Nieskończona zagadka: Czas i życie - Wierszybajka
Kategoria Konkursowa » Tajemnica kamienicy » Nieskończona zagadka: Czas i życie
A A A
Od autora: Gdybym zapytała: Kim jestem panie Brown?

 

Wykłady dobiegły końca, dziś wyjątkowo wcześnie, ćwiczenia odwołali, więc postanowiłam iść do antykwariatu dziadka.

– Miśka, zaczekaj! – krzyknęła za mną koleżanka z roku. Odwróciłam się i poczekałam, aż mnie dogoni.

– Mówiłaś, że idziesz do graciarni twojego staruszka – powiedziała, lekko zdyszana Ela Maj.

– Zgadza się – potwierdziłam z uśmiechem.

– To trzymaj, babcia znalazła sprzątając piwnice. Miało być dla niego. Znali się, twój dziadek i mój pradziadek – wyjaśniła mi natychmiast sprawę, dając jakąś małą, szarą paczuszkę.

– To dopiero historia – rzuciłam słowem na pożegnanie, gdy dziewczyna wyłożyła mi pokrótce całą opowieść o wojnie i ratowaniu narodu żydowskiego.

Ela wydawała się szczęśliwa i wzruszona możliwością uczestnictwa w zakończeniu zamierzchłej sprawy. Z mojej perspektywy były to tylko legendy okrutnej przeszłości i powody do rozpamiętywania przez skrzywdzonych losem.

Nie twierdzę, że nie współczuję ludziom z tamtych czasów, przecież każdy wie czym jest ból, strach i cierpienie. Jednak, tak samo wielu, jak wtedy, cierpi teraz... tylko gdzie indziej i to im należy się większa uwaga. Oni wciąż żyją.

– A najgorszy jest strach, przed strachem, moja wnusiu – powiedział dziadek, gdy powtórzyłam mu opowieść koleżanki.

Nie rozpakował paczuszki. Schował ją głęboko w szufladzie. Pomyślałam, że nigdy nie poznam jej zawartości, a mój dziadzio, na swój sposób jest bohaterem.

Za życia staruszek chodził o lasce, miał długi nos i już dawno zgubił zęby, lecz dalej prowadził swój sklepik. Siedział w nim, aż do śmierci.

– To mówisz, że nigdy nie przejdziesz na emeryturę, dziadziu? - zapytałam, parząc sobie herbatę.

Dziadek Brown uniósł kącik ust.

– A cóż bym tam na górze robił? – pokazał na sufit, gdzie było jego mieszkanie. – Moje życie jest tutaj. Jak widzisz, nadal są ludzie, którym mogę się przydać. Książki, starocie, historie. To wszystko wędruje właśnie tutaj. Muszę na nie czekać.

Wspiął się po stołkach na regał i ściągnął z niego mały przedmiot. Była to figurka ryczącego lwa, mosiężna, złocona. Miała niewielki rozmiar, długi lwi ogon przebijał się przez głowę zwierzęcia do pyska i wyglądał jak wystawiony jęzor, miała też dziurę na lewym boku.

– Wiesz na przykład co to jest?

– Coś zepsutego – mruknęłam od razu. Dziadek podał mi przedmiot, bym mogła przyjrzeć się uważniej.

– Nie wiem, pewnie jakaś ozdoba - mruknęłam po raz drugi. Trzymał ich tak wiele, że nie sposób zliczyć.

– A gdybym dał ci jeszcze to? – wręczył mi dwie jakby pieczęcie w kształcie litery H, wykonane z tego samego materiału co lew. Wzięłam jedną.

Przyglądałam się chwilę i majstrowałam. Jednak lubię jego zagadki. Kluczyk pasował do wyżłobienia w boku kłódki.

Ha, tak to była kłódka. Kiedy pociągnęłam za zakotwiczony kawałek metalu, obręcz stworzona przez ogon odskoczyła.

– Gdyby nie ten wihajster, nigdy bym na to nie wpadła – zaśmiałam się cicho.

– No właśnie, Michalinko. Dobre z ciebie dziecko. – Położył swoją dużą ciepłą dłoń na mojej kędzierzawej głowie.

– Miejsca i przedmioty to zagadki, a ludzie to klucze do ich rozwikłania. Gdybyś nie wpadła na połączenie dwóch przedmiotów, oba byłyby bez wartości. Dlatego muszę tu pracować. Ja już tutaj wrosłem, jestem początkiem i końcem wielu zapomnianych dziejów, opowieści i zdarzeń.

