Rozmyślania o pracy pisarza - Krystyna Habrat
Publicystyka » Eseje » Rozmyślania o pracy pisarza
A A A
Od autora: Rozważania te wraz z wyrazami uznania dedykuję wszystkim autorom, którzy wzięli udział w Tajemniczym Konkursie, jaki nawiązywał do mojej ostatniej powieści: "Krzyk o północy". Wasze konkursowe opowiadania są piękne. W każdym widać rękę prawdziwego pisarza.

Jest to początkowy fragment, wybrany ze starych notatek i uzupełniony, na temat pracy twórczej. Dalej powinno być ciekawiej, bo w notatkach mam rozważania o natchnieniu, talencie, grafomanii, genezie pomysłów twórczych i osobowości twórcy. Dawkuję po kawałeczku, żeby chciało się je czytać, a mnie przepisywać.
Źródła cytatów będą na końcu, choć są już i tutaj, żeby ich za daleko nie poszukiwać. Szczególnie, gdyby zainteresowanie tematem -czytelników i moje - spadło do zniechęcenia.

Lęk pisarza przed pustą, białą kartką, na której powinien coś pisać, a żaden pomysł nie przychodzi mu do głowy, należy do najprzykrzejszych momentów pracy twórczej, choć cieni bywa tu znacznie więcej. Nieważne, iż białe kartki papieru zastępuje teraz ekran komputera, odczucia piszącego są takie same.

Ostatni utwór został ukończony, pora by było zacząć coś nowego, a nie ma o czym. Wszelkie pomysły wydają się blade, nie warte zachodu. Rośnie sterta pomiętych kartek z rozpoczętymi zdaniami i... zarzuconymi. Wówczas nastają bezsenne noce i depresja, do czego przyznawała się Zofia Nałkowska. Natomiast, zmarły w zeszłym miesiącu, Gabriel Garcia Marquez wyznaje:

„W miarę dojrzewania rośnie poczucie odpowiedzialności za to, co się pisze, a tym samym trudniejszy staje się moment początkowy, coraz trudniej zacząć pisać. Lęk przed białą, czystą kartką papieru jest dla mnie, zaraz po klaustrofobii, najpotworniejszym uczuciem.” /cyt. LITERATURA – maj 1979r/.

Podobnie pisał w Dzienniku w 1947 roku Jerzy Andrzejewski:

„Nie znam myśli i uczuć bardziej męczących nad te, które oplątują się dookoła strachu, jaki mnie zawsze ogarnia, gdy w sposób naglący poczynam zdawać sobie sprawę, iż powinienem zabrać się do pisania /.../ Ile razy we własnym poczuciu kończyłem się jako pisarz... Tygodnie i miesiące przeciekają mi przez palce jak suchy piasek. Nie ma z nich nic prócz nienasycenia.”

Dużo później, już w ostatnich latach życia, Andrzejewski pisze:

„Praca. Nowe pomysły, zawsze mnie to dziwi – to rozchylanie się wyobraźni w trakcie pisania.”

Bywają pisarze, którzy co dzień, w określonych godzinach, piszą w góry określoną ilość stron tzw. pensum. George Sand miała wyznaczone do pisania stałe godziny. Gdy przed czasem kończyła utwór, zabierała się do kolejnego, aż wypełniła narzucony sobie czas. Niewiele jednak wiadomo o jej mękach twórczych. Legenda jej życia przerosła jej utwory, które giną w zapomnieniu. Podobna systematyczność i stałe godziny pisania lub wyznaczone sobie codzienne pensum, cechowało też Hemingwaya, Balzaka, Flauberta czy Kraszewskiego.

 

Skąd zatem biorą się pomysły na wiersz, powieść, odkrycie naukowe? Jak się rodzą? Warto poznać bliżej wypowiedzi twórców, co sprzyja ich powstawaniu.

Wcześniej należy zastanowić się, jaka to siła pcha do białej kartki papieru, co to za wewnętrzny nakaz, imperatyw, czym jest owa nienasycona pasja twórcza? Co zmusza do pracy twórczej pomimo mąk tworzenia, pomimo braku satysfakcji i niezrozumienia u potomnych?

