawet, nawet. Moje zamrożone serduszko - nie drgnęło, letnią wieczorą.
Ale opakowanie - marniaste. Jesli to stylizacja nieporadności - to nieporadna.
Niestety tak jest - że obie noty: za formę i treść się liczą - choć sam wolałbym, by było inaczej.
Z drugiej strony, z tych dwóch trudniej o dobrą treść :) Bo formę można złapać po kilku pompkach i przysiadkach
blaszka dnia 07.07.2014 20:16
No to klapa.
Idę robić pompki i przysiady albo się zapić.
Dzięki, że wpadłeś!
Miłego wieczoru ;)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Hubert Z
11/11/2019 23:36
Przyznaję, że i mi odebrało mowę. Piękny wiersz, każdy wers… »
kamyczek
11/11/2019 22:09
- witaj, Marukjo, sprawiłaś mi wielką radość swoją… »
Nuria
11/11/2019 22:09
Zaniemówiłam z wrażenia. JEST WIERSZ! Dziękuję i… »
marzenna
11/11/2019 18:27
Greg Zimno, chłodno i leje deszcz. Ale jest pierzyna, ciepły… »
marzenna
11/11/2019 18:22
Same obiecanki, macanki i mała tragedia w tym prostym… »
marzenna
11/11/2019 18:16
Blue Jedna zima, zmieniała całe życie. Kamień, chłód, lód,… »
marzenna
11/11/2019 17:58
:) oddech uniesienia pocałunkiem musnął w… »
marzenna
11/11/2019 16:50
https://www.youtube.com/watch?v=9iarpXiuEl8 Kobra chyba cię… »
Marek Bogacz
11/11/2019 16:21
:) Merci :) »
Marek Adam Grabowski
11/11/2019 14:41
Klimatyczne i pełne empatii. Jako król dyslektyków raczej… »
Wiktor Mazurkiewicz
11/11/2019 13:18
wiosenka Z tym ją / jej. to ja nadal tkwię w wyczuciu.… »
Kobra
11/11/2019 13:16
Dużo powtórzeń. »
marzenna
11/11/2019 12:37
https://www.facebook.com/watch/?v=213705465311183 :) »
AntoniGrycuk
11/11/2019 10:04
Bardzo dobre! Świetne! Jak to niewiele trzeba, aby przejść… »
Kobra
11/11/2019 09:51
Smakowicie się czytało. Trochę tak zawikłane jak w tekstach… »
ShoutBox
  • mike17
  • 10/11/2019 17:42
  • Jeszcze 5 dni pozostało, by nadesłać swoją pracę na MUZO WENY 8, konkurs dla prozaików. Sprężcie się i ślijcie swoje utwory : [link]
  • Kazjuno
  • 09/11/2019 13:56
  • Przepraszam, Dobra Kobro za długie teksty... Kto wie? Może się kiedyś uda napisać krótki?
  • Dobra Cobra
  • 09/11/2019 13:19
  • Kazjunio, to Internet - każdy czyta co chce i komentuje, jak mu się chce. Nie wymuszaj komentów. Długie formy słabo się sprzedają w tym medium. Pisz dla wlasnej satysfakcji, a nie poklasku. Bez urazy.
  • Kazjuno
  • 09/11/2019 10:06
  • Dzięki Antosiu. Już od dawna wiem, że jesteś poczciwcem o gołębim serduszku.
  • AntoniGrycuk
  • 09/11/2019 09:33
  • Dobra, Kazjuno, jestem czuły na płacz, więc wieczorem postaram się przeczytac ;)
  • Kazjuno
  • 09/11/2019 08:38
  • Chlip, chlip... jest mi przykro. Poza odważną Al-Szamanką, reszta Koleżanek i Kolegów, olała komentowanie Gry cz. 12. Czyżbym na PORTALU wywołał zgorszenie?...
  • Dobra Cobra
  • 08/11/2019 18:02
  • Star Wars kontra Marvel kontra DC na przestrzeni lat: [link]
  • mike17
  • 08/11/2019 12:22
  • Jeszcze mamy tydzień na nadsyłanie prac do MUZO WEN 8, konkursu dla prozaików. Serdecznie zapraszam do udziału : [link]
Ostatnio widziani
Gości online:16
Najnowszy:otywylyhe
Wspierają nas