 

Podawał mi takie złożone metafory wiele razy. Jego ulubionym przykładem były pestki i jabłko: „Rzecz cała leży w szczegółach, które dla jednych są bez wartości, a innym niosą życie. Dla mnie ogryzek będzie bezużyteczny, ale jeśli, przez przypadek wyrzucę go we właściwym miejscu, wyrośnie tam jabłonka. Prawda?”

Pan Brown lubił porównywać się do tych drzew.

Rzadko przyglądam się dziadkowi, lecz ostatnimi czasy mojego przodka nie poznaję, tyle w nim energii i szczęścia, wydaje się młodszy z każdym dniem... może tak właśnie jest. Kto wie jak naprawdę działa śmierć...

Zanim nastąpiła był człowiekiem pogodnym i ciepłym, a nawet po niej zachował hart ducha.

Za życia kochał wszystko co stare i obdarzone przeszłością. Lecz „stare” oznaczało dla niego zapomniane. Przedmiot wcale nie musiał być antyczny. Uwielbiał wiersze poetów, o których nikt nie słyszał i potrzaskane samowary wyciągnięte ze zrujnowanych wojną domów.

Obecnie sam jest czymś na ten kształt.

– Wrosłem tu – zwykł powtarzać. – Tak jak drzewo potrafi wrosnąć w otaczający je mur, tak ja wrosłem w tę kamienicę.

 

Kiedy wychodziłam ze sklepiku był ciepły wieczór, postanowiłam od razu pójść na cmentarz. Nasza rodzina zajmuje się grabarstwem od czterech pokoleń. To, wbrew pozorom, dobry zawód. Jeśli wychowało się, jak ja w otoczeniu martwych ciał, duch dziadka wydaje się czymś po stokroć bardziej sympatycznym, niż zimny trup, ledwo przywieziony z kostnicy. Pamiętam go nadal, i choć na co dzień żyję ze śmiercią u boku, ta była wyjątkowo bolesna.

Moje zdziwienie sięgnęło zenitu tydzień później, gdy na prośbę mamy, udałam się do opuszczonej kamienicy na przedmieściu. Miałam zacząć tam sprzątać nim zaczniemy szukać kupca. Dziadzio był jej jedynym lokatorem i właścicielem budynku.

Ledwie weszłam do środka usłyszałam jego głos. Obrzucił mnie złym wzrokiem. Powiedział, że od tygodnia siedzi tu sam, bo ktoś zamknął drzwi wejściowe.

I jak on ma przyjmować interesantów? Jak, skoro przeszkadza mu reumatyzm i zanim zdąży im pokazać, że jest w środku, wszyscy odchodzą po szarpnięciu za klamkę?

Krzyczał na mnie zły i zdziwiony. Najpierw płakałam, potem długo się śmiałam. Dziadek w ogóle nie zauważył, że umarł. Nadal mogłam go dotknąć i ucałować, nadal zasiadał przy swoim biurku, czytał książki, sporządzał inwentaryzację, liczył przychody i rozchody.

Był tak nieświadomy tego faktu, że nawet wszyscy klienci brali go za zwykłego antykwariusza. Mama, kiedy przyprowadziłam rodziców, zemdlała.  Za to ojciec uściskał dłoń teścia i rzucił zaproszeniem na piwo. Potem wyprowadził rozhisteryzowaną kobietę nim chlapnęła za dużo. Tato w swoim fachu widział dziwniejsze i straszniejsze rzeczy. Wyjaśnił mi, że dusza może stać się ciałem, gdy wierzy, że jest jeszcze potrzebna i odejść, gdy zgubi swój cel.

Było to cztery lata temu, a skoro przy czytaniu testamentu okazało się, że dziadzio zapisał kamienicę i jej zawartość, mnie, jako najstarszej wnuczce, tak już zostało.

Jak dawniej, odwiedzam go kilka razy w tygodniu i tylko najbliższa rodzina wie, że odbył się jego pogrzeb.

Przechodząc przez cmentarz przysiadłam na grobie, mam taki jeden ulubiony z ciemnoszarego granitu. Nazwisko na nim już dawno zatarł czas. Wychodzę w nocy z domu, patrzę na gwiazdy, wsłuchuję się w ciszę.

Ciszę grobową.

 

Lata spędzone na tej ziemi, jedynej którą znam, nauczyły mnie kilku prawd. (Nie wiem, niestety jak odnoszą się one do całej rzeczywistości, wszechświata naszego i tych alternatywnych. Tych, które istnieją, albo nie...)