C.K. Norwid zakończył życie w paryskim przytułku dla ubogich, i dopiero (długo) po śmierci uznano jego geniusz. Iluż było podobnych. Choćby malarzy, którym nie udało się sprzedać ani jednego obrazu i kończyli tragicznie. Do takich należał Vincent Van Gogh i Amadeo Modigliani. Uznanie, sława i popyt na ich obrazy przyszły dopiero po ich samobójczej śmierci, przerywającej dramatyczny żywot. Podobnych było wielu. A ilu kończyło w alkoholizmie lub obłędzie.

Ernest Hemingway, zanim wydał swą pierwszą książkę, pisywał systematycznie co dzień przez sześć godzin i niemal codziennie otrzymywał od różnych redakcji szare koperty zwrotne z jego odrzuconymi   opowiadaniami.

Podobno ten silny mężczyzna, szukający mocnych wrażeń na wojnie to na afrykańskim safari czy walce byków, odbierając odrzucany wielokrotnie tekst, czasem płakał, prawdziwymi łzami. Na szczęście zdążył zaznać lat sławy.

Te nieszczęsne grube koperty ze zwracani tekstami, jakie wciąż pojawiały się w szparze drzwi i spadały na podłogę, opisuje też w swych wspomnieniach   angielski pisarz George Bidwell. Dopiero, jak osiedlił się w Polsce, los jego się odwrócił i pisane tu powieści zaczęły cieszyć się powodzeniem.

Podobny okres biedy i ciągłego odsyłania mu nowel z różnych redakcji opisuje Jack London w autobiograficznej powieści „Martin Eden”. Jedną z nich wysyłał do dwudziestu siedmiu czasopism.

Szczęściem w owych czasopismach panowały dobre obyczaje i nie zastrzegały sobie prawa niezwracania niezamówionych tekstów. I że w ogóle odpowiadały i to dość szybko. Ten sam utwór mógł więc wędrować od redakcji do redakcji, a ilość czasopism była pokaźna.

Stanisława Przybyszewska skarżyła się w listach, że „droga na Parnas wiedzie tylko przez pustynię prasy codziennej – a ja nieszczęsna nie umiem pisać short stories! Napracowałam się rzetelnie. Przestudiowałam wszystkie wybitniejsze utwory kryminalne. O’Henry’ego znam na pamięć./.../ nie każdy talent nadaje się do celów żurnalistyki.”

U nas jeszcze do niedawna pisma literackie prowadziły działy porad dla adeptów literatury. Niejeden początkujący (jak niżej podpisana) ośmielał się brać na serio do pisania po pełnej życzliwości zachęcie redaktora Włodzimierza Maciąga z „Poczty Literackiej” w Życiu Literackim.

Szkoda, że pism literackich czy społeczno-kulturalnych już nie znajduje się w stosach błyszczących, kolorowych tygodników, rozrzuconych gdzieś w markecie.

Ale w tym miejscu warto również przytoczyć skargi krytyka, obarczanego nadmierną ilością tekstów od autorów początkujących, oczekujących oceny i wskazówek. Tak to ujął Karol Irzykowski w Tygodniku Illustrowanym z 1933 roku, nr 18, gdzie miał stały felieton:

„Niewątpliwie bezcenne skarby giną nieraz w literaturze polskiej, ponieważ nie ma nikogo, kto by się nimi zajął. Ale z drugiej strony życie krytyka nie jest usłane na różach. I krytyk nieraz chce wołać S.O.S., jak wątły statek, zaatakowany przez stado wielorybów. Dlatego ktokolwiek jesteś czytelniku, jeśli masz rękopis w szufladzie, pamiętaj, że krytyk jest także człowiekiem i grafomanem, i także chciałby coś napisać, więc miej litość. Oszczędź jego czas i nie przysyłaj! Nie przy-sy-łaj!!”