Po pierwsze: nic nie jest pewne, po drugie; nigdy nie mów nigdy i po trzecie; każdy musi znaleźć swoje miejsce.

Ta ostatnia, którą wspomniałam jest, jak na razie, najważniejsza. Na przykład dziadzio Brown urodził się w Indiach, w angielskiej kolonii, ale jego rodzice musieli szybko stamtąd uciekać. Jakimś cudem zamieszkali w Polsce, byli dość zamożni, by wykupić ziemię, zbudować kilka kamienic i żyć wygodnie z pieniędzy pobieranych od lokatorów. Potem zaczęła się druga wojna światowa. Z jej początkiem dziadek stracił całą rodzinę, okoliczności były różne.

Wyjechał i tułał się po świecie. Na początku sam, potem z córką, aż zawitali znów do Polski. Gdy okazało się, że jedna z kamienic nadal stoi, w niemal dobrym stanie, od razu się tam wprowadził. Wtedy zaczął tworzyć swoją kolekcję, na którą składały się pamiątki z czasów podróży i rzeczy wyszukiwanych w wyprawach do zapomnianych dzielnic. Dziadek Brown miał zacięcie artystyczne i potrafił odnowić wszystko co zechcieli mu sprzedać, przynieść bądź podarować okoliczni mieszkańcy. Razem z nim w ten sposób pracowała moja mama i pewnego dnia poznała ojca. Ponoć przytargał do sklepu odkryty na śmietniku, wielki, złamany, kościelny lichtarz. Wstąpił z lenistwa, bo miał bliżej niż na złomowisko. Znalezisko zostało naprawione i złocone cudo wciąż stoi na widocznym, honorowym miejscu. Jakoś jeszcze nikogo nie przyciągnęło... ale kto wie.

Wszystko musi znaleźć swój czas i miejsce, może jakiś ksiądz wejdzie pewnego dnia i powie: Od lat go szukałem.

Ha, oby tylko nie spostrzegł, że dziadzio jest duchem. Egzorcystom wstęp wzbroniony. A kysz.

Zapadła noc, a ja dalej spoglądałam przed siebie, ognie zniczy paliły się i gasły z cichym sykiem. Może dla innych to miejsce jest sceną horroru, dla mnie jest cichym zakątkiem, powodem do zebrania myśli. Wszystko staje się mniej ważne, gdy wiem, że pewnego dnia i ja tu spocznę. W podstawówce byłam czarownicą, w gimnazjum wiedźmą cmentarną. Teraz czasem słyszę „córka grabarza”.

Jak widzicie, mam swoje sekrety, swoją kamienicę i tak wyglądał mój dzisiejszy dzień. Być może chwilę później zasnęłam na tym grobie. Być może umarłam, gdzieś po drodze, albo wcale nie żyłam.

 

Wiem jeszcze jedno i jest to pewne, nigdy nie poznam wszystkich tajemnic pana Browna... bo zwyczajnie kłamałam.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Wierszybajka · dnia 23.05.2014 20:33 · Czytań: 1583 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 15
Komentarze
amsa dnia 25.05.2014 20:02
Wierszybajka - nie wiem, czy już wspominałam - masz niesamowitą zdolność opowiadania. Wciągnęła mnie ta opowieść, nie przyjmuję, że kłamałaś, dworujesz sobie z czytelnika, bo najprawdziwsza opowieść rodzinna. Kapitalna, historia rodzinny i ekscentrycznego dziadka, tak ekscentrycznego, że nawet porządnie umrzeć nie chciał, ale nie dziwi, skoro miał takiego zięcia. A poza tym - ludzie się nie zmieniają:). Bardzo mi się podoba:).

Pozdrawiam

B)

Nieco poprawek moja droga dyslektyczko:)

Cytat:
mi dwie jakby pie­czę­ci(e)

Cytat:
Kiedy po­cią­gnę­ła(m) za za­ko­twi­czo­ny

Cytat:
wi­haj­ster, nigdy bym
- czemu kursywa?
Cytat:
Dobre z cie­bie dziec­ko. – (P)po­ło­żył

Cytat:
Rzad­ko przy­glą­dam się dziad­ko­wi, lecz ostat­ni­mi czasy mo­je­go dziad­ka nie po­zna­ję,
- czasy nie poznaję mojego staruszka.
Cytat:
Przed­miot wcale nie mu­siał byś(ć)

Cytat:
tak ja wro­słem w tą(ę) ka­mie­ni­cę.