Tu, żeby nie oceniać wypowiedzi Irzykowskiego zbyt surowo, aż prosi się poparcie owej opinią Tomasza Manna:

„Pisarz to człowiek, któremu pisanie sprawia większe trudności niż innym osobom.”

I Wańkowicza Z jego „Karafki La Fontaine’a”:

„ Podejrzliwie bym się odniósł do pisarza, który by lubił pisać.”

 

Co zatem popycha do pisania? Czym jest powołanie, pasja twórcza? Jan Parandowski ujmuje rzecz następująco:

„W każdym człowieku tkwi konieczność wyrażenia w słowie wszelkiej czynności i ściśle z nią związana konieczność wyrażania samego siebie, konieczność niemal fizjologiczna. Ta dążność nabiera u pisarza szczególnej siły, wydaje się, jakby była dopełnieniem życia, a nawet spotęgowaniem.” /”Alchemia słowa”/

Ten przymus twórczy może być tak wielki, że w końcu, jak mówi Bosch:

„Twórca żyje po to, by tworzyć”

cdn

 

                                                                                      3.5.2014r.

Krystyna Habrat.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Krystyna Habrat · dnia 07.05.2014 21:01 · Czytań: 1058 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 18
Komentarze
Dobra Cobra dnia 07.05.2014 23:10
Krystyno,

Jakaż metodyczna próba usankcjonowania natchnienia i tych spraw.

Encyklopedyczne wręcz.


Mi pisanie daje fun. Ale rozumiem osobników, którzy przekazywane treści traktują śmiertelnie poważnie. I oni najczęściej tej radości pisania nie rozumieją. :(



Będzie ciąg dalszy?

DoCo
zajacanka dnia 07.05.2014 23:31
Przeczytałam z zainteresowaniem. Niezłe cytaty. Ale co z tego? Ogólnie wiadomo, że Wena nadchodzi niespodziewanie i wpatrywanie się w białą kartkę niczego nie przyniesie. Pisanie dla pisania? Większość pisarzy (no, może prócz DoCo) ma z tym problem. I to od setek lat - jak mniemam. Systematyczność przy pisaniu? Może tylko wymuszona - jak w ostatnim Pamiętniku Pilcha - szału nie ma. A przecież nie o to chodzi! Trzeba tej iskry, zarzewia, żeby rozgrzać, rozpalić, rozdmuchać... Tylko nagły impuls może to sprawić, żeby pióro poniosło wyobraźnię. Nie trzeba nam pisać o białych kartkach - choć sama podobne wstawki dawałam - ale szukać ognia, idei, pomysłu, życia!

Pozdrawiam serdecznie, Krystyno!
Dobra Cobra dnia 08.05.2014 14:40
I taki nagły impuls (vide: zajacanka komment) oferuje chwilowe podłączenie języka do gniazdka 230volt! Polecam wypróbowaniu!

DoCo
amsa dnia 08.05.2014 16:46
Krystyno - przeczytałam z zainteresowaniem, ale bardziej jako ciekawostki biograficzne, niż cokolwiek innego, zresztą taki był chyba zamiar, bo brak w tekście Twoich osobistych rozważań:) w tym temacie. Sądzę, iż męki twórcze dla każdego są inne, nie zawsze jest to biała kartka, ale co do lenistwa - podpisuję się od razu - gdzie petycja w tej sprawie:)...
Będę czekać na dalszy ciąg, mając nadzieję na Twoje zwierzenia:).

Pozdrawiam

B)
blaszka dnia 09.05.2014 08:38
Krystyno

bardzo interesujący artykuł. Cieszę się, że zdecydowałaś się go tutaj opublikować, pokazać z jakimi trudami wiąże się zawód pisarza. Pokazać upór i wytrwałość, dzięki którym to cechom możemy dzisiaj poznać wybitne dzieła dawnych twórców. I refleksja, że talent z pracowitością muszą iść w parze.
Chętnie przeczytam ciąg dalszy.
Pozdrawiam serdecznie ;)
pablovsky dnia 09.05.2014 11:45 Ocena: Bardzo dobre
Podoba mi się Twój tekst, Krystyno. Nawiązuje w pewnym sensie do historii Taxidriver'a. Tam twórca doznawał interesujących olśnień pod wpływem tajemniczych ziół ;)

Wniosek taki, że wenę można pobudzić na wiele sposobów ;)

Dobra Cobra napisał:
Mi pisanie daje fun.


Mi również, DoCo. Ale my nie pisarze, lecz tfurcy textuf, a to róznica! :)
herbatka dnia 15.05.2014 11:41
Bardzo ciekawe ujęcie szerokiego tematu. Chętnie poczytam o grafomanii, żeby dowiedzieć się w jakim stopniu mnie to dotyczy ;) . Również czekam na cd. :)
Fabularia dnia 15.05.2014 13:04
Witam! Interesujące ujęcie tematu, pochłonęłam tekst z ogromnym zaciekawieniem. Bardzo też jestem ciekawa, czy Autorka tekstu napisałaby coś na temat zjawiska blokady twórczej.

Pewien drobiazg nie umknął mojej uwadze. Wydaje mi się, że zamiast:
Cytat:
na­le­ży do naj­przy­krzej­szych mo­men­tów pracy twór­czej
, lepiej byłoby napisać: najbardziej przykrych.

Tajemnica twórczości jako daru pozostaje nadal niewyjaśniona - podobno jego źródło wypływa z sublimacji popędu seksualnego - tak w największym uogólnieniu twierdził Zygmunt Freud. Pisarz jest w pewnym sensie dorosłym dzieckiem, które bawiąc się tworzy i tworząc bawi się słowami, tak jak malarz kolorami i formą, co pokrótce wynikałoby z teorii Jeana Piageta. To oczywiście bardzo luźna interpretacja.

Podobno literatura jest już na tyle wyczerpana, że nie sposób współczesnemu (wy/po)twórcy napisać dzieła genialnego, takiego które nie otarłoby się o grafomanię.

Poza tym, polski rynek wydawniczy generuje zupełnie inne wzorce twórczości jako zjawiska. Weźmy pod uwagę, że również sami czytelnicy narzucają wydawnictwom konieczność publikowania niekoniecznie tego, co odznacza się wysokimi walorami artystycznymi. W związku z tym rynek jest zarzucany twórczością popularną i przynoszącą zyski, a pisarze przynoszący zysk, piszą także dla zysku - może to stanowi granicę przyjemności pisania, kiedy pisanie staje się po prostu wykonywanym zawodem?

Nie zapominajmy, że wielu pisarzy uznanych "grafomanów" (to określenie ukute przez zoilusów), nie wyłączając Prousta, za życia czy po śmierci, w końcu zostało uznanych za wielkich pisarzy i artystów.
Sztuka jest wieczna, chociaż my - nie.