Cytat:
To, wbrew po­zo­rom(,) dobry zawód

Cytat:
wy­da­je się, czymś po sto­kroć bar­dziej sym­pa­tycz­nym niż zimny
- przesuń przecinek przed niż
Cytat:
I jak, on ma przyj­mo­wać in­te­re­san­tów?
- bez przecinka
Cytat:
to oj­ciec uści­skał dłoń i te­ścia
- przestaw i za teścia
Cytat:
a skoro przy czy­ta­niu te­sta­men­tu, oka­za­ło się
- usuń przecinek
Cytat:
pa­trzę na gwiaz­dy(,) wsłu­chu­je(ę) się w ciszę.

Cytat:
Po pierw­sze(:); nic nie jest pewne

Cytat:
Ta ostat­ni(a), którą wspo­mi­nam(wspomniałam) jest,

Cytat:
po­dró­ży i rze­czy wy­szu­ka­ne(ych) w wy­pra­wach do za­po­mnia­nych

Cytat:
Razem z nim, w ten spo­sób(,) pra­co­wa­ła moja mama i pew­ne­go dnia po­zna­ła ojca.
- albo bez przecinka po nim wówczas ten dodany niepotrzebny
Wierszybajka dnia 26.05.2014 13:23
Pięknie dziękuję amso :* Ciesze się, że Ci się podobało ;) Już biorę się za poprawki ostatnio, nie mam wiele czas na pisanie, a pomysły związane z tą historią nie dają mi spać :lol:
al-szamanka dnia 26.05.2014 20:54 Ocena: Świetne!
Cytat:
Wspiął się po stoł­kach na regał i ścią­gną(ł) z niego mały przed­miot.


Polubiłam dziadka Browna, trochę mi przypomina mojego - też zbierał dziwne rzeczy, był zielarzem, potomkiem arystokratów i wyjątkowo oczytanym człowiekiem.
Gdy umarł, śnił mi się przez całą noc.
Czyli zbieżności, nawet te nieprawdopodobne, są.
Ale zmartwiło mnie, że w końcówce przyznajesz się do kłamstwa.
To co, nigdy nie było sympatycznego staruszka?
A może był, tylko doopisałaś go inaczej, fantastycznie i z fajowskim polotem.
I to takim, że nie zwracałam uwagi na oczywiste błędy.
Piszesz coraz ciekawiej, Wierszybajko, ale już Ci to chyba mówiłam:)

Pozdrawiam:)
ajw dnia 27.05.2014 19:34 Ocena: Świetne!
Lubię takie historie 'z pogranicza'. Jest czas na zadumę, na gęsią skórkę i na zwyczajne wczytywanie się w treść. Ciekawie to napisałaś. Jest klimat i dreszczyk :)
henrykinho dnia 02.06.2014 09:22
Ciekawy to zabieg, takie wepchnięcie czytelnika pod pociąg - nie mam pojęcia, jak to ostatnie zdanie na mnie wpłynęło, jak zmieniło percepcję, jednak jest to dość nurtujące ;)
Potrafisz opowiadać, ładnie Ci to wychodzi, nie ma żadnych zawijasów językowych, na czym zyskuje naturalność i szybkość czytania.
Brown być może jest jakąś dziecięcą projekcją jedynie, wyimaginowanym przyjacielem, ale cóż mi do tego, skoro narrator przyznał się do malwersacji? :)
Może fabuła jako taka nie przybiła mnie do ściany, jednak sama konstrukcja tekstu podaje czytelnikowi rękę i zaprasza "do środka", znaczy dobrze.

pozdrawiam
Wierszybajka dnia 02.06.2014 15:45
Nie znam odpowiedzi na pytanie gdzie jest kończy się prawda a zaczyna kłamstwo w tej historii.
Prawdziwa jest na pewno kłódka w kształcie lwa, którą dostałam dawno temu od bardzo miłego pana, który niestety już nie żyje. Naprawdę zdarzyło mi się pójść na cmentarz i siedzieć tam do wieczora obserwując ludzi pielęgnujących wspomnienia zmarłych krewnych i kiedy jadę tramwajem często mijam drzewo, które wrosło w bardzo stary mur. Reszta to być może szczypta wyobraźni. ;]

Dziękuję za ciepłe słowa i pozdrawiam serdecznie.
pablovsky dnia 04.06.2014 14:16 Ocena: Świetne!
Wierszybajko, bardzo przypadła mi do gustu Twoja historia. Napisana lekko, z przyjemnością oddałem się lekturze, nawet przez chwilę nie poczułem znużenia, wręcz przeciwnie- szkoda, że tak krótko.