Pozdrawiam :)
Krystyna Habrat dnia 23.05.2014 23:34
Dziękuję za komentarze, a wszystkie są mi pomocne i ciekawe. Zajrzałam tu dopiero dziś, bo wypoczywałam 2 tygodnie w Rabce.
Ciąg dalszy będzie. Już drugi odcinek w pisaniu. Nie oczekujcie, że będzie to rewelacja, a po prostu przekazanie pewnych materiałów, które zbierałam od IV roku studiów na Psychologii, pisząc pracę mgr na temat: "Geneza pomysłu twórczego". Nawet po obronie i porzuceniu później pracy asystentki z powodu wyjazdu za mężem, dalej notowałam sobie związane z tym tematem wypowiedzi twórców. Była z tego nawet audycja w radio.
Teraz stwierdziłam, że warto podzielić się tymi materiałami z innymi. Ale to są tylko refleksje ze skromnym podsumowaniem, bo materiał rozległy i bazujący na wypowiedziach subiektywnych. Nie szkodzi. Nie ma to być podręcznik dla pisarza, bo oryginalność, która jest chyba najważniejsza w twórczości, zdobywa się własną drogą. O tym też jest w przepisywanej pracy.
Nie piszę o swoich doświadczeniach, bo jakże bym śmiała stawiać się na równi z wielkimi pisarzami. Ich wypowiedzi wystarczą.
Potraktujcie to jako zbiór ciekawostek. Każdy z nas, z PP, miałby tu wiele do dorzucenia, ale mam nadzieję, że każdy dowie się też czegoś nowego. Mnie ten temat pasjonował. Na długo wcześniej zanim sama wymyśliłam pierwsze opowiadanie.
Pozdrawiam.
PS Fabularia- złośliwy krytyk z czasów starożytnych nazywał się chyba Zoil, a twoje przekręcenie na zoilus jest bardzo trafne. Ta końcówka zawiera w sobie już określone odczucia. Freud, jako naukowiec, nie cieszy się wielkim uznaniem. Z popędem seksualnym trochę przesadził, ale jego model osobowości, jako id, ego i super ego, jest świetny i niepodważalny.
A nasz profesor mówił, może trochę żartem, że dziecko którego wysiadywanie na nocniczku bardzo celebrują, wyrasta na poetę.
PS 2 - A mąż nadal ten sam.
amsa dnia 24.05.2014 07:41
Krystyno i Fabulario - z pewnością będę śledziła te zapiski, jednakowoż nie mogę się zgodzić ze zdaniem na temat Freuda, który będąc kokainistą, pisał swoje teorie pod wpływem substancji, był seksoholikiem, miał obsesję na punkcie własnej matki (pożądał jej) a jego model osobowości jest porostu chory, bo nie mógł być inny, gdyż źródło wnioskowanych teorii było skażone z powodów wymienionych wyżej. Jego uczeń, Jung, był okultystą. Zastanawiające jest, że ludzie o takim morale są stawiani za wzór współczesnej psychologii. Sam Freud jadąc na pierwsze wykłady do Ameryki zwierzył się właśnie Jungowi: Jadę zawieźć im dżumę. A powiedział to o teoriach z jakimi tam wyruszał.
Dlatego też nie zgadzam się, aby moją twórczość w jakikolwiek sposób wiązać z ukrytym popędem seksualnym, chyba że napiszę pornosa, wtedy jak najbardziej. Ale w najbliższym czasie nie mam takich planów:).

Pozdrawiam a-seksualnie, lecz serdecznie a nawet ciepło.

B)
Fabularia dnia 24.05.2014 18:39
Droga amso,
Pozwól, że odniosę się do następującego fragmentu Twojej wypowiedzi:
amsa napisała:
Zastanawiające jest, że ludzie o takim morale są stawiani za wzór współczesnej psychologii.


Wiadomo od dawna, że nie tylko oni i nie tylko w tej dziedzinie. Weźmy pierwszy z brzegu przykład - uznawany za jednego z największych współczesnych filozofów i autorytetów intelektualnych, Martin Heidegger - należący do partii NSDAP w czasach istnienia systemu III Rzeszy, jawnie sympatyzujący z nazizmem. Podam jeszcze jeden przykład: Jean Paul Sartre, uzależniony od amfetaminy, który podobno nie napisałby "Bytu i Nicości", gdyby nie znacząca pomoc i udział Simone de Beauvoir - uznawanej za rzeczywistą autorkę tego dzieła (i to nie tylko przez feministki).

Czy jednak z powodów wymienionych powyżej należałoby potępiać bądź umniejszać zasługi uznanych intelektualistów?
Czy to pozwala nam jednoznacznie oceniać ich moralność, która przecież nie jest wyznacznikiem wielkości?

W tym miejscu kończę i przepraszam Autorkę tekstu za uprawianie zbędnej polemiki.
amsa dnia 24.05.2014 19:03
Fabularia - jak najbardziej na miejscu jest to, co napisałaś powyżej, gdyż jakby nie było, pisarze czerpią skądś wzorce:), o czym też, niejako, jest tekst Krystyny. I, co z przykrością muszę stwierdzić, większość intelektualistów jest wątpliwa moralnie, a wiedza o tym zupełnie ludziom nie przeszkadza i stawiają ich za wzór. Pytam czego? Jeśli źródło jest skażone, to i woda gorzka. Przecież jest mnogość uznanych i wzorcowych, że tak powiem, ludzi. Mamy do czego się odwoływać:).

Pozdrawiam

B)
Fabularia dnia 24.05.2014 19:08
Racja, pozostaje tylko dodać: pisarz to tez człowiek i żadne słabości ludzkie nie są mu obce (reszta jest kwestią mniej lub bardziej pielęgnowanego daru od Boga).

Pozdrawiam B)
Wasinka dnia 18.06.2014 10:27
Krysiu,
z przyjemnością czytam sobie Twoje "wspominki" o twórcach; ich sposoby na tworzenie są różne, ale każdy ma co jakiś czas chwile poczucia wypalenia. I wtedy pojawia się pusta kartka... myśl o niej, która gnębi autora. Ci, którzy piszą systematycznie, mogą potraktować to dosłownie, ci, którym impuls każe pisać - metaforycznie. Oczywiście nie odkrywam tu nic nowego, ale czasem mam wrażenie, że dla niektórych pusta kartka oznacza moment siadania do stołu/komputera i ślęczenia nad niezapisaną stroną. Tak zapewne zdarza się głównie twórcom, którzy mają kontrakty i podpisane umowy na książkę...

Pozdrawiam słonecznie.
Krystyna Habrat dnia 07.07.2014 22:34
Dziękuję bardzo za wszystkie komentarze. Nie spodziewałam się ich już po "spadnięciu" tekstu z Ostatnio dodanych.
Co do Freuda, to widzę, że moje szanowne komentatorki dysponują tu bardzo fachowymi argumentami. Ja powiem tylko skromnie, że cenie u niego tylko/głównie teorie: osobowości (z id, ego i super ego), podświadomości oraz zapominania. Na pewno coś jeszcze, ale w tej chwili nie pamiętam. Już za moich studiów, choć nam go obszernie przybliżano, nie przeceniano jego roli. Wówczas usłyszałam, że bardziej niż nauka, korzysta z jego dorobku literatura piękna i film, gdzie bardziej ceni się jego fantazję niż naukowość, wymagająca ścisłości myślenia.
Jung chyba nie był uczniem Freuda, ale obaj wraz z innymi stworzyli szkołę psychoanalityków. Miałam kiedyś książkę "Zmierzch psychoanalizy" i co się do niej zabrałam, tak mnie nudziła, że odkładałam. Wreszcie przekazałam ją komuś niedokończoną. Z innych nazwisk wokół tej grupy warto przypomnieć Adlera (tego od rekompensowania kompleksu niższości) oraz Karen Horney z jej teorią nerwic. Te i podobne teorie są fascynujące, gdy człowiek zaczyna się w nie wgłębiać, a potem to rozczepianie włosa na czworo i więcej - męczy.
Co do "grzechów" Freuda, to znam publikacje, które pokazują go w całkiem przyzwoitym świetle. Komu wierzyć? Po prostu wcale się tym nie przejmować. Każdy ma wady i zalety, bywa w piekle i niebie. On też może być nie bez grzechu.
Często lubię jakąś postać, np pieśni Edith Piaf, ale wgłębiać się w jej biografię przykro. Wiem o niej aż za dużo, ale wolę jej słuchać.
Dziekuję za zainteresowanie. Będę więc przepisywać dalsze odcinki.
Pozdrawiam.
Szuirad dnia 27.10.2014 19:58
Witaj
Czytałem wcześniej, ale dopiero ślad w Krytyce Literackiej i ostatnio wrzucona część IV sprawiła, że z lekką nieśmiałością wróciłem najpierw tu, by jeszcze raz, od początku, przeczytać wszystkie części.
Widać, że włożyłaś kawał pracy, świadczą o tym choćby zebrane cytaty i informacje z biografii ludzi pióra. To uwiarygadnia Cię, zwłaszcza w temacie, który jest bliski każdemu piszącemu. Śmiem też twierdzić, że czytający Twój tekst w znacznej części już mają za sobą lektury poradników i różnych podobnych opracowań i dlatego mogą docenić jego wartość.

pozdrawiam DarekZ
Usunięty dnia 30.01.2015 16:54
Przechodzę cichutko do odcinka drugiego z nadzieją odnalezienia śladów człowieka ;)
Krystyna Habrat dnia 19.02.2015 23:03
Szuirad, Ekszyn - dziękuję bardzo.
Ekszyn - pomyślę o tym.
Pozdrawiam.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
marzenna
21/10/2019 14:24
Gramofon tak wygląda prawdziwa miłość, jest cierpliwa, bez… »
mike17
21/10/2019 13:36
Aniu, dziękuję za wizytę i koment :) W zupełności rozumiem… »
bruliben
21/10/2019 13:16
Hej, Skromna uwaga: nawet Bóg gdzie się schował (gdzieś).… »
marzenna
21/10/2019 12:38
Zatrzymany czas ugotowany w czajniku, płatki mięty w… »
bruliben
21/10/2019 12:28
Witaj Intro, Za przedmówcami - praca uporządkowana,… »
Nuria
21/10/2019 12:22
Podoba się, lekki fajnie, spójnie wybrzmiewa melodią...tylko… »
bruliben
21/10/2019 10:51
Przypomniałem sobie od razu Foo Fighters- I am A River.… »
Ania_Basnik
21/10/2019 09:45
Przepiękny wiersz Adaś! Łapie za serce. Każdy człowiek… »
Ania_Basnik
21/10/2019 09:41
O kurcze, nieźle namieszałeś! Moje odczucia są takie jak… »
wiosna
21/10/2019 07:15
Do Co dziękuje za piękny wiersz, który być może komuś z… »
Darcon
21/10/2019 06:31
Bardzo dobra literatura, aż szkoda, że ukaże się… »
Dobra Cobra
20/10/2019 23:13
W tym miejscu być może warto zacytować wierszyk Ivana… »
bruliben
20/10/2019 22:25
Ukłony. Zmiana w tym fragmencie: pańskim preferencją… »
Lilah
20/10/2019 22:09
Dziękuję, Marco. Trochę wiosny jesienią się przyda,… »
bruliben
20/10/2019 21:30
Był czy nie był nie daje mi spokoju. Ten chłopiec ma… »
ShoutBox
  • mike17
  • 21/10/2019 13:49
  • Czy 5000 słów to dużo? Nie. Dlatego zapraszam Was do MUZO WEN 8, KONKURSU w prozie - wystarczy napisać miniaturę :) [link]
  • mike17
  • 21/10/2019 13:38
  • Koberko, dziękuję za dodanie do ulubionych :)
  • bruliben
  • 20/10/2019 11:11
  • A gdzie to ześrodkowanie? Gubię się w portalu. Może ktoś, coś podpowiedzieć?
  • Zola111
  • 19/10/2019 00:18
  • Jak Wam się pisze wiersze do Zaśrodkowania?
  • mike17
  • 18/10/2019 14:04
  • MUZO WENY 8 zapraszają do udziału śmiałków pióra. Podejmijcie wyzwanie i dajcie z siebie wszystko :) [link]
  • bruliben
  • 18/10/2019 09:02
  • Już wiem, ktory utwór najlepiej rozgrzewa do pisania :)
  • bruliben
  • 18/10/2019 04:56
  • Dlaczego tu jestem, czego szukam, skoro większość dreamin’ offline.
  • bruliben
  • 18/10/2019 04:48
  • Aż sześć muzo wen - wypadałoby zajrzeć, zobaczyć, poczuć jak zainspirują.
  • allaska
  • 17/10/2019 16:27
  • Prośba do redakcji przy wysyłaniu tekstu nie wiem co zrobiłam ale wkleiłam dwa na raz proszę o usunięcie jednego one są takie same. Pozdrawiam. Czarodziejka z planety: " nie dorastam wam do pięt ;)"
Ostatnio widziani
Gości online:21
Najnowszy:uqofo
Wspierają nas