Z pewnością pisanie o rzeczach z pogranicza realnego świata jest Twoją mocną stroną.
Pewien fragment opowiadania przypomniał mi sen, jakiego doświadczyłem krótko po śmierci mojej babci, było to całkiem niedawno, więc pamiętam.

Też chodziła po swoim mieszkaniu, rozmawiała z rodziną, a realizm snu sprawił, że po przebudzeniu dotknęło mnie dziwne uczucie, iż ona faktycznie może nie mieć najmniejszego pojęcia co się wydarzyło.
Troszkę wstrząsające.
Gdy umieramy, całkiem realne, że nie mamy takowej świadomości i ciągle nam się wydaje, że egzystujemy wśród najbliższych? Przerażająca perpektywa.

Podobnie jest w Twojej historii.
Jak dla mnie - jednej z lepszych. Pozdrawiam ;)
Wierszybajka dnia 04.06.2014 18:23
Panie prezesie witam, cieszy mnie niezmiernie, że tym razem odczucia jak najbardziej pozytywne. Przesyłam moc uśmiechów. :] (Raport ze zdjęciami wyślę na adres klubu. )
Usunięty dnia 12.06.2014 13:14
Sporo błędów, które już zostały wymienione, ale jeżeli chodzi o tręść, to mi się bardzo podoba. Gratuluje :)
franekkon23 dnia 17.06.2014 20:07
Mi się osobiście podoba i doskonale się czyta, gratuluje :)
Wierszybajka dnia 17.06.2014 21:10
Pablopo i Franku Pięknie wam dziękuję :*
Wasinka dnia 18.06.2014 10:05
Pomysł, który bardzo przypadł mi do gustu, tylko teraz mam problem, bo właśnie ostatnio pisałam sobie o czymś takim (czyli o tym, jak to ktoś nie zauważył, że umarł) i teraz głupio kończyć. ;-)
A zatem - lubię tego typu literaturę, gdzie dzieją się rzeczy niezwykłe. Gada to do mnie i świergoli ponętnie.
Ciekawy jest także zabieg z kursywą w konkretnych słowach.
Co mi przeszkodziło w całkowitym odczuciu? Trudno to sformułować... Chyba troszkę mi klimat umknął. Ale to zapewne akurat kwestia moich potrzeb stylu w tego rodzaju literaturze, choć w sumie nie do końca pewnie. Bo lubię też język prosty i bez krętych ścieżek. Różnie lubię.
Bardziej chyba przeszkadzało mi dopowiadanie. Chociaż... kurka, to znowu moje subiektywne postrzeganie... Po prostu czasem dopowiadałaś oczywistość, coś, czego czytelnik się spokojnie domyślił lub nawet zostało mu to powiedziane niejako na inny sposób.
No i zakończenie nie bardzo mnie przekonało. Ech, kłamczucha. :-P
Ogólnie jednak - pozytywny wydźwięk i podobająca się historia.

Sporo potknięć poprawiłaś, ale jeszcze przecinki brykają.


Pozdrawiam czerwcowym słońcem.
Wierszybajka dnia 18.06.2014 18:37
Piękne dzięki, ogromnie cieszę się, że koncept przypadł Ci do gustu.
Chciałam, żeby opowiadanie z jednej strony było zupełnie jasne, wręcz oczywiste, a jednak podświadomie pozostawiało kilka niedopowiedzeń.
(Jeszcze te moje przecinki gromię, może w końcu dojdziemy do ładu ;) )

Serdecznie pozdrawiam z podróży w w Beskidy.
Krystyna Habrat dnia 09.07.2014 12:50
Masz niesamowitą wyobraźnię. W krótkim opowiadaniu pomieściłaś różne światy i zaświaty, osoby współczesne i żyjące w przeszłości, różne filozofie, obyczaje i wierzenia. To bogaty potencjał twórczy. Tu stworzyłaś z tego interesujące opowiadanie. Bardzo cenne jest zdanie dziadka, że najgorszy jest strach przed strachem. I jeszcze kilka innych spostrzeżeń filozoficznych. A nastrój rupieciarni dziadka inspirujący, czytelnik spodziewa się, że zobaczy za ścianą, w innym kątku, jeszcze coś więcej.
Pozdrawiam
KH.
Wierszybajka dnia 12.07.2014 17:11
Niezmiernie jest mi miło, że moje opowiadanie znalazło pani uznanie. :)

Mnie samej nie raz trudno znaleźć coś bardzo dobrego w tym co piszę i wszystkie pozytywne opinie cieszą i nieco dziwą. Choć staram się, gdy powracam do swoich tekstów (nie tylko starszych) mam myśli pod tytułem: mogłam to zrobić lepiej, albo inaczej.
Mam nadzieję, że niedługo powstanie ciąg dalszy tej historii, odkrywający kilka sekretów pana Browna... niestety nadal czegoś mi w mniej brakuje... może skoncentrowania pomysłu na jednym wątku, gdy odnajdę ten najważniejszy element będę wiedziała, jakie skarby skrywa kamienica.

Pozdrawiam serdecznie i dziękuję :)
Bajka
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Marek Adam Grabowski
16/07/2019 19:25
Tematyka nie dla mnie, ale doceniam wysoki poziom twojego… »
Miladora
16/07/2019 18:21
Umknął mi Twój wiersz, a nie powinien, więc dobrze, że Alos… »
SzalonaJulka
16/07/2019 12:52
alos, dziękuję. Celnie rozszyfrowane. Tak, chyba o to mi… »
Hubert Z
16/07/2019 08:14
Cieszę mnie, że się podoba. »
Hubert Z
16/07/2019 08:13
Dzięki wiosno. Pozdrowionka »
Dobra Cobra
15/07/2019 23:12
Madawydar, Jak celnie się domyslasz to tylko opowiesc.… »
Marek Adam Grabowski
15/07/2019 22:25
Chodziło mi o to, czemu zabił i co łączyło go z tą… »
PrzemeK155J
15/07/2019 20:39
Pod koniec chciałem nieco wspomnieć o naszym trybie życia,… »
StalowyKruk
15/07/2019 18:04
Dziękuję. Pracuję nad rozdziałem drugim, ale jak zwykle… »
22227
15/07/2019 17:57
Ciekawy tekst, tylko z tym mózgiem to o wiele bardziej… »
DanielKurowski1
15/07/2019 16:11
Komentarz dopiero po miesiącu, ale sesja nie wybacza.… »
czarnanna
15/07/2019 15:36
Bardzo dziękuję za odkurzenie mojego tekstu, Antoni :) Od… »
czarnanna
15/07/2019 15:31
Cieszę się, że rymowanka wpadła Ci w oko/ucho :D Lubię… »
wiosna
15/07/2019 15:14
I jeszcze rymy wewnętrzne:) Lubię czasem się tak pobawić,… »
wiosna
15/07/2019 15:02
Ładnie o wiośnie:) »
ShoutBox
  • czarnanna
  • 16/07/2019 23:44
  • Hej Michale przelatujący stolicę :D wakacyjne pozdrowienia!
  • mike17
  • 15/07/2019 15:55
  • Przelotem w stolicy, na dobre wrócę pod koniec sierpnia. Pozdrawiam Was i życzę dobrych, udanych tekstów, no i wakacji rzecz jasna :)
  • czarnanna
  • 14/07/2019 14:53
  • Miłej niedzieli! Leniwej lub aktywnej (co kto woli) :D
  • czarnanna
  • 14/07/2019 14:46
  • Naturalnie, Antoni!
  • AntoniGrycuk
  • 12/07/2019 23:28
  • I mam nadzieję, że pochwalisz się efektami?
  • AntoniGrycuk
  • 12/07/2019 23:03
  • No, tego jeszcze nie grali :) Super mi miło! Tylko uważaj, bo sporo w tej mojej muzyce jest niepokoju, czy wręcz krzyku, jak w niektórych. Choć uważam, że tylko kilka jest naprawdę dobrych.
  • czarnanna
  • 12/07/2019 22:59
  • Super!!! Bardzo mi się podobają serio, chyba będę do nich malować :D
  • AntoniGrycuk
  • 12/07/2019 22:56
  • Albo zupełnie moje, albo te z opisem Projekt to z zespołem sprzed lat.
  • czarnanna
  • 12/07/2019 22:50
  • Ale to te wszystkie utwory są Twoje?!
  • czarnanna
  • 12/07/2019 22:41
  • Antoni, bardzo intrygująca ta Twoja kompozycja. Gratuluję :)
Ostatnio widziani
Gości online:14
Najnowszy:lioioi
Wspierają